DRUGI OBIEG
Środa, 11 marca 2026

1.



Pochodzenie Hyperiona i pierścieni Saturna w dwuetapowym układzie niestabilności Saturna
https://arxiv.org/abs/2602.09281
Odkryto pochodzenie pierścieni Saturna, które przez wieki pozostawało zagadką.
Ikona, symbol Układu Słonecznego: to pierścienie Saturna, których pochodzenie pozostawało nieznane przez wieki. Teraz zagadka wydaje się ostatecznie rozwiązana dzięki badaniu przeprowadzonemu przez naukowców z Instytutu SETI w Mountain View w Kalifornii.

Charakterystyka planety
Planeta, złożona głównie z wodoru, jest prawie dziesięć razy większa od Ziemi i otaczają ją 274 księżyce, z których największym jest Tytan. Obraca się szybko, więc doba trwa 10,5 godziny, pora roku około ośmiu lat, a rok 29 lat ziemskich.
Pierścienie, które mają zaledwie kilka metrów grubości , składają się z lodu składającego się niemal wyłącznie z wody oraz fragmentów pyłu, który nagromadził się na przestrzeni czasu: niektóre mają wielkość główki szpilki, inne wielkości autobusu.
Aby zbadać ten system, Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA), Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) i Włoska Agencja Kosmiczna (ASI) wysłały sondę Cassini-Huygens, która krążyła wokół Saturna od 2004 do 2017 roku i dostarczyła liczne dane i obrazy.

Poprzednie badania
Obecne badania opierają się na wcześniejszych, opublikowanych w 2022 roku w czasopiśmie „Science” i przeprowadzonych przez amerykańskich astronomów. Ich model sugerował, że wokół gazowego olbrzyma krążył lodowy księżyc o nazwie Chrysalis. Około 160 milionów lat temu zbliżył się on zbyt blisko i rozpadł, przyczyniając się do powstania pierścieni.

Jeszcze jeden księżyc
Dziś eksperci popierają podobną teorię, ale z pewnymi istotnymi zmianami: około 500 milionów lat temu istniał lodowy księżyc dodatkowy, księżyc numer 275, który zderzył się z Saturnem, tracąc znaczną część swojej masy i stając się jego integralną częścią. „Następnie sam Saturn mógł zaburzyć ruch niektórych wewnętrznych księżyców, wywołując kolejne kolizje. Niektóre z pozostałości mogły następnie, być może 400 milionów lat później, utworzyć pierścienie, które miałyby wówczas 100 milionów lat” – wyjaśnia Matija Ćuk, główny autor raportu i badacz z amerykańskiego instytutu.

Opinia innych naukowców
„Do tej pory proponowano dwie możliwe hipotezy: albo struktury przypominające pierścienie mogą mieć zaledwie kilkaset milionów lat, albo mogły powstać w tym samym czasie co Saturn, około 4,5 miliarda lat temu” – mówi Linda Spilker, planetolog z Jet Propulsion Laboratory NASA. „Teraz to badanie dostarcza przekonujących dowodów na poparcie pierwszej hipotezy”.
„Scenariusz zaproponowany przez Ćuka i jego współpracowników, oprócz rozwiązania problemu pierścieni, proponuje również rozwiązania innych, wcześniej nierozwiązanych problemów, takich jak wyraźne nachylenie osi Saturna (około 27 stopni) i stabilizacja orbit dużych księżyców” – komentuje Carl Murray, emerytowany profesor matematyki i astronomii na Queen Mary University of London i członek zespołu misji Cassini. „Nakreśla on złożoną, ale wysoce prawdopodobną sekwencję zdarzeń”.
Najlepszym sposobem na przetestowanie tej teorii jest użycie Dragonfly, helikoptera wielkości samochodu, napędzanego energią jądrową, który będzie latał nad powierzchnią Saturna i lądował w różnych miejscach, aby zbierać i analizować próbki za pomocą instrumentów pokładowych. Start zaplanowano na 2028 rok, a lądowanie na koniec 2034 roku.


2.
A oto kolejne wiadomości z kosmosu:
Z Korei Północnej siostra Kima krzyczy: „Seul i Waszyngton ćwiczą, jak nas okupować”.
Kim Yo-jong potępiła doroczne wspólne ćwiczenia Korei Południowej i Stanów Zjednoczonych, które rozpoczęły się wczoraj.
Pustelnicze królestwo Kimów uważa to za próbę generalną przed przyszłą inwazją. Dlatego Korea Północna po raz kolejny potępiła doroczne ćwiczenia wojskowe Korei Południowej i Stanów Zjednoczonych, które rozpoczęły się wczoraj na Półwyspie Koreańskim. Jak zwykle, głos musi zabrać wpływowa Kim Jo-jong, siostra marszałka Kim Dzong Una: „W krytycznym momencie, gdy globalna struktura bezpieczeństwa gwałtownie się rozpada, a w różnych częściach świata wybuchają wojny z powodu lekkomyślnych działań skandalicznych międzynarodowych przestępców, odbywają się wspólne ćwiczenia wojskowe USA i Korei Południowej. To jeszcze bardziej podważy stabilność regionalną. To pokaz siły, który może spowodować straszne i niewyobrażalne konsekwencje. Wrogowie nigdy nie powinni wystawiać na próbę naszej cierpliwości, woli i możliwości”.
Ćwiczenia „Tarcza Wolności”, które rozpoczęły się wczoraj, potrwają do 19 marca. Uczestniczy w nich około 18.000 żołnierzy południowokoreańskich i nieznana jeszcze liczba żołnierzy amerykańskich. Tegoroczne ćwiczenia mają jednak mniejszą skalę: liczba ćwiczeń polowych spadła do 22 w porównaniu z 51 w zeszłym roku. Świadczy to o staraniach Seulu i Waszyngtonu o złagodzenie napięć i stworzenie warunków do dialogu z Koreą Północną. Prezydent Korei Południowej Lee Jae-myung od miesięcy walczy o osiągnięcie kruchego pojednania z Pjongjangiem, a rząd w Seulu ma również nadzieję, że wizyta Donalda Trumpa w Chinach, zaplanowana na koniec marca, umożliwi otwarcie rozmów z Koreą Północną.
Trump już w zeszłym roku zadeklarował gotowość do spotkania z Kimem, a pod koniec lutego Kim pozostawił drzwi USA w połowie otwarte, choć szybko zaznaczył, że „poprawa relacji ze Stanami Zjednoczonymi zależy wyłącznie od postawy Waszyngtonu”: jeśli Stany Zjednoczone „szanują obecny status naszego kraju jako mocarstwa nuklearnego, ustanowiony w Konstytucji, i porzucą swoją wrogą politykę, nie ma powodu, dla którego nie moglibyśmy się dogadać ze Stanami Zjednoczonymi”.
Jednak podczas ostatniego Kongresu Partii Pracy marszałek Kim po raz kolejny określił Koreę Południową jako „najbardziej wrogiego wroga”, z którym nie chce rozmawiać. Trudno wyobrazić sobie dialog między Amerykanami a Koreańczykami z Północy, który nie uwzględniałby Południa.
Kim obiecał również podczas Kongresu w zeszłym miesiącu, że będzie kontynuował rozbudowę arsenału nuklearnego Pjongjangu: prawdziwą polisę ubezpieczeniową na przetrwanie reżimu. Jest to tym pilniejsze dla przywódców Korei Północnej po działaniach USA, najpierw w Wenezueli, a zwłaszcza później w Iranie. „Najpotężniejsza siła ofensywna jest najskuteczniejszym środkiem odstraszającym” – powiedziała dziś siostra przywódcy.
Czy wojna w Iranie stworzy nową okazję do rozmów ze Stanami Zjednoczonymi, czy też zepchnie reżim północnokoreański w jeszcze większą izolację, pozostaje kwestią otwartą.
W obliczu kryzysu na Bliskim Wschodzie i gróźb ze strony Korei Północnej, prezydent Korei Południowej Lee powiedział dziś, że potencjalny transfer amerykańskich zasobów wojskowych stacjonujących w Korei Południowej nie wpłynie na skuteczność odstraszania Korei Północnej. Jego komentarz pojawił się po doniesieniach niektórych południowokoreańskich i amerykańskich mediów, że Stany Zjednoczone przekazują systemy obrony przeciwrakietowej Patriot i inny sprzęt z Korei Południowej w celu wsparcia operacji na Bliskim Wschodzie.
Tymczasem Pjongjang wysyła sprzeczne sygnały dotyczące swojej otwartości na resztę świata. Międzynarodowy maraton, który miał się odbyć w przyszłym miesiącu w stolicy Korei Północnej, został odwołany: władze nie podały żadnego wyjaśnienia, co podważa gotowość Korei Północnej do ponownego otwarcia się na turystykę zagraniczną. Dziś rano południowokoreańskie media ogłosiły, że pasażerskie połączenia kolejowe między Pjongjangiem a Pekinem zostaną wznowione pojutrze po sześcioletnim zawieszeniu spowodowanym pandemią COVID-19. Anonimowi chińscy urzędnicy poinformowali południowokoreańską agencję prasową Yonhap, że kolejny pociąg Pekin-Pjongjang będzie przewoził głównie dyplomatów i podróżnych służbowych. Trasa nie będzie od razu dostępna dla turystów. Chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych oświadczyło, że utrzymanie regularnych pasażerskich połączeń kolejowych z Koreą Północną ma „ogromne znaczenie”, nie potwierdzając ani nie zaprzeczając tym informacjom.


3.
https://oilprice.com/


4.
D.O: Na Środkowym Wschodzie trwa wojna Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem i Iranu z większością swoich sąsiadów z Zatoki Perskiej i nie tylko.
Wszyscy zapewne wiedzieli przerażające zdjęcia zbombardowanych silosów benzyny i oleju napędowego na przedmieściach Teheranu, po których to bombardowaniach na stolicę dumnych Persów spadł czarny deszcz.
Światowa opinia publiczna przejmuje się bardzo różnymi aspektami tej wojny, a stosunkowo najmniej jej konsekwencjami dla klimatu na planecie Ziemia. Ponieważ takie bombardowania, jak w Teheranie, dotknęły również inne składy paliwa w całym kraju, do atmosfery dostały się przerażające ilości trujących czynników.
D.O. ma nadzieję, że spora część z tego spadnie na dom Przemysława Apuchtina i całej tej głupiej zgrai.
Kiedy mówimy o Środkowym Wschodzie, zwłaszcza o Zatoce Perskiej, myślimy: „ropa naftowa”.
Stosunkowo mało myślimy o znacznie cenniejszym w tym regionie płynie: o wodzie.

D.O. jeszcze raz zatem napisze, że kiedy był w Dausze, stolicy Kataru, jeździł wypożyczonym samochodem i był to jedyny raz, kiedy D.O. mył wypożyczony samochód codziennie na własny koszt.
Albowiem z nieba padał cement.
Miejscowi nazywali to deszczem. Być może gdzieś w górnych warstwach atmosfery to był deszcz, ale nim dotarł w pobliże ziemi, wymieszał się z niewiarygodnie drobnymi cząsteczkami piasku tak dokładnie, że do ziemi docierał w stanie mazi przypominającej cement.
Wychodząc co rano z hotelu D.O znajdował więc samochód pokryty owym cementem, całkiem grubą jego warstwą. Szyby w samochodzie były zupełnie nieprzezroczyste. Przydałaby się może skrobaczka do szronu, ale szron w Katarze nie występuje, więc w sklepach takiego przyrządu nie ma.
A zatem D.O. brał z hotelowego mini baru butelkę wody oraz trochę papieru toaletowego polewał przednią szybę, i rozmazywał maź na tyle, że kółko na wprost kierowcy stawało się przezroczyste. Robił też podobne kółka na bocznych szybach, w okolicach lusterek. Następnie jechał kilkaset metrów do pobliskiej stacji benzynowej, gdzie maszyna myła mu z grubsza pojazd. Cała ta usługa kosztowała wówczas 18 dolarów. Zatankowanie tego samochodu do pełna na tejże stacji benzynowej kosztowało 8 dolarów.

Oto dlaczego D.O. podkreśla, że dla tamtego regionu świata ropa naftowa jest bardzo ważna jako źródło fenomenalnych dochodów, ale dla przeżycia istot ludzkich, zwierząt oraz roślin, daleko ważniejsza od ropy naftowej jest woda.
Większość wody w krajach Zatoki Arabskiej pochodzi z desalinizatorów, czyli zakładów, odsalających wodę morską. W praktyce polega to na jej destylowaniu. To niezwykle energochłonne przedsięwzięcie, ale w chwili obecnej energia nie stanowi tam większego wyzwania, ponieważ jest pozyskiwana z wszechobecnej tutaj ropy naftowej.
Wszystkie kraje Zatoki, produkujące ropę naftową, uzyskują od 70 do 100% swojego zapotrzebowania na wodę właśnie z desalinizatorów. I, dziwnym trafem Iran, który doskonale o tym wie, jak do tej pory ani razu nie zaatakował żadnego z tych zakładów. Czyli można by zaryzykować twierdzenie, że ajatollahowie, ci sami, którzy bezpardonowo mordują wszystkich protestujących przeciwko ich władzy, mają więcej sumienia niż Putin, który atakuje absolutnie wszystkie przedsiębiorstwa, całą infrastrukturę, która ludności Ukrainy jest niezbędna do przeżycia.


5.

Dlaczego wyspa [o wątpliwej urody nazwie] Chark jest piętą achillesową Iranu, a USA jeszcze jej nie tknęły?
Położona na północy Zatoki Perskiej, o powierzchni zaledwie 20 kilometrów kwadratowych i jest leży na niej najważniejszy terminal naftowy reżimu ajatollahów.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/03/10/news/isola_kharg_iran_petrolio_stati_uniti_guerra-425211201/


Wyspa Chark


Persowie wymawiają ją „Charcz”

Przez jej infrastrukturę przechodzi siedem milionów baryłek ropy dziennie. Jest to punkt wyjścia dla większości irańskiego eksportu ropy naftowej przeznaczonego na rynki Dalekiego Wschodu, zwłaszcza Chin. „Bez niego” – powiedział Richard Nephew, były amerykański negocjator ds. Bliskiego Wschodu, w wywiadzie dla „Financial Times” – „irańska gospodarka by się załamała”.
Kilka pocisków wystarczyłoby, by zniszczyć jego infrastrukturę. Jednak jak dotąd ani Stany Zjednoczone, ani Izrael nie zbombardowały Iranu w wojnie trwającej od około dziesięciu dni. Dlaczego? Odpowiedź najbardziej uznanych ekspertów brzmi, że Waszyngton chce zachować Iran dla tych, którzy będą nim rządzić bezpośrednio po wojnie i przede wszystkim w dłuższej perspektywie. Drugim powodem jest to, że Biały Dom nie chce działań, które jeszcze bardziej zaszkodziłyby jego relacjom z Pekinem, zwłaszcza w okresie poprzedzającym planowaną na kwiecień wizytę prezydenta Trumpa. Trzecim powodem jest to, że atak na Chark niemal na pewno sprowokowałby podobną irańską reakcję militarną przeciwko infrastrukturze energetycznej państw arabskich w regionie, sprzymierzonych z USA, od Arabii Saudyjskiej po Katar, z konsekwencjami dla rynków światowych jeszcze bardziej katastrofalnymi niż ostrzeżenia z ostatnich dni.
Z tych wszystkich powodów możliwość ataku na „Wyspę Kharg”, jak nazywają ją Amerykanie, stanowi dla Stanów Zjednoczonych nieprzekraczalną czerwoną linię. Przynajmniej tak było do tej pory: jeśli konflikt się zaostrzy – na przykład jeśli irańska rakieta zatopi amerykański statek lub w Ameryce dojdzie do poważnego ataku terrorystycznego – nie można wykluczyć, że Chark znajdzie się w ich polu widzenia. To swego rodzaju ostateczność, polisa ubezpieczeniowa na wypadek najgorszego: uważajcie, żeby nie zrobić nam zbyt dużej krzywdy – w przesłaniu Trumpa do ajatollahów zasadniczo stwierdza się – w przeciwnym razie moglibyśmy zaatakować Chark i byłby to dla was koniec. Z tego samego powodu nawet Izrael nie odważył się zbombardować wyspy, która byłaby łatwym celem dla jego sił powietrznych. Jego premier, Benjamin Netanjahu, wie, że są rzeczy, do których prezydenta Trumpa nie może zmusić.
A przynajmniej tak było do tej pory. Sytuacja może się zmienić, jeśli Trump zrealizuje swój niedawny plan „przejęcia kontroli” nad Cieśniną Ormuz, newralgicznym punktem Zatoki Perskiej, przez którą przechodzi 20 procent światowej produkcji energii. Ale jeśli Stany Zjednoczone rzeczywiście to zrobią, to w jaki sposób?

W każdym razie pozostaje to jednym z wielu nierozwiązanych pytań tego konfliktu. Możliwe, że to tylko groźba, jedno z wielu ostrzeżeń Trumpa, które następnego dnia zostały zdementowane lub porzucone. Jak to możliwe, że kryje się za tym jakiś prawdziwy zamiar lub plan?

Znaczenie wyspy dla irańskiej gospodarki wynika z płytkich wód przybrzeżnych, które uniemożliwiają tankowcom cumowanie w celu załadunku ropy naftowej i transportu jej do reszty świata. Podwodne rurociągi transportują ropę do Chark, gdzie przypływają po nią duże tankowce. Naturalnie, to uzależnienie od jednego punktu cumowania stanowi słabość Teheranu. Jego przeciwnicy zdają sobie z tego sprawę. Holenderscy i brytyjscy kolonizatorzy zajęli wyspę wieki temu. Irak intensywnie ją bombardował podczas wojny z Iranem w latach 80., niszcząc większość obiektów zbudowanych przez amerykańską międzynarodową korporację Amoco dwie dekady wcześniej. Teraz jednak amerykańskie i izraelskie myśliwce prawie jej nie dotykają. A terminale na wyspie Kharg, pośród pandemonium wojny szalejącej w regionie, nadal działają. Pięta achillesowa Iranu pozostaje na razie bezpieczna.


6.
Za wyborami militarnymi kryją się nie tylko czynniki strategiczne i polityczne: często istnieje również czynnik psychologiczny. I to właśnie on od tygodni popycha Pentagon do zaplanowania niemożliwej misji: wysłania sił specjalnych w celu przejęcia irańskich zapasów uranu. Od 1980 roku wszyscy amerykańscy urzędnicy marzą o przezwyciężeniu koszmaru „Orlego Pazura”, nieudanego nalotu w celu uwolnienia zakładników uwięzionych w ambasadzie USA w Teheranie, opanowanej przez studentów Chomeiniego. Prawdziwa porażka: czterosilnikowy samolot Hercules zderzył się z helikopterem podczas nocnego tankowania na prowizorycznym pasie startowym na pustyni; pięć innych helikopterów zostało porzuconych z pustymi zbiornikami paliwa. To był katastrofalny debiut Delta Force. Teraz, po nalocie, który pojmał prezydenta Wenezueli Maduro, mogli się zemścić, uderzając ponownie w serce Iranu.
Sednem nuklearnych ambicji ajatollahów jest 409 kilogramów uranu wzbogaconego do 60 procent: potrzeba stosunkowo niewiele, aby podnieść jego gęstość do 90 procent i zbudować dziesięć bomb atomowych.
Inspektorzy ONZ uważają, że uranu wciąż brakuje w bazie w Isfahanie, składowanego w piwnicach zniszczonych w czerwcu ubiegłego roku przez bombowce B-2 Spirit z bombami do niszczenia bunkrów. W ostatnich miesiącach Strażnicy Rewolucji przeprowadzili tam szeroko zakrojone remonty, monitorowane przez satelity. Odbudowano drogi i wzmocniono zabezpirczenia. Następnie, w połowie lutego, w obawie przed atakiem, wejścia zamknięto tonami ziemi. Tylko jedno z nich pozostało otwarte, chronione betonowymi barierami.
Szturm na tę fortecę wydaje się przedsięwzięciem absurdalnym. Znajduje się ona tysiąc kilometrów od granicy, pod górą, która jednak znajduje się bardzo blisko metropolii liczącej trzy miliony mieszkańców. Sieć tuneli wykopanych pod 80-metrową skałą wydaje się nie do zdobycia. Ryzyko jest ogromne: każdy oddział szturmowy może znaleźć się w pułapce pośród wroga.
Baza w Isfahanie znajduje się na wysokości 1600 metrów nad poziomem morza, gdzie wysokość ogranicza możliwości śmigłowców. Z tego powodu kluczowe będzie znalezienie szosy lub drogi gruntowej, na której będą mogły lądować samoloty transportowe, w przeciwnym razie ewakuacja grupy operacyjnej będzie niemożliwa. Najważniejsza jest jednak obecność ludzi zinfiltrowanych na długo przed godziną X, którzy znają teren i mogą wesprzeć początkowy nalot”.

Kto może to zrobić? Przede wszystkim Izraelczycy, którzy przeprowadzili podobny nalot w Syrii 8 września 2024 roku. Stu komandosów z Jednostki 5101 Shaldag zbombardowało śmigłowcami CH53 podziemną fabrykę Masjaf: kolosalny tunel w kształcie podkowy, zbudowany ponad siedemdziesiąt metrów pod ziemią przez irańskich inżynierów w celu montażu pocisków balistycznych. Seria bombardowań w innych miejscach odwróciła uwagę armii ówczesnego reżimu w Damaszku. Jednocześnie do akcji wkroczyła jednostka komandosów, która wylądowała kilka dni wcześniej, i zabiła wartowników, około trzydziestu z nich. Następnie przybyli kolejni spadochroniarze, wchodząc do tuneli i konfiskując dokumenty i sprzęt. Na koniec kompleks zdemontowano kwintalami materiałów wybuchowych.
Masjaf znajdował się jednak zaledwie 45 kilometrów od wybrzeża i dwieście od granicy z Izraelem: eskadra przeleciała nad morzem niezauważona. Najbliższe amerykańskie lotniska są oddalone od Isfahanu o dwa tysiące kilometrów, co nigdy wcześniej nie stanowiło wyzwania dla ataku powietrznego.
Po pierwsze, podobnie jak w 1980 roku, niezbędna byłaby baza pośrednia. Być może jest ona już w trakcie realizacji: od kilku dni donoszono i filmowano loty amerykańskich samolotów transportowych Hercules nad iracką pustynią. Odbywają się one w regionie Nadżafu, tysiąc kilometrów od celu.
Mosad zinfiltrował do Republiki Islamskiej agentów, którzy mogą monitorować górę uranu i eliminować jej strażników. A co z więlkością oddziałów szturmowych? Szacuje się, że jest ich ponad dwustu Izraelczyków z Shaldag i Amerykanów z Delta Force. „Idealnym rozwiązaniem” – zwierza się przedstawiciel służb bezpieczeństwa w rozmowie z Repubblica – „byłoby zanurkowanie w pobliżu wejścia za pomocą szybowców, które mogłyby bezgłośnie transportować pojazdy i ludzi”. Osłonę z góry zapewniałyby drony Reaper, myśliwce bombardujące, a zwłaszcza AC-130 Ghostrider, wyposażone w szybkostrzelne karabiny maszynowe i działa. Mogłaby zostać ponownie użyta tajna broń, która rozgromiła ochronę Maduro, aby zneutralizować garnizon; uważa się, że użyto „działa dźwiękowego”, które paraliżuje ludzi, uniemożliwiając jakąkolwiek reakcję.
Delta Force ma zespół przeszkolony w zakresie obsługi substancji radioaktywnych – gaz uranowy znajduje się w butlach – który za pomocą robotów kołowych będzie wydobywał go z tuneli i docierał na pas startowy w celu jego odzyskania. Następnie Hercules wyląduje i szybko zabierze na pokład uran oraz wojsko.
Łatwo powiedzieć, niezwykle trudno osiągnąć. Nawet przy doskonałej koordynacji i przewadze w powietrzu, ryzyko pozostaje niezwykle wysokie. Po co je podejmować? Bo tylko odzyskanie uranu może dać Donaldowi Trumpowi wyraźne zwycięstwo i szansę na zakończenie wojny wymykającej się spod kontroli.
(https://www.repubblica.it/esteri/2026/03/10/news/uranio_iran_sogno_usa_israele_vittoria_guerra-425210315/ )


7.

Zyski VW spadły o prawie połowę.
https://www.tagesschau.de/wirtschaft/unternehmen/volkswagen-jahreszahlen-verbrenner-e-autos-100.html
Volkswagen doświadczył kolejnego załamania zysków, co spowodowało powrót marży operacyjnej do poziomu z kryzysu Dieselgate . Zysk operacyjny spadł o połowę w 2025 roku, do 8,9 miliarda euro w porównaniu z rokiem poprzednim. Największy europejski producent samochodów zapowiedział w związku z tym 50 000 zwolnień do 2030 roku. Podczas gdy trudne negocjacje z IG Metall w zeszłym roku doprowadziły do 35 000 zwolnień, głównie w marce VW, tym razem straty te zostaną rozłożone również na Audi, Porsche i producenta oprogramowania Cariad. Prezes Oliver Blume mówił o „transformacyjnym planie oszczędnościowym”, „który wpłynie na każdy obszar firmy”.
Jednym z głównych czynników napędzających kryzys niemieckiego producenta samochodów i VW są Chiny. Po latach przychodów na poziomie około czterech lub pięciu miliardów euro, w 2025 roku spadły one poniżej miliarda, do 958 milionów. „Kluczowym sprawdzianem dla VW będzie rok 2027. Wtedy przekonamy się, czy nowa ofensywa marki pozwoli VW odzyskać udziały w rynku” w Chinach, skomentował analityk Metzlera, Pal Skirta. W tym roku VW wprowadzi na rynek 20 nowych modeli: nadzieje na ożywienie skupiają się przede wszystkim na nowym elektrycznym Polo.
Jednak głównym czynnikiem, który przyczynił się do spadku zysków VW, było Porsche i jego 5-miliardowa konwersja na pojazdy elektryczne — historyczny zysk operacyjny marki luksusowej spadł z 5,3 miliarda euro w roku poprzednim do 90 milionów euro w roku bieżącym. Trzecim czynnikiem paraliżującym bilans jest amerykańska polityka celna. Teraz konflikt na Bliskim Wschodzie dodatkowo zwiększa obciążenie. Prezes Blume zauważył, że „to ważny region dla naszych marek premium”, a mianowicie Porsche, Audi i Lamborghini, więc VW spodziewa się tam spadków. Dodał jednak, że jest jeszcze za wcześnie, aby je oszacować. W ubiegłym roku eksport samochodów luksusowych do tego regionu i do Afryki wzrósł o 10%, ale 421 000 sprzedanych tam samochodów stanowi zaledwie 5% całości.


8.

Tylko u nas: Trump rozważa zaskakującą umowę gospodarczą z Kubą
https://eu.usatoday.com/story/news/world/2026/03/08/trump-administration-cuba-economic-deal/89054230007/
Administracja Trumpa przygotowuje umowę gospodarczą z Kubą , która może zostać ogłoszona wkrótce, poinformowały dwa źródła mające wiedzę na temat planów administracji.
Szczegóły potencjalnej umowy i dokładny termin jej zawarcia nie są znane. Porozumienie mogłoby jednak obejmować złagodzenie ograniczeń dotyczących podróży Amerykanów do Hawany. Trump nie potrzebowałby zgody Kongresu na złagodzenie tego typu ograniczeń.
Dyskusje obejmowały m.in.: zniesienie sankcji na prezydenta Miguela Díaza-Canela, pozostawienie rodziny Castro na wyspie oraz umowy dotyczące portów, energetyki i turystyki. Rząd USA rozważał zniesienie niektórych sankcji.
Po dramatycznym pojmaniu wenezuelskiego przywódcy Nicolása Maduro przez USA i nagłym odcięciu dostaw ropy, wyspa wydawała się kolejnym celem administracji do zmiany reżimu. Jednak zamiast zdecydowanej kampanii mającej na celu obalenie w Hawanie komunistycznego rządu, administracja Trumpa podejmuje działania mające na celu zmianę ram zmiany reżimu poprzez umowy gospodarcze, które priorytetowo traktują interesy USA, zapobiegając tym samym totalnej konfrontacji.
Prezydent Barack Obama złagodził niektóre zasady pod koniec swojej prezydentury, ale Trump przywrócił niektóre z nich już w trakcie swojej pierwszej kadencji.
Administracja Trumpa również realizuje strategię ekonomiczną, ale źródła bliskie administracji twierdzą, że różni się ona od strategii Obamy, ponieważ prezydent poprzez atak na Wenezuelę i przejęcie jej ropy przez Stany Zjednoczone pokazał, że poważnie myśli o przywróceniu dominacji Ameryki na półkuli zachodniej.
Początkowo nie było jasne, co Stany Zjednoczone otrzymają w zamian za porozumienie, o którym Trump wspominał przez ostatni tydzień.
Trump publicznie oświadczył, że sekretarz stanu Marco Rubio prowadzi rozmowy z rządem kubańskim, a reżim chce zawrzeć umowę.
Biały Dom odesłał redakcję USA TODAY do komentarzy Trumpa na szczycie ‘Tarcza Ameryk’.
„Kuba jest na końcu drogi. Są na samym końcu drogi. Nie mają pieniędzy. Nie mają ropy. Mają złą filozofię. Mają zły reżim, który jest zły od dawna” – powiedział Trump przywódcom Ameryki Łacińskiej 7 marca.
Trump powiedział wtedy, że Kuba prowadzi negocjacje z Rubio. „Myślę, że porozumienie z Kubą zostanie osiągnięte bardzo łatwo” – powiedział.
„Kuba przeżywa ostatnie chwile swojego istnienia, takiego, jakie było. Będzie miała wspaniałe nowe życie, ale przeżywa ostatnie chwile swojego istnienia, takiego, jakie jest” – dodał Trump.

Czym umowa Trumpa z Kubą różni się od umowy Obamy?
Byli urzędnicy amerykańscy, którzy zajmowali się polityką wobec Kuby, prywatnie zastanawiali się, jak blisko administracja jest faktycznie zawarcia porozumienia.
Trump ostrzegał przed upadkiem rządu kubańskiego od czasu, gdy jego administracja zaatakowała Wenezuelę i pojmała Maduro podczas tajnego nalotu na jego rezydencję. W styczniu Trump powiedział, że Stany Zjednoczone nie muszą podejmować działań militarnych na Kubie, ponieważ kraj ten załamałby się gospodarczo, gdyby nie mógł polegać na Wenezueli.
Osoby zaznajomione z toczącymi się dyskusjami twierdzą, że Trump ma przewagę, jakiej nie miał Obama.
Administracja w ostatnich dniach nasiliła presję na rząd Kuby, wydając mało zawoalowane ostrzeżenia, że może postawić w stan oskarżenia kubańskich urzędników państwowych.
Rubio i jego współpracownicy podobno prowadzili tajne rozmowy z wnukiem Raula Castro, Raulito Castro, który jest blisko związany z dziadkiem. Biały Dom odmówił komentarza w tej sprawie, ale wysocy rangą urzędnicy administracji nie zdementowali tych doniesień.
Podczas wydarzenia zorganizowanego 5 marca w Białym Domu Trump powiedział właścicielowi klubu Inter Miami CF, Jorge Masowi, którego ojciec urodził się na Kubie, że wkrótce będzie mógł odwiedzić ten kraj.
„Nie będziesz potrzebował mojej zgody, po prostu przyleć z powrotem” – powiedział Trump.
Zaznaczył, że chciałby najpierw zakończyć kampanię bombardowań Iranu, mówiąc, że wolałby poczekać kilka tygodni, ale podejrzewa, że wkrótce znów będą razem, aby świętować.
„Dokonując historycznej transformacji w Wenezueli, z niecierpliwością oczekujemy również wielkiej zmiany, która wkrótce nastąpi na Kubie” – powiedział Trump dwa dni później, 7 marca.
Podczas szczytu przywódców Ameryki Łacińskiej Trump powiedział, że wielu podobnie myślących przywódców, których gościł, prosiło go, aby zajął się Kubą.
„Czterech z was powiedziało: »Czy moglibyście nam zrobić przysługę? Zajmijcie się Kubą«. Dobrze. Zajmę się tym” – odpowiedział im Trump.
Bliscy sojusznicy prezydenta również publicznie ostrzegali Kubę po pojmaniu Maduro. Senator Karoliny Południowej Lindsey Graham powiedział w zeszłym tygodniu w wywiadzie dla Fox News, że Kuba jest następna na liście prezydenta.
Trump w ostatnim tygodniu kilkakrotnie dawał do zrozumienia, że wolałby poczekać do zakończenia wojny Stanów Zjednoczonych z Iranem, zanim zwróci się ku Kubie. Castro sprawują tam znaczącą władzę za kulisami, a nie ma wyraźnego następcy wybranego przez Raula Díaza-Canela.
„Teraz skupiamy się na Iranie i to zrobimy. Powiedziałbym: »Co zrobisz, Marco, weźmiesz jakieś dwa dni wolnego?« – powiedział Trump. „Może godzinę. Weźmie godzinę wolnego, a potem sfinalizuje umowę w sprawie Kuby”.


9.

https://wyborcza.pl/7,75398,32649803,neosedzia-kapinski-odrzucil-wniosek-prokuratury-dotyczacy-neosedziego.html#  
‘Wyborcza’ dotarła do dokumentu, w którym napisano: "Sąd Najwyższy w składzie: prezes SN Zbigniew Kapiński" odrzucił wniosek prokuratury "o zbadanie spełniania przez prezesa SN Zbigniewa Kapińskiego wymogów niezawisłości i bezstronności".


10.

Brak odszkodowania: Samolot zajęty w Linzu
Niewypłacenie odszkodowania kobiecie przez irlandzkie tanie linie lotnicze Ryanair doprowadziło do kuriozalnych konsekwencji na lotnisku w Linzu. Komornik nakleił naklejkę informującą o zajęciu jednego z samolotów linii lotniczych, oficjalnie ogłaszając jego konfiskatę.
https://ooe.orf.at/stories/3345166/
Samolot Ryanaira, wart dziesiątki milionów euro, został zajęty z powodu długu w wysokości 890 euro. Do zdarzenia doszło w Linzu w Austrii, mieście położonym 180 km na zachód od Wiednia. Samolot został zajęty zapobiegawczo po tym, jak linia lotnicza nie zwróciła pasażerowi należności za lot, który przyleciał z ponad 13-godzinnym opóźnieniem.
Historia, o której poinformowała austriacka telewizja publiczna ORF, ma niemal surrealistyczny wydźwięk. Wymiar sprawiedliwości umieścił na zaparkowanym na lotnisku samolocie dużą etykietę informującą o zajęciu mienia, podobnie jak w przypadku zajętych samochodów lub nieruchomości.
Wszystko zaczęło się od skargi kobiety, która miała lecieć do Palma de Mallorca z dwójką osób towarzyszących w lipcu 2024 roku. Lot jednak opóźnił się o ponad 13 godzin. Zmęczona czekaniem pasażerka postanowiła kupić kolejny bilet z własnej kieszeni. Rachunek, uwzględniając dodatkowe opłaty i odsetki, wyniósł 890 euro. Zwrotu pieniędzy jednak nie otrzymała, pomimo licznych upomnień.
Jej prawnik wnosi więc sprawę do sądu i uzyskał korzystną decyzję: aby odzyskać należną kwotę, można przystąpić do zajęcia jednego z samolotów firmy.
Kiedy komornik pojawił się na pasie startowym w Linzu, próbował również prostszego rozwiązania: prosi pilota o uregulowanie długu na miejscu. Problem: na pokładzie nie ma gotówki, ponieważ wszystkie płatności są dokonywane wyłącznie kartą.
Rezultat: samolot pozostaje „zajęty”. A jeśli Ryanair nie spłaci długu w rozsądnym terminie, samolot może nawet trafić na aukcję, wyjaśnił regionalnej gazecie „Oberosterreichische Nachrichten” prawnik pasażerki.


11.
Z badania CBOS wiemy, że udział Polski w unijnym programie SAFE popiera 52 proc. Polaków. Przeciwników jest 35 proc., a 8 proc. w ogóle o nim nie słyszało.
Stosunek do SAFE to sprawa partyjna. Wyborcy partii tworzących Koalicję 15 Października w ogromnej większości udział Polski w tym programie popierają. Wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej to 94 proc., Nowej Lewicy 91 proc., Polski2050 i PSL (liczonych razem, bo to małe grupy badanych) – 88 proc. Zwolennicy partii Razem też są "za" – 76 proc.
Głosujący na opozycję oceniają program jak liderzy ich partii, ale nie ma tu – jak po stronie rządowej – jednomyślności.
Najwięcej przeciwników jest wśród zwolenników Konfederacji Brauna – 79 proc; ale 14 proc. jednak popiera program SAFE.
Wśród wyborców PiS proporcje są korzystniejsze dla SAFE. Bo przeciwko jest 76 proc., ale 16 proc. popiera program, którym chwali się premier Tusk.
Wyborcy Konfederacji Mentzena też w większości są przeciw SAFE – 63 proc. – ale tu aż 28 proc. chce, by Polska wzięła udział w tym europejskim programie.
82 proc. chce, by Polska kupowała sprzęt wojskowy przede wszystkim w Polsce. A – co ważne – 89 proc. kredytu ma trafić do polskich firm zbrojeniowych, to ponad 180 miliardów złotych.
Nawet wśród wyborców PiS to rozwiązanie ma poparcie większości – 74 proc. Choć tu najliczniejsza jest grupa tych, którzy woleliby przede wszystkim kupować sprzęt wojskowy w Stanach – 58 proc.
Jak zatem Polacy mogą zareagować na weto zwierzchnika sił zbrojnych, czyli zablokowanie 43,7 mld euro dla polskiej armii? Na zlecenie "Rzeczpospolitej" pytali o to na początku marca ankieterzy SW Research.
36,1 proc. zakreśliło odpowiedź "moja ocena prezydentury pogorszy się".
19,5 proc. - "moja ocena prezydentury poprawi się".
A 26,6 proc., że "to nie będzie miało wpływu na moją ocenę prezydentury".
17,7 proc. nie ma zdania w tej sprawie.

(https://wyborcza.pl/7,75398,32650708,czy-nawrockiemu-spadnie-poparcie-gdy-zawetuje-program-safe.html )



12.
1 rok temu
Pogoda… Nie masz to, jak w ciepłych krajach.
To, co miało być zwieńczeniem wakacji państwa D.O.stwa, okazało się rodzajem aresztu domowego, w dość luksusowych zresztą warunkach. Leje, leje, leje. Temperatura skacze od 10 do 15 stopni. Mimo to obserwowanie morza i słuchanie fal, raz delikatnych, raz wściekłych to nadal ulubione zajęcie D.O.
Puste ulice nagle zapełniają się tłumkiem spacerowiczów, kiedy na chwilę przestaje padać i w szarym niebie robi się błękitna dziura.
Korzystając z dziury udało się nam wyjść trzy razy, żeby nie cierpieć głodu, z czego raz trawiliśmy po jedzeniu na taką ulewę połączoną z czymś w rodzaju huraganu, że mimo parasolek dotarliśmy do hotelu kompletnie przemoczeni. No i parasolki na tym wietrze zmieniały wielokrotnie orientację, raz grzybek, raz pojemnik na deszczówkę. Oczywiście buty przemoczone, stopy przemoczone, a z nosa leci coraz energiczniej.
Wydaje się, że tutaj cała gastronomia jest w rękach Rosjan. Być w Hiszpanii i nie zjeść paella de mariscos? Nigdy! Ale w lokalu z typową „paella andalus” kelner był Rosjaninem. O czym się przekonaliśmy, kiedy weszło tam 6 pań mówiący po polsku, które, mimo młodego wieku, znalazły z kelnerem wspólny język: rosyjski właśnie. Skąd młode Polaki znają rosyjski? Pewnie było to towarzystwo mieszane, polsko-ukraińskie, albo i polsko-rosyjskie, sądząc po doskonałym akcencie rosyjskim tej dwójki, która porozumiewała się z kelnerem. Hmmm… Dziwne rzeczy się dzieją. Nieostatnia wśród nich to fakt, że mimo zaawansowanego popołudnia zamówiły… cappuccino!


I tak to jest w ciepłych krajach, w miejscowości, która podobno ma 320 słonecznych dni w roku.


A morze wygląda tak. Nie szkodzi, D.O. i tak się podoba. Jak już nie raz i nie dwa pisał, morze ma oczy bazyliszka.


Och, D.O. nie chce być niesprawiedliwy: czasami pogoda się poprawia.


A czasami nawet bardziej.


A kiedy osiągnie już taki stan (bardzo przejściowo), do państwo D.O.stwo wychodzą na spacer.


Robią turystyczne zdjęcia…


Znajdują nieco większą dziurę w chmurach.


Ale wkrótce wszystko wraca do normy.


Mocząc nogi w kałużach robią zdjęcia egzotyczne.


Tradycyjnie zachwycają się bugenwillami.


Hibiskusami…


I czym tylko się da.


Mgiełka w przerwie między ulewami.


Morza brzeg w różnych wersjach, a dzieli je wszystkiego mały kwadrans.


Trochę nart wodnych przez zmierzchem.


No a kto zgadnie, co to, co tak wygląda o zachodzie słońca?


A tak wczesnym rankiem? D.O. doda, że to rzadki widok, bo przeważnie schowany jest za chmurzyskami.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga