DRUGI OBIEG
Sobota, 10 stycznia 2026
1.
Kto wie, kto wie — może ten pomarańczowy, tłusty debil jednak ma rację?
Stwierdził przecież, że nie zamierza zmieniać ustroju Wenezueli, tylko chce
robić z nią interesy, a konkretnie przejąć kontrolę nad całym przemysłem
petrochemicznym. Pozostawia więc u władzy obecnych chavistów, nie nawiązuje
żadnych kontaktów z demokratyczną opozycją — tą, która dwukrotnie wygrała
ostatnie wybory — i brnie naprzód z Delcy Rodríguez, Diosdado Cabello i
Vladimirem Padrino.
To postaci w Wenezueli powszechnie znienawidzone, ale nie można wykluczyć, że
nawet przeciwnicy reżimu wolą ich rządy w nieco bardziej liberalnej formie niż
obecność Jankesów w budynkach rządowych w Caracas.
Dlaczego więc ten „gruby pomarańczowy debil” może mieć rację?
Bo polityczna tranzycja w tym kraju z całą pewnością wywołałaby — w najlepszym
razie — wielomiesięczny chaos, walki uliczne, ciągi zemst oraz fale rabunków
sklepów, banków i przedsiębiorstw. Nie przyniosłoby to korzyści samym
Wenezuelczykom, a tym bardziej Amerykanom. Zwłaszcza teraz, gdy w Caracas wciąż
rządzą chavistowskie elity, amerykańskie tankowce stoją w wenezuelskich portach
i opróżniają zbiorniki z ropą, która miała trafić do Kuby i Chin — za darmo
albo za grosze — a tak trafi na rynki międzynarodowe, gdzie zapłaci się za nią
twardą walutą, oczywiście wpływającą do amerykańskich kas. Czy Trump podzieli
się zyskami z Delcy Rodriguez?
Dwa dni po porwaniu Nicolása Maduro reżim zademonstrował swoją siłę i to, że
nadal mocno trzyma struktury władzy. Błyskawicznie zorganizowano szereg
manifestacji poparcia dla reżimu i samego Maduro — antyamerykańskich, ale
pozbawionych zwykłego agresywnego sztafażu. Aresztowano kilkudziesięciu
dziennikarzy, lecz po niespełna dobie większość wypuszczono. Kolejne dwa dni
później zwolniono z więzień większość więźniów politycznych, w tym wielu
cudzoziemców.
Reżim zrobił to bez wątpienia pod naciskiem Amerykanów, co oznacza, że ich
dźwignie, szantaże i groźby w Caracas są traktowane poważnie.
Nikt — ani w kraju, ani za granicą — nie ma wątpliwości, że w łonie
wenezuelskiej władzy istnieją głębokie podziały. Być może więc słuszne jest
czekanie, aż całe to towarzystwo wzajemnie się wyeliminuje, wytłucze, wybije.
Wtedy znacznie łatwiej będzie prawowicie wybranym przedstawicielom narodu
wrócić do kraju i rozpocząć prawdziwą tranzycję.
To zresztą trochę przypomina początek przełomu politycznego w Polsce — bo nie
da się ukryć, że pierwsze kroki ku zmianie wykonali ludzie z PZPR, którzy
zaczęli porozumiewać się z opozycją i realizować jej postulaty.
D.O. jest niemal pewien, że jeśli nie Amerykanie, to same władze wenezuelskie —
wobec ogromnych trudności wewnętrznych i międzynarodowych — już niebawem zwrócą
się do Maríi Coriny Machado o pomoc. Być może wcześniej rozpoczną rozmowy z
opozycjonistami, którzy pozostali w kraju, i w ten sposób dadzą początek
prawdziwemu politycznemu przełomowi w tym wspaniałym, pięknym państwie.
D.O czuje się nieswojo chwaląc Trumpa — a przynajmniej dopuszczając myśl, że
mógł mieć rację: trzeba przyznać, że realistycznie rzecz biorąc, może to być
najkrótsza, najprostsza i najbardziej pokojowa droga do przemiany politycznej w
Wenezueli.
A ta przemiana może stać się wzorem i ogromną nadzieją dla mieszkańców innych
państw Ameryki Południowej i Środkowej, borykających się z podobnymi
problemami.
2.
Jak podaje agencja Reuters, Straż Przybrzeżna USA jest w trakcie przejmowania
piątego objętego sankcjami tankowca, podejrzewanego o przewożenie ropy naftowej
do i z Wenezueli.
Celem ataku jest Olina. Źródło branżowe poinformowało agencję Reuters, że
tankowiec wypłynął w zeszłym tygodniu z pełnym ładunkiem ropy naftowej jako
część flotylli, po tym jak USA schwytały i aresztowały Nicolasa Maduro. Statek
wracał z pełnym ładunkiem do Wenezueli, gdy został dziś zajęty.
3.
Wczoraj do Caracas przybyła delegacja z Waszyngtonu żeby rozmawiać z rządem chavistowskim
na temat ponownego otwarcia ambasad.
4.
Iran przekroczył próg polityczny
https://www.iranintl.com/en/202601095873
To, co wydarzyło się w Iranie w czwartek wieczorem, nie było zwykłym protestem.
W całym kraju odbyły się skoordynowane masowe demonstracje w odpowiedzi na
bezpośrednie wezwanie księcia Rezy Pahlawiego, który określił nie tylko
przebieg akcji, ale także jej termin.
Wezwania do działania spoza Iranu były wielokrotnie wygłaszane na przestrzeni
lat i w dużej mierze ignorowane. Na to wezwanie udzielono odpowiedzi,
jednocześnie i na szeroką skalę. Precyzja tego apelu i reakcja na niego
zaskoczyły zarówno zwolenników, jak i sceptyków. Czwartkowy wieczór nie
przyniósł zmiany reżimu, ale oznaczał coś nie mniej znaczącego: widoczne
przekroczenie progu politycznego.
Rewolucje nie zaczynają się jednej nocy. Wypływają na powierzchnię po długich
okresach kumulujących się rozłamów. Iran od około dwóch dekad znajduje się w
stanie politycznego i psychologicznego wrzenia. To, czego jesteśmy dziś
świadkami, jest zewnętrznym przejawem procesu, który rozpoczął się wraz z
upadkiem legitymacji w 2009 roku.
Tegoroczne wybory prezydenckie zniweczyły roszczenia Republiki Islamskiej do
powszechnej zgody. Do tego czasu, pomimo głębokiej frustracji, wielu Irańczyków
wciąż wierzyło, że znacząca zmiana jest możliwa dzięki partycypacji,
głosowaniu, kandydatom reformatorskim i stopniowym zmianom w systemie. Rażąca
manipulacja głosami i brutalne tłumienie masowych protestów położyły kres temu
przekonaniu. Nastąpiły nie tylko represje, ale także emocjonalny i moralny
rozłam między społeczeństwem a państwem. System przetrwał, ale zgoda nie.
Porozumienie nuklearne z 2015 roku na krótko zmieniło kurs. Otworzyło ono na
nowo perspektywę normalizacji sytuacji w Iranie i powrotu zwykłych ludzi do
tego, co często określają mianem „normalnego życia”. Ta nadzieja okazała się
ulotna. Po zniesieniu sankcji związanych z wojną nuklearną do kraju napłynęły
miliardy dolarów, jednak środki w przeważającej mierze przeznaczono na programy
rakietowe i dronowe oraz rozbudowę sieci agentów w Syrii, Iraku, Libanie i
Jemenie. Tymczasem waluta krajowa załamała się, inflacja gwałtownie wzrosła, a
siła nabywcza gospodarstw domowych systematycznie malała.
Te realia ekonomiczne są powszechnie znane. Znacznie mniej zrozumiałe,
szczególnie w zachodnich mediach i kręgach decyzyjnych, było to, co działo się
pod powierzchnią. Społeczeństwo irańskie w dużej mierze opuściło Republikę
Islamską na poziomie wiary. Nie był to już sprzeciw ani protest. Był to kres
lojalności. Ludzie nie pytali już, jak zreformować system. Pytali, co mogłoby
go zastąpić.
Symbole mają znaczenie, gdy legitymizacja ulega erozji, zwłaszcza gdy łamane są
długotrwałe tabu. Krytyczny moment nastąpił w 2018 roku, gdy zmumifikowane
ciało, powszechnie uważane za ciało Rezy Szaha, zostało odkryte na placu budowy
w Szahr-e Rej, niedaleko Teheranu, gdzie kiedyś stało jego mauzoleum, zanim
zostało zburzone po rewolucji. Ostatecznie nie miało znaczenia czy szczątki
były autentyczne. Liczyła się reakcja. Pojawiły się publiczne okrzyki: „Reza
Szah, niech Bóg błogosławi twoją duszę”, które jeszcze kilka lat wcześniej byłyby
nie do pomyślenia w przestrzeni publicznej.
Początkowo hasła te interpretowano jako wyraz gniewu wobec Republiki
Islamskiej, a nie jako pozytywną ocenę epoki Pahlawiego. Ta interpretacja
okazała się nietrafiona. Okrzyki powróciły, rozprzestrzeniły się geograficznie
i stały się bardziej dosadne. Bariera psychologiczna została przekroczona.
W połowie lat dwudziestych XXI wieku ta symboliczna zmiana stała się coraz
bardziej widoczna w mediach społecznościowych, gdzie uwaga skupiła się wokół
Rezy Pahlawiego. Niektórzy obserwatorzy odrzucali jego obecność w mediach
społecznościowych jako efekt manipulacji lub dowód na to, że same media
społecznościowe są mało wiarygodnym miernikiem rzeczywistości politycznej.
Jednak schemat był niepodważalny. Treści powiązane z nim konsekwentnie
generowały niezwykle wysoki poziom zaangażowania na platformach
perskojęzycznych, krążąc naturalnie, wielokrotnie pojawiając się i utrzymując
widoczność znacznie dłużej niż pojedyncze cykle protestów.
Obecna fala protestów sprawiła, że nie dało się zignorować tej ukrytej
rzeczywistości. Od samego początku apele o powrót Pahlawiego były wyraźne i
powszechne. Niektórzy sceptycy ponownie próbowali zdyskredytować sceny,
twierdząc, że nagrania wideo zostały zmanipulowane lub że dodano do nich hasła.
To wyjaśnienie nie wytrzymało powtórzeń ani nie miało skali. Te same okrzyki
słychać było w wielu miastach i nocami w niezwiązanych ze sobą nagraniach,
ujawniając publicznie to, co kształtowało się pod powierzchnią przez lata.
Znaczenie czwartkowego wieczoru nie tkwi jedynie w samych liczbach, ale w
koordynacji i wiarygodności. Wiele zewnętrznych wezwań w przeszłości przyniosło
niewiele lub nic. Tym razem nie. Po raz pierwszy na wezwanie o konkretnej
godzinie odebrano odpowiedź w całym kraju. Demonstracje rozpoczęły się
jednocześnie o wyznaczonej godzinie, co stanowiło wyraźny dowód zbiorowej
reakcji, a nie rozproszonych zamieszek. Ta precyzja i reakcja na nią oznaczały
jakościową zmianę w irańskiej dynamice politycznej.
Republika Islamska nadal kontroluje machinę państwa. To, co straciła w czwartek
wieczorem, to wyłączność na pozostałą legitymację polityczną, zarówno w kraju,
jak i za granicą. Od tego momentu rządy zagraniczne nie mają już do czynienia z
niekwestionowanym przedstawicielem narodu irańskiego, lecz z reżimem, którego
prawo do przemawiania w imieniu Iranu jest otwarcie kwestionowane. Władza
utrzymywana siłą może przetrwać przez jakiś czas. Władza pozbawiona legitymacji
nie odzyska jej.
Jednocześnie Reza Pahlawi przekroczył granicę, której wielu przed nim nie
osiągnęło. Nie była to symbolika, nostalgia ani cyfrowy szum. Był to udany akt
politycznego dowodzenia. Inni wystosowali apele z zagranicy i zostali
zignorowani. On wystosował apel, na który odpowiedziano w całym kraju, zgodnie
z planem. To nie jest popularność. To jest operacyjne przywództwo.
W ten sposób przestrzeń opozycji w Iranie uległa gruntownej przebudowie.
Pytanie nie brzmi już, czy Irańczycy szukają alternatywy, czy też może wyłonić
się przywódca. Obie kwestie zostały rozstrzygnięte. Punkt centralny istnieje i
reżim jest zmuszony się z nim liczyć.
Od tego momentu irańska polityka podlega nowym ograniczeniom. Państwo musi
teraz reagować nie na spontaniczne niepokoje, ale na identyfikowalny ośrodek
mobilizacji. Historia pokazuje, że reżimy potrafią przetrwać protesty. Znacznie
trudniej jest im przetrwać przywódców.
Po czwartkowej nocy Republika Islamska staje w obliczu rzeczywistości, której
od dawna starała się zapobiec. Nie musi już konfrontować się z tłumem. Musi
konfrontować się z pretendentem.
5.
Reza Pahlavi, wygnany syn ostatniego szacha Iranu, w centrum protestów
https://www.bbc.com/news/articles/c62wx1gr8y4o
Wielu demonstrantów w Iranie domaga się powrotu Rezy Pahlawiego, wygnanego syna
ostatniego szacha (króla) Iranu.
Sam Pahlavi wezwał ludzi do wyjścia na ulice. Kim więc jest były następca tronu
i jak duże ma poparcie?
Przygotowywany od urodzenia do odziedziczenia irańskiego Tronu Pawiego, Reza
Pahlawi odbywał szkolenie pilotów myśliwców w Stanach Zjednoczonych, gdy
rewolucja z 1979 r. obaliła monarchię jego ojca.
Z daleka obserwował, jak jego ojciec, Mohammad Reza Szah Pahlavi – niegdyś
wspierany przez zachodnich sojuszników – starał się znaleźć schronienie w innym
kraju i ostatecznie zmarł na raka w Egipcie.
Nagła utrata władzy pozbawiła młodego następcę tronu i jego rodzinę państwa,
pozostawiając ich pod opieką coraz rzadszego kręgu rojalistów i życzliwych osób
na wygnaniu.
W kolejnych dekadach rodzinę dotknęła tragedia nie raz. Jego młodsza siostra i
brat odebrali sobie życie, czyniąc go symboliczną głową dynastii, którą wielu
uważało za zapomną.
Obecnie, w wieku 65 lat, Reza Pahlavi ponownie pragnie odegrać rolę w
kształtowaniu przyszłości swojego kraju.
Jego zwolennicy opisują go jako osobę powściągliwą i otwartą, mieszkającą w
spokojnej dzielnicy niedaleko Waszyngtonu. Często bywał w lokalnych kawiarniach
w towarzystwie żony Yasmine, bez widocznej ochrony.
W 2022 roku, gdy przechodzień zapytał go, czy uważa się za lidera irańskiego
ruchu protestacyjnego, on i Yasmine podobno odpowiedzieli zgodnie: „Zmiana musi
nastąpić od wewnątrz”.
W ostatnich latach jednak jego ton stał się bardziej asertywny. Po izraelskich
nalotach w 2025 roku, w których zginęło kilku wysokich rangą irańskich
generałów, Pahlawi oświadczył na konferencji prasowej w Paryżu, że jest gotów
pomóc w kierowaniu rządem przejściowym, jeśli Republika Islamska upadnie.
Od tego czasu przedstawił 100-dniowy plan tymczasowej administracji.
Pahlavi podkreśla, że jego nowa pewność siebie wynika z lekcji wyniesionych z
wygnania i z tego, co nazywa „niedokończoną misją”, jaką pozostawił po sobie
ojciec.
„Nie chodzi o przywracanie przeszłości” – powiedział dziennikarzom w Paryżu.
„Chodzi o zapewnienie demokratycznej przyszłości wszystkim Irańczykom”.
Urodzony w październiku 1960 roku w Teheranie, Pahlawi był jedynym synem
szacha, po tym jak dwa poprzednie małżeństwa nie dały mu męskiego potomka.
Dorastał w otoczeniu przywilejów, kształcił się u prywatnych nauczycieli i od
najmłodszych lat szkolił się w obronie monarchii.
W wieku 17 lat został wysłany do Teksasu, aby szkolić się na pilota myśliwca.
Zanim jednak mógł wrócić do służby, rewolucja obaliła rządy jego ojca.
Od tego czasu Pahlavi mieszka w Stanach Zjednoczonych. Studiował nauki
polityczne, poślubił Yasmine – prawniczkę i Amerykankę irańskiego pochodzenia –
i wychował trzy córki: Noor, Iman i Farah.
Dziedzictwo podziałów
Na wygnaniu Pahlawi pozostał silnym symbolem monarchistów. Wielu pamięta epokę Pahlawich
jako okres gwałtownej modernizacji i zacieśniania więzi z Zachodem. Inni
wspominają czasy naznaczone cenzurą i budzącą grozę tajną policją Savak,
wykorzystywaną do tłumienia sprzeciwu i znaną z łamania praw człowieka.
Na przestrzeni lat jego popularność w Iranie ulegała wahaniom. W 1980 roku
przeprowadził symboliczną ceremonię koronacyjną w Kairze, ogłaszając się
szachem. Choć miało to niewielki wpływ w praktyce, niektórzy przeciwnicy
twierdzą, że podważa to jego obecne przesłanie o reformach demokratycznych.
Podejmował liczne próby tworzenia koalicji opozycyjnych, w tym Narodowej Rady
Iranu na rzecz Wolnych Wyborów, powołanej w 2013 roku. Większość z nich
borykała się jednak z wewnętrznymi nieporozumieniami i ograniczonym zasięgiem w
Iranie.
W przeciwieństwie do niektórych grup opozycyjnych na wygnaniu Pahlavi
konsekwentnie odrzucał przemoc i dystansował się od frakcji zbrojnych, takich
jak Mudżahedin-e Khalq (MEK).
Wielokrotnie wzywał do pokojowej transformacji i przeprowadzenia referendum
ogólnokrajowego w celu rozstrzygnięcia kwestii przyszłego systemu politycznego
Iranu.
Pahlavi zyskał w ostatnich latach nową popularność. Okrzyki „Reza Szah, niech
twoja dusza będzie błogosławiona” – nawiązujące do jego dziadka – powróciły
podczas antyrządowych protestów w 2017 roku.
Zabójstwo Mahsy Amini w areszcie policyjnym w 2022 r. wywołało ogólnokrajowe
demonstracje, co ponownie zwróciło uwagę mediów na jego osobę.
Jego próba zjednoczenia rozbitej irańskiej opozycji spotkała się z ostrożnym
zainteresowaniem międzynarodowym, ale ostatecznie nie utrzymała impetu. Krytycy
twierdzą, że po czterech dekadach spędzonych za granicą wciąż nie udało mu się
zbudować trwałej organizacji ani niezależnego medium.
Kontrowersyjna wizyta w Izraelu w 2023 roku, podczas której uczestniczył w
uroczystościach upamiętniających Holokaust i spotkał się z premierem Benjaminem
Netanjahu, jeszcze bardziej spolaryzowała opinie. Niektórzy Irańczycy
postrzegali to jako pragmatyczne działanie; inni – jako alienację arabskich i
muzułmańskich sojuszników Iranu.
Po ostatnich izraelskich atakach powietrznych na Iran stanął przed trudnymi pytaniami.
W wywiadzie dla Laury Kuenssberg z BBC zapytano go, czy popiera izraelskie
ataki, w których ryzykuje się życie cywilów.
Twierdził, że zwykli Irańczycy nie są celem ataku i powiedział, że „wszystko,
co osłabia reżim” zostanie przyjęte z zadowoleniem przez wielu obywateli Iranu
– uwagi te wywołały ostrą debatę.
Zwolennicy i krytycy
Dziś Pahlavi prezentuje się nie jako następca tronu, lecz jako figurant
pojednania narodowego.
Twierdzi, że chce pomóc Iranowi w przeprowadzeniu wolnych wyborów, rządów prawa
i równych praw dla kobiet, pozostawiając jednak ostateczną decyzję o
przywróceniu monarchii lub ustanowieniu republiki głosowaniu ogólnokrajowemu.
Jego zwolennicy widzą w nim jedyną postać opozycji, której nazwisko jest znane
i która od dawna opowiada się za pokojowymi zmianami.
Krytycy twierdzą, że nadal jest zbyt zależny od zagranicznego wsparcia i
zastanawiają się, czy Irańczycy w kraju, zmęczeni dekadami politycznych zawirowań,
są gotowi zaufać jakiemukolwiek przywódcy przebywającemu na wygnaniu.
Choć rząd Iranu przedstawia go jako zagrożenie, bez otwartej przestrzeni
politycznej i wiarygodnych sondaży nie da się zmierzyć jego prawdziwego
poparcia.
Niektórzy Irańczycy wciąż czczą jego nazwisko, inni zaś obawiają się
zastąpienia jednego niewybranego władcy innym, nawet pod pozorem demokracji.
Ciało ojca Pahlawiego pozostaje pochowane w Kairze, oczekując na to, co – jak
mają nadzieję rojaliści – będzie pewnego dnia symbolicznym powrotem do Iranu.
Czy wygnany następca tronu kiedykolwiek doczeka tego dnia – i wolnego Iranu –
pozostaje jednym z wielu pytań bez odpowiedzi dotyczących narodu, który wciąż
zmaga się ze swoją przeszłością.
6.
BBC:
W Iranie już trzynasty dzień z rzędu wybuchają kolejne protesty antyrządowe, a
najwyższy przywódca kraju ostro krytykuje ludzi demonstrujących na ulicach
Ajatollah Ali Chamenei, który ma w Iranie ostateczną władzę, odrzuca
protestujących jako „grupę wandali”, którzy próbują „zadowolić” prezydenta USA
Donalda Trumpa , który groził „bardzo mocnym uderzeniem” w Iran, jeśli siły
rządowe zabiją protestujących
Protesty, które rozpoczęły się w Teheranie 28 grudnia, zostały wywołane przez
załamanie się irańskiej waluty.
„Ludzie stają się teraz odważniejsi” – powiedział BBC 29-latek : „Poszedłem
kupić trochę artykułów spożywczych i ludzie głośno wypowiadali się przeciwko
reżimowi w biały dzień!”
Tymczasem w całym kraju nadal obowiązuje blokada internetu, a niektórzy
Irańczycy za granicą twierdzą, że nie mogą skontaktować się ze swoimi rodzinami.
BBC i większość innych międzynarodowych organizacji informacyjnych nie ma prawa
relacjonować wydarzeń w Iranie, dlatego w celu weryfikacji tego, co dzieje się
na miejscu, należy korzystać z mediów społecznościowych.
7.
la Repubblica: Tysiące na ulicach, zablokowany internet. Prezydent USA: „Nie
wiem czy Pahlawi nadaje się do rządzenia”
https://www.repubblica.it/esteri/2026/01/08/news/iran_proteste_regime_trump_khamenei-425083458/?ref=RHLF-BG-P9-S2-T1-s3754
Teheran, Meszhed, Tebriz, Isfahan, Babol, Raszt. Protesty w Iranie,
dotychczas skoncentrowane głównie na kurdyjskim zachodzie, wybuchają i
rozprzestrzeniają się na większe miasta, wyprowadzając na ulice tysiące ludzi.
W nocy marsze przybierają na sile, a gniew narasta: „Śmierć dyktatorowi”,
„Niech żyje szach”, „Wolność, wolność”, „To ostatnia bitwa, Pahlawi powróci” –
krzyczą ulice. … Na ulicach mieszają się różne głosy: tych tęskniących za
monarchią, ale także republikanów, świeckich, umiarkowanych konserwatystów i
młodych kosmopolitów, wyczerpanych latami kryzysu gospodarczego i represji,
zjednoczonych jednym żądaniem: końca Republiki Islamskiej i początku nowej ery.
Jakiej, tego nikt jeszcze nie potrafi powiedzieć. …
Trump jednak na razie nie wydaje się skłonny do interwencji: w wywiadzie dla
Huge Hewitta, komentatora politycznego bliskiego Republikanom, przypisał śmierć
„problemom z kontrolą tłumu. Nie jestem pewien, czy mogę kogokolwiek za to
pociągać do odpowiedzialności” – wyjaśnił w nieco sprzecznym przemówieniu.
We wtorek Reza Pahlawi uda się do Mar a Lago. Nie wiadomo, czy spotka się z
prezydentem bezpośrednio, ale na razie potentat wydaje się traktować księcia
podobnie jak wenezuelską liderkę opozycji Corinę Machado, która w
przeciwieństwie do Pahlawi zawsze mieszkała w swoim kraju: „Obserwowałem go i
wydaje się dobrym człowiekiem, ale nie jestem pewien, czy byłoby właściwe, aby
tak postępować w tym momencie, jako prezydent. Myślę, że powinniśmy pozwolić
każdemu się ujawnić i zobaczyć, kto wygra. Nie jestem pewien czy to właściwe” –
powiedział Trump.
8.
Video: Lwów trafiony naddźwiękowym pociskiem rakietowym Oresznik: Eksplozje po
ataku Rosji. Jak seria piorunów
https://www.repubblica.it/esteri/2026/01/09/video/ucraina_leopoli_colpita_da_un_missile_supersonico_oreshnik_le_esplosioni_dopo_il_raid_russo-425083883/?ref=RHLF-BG-P4-S1-T1-s534
Moskwa użyła hipersonicznych pocisków rakietowych Oresznik w
zmasowanym ataku na cele na Ukrainie, w szczególności na Kijów i Lwów.
Rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, powołując się na agencję RIA
Novosti, że „zmasowany atak na cele krytyczne” obejmował użycie „precyzyjnej
broni dalekiego zasięgu, zarówno lądowej, jak i morskiej, w tym mobilnego
systemu rakietowego średniego zasięgu Oresznik, a także dronów szturmowych”.
Rosjanie twierdzą również, że zaatakowano również zakłady produkujące drony, wykorzystywane
przez ukraińskie siły zbrojne w „nalocie na rezydencję Władimira Putina”, a
także infrastrukturę energetyczną „wspierającą wrogi kompleks
wojskowo-przemysłowy”
9.
https://tvn24.pl/swiat/po-co-rosja-uzyla-oriesznika-ekspert-o-celu-wykorzystania-rakiety-frankensteina-do-ataku-na-ukraine-st8839002
… „Analityk wyjaśniał, że Oriesznik to "składak" kilku
elementów pochodzących z innych, już sprawdzonych systemów. Jego zdaniem Moskwa
stara się stworzyć wrażenie, że posiada i wprowadza już do służby nowe systemy
strategiczne, takie jak Oriesznik. Te, według ich propagandowej narracji, nie
mają na świecie analogów. To jednak nieprawda.
Oriesznik jest pociskiem średniego lub średnio-dalekiego zasięgu (ang. IRBM -
Intermediate Range Ballistic Missile, pocisk balistyczny średnio-dalekiego
zasięgu), prawdopodobnie opartym o konstrukcję pocisku RS-26 Rubież (prace nad
nim trwały między 2011 a 2015 rokiem, program zawieszono w 2018 roku).
Teoretycznie pocisk może przenosić głowice jądrowe - łącznie sześć, mających
zdolność niezależnego naprowadzania na różne cele - choć w wojnie z Ukrainą
stosowane są ładunki konwencjonalne. Ich dokładna celność jest trudna do
ustalenia, jednak ograniczone skutki ataków wskazują, że efekty użycia tego
typu broni są niewspółmierne do kosztów i mają głównie wymiar
propagandowo-informacyjny: są raczej demonstracją zdolności niż dążeniem do
zadania realnych strat”. …
10.
Trump, Vance i najnowszy krok w stronę horroru: zabijanie przeciwników jest
teraz legalne.
https://www.repubblica.it/politica/rubriche/hanno-tutti-ragione/2026/01/09/news/minneapolis_renee_good_trump_vance_cappellini-425084532/?ref=RHLF-BG-P7-S1-T1-145678
11.
2 lata temu
Jarosław Kurski w „Wyborczej” (chociaż, jak głosi notatka w artykule, były
naczelny nie odzwierciedla poglądów redakcji):
„Przez osiem lat złodzieje okradali nas z demokracji. To nawet nie była
kradzież, to był rozbój. Walka w obronie własnej i swojego mienia, odpieranie
zamachu jest w istocie działaniem w stanie wyższej konieczności, w ramach
obrony koniecznej. Nasza - obywateli - odpowiedź powinna być adekwatna i
proporcjonalna. Dlatego ufam, że na determinację nihilistów z PiS w obalaniu
demokracji w Polsce przez osiem lat demokratyczni obywatele i ich rząd
odpowiedzą z taką samą determinacją. W imię elementarnego porządku prawnego i
aksjologicznego.
Co to znaczy odpowiedź proporcjonalna i adekwatna? Wielu publicystów ową cienką
czerwoną linię nazywa „bandą". Ostrzega, by nie jechać po bandzie.
Zapewniam, że PiS przesunął bandę daleko: nocne głosowania, kneblowanie
opozycji, nocne zaprzysięganie dublerów, odmowa publikacji prawomocnych
orzeczeń TK, a później tego Trybunału zwasalizowanie, jak i Sądu Najwyższego
zresztą, i KRS-u, polityczne nominacje neosędziów itd., itp. Banda jest tak
daleko, że koalicja demokratyczna nie zdoła nawet się do niej zbliżyć. Czy
przywracanie stanu zgodnego z prawem może być bezprawne? Czy usuwanie naruszeń
sprzecznych z konstytucją może być nielegalne?”.
12.
Kokaina, LSD, ecstasy, grzyby halucynogenne i ketamina. To lista nielegalnych
narkotyków używanych przez Elona Muska, jak wynika ze szczegółowego i
zaskakującego artykułu w „Wall Street Journal”, który wywołuje niepokój wśród
kadry kierowniczej, członków zarządów i inwestorów o stabilność jego spółek, a
także sprawia, że pod znakiem zapytania stają wszystkie jego kontrakty rządowe
podpisane z rządem USA przez takie firmy jak SpaceX.
Ekscentryczne zachowania Elona są dobrze znane i często publiczne. W 2018 roku
palił marihuanę występując w talk show Joe Rogana i w tym samym roku
opublikował tweeta, w którym zapowiedział przekształcenie Tesli w firmę
prywatną, wycofując ją z rynku dzięki bliżej nieokreślonym funduszom. Ten wpis
spowodował śledztwo prowadzone przez organ giełdy SEC, które zakończyło się
karą grzywny w wysokości 40 mln dolarów i rezygnacją Muska ze stanowiska
prezesa spółki.
W 2017 roku ujawnił na Twitterze, że cierpi na chorobę afektywną dwubiegunową,
a w 2021 roku, prowadząc satyryczny program „Saturday Night Live”, dodał, że
cierpi na zespół Aspegera, czyli odmianę autyzmu.
Teraz jednak „Wall Street Journal”, po otrzymaniu informacji z wielu źródeł
bliskich przedsiębiorcy, podniósł alarm, że prawdziwą przyczyną jest zażywanie
nielegalnych narkotyków. Zagraża to przyszłości siedmiu spółek, których jest
liderem, czyli fabryki samochodów elektrycznych Tesli; SpaceX, który jako
jedyny ma autoryzację NASA do dowożenia amerykańskich astronautów na
międzynarodową stację orbitalną; satelity Starlink. wykorzystywane także przez
Ukrainę; X, czyli były Twitter, xAI; implanty Neuralink zwiększające możliwości
mózgu; tunele szybkiego transportu Boring Co.
Gazeta ujawnia niepublikowane wcześniej i niepokojące epizody. Musk regularnie
uczestniczy w imprezach narkotykowych na całym świecie, często ze swoim bratem
i innymi członkami kadry kierowniczej swoich firm, podczas których trzeba
podpisywać umowy o zachowaniu poufności i zostawiać telefony komórkowe przed
drzwiami. W 2018 roku podczas imprezy w Los Angeles zażył kwas, a rok później
grzyby halucynogenne w Meksyku. W 2021 roku wykorzystał wizytę w Miami na
wystawie Art Basel jako pretekst, aby wybrać się z Kimbalem na prywatną imprezę
na bazie ketaminy. „Nadal zażywa narkotyki” – napisano w „Journal”.
Skutki są potencjalnie niszczycielskie. Gazeta ujawnia na przykład, że w 2017
roku podczas prezentacji nowej rakiety Big Falcon Rocket BFR w Hawthorne
przybył ponad godzinę później, a kiedy zaczął mówić, bełkotał, nazywając ją
„Wielką Pieprzeną Rakietą”. Po 15 minutach prezeska SpaceX, Gwynne Shotwell,
znalazła sposób, aby odebrać mu mikrofon i samodzielnie kontynuować
prezentację. Niewielu jednak miało odwagę tak postąpić, jak np. prezeska Tesli
Robyn Denholm, która mówiła o problemie przede wszystkim z Kimbalem, czy Linda
Johnson Rice, która wycofała się z zarządu Tesli. Odpowiedź była zazwyczaj
taka, że Musk potrzebuje tych substancji, aby poradzić sobie ze swoimi
problemami psychicznymi. Ma na przykład receptę na ketaminę, której potrzebuje
na depresję.
13.
12 lat temu
Oczywiście, cudzoziemcy kradną ci pracę.
Ale być może, jeśli ktoś bez kontaktów, pieniędzy i nie mówiący językiem
kradnie twoją robotę, to znaczy że jesteś gównem.
Dzień dobry...
OdpowiedzUsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuńDzień dobry. Dziękuję.
OdpowiedzUsuńdziękuję za dzisiejszy przekaz , nie podejrzewam " tenisówka" i jego przyd, upasów o tak głębokie przemyślenia , pewnie czekają co z tego wyniknie , Persom należy się WOLNOŚĆ od pomylonych "mędrców" Pięknego dnia .
OdpowiedzUsuń