DRUGI OBIEG
Sobota, 3 stycznia 2026


1.
Państwo Synostwo dojechali do Wiednia — wbrew terrorystycznym pogróżkom wszelkich przepowiedni pogodowych — bez grama śniegu po drodze.
Tym razem wybrali hotel w samym centrum, bo mają ochotę pójść w ślady państwa D.O.stwa i zwiedzić Hundertwasser Kunsthaus. Następny przystanek: Wenecja Mestre.

Po ich wyjeździe żona D.O. zaległa i odpoczywa, bo przez dziesięć dni harowała jak wół.
D.O. nawet nie podejrzewał, że jest w stanie wykrzesać z siebie takie siły. Bo przecież nowe pokolenia nie zauważają wysiłku staruszki, a do głowy im nie przyjdzie choćby trochę pomóc: posprzątać, pozmywać. Więc z jednej strony państwo D.O.stwo odetchnęło i wreszcie się byczy, a z drugiej — jest im bardzo smutno, że najbliżsi odjechali. Najbardziej będzie brakować rzymskiego wnuka, który dla warszawskich dziadków okazał się milutkim misiulkiem, przytulaskiem i całowaskiem.


2.
Tuż przed Nowym Rokiem D.O. dostał od Orange powiadomienie, że z jego oranżowego konta zostaną pobrane pieniądze za kolejny miesiąc korzystania z telefonu. I tu D.O. się zdumiał, bo miesiąc temu miał na koncie ponad 70 zł, nie dzwonił za granicę, nie szalał z telefonem, a teraz widzi niecałe trzy dychy — za mało, by pokryć koszty następnego miesiąca.
Z oranżowych SMS-ów wynika, że D.O. ma do wykorzystania siedem i pół terabajta danych w ramach kontraktu na kartę, ale kilka razy w miesiącu dostaje jednocześne powiadomienia, że jego limit się kończy i że zaraz internet mu odłączą albo spowolnią.
Poszedł więc D.O. do punktu obsługi klienta Orange i pyta, jak to możliwe, że z konta zniknęły cztery dychy, skoro nie kiwnął palcem, żeby je roztrwonić. Przemiła pani zza biurka spojrzała w komputer i powiedziała:
— No tak, dostał pan SMS-a za ponad 30 zł.
No i poszło.
— A cóż to za SMS za 30 złotych? — pyta D.O.
— SMS premium — odpowiada panienka.
D.O. wytężył pamięć i przypomniał sobie, że dostał jakiś niepożądany SMS, więc — nie otwierając go — wyrzucił prosto do kosza. Ale okazało się, że SMS-a Premium nie trzeba wcale otwierać. Sam fakt, że przyszedł na numer telefonu, powoduje pobranie horrendalnie wysokiej opłaty.
— To jak to jest — pyta D.O. — że jakiś złodziej wysyła mi SMS-a, ja go nawet nie czytam, a i tak dostaję po kieszeni na prawie cztery dychy? I Orange mnie przed takimi złodziejami nie broni?
Panienka odpowiada, że wszyscy operatorzy zgłaszają takie sprawy do prokuratury i starają się blokować źródła złodziejskich SMS-ów, ale fakt, że D.O. nie jest chroniony, wynika z tego, że sam mógł mieć ochotę na różne — przeważnie cielesne — uciechy oferowane przez nadawców premium.
— A może mi pani zablokować dostawę takich złodziejskich SMS-ów? — pyta D.O.
— Mogę, oczywiście — odpowiada panienka — ale potem nie będzie pan mógł kupić żadnej płatnej aplikacji do smartfona.
— Trudno, proszę blokować — mówi D.O. — a jak będę potrzebował jakiejś aplikacji, to przyjdę, żeby pani zdjęła blokadę.
— To znaczy, że muszę się pożegnać z moimi czterema dyszkami? — dopytuje D.O.
— Możemy złożyć reklamację — mówi panienka bez wiary. Ale po chwili jej twarz się rozjaśnia. — Już pan odzyskał swoje pieniądze. Proszę sprawdzić stan konta.
Po czym instruuje D.O., jak ten stan sprawdzać. Rzeczywiście — pieniądze wróciły.
Pozostała jeszcze kwestia pogróżek o odcięciu internetu. Panienka pogrzebała w komputerze, potem w telefonie D.O., i zapewniła, że już więcej takich komunikatów nie będzie.
Tak więc D.O. życzył panience z Orange szczęśliwego Nowego Roku, bo wydłubała go ze strasznej opresji.


3.
D.O. przejrzał główne portale informacyjne i nie znalazł niczego, co zasługiwałoby na trafienie do Drugiego Obiegu. Bo przecież z pewnością nikt z czytelników nie chce, by opowiadał o tragedii w Crans-Montanie. Tragedia rzeczywiście o rozmiarach biblijnych — śmierć w ogniu jest zawsze szczególnie okrutna - a dodatkowo przeraża fakt, że do tej pory nie odnaleziono części ciał i tak wiele osób nadal uznaje się za zaginione.
Ale D.O. nie chce o tym pisać, i to z dwóch powodów.
Po pierwsze: pierwszy obieg zdążył już wszystkich tą tragedią zanudzić i zniesmaczyć.
Po drugie: jak z pewnością czytelnicy zauważyli, D.O. nie przepada za babraniem się w ludzkich nieszczęściach.
Jeśli już, to D.O. ma bezbrzeżne współczucie dla ofiar wojen i konfliktów zbrojnych, dla ofiar przemocy na ulicach, a nawet dla ofiar przemocy słownej, praktykowanej od rana do wieczora i od wieczora do rana przez faszystów, nazistów, rycerzy Maryi, rycerzy Chrystusa i innych świętych niebieskich.
Oczywiście, D.O. mógłby napisać coś na temat wielkiego obrońcy Irańczyków, Donalda Trumpa, ale ten temat wywołuje w nim torsje, więc nie będzie go rozwijał.

Mógłby też napisać o tym, że Christine Lagarde, szefowa Europejskiego Banku Centralnego, zarabia 726 000 euro — cztery razy więcej niż szef amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Te kosmiczne zarobki menedżerów publicznych to również nie jest tematyka, którą D.O. chciałby rozwijać na początku stycznia, w nowym roku.
Mógłby też napisać, jak bardzo szlag go trafia, kiedy całą światową prasę obiega zdjęcie nowej północnokoreańskiej atomowej łodzi podwodnej, zdolnej przenosić pociski nuklearne pod Most Verrazzano w Noeym Yorku albo pod Tower Bridge w Londynie. To jest — zdaniem D.O. — jeden z największych skandali współczesnego świata. Ten kraj, zwłaszcza pod rządami Kim Dzong Una, powinien był zostać przemocą rozbrojony co najmniej dziesięć lat temu, jego przemysł zbrojeniowy zrównany z ziemią, a zdolność rażenia sąsiadów i reszty świata definitywnie ukrócona. Tymczasem świat przygląda się bez reakcji zbrojeniom Korei Północnej, masowej pomocy udzielanej przez nią zbrodniczemu reżimowi rosyjskiemu i… nic. Nic się nie dzieje. A przecież — jak u Czechowa — jeżeli w pierwszym akcie na ścianie wisi strzelba, to w trzecim musi wystrzelić. Jeśli tego nie powstrzymamy, wystrzeli prosto między nasze oczy.
No ale to też nie jest tematyka noworoczna.

A gdyby się Państwo zastanawiali, dlaczego George i Amal Clooney przeprowadzili się do Francji, a nie do swojej willi nad włoskim jeziorem Como, to D.O. śpieszy wyjaśnić: poznali Włochy wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że to być może ostatnie miejsce w demokratycznej Europie, w którym warto się osiedlić i do końca życia prowadzić walkę z idiotyczną, rozdmuchaną biurokracją, pośród codziennych, bezkarnych kradzieży wszelkiego dobra publicznego.
Obraz zawierający tekst, zrzut ekranu, na wolnym powietrzu

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
Doniesienia o eksplozjach w stolicy Wenezueli
Nie jest jasne, co było przyczyną eksplozji. Stany Zjednoczone od miesięcy wywierają presję na Nicolása Maduro, autorytarnego prezydenta Wenezueli.
https://www.nytimes.com/2026/01/03/world/americas/venezuela-caracas-explosions.html
W sobotę w stolicy Wenezueli, Caracas, odnotowano eksplozje. Nie jest jeszcze jasne, co było ich przyczyną. Słychać było przelatujące samoloty.
Do eksplozji doszło po miesiącach gróźb, ostrzeżeń i oskarżeń o przemyt narkotyków ze strony prezydenta Trumpa i rządu USA, wymierzonych w autorytarnego prezydenta Wenezueli, Nicolása Maduro, którego Departament Stanu określił mianem przywódcy państwa „narkoterrorystycznego”.
Najważniejsi współpracownicy Trumpa naciskali na odsunięcie od władzy Maduro, samozwańczego socjalisty, który rządzi Wenezuelą od 2013 roku. Urzędnicy amerykańscy nazwali go nielegalnym przywódcą i oskarżyli o kontrolowanie grup przestępczych powiązanych z handlem narkotykami, zarzuty te Maduro odrzucił.
===============
D.O.: Wczoraj Maduro wyraził gotowość rozmów z Trumpem o przemycie narkotyków i handlu ropą.
Odpowiedź Trumpa nie mogła być jaśniejsza.


3.
Normalnie, przy sobocie, D.O. zamieściłby trochę zdjęć z pól, które ukochał, a które pod warstwą śniegu wyglądają szczególnie pięknie. Ale D.O. przestał robić zdjęcia — jedną ręką robi się je trudno, a poza tym nie sprawia mu to już przyjemności, a wręcz przykrość.
Więc tyle przy sobocie; dużo tego nie ma. Najbardziej zagorzali Czytelnicy preferują teksty krótkie i treściwe.
Może więc wybaczą D.O. tę sobotnią zwięzłość.

Obraz zawierający na wolnym powietrzu, niebo, drzewo, zrzut ekranu

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
Żegnamy Willę Berlusconiego, Piersilvio przeprowadza się do swojej nowej posiadłości w Portofino.

A na zakończenie jedna wiadomość z High Life’u.
Synalek Silvio Berlusconiego, Piersilvio — też gagatek, ale gdzie mu do ojca — postanowił sprzedać willę tatusia i przeprowadzić się do czegoś równie pięknego i pysznego, a za to mniej wymagającego remontu.
W tej willi papa Silvio, odkąd został krezusem na początku lat 80., lubił spędzać sporo czasu. Ale jego upodobanie do przybywania do swojej rezydencji helikopterem nie spodobało się wszystkim innym milionerom i miliarderom z tego miasteczka, nie wspominając o szeregowych, mniej zamożnych mieszkańcach. Protestowali tak długo, że Berlusconi musiał zmienić środek transportu, a potem się w tej willi trochę odkochał — na rzecz jednej z ośmiu posiadłości na Sardynii i w Lombardii, w północnych Włoszech.
Gdyby Państwo poszukiwali nieruchomości w Portofino, to prawdopodobnie ta willa — a właściwie pałac — stojący w najpiękniejszym miejscu tego miasteczka, na skale górującej nad słynnym porcikiem, będzie wystawiony na sprzedaż. Ale pospieszcie się, bo możecie mieć wielu konkurentów.
No to tyle wiadomości z wielkiego świata


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga