DRUGI OBIEG
Piątek, 2 stycznia 2026
1.
U D.O. było tak: wyborcy alfonsa strzelali, a jakże, ale jakoś krócej niż
zazwyczaj, bo ostatni huk, wydany przez osiedlowego debila, rozległ się o 0:35,
a najstraszniejsza kanonada ucichła już piętnaście minut po północy.
D.O. otworzył oczy jak zwykle, to jest bardzo wcześnie, lecz rozejrzawszy się,
uznał, że nic nie jest warte takiego wysiłku i przewrócił się na drugi bok.
Dopiero jakoś po ósmej poczucie obowiązku wygnało go jednak z łóżka: trzeba
było opublikować wczorajsze wydanie Drugiego Obiegu, wziąć codzienną,
absurdalną liczbę lekarstw, popić je ciepłym mlekiem i kęsem pandoro, a potem
znowu odłożył się do łóżka.
Wstał późno, by wyrzucić nieaktualny już kalendarz do przepełnionego
papierzyskami z Wigilii kosza — a właściwie papierowej torby.
Przez ostatnie lata 1 stycznia rano D.O. wybierał się na gospodarską
przejażdżkę po pustej Warszawie. Każdego 1 stycznia, jeśli był śnieg, jechał
nawet dalej, zazwyczaj na piękne Mazowsze Północne, żeby powalczyć z
przeciwnościami na drogach, a także przyzwoicie potrenować jazdę po śniegu i po
lodzie, bo doświadczenie go nauczyło, że takie umiejętności trzeba odnawiać i
że przydają się w najmniej oczekiwanym momencie. Taki syn państwa D.O.stwa,
Rzymianin, ale z piętnastoletnim doświadczeniem niemieckim, odkąd spadły
pierwsze płatki śniegu, nie wyciągnął auta z garażu i dobrze.
W tym roku — nie. Chociaż padał śnieżek, D.O. zgnuśniał na tyle, że nie ruszył
się z domu, choć zdecydowanie ciekawsze atrakcje czekały na niego poza nim.
Państwo D.O.stwo od 10 dni czekali od rana na wiadomości od państwa Synostwa:
kiedyż to raczą przyjść. W pierwszych dniach bywało to przed obiadem i Synostwo
pozostawało do wieczora; ostatnio zdarzało im się przyjść nawet o 18:00. Oni
też mają wakacje i też są rozleniwieni, a gnuśni są z natury.
D.O. podejrzewa trochę, że zarazili gnuśnością również D.O., ale to chyba po
prostu starość, śnieg i wiatr, a także brak dogodnych miejsc i warunków
klimatycznych do przechadzek. Bo D.O. jest zdeterminowany, żeby chodzić, czując
podskórnie, że to mu dobrze robi, chociaż od operacji jego chodzenie stało się
o wiele bardziej problematyczne i o wiele bardziej bolesne.
W wieczór sylwestrowy Syn z Synową przyszli późno, ponieważ synowa miała
gorączkę i wyglądała jak śmierć na chorągwi. Na wyraźne żądanie państwa
D.O.stwa syn zakupił w aptece testy na COVID i na grypę; oba nie wykazały
niczego, ale w pierwszych fazach choroby, jak wiadomo, testy nie są godne
większego zaufania.
Tak więc i w Nowy Rok długo czekaliśmy na wiadomość o stanie zdrowia Synowej i
planach państwa Synostwa, dość przejęci, albowiem już dziś państwo Synostwo
wsiadają w samochód i jadą z powrotem do Rzymu, ale 1 stycznia pojawiła się
zdrowa, cała w kolorkach i z apetytem. A ponieważ po 10-dniowym maratonie Żona
D.O. oznajmiła, że więcej garów nie tknie, to poszliśmy na obiad do knajpy,
gdzie, mimo grymasów, że na pewno będzie niedobre, bo tylko we Włoszech umieją
gotować (co racja, to racja!), wszystko zostało spałaszowane ze smakiem.
Państwo D.O.stwo bardzo by nie chcieli, żeby państwo Synostwo jechali na
południe po śniegu, bo to jest niebezpieczne, zwłaszcza dla kogoś
niewprawionego. Po suchym Syn jeździ bardzo dobrze, choć trochę za ostro, ale
po śliskim — chyba nie.
2.
Jesteś, Czytelniku, Czytelnikiem, a więc czytałeś zapewne fenomenalną książkę
Jaroslava Haška Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej.
W powieści tej pojawia się pewien pan o nazwisku Wendler, który – wyrzucany z
gospody drzwiami – po chwili wracał oknem. To właśnie o nim Szwejk mówił, że
był tak uparty, że mógłby zostać ministrem.
Pan Wendler znalazł godnego naśladowcę w postaci pewnego 24‑latka z Rzymu,
który po przyjeździe do Neapolu, europejskiej stolicy sztucznych ogni, nie
chciał wyjść na gorszego. Młodzieniec ten, w wyniku eksplozji petardy, stracił
w sylwestrową noc trzy palce. Po opatrzeniu w szpitalu im. Pellegriniego
wyszedł… i natychmiast odpalił kolejną petardę, odnosząc poważne obrażenia
twarzy i oka.
Jeśli chodzi o bilans ofiar tegorocznych obchodów końca starego i początku
nowego roku, jest on – jak na włoskie standardy – skromny: zaledwie jedna
ofiara śmiertelna. To 63‑letni Mołdawianin, niejaki Ion Botnari, który w
okolicach Rzymu stracił życie w wyniku wybuchu dużej petardy. Kiedy karetka
przybyła na miejsce, ratownicy znaleźli go leżącego na ziemi, poparzonego,
poranionego odłamkami, z oderwaną kończyną. Akcja ratunkowa nie przyniosła
rezultatu – poszkodowany zmarł.
Prawdopodobnie jest jeszcze za wcześnie na ostateczny bilans tego radosnego
święta we Włoszech, ponieważ według wstępnych danych w samym Neapolu było
„tylko” 57 rannych. A jak pięknie pamięta D.O. ze swojej korespondencji, w
dobre lata liczba rannych sięgała około 300, a ofiar śmiertelnych było co
najmniej trzy.
Wśród wspomnianych 57 rannych w Neapolu jedynie 11 to nieletni; pozostali to
podtatusiali panowie, po których można by się spodziewać – po pierwsze – więcej
rozumu, a po drugie – większej stateczności.
Nie obyło się bez pożarów: płonęły mieszkania, samochody, przedsiębiorstwa –
wszystkie podpalone przez fajerwerki.
Zupełnie inaczej było w północnych Włoszech, gdzie najwyraźniej mieszkają osoby
bardziej stateczne. Tam odnotowano tylko kilkadziesiąt interwencji policji
związanych z napaściami i bójkami, a wszystkie obrażenia spowodowane wybuchami
petard zakwalifikowano jako lekkie, czyli w tzw. „kodzie zielonym”.
W regionie Emilia-Romania trzy osoby, w tym dwoje nieletnich, doznały urazów
oczu. Był tam też spory pożar domu i podpalono kilkadziesiąt koszy na śmieci. W
Ojcem Pio słynącym San Giovanni Rotondo w Apulii 16‑letni chłopiec stracił
rękę. Szczęśliwie, dzięki ogromnemu napływowi pieniędzy od pielgrzymów
wierzących w stygmaty Ojca Pio (które, według oficjalnego raportu
watykańskiego, zrobił sobie kozikiem w celi klasztornej), wybudowano tam
szpital, gdzie chłopcu zaszyto rany po urwanej kończynie i był happy end.
Jak widać, noc sylwestrowa we Włoszech upłynęła w atmosferze bardzo dobrej,
wręcz wybuchowej zabawy.
3,
… „Jak informują policja i straż pożarna od materiałów pirotechnicznych zaczęła się palić choinka na Placu Zamkowym. Zgłoszenie strażacy dostali 18 minut po północy, gdy wciąż odpalano fajerwerki i jeden z nich wywołał pożar choinki. -Choinka zaczęła się palić na wysokości 12 metrów, przyjechali strażacy i ugasili ogień na płonących końcówkach gałązek.
Po ogniu na drzewku pozostał ślad na mniej więcej półtora metra wysokości. Na choince będzie musiała być wymieniona część instalacji elektrycznej”. …
„Na mniej więcej na półtora mera wysokości” – pisze po rosyjsku ‘GW’, która nieco wyżej proponuje czytelnikom test z nowych reguł języka polskiego. Ta najwyraźniej jest najnowsza.
„My to może nawet dalej, do parku Fontann, bo to jest punkt, gdzie dobrze się ogląda wystrzały. Ale nie zawsze, jest pewien ryzyk – pisze ‘GW’ w nieznanym D.O. języku.
4.
Nowy Rok, więc D.O. chciałby podzielić się z czytelnikami pewną złotą zasadą.
Przekazała mu ją pani profesor Magdalena Smoczyńska podczas niedawnej rozmowy w „Allegro ma non troppo”. Nazwała ją „Pierwszą zasadą Turowicza”.
D.O. puszcza ją dalej w naród, w nadziei, że przynajmniej Czytelnicy uczynią z niej swój skarb.
A zasada ta brzmi: „Siusiu robi się wtedy, kiedy można, a nie wtedy, kiedy się chce”.
5.
Kijów zaprzecza doniesieniom o ataku, ale Moskwa już wykorzystuje go jako pretekst do powstrzymania rozmów pokojowych.
https://www.wsj.com/opinion/russia-ukraine-drone-attack-vladimir-putin-volodymyr-zelensky-donald-trump-a39fcd9a?mod=Searchresults&pos=2&page=1
Według CIA ani rezydencja Władimira Putina, ani on sam nie byli celami ukraińskiego ataku dronami.
Ukraińcy wzięli na cel inny obiekt w obwodzie nowogrodzkim, lecz ten nie znajdował się w pobliżu posiadłości przywódcy Rosji.
6.
https://truthsocial.com/@realDonaldTrump/posts/115815648382815071
==============
Piekło zamarza…
7.
Przytoczył dziesięć z tysiąca powodów, dla których jest dumny: bezpieczną i szczelną granicę wschodnią, odpowiedzialną i twardą politykę azylową, która stanowi wzór do naśladowania dla całej Europy, budowę największej nowoczesnej armii w Unii Europejskiej, skutecznej polityce walki z przestępczością, solidarności okazanej dwóm milionom Ukraińców …
GRUBA KRESKA
… fakt, że magazyn Forbes uznał Warszawę za najatrakcyjniejsze europejskie miasto do odwiedzenia w 2026 roku, program refundacji in vitro, że średnie wynagrodzenie wzrosło w 2025 roku o prawie 10%, a polskie PKB przekroczyło bilion dolarów, że jesteśmy drugim krajem w Europie z najniższym bezrobociem i najwyższym wzrostem gospodarczym i spadającej inflacji. „Polska jest dynamicznym węzłem logistycznym łączącym Europę, z najszybciej rozwijającą się infrastrukturą drogową i kolejową”.
=========
To, co nad grubą kreską jest naciągane albo jest łgarstwem, to co poniżej kreski można przyjąć za częściową prawdę.
D.O. Też ma życzenia dla Europejczyków: niech was ręka Boska broni być takimi, jak Polacy! Głosujcie z głową!
P.s: Podobno czas antenowy zajął alfons. D.O. sądzi, że nikt przyzwoity mędrkowania alfonsa nie słuchał.
8.
9.
https://wyborcza.pl/7,75399,32502217,przysiege-zlozyl-na-koranie-zohran-mamdani-zaprzysiezony.html#s=S.TD-K.C-B.7-L.1.duzy
10.
https://www.theguardian.com/us-news/2026/jan/01/trump-kennedy-center-canceled-programs
„Taką właśnie taktykę stosują” – powiedział Sheldon Whitehouse, senator z Rhode Island, zastanawiając się, czy Donald Trump mógłby podpisać się pod Centrum Sztuk Scenicznych im. Johna F. Kennedy’ego . „Wypuszczacie coś, wypuszczacie coś i wypuszczacie coś, aż ludzie przyzwyczają się do tego, jak głupia lub oburzająca jest ta rzecz, a potem naciskacie na spust”.
Whitehouse siedział w swoim biurze w Senacie i rozmawiał z Guardianem o godzinie 11:00 w czwartek 18 grudnia. Dwie godziny później jego słowa okazały się prorocze. Karoline Leavitt, rzeczniczka prasowa Białego Domu, ogłosiła w programie X, że zarząd Centrum Kennedy'ego „jednogłośnie zagłosował” za zmianą nazwy na Centrum Trumpa i Kennedy'ego.
W piątek robotnicy na podnośnikach nożycowych dodawali metalowe napisy do fasady budynku, a następnie opuścili niebieską plandekę, odsłaniając znak z napisem „Donald J. Trump i John F. Kennedy Memorial Center For the Performing Arts”. Członkowie rodziny Kennedy'ego, który został zamordowany w 1963 roku, potępili ten ruch, nazywając go „niezwykle szalonym” i zwrócili uwagę, że do zmiany nazwy potrzebna jest ustawa Kongresu. …
Demokraci zasiadający w komisji stwierdzili, że uzyskali dokumenty sugerujące, iż narodowe centrum kultury działa jako „fundusz korupcyjny i prywatny klub dla przyjaciół i sojuszników politycznych Trumpa”, co powoduje straty rzędu milionów dolarów i stanowi znaczne odstępstwo od jego statutowej misji.
„Zaczęliśmy otrzymywać informacje o nieprawidłowościach w Centrum Kennedy'ego i otrzymaliśmy wystarczająco silne sygnały, aby podjąć działania, aby zbadać sprawę i ustalić, co tak naprawdę się dzieje.
„Właśnie z tego wysiłku powstał raport i list, które w zasadzie sugerowały, że kiedy bandyci przejęli statek, ich pierwszym odruchem było splądrowanie go dla własnej korzyści, zatrudnienie znajomych, zapewnienie ludziom luksusowych pokoi w hotelu Watergate i umożliwienie uprzywilejowanym organizacjom swobodnego wstępu. Wszystko to odbywało się w atmosferze imprezy Maga”. …
=======
Przeczytajcie całość: jak byście czytali o kradzieżach pisowców. Bo naziolki są zawsze takie same: krzyczą, że chodzi im o dobro „zwykłych ludzi”, a ponieważ „zwykli ludzie często bywają głupi, to się nawet potem cieszą, że są okradani.
11.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/01/01/news/turchia_una_donna_ha_chiesto_a_trump_il_test_del_dna_sono_sua_figlia-425070764/?ref=RHLF-BG-P3-S1-T1-s534
Według Necli Ozman, 55-latki z Ankary, podobieństwo między nią a Donaldem Trumpem jest uderzające: wystarczy spojrzeć na jej gęste blond włosy, by zrozumieć, że jest jego biologiczną córką. Rozpoczęła batalię prawną między Stanami Zjednoczonymi a Turcją, aby udowodnić wszystkim to, co jej adopcyjna matka, Sati, rzekomo wyjawiła jej w 2017 roku, po zobaczeniu amerykańskiego prezydenta w telewizji: „To twój prawdziwy ojciec”.
Od tego dnia nie mogła zaznać spokoju: składała w całość urywane historie i skąpe informacje na temat swojej adopcji, a nawet zwróciła się do ambasady USA w Turcji i sądów amerykańskich o zlecenie testu DNA. Wstępny wniosek, złożony do sądu w Ankarze, został już odrzucony: zdaniem sędziów, przedstawione dowody były niewystarczające.
Ale kobieta się nie poddała; wręcz przeciwnie, pojawia się przed tureckimi dziennikarzami, porównując się do Trumpa i jego dwóch córek, Ivanki i Tiffany. „Bardzo przypominam jedną z moich sióstr. Bardzo przypominam też mojego ojca” – mówi, zapewniając ich, że nie chce sprawiać kłopotów. „Chcę tylko wiedzieć, czy on naprawdę jest moim ojcem i pozwolić mu zaopiekować się mną i moim rodzeństwem”.
Ozmen twierdzi, że jej biologiczną matką była obywatelka USA o imieniu Sofya, która wkrótce po urodzeniu została adoptowana przez turecką parę pracującą dla NATO. Według 55-latki, została zarejestrowana pod nazwiskiem dawno zaginionej córki innej kobiety, co dekady temu nie było rzadkością w nieformalnych adopcjach.
Jej rodzice adopcyjni podobno powiedzieli jej, że jej biologiczna matka przez lata jej szukała, dzwoniąc od czasu do czasu, by dowiedzieć się o niej czegoś więcej, zanim zachorowała i zmarła. Podczas kampanii wyborczej w USA w 2016 roku jej adopcyjna matka rzekomo rozpoznała w Donaldzie Trumpie biologicznego ojca Necli.
Ozmen powiedziała reporterom, że początkowo złożyła wniosek o ustalenie ojcostwa w Turcji. Po jego odrzuceniu przez sąd, odwołała się od wyroku i złożyła wniosek do sądu rodzinnego w Stanach Zjednoczonych, za pośrednictwem właściwej ambasady, z prośbą o zbadanie sprawy również za granicą. Teraz domaga się od Donalda Trumpa dostarczenia próbki DNA w celu ostatecznego ustalenia ewentualnego powiązania biologicznego.
A jeśli test potwierdzi historię jej adopcyjnej matki, Necla mówi, że już wie, co zrobić: „Przeprowadzę się do Stanów Zjednoczonych, żeby być bliżej ojca”. Przyznaje jednak, że nie wie, co by się stało, gdyby się spotkali, zwłaszcza że nie mówi po angielsku. „Chcę go zapytać, dlaczego mnie porzucili. Nie chcę go osądzać, ale zrozumieć. Jednak nie znając języka, zastanawiam się, jak będziemy mogli się porozumieć”. Na razie jednak nie wiadomo, jaka będzie decyzja sądu i czy prezydent Stanów Zjednoczonych zgodzi się na dostarczenie próbki DNA, o którą wnioskowała kobieta.
12.
https://www.repubblica.it/video/socialnews/2026/01/01/video/peru_il_2026_nelle_previsioni_degli_sciamani_su_trump_maduro_e_la_guerra_in_ucraina-425070613/?ref=RHRT-BG-P1-S1-T1-vd01
13.
Halo! D. O. Przypomina, że na portalu natemat.pl wisi ostatnia rozmowa z cyklu " Allegro ma non troppo"!
Pani Krystyna Kurczab-Redlich opowiada o rzeczy obecnie najważniejszej na naszej planecie: to jest o związkach Donalda Trumpa z Władimirem Putinem i jego zbrodniczymi służbami.
Opowiada też o rosyjskich agentach wpływu w Polsce, a także o źródłach dywersyjnej, prorosyjskiej dezinformacji, jaka bezkarnie szerzy się w polskim Internecie.
Na dowód prawdziwości jej słów, wystarczy przejechać na sam dół komentarzy i przekonać się, jak wielu rosyjskich agentów i ich polskich sługusów, hasa sobie po polskich portalach.
Serdeczne życzenia na Nowy Rok Państwu D.O. w tym szalonym świecie. <3
OdpowiedzUsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuńDziękuję. Lektura D.O. pozwala utrzymać się w pionie w tym zwariowanym świecie.
OdpowiedzUsuńZdrowia Redaktorowi i całej Rodzinie, z resztą problemów poradzimy sobie.
Serdeczności , pozwoliłem sobie skopiować tekst w części dotyczącej Centrum Kennedy'ego .
OdpowiedzUsuń