DRUGI OBIEG
Sobota, 17 stycznia 2026
1.
No to był intensywny tydzień! Mnóstwo roboty, mnóstwo wizyt lekarskich, a do
tego jeszcze wieczorami zabiegi rehabilitacyjne w Konstancinie.
Może nie uwierzysz, drogi czytelniku, ale nasz londyński wnuk bywał tu niemal
na każde Boże Narodzenie od dnia swoich narodzin i ani razu nie zaznał w
Warszawie śniegu. W tym roku, kiedy akurat nie mogli przyjechać na święta, zima
dała nam popalić, a on stracił okazję do ponurzania się w prawdziwym puchu.
Śniegu było aż za dużo — padał o zupełnie nieodpowiednich porach dnia, kiedy
kierowcy pługopiaskarek po całym dniu pracy wcinali kolację przed telewizorem;
padał poziomo z powodu wiatru, padał pionowo, kiedy wiatru nie było; padał
małymi płatkami, nieprzyjemnie wciskającymi się w każdą szczelinę ubrania;
padał też wielkimi, powolnymi płatami, które, owszem, nieprzyjemnie było
strząsać z czapki i szalika, ale w gruncie rzeczy taki śnieg da się lubić —
nawet komuś takiemu jak D.O., który zimy serdecznie nie znosi.
Pal licho śnieg, ale w środę w Warszawie zaczął padać lód. Autentyczny lód, w
małych granulkach, który oblepiał wszystko: chodniki i jezdnie, spacerujących
ludzi i samochody — zarówno te jadące, jak i te stojące. To było naprawdę
nieprzyjemne i niebezpieczne.
No ale jakoś udało się przetrwać ten tydzień. To spore osiągnięcie, zważywszy,
że wokół CKR-u, czyli Centrum Kompleksowej Rehabilitacji w Konstancinie, nikt
nie odśnieżył ulic ani chodników. Trzeba było wbijać samochód w zaspy, a potem
brodzić w brei, jaka powstała na skutek bardzo powierzchownego posolenia śniegu
leżącego na asfalcie. Fizjoterapeuta, miętosząc plecy D.O., powiedział coś
takiego: „My tu pacjentów rehabilitujemy, oni wychodzą na zewnątrz, wywijają
orła i trzeba ich zawieźć na SOR, po czym po kilku tygodniach znowu wracają do
nas — no i ten biznes jakoś się kręci”.
2.
Syberyjski wyż zwycięży. Do kiedy potrwa tęgi mróz
https://tvn24.pl/tvnmeteo/prognoza/syberyjski-wyz-zwyciezy-do-kiedy-potrwa-tegi-mroz-st8851805
… „po 21 stycznia, gdy zacznie do nas docierać to zimne powietrze, to
temperatura spadnie, także w centrum Polski, do ostrożnie licząc, około -20
stopni - wyjaśnił synoptyk i prezenter tvnmeteo.pl Tomasz Wasilewski.
Według wyliczeń Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej nie odpoczniemy od
tęgiego mrozu co najmniej do drugiego tygodnia lutego”. …
3.
Chcieliście dobrych wiadomości? O to jedna z nich.
https://wyborcza.pl/7,75398,32533199,cbos-korupcja-w-polsce-najnizsza-od-przeszlo-trzech-dekad.html#s=S.TD-K.C-B.2-L.1.duzy
… „W najnowszym badaniu korupcji w Polsce widać, że nie tylko ogólnie oceniamy,
że korupcji jest mniej, ale i wskazują na to nasze własne doświadczenia. CBOS
odnotował najniższy w minionym ćwierćwieczu odsetek osób znających kogoś, kto
bierze łapówki i kto je dostaje, a także najniższy od ponad 30 lat udział
przyznających się do ich wręczania. … Korupcję za wyjątkowo duży problem
uważano w pierwszej dekadzie XXI wieku (w samej końcówce rządów koalicji
AWS–UW), potem w okresie rządów bloku SLD–PSL (październik 2001 – październik
2005), a następnie za rządów premierów Kazimierza Marcinkiewicza oraz Jarosława
Kaczyńskiego i koalicji PiS, Samoobrony, LPR (październik 2005 – listopad
2007). Najwyższy wskaźnik – 95 proc. – był maju 2004 r. (końcówka rządów Leszka
Millera). Potem spadał – teraz wynosi 63 proc”. …
==========
63% to mało?!
4.
No to jeszcze jedna:
https://wyborcza.biz/biznes/7,179190,32533550,tansze-tankowanie-na-ferie-nawet-po-przejeciu-przez-usa-kolejnego.html
… „Litr benzyny 95-oktanowej jest teraz o 9,3 proc. (58 gr) tańszy niż przed
rokiem, wynika z danych Refleksu. A firma analityczna e-petrol.pl oceniła, że
ceny detaliczne benzyny na polskich stacjach benzynowych są najniższe od lutego
2022 roku, czyli od czasu zbrojnej napaści Rosji na Ukrainę”. …
===========
D.O. ostatnio tankował za 5,30 i 5,39 za litr, ale nie powie, gdzie, bo nie
lubi stać w kolejkach.
5.
Norwescy politycy twierdzą, że przyznanie Trumpowi Pokojowej Nagrody Nobla jest
„absurdalne”
Prezydent USA skrytykowany za przyjęcie medalu przyznanego wenezuelskiej
liderce opozycji, Marii Corinie Machado
https://www.theguardian.com/world/2026/jan/16/maria-corina-machado-giving-trump-nobel-peace-prize-medal-absurd-say-norwegian-politicians
… „Laureatka Nagrody Nobla wręczyła Trumpowi swój medal w Białym Domu w
czwartek „w uznaniu jego wyjątkowego zaangażowania w naszą wolność”. Kilka
godzin później Trump napisał na Truth Social, że Machado „wręczyła mi Pokojową
Nagrodę Nobla za moją pracę. To wspaniały gest wzajemnego szacunku”.
Centrum Pokojowej Nagrody Nobla poinformowało w mediach społecznościowych, że
„medal może zmieniać właścicieli, ale tytuł laureata Pokojowej Nagrody Nobla
nie”. Organizatorzy nagrody, Norweski Komitet Noblowski i Norweski Instytut
Noblowski, oświadczyli już, że nagrody „nie można cofnąć, podzielić ani
przenieść”, gdy Machado po raz pierwszy ujawniła swój plan.
Kirsti Bergstø, liderka norweskiej Socjalistycznej Partii Lewicy i jej
rzeczniczka ds. polityki zagranicznej, powiedziała: „To przede wszystkim
absurd. Pokojowej Nagrody Nobla nie można oddać”.
Niedawne groźby Trumpa dotyczące inwazji na Grenlandię, jak powiedziała,
pokazały, dlaczego nie był on godnym odbiorcą. „Trump niewątpliwie będzie
twierdził, że otrzymał nagrodę, ale nie można jej przekazać, a powtarzające się
groźby Trumpa wobec Grenlandii jasno pokazują, dlaczego przyznanie mu tej
nagrody byłoby szaleństwem” – powiedziała Bergstø”. …
6.
Prawicowi przywódcy popierają Viktora Orbána w materiale wideo z kampanii
wyborczej na Węgrzech
Giorgia Meloni z Włoch i Marine Le Pen z Francji to jedne z osób wyrażających
poparcie dla premiera Węgier
https://www.theguardian.com/world/2026/jan/16/rightwing-leaders-endorse-viktor-orban-video-election
W opublikowanym w tym tygodniu w internecie przez Orbána materiale wideo z
kampanii wyborczej można znaleźć wyrazy poparcia ze strony niemal tuzina
liderów, w tym Giorgii Meloni i Matteo Salviniego z Włoch, Marine Le Pen z
Francji i Alice Weidel z Niemiec.
„Europa potrzebuje Viktora Orbána” – mówiLa widzom Weidel, współprzewodnicząca
skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec (AfD).
Le Pen, była liderka skrajnie prawicowej partii Zjednoczenie Narodowe we
Francji, obsypuje pochwałami przywódcę, który kiedyś nazwał Węgry „płytką
Petriego dla nieliberalizmu”. „Dzięki takim liderom jak Viktor Orbán, obóz
patriotów i obrońców narodów i suwerennych narodów odnosi coraz większe sukcesy
w Europie” – mówi.
Meloni z kolei stara się podkreślić podobieństwa łączące ją z Orbánem: „Razem
opowiadamy się za Europą, która szanuje suwerenność narodową i jest dumna ze
swoich korzeni kulturowych i religijnych”.
Okazja poparcia przed wyborami na Węgrzech, które odbędą się 12 kwietnia,
następuje po roku, w którym Orbán, najdłużej urzędujący przywódca Unii
Europejskiej, trafił na pierwsze strony gazet, gdy dowiedział się o próbie
wprowadzenia przez jego rząd zakazu organizowania parad równości i dalszych
represji wobec niezależnych mediów i organizacji pozarządowych.
Orbán, który od dawna spotyka się z krytyką za osłabianie instytucji
demokratycznych, ograniczanie wolności mediów i podważanie praworządności, stoi
teraz w obliczu bezprecedensowego wyzwania ze strony byłego czołowego członka
swojej partii, Pétera Magyara.
Węgrzy zmagają się ze stagnacją gospodarczą, rosnącymi kosztami utrzymania i
słabnącą opieką społeczną, a sondaże wskazują, że Orbán i jego partia Fidesz
pozostają w tyle za opozycyjną partią Węgier Cisa.
W odpowiedzi Fidesz starał się podkreślić międzynarodowe powiązania Orbána,
przedstawiając je jako atut dla Węgier w niestabilnej i burzliwej sytuacji
międzynarodowej, jak twierdzi Márton Bene, analityk polityczny z Instytutu Nauk
Politycznych TK w Budapeszcie. „Czegoś, czego jego przeciwnik – jako polityczny
nowicjusz – po prostu nie ma” – powiedział.
Kampania Magyara skupiła się natomiast na sprawach wewnętrznych, obiecując
pobudzenie węgierskiej gospodarki poprzez walkę z korupcją i odblokowanie
miliardów euro zamrożonych funduszy UE.
Wynik wyborów najprawdopodobniej będzie zależał od tego, jak wyborcy odbierają
te konkurujące narracje i „czy za główną stawkę wyborów uznają wyzwania
międzynarodowe, czy też działania władz krajowych” – powiedział Bene.
7.
Według sondażu H&P, Mediolan ma najwyższy wskaźnik milionerów na świecie:
jeden na 12 mieszkańców.
Ranking podał Il Sole 24 Ore: w Nowym Jorku wskaźnik ten wynosi 1 do 22, w
Londynie 1 do 41, a w Rzymie 1 do 54. Obok Dubaju i Miami jest to jedyne
miasto, w którym prognozowany jest „wysoki wzrost” liczby potencjalnych
nowobogackich.
https://milano.repubblica.it/cronaca/2026/01/16/news/indagine_milano_tasso_milionari_mondo-425098815/?ref=RHLM-BG-P6-S2-T1-fdg6
Mediolan plasuje się w czołówce światowych oaz dla milionerów: „co dwunasty
zarejestrowany mieszkaniec, wliczając osoby starsze i noworodki, to osoba
dysponująca portfelem gotówkowym o wartości co najmniej sześciocyfrowej, po
odliczeniu aktywów w nieruchomościach”. Tak wynika z rocznego raportu firmy
Henley & Partners, opublikowanego dziś przez Il Sole 24 Ore.
W światowej stolicy finansowej, Nowym Jorku, wskaźnik ten wynosi 1 do 22, w
Londynie 1 do 41, a w Rzymie 1 do 54. Nawet w Paryżu, w obrębie jego murów
(zaledwie 2,14 miliona mieszkańców), na 14 mieszkańców przypada jeden milioner.
„Jeszcze bardziej sugestywna – pisze gazeta podająca te dane – jest analiza
indeksu wśród centymiliarderów (posiadających co najmniej 100 milionów dolarów
płynności w portfelu), których w Mediolanie jest dziś 182, czyli niemal tyle
samo, co w Księstwie Monako (192), więcej niż w całym kantonie Zurychu, więcej
niż w Miami i nawet więcej niż w Moskwie.
8.
https://katowice.wyborcza.pl/katowice/7,35063,32532604,skandal-w-policji-antynarkotykowi-policjanci-okradali-dilerow.html
… „Przez kilka lat część środków odurzających zabezpieczonych na Śląsku przez
policję wracała na rynek. Sprzedawali je podoficerowie, wyspecjalizowani w
tropieniu narkotykowych gangów - twierdzą śledczy z Katowic.
W sprawę zamieszanych jest czterech podoficerów z Komendy Powiatowej Policji w
Wodzisławiu Śląskim. Pracowali w sekcji zajmującej się zwalczaniem
przestępczości narkotykowej. Jako funkcjonariusze operacyjni mieli świetne
rozpoznanie środowiska dilerów oraz ich odbiorców. Wiedzieli też, kto i jak przemyca
narkotyki z pobliskich Czech”. …
9.
Angelo Gugel, który wspierał Jana Pawła II w dniu zamachu, nie żyje.
https://www.repubblica.it/cronaca/2026/01/16/news/angelo_gugel_morto_assistente_papa_giovanni_paolo_attentato-425099068/?ref=RHLM-BG-P16-S1-T1-fdg13
Pomimo jego przysłowiowej dyskrecji, jego twarz jest znana szerszej
publiczności, ponieważ to on udzielił wsparcia Janowi Pawłowi II tuż po tym,
jak ten został postrzelony przez tureckiego terrorystę Mehmeta Aliego Agcę 13
maja 1981 r.: Angelo Gugel, adiutant trzech papieży - Jana Pawła I, Wojtyły i
Benedykta XVI - zmarł wczoraj w Rzymie w wieku 90 lat.
W Watykanie z papieżem Lucianim
Wiadomość tę podały Osservatore Romano i Vatican News, które przypominają, jak
wierny papieski kamerdyner, urodzony w 1935 roku w Miane, w prowincji Treviso,
został powołany do rodziny papieskiej przez Jana Pawła I. Pochodzący z rodziny
chłopskiej z dwuletnim doświadczeniem w seminarium, Gugel w 1955 roku został
zwerbowany jako żandarm w Watykanie. Zachorowawszy na gruźlicę, po długiej
rekonwalescencji został przeniesiony do Gubernatorstwa, aż Luciani, jego były
biskup w Vittorio Veneto, który znał jego matkę i żonę, wezwał go u do swojego
boku. Co więcej, podczas Soboru Watykańskiego II działał już jako jego szofer w
Rzymie i nawet jadł obiad w jego domu. Jak wiadomo, pontyfikat Albino
Lucianiego trwał zaledwie 33 dni; Gugel pozostał pokojowym podczas długiego
pontyfikatu Karola Wojtyły, a następnie zakończył swoją służbę, mając już ponad
siedemdziesiąt lat, u Benedykta XVI.
13 maja 1981
Tego popołudnia, 13 maja 1981 roku, Gugel jechał obok Jana Pawła II w otwartym
jeepie, obwożąc wiernych na audiencję generalną na placu Świętego Piotra.
Trafiony strzałem Mehmeta Aliego Agcy, Papież upadł na kolana, krwawiąc z
brzucha. „Bardzo zły znak” – wspominał Gugel po latach: „Spojrzałem na jego
sekretarza, ks. Stanisława Dziwisza (sekretarza papieża, red.) i wyjąkałem:
„Miejmy nadzieję”.
W imię dyskrecji
Niezwykle dyskretny, wspominał Jana Pawła II w wywiadzie dla „L'Osservatore
Romano” w setną rocznicę jego urodzin: „Zachowanie poufności w mojej pracy,
nawet w gronie rodziny, było dla mnie czymś normalnym. Kiedy spotykaliśmy się
prywatnie z Ojcem Świętym, nawet moja rodzina dowiadywała się o tym z gazet”.
Emanuela Orlandi i Vatileaks
Gugel opowiedział o swojej posłudze u boku trzech papieży w znanym wywiadzie
dla Corriere della Sera w 2018 roku. Odniósł się również do kilku klasycznych
watykańskich opowieści kryminalnych. Odnosząc się do śmierci papieża Lucianiego
zaledwie 33 dni po konklawe, Gugel wykluczył możliwość zabójstwa: „To nonsens.
Po południu przed śmiercią papież nie czuł się dobrze. Sam przyniosłem mu
tabletkę, zanim poszedł spać”. Jeśli chodzi o Emanuelę Orlandi, to w chwili jej
porwania, 22 czerwca 1983 r., niektóre gazety pisały, że to najstarsza córka
Gugela – Raffaella - była prawdziwym celem porwania: „Absurd” – skomentował
Gugel – „Byłem w Polsce z Wojtyłą, kiedy doszło do porwania. To nieprawda, że
obie dziewczyny uczęszczały do tej samej szkoły. A w tym czasie moja rodzina
nie mieszkała jeszcze w Watykanie. Później, aby oszczędzić Raffaelli długich
codziennych podróży autobusem, woleliśmy zapisać ją do szkoły z internatem
prowadzonej przez siostry Maestre Pie. Ale były to te same środki ostrożności,
które Cibin, szef żandarmerii, podjął również w stosunku do własnej córki”.
Wreszcie Paolo Gabriele, kamerdyner Benedykta XVI, został aresztowany w związku
ze sprawą tajnych dokumentów skradzionych Papieżowi i wyciekłych do prasy, tzw.
Vatileaks: „Spodziewałem się tego” – skomentował jego poprzednik jako asystent papieży.
„Poproszono mnie, żebym go wyszkolił. Ale on nie wydawał się zainteresowany
nauką”.
10.
Jak skomentujesz ten sondaż, czytelniku? Czy napawa cię on optymizmem czy
pesymizmem?
11.
3 lata temu
Założyciele dziennika „Il Manifesto – quotidiano comunista” Rossana Rossanda,
Luigi Pintor, Valentino Parlato i Lucio Magri otoczeni byli szacunkiem nawet
tych intelektualistów, którzy szaleństwem komunizmu nigdy się nie zachłysnęli.
Bo mieli niezależne opinie, nie lubili partyjniactwa, nie bawili się w salonowe
rozgrywki politykierów, bo bronili pokrzywdzonych, choćby wbrew partii
komunistycznej, popierali ruchy wolnościowe w Europie Wschodniej, bo nie brali
pieniędzy na swoje wydawnictwa od byle kogo.
Zmarły 12 lat temu słynny dziennikarz włoski Giorgio Bocca za młodu, przejęty
ideami faszyzmu, zgłosił się na ochotnika do oddziałów Włoskiej Republiki
Społecznej – kadłubkowatego państewka na północy Włoch, założonego przez
Mussoliniego i jego zwolenników, krótko przez ucieczką Niemców wypieranych
przez Aliantów. Potem Giorgio Bocca zmienił całkowicie siebie i swoje widzenie
świata i przez kolejne 60 lat był symbolem dziennikarstwa liberalnego i
społecznie zaangażowanego.
Bocca był świetnym polemistą.
O założycielach „Il Manifesto” powiedział na przełomie tysiącleci: „trwanie w
tym samym błędzie przez 25 lat nie czyni z błędu cnoty”.
To było uderzająco prawdziwe.
D.O. zawsze nie mógł pojąć jak ludzie z pozoru mądrzy i inteligentni mogą
ideowo włączyć się w ruchy ekstremistyczne, takie jak narodowy socjalizm czy
bolszewizm (jeden pi(e)s!). Zaakceptował fakt, że są wierzący, ale fanatykami
religijnymi raczej się nie stają. A naziole i bolszewicy – owszem, stają się
fanatykami, choć na testach na IQ brylują. Tak, chęć zemsty na gorliwcach
caratu z niejednego czyniła bolszewikiem, jak chęć zemsty na endekach pchała
ludzi do PPR-u, a nawet UB. Chęć zemsty na odpowiedzialnych za osłabianie
systemów ekonomicznych bolszewikach z niejednego czyniła zwolennikiem Hitlera.
Jasne, oczywiste.
Ale stamtąd do fanatyka? Człowieka ślepego na logikę, dowody i oczywistości?
Mordercy dla idei?
Nie, D.O. tego zrozumieć nie potrafi.
Wyjaśnisz mu, Czytelniku?
A D.O. postawił na ludzką inteligencję, wrażliwość, zaangażowanie,
nieobojętność. Drażnili go strasznie menadżerowie mediów mający nosy zatopione
w słupkach słuchalności, oglądalności czy klikalności. To, co ich wszystkich
łączyło to deziluzja: byli święcie przekonani, że czytelnicy, słuchacze,
widzowie, są debilami, do których trzeba przemawiać, jak do dzieci, prostym
językiem o prostych sprawach i nie dłużej niż 55 sekund, bo – nie ma siły – ogromna,
przeogromna większość widzów, słuchaczy i czytelników po tym czasie się wyłącza
i nic do niej nie dociera.
A ponieważ pieniądze głupka są równie dobre, jak pieniądze profesora filozofii;
ponieważ głupków jest znacząco więcej niż profesorów filozofii, to – zdaniem
tych medialnych funkcjonariuszy – pies z profesorami tańcował, stawiajmy na
głupka!
W dyskusjach z nimi wychodziło na jaw, że oni nie byli przekonani, że widzowie,
słuchacze, czytelnicy, są głupi: oni to
w i e d z i e l i !
A Kiedy D.O. próbował polemizować, podsuwali mu pod nos wspomniane słupki, w
wyniku czego nos D.O. lądował na kwincie.
A mimo to trwał w błędzie. Zwracał się do swoich widzów, słuchaczy i
czytelników, jak do ludzi inteligentnych, mądrych, ciekawych świata, którym mózg
nie wysiada po 55 sekundach.
Trwał w błędzie dłużej niż 25 lat. I to nie uczyniło z błędu cnoty.
Zawsze miał „dobre słupki”, łudził się, że zatriumfuje nad pożeraczami słupków,
ale nie. Stanowił pewną anomalię. Co samo w sobie nie jest złe ani przykre. Ale
potem sobie przypomniał, że najlepszą oglądalność miał wtedy, kiedy na
zakończenie programu wypuszczał filmik z kiciusiem, albo innym miłym
zwierzątkiem. Kiedy robił zagadki geograficzne. Innymi słowy, kiedy „podpierał”
swoje poważne komentarze na temat wydarzeń międzynarodowych rekwizytami z
magazynu brukowców.
A przecież przeczytał kiedyś książkę „najtęższego umysłu strategicznego Azji XX
wieku”, założyciela Singapuru Lee Kuan Yew’a pt. „Od trzeciego do pierwszego
świata”.
A tam było czarno na białym napisane: „ja nigdy nie patrzę w sondaże. Miałbym
się kierować tym, co myśli tłum? Co ze mnie byłby za lider”!?
A tu? A tu na melodię „zdechł kanarek” śpiewamy: zdechł liderek, zdechł
liderek, zdechł liderek, zdechł liderek, zdechł liderek, zdechł liderek, zdechł
liderek, zdechł.
Proszę szukać nowego.
To wszystko, co powyżej D.O. nabazgrał, to wstęp do krótkiego i gorzkiego
komentarza.
Nie, D.O. Nie liczył na dziesiątki tysięcy Czytelników, na miliony like’ów: to
je jego fucha. Jego fucha to mówić coś do mądrych. Jego szczęściem to, że
mądrzy zechcą słuchać.
Donald Tusk na prośby o jakieś względy dla inteligentów odpowiedział kiedyś:
„Inteligencja to maksimum 1% głosów”. W domyśle – nie warto się po ten procent
schylać. Po ten procent, który zachował polskość, język, kulturę, który walczył
w Powstaniach, który wykuwał niepodległość, bronił ojczyzny, kiedy była
potrzeba, wyciągał ją z tarapatów politycznych i finansowych, rozmawiał z
resztą świata o tym, żeby Polska była prawowitym, pełnoprawnym członkiem
międzynarodowej wspólnoty krajów cywilizowanych.
No, to D.O. właśnie do tego 1% miał ochotę się zwracać. Bo to ten 1% decyduje o
tym, jaki będzie naród i jaka ojczyzna.
D.O. nie jest wyjątkiem: rodzaj ludzki tak ma, że jak mu się coś wydaje, to myśli,
że wszystkim innym przedstawicielom gatunku wydaje się tak samo.
D.O. zawsze cenił sobie wolność i wydawało mu się, że wszyscy inni wolność
cenią sobie równie mocno.
Może to jest źródło błędu, który nie staje się cnotą?
Wolność zaś, drogi rodaku, jest ściśle powiązana z prawdą.
Tylko nie wszczynaj dyskusji na temat tego, co prawdą jest, a co nie, bo do
niczego nie dojdziemy.
A mamy dojść do tego, że nigdy nie będziesz wolny, jeśli będziesz karmiony
kłamstwem, jeśli zatruty pokarm wchłoniesz, uznając, że jest pożywne, że cię
wzmacnia.
Propaganda jest tym zatrutym jadłem, przesiąkasz toksynami, zaczynasz mieć
zwidy i halucynacje, przestajesz widzieć ostre kontury rzeczy, jasne
przestrzenie stają się ciemne, słyszysz dźwięki, których nie było, widzisz
kolory, których nikt nie malował. Ona zżera najpierw twój mózg, a potem resztę
twojego ciała.
W tym stanie nie możesz być wolny. Wolność potrzebuje czystego jadła,
potrzebuje światła, potrzebuje prawdy.
Drugi obieg ma znaczenie!
12.
4 lata temu
1.
D.O. przejechał przez Polskę w sobotę 650 km. Jechał od świtu niemalże, do
ciemnej nocy, zatrzymując się kilka razy, by sprawdzić co tam w świecie.
Doświadczył bezchmurnego nieba i szarych chmurzysk na północy, widział w
rozlewiskach odbicie i różowej i niebieskiej dominanty, zawsze fascynujący
spektakl zachodu słońca, a nawet pełni księżyca, który przez 200 kilometrów
wisiał mu koło lewego ucha.
Jechał, jechał i myślał o cudach. O cudach natury, pewnie, ale także o cudach,
jakie musiałyby nastąpić, żeby a. pozbyć się z Polski niszczycielskiej szajki,
b. uniknąć wojny w naszych szerokościach geograficznych.
A gdy się myśli o takich tematach, nieuchronnie dociera się do koncepcji
nawrócenia. Lub, jak kto woli „olśnienia”, żeby nie użyć słowa „oświecenia”, bo
słowo to jest obłożone betonową anatemą władz kościelnych.
2.
Shaʾùl ha-Tarsi tkał płótno, a z płótna tego robił namioty dla rzymskich
legionów. I to robił to nawet podczas nawracania pogan. Mocno zaangażował się w
prześladowanie pierwszych chrześcijan (prawdopodobnie zelotów, których wg
dzisiejszych kryteriów można by określić jako terrorystów – mesjanistów) na
tyle, że uczestniczył w ukamienowaniu pierwszego męczennika chrześcijańskiego
św. Stefana, (z jakiegoś powodu po polsku nazywanego „Szczepanem”). A kiedy
Szczepan został już zabity rzucanymi w niego przez ortodoksów kamieniami,
mordercy złożyli jego ubranie u stóp Shaʾùla (z jakiegoś powodu zwanego u nas
„Szawłem”), bo to on dowodził tą bandą krwawych fanatyków.
I kiedy Szaweł jechał do Damaszku (piękne miasto!) po pełnomocnictwa do
dalszego zabijania tych, których uważał za terrorystów i odszczepieńców,
zamierzających obalić panowanie rzymskie i ułatwić rządy oczekiwanego Mesjasza,
doznał…
„Olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos,
który mówił: «Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?» «Kto jesteś,
Panie?» - powiedział. A On: «Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i
wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić» (Dz 9, 1-3).
Niektórzy bibliści są przekonani, że Szaweł doznał oczywistego ataku
epileptycznego, któremu – podobno – często towarzyszą „objawienia”, czy
„olśnienia religijne”. D.O. nie ma wiedzy na ten temat, więc jeśli jest wśród
P.T. Czytelników neurolog, niech przemówi teraz lub zamilczy na zawsze.
Podobno podobny zespół można łatwo wywołać również u osób niecierpiących na
padaczkę, za pomocą specjalnego kasku z elektrodami. Trochę umiejętnie
skierowanego w odpowiednie połacie mózgu prądu elektrycznego i – objawienie
gotowe!
Shaʾùl to po hebrajsku (aramejsku?) „ten, o którego proszono, modlono się”, to
imię pierwszego króla żydowskiego z XI w. p.n.e., który ma wśród Żydów złą
prasę, z wyjątkiem potomków plemienia Beniamina, wśród których nie tylko ma
dobra prasę, ale uważają go nawet za bohatera, bo był „ich”.
Zaczął używać greckiego imienia Παῦλος, Pàulos, czyli Mały. Nie dość, że mały,
to jeszcze chory. Na co? Nowy Testament jest mglisty w tej kwestii (1Kor2,3-4;
2Kor10,10; 12,7) i hipotezy są następujące: epilepsja, histeria, hemikrania,
depresja, nawracające zapalenia korzonków nerwowych, głuchota, jąkanie, zez lub
wręcz ślepota na tle nerwowym (Ga4 13-15). I prawie na pewno impotencja (1
Kor7, 7-8). No, ale nie o impotencji i sposobach jej kompensacji, ani jego
podejrzanej mizoginii D.O. chce snuć rozważania, ale o tym kasku.
Tym kasku, który, podłączony pod gniazdko, powoduje ekstazy religijne.
Niestety, podobno po odłączeniu prądu ekstaza przechodzi i człowiek znów robi
się normalny.
Gdyby tak przekonać naukowców, by opracowali nowy, lepszy kask, nowe, lepsze
napięcia, żeby po podłączeniu do kontaktu ludziom przechodziła ochota na wojny,
łupiestwo, przechodziła pogarda, chęć dominacji, chęć narzucania swojej chorej
woli innym, rasizm, ksenofobia i inne zboczenia. Jeśli o D.O. chodzi, to może
być za te pieniądze, co są przeznaczone na wyprawę na Marsa.
3.
Ale bywają też nawrócenia samorzutne, w wyniku gryzienia. Nie pierwszego –
lepszego gryzienia, byle kogo czy byle czego. W wyniku zgryźliwej działalności
tego niezbadanego zjawiska, zwanego popularnie „sumieniem”.
Jak np. to, o czym J.P. pisał dwa lata temu:
‘Znana reporterka i prezenterka
państwowej telewizji Irańskiej Gelare Jabbari zwolniła się z pracy i na forum
społecznościowym napisała: "Wybaczacie, że okłamywałam was przez 13 lat.
Nigdy już nie wrócę do telewizji’.
Szacunek.
13.
6 lat temu
ANARCHIA
Nasze myśli zaludniają duchy, a duchy mają to do siebie, że wywołują
czułość, nawet jeśli w cielesnych formach były palantami, irytującymi tchórzami
i lizusami.
Dawno, dawno temu, wynajęty przewodnik miał zawieźć mnie do Kartaginy, ale
zamiast do miejsca po mieście, którego historię napisali jego zabójcy, zawiózł
mnie w podejrzane okolice, zatrzymał auto, wyłączył silnik i powiedział: „Oto
dom, w którym urodziła się Claudia Cardinale". I poszedł na obiad, a ja
stałem, zły, przed tym domem myśląc: „przecież ja ją kocham, tę Claudię… A za
co ja ją kocham? Za uśmiech”.
I dalej: „przecież to jest takie życie, taki zawód, w którym jest po stokroć
więcej wyniszczających duszę przykrości, niż radości, a nawet i radosne chwile
zżera gangrena świadomości, że są ulotne, a za nimi czai się nieszczęście i
samotność. Więc takie życie, taki zawód zabija uśmiechy, te prawdziwe,
pozostawia tylko manekiny, fałszywe, jak trzydolarówki. A uśmiech Claudii
pozostał szczery, dziewczęcy, rozbrajający”.
Nie było miejsca na protesty: przewodnik zjadał dania i jego spokoju nie mącił
widok mnie, przestępującego z nogi na nogę przed domem Claudii Cardinale, wśród
ludzi wrogo na mnie patrzących, których języka nie rozumiałem. Czułem się tak
obco, tak bardzo chciałem, żeby przewodnik powrócił i zaprowadził mnie w
miejsce, w którym coś zrozumiem...
Ale brał odwet: przecież mówił, że mogę iść razem z nim i coś zjeść i za niego
zapłacić, a skoro ja, wściekły, odmówiłem i za obiad musiał zapłacić sam, to
zapłaciłem i ja, długim, zagubionym oczekiwaniem.
Więc miałem później już mniejszy żal do Rzymian, że tak obrzydliwie opisali
życie i obyczaje Kartagińczyków, że ruiny zniszczonego miasta i portu posypali
tonami soli, żeby nic już tam nie wyrosło, żeby nikt nie wrócił, nie próbował
zaszczepić żadnej formy życia, jak dwa tysiąclecia później w moim zrujnowanym,
rodzinnym mieście.
W ruinach Karthago rozstawieni byli ubecy, pilnujący, by nikt nie skierował
obiektywu kamery lub aparatu za zachód, bo na zachód od ruin, na wysokim
klifie, zapragnął zbudować sobie pałac pan prezydent; tak, ten, który potem uciekł
swoim małym odrzutowcem na Wschód, do Rijadu. Uniknął linczu, ale śmierci nie
uszedł. Jego duch krąży gdzieś w myślach jeszcze żyjących, bo przecież nie
tylko w moich, który zetknąłem się z nim z daleka przy paru okazjach.
I do tego jeszcze nawracająca anarchia; raz wyperswadowana, na starość
powróciła na widok prowadzonego za rączkę malucha, z rozdziawionymi ustami
zapoznającego się z wielkim światem i żyjącego pewnikiem: „bez tej ręki, którą
ściskam, zginąłbym na tym świecie, na którym nic ode mnie nie zależy”. Tym
maluchem byłem ja, kilkadziesiąt lat później patrzyłem na niego-siebie i -
pojmowałem.
Że któregoś dnia ta ręka rozpływa się w niebycie i wtedy większość z nas
rozpaczliwie szuka innej, a tymi, którzy najchętniej je podsuwają, są
złoczyńcy.
Codziennie mijam ludzi, gotowych do chwycenia czyjejś wyciągniętej ręki i
niemieję ze zgrozy, widząc, jak łapią pierwsze z brzegu, choćby najbrudniejsze.
I potem, nieznośnie zniesmaczony słyszę, jak głośno przekonują siebie samych:
„wcale nie: ta ręka jest czysta i dobra”.
Ręka dyżurnego archonta.
Życie bez archonta wymaga siły i odwagi.
A brak archonta, to nic innego, jak anarchia.
Dom, w którym urodziła się Claudia Cardinale.
14.
9 lat temu
Spędziłem wieczór w towarzystwie elit intelektualnych z San Escobar.
Fenomenalne doświadczenie! Siedzieliśmy sobie – kto przy niesmacznym, tutejszym
winie, kto przy słynnym na cały świat tutejszym rumie – ja słuchałem a oni
narzekali na rządzącą tym krajem juntę. Wszyscy, co do jednego, są oczywiście w
opozycji do niej. Mówią, że są niewykształceni, chamscy, nieoczytani,
nieumiejętnie posługują się nożem i widelcem… Więc są w opozycji i juntę w
czambuł krytykują.
Och, ich sprzeciw ma wymiar nie tylko czysto werbalny; uważają na przykład, że
karzą współobywateli biernie lub czynnie wspierających juntę przez niepodawanie
im ręki i unikanie kontaktów.
Co mnie najbardziej zdumiało, to escobarskich intelektualistów, choć
wykształceni i o horyzontach szerokich, zawsze dziwi, że junta zrobiła kolejne
świństwo. Ja, choć jestem tu dopiero od kilkudziesięciu godzin, wiem, że po tej
juncie niczego dobrego spodziewać się nie można, a oni regularnie dają się
złapać w kolejną pułapkę, w kolejne fingowane propozycje dialogu itp.
Tutejsza elita nie rozumie natury junty…
Poza tym – same ciekawe rzeczy.
Kiedy zeszło na trwające właśnie WEF w Davos – którzyś z nich – starszy pan z
wąsami i brzuszkiem – powiedział, że można całe to Davos o – cytuję – „edge of
ass” potłuc, bo wszyscy ci luminarze i władcy świata gadają i gadają, a ani
brexitu ani Trumpa nie przewidzieli.
Trafna uwaga, nieprawdaż?
Inny intelektualista escobarski powiedział, że pozycję kraju w świecie tworzy
jego gospodarka, a nie patriotyczne deklaracje o mocarstwowej pozycji, jakie
szef escobarskiej junty i jego przydupasy codziennie wygłaszają. I podali
przykład Korei Południowej, kraju całkowicie zniszczonego przez 40-letnią
japońską okupację, a potem przez napad bolszewików z Północy i odrodzonego jak
Fenix z popiołów i ulokowanego wśród najbardziej rozwiniętych państw świata, o
którego względy wszyscy zabiegają.
To był bardzo ciekawy wieczór.
Jedno, co zapamiętam do końca życia to żal escobarskich intelektualistów, że
ich piękny kraj często jest mylony z San Cristobal. Pamiętajcie, wybierając się
w tamte strony: nie pomylcie się, bo będziecie mieli przechlapane!
Siedziba główna wojska escobarskiego gdzie podobno torturują intelektualistów.
No, może nie torturują, ale męczą.
Dzień dobry
OdpowiedzUsuń