DRUGI OBIEG

Piątek, 16 stycznia 2026


1.
Jesteście spragnieni dobrych wiadomości? Oto one:
Obraz zawierający tekst, Ludzka twarz, zrzut ekranu, człowiek

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
Martin Kettle
Dzisiaj świat wygląda źle, ale bądźmy dobrej myśli: już to przerabialiśmy i daliśmy sobie radę – i damy radę ponownie
https://www.theguardian.com/commentisfree/2026/jan/15/state-of-world-today-1980s-2020s-britain-history
Z lodowatych gór Grenlandii, z koralowego brzegu Indii, jak głosi stary hymn, zdaje się, że żyjemy w świecie, który jest poważniej dotknięty problemami w większej liczbie miejsc, niż wielu może kiedykolwiek pamiętać. W Wielkiej Brytanii morale narodowe jest niemal całkowicie zachwiane. Polityka budzi niewielkie zaufanie. Podobnie media. Idea, że jako kraj wciąż mamy ze sobą wystarczająco dużo wspólnego, by przetrwać – idea zakorzeniona w niegdyś potężnym micie Churchilla w Wielkiej Brytanii – wydaje się coraz bardziej wyeksploatowana.

Krótko mówiąc, witamy w Wielkiej Brytanii z połowy lat 80. XX wieku. Ta Wielka Brytania często wydawała się rozbitym narodem w rozbitym świecie, podobnie jak Wielka Brytania w połowie lat dwudziestych XXI wieku. Te rozbicia były oczywiście zupełnie inne. I na jednym ważnym poziomie, nędza jest rzeką świata. Jednak dla tych, którzy wciąż je pamiętają, nastroje kryzysu i niepewności lat 80. mają wiele wspólnego z dzisiejszymi.
Ale – i tu właśnie należy pojąć sedno sprawy – te nastroje nie trwały długo. Nie wszystko się zepsuło. Z wysiłkiem i trzeźwą oceną sytuacji udało nam się wydostać z tego miejsca; niedoskonale, bo życie zawsze jest niedoskonałe; czasem za cenę, a czasem z nagrodą; ale mimo to w realny i znaczący sposób. Pytanie brzmi więc, czy możemy teraz zrobić coś podobnego. Wiem, że musimy. Myślę też, że możemy.

Świat przedostatniego pokolenia może wpaść w zbiorową pustkę pamięci. Dla mnie, dorastającego w latach 60., tamtą epoką były lata 20. Moja matka wspominała, jak jej ojciec, mieszkaniec Edynburga, powiedział jej z wielką powagą: „Premier nazywa się Andrew Bonar Law”. W dzieciństwie byłem ekspertem, ale nigdy wcześniej nie słyszałem tego nazwiska. Nic nie wiedziałem o latach 20., dopóki jako dorosły nie zacząłem o nich czytać i nie zrozumiałem ich znaczenia.

Tutaj, w latach dwudziestych XXI wieku, wydaje się, że lata 80. mogą wpadać w podobną dziurę pamięci. Wielka Brytania lat 80., czyli Wielka Brytania, w której zaczynałem pracę dla Guardiana, była krajem, którego odziedziczone założenia rozpadały się. Utraciła imperium, ale zbyt często nadal myślała w kategoriach imperialnych; znajdowała się w samym środku koniecznej, ale wyniszczającej zimnej wojny ze Związkiem Radzieckim w całkowicie podzielonej Europie; i była krajem zależnym w kwestii bezpieczeństwa od niepokornego prezydenta USA. To były przerażające czasy. A jednak jakże łagodny wydaje się teraz Ronald Reagan!

To była również Wielka Brytania, kraj buntu przeciwko konsensusowi, rosnącego bezrobocia, dwucyfrowej inflacji, upadku wielkich gałęzi przemysłu, przemożnych związków zawodowych i baronów prasowych oraz upolitycznienia tego, co wówczas nazywano prawem i porządkiem. Irlandia Północna pogrążyła się w nieustannym niepokoju, a IRA omal nie wysadziła premiera w powietrze. Terroryzm rzucał realny, a nie sztuczny cień.

Nie chodzi o to, by przeciwstawiać sobie jedną epokę. Nie chodzi też o wychwalanie odpowiedzi lat 80., dekady niskiej, nieuczciwej, która pozostawiła po sobie ślady goryczy i zapomnienia, a także niedoskonałe formy odnowy. Chodzi o to, by powiedzieć, że już to przerabialiśmy. Co więcej, znaleźliśmy wyjście, drogę naprzód.

Nie możemy cofnąć czasu, nawet gdyby to było możliwe – choć niektórzy wciąż zdają się w to wierzyć. Nie ma złotego wieku, który można by odzyskać, tak jak nie ma sensu wymazywać historii. Nie ma też uniwersalnego rozwiązania politycznego. Nie mamy też czasu na bohaterów – no, może na Garibaldiego. „Nie pokładajcie ufności w książętach”, jak powiedział mój niezrównany mentor, Hugo Young, na naszym ostatnim spotkaniu. Niemniej jednak, są lekcje do wyciągnięcia i ponownego zastosowania z tamtych, odległych czasów.

Jedną z najważniejszych jest to, że lepiej współpracować w sprawach, w których można się zgodzić, niż skupiać się na tym, co nas dzieli. Historycznie rzecz biorąc, to ogromna lekcja. Co mogłoby się wydarzyć w Niemczech, gdyby ruch komunistyczny lat 30. XX wieku spróbował współpracować z socjaldemokratami i liberałami przeciwko faszystom? Więc zginęli w tych samych obozach.

Podobna lekcja odnosi się do czasów mniej apokaliptycznych. Co istotne, sprawdziła się i została powoli przyswojona w Wielkiej Brytanii po podziałach lat 80. Na początku tej dekady tradycje robotnicze i socjalistyczne oraz liberalne i socjaldemokratyczne podzieliły się na odrębne partie. Rezultatem był podzielony elektorat i kolejne, znaczne większości konserwatystów.

Ale to był też katalizator. Jedynym rozwiązaniem było jakieś pojednanie między obiema tradycjami i z wyborczą rzeczywistością. Neil Kinnock rozpoczął to od strony Partii Pracy, moderując jej ofertę, aby uczynić ją atrakcyjną dla bardziej umiarkowanych wyborców. Proces ten przekształcił się następnie w Nową Partię Pracy Tony'ego Blaira, z jej cichym sojuszem z Liberalnymi Demokratami Paddy'ego Ashdowna.

Można powiedzieć, że było daleko od ideału i to byłaby prawda. Nowa Partia Pracy zawsze była zbyt pobłażliwa w kwestii regulacji rynku i zbyt samolubna w kwestii reformy konstytucyjnej. Można powiedzieć, że jak większość spraw w polityce, skończyło się to źle. Można krytykować Blaira, ile się chce, a ja bym się z tym zgodził; z Irakiem, ale także z zakazem polowań na lisy. Ale znalazł drogę, która miała znaczenie.
Nowa Partia Pracy wygrała trzy wybory z rzędu, ponieważ była gotowa do nauki, zmian i współpracy, choć we wszystkich przypadkach niewystarczająco. Otwartym pytaniem pozostaje, czy Partia Pracy i inne partie są gotowe zrobić coś podobnego, a może nawet bardziej radykalnego – współpracować nie tylko z Liberalnymi Demokratami, ale być może z torysami nad programem reform politycznych – w dzisiejszych, zupełnie innych okolicznościach. Ale zmiana jest kluczowa.

Politycy nie mają innego wyjścia, jak tylko próbować. Na pogrzebie byłego szefa policji Iana Blaira w zeszłym roku odczytano przemówienie Theodore'a Roosevelta z 1910 roku. „Nie krytyk się liczy; nie ten, kto wskazuje, jak potyka się silny człowiek, albo gdzie sprawca czynów mógłby zrobić je lepiej” – powiedział Roosevelt. „Chwała należy się człowiekowi, który rzeczywiście jest na arenie, którego twarz jest umazana potem i krwią; który dzielnie walczy; który błądzi, który raz po raz ponosi porażki, bo nie ma wysiłku bez błędów i niedociągnięć; ale który rzeczywiście stara się dokonać czynów”.

Arena jest ważniejsza niż trybuny. Powinniśmy wspierać politykę, a nie odwracać się od niej. Mam nadzieję, że konieczność ponownie pokieruje polityką w kierunku procesu, który wyłonił się po latach 80. Chociaż to mój ostatni cotygodniowy felieton dla „Guardiana” po 41 latach pracy i ponad 30 latach pisania, mam również nadzieję, że od czasu do czasu będę mógł tu wracać, być może nawet po to, by kibicować temu rozpaczliwie potrzebnemu procesowi.

*Martin Kettle jest felietonistą Guardiana


2.
Trump przyjął w Białym Domu liderkę wenezuelskiej opozycji i legalną wiceprezydentkę tego kraju Maríę Corinę Machado.
Trump i Machado spotkali się na prywatnym lunchu bez obecności kamer. Wenezuelska opozycjonistka opuściła Biały Dom po ponad dwóch godzinach.
Machado oceniła spotkanie z prezydentem USA jako "bardzo dobre". Jeszcze przed wizytą w Białym Domu deklarowała w wywiadzie dla Fox News, że jest gotowa oddać Trumpowi Pokojową Nagrodę Nobla, którą otrzymała w ubiegłym roku.
Liderka wenezuelskiej dotrzymała słowa i przekazała medal noblowski Trumpowi. Urzędnik Białego Domu potwierdził w rozmowie z Reutersem, że prezydent zamierza zatrzymać medal. We wpisie w mediach społecznościowych Trump napisał: "Maria wręczyła mi Pokojową Nagrodę Nobla za moją pracę. To wspaniały gest wzajemnego szacunku. Dziękuję Ci, Mario!".
Mimo to D.O. ma dziwne przeczucie, że spotkanie nie przyniesie żadnych rezultatów. Zwłaszcza że przed spotkaniem Trump stwierdził, iż „z wyborami w Wenezueli nie ma co się spieszyć”.


3.
Dla odmiany:
Obraz zawierający tekst, zrzut ekranu, broń, na wolnym powietrzu

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
https://wyborcza.pl/7,179012,32530276,timothy-garton-ash-nowy-niegrzeczny-swiat-europa-nie-musi.html#s=S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy
Donald Trump grozi przejęciem Grenlandii, terytorium sojusznika NATO, być może przy użyciu siły militarnej, podobnie jak Władimir Putin próbuje przejąć Ukrainę.
Nawet jeśli ostatecznie tego nie uczyni, to i tak już rozpoczęła się nowa era: postzachodni świat nieliberalnego międzynarodowego chaosu.
W tej sytuacji liberalne demokracje, a w szczególności Europa, stoją przed dwoma zadaniami: najpierw dostrzec ten świat taki, jakim się stał, a następnie opracować adekwatny plan działania.
Opublikowane w czwartek globalne badanie opinii publicznej stanowi użyteczny punkt wyjścia. Zostało ono przeprowadzone w listopadzie w 21 krajach na zlecenie Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych (ECFR), we współpracy z projektem badawczym „Europa w zmieniającym się świecie" na Uniwersytecie Oksfordzkim (jego podsumowanie napisaliśmy wspólnie z Ivanem Krastevem i Markiem Leonardem). Jest to czwarta z serii ankiet, które przeprowadzamy co roku od czasu pełnej inwazji Putina na Ukrainę w 2022 r., dzięki czemu możemy zobaczyć, jak sytuacja ewoluowała od bardzo złej wówczas do krytycznej obecnie.

Świat, w którym Ameryka nie jest sojusznikiem
W 2022 r. z badania wynikało, że transatlantycki Zachód jednoczyło oburzenie z powodu ataku na Ukrainę, za to inni duzi i średni gracze na geopolitycznej mapie, tacy jak Chiny, Indie i Turcja, były całkiem zadowolone z kontynuowania dotychczasowych stosunków handlowych z Rosją. Jeśli rosyjska gospodarka przetrwała bezprecedensowo ostre sankcje zachodnie, to właśnie dlatego, że te inne państwa osiągnęły wystarczającą zamożność i siłę, aby zrównoważyć nawet tak zjednoczony Zachód. Już wtedy zatem mieliśmy do czynienia ze światem postzachodnim - ale nadal z Zachodem odgrywającym w nim istotną rolę.
Druga kadencja Trumpa zmienia sytuację. Teraz mamy świat postzachodni, ale już bez działającego w nim spójnego geopolitycznego Zachodu.
Nawet jeśli w nieobliczalnym narcyzmie Trumpa da się znaleźć jakąkolwiek spójność strategiczną, jego podejście jest bliższe podejściu Putina niż któregokolwiek z prezydentów USA od 1945 roku. Jak szczerze wyjaśnia jego kluczowy doradca Stephen Miller, Trump i jego ludzie (podobnie jak Putin) wierzą, że świat jest „rządzony poprzez siłę i przemoc".
Europejczycy to zrozumieli. Mniej niż jedna piąta mieszkańców Europy kontynentalnej (biorąc średnią z 10 krajów UE, które objęliśmy badaniem) i tylko jedna czwarta Brytyjczyków postrzega obecnie Stany Zjednoczone jako sojusznika.
W Ukrainie odsetek ten także spadł, do 18 proc. Owszem, nadal postrzegamy Stany Zjednoczone jako „niezbędnego partnera", ale już nie jako sojusznika.


4.
Iran i Wenezuela sporo namieszały na rynku paliw. Dobra wiadomość jest taka, że jego największą ofiarą są Chiny.
Prawdą jest, że na całym świecie występuje nadprodukcja ropy naftowej z powodu nowych odkryć, tak, że popyt na ropę naftową jest tłumiony przez ogólnie słabą gospodarkę światową, a powszechne upowszechnienie samochodów elektrycznych zmienia wzorce konsumpcji. Jednak zbyt wiele kryzysów naraz – w Iranie, Wenezueli i na Grenlandii – powoduje stopniowy i nie do końca cichy wzrost cen ropy. Wczoraj ropa Brent z Londynu, będąca punktem odniesienia, zamknęła się na poziomie 65,20 USD za baryłkę, częściowo spadając późnym wieczorem po tym, jak przez cały dzień utrzymywała się powyżej 66 USD. W połowie grudnia była warta 59 USD. „Oprócz napięć geopolitycznych, fakt, że Chiny, pozbawione ropy po obniżonej cenie, którą kupowały od Wenezueli, a teraz także ropy irańskiej i potencjalnie rosyjskiej, są zmuszone zwrócić się ku znacznie droższym rynkom Bliskiego Wschodu, już wpływa na popyt, a tym samym na ceny. Chiny importują 13 milionów baryłek dziennie: 350 000 z Wenezueli, milion z Iranu, 1,5 miliona z Rosji. Pozbawienie dostaw robi sporą różnicę”.
Nie osiągniemy poziomu 145 dolarów, jak podczas kryzysu finansowego w 2008 roku, ale prawdopodobnie ustabilizujemy się na poziomie około 70-80 dolarów”. Należy pamiętać, że w 2008 roku, oprócz kryzysu finansowego wywołanego kryzysem subprime w Ameryce, po obu stronach Atlantyku doszło do radykalnego zaostrzenia dopuszczalnych poziomów siarki w benzynie ze względów środowiskowych. Spowodowało to utratę wielu rafinerii, które nie były w stanie osiągnąć tych poziomów, a tym samym po raz kolejny ograniczyło podaż”.

Przyjaźń w kryzysie w Zatoce Perskiej
Wracając do dnia dzisiejszego, wybuchł kolejny czynnik destabilizujący rynki ropy naftowej, od którego zależy rozwój całego świata: napięcia między dwoma gigantami Zatoki Perskiej, Arabią Saudyjską i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Do niedawna, w przeciwieństwie do bliźniaków, MBS (Mohammed bin Salman) i MBZ (Mohammed bin Zayed), u steru w AS i ZEA, codziennie narażali się na konflikt zbrojny. Problemem jest seria roszczeń terytorialnych wzdłuż granic Jemenu, w najbogatszym regionie wydobycia ropy naftowej na świecie, na zachód od obszaru okupowanego przez rebeliantów Huti, w pobliżu niesławnej Cieśniny Ormuz. To właśnie walka z proirańskimi milicjami zjednoczyła MBS i MBZ. Ich przyjaźń wygasła.

Czynnik Trump
Po tym, jak podczas rozczarowującego spotkania w Białym Domu w zeszły weekend nie udało mu się przekonać wielkich koncernów naftowych do entuzjazmu dla wenezuelskiej przygody („nieinwestowalnego”, jak określił ten kraj prezes Exxon, Darren Woods), prezydent musi rozwikłać kwestię krajowych producentów ropy łupkowej. Biorąc pod uwagę wysokie koszty szczelinowania, technologii wydobywania ropy z głęboko zalegających łupków bitumicznych, producenci bronią wysokich cen. Trump ma jednak jeszcze jeden problem: utrzymanie niskich cen benzyny, zarówno w celu walki z inflacją, jak i zachęcenia wyborców.


5.
Od amerykańskiej gwiazdy telewizyjnej do twarzy pierwszej spektakularnej porażki 2026 roku: tak właśnie szybko ewoluował prezenter CBS Tony Dokoupil, któremu powierzono wieczorny segment wiadomości, nastawiony na Donalda Trumpa. Publiczność nie doceniła tego: oglądalność „Evening News” nie wzrosła, a w ciągu czterech dni Dokoupil stracił ponad pół miliona widzów, co oznacza spadek o 23 procent w porównaniu z ogólną oglądalnością rok temu. Liczby wydają się tak bezlitosne, że zmusiły prezentera do desperackiego apelu na żywo do publiczności, aby „mieli w niego wiarę”, „nawet jeśli nie ze wszystkim się zgadzacie” i „sami będziecie decydowali”, co rozwścieczyło widzów.

Kim jest Tony Dokoupil?
Zasłynął ze swoich krucjat „przeciwko elicie”, Dokoupill jest mężem gwiazdy stacji, Katy Tur, i mieszka z nią i dwójką małych dzieci w kamienicy w najbardziej ekskluzywnej dzielnicy Brooklynu. Decyzja stacji, która skręciła w prawo, o powierzeniu codziennego pasma konserwatywnemu populiście okazała się przegraną. Wywiad z prezydentem Donaldem Trumpem nie pomógł. „Gdyby Kamala Harris wygrała” – powiedział mu potentat – „nie miałbyś teraz tej pracy”, co potwierdziło bliskie relacje prezentera z MAGA. Jednak porażka dziennikarza to tylko kolejny sygnał spadku popularności historycznej stacji informacyjnej, uważanej przez dekady za „katedrę amerykańskiego dziennikarstwa telewizyjnego” – legendarnego Waltera Cronkite’a, słynącego z niezależności, który popadł w pułapkę Trumpa po przejęciu stacji przez Davida Ellisona, syna miliardera i przyjaciela Trumpa, Larry’ego Ellisona. Nowy właściciel powierzył anty wake-owej dziennikarce Bari Weiss zadanie uruchomienia „nowego CBS” bliższego Trumpowi.


6.
Portugalia idzie do wyborów, a faworytem jest lider skrajnej prawicy Ventura, który atakuje „Cyganów”.
Oczekuje się, że w pierwszej turze wyborów prezydenckich, które odbędą się w niedzielę, zagłosuje jedenaście milionów wyborców: wyniki pięciu kandydatów są bardzo zbliżone w sondażach, co świadczy o tym, że system dwupartyjny w kraju popada w coraz większy kryzys.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/01/15/news/elezioni_portogallo_2026_andre_ventura-425096737/?ref=RHLM-BG-P14-S1-T1-fdg6
Jedenastu kandydatów, z których pięciu jest zdecydowanymi faworytami w sondażach, z których dwóch najprawdopodobniej odniesie nieznaczne zwycięstwo w niedzielnym głosowaniu i awansuje do drugiej tury wyborów 8 lutego. Dopiero wtedy, zgodnie z przewidywaniami wyborców, Portugalia pozna nazwisko nowego prezydenta, który zastąpi obecnego prezydenta, Marcelo Rebelo de Sousę.

Ventura wśród faworytów
Prawie na pewno wśród dwóch nazwisk na karcie do głosowania znajdzie się nazwisko André Ventury, wschodzącej gwiazdy skrajnej prawicy i przewodniczącego faszystowskiej partii ‘Chega’, która stała się drugą co do wielkości partią w portugalskim parlamencie.
Aby ująć jego kampanię, wystarczy wspomnieć o kontrowersjach wokół jego plakatów wyborczych: sąd musiał interweniować i zakazać ich ekspozycji, uznając je za dyskryminujące. „Cyganie muszą przestrzegać prawa” – brzmiał tekst towarzyszący plakatowi. Pozostałe plakaty jednak nadal wiszą, nosząc główne hasło kampanii: „Imigranci nie mogą żyć z zasiłków”.

Wybory prezydenckie w Portugalii
Sondaż opublikowany wczoraj przez Centrum Cesop Portugalskiego Uniwersytetu Katolickiego dla mediów RTP, Antena 1 i Pùblico plasuje Venturę na pierwszym miejscu z 24%. Za nim, z 23% głosów, znajduje się kandydat Partii Socjalistycznej Antònio José Seguro.
Dwupartyjną politykę reprezentuje w pierwszej piątce także kandydat centroprawicowej Partii Socjaldemokratycznej Luís Marques Mendes (którego poparcie spadło do 14% po początkowo korzystnej pozycji w sondażach), to innymi niespodziankami portugalskich wyborów prezydenckich są liberał João Cotrim de Figueiredo i niezależny Henrique Gouveia e Melo.

Liberał Cotrim de Figueiredo
Europoseł wspierany przez Inicjatywę Liberalną (Odnówmy Europę), zyskuje na popularności (19%) pomimo skandalu, który dotknął go w trakcie kampanii, gdy 30-letni były asystent parlamentarny oskarżył go o molestowanie seksualne. Zaprzeczył oskarżeniom, obiecując złożenie skargi.

Admirał Gouveia e Melo
Ten ostatni, startujący bez poparcia żadnej partii, przez miesiące utrzymywał się na szczycie sondaży, zanim spadł do 14%. Jednak nieoczekiwane wydarzenie może zmienić niedzielny wynik. Były dowódca marynarki wojennej, admirał Gouveia e Melo, pozostał w sercach Portugalczyków za to, że przewodził walce z COVID-19 i kierował ogólnokrajową kampanią szczepień. Przynosi ze sobą wizerunek przywódcy, na którego Portugalczycy patrzą z dumą.
Trudno przewidzieć, kto wygra, zwłaszcza że wśród 11 milionów wyborców, którzy w niedzielę zagłosują, wysoki odsetek niezdecydowanych deklaruje, że może zmienić zdanie w ostatniej chwili. Podobnie jak w ostatnich wyborach parlamentarnych, w których ponownie wybrano centroprawicowego premiera Luisa Montenegro – pomimo wzrostu skrajnej prawicy i upadku socjalistów – wskaźnik absencji ponownie może okazać się czynnikiem decydującym.
Ventura nie ma więc jeszcze powodu do świętowania, bo chociaż niemal pewne jest, że zdobędzie jedno z dwóch miejsc w drugiej turze, analitycy polityczni są pewni, że nie będzie miał żadnych szans na wygraną w drugiej turze.
W Portugalii prezydent jest w dużej mierze postacią symboliczną, pozbawioną uprawnień wykonawczych, której rolą jest pozostawanie ponad sporami politycznymi, mediacja w sporach i łagodzenie napięć. Prezydent może jednak zawetować ustawy uchwalone przez parlament –jak miało to miejsce w 2021 roku w przypadku Rebelo de Sousa i ustawy o eutanazji – choć weto może zostać odrzucone, a także rozwiązać parlament i ogłosić przedterminowe wybory.


7.
Niepokojący ryk. 15 marca w Belgradzie, podczas jednej z antyrządowych demonstracji, które od dłuższego czasu regularnie odbywają się w Serbii, tłum nagle rozproszył się w panice przed policją. Ogłuszający hałas sprawił, że wielu zastanawiało się, czy policja użyła armaty hukowej – nieśmiercionośnej, ale niezwykle niebezpiecznej broni. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i agencja wywiadowcza BIA zaprzeczyły tym oskarżeniom. Jednak dziś, jak donosi Politico, serbskie władze testowały tę broń, „strzelającą” do protestujących. I że zrobiły to z pomocą niesławnych rosyjskich służb bezpieczeństwa.

Czym jest Lrad, działo dźwiękowe?
Dokumenty rządowe, do których dotarła europejska prasa, donoszą, że administracja prezydenta Aleksandara Vučicia, dwa tygodnie po tym wydarzeniu, przeprowadziła eksperymenty z tymi niezwykle potężnymi głośnikami, tzw. urządzeniami akustycznymi dalekiego zasięgu (LRAD). Urządzenia te są przeznaczone do komunikacji na duże odległości, ale użyte w pobliżu osób mogą powodować uszkodzenia błon bębenkowych, a także bóle głowy, zawroty głowy i nudności. Te same objawy zgłaszali protestujący w szpitalu 15 marca, po tym, jak zostali „uderzeni” przez hałas, który brzmiał jak nadjeżdżająca lokomotywa lub „grupa motocyklistów”.

Testowanie na zwierzętach
W ramach śledztwa wszczętego po proteście, mającego na celu ustalenie przyczyny hałasu, serbscy i rosyjscy specjaliści wywiadu przeprowadzili testy na psach. Zwierzęta, wybrane ze względu na wrażliwość na bodźce akustyczne, poddano działaniu dźwięków dwóch modeli LRAD, które mogą emitować do 150 decybeli, co odpowiada dźwiękowi startującego silnika odrzutowego. Według FSB, zachowanie psów nie uległo zmianie.
Testy, rzekomo przeprowadzone bez wymaganego zezwolenia na eksperymenty na zwierzętach, spotkały się z krytyką zarówno obrońców praw zwierząt, jak i opozycji. Lewicowy aktywista Radomir Lazović postrzega je jako próbę „ukrycia przez Vučicia użycia armat hukowych przeciwko Serbom podczas demonstracji”. Ponadto, na poziomie politycznym, wskazują one na to, jak bliskie powiązania między serbskim aparatem władzy a rosyjskim wciąż istnieją. Ta bliskość jest niepokojąca, biorąc pod uwagę okrucieństwo moskiewskich represji i napięcie odczuwalne w Belgradzie od początku protestów antykorupcyjnych, wywołanych tragicznym zawaleniem się peronu na dworcu kolejowym w Nowym Sadzie 1 listopada 2024 roku, w którym zginęło 16 osób. Incydent ten przypomina, jak daleko Serbia jeszcze musi się posunąć w procesie akcesji do Unii Europejskiej.



Irene di Grecia e Danimarca assieme a sua sorella Sofia (destra), al matrimonio di Teodora di Grecia con Matthew Kumar, settembre 2024, Atene
Żegnaj, Ireno Grecka. Królowa Sofia opłakuje swoją siostrę. Dla króla Filipa była ciotką „Pecu”.
https://d.repubblica.it/reali/2026/01/15/news/irene_di_grecia_e_danimarca_morta_sorella_regina_sofia_spagna-425097033/?ref=RHLM-BG-P22-S1-T1-tb00
Po długiej chorobie zmarła w wieku 83 lat w Pałacu Królewskim Zarzuela, gdzie przez długi czas gościła ją jej siostra, królowa seniorka Sofia. Poliglotka, „księżniczka-pianistka”, nigdy nie wyszła za mąż i bardzo kochała swoje siostrzenice i siostrzeńców, zwłaszcza infantkę Krystynę.
Było ich troje rodzeństwa; teraz została tylko ona. Sofia, była królowa Hiszpanii, wraz z Juanem Carlosem, opłakuje swoją siostrę, Sofię Grecji i Danii, która zmarła w wieku 83 lat o godzinie 11:40 15 stycznia w Pałacu Zarzuela w Madrycie. Jej stan zdrowia pogorszył się kilka tygodni temu do tego stopnia, że Sofia postanowiła odwołać wszystkie zaplanowane spotkania, aby osobiście sprawdzić stan zdrowia młodszej siostry. Z tego powodu przełożyła planowaną podróż do Las Palmas de Gran Canaria, gdzie miała uczestniczyć w dwóch wydarzeniach.

Kim była Irena Grecka i Duńska?
Księżniczka Irena była trzecim i najmłodszym dzieckiem księcia Pawła z Grecji i księżniczki Fryderyki Hanowerskiej. Urodziła się 83 lata temu w Kapsztadzie w Republice Południowej Afryki, podczas nazistowskiej okupacji Grecji podczas II wojny światowej. Przed nią urodziły się Sofia – najstarsza – i Konstantyn.
Od lewej: rodzeństwo Zofia, Konstantyn i Irena z Grecji w ogrodzie swojego domu w Psychiko. 1940 r.
Królewskie rodzeństwo

Losy jej rodzeństwa są dobrze znane: Sofia poślubiła Juana Carlosa Burbona i wraz z nim wstąpiła na tron Hiszpanii w 1975 roku (inaugurując demokratyczną transformację po śmierci dyktatora Francisco Franco), podczas gdy Konstantyn był ostatnim królem Hellenów, zastępując ojca w 1964 roku. Poślubił księżniczkę Annę-Marię Duńską i panował do 1967 roku, roku wojskowego zamachu stanu, który zmusił rodzinę królewską do wygnania i obalenia monarchii. Sofia wróciła do Grecji z rodziną w 1946 roku, gdy miała cztery lata; w następnym roku jej ojciec Paweł został królem. Studiowała muzykę i śpiew, stając się znaną pianistką koncertową; jako uczennica Giny Bachauer zadebiutowała w Royal Festival Hall w Londynie w 1969 roku, gdzie została oklaskiwana przez brata Konstantyna i ówczesnego księcia Karola. W 1969 roku New York Times nadał jej przydomek „księżniczka pianistka”, chwaląc jej talent. Była poliglotką, wegetarianką i pasjonatką sportu, do tego stopnia, że w latach 1965–1968 pełniła funkcję przewodniczącej Greckiego Komitetu Olimpijskiego. Kiedy jej brat, król Konstantyn II, został zdetronizowany, była już daleko: od 1969 roku mieszkała w Indiach z matką, Federicą, i pozostała tam aż do śmierci matki, kiedy to jej siostra Sofia zaproponowała: „Zamieszkaj z nami”. Przydzielono jej apartament w Pałacu Zarzuela w Madrycie, prywatnej rezydencji hiszpańskich monarchów, gdzie pozostała do czasu wstąpienia na tron jej bratanka, Filipa.
Nigdy nie wyszła za mąż, więc infantka Cristina jest dla niej jak córka; jej relacja z siostrzenicą (córką Sofii) zawsze była bardzo silna, do tego stopnia, że Cristina postanowiła nadać córce imię Irene na cześć swojej ciotki. Dla wszystkich siostrzenic i siostrzeńców Irene zawsze była „ciocią Pecu”.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga