DRUGI OBIEG
Niedziela, 18 Stycznia 2026
1.
D.O., z braku czasu albo weny, przegląda swoje stare posty uprzejmie podsuwane
mu przez pana Zuckerberga. Widzi całe mnóstwo nazwisk i nicków ludzi, którzy
kiedyś byli zagorzałymi Czytelnikami Drugiego Obiegu.
D.O. zachodzi w głowę, co mogło sprawić, że porzucili lekturę tych tekstów? No
fakt: D.O. przeważnie okropnie przynudza i moralizuje, jego teksty są długie i
wymagają skupienia, a skupienie to dziś zajęcie kompletnie niemodne.
Ale to przecież nie może być jedyne wytłumaczenie.
Jakie mogłoby być jeszcze?
Robi się D.O. smutno, bo wielu z dawnych Czytelników pisało pod jego postami
mądre i trafne rzeczy, które wzbogacały intelekt starego D.O.
Część dawnych Czytelników odeszła z Drugiego Obiegu już 10, a nawet 12 lat
temu. Inni — całkiem niedawno: pół roku, rok temu.
Smuteczek.
2.
Chcieliście dobrych wiadomości? Oto one:
Idzie wiosna!
W hipermarketach pojawiły się już wiosenne kurteczki! Pojawiły się t-shirty
oraz koszulki polo z krótkimi rękawkami. Tylko patrzeć, jak półki zaleją
sandały w komplecie z białymi skarpetkami. tylko patrzeć, jak faworki i pączki
będą z przeceny.
(Ale oczywiście dominują idiotyzmy walentynkowe)
3.
A to na dowód, że tydzień był ciężki.
Nie tak ciężki dla D.O., jak dla tego nieboraka, nad którego losem - wydaje się
- tylko D.O. się użala.
4.
Redaktorzy BIP chyba mieli ciężki tydzień; D.O. przypuszcza, że to kac.
5.
Ha! Wydziału Bilogii to nie mają nawet uniwersytety chińskie, które po
Harvardzie ulokowały 10 swoich uniwersytetów na kolejnych 10 miejscach.
Ale to do Chin należy przyszłość, nie do Wolski z jej niedokształconymi media
workerami.
6.
Donald Trump twierdzi, że osiem krajów europejskich może zostać obciążonych 10%
cłem za sprzeciwianie się kontroli USA nad Grenlandią
Dania, Norwegia, Szwecja, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Holandia i
Finlandia będą objęte cłami od 1 lutego
https://www.theguardian.com/world/live/2026/jan/17/hands-off-greenland-protests-denmark-us-donald-trump-europe-latest-news-updates
Donald Trump stwierdził, że kraje europejskie grają w „bardzo niebezpieczną
grę”, potępiając decyzję o wysłaniu personelu wojskowego na Grenlandię i
zapowiadając nową falę ceł przeciwko nim. …
Wielka Brytania wysłała jednego oficera wojskowego, podczas gdy Francja i
Niemcy wysłały odpowiednio 15 i 13 żołnierzy. …
7.
Ali Chamenei twierdzi, że w protestach w Iranie zginęły tysiące osób, niektórzy
w „nieludzki, bestialski sposób”
Najwyższy przywódca obwinia USA za liczbę ofiar śmiertelnych i nazywa Donalda
Trumpa przestępcą za wspieranie demonstracji
https://www.theguardian.com/world/2026/jan/17/senior-iranian-cleric-calls-for-protester-executions-in-defiance-of-trump-claims
„Uważamy prezydenta USA za odpowiedzialnego za ofiary, szkody i zniesławienie,
jakie wyrządził narodowi irańskiemu”. Najwyższy Przywódca Iranu, Ali Chamenei,
pojawił się publicznie z okazji islamskiego święta Eid al-Mabath i obwinił
Stany Zjednoczone za protesty, które wybuchły w kraju, nazywając je
„amerykańskim chaosem”. Według Chameneiego, ostatnie antyirańskie powstanie
było inne, ponieważ prezydent USA interweniował osobiście: „Celem USA jest
pochłonięcie Iranu; to było amerykańskie powstanie, a ludzie je stłumili.
Amerykański i syjonistyczny wywiad wyszkolił przywódców powstańców za granicą”.
Od końca grudnia tysiące ludzi wyszło na ulice, by protestować przeciwko
reżimowi. Protesty, wywołane dewaluacją irańskiej waluty i rosnącymi cenami,
zostały brutalnie stłumione: organizacje pozarządowe zgłaszają co najmniej 3090
potwierdzonych zgonów, 3882 przypadki są rozpatrywane, 2055 poważnych obrażeń i
22 123 aresztowania, w związku z trwającym już drugi tydzień ogólnokrajowym
zawieszeniem internetu. Najwyższy Przywódca Iranu, Ali Chamenei, przyznał się
do zabicia „tysięcy” osób podczas protestów w Iranie, ale obwinił za te
zabójstwa „osoby powiązane z Izraelem i Ameryką”. Chamenei zapewnił następnie,
że „nie poprowadzimy kraju do wojny, ale nie pozostawimy bezkarnych przestępców
krajowych i międzynarodowych”.
Groźby ze strony Departamentu Stanu
„Otrzymaliśmy doniesienia, że Republika Islamska przygotowuje opcje ataku na
amerykańskie bazy. Jak wielokrotnie podkreślał prezydent Trump, wszystkie opcje
pozostają aktualne, a gdyby reżim Republiki Islamskiej zaatakował amerykańskie
aktywa, Republika Islamska «stanęłaby w obliczu bardzo, bardzo potężnej siły».
Mówiliśmy to już wcześniej i powiemy to jeszcze raz: nie zadzierajcie z
prezydentem Trumpem” – opublikował wkrótce potem Departament Stanu USA na
portalu X w języku perskim.
Po południu pojawiło się nowe ostrzeżenie. „Czas szukać nowego przywództwa dla
Iranu” – powiedział prezydent portalowi Politico.
Z Iranu dociera bardzo niewiele informacji: blokada internetu jest uważana za
jedną z najpoważniejszych w historii, nawet dłuższą niż ta w Egipcie w 2011
roku podczas protestów na placu Tahrir. Rzecznik rządu poinformował irańskie
media, że dostęp do międzynarodowego internetu pozostanie zablokowany co
najmniej do Nowruzu, perskiego Nowego Roku, przypadającego na 20 marca.
Wyroki śmierci
Waszyngton zasugerował możliwość interwencji w celu ochrony protestujących.
Jednak kilka amerykańskich mediów zasugerowało, że presja ze strony krajów Zatoki
Perskiej i Izraela skłoniła Trumpa do odroczenia ewentualnego ataku wojskowego.
Wczoraj potentat twierdził, że podjął decyzję niezależnie, dziękując irańskim
władzom za odwołanie 800 zaplanowanych egzekucji. Prokurator Teheranu, Ali
Salehi, odrzucił jednak twierdzenia o uchyleniu wyroków śmierci dla setek
więźniów w Iranie, nazywając je „zbędnymi i bezpodstawnymi bzdurami”, jak
donoszą antyreżimowe media Iran International i IranWire oraz organizacja
Hrana. „Powinien zająć się swoimi sprawami” – powiedział Salehi, podkreślając,
że reakcja wymiaru sprawiedliwości na protestujących będzie „zdecydowana,
odstraszająca i szybka”. Nie podając szczegółów, prokurator poinformował, że w
kilku sprawach związanych z protestami wydano akty oskarżenia, a akta zostały
przekazane do sądu w celu przeprowadzenia rozprawy.
A jako dowód na to, że sytuacja wewnętrzna pozostaje napięta, ajatollah Ahmad
Chatami ostro skrytykował protestujących w Iranie, oświadczając, że
„uzbrojonych hipokrytów należy skazać na śmierć”. Najwyższy duchowny Republiki
Islamskiej nazwał protestujących „służącymi” i „żołnierzami” Izraela i Stanów
Zjednoczonych, podkreślając, że żaden z krajów nie powinien „oczekiwać pokoju”.
Chatami, członek Rady Strażników i czołowy członek Zgromadzenia Ekspertów –
które mianuje Najwyższego Przywódcę – jest w Iranie duchownym o radykalnych
poglądach i ma duże wpływy.
8.
Brytyjscy konserwatyści opuszczają swoją partię, by dołączyć do ‘Reform’,
populistycznej partii politycznej kierowanej przez Nigela Farage'a, byłego
inicjatora referendum w sprawie Brexitu.
Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu od Nadine Dorries, byłej minister
kultury lojalnej wobec Borisa Johnsona. W ostatnich dniach dołączył do niej
Nadim Zahawi, były minister finansów. W tym tygodniu dołączył do niego Robert
Jenrick, były minister mieszkalnictwa. W sumie ośmiu parlamentarzystów Partii
Konserwatywnej przeszło już do Reform.
Powód exodusu jest dobrze znany. Od prawie roku sondaże plasują Reformę na
czele, za nią Partię Pracy premiera Keira Starmer, a jeszcze dalej za nią
Konserwatystów. Konserwatyści ponieśli już załamanie w ostatnich wyborach, w
2024 roku, po czternastu latach u władzy naznaczonych zaciskaniem pasa, szkodami
gospodarczymi spowodowanymi wyjściem z Unii Europejskiej i następującymi po
sobie pięcioma różnymi premierami (karuzela, do której Brytyjczycy, w
przeciwieństwie do Włochów, nie są przyzwyczajeni). Jeśli Farage wygra kolejne
wybory w 2029 roku, jak przewidują sondaże, kontyngent konserwatywnych posłów
ryzykuje dalsze kurczenie się. Mając nadzieję na uratowanie swoich stanowisk,
niektórzy z nich uciekają w ramiona lidera ‘Reform’, który udaje brytyjskiego
Trumpa i obiecuje podobną rewolucję.
Ostatni dezerter trafił na pierwsze strony gazet: Jenrick zajął drugie miejsce
w listopadowych prawyborach torysów w 2024 roku, wyprzedzony przez Kemi
Badenoch, obecną liderkę, która jak dotąd nie okazała się przekonująca. Nie
krył ambicji, by ją zastąpić przy najbliższej okazji. To prawda, że oskarżano
go o rasizm i bycie chorągiewką na wietrze: od umiarkowanego proeuropejskiego
zwolennika, przez zagorzałego zwolennika Brexitu, aż w końcu do „zdrajcy”, jak
teraz nazywa go Badenoch (dowiedziawszy się, że jej wewnętrzny rywal ma zamiar
przejść do Partii Reform, liderka wyrzuciła go, przewidując jego ruch).
Ale jeśli exodus byłych konserwatywnych ministrów i parlamentarzystów będzie
się utrzymywał, torysi mogą dosłownie zostać wydrążeni i stracić wszelkie
znaczenie. Niektórzy twierdzą, że nawet Boris Johnson powinien prędzej czy
później poprzeć Farage'a, albo dołączając do Partii Reform, albo wracając, by
poprowadzić torysów do sojuszu: w końcu to oni byli dwoma orędownikami Brexitu.
„Przestańcie ze sobą konkurować” – głosi nagłówek na pierwszej stronie Daily
Mail, najpopularniejszego prawicowego tabloidu – „i połączcie siły, aby uwolnić
nas od Partii Pracy”.
Skoro Partia Pracy niczego nie potrafi zrobić dobrze, jasne jest, że obie
historyczne partie w Wielkiej Brytanii nie radzą sobie najlepiej.
9.
Karlpreis -Międzynarodowa Nagroda Karola Wielkiego, została w 2026 roku przyznana
byłemu prezesowi Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghiemu za jego
„wielką” pracę na rzecz jedności europejskiej. Informację tę ogłosili
organizatorzy nagrody, która jest wręczana w Akwizgranie, mieście leżącym w
sercu wczesnośredniowiecznej „zjednoczonej Europy”.
Nagrodę przyznaje się od 1950 roku. W zeszłym roku otrzymała ją przewodnicząca
Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, a w przeszłości również Angela
Merkel, papież Jan Paweł II w r.: 2004 (nagroda honorowa za duchowy i moralny
wkład w jedność Europy), papież Franciszek, Bronisław Geremek, (w r.: 1998 za
wybitny wkład w integrację europejską) i Wołodymyr Zełenski, a wcześniej Alcide
de Gasperi, Konrad Adenauer i Winston Churchill.
Wręczenie nagrody Mario Draghiemu odbędzie się 14 maja.
10.
Przebudzenie czarnej dziury. Niczym wulkan, wybuchła ponownie po stu milionach
lat.
https://www.repubblica.it/cronaca/2026/01/17/news/risveglio_buco_nero_tornato_eruttare_dopo_cento_milioni_di_anni-425100544/?ref=RHLM-BG-P22-S1-T1-tb55
Nigdy nie ufaj czarnej dziurze, nawet gdy śpi. Otoczona gorącymi gazami,
którymi się żywi, może nagle postanowić się obudzić. I rozkoszować się kolejnym
posiłkiem, któremu towarzyszyć będą strumienie namagnesowanej plazmy tak
potężne, że można je zobaczyć nawet przez teleskopy naziemne.
Dwa radioteleskopy
Czarną dziurę J1007+3540 można porównać do wulkanu wybuchającego ponownie po
długim śnie. Została ona zaobserwowana przez dwa radioteleskopy: jeden w
Holandii (zwany Lofar) i jeden w Indiach (Giant Metrewave Radio Telescope).
Bardzo długa cisza
Po trwającej 100 milionów lat ciszy (kiedy dinozaury wędrowały po Ziemi),
czarna dziura nagle rozświetliła otaczającą ją galaktykę błyskiem plazmy:
stanem materii, w którym energia jest tak wysoka, że atomy i elektrony unoszą
się swobodnie, niczym nieskrępowane. Fale radiowe emitowane przez ten niezwykle
gorący strumień sprawiły, że czarna dziura stała się widoczna nawet z naszej
odległej planety.
Nagła erupcja
Wokół świeżej plazmy, która nagle wybuchła, astronomowie mogli zaobserwować
skład całej galaktyki. To masywna struktura, bogata w gorący gaz w centrum,
otoczona koroną starej, wyblakłej plazmy, która rozciąga się na milion lat
świetlnych: najwyraźniej pozostałości posiłku starszego niż czarna dziura.
Ogromne ciśnienie gazów wewnętrznych ma moc zginania, ściskania i deformowania
nowych dżetów. Ich kształt jest wynikiem zmagania się intensywności emisji
czarnej dziury z ciśnieniem materii tworzącej galaktykę.
Fazy czarnej dziury
Po raz pierwszy nasze instrumenty były w stanie rozróżnić poszczególne etapy
życia czarnej dziury, gdy się wyłącza i ponownie włącza. Obserwacja została
opisana wczoraj przez międzynarodowy zespół astronomów pod kierownictwem Shobhy
Kumari z Midnapore City College i opublikowana w czasopiśmie „Monthly Notices
of the Royal Astronomical Society”.
Kosmiczny wulkan
„To było jak obserwowanie kolejnej erupcji kosmicznego wulkanu po eonach
spokoju. Ale ten wulkan jest tak potężny, że wygina struktury rozciągające się
na prawie milion lat świetlnych w przestrzeni” – wyjaśniła Kumari.
„Warstwowanie młodszych strumieni plazmy w zewnętrznych powłokach zużytego
materiału pokazuje, że patrzymy na galaktykę, której centralny silnik
nieustannie włącza się i wyłącza w kosmicznych skalach czasowych”.
11.
3 lata temu
Kto miał szczęśliwe życie, ten nie zrozumie, jak ważne mogą być dla człowieka
filmy, pozwalające uciec od przykrej rzeczywistości, przenieść się w świat
problemów urojonych, w bajkowe krajobrazy, w fabuły, w których troski są
nieznane, podobnie, jak problemy finansowe. My, emigranci z przymusu, nie z
wyboru, troski mieliśmy realne, poczynając od braku pieniędzy i zapleśniałych
ścian naszego poddasza w górskiej wiosce.
Wyczekiwaliśmy tych „pogodnych komedii amerykańskich” jak zbawienia, czyniły
nasze życie lżejszym, przypominały, że „życie czasami bywa znośne”. I ten „Come
September” należał do naszych ulubionych, tym bardziej, że pokazywał cudne
zakątki Włoch, w tym Jezioro Albano, Portofino (którego wtedy nie znaliśmy) i
Cinque Terre (idem).
Lata 50. i 60. były złotym okresem dla pogodnych komedii amerykańskich, tak,
jak lata 70. i 80. – dla cudnych, przezabawnych i inteligentnych seriali
telewizyjnych („Sanford and Son”, „Mary Tyler Moore”!). Oczywiście, mieszkając
w Polsce prawie żadnego z tych filmów nie znaliśmy: żelazna kurtyna była dość
szczelna, gdy chodziło o pokazywanie luksusu bycia Amerykaninem.
Do dziś zresztą pogodne komedie amerykańskie z tamtych lat są rzadkim gościem w
telewizji. (Ach, gdzież ta komunistyczna tradycja pokazywania w okresie
noworocznym pogodnych komedii francuskich i amerykańskich!). Ale, jak się jakaś
trafi, to małżeństwo staruszków ich nie przepuszcza i gapi się z łezką w oku.
We Włoszech wszystko się dubbinguje, więc na amerykańskich filmach wszyscy
mówią po włosku. Daliśmy sobie wmówić, że włoscy dubbingerzy są znakomici, ale
odkąd D.O. ogląda filmy w języku oryginalnym, wie, że to nieprawda! Ale Żona
D.O. twardo trzyma się wersji włoskich.
12.
Boss Matteo Messina Denaro pochodził z rolniczej miejscowości Castelvetrano
niedaleko Trapani na zachodzie Sycylii. Był synem Massimo, zwanego „Ciccio”,
bezwzględnego i niekwestionowanego bossa mafijnego, utrzymującego dobre
kontakty z Korleończykami i skazanego za liczne przestępstwa, w tym morderstwa
na dożywocie. On też ukrywał się przez wiele lat, zmarł na serce nim go
pojmano.
Nb. Castelvetrano… D.O. wspomina tamtejsze wina i oliwę, jako jedne z lepszych
na Sycylii, a co za tym idzie – na świecie. Zaproszony, kręcił w prowincji
Trapani reportaż, ale miejscowy operator miał sprzęt tak stary, że nie udało
się go przerobić na jakikolwiek współczesny nośnik. Ale zaproszono go do
samotnej masserii, rodzaju czworaków o charakterze
rolniczo-mieszkalno-obronnym, bo tak trzeba było na Sycylii budować przez
stulecia saraceńskich ataków.
W owej masserii, przerobionej na restaurację, podawano wyłącznie potrawy z
tuńczyka. D.O. dostał kilkanaście różnych potraw, od przystawek, po kilka
pierwszych i wiele drugich dań. Był o krok od eksplozji z przeżarcia, narzekał,
grzeszny, i głośno powiedział opiekunom: „nie mam już miejsca na cokolwiek, na
szczęście, z tuńczyka nie da się zrobić deseru”.
Opiekunowie popatrzyli po sobie i powiedzieli do D.O.: „no, to się zdziwisz”.
I na stół wyjechało coś w rodzaju rzadkiego tofu. Mdłe, słodkawe.
- Co to? – zapytał.
- A już skończyłeś, nie chcesz dokładki?
- Nie, dziękuję, zdecydowanie skończyłem.
- No to ci powiemy: to była sperma tuńczyka”.
Ojojoj!
13.
4 lata temu
1.
Początek tygodnia, więc zacznijmy od rzeczy poważnych: praw człowieka. Trybunał
Kasacyjny w La Spezii, portowym mieście niedaleko Genui, orzekł, że hałaśliwa
spłuczka klozetowa sąsiada łamie prawa człowieka oraz RODO i nakazał
właścicielom jej wymianę oraz wypłatę sąsiadom 500€ za każdy miesiąc hałaśliwej
spłuczki używania. A ponieważ spłukiwanie trwało 18 lat, uzbiera się niezła
sumka!
D.O. często głowi się, co by tu fantazyjnego napisać, ale czegoś takiego sam by
nie wymyślił; na dowód, że to życie pisze podobne rzeczy, podaje link do
artykułu opisującego tę prawną diatrybę: https://genova.repubblica.it/.../la_cassazione_lo.../
...
To była już trzecia instancja, która wydała wyrok niekorzystny dla
właścicieli spłuczki, co oznacza, że dwukrotnie się odwoływali od poprzednich
wyroków.
Kiedy D.O. był młody i mieszkał w gomułkowskim M3 z Żoną i dwójką Dzieci, nie
spłuczki były jego koszmarem, nawet nie wstrętne „prusaki”, rozchodzące się po
całym bloku z pobliskiego zsypu, ale sąsiad z góry, który od rana do wieczora
puszczał na swoim gramofonie jedną i tę sama płytę; „Dziś do ciebie przyjść nie
mogę”.
D.O. miewał wówczas myśli mordercze i prawnicze: miał ochotę sąsiada zamordować
zastanawiał się, czy sąd uzna D.O. ów moczarowski utwór za okoliczność
łagodzącą.
2.
„Wyborcza” zamieściła w ciągu ostatnich dni bodaj dwa listy do redakcji,
wytykające ludziom wykształconym o demokratycznych przekonaniach pogardę wobec
zwolenników rządzącej szajki i argumentujące, że jak będziemy robić tak dalej,
to wyborów nie wygramy.
To D.O. ma trzy uwagi:
a. A kto powiedział, że będą jakieś uczciwe wybory, w których demokraci będą
mieli szansę wygrać?
b. To nie ludzie wykształceni krzyczeli, w 1980 r. na Zjeździe Solidarności
„nieuki wyp.alać”, tylko to dzisiejsi zwolennicy i wyborcy szajki, delegaci na
Zjazd, krzyczeli „inteligencja wyp.alać”. Więc może, niech autorzy wyślą swoje
listy raczej do którejś z gadzinówek reżimowych.
c. Idąc dalej tokiem rozumowania autorów listów, nie powinniśmy się wyrażać z
pogardą o Targowiczanach, o kolaboracjonistach, a nawet o szmalcownikach, bo…
No właśnie: bo co? Najważniejszą cechą wielu żyjących istot, jest zdolność
odróżniania dobra od zła, zacieranie granicy między nimi do niczego nie
prowadzi, jeśli nie do przyzwolenia na zło.
3.
Lubisz, Czytelniku, bajki? Pewnie, że lubisz!
To D.O. ci jedną opowie: „Było sobie pewne królestwo, w którym ludzie żyli
spokojnie, oddając się swoim codziennym czynnościom: kochali się, mieli dzieci,
budowali domy i drogi, stawiali szkoły i szpitale. Aż pewnego dnia w królestwie
pojawił się smok. Był zły, ział jadem, zabijał, jeśli mu nie przyniesiono
wystarczająco dużo jedzenia i innych podarków. Smutne i biedne czasy nastały w
królestwie, coraz większej i większej liczbie mieszkańców zaczynało brakować na
życie. Ludzie chodzili z opuszczonymi głowami, umilkły śmiechy, coraz mniej
zakochanych odważało się chodzić za ręce po parku, w obawie, że smok znajdzie
jakiś pretekst, by im dokuczyć. Wielu myślało, żeby smoka zgładzić, ale był
zbyt potężny i na dodatek od razu znalazła się duża grupa mieszkańców
królestwa, która w zamian za zachowanie przy życiu i zwolnienie od obowiązku
dostarczania smokowi żywności, zaczęła smokowi pomagać w prześladowaniu swoich
sąsiadów i współobywateli. I trwałoby to wiecznie, gdyby nie…
Pewnego razu w królestwie pojawił się rycerz w lśniącej zbroi. Och, był potężny
i bardzo piękny i siedział na ogromnym koniu. Miał ogromne muskuły, które
pozwalały mu utrzymać w rękach lancę, lancę tak ostrą i długą, że mógł nią
dosięgnąć smoka będąc poza zasięgiem jego trujących wyziewów. Rozpędził się na
swoim ogromnym koniu i ciach: wbił swoją długą lancę prosto w serce złego
smoka. Smok zdechł, z jego wnętrzności wylało się dużo czarnej posoki, ale nie
to było najgorsze. Najgorsze było to, że smok był zbyt wielki, żeby go gdzieś z
królestwa na pustkowie wywlec. Leżała więc smocza padlina, wydzielając okropny
fetor, leżała długo, a mieszkańcy królestwa i nawet ich dzieci, które żywego
smoka już nie pamiętały, zastanawiały się, czy przypadkiem rycerz w lśniącej
zbroi nie zrobił im niedźwiedziej przysługi. „Smok jaki był, taki był – mówili
starcy po tanich knajpach – ale przynajmniej tak strasznie nie śmierdziało”.
Pojawiła się nawet partia polityczna, której hasłem wyborczym stało się „Chcemy
smoka z powrotem”! „Smoku, wróć” – krzyczeli na manifestacjach, a nawet wysłali
za granicę umyślnych, żeby się wywiedzieli, czy przypadkiem jakiś inny smok nie
zająłby miejsca tego, którego zabił ten zdrajca, rycerz w lśniącej zbroi”.
4.
Żadna dobra bajka nie może się obyć bez supermena. W bajkach ludzie często są w
opresjach i oczekują nadejścia supermena. Opresje często powoduje smok, ale
może to być również król, zły, jak sam Herod. Supermen może być z dalekiego
królestwa, ale jeszcze lepiej niech będzie z niebios, żeby nie było, że
reprezentuje czyjeś partykularne interesy. Bo ludzie, jak małe, ślepe
szczeniaki, sami sobie bez supermana z opresjami nie poradzą. Wypatrywanie
zbawcy to ulubione zajęcie ludzkości, zwłaszcza narodów upośledzonych. Niech to
będzie jakiś ktoś na białym koniu z Londynu, ktoś w lśniącej zbroi z Brukseli:
zostaną powitani jak zbawcy. Z czasem, tacy zbawcy nabywają wiernych wyznawców,
którzy nie pozwalają złego słowa o zbawcach powiedzieć, stają się niezdolni do
trzeźwej analizy, bo wierzą w zbawczą moc zbawców. Aż w końcu, za niepochlebne
mówienie, a nawet myślenie o takim supermenie - zbawcy, można zostać pobitym,
zabitym, spalonym na stosie i skazanym na wieczne oblivium, albowiem wszyscy
czynimy mnóstwo zła, lecz czujemy się usprawiedliwieni przekonaniem, że
prowadzi ono do jakiegoś wyższego celu, za każdym razem innego, w zależności od
okoliczności, presji otoczenia, a zwłaszcza wyznawanej ideologii lub religii.
5.
Na oblivium zostali skazani gnostycy, teozofowie, których było całkiem sporo w
pierwszych wiekach chrześcijaństwa, a niektórzy z nich stworzyli wcale duże
wspólnoty wokół własnych teorii z pogranicza teologii, filozofii i etyki.
D.O. nie będzie tu robił wykładu o gnozie i gnostykach, bo się na tym nie zna,
a poza tym może P.T. Czytelników zanudzić, wspomni tylko, że według nich, siła
transcendentalna, która jest światłem, opromienia kosmos, ale cząsteczki owego
światła, oddalając się od swego źródła, tracą świadomość swego boskiego
pochodzenia. Część tych cząsteczek tkwi w ludziach, ale ogromna większość z
nich nie ma pojęcia, że one w nim są.
Według gnostyków, ludzie dzielą się na trzy kategorie: „hylitów” (hyle to po
grecku materia, rzeczy), w których dwie natury – boska i ludzka - nigdy się nie
spotykają, przez co hylici nie są w stanie przemóc ciasnych ograniczeń swojej
natury materialnej i pozostają przez całe życie głupcami i brutalami.
Druga kategoria to „psychicy” (psyche to zasadnicze pojęcie filozofii greckiej,
zbliżone do dzisiejszego „dusza”, ale bez naleciałości chrześcijańskich
oczywiście), w których wiara, choć jest potencjalnie w stanie czerpać z
wewnętrznego źródła prawdy, nie osiągnie nigdy wyzwolenia, ponieważ schowana
jest za mgłą błędu.
I wreszcie trzecia kategoria, to „peneumatycy” (pneuma, można z greckiego
przetłumaczyć, jako „oddech”, „powietrze”, albo „życiodajne tchnienie”, czyli
po krótce, coś, jak „duch”). Pneumatyków jest niewielu, ale są w stanie
osiągnąć pełną świadomość siebie i swej podwójnej natury materialnej i boskiej,
a więc są w stanie połączyć się z Pleromą (z greckiego „pełnia”, rozumiana jako
wszystkie moce boskie), tj. z Bogiem.
Ty, Czytelniku, do której grupy byś się zaliczył?
A rozglądając się dokoła: dostrzegasz jakichś hylitów? Bo, że psychików, to na
pewno. Trudniej dziś o pneumatyka, nieprawdaż?
14.
5 lat temu
Dziesięć lat temu zaczęła się tzw. „Arabska Wiosna”. Już w grudniu 2010
eksplodowała stosunkowo najlepiej rozwinięta i wykształcona Tunezja, potem
Algieria, Jordania, Libia, Egipt, a nawet dostatni Oman… Aż wreszcie Syria,
gdzie tragiczne konsekwencje wybuchu trwają do dziś.
Macie dobrą pamięć?
Pamiętacie entuzjazm krajowych i zagranicznych komentatorów? „Powstanie
przeciwko korupcji, brakowi demokracji” …
Macie dobra pamięć?
To może pamiętacie, kto, relacjonując dzień po dniu te wydarzenia, mówił
„uwaga, to nie jest rewolucja demokratyczna, to w rzeczywistości jest
kontrrewolucja o podłożu religijnym”?
No tak: trudno jest zapamiętać wszystkie mysie piski, choćby wypowiadane w
autorytatywnym środku masowego przekazu…
Dziś tylko ludzie naprawdę dojrzali mogą pamiętać te same zachwyty zachodnich
komentatorów rewolucją Chomeiniego w Iranie w r. 1979.
Wydaje się, że Zachód ma pewnego fioła i kocha rewolucje. Nie potrafi ich
racjonalnie ocenić, a ich ofiary to dlań tylko suche cyferki, które można
ładnie ujmować w tabelki.
W pasmo religijnych kontrrewolucji wpisują się także wydarzenia ostatnich
pięciu z górą lat w Polsce. Niewielu tylko najzacniejszych komentatorów potrafi
dostrzec prawdziwy charakter tego zmasowanego ataku na demokrację, na humanizm,
na myślenie oświeceniowe. Większość pospiesznie utożsamia zło, w jakim się
Polacy zatapiają, z jednym tylko, niestabilnym psychicznie osobnikiem i grupą
moralnie i intelektualnie upośledzonych jego przybocznych.
Ale to nie jest kontrrewolucja polityczna, tylko religijna!
Motywacją większości czynowników podłej zmiany nie jest miłość do – zupełnie
zresztą nieuchwytnych – przymiotów lidera czy programów
ekonomiczno-społecznych, tylko specyficzne pojmowanie religii. Rzadko
występującej pod postacią kultu Boga, znacznie częściej pod postacią kultu
księży.
Warto chyba wiedzieć, kto odpowiada, za całe to zło, uderzające w Polskę i
stawiające pod znakiem zapytania samo przyszłe jej istnienie.
15.
9 lat temu
Pogoda nadal daje się we znaki mieszkańcom San Escobar. Ocean ryczy, wiatr do
wtóru, plaże zmyte i zalane. Najstarsi Escobarczycy nie pamiętają takiej pod
psem pogody. Siedzą w domach, czekając na powrót energii elektrycznej,
wyciągają z zakamarków ostatnie zapasy, byleby tylko nie iść do sklepu pod taką
zimną ulewą.
Ale - jak to w tropikach – kiedy tylko przejdzie sina, zwiastująca huragan
burza, pojawia się słońce i po kwadransie wszystko znów jest suche. Do
następnej chmury, ma się rozumieć, do następnego szarpnięcia wiatru. A w słońcu
San Escobar lśni, z daleka może wydawać się nawet ładne z kopułami swoich
kościołów, pozostałości po odległej dominacji hiszpańskiej.
Hiszpańskiego nikt tu już nie pamięta, ci bardziej wykształceni mówią po
angielsku, a ludek – jak to ludek – po kreolsku, a więc mieszanką
hiszpańskiego, francuskiego i jakichś języków autochtonicznych, a efekt jest
taki, że ja nic z tego nie rozumiem.
Rozmawiałem z przedstawicielem reżimu, który, po paru rumach, wziął mnie za
sympatyka junty. Powiedział, że mają zmartwienie. Mimo, że od wyborów
amerykańskich minęło już wiele tygodni, oni nadal nie trzeźwieją z radości: to
był ich wymarzony kandydat, to łajdak nad łajdaki, który ich własne łajdactwa
uczyni sympatycznym żartem. Ale jest jeden szkopuł. Junta mocno naraziła się
Rosji, więc oficjalna, reżimowa propaganda była bardzo antyrosyjska. Nie, żeby
w Moskwie ktoś się poważniej przejmował takim komarzym popiskiwaniem junty
escobarskiej, no, ale teraz nieformalny szef junty i przyszły naczelnik
Republiki Escobaru ma chwilę konfuzji: co będzie, jeśli nowy amerykański
prezydent plunie na swoich escobarskich przyjaciół i rzuci się w objęcia władcy
Kremla, któremu się tak narazili?
- „And then there will be a pale ass” – powiedział przedstawiciel reżimu i
jeszcze mocniej kiwnął się na barowym stoliku. Byłby upadł, ale złapał się
szklaneczki z rumem. – „Ty wiesz, że oni jednym kłapnięciem mogą połknąć cały
nasz piękny Escobar, a prezydent Stanów Zjednoczonych zaśmieje się tylko jak ze
swojego ulubionego żartu, to jest jak z głośnego pierdnięcia któregoś ze swoich
doradców”.
No rzeczywiście. Nie wiem, jak innym mieszkańcom Escobaru, ale jemu na samą
myśl o możliwej zdradzie nowojorskiego idola junty zrobiła się gęsia skórka.
Inni pewnie mają to w nosie i w ogóle nie zadają sobie takich pytań, no, ale
też mój rumowy rozmówca uchodzi za wybitnego reżimowego intelektualistę.
A zwykłemu Escobarczykowi – ale może się mylę – jest najzupełniej wszystko
jedno, czy w Santo Subito panować będzie Rusek, czy Amerykanin, byleby tylko
nie zabrakło comiesięcznego zasiłku, bananów, mięsa z kurczaków i – przede
wszystkim – rumu.
Ocean się wścieka, niebo rozdzierają błyskawice: wypatrujemy jeźdźców.
Plaże kompletnie zmyte przez kilkumetrowe fale.
Dzień dobry
OdpowiedzUsuńDzień dobry..
OdpowiedzUsuń