DRUGI OBIEG
Środa, 11 marca 2026
1.
Pochodzenie Hyperiona i pierścieni Saturna w dwuetapowym układzie
niestabilności Saturna
https://arxiv.org/abs/2602.09281
Odkryto pochodzenie pierścieni Saturna, które przez wieki pozostawało
zagadką.
Ikona, symbol Układu Słonecznego: to pierścienie Saturna, których pochodzenie
pozostawało nieznane przez wieki. Teraz zagadka wydaje się ostatecznie
rozwiązana dzięki badaniu przeprowadzonemu przez naukowców z Instytutu SETI w
Mountain View w Kalifornii.
Charakterystyka planety
Planeta, złożona głównie z wodoru, jest prawie dziesięć razy większa od Ziemi i
otaczają ją 274 księżyce, z których największym jest Tytan. Obraca się szybko,
więc doba trwa 10,5 godziny, pora roku około ośmiu lat, a rok 29 lat ziemskich.
Pierścienie, które mają zaledwie kilka metrów grubości , składają się z lodu
składającego się niemal wyłącznie z wody oraz fragmentów pyłu, który
nagromadził się na przestrzeni czasu: niektóre mają wielkość główki szpilki,
inne wielkości autobusu.
Aby zbadać ten system, Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej
(NASA), Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) i Włoska Agencja Kosmiczna (ASI)
wysłały sondę Cassini-Huygens, która krążyła wokół Saturna od 2004 do 2017 roku
i dostarczyła liczne dane i obrazy.
Poprzednie badania
Obecne badania opierają się na wcześniejszych, opublikowanych w 2022 roku w
czasopiśmie „Science” i przeprowadzonych przez amerykańskich astronomów. Ich
model sugerował, że wokół gazowego olbrzyma krążył lodowy księżyc o nazwie
Chrysalis. Około 160 milionów lat temu zbliżył się on zbyt blisko i rozpadł,
przyczyniając się do powstania pierścieni.
Jeszcze jeden księżyc
Dziś eksperci popierają podobną teorię, ale z pewnymi istotnymi zmianami: około
500 milionów lat temu istniał lodowy księżyc dodatkowy, księżyc numer 275,
który zderzył się z Saturnem, tracąc znaczną część swojej masy i stając się
jego integralną częścią. „Następnie sam Saturn mógł zaburzyć ruch niektórych
wewnętrznych księżyców, wywołując kolejne kolizje. Niektóre z pozostałości
mogły następnie, być może 400 milionów lat później, utworzyć pierścienie, które
miałyby wówczas 100 milionów lat” – wyjaśnia Matija Ćuk, główny autor raportu i
badacz z amerykańskiego instytutu.
Opinia innych naukowców
„Do tej pory proponowano dwie możliwe hipotezy: albo struktury przypominające
pierścienie mogą mieć zaledwie kilkaset milionów lat, albo mogły powstać w tym
samym czasie co Saturn, około 4,5 miliarda lat temu” – mówi Linda Spilker,
planetolog z Jet Propulsion Laboratory NASA. „Teraz to badanie dostarcza
przekonujących dowodów na poparcie pierwszej hipotezy”.
„Scenariusz zaproponowany przez Ćuka i jego współpracowników, oprócz
rozwiązania problemu pierścieni, proponuje również rozwiązania innych,
wcześniej nierozwiązanych problemów, takich jak wyraźne nachylenie osi Saturna
(około 27 stopni) i stabilizacja orbit dużych księżyców” – komentuje Carl
Murray, emerytowany profesor matematyki i astronomii na Queen Mary University
of London i członek zespołu misji Cassini. „Nakreśla on złożoną, ale wysoce
prawdopodobną sekwencję zdarzeń”.
Najlepszym sposobem na przetestowanie tej teorii jest użycie Dragonfly,
helikoptera wielkości samochodu, napędzanego energią jądrową, który będzie
latał nad powierzchnią Saturna i lądował w różnych miejscach, aby zbierać i
analizować próbki za pomocą instrumentów pokładowych. Start zaplanowano na 2028
rok, a lądowanie na koniec 2034 roku.
2.
A oto kolejne wiadomości z kosmosu:
Z Korei Północnej siostra Kima krzyczy: „Seul i Waszyngton ćwiczą, jak nas
okupować”.
Kim Yo-jong potępiła doroczne wspólne ćwiczenia Korei Południowej i Stanów
Zjednoczonych, które rozpoczęły się wczoraj.
Pustelnicze królestwo Kimów uważa to za próbę generalną przed przyszłą inwazją.
Dlatego Korea Północna po raz kolejny potępiła doroczne ćwiczenia wojskowe Korei
Południowej i Stanów Zjednoczonych, które rozpoczęły się wczoraj na Półwyspie
Koreańskim. Jak zwykle, głos musi zabrać wpływowa Kim Jo-jong, siostra
marszałka Kim Dzong Una: „W krytycznym momencie, gdy globalna struktura
bezpieczeństwa gwałtownie się rozpada, a w różnych częściach świata wybuchają
wojny z powodu lekkomyślnych działań skandalicznych międzynarodowych
przestępców, odbywają się wspólne ćwiczenia wojskowe USA i Korei Południowej.
To jeszcze bardziej podważy stabilność regionalną. To pokaz siły, który może
spowodować straszne i niewyobrażalne konsekwencje. Wrogowie nigdy nie powinni
wystawiać na próbę naszej cierpliwości, woli i możliwości”.
Ćwiczenia „Tarcza Wolności”, które rozpoczęły się wczoraj, potrwają do 19
marca. Uczestniczy w nich około 18.000 żołnierzy południowokoreańskich i
nieznana jeszcze liczba żołnierzy amerykańskich. Tegoroczne ćwiczenia mają
jednak mniejszą skalę: liczba ćwiczeń polowych spadła do 22 w porównaniu z 51 w
zeszłym roku. Świadczy to o staraniach Seulu i Waszyngtonu o złagodzenie napięć
i stworzenie warunków do dialogu z Koreą Północną. Prezydent Korei Południowej
Lee Jae-myung od miesięcy walczy o osiągnięcie kruchego pojednania z
Pjongjangiem, a rząd w Seulu ma również nadzieję, że wizyta Donalda Trumpa w
Chinach, zaplanowana na koniec marca, umożliwi otwarcie rozmów z Koreą
Północną.
Trump już w zeszłym roku zadeklarował gotowość do spotkania z Kimem, a pod
koniec lutego Kim pozostawił drzwi USA w połowie otwarte, choć szybko
zaznaczył, że „poprawa relacji ze Stanami Zjednoczonymi zależy wyłącznie od
postawy Waszyngtonu”: jeśli Stany Zjednoczone „szanują obecny status naszego
kraju jako mocarstwa nuklearnego, ustanowiony w Konstytucji, i porzucą swoją
wrogą politykę, nie ma powodu, dla którego nie moglibyśmy się dogadać ze
Stanami Zjednoczonymi”.
Jednak podczas ostatniego Kongresu Partii Pracy marszałek Kim po raz kolejny
określił Koreę Południową jako „najbardziej wrogiego wroga”, z którym nie chce
rozmawiać. Trudno wyobrazić sobie dialog między Amerykanami a Koreańczykami z
Północy, który nie uwzględniałby Południa.
Kim obiecał również podczas Kongresu w zeszłym miesiącu, że będzie kontynuował
rozbudowę arsenału nuklearnego Pjongjangu: prawdziwą polisę ubezpieczeniową na
przetrwanie reżimu. Jest to tym pilniejsze dla przywódców Korei Północnej po
działaniach USA, najpierw w Wenezueli, a zwłaszcza później w Iranie.
„Najpotężniejsza siła ofensywna jest najskuteczniejszym środkiem
odstraszającym” – powiedziała dziś siostra przywódcy.
Czy wojna w Iranie stworzy nową okazję do rozmów ze Stanami Zjednoczonymi, czy
też zepchnie reżim północnokoreański w jeszcze większą izolację, pozostaje
kwestią otwartą.
W obliczu kryzysu na Bliskim Wschodzie i gróźb ze strony Korei Północnej,
prezydent Korei Południowej Lee powiedział dziś, że potencjalny transfer
amerykańskich zasobów wojskowych stacjonujących w Korei Południowej nie wpłynie
na skuteczność odstraszania Korei Północnej. Jego komentarz pojawił się po
doniesieniach niektórych południowokoreańskich i amerykańskich mediów, że Stany
Zjednoczone przekazują systemy obrony przeciwrakietowej Patriot i inny sprzęt z
Korei Południowej w celu wsparcia operacji na Bliskim Wschodzie.
Tymczasem Pjongjang wysyła sprzeczne sygnały dotyczące swojej otwartości na
resztę świata. Międzynarodowy maraton, który miał się odbyć w przyszłym
miesiącu w stolicy Korei Północnej, został odwołany: władze nie podały żadnego
wyjaśnienia, co podważa gotowość Korei Północnej do ponownego otwarcia się na
turystykę zagraniczną. Dziś rano południowokoreańskie media ogłosiły, że
pasażerskie połączenia kolejowe między Pjongjangiem a Pekinem zostaną wznowione
pojutrze po sześcioletnim zawieszeniu spowodowanym pandemią COVID-19. Anonimowi
chińscy urzędnicy poinformowali południowokoreańską agencję prasową Yonhap, że
kolejny pociąg Pekin-Pjongjang będzie przewoził głównie dyplomatów i podróżnych
służbowych. Trasa nie będzie od razu dostępna dla turystów. Chińskie
Ministerstwo Spraw Zagranicznych oświadczyło, że utrzymanie regularnych
pasażerskich połączeń kolejowych z Koreą Północną ma „ogromne znaczenie”, nie
potwierdzając ani nie zaprzeczając tym informacjom.
3.
https://oilprice.com/
4.
D.O: Na Środkowym Wschodzie trwa wojna Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem
i Iranu z większością swoich sąsiadów z Zatoki Perskiej i nie tylko.
Wszyscy zapewne wiedzieli przerażające zdjęcia zbombardowanych silosów benzyny
i oleju napędowego na przedmieściach Teheranu, po których to bombardowaniach na
stolicę dumnych Persów spadł czarny deszcz.
Światowa opinia publiczna przejmuje się bardzo różnymi aspektami tej wojny, a
stosunkowo najmniej jej konsekwencjami dla klimatu na planecie Ziemia. Ponieważ
takie bombardowania, jak w Teheranie, dotknęły również inne składy paliwa w
całym kraju, do atmosfery dostały się przerażające ilości trujących czynników.
D.O. ma nadzieję, że spora część z tego spadnie na dom Przemysława Apuchtina i
całej tej głupiej zgrai.
Kiedy mówimy o Środkowym Wschodzie, zwłaszcza o Zatoce Perskiej, myślimy: „ropa
naftowa”.
Stosunkowo mało myślimy o znacznie cenniejszym w tym regionie płynie: o wodzie.
D.O. jeszcze raz zatem napisze, że kiedy był w Dausze, stolicy Kataru, jeździł
wypożyczonym samochodem i był to jedyny raz, kiedy D.O. mył wypożyczony
samochód codziennie na własny koszt.
Albowiem z nieba padał cement.
Miejscowi nazywali to deszczem. Być może gdzieś w górnych warstwach atmosfery to
był deszcz, ale nim dotarł w pobliże ziemi, wymieszał się z niewiarygodnie
drobnymi cząsteczkami piasku tak dokładnie, że do ziemi docierał w stanie mazi
przypominającej cement.
Wychodząc co rano z hotelu D.O znajdował więc samochód pokryty owym cementem,
całkiem grubą jego warstwą. Szyby w samochodzie były zupełnie nieprzezroczyste.
Przydałaby się może skrobaczka do szronu, ale szron w Katarze nie występuje,
więc w sklepach takiego przyrządu nie ma.
A zatem D.O. brał z hotelowego mini baru butelkę wody oraz trochę papieru
toaletowego polewał przednią szybę, i rozmazywał maź na tyle, że kółko na
wprost kierowcy stawało się przezroczyste. Robił też podobne kółka na bocznych
szybach, w okolicach lusterek. Następnie jechał kilkaset metrów do pobliskiej
stacji benzynowej, gdzie maszyna myła mu z grubsza pojazd. Cała ta usługa
kosztowała wówczas 18 dolarów. Zatankowanie tego samochodu do pełna na tejże
stacji benzynowej kosztowało 8 dolarów.
Oto dlaczego D.O. podkreśla, że dla tamtego regionu świata ropa naftowa jest
bardzo ważna jako źródło fenomenalnych dochodów, ale dla przeżycia istot
ludzkich, zwierząt oraz roślin, daleko ważniejsza od ropy naftowej jest woda.
Większość wody w krajach Zatoki Arabskiej pochodzi z desalinizatorów, czyli
zakładów, odsalających wodę morską. W praktyce polega to na jej destylowaniu.
To niezwykle energochłonne przedsięwzięcie, ale w chwili obecnej energia nie
stanowi tam większego wyzwania, ponieważ jest pozyskiwana z wszechobecnej tutaj
ropy naftowej.
Wszystkie kraje Zatoki, produkujące ropę naftową, uzyskują od 70 do 100%
swojego zapotrzebowania na wodę właśnie z desalinizatorów. I, dziwnym trafem Iran,
który doskonale o tym wie, jak do tej pory ani razu nie zaatakował żadnego z
tych zakładów. Czyli można by zaryzykować twierdzenie, że ajatollahowie, ci sami,
którzy bezpardonowo mordują wszystkich protestujących przeciwko ich władzy,
mają więcej sumienia niż Putin, który atakuje absolutnie wszystkie
przedsiębiorstwa, całą infrastrukturę, która ludności Ukrainy jest niezbędna do
przeżycia.
5.
Dlaczego wyspa [o wątpliwej urody nazwie] Chark jest piętą achillesową Iranu, a
USA jeszcze jej nie tknęły?
Położona na północy Zatoki Perskiej, o powierzchni zaledwie 20 kilometrów
kwadratowych i jest leży na niej najważniejszy terminal naftowy reżimu
ajatollahów.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/03/10/news/isola_kharg_iran_petrolio_stati_uniti_guerra-425211201/
Wyspa Chark
Persowie wymawiają ją „Charcz”
Przez jej infrastrukturę przechodzi siedem milionów baryłek ropy dziennie. Jest
to punkt wyjścia dla większości irańskiego eksportu ropy naftowej
przeznaczonego na rynki Dalekiego Wschodu, zwłaszcza Chin. „Bez niego” –
powiedział Richard Nephew, były amerykański negocjator ds. Bliskiego Wschodu, w
wywiadzie dla „Financial Times” – „irańska gospodarka by się załamała”.
Kilka pocisków wystarczyłoby, by zniszczyć jego infrastrukturę. Jednak jak
dotąd ani Stany Zjednoczone, ani Izrael nie zbombardowały Iranu w wojnie
trwającej od około dziesięciu dni. Dlaczego? Odpowiedź najbardziej uznanych
ekspertów brzmi, że Waszyngton chce zachować Iran dla tych, którzy będą nim
rządzić bezpośrednio po wojnie i przede wszystkim w dłuższej perspektywie.
Drugim powodem jest to, że Biały Dom nie chce działań, które jeszcze bardziej
zaszkodziłyby jego relacjom z Pekinem, zwłaszcza w okresie poprzedzającym
planowaną na kwiecień wizytę prezydenta Trumpa. Trzecim powodem jest to, że
atak na Chark niemal na pewno sprowokowałby podobną irańską reakcję militarną
przeciwko infrastrukturze energetycznej państw arabskich w regionie,
sprzymierzonych z USA, od Arabii Saudyjskiej po Katar, z konsekwencjami dla
rynków światowych jeszcze bardziej katastrofalnymi niż ostrzeżenia z ostatnich
dni.
Z tych wszystkich powodów możliwość ataku na „Wyspę Kharg”, jak nazywają ją
Amerykanie, stanowi dla Stanów Zjednoczonych nieprzekraczalną czerwoną linię.
Przynajmniej tak było do tej pory: jeśli konflikt się zaostrzy – na przykład
jeśli irańska rakieta zatopi amerykański statek lub w Ameryce dojdzie do
poważnego ataku terrorystycznego – nie można wykluczyć, że Chark znajdzie się w
ich polu widzenia. To swego rodzaju ostateczność, polisa ubezpieczeniowa na
wypadek najgorszego: uważajcie, żeby nie zrobić nam zbyt dużej krzywdy – w
przesłaniu Trumpa do ajatollahów zasadniczo stwierdza się – w przeciwnym razie
moglibyśmy zaatakować Chark i byłby to dla was koniec. Z tego samego powodu
nawet Izrael nie odważył się zbombardować wyspy, która byłaby łatwym celem dla
jego sił powietrznych. Jego premier, Benjamin Netanjahu, wie, że są rzeczy, do
których prezydenta Trumpa nie może zmusić.
A przynajmniej tak było do tej pory. Sytuacja może się zmienić, jeśli Trump
zrealizuje swój niedawny plan „przejęcia kontroli” nad Cieśniną Ormuz,
newralgicznym punktem Zatoki Perskiej, przez którą przechodzi 20 procent
światowej produkcji energii. Ale jeśli Stany Zjednoczone rzeczywiście to
zrobią, to w jaki sposób?
W każdym razie pozostaje to jednym z wielu nierozwiązanych pytań tego
konfliktu. Możliwe, że to tylko groźba, jedno z wielu ostrzeżeń Trumpa, które
następnego dnia zostały zdementowane lub porzucone. Jak to możliwe, że kryje
się za tym jakiś prawdziwy zamiar lub plan?
Znaczenie wyspy dla irańskiej gospodarki wynika z płytkich wód przybrzeżnych,
które uniemożliwiają tankowcom cumowanie w celu załadunku ropy naftowej i
transportu jej do reszty świata. Podwodne rurociągi transportują ropę do Chark,
gdzie przypływają po nią duże tankowce. Naturalnie, to uzależnienie od jednego
punktu cumowania stanowi słabość Teheranu. Jego przeciwnicy zdają sobie z tego
sprawę. Holenderscy i brytyjscy kolonizatorzy zajęli wyspę wieki temu. Irak
intensywnie ją bombardował podczas wojny z Iranem w latach 80., niszcząc
większość obiektów zbudowanych przez amerykańską międzynarodową korporację
Amoco dwie dekady wcześniej. Teraz jednak amerykańskie i izraelskie myśliwce
prawie jej nie dotykają. A terminale na wyspie Kharg, pośród pandemonium wojny
szalejącej w regionie, nadal działają. Pięta achillesowa Iranu pozostaje na
razie bezpieczna.
6.
Za wyborami militarnymi kryją się nie tylko czynniki strategiczne i polityczne:
często istnieje również czynnik psychologiczny. I to właśnie on od tygodni
popycha Pentagon do zaplanowania niemożliwej misji: wysłania sił specjalnych w
celu przejęcia irańskich zapasów uranu. Od 1980 roku wszyscy amerykańscy
urzędnicy marzą o przezwyciężeniu koszmaru „Orlego Pazura”, nieudanego nalotu w
celu uwolnienia zakładników uwięzionych w ambasadzie USA w Teheranie,
opanowanej przez studentów Chomeiniego. Prawdziwa porażka: czterosilnikowy
samolot Hercules zderzył się z helikopterem podczas nocnego tankowania na
prowizorycznym pasie startowym na pustyni; pięć innych helikopterów zostało
porzuconych z pustymi zbiornikami paliwa. To był katastrofalny debiut Delta
Force. Teraz, po nalocie, który pojmał prezydenta Wenezueli Maduro, mogli się
zemścić, uderzając ponownie w serce Iranu.
Sednem nuklearnych ambicji ajatollahów jest 409 kilogramów uranu
wzbogaconego do 60 procent: potrzeba stosunkowo niewiele, aby podnieść jego
gęstość do 90 procent i zbudować dziesięć bomb atomowych.
Inspektorzy ONZ uważają, że uranu wciąż brakuje w bazie w Isfahanie,
składowanego w piwnicach zniszczonych w czerwcu ubiegłego roku przez bombowce
B-2 Spirit z bombami do niszczenia bunkrów. W ostatnich miesiącach Strażnicy
Rewolucji przeprowadzili tam szeroko zakrojone remonty, monitorowane przez
satelity. Odbudowano drogi i wzmocniono zabezpirczenia. Następnie, w połowie
lutego, w obawie przed atakiem, wejścia zamknięto tonami ziemi. Tylko jedno z
nich pozostało otwarte, chronione betonowymi barierami.
Szturm na tę fortecę wydaje się przedsięwzięciem absurdalnym. Znajduje się ona
tysiąc kilometrów od granicy, pod górą, która jednak znajduje się bardzo blisko
metropolii liczącej trzy miliony mieszkańców. Sieć tuneli wykopanych pod
80-metrową skałą wydaje się nie do zdobycia. Ryzyko jest ogromne: każdy oddział
szturmowy może znaleźć się w pułapce pośród wroga.
Baza w Isfahanie znajduje się na wysokości 1600 metrów nad poziomem morza,
gdzie wysokość ogranicza możliwości śmigłowców. Z tego powodu kluczowe będzie
znalezienie szosy lub drogi gruntowej, na której będą mogły lądować samoloty
transportowe, w przeciwnym razie ewakuacja grupy operacyjnej będzie niemożliwa.
Najważniejsza jest jednak obecność ludzi zinfiltrowanych na długo przed godziną
X, którzy znają teren i mogą wesprzeć początkowy nalot”.
Kto może to zrobić? Przede wszystkim Izraelczycy, którzy przeprowadzili podobny
nalot w Syrii 8 września 2024 roku. Stu komandosów z Jednostki 5101 Shaldag zbombardowało
śmigłowcami CH53 podziemną fabrykę Masjaf: kolosalny tunel w kształcie podkowy,
zbudowany ponad siedemdziesiąt metrów pod ziemią przez irańskich inżynierów w
celu montażu pocisków balistycznych. Seria bombardowań w innych miejscach
odwróciła uwagę armii ówczesnego reżimu w Damaszku. Jednocześnie do akcji
wkroczyła jednostka komandosów, która wylądowała kilka dni wcześniej, i zabiła
wartowników, około trzydziestu z nich. Następnie przybyli kolejni
spadochroniarze, wchodząc do tuneli i konfiskując dokumenty i sprzęt. Na koniec
kompleks zdemontowano kwintalami materiałów wybuchowych.
Masjaf znajdował się jednak zaledwie 45 kilometrów od wybrzeża i dwieście od
granicy z Izraelem: eskadra przeleciała nad morzem niezauważona. Najbliższe
amerykańskie lotniska są oddalone od Isfahanu o dwa tysiące kilometrów, co
nigdy wcześniej nie stanowiło wyzwania dla ataku powietrznego.
Po pierwsze, podobnie jak w 1980 roku, niezbędna byłaby baza pośrednia. Być
może jest ona już w trakcie realizacji: od kilku dni donoszono i filmowano loty
amerykańskich samolotów transportowych Hercules nad iracką pustynią. Odbywają
się one w regionie Nadżafu, tysiąc kilometrów od celu.
Mosad zinfiltrował do Republiki Islamskiej agentów, którzy mogą monitorować
górę uranu i eliminować jej strażników. A co z więlkością oddziałów
szturmowych? Szacuje się, że jest ich ponad dwustu Izraelczyków z Shaldag i
Amerykanów z Delta Force. „Idealnym rozwiązaniem” – zwierza się przedstawiciel
służb bezpieczeństwa w rozmowie z Repubblica – „byłoby zanurkowanie w pobliżu
wejścia za pomocą szybowców, które mogłyby bezgłośnie transportować pojazdy i
ludzi”. Osłonę z góry zapewniałyby drony Reaper, myśliwce bombardujące, a
zwłaszcza AC-130 Ghostrider, wyposażone w szybkostrzelne karabiny maszynowe i
działa. Mogłaby zostać ponownie użyta tajna broń, która rozgromiła ochronę
Maduro, aby zneutralizować garnizon; uważa się, że użyto „działa dźwiękowego”,
które paraliżuje ludzi, uniemożliwiając jakąkolwiek reakcję.
Delta Force ma zespół przeszkolony w zakresie obsługi substancji radioaktywnych
– gaz uranowy znajduje się w butlach – który za pomocą robotów kołowych będzie
wydobywał go z tuneli i docierał na pas startowy w celu jego odzyskania.
Następnie Hercules wyląduje i szybko zabierze na pokład uran oraz wojsko.
Łatwo powiedzieć, niezwykle trudno osiągnąć. Nawet przy doskonałej koordynacji
i przewadze w powietrzu, ryzyko pozostaje niezwykle wysokie. Po co je
podejmować? Bo tylko odzyskanie uranu może dać Donaldowi Trumpowi wyraźne
zwycięstwo i szansę na zakończenie wojny wymykającej się spod kontroli. (https://www.repubblica.it/esteri/2026/03/10/news/uranio_iran_sogno_usa_israele_vittoria_guerra-425210315/
)
7.
Zyski VW spadły o prawie połowę.
https://www.tagesschau.de/wirtschaft/unternehmen/volkswagen-jahreszahlen-verbrenner-e-autos-100.html
Volkswagen doświadczył kolejnego załamania zysków, co spowodowało powrót marży
operacyjnej do poziomu z kryzysu Dieselgate . Zysk operacyjny spadł o połowę w
2025 roku, do 8,9 miliarda euro w porównaniu z rokiem poprzednim. Największy
europejski producent samochodów zapowiedział w związku z tym 50 000 zwolnień do
2030 roku. Podczas gdy trudne negocjacje z IG Metall w zeszłym roku
doprowadziły do 35 000 zwolnień, głównie w marce VW, tym razem straty te
zostaną rozłożone również na Audi, Porsche i producenta oprogramowania Cariad.
Prezes Oliver Blume mówił o „transformacyjnym planie oszczędnościowym”, „który
wpłynie na każdy obszar firmy”.
Jednym z głównych czynników napędzających kryzys niemieckiego producenta
samochodów i VW są Chiny. Po latach przychodów na poziomie około czterech lub
pięciu miliardów euro, w 2025 roku spadły one poniżej miliarda, do 958
milionów. „Kluczowym sprawdzianem dla VW będzie rok 2027. Wtedy przekonamy się,
czy nowa ofensywa marki pozwoli VW odzyskać udziały w rynku” w Chinach, skomentował
analityk Metzlera, Pal Skirta. W tym roku VW wprowadzi na rynek 20 nowych
modeli: nadzieje na ożywienie skupiają się przede wszystkim na nowym
elektrycznym Polo.
Jednak głównym czynnikiem, który przyczynił się do spadku zysków VW, było
Porsche i jego 5-miliardowa konwersja na pojazdy elektryczne — historyczny zysk
operacyjny marki luksusowej spadł z 5,3 miliarda euro w roku poprzednim do 90
milionów euro w roku bieżącym. Trzecim czynnikiem paraliżującym bilans jest
amerykańska polityka celna. Teraz konflikt na Bliskim Wschodzie dodatkowo
zwiększa obciążenie. Prezes Blume zauważył, że „to ważny region dla naszych
marek premium”, a mianowicie Porsche, Audi i Lamborghini, więc VW spodziewa się
tam spadków. Dodał jednak, że jest jeszcze za wcześnie, aby je oszacować. W
ubiegłym roku eksport samochodów luksusowych do tego regionu i do Afryki wzrósł
o 10%, ale 421 000 sprzedanych tam samochodów stanowi zaledwie 5% całości.
8.
Tylko u nas: Trump rozważa zaskakującą umowę gospodarczą z Kubą
https://eu.usatoday.com/story/news/world/2026/03/08/trump-administration-cuba-economic-deal/89054230007/
Administracja Trumpa przygotowuje umowę gospodarczą z Kubą , która może zostać
ogłoszona wkrótce, poinformowały dwa źródła mające wiedzę na temat planów
administracji.
Szczegóły potencjalnej umowy i dokładny termin jej zawarcia nie są znane.
Porozumienie mogłoby jednak obejmować złagodzenie ograniczeń dotyczących
podróży Amerykanów do Hawany. Trump nie potrzebowałby zgody Kongresu na
złagodzenie tego typu ograniczeń.
Dyskusje obejmowały m.in.: zniesienie sankcji na prezydenta Miguela
Díaza-Canela, pozostawienie rodziny Castro na wyspie oraz umowy dotyczące
portów, energetyki i turystyki. Rząd USA rozważał zniesienie niektórych
sankcji.
Po dramatycznym pojmaniu wenezuelskiego przywódcy Nicolása Maduro przez USA i
nagłym odcięciu dostaw ropy, wyspa wydawała się kolejnym celem administracji do
zmiany reżimu. Jednak zamiast zdecydowanej kampanii mającej na celu obalenie w Hawanie
komunistycznego rządu, administracja Trumpa podejmuje działania mające na celu
zmianę ram zmiany reżimu poprzez umowy gospodarcze, które priorytetowo traktują
interesy USA, zapobiegając tym samym totalnej konfrontacji.
Prezydent Barack Obama złagodził niektóre zasady pod koniec swojej
prezydentury, ale Trump przywrócił niektóre z nich już w trakcie swojej
pierwszej kadencji.
Administracja Trumpa również realizuje strategię ekonomiczną, ale źródła
bliskie administracji twierdzą, że różni się ona od strategii Obamy, ponieważ
prezydent poprzez atak na Wenezuelę i przejęcie jej ropy przez Stany
Zjednoczone pokazał, że poważnie myśli o przywróceniu dominacji Ameryki na
półkuli zachodniej.
Początkowo nie było jasne, co Stany Zjednoczone otrzymają w zamian za
porozumienie, o którym Trump wspominał przez ostatni tydzień.
Trump publicznie oświadczył, że sekretarz stanu Marco Rubio prowadzi rozmowy z
rządem kubańskim, a reżim chce zawrzeć umowę.
Biały Dom odesłał redakcję USA TODAY do komentarzy Trumpa na szczycie ‘Tarcza
Ameryk’.
„Kuba jest na końcu drogi. Są na samym końcu drogi. Nie mają pieniędzy. Nie
mają ropy. Mają złą filozofię. Mają zły reżim, który jest zły od dawna” –
powiedział Trump przywódcom Ameryki Łacińskiej 7 marca.
Trump powiedział wtedy, że Kuba prowadzi negocjacje z Rubio. „Myślę, że
porozumienie z Kubą zostanie osiągnięte bardzo łatwo” – powiedział.
„Kuba przeżywa ostatnie chwile swojego istnienia, takiego, jakie było. Będzie
miała wspaniałe nowe życie, ale przeżywa ostatnie chwile swojego istnienia,
takiego, jakie jest” – dodał Trump.
Czym umowa Trumpa z Kubą różni się od umowy Obamy?
Byli urzędnicy amerykańscy, którzy zajmowali się polityką wobec Kuby, prywatnie
zastanawiali się, jak blisko administracja jest faktycznie zawarcia
porozumienia.
Trump ostrzegał przed upadkiem rządu kubańskiego od czasu, gdy jego
administracja zaatakowała Wenezuelę i pojmała Maduro podczas tajnego nalotu na
jego rezydencję. W styczniu Trump powiedział, że Stany Zjednoczone nie muszą
podejmować działań militarnych na Kubie, ponieważ kraj ten załamałby się
gospodarczo, gdyby nie mógł polegać na Wenezueli.
Osoby zaznajomione z toczącymi się dyskusjami twierdzą, że Trump ma przewagę,
jakiej nie miał Obama.
Administracja w ostatnich dniach nasiliła presję na rząd Kuby, wydając mało
zawoalowane ostrzeżenia, że może postawić w stan oskarżenia kubańskich
urzędników państwowych.
Rubio i jego współpracownicy podobno prowadzili tajne rozmowy z wnukiem Raula
Castro, Raulito Castro, który jest blisko związany z dziadkiem. Biały Dom
odmówił komentarza w tej sprawie, ale wysocy rangą urzędnicy administracji nie
zdementowali tych doniesień.
Podczas wydarzenia zorganizowanego 5 marca w Białym Domu Trump powiedział
właścicielowi klubu Inter Miami CF, Jorge Masowi, którego ojciec urodził się na
Kubie, że wkrótce będzie mógł odwiedzić ten kraj.
„Nie będziesz potrzebował mojej zgody, po prostu przyleć z powrotem” –
powiedział Trump.
Zaznaczył, że chciałby najpierw zakończyć kampanię bombardowań Iranu, mówiąc,
że wolałby poczekać kilka tygodni, ale podejrzewa, że wkrótce znów będą razem,
aby świętować.
„Dokonując historycznej transformacji w Wenezueli, z niecierpliwością
oczekujemy również wielkiej zmiany, która wkrótce nastąpi na Kubie” –
powiedział Trump dwa dni później, 7 marca.
Podczas szczytu przywódców Ameryki Łacińskiej Trump powiedział, że wielu podobnie
myślących przywódców, których gościł, prosiło go, aby zajął się Kubą.
„Czterech z was powiedziało: »Czy moglibyście nam zrobić przysługę? Zajmijcie
się Kubą«. Dobrze. Zajmę się tym” – odpowiedział im Trump.
Bliscy sojusznicy prezydenta również publicznie ostrzegali Kubę po pojmaniu
Maduro. Senator Karoliny Południowej Lindsey Graham powiedział w zeszłym
tygodniu w wywiadzie dla Fox News, że Kuba jest następna na liście prezydenta.
Trump w ostatnim tygodniu kilkakrotnie dawał do zrozumienia, że wolałby
poczekać do zakończenia wojny Stanów Zjednoczonych z Iranem, zanim zwróci się
ku Kubie. Castro sprawują tam znaczącą władzę za kulisami, a nie ma wyraźnego
następcy wybranego przez Raula Díaza-Canela.
„Teraz skupiamy się na Iranie i to zrobimy. Powiedziałbym: »Co zrobisz, Marco,
weźmiesz jakieś dwa dni wolnego?« – powiedział Trump. „Może godzinę. Weźmie
godzinę wolnego, a potem sfinalizuje umowę w sprawie Kuby”.
9.
https://wyborcza.pl/7,75398,32649803,neosedzia-kapinski-odrzucil-wniosek-prokuratury-dotyczacy-neosedziego.html#
‘Wyborcza’ dotarła do dokumentu, w którym napisano: "Sąd Najwyższy w
składzie: prezes SN Zbigniew Kapiński" odrzucił wniosek prokuratury
"o zbadanie spełniania przez prezesa SN Zbigniewa Kapińskiego wymogów
niezawisłości i bezstronności".
10.
Brak odszkodowania: Samolot zajęty w Linzu
Niewypłacenie odszkodowania kobiecie przez irlandzkie tanie linie lotnicze
Ryanair doprowadziło do kuriozalnych konsekwencji na lotnisku w Linzu. Komornik
nakleił naklejkę informującą o zajęciu jednego z samolotów linii lotniczych,
oficjalnie ogłaszając jego konfiskatę.
https://ooe.orf.at/stories/3345166/
Samolot Ryanaira, wart dziesiątki milionów euro, został zajęty z powodu
długu w wysokości 890 euro. Do zdarzenia doszło w Linzu w Austrii, mieście
położonym 180 km na zachód od Wiednia. Samolot został zajęty zapobiegawczo po
tym, jak linia lotnicza nie zwróciła pasażerowi należności za lot, który
przyleciał z ponad 13-godzinnym opóźnieniem.
Historia, o której poinformowała austriacka telewizja publiczna ORF, ma niemal
surrealistyczny wydźwięk. Wymiar sprawiedliwości umieścił na zaparkowanym na
lotnisku samolocie dużą etykietę informującą o zajęciu mienia, podobnie jak w
przypadku zajętych samochodów lub nieruchomości.
Wszystko zaczęło się od skargi kobiety, która miała lecieć do Palma de Mallorca
z dwójką osób towarzyszących w lipcu 2024 roku. Lot jednak opóźnił się o ponad
13 godzin. Zmęczona czekaniem pasażerka postanowiła kupić kolejny bilet z
własnej kieszeni. Rachunek, uwzględniając dodatkowe opłaty i odsetki, wyniósł
890 euro. Zwrotu pieniędzy jednak nie otrzymała, pomimo licznych upomnień.
Jej prawnik wnosi więc sprawę do sądu i uzyskał korzystną decyzję: aby odzyskać
należną kwotę, można przystąpić do zajęcia jednego z samolotów firmy.
Kiedy komornik pojawił się na pasie startowym w Linzu, próbował również
prostszego rozwiązania: prosi pilota o uregulowanie długu na miejscu. Problem:
na pokładzie nie ma gotówki, ponieważ wszystkie płatności są dokonywane
wyłącznie kartą.
Rezultat: samolot pozostaje „zajęty”. A jeśli Ryanair nie spłaci długu w
rozsądnym terminie, samolot może nawet trafić na aukcję, wyjaśnił regionalnej
gazecie „Oberosterreichische Nachrichten” prawnik pasażerki.
11.
Z badania CBOS wiemy, że udział Polski w unijnym programie SAFE popiera 52
proc. Polaków. Przeciwników jest 35 proc., a 8 proc. w ogóle o nim nie
słyszało.
Stosunek do SAFE to sprawa partyjna. Wyborcy partii tworzących Koalicję 15
Października w ogromnej większości udział Polski w tym programie popierają.
Wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej to 94 proc., Nowej Lewicy 91 proc.,
Polski2050 i PSL (liczonych razem, bo to małe grupy badanych) – 88 proc.
Zwolennicy partii Razem też są "za" – 76 proc.
Głosujący na opozycję oceniają program jak liderzy ich partii, ale nie ma tu –
jak po stronie rządowej – jednomyślności.
Najwięcej przeciwników jest wśród zwolenników Konfederacji Brauna – 79 proc;
ale 14 proc. jednak popiera program SAFE.
Wśród wyborców PiS proporcje są korzystniejsze dla SAFE. Bo przeciwko jest 76
proc., ale 16 proc. popiera program, którym chwali się premier Tusk.
Wyborcy Konfederacji Mentzena też w większości są przeciw SAFE – 63 proc. – ale
tu aż 28 proc. chce, by Polska wzięła udział w tym europejskim programie.
82 proc. chce, by Polska kupowała sprzęt wojskowy przede wszystkim w Polsce. A
– co ważne – 89 proc. kredytu ma trafić do polskich firm zbrojeniowych, to
ponad 180 miliardów złotych.
Nawet wśród wyborców PiS to rozwiązanie ma poparcie większości – 74 proc. Choć
tu najliczniejsza jest grupa tych, którzy woleliby przede wszystkim kupować
sprzęt wojskowy w Stanach – 58 proc.
Jak zatem Polacy mogą zareagować na weto zwierzchnika sił zbrojnych, czyli
zablokowanie 43,7 mld euro dla polskiej armii? Na zlecenie
"Rzeczpospolitej" pytali o to na początku marca ankieterzy SW
Research.
36,1 proc. zakreśliło odpowiedź "moja ocena prezydentury pogorszy
się".
19,5 proc. - "moja ocena prezydentury poprawi się".
A 26,6 proc., że "to nie będzie miało wpływu na moją ocenę
prezydentury".
17,7 proc. nie ma zdania w tej sprawie.
(https://wyborcza.pl/7,75398,32650708,czy-nawrockiemu-spadnie-poparcie-gdy-zawetuje-program-safe.html
)
12.
1 rok temu
Pogoda… Nie masz to, jak w ciepłych krajach.
To, co miało być zwieńczeniem wakacji państwa D.O.stwa, okazało się rodzajem
aresztu domowego, w dość luksusowych zresztą warunkach. Leje, leje, leje.
Temperatura skacze od 10 do 15 stopni. Mimo to obserwowanie morza i słuchanie
fal, raz delikatnych, raz wściekłych to nadal ulubione zajęcie D.O.
Puste ulice nagle zapełniają się tłumkiem spacerowiczów, kiedy na chwilę
przestaje padać i w szarym niebie robi się błękitna dziura.
Korzystając z dziury udało się nam wyjść trzy razy, żeby nie cierpieć głodu, z
czego raz trawiliśmy po jedzeniu na taką ulewę połączoną z czymś w rodzaju
huraganu, że mimo parasolek dotarliśmy do hotelu kompletnie przemoczeni. No i
parasolki na tym wietrze zmieniały wielokrotnie orientację, raz grzybek, raz
pojemnik na deszczówkę. Oczywiście buty przemoczone, stopy przemoczone, a z
nosa leci coraz energiczniej.
Wydaje się, że tutaj cała gastronomia jest w rękach Rosjan. Być w Hiszpanii i
nie zjeść paella de mariscos? Nigdy! Ale w lokalu z typową „paella andalus”
kelner był Rosjaninem. O czym się przekonaliśmy, kiedy weszło tam 6 pań mówiący
po polsku, które, mimo młodego wieku, znalazły z kelnerem wspólny język:
rosyjski właśnie. Skąd młode Polaki znają rosyjski? Pewnie było to towarzystwo
mieszane, polsko-ukraińskie, albo i polsko-rosyjskie, sądząc po doskonałym
akcencie rosyjskim tej dwójki, która porozumiewała się z kelnerem. Hmmm… Dziwne
rzeczy się dzieją. Nieostatnia wśród nich to fakt, że mimo zaawansowanego
popołudnia zamówiły… cappuccino!
I tak to jest w ciepłych krajach, w miejscowości, która podobno ma 320
słonecznych dni w roku.
A morze wygląda tak. Nie szkodzi, D.O. i tak się podoba. Jak już nie raz i nie
dwa pisał, morze ma oczy bazyliszka.
Och, D.O. nie chce być niesprawiedliwy: czasami pogoda się poprawia.
A czasami nawet bardziej.
A kiedy osiągnie już taki stan (bardzo przejściowo), do państwo D.O.stwo
wychodzą na spacer.
Robią turystyczne zdjęcia…
Znajdują nieco większą dziurę w chmurach.
Ale wkrótce wszystko wraca do normy.
Mocząc nogi w kałużach robią zdjęcia egzotyczne.
Tradycyjnie zachwycają się bugenwillami.
Hibiskusami…
I czym tylko się da.
Mgiełka w przerwie między ulewami.
Morza brzeg w różnych wersjach, a dzieli je wszystkiego mały kwadrans.
Trochę nart wodnych przez zmierzchem.
No a kto zgadnie, co to, co tak wygląda o zachodzie słońca?
A tak wczesnym rankiem? D.O. doda, że to rzadki widok, bo przeważnie schowany
jest za chmurzyskami.
Dzień dobry
OdpowiedzUsuńDobry wieczór. Dziękuję za środowy D.O. , Redaktorze.
OdpowiedzUsuń