DRUGI OBIEG
Wtorek, 17 marca 2026

1.

https://biqdata.wyborcza.pl/biqdata/7,159116,32664226,zlowrogi-plan-zelenskiego-wobec-wegier-fikcyjna-slowacka-dziennikarka.html 
Czytasz pierwszy numer Monitora Dezinformacji, regularnego raportu poświęconego dezinformacji i kluczowym wydarzeniom w obszarach przestrzeni informacyjnej, zagrożeń hybrydowych oraz operacji wpływu, przygotowywany przez TEFI - The Eastern Frontier Initiative, czyli Partnerstwo Granicy Wschodniej. Disinformation Monitor będzie publikowany co miesiąc. Będzie zawierał zwięzły przegląd wydarzeń związanych z dezinformacją w krajach na wschodniej granicy NATO.
Martin Hodás (SME), współautorzy: Dominik Uhlig (Gazeta Wyborcza), Szilárd Teczár, Eva Vajda (Lakmusz.hu), Ireene Kilusk (Delfi Estonia), Ansis Īvāns (Delfi Latvia), Aiste Meidute (Delfi Lithuania), Adrian Mihaltianu (PressOneE).
=========
Nareszcie!
To nie jest jeszcze to, O czym D.O. marzy od początku tego tysiąclecia, od początku działania szajki, ale to wspaniały pierwszy krok. Byleby tylko prostowanie następowało natychmiast po oszustwie, inaczej bicz na oszustów w stanie się zbyt miękki.
D.O. nadal uważa, że najlepszym sposobem walki politycznej w naszym kraju byłoby codzienne dezawuowanie kłamstw, oszustw i manipulacji szajki, która chce wysadzić Polskę w powietrze, która chce nas wszystkich oddać pod panowanie Rosji.


2.

Trump spotkał się z krytyką za komentarz na temat wojny z Iranem: „Może w ogóle nie powinniśmy tam być”
Prezydent złożył sprzeczne komentarze reporterom na pokładzie Air Force One po tym, jak zwrócił się do sojuszników z prośbą o pomoc USA w zabezpieczeniu Cieśniny Ormuz
https://www.theguardian.com/world/2026/mar/16/trump-backlash-iran-war
Donald Trump spotkał się w niedzielę z krytyką za sugestię, że wysiłki USA mające na celu ochronę Cieśniny Ormuz są niepotrzebne – i że „być może w ogóle nie powinniśmy tam być”, bo jego kraj ma mnóstwo własnej ropy naftowej.
Prezydent wygłosił sprzeczne oświadczenie reporterom na pokładzie Air Force One po tym, jak zwrócił się do europejskich i sojuszniczych państw NATO z prośbą o przystąpienie do wojny w Iranie, aby pomóc Stanom Zjednoczonym w zabezpieczeniu cieśniny w obliczu największych w historii zakłóceń w dostawach ropy naftowej.
„Naprawdę domagam się, aby te kraje przybyły i broniły swojego terytorium – bo to jest ich terytorium” – powiedział.
„Powinni przyjechać i pomóc nam ją chronić. Można by argumentować, że może w ogóle nie powinniśmy tam być, bo jej nie potrzebujemy. Mamy mnóstwo ropy. Jesteśmy podwójnie największym producentem na świecie”.
Trump spotkał się z krytyką na wczesnym etapie trzytygodniowej wojny USA i Izraela w Iranie za brak jasnego uzasadnienia rozpoczęcia ataków militarnych. Od tego czasu wygłosił szereg antytetycznych oświadczeń, między innymi mówiąc Wielkiej Brytanii, którą nazwał „niegdyś wielkim sojusznikiem”, że jej pomoc nie była potrzebna w operacji Epic Fury.
Jego niedzielny komentarz spotkał się z natychmiastową krytyką w mediach społecznościowych, gdzie krytycy oskarżyli go o rozpoczęcie niepotrzebnej wojny, a następnie zażądali, aby inni pomogli mu ją zakończyć.
Jeden z wpisów dotyczył rodzin 13 żołnierzy amerykańskich, którzy zginęli w konflikcie do niedzieli, i ich potencjalnej reakcji na sugestię prezydenta, że w ogóle nie powinni tam być”. …


3.

Kraje europejskie sprzeciwiają się żądaniom Trumpa o pomoc w oczyszczeniu cieśniny Ormuz
Włochy, Niemcy, Wielka Brytania i Grecja reagują ostrożnie po tym, jak Trump zagroził, że brak pomocy byłby „bardzo zły dla przyszłości NATO”
https://www.theguardian.com/world/live/2026/mar/16/iran-war-live-updates-news-oil-trump-hormuz-dubai-airport-israel-targets#top-of-blog

Kraje europejskie sprzeciwiły się żądaniom Donalda Trumpa o pomoc w oczyszczeniu cieśniny Ormuz, najwyraźniej nie chcąc dać się wciągnąć w eskalację wojny USA i Izraela z Iranem.
Przemawiając na konferencji prasowej na Downing Street, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer powiedział, że jasno określił swoje cele w związku z wojną, która trwa już trzeci tydzień. Starmer powiedział: Po pierwsze, będziemy chronić naszych ludzi w tym regionie. Po drugie, podejmując niezbędne działania w celu obrony siebie i naszych sojuszników, nie damy się wciągnąć w szerszą wojnę.
Minister spraw zagranicznych Niemiec Johann Wadephul powiedział, że Berlin nie widzi sensu, aby NATO zajmowało się kwestią faktycznego zamknięcia cieśniny Ormuz, po tym jak Donald Trump powiedział w wywiadzie dla FT, że byłoby „bardzo źle dla przyszłości” sojuszu, gdyby sojusznicy nie pomogli w zabezpieczeniu szlaku żeglugowego.
Przemawiając w Brukseli przed spotkaniem Rady ds. Zagranicznych UE, Wadephul powiedział: „Nie sądzę, aby NATO podjęło jakąkolwiek decyzję w tym kierunku lub by mogło wziąć na siebie odpowiedzialność za cieśninę Ormuz. Gdyby tak było, wówczas organy NATO zajęłyby się tą sprawą odpowiednio”.
Agencja Reuters zacytowała rzecznika greckiego rządu, który stwierdził, że jego kraj nie będzie brał udziału w żadnych operacjach wojskowych w cieśninie Ormuz.
Włochy są kolejnym krajem europejskim, który ostrożnie zareagował na żądanie Donalda Trumpa, aby sojusznicy pomogli w otwarciu cieśniny Ormuz.
Minister spraw zagranicznych Włoch Antonio Tajani powiedział reporterom w Brukseli, że Włochy popierają wzmocnienie misji morskich UE na Morzu Czerwonym.
Dodał jednak: „ Nie sądzę jednak, aby te misje można było rozszerzyć o cieśninę Ormuz, zwłaszcza że są to misje o charakterze obronnym i antypirackim”.
Wicepremier Luksemburga Xavier Bettel powiedział, że jego kraj nie ulegnie „szantażowi” ze strony USA, by przyłączyć się do wojny, mówiąc: „Dzięki satelitom i łączności jesteśmy bardzo szczęśliwi, że możemy być użyteczni. Ale nie wymagajcie od nas wojska i maszyn”.

Decyzje te zostały podjęte po tym, jak Donald Trump wezwał Wielką Brytanię, Chiny, Francję, Japonię, Koreę Południową i inne kraje do wysłania statków na najbardziej ruchliwy szlak żeglugowy świata, który został skutecznie zablokowany przez Iran.
Prezydent USA powiedział, że „bardzo źle dla przyszłości NATO” będzie, jeśli sojusznicy nie pomogą w zabezpieczeniu cieśniny.

Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi powiedział reporterom, że cieśnina jest odcięta jedynie dla statków USA, Izraela i ich sojuszników.


4.

https://tvn24.pl/polska/radoslaw-sikorski-reaguje-na-apel-donalda-trumpa-rozwazymy-to-st8950054
Donald Trump w niedzielę ponowił wezwanie, by inne państwa dołączyły do operacji mającej na celu udrożnienie blokowanego przez Iran Ormuzu. Cieśnina ta ma duże znaczenie dla światowych dostaw ropy naftowej. „Mamy coś, co nazywa się NATO. Byliśmy bardzo mili. Nie musieliśmy pomagać im z Ukrainą. Ukraina jest tysiące mil od nas. (...) Ale pomogliśmy im. Teraz zobaczymy, czy oni pomogą nam. Bo od dawna mówię, że będziemy dla nich, ale oni nie będą dla nas. I nie jestem pewien, czy byliby”.
„To stosowne, żeby ci, którzy czerpią korzyści z cieśniny, pomogli zapewnić, by nie stało się tam nic złego - powiedział Trump. - Jeśli nie będzie odpowiedzi albo odpowiedź będzie negatywna, myślę, że to będzie bardzo złe dla przyszłości NATO”.
„Jeżeli pojawi się wniosek do NATO, by dyskutować o ochronie cieśniny Ormuz, to z uwagi na szacunek i sympatię dla naszego amerykańskiego sojusznika będziemy to rozważać - powiedział Radosław Sikorski. - Trochę niepokoi, że prezydent Trump mówi o NATO jako "oni", jako Europa, a nie jako "my”. …


5.

Reakcja Europy na wojnę Trumpa z Iranem jest katastrofą – dla samej Europy
https://www.theguardian.com/commentisfree/2026/mar/16/europe-reaction-donald-trump-war-iran-legal-iraq
Kiedy nadchodzi kryzys, dzielimy się, a podział rodzi bezczynność. Takie jest powszechnie przyjmowane założenie dotyczące miejsca Europy na świecie. Jednak spojrzenie na wydarzenia na Bliskim Wschodzie – przeszłe i obecne – sugeruje, że nie zawsze tak jest. Europa jest bardziej sparaliżowana niż podzielona w związku z nielegalną wojną USA i Izraela z Iranem. Jednak zamiast budować wspólne poczucie celu, kryzys ten podważa tożsamość Europy i podważa jej zdolność do niezależnego działania na świecie.
Cofnijmy się do roku 2003. Wojna w Iraku była kwintesencją europejskiego podziału. Francja i Niemcy stanowczo sprzeciwiały się inwazji pod przewodnictwem USA. Paryż dążył do zablokowania jednostronnych działań Waszyngtonu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, broniąc namiętnie multilateralizmu i rządów prawa międzynarodowego. Z kolei Wielka Brytania, Włochy i Hiszpania poparły atak USA, uczestnicząc w nim w różnym stopniu. Europa była podzielona w swoim rdzeniu – i poza nim. W tym roku UE stała na krawędzi rozszerzenia o Europę Środkową i Wschodnią. Większość byłych krajów bloku komunistycznego poparła USA, nie tyle z przekonania o słuszności wojny Waszyngtonu, co dlatego, że postrzegały USA jako drogę do wolności i przyszłego bezpieczeństwa. Ówczesny sekretarz obrony USA, Donald Rumsfeld, w haniebny sposób podzielił kontynent, kpiąc ze „starej” Europy, oskarżając Waszyngton o wsparcie, jakie otrzymywał od „nowej” Europy. Wojna w Iraku stworzyła trójwarstwową linię podziału: w samym sercu Europy, między „starą” a „nową” Europą oraz po drugiej stronie Atlantyku.
Jednak szok ten zmobilizował Europę do pilnej refleksji nad swoją tożsamością i globalną rolą. Miliony Europejczyków wyszło na ulice , by zaprotestować przeciwko wojnie z USA. Europejscy intelektualiści, tacy jak Jürgen Habermas (którego śmierć ogłoszono w sobotę) i Jacques Derrida, przedstawili kantowską wizję wspólnej tożsamości europejskiej, zakorzenionej w multilateralizmie, prawie międzynarodowym i miękkiej sile. Z perspektywy czasu ich manifest miał słabe punkty – protekcjonalnie pomijał Europę Wschodnią i ignorował odrodzenie się zagrożenia ze strony Rosji, które również wymagałoby użycia twardej siły. Niemniej jednak wojna w Iraku w 2003 roku stanowiła przełomowy moment w kształtowaniu się tożsamości europejskiej.
To również pobudziło inicjatywę. Grupa dyplomatyczna, później znana jako „E3/UE+3” (Francja, Niemcy i Wielka Brytania wraz z UE, a także Chiny, Rosja i USA), powstała z gruzów kryzysu. Nie mogąc zapobiec wojnie w Iraku, Europejczycy na nowo odkryli swój wspólny cel w ramach tego wielostronnego formatu zapisanego w prawie międzynarodowym. Grupa cierpliwie i pokojowo zarządzała irańską sprawą nuklearną aż do jej pomyślnego zakończenia w ramach Wspólnego Kompleksowego Planu Działań w 2015 roku. Do dziś to porozumienie nuklearne z Teheranem – sabotowane przez pierwszą administrację Trumpa, które zapoczątkowało cykl eskalacji, z którym mierzymy się obecnie – pozostaje najważniejszym osiągnięciem dyplomatycznym Europy.
Przeciwieństwem jest reakcja Europy na dzisiejszą wojnę z Iranem. Europejczycy są znacznie mniej podzieleni niż się początkowo wydawało. Oczywiście nie wszyscy podzielają ten pogląd. Premier Hiszpanii, Pedro Sánchez, głośno potępił wojnę i odmówił wykorzystania w tym celu wspólnie obsługiwanych baz na terytorium Hiszpanii. Inne rządy europejskie, w tym Słowenia w UE i Norwegia poza nią, również do niego dołączyły. Większość europejskich przywódców przyjęła jednak niejednoznaczne stanowisko. Generalnie uznają, że ataki USA i Izraela naruszają prawo międzynarodowe. Wszystkie dowody wskazują, że Iran nie stanowił bezpośredniego zagrożenia dla Izraela ani USA, które uzasadniałoby prewencyjny atak w samoobronie. Reżim irański dopuścił się odrażających zbrodni przeciwko swojemu narodowi i nie było gwarancji, że rozmowy toczące się w Genewie na początku wojny doprowadziłyby do porozumienia nuklearnego. Jednak żaden z tych faktów nie czyni ataku legalnym, a europejscy przywódcy to przyznali.
Naruszenie prawa międzynarodowego przez Stany Zjednoczone i Izrael zostało uznane przez europejskich przywódców wszystkich opcji politycznych, w tym skrajnie prawicową Giorgię Meloni we Włoszech, liberałów takich jak Emmanuel Macron i Donald Tusk we Francji i Polsce, chadeka Friedricha Merza w Niemczech oraz centrolewicowego premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera. Jednak żaden z nich – ani przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen – nie potępił tych działań.
Niektórzy byli bezpośredni w kwestii lekceważenia prawa międzynarodowego. Meloni, przyznając przed włoskim parlamentem, że wojna narusza prawo międzynarodowe, oświadczyła, że ani nie potępia, ani nie akceptuje tego działania. Merz twierdził, że prawo międzynarodowe nie jest użyteczną ramą i że nie jest to czas na wygłaszanie kazań przyjaciołom i sojusznikom. Von der Leyen dodała wisienkę na torcie, stwierdzając, że debatowanie nad tym, czy wojna jest wojną z wyboru – czyli nielegalną – czy z konieczności – legalną – „częściowo mija się z celem” i że Europa musi zaakceptować świat takim, jaki jest. Jej przemówienie do ambasadorów UE było tak wyraźnym odrzuceniem długoletnich zasad UE, że przewodniczący Rady Europejskiej António Costa poczuł się zmuszony zaprzeczyć jej następnego dnia, potwierdzając przekonanie, że wielobiegunowość i multilateralizm muszą iść ręka w rękę.
Sedno sprawy jest takie: Europa od dawna twierdzi, że jej zbiorowa tożsamość opiera się na prawach, prawie i multilateralizmie. W ten sposób rozwijała się integracja europejska i tak europejskie rządy prezentowały się światu. Trzeba przyznać, że nigdy w pełni nie sprostały temu wizerunkowi, co nieuchronnie naraża je na oskarżenia o hipokryzję i stosowanie podwójnych standardów. Nie umniejsza to jednak faktu, że Europa w ten sposób postrzegała siebie i swoją globalną rolę.
Meloni, Merz i von der Leyen mogą uważać, że są bardziej realistyczni i pragmatyczni niż ich idealistyczni poprzednicy. Wręcz przeciwnie. Jeśli Europa zrezygnuje ze swojego przywiązania do demokratycznych zasad, norm i praw, po prostu przestanie istnieć jako byt zbiorowy. Integracja europejska zostanie wydrążona od wewnątrz.
Właśnie to grozi nam dzisiaj. A jeśli Europa porzuci swoje zasady i prawa na arenie międzynarodowej, zamiast działać na rzecz ich reintegracji z innymi mocarstwami średniego szczebla, nie stanie się silnym graczem globalnym, lecz będzie popychana i ciągnięta przez drapieżne potęgi, takie jak Rosja Władimira Putina i USA Donalda Trumpa.
Najnowszym przykładem jest próba wciągnięcia rządów europejskich do wojny poprzez wezwanie Trumpa do rozmieszczenia okrętów wojennych sojuszników w cieśninie Ormuz.
Szok wywołany podziałami w sprawie Iraku w 2003 roku wzmocnił poczucie wspólnej tożsamości europejskiej i pobudził do zbiorowych działań, zwłaszcza wobec Iranu. Dziś tchórzostwo wielu europejskich przywódców – i bezczelne odrzucanie norm przez niektórych – podważają zbiorowe poczucie tego, „kim” jest Europa i co chce osiągnąć na świecie.
Zastraszeni przez Waszyngton i wciągnięci w wojnę, której konsekwencje poniosą oni i Bliski Wschód, nasi przywódcy podważają własną zdolność do działania. W czasie, gdy europejscy przywódcy wygłaszają pełne pasji przemówienia o europejskiej niepodległości, ich tchórzostwo i uległość paradoksalnie sprawiają, że Europa traci suwerenność na arenie międzynarodowej.


6.
D.O.:
Slavoj Žižek stwierdził w cytowanym wczoraj przez D.O. wywiadzie, że dzisiaj nowa oś zła to Waszyngton i Moskwa.
Zgoda. Z jednym tylko wyjątkiem: to jest diagnoza niekompletna. W rzeczywistości oś zła to nie jest dziś linia prosta między stolicami dwóch wielkich państw, ale trójkąt równoboczny. Na trzecim biegunie tej złowrogiej osi znajdują się kościoły chrześcijańskie, ze szczególnym uwzględnieniem ewangelików w USA, prawosławnych spod znaku KGB-isty Cyryla w Rosji i nacjonalistycznych katolików w Europie.
To oni zapewniają osi wsparcie ideologiczne, kanały komunikacyjne i przede wszystkim wyznaczają temu nowemu Świętemu Przymierzu cele strategiczne.


7.

Nicolas Sarkozy ponownie stanął przed sądem w związku z zarzutem finansowania Libii
Były prezydent Francji, który w zeszłym roku został uwięziony za spisek przestępczy, będzie sądzony w paryskim sądzie apelacyjnym pod zarzutem czterech przestępstw
https://www.theguardian.com/world/2026/mar/16/nicolas-sarkozy-appeal-court-trial-alleged-libya-funding-gaddafi
Nicolas Sarkozy ma się stawić przed paryskim sądem apelacyjnym, gdzie odbędzie się nowy proces w związku z oskarżeniami o udział w spisku mającym na celu otrzymywanie nielegalnych funduszy na kampanię wyborczą od reżimu nieżyjącego już libijskiego dyktatora Muammara Kadafiego.
W zeszłym roku Sarkozy został skazany na pięć lat więzienia za spisek przestępczy w związku z domniemanym procederem pozyskiwania funduszy na kampanię wyborczą od reżimu Kaddafiego. Został pierwszym byłym przywódcą państwa UE, który trafił do więzienia, i pierwszym powojennym przywódcą Francji, który trafił za kraty.
Po 20 dniach spędzonych w paryskim więzieniu, które opisał jako „wyczerpujące” i „koszmarne”, Sarkozy został zwolniony w listopadzie, oczekując na rozpatrzenie apelacji, i opublikował książkę o swoim pobycie w areszcie. Dla własnego bezpieczeństwa przebywał w izolatce o powierzchni około 9 metrów kwadratowych z własnym prysznicem i toaletą.
=========
No właśnie: Sarkozy ma już proces odwoławczy, a temu pajacowi Dudzie nie postawiono jeszcze formalnie żadnych zarzutów.
A D.O. miałby poważny dylemat, gdyby przyszła mu rozsądzać, który z tych drani był bardziej szkodliwy dla swojego kraju.


8.



9.

Mężczyźni jeszcze częściej…
Zabawne: ekscesy feminizmu nie kłują w oczy, ekscesy maskulinizmu bardzo.


10.

https://lodz.wyborcza.pl/lodz/7,35136,32658707,tego-nas-ucza-w-szkolach-skandaliczne-nagranie-licealisty.html  
Moim celem nie było robienie burzy w szklance wody, ale słowa, które padają w nagraniu, nie mają prawa paść nigdy. To wzbudziło mój sprzeciw i niepokój. Chciałam otrzymać stanowisko, że polska edukacja poważnie podchodzi do takich incydentów. Ale tego nie usłyszałam - mówi Gaja Niemkiewicz.
Skandaliczne nagranie z łódzkim licealistą
Profil jednego z izraelskich twórców, którego na Instagramie śledzi 160 tysięcy osób. Nagranie pod tytułem "Czy polskie szkoły uczą nienawiści do Żydów?" jest jednym z częściej oglądanych na profilu, publikują je również inni. Od 19 stycznia, kiedy się ukazało, pojawiło się pod nim dziesiątki tysięcy oburzonych reakcji i setki komentarzy po angielsku i hebrajsku. W przeważającej większości o wymowie: "Oto Polska właśnie".
Nagranie to rozmowa między właścicielem profilu a polskim nastolatkiem, toczona po angielsku. W tle słychać inne polskie głosy. Nastolatek hajluje na przywitanie, pytając mężczyznę: "Jesteś Żydem?". I dodaje: "Myślisz, że to było 6 milionów, czy dwa tysiące?".
Zapytany czy jego zachowanie to żart, czy jest antysemitą, odpowiada: "Nie, jak widzisz, jestem śmiertelnie poważny".
Dalej mówi, że gdyby spotkał Żyda na ulicy, a byłaby to osoba od niego mniejsza, brutalnie by ją pobił i zgwałcił. Autor nagrania nie dowierza, dopytuje, czy naprawdę chodzi o słowo "gwałt". Nastolatek przytakuje, szeroko się uśmiechając.
Ujawnia, że jest uczniem liceum. Na pytanie: "Czy tego uczy was polska szkoła?", odpowiada: "Tak, ku**wsko nienawidzimy Żydów. Tego nas uczą".
"Po tych wszystkich latach?" - pyta autor nagrania. Nastolatek odpowiada: "Tak, jestem totalnym antysemitą, nazistą, podziwiam Adolfa Hiltera. Chciałbym jego powrotu".
"Twoi nauczyciele i rodzice są z ciebie dumni?"
"Rodzice mnie niezwykle wspierają. Wychowali mnie w ten sposób."
Autor nagrania ujawnia, że jego działalność w sieci polega na tropieniu treści antysemickich i nazistowskich. Chłopak najpierw jest zaskoczony. Ale po chwili wybucha śmiechem: "Złapałeś mnie, ziomuś".
Twórca komentuje: "Czy tego uczą polskie szkoły? Jeśli uczeń mówi, że kocha Adolfa Hitlera i wzywa do przemocy przeciwko Żydom, problem wykracza poza jedną osobę. Nienawiści bardzo łatwo się nauczyć. A ktoś powinien wyjaśnić, skąd wzięła się ta konkretna".
Zachęca widzów do oznaczenia polskiego Ministerstwa Edukacji Narodowej, a wielu z nich to robi. Wielu pisze również o szkole, do której chodzi nastolatek. Tę łatwo znaleźć. Na nagraniu chłopak podaje jej nazwę. To Liceum Ogólnokształcące Stowarzyszenia Oświatowego im. Jolanty i Jana Misiaków. Jeśli wierzyć informacji podawanej na ich stronie - najstarsze liceum prywatne w Łodzi.
Na nagranie trafiła Gaja Niemkiewicz. Kiedy weszła w komentarze pod nagraniem, zobaczyła setki wpisów: "Polacy to antysemici", "Tak wygląda wasza edukacja", "Ktoś powinien coś z tym zrobić".
Napisała maile do szkoły i stowarzyszenia, które nią zarządza. - Miałam nadzieję, że szybko odpiszą: albo że znają sprawę albo że dopiero ją sprawdzą. Cokolwiek. Chciałam skopiować tę odpowiedź i wkleić w komentarzu pod filmem: "Spokojnie, oni już się tym zajmują". …
Przez ponad miesiąc nikt nie reagował na jej wiadomości. …
Odezwała się więc do łódzkiego magistratu. Stąd odpowiedź przyszła od razu: miasto nie sprawuje nadzoru pedagogicznego nad placówkami niepublicznymi, sprawuje je kuratorium, do którego przekazano korespondencję.
Gaja Niemkiewicz wysłała więc wiadomość do kuratorium z prośbą o interwencję. Wyszczególniła, które artykuły kodeksu karnego narusza:
- nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych lub wyznaniowych;
- publiczne znieważanie grupy lub osoby ze względu na przynależność narodową, etniczną czy wyznaniową; stosowanie przemocy lub gróźb bezprawnych z powyższych powodów;
- propagowanie faszyzmu lub totalitaryzmu poprzez materiały szerzące nienawiść.

Nie otrzymała odpowiedzi. A liczba komentarzy pod nagraniem wciąż rosła. …
Odpowiedź z liceum Gaja Niemkiewicz dostała na początku marca: … "Szkoła ze swej strony spełniła wszelkie czynności prawne celem wyjaśnienia zaistniałej sytuacji i sprawy zniesławienia dobrego imienia. Film został nagrany poza terenem szkoły i w godzinach pozalekcyjnych, odpowiedzialność za działania poza szkoła ponoszą rodzice/prawni opiekunowie"


11.

Ukraina odzyskała kontrolę nad obszarem 434 kilometrów kwadratowych i udaremniła ofensywę Rosji - Zełenski
https://www.unian.ua/war/viyna-v-ukrajini-zelenskiy-povidomiv-pro-zriv-novogo-nastupu-rf-13316160.html
W wywróconym do góry nogami świecie Donalda Trumpa to armia Putina triumfalnie maszeruje ku zwycięstwu. Ale na polu bitwy to Ukraińcy atakują i posuwają się naprzód. Robią to nieustępliwie od początku stycznia i właśnie zakończyli ofensywę w obwodzie dniepropietrowskim, odzyskując 400 kilometrów kwadratowych terytorium. Dokładnie 434, jak ogłosił dziś rano prezydent Zełenski: jego armia nie odnotowała takiego sukcesu od listopada 2022 roku.
Wojska moskiewskie utknęły w martwym punkcie na Boże Narodzenie. Nie udało im się nawet całkowicie zdobyć Prokowa, miasta-twierdzy oblężonego od czerwca 2024 roku. Pierwszą przeszkodą był mróz, który ograniczył aktywność dronów: sektora, w którym obecnie mają przewagę, głównie dzięki dronom sterowanym przewodowo. Następnie nadszedł cios Starlink: firma Elona Muska odcięła połączenia Rosjan, paraliżując komunikację między systemami dowodzenia i kontroli ich zaawansowanej technologicznie broni. W tym momencie ukraińscy generałowie zbadali, jak wykorzystać sytuację i rzucili się do szarej strefy, która mogła połączyć fronty doniecki i zaporoski: najbardziej na wschód wysunięty narożnik Dniepropietrowska. Tam przejęli pozycje wroga – cztery wsie pozostają odizolowane – posuwając się dwiema liniami i przejmując kontrolę nad 400 kilometrami kwadratowymi. Serce walk znajduje się teraz w Hulapolu, który pełni funkcję węzła między tymi terytoriami.
Analitycy, tacy jak australijski generał Mick Ryan, postrzegają to jako manewr wyprzedzający, mający na celu zapobieżenie pełnemu atakowi planowanemu przez Kreml na kwiecień. Ukraińcom brakuje piechoty, by zadać decydujący cios, ale teraz mogą utrzymać rosyjskie tyły pod ostrzałem i uniemożliwić im gromadzenie ludzi i sprzętu.
Jednocześnie Kijów zintensyfikował nocne naloty na zakłady przemysłowe w całej Rosji, zarówno na rafinerie, jak i fabryki zbrojeniowe. Najpoważniejszy nalot miał miejsce 10 marca i został przeprowadzony na zakłady mikroelektroniki Kremnyj El w Briańsku, ostrzelane gradem europejskich pocisków manewrujących Storm Shadow. Zakład produkuje komponenty do systemów naprowadzania wszystkich rosyjskich pocisków.
W tych nalotach używana jest potężniejsza broń, taka jak Flamingo FP5, powodująca większe zniszczenia: naprawa rafinerii i linii montażowych staje się bardziej skomplikowana. Ukraińcy zaatakowali również statki transportujące zaopatrzenie na Krym przez Cieśninę Kerczeńską: zaatakowali dwa największe promy, służące do przeładunku amunicji bez odsłaniania długich pokładów oraz doki przeładunkowe w porcie Kaukaz. Drony coraz częściej atakują stolicę, chronioną obecnie przez rozległą sieć obrony przeciwlotniczej: jednocześnie może ich być nawet pięćdziesiąt.
Pomimo problemów Kreml nie rezygnuje z wywierania presji na ruch oporu w końcowej części Doniecka, która wciąż pozostaje w rękach ukraińskich. Od południa naciskają na Kostantiwkę, a od północy na Lyman, gdzie jednak ukraiński kontratak zażegnał zagrożenie. To walka o terytorium, której Putin pragnie za wszelką cenę, stanowi największą przeszkodę w negocjacjach prowadzonych przy mediacji USA.
Moskiewscy technicy pracują nad usunięciem przerwy w transmisji satelitarnej spowodowanej odcięciem Starlinka. Było to widoczne podczas ostatniego ataku na Kijów, który o włos ominął Majdan: użyto nowych dronów, które nawigują za pomocą sztucznej inteligencji. Po dwutygodniowej przerwie wznowiono bombardowania infrastruktury energetycznej, pozostawiając kraj bez prądu. Wczoraj zniszczono tamę i część elektrowni wodnej w Nowodnistrowie, zanieczyszczając Dniestr, który zasila zasoby wodne Mołdawii.
Jak zawsze od czasu inwazji, rosyjska machina wojenna wie, jak reagować na rozwój konfliktu i znajdować rozwiązania. Robi to wolniej niż jej przeciwnicy, ale dysponuje znacznie lepszymi zasobami materialnymi i ludzkimi. Konflikt w Iranie daje jej przestrzeń do działania, wraz ze wzrostem dochodów z ropy naftowej i przewidywalnym spadkiem dostaw kluczowych samolotów Patriot na Ukrainę. Dzieje się tak, ponieważ Moskwa i Waszyngton są ze sobą zsynchronizowane. Wczoraj minister spraw zagranicznych Ławrow użył dokładnych słów Trumpa: „Prezydent Putin wielokrotnie potwierdzał, że jesteśmy jednoznacznie zaangażowani w negocjacyjne rozwiązanie. Ponieważ jednak reżim w Kijowie nie jest na to gotowy, będziemy realizować cele specjalnej operacji wojskowej na lądzie, co właśnie się dzieje”.
Cena ropy naftowej podważa europejską solidarność. „Musimy znormalizować stosunki z Rosją i odzyskać dostęp do taniej energii. To kwestia zdrowego rozsądku” – powiedział belgijski premier Bart De Wever. „Prywatnie europejscy przywódcy zgadzają się ze mną, ale nikt nie odważy się powiedzieć tego otwarcie. Musimy zakończyć konflikt w interesie Europy, nie popadając w naiwność wobec Putina”. Rząd w Brukseli nie dostarczył jeszcze ani jednego z trzydziestu myśliwców F-16 obiecanych Ukrainie. A bez wsparcia krajów UE wszelkie sukcesy na miejscu mogą pójść na marne.


12.

https://wyborcza.pl/7,75398,32664362,muppety-i-podziemne-panstwo-pis.html#s=S.TD-K.C-B.1-L.1.duzy
dąc do władzy pod hasłami walki z "układem III RP" Jarosław Kaczyński wskazywał rządzące Polską powiązania dawnych służb specjalnych, ich agentury, biznesu oraz polityków. Nazywano to albo "szarą siecią", albo "stolikiem do gry", który trzeba wywrócić. Według tej wizji, pod powierzchnią państwa pulsuje niekontrolowany przez instytucje demokratyczne organizm, rządzony przez mroczne siły i zależności. Wszystko spinają mityczne "służby" kontrolujące wprost lub przez swoich agentów najważniejsze aspekty życia publicznego. Bez ich wiedzy i pozwolenia nic nie może się zdarzyć. Jest to koncepcja taka sama jak "deep state" czyli "głębokie państwo" wskazywane jako główny wróg przez Trumpa i jego ruch MAGA.
PiS-owi nigdy nie udało się złapać "układu", a dokonywane próby kończyły się albo tragedią (śmierć Barbary Blidy) albo ośmieszeniem (operacja przeciwko b. prezydentowi Kwaśniewskiemu). Być może dlatego przez ostatnich 8 lat rządów tej partii, PiS zaprzestał ścigania układu. I zaczął tworzyć własny.
Ujawnione przez "Wyborczą" okoliczności operacji CBA o kryptonimie „Muppety" pokazują PiS-owskie "Deep state" jako twór skończony. I gdyby nie fakt, iż w tej sprawie postawiono już zarzuty, niektóre szczegóły byłyby nie do uwierzenia. Oto wysoki rangą funkcjonariusz CBA (szef delegatury w Warszawie) dogaduje się ze swoim znajomym z Sopotu – prezesem lokalnego klubu tenisowego w kwestii zniszczenia prezydenta miasta, Jacka Karnowskiego. Cel mają polityczny (Karnowski jest groźnym dla władzy politykiem ówczesnej opozycji) i biznesowy (obrona atrakcyjnych dla inwestycji terenów kortów tenisowych). Operacja zaczyna się od zarejestrowania prezesa klubu jako Osobowego Źródła Informacji, czyli tajnego współpracownika CBA. Jego prowadzącym jest wspomniany funkcjonariusz. Razem tworzą fałszywe dowody, na podstawie których zakładają Karnowskiemu system szpiegujący Pegasus. Tą drogą uzyskują informacje przydatne dla PiS i pomagające w walce o sopockie korty. Gdy zmienia się władza, hierarchia ulega odwróceniu. Oficer prowadzący zostaje wiceprezesem klubu, którym kieruje jego agent.
Związek służby-agentura-polityka-biznes jest tutaj ścisły. Na przypadek nie ma miejsca. A przecież Sopot to tylko przykład. Swoich zaufanych ludzi służby PiS ulokowały Trybunale Konstytucyjnym, spółkach skarbu państwa, Narodowym Banku Polskim i w samorządach, gdzie rządzi partia Kaczyńskiego. …


13.

Chiny wzywają do deeskalacji, podczas gdy USA szukają pomocy w zabezpieczeniu przejścia przez cieśninę Ormuz; USA próbują wciągnąć innych, aby przekształcić problem w wielostronny: ekspert
Ponieważ Waszyngton, stojąc w obliczu prawdopodobieństwa uwikłania się w dłuższy konflikt związany z wojną z Iranem, wezwał inne kraje, w tym Chiny, ...
https://www.globaltimes.cn/page/202603/1357079.shtml
„Bezpieczeństwo Cieśniny Ormuz nie zależy od liczby patrolujących ją okrętów wojennych. Zależy od tego, czy armaty będą ciche”. Pekin odpowiedział w ten sposób artykułem redakcyjnym w prasie partyjnej na prośbę Donalda Trumpa , który w weekend zaprosił kilka krajów, w tym Chiny , do wysłania okrętów do Cieśniny , aby utrzymać ten kluczowy szlak wodny otwarty. „Zamknięcie dotknęłoby każdy kraj importujący energię. Wspólne interesy, wspólny ciężar: wydaje się to sprawiedliwe.
Ale z tym podejściem wiąże się fundamentalny problem: kto wywołał kryzys? Kto nadal bombarduje Iran?” – pisze Global Times. „Ktoś wzniecił pożar. Teraz proszą świat o pomoc w jego ugaszeniu – i poniesienie kosztów. Zatłoczenie niestabilnego szlaku wodnego okrętami wojennymi z różnych krajów nie zapewnia bezpieczeństwa. Stwarza jedynie zarzewie napięć”. Artykuł redakcyjny, który jasno wyjaśnia, dlaczego Chiny nie zaakceptują propozycji amerykańskiego przywódcy.

Strategiczne votum separatum Chin
Pekin nadal potępia wojnę Trumpa (prezydent USA nie wyklucza przełożenia swojej wizyty w Chinach zaplanowanej na koniec miesiąca, którą Chińczycy uważają za ważną), deklaruje, że jest „w kontakcie ze wszystkimi stronami” i dąży do deeskalacji kryzysu. Jest jednak wysoce nieprawdopodobne, aby Chiny zobowiązały się do wysłania okrętów lub bezpośredniego zaangażowania w konflikt. Ta strategiczna zmiana ma kilka przyczyn.
Ponieważ chińskiej polityki zagranicznej nie należy interpretować przez pryzmat Ameryki, a pierwszą zasadą jest unikanie wtrącania się w wojny innych krajów toczące się daleko od ich ojczyzny, zwłaszcza jeśli zaangażowane są Stany Zjednoczone; ponieważ otwarte opowiadanie się po jednej stronie nie leży w jej najlepszym interesie w tej części świata, w Zatoce Perskiej, gdzie utrzymuje ona stosunki z wieloma graczami; ponieważ tankowce płynące do Chin wydają się obecnie w stanie tranzytować; a także ponieważ Pekin dysponuje ogromnymi rezerwami strategicznymi, aby radzić sobie z takimi sytuacjami — przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej i średnioterminowej.
Xi Jinping i jego współpracownicy grają w grę, która oscyluje między planowaniem, aby uniknąć wstrząsów, skomplikowanym balansowaniem, a (pozorną) bezczynnością. Zdają sobie sprawę, że tylko wzmacniając dążenie do samowystarczalności – technologicznej, naukowej i energetycznej – mogą nadal się chronić.

Słowo kluczowe: stabilność
Chińskie władze komunistyczne są bardzo dobre w jednej rzeczy: planowaniu przyszłości z dużym wyprzedzeniem. Pekin nigdy nie lubił chaosu; stabilizacja to dewiza. Wojna na Bliskim Wschodzie, a zwłaszcza wywołane przez nią turbulencje energetyczne, doskonale odzwierciedlają scenariusz, do którego Chiny przygotowywały się od dawna.
Konflikt w Iranie i jego potencjalna dalsza eskalacja z pewnością budzą niepokój, ale Pekin zdaje sobie sprawę, że ma w zanadrzu pewne atuty, które mogą go na jakiś czas odizolować. Iran dysponuje ogromnymi strategicznymi rezerwami ropy naftowej: importem wystarczającym na cztery do sześciu miesięcy. W ostatnich latach nadal je gromadził. Tylko w ciągu pierwszych dwóch miesięcy 2026 roku, przed wybuchem wojny, import wzrósł o prawie 16% w porównaniu z rokiem poprzednim. Kwestia rezerw jest również kluczowym punktem nowego, właśnie zatwierdzonego planu pięcioletniego.
Pekin dywersyfikuje również swoje źródła. Chiny są największym importerem ropy naftowej na świecie, ale są mniej zależne od Cieśniny Ormuz (około połowy swojego importu) niż na przykład Japonia (90%) i Korea Południowa (70%), dwaj sojusznicy Ameryki w Azji. Ochrona Pekinu przed wstrząsami energetycznymi jest od dziesięcioleci priorytetem dla jego przywódców: obejmuje to masowe przejście na energię elektryczną, zieloną transformację, inwestycje w odnawialne źródła energii, wzrost krajowej produkcji ropy naftowej oraz pogłębienie partnerstwa energetycznego z Rosją. Wszystko zaczęło się kilka lat temu, a nie było podyktowane obecnymi okolicznościami.

Znaczenie Zatoki Perskiej dla Pekinu
Nie oznacza to jednak, że w Pekinie panuje pokój. Dyplomaci nadal potępiają ten konflikt, „który nigdy nie powinien był wybuchnąć”, jak powiedział minister spraw zagranicznych Wang Yi. Wang był w ostatnich dniach bardzo aktywny, wzywając kilku swoich odpowiedników w regionie do: wsparcia dla Iranu (retorycznego i w postaci pomocy humanitarnej: 200 000 dolarów przekazanych przez Chiński Czerwony Krzyż), ale także do wyraźnego przesłania, że ​​Pekin wcale nie jest zadowolony z ataków Teheranu na kraje sąsiednie. Chiny są bowiem bardziej niż sam Iran zainteresowane stabilnością Zatoki Perskiej, obszaru, który nadal jest ważny dla ich polityki energetycznej i inwestycyjnej.
Ropa naftowa Teheranu stanowi zaledwie 10–13% całego chińskiego importu: ostatecznie można ją zastąpić. Inwestycje Pekinu w Iranie są znacznie niższe niż uzgodniono. Pekin wydał jednak znaczne środki na budowanie partnerstw handlowych z krajami takimi jak Arabia Saudyjska (wolumen handlu z Rijadem jest prawie dziesięciokrotnie większy niż z Teheranem), Irak i Emiraty Arabskie, ale nie może sobie pozwolić na otwarte opowiadanie się po jednej stronie, ponieważ zagroziłoby to strukturze, którą zbudował na Bliskim Wschodzie. Iran z pewnością nie jest sojusznikiem; Chiny nie mają żadnych zobowiązań w zakresie bezpieczeństwa i ich nie chcą. Jednak nawet w relacjach z innymi krajami regionu Pekin nie działa jako partner w zakresie bezpieczeństwa: jego relacje nie pociągają za sobą kosztownych zobowiązań. Jest to wybór strategiczny, odmienny od decyzji Stanów Zjednoczonych, który wymaga bardziej zrównoważonych manewrów dyplomatycznych.
„Główne interesy bezpieczeństwa Chin leżą w Azji Wschodniej, nigdzie indziej” – wyjaśnia Evan A. Feigenbaum z Carnegie Endowment for International Peace. Chiny z pewnością korzystają z tej propagandy: „Prezentują się jako siła pokoju, przeciwstawiająca się destabilizującej Ameryce” – twierdzi Charles Parton z Council on Geostrategy. „Może nastąpić spadek zainteresowania Amerykanów regionem Indo-Pacyfiku. A co do obaw: zagrożenie dla chińskich inwestycji w Zatoce Perskiej; a co, jeśli konflikt wzmocniłby amerykańską potęgę?”
Tymczasem Trump, w wywiadzie dla „Financial Times”, zapowiedział, że może przełożyć swoją wizytę w Chinach, zaplanowaną na koniec miesiąca. Chińczycy chcą tej wizyty z co najmniej trzech powodów: Xi musi zapewnić kontynuację rozejmu handlowego, uniknąć dalszych ograniczeń technologicznych i starać się skłonić Waszyngton do bardziej zniuansowanego stanowiska w sprawie Tajwanu. Przełożenie wizyty może być w porządku dla Pekinu (umożliwiłoby to pogłębioną dyskusję na temat bezpieczeństwa i handlu), ale jej odwołanie już nie. „Dyplomacja na szczeblu głowy państwa odgrywa niezastąpioną rolę w zapewnianiu strategicznego wsparcia relacjom chińsko-amerykańskim” – powiedział rzecznik chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, dodając, że obie strony są w kontakcie w sprawie tej wizyty.


14.

D.O gorąco odradza dodawanie śmietanki do jakichkolwiek sosów.
To danie to wariant niesmacznej zupy mlecznej.
D.O. by nie jadł, podobnie jak większość Włochów.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga