DRUGI OBIEG
Środa, 14 stycznia 2026
1.
Paolo Rumiz: „Droga Polsko, musisz ratować honor naszej Europy”.
https://www.repubblica.it/cultura/2026/01/13/news/paolo_rumiz_cara_polonia_pensaci_tu_a_salvare_l_onore_della_nostra_europa-425090601/?ref=RHLM-BG-P23-S1-T1-tb00
Do Premiera Donalda Tuska, Warszawa
Szanowny Premierze, piszę do Pana, ponieważ po raz kolejny to Polska musi
ratować honor Europy. Proszę wybaczyć mój nietypowy list, ale Pański ostatni
wpis – „nikt nie potraktuje poważnie słabej i podzielonej Europy” – wysłał
sygnał, którego nie sposób zignorować. W 1939 roku Pański kraj był jedynym,
który dzielnie opierał się Hitlerowi i Stalinowi. Stracił wszystko, ale nie
godność. Anglia też kiedyś była wielka, ale drogi, stary Londyn ma nam dziś
niewiele do powiedzenia, dystansując się od reszty kontynentu.
Znam Polskę, wielokrotnie ją odwiedzałem, chłonąłem jej historię. Rozmawiałem z
ostatnimi bohaterami Powstania Warszawskiego z sierpnia 1944 roku, kiedy
Rosjanie, po drugiej stronie Wisły, pozwolili Niemcom zniszczyć miasto, aby
Polacy nigdy nie mogli powiedzieć, że się wyzwolili. Zawsze czułem w waszym
kraju szczególną energię. Tę samą energię, która dała początek Solidarności i
wypełnia najlepszą część kraju, energię niewygodną, składającą się z młodych
ludzi i kobiet, która ma wielu wrogów zarówno w swoich granicach, jak i poza
nimi.
„Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. W przeciwnym razie jesteśmy
skończeni”. To jest Pana wniosek, Panie Premierze Tusk. Niepodważalny. Nikt nie
może tego zrozumieć tak, jak ci, którzy zawsze żyli na linii uskoku.
Zastanawiam się, czy Rzym, Paryż, Berlin, w swoich ogrzewanych szklarniach,
zdają sobie z tego sprawę. Widzę to jako niestosowny lot w chaosie. Cywilizacja,
która wynalazła prawa i wolności, tkwi w otępieniu, nieświadoma swojej roli i
jest świadkiem gwałtownego końca swojego świata, jakby to nie była jej sprawa.
Putin wystrzeliwuje rakiety, które niemal dotykają polskiej granicy, a Ameryka
nie zachowuje się już jak sojusznik, lecz jak pan. Taka jest rzeczywistość, a
wy jesteście w samym środku tej katastrofy. Obawiam się, że znów będziecie
sami, jak w przededniu II wojny światowej. Samotnie, bo dziś, jak i wtedy, nikt
nie będzie za was walczył. Tak jak wtedy, nasi przywódcy żonglują jedną
hipokryzją za drugą, by nikogo nie urazić, zarówno na Wschodzie, jak i na
Zachodzie. Sprzedają, wraz z podziemiem Grenlandii i jałowymi prokijowskimi
proklamacjami, swoją godność jako wolnych krajów.
Dlatego Warszawa zrozumiała, że po raz kolejny będzie musiała się bronić sama i
sama wzmacnia swoją armię. Widziałem polskich żołnierzy podczas mojej ostatniej
wizyty w Krakowie. Różnią się od żołnierzy innych krajów. Są świadomi swojej
roli dla Europy, którą sama Europa utraciła. Uwalniają mnie od wstydu
związanego z myślą o francusko-niemieckiej armii UE, która pozostawiłaby
Włochów w roli statystów.
Nie mamy flagi, w którą moglibyśmy wierzyć, a bez flagi europejskiej ojczyzny
nie może nawet istnieć europejska armia. Bez tej flagi nie ma sensu zwiększać
wydatków wojskowych. I mamy do czynienia z przewodniczącą Komisji Europejskiej,
której Trump nigdy nie spotkał ani nawet nie wymówił nazwiska, a którą Putin
dosłownie wyśmiewa, która przyjmuje rolę statysty, przebierając swoją
polityczną nieistotność w strategię.
Kiedy Pan przemawia, Panie Premierze, wyczuwa się powagę chwili. Inaczej jest z
Macronem, który zachowuje się jak mąż stanu zrywami i, bojąc się kilku
traktorów, wycofuje się z umowy rolnej, która przełamałaby izolację Ameryki
Łacińskiej, naszego bratniego narodu pod względem języka i kultury. Inaczej z
Meloni, której nie przeszkadza amerykański prezydent tak otwarcie
antydemokratyczny i antyeuropejski. Inaczej z Merzem, obsesyjnie skupionym na
deficycie, który nie zdaje sobie sprawy, że przegrywa ze zwycięskim marszem neonazistów.
Ta Europa, którą siłą przywołuje Pan do
porządku, obawiam się, że jest jak stara ciotka przywiązana do swoich
drobiazgów i blaszanych pudełek, kawałków pamięci, które – gdy umrze – wnuki
wyrzucą, nie rozumiejąc ich znaczenia. Wtedy pamięć również przepadnie, a wraz
z drobiazgami – pamięć o wolności i o Cioci Europie – nowe pokolenia będą
mówić: „Pamiętasz te piękne bajki, które nam opowiadała?”. Do tego właśnie
zostaliśmy sprowadzeni. Politycznie tak niespójni, że nawet papież ma więcej
odwagi niż szef rządu.
Proszę potępić te niekompetencje, a zyska Pan po swojej stronie o wiele więcej
Europejczyków niż sobie wyobraża. Pańskie stanowisko dobrze mi zrobiło. Znam
ciemne siły, z którymi musicie walczyć każdego dnia. Znam zabójcze wpływy ze
Wschodu i Zachodu, które próbują zniekształcić to, co najlepsze w Polsce. Nikt
nigdy nie zaakceptuje polskiego przywództwa w Brukseli, jestem tego pewien. Ale
faktem jest, że dziś czuję silniej niż kiedykolwiek, że nasz wspólny los jest
związany z losem waszego kraju.
============
Dwie uwagi D. O.:
Po pierwsze trawnik sąsiada jest zawsze bardziej zielony;
Po drugie Paolo Rumiz doskonale obrazuje naiwność i płyciznę myśli politycznej
włoskiej lewicy.
Co o tym sądzisz, Czytelniku? Zrobisz analizę powyższego tekstu?
2.
https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32521324,prometeusz-stempowski-i-jego-niezrownane-pamietniki.html#s=S.TD-K.C-B.3-L.1.duzy
Trudno chyba o historię bardziej zakłamaną niż historia stosunków
polsko-ukraińskich. Mamy tu wiele do przepracowania, a Stanisław Stempowski
może nas wiele nauczyć.
Od tych Stempowskich, od tych „znawców"
milszy nam sąd warszawskich krawców
ślusarzy, zdunów, prostych bab (…)
I oni słowa nasze pochwycą
nie recenzenci idiotyczni.
W Polsce pachnieć będzie pszenicą
nie intelektem rabinicznym (…)
Na tych, co biorą wodę w usta
na czytelników wuja Prousta (…)
ześlij, zepchnij, Aniele Boży,
Noc Długich Noży.
Konstanty Ildefons
Gałczyński, „Prosto z mostu"
W czasach gdy nasila się napędzana przez Rosję
antyukraińska histeria, gdy prawica triumfalnie ogłasza koniec Giedroyciowej
koncepcji ULB (Ukraina, Litwa, Białoruś), gdy w sieci wylewa się antyukraiński
bluzg, gdy prezydent Nawrocki domaga się od Zełenskiego wielokrotnych
podziękowań za naszą gościnność i szczodrość (niech się ukorzy, bo czas naiwnej
pomocy właśnie się kończy), a więc gdy wygolony na karku i napakowany w torsie
Nawrocki stoi pod makabrycznym pomnikiem Pityńskiego w Domostawie na Podkarpaciu
i po wielekroć jątrzy i jątrzy rany Wołynia, i domaga się kolejnych ekshumacji
w kraju, który toczy właśnie wojnę o przetrwanie, chce się zawołać: gdzie
jesteś inna, dobra Polsko? Gdzie jesteście inni, dobrzy Polacy?
Byli tacy, są i nadal będą, choć zawsze jakoś nie dość, zawsze jakoś za mało,
chciałoby się więcej wśród nas Polaków Prometeuszy. …
=======
D.O. poleca lekturę całości; czytanie Jarosława Kurskiego to zawsze delicja.
3.
Co najmniej 12 000 osób zginęło w irańskich represjach podczas przerwy w
dostępie do internetu
https://www.iranintl.com/en/202601130145
Jak twierdzą wysoko postawieni przedstawiciele rządu i służb bezpieczeństwa
rozmawiający z Iran International, w Iranie zginęło co najmniej 12 000 osób.
Była to największa masakra w najnowszej historii kraju. Większość z niej miała
miejsce 8 i 9 stycznia podczas trwającego odcięcia dostępu do Internetu.
Zginęło co najmniej 2000 osób– 1850 z nich to protestujący – podaje amerykańska
Agencja Informacyjna Aktywistów Praw Człowieka (Human Rights Activists News
Agency), która od ponad 20 lat śledzi protesty w Iranie. Wczoraj organizacja
poinformowała, że do tej pory zidentyfikowała jedynie około 500 ofiar. Dodaje,
że aresztowano ponad 16 000 protestujących.
Tymczasem organizacja Iran International ustaliła, że w protestach 8 i 9
stycznia zginęło 12 000 osób.
W poście na portalu Truth Social prezydent USA Donald Trump napisał:
Irańscy Patrioci, PROTESTUJCIE DALEJ – PRZEJMIJCIE SWOJE INSTYTUCJE!!!
Zachowajcie imiona zabójców i oprawców. Zapłacą wysoką cenę. Odwołałem
wszystkie spotkania z irańskimi urzędnikami, dopóki bezsensowne zabijanie
protestujących się nie skończy. POMOC JEST W DRODZE. MIGA!!! PREZYDENT DONALD J. TRUMP
Nie jest jasne, co Trump ma na myśli mówiąc, że „pomoc jest w drodze”, ale
rzeczniczka prasowa Białego Domu Karoline Leavitt powiedziała wczoraj
dziennikarzom, że ataki powietrzne są jedną z „wielu, wielu opcji” rozważanych
przez prezydenta, choć dodała, że dyplomacja „zawsze była pierwszą opcją”.
Jak donosi Axios, wysłannik prezydenta Trumpa, Steve Witkoff, spotkał się
potajemnie z Rezą Pahlawim w zeszły weekend. Pahlawi jest synem ostatniego
szacha Iranu, Mohammada Rezy Pahlawiego i opuścił Iran, zanim jego ojciec
został zmuszony do opuszczenia kraju w 1978 roku. Od tego czasu mieszka głównie
w Los Angeles i Waszyngtonie.
Nie opublikowano żadnych szczegółów na temat weekendowego spotkania Pahlaviego
i Witkoffa.
4.
Mimo tysięcy ofiar reżim irański może przetrwać te protesty – ale nie w
obecnej formie
https://www.theguardian.com/commentisfree/2026/jan/13/thousands-dead-iranian-protests-regime-saddam-hussein-iraq
… „To, co zaczęło się jako demonstracje z powodu upadku waluty i rosnącej
inflacji, szybko przerodziło się w jeden z najbardziej destabilizujących
epizodów niepokojów, z jakimi reżim zmagał się od lat. Protesty obnażyły
zarówno odporność irańskiego społeczeństwa, jak i rosnącą kruchość systemu
politycznego, uparcie niechętnego reformom.
To skala, zasięg i rozmach demonstracji najbardziej niepokoiły władze. Protesty
wybuchły we wszystkich prowincjach kraju, docierając do ponad 180 miast i
miasteczek, przekraczając granice klasowe, etniczne i regionalne. Tym razem
zwrot ku otwarcie antyreżimowym hasłom był gwałtowny i powszechny. Protestujący
nie domagają się już ulgi w systemie. Odrzucają go wprost, bezpośrednio
kwestionując autorytet najwyższego przywódcy, Alego Chameneiego – i całego
establishmentu.
Reakcja państwa podkreśla powagę, z jaką traktuje ono zagrożenie. …
Mimo ciągłej przemocy protestujący wykazali się odwagą i determinacją, starając
się utrzymać impet w obliczu doniesień o masakrach, ostrej amunicji, starciach
ulicznych, masowych aresztowaniach i zastraszaniu. Ruch pozostaje w dużej
mierze bez przywódców, co stanowi zarówno siłę, jak i ograniczenie. Utrudnia to
rozbicie protestów, ale także ogranicza możliwość ich zorganizowania lub
wytyczenia jasnej ścieżki politycznej. Nie jest to jednak kwestia wyboru, lecz
wynik dziesięcioleci represji, które osłabiły społeczeństwo obywatelskie, a
także uwięzienia i zastraszania aktywistów, z których wielu obecnie gnije w
więzieniu Evin.
Tym, co czyni te protesty szczególnie znaczącymi, jest ich miejsce w dłuższej
historii oporu. Od masowych protestów w 2009 roku Irańczycy wielokrotnie
wychodzili na ulice – w 2017, 2018, 2019, 2022 roku i teraz ponownie. Każdy z
tych cyklów spotykał się z represjami, a nie reformami. Pod przywództwem
Chameneiego system wykazywał uderzającą niechęć do kompromisów, stawiając na
przymus i sztywność ideologiczną. …
Jak w każdym kryzysie, reżim obwiniał zagranicznych wrogów. W piątkowym kazaniu
wygłoszonym 9 stycznia Chamenei odrzucił niepokoje, uznając je za dzieło sił
zewnętrznych, a sprzeciw za zdradę i zagraniczny spisek. Takie ujęcie sytuacji
służy znanemu celowi, pozwalając rządowi legitymizować represje w kraju,
jednocześnie wzmacniając poczucie oblężenia w państwie. … Te twierdzenia brzmią
jednak coraz bardziej pusto, zwłaszcza po konflikcie izraelsko-irańskim z
czerwca 2025 roku, który ujawnił skalę, w jakiej Izrael zinfiltrował irańskie
systemy bezpieczeństwa i wywiadu. W tym kontekście niepokoje wewnętrzne nie są już
jedynie wyzwaniem politycznym. Stają się wyzwaniem egzystencjalnym. Władze
obawiają się, że wewnętrzny sprzeciw, presja zewnętrzna i tajna infiltracja
mogą się zbiec, co doprowadzi do osłabienia władzy reżimu.
Bezpośrednie zaangażowanie się USA w kryzys mogłoby mieć sprzeczne skutki.
Dałoby to reżimowi pretekst do eskalacji represji w kraju, ale celem
strategicznym byłoby osłabienie Republiki Islamskiej poprzez pogłębienie jej
izolacji gospodarczej, osłabienie elementów jej systemu bezpieczeństwa i
poluzowanie ograniczeń i tak już kruchego funkcjonowania państwa. Taka presja
nie przyniosłaby natychmiastowych zmian, ale zaostrzyłaby wewnętrzne
sprzeczności reżimu i jeszcze bardziej utrudniłaby rządzenie.
To, co nastąpi później, raczej nie będzie liberalizacją. W obliczu słabnącej
legitymizacji, załamania gospodarczego i geopolitycznej izolacji, Republika
Islamska stanie się państwem bardziej zamkniętym w sobie, coraz bardziej
polegającym na represjach niż na reprezentacji. … Jeśli irańskie władze nie
wybiorą radykalnie innej drogi, obejmującej reformy, rozliczalność, zmiany
gospodarcze i współpracę ze światem zewnętrznym, przyszłe niepokoje nie będą
kwestią „czy”, ale „kiedy”. Jedno jest pewne: Republika Islamska, która wyłoni
się z tego kryzysu, nie będzie wyglądać tak samo.
* Sanam Vakil jest dyrektorką programu Chatham House na Bliski Wschód i Afrykę
Północną
5.
Mówiąc delikatnie, to niezwykłe, aby głowa państwa opowiadała się za
rozpadem swojego kraju, a jednak Maia Sandu to zrobiła. W wywiadzie dla
brytyjskiego podcastu „The Rest Is Politics” prezydentka Mołdawii oświadczyła,
że w przypadku referendum zagłosuje za zjednoczeniem z Rumunią, członkiem Unii
Europejskiej i NATO, aby chronić kruchą demokrację przed presją ze strony
Rosji.
„Spójrzcie, co dzieje się na świecie. Dla małego kraju, takiego jak Mołdawia,
coraz trudniej jest przetrwać jako demokracja, jako suwerenne państwo i,
oczywiście, przeciwstawić się Rosji” – zauważyła, dodając: „Gdyby odbyło się
referendum, głosowałabym za zjednoczeniem z Rumunią”.
Pragmatyczna była urzędniczka Banku Światowego zauważyła jednak, że w sondażach
„obecnie nie ma większości popierającej”. Tylko około jedna trzecia jej rodaków
podziela jej stanowisko, znaczny odsetek jest obojętny, a wielu jest
przeciwnych. Zaczynając od rosyjskojęzycznych mieszkańców separatystycznego
Naddniestrza, a kończąc na etnicznie tureckich, ale zrusyfikowanych
mieszkańcach Gagauzji, autonomicznego regionu na południu kraju.
Po okresie, gdy Mołdawia była częścią carskiej Rosji i znana była jako
Besarabia, została zjednoczona z Bukaresztem, tworząc tzw. Wielką Rumunię na
nieco ponad dwadzieścia lat między dwiema wojnami światowymi. W 1940 roku
została zaanektowana przez Związek Radziecki, a następnie ogłosiła
niepodległość w wyniku rozpadu ZSRR w 1991 roku.
Dziś jest uważany za najbiedniejszy kraj w Europie, z produktem krajowym brutto
pięć razy niższym niż Rumunia. Spośród 2,4 miliona mieszkańców około 1,5
miliona posiada również obywatelstwo rumuńskie.
6.
„Willa odwilży”, w której Reagan spotkał się z Gorbaczowem w 1985 roku, jest
wystawiona na sprzedaż za 23 miliony dolarów.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/01/13/news/guerra_fredda_ginevra_villa_del_disgelo_reagan_gorbaciov_in_vendita-425091676/?ref=RHLM-BG-P14-S1-T1-fdg14
Spekulacja nieruchomościami odciska swoje piętno na historii. Dzieje się tak
w Genewie, gdzie Villa Fleur d'Eau, wspaniała rezydencja nad jeziorem, która w
listopadzie 1985 roku stała się symbolem odwilży w stosunkach między Stanami
Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim, została wystawiona na sprzedaż za 23
miliony franków. W willi odbyło się pierwsze spotkanie Ronalda Reagana z
Michaiłem Gorbaczowem, człowiekiem pierestrojki i głasnosti, który zgodził się
na szczyt z przywódcą drugiego supermocarstwa, wiedząc, że jego kraj,
zdewastowany klęską w Afganistanie i załamaniem gospodarczym, nie będzie już w
stanie dotrzymać kroku Stanom Zjednoczonym w wyścigu zbrojeń.
Przez trzy dni, od 19 do 21 listopada, obaj przywódcy omawiali kwestię
rozbrojenia, podczas gdy ich żony, Nancy Reagan i Raisa Gorbaczow, w
towarzystwie żony prezydenta Konfederacji Szwajcarskiej, Urszuli Furgler,
zawarły porozumienie podobne do tego, które doprowadziło do spotkania ich mężów
i położyły kamień węgielny pod budowę Międzynarodowego Muzeum Czerwonego
Krzyża.
W Villa Fleur d'Eau narodziło się to, co trafnie nazwano „Duchem Genewy”,
zapowiadając okres odprężenia, który doprowadził do trzech kolejnych spotkań
Reagana z Gorbaczowem. Ostatnie z nich, w Moskwie w 1988 roku, oznaczało koniec
zimnej wojny. W następnym roku upadł Mur Berliński, a historia Europy potoczyła
się inaczej.
Jeśli chodzi o willę w Genewie, która zapoczątkowała pierwsze kroki odprężenia,
pochodzi ona z 1867 roku, została zbudowana przez bankiera i składa się z 12
pokoi o powierzchni 1000 metrów kwadratowych. Willa została sprzedana za nieco
ponad 2 miliony franków w 1996 roku. Teraz, jak wspomniano, jest wystawiona na
sprzedaż za dziesięciokrotnie wyższą cenę. Jednak to nie ta cena miała
historyczne znaczenie, a raczej ta, która została zawyżona przez bańkę
spekulacyjną na rynku nieruchomości.
7.
3 lata temu:
Syn D.O. 23 lata swojego życia przeżył w XX, 23 lata w XXI wieku.
D.O. nigdy go nie spytał, za dziecko którego stulecia się uważa.
Ale choć minęła już dobra dekada, zapamiętał jego odpowiedź na pytanie ojca:
- „No i jak ci się podobał Nowy Jork”?
- „Taki skansen lat sześćdziesiątych”.
A dla D.O. nie. Dla D.O. pierwszy pobyt w NY pozostanie niezapomniany.
Właściwie co rano musiał się i on i Żona szczypać, żeby sprawdzić, czy to się
dzieje naprawdę. Pierwszy raz za Wielką Wodą, pierwszy raz nad Grenlandią i
Oceanem Lodowatym, upstrzonym icebergami, pierwszy raz w kolosalnej metropolii,
obcej, a jednocześnie tak dobrze znanej, że od razu wiedzieliśmy, gdzie iść do
kolejnych miejsc, znanych z kultowych filmów. I ani razu nie zabłądziliśmy.
Pierwsze odkrycie, że te wieżowce, no może poza niewielkim obszarem Financial
District, to ściema, że kiedy się chodzi chodnikami i nie zadziera nosa, to ich
nie widać, a parterowy NY – jest jak każde inne miasto: sklepiki, knajpeczki,
warsztaciki rzemieślnicze. Innymi słowy, kiedy zastosować ludzki wymiar, ludzką
miarę do NY, to jest on jak potulne miastusio, wiele miastuś podzielonych na
neighbourhoods, w których wszyscy się znają, są po imieniu, pozdrawiają się
przyjaźnie, gadają o tym i owym.
Potem D.O. był znowu w NY, ale magia prysła. Wszystko już widział zwiedził
poczuł, już mu nic specjalnie nie imponowało, a zaczął odczuwać pomijane za
pierwszym razem uciążliwości tej metropolii: wstrętne stacje i wagony metra,
stosy walających się w niektórych dzielnicach śmieci, drożyzna, podła pogoda,
wilgotno-upalna latem, zimno-wietrzna zimą…
Potem jeszcze przyszło odkrycie, że NY to nie Ameryka, to miejsce wyrwane z
kontekstu, do innych niepodobne, „state od mind”, jak opiewał poeta, które
niekoniecznie pokrywa się z temperamentem D.O.
A jeszcze potem – znudzenie Nowym Jorkiem ustąpiło miejsca irytacji, kiedy, jak
D.O., odkryjesz, że o wiele ciekawsza od NY jest pozostała cześć USA, kiedy
zakochasz się w tych nieskończonych przestrzeniach, kiedy zaczniesz unikać
wielkich, brzydkich i nieciekawych miast amerykańskich, a zaczniesz się upajać
prerią czy pustyniami wild Westu.
8.
Kiedy Syn D.O. był mały i poszedł do szkoły podstawowej w maleńkim miasteczku
Vallinfreda na granicy Lacjum i Abruzji, pan nauczycielek (tak go nazwały nasze
Dzieci; logiczne, bo jak jest „pani nauczycielka”, to musi być i „pan
nauczycielek”) kazał dzieciom napisać wypracowanie na temat zawodów ich
tatusiów.
Syn miał kłopot: matka malarka, ojciec teatrolog… To się bie bardzo mieściło w
jego małym łebku, a weź tu jeszcze wytłumacz innym. Wszystkie dzieci miały
bardzo konkretną odpowiedź: urzędnik, robotnik, stolarz, sklepikarz… Nic nam
nie mówiąc coś tam nabazgrał. Z pewnym opóźnieniem odkryliśmy, że napisał, że
jego tatuś jest … kierowcą autobusu w lokalnym odpowiedniku pks-u. No i sprawa
była jasna, nie było głupich pytań: cooo?
To się D.O. przypomniało, kiedy natrafił na oryginalną wiadomość. O tym
mianowicie, że kierowca takiego właśnie odpowiednika pks-u w Lacjum, firmy
Cotral, prowadząc autobus z pasażerami na trasie Palombara Sabina -
Monterotondo… hmmm… jakby tu powiedzieć? Sprawiał sobie rozkosz fizyczną. Trasę
tę D.O. zna doskonale i precyzuje, że, biegnąc po zboczach gór, jest dosyć kręta.
Para pasażerów – nastolatków - scenę smartphone’ami zarejestrowała, robiąc
duży zoom na lusterko wsteczne.
Myślisz, Czytelniku, że to ewenement? To się mylisz! W ub. roku do sieci trafił
47-sekundowy filmik, pokazujący kierowcę … autobusu miejskiego w Rzymie, który
oddawał się podobnej czynności: jedną ręką oddawał się czynności, drugą trzymał
smartphone na którym oglądał gorący filmik, a trzeciej, od czasu do czasu,
używał do skręcania kierownicy.
Gdy D.O. był młody chodziła taka pioseneczka: „żołnierz droga maszerował, jedną
ręką się pędzlował, drugą ręką trzymał spodnie, bo mu było tak wygodnie”.
9.
8 lat temu
Muzyka poważna.
(Televisión Española 1990. Pani z lewej nie będę przedstawiał, bo każdy zna,
powiem tylko, że ją wielbię. Concha Velasco była jedną z najbardziej znanych
prezenterek telewizyjnych swoich czasów, a na dodatek absolwentką madryckiego
konserwatorium i szkoły baletowej).
(Mięsko zaczyna się od 1:12. Potem chce
się znowu i znowu).
(Bardzo znane jest też wykonanie z 1967
r. Elisabeth Schwarzkopf i Victorii de los Ángeles, łatwo wygooglować, choć bez
obrazków).
(Acha, wbrew powszechnej opinii, to nie
jest ten kompozytor, którego moja ulubienica wymienia na początku; dziś
muzykolodzy uważają jednak, że to nie on).
https://www.youtube.com/watch?v=qRG6h6H0_ho
10.
11 lat temu
Po morderczym roku wreszcie urlop.
Wyczytałem, że B777 British Airways przyleciał w 5 h z NY do Londynu, półtorej
godziny przez czasem; leciał z prędkością zbliżoną do dźwięku dzięki
jet-streamowi wiejącemu w ogon z prędkością prawie 400 km/h. To ma jednak
bolesne konsekwencje, kiedy się leci w drugą stronę. Do USA dolecieliśmy z
ponadgodzinnym opóźnieniem, samolot leciał 650-720hk/h, 100-180 mniej niż
powinien. Walczył z wiatrem, a nie mógł wypalić całego paliwa.
Przy okazji: unikajcie linii Air Berlin: niby cheap, ale w ramach oferty nawet
Luftwaffe teraz daje bilety znacznie tańsze. Grrrr.... Samolot zdezelowany i
brudny, miejsca na nogi nieprzyzwoicie mało, jedzenie na pokładzie na poziomie
stołówki studenckiej z lat 60/70.
Unikajcie też wypożyczalni ACE, miała być najtańsza, a na rachunku widzę 1000
dolarów więcej niż na kontrakcie internetowym. Po długiej kłótni po hiszpańsku
udało mi się dojść do ceny niewiele wyższej od kontraktowej, ale musiałem
zrezygnować z dodatkowego ubezpieczenia i bez GPS (chcą 50 $ za dzień!) i
dostałem samochód z rozkrojonym prawym bokiem.
Znikam, ogólne serdeczności z ciepłych krajów!
Dzień dobry...
OdpowiedzUsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuń