DRUGI OBIEG
Piątek, 9 stycznia 2026
1.
Dzisiaj Iran.
Wstęp:
Iran:
1,648,195 km2
92,417,681 mieszkańców (z niecałych 17 milionów w 1950 roku).
Do kogo należy Iran?
Jaka jest bezpośrednia własność ziemi przez ajatollahów, tego praktycznie nie
da się ustalić, bo elita religijna nie figuruje w rejestrach jako osoby
prywatne.
Ale na pytanie: ile ziemi kontrolują instytucje podległe Najwyższemu Przywódcy mamy
twarde dane.
Najważniejsza struktura to:
Setad (Setad Ejraiye Farmane Emam)
– organizacja podległa bezpośrednio Najwyższemu Przywódcy
– zbudowana na przejmowaniu majątków „porzuconych” po rewolucji
– według Reutersa, ajatollachowie
posiadają aktywa warte ok.
95 miliardów dolarów
Setad kontroluje:
• ogromne portfele nieruchomości
• ziemię rolną
• grunty miejskie
• przejęte majątki prywatne
• udziały w firmach, bankach,
telekomach, przemyśle, energetyce
Reuters nie podaje dokładnej powierzchni ziemi, bo reżim nie ujawnia takich
danych. Ale to i owo można oszacować:
- Przed rewolucją religijne fundacje (bonyady) posiadały ok. 20% ziemi rolnej —
to dane z badań historycznych i analiz reformy rolnej.
Po 1979 roku:
• bonyady przejęły ogromne majątki po
szlachcie, emigrantach i „wrogach rewolucji”,
• Setad przejęła majątki „bez
właściciela”,
• IRGC (Gwardia Rewolucyjna) przejęła
ziemię strategiczną, przemysłową i wojskową.
Szacunki ekspertów mówią, że łącznie instytucje podległe ajatollahom kontrolują 30–40% terytorium Iranu.
To nie jest oficjalna liczba — bo oficjalnych nie ma — ale:
• odpowiada skali przejęć po 1979 r.,
• odpowiada wartości aktywów Setadu,
• odpowiada strukturze własności
bonyadów,
• jest zgodna z analizami ekonomistów
i politologów zajmujących się Iranem.
To czyni z irańskiego reżimu jednego z największych właścicieli ziemskich na
świecie — choć w sposób całkowicie nietransparentny.
Kto mieszka w Iranie?
Skład grup etnicznych pozostaje przedmiotem debaty, głównie w odniesieniu do
największej i drugiej co do wielkości grupy etnicznej – Persów i Azerów.
Powodem jest brak państwowych spisów powszechnych, które opierałyby się na
pochodzeniu etnicznym.
Według szacunków z 2003 r. Persowie stanowili 51% populacji, Azerowie 24%,
Gilakowie i Mazenderanie 8%, Kurdowie 7%, Arabowie 3%, Lurowie 2%, Beludżowie
2%, Turkmeni 2%, a pozostałe 1% stanowią inne grupy (w tym Ormianie, Żydzi,
Asyryjczycy, Kaszkajowie, Szachsewanowie).
World Factbook z 2011 r. podaje te same liczby.
Biblioteka Kongresu USA w 2008 roku opublikowała nieco inne szacunki: 65%
Persów (wliczając także Gilaków i Mazenderanów), 16% Azerów, 7% Kurdów, 6%
Lurów, 2% Arabów, 2% Beludżów, 1% tureckich grup plemiennych (takich jak
Kaszkajowie), a grupy nieperskie i nietureckie (w tym Ormianie, Gruzini i Asyryjczycy)
stanowią mniej niż 1%.
Według misji ONZ ds. ustalania faktów, mniejszości w Iranie są w
nieproporcjonalnie dużym stopniu dotknięte trwającymi represjami mającymi na
celu stłumienie ruchu „Kobieta, życie, wolność”.
Jak się porozumiewa w Iranie?
Większość populacji mówi po persku, oficjalnym języku Iranu. Inni używają
innych języków irańskich, należących do większej rodziny indoeuropejskiej oraz
języków należących do innych grup etnicznych.
Języki gilaki i mazenderani są powszechnie używane w Gilan i Mazenderan w
północnym Iranie. Język talisz jest używany w częściach Gilan. Odmiany języka
kurdyjskiego są skoncentrowane w prowincji Kurdystan i pobliskich obszarach. W
Chuzestanie mówi się kilkoma dialektami języka perskiego. W południowym Iranie
występują również języki luri i lari.
Azerski, najczęściej używany język mniejszości w Iranie i inne języki i
dialekty tureckie występują w różnych regionach, zwłaszcza w na północy. Do
znanych języków mniejszości należą ormiański, gruziński, nowoaramejski i
arabski.
Arabskim chuzi posługują się Arabowie w Chuzestanie i szersza grupa Arabów
irańskich.
Czerkieski był niegdyś powszechnie używany przez liczną mniejszość czerkieską,
ale z powodu asymilacji znaczna liczba Czerkiesów już się nim nie posługuje.
2.
A teraz mała analiza:
O co poszło w Iranie tym razem?
Władze znalazły się w sytuacji, w której dramatycznie brakuje walut
zagranicznych, zwłaszcza dolara, który jest dla Irańczyków podstawową walutą w
eksporcie i imporcie towarów. Co to oznacza dla zwykłych ludzi?
Ano to, że inflacja gwałtownie wzrośnie. A inflacja w Iranie już od dłuższego
czasu oscyluje na poziomie 40–50%. Teraz brak oficjalnych prognoz, ale stopa
inflacji może wzrosnąć w tempie wręcz kosmicznym.
Życie w Iranie i tak było ciężkie: coraz częściej brakuje podstawowych produktów,
w tym żywności, a dramatyczna susza praktycznie zabiła lokalne rolnictwo. Nie przypadkiem
Nicolás Maduro obiecał Irańczykom, w zamian za poparcie jego reżimu,
udostępnienie w wieczyste użytkowanie miliona hektarów żyznej ziemi
wenezuelskiej. Akcja Amerykanów najprawdopodobniej trwale przerwała kontakty
między Teheranem a Caracas, więc sytuacja Iranu stała się naprawdę nie do
pozazdroszczenia: znikąd pomocy. Liczenie na zastrzyki finansowe z Rosji to już
mrzonka — Rosja sama jest w poważnych tarapatach finansowych i gospodarczych.
Chiny są pragmatyczne: jeśli wydają własne pieniądze, to tylko w zamian za
konkretne korzyści. Więc proszę nie myśleć, że tylko Amerykanie, a zwłaszcza
administracja Donalda Trumpa, w zamian za jakąkolwiek pomoc żądają dostępu do
bogactw naturalnych lub kontroli nad strategicznymi sektorami gospodarki
wspomaganych krajów. Afryka już się na tym przejechała. Entuzjazm, który
towarzyszył wejściu Chińczyków na kontynent, dawno minął. Poważniejsze rządy
afrykańskie nie szukają już pomocy w Pekinie i nie zapraszają chińskich firm,
bo pracownicy są tam traktowani gorzej niż niewolnicy, a bezlitosna
konsekwencja Chińczyków w egzekwowaniu długów rzuciła już niejedną afrykańską
gospodarkę na kolana.
Oczywiście tonący brzytwy się chwyta, więc Iran gotów byłby przyjąć pomoc
choćby od samego diabła. Ale dekady ekspansjonistycznej polityki Teheranu
wywołały w całym regionie Bliskiego i Środkowego Wschodu jedynie gorącą niechęć
wobec obecnego reżimu.
Czy zatem te dość masowe protesty w wielu irańskich miastach mają szansę
powodzenia?
Czy można liczyć na liberalizację gospodarczą reżimu? Bo na polityczną
liberalizację przeprowadzoną przez ajatollahów i ich aparat przemocy nikt
zdrowy na umyśle raczej nie liczy.
To jednak bardzo mało prawdopodobne. Autorytarne reżimy mają tylko jeden cel:
perpetuację własnych rządów, utrzymanie się przy władzy, ratowanie systemu
politycznego. Interesy populacji i całego kraju schodzą na dalszy plan.
Pole manewru władz jest dziś, jeśli nie żadne, to bardzo, bardzo wąskie.
D.O. nie jest optymistą w kwestii przyszłości Irańczyków. Aparat represji nadal
jest niezwykle silny i nie wykazuje oznak rebelii. Jest zaprawiony w bojach:
stłumił już dwie poważniejsze fale protestów w ostatniej dekadzie, kiedy
wydawało się, że teokratycznego reżimu nic już nie uratuje. A ponieważ obecne
protesty są mniej masowe niż te z 2009 czy 2011 roku, aparat represyjny może
mieć nawet łatwiejsze zadanie.
Z drugiej strony — głodni bojówkarze to nielojalni bojówkarze. Nawet najbardziej
fanatyczni zwolennicy reżimu zrozumieją, że to nie tędy droga, gdy żołądek
będzie pusty, a dzieci będą płakać i chorować.
Zdaniem D.O. wszystko jest kwestią czasu. Jeśli protestujący wytrwają jeszcze
tydzień, jeszcze miesiąc, szanse reżimu na przetrwanie będą maleć.
W czwartek strajki rozprzestrzeniły się po całym Iranie po tym, jak kurdyjskie
partie polityczne wezwały do powszechnego strajku, a właściciele sklepów
zamknęli swoje firmy w regionach kurdyjskich i dziesiątkach miast w całym
kraju.
Donoszono o demonstracjach i wiecach ulicznych w wielu miejscach, m.in. w
Isfahanie, Kermanie, Lahidżanie, Hamadanie i innych miastach, podczas których
protestujący sprzeciwiali się władzom.
Rozmowę wideo wygnanego księcia Rezy Pahlawiego, w której wzywał ludzi do
protestu i na ulicach, obejrzało dziesiątki milionów osób w internecie jeszcze
przed planowaną akcją.
Co stanie się po ewentualnym upadku reżimu?
I tu D.O. również nie jest optymistą. Iran jest, wbrew powszechnej opinii,
krajem mocno zróżnicowanym etnicznie i religijnie. Na północy Kurdowie mają
zupełnie inne wyobrażenia o Bogu i obrządkach. Na wschodzie, w Beludżystanie,
wciąż buntuje się mniejszość sunnicka.
Cokolwiek powstanie po ewentualnym upadku reżimu, może mieć ogromne kłopoty z
utrzymaniem jedności kraju, z przywróceniem funkcjonowania większości gałęzi
gospodarki, z odnalezieniem miejsca w regionie i na świecie. Zwłaszcza, że
dumni Persowie — choćby nie wiadomo jakimi przeciwnikami ajatollahów byli — nie
zamierzają rezygnować ze swoich regionalnych ambicji, z produkowania wojen i
konfliktów, ze wspierania organizacji terrorystycznych. Innymi słowy: nikt w
Iranie nie dąży do historycznego zwycięstwa sunnizmu nad irańskim szyizmem.
Jedyną nadzieję D.O. pokłada w geniuszu Persów, w ich bardzo wysokim poziomie
wykształcenia, inteligencji i kreatywności.
Tranzycje ustrojowe bardzo rzadko przebiegają pokojowo, a zwłaszcza bezkrwawo.
Ale gdyby doszło co do czego, D.O. gorąco namawiałby premiera Tuska i
wicepremiera Sikorskiego do wysłania do Teheranu polskich doradców. To właśnie
my mamy wyjątkowy patent na bezkrwawą i pokojową tranzycję ustrojową. Możemy
tego uczyć Wenezuelczyków i Irańczyków.
Irańczykom zresztą jesteśmy winni wdzięczność za opiekę, jaką otaczali polskich
uchodźców ze Związku Sowieckiego i zwłaszcza polskie dzieci.
Mapa grup etnicznych Iranu oznaczona kolorami. Centrum kraju stanowią głównie
Persowie; Azerowie, Gilacy, Kurdowie i Tałyszowie na północnym zachodzie;
Lurowie, Kaszkajowie (jak byście pytali skąd się wziął nissan qashqai) i
Arabowie na południowym zachodzie; Turkmeni i większa liczba Kurdów na
północnym wschodzie; Beludżowie na południowym wschodzie. (Wikipedia)
Iran to etniczna i religijna mozaika, choć reżim próbuje ją przykryć jednolitym
szyickim przekazem.
Największe napięcia dotyczą:
Sunnickich Beludżów (Beludżystan – chroniczne bunty)
Kurdów (północny zachód – silne aspiracje autonomiczne)
Arabów z Chuzestanu (bogaty w ropę region, marginalizowany)
Bahaitów (najbardziej prześladowana grupa religijna)
3.
4.
Irańskie elity przygotowują się na ewentualność życia za granicą w obliczu
rozprzestrzeniających się protestów – raporty
https://www.iranintl.com/en/202601088798
W obliczu trwających w Iranie protestów, różne raporty i uwagi podniosły
kwestie dotyczące potencjalnego planowania awaryjnego irańskich przywódców, w
tym świadectwa dotyczące rosyjskich lotów towarowych w celu przemieszczania
aktywów oraz twierdzeń, że urzędnicy starają się o wizy zagraniczne dla swoich
rodzin.
W Londynie brytyjski parlamentarzysta Tom Tugendhat poinformował parlament o
doniesieniach o lądowaniu rosyjskich samolotów transportowych w Teheranie i
wywiezieniu z kraju dużych ilości złota. Zapytał, czy doniesienia te sugerują,
że irańskie władze przygotowują się na ewentualny upadek.
„Widzimy też rosyjskie samoloty transportowe przylatujące i lądujące w
Teheranie, prawdopodobnie przewożące broń i amunicję, słyszymy także o dużych
ilościach złota opuszczających Iran” – powiedział Tugendhat, prosząc rząd o
komentarz na temat informacji, które jego zdaniem mogą wskazywać na
przygotowania „do życia po upadku”.
W odpowiedzi na te uwagi, brytyjski minister ds. Bliskiego Wschodu i Afryki
Północnej Hamish Falconer stwierdził, że „nie jest w stanie udzielić
szczegółowych informacji” na temat doniesień. Dodał, że Wielka Brytania uważa
wolność zgromadzeń i prawo do protestów za „niezbywalne prawa narodu
irańskiego” i powinny być respektowane przez irańskie władze.
„The Times” donosił w artykule, że Najwyższy Przywódca Ali Chamenei miał plan
awaryjny, zakładający wyjazd z Iranu do Moskwy z niewielką grupą
współpracowników i członków rodziny, gdyby niepokoje społeczne nasiliły się, a
siły bezpieczeństwa nie zdołały opanować protestów. Gazeta stwierdziła, że
relacja ta opiera się na raporcie wywiadowczym.
„Plan B” jest przeznaczony dla Chameneiego i jego najbliższego kręgu
współpracowników i rodziny, w tym jego syna i wyznaczonego następcy, Modżtaby”
– napisał „The Times”, cytując źródło wywiadowcze i dodając, że gromadzone są
aktywa i gotówka w celu ułatwienia potencjalnej ucieczki.
W raporcie powołano się także na ocenę psychologiczną przeprowadzoną przez
zachodnią agencję wywiadowczą, która opisała Chameneiego jako osłabionego
fizycznie i psychicznie od czasu ubiegłorocznej 12-dniowej wojny z Izraelem.
Stwierdzono również, że podejrzliwość i nieufność wśród przywódców miały wpływ
na planowanie awaryjne.
Trzecie oskarżenie pojawiło się we Francji, gdzie „Le Figaro” donosił, że
wysocy rangą irańscy urzędnicy ubiegali się w ostatnich dniach o francuskie
wizy dla swoich rodzin. Gazeta zacytowała irańsko-francuskiego dziennikarza
Emmanuela Razaviego, który stwierdził, że wysoko postawione osobistości, w tym
przewodniczący parlamentu, próbowały uzyskać wizy za pośrednictwem paryskiego
prawnika.
Władze Iranu nie skomentowały publicznie doniesień o lotach towarowych,
transferach złota, wnioskach wizowych ani rzekomych planach awaryjnych.
5.
8 stycznia 2026 r.
Irańscy urzędnicy i przewodniczący Zgromadzenia Islamskiego próbują uzyskać
francuskie wizy dla swoich rodzin w obliczu protestów – raport
6.
Minister spraw zagranicznych Iranu: gotowy do obrony, jeśli USA lub Izrael
ponownie zaatakują
Minister spraw zagranicznych Iranu powiedział, że jego kraj nie chce wojny z
Izraelem ani Stanami Zjednoczonymi, ale jest gotowy stawić opór, jeśli zostanie
zaatakowany
https://abcnews.go.com/International/wireStory/iran-ready-fight-back-us-israel-attacks-foreign-129010809
7.
Protesty w Iranie trwają, a najwyższy sędzia ostrzega „zamieszkowców”
współpracujących z USA i Izraelem
Protestujący podpalają Teheran, a najwyższy sędzia orzekł, że osoby wywołujące
niepokoje w Iranie współpracują z USA i Izraelem.
https://www.aljazeera.com/news/2026/1/7/iran-warns-protesters-foreign-foes-as-unrest-persists
9.
Nagrania pokazują gwałtowne starcia, a irańskie protesty rozprzestrzeniają się
na kolejne obszary
https://www.bbc.com/news/articles/cgm4y0ewe93o
… „Na nagraniach opublikowanych w mediach społecznościowych widać napiętą
sytuację między protestującymi a siłami bezpieczeństwa, w tle słychać odgłosy
strzałów.
Na nagraniach z kilku innych obszarów widać, jak siły bezpieczeństwa strzelają
do tłumów protestujących z broni palnej i gazu łzawiącego, niektórzy z nich
rzucają kamieniami.
Jak wynika z danych amerykańskiej agencji HRANA (Human Rights Activist News
Agency), protesty objęły dotychczas 111 miast i miasteczek we wszystkich 31
prowincjach.
Poinformowano, że podczas zamieszek zginęło co najmniej 34 protestujących i
czterech funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa, a 2200 protestujących zostało
aresztowanych.
Protesty rozpoczęły się 28 grudnia, kiedy właściciele sklepów wyszli na ulice
stolicy, Teheranu, aby wyrazić swoje oburzenie z powodu kolejnego gwałtownego
spadku wartości irańskiej waluty, riala, w stosunku do dolara amerykańskiego na
otwartym rynku.
Wartość riala spadła w ciągu ostatniego roku do rekordowo niskiego poziomu, a
inflacja wzrosła do 40%. Sankcje nałożone na irański program nuklearny
osłabiają gospodarkę, którą dodatkowo osłabiają nieudolne zarządzanie rządem i
korupcja.
Do protestów wkrótce dołączyli studenci, a protesty zaczęły rozprzestrzeniać
się na inne miasta. Tłumy często skandowały hasła przeciwko Najwyższemu
Przywódcy Iranu, ajatollahowi Aliemu Chameneiemu, a czasem popierające Rezę
Pahlawiego, wygnanego syna nieżyjącego już szacha Iranu”. …
============
Młody Reza Pahlawi to syn ostatniego szacha Iranu, z taką gorliwością, takim fanatyzmem
wygnanego z kraju przez kontrrewolucję religijną w 1979 roku.
Potem okazało się, że takich kontrrewolucji było znacznie więcej. W 2011 roku
głupi i ignorujący rzeczywistość zachodni mediaworkerzy nazwali je „arabską
wiosną”, choć była to najostrzejsza zima w tym regionie od co najmniej stu lat.
Kosztowała życie setek tysięcy niewinnych ludzi i wysadziła w powietrze całe
państwa — Irak czy Syrię — gdzie wspólnoty etniczne i religijne żyły w pokoju
od stuleci.
D.O. widzi to krystalicznie wyraźnie: kontrrewolucje religijne dotarły do
Europy.
D.O. nie wierzy, że ty, Czytelniku, i wy, polscy premierzy i wicepremierzy, nie
zauważyliście, że za PiS-em — i za jego bardziej radykalnymi mutacjami — stoi
Kościół katolicki. Motywacje tych fanatyków, którzy je inspirują, na ogół nie
są polityczne, lecz religijne.
W 2012 roku do Polski przybył patriarcha Wszechrusi Cyryl i na Zamku Królewskim
w Warszawie podpisał z ówczesnym przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski,
arcybiskupem Michalikiem, przymierze krwi: oba Kościoły chrześcijańskie,
najbardziej reakcyjne i wsteczne organizacje na całym kontynencie, zobowiązały
się do wspólnej walki z liberalizmem i demokracją.
Takie nowe Święte Przymierze.
To trwa i obejmuje wszystkie obszary życia publicznego w Polsce. Ale nie tylko
w Polsce: wszędzie tam, gdzie mediaworkerzy dostrzegają ruchy skrajnie
prawicowe, tam czai się kler. Nie ma żadnej organizacji faszystowskiej,
nazistowskiej czy „suwerenistycznej”, która nie wyszłaby z Kościoła.
Praktycznie wszystkie kraje Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu objęte Arabską
Wiosną zostały przez te religijną kontrrewolucję zdewastowane.
W Egipcie wygrało, owszem, Bractwo Muzułmańskie i zadekretowało wprowadzenie
szariatu w miejsce świeckiego prawa, ale zamach stanu generała as-Sisiego
odesłał inspiratorów tej szalonej rebelii — która dzięki mediom zyskała takie
poparcie na Zachodzie — do więzień i, generalnie, do lamusa historii.
W Syrii musiało zginąć około 300 000 ludzi, żeby nastąpiło względne
uspokojenie. Ale tam nie ma jeszcze powrotu do ustroju demokratycznego. Rządzą
islamiści, choć wiele wskazuje na to, że do świata nastawieni są bardziej
realistycznie.
Trzeba pamiętać, że świeckie reżimy we wszystkich krajach arabskich zostały
zainstalowane przy pomocy Związku Radzieckiego, a więc były fatalnie
zorganizowane, zupełnie niewydajny, skorumpowane i zacofane.
Rosja — poprzez swoje bazy w Syrii, poprzez samoloty i helikoptery zrzucające
na Aleppo, Idlib i inne miasta bomby beczkowe — trzymała przy życiu
skorumpowany i znienawidzony reżim, który Moskwa zainstalowała tam w latach 60.
Ale nie utrzymała. Po ponad dekadzie walk, po około 300 000 ludzi zabitych, po
niemal 10 milionach, a więc w połowie populacji, przesiedlonych za granicę i
inne obszary kraju, formalnie świecki reżim Assadów padł, a w Damaszku rządzą
jednak islamiści, choć z większym poczuciem realizmu, niż bracia muzułmanie w
Egipcie w roku 2011 i 2012
W Iraku również nie ma świeckiego reżimu, tylko religijny — i to szyicki — bo
szyici stanowią jedyną wiarygodną siłę militarną w tym kraju. W Jordanii
formalnie rządzi król, ale realną władzę sprawuje syryjski odłam Bractwa
Muzułmańskiego, nieco mniej fanatyczny niż ten z Kairu z lat 2011–2012.
Libia nadal jest państwem tylko formalnie: ma co najmniej dwa konkurujące
ośrodki władzy oraz silne armie powiązane z poszczególnymi plemionami. Tunezja,
Algieria i Maroko nadal borykają się z radykalnymi ugrupowaniami islamskimi.
Innymi słowy: religijne kontrrewolucje pozostawiły gigantyczny obszar Afryki
Północnej, Bliskiego i Środkowego Wschodu w stanie dewastacji.
Teraz kolej na Iran.
I jak myślisz, Czytelniku — czy nasze, polskie i europejskie kontrrewolucje
religijne też zdewastują nasze kraje i nasze narody? Czy za 20, 30 czy 50 lat
ostatnie demokratyczne państwa na planecie będą kibicować protestującym na
ulicach naszych miast?
10.
la Repubblica:
W 2017 roku, gdy Donald Trump przygotowywał się do objęcia Białego Domu jako
prezydent „antyestablishmentowy”, ktoś w Caracas zrozumiał już, że świat stoi w
obliczu zmiany paradygmatu i że tradycyjna dyplomacja wkrótce stanie się
przestarzała. Tym kimś była Delcy Rodríguez, ówczesna minister spraw
zagranicznych Wenezueli, wschodząca postać chawizmu, a obecnie tymczasowa
prezydentka po pojmaniu Nicolása Maduro przez Stany Zjednoczone.
Wenezuela była już na skraju załamania. Hiperinflacja pożerała płace i
oszczędności, a przemysł naftowy – kręgosłup kraju – zmagał się z ciężarem lat
złego zarządzania i zbliżających się sankcji. W tym kontekście Rodríguez
postanowiła podjąć działanie, które w przypadku rządu deklarującego się jako
antyimperialistyczny, zakrawało na polityczne bluźnierstwo: zwrócić się do
Trumpa.
Uczyniła to w najbardziej bezpośredni sposób, jaki był możliwy. Nakazała Citgo
Petroleum, amerykańskiej spółce zależnej państwowego naftowego koncernu wenezuelskiego
PDVSA wpłatę 500 000 dolarów komitetowi inauguracyjnemu Trumpa. Formalnie rzecz
biorąc, komitety inauguracyjne mogą otrzymywać darowizny od firm
zarejestrowanych w Stanach Zjednoczonych, było to jednak politycznie
kontrowersyjne. Wiadomość, ujawniona kilka miesięcy później przez amerykańskie
rejestry federalne, wywołała większe poruszenie w Caracas niż w Waszyngtonie.
W Wenezueli, gdzie brakowało leków i żywności, ta darowizna wydawała się
obrazą. Ale dla Rodríguez była to inwestycja. Pomysł był prosty i bezstronny:
Trump nie miał żadnych ideologicznych powiązań z Ameryką Łacińską, nie
interesował się demokratyczną retoryką tak bardzo jak jego poprzednicy i mówił
językiem biznesu. Jeśli istniał sposób na uratowanie wenezuelskiego przemysłu
naftowego za pośrednictwem Waszyngtonu, należało go podjąć natychmiast.
Po darowiźnie podjęto kolejne kroki. Zatrudniono republikańskich lobbystów, aby
zbadali sytuację, skontaktowano się z byłymi doradcami Trumpa, a konserwatywni
kongresmeni otrzymali sygnały o otwartości. Rodríguez próbowała nawet dotrzeć
do najwyższych szczebli ExxonMobil. Byli amerykańscy dyplomaci określali ją
wówczas jako „ideologiczną, ale nie dogmatyczną”.
Próba ta jednak się nie powiodła. Trump, zachęcany przez senatora Marco Rubio i
kubańsko-amerykańskie skrzydło Partii Republikańskiej, obrał twardą linię.
Sankcje nasiliły się, Wenezuela stała się symbolicznym przypadkiem w walce z
„reżimami autorytarnymi” na półkuli zachodniej.
11 lat temu
O matko, nie żyje Tadeusz Konwicki. Usiąść i wyć. Ale nam się zaczyna ten
2015...
12 lat temu
Nieoceniony Kolega, korespondent słoweńskich mediów w USA zamieścił to zdjęcie,
ja udostępniam. Najstraszniejsze w wojnach jest - wiecie, co? To, że się do
niej przyzwyczajacie...
Dziwny jest ten świat... Ale gdzie jest Ewa Pytasz...???
OdpowiedzUsuń