DRUGI OBIEG
Środa, Prima Aprilis 2026
(Ale D.O. nie do żartów, więc…)
1.
Czy europejskie media publiczne przetrwają ataki skrajnej prawicy?
W całej Europie praworządność jest coraz bardziej zagrożona
Od Włoch po Francję, od Niemiec po Węgry skrajnie prawicowe rządy i politycy
stosują wobec mediów tę samą strategię
https://www.theguardian.com/world/ng-interactive/2026/mar/31/can-europes-public-service-media-survive-attacks-by-the-far-right
Zaledwie sześć miesięcy po zaprzysiężeniu rządu Giorgii Meloni , prezes
włoskiego nadawcy publicznego Rai podał się do dymisji. Carlo Fuortes podał
„konflikt polityczny” jako powód swojego odejścia w maju 2023 roku, rok przed
końcem kadencji.
Najwyższe stanowiska szybko przypadły kandydatom powiązanym z Braćmi Włoch
Meloniego , partią o neofaszystowskich korzeniach. Prezesem Rai jest obecnie
Giampaolo Rossi, były członek zarządu Rai, który w przeszłości wyrażał poparcie
dla Władimira Putina, Viktora Orbána i Donalda Trumpa.
„Chcą przejąć kontrolę nad Rai i zmienić narrację na swoją własną” – powiedział
wówczas jeden z wysoko postawionych informatorów Rai. Inny stwierdził, że każdy
nowy rząd wprowadzał zmiany w zarządzaniu, ale ta różniła się tym, że była
„bezwzględna”.
Tymczasem we Francji, na krótko przed przedterminowymi wyborami w 2024 roku,
skrajnie prawicowe Zgromadzenie Narodowe zapowiedziało, że w razie wygranej
sprywatyzuje nadawanie publiczne. Telewizja i radio publiczne potrzebują
„odrobiny wolności”, a niektóre programy są zbyt lewicowe, powiedział
wiceprezes Zgromadzenia.
W następnym roku partia sprzymierzona z RN – która mogła wyłonić kolejnego
prezydenta Francji – wszczęła dochodzenie w sprawie „neutralności,
funkcjonowania i finansowania” publicznej telewizji i radia. Marine Le Pen
stwierdziła, że obie instytucje mają „wyraźny problem z neutralnością”.
Zadaniem mediów publicznych jest dostarczanie treści wysokiej jakości,
obiektywnych i opartych na faktach, dostępnych dla najszerszego grona odbiorców,
jako część wolnych i pluralistycznych mediów, które chronią praworządność
poprzez dostarczanie rzetelnych i przejrzystych informacji oraz sprawowanie
nadzoru.
Na Węgrzech jednak telewizja i radio publiczne to maszyny propagandowe –
organizacja nadzorująca Reporterzy bez Granic (RSF) szacuje, że wskutek
przejęcia mediów przez sprzyjających reżimowi oligarchów i bierności przejętych
regulatorów rząd kontroluje około 80% mediów w kraju.
Sondaże sugerują, że Orbán, premier Węgier, może zostać odsunięty od władzy w
wyborach 12 kwietnia. Jednak strategia medialna Orbána służy jako wzór do
naśladowania w innych krajach UE, gdzie partie nacjonalistyczne atakują
nadawców publicznych, nazywając ich stronniczymi i nieopłacalnymi, a ich
miliarderzy budują konkurencyjne, jawnie prawicowe imperia medialne.
Podczas dorocznej oficjalnej konferencji prasowej Meloni na początku stycznia
powiedziała, że wolność prasy jest „fundamentalnym warunkiem każdej
demokracji”. Postawa jej rządu wobec dziennikarzy przedstawia zupełnie inny
obraz.
Rząd wykorzystuje pozwy o zniesławienie, aby uciszyć dziennikarzy i
intelektualistów i ucisza pytania, kiedy tylko może. ( Samą Meloni przyłapano
na tym, jak latem ubiegłego roku w Białym Domu mówiła Donaldowi Trumpowi:
„Nigdy nie chcę rozmawiać z moją prasą”).
Od czasu dojścia do władzy jej skrajnie prawicowej administracji, Włochy spadły
z 41. na 49. miejsce w Światowym Indeksie Wolności Prasy. Kiedy Komisja
Europejska zwróciła na to uwagę w raporcie dotyczącym praworządności, Meloni
oskarżyła lewicowe włoskie media o przeinaczanie ustaleń.
To nie wszystko. Europejska organizacja pozarządowa Liberties, zajmująca się
prawami człowieka, zauważa, że w zeszłym roku „osoby polityczne” obierały sobie
za cel dziennikarzy nie tylko za ataki prawne, ale także zastraszanie fizyczne
i kampanie oszczerstw. Pojawiły się nowe obawy dotyczące oprogramowania
szpiegującego i inwigilacji.
Liberties stwierdziło, że ingerencja polityczna w Rai „nadal się zwiększa”, co
potęguje niepewność, w tym poważne obawy dotyczące finansowania: rząd posiada
prawie 100% akcji publicznego nadawcy, co daje mu znaczną kontrolę nad jego
działalnością.
„Krytyka rządu lub sprzeciw wobec niego jest częścią demokracji” – powiedział
Lorenzo De Sio z Uniwersytetu Luiss w Rzymie. „Ale mamy tu rząd, który krytykę
uważa za uciążliwą… Stara się nie odpowiadać na pytania”.
We Francji, nawet gdy skrajna prawica nie jest (jeszcze) u władzy, sytuacja nie
jest znacząco odmienna. Le Monde określił parlamentarne śledztwo w sprawie
nadawania publicznego, prowadzone przez skrajną prawicę jako „ideologiczną
machinę wojenną” mającą na celu „kontrolowanie opinii publicznej”.
Jak napisano w gazecie, media publiczne muszą ponosić odpowiedzialność, ale w
tym „polowaniu na czarownice” chodziło „mniej o reformę, a bardziej o
uciszanie. Jeśli chodzi o pluralizm i różnorodność opinii, służba publiczna nie
ma żadnych lekcji do odrobienia od tych, którzy poprzysięgli ją zniszczyć”.
Tymczasem RSF opisuje koncentrację własności prywatnych mediów we Francji jako
„poważny problem”. Prawicowy potentat Vincent Bolloré kontroluje najchętniej
oglądany francuski kanał informacyjny CNews, a także stację radiową, tygodnik i
niedzielną gazetę.
RSF stwierdziło, że interwencjonizm Bollorégo i „brak pluralizmu” „wzbudzają
obawy przed triumfem opinii nad faktami”. W zeszłym roku prawicowa była
minister kultury Francji, Rachida Dati, wykorzystała CNews i należący do
Bollorégo „Journal du Dimanche” do ataku na media publiczne.
W Niemczech skrajnie prawicowa partia Alternative für Deutschland (AfD) od
dawna ma na oku rozległą, dobrze finansowaną sieć nadawców publicznych,
wzywając do daleko idących zmian w tych mediach, które są finansowane z opłat
od widzów.
AfD, która jest obecnie największą partią opozycyjną i która w tym roku po raz
pierwszy może przejąć władzę w regionie, twierdzi, że ogólnokrajowe stacje
telewizyjne ARD i ZDF oraz ich regionalne filie są tubami propagandowymi rządu,
faworyzującymi partie głównego nurtu.
We wrześniu odbędą się wybory w dwóch wschodnioniemieckich krajach związkowych:
Saksonii-Anhalt i Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Sondaże wskazują, że AfD
zyskuje blisko 40% poparcia, co może zapewnić jej całkowitą kontrolę, w
zależności od wyników innych partii.
Jeśli zostanie wybrana, AfD zapowiedziała walkę o restrukturyzację nadawania
publicznego i obniżenie miesięcznej opłaty płaconej przez każde gospodarstwo
domowe o 18 euro (16 funtów). Podobnego posunięcia partia próbowała w
Saksonii-Anhalt i Turyngii, gdzie nie uzyskała większości, dlatego też została
odrzucona.
„Chcemy w końcu położyć kres temu przebudzonemu, antyniemieckiemu i
manipulacyjnemu wpływowi” –powiedział Ulrich Siegmund, współprzewodniczący
klubu parlamentarnego partii w Saksonii-Anhalt, dodając, że celem jest
„zakończenie” umowy o nadawcy publicznym.
Umiarkowane partie prawicowe również oskarżyły służbę publiczną o stronniczość,
co skłoniło magazyn Spiegel do postawienia pytania, czy jest jeszcze nadzieja
dla telewizji publicznej i radia, „coraz częściej – i nie tylko ze strony
prawicy –postrzeganych jako tuby propagandowe miejskich, postępowych elit”.
Obrońcy nadawców publicznych zauważają, że niemiecka Ustawa Zasadnicza, czyli
konstytucja, określa „podstawowe postanowienia” dotyczące dostępu obywateli do
mediów publicznych, dzięki którym mogą oni być świadomymi i zaangażowanymi
obywatelami zdrowej i przedstawicielskiej demokracji.
Postrzegają krucjatę przeciwko nadawcom jako transparentną próbę utorowania
drogi autorytaryzmowi w Niemczech. „Nie chcą niezależnego dziennikarstwa” –
powiedział o AfD Holger Hövelmann, ekspert ds. mediów w socjaldemokratach.
„Chcą mediów, które rozpowszechniają przekazy politycznie dla nich korzystne.
Gardzą tym pluralistycznym społeczeństwem”.
Krytycy twierdzili, że to właśnie było przewodnią zasadą Prawa i
Sprawiedliwości (PiS), nacjonalistycznej partii rządzącej Polską przez osiem
lat, do 2023 roku.
Transparent z napisem „Wolne media. Wolni ludzie. Wolna Polska” na
demonstracji w obronie wolności mediów w Krakowie w 2021 roku. Zdjęcie: Jakub
Włodek/Agencja Wyborcza.pl/Reuters
Po latach jawnej propagandy prorządowej nowy rząd uznał media publiczne za
najwyższy priorytet i uciekł się do oddania ich pod administrację oraz do
przejęcia kontroli nad nimi za pomocą prawa handlowego.
Nadawcą publicznym TVP wstrząsnęły zmiany wprowadzone w okresie poprzedzającym
Boże Narodzenie 2023 r.: jego kanał informacyjny TVP Info został zawieszony na
ponad tydzień, a główny serwis informacyjny otrzymał nową nazwę, aby odciąć się
od poprzedniej epoki.
Jednak polskie media publiczne pozostają upolitycznione w głęboko
spolaryzowanym krajobrazie medialnym. W raporcie Organizacji Bezpieczeństwa i
Współpracy w Europie z zeszłorocznych wyborów prezydenckich stwierdzono, że
trudna transformacja „nie zapewniła bezstronności, pomimo pewnych usprawnień w
zakresie relacjonowania”.
Federacja Scenarzystów Europy stwierdziła, że podręcznik mediów skrajnie
prawicowych ma na celu „odebranie legitymacji dziennikarstwu, zastraszanie
krytyków, koncentrację wpływów mediów, uczynienie regulatorów bronią – oraz
pozbawienie funduszy lub przejęcie instytucji publicznych, które kształtują
wspólną rzeczywistość”.
Zwracając się w zeszłym tygodniu do francuskiego parlamentu, Bolloré
zaprzeczył, jakoby prowadził wojnę polityczną, twierdząc, że jest „idealnym
kozłem ofiarnym” dla wrogiej elity. „Nie kłaniamy się” – powiedział miliarder.
„Jesteśmy wolni. I dlatego jesteśmy niezadowoleni”.
2.
https://wyborcza.pl/7,75399,32697382,zly-czas-by-byc-w-odosobnieniu-norwegia-i-islandia-planuja.html#s=S.TD-K.C-B.7-L.2.duzy
Islandia i Norwegia rozważają możliwość przystąpienia do Unii Europejskiej,
donosi Politico, powołując się na dyplomatów i urzędników.
Z tekstu, który okazał się na łamach portalu w poniedziałek, 30 marca, wynika,
że oba państwa planują podjąć taką decyzję ze względów bezpieczeństwa. Głównymi
katalizatorami, które zbliżyły Islandię i Norwegię do UE, ma być rosyjska
inwazja na Ukrainę oraz Donald Trump.
Według Politico działania prezydenta USA, takie jak wprowadzenie ceł na import,
wypowiedzi na temat Grenlandii oraz ostre komentarze pod adresem sojuszników w
ramach NATO, skłoniły Islandię i Norwegię do wzmocnienia więzi z Brukselą.
W efekcie Islandia zatwierdziła już przeprowadzenie referendum w sprawie
wznowienia negocjacji dotyczących przystąpienia do UE. Odbędzie się ono 29
sierpnia 2026 roku.
Unia Europejska atrakcyjna dla bogatych państw
Według szefowej MSZ Islandii, Thorgerdur Katrin Gunnarsdottir, kraj „byłby
silniejszy w większej grupie państw o podobnych poglądach, które opowiadają się
za demokracją, wolnością i prawami człowieka".
Jej zdaniem atrakcyjność Unii Europejskiej wynika z większych możliwości
"obrony i bezpieczeństwa, w tym także bezpieczeństwa ekonomicznego".
Z kolei liderka norweskich konserwatystów, Ine Eriksen Soreide, stwierdziła, że
NATO i Unia Europejska dysponują różnymi narzędziami ułatwiającymi zapewnienie
bezpieczeństwa.
„Dlatego członkostwo w UE jest ważne również z punktu widzenia bezpieczeństwa
dla takiego kraju jak Norwegia… Doszliśmy do decydującego momentu, gdy
członkostwo w UE jest teraz dla nas istotne w inny sposób niż wcześniej",
powiedziała. …
3.
https://wyborcza.pl/7,75399,32698157,minister-spraw-zagranicznych-wegier-pomagal-rosjanom-w-sprawie.html#s=S.TD-K.C-B.6-L.1.duzy
eter Szijjártó aktywnie pomagał Rosjanom w zniesieniu unijnych restrykcji,
nałożonych na córkę rosyjskiego oligarchy oraz statki tzw. floty cieni, dzięki
którym Kreml finansuje wojnę z Ukrainą.
Informacje o tym opublikował we wtorek (31.03) polski portal Frontstory oraz
współpracujący z nim dziennikarze śledczy z Węgier (Szabolcs Panyi, Vsquare),
Estonii (Delfi), Słowacji (ICJK) i Łotwy (The Insider).
Materiał zawiera nagranie z przechwyconej rozmowy Siergieja Ławrowa, ministra
spraw zagranicznych Rosji z Peterem Szijjártó, węgierskim odpowiednikiem.
Ławrow, który dzwonił do Szijjártó w sierpniu 2024 roku prosił go o zniesienie
sankcji wobec siostry Aliszera Usmanowa, uzbecko-rosyjskiego oligarchy.
Szijjártó: udało mi się doprowadzić do skreślenia sankcji wobec 72 firm
W rozmowie Szijjártó zapewnia, że "robi co w jego mocy" - wspólnie ze
Słowakami, z którymi co pół roku przedstawiają listę osób, wobec których
domagają się zniesienia unijnych sankcji. Po siedmiu miesiącach od tego
kontaktu sankcje wobec Gulbahor Ismailowej zostają rzeczywiście zniesione.
Dziennikarze twierdzą, że podobnych rozmów pomiędzy obydwoma politykami
pomiędzy 2023, a 2025 rokiem, było bardzo dużo. W wielu Szijjártó przejawia
nadzwyczajną gorliwość w tym, by zaoferować Rosjanom pomoc. W jednej z rozmów z
Pawłem Sorokinem chwali się, że doprowadził do zniesienia unijnych restrykcji
wobec 72 ze 128 firm, znajdujących się na liście.
Dodaje, że "byłby wdzięczny", gdyby Rosjanie pomogli mu "wskazać
negatywne skutki dla Węgier", tak, aby na forum unijnym mógł przedstawić
uzasadnienie, dlaczego chce wykreślenia konkretnych firm z listy.
Szijjártó jednocześnie narzekał w rozmowie z Sorokinem, że UE nie chce mu
udostępnić dokumentów, dotyczących firmy 2Rivers, zajmujących się handlem
rosyjską ropą z tzw. "floty cieni".
Szijjártó do Ławrowa: pomoc Ukrainie to szaleństwo
Państwa UE od dawna podejrzewały, że węgierski minister jest informatorem
Kremla w sprawie postępowania wobec Rosji w związku z jej działaniami w Europie
i wojną, jaką rozpętał w Ukrainie. Nagrania, do których dotarli dziennikarze,
jednoznacznie to potwierdzają.
W tej samej rozmowie z Ławrowem z sierpnia 2024 roku, Szijjártó ze szczegółami
relacjonuje przebieg posiedzenia Rady Unii Europejskiej. Węgierski minister
spraw zagranicznych nazywa "szaleństwem" to, że Europejczycy
finansują ukraińską broń, która służy im do zwalczania ataków rosyjskiego
agresora.
- To było szaleństwo, wiesz, kiedy Landsbergis powiedział, że dokładamy się do
12 proc. do każdej rakiety i pocisku – mówił do Ławrowa, powołując się na słowa
litewskiego ministra obrony Gabrieliusa Landsbergisa. Ten potwierdził w
rozmowie z dziennikarzami, że rzeczywiście takie słowa na radzie UE
wypowiedział.
Szijjártó zresztą nawet nie kryje, że często rozmawiał z Ławrowem. W ostatnich
dniach stwierdził, że do jego obowiązków jako szefa MSZ należało to, by
wymieniać informacje z przedstawicielami rozmaitych krajów, w tym Rosji.
Europejczycy od dawna nie ufają Węgrom z powodu Rosji
Odkąd wybuchła wojna w Ukrainie, Rosję odwiedzał szesnaście razy. A wcześniej,
w listopadzie 2021 roku, na kilka miesięcy przed pełnoskalową inwazją, otrzymał
rosyjski Order Przyjaźni "w uznaniu zasług na rzecz współpracy
rosyjsko-węgierskiej".
Szijjártó twierdzi, że został podsłuchany nielegalnie i że palce w tym maczały
ukraińskie służby. Antyukraińska narracja jest bowiem głównym motywem kampanii
obecnie rządzących przed wyborami 12 kwietnia.
Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że rozmowy Szijjártó podsłuchały
europejskie służby. Jak pisał Szabolcs Panyi, węgierski dziennikarz śledczy,
Szijjártó wbrew ostrzeżeniom rozmawiał na otwartej linii z Ławrowem. A
Europejczycy od dawna podejrzewali, że wynosi on wrażliwe informacje na
zewnątrz posiedzeń i przekazuje je Rosjanom.
Z powodu prorosyjskiej polityki Węgrom od dawna nie ufali ich sojusznicy.
Współpraca wywiadowcza z węgierskimi służbami w ramach NATO została kilka lat
temu ograniczona do minimum w obawie o wyciek poufnych informacji.
4.
Jedźcie sobie wziąć soją ropę – mówi Trump sojusznikom w wybuchu złości
https://www.theguardian.com/world/2026/mar/31/trump-launches-tirade-against-european-countries-not-joining-iran-war
Wiele krajów w Europie uznało konflikt za nielegalny, a niektóre z nich
zablokowały izraelskim i amerykańskim samolotom możliwość przemieszczania broni
przez swoją przestrzeń powietrzną
Donald Trump rozpoczął tyradę przeciwko krajom europejskim, które odmówiły
przyłączenia się do jego wojny z Iranem, krytykując Wielką Brytanię i Francję,
ponieważ stosunki transatlantyckie pogorszyły się w wyniku narastającego
konfliktu, który wyrządził spustoszenie w światowej gospodarce.
Na swojej stronie internetowej Truth Social prezydent USA zwrócił się do rządów
zaniepokojonych cenami paliw, aby „siłą pozyskały własną ropę” z Zatoki
Perskiej, co jeszcze bardziej podniosło ceny ropy.
We wtorek ujawniono, że Francja uniemożliwiła izraelskim samolotom przerzucanie
broni przez swoją przestrzeń powietrzną, a Włochy w ostatniej chwili odmówiły
zgody na lądowanie amerykańskich bombowców na Sycylii. Był to wstępny sygnał
proaktywnego sprzeciwu Europy wobec wojny.
Hiszpania odmówiła już Stanom Zjednoczonym wykorzystania swoich baz i
przestrzeni powietrznej do wojny, a we wtorek minister obrony Madrytu
oświadczył, że kraj ten „nie będzie przyjmował wykładów od nikogo”. Tymczasem
Wielka Brytania zezwoliła Stanom Zjednoczonym na wykorzystanie swoich baz do
wojny, którą jej rząd uważa za nielegalną, ale mimo to otrzymała publiczne
ostrzeżenie od Trumpa.
W swoich wtorkowych wpisach Trump stwierdził, że „wszystkie kraje, które nie
mogą uzyskać paliwa lotniczego z powodu cieśniny Ormuz, jak Wielka Brytania,
która odmówiła udziału w dekapitacji Iranu”, powinny zamiast tego kupić
amerykańską ropę. …
5.
Kuba, rewolucja się skończyła. Przyszły przywódca Raúl Castro zawstydziłby
swojego wuja.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/03/31/news/cuba_norberto_fuentes_fine_della_rivoluzione-425254882/
Gdy tylko stanął przed tym, co Kubańczycy nazywają „mediami”, prezydent Miguel
Díaz-Canel, spięty i zmęczony, w końcu przyznał, że rozmowy ze Stanami
Zjednoczonymi są w toku. Przedstawiając trzy kluczowe punkty, które zostaną
poruszone podczas tego dialogu, opisał je następująco:
- Określ, jakie problemy dwustronne należy rozwiązać.
- Ustal sposoby rozwiązania tych problemów.
- Określ, czy istnieje wola podjęcia konkretnych działań na rzecz dobra naszych
narodów, co obejmuje określenie obszarów współpracy mogących stawić czoło
zagrożeniom i zapewnić bezpieczeństwo i pokój obu krajom.
„To problem” – powiedział – „który jest traktowany poważnie i odpowiedzialnie,
ponieważ wpływa na stosunki dwustronne między oboma narodami i wymaga ogromnych
i żmudnych wysiłków, aby znaleźć rozwiązania i stworzyć przestrzeń do
porozumienia, która pozwoli nam iść naprzód i zdystansować się od konfliktu”.
Zbyt wiele słów, by publicznie przyznać się do oczywistości. Czyli, mówiąc
wprost: kapitulacji.
Kapitulacja
Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, że pytają Amerykanów, co rząd Kuby
powinien teraz robić. Dziennikarze „New York Timesa” nie dali się nabrać na ten
nieprawdopodobnie ugodowy język. „Ogłoszenie zostało odebrane jako ostatnia
próba osłabionego reżimu, by utrzymać się przy władzy, podczas gdy
administracja Trumpa nasiliła presję na 67-letnie państwo komunistyczne”.
Przeczytaj artykuł Christophera Sabatiniego i Katrin Hansing pt. „Trump nie
jest przygotowany na to, co zaczął na Kubie” (The New York Times, 12 marca 2026
r.). Pogarda, z jaką postrzega kubańskie działania, powinna być przestrogą dla
Díaza-Canela i jego popleczników.
Ważne jest również, aby ponownie przeczytać ostatni wers kubańskich aspiracji:
„...i zdystansować się od opozycji”. Zdystansować się od opozycji!
Posłuchajcie, jeśli jest coś, co trudno w tym wszystkim pojąć, to to, że dzieje
się to w rewolucji, którą odziedziczyli po Fidelu Castro. Rewolucji, która
istniała właśnie dzięki opozycji.
Jean-Paul Sartre dostrzegł to już w „Ideologii i rewolucji”, swoim wnikliwym
tekście o rewolucji kubańskiej, gdzie bardzo wcześnie zrozumiał, że w przypadku
Kuby to wydarzenia dyktowały treść rewolucji – a nie odwrotnie, jak w innych
procesach, gdzie treść ideologiczna miała być definiowana a priori.
„Improwizacje” były jedynie techniką obronną. Rewolucja kubańska musiała
nieustannie dostosowywać się do manewrów wroga.
Jak widać, obecne władze Kuby podążają złą drogą. Nietrudno sobie wyobrazić, co
Fidel zrobiłby z tymi władzami zasiadającymi w Pałacu Rewolucji. Cóż, w
rzeczywistości żadne z nich nie zbliżyłoby się nawet do jednej z sąsiednich
ulic.
Raúl, następny przywódca
Ponura, imponująca obecność dziwnej postaci obserwującej diatrybę Díaz-Canela z
miejsca w pierwszym rzędzie, po prawej stronie prezydenckiego podium, pomaga
lepiej zrozumieć sytuację. To 41-letni mężczyzna, otyły i o aparycji bez
wątpienia agresywnej. Nazywa się Raúl Guillermo Rodríguez Castro. Z jego
miejsca jego milcząca postawa ma wyraźne znaczenie dla Kubańczyków,
wyćwiczonych przez sześć dekad podprogowych przekazów telewizyjnych. To coś
więcej niż tylko obserwacja, czy Díaz-Canel trzyma się ustalonego scenariusza.
Wszystko na to wskazuje: Raúl Guillermo jest naszym kolejnym przywódcą. Na
razie to on prowadzi rozmowy ze swoimi dawnymi wrogami, a mianowicie wrogami
swojego ojca... i wuja. Choć jego jedyną przeszłością jest bycie ochroniarzem
dziadka, popychanie każdego, kto stanął mu na drodze, zdobywanie nieruchomości
i klubów nocnych oraz demonstrowanie seksualnej żarłoczności, która staje się
legendą w Hawanie, to on jest tym, którego wybierają, jeśli chodzi o rozmowy z
Amerykanami. Raúl Castro nie powierzy Díaz-Canelowi ani nikomu jemu podobnemu
tak delikatnej misji – misji, która z łatwością mogłaby dać początek
kubańskiemu pierwowzorowi Delcy Rodríguez.
Jego siostrzeniec również nie poradził sobie źle w nowej roli. Według bardzo
wiarygodnych źródeł, sprawił, że sekretarz stanu Marco Rubio po drugiej stronie
linii wykrzyknął: „To jak rozmowa z Kubańczykami w Hialeah!”.
Pomiędzy żartami, nieformalnymi rozmowami i zwracaniem się do siebie „chico”,
nie jest nierozsądne sądzić, że wśród tematów, które dziadek podsuwa wnukowi,
jest bezsensowność bombardowania Hawany. Cholera, chico, po co bombardować coś,
co już zostało zbombardowane? Nie widziałeś, jak wygląda to miasto? Zupełnie
jak Berlin czy Drezno po maju 1945 roku. A może to wymagałoby zbyt dużej
edukacji.
Problem nie leży jednak w przytłaczającej obecności siostrzeńca bez granic ani
w jego równorzędnej roli prezydenta Stanów Zjednoczonych. To problem
pochodzenia. Rzecz w tym, że Raúl Castro nigdy nie był prawdziwym
rewolucjonistą. Ale Fidel, w końcu, chory i zmęczony, zdradzony przez Związek
Radziecki, pozwolił mu się przytłoczyć.
Więc negocjują.
Negocjują?
To, co robią, to poddanie się. Nie ma znaczenia, czy w końcu zostaną pożarci.
On (Díaz-Canel) nie ma znaczenia. Ani żaden z jego popleczników, brzuchatych,
przypominających tę otyłą postać z komiksów „Mała sierotka Annie”, która
odpinała guziki od koszul. Ale musimy go zrozumieć. Musimy być dla niego
współczujący. Jest tam, walczy o własne przetrwanie. Poza tym nikt nic nie
zrobił dla Kuby. Zostawili ją na pastwę losu. Gdzie jest Rosja? I Angola, na
litość boską, bogata w ropę, gdzie zostawiliśmy dwa tysiące towarzyszy broni,
którzy zginęli za jej niepodległość!
Inwazja?
Krótko mówiąc, na razie Jankesi nie dokonają inwazji. To znaczy, zgodnie z
zasadami Trumpa, mogliby to zrobić w każdej chwili. (Nie ma nic lepszego niż
dobry serial telewizyjny). Ale bądźmy optymistami. To mogłoby dać nam trochę
wytchnienia, przybliżyć nas do sytuacji pozostawionej przez Obamę, a jeśli
Kubańczycy będą w stanie manewrować, mogliby obrać chińsko-wietnamską ścieżkę.
Doświadczenia Chin i Wietnamu są lepsze niż kontrrewolucyjnej restauracji.
Miejmy nadzieję, że to właśnie ten kierunek.
Ostatecznie, rozprzestrzenianie się kapitalizmu na Kubę nie byłoby tak
dramatyczne, gdyby dobrze wyszkolona Partia Komunistyczna go wykorzystywała i
kontrolowała; problemem są te odrażające typy, które – z Miami – już dzielą
tort. Problem leży w moralnym punkcie widzenia. Znaczy? Witamy, panie Marshall!
– jeśli wszystko pójdzie dobrze. Przygotujcie szwadrony śmierci – jeśli
wszystko pójdzie źle. (Na tej wyspie jest 600 000 zarejestrowanych bojowników
komunistycznych do wyeliminowania). Sen się skończył.
Sen się skończył, przyjaciele. A zatem jest to umowa między wpływowymi
biznesmenami z Florydy (mam na myśli kubańsko-amerykańskich milionerów,
zwłaszcza Jorge Más Santosa, uważanego za człowieka stojącego za Marco Rubio) a
niesławnym „Cangrejo” (Raúl Guillermo Rodríguez Castro), właścicielem – między
innymi – domu publicznego w Hawanie.
Wszyscy inni mogą zapomnieć o udziale w imprezie z piniatą. Bo, co dziwne,
Kubańczycy po obu stronach zostaną z pustymi rękami.
Naprawdę, nigdy bym nie pomyślał, że rewolucja kubańska skończy się tak
upokarzająco. Biedny Fidel. Ale Sartre przewidział i to. Nie tylko kontratak,
ale i pułapki nieosiągalnej przyszłości.
Przyszłość staje się jej nadzieją: Wyspa oczekuje od niej ratunku, ale ona też
się jej boi. Może ją dopaść niczym złodziej.
6.
Sandro Castro, bratanek i wpływowy człowiek Fidela, który teraz z Hawany wzywa
do kapitalizmu
https://www.repubblica.it/esteri/2026/03/31/news/sandro_castro_nipote_fidel_influencer_intervista_cnn-425254833/?ref=RHLF-BG-P11-S2-T1-s2033
Importowana lodówka LG jest sprawna i dobrze zaopatrzona w schłodzone butelki
piwa Cristal. Salon jest jasny, łóżko niepościelone. Z balkonu widać morze w
tle, ale reszta Hawany tonie w ciemnościach, ofiara kolejnej awarii prądu.
Sandro Castro, 33-letni bratanek Fidela, nie zdejmuje swoich markowych okularów
przez cały wywiad CNN wyemitowany wczoraj wieczorem. I właśnie w czasach, gdy
kubański aparat polityczny toczy bolesne negocjacje z Białym Domem w sprawie
zakończenia nowej, duszącej blokady, wzywa do kapitalizmu na wyspie: „Wielu
Kubańczyków tego chce”.
Paradoks
Sandro to paradoks. W kraju, gdzie regularny dostęp do internetu uchodzi za
luksus, jest influencerem z 150 000 obserwujących. „Mieszanka Stu lat
samotności i Kardashianów” – opisuje go amerykańskiego dziennikarz, który
uzyskał dostęp do jego mieszkania. W przeciwieństwie do swojej rodziny, która
przeważnie żyje w całkowitej tajemnicy, Sandro dąży do sławy, a nawet trolluje
sam reżim.
Martwi się, że zostanie źle zrozumiany: „Robię filmy o napiętej i smutnej
sytuacji” – mówi CNN, odnosząc się do narastających napięć między wyspą a
administracją Trumpa, które dodatkowo przyspieszyły kryzys gospodarczy Kuby.
„Przynajmniej staram się rozśmieszać ludzi. Nigdy nie odważyłbym się wyśmiewać
sytuacji, której sam doświadczam”.
Filmy satyryczne
Jeden z najnowszych postów zawiera żart z aktorem w nieprawdopodobnej peruce,
udającym Donalda Trumpa, który dzwoni do drzwi młodego Castro z prośbą o kupno
wyspy. „Możemy robić interesy, bo jesteś artystą i biznesmenem, tak jak ja” –
mówi fałszywy Trump do prawdziwego Castro. „Co chcesz kupić?!” – odpowiada
Castro. „Spokojnie!”. I byłoby to zabawne, gdyby nie dramatyczny kontekst i
fakt, że rząd od kilku tygodni zaleca mieszkańcom przygotowanie się do wojny.
Rodzina
Sandro Castro jest jednym z wnuków Fidela Castro i Dalii Soto del Valle,
podobno nauczycielki z centralnej Kuby, która przez dziesięciolecia żyła w cieniu
kubańskiego przywódcy. Para miała pięciu synów: Alexisa, Alexa, Alejandra,
Antonia i Angela. Fidel Castro nigdy nie upublicznił historii swojej rodziny.
Nazywa siebie „rewolucjonistą”, ale zwolennikiem idei, postępu i zmiany. Nie
ciągłości. Mówi szczerze o prezydencie Miguelu Díaz-Canelu, pierwszym kubańskim
przywódcy od czasów rewolucji, który nie nosił nazwiska Castro: „Nie
powiedziałbym, że dobrze sobie radzi. Nie sądzę, żeby to robił”. Mimo to nadal
chwali swojego dziadka Fidela i prastryja Raúla. Mówiąc o rewolucji, ucina
jednak temat. „Urodziłem się później”. Najwięcej emocji wzbudza jednak inna fraza.
W satyrycznym filmie wyobraża sobie wieżowiec Trump Tower górujący nad
hawańskim Malecón. A potem mówi to jasno, patrząc w kamerę: „Myślę, że
większość Kubańczyków chce być kapitalistami, a nie komunistami”. Dodaje, że
wielu już myśli kapitalistycznie i pragnie „kapitalizmu z suwerennością”.
7.
Najwyżsi rangą dyplomaci UE odwiedzają Buczę w czwartą rocznicę wyzwolenia
miasta
https://www.reutersconnect.com/item/eu-top-diplomats-visit-bucha-on-the-fourth-anniversary-of-the-liberation-of-the-town/dGFnOnJldXRlcnMuY29tLDIwMjY6bmV3c21sX1JDMkhGS0E5NEUxSA
Ministrowie z 26 krajów UE, z wyłączeniem Węgier, oraz Wysoka Przedstawiciel UE
ds. Polityki Zagranicznej Kaja Kallas wydali oświadczenie popierające Ukrainę
po nieformalnym spotkaniu w tym kraju, zorganizowanym w czwartą rocznicę
masakry dokonanej przez wojska rosyjskie w Buczy. „Zebraliśmy się dziś w
Kijowie i Buczy, aby upamiętnić ofiary masowych okrucieństw w Buczy,
popełnionych podczas tymczasowej okupacji przez Rosję części obwodu kijowskiego
w 2022 roku, oraz potwierdzić nasze niezłomne zaangażowanie w zapewnienie
pełnej odpowiedzialności Rosji za wszelkie naruszenia prawa międzynarodowego na
Ukrainie lub przeciwko niej, w tym agresję naruszającą Kartę Narodów
Zjednoczonych” – czytamy w oświadczeniu. „Czcimy pamięć wszystkich ofiar
masakry w Buczy i innych miastach, miasteczkach i wsiach na Ukrainie, gdzie
ludność cywilna była poddawana masowym mordom, torturom, przemocy seksualnej,
przymusowym deportacjom i innym poważnym naruszeniom międzynarodowego prawa
humanitarnego i praw człowieka. Dowody zebrane od czasu wycofania wojsk
rosyjskich podkreślają konieczność zapewnienia pełnej i całkowitej
odpowiedzialności” – napisali ministrowie. Z zadowoleniem przyjęli również
„ostatnie postępy w Radzie Europy, przy wsparciu Unii Europejskiej, w kierunku
uruchomienia Specjalnego Trybunału ds. Zbrodni Agresji wobec Ukrainy i
utworzenia Międzynarodowej Komisji Skarg Ukrainy. Wyrażamy również nasze
poparcie dla dochodzenia Międzynarodowego Trybunału Karnego w sprawie sytuacji
na Ukrainie i apelujemy o pełną współpracę wszystkich Państw-Stron”.
8.
UE wzywa państwa członkowskie do ograniczenia popytu na ropę naftową i
przygotowania się na przedłużające się zakłócenia
https://www.euronews.com/my-europe/2026/03/31/eu-calls-on-member-states-to-curb-oil-demand-and-prepare-for-prolonged-disruption
Komisarz UE Dan Jørgensen zaapelował do stolic państw członkowskich UE o
przedstawienie środków mających na celu ograniczenie zużycia ropy naftowej i
gazu, zwłaszcza w transporcie, ponieważ UE-27 przygotowuje się na potencjalne
zakłócenia w dostawach przez Cieśninę Ormuz na skutek konfliktu z Iranem.
Apel powstał w momencie, gdy ministrowie zebrali się we wtorek na nadzwyczajnym
posiedzeniu, którego celem jest rozwiązanie globalnego niedoboru 11 milionów
baryłek ropy naftowej dziennie i ponad 300 milionów metrów sześciennych
skroplonego gazu ziemnego (LNG) dziennie.
9.
Makler Pete'a Hegsetha chciał kupić fundusz obronny przed atakiem Iranu
Zarządzający majątkiem Morgan Stanley zwrócił się do BlackRock z propozycją
wielomilionowej inwestycji dla sekretarza obrony USA
https://www.ft.com/content/744ea8dc-6d93-4fe9-a5e3-36de4f5d06db?syn-25a6b1a6=1
Według trzech osób zaznajomionych ze sprawą, makler Pete'a Hegsetha, sekretarza
obrony USA, próbował dokonać dużej inwestycji w duże przedsiębiorstwa
zbrojeniowe na kilka tygodni przed atakiem USA i Izraela na Iran.
Broker Hegsetha z Morgan Stanley skontaktował się z BlackRock w lutym w sprawie
dokonania wielomilionowej inwestycji w fundusz ETF należący do tej firmy
zarządzającej aktywami Defense Industrials Active, podały te osoby, na krótko
przed rozpoczęciem przez USA działań wojskowych przeciwko Teheranowi.
Jak twierdzą osoby zaznajomione ze sprawą, zapytanie w imieniu potencjalnego,
prestiżowego klienta zostało zgłoszone wewnętrznie w BlackRock.
Według BlackRock, fundusz akcji o wartości 3,2 mld dolarów, o symbolu IDEF,
dąży do „poszukiwania możliwości wzrostu poprzez inwestowanie w spółki, które
mogą skorzystać na zwiększonych wydatkach rządowych na obronność i
bezpieczeństwo w obliczu rozdrobnienia geopolitycznego i konkurencji
gospodarczej”.
Do jej największych udziałów należą konglomeraty zbrojeniowe RTX, Lockheed
Martin i Northrop Grumman, których największymi klientami jest Departament
Obrony USA, a także firma specjalizująca się w integracji danych Palantir.
Po publikacji raportu FT, Sean Parnell, główny rzecznik Pentagonu, napisał na
portalu społecznościowym X: „To oskarżenie jest całkowicie fałszywe i
sfabrykowane. Ani sekretarz Hegseth, ani żaden z jego przedstawicieli nie
skontaktował się z BlackRock w sprawie takiej inwestycji”.
BlackRock i Morgan Stanley odmówiły komentarza.
Hegseth należy do głównych architektów wojny w Iranie i był jednym z
najgłośniejszych zwolenników ataku na republikę islamską w administracji
Trumpa, często ostentacyjnie podkreślając potęgę militarną USA.
Inwestycja omawiana przez brokera Hegsetha ostatecznie nie doszła do skutku,
ponieważ fundusz, który został uruchomiony w maju ubiegłego roku, nie był
jeszcze dostępny dla klientów Morgan Stanley. Chociaż ETF-y zostały
zaprojektowane tak, aby można je było kupować i sprzedawać równie łatwo jak
akcje, ich rozpowszechnienie sprawiło, że większość dużych domów maklerskich i
platform transakcyjnych oferuje jedynie niewielką część z ponad 14 000
istniejących ETF-ów.
Nie wiadomo, czy broker Hegsetha znalazł później alternatywny fundusz
skoncentrowany na obronności, aby dokonać inwestycji. ETF-y cieszą się
popularnością wśród inwestorów indywidualnych, ponieważ zazwyczaj oferują
niższe opłaty i korzystniejsze warunki podatkowe niż fundusze inwestycyjne, a
także umożliwiają szybsze kupowanie i sprzedawanie aktywów.
Notowany na Nasdaq fundusz IDEF wzrósł o 28 procent w ciągu ostatniego roku,
ale nie wzrósł w związku z wojną na Bliskim Wschodzie, spadając w ciągu
ostatniego miesiąca o prawie 13 procent.
Choć nieudane podejście do BlackRock mogło pozwolić na uniknięcie
krótkoterminowych strat, fakt, że broker Hegsetha był gotowy na taką
inwestycję, gdy departament ministra obrony przygotowywał się do rozpoczęcia
szeroko zakrojonej kampanii wojskowej, zapewne wywoła kontrowersje.
Dyskusje na temat inwestycji w obronność mają miejsce w momencie, gdy analitycy
z Wall Street analizują transakcje na rynkach finansowych i prognostycznych
przed podjęciem decyzji przez administrację Trumpa.
Hegseth był zwolennikiem kampanii USA przeciwko Iranowi, a prezydent Donald
Trump uznał byłego prezentera telewizji Fox News za pierwszego przedstawiciela
bezpieczeństwa narodowego, który naciskał na wojnę.
W latach 2022-2024, w Fox News, Hegseth zarobił 4,6 mln dolarów pensji, zgodnie
z formularzem informacyjnym złożonym w celu zatwierdzenia jego kandydatury w
Senacie. W tych latach zarobił również prawie 500 000 dolarów z dwóch zaliczek
na książki oraz od 100 001 do 1 mln dolarów tantiem z każdej z nich. Zarobił
również prawie 900 000 dolarów z honorariów za wystąpienia.
Z jego ostatniego oświadczenia majątkowego, opublikowanego w czerwcu 2025 r.,
wynika, że sekretarz obrony sprzedał akcje 29 różnych spółek, których wartość
wahała się od 1001 do 50 000 dolarów każda.
10.
Minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghchi w siedzibie
Organizacji Narodów Zjednoczonych w Genewie, 17 lutego. Zdjęcie: Pierre
Albouy/Reuters
https://www.theguardian.com/world/live/2026/mar/31/iran-latest-updates-trump-threats-oil-spill-dubai-tehran-jerusalem-strikes#top-of-blog
Minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghchi powiedział w wywiadzie dla
telewizji Al Jazeera, że otrzymuje bezpośrednie wiadomości od specjalnego
wysłannika USA Steve’a Witkoffa, „jak poprzednio”, ale nie stanowią one
„negocjacji”.
Dodał, że wiadomości zawierają groźby lub wymieniane poglądy przekazywane za
pośrednictwem „przyjaciół” z regionu i że wszystkie wiadomości przechodzą przez
jego ministerstwo spraw zagranicznych.
Twierdzenia o negocjacjach z jakąkolwiek stroną w Iranie są nieprawdziwe.
Wszystkie komunikaty są przekazywane za pośrednictwem Ministerstwa Spraw
Zagranicznych lub przez nie otrzymywane, a między agencjami bezpieczeństwa
istnieje komunikacja.
Powtórzył również, że Iran nie odpowiedział jeszcze na 15-punktowy plan
zaproponowany przez USA, pomimo doniesień, że Teheran odpowiedział na plan
własnymi warunkami.
Nie wysłaliśmy żadnej odpowiedzi na 15 amerykańskich propozycji, ani nie
przedstawiliśmy żadnych propozycji ani warunków.
Araghchi stwierdził, że „warunki zakończenia wojny przedstawione przez Iran są
jasne”, a Teheran nie zaakceptuje prostego zawieszenia broni – chce
„całkowitego zakończenia wojny, nie tylko w Iranie, ale w całym regionie”.
Teheran chce również mieć pewność, że ataki „nie powtórzą się” i zagwarantować
rekompensatę za straty wojenne.
11.
Kobieta, z którą prawnicy mieli do czynienia 29 marca, niemal „nie wyglądała”
jak Narges Mohammadi, niezłomna irańska laureatka Pokojowej Nagrody Nobla,
która od 109 dni przebywa w więzieniu Zanjan w północno-zachodnim Iranie po
„brutalnym aresztowaniu”, w wyniku którego doznała obrażeń ciała i głowy. 24
marca doznała bardzo poważnej choroby, „najprawdopodobniej zawału serca”, jak
stwierdził również lekarz rodzinny sprawujący opiekę nad więźniami. Jest
„bardzo chora, jej życie jest w niebezpieczeństwie” – powiedział portalowi
Repubblica jeden z asystentów Mohammadi, który ze względów bezpieczeństwa nie
chce ujawnić swojej tożsamości.
Prawnicy Mostafa Nili i Shadi Halimi mogli ją zobaczyć po długich kontrolach
bezpieczeństwa i niemal ryzykownej podróży, podczas której jechali ponad trzy
godziny z Teheranu do Zanjan, podczas gdy izraelskie i amerykańskie bomby
spadały dookoła. Po dotarciu na miejsce zastali „głęboko niepokojącą” scenę:
Mohammadi z trudem chodziła; pielęgniarka, która ją podtrzymywała, odprowadziła
ją do sali konferencyjnej. Pięć dni wcześniej, leżąc na łóżku w oddziale
kobiecym więzienia jako jedyna więźniarka polityczna wśród zwykłych osadzonych,
„straciła całkowitą przytomność, oczy wywróciły się do tyłu i całkowicie
straciła słuch” – donosi fundacja jej poświęcona, prowadzona przez jej rodzinę,
mieszkającą na wygnaniu w Paryżu. „Ten stan, któremu towarzyszyły zimne dłonie
i odrętwienie, trwał około godziny i piętnastu minut”.
Pielęgniarka więzienna, która przypadkowo weszła na oddział, aby rozdać leki,
„znalazła ją nieprzytomną. Z pomocą współwięźniarek owinęła ją kocem i zaniosła
do izby chorych”. Kiedy 29 marca spotkała się z prawnikami, była skrajnie
osłabiona i ledwo chodziła. „Schudła bardzo i była blada”. Mówiła niewiele i
opisywała ciągłe bóle głowy, nudności i problemy ze wzrokiem w obu oczach.
„Siniaki są nadal widoczne na jej ciele, świadcząc o intensywności przemocy,
jakiej doświadczyła w areszcie” – wyjaśnia pielęgniarka.
Mohammadi była dwukrotnie więziona: przez system, któremu zawsze się
sprzeciwiała, oraz przez wojnę, podobnie jak tysiące więźniów politycznych i
cywilnych przetrzymywanych w irańskich więzieniach.
Laureatka Nagrody Nobla, Elisabeth, powiedziała również, że słyszała głośne
eksplozje niedaleko więzienia. „Bomby na zewnątrz i ucisk w środku: to brutalna
sytuacja. Przebywanie w więzieniu jest wystarczająco trudne, ale słyszenie
spadających bomb musi być druzgocące” – mówi współpracowniczka. Jej prawnicy i
rodzina domagają się jej zwolnienia za kaucją, przeniesienia do więzienia Evin
w Teheranie, gdzie mieszka i gdzie zgodnie z prawem powinna być przetrzymywana,
oraz przyjęcia do szpitala Pars w stolicy.
Aktywistka od dawna cierpi na problemy z sercem i nadciśnienie, a w 2022 roku
przeszła operację serca. „Pomimo tego nagłego wypadku i wyraźnych objawów
zawału serca, władze odmówiły jej przewiezienia do szpitala ani konsultacji ze
specjalistą. Jej życie jest w bezpośrednim niebezpieczeństwie; pilnie
potrzebuje pomocy medycznej” – potępia Komitet Wyzwolenia Narges, który apeluje
również o uwolnienie wszystkich innych irańskich więźniów politycznych
przetrzymywanych podczas wojny.
54-letnia Mohammadi jest prawdziwą tygrysicą aktywizmu na rzecz praw człowieka
w Iranie. W swojej długiej historii walki o demokrację i przeciwko karze
śmierci była aresztowana dziesiątki razy, za co otrzymała dziesiątki wyroków
skazujących. Nawet za kratkami nigdy nie milczała; napisała książki przeciwko
pracy przymusowej i potępiła przemoc wobec więźniarek. W grudniu 2024 roku
została zwolniona z powodu problemów zdrowotnych i natychmiast wznowiła walkę.
W czerwcu wypowiedziała się przeciwko wojnie izraelsko-amerykańskiej, nie
wyrzekając się jednak swojego zaciekłego sprzeciwu wobec Republiki Islamskiej.
Została ponownie aresztowana w połowie grudnia 2025 roku, podczas udziału w
proteście okupacyjnym ku pamięci aktywistki, która zmarła w niewyjaśnionych
okolicznościach, zaledwie kilka dni przed wybuchem protestów w całym kraju.
12.
Bombowce B-52 zaczynają latać nad Iranem, co jest oznaką osłabienia obrony
powietrznej Teheranu
Po raz pierwszy w historii wojny bombowce USA mają pełną swobodę działania,
mimo że sekretarz obrony Pete Hegseth stwierdził, że Iran nadal ma możliwość
wystrzeliwania rakiet.
https://www.nytimes.com/live/2026/03/31/world/iran-war-oil-trump
Na publicznym briefingu w Pentagonie generał Dan Caine, przewodniczący
połączonych szefów sztabów, poinformował, że armia amerykańska rozpoczęła loty
bombowców B52 nad lądem.
W ciągu ostatnich 30 dni trafiliśmy ponad 11 000 celów. Wraz ze wzrostem
przewagi powietrznej, rozpoczęliśmy również pierwsze loty lądowe bombowcami
B-52.
Caine dodał, że armia amerykańska nadal koncentruje się na „przechwytywaniu i
niszczeniu łańcuchów logistycznych i dostaw, które zasilają” irańskie programy
budowy rakiet, dronów i okrętów wojennych.
Jak podaje „New York Times”, oznacza to w praktyce, że USA uniemożliwiły
Iranowi zastąpienie amunicji zniszczonej w tysiącach amerykańskich nalotów
bombowych.
Bombowce B-52 — w przeciwieństwie do zwrotnych lub unikających radarów
samolotów znajdujących się w arsenale USA — są uważane za wyjątkowo podatne na
ataki systemów przeciwlotniczych.
Decyzja o tym, aby samoloty przeleciały bezpośrednio nad Iranem, świadczy o
przekonaniu armii amerykańskiej, że w dużej mierze zniszczyła ona zdolność
Iranu do zestrzelenia potężnych bombowców.
13.
Wybory lokalne w Serbii zakłócone oskarżeniami o przemoc
Ruch studencki poinformował, że niektórzy z ich obserwatorów zostali
zastraszeni, a w jednym przypadku spryskani gazem pieprzowym
https://www.euractiv.com/news/serbia-local-elections-marred-by-claims-of-violence/
Z zadowolonym uśmiechem, przemawiając na przemian z zawoalowanymi groźbami i
pojednawczym tonem, prezydent Serbii Aleksandar Vučić stanął przed kamerami,
ogłaszając „wielkie zwycięstwo. Dziesięć na dziesięć, jesteśmy silniejsi niż w
przeszłości”. Technicznie rzecz biorąc, to prawda: w głosowaniu otwartym w
niedzielę w dziesięciu gminach na północy kraju jego SNS zwyciężył wszędzie.
Jednak wynik wyborów krystalizuje się i ciąży na tym, co w obliczu zbliżających
się ostatecznych wyborów w Serbii na początku 2027 roku może okazać się dla
niego problemem: listy uczniowskie wszędzie uzyskały poparcie, często
przekraczające 40 procent.
To rewolucja kopernikańska w serbskiej polityce, gdzie w przeszłości głosy
opozycji przeciwko Vučiciowi i jego SNS rozdzielano między różne partie
opozycyjne, mniej lub bardziej otwarte na utworzenie rządu. Ruch studencki,
który narastał na ulicach i demonstracjach, które wybuchły po „masakrze w Nowym
Sadzie”, zawaleniu się przystanku autobusowego, w którym zginęło szesnaście
osób, ma swoją główną siłę jednoczącą w „nie” dla Vučicia. W istocie, dla tego,
co nazywają „mafijnym reżimem Vučicia”.
Pierwsze realne zagrożenie dla władzy Vučicia
Prezydent o tym wie, boi się tego i ocenia to. Również dlatego, że być może po
raz pierwszy widzi, że jego władza jest zagrożona. Od listopada 2024 roku,
kiedy rozpoczęły się protesty, stara się użyć wszelkiej dostępnej broni, aby
powstrzymać lub stłumić falę oburzenia zalewającą ulice kraju. Aby ją
rozładować, z czasem poświęcił nawet swojego byłego premiera Miloša Vučevicia i
kilku innych urzędników rządowych i podrzędnych, ale mobilizacja tylko wzrosła.
Ewolucja ruchu
Prawda o pospiesznym remoncie dworca i towarzyszącej mu korupcji sprawiła, że
żądania na ulicach ewoluowały, kwestionując cały system władzy. Aresztowania,
śledztwa i brutalne represje uliczne nie wystarczyły, by je powstrzymać,
zwłaszcza że do studentów stopniowo dołączali nie tylko profesorowie,
akademicy, artyści i pracownicy naukowi, ale także ważne związki zawodowe, w
tym związki kierowców ciężarówek i żołnierzy, które zostały rozwiązane lata
temu, gdy zaczęły ujawniać brudne interesy i układy łączące wysokich rangą
urzędników, urzędników państwowych i bossów przestępczości zorganizowanej.
Tymczasem prezydent rozpadał się. Skandale takie jak ten z podróbkami, które
miały utorować drogę Trump Tower – projektowi porzuconemu później przez zięcia
prezydenta, Jareda Kushnera, z powodu gwałtownych protestów – i pospieszna
„reforma” prokuratury antykorupcyjnej, która to ujawniła, doprowadziły do wojny
całe warstwy społeczeństwa, podczas gdy zniewaga odebrania dóbr Novakowi
Djokovicowi, swoistemu bohaterowi w Serbii, aby „przekazać je” jednemu ze
swoich, była swego rodzaju zniewagą narodową.
Wyniki w miastach
Dlatego Vučić mówi dziś: „Udało nam się obronić Serbię, teraz od nas zależy,
czy pomożemy naszym przeciwnikom, którym gratuluję znakomitych wyników”. I
rzeczywiście tak jest. Północna Serbia jest tradycyjnie stara i konserwatywna;
do wyborów wzywano małe miejscowości, a nie duże miasta, jednak w kilku
miastach listy studenckie straciły zaledwie kilkaset głosów. W Kuli, jednym z
największych miast, gdzie wybory będą kontynuowane w sądzie z powodu apelacji
już zapowiedzianych przez studentów, otrzymali oni zaledwie 400 głosów. W Knjaževacu,
gdzie ruch – „niszczyciele”, jak nazywają ich Vučić i jego zwolennicy
–podzielił się na dwie listy, zdobył łącznie prawie 42 procent głosów, w
porównaniu z 57 procentami dla SNS i jego sojuszników, którzy – jak podają
nieliczne media nieprzychylne rządowi – stracili głosy niemal wszędzie indziej.
Niebezpieczna gra przyszłych wyborów
Oficjalna narracja jest zupełnie inna. Vučić mówi o wielkim zwycięstwie i
sugeruje możliwość przeprowadzenia przedterminowych wyborów, być może pod
koniec czerwca. To jedna z możliwych strategii. Ruch studencki jest młody i
grozi mu nieprzygotowanie na wyzwanie, jakie czeka go w Serbii, gdzie sieci
władzy i kontroli Vučicia i jego zwolenników są wciąż rozległe. Z drugiej
strony jednak czynnik czasu może również działać na korzyść obecnego układu
sił. Niezwykle heterogeniczny, z przeciwstawnymi żądaniami i wrażliwościami,
ruch może potykać się, przechodząc od protestu do propozycji, zwłaszcza w
sztywnych realiach lokalnych zgromadzeń.
Pobicia, przemoc i oszustwa. Rada Europy: „Niedopuszczalne”.
Tło pozostaje dalekie od klarowności. Nie tylko kampania wyborcza, ale także
sam dzień wyborów naznaczony był napięciami, pobiciami, zastraszaniem,
napaściami i zarzutami oszustw. Według organizacji pozarządowej CRTA,
obserwatorzy „wszędzie natrafili na równoległe rejestry, przypadki naruszenia
tajności głosowania i zorganizowany transport wyborców, elementy wskazujące na
możliwość głosowania pod presją”, a także „ataki, groźby i atmosferę strachu”.
Ponadto, jak zauważają, „szczególnie niepokojący jest fakt, że policja w
większości przypadków nie była przygotowana do ochrony obywateli narażonych na
przemoc ani do powstrzymania napastników”. Rada Europy, największa i
najbardziej uznana europejska organizacja praw człowieka, jedyna dopuszczona
jako obserwator, wyraziła jeszcze bardziej stanowcze stanowisko, wizytując 75
lokali wyborczych w siedmiu z dziesięciu gmin, w których odbywały się wybory.
Delegacja, zgodnie z oświadczeniem, nie tylko podkreśliła potrzebę
„profesjonalizacji pracy lokali wyborczych i komisji”, ale także „była
świadkiem aktów przemocy, szczególnie w Aranđelovcu, a we wszystkich
odwiedzonych gminach, z wyjątkiem jednej, zaobserwowała ożywione dyskusje i
groźną obecność dużych grup ludzi, często niezidentyfikowanych, a czasem o
twarzach przestępców”. Wnioski są dalekie od pozytywnych: „Przemoc i przymus
stanowią niedopuszczalne przeszkody dla swobodnego wyrażania woli wszystkich
wyborców”.
14.
https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,32695849,lincz-na-kardynale-prawdziwa-twarz-katolicyzmu-narodowego.html
List Konferencji Episkopatu Polski o relacjach chrześcijańsko-żydowskich miał
być rocznicowym przypomnieniem tego, co w Kościele nie jest żadną nowością: że
antysemityzm jest grzechem, a więź chrześcijaństwa z judaizmem ma korzenie
głębsze niż wszystkie teologiczne spory ostatnich dekad. Tymczasem tuż po jego
publikacji i odczytaniu w kościołach wybuchła hejterska burza, której symbolem
stał się atak wymierzony w kardynała Grzegorza Rysia, metropolitę krakowskiego
i przewodniczącego działającego przy Episkopacie Komitetu ds. Dialogu z
Judaizmem.
To właśnie na niego wylał się hejt i gniew środowisk
nacjonalistyczno-katolickich. Na stronie "Pedagogiki Katolickiej"
(pisma, które w czasach, gdy ministrem edukacji był Przemysław Czarnek,
awansowało do wysoko punktowanych publikacji naukowych) pojawił się paszkwil,
który wprost oskarża kardynała o „przynależność żydowską" i nazywa go
prowokatorem. Tekst powołuje się przy tym na "liczne" głosy
"katolików zgorszonych sposobem sprawowania posługi". To nie jest już
tylko krytyka. To język, który ma stygmatyzować, odczłowieczać i zastraszać.
Najbardziej drastyczny przykład to ilustrujące artykuł przerobione zdjęcia
kardynała z doklejonymi pejsami i gwiazdą Dawida na piersi. Ikonografia żywcem
wyjęta z antysemickiej propagandy, w której elementy kultury żydowskiej mają
służyć jako obelga i coś, co obciąża. …
Biskupi jednoznacznie nazwali antysemityzm „śmiertelnym deficytem
miłości", wpisując go w katalog postaw sprzecznych z Ewangelią. Proponują
symboliczny gest: odwiedzenie synagogi, by uczyć się szacunku i pamięci. A
jednak prawicowi publicyści i politycy uznali, że to zamach biskupów na
katolicką tożsamość. Paweł Lisicki określił go „miażdżącym ciosem w polski
katolicyzm". Jego zdaniem, biskupi dopuścili się „jaskrawej herezji".
Takim głosom wtórują środowiska nacjonalistyczne i politycy Konfederacji,
którzy oskarżają Episkopat o „niszczenie wiary". …
15.
https://wyborcza.pl/7,75398,32698173,cbos-zapytal-o-program-safe-weto-nawrockiego-wzmocnilo-poglady.html#s=S.TD-K.C-B.1-L.1.duzy
Dzień dobry
OdpowiedzUsuń