DRUGI OBIEG
Niedziela, 25 stycznia 2026
1.
No i jak ci, Czytelniku, nie zepsuć niedzieli, skoro ze świata napływa kolejna
porcja złych wiadomości?
D.O. jest zbulwersowany tym, co dzieje się w Minneapolis. D.O. jeździ do
różnych miast z powodów z pozoru irracjonalnych. Był tam z 10, może więcej lat
temu, choć było mu nie po drodze, ale na skrzyżowaniu dwóch ulic w centrum
miasta stoi pomnik Mary Tyler More, aktorki, bohaterki serialu z lat 80, który
przekonał amerykańskie kobiety, że mogą być samotne, mieć sukcesy w pracy, nie
musieć zajmować się dziećmi i mężem, tylko myśleć o sobie. Zdarza się, że nawet
najrozsądniejsze programy edukacyjne nie przynoszą takich rezultatów, jak dobry
film, czy dobry serial.
Więc D.O. jechał do Minneapolis–St. Paul, żeby pokłonić się temu pomnikowi,
oddać hołd Mary Tyler Moore i wszystkiemu temu, co ona jako kobieta i jako
bohaterka serialu znaczyła dla Ameryki i dla świata.
To wielkie miasto, z największym na świecie centrum handlowym — „The Mall of
America” — różniło się od innych prowincjonalnych miast amerykańskich i D.O.
zastanawiał się, czym. I chodząc oraz jeżdżąc po tym mieście, zdał sobie
sprawę, że na jego ulicach oddycha się kulturą, oddycha się szacunkiem dla
nauki, dla intelektu, dla mądrości.
Może właśnie dlatego nienawidzący mądrości, nieznoszący nauki buc z Białego
Domu postanowił najbardziej ze wszystkich upokorzyć właśnie to miasto. Miasto
otwarte, miasto przyjazne, miasto gościnne.
D.O. jest stary, więc już nie dowie się, jak o Trumpie będą pisać podręczniki
historii.
Na szczęście, mimo jego wysiłków, w Ameryce jest jeszcze dużo głosów
niezależnych, głosów rozsądku, głosów dobroci. Te głosy pochodzą zarówno od
kongresmenów, od prokuratorów, jak i od bohaterów show-biznesu. To prawdziwa
lawina miażdżącej krytyki tego głupiego buca. W Kongresie, w telewizji, na
platformach społecznościowych padają codziennie dobrze udokumentowane
oskarżenia pod adresem prezydenta, padają argumenty, których nawet największy
zwolennik MAGA nie będzie w stanie zbić inaczej niż tylko: „to fake newsy
rozpowszechniane przez wrogów ludu”.
Wśród tej lawiny zarzutów, zdaniem D.O., brakuje bodaj najważniejszego: w
Stanach Zjednoczonych stało się to, o czym od dawna ostrzegała postępowa prasa —
wybuchła wojna domowa. Tym razem nie Południe przeciwko Północy, ale nadal
demokracja przeciwko autokracji.
Polityka Trumpa i jego przestępczych przydupasów sprawiła, że jedni Amerykanie
walczą z innym Amerykanami. Jedni — męty przebrane w mundury — zwalczają
innych, tych, którzy przez dekadę, a może i przez stulecia sprawiali, że
kochaliśmy Amerykę, sprawiali, że była nadzieją dla wszystkich, których życie w
Europie i w innych częściach świata stało się nieznośne.
Ci, którzy wierzą w pomoc sąsiedzką, w ludzką solidarność, w demokrację na
każdym szczeblu, są dziś bici, gazowani, aresztowani i wywożeni, są zabijani.
Nie przez żadną obcą armię, ale przez innych Amerykanów, przez potomków takich
samych imigrantów jak oni.
Kiedy wreszcie do Amerykanów dotrze, że trwa wojna domowa, że autokrata rzucił
jednych Amerykanów przeciwko drugim, że faszyzm zapanował na dobre, wtedy
otrzeźwieją — i Trumpowi nie darują.
On też już jest stary i ma jaskrawe początki demencji, więc zapewne za to
wszystko, co robi Ameryce i światu, nie poniesie kary. I to będzie kolejna z
tych krzyczących niesprawiedliwości historii, egzemplifikacja powiedzenia
Stalina, że „śmierć jednego człowieka to tragedia, śmierć milionów to
statystyka”.
D.O. przeżył całe swoje życie w kultywowaniu mitu Ameryki, która — mimo
okropieństw i niewiarygodnych błędów — dzięki takim ludziom, jak mieszkańcy
Minneapolis, pozostawała punktem odniesienia dla całego świata śniącego o
demokracji.
I zapewne dlatego liczy D.O., że Amerykanie otrzeźwieją i wywiozą tego szatana
w ludzkim ciele z Białego Domu na taczkach, prosto na śmietnik historii. Oby
jak najszybciej, oby zanim Demokraci wygrają pod koniec roku wybory
uzupełniające i zdobędą większość w Senacie i Izbie Reprezentantów — po to, by
następnego dnia rozpocząć szybki proces impeachmentu tego potwora.
2.
Relacje na żywo: Agenci federalni zabijają 37-letniego mężczyznę z Minneapolis
Mężczyzna, dyplomowany pielęgniarz, był obywatelem amerykańskim bez przeszłości
kryminalnej, poinformował szef policji miejskiej. Nagrania wideo przeczą
opisowi strzelaniny przedstawionemu przez rząd federalny, wynika z analizy „New
York Timesa”.
https://www.nytimes.com/live/2026/us/minneapolis-shooting-ice
3.
To było morderstwo oszalałych fanatyków.
Video: https://www.repubblica.it/esteri/2026/01/24/video/minneapolis_agenti_federali_uccidono_un_uomo_nuovo_video_chiarita_la_dinamica-425116350/?ref=RHLF-BG-P2-S2-T1-PP&rpl=1
Film opublikowany w mediach społecznościowych przez DropSite i inne media
wyraźnie przedstawia zabójstwo obywatela amerykańskiego w Minneapolis w stanie
Minnesota, dokonane przez federalnych agentów ICE. Na nagraniu widać, jak
ofiara filmuje funkcjonariuszy ICE i Patrolu Granicznego swoim telefonem
komórkowym. W pewnym momencie mężczyzna, 37-letni obywatel amerykański,
interweniuje, by ochronić kobietę powaloną na ziemię przez agenta, a następnie
broni innej, spryskanej gazem pieprzowym. Mężczyzna zostaje powalony na ziemię,
otoczony przez pięciu agentów i pobity. Nagle słychać strzał, a po nim dziewięć
kolejnych, jeden po drugim. Kobieta filmująca scenę zaczyna krzyczeć bez
przerwy: „O mój Boże, co ty zrobiłeś?”.
4.
Trump grozi Kanadzie 100-procentowymi cłami za porozumienie z Chinami. Premier
Marc Carney dostał w Davos standing ovation i złość Trumpa po przemówieniu, w
którym powiedział, że stary porządek świata, kierowanego przez USA się
skończył.
https://www.washingtonpost.com/world/2026/01/24/trump-canada-100-percent-tariff-threat/
5.
Dwudniowe rozmowy pokojowe dobiegły końca, a Rosja kontynuuje ataki na Ukrainę
Nie widać wyraźnego przełomu, ponieważ rozmowy trójstronne dobiegły końca, a
Rosja kontynuuje bombardowania.
https://www.bbc.com/news/articles/cwyr6p30054o
Spotkanie zakończyło się po fali rosyjskich ataków, w wyniku których w nocy
z soboty na niedzielę zginęła jedna osoba, a 35 zostało rannych.
Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha powiedział, że „brutalny”
atak – „cynicznie” zarządzony przez rosyjskiego przywódcę Władimira Putina –
„uderzył nie tylko w nasz naród, ale także w stół negocjacyjny”.
Jak radziecka urbanistyka sprawiła, że Rosja pozostawiła miliony ludzi na
Ukrainie na mrozie.
Tysiące ludzi zostaje poszkodowanych, gdy elektrownie cieplne stają się celem
ataków sił rosyjskich.
https://www.bbc.com/news/articles/c338jpk8r1vo
Elektrownie cieplne na Ukrainie są ogromne i wiele tysięcy ludzi ucierpiało,
gdy zostały zaatakowane przez siły rosyjskie. Ukraina twierdzi, że wszystkie
tego typu elektrownie zostały już zaatakowane.
Tego typu ataki zakłócają również dostawy prądu, ale choć w takiej sytuacji
generator lub akumulator mogą okazać się pomocne, ogrzewanie nie jest prostym
zadaniem – zwłaszcza gdy nie ma prądu, który zasilałby grzejnik.
6.
Pentagon ograniczy swoją rolę w odstraszaniu Korei Północnej
Dokument polityki USA sugeruje, że Korea Południowa bierze na siebie główną
odpowiedzialność, ponieważ Pentagon priorytetowo traktuje obronę terytorium USA
https://www.theguardian.com/world/2026/jan/24/north-korea-pentagon-to-reduce-role-deterrence
7.
Pentagon zaoferuje „bardziej ograniczone” wsparcie sojusznikom USA w zmianie
strategii obronnej
https://www.bbc.com/news/articles/cj9r8ezym3ro
… „Jak czytamy w raporcie, Waszyngton od dawna zaniedbuje „konkretne
interesy” Amerykanów, dodając, że Stany Zjednoczone nie chcą mieszać
amerykańskich interesów „z interesami reszty świata – zagrożenie dla osoby,
która znajduje się na drugim końcu świata, jest takie samo jak dla
Amerykanina”.
Zamiast tego stwierdzono, że sojusznicy, zwłaszcza Europa, „podejmą inicjatywę
w obliczu zagrożeń, które są dla nas mniej poważne, ale dla nich poważniejsze”.
========
Ciekawe, co ma to alfons?
8.
2 lata temu
Jak szanowni Czytelnicy może zauważyli, D.O. jest wielbicielem publicystyki
Timothy’ego Gartona Asha.
Jego ostatni komentarz w Guardianie zasługuje, by Czytelnicy przeczytali go w
całości.
„Po ośmiu latach populistycznego chaosu Donald Tusk musi odbudować zaufanie do
państwa i oprzeć się pokusie odwrócenia sytuacji”
"Ewolucja czy rewolucja?” Pytanie zadawane dziś w Polsce oddaje dylemat
próby przywrócenia liberalnej demokracji po ośmiu latach populistycznego
zawładnięcia państwem. Czy trzeba na przykład łamać literę konkretnego prawa,
aby przywrócić praworządność jako warunek ogólny? Polskie doświadczenia
powiedzą nam coś ważnego o przyszłości demokracji w państwach członkowskich UE.
Zapowiada także wyzwanie, przed jakim mogą stanąć Stany Zjednoczone pod koniec
drugiej prezydentury Donalda Trumpa.
Ostatnie tygodnie w polskiej polityce były dramatyczne, pełne złości, a czasem
dziwaczne. W pałacu prezydenta ukrywało się dwóch byłych ministrów rządzącego
wcześniej rządu Prawa i Sprawiedliwości (PiS), skazanych za fałszowanie
dokumentów podczas sprawowania urzędu publicznego, swojego towarzysza
partyjnego Andrzeja Dudy.
Podczas nieobecności Dudy – pojechał na spotkanie - policja zaaresztowała ich w
pałacu i wywiozła do więzienia. Prezydent mówi, że są to „więźniowie
polityczni”, mówi o „terroryzmie praworządności”, a nawet porównuje to z Berezą
Kartuską, cieszącym się złą sławą obozem koncentracyjnym w Polsce lat 30. XX
wieku. PiS organizuje na śniegu demonstrację protestacyjną, wykorzystując
ikonografię ruchu Solidarność, który w latach 80. poprowadził Polskę do
wolności.
Lider PiS Jarosław Kaczyński stwierdził, że aresztowani politycy to
bohaterowie, którym należy się najwyższe odznaczenia w kraju. Prawdziwie
tragiczna i inspirująca przeszłość Polski zostaje poddana recyklingowi w formie
groteskowej parodii.
Telewizja pseudopubliczna TVP, która przez osiem lat szerzyła najbardziej
podłą, kłamliwą i obelżywą propagandę na rzecz partii rządzącej, zostaje
przejęta przez nowy rząd. Byli pracownicy zostali odsunięci, stacja ogłosiła
upadłość jako przedsiębiorstwo komercyjne, ale szybko wznawia nadawanie. Jej
programy informacyjne w nowym stylu są nieporównywalnie bardziej bezstronne
(oglądam je), ale nawet prawnik niezwykle krytyczny wobec PiS określa kroki
podjęte w celu osiągnięcia tak dobrego wyniku jako „posunięcia rewolucyjne”.
Różne sądy, w tym niektóre z sędziami wyraźnie partyjnymi, nielegalnie
mianowanymi przez rząd PiS, kategorycznie sobie zaprzeczają. Momentami można
odnieść wrażenie, że mamy to, co bolszewicki rewolucjonista Leon Trocki nazwał
„podwójną władzą”.
Wyzwiska stają się coraz głośniejsze, ale nowy rząd koalicyjny, na którego
czele stoi Donald Tusk, były premier (w latach 2007–2014) i przewodniczący Rady
Europejskiej (w latach 2014–2019), w dalszym ciągu oczyszcza bastiony PiS z
osadzonej władzy państwowej z tym, co ten budzący grozę polityk nazwał „żelazną
miotłą”.
W tym dramacie splatają się trzy różne wątki. Najbardziej oczywistym faktem
jest trudność w przywróceniu instytucji demokracji liberalnej, zbudowanej od
podstaw na gruzach systemu typu sowieckiego po 1989 r., a następnie
systematycznie burzonej po 2015 r., kiedy do władzy doszedł PiS, ale w
sytuacji, gdy kraj pozostawał członkiem Unii Europejskiej.
Podobnie jak Viktor Orbán na Węgrzech, Kaczyński dołożył wszelkich starań, aby
fasada demokratycznego, pluralistycznego państwa prawa była zgodna ze
standardami UE.
Jak to ujął inny prawnik, mamy tak zwanych sędziów wydających tak zwane wyroki
na podstawie tak zwanych ustaw. Konstytucjonalizm potiomkinowski, jeśli wolisz.
W rezultacie przywrócenie liberalnej demokracji jest zarówno trudniejsze, jak i
łatwiejsze niż jej pierwotne utworzenie po upadku komunizmu w 1989 r.
Zewnętrznie jest mniej trudne, ponieważ zamiast nie jest już w zdominowanym
przez Kreml Układzie Warszawskim i RWPG, Polska jest w NATO i UE.
A UE nie tylko kibicuje wysiłkom nowego rządu, ale nagradza go funduszami
unijnymi, które wkrótce mogą przekroczyć kwotę 100 miliardów euro, odebraną
poprzedniemu rządowi ze względu na naruszenia przez niego praworządności.
Wewnętrznie jest trudniej, bo nie jest to, jak w 1989 r., narzucona z zewnątrz
jednopartyjna dyktatura, co do której zdaniem prawie wszystkich Polaków – w tym
wielu byłych sprawujących władzę komunistyczną – należy ją przekształcić w
drodze pokojowej rewolucji. Jest to raczej całkowicie wewnętrzny bałagan, w
większości spowity przepisami zatwierdzonymi przez demokratycznie wybraną
większość parlamentarną.
Po drugie, jest to przypadek hiperpolaryzacji, fałszywych wiadomości i
histerii, która mocno przypomina dzisiejsze Stany Zjednoczone.
Podobnie jak Republikanie i Demokraci w stosunku do „MAGA” [Make America Great
Again Donalda Trumpa], zwolennicy Kaczyńskiego i Tuska żyją w różnych
rzeczywistościach, potępiając się wzajemnie za łamanie praworządności i zdradę
narodu.
Stabilna demokracja liberalna zależy od podstawowego konsensusu społecznego co
do legitymizacji kluczowych instytucji, takich jak parlament, prezydentura,
niezależne sądy i wolne media. Jak odtworzyć dobrze funkcjonującą demokrację
liberalną, gdy nie istnieje minimalny konsensus społeczny?
Ostatnia, ale wcale nie najmniej ważna, jest rola przywódców. Kaczyński i Tusk
od ćwierć wieku odgrywają czołowe role w polskiej polityce i zawzięcie się
nienawidzą. Kaczyński, będący wzorem paranoi w polityce, wkroczył na mównicę
parlamentarną chwilę po zaprzysiężeniu rządu Tuska i potępił nowego premiera
jako „niemieckiego agenta”.
Równie fatalny w obecnym kryzysie jest prezydent kraju. Duda jest słaby,
próżny, łatwo ulega wpływom i zazwyczaj kończy wykonując rozkazy Kaczyńskiego.
Jego były promotor nazywa go „chwiejnym”. Zdaniem szanowanego pierwszego
prezesa Sądu Najwyższego Adama Strzembosza, prezydent, który teraz żałośnie
prosi UE o położeniu kresu łamaniu Konstytucji przez nowy rząd, sam naruszył
konstytucję aż 13 razy. Zamiast odgrywać rolę neutralnej głowy państwa w czasie
trudnych przemian politycznych, stał się jeszcze bardziej stronniczy, oferując
skazanym przestępcom schronienie w pałacu prezydenckim i wygłaszając
bełkotliwie głupie hiperbole.
Nowy rząd twierdzi, że chce szybkiego oczyszczenia stajni Augiasza, po czym
skupi się na przyszłości Polski. Łatwiej to powiedzieć niż zrobić, zwłaszcza
biorąc pod uwagę znaczne uprawnienia Dudy w kwestii weta i opóźnienia
wprowadzania w życie rządowych reform.
O ile PiS ma strategię polityczną, to zapewne chodzi o to, by histeryczny chaos
trwał jak najdłużej, w nadziei, że wyborcy wrócą do nich w kwietniowych
wyborach samorządowych lub czerwcowych europejskich. Niewiele jest już tego
oznak; w rzeczywistości sondaże sugerują coś wręcz przeciwnego. Ale nie można
tego wykluczyć.
Poza tym największym wyzwaniem dla Tuska i jego koalicjantów będzie oparcie się
pokusie odwrócenia sytuacji i zainstalowania własnych, stronniczych lojalistów
zamiast innych.
Krótko mówiąc, Polska musi się odbudować lepszą.
Do końca tej kadencji, w 2027 r., nadawca publiczny powinien być solidny i
bezstronny, sądy w pełni niezależne, prezydent bardziej zdecydowanie
ponadpartyjny, przedsiębiorstwa państwowe wolne od polityki, administracja
publiczna i służby bezpieczeństwa prawdziwiej niezależne – nie tylko takimi,
jakimi były za PiS-u, ale doskonalej niż za poprzednich rządów, w tym za
poprzednich rządów Tuska, nim do władzy doszli populiści. Oto prawdziwy test,
prawdziwa praca Herkulesa.
*Timothy Garton Ash jest historykiem, pisarzem politycznym i felietonistą
Guardiana
=========
Komentarz D.O.
Timothy Garton Ash ogląda polską telewizję i ewidentnie puszczają mu nerwy, jak
wszystkim nam.
Na tym etapie historycznym D.O., bardziej niż czegokolwiek innego, pożąda
położeniu kresu chaosowi, wprowadzanemu przez szajkę.
Jak to zrobić?
Stawiając przed oczyszczonymi z nominatów szajki sądami głównych gangsterów –
przywódców szajki.
Już: dziś, jutro, najpóźniej w przyszłym tygodniu.
9.
Niemiecki Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok, który zabrania wypłacenia
faszystom z partii NPD choćby centa z publicznych pieniędzy, ponieważ
ugrupowanie to „dąży do wywrócenia porządku konstytucyjnego Republiki
Federalnej”.
Teraz pytanie, czy będzie miał odwagę wydać analogiczny wyrok przeciw AfD,
czyli neonazistowską partię, na którą zamierza głosować ponad 1/5 Niemców?
10.
3 lata temu
Poseł Dmitrij Wiatkin, pierwszy zastępca frakcji parlamentarnej „Jednej Rosji”,
wykrzyczał w Dumie: „Dość czytania Archipelagu Gułag w szkole! Tam są wymyślone
fakty, które obrzucają błotem nasz kraj”.
Zobaczymy, czy jego inicjatywa odniesie sukces, na razie do lektur szkolnych
powróciły książki-upiory z okresu stalinowskiego: „Młoda gwardia” Fadiejewa
(przewodniczącego związku pisarzy sowieckich za Stalina, parafującego
aresztowania najlepszych pisarzy, strzelił sobie w łeb podobno z wyrzutów
sumienia) opowiadająca o roli komsomołu w walce przeciwko hitlerowskiemu
najeźdźcy, oraz „Gorący śnieg” autorstwa Jurija Bondariewa.
W każdym razie, jest coś, co nas, Polaków, łączy z takimi głupimi szujami jak
Dimitrij Wiatkin: też prawdę na temat naszej brudnej przeszłości traktujemy
jako „obrzucanie błotem naszego kraju”.
Swoją drogą: jeśli „Archipelag” nie był dla przeciętnego Rosjanina catharsis,
jeśli po takiej lekturze nie spojrzał nowymi oczami na własny naród i jego
historię, to już chyba nic go nie zmieni.
A my? My jeszcze naszego „Archipelagu” nie mamy, parę oplutych przez szajkę i
jej zwolenników książek o tym, co robiliśmy Żydom. A to za mało, by przejść
oczyszczenie.
11.
4 lata temu
W środę, 19 stycznia o godzinie 15:00 stało się coś niezwykle istotnego.
Światowa populacja przekroczyła 8 miliardów. Tak mówi licznik (czynny 24
godziny na dobę) serwisu Neodemos.
Organizacja Narodów Zjednoczonych powinna sformalizować pokonanie bariery 8
miliardów na początku 2023 r. i dlatego może dziś odpowiedzieć, że „wiadomość
jest prawdziwa, ale przedwczesna”, jak powiedział George Bernard Shaw po
ukazaniu się wiadomości o jego śmierci.
W 1974 roku było nas 4 miliardy; 6 miliardów w 1999 i 7 miliardów w 2011 roku.
Francja zarobiła 4,4 mln obywateli (+6,9%), Wielka Brytania - 4,3 mln (+6,8),
Niemcy - 2,9 mln (+3,7%), Hiszpania - 70 tys. (+1,6%).
Prognozy ONZ mówią o niżu demograficznym na Zachodzie: Europa, Ameryka
Północna, Australia i Japonia utrzymają się na stabilnym poziomie 1,3 miliarda,
przy czym do 2050 r. liczba osób powyżej 65. roku życia będzie większa, niż
osób poniżej 25 roku życia.
Do tego czasu światowa populacja wzrośnie do 10 miliardów. Skorzystają na tym
Afryka i Azja. Liczba mieszkańców Afryki, których obecnie jest około 1,3
miliarda, za trzydzieści lat wzrośnie do 2,5 miliarda, podczas gdy w Europie
spadnie z 445 milionów do 403 milionów. Stany Zjednoczone ustąpią Nigerii
trzeciego miejsca pod względem liczby ludności (po Indiach i Chinach). To
będzie inny świat.
12.
Telewizja HGTV należąca do tej samej grupy medialnej, co TVN nadaje różne
programy o zakupach domów: a to na plaży, a to nad jeziorem, a to na Hawajach,
Bahamach czy Karaibach. Programy mają wielkie powodzenie, a jego źródłem jest
schematyczność oraz nieuchronny happy end. Ludzie tak bardzo potrzebują happy
endów; i w życiu, i na ekranie.
Ale D.O. nie o szczęśliwych zakończeniach, tylko o tym, że niezbędnym elementem
owego schematu, we wszystkich tych kupowanych, wymarzonych domach jest „pokój
gościnny”.
Goście stanowią sól życia każdego Amerykanina. I pewnie nie tylko Amerykanina.
A jak to jest w Polsce, w której, jak wiadomo „Gość w dom, Bóg w dom”?
D.O. nie wie i znów będzie się musiał uciec do pomocy P.T. Czytelników.
Lubisz, Czytelniku, gości w domu?
Wszak wnoszą zamieszanie, robią bałagan, ich przyjęcie wymaga sporego nakładu
pracy i wydatków – a to na jedzenie, alkohol, a to na podarki… Czy te kilka
godzin, spędzonych na miłej rozmowę, na poczuciu więzi i wspólnoty,
rekompensuje te niewygody?
A sam: lubisz, Czytelniku, chodzić „w gości”? To wymaga znacznie mniej zachodu:
wystarczy wbić się w jakieś przyzwoite ubranie – a takich okazji w dzisiejszym,
praktycznym i zabieganym życiu nie jest wiele – kupić jakąś flaszkę, kwiatki…
No, ale to tylko jeden aspekt gościnności. Kilkugodzinne spotkania w weekendy
są bezproblemowe, jeśli porównać je z gościną kilkudniową. Nie mówiąc już o
kilkutygodniowej, jak to drzewiej po dworach w Polszcze praktykowano. „Gość jak
ryba, po trzech dniach cuchnie”?
Wyobrażasz sobie, Czytelniku, ugoszczenie w swoim domu znajomego lub znajomą,
powiedzmy przez tydzień, czy uznasz to za nieznośne naruszenie swojej wolności
i swego prawa do intymności, złożonej z gaci, szlafroka, rozepchanych dresów,
organicznych odgłosów i zapachów, z którymi nagle trzeba się kryć? A co gorsza,
gość wnosi w twoje życie własne odgłosy i zapachy, własne tiki i rytuały i – co
może najgorsze – nigdy nie wie, gdzie co powinno leżeć?
A kiedy jedziesz sam w gości, nawet do przyjaciela: nie krępuje cię obce,
nieznane środowisko, konieczność respektowania cudzych, a nie własnych
przyzwyczajeń i codziennych rytuałów?
D.O. zastanawiał się, dlaczego sam woli przyjmować gości niż w goście chodzić i
myśli – z pewnym wstydem dla swoich atawistycznych instynktów – że bycie
gospodarzem daje jakąś przewagę nad gośćmi: to w końcu on dyktuje swoje prawa,
wyznacza miejsca i role, decyduje o menu i napitkach. W gościach musi to
wszystko pasywnie przyjmować, robiąc dobrą minę do nie zawsze dobrej gry (jak
kiedy gospodarze, chcąc sprawić mu przyjemność, przygotowują D.O. kluski, albo
inne włoskie specjały; uśmiechanie się i wychwalanie ich dzieł stanowi wyzwanie
nie lada!).
Jest jeszcze jeden aspekt gościnności.
D.O. na przykład wpycha się bez pytania do domów kilkuset osób dziennie, nie
proszony i często uciążliwy. Uspokaja się jednak, wmawiając sobie, że przecież
każda z goszczących osób może D.O. w każdej chwili wyprosić za drzwi: sporo
ludzi już to zrobiło, bo najwidoczniej D.O był gościem zbyt uciążliwym. Nie
chciał być taki, jaki gospodarze czy gospodynie go sobie wyobrażali, tylko
uparcie był sobą, więc – pyk! – i D.O. nie ma.
I na koniec gościna zasadnicza. Każdy z nas wprasza się w gościnę na ten świat.
D.O. chciałby światu za tę gościnę podziękować: była dlań źródłem wielu
przyjemności, choć dostarczyła mu także wiele smutków i przykrości. A ty,
Czytelniku: jesteś światu za gościnę wdzięczny?
Należałoby podziękować zatem także naszemu ciału, za to, że nas gości. Ale do
czasu: po jakimś okresie – dla jednych dłuższym, dla innych krótszym – gościnę
tę nam wypowiada. A my jesteśmy pasożytami: możemy istnieć t y l k o
na tym świecie i t y l k o w naszym ciele.
Co zrobić, żeby tej gościny nie nadużyć?
Kiedy ludzie dyskryminowani walczą o swoje prawa, należy stanąć obok nich i z
nimi przez tę walkę przemaszerować. Tym, którzy mają odwagę walczyć o swoje
prawa należy się ta bliskość, należy się szacunek.
A przyzwoitego człowieka poznaje się po tym, jak traktuje różnego rodzaju
mniejszości.
A co z tymi, którzy, choć nie są dyskryminowani, choć nie należą do żadnej
mniejszości, decydują się walczyć o prawa dyskryminowanych, o prawa
mniejszości?
Cóż: D.O. uważa, że należy im się szacunek jeszcze większy, szacunek
największy, jaki możemy z siebie wykrzesać.
D.O. deklaruje bezbrzeżny szacunek dla takich właśnie ludzi. Ci, którzy wbrew
wszystkiemu: okrutnym prawom, ciężkimi warunkom klimatycznym, wbrew
okrucieństwu wydających i wykonujących nieludzkie rozkazy, niosą pomoc
uchodźcom na granicy z Białorusią i na wszystkich innych nieludzkich granicach,
są prawdziwymi bohaterami naszych czasów. Zwłaszcza, jeśli obrzydliwe reżimy
ich prześladują, przedstawiają w złym świetle, oczerniają i opluwają
propagandowym jadem, a mimo to robią swoje, pomagając słabszym.
D.O. oczywiście podziwia idoli landrynkowego świata: piłkarzy, sportowców,
aktorów czy piosenkarzy, ale, proszę wybaczyć, do pięt nie dorastają tamtym
bohaterom z granicy.
Więc, jeśli wśród Czytelników są ludzie, którzy podobnie, jak D.O. uważają, to
niech okażą prawdziwym bohaterom dzisiejszego świata szacunek, miłość, podziw i
wsparcie. Rozpropagujcie, P.T. Czytelnicy, ich bohaterstwo, godne pochwały i
nagrody.
Rozpropagujcie także na pohybel łotrom.
13.
Turecka dziennikarka Sedef Kabas trafiła do więzienia za zacytowanie przysłowia
– pisze BBC (https://www.bbc.com/news/world-europe-60099931
).
Pani Kabas została zatrzymana w sobotę o 2 nocy w Stambule, a sąd nakazał
jej aresztowanie przed procesem.
W powiązanym z opozycją kanale telewizyjnym „Tele 1”, odpowiadając na pytanie o
naturę władzy, powiedziała: „Jest bardzo znane przysłowie, które mówi, że
koronowana głowa staje się mądrzejsza. Ale widzimy, że to nieprawda. Byk nie
zostaje królem przez samo wejście do pałacu, zaś pałac staje się przez to
oborą”.
Zostało to uznane za atak na prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana. Grozi jej kara
pozbawienia wolności od roku do czterech lat więzienia.
Rzecznik prasowy Erdogana, Fahrettin Altun, określił jej komentarze jako
„nieodpowiedzialne”: „Tak zwana dziennikarka rażąco obraża naszego prezydenta w
kanale telewizyjnym, który nie ma innego celu niż szerzenie nienawiści” –
napisał na Twitterze.
To łączy wszystkich satrapów: łgarstwo. Im większe, tym skuteczniejsze. Atak
nazywany jest obroną, próba obrony – „szerzeniem nienawiści”. Znasz to skądś,
Czytelniku?
Jak pisze Reuter, w samym 2020 r. wszczęto ponad 31.000 dochodzeń w związku z
zarzutem, obrazy Erdogana.
Co prawda Świrek Żoliborski mówi, że „Musimy zbroić wszystko, by upodobnić
Polskę do Turcji”, ale musicie się jeszcze długo uczyć, świry i świrki!
Jest nas 8 miliardów
Gość w dom…
Turecka dziennikarka aresztowana za przytoczenie przysłowia.
14.
5 lat temu
SEDONA.PL
Zbliżała się dziewiętnasta, kiedy kilka dni temu, w największy mróz, jechałem
powoli oblodzoną drogą przez puste, wielkie pola. W dali majaczył las; bardziej
niż las - większy zagajnik i to podmokły. I wtedy, na skraju drogi zobaczyłem
ją: dużą sarnę. Stała bez ruchu, a światło reflektora na chwilę odbiło się w
jej wielkim, sarnim oku. Przyhamowałem, gotów zatrzymać się, gdyby zdecydowała
się przechodzić przez szosę. Ale nie, jak gdyby dopiero teraz zauważyła
żelaznego intruza, wiozącego jej najgorszego na ziemi wroga, zawróciła w
miejscu, dała wielkiego susa przez rów i pobiegła w pola, niknąc w ciemności.
Potem, dzień po dniu, ostatni raz wczoraj, niemal w tym samym miejscu widziałem
dwa lisy. Jeden miał białą chorągiewkę na końcu ogona, drugi był cały rudy.
Zjawiały się na szosie znikąd, jak duchy i jak duchy szybko znikały. Wyglądały,
jakby dobrze wiedziały, dokąd i po co idą.
Za każdym razem, gdy – niestety, coraz rzadziej – mam takie spotkania, robi mi
się przykro. Przykro, że zwierzęta się mnie boją. Ostatnia rzecz, na którą
miałbym ochotę, to zrobić im krzywdę.
Bo jakoś tak świat się wokół mnie układa, że ludzie wcześniej czy później,
mniej lub bardziej mnie rozczarują, często zranią, a żadne ze zwierząt, jakie
miałem szczęście mieć w pobliżu – nigdy.
Ludzie czasami mają zwierzęce cechy, ale – niestety – wcale to o nich dobrze
nie świadczy. Dzikość zwierzęcia i dzikość człowieka leżą wobec siebie na
antypodach.
Na przykład psy: dobre, wierne, kochane. Mam jeszcze przed oczami – pisałem o
tym, a może umieściłem w filmie – widok tego bardzo starego, trupiobladego
człowieka, wychodzącego z luksusowego kondominium na Key Biscayne,
najelegantszej wyspie opodal downtown Miami, niosącego z wielką atencją na
rękach jeszcze starszego niż on pieska na spacer: ostatnią istotę, z którą mógł
porozmawiać. A dziś w eleganckim przedmieściu Warszawy zobaczyłem starszego
mężczyznę potwornie kulejącego albo nie miał nogi, tylko protezę, albo miał ją
okropnie wykręconą. Posuwał się bardzo, bardzo wolno, kiwając się przy każdym
kolejnym kroku, przy każdym usiłując złapać równowagę. Obok niego szedł na
smyczy piesek, kundelek. Szedł tuż obok, dokładnie w tym samym tempie, co jego
ludzki przyjaciel, nie wyrywając się ni w przód, ni w tył. A bodaj
przedwczoraj, w jednej z zagranicznych gazet, zobaczyłem artykuł i film,
pokazujący człowieka, który złamał nogę i w ogromnej ortezie kulał. Obok niego
szedł dalmatyńczyk i też kulał. Kiedy zawieziono go do weterynarza, okazało
się, że nic mu nie jest: zaczął kuleć na znak solidarności z przyjacielem.
Ale to psy. Ludzie o psich duszach i umysłach, to zupełnie inna opowieść.
Ludzie o psich umysłach zatruwają życie innym ludziom, doprowadzają do
desperacji, powodują nieszczęścia, umożliwiają dojście do władzy głupcom i
psychopatom. Ruszają z pałkami i gazem w tłum ludzi, manifestujących, również
po to, żeby i im, ludziom o psich duszach, żyło się lepiej i żeby mogli być
wolni. Ale oni nie chcą być wolni; chcą mieć pana, chcą mieć budę i łańcuch,
chcą mieć miskę podłej zupy z odpadków.
Gdy patrzę wstecz i myślę o najprzykrzejszych dla mnie chwilach, widzę, że
ogromną większość z nich spowodowali ludzie o psich duszach.
Psia dusza jest nieodłącznym atrybutem kołtuna. Kołtuna – dyktatora, kołtuna
wyznaczającego mainstream i bezwzględnie niszczącego, cokolwiek ponad
mainstream wyrasta. Kołtun pisze kodeksy, kołtun wyznacza normę moralną
(pseudomoralną zazwyczaj) i nie toleruje od niej odstępstw.
A ja należę do odchodzącego pokolenia, wychowanego jeszcze na książkach, nie na
hollywoodzkich filmach „akcji”, ani tym bardziej na ociekających krwią
videograch tak kolorowych, że aż czarno-białych. I mam, czego wy, młodzi, nie
macie: utopię. Wizję dobrej wspólnoty ludzkiej. Wizję trójcy ideałów, do
których ludzie powinni dążyć: miłości, dobroci, braterstwa. I mam jeszcze
jedno: pamięć.
Pamiętam największą w ostatnim co najmniej półwieczu rewolucję antykołtuńską:
rewolucję dzieci-kwiatów, zwaną Hippies. Och, ja nie będę ich oceniał, proszę,
żebyś i ty się od tego powstrzymał. Patrzę na nich, jak na ludzi, którzy
odrzucili psie dusze, odrzucili kołtuństwo i zasiali ziarno pozytywnego buntu w
wielu zakątkach świata.
„Hippie” pochodzi od „hipster”, a hipster w afroamerykańskim slangu jive (jazz)
oryginalnie znaczyło tyle, co fan jazzu, czy może lepiej – bebopu. Później
zmieniło się w „modnisia, człowieka żyjącego i ubierającego się zgodnie z
aktualnymi trendami”.
Dziś prawdziwych hippiesów już nie ma. No, może pojedyncze egzemplarze na
wymarciu. Ja właściwie też się nie załapałem. Byłem za młody, albo lepiej:
mieszkałem nie tam, gdzie należy i w kraju o systemie nie takim, jak należy.
Jeśli już to załapałem się na pierwszą falę „wspominkową”, bo pokochałem film „Hair”
Miloša Formana. Wprawdzie w domu mojej Ukochanej – jeszcze wtedy nie Żony –
pokutowała płyta z piosenkami z musicalu, ale nigdy mnie nie porwała; zrobiły
to dopiero aranżacje z filmu. Prosiłem Żonę, żeby mi puściła „Let the Sunhine”
na pogrzebie, ale nie wiem, czy będzie się jej chciało.
Bo tak naprawdę, to ja podziwiam, a nawet kocham jedynie ludzi, którzy potrafią
wpuścić odrobinę sunhine w moje życie, odrobinę światła w zdominowany przez
kołtunów świat. Uwielbiam buntowników, uwielbiam ludzi z natury nieposłusznych,
bo tylko nieposłuszni zastanawiają się, zanim zrobią coś, co kołtun uważa za
comme il faut.
Śmieszne: jest w środku Arizony taka mieścina, nazywa się Sedona. Leży w
czarnej pupie, trzeba tam jechać specjalnie, choć się nie żałuje, bo zjeżdżając
stamtąd na południe, w kierunku pustyni, jedzie się jedną z piękniejszych dróg,
zalesionym wąwozem wzdłuż cudnej rzeczki, a dookoła piętrzą się góry koloru
ciemnoczerwonego. Ma dziesięć tysięcy mieszkańców, ale na początku XX wieku
miała 55 mieszkańców, a w 1955 – 155. Została w pełni zelektryfikowana dopiero
pod koniec lat 60. Rozrosła się gwałtownie, gdy w latach 70. Zaczęli tam
osiadać hippiesi. Kiedy ruch już wygasał, kiedy przestał być hipsterski, kiedy
kontrrewolucja kołtuńska znów zatriumfowała, oni pojechali do Sedony i
…przerobili tę osadę w jedno z najzamożniejszych miasteczek w Arizonie i w
całej Ameryce. Okazali się kreatywni: tam wyrosło wielu artystów, designerów,
aktorów, programistów komputerowych. Tam, jako w pierwszym mieście Arizony,
dopuszczone zostały małżeństwa tej samej płci. Tam nie było strzelanin na
ulicy, zamachów, a nawet bójek.
Dziś Sedona jest nadal stolicą kontrkultury, choć prawdziwi hippiesi już
wymarli lub przeprowadzili się w bardziej zielone tereny, jak np. do nieodległego
Flagstaff, miasta o niepięknej nazwie, ale uroczego i pełnego pięknych ludzi.
Nie pamiętam, psiakość, czy wpakowałem jakieś zdjęcia z Sedony do mojego
pierwszego, dwuodcinkowego filmu o Ameryce; mogą państwo sprawdzić na playerze.
Och, jakże chciałbym, żeby i w Polsce powstała gdzieś taka Sedona, pełna
dobrych, przyjaznych ludzi, naiwnie wierzących w utopię, Sedona, w której sarny
i lisy nie miałby by powodu, żeby bać się ludzi.
PS. Jak nie posłuchacie piosenki z poniższego linku, to nie zrozumiecie!
https://www.youtube.com/watch?v=bch1_Ep5M1s
Sedona, Az
15.
8 lat temu
Nie ma dwóch różnych prawd.
Mogą być dwa odmienne poglądy, ale prawda jest tylko jedna.
Może być pohańbiona, gwałcona, torturowana i wywracana na nice, ale pozostanie
prawdą.
Żyjemy w czasach nieustannie powtarzanego kłamstwa, nieudolnie przebranego za
prawdę. Choćby milion razy powtórzone, kłamstwo nie staje się prawdą. Prawda
zawsze zachowa swoje szlachectwo, kłamstwo nigdy nie pozbędzie się brutalnego
chamstwa.
Zdemaskowanie go wymaga czasem wysiłku, choć na ogół wystarczy rozum i
inteligencja.
Stań przed kioskiem, zidentyfikuj kłamstwo, odwrócić się, nie kupuj, nie
wspieraj.
16.
11 lat temu
Kiedy kilka lat temu, w samym środku kryzysu, Miami stało na skraju bankructwa,
zostało uratowane przez …Wenezuelczyków. Mało kto tak wspomógł Florydę jak
swego czasu Chavez i dzisiaj Maduro. Cała ta komunizująca banda okrada
systematycznie społeczeństwo i, nie ufając lokalnym bankom, wywozi pieniądze za
granicę. Żeby im (pieniądzom) się nie nudziło w bankowych sejfach, inwestują je
w nieruchomości. Po 5 chudych latach, dzięki tym pieniądzom, Miami przeżywa
prawdziwy boom budowlany.
M., Wenezuelczyk, absolwent łódzkiej szkoły filmowej, gasi moją wiarę w rychłe
zmiany: „Wojsko? Oficerowie okradają państwo na potęgę, jak się coś zmieni,
stracą dochody”.
Spadły ceny ropy, drastycznie zmniejszyły się wpływy do publicznej kasy, ale
„prowizje”, które pobierają sobie urzędnicy i oficerowie ani drgnęły.
Wenezuelskie pieniądze nadal płyną tu szerokim strumieniem.
Trzy lata temu wczytywałem się z wypiekami w magazyny oferujące nieruchomości;
był kryzys i domy, no, może nie nad wodą, można było tu kupić za cenę
niewielkiego mieszkania w Warszawie. Żaden luksus, jakość tutejszej budowlanki
jest niewyobrażalnie niska, jak na europejskie standardy, ale ten klimat, te
kwiaty!
Dzisiaj nie ma już domków po 100 tys. $; jeśli nie liczyć tych
najprymitywniejszych prefabrykatów, jakich pełno na dalekich przedmieściach
lśniącej metropolii. Dziś ceny się podwoiły, potroiły. Nowy Jork znów oszalał
na punkcie Miami i wszystko sprzedaje się na pniu.
Ostatnio „wybuchła odwilż” z Kubą. Już wcześniej amerykańscy deweloperzy
interesowali się terenami na wyspie, usiłowali kupować je za bezcen przez
podstawionych Kanadyjczyków, którzy bez przeszkód tam jeżdżą. Mówił mi jeden z
nich, że zaoferowano mu 10.000 m2 nad oceanem za …10 tys. dolarów! Kupuj!
Wykrzyczał do pośrednika, ale dzień później dostał wiadomość: „Już miałem
podpisywać, kiedy przyszło do mnie trzech mężczyzn i powiedzieli, że byli
właściciele tego znacjonalizowanego przez Fidela terenu któregoś dnia wrócą i poderżną
mi gardło. Mam kupować mimo wszystko”? No i teren nadal jest na sprzedaż.
Sztuka chirurgii plastycznej jest tu na wysokim poziomie. Mieliśmy wczoraj na
kolacji przegląd naciągniętych dam, wyglądających co najwyżej na 65, a będących
po 80-ce. Panów z przeszczepionymi włosami, wyglądających co najwyżej na
70-tkę, a mających pod 90. Zdradza ich czasem niepewny chód, trudności ze
złapaniem oddechu, ale ich umysły są nadal błyskotliwe, konwersacja się klei,
chwytają w lot dowcipy i sami opowiadają własne. Śmierć nie istnieje, choroby
są wstydliwie ukrywane. Kurczowo trzymają się życia, pochłaniają kilogramy
lipidów i innych suplementów, patrzą z optymizmem w przyszłość. W towarzystwie.
Jakie myśli gnębią ich przed snem? Nie wypadało pytać. Wszyscy widzieli „Aida”
(Idę) i „Aftermath” (Pokłosie); emocje, ale short-term, chuchanie na przeżycia
to nie tutaj, w tropikach.
Dzień dobry
OdpowiedzUsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuńdziękuję za bardzo obszerny materiał , do przeczytania muszę dzielić na pół . Jestem zdruzgotany tym co w kraju i świecie wyprawiają degeneraci , zapluty mlaskacz i facet o uśmiechu Fernandela są w tym gronie . MAM ODRUCH WYMIOTNY NA ICH WIDOK .
OdpowiedzUsuń