DRUGI OBIEG
Poniedziałek, 5 Stycznia 2026
1
Pod presją kilkorga Czytelników, nim zapadł zmierzch w słoneczną niedzielę,
D.O. wybrał się na spacer po osiedlu. Już po dwudziestu krokach, pod wpływem
mrozu, jego wargi zaczęły pękać z hukiem. Mimo to szedł dalej, bo jest ambitny,
a poza tym boi się szyderstw Czytelników, a zwłaszcza pana Andrzeja Tufta,
który jest dla D.O. niedoścignionym wzorem. Postanowił więc emulować jego gesty
i szedł, szedł, szedł. Wargi, mimo zaciskania, nadal pękały z hukiem.
D.O. był okutany w kurtkę, którą ćwierć wieku temu kupił awaryjnie w paryskiej
La Défense, bo było zimno, czego D.O. nie przewidział. Kurtki tej nie lubi, ale
jak jest zimno, to czasami ją wkłada.
W szafie wiszą jeszcze dwie puchowe kurtki, w tym jedna, która dwadzieścia lat
temu zrobiła karierę telewizyjną, bo D.O. chodził w niej po mroźnym Rzymie, a
za nim kamerzyści, a w tym czasie, w studiu, Jarek Kuźniar się z D.O.
wyśmiewał.
Nie był jedyny, ponieważ również żona D.O. też się wyśmiewała i nazwała ją
kurtką enerdowskiego narciarza.
D.O. nie rozumie, dlaczego, ponieważ kupił tę wspaniałą narciarską kurtkę w
sklepie Rossignola i wcale nie przeszkadzały mu jej jaskrawe kolory — wręcz
przeciwnie.
Ale żeby tę kurtkę włożyć, temperatura musi spaść poniżej minus pięciu; nastąpi
to najprawdopodobniej już jutro, najdalej pojutrze, bo aż do soboty w Warszawie
mają być temperatury ujemne: w ciągu dnia minus pięć, minus sześć, a w nocy -
minus trzynaście. No i gdyby było minus trzynaście, a D.O. musiałby wyjść na
taki siarczysty mróz, to zapewne włożyłby tę kurtkę enerdowskiego narciarza,
ponieważ żaden wiatr ani żaden śnieg nie jest jej straszny.
Oczywiście może się okazać, że po wyjęciu z szafy kurtka ta rozpadnie się po
prostu, ponieważ od lat nie była używana, a — jako się rzekło — ma już ponad
dwadzieścia lat.
Jest jeszcze druga kurtka puchowa, znacznie mniej kontrowersyjna, bo cała
granatowa, kupiona we włoskim supermarkecie za głupie 20 000 lirów, czyli
jakieś 20 ówczesnych dolarów i D.O. też jej czasem używał, ale tylko wtedy,
kiedy był duży mróz. A jak wiadomo, nawet najstarsi górale nie pamiętają, kiedy
był w Polsce duży mróz.
D.O. pamięta: po dziesięcioleciach spędzonych we Włoszech zjawił się w Polsce
na Boże Narodzenie 2005 roku i wpadł w temperatury autentycznie polarne, grubo
poniżej minus dwudziestu stopni. Było tak zimno, że pękały nawet druty trakcji
tramwajowej. Było też mnóstwo śniegu, który znikł dopiero w zaawansowanym
kwietniu. Zdemoralizowany przez znacznie łagodniejszy klimat śródziemnomorski,
D.O. każdego dnia myślał, że umrze.
Najpierw jeździł pożyczonym samochodem, który szczęśliwie stał w garażu, ale do
tego garażu trzeba było przejść jakieś 300 metrów na otwartym powietrzu. To
wystarczyło, żeby z rozkoszą myśleć o śmierci. Potem miał już swoją używaną
Pandę, która jednak stała pod chmurką i choć D.O. mieszkał o kilometr od TVN-u,
to jeździł bardzo dookoła, ponieważ panda potrzebowała jakichś pięciu
kilometrów, żeby silnik się rozgrzał. Był to mały diesel, więc doprowadzenie go
do właściwej temperatury było warunkiem jego przetrwania. Wyłączanie diesli,
nim osiągną właściwą ciepłotę, jest dla silników zabójcze.
I tak, chodząc po osiedlu, D.O. skonstatował kilka rzeczy. Po pierwsze: znajomy
przyjaciela, który D.O. jest nieznany, po niemal rocznym porzuceniu swojego
lokalu i pozostawieniu letnich mebli na zewnątrz bez żadnej opieki, nagle znowu
się w tym lokalu pojawił — w środku jest jasno i ciepło.
Po drugie: w ciągu niecałych dwóch kilometrów spaceru, D.O. skonstatował, że
powstało kilka nowych lokali gastronomicznych, kilka innych zmieniło
właściciela i charakter, ale bar mleczny nadal jest oblężony.
Wzorowo wyczyszczone były chodniki, poza trzystoma metrami na jednej z głównych
ulic osiedla. Dozorca — czy jak się teraz nazywa ta funkcja — wyczyścił wąski
fragment kostki pod samą ścianą, tak żeby lokatorzy mogli dojść do swoich
klatek schodowych; natomiast szeroki chodnik pieszo-rowerowy posypał trochę,
niewystarczająco, solą, więc przechodnie, tak szaleni jak D.O., te trzysta
metrów musieli brnąć w zamarzającej brei.
Kiedy był już niedaleko od swojego domu, zorientował się, że całą niemal trasę
przeszedł mocno schylony do przodu. Czyli w pozycji, która jest gwałtownie
krytykowana przez jego ulubioną fizjoterapeutkę, tę, co to potrafi wsadzić
palec w okolice nerek, a wtedy przechodzi ci ból karku. Po wyprostowaniu
okazało się, że da się chodzić również jak Homo erectus, co dla staruszka
takiego jak D.O. nie jest wcale rzeczą prostą.
Ale wie pan co, panie Andrzeju? Z braku klimatów subtropikalnych pod ręką, D.O.
nadal bardziej lubi przechadzać się po ciepłych galeriach handlowych — ze
wszystkimi ich przywarami — niż po mrozie.
A teraz D.O. idzie sobie wysmarować usta jakąś gliceryną czy czymś takim. Nie
lubi, jak mu krwawią.
2.
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/2327571,1,prof-andrzej-paczkowski-in-memoriam-byl-autorytetem-ponad-roznicami.read
Są ludzie, którzy umierają w złym momencie. Profesor Andrzej Paczkowski
był jednym z nich.
Oczy całego świata, oczy całej Polski, skierowane były na wydarzenia w
Wenezueli i jeśli w ogóle odnotowano śmierć tego niezwykłego człowieka, to
tylko kątem oka.
D.O. miał z nim kilka kontaktów zawodowych: był razem z trójką innych wybitnych
historyków jego gościem w telewizji i to był bodaj najlepszy program, jaki D.O
zrealizował.
D.O. lubił dzień wyborów w Polsce, bo jego stacja nie mogła wtedy tłuc przez
cały dzień polityką, nie mogła się babrać w brudach półdebilnych polityków
polskich, co było jej specjalnością i przynosiło oglądalność oraz zyski. Wtedy
przełożeni gwałtownie poszukiwali D.O., żeby coś na ten dzień wymyślił, żeby
zapchać ziejącą dziurę po politycznej bieżączce. I D.O. mógł wtedy spełniać
swoje zawodowe marzenia i rozmawiać z ludźmi prawdziwie wybitnymi.
Prezentował też razem z profesorem premierę filmu dokumentalnego znajomego
reżysera — historii Polki, która podczas okupacji była kochanką gestapowca.
Przy każdej okazji słowa profesora Paczkowskiego zawsze otwierały szeroko oczy
D.O. Profesor był nie tylko wybitnym historykiem, człowiekiem o nieskończenie
pojemnej pamięci, o fenomenalnej zdolności powiązywania faktów i wydarzeń z
różnych epok, ale także naukowcem niezwykle odważnym.
Przecież wiesz, Czytelniku, że Polakowi nie można powiedzieć złego słowa o
polskiej historii, o obrzydliwych, często zbrodniczych zachowaniach synów
naszego kraju. Najeżają się wtedy, zaczynają machać rękami, wrzeszczeć,
oskarżać człowieka przytaczającego niewygodne fakty z historii Polaków o
najgorsze intencje, o bycie na czyimś żołdzie, o oczernianie narodu. Często za
tymi oskarżeniami idzie potem ostracyzm, wrogość, napady — nie tylko w mediach
społecznościowych, ale także fizyczne ataki na wykłady czy konferencje tak
traktowanych osób.
A profesor Paczkowski nigdy się tego nie bał. Znał polską historię doskonale,
niewiarygodnie szeroko; nie znał jej wybiórczo, jak większość historyków, tylko
znał ją w całości i nigdy się tej całości nie bał. Bo — podobnie jak w swojej
małości D.O. — uważał, że pierwszym krokiem do postawienia prawidłowej diagnozy
jest przyznanie przez pacjenta, że jest chory.
Tu Polacy są jak alkoholicy. Ci, którzy mają odwagę przyznać się do swojego
nałogu, mają szansę się wysuszyć. Ci zaś, którzy uparcie będą powtarzali „mogę
przestać, kiedy zechcę”, umrą młodo na marskość wątroby. Dla dobra Polski, dla
jej dobrej przyszłości, wszyscy powinniśmy znać naszą historię bez żadnych
upiększeń, bo często bywaliśmy grzeszni, bardzo grzeszni. I z nadzwyczajną
łatwością zapominaliśmy o swoich grzechach, spychaliśmy je w niebyt.
D.O. zawsze podziwiał profesora Paczkowskiego również i za to.
Największą przykrością, jaką D.O. sam sobie sprawił, było odkładanie spotkania
z profesorem Paczkowskim w Allegro ma non troppo. I gdyby nie hospitalizacja,
próbowałby zaprosić profesora do programu w październiku. Ale profesor był już
chory i nie wiadomo, czy zaakceptowałby zaproszenie.
Profesor był — w latach, w których wymagało to wielkiej odwagi i wielkiego
poświęcenia — działaczem opozycji demokratycznej. Przeciwnikiem bolszewickiego
totalitaryzmu, ale nigdy nie uznał, że młotem na bolszewizm są ideologie
prawicowe. Kiedy Polska otrząsnęła się z więzów pzpr-owskich sługusów Moskwy,
profesor zaczął opowiadać prawdę o ruchach skrajnie prawicowych; nie miał dla
nich żadnego zrozumienia ani sympatii.
Niech pamięć o nim nigdy nie zgaśnie.
3.
A propos śmierci: Ewa Schloss Geiringer, świadek Holokaustu i przyrodnia
siostra Anny Frank, zmarła w sobotę w Londynie. Miała 96 lat. Ewa i jej matka
ponownie spotkały Otto Franka po wyzwoleniu obozu przez Armię Czerwoną. Otto
został ojczymem Ewy i pomógł jej powrócić do życia. Dwie rodziny dzieliły
straszne dni w tajnym schowku, gdzie Anna pisała swój niezapomniany pamiętnik.
Dziewczynki poznały się w Amsterdamie, mieszkały niedaleko i bawiły się razem.
I razem padły ofiarą nazistowskiej furii.
Ewa urodziła się w Wiedniu w 1929 roku, ale przeprowadziła się z rodziną do
Amsterdamu, aby uciec przed nazistowskimi prześladowaniami. W 1944 roku rodzina
Geiringer została zdradzona przez holenderską pielęgniarkę–kolaborantkę i
deportowana do Auschwitz. Ewa i jej matka przeżyły, podczas gdy ojciec Erich i
brat Heinz zostali zamordowani. Anna Frank zmarła na tyfus w obozie
koncentracyjnym Bergen-Belsen w październiku 1944 roku. Jej ojciec, Otto, był
jedynym członkiem rodziny, który przeżył.
Kiedy Ewa i jej matka wróciły do Holandii, ponownie spotkały Otto Franka. Przez
ponad czterdzieści lat Ewa nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów. Zaczęła
opowiadać swoją historię dopiero w 1988 roku, podczas wystawy o Annie Frank w
Londynie. Od tego czasu podróżowała po całym świecie, dzieląc się swoim
świadectwem w szkołach, na uniwersytetach i w więzieniach, współpracując z Anne
Frank Trust, którą współzałożyła w 1990 roku.
4.
„Nie jestem zachwycony Putinem. Nie jestem zadowolony. Zabija zbyt wielu ludzi”
— powiedział Donald Trump, sygnalizując w ten sposób kolejną zmianę nastrojów w
sprawie wojny w Ukrainie.
Tymczasem z Kijowa, gdzie wczoraj spotkali się doradcy ds. bezpieczeństwa NATO
i europejscy sojusznicy — z udziałem specjalnego wysłannika Trumpa Steve’a Witkoffa,
połączonego zdalnie — nadeszła wiadomość o dokumencie wojskowym podpisanym
przez Amerykanów i Ukraińców.
Według szefa sztabu Andrija Hnatowa, dokument dotyczy sposobów wsparcia dla
Ukrainy, jej sił zbrojnych, metod zaopatrzenia i modernizacji, a także
monitorowania przestrzegania porozumień i działań podejmowanych w przypadku ich
łamania.
Spotkanie z europejskimi sojusznikami posłużyło również do przygotowania
szczytu przywódców państw Grupy Chętnych, zaplanowanego na 6 stycznia w Paryżu.
Weźmie w nim udział trzydziestu szefów państw i rządów, w tym prezydent Ukrainy
Wołodymyr Zełenski, premier Kanady Mark Carney i jego fiński odpowiednik
Aleksander Stubb. Nie wiadomo jeszcze, kto będzie obecny ze strony
administracji USA.
5.
Jak podaje Bloomberg, Donald Trump powiedział w wywiadzie dla „The Atlantic”,
że Stany Zjednoczone potrzebują Grenlandii ze względów obronnych.
Jak donosi „New York Times”, powołując się na kilka amerykańskich i
wenezuelskich źródeł zaangażowanych w rozmowy dotyczące przekazania władzy, pod
koniec grudnia Nicolás Maduro odrzucił ultimatum Donalda Trumpa, który zażądał
opuszczenia urzędu i udania się na wygnanie do Turcji.
„New York Times” podaje również, że liczba zabitych w wyniku ataku USA w
Wenezueli wzrosła do 80.
„UE wielokrotnie oświadczała, że Nicolás Maduro nie ma legitymacji
demokratycznie wybranego prezydenta i zawsze popierała pokojową transformację
Wenezuelczyków w kierunku demokracji, prowadzoną przez obywateli, z
poszanowaniem ich suwerenności” – czytamy w oświadczeniu podpisanym przez
Wysoką Przedstawiciel UE ds. zagranicznych Kaję Kallas oraz państwa
członkowskie bloku — z wyłączeniem Węgier. W dokimencie podkreślono, że prawo
narodu wenezuelskiego do samodzielnego decydowania o swojej przyszłości musi
być respektowane.
6.
Co to jest Doktryna Monroe’a?
„Wszystkie działania Wenezueli stanowią rażące naruszenie kluczowych zasad
dwustuletniej amerykańskiej polityki zagranicznej, doktryny Monroe’a” –
powiedział Donald Trump na sobotniej wieczornej konferencji prasowej po
pojmaniu Nicolasa Maduro. „Doktryna Monroe’a jest bardzo ważna, ale my ją
znacznie, bardzo rozszerzyliśmy” – dodał prezydent. „Niektórzy nazywają ją
teraz doktryną Donroe’a”.
Aluzja do pierwszych trzech liter jego imienia, co w innym kontekście mogłoby
brzmieć jak żart, ale w tym przypadku okazuje się jedynie samochwalenie. Z
pewnością, w porównaniu z pierwotną doktryną sprzed dwustu lat, polityka
obecnego prezydenta Białego Domu poszła znacznie dalej, choć inni prezydenci
Ameryki cytowali ją i interpretowali inaczej. Oto jak się narodziła i czym się
stała.
Prezydent Monroe
Pierwszym, który to sformułował, był James Monroe, prezydent Stanów
Zjednoczonych w latach 1817–1825, w przemówieniu wygłoszonym przed Kongresem
amerykańskim (Izbą Reprezentantów i Senatem) 2 grudnia 1823 r., ale jego
imieniem zaczęto nazywać tę doktrynę dopiero znacznie później, w 1850 r. W tym
czasie prawie wszystkie hiszpańskie kolonie w Ameryce Łacińskiej uzyskały
niepodległość. W swoim przemówieniu Monroe argumentował, że Nowy Świat i Stary
Świat muszą zachować oddzielne strefy wpływów: dlatego każda inicjatywa
mocarstw europejskich mająca na celu kontrolowanie lub wpływanie na suwerenne
państwa w Ameryce Łacińskiej będzie uważana za zagrożenie dla bezpieczeństwa
Stanów Zjednoczonych. W praktyce było to ostrzeżenie przed europejskim
kolonializmem.
Należy pamiętać, że Stany Zjednoczone uzyskały niepodległość od Wielkiej
Brytanii całkiem niedawno, w 1776 roku i że za prezydentury Monroe'a nie
posiadały jeszcze floty ani armii zdolnych do rzucenia wyzwania wielkim
mocarstwom kolonialnym Starego Kontynentu. W rezultacie, przez cały XIX wiek,
doktryna Monroe'a była wielokrotnie ignorowana: w 1833 roku Wielka Brytania
ponownie potwierdziła swoją suwerenność nad Falklandami, odrywając je od
Argentyny; w 1861 roku Hiszpania ponownie zaanektowała Dominikanę; a w 1862
roku Napoleon III, król Francji, najechał i tymczasowo podbił Meksyk.
Pierwsze zastosowania
Paradoksalnie, pierwsze konkretne zastosowanie doktryny Monroe'a przez Stany
Zjednoczone dotyczyło samej Wenezueli. Po uzyskaniu niepodległości, podobnie
jak inne kraje w regionie, pod przywództwem rewolucjonisty Simona Bolivara,
Wenezuela zwróciła się w 1895 roku do USA o pomoc, wyraźnie powołując się na
doktrynę Monroe'a, w celu rozwiązania sporu terytorialnego z Wielką Brytanią.
Amerykański prezydent Grover Cleveland zagroził Londynowi, powodując jego
wycofanie, a rząd Caracas utrzymał w ten sposób suwerenność nad całym swoim
terytorium.
Trzy lata później, w 1898 roku, Waszyngton przeszedł od słów do czynów,
interweniując po stronie Kuby w wojnie o niepodległość tej karaibskiej wyspy od
Hiszpanii. Wynikająca z tego wojna amerykańsko-hiszpańska zakończyła się traktatem
pokojowym, który był korzystny nie tylko dla kubańskich bojowników o
niepodległość, ale także dla Stanów Zjednoczonych, którym Madryt oddał
Portoryko, Filipiny i wyspę Guam.
Wniosek Teddy'ego Roosevelta
Jeszcze przed objęciem urzędu prezydenta, Theodore Roosevelt powoływał się na
doktrynę Monroe’a jako przyczynę interwencji na Kubie, która doprowadziła do
wojny między Stanami Zjednoczonymi a Hiszpanią. Wybrany do Białego Domu na dwie
kadencje, w latach 1901–1909, „Teddy” – jak go wszyscy nazywali – przeszedł do
historii za swoją tak zwaną „politykę kija”, wywodzącą się ze słynnego motta:
„Mów cicho i noś przy sobie duży kij”. W 1904 roku dodał do doktryny swojego
poprzednika Monroe’a odpowiednik, potwierdzając prawo Stanów Zjednoczonych do
interwencji w Ameryce Łacińskiej w przypadku „rażących nadużyć i chronicznych
niepokojów ze strony narodów Ameryki Łacińskiej”.
Jego przeciwnicy polityczni stanowczo sprzeciwiają się takiej koncepcji,
argumentując, że jest ona sprzeczna z samymi założeniami pierwotnej Doktryny
Monroe'a, której celem było zapobieganie ingerencji Europy w Ameryce. „W
oparciu o ten wniosek, przypisujemy sobie prawo do bycia policjantem
kontynentu” – mówi jeden z senatorów. „To koncepcja, której celem jest
uczynienie z Ameryki imperium” – mówi inny. „To polityka zagraniczna oparta na
sile” – oskarża trzeci. Słowa prorocze. Roosevelt wykorzystuje odnowioną
doktrynę, aby bronić Wenezueli przed blokadą morską Wielkiej Brytanii, Niemiec
i Włoch podczas swojej pierwszej kadencji prezydenckiej.
Aż do lat 30. XX wieku kilku jego następców z powodzeniem wykorzystywało
zmodyfikowaną doktrynę Monroe'a do przeprowadzania licznych interwencji
wojskowych na Kubie, w Hondurasie, Panamie, na Haiti, w Republice Dominikay i
Nikaragui. Ameryka Środkowa była w szczególności postrzegana przez Waszyngton
jako jego „podwórko”, miejsce, na którym mógł rozszerzyć swoje wpływy,
eksploatując jej zasoby naturalne poprzez tworzenie przyjaznych rządów, często
w rękach generałów lub lokalnych autokratów: to, co później nazwano
„republikami bananowymi” ze względu na uprawy rolne należące do amerykańskich
korporacji międzynarodowych.
Okupacja Grenlandii
Podczas II wojny światowej prezydent Franklin Roosevelt również powoływał się
na doktrynę Monroe'a, by militarnie zająć Grenlandię . Celem było zapobieżenie
jej wykorzystaniu przez Niemcy po nazistowskiej okupacji Danii, której ogromna,
na wpół niezamieszkana wyspa w regionie Arktyki była terytorium autonomicznym.
Po wojnie siły amerykańskie pozostały na Grenlandii, a rząd w Kopenhadze
zaniechał prób zmuszenia ich do opuszczenia kraju. W 1949 roku oba kraje
przystąpiły do NATO, a Waszyngton utrzymywał dużą bazę wojskową na Grenlandii.
Historia się powtarza: teraz wyspa jest pożądana przez Trumpa, który ze
względów ekonomicznych (zasoby mineralne) i strategicznych (arktyczne szlaki
żeglugowe) twierdzi, że chce ją zaanektować.
Po niedawnej amerykańskiej interwencji w Wenezueli w Kopenhadze narastają
obawy, że Trump może zrobić to samo w Grenlandii, usprawiedliwiając to doktryną
Monroe'a, czyli bezprawnym wpływem innych krajów, w tym przypadku Danii, na
kontynent amerykański.
Zimna wojna
Doktryna Monroe'a powróciła do łask w okresie zimnej wojny. W latach 60. XX
wieku demokratyczny prezydent John Kennedy powołał się na nią, próbując obalić
komunistyczną rewolucję Fidela Castro na Kubie, gdzie wcześniej rządził
skorumpowany generał Fulgencio Batista, lojalny wobec Waszyngtonu. Kennedy
wykorzystał ją również ponownie podczas „kryzysu rakietowego”, kiedy Związek
Radziecki, sojusznik i protektor Castro, instalował na Kubie rakiety nuklearne,
grożąc wybuchem III wojny światowej.
W latach 70. republikański prezydent Richard Nixon, wspierany przez swojego
doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego Henry'ego Kissingera i CIA, pomógł
generałowi Pinochetowi obalić demokratycznie wybrany socjalistyczny rząd
Salvadora Allende w Chile poprzez wojskowy zamach stanu. Waszyngton zaoferował
podobne wsparcie innym prawicowym reżimom totalitarnym i wojskowym w Ameryce
Południowej, od Argentyny po Brazylię i Paragwaj. W latach 80. republikański
prezydent Ronald Reagan wykorzystał doktrynę Monroe'a do zorganizowania tajnej
armii przeciwko prokubańskiemu rządowi ustanowionemu w Nikaragui wraz z
rewolucją sandinistowską, a także za pomocą podobnych tajnych operacji lub
wsparcia udzielanego przez CIA w Salwadorze i Gwatemali.
Panamskie déjà vu
A potem, gdy zimna wojna dobiegła końca, a ZSRR był na skraju upadku, w grudniu
1989 roku George Bush senior zastosował doktrynę Monroe'a, nakazując inwazję
Panamy w celu pojmania jej dyktatora-prezydenta Manuela Noriegi, oskarżonego o
handel narkotykami, deportowanego na Florydę i skazanego na 40 lat więzienia.
Ogromna operacja wojskowa, która dziś wydaje się déjà vu ataku na Wenezuelę w
celu pojmania Maduro i która, podobnie jak ma to miejsce obecnie w przypadku
Wenezueli, spotkała się z potępieniem ONZ i Partii Demokratycznej w Stanach
Zjednoczonych jako naruszenie prawa międzynarodowego i samego prawa
amerykańskiego.
Z dwiema istotnymi różnicami. Po pierwsze, Panama jest małym krajem, liczącym
zaledwie 2,5 miliona mieszkańców; Wenezuela jest dwa razy większa od Niemiec i
liczy 30 milionów mieszkańców, co znacznie utrudnia jej kontrolowanie,
wpływanie na równowagę sił czy „rządzenie” nią, jak Trump zapowiedział w fazie
„przejściowej”.
Drugą różnicą jest to, że w 1989 r. Stany Zjednoczone współzarządzały Kanałem
Panamskim z lokalnymi władzami i posiadały już na tym terenie znaczną
infrastrukturę wojskową i cywilną, podczas gdy w Wenezueli, po rewolucji Hugo
Cháveza, która znacjonalizowała amerykański przemysł naftowy, nie mają niczego,
nawet ambasady, która została zamknięta za czasów Maduro, poza kilkoma agentami
CIA i lokalnymi informatorami.
Doktryna „Donroe”
Donald Trump już kilkakrotnie powoływał się na doktrynę Monroe'a w odniesieniu
do Wenezueli podczas swojej pierwszej kadencji prezydenckiej (2016-2020),
twierdząc, że ekspansja gospodarcza Chin i pomoc Rosji stanowią zewnętrzną
ingerencję w Wenezuelę, zgodnie z formułą opracowaną po raz pierwszy przez
amerykańskiego prezydenta dwa wieki wcześniej. Jednak podczas kampanii
prezydenckiej w 2024 roku kandydat Republikanów obiecał, że po wyborze nie
tylko powstrzyma się od prowadzenia wojen, ale także zakończy te, które już
trwają: nie przypadkiem to Trump podjął decyzję o wycofaniu się Amerykanów z
Afganistanu, choć później ostro krytykował chaotyczny sposób, w jaki jego
następca, Joe Biden, przeprowadził tę decyzję.
Jednak to właśnie w nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, sformułowanej
podczas jego drugiej kadencji, Trump otwarcie wzywa Amerykę do „potwierdzenia i
egzekwowania Doktryny Monroe’a, aby przywrócić amerykańską dominację na półkuli
zachodniej”. Ten sam dokument definiuje to oświadczenie jako „Wniosek Trumpa”
do Doktryny Monroe’a. Eksperci ds. polityki zagranicznej podsumowują je jako
dążenie do podziału świata na strefy wpływów między Ameryką, Rosją i Chinami,
trzema wiodącymi mocarstwami nuklearnymi na świecie. Atak na Wenezuelę w ten
weekend, poprzedzony nalotami na statki podejrzane o handel narkotykami,
stanowi pierwsze praktyczne zastosowanie tej doktryny na dużą skalę. Jednak na
konferencji prasowej, na której ujawnił niektóre szczegóły operacji, prezydent
nie wykluczył podobnych inicjatyw przeciwko Kubie, Meksykowi i innym krajom
Ameryki Łacińskiej.
„Prawie zapomnieliśmy o doktrynie Monroe’a” – powiedział Trump w listopadzie.
„Była bardzo ważna, ale o niej zapomnieliśmy. Teraz o niej nie zapomnimy.
Zgodnie z naszą nową strategią bezpieczeństwa narodowego, amerykańska dominacja
na półkuli zachodniej nigdy więcej nie będzie zagrożona”. A w sobotni wieczór,
przemawiając do reporterów w swojej rezydencji Mar-a Lago po ataku na Caracas,
podwoił stawkę: „Wenezuela udzieliła schronienia naszym przeciwnikom i
pozyskała broń ofensywną, a także skonfiskowała i sprzedała nasze zasoby
naftowe. Wszystkie te działania stanowiły jawne naruszenie kluczowych zasad
amerykańskiej polityki zagranicznej, ustanowionych ponad dwieście lat temu –
doktryny Monroe’a. Teraz znacznie ją rozszerzyliśmy. Niektórzy nazywają ją
doktryną Donroe’a”.
Krótko mówiąc, po tym, jak podpisał się pod Kennedy Center, Trump podpisał się
również pod polityką prezydenta Monroe z 1823 roku. Zobaczymy, jakie będą
konsekwencje dla Wenezueli, Stanów Zjednoczonych, półkuli zachodniej i całego
świata.
7.
8.
https://tvn24.pl/swiat/iran-protesty-przeciw-drozyznie-ajatollah-ali-chamenei-protestujacy-musza-zostac-postawieni-do-pionu-st8829714
Rozmawiamy z protestującymi, urzędnicy muszą z nimi rozmawiać - powiedział
najwyższy przywódca duchowo-polityczny Iranu, ajatollah Ali Chamenei w
wystąpieniu w Teheranie, transmitowanym przez irańską telewizję państwową. -
Ale rozmowy ze sprawcami zamieszek nie przynoszą żadnych korzyści. Muszą zostać
postawieni do pionu - dodał.
9.
https://tvn24.pl/swiat/korea-polnocna-przeprowadzila-pierwszy-test-rakietowy-w-tym-roku-st8830072
Południowokoreańskie Kolegium Połączonych Szefów Sztabów (JCS)
poinformowało, że start nastąpił z okolic Pjongjangu w niedzielę około godz.
7.50 czasu lokalnego (godz. 23.50 w sobotę w Polsce). Pociski pokonały dystans
blisko 900 km, lądując ostatecznie w Morzu Japońskim.
Niedzielne testy zbiegły się w czasie z ogłoszeniem przez prezydenta USA
Donalda Trumpa schwytania przywódcy Wenezueli Nicolasa Maduro w wyniku dużej
operacji wojskowej. Zdaniem analityków wydarzenie to mogło sprowokować reakcję
Pjongjangu.
10.
Posłuchajcie jak mądrze gada ten facet, demokratyczny senator Berni Sanders,
Żyd z rodziny, która wyjechała z Limanowej do USA.
https://www.facebook.com/reel/664476419988648
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuńDzień dobry...
OdpowiedzUsuńwielka strata, odszedł Profesor Andrzej Paczkowski czy tam na "Górze" ich pokręciło ? przecież zostaną tylko sławomiry . a to klęska .Na drugiej półkuli rozszalały peacemaker huśta łodzią z brzytwą i doktryną Monroe’a”w ręku . Chyba ustalił z putlerem strefy wpływów bo przecież oni też mają ,od kilku lat nową doktrynę nuklearną (październik/listopad 2024) i praktycznie w połączeniu z poprzednimi zapisami mogą uderzyć kiedy chcą i gdzie chcą "zgodnie z ich prawem " Pozdrowienia .niektórzy mówią ,że nadmiar demokracji to anarchia , a anarchia to brak demokracji .
OdpowiedzUsuń