DRUGI OBIEG
Czwartek, 15 stycznia 2026


1.
Z pewnością zauważyli Państwo, że czasy robią się coraz ciekawsze. Nad naszymi głowami wiszą dwie nowe wojny — i żadnej z nich nie rozpęta ani Putin, ani Xi Jinping, lecz prezydent Stanów Zjednoczonych. Atak na Iran, choć wciąż nie wiadomo w jakiej skali, może nastąpić już w ciągu najbliższych 24 godzin, a ewentualny atak na Grenlandię — w bliżej niesprecyzowanej przyszłości.
Oba konflikty odbiją się niekorzystnie na całym świecie. Z europejskiego punktu widzenia groźniejszy może okazać się amerykański atak na Grenlandię, bo oznaczałby faktyczny koniec NATO. Amerykańskim oddziałom musiałyby stawić czoło wojska duńskie, szwedzkie, niemieckie i kilka innych europejskich armii. Stosunki Europy ze Stanami Zjednoczonymi uległyby w najlepszym razie głębokiemu ochłodzeniu, a w najgorszym — zostałyby zerwane, zmuszając Europę do uznania USA za państwo wrogie.
Atak na Iran i bardzo prawdopodobny odwet Irańczyków na Amerykanach, Brytyjczykach i — przede wszystkim — na Izraelu ponownie pogrążyłby w chaosie cały Bliski Wschód. Być może, jak bywało dotąd, będzie to tylko pojedynczy płomień, który szybko zgaśnie, ale równie dobrze może przerodzić się w długotrwały, krwawy konflikt. Taki scenariusz bez wątpienia odbiłby się dramatycznie na rynku ropy naftowej, a co za tym idzie — na cenach wszystkich produktów.
Biedni my!


2.
Obraz zawierający tekst, ubrania, zrzut ekranu, człowiek

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
W jednym irańskim szpitalu znaleziono setki ran postrzałowych oczu w wyniku brutalnego stłumienia protestów
Lekarze w Teheranie mówią o przeciążeniu personelu medycznego w związku z nasileniem się brutalnych represji
https://www.theguardian.com/global-development/2026/jan/13/hundreds-of-gunshot-eye-injuries-found-in-one-iranian-hospital-amid-brutal-crackdown-on-protests
Okulista w Teheranie udokumentował ponad 400 urazów oczu spowodowanych strzałami w jednym szpitalu. Personel medyczny stwierdził, że rany koncentrowały się głównie na oczach i głowach demonstrantów – taktykę tę, jak twierdzą organizacje praw człowieka, władze stosowały już podczas protestów pod hasłem „Kobieta, Życie, Wolność” w 2022 roku.
„[Siły bezpieczeństwa] celowo strzelają w głowę i oczy. Chcą uszkodzić głowę i oczy, żeby ludzie nie mogli już widzieć, tak samo jak w 2022 roku” – powiedział lekarz z Teheranu. Dodał, że wielu pacjentom trzeba było usunąć oczy, a część została trwale oślepiona.
Liczba ofiar śmiertelnych, która wciąż rośnie, jest oszałamiająca. Po dwóch tygodniach była już czterokrotnie wyższa niż liczba zabitych podczas protestów Mahsy Amini w 2022 roku, które trwały miesiącami i były uznawane za wyjątkowo brutalnie tłumione.
Lekarze w Iranie twierdzą, że rzeczywista liczba zabitych jest prawdopodobnie znacznie wyższa. Zaobserwowali gwałtowny wzrost liczby rannych trafiających do szpitali natychmiast po odcięciu internetu.
„To jak w filmach wojennych, gdzie ranni żołnierze są opatrywani na otwartym polu. Brakuje nam krwi, brakuje środków medycznych. To jak strefa wojny” – powiedział lekarz z Teheranu. Jego kolega opisał, jak opatrywał rannych na zewnątrz, w mrozie, z powodu braku miejsca na oddziałach.
Personel medyczny pracuje w ekstremalnych warunkach, a wyłączenie sieci uniemożliwia kontakt z innymi lekarzami i służbami ratunkowymi. Lekarze relacjonują, że siły bezpieczeństwa wkraczają do szpitali, by aresztować rannych demonstrantów.
„Moi koledzy są bardzo zdenerwowani, zmęczeni i przerażeni. Płaczą” – powiedział jeden z lekarzy. Inny został postrzelony przez funkcjonariuszy w drodze do pracy.
Rodzaje obrażeń skłaniają lekarzy do przekonania, że władze celowo atakują protestujących, co potwierdzają organizacje praw człowieka. Udokumentowano użycie strzelb śrutowych oraz karabinów z ostrą amunicją.
„Oczy zostały trafione śrutem i było to celowe. Strzelają, żeby zabić” – powiedział lekarz z Teheranu. Jego kolega dodał, że z ciała jednego protestującego usunięto „20 śrutów”.
Według rzecznika amerykańskiego Centrum Praw Człowieka Abdorrahmana Boroumanda, protestujący byli postrzeleni w oczy i genitalia, a co najmniej jedna młoda dziewczyna jest w stanie krytycznym po postrzale w okolice miednicy.
Rzecznik stwierdził, że nawet gdy władze używają broni uznawanej za „mniej śmiercionośną”, celowo kierują ją w organy wewnętrzne, przekształcając te narzędzia w środki systematycznego okaleczania i zastraszania.
Protestujący, którym udało się ominąć blokadę komunikacyjną, relacjonują natomiast brutalne ataki sił bezpieczeństwa na pokojowe zgromadzenia. Jeden z 20‑letnich uczestników protestu w Teheranie opisał, jak funkcjonariusze w cywilu wdarli się w tłum i strzelali z bliska, z broni przystawionej do głów demonstrantów.
Na nagraniach przesłanych przez aktywistów widać również protestujących ciężko rannych podczas represji, m.in. mężczyznę leżącego na ziemi z krwią wypływającą z ust po wydarzeniach w Fardis w prowincji Alborz.
Pomimo brutalnych działań władz protesty trwały już siedemnaście dni, a każdego wieczoru na ulice wychodziły tysiące ludzi.
Lekarze ostrzegają jednak, że świat wciąż nie zdaje sobie sprawy ze skali tragedii. „Obrazy i dane przekazywane przez media międzynarodowe nie odzwierciedlają nawet jednego procenta rzeczywistości, ponieważ informacje po prostu nie docierają” – powiedział lekarz, który opuścił Iran.

Rząd Iranu oskarżył protestujących o przemoc, publikując nagrania, na których – jak twierdzi – widać zagranicznych sabotażystów oraz uzbrojonych bojowników atakujących policję i plądrujących meczety. Według HRANA w protestach zginęło co najmniej 135 osób powiązanych z irańskim rządem.


Obraz zawierający człowiek, ubrania, zrzut ekranu, tekst

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
Amerykańska akcja wojskowa w Iranie wydaje się coraz bliższa – wynika z raportu
https://www.theguardian.com/world/live/2026/jan/14/iran-protests-live-updates-trump-us-action-death-toll-protester-executions-erfan-soltani


Reuter: Dwóch europejskich urzędników stwierdziło, że interwencja wojskowa USA może nastąpić w ciągu najbliższych 24 godzin. Przedstawiciel Izraela również stwierdził, że wygląda na to, że Trump podjął decyzję o interwencji, choć jej zakres i termin pozostają niejasne.

Oficjalne źródła poinformowały „New York Times”, że możliwość przeprowadzenia przez Stany Zjednoczone cyberataku lub napaści na wewnętrzny aparat bezpieczeństwa Iranu jest „bardziej prawdopodobna”. Według tych źródeł, takiego ataku można się spodziewać dopiero za kilka dni i może on sprowokować kontratak ze strony Iranu.


3.
Trump twierdzi, że powiedziano mu, że „zabijanie w Iranie ustało”
Przemawiając w Gabinecie Owalnym, Donald Trump powiedział, że powiedziano mu, iż liczba zabójstw w ramach irańskich represji wobec ogólnokrajowych protestów maleje i że jego zdaniem na chwilę obecną nie ma planu przeprowadzania egzekucji.
„Nie ma planu egzekucji” – powiedział Trump, odnosząc się do wyroku śmierci wydanego na 26-letniego protestującego Erfana Soltaniego, który – jak donosił Sky News – nie został dziś stracony. Trump zagroził podjęciem działań wojskowych, jeśli jakiekolwiek egzekucje miałyby miejsce.
„Jestem pewien, że jeśli tak się stanie, wszyscy będziemy bardzo zdenerwowani” – dodał prezydent USA. „Ale to mnie po prostu zdołowało… nie będą mieli egzekucji”.
Donald Trump przemawia podczas podpisywania ustawy w Gabinecie Owalnym.
Donald Trump przemawia podczas podpisywania ustawy w Gabinecie Owalnym. Zdjęcie: Anna Moneymaker/Getty Images


4.
Obraz zawierający Ludzka twarz, ubrania, zrzut ekranu, osoba

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
https://tvn24.pl/swiat/donald-trump-o-przyszlosci-grenlandii-cokolwiek-innego-jest-niedopuszczalne-st8846336
"Stany Zjednoczone potrzebują Grenlandii dla bezpieczeństwa narodowego. Jest ona niezbędna dla Złotej Kopuły, którą budujemy. NATO powinno przewodzić nam w jej zdobyciu. Jeśli tego nie zrobimy, zrobią to Rosja lub Chiny, a to nie może się wydarzyć" - napisał Donald Trump w środę na Truth Social. Jak ocenił, "NATO stanie się o wiele groźniejsze i skuteczniejsze z Grenlandią w rękach Stanów Zjednoczonych". "Cokolwiek innego jest niedopuszczalne" - dodał. …
We wtorek premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen spotkał się w Kopenhadze ze swoją duńską odpowiedniczką Mette Fredriksen. Zadeklarował, że Grenlandczycy wolą pozostać przy Danii. - Jeśli mamy wybierać między USA a Danią, to wolimy być częścią Królestwa Danii – podkreślił Nielsen. Dodał, że Grenlandia "wybiera NATO, Królestwo Danii i Unię Europejską".
Trump został później tego dnia poproszony o komentarz do tych słów podczas spotkania z dziennikarzami w bazie lotniczej Andrews pod Waszyngtonem.
- Cóż, to ich problem. Nie zgadzam się z nim. Nie wiem, kim on (premier Grenlandii - red.) jest. Nic o nim nie wiem. Ale to będzie dla niego duży problem - powiedział amerykański prezydent. …


5.
Grenlandia pozostaje w centrum międzynarodowej debaty. Dziś w Waszyngtonie spotkali się wiceprezydent USA J.D. Vance, duński minister spraw zagranicznych Lars Løkke Rasmussen i jego grenlandzki odpowiednik Vivian Motzfeldt. „Lekceważenie integralności terytorium Grenlandii jest niedopuszczalne. Nie zgadzamy się z Trumpem, ale będziemy kontynuować rozmowy” – powiedział Rasmussen na konferencji prasowej w Waszyngtonie po szczycie. „Postanowiliśmy utworzyć grupę wysokiego szczebla i spotkamy się w nadchodzących tygodniach”. „Nie chcemy, żeby Stany Zjednoczone nas kontrolowały” – powtórzyła Motzfeldt.

Trump powtórzył, że „wszystko, co nie jest Grenlandią w rękach Stanów Zjednoczonych, jest nie do zaakceptowania”.
Na „Truth” prezydent USA napisał, że Stany Zjednoczone potrzebują tej wyspy ze względów bezpieczeństwa narodowego. „Jest ona niezbędna dla Złotej Kopuły [systemu obrony przeciwrakietowej chroniącego całe terytorium USA, red.], którą budujemy. NATO powinno przewodzić w jej budowaniu. Jeśli tego nie zrobimy, zrobią to Rosja lub Chiny, a to się nie stanie”.


„Grenlandia należy do swoich obywateli. Jesteśmy w stałym kontakcie z rządem Danii” w tej sprawie. „Po drugie, Grenlandia jest członkiem NATO i wiemy, że NATO integruje różne interesy swoich sojuszników” – powiedziała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w odpowiedzi na pytanie zadane na konferencji prasowej. „Ważne jest dla mnie, aby Grenlandia wiedziała, że szanujemy wolę jej mieszkańców” – dodała.
Tymczasem rząd Grenlandii ogłosił zwiększenie swojej obecności wojskowej „na wyspie i wokół niej”, przygotowując się do ćwiczeń z Danią i innymi sojusznikami NATO, mających na celu poprawę bezpieczeństwa Arktyki. W oświadczeniu opublikowanym na swojej stronie internetowej rząd stwierdził, że celem ćwiczeń jest „rozwój wiedzy specjalistycznej na temat unikalnych warunków Arktyki i wzmocnienie obecności społeczności arktycznej, aby przyczynić się do bezpieczeństwa w Europie i na Atlantyku”.

Plotki o wysłaniu wojsk zaczęły krążyć już dziś rano, gdy duńskie media poinformowały o przemieszczeniu się wojsk na Grenlandię, w tym wysuniętego dowództwa wojskowego, w ramach szerszego planowanego rozmieszczenia wojsk.
Duńskie media donoszą jednak, że sprzęt wojskowy dla wysuniętego dowództwa w Grenlandii został już wysłany z Kopenhagi. Poinformował o tym duński nadawca publiczny DR, powołując się na źródła rządowe. Zadaniem wysuniętego dowództwa jest między innymi zapewnienie gotowości logistyki i okolicznych terenów na przyjęcie w przyszłości większych sił.
Według DR Information, są to żołnierze z jednostek wojskowych, których zadaniem jest wzmocnienie obecności wojskowej Duńskich Sił Zbrojnych na Grenlandii. Znaczna część pozostałych sił obronnych Danii, zwłaszcza inne oddziały bojowe, jest obciążona zobowiązaniami wojskowymi na Bałtyku.
W poniedziałkowy wieczór DR był obecny na lotnisku Nuuk, gdy wylądował samolot Challenger duńskich sił powietrznych.

Zaangażowanie Niemiec, Szwecji i Norwegii
Tymczasem Europejczycy idą naprzód. Niemcy wyślą pierwszych żołnierzy Bundeswehry na Grenlandię już w tym tygodniu, donosi Bild, który dowiedział się o tym z kilku źródeł w Niemczech i Skandynawii. Rzecznik Ministerstwa Obrony odpowiedział, że nie może potwierdzić ani zaprzeczyć tym doniesieniom. Według Bilda, pierwszy patrol rozpoznawczy może zostać wysłany już w czwartek. Pierwsi żołnierze ze Szwecji podobno są już „w drodze”.

Francja zrobi to samo, a Sztokholm również wyśle personel wojskowy na Grenlandię na prośbę Danii, aby pomóc wzmocnić bezpieczeństwo tego terytorium autonomicznego, ogłosił premier Ulf Kristersson na X. „Dziś do Grenlandii przybywają oficerowie szwedzkich sił zbrojnych. Są oni częścią grupy z kilku krajów sojuszniczych i będą przygotowywać kolejne etapy duńskich ćwiczeń „Operacja Arctic Endurance”. To na prośbę Danii Szwecja wysyła personel wojskowy” – sprecyzował, dodając, że będą oni częścią grupy żołnierzy z „kilku krajów sojuszniczych”. To samo dotyczy Norwegii, która ogłosiła wysłanie personelu wojskowego na Grenlandię. Rzecznik norweskiego Ministerstwa Obrony powiedział CNN, że Oslo wyśle dwóch oficerów wojskowych.


6.
Obraz zawierający tekst, Ludzka twarz, ubrania, mikrofon

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
„Fundamentalna niezgoda” w sprawie Grenlandii - twierdzi duński urzędnik
https://edition.cnn.com/politics/live-news/trump-presidency-administration-greenland-venezuela-01-14-26
Przywódcy Danii i Grenlandii stwierdzili, że po spotkaniu z wiceprezydentem J.D. Vance'em i sekretarzem stanu Marco Rubio, administracja Trumpa nadal utrzymuje „fundamentalny spór”. Dzisiejsze spotkanie odbyło się po tym, jak prezydent Donald Trump stwierdził, że „cokolwiek innego” niż kontrola USA nad Grenlandią jest „nie do przyjęcia”.


7.
Obraz zawierający samolot, tekst, Podróże lotnicze, lotnictwo

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
Część personelu USA wezwana do opuszczenia największej bazy na Bliskim Wschodzie w obliczu obaw przed wojną wśród sąsiadów Iranu
https://edition.cnn.com/2026/01/14/middleeast/us-personnel-mideast-base-iran-war-fears-intl-latam


8.
Obraz zawierający tekst, zrzut ekranu, człowiek

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
Podczas wizyty w fabryce Forda w Michigan, prezydent USA Donald Trump pokazał środkowy palec osobie, która rzuciła mu wyzwanie, krzycząc „obrońca pedofilów”. Odczytując z ruchu warg, potentat dodał do gestu zwrot „pieprz się”.


Obraz zawierający ubrania, garnitur, człowiek, osoba

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
https://tvn24.pl/swiat/trump-to-zelenski-stoi-na-przeszkodzie-st8849468
Donald Trump przekonywał w wywiadzie, że "Władimir Putin jest gotowy do zawarcia umowy", a to prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski jest przeszkodą do zawarcia pokoju. - Musimy skłonić prezydenta Zełenskiego, żeby się zgodził - powiedział amerykański prezydent.


9.
Obraz zawierający tekst, zrzut ekranu, plakat, sztuka

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
Ona kupuje. Tymoszenko, przekupstwo deputowanych i błyskawiczna podejrzliwość wobec NABU
https://www.pravda.com.ua/articles/2026/01/14/8016171/
Późnym wieczorem 13 stycznia w oknie głównego biura w biurze Batkiwszczyny paliło się jeszcze światło – „Ona pracowała”. Nagle przed bramą budynku partyjnego przy ulicy Turowskiej zatrzymało się kilka minibusów.
Pracownicy Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy i Specjalistycznej Prokuratury Antykorupcyjnej wyskoczyli z autobusów i udali się w kierunku biura w Batkiwszczynie.
Funkcjonariusze antykorupcyjni prowadzili przeszukania przez całą noc, a rano, około godziny 8:00, poinformowali stałą przewodniczącą partii, Julię Tymoszenko, o podejrzeniach wręczenia łapówki. Nie przeszkodziła temu policja, którą wezwał sponsor kijowskiej „Batkiwszczyny” Bondariew, aby udokumentować „napad na biuro”.
Tymoszenko zaprzecza zarzutom, nazywa sprawę „zamówieniem politycznym” i w dramatyczny sposób porównuje działaczy antykorupcyjnych do „szturmowców Janukowycza”.
Szefowa „Batkiwszczyny” twierdzi, że podczas przeszukań funkcjonariusze NABU i SAP zabrali jej telefony służbowe, dokumenty parlamentarne i paczkę z „osobistymi zadeklarowanymi oszczędnościami”. Ponadto śledczy przeszukali również biuro zastępcy Tymoszenko, posła Serhija Własenki, który nie przebywał w kraju.
Nawiasem mówiąc, latem 2025 roku Własenko stanął na czele tymczasowej komisji śledczej w Radzie Najwyższej, której członkowie de iure mieli badać ewentualną korupcję w organach ścigania i sądownictwie. Jednak de facto praca komisji Własenko stopniowo przeradzała się w polowanie na czarownice w sektorze antykorupcyjnym.
Lwia część frakcji „Batkiwszczyny” głosowała „za” zniesieniem niezależności NABU i SAPO w lipcu ubiegłego roku. Wtedy sama Julia Wołodymyriwna wygłosiła płomienne przemówienie o „zarządzaniu zewnętrznym”, którego po zamknięciu kanałów Medwedczuka nie było już słychać. Gdy chodziło o powrót NABU/SAPO do władzy, Tymoszenko demonstracyjnie nie głosowała.
Liderka „Batkiwszczyny” nazwała więc działania śledcze wobec niej „zemstą” aktywistów antykorupcyjnych. Czy to właśnie kryje się za przeszukaniami w biurze „Batkiwszczyny”? Co wiadomo obecnie o podejrzeniach Tymoszenko i kto mógł „wydać” Julię Wołodymyriwną detektywom NABU i prokuratorom SAPO, donosi „Ukraińska Prawda”.

Aktywiści antykorupcyjni kontra Tymoszenko
„Raz w miesiącu to stała historia dla każdego. Dla nas jeden miesiąc to dwie sesje. Czyli płacimy „dziesięć” za dwie sesje. Jeśli dziś się dogadamy, to nagramy, kto z wami jest. Dam wam to jako kasę fiskalną” – mówi kobieta o głosie podobnym do Tymoszenko na taśmach NABU i SAP.
Rozmowa na opublikowanych nagraniach audio miała miejsce w przededniu głosowania nad rekonstrukcją rządu – 12 stycznia. Funkcjonariusze antykorupcyjni działali w błyskawicznym tempie – „kryli” liderkę „Batkiwszczyny” dzień po ewentualnym popełnieniu przestępstwa.
Śledczy twierdzą, że na nagraniach podejrzana obiecuje przekazać pieniądze rozmówczyni i jej (jej?) „partnerom” tego samego wieczoru, w którym doszło do przeszukania. Ale NABU i SAPO przynieśli paczkę zawierającą 40 tysięcy dolarów.

Oficjalne stanowisko Tymoszenko pozostaje niezmienne:
„Upublicznione nagrania audio nie mają ze mną nic wspólnego. Odrzucam wszelkie oskarżenia i, jak zawsze, udowodnię ich bezpodstawność w sądzie”.
Tymczasem NABU i SAPO twierdzą, że „podejrzana rozpoczęła negocjacje z poszczególnymi posłami w sprawie wprowadzenia systemowego mechanizmu zapewniającego nielegalne korzyści w zamian za lojalne zachowanie podczas głosowania”.
Używając slangu parlamentarnego, Tymoszenko planowała zabrać kilku posłów „do bazy”, aby móc kontrolować ich głosy.
Według śledztwa chodziło o ofertę regularnej współpracy na dłuższy okres. Posłowie mieli otrzymać instrukcje, jak głosować – „za” lub „przeciw”. W tym drugim przypadku mogli się „wstrzymać” lub w ogóle nie nacisnąć żadnego przycisku.
„Najważniejsze, żeby nie było żadnego głosu” – wyjaśnia szeptem kobieta z filmów.

Tymoszenko i „zastępczy” posłowie mieli prowadzić ważną korespondencję w komunikatorze „Sygnał”. Sądząc po nagraniu wideo NABU, pierwsze instrukcje od Tymoszenko w sprawie nominacji personalnych dotarły już 13 stycznia.

Ale XIV sesja parlamentu rozpoczęła się od żałosnego i dramatycznego przemówienia gospodyni podejrzeń i zarazem przywódczyni „Batkiwszczyny”.
Mimo pozornej tragedii, jaka kryje się w przemówieniach Tymoszenko, w jej przemówieniu znalazły się stwierdzenia dotyczące działań NABU, które są alarmujące:
Zapytałam: czy macie nakaz z sądu? A może prokuratorzy coś napisali? A może jakiś dokument, który macie? Lider grupy powiedział: „Nie ma żadnych dokumentów i nie są potrzebne, bo to są specjalne czynności śledcze, które niczego nie wymagają”.
Tymoszenko wspomniała również o przeszukaniach w biurze swojego kolegi partyjnego i obecnego posła Serhija Własenki, które rzekomo nie były autoryzowane żadnym dokumentem, a on sam w czasie domniemanego przestępstwa i w czasie przeszukania przebywał w Europie: „Pytają mnie: «Gdzie jest biuro Własenki?». Mówię: «Co Własenko ma z tym wspólnego? Przyszliście do mnie». «Nie», odpowiada, «chcemy zobaczyć, co się dzieje w biurze Własenki». No cóż, wiesz, że Własenko kieruje tymczasową komisją śledczą ds. naruszeń w siłach bezpieczeństwa.
Mówię: „Jest w PACE. Kiedy wróci, możecie przyjść i go przeszukać”. „Dajcie mi klucz do jego biura” – mówi. „Jeśli mi go nie dacie, natychmiast wyważymy te drzwi”. W rezultacie znaleźliśmy klucz do biura Własenki gdzieś w remizie strażackiej, otworzyliśmy go i powiedzieliśmy: „Proszę wejść”. Weszli, wywrócili całe biuro do góry nogami, zabrali wszystkie jego pendrive'y, wszystko, co tam było”.

Można było przewidzieć, że Własenko nazwał przeszukania funkcjonariuszy służb antykorupcyjnych „zemstą za ugruntowaną pozycję publiczną wobec NABU-SAP-VAKS i pozycję polityczną zajętą latem podczas głosowania nad znanymi ustawami, które ograniczyły możliwość NABU-SAP do angażowania się w „nieokiełznaną” działalność ”.
Jednak bez względu na to, jak traumatyczne były dla Julii Wołodymyriwnej retrospekcje z poszukiwań, tragedia w jej słowach brzmi nieco fałszywie. Być może dlatego, że sama podejrzana rozumie: presja ze strony funkcjonariuszy antykorupcyjnych i obecność ich agenta wśród zastępców w sprawie sprawiają, że sytuacja jest groźna.
Wygląda jednak na to, że tym razem nie chodzi o eliminację politycznego konkurenta, jak to było za Kuczmy czy Janukowycza, lecz o banalne targowanie się pod kopułą najwyższego organu ustawodawczego.

„Zniszczyć większość”
Główne pytanie, na które próbowali odpowiedzieć w środę, między nominacjami ministrów, posłowie z różnych frakcji brzmiało: kto wydał Tymoszenko.
Ani „służący”, ani inne frakcje nie dysponowały dokładnymi danymi. Jeden z posłów, z którym UP komunikował się w Radzie, był przekonany, że liderka „Batkiwszczyny” została zdradzona przez posłankę Ludmiłę Bujmister. Twierdzili, że to nie przypadek, że w dniu podejrzeń Tymoszenko opuściła jej frakcję.
Jednak historia ujawniona w dokumentach NABU przeczy tej wersji.
Z rozmowy na taśmach wynika, że osoba o głosie podobnym do Tymoszenko mówi o nawiązaniu (!) współpracy z liderem grupy trzech posłów. Deklarowana motywacja całego przedsięwzięcia brzmi mniej więcej tak: „Chcemy rozbić tę większość”. Bardzo dziwne byłoby liczenie na rozpad koalicji, kupując głosy osoby z własnej frakcji.
Jeśli ujawnione nagrania okażą się prawdziwe, to zarejestrują one próbę podejrzanej, aby przyciągnąć do swojej orbity kogoś z peryferii „Sługi Ludu”. Jeśli się powiedzie, może to umożliwić „wyłączenie” części głosów monowiększości podczas głosowań krytycznych i potrząsnięcie nią od wewnątrz.
Co więcej, po kilkunastu rozmowach między UP a jej „sługami” możemy stwierdzić z całą pewnością: frakcja jest przekonana, że NABU nie wpadło po prostu do Tymoszenko. Śledczy mieli agenta – jednego z posłów, który pomógł udokumentować „lidera jednej z frakcji parlamentarnych”.
Zrozumieli to i przywódcy frakcji prezydenckiej spędzili cały dzień próbując ustalić, kto z szeregów „Sługi Ludu” zgłosił się jako agenci NABU.
Bo z jednej strony wydawało się, że dana osoba pomogła frakcji, nie dając się przekupić. Z drugiej strony „Sluza” nie rozumie, czy ktoś z ich frakcji mógł zostać nagrany przez Biuro Antykorupcyjne.
Część frakcji myśli o deputowanym ludowym Serhiju Kuzminiczu, część o innej osobie zamieszanej w sprawy NABU - Ołeksiju Kuzniecowie. Istnieje wiele wersji.
„Szukamy tego sami. Mógł to być ktokolwiek inny. Myślę, że współpracują, żeby nie dać się złapać. A funkcjonariusze NABU mają teraz z kogo wybierać” – odpowiada półironicznie jeden z wpływowych „sług” w rozmowie z UP.
Ta odpowiedź jest tylko w połowie ironiczna, ponieważ rzeczywiście, prawie kilkudziesięciu deputowanych „SN” jest w jakiś sposób zamieszanych w sprawy karne związane z korupcją. Najnowszym głośnym przypadkiem są podejrzenia NABU wobec kilku „sług” właśnie za rzekome głosowanie w zamian za dodatkowe opłaty „w kopertach”.
Ale jak dotąd chodziło o stymulację wewnątrzpartyjną.  Podejrzliwość Tymoszenko przenosi problem „zatrudniania sług” na poziom ogólnopolityczny.
Od kilku tygodni, od końca listopada, liderzy frakcji prezydenckiej narzekają w rozmowach z UP, że polityczni oszuści zaczęli otaczać ich deputowanych. Gdy tylko Zełenski zaczął poważnie mówić o wyborach, a Jermak stracił stanowisko, rozpoczęła się kampania na rzecz likwidacji monowiększości.
Niektórzy wciągają posłów z frakcji do własnych, autonomicznych podgrup, co może zakłócić głosowanie nad niektórymi „tłustymi” głosami.
Przykładowo 13 stycznia Rada nie mianowała ministrów obrony i energetyki częściowo z powodu złej dyscypliny w partii „Sługa”, a częściowo z powodu sabotażu tzw. „grupy Pawluka” w partii „SN” , która w ostatnim czasie znacznie zwiększyła liczbę swoich deputowanych.
Jeśli oskarżenia Tymoszenko okażą się prawdziwe, będzie to kolejny argument za tezą, że ktoś poważnie i systematycznie działa na rzecz „zniszczenia monowiększości”. Nie tylko Ona.


10.
Obraz zawierający tekst, zrzut ekranu

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
Fedorow: 2 miliony Ukraińców poszukiwanych za unikanie poboru, 200 000 na liście osób nieobecnych bez pozwolenia
https://www.kyivpost.com/post/68067
Nowy minister obrony Ukrainy ostrzega przed poważnym kryzysem kadrowym i zapowiada przeprowadzenie audytów centrów rekrutacyjnych, finansów i szkolenia żołnierzy w celu ograniczenia strat i zwiększenia gotowości bojowej.


11.
3 lata temu
Miałem wszystkie powody, żeby tego miejsca nie lubić. Najpierw zepsuł się samolot, którym tam leciałem i trzeba było po wypuszczeniu paliwa awaryjnie lądować.
Potem, gdy po nocy na ponurym lotnisku, podstawiono drugi i doleciałem, wpadłem na lotnisku w łapy policji politycznej, która mnie przesłuchiwała cztery godziny, a odpuściła, bo miałem polski paszport; włoski, którym się zazwyczaj posługiwałem, miał stemple izraelskie i na tamten bym nie wjechał, albo trafił prosto do aresztu i nie skończyłoby się na czterech godzinach.
Potem, zszokowany, odkryłem, że w 8-piętrowym urzędzie, nie było toalet i pracownicy załatwiali się od lat na schodach, a ponieważ winda się zepsuła, musiałem przez te 8 pięter spotęgowanego 40-stopniowym upałem smrodu przedrzeć.
Kiedy schodziłem, myślałem o tym albańskim księdzu katolickim, którego Enver Hoxha kaał przywiązać linami za ramiona w latrynie po piersi w odchodach i trzymał to tam przez ćwierć wieku. A z latryny ludzie normalnie korzystali. I wiary się nie wyrzekł.
Reżim kraju, do którego przybyłem był niewiele lepszy od albańskiego, serdecznie go nienawidziłem za zabójstwa i tortury, regularnie stosowane przez jedną z kilku policji politycznych wobec dysydentów i ludzi marzących o demokracji albo o teokracji.
Miałem więc wszystkie powody, by tego miejsca nienawidzić, a jednak zakochałem się w nim od pierwszego wejrzenia.
To miejsce to Syria.

2.
Galimatias czy pandemonium?
D.O. nie jest w stanie dobrać odpowiedniego słowa do tego, co odnalazł na pierwszych kilku CD ze zdjęciami. Mają po kilka dziesięcioleci, w większości nie są opisane, więc tylko pamięć może jakoś je umieścić w przestrzeni i w czasie. A że upływające dekady są wrogami pamięci, wielu zlokalizować D.O. nie potrafił.
Ale te z Damaszku – bez cienia wątpliwości.
Tkwiły sobie gdzieś w wypalonych laserem płytkach przez ponad 20 lat. Trudno przypomnieć sobie, jakim aparatem zostały zrobione; to mogła być „rewelacyjna” na owe czasy płaska minolta o rekordowej wówczas „mocy” 8 megapixeli, format karty kredytowej, lekkość piórka. Dlaczego D.O. zrobił właśnie te zdjęcia? Chaotyczne, przypadkowe, niewiele mówiące o miejscach, w których zostały zrobione?
D.O. jest stary. Wychował się w mediach pisanych, zapis audiowizualny nie leżał w jego zainteresowaniach. Nie było internetu, w redakcjach pracowali prawdziwi specjaliści od zdjęć… D.O. nie przypomina sobie, żeby jakakolwiek gazeta kiedykolwiek zamieściła jego zdjęcie. Kilka razy rozbił przyzwoitym aparatem zdjęcia z zamiarem ich publikacji, ale okazywały się poniżej krytyki i do publikacji zupełnie się nienadające. Tak było podczas wywiadu z byłym ministrem generalissimusa Franco, a potem w rządzie demokratycznym, ówczesnym prezydentem hiszpańskiej, portugalskojęzycznej Galicji Manuelem Fragą Iribarne. Dobry aparat, chyba nawet statyw, a wyszedł szary kit.
Summa summarum D.O. zainteresował się zdjęciami i filmami wiele lat później i dziś życia sobie bez nich nie wyobraża. A oglądając swoje stare „dzieła” – myśli, że musiał być po prostu kompletnym debilem i do tego jeszcze niewidomym.
Do dziś nie potrafi powiedzieć, czy Damaszek był pięknym miastem, ale gotów jest się bić z każdym, kto powie, że nie jest miastem fascynującym.
Wtedy właśnie umarł Hafiz, a z jego wykształconym w Londynie, mocno ciapowatym synem – okulistą z wykształcenia – wiązano duże nadzieje na demokratyzację, a w każdym razie na poluzowanie reżimu.
Ale D.O. przetłumaczono podczas tego pobytu, co śpiewały na jego cześć małe dzieci szkolne: „jesteśmy gotowe oddać za ciebie naszą krew, o Basharze” i już nie miał wątpliwości, że żadnej liberalizacji nie będzie.
Ale – tak jak i na całym świecie – kraje się kocha tylko w 30 procentach za krajobrazy, czy nastrojowe uliczki ich miast; w 70% - kocha się je za ludzi, które je zamieszkują. A Syrii i Libanie spotkał bodaj najcudowniejszych ludzi na planecie: mądrych mądrością znawców wielu kultur, religii i języków, jowialnych otwartych na odmienność, skorych do zaraźliwego śmiechu, kochających dobre jedzenie i dobre picie. Zwłaszcza dzielnica chrześcijańska Damaszku wydała się D.O. kulinarnym rajem; Adam z Ewą by tu grzeszyli obżarstwem, jak pokręceni! Grzeszył i D.O., a grzeszył tym chętniej i rozkosznej, że w towarzystwie Przyjaciół.
Minęło, jako się rzekło, wiele dekad, a D.O. tamtej nirwany zapomnieć nie może i nie potrafi.
To oczywiście niemożliwe, bo upłynęło zbyt wiele czasu, ale codziennie D.O. wyobraża sobie, że to właśnie któryś z tych mądrych, jowialnych, gościnnych Syryjczyków, jakich spotkał przy posiłkach w damasceńskiej dzielnicy chrześcijańskiej, zamarł na śmierć na polskiej granicy, kiedy ludzie w polskich mundurach odegnali go z powrotem do lodowatych bagien nad Bugiem, zabrawszy im uprzednio buty i telefony komórkowe.
D.O. nie wie, czy wiecie, jak to jest, kiedy rozpacz rozrywa duszę? Bo D.O. wie.
Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Plac w Centrum. Budynek rządowy jeszcze w żałobie po Hafizie al-Assadzie.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Al-Jehad Square, jeden z najbardziej ruchliwych punktów miasta.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Meczet Umajjadów, dynastii kalifów panujących nad światem islamu w latach 661 do 750, a następnie rządzących w Al-Andalus (Andaluzji) od roku 756 do 1031. W miejscu, w którym stoi meczet, pod koniec III tysiąclecia p.n.e. zostało podniesione o około 5 metrów w stosunku do otoczenia; tam Amoryci wznieśli świątynię poświęconą semickiemu bogu burzy, Hadadowi, który w czasach greckich stał się Zeusem, a w czasach rzymskich Jowiszem.
Rzymianie zmodyfikowali pierwotną świątynię w I wieku naszej ery i ponownie za panowania dynastii Sewerów, robiąc z niej największą świątynię w Syrii.
Za panowania cesarza Teodozjusza pod koniec IV w., w następstwie cesarskiego zakazu praktykowania kultów innych niż chrześcijański, świątynia została przekształcona w kościół pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela.
W 706 r. kalif Umajjadów al-Walid I, chcąc iść w ślady swego ojca Abd al-Malika ibn Marwana, który wzniósł Kopułę na Skale w Jerozolimie, postanowił przekształcić stolicę dynastii Damaszek w równie wielkie miejsce kultu Allaha. Nakazał budowę wielkiego meczetu, na miejscu poprzednich świątyń i kościoła, zburzył wszystkie istniejące budynki w obrębie świętego okręgu, ocalając jedynie trzy wieże – dzwonnice, przekształcone w minarety: minaret Jezusa (Īsā), minaret Qayt Bey (od imienia sułtana mameluckiego) i „Małżonki” (ʿarūsa) i stworzył w 715 r. budynek, który miał wywrzeć wpływ na całą późniejszą islamską architekturę religijną, aż do zdobycia Konstantynopola, kiedy architekci islamscy zaczęli naśladować Hagia Sofia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Wewnątrz meczetu Umajjadów znajduje się kaplica, w której znajdują się relikwie świętego Jana Chrzciciela (o którym wielu chrześcijan sądzi, że był prawdziwym Mesjaszem). Do tych relikwii pielgrzymował JPII. D.O. był przy tym.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Żeby dojść od centrum do meczetu Umajjadów przechodzi się przez absolutnie fantastyczny i pachnący, zadaszony suk o długości pół kilometra. Można tam spędzić cały dzień i nie starczy zmysłów, żeby to wszystko wchłonąć. Te gentleman po lewej, to może być pater familias z żoną i trzema córkami, albo mąż z czterema żonami i matką. W każdym razie spacer po suku i zakupy to pożądana przyjemność, niech się schowają europejskie galerie handlowe!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Ten człowiek to prawdziwy artysta. Ma maciupki kramik, taką wąską komórkę piwniczną na poziomie ulicy i spędza życie na cierpliwym wsypywaniu przez wąziutki, szklany lejek do rożnej wielkości butelek ziarenek piasku różnych kolorów, tak, aby układały się w obrazy. Na żadnym nie mogło zabraknąć pustyni i wielbłąda. Efekt artystyczny do dyskusji, ale D.O. nie mógł przez długi czas oderwać wzroku od człowieka, któremu ręka zadrżeć nie może, bo kilka ziarenek za dużo i za mało i całość do wyrzucenia. D.O. kupił coś i zawiózł do domu do Rzymu, ale w przeprowadzkach gdzieś to diabeł ogonem przykrył, albo się jakiemuś dziecku podarowało… Cudny gość.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Jedna z ruchliwych uliczek muzułmańskiej części Starego Miasta. Damaszek to niesamowita, fascynująca mieszanka różnych rasy, wyznań i tradycji, każde ubranie, nakrycie głowy mówi coś o pochodzeniu i wierze mijanego przechodnia. D.O. tłumaczono, ale zapomniał, niestety i dziś nie potrafi tego rozszyfrować.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Stragan z butami przy ogrodzeniu świątyni. Jak buty, to wianuszek dam. Zdziwiłbyś się pewnie, Czytelniku, ale w tym mieście czasami przydają się apres-ski.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Ulica handlowa. Budujesz się? Remontujesz? Tu znajdziesz wszystko co potrzebne. Ale do czego może służyć to czerwone, tego D.O. nigdy się nie dowiedział. W każdym razie – reklama dźwignią handlu!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Wykusz, który dowodzi, jak istotną rzeczą jest znalezienie równowagi pomiędzy dopuszczaniem a niedopuszczaniem światła słonecznego w głąb ludzkich pomieszczeń. Ze wszystkiego można zrobić dzieło sztuki i to skromnymi środkami. W każdym razie do tych legarów D.O. nie miał wielkiego zaufania i przeczołgał się dalej pod przeciwległym murem.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Ale te, hmmm, werandy po drugiej stronie, też nie wzbudzały wielkiego zaufania. Na lokalsach jednak nie robiły wrażenia. W każdym razie tkaniny damasceńskie – prima sort!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
A to oaza przepychu i dobrobytu, zarezerwowana dla cudzoziemców i lokalnych milionerów. A że milionami dysponują wyłącznie członkowie rodziny Assadów, to i na nich można się tam natknąć. Wiszące ogrody Sheramiramidy.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Może D.O. jeszcze gdzieś znajdzie jakieś inne fotki z Bejrutu, ale tu pokazuje tylko Corniche, jeden z najpiękniejszych nadmorskich bulwarów świata. Tu niedaleko, przed zakrętem, po lewej stronie, stała ambasada amerykańska, wysadzona 18 kwietnia 1983 r. w powietrze przez islamistycznych ekstremistów związanych z al-Kaidą. Zamachowiec-samobójca wysadził przed bramą furgonetkę wypełnioną 900 kilogramami materiałów wybuchowych. Zginęły 63 osoby, po ambasadzie została tylko kupa gruzów. A nieco dalej znajduje się port, w którym 4 sierpnia 2020 eksplodował statek wypełniony azotanem amonu. Zginęło 218 osób, niemal całe miasto zostało zdewastowane, jak przez wybuch bomby atomowej. I do dzisiaj się nie podniosło z tych zniszczeń.
A D.O. był tam na szczycie Ligi Arabskiej, przechodził tam i z powrotem obok Arafata i to było krótko po zakończeniu wojny domowej, a miasto już żyło pełną piersią, działały kawiarnie, w których siedziały nad filiżankami arabiki pięknie ubrane i uperfumowane damy. Gruzy wywożono w wielkim tempie, w środku miasta było dużo pustych placków, na których już działały koparki, ryjące doły pod fundamenty nowych wieżowców. Co za cudowne miasto!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
A przy Corniche, bulwarze na nadmorskim klifie, było jeszcze, ale niewiele, trochę domów, świadczących, że tu przez wiele lat trwała bezpardonowa, bratobójcza wojna. W kraju, od paru tysiącleci będącego symbolem tolerancji i różnorodności. Kto jest winny? D.O. wie, ale nie powie. Może innym razem. W każdym razie ten gość w turbanie na górnym plakacie po lewej, leży po dwóch wylewach w lokalnym szpitalu. Gdyby odszedł, a wraz z nim jego religijne bojówki, w Libanie znowu żyłoby się znacznie lepiej. Choć teraz tam jeszcze mieszają Rosjanie i Turcy… Mu narzekamy na sąsiadów, ale tam… Mają przechlapane!


12.
7 lat temu
Raz do roku Polacy dowodzą, że są narodem, że w tym narodzie tlą się nieprzebrane, zupełnie na co dzień niewidoczne pokłady dobrej energii.
Mamy szczęście, że jest człowiek - katalizator, bez którego uwolnienie tej energii byłoby niemożliwe: Jurek Owsiak. Cześć ci, podziw i szacunek.
Ale tego samego dnia widać wyraźniej niż kiedykolwiek, z jakim nieubłaganym wrogiem musimy się zmagać, by mimo wszystko być nadal jednym narodem.
Wróg to odwieczny, zawsze sprowadzał na nas nieszczęścia, prokurował klęski, pozbawiał niepodległości. Czy naprawdę musi pozostać niepokonany?


13.
Obraz zawierający ubrania, Ludzka twarz, tekst, człowiek

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
https://wyborcza.pl/7,75398,32526380,pozegnanie-holowni-z-partia-holowni-okazalo-sie-zenujacym-show.html#s=S.TD-K.C-B.5-L.2.duzy


14.
Obraz zawierający tekst, Czcionka, biały

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.

Jesteś też w czołówce kurew męskich.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga