DRUGI OBIEG
Środa, 21 Stycznia 2026
1.
Szczerze mówiąc to najciekawszy materiał dziennikarski, jaki D.O. znalazł we
wczorajszej prasie. Przeczytajcie koniecznie!
https://tvn24.pl/swiat/smierc-alaina-orsoniego-pisal-jestem-skazany-na-smierc-zginal-nad-grobem-matki-st8857729
… „Alain Orsoni, były prezes klubu piłkarskiego AC Ajaccio i korsykański
działacz nacjonalistyczny zginął 12 stycznia. Został zastrzelony podczas
pogrzebu swojej matki, gdy stał nad jej grobem. Do zabójstwa doszło w rodzinnej
wiosce Orsoniego "tak, jakby jego śmierć była częścią scenariusza
filmu", opisuje to zdarzenie Radio France. … Korsykanie przyzwyczaili się
do zemst i strzelanin w półświatku, ale nawet tutaj sposób, w jaki zginął
Orsoni, wstrząsnął mieszkańcami wyspy. - Cmentarz na Korsyce jest święty, tak
jak kościół. … Według doniesień, na które powołuje się BFMTV, na Korsyce
istnieje 25 klanów przestępczych, które przeprowadzają porachunki między sobą i
"jeśli trzeba kogoś zabić, to się go zabija". …
71-latek, jak podkreśla "The Times", był postacią wyjątkową, ale
"wiedział, że w ostatnich latach życia stanie się celem". Coraz
więcej przyjaciół i bliskich z jego otoczenia zaczęło umierać. Jeden z nich
zginął na stacji benzynowej, inny pod domem kochanki. "Kule, które zmiotły
jego bliskich, zdawały się go omijać", jednak "dopadły go, gdy
powrócił, by pożegnać matkę. Nie umknął przeznaczeniu, którego się
obawiał". …
Jak zauważa BBC, tylko w ciągu ostatnich trzech lat na Korsyce, 350-tysięcznej
wyspie, zostało zamordowanych 35 osób, co plasuje ją wśród krajów o najwyższym
wskaźniku zabójstw. Ofiarami przemocy stali się m.in. rolnicy, urzędnicy,
prawnik, lokalni przedsiębiorcy, a nawet prezes izby handlowej.
Ta śmierć pociągnie za sobą następne - ostrzegają eksperci”.
2.
„Nowy porządek świata bez Waszyngtonu – plan ten jest właśnie realizowany”.
https://www.welt.de/finanzen/weltplus/plus696a24208cfd1c6892ef73f4/eine-neue-weltordnung-ohne-washington-jetzt-wird-der-plan-geschmiedet.html
https://wyborcza.pl/7,179012,32540369,nowy-porzadek-swiata-bez-usa-w-davos-wlasnie-powstaje-plan.html#s=S.MT-K.C-B.2-L.3.maly
Za kulisami Światowego Forum Ekonomicznego w Davos dyskutuje się o tym, jak
powinien wyglądać nowy porządek świata bez Stanów Zjednoczonych. Chociaż
rywalizacja z Trumpem oparta na działaniach odwetowych jest mało prawdopodobna,
UE i Chiny rozważają inną strategię.
Tegoroczne Forum w Davos chce przywołać dawnego „ducha dialogu".
Oficjalnie w programie znajdują się: współpraca, wzrost gospodarczy i ochrona
klimatu. Jednak za zamkniętymi drzwiami szczyt w szwajcarskich Alpach (na
wysokości 1560 m n.p.m.) będzie dotyczył przede wszystkim jednego: rosnącej
asertywności i izolacji USA pod rządami prezydenta Donalda Trumpa.
Od 1971 r. Światowe Forum Ekonomiczne gromadzi polityków, liderów
gospodarczych, szefów banków centralnych i lobbystów z całego świata. W tym
roku jednak tradycyjnie składana tu obietnica multilateralizmu i
międzynarodowej współpracy wydaje się bardziej krucha niż kiedykolwiek.
Większość dyskusji będzie prawdopodobnie dotyczyło nie tyle nowych wizji
globalnej kooperacji, ile ograniczania szkód dla ram już istniejących.
W ostatnich miesiącach Trump złamał szereg zasad, które od dawna były uważane
za pewniki zachodniej wspólnoty państw: wiarę w wolny handel i globalizację,
niezależne banki centralne, suwerenność państw, niezawodne sojusze i kapitalizm
rynkowy. Właśnie te filary powojennego porządku, które przez dziesięciolecia
były w Davos przedmiotem konsensusu, nagle stały się przedmiotem dyskusji.
W ten sposób spotkanie w Davos może stać się początkiem nowego porządku świata.
W najlepszym przypadku mogłoby to doprowadzić do powstania koalicji chętnych,
którzy będą dążyć do zapewnienia globalnego dobrobytu nawet bez udziału Stanów
Zjednoczonych. Bez najważniejszej gospodarki świata globalny wzrost gospodarczy
uległby spowolnieniu, ale nie załamałby się. Możliwe jest jednak również, że
Stany Zjednoczone będą nadal izolować się w swego rodzaju „fortecy
Ameryka" i forsować protekcjonizm. Konsekwencją takiego nowego porządku
świata byłoby wystawienie dobrobytu na szwank, inflacja i nawet recesja w USA.
USA nie są już postrzegane jako gwarant stabilności, tylko przeciwnie: jako
źródło niepewności i nieprzewidywalności, także militarnej. Społeczność
międzynarodowa obawia się, że pod hasłem „America First" Stany będą w
sposób całkowicie dowolny stosować presję polityczną, przymus gospodarczy, a w
razie eskalacji sporu również środki militarne, aby forsować wyłącznie własne
interesy – i to nawet kosztem tradycyjnych sojuszników.
Jak głęboka jest już ta przepaść między USA a resztą świata, pokazują przede
wszystkim dwa wydarzenia polityczne. Po pierwsze interwencja w Wenezueli, by
aresztować i uprowadzić dyktatora Nicolása Maduro, a zarazem pozostawienie
struktury władzy reżimu w kraju w dużej mierze nienaruszonymi. Działanie to
jest krytykowane na arenie międzynarodowej jako poważna ingerencja w
suwerenność obcego państwa.
Ale Trump nie waha się stosować prowokacyjnej polityki siłowej również wobec
partnerów i sojuszników. Ostatnio koncentruje uwagę Zachodu wielokrotnymi
groźbami wobec Danii w sprawie Grenlandii - że w razie potrzeby przejmie
strategicznie ważną wyspę, nawet wbrew woli sojuszników z NATO.
W weekend Trump zwiększył presję na Europę, grożąc drastycznymi środkami: od
przyszłego miesiąca zamierza nałożyć cła importowe w wysokości 10 proc. na
osiem krajów europejskich, w tym Niemcy, Francję i Danię. Celem jest regularne
wymuszenie poparcia dla planowanego zakupu Grenlandii.
Jeśli kraje te nie ulegną, od czerwca ma nastąpić kolejne podwyższenie ceł - do
25 proc. W sobotę w poście na Truth Social Trump narzekał, że Stany zbyt długo
„subsydiowały" Europę, rezygnując z takich opłat.
W odpowiedzi prezydent Francji Emmanuel Macron już wezwał UE do uruchomienia
swojej „najpotężniejszej broni handlowej": tzw. instrumentu
antyprzymusowego (ACI).
Trump nie skupia się wyłącznie na Europie. Nawet jego najbliższy sąsiad i
sojusznik, Kanada, nie jest odporny na tę retorykę. Jeszcze przed rozpoczęciem
swojej kadencji Trump publicznie oświadczył, że Kanada powinna stać się 51.
stanem USA. To, co dotychczas uważano za ekscentryczną prowokację, pod jego
rządami stało się nagle częścią nowej politycznej normalności.
Amerykański „kapitalizm korupcyjny"
Ta bezwzględność wobec sojuszników nie ogranicza się do polityki zagranicznej,
ale coraz bardziej wpływa bezpośrednio na decyzje gospodarcze. Szczególnie
wyraźnie widać to w Wenezueli: podczas gdy Biały Dom naciska na inwestycje w
tamtejszy zdewastowany przez dekady dyktatury sektor naftowy, amerykańskie
koncerny naftowe blokują tę inicjatywę.
Szef Exxon, Darren Woods, nazwał Wenezuelę nawet „krajem nie nadającym się do
inwestycji". Pomimo upadku Maduro stare, autorytarne struktury pozostają
nienaruszone, a bez praworządności istnieje ryzyko dla wszelkich inwestycji, w
tym kolejnych wywłaszczeń na wzór dawnych działań Hugo Cháveza. Jednak zamiast
słuchać prezesów swoich firm, Waszyngton planuje działać na własną rękę. Rząd
rozważa nawet udział państwa w wenezuelskim sektorze naftowym – kolejny krok w
strategii, w ramach której władze federalne nabyły już udziały w takich
przedsiębiorstwach jak Intel, MP Materials czy US Steel.
Dla ekonomisty z Harvardu Kennetha Rogoffa jest to niebezpieczna droga. Potępił
ten system interwencjonizmu i potencjalnego wzbogacania się przez ludzi
bliskich władzy jako „kapitalizm korupcyjny, który w dłuższej perspektywie może
zniszczyć zaufanie do porządku gospodarki rynkowej".
Jednak eksperci nie spodziewają się, że reszta świata zdecyduje się na odwetową
rywalizację ze Stanami Zjednoczonymi.
Znacznie bardziej realistyczne wydaje się, że UE, Chiny i duże kraje wschodzące
zdecydują się w dużej mierze zignorować Stany i zawrzeć między sobą umowy o
wolnym handlu bez udziału USA: skoro Ameryka zamykają się w sobie, reszta
świata kontynuuje globalizację bez nich.
Jak mógłby wyglądać nowy porządek świata z izolowaną Ameryką? To właśnie będzie
dominującym tematem poza oficjalnymi panelami w Davos. Jednak podstawową
przeszkodą dla takiego scenariusza jest fakt, że Europa już uzależniła się od
USA w dziedzinie sztucznej inteligencji, tracąc w ten sposób swoją strategiczną
suwerenność w rewolucji technologicznej.
Powodem nie jest brak zainteresowania tym sektorem, ale struktura: w UE sektor
sztucznej inteligencji, pomimo wzrostu, jest zbyt mały, aby mieć znaczenie. Nie
istnieją odpowiedniki koncernów takich jak OpenAI czy Alphabet. Ponadto stary
kontynent jest w dużym stopniu uzależniony od sprzętu i infrastruktury z
zagranicy. Rozbudowana biurokracja i niedobory energii elektrycznej to
czynniki, które nie pozwalają oczekiwać szybkiego nadrobienia zaległości.
Davos nagle zyskuje znaczenie
Sztuczna inteligencja nie będzie więc w najbliższym czasie napędzać
europejskiej gospodarki, w przeciwieństwie do Stanów, gdzie inwestycje w AI już
teraz w zauważalny sposób przyczyniają się do wzrostu PKB.
Jednak Amerykanie również mają swoje słabe strony. Część amerykańskiego długu
publicznego jest w posiadaniu Europejczyków, co sprawia, że UE jest ważnym
źródłem finansowania USA. Ponadto Europa jest jednym z największych odbiorców
amerykańskich nośników energii.
Biorąc pod uwagę stawkę gospodarczą i polityczną, tegoroczne Forum w Davos
przyćmi wiele spotkań z poprzednich lat. Oprócz przewodniczącej Komisji
Europejskiej Ursuli von der Leyen i prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego,
przybędzie sam Trump z największą delegacją amerykańską, jaka kiedykolwiek
uczestniczyła w spotkaniu w szwajcarskim kurorcie.
Do tego m.in. kanclerz Niemiec Friedrich Merz i kluczowi ministrowie jego
rządu, komisarz UE ds. handlu Maroš Šefčovič, premier Kanady Mark Carney i
wicepremier Chin He Lifeng.
Kanada i Chiny ogłosiły w tym tygodniu, że zamierzają zacieśnić współpracę w
zakresie handlu i rolnictwa, a Carney jako pierwszy kanadyjski szef rządu od
ośmiu lat udał się z wizytą państwową do Pekinu.
Davos mogą zostać zainicjowane kolejne sojusze tego typu – i to może być
faktyczny początek nowego porządku świata.
3.
https://wyborcza.biz/biznes/7,177151,32540955,nowa-europa-juz-sie-wylania-szefowa-ke-w-davos.html
„Unia Europejska może i powinna wykorzystać geopolityczne wstrząsy do budowy
"nowej niezależności Europy" - powiedziała szefowa KE Ursula von der
Leyen w wystąpieniu na Forum Ekonomicznym w Davos. Inni politycy europejskcy
również zapewniają o unijnej jedności i zdecydowaniu.
W tym roku swój udział w Forum Ekonomicznym w Davos zapowiedziało prawie 3 tys.
gości z całego świata, w tym około 400 polityków i 850 szefów międzynarodowych
korporacji. Takie zgromadzenie globalnych elit politycznych i biznesowych przewodnicząca
Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wykorzystała do przedstawienia zmian,
jakie w Europie wywołały geopolityczne wstrząsy: wojny handlowe, które rozpętał
prezydent Donald Trump od początku swojej kolejnej kadencji w Białym Domu,
agresywna polityka Rosji, która już niemal od czterech lat prowadzi brutalną
wojnę najeźdźczą przeciw Ukrainie, a także coraz bardziej ekspansywna polityka
gospodarcza Chin, sojusznika Rosji.
Nowa niezależność Europy
Geopolityczne wstrząsy mogą i powinny być dla Europy okazją do transformacji i
wypracowania "nowej niezależności".
Szefowa KE podkreśliła, że Europa może wykorzystać taką okazję tylko wtedy,
kiedy zda się sobie sprawę, że trwające teraz wstrząsy geopolityczne zmieniają
świat na trwałe, a stary porządek już nie wróci.
"Jeśli ta zmiana jest trwała, to Europa musi się także trwale zmieniać. To
jest czas, aby skorzystać z okazji i budować nową, niezależną Europę" -
podkreśliła Ursula von der Leyen.
Jednym ze sposobów na taką transformację ma być stworzenie "nowej
struktury prawdziwie europejskiej spółki". Czyli przygotowanie prostych,
obowiązujących w całej UE przepisów, pozwalających zarejestrować przez internet
we wszystkich państwach Unii spółkę w ciągu 48 godzin.
"Potrzebujemy systemu, w którym spółki mogą bez problemu prowadzić
interesy i gromadzić finansowanie w całej Europie, równie łatwo jak na
jednolitych rynkach takich jak USA lub Chiny" - powiedziała von der Leyen.
Szykowane przez KE reformy mają też ułatwić przyciąganie inwestycji
zagranicznych do Europy.
Uczciwy handel zamiast protekcjonizmu
Szefowa KE oceniła, że owa nowa Europa już powstaje. A dowodem na to jest umowa
o wolnym handlu z państwami bloku Mercosur w Ameryce Południowej, podpisana pod
koniec zeszłego tygodnia po 25 latach negocjacji.
"Ta umowa stanowi mocny przekaz dla świata, że wybieramy wolny handel
zamiast ceł, partnerstwo zamiast izolacji, zrównoważony rozwój zamiast wyzysku.
I że poważnie traktujemy zmniejszenie ryzyka dla naszej gospodarki i
dywersyfikację naszych łańcuchów dostaw" - powiedziała Ursula von der
Leyen. Podkreśliła, że po Forum w Davos uda się do Indii kontynuować rozmowy o
wolnym handlu, które mogą doprowadzić do stworzenia wolnego rynku dla 2 mld
ludzi.
Tutaj szefowa KE w zawoalowany sposób skrytykowała działania Donalda Trumpa,
wykorzystującego cła jako instrument polityki zagranicznej i narzędzie do
wymuszania przywilejów dla gospodarki i biznesu USA.
Ale Ursula von der Leyen odniosła się też wprost do działań Trumpa - przede
wszystkim jego najnowszych żądań przejęcia Grenlandii pod hasłem bezpieczeństwa
Stanów Zjednoczonych, wzmocnionych groźbą nałożenia od lutego dodatkowych ceł
na towary z ośmiu państw Europy broniących przed takimi zakusami prezydenta USA
to autonomiczne terytorium Danii w Arktyce.
Na działaniach Trumpa mogą skorzystać Rosja i Chiny
Von der Leyen zapewniła, że także Europa jest całkowicie zaangażowana w
zapewnienie bezpieczeństwa w regionie Arktyki i ma na to odpowiednie środki,
ale "bezpieczeństwo można osiągnąć tylko wspólnie".
"Dlatego zaproponowane cła są błędem, zwłaszcza między długoletnimi
sojusznikami. W lipcu zeszłego roku UE i Stany Zjednoczone uzgodniły umowę
handlową. A w polityce, tak jak w biznesie, umowa to umowa. I kiedy przyjaciele
ściskają sobie ręce, to musi to coś znaczyć" - wytknęła prezydentowi USA przewodnicząca
KE. I ostrzegła, że wprowadzenie w życie gróźb celnych Trumpa "wciągnęłoby
nas w spadkową spiralę, co pomogłoby jedynie tym samym przeciwnikom, których
wspólnie chcemy trzymać z dala od tego obszaru".
Ursula von der Leyen zapowiedziała, że odpowiedzi UE na cła Trumpa będzie
niezachwiana, zjednoczona i proporcjonalna.
Szefowa KE podkreśliła również, że UE w pełni solidaryzuje się z Grenlandią i
Danią. Ich suwerenność i integralność terytorialna "nie podlega
negocjacjom".
Jednocześnie Ursula von der Leyen zapowiedziała, że bezpieczeństwo Arktyki
zyska rangę nowego priorytetu w strategii bezpieczeństwa Unii, która zostanie
opublikowana z tym roku.
Rosja musi skończyć wojnę przeciw Ukrainie
Zmiany, których potrzebuje UE, dotyczą również kwestii obronności. Według
szefowej UE pod tym względem UE uczyniła więcej w ostatnich latach niż
wcześniej przez dekady. A to efekt zbrojnej inwazji Rosji na Ukrainę.
Ursula von der Leyen ostro skrytykowała Rosję, że nie okazuje chęci do szukania
pokoju z Ukrainą i bez najmniejszych wyrzutów sumienia kontynuuje wojnę.
Przeciwnie, Rosja intensyfikuje ataki i codziennie zabija cywilów. Zaledwie w
zeszłym tygodniu bombardowania infrastruktury energetycznej pozostawiły miliony
ludzi bez światła, ciepła i brakami wody. To się musi skończyć - podkreśliła
szefowa KE. Zadeklarowała dalsze wspieranie Ukrainy przez UE - dopóki nie
nastanie "sprawiedliwy i trwały pokój".
Premier Belgii: Europa musi się obudzić
Z dużo ostrzejszą krytyką Trumpa i Stanów Zjednoczonych wystąpił w Davos
premier Belgii Bart De Wever.
"Do tej pory staraliśmy się udobruchać nowego prezydenta w Białym Domu.
Byliśmy bardzo pobłażliwi, również w kwestii ceł. Byliśmy pobłażliwi, licząc na
jego poparcie dla wojny na Ukrainie. … Ale teraz przekroczono tak wiele
czerwonych linii, że trzeba wybierać między poczuciem własnej wartości. Bycie
szczęśliwym statkiem to jedno. Bycie nieszczęśliwym niewolnikiem to zupełnie co
innego" - powiedział szef belgijskiego rządu. "Jeśli teraz ustąpimy,
to stracimy godność. A to być może najcenniejsze w demokracji" - dodał.
De Wever zapowiedział, że podczas planowanego spotkania z Trumpem, w którym na
wziąć udział król Belgii Filip, przekażą prezydentowi USA, że "przekracza
czerwone linie".
"Albo jesteśmy razem, albo jesteśmy podzieleni. A jeśli jesteśmy
podzieleni, to jest to koniec pewnej epoki. 80 lat atlantyckości naprawdę
zmierza do swojego kresu" - podkreślił premier Belgii.
Zarzucił też administracji Trumpa, że na spotkaniu tzw. koalicji chętnych,
czyli państw wspierających zakupu broni dla Ukrainy, jej przedstawiciele
zapowiedzieli, że USA nie staną po którejkolwiek stronie w wojnie Rosji z
Ukrainą. De Wever stwierdził, że wychował się w latach 80. zeszłego wieku,
kiedy Zachód opowiadał się za suwerennością, demokracją i wolnością. I dlatego
było dla niego szokiem, że USA nie chcą teraz zająć strony w konflikcie tyranii
z demokracją.
Putin to widzi. Jego siłą są nasze podziały - wskazał De Wever. I na tym nie
poprzestał.
"Jeśli atlantyckość naprawdę umiera (...) to wraz z nią umrze
globalizacja. To jasne. I w tym świecie nie możemy pozostać
roślinożercami" - stwierdził premier Belgii. A następnie zaapelował:
‘Byliśmy nieco naiwni, ale pora się obudzić. Potrzebujemy własnych platform
technologicznych, aby tworzyć przyszły dobrobyt. Jeśli tego nie zrobimy, to
Trump może nas uczynić niewolnikami, bo faktycznie jesteśmy niewolnikami i
będziemy musieli przyjąć za pewnik wszystko, co uczyni’.
Macron: wzrost, pokój, klimat
"Nie akceptujemy globalnego porządku, o którym zadecydują ci, którzy
twierdzą, że mają rzekłbym większy głos, ale skupmy się po prostu na wspólnych
interesach i wspólnych wyzwaniach" - zaapelował w swoim wystąpieniu
prezydent Francji Emmanuel Macron. I dodał: ‘Wiemy, co musimy naprawić: wzrost
gospodarczy, pokój, klimat’.
Apelując o więcej stabilności na świecie, Macron w aluzyjnie zwrócił się do
Trumpa, deklarując: "Wolimy szacunek niż wymuszanie i wolimy rządy prawa
od brutalności. Witamy cię w Europie i jeszcze bardziej witamy cię we
Francji".
Prezydent Francji ocenił, że Europa stoi przed wyborem "biernego
podporządkowania się prawu silniejszego" - co prowadzić będzie do
zwasalizowania, zakończenia polityki i nowego kolonializmu - a obroną
"skutecznego multilateralizmu".
Macron narzekał na "zabijanie" międzynarodowych struktur, w których
dzięki rozmowom i dyplomacji udawało się dotąd "naprawiać sytuację".
Chinom zarzucił "nadmierną rozbudowę potencjału przemysłowego" i
praktyki zaburzające rozwój konkurencji w niektórych sektorach. Skrytykował też
USA, które "domagają się maksymalnych ustępstw i otwarcie zmierzają do
osłabienia i podporządkowania sobie Europy".
Pomysł zastosowania wobec USA przepisów unijnej ustawy o działaniach przeciw
szantażom gospodarczym prezydent Francji uznał za "szalony".
"Ubolewam nad tym, ale to rezultat nieprzewidywalności i niepotrzebnej
agresji" - powiedział Macron, obarczając odpowiedzialnością za to
"szaleństwo" prezydenta USA.
Prezydent Francji uznał, że w odpowiedzi na politykę USA i Chin Europa musi
prowadzić bardziej realistyczną politykę, czyli np. upowszechniać zasadę
preferencji europejskich towarów i usług. Zastrzegł, że to nie oznacza
izolacjonizmu i na przykład chińskie inwestycje są dobrze widziane w Europie,
pod warunkiem przestrzegania obowiązujących w UE standardów i przepisów.
4.
https://wyborcza.biz/biznes/7,177151,32540330,europa-ma-finansowe-narzedzia-by-odstraszyc-trumpa-to-bylaby.html
Gdy dyplomacja zawodzi, pozostaje odwet za pomocą narzędzi gospodarczych.
Europa ma rozwiązania na takie sytuacje. Ale na stole po raz pierwszy pojawił
się jeszcze jeden pomysł. Co, gdybyśmy przestali finansować amerykański dług? …
Co wydarzy się w Davos? Plany Donalda Trumpa
Ten szczyt będzie jednak inny - piszą media na całym świecie. Jak donosi
amerykańska stacja CNBC, amerykańska reprezentacja w Davos będzie największa w
historii. Razem z Donaldem Trumpem do Szwajcarii ma przyjechać ponad 200 osób z
personelu Białego Domu.
Według doniesień Reutersa amerykańska administracja ma na najbliższe dni w
Europie bardzo bogaty plan. Zorganizowano bowiem szereg spotkań ze stronami
zaangażowanymi w sprawę Grenlandii, która choć należy do Królestwa Danii, stała
się obiektem zainteresowania Donalda Trumpa. Nie ujawniono jednak, z kim
dokładnie mają się w tej sprawie toczyć rozmowy.
Z kolei ABC News oraz dziennik "Times of Israel" donoszą, że w
trakcie szczytu może dojść do oficjalnego zawiązania Rady Pokoju. To organ,
który ma zająć się przyszłością Strefy Gazy. Ale nie tylko, na co zwraca uwagę
m.in. Pałac Elizejski, który nie potwierdził jeszcze, czy prezydent Francji do
tego grona dołączy. Według przecieków z państw, które otrzymały zaproszenie do
dołączenia do tego gremium, Rada miałaby zajmować się także rozwiązywaniem
innych konfliktów.
Obok Emmanuela Macrona zaproszenia do trumpowskiej rady pokoju otrzymał także
prezydent Karol Nawrocki, co potwierdziła jego kancelaria. Europejscy liderzy
znaleźli się jednak w potrzasku. Bo oprócz nich zaproszenie otrzymał także
Władimir Putin i Aleksander Łukaszenko. Stoją więc przed wyborem: usiąść do
stołu z Putinem albo odmówić Trumpowi.
Spotkanie światowych liderów odbywa się więc w samym środku międzynarodowej
zawieruchy. I wszystko wskazuje na to, że to próby jej okiełznania będą głównym
tematem rozmów w szwajcarskich Alpach.
USA są finansowo zależne od Europy. Teraz to nasza "broń"
Co więc ze sprawami gospodarczymi, które, z założenia, są głównym przedmiotem
zainteresowania Forum Ekonomicznego? Coraz częściej, zamiast o współpracy
gospodarczej, mówi się o kapitale i wpływach ekonomicznych jako o broni. A
tematem dominującym na scenie i w kuluarach w Davos stały się amerykańskie
próby konkwisty Grenlandii.
To, co łączy wszystkich liderów, którzy spotkają się w Davos, to dostęp do
ogromnych środków finansowych - czy to państwowych, czy prywatnych. Spekulacje
w jaki sposób ich użyć do powstrzymania zapędów Trumpa słychać w każdym zakątku
szwajcarskiego kurortu.
Według danych Departamentu Skarbu USA europejskie rządy i prywatne firmy
posiadają amerykańskie aktywa o wartości w sumie około 10 bilionów dolarów.
I mówimy tylko o Unii Europejskiej. Jeśli dodać by do tego Wielką Brytanię i
Norwegię, kwota byłaby jeszcze wyższa.
„Pomimo całej swojej potęgi militarnej i gospodarczej Stany Zjednoczone mają
jedną kluczową słabość: polegają na tych, którzy pokrywają ich rachunki poprzez
duże deficyty zewnętrzne. W sytuacji, gdy stabilność geoekonomiczna sojuszu
zachodniego jest zagrożona, nie jest jasne, dlaczego Europejczycy mieliby być
dalej chętni do odgrywania tej roli" - mówi Bloombergowi George Saravelos,
szef analiz walutowych Deutsche Banku.
Gdyby Europejczycy przestali kupować amerykański dług, czy nawet zaczęli się go
pozbywać, w krótkiej perspektywie osłabiłoby to amerykańską walutę, w dłuższej
- wywołało presję na budżet państwa i podniosło ceny. Ale co ważne - odbiłoby
się także rykoszetem na europejskich inwestorach i handlu międzynarodowym. O
zapaści w relacjach politycznych nie wspominając.
Dlatego, jak oceniają rozmówcy Bloomberga, to raczej "broń
ostateczna".
Mimo coraz większych napięć w relacjach transatlantyckich, wciąż jeszcze daleko
do tego, by państwa europejskie i inwestorzy byli gotowi na tak radykalne
posunięcia.
Dyskusje o takich rozwiązaniach zaniepokoiły jednak stronę amerykańską na tyle,
że skłoniły Scotta Bessenta, sekretarza skarbu USA do komentarza. „Myślę, że
byłoby to bardzo nierozsądne" - stwierdził, zapytany w Davos o możliwe
działania odwetowe Unii Europejskiej. Nazwał też tę "narrację"
sprzeczną z wszelką logiką.
Eksplozję obaw związanych z planami przejęcia Grenlandii porównał do tzw. dnia
wyzwolenia sprzed kilku miesięcy, kiedy to Trump ogłosił swój plan wprowadzenia
ceł na wiele państw. - Weźcie głęboki oddech i pozwólcie, aby sytuacja się
rozegrała. Nie słuchajcie histerii mediów - powiedział we wtorek w Davos
Bessent.
Handlowa bazooka. Jak Europa może odpowiedzieć Trumpowi
… Na czwartek wieczór zaplanowane jest specjalne spotkanie w Brukseli, podczas
którego europejscy liderzy będą dyskutować nad możliwymi odpowiedziami Europy
na coraz śmielsze kroki USA. Do dyspozycji, poza opisanym powyżej
ekstraordynaryjnym rozwiązaniem, mają w tej chwili trzy narzędzia:
- cła odwetowe,
- zawieszenie umowy handlowej między USA a UE, tzw. bazookę handlową.
"Handlowa Bazooka" to przyjęte w 2021 roku rozwiązanie, które
umożliwia Komisji Europejskiej nakładanie na państwa, które próbują wywierać
presję na UE, taryf karnych, kontyngentów (ilościowe ograniczenia w handlu
danymi produktami), a nawet ograniczania dostępu do rynków UE. To mechanizm
mający odstraszać od prób wywierania przez państwa trzecie nacisku na Unię.
5.
Macron ostrzega przed „nowym podejściem kolonialnym” po tym, jak Trump
powiedział, że „nie ma odwrotu” w sprawie Grenlandii
Prezydent Francji powiedział, że „wolimy szacunek od tyranów” po wycieku jego
wymiany SMS-ów z Trumpem
https://www.theguardian.com/world/live/2026/jan/20/europe-greenland-donald-trump-davos-europe-live-latest-updates#maincontent
Przywódcy państw europejskich jednomyślnie potępili „nowy kolonializm” Donalda
Trumpa i ostrzegli, że kontynent stoi na rozdrożu, ponieważ prezydent USA
stwierdził, że nie ma odwrotu od celu kontrolowania Grenlandii.
We wtorek, po tygodniach agresywnych gróźb Trumpa dotyczących przejęcia
ogromnej arktycznej wyspy, będącej w dużej mierze autonomiczną częścią Danii,
prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział, że woli „szacunek od tyranów” i
„rządy prawa od brutalności”.
Macron powiedział na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos w Szwajcarii, że
teraz „nie jest czas na nowy imperializm ani nowy kolonializm”, krytykując
„bezużyteczną agresywność” obietnicy Trumpa dotyczącej nałożenia ceł na kraje
sprzeciwiające się przejęciu Grenlandii przez USA.
Stany Zjednoczone usiłowały „osłabić i podporządkować Europę”, żądając
„maksymalnych ustępstw” i nakładając cła, które były „fundamentalnie nie do
przyjęcia – tym bardziej, gdy były wykorzystywane jako dźwignia przeciwko
suwerenności terytorialnej” – powiedział. …
6.
Donald Trump wrócił do sieci, klakson!
Właśnie zamieścił wpis na Truth Social, w którym twierdzi, że „żaden człowiek
ani żaden prezydent nie zrobił dla NATO więcej niż prezydent Donald J. Trump”.
Dodał:
„Gdybym się nie pojawił, nie byłoby teraz NATO!!!”
Zostałoby to wyrzucone na śmietnik historii.
Smutne, ale PRAWDZIWE!!! Prezydent DJT"
7.
Parlament Europejski zamrozi ratyfikację umowy handlowej między UE a USA w
odpowiedzi na groźby Donalda Trumpa dotyczące nałożenia ceł na kraje
europejskie sprzeciwiające się przejęciu przez niego Grenlandii.
8.
Gavin Newsom, gubernator Kalifornii, potępił Europejczyków za ich „współudział”
w sprzeciwianiu się żądaniom Donalda Trumpa, aby zezwolić mu na zakup lub
aneksję Grenlandii.
Newsom, faworyt wśród kandydatów Demokratów w wyborach prezydenckich w 2028 r.,
powiedział we wtorek reporterom na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, że
Europejczycy są „manipulowani” przez Trumpa i że ich próby negocjacji z nim
„nie są dyplomacją, to głupota”.
„Czas się wziąć w garść, czas wziąć się do roboty i przestać być współwinnym” –
powiedział reporterom. „Nie mogę znieść tej współwiny. Ludzie się kładą.
Powinienem był zabrać nakolanniki dla wszystkich światowych przywódców… to
żałosne”.
Newsom regularnie sugeruje, że amerykańscy politycy, którzy przymilają się do
Trumpa, powinni otrzymać nakolanniki – ułatwiające klękanie – i sprzedaje je na
swojej stronie internetowej. „Za wszystkie wasze płaszczenie się przed Trumpem,
teraz w republikańskiej czerwieni”, głosi reklama nakolanników z kopią podpisu
Trumpa. „Za niską cenę waszej duszy”.
9.
„Pamiętajcie, żeby dołączyć do nas dzisiaj, ponieważ spodziewamy się
wysłuchania przemówień m.in. prezydenta USA Donalda Trumpa, sekretarza
generalnego NATO Marka Ruttego, prezydenta Finlandii Alexandra Stubba i
prezydenta Polski Karola Nawrockiego”.
10.
Minęła już godzina, a Trump powtórzył swoje stwierdzenie, że „zrobił dla NATO
więcej niż jakikolwiek inny człowiek, żywy czy martwy”.
Jako jedno ze swoich osiągnięć podaje kampanię wywierania presji na członków
NATO, aby zwiększyli wydatki na obronę do 5% PKB, dodając:
‘Zrobiłem dla NATO więcej niż ktokolwiek inny. Myślę, że w większości, powiedzą
ci to. Myślę, że możesz zapytać o to sekretarza generalnego [Marka Rutte'a]. On
też to powiedział. Ale NATO też musi nas traktować sprawiedliwie’.
Trump powiedział, że jego obawy związane z NATO są takie, że „wydajemy ogromne
pieniądze na NATO i wiem, że przyjdziemy im z pomocą, ale naprawdę wątpię, czy
oni przyjdą z pomocą nam”.
Zapytany, czy zobowiązania finansowe innych krajów wobec USA załamią się z
powodu planu Trumpa dotyczącego Grenlandii, odpowiedział: „Wątpię. Bardzo im
zależy na tym porozumieniu z nami. Bardzo ciężko o nie walczyli. Mamy wiele
spotkań w sprawie Grenlandii zaplanowanych w Davos. Myślę, że wszystko ułoży
się bardzo dobrze”.
Zapytany o to, jak wyglądają jego relacje z prezydentem Francji Emmanuelem
Macronem i premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem, prezydent Trump
odpowiedział: „Nie, nie rozmawiałem z nimi, ale myślę, że bardzo dobrze się z
nimi dogaduję” – stwierdził Trump.
„To znaczy, zawsze traktują mnie dobrze. Bywają trochę agresywni, kiedy mnie
nie ma, ale kiedy jestem w pobliżu, traktują mnie bardzo miło.
„I wiesz, podobają mi się obydwaj”.
Zapytany, jak daleko jest gotów się posunąć, żeby zdobyć Grenlandię, Trump
odpowiedział krótko: „Dowiesz się”.
Trumpa zapytano o planowaną Radę Pokoju, ogłoszoną w zeszłym tygodniu, i o to,
czy chciałby, aby zastąpiła ona Organizację Narodów Zjednoczonych.
Powiedział: „Może tak” i dodał, że ONZ „nie jest zbyt pomocna”.
11.
Donald Trump: Żarty, obelgi i groźby sprawiły, że nawet jego otoczenie zaczyna
wątpić w jego zdrowie psychiczne.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/01/20/news/trump_impazzito_dubbi_lucidita_tra_parenti_nemici_fedelissimi-425107084/?ref=RHLF-BG-P2-S5-T1-PP
Po liście, w którym prezydent USA napisał do premiera Norwegii, że „nie
interesuje się pokojem, bo nie otrzymał Nagrody Nobla”, ponownie poruszono
kwestię jego zdrowia psychicznego.
„Nawet według standardów Donalda Trumpa list do norweskiego premiera jest tak
niebezpieczny i urojeniowy, że nie ma już żadnych wątpliwości, że prezydent
jest psychicznie „niezdolny do wykonywania uprawnień i obowiązków swojego
urzędu”, jak ustanowiono w 25. poprawce do Konstytucji”.
W następstwie listu amerykańskiego prezydenta do norweskiego premiera Jonasa
Gahra Støre, w którym Trump stwierdza, że nie otrzymawszy Nagrody Nobla, nie
dba o pokój, Daily Beast, wiarygodny serwis informacyjny założony przez
legendarną Tinę Brown, otwarcie kwestionuje zdrowie psychiczne lokatora Białego
Domu, za pośrednictwem swojej rzymskiej korespondentki Janny Brancolini, która
pisze: „Oczywiście nieracjonalne jest rozpoczynanie wojny, ponieważ czyjeś
uczucia zostały zranione przez nieotrzymanie nagrody, do której nawet nie było
się uprawnionym. Z pewnością nieracjonalne jest sabotowanie bezpieczeństwa
narodowego kraju – poprzez zachęcanie Rosji i Chin – z powodu zranionych
uczuć”. Amerykańska strona internetowa nie owija jednak w bawełnę: „Prezydent
nie jest zdrowym człowiekiem” – czytamy: „Żyje na fast foodach i aspirynie,
późno w nocy przegląda wpisy o nieszczęściach w mediach społecznościowych, a
nawet spędził Boże Narodzenie, wściekły, pisząc post na swojej platformie Truth
Social”.
W rzeczywistości gazety na całym świecie od pewnego
czasu mówią o pogarszającym się stanie zdrowia prezydenta, który ma 79 lat.
Amerykański lekarz, profesor Bruce Davidson z Elson S. Floyd College of
Medicine, filii Uniwersytetu Stanowego Waszyngtonu, twierdził nawet, że „Donald
Trump miał udar kilka miesięcy temu i ukrywał tę wiadomość przed opinią
publiczną”, przedstawiając kilka „dowodów” na poparcie swojej tezy, w tym plamy
na dłoniach potentata, które zauważyli reporterzy na całym świecie, ponieważ
były słabo ukryte pod makijażem. Jego stan fizyczny i psychiczny jest ponadto
omawiany od 2016 roku, kiedy objął urząd w wieku 70 lat, stając się najstarszą
osobą na stanowisku prezydenta (pobijając rekord Ronalda Reagana). Później
został pokonany przez Joe Bidena, który jest od niego o cztery lata starszy i
objął urząd w wieku 78 lat.
Trump może cierpieć na poważną chorobę psychiczną. Członkowie jego rodziny to potwierdzają.
Do bliskich krewnych należy jego bratanek Fred Trump III (syn starszego brata
Donalda, Freda, który zmarł z powodu alkoholizmu). W swojej książce „All in the
Family: The Trumps and How We Got This Way” szczegółowo opisuje bolesną
historię demencji w rodzinie.
Następnie w 2024 roku publicznie ujawnił, że zauważył u swojego wujka objawy,
które widział już u swojego dziadka (ojca Trumpa, Freda Seniora), który zmarł w
1999 roku, osiem lat po zdiagnozowaniu u niego choroby Alzheimera. Jego ciotka
Maryanne, siostra Donalda, również cierpiała na tę chorobę i zmarła w 2023
roku. Bratanek mówi, że zauważył u wujka pewien schemat, który był powszechny
wśród innych krewnych, w tym „mamrotanie”, typowy dla Trumpa bełkot:
niezdolność do skupienia się na konkretnym temacie, co prowadzi do tego, że
mówi bez przerwy.
Inna z siostrzenic prezydenta, psycholog kliniczna Mary Trump — siostra Freda
III — również potwierdza w swojej książce „ Too Much and Never Enough: How My
Family Created the World's Most Dangerous Man”, że jej zdaniem jej znakomity
krewny wcale nie radzi sobie dobrze. Wyjaśnia również, że pewne cechy
osobowości można przypisać surowemu traktowaniu, jakiego doświadczył ze strony
patriarchy rodziny, Freda Seniora, którego opisuje jako „autorytarnego,
patriarchalnego socjopatę”, który przekształcił swego drugiego syna w
„chciwego, potrzebującego uznania człowieka”.
Wyjaśnia, że w jakimś bardzo mrocznym sensie mój wujek wie, że nauka jego ojca,
że pieniądze to jedyna rzecz, która się liczy, jest fałszywa i że nic nie
zastąpi miłości. Uświadamia to sobie w najbardziej przerażonych chwilach, a my
wszyscy płacimy za to cenę”.
Wszystkie obserwacje potwierdza również francuska historyczka psychoanalizy
Elisabeth Roudinesco, znana jako biografka Jacques’a Lacana: „Najlepsi
amerykańscy psychiatrzy definiują Trumpa jako mieszankę socjopaty, narcyza,
sadysty i niebezpiecznego człowieka, niezdolnego do rządzenia krajem” –
powiedziała w 2017 roku. Szkoda, że dziś, przynajmniej w Stanach Zjednoczonych,
znacznie mniej profesjonalistów jest gotowych to powtórzyć: dobrze pamiętając
burzliwą debatę, która rozgorzała w 2018 roku po publikacji eseju
„Niebezpieczny przypadek Donalda Trumpa” pod redakcją Bandy Xenobii Lee, w
którym 27 psychoanalityków i psychiatrów argumentowało, że Donald nie nadaje
się do kierowania krajem. Wybuchło oburzenie. Toczyła się długa debata na temat
stosowania tzw. reguły Goldwatera: tej, którą opracowano w 1964 roku po tym,
jak grupa psychiatrów zakwestionowała stan zdrowia psychicznego kandydata na
prezydenta Barry'ego Goldwatera. Od tego czasu reguły etyczne Amerykańskiego
Towarzystwa Psychiatrycznego obejmują zasadę, która skutecznie zabrania publicznego
diagnozowania lub omawiania diagnoz osób publicznych bez ich zgody i
bezpośredniego badania.
Jednak kilka osób publicznych ostatnio podało w wątpliwość zdrowie psychiczne
prezydenta. Kilka tygodni temu, po dramatycznej reakcji Trumpa na morderstwo
reżysera Roberta Reinera i jego żony z rąk ich syna – które, według prezydenta,
wynikało z ich „gniewnej obsesji” na jego punkcie – były sekretarz pracy (za
Billa Clintona) Robert Reich stwierdził zwięźle: „Jeśli Trump kiedykolwiek był
racjonalny, to już nie jest”.
Nawet Susie Wiles, jego wierna szefowa sztabu, w niedawnym wywiadzie dla
„Vanity Fair” opisała Trumpa jako osobę o „osobowości alkoholika: uważa, że nie
ma absolutnie niczego, czego nie mógłby osiągnąć”.
12.
Elon Musk rozważa zakup Ryanaira po tym, jak nazwał jego prezesa „idiotą”
Szef Tesli popadł w konflikt z Michaelem O'Learym, gdy szef linii lotniczych
odrzucił propozycję zainstalowania technologii Starlink w samolotach
https://www.theguardian.com/technology/2026/jan/20/elon-musk-buying-ryanair-ceo-tesla-michael-oleary-starlink
… „Dwaj znani biznesmeni ścierają się od zeszłego tygodnia, kiedy O'Leary'ego
zapytano, czy pójdzie w ślady Lufthansy i British Airways i zainstaluje
technologię satelitarnego internetu Starlink firmy Musk w swojej flocie
składającej się z 650 samolotów.
Dyrektor naczelny Ryanair odrzucił ten pomysł, twierdząc, że dodanie anten do
samolotów skutkowałoby „2% większym zużyciem paliwa”, co zwiększyłoby roczny
rachunek za nie o 200–250 mln USD, do 5 mld USD rocznie.
Musk stwierdził w poście na swojej platformie X, że taka interpretacja była
„błędna”, co wywołało wymianę obelg, podczas której każda ze stron nazwała
drugą „idiotą”, a następnie dyrektor generalny Tesli i SpaceX stwierdził, że O'Leary powinien zostać zwolniony.
W piątek najbogatszy człowiek na świecie zapytał swoich obserwatorów na X, czy
powinien kupić największą linię lotniczą w Europie, której wartość szacuje się
na 30 mld euro: „Czy powinienem kupić Ryan Air i powierzyć zarządzanie nią
komuś, kto tak naprawdę nazywa się Ryan”?
Następnie przeprowadził ankietę, pytając, czy powinien „kupić Ryan Air i
przywrócić Ryana do roli prawowitego władcy linii”. Ponad trzy czwarte z prawie
900 000 respondentów odpowiedziało twierdząco na trzy godziny przed zamknięciem
ankiety. Tony Ryan, irlandzki miliarder i biznesmen, który współzałożyciel
tanich linii lotniczych w 1984 roku, zmarł w 2007 roku.
Konto X linii Ryanair przyłączyło się do kpin z Muska, publikując wpis w
odpowiedzi na awarię X w całych Stanach Zjednoczonych w zeszłym tygodniu: „Może
potrzebujesz Wi-Fi @elonmusk?”
Musk odpowiedział na kpiący z niego post Ryanaira: „Ile by kosztowało, żeby cię
kupić”?
Może to wyglądać jak czcza gadanina, ale południowoafrykański miliarder już
wcześniej spełniał takie groźby. W 2017 roku, w rozmowie w mediach
społecznościowych, napisał na Twitterze, że uwielbia Twittera, a kiedy
dziennikarz zasugerował mu jego zakup, Musk słynnie odpowiedział: „Ile to
kosztuje?”. Prawie pięć lat później kupił platformę za 44 miliardy dolarów, a
później zmienił jej nazwę na X.
Jednakże zgodnie z przepisami UE większościowym udziałem w liniach lotniczych
mających siedzibę w UE muszą być obywatele UE lub Szwajcarii, Norwegii,
Islandii lub Liechtensteinu.
„Nie zwracałbym najmniejszej uwagi na Elona Muska” – powiedział O'Leary
Newstalk. „To idiota. Bardzo bogaty, ale wciąż idiota… Elon Musk nie wie nic o
lotach i oporze powietrza”.
64-letni O'Leary przyznał również, że „na szczęście” jest za stary, aby mieć
konto w mediach społecznościowych.
13.
6 lat temu
Jaki jest twój ulubiony film Felliniego?
Ja jestem z pokolenia, dla którego każdy kolejny jego film był jak uderzenie
piorunem w głowę. Ukształtowały mnie, mój światopogląd, moją wizję świata,
sztuki, moje widzenie życia, śmierci, moje marzenia. Jego filmy i kilka
książek.
Chociaż nie wszystkie jego filmy; niektórych wtedy nie zrozumiałem, tak, jak
"Il Casanova" ("to "il" dodaje nazwisku nowego
znaczenia: "ten" Casanova";"zjawisko: Casanova";
"po co robić film o seksie bez seksu" - mówiłem wtedy, nie
rozumiejąc, że właśnie po to!); niektóre mnie rozczarowały, jak "Giulietta
i duchy" (nieprecyzyjne tłumaczenie; powinno być "Giulietta od
duchów"), czy "Miasto kobiet".
13 ostatnich lat jego życia mieszkałem niedaleko, gdybym nie był ubogim i
pogardzanym imigrantem, to pewnie stanąłbym na głowie, żeby się do niego choćby
na chwilę zbliżyć, posłuchać jego głosu, podejrzeć jakiś jego gest. Ale
spotkałem kilku ludzi, którzy z nim współpracowali; dla wszystkich był kimś
absolutnie specjalnym, choć nie wszyscy go lubili; niektórzy za jego napady złego
humoru, inni za seryjne zdrady żony Giulietty Masiny, inni za dziwne fascynacje
eteryzmem.
Załamania nerwowego doznał w 1954 r., kiedy kręcił La Stradę; kłopoty z obsadą
(kłótnia na całe życie z Alberto Sordim), kłopoty z producentem (wykładającym
pieniądze Dino De Laurentiisem), z producentem wykonawczym, który nie
akceptował jego odchodzenia od scenariusza (co potem stanie się jego znakiem
rozpoznawczym i zainspiruje tak wielu innych reżyserów, łącznie z Andrzejem
Wajdą); to wszystko wpędziło go w depresję,
z której lekarz o nazwisku Sługa Boży (Servadio) usiłował go wydostać, serwując
mu LSD. Do tamtego czasu był lekkim satyrykiem, potem stał się kapryśnym
melancholikiem. Zaczął chodzić do wróżek i jasnowidzów, zwłaszcza do słynnego
wówczas Gustavo Adolfo Rola, któremu pozwolił mieć niemały wpływ na swoje życie
i twórczość.
Ale z daleka, dla kinomana, to nie miało większego znaczenia; liczyły się
emocje; a te - ha!
A propos: usiłował zablokować projekcje swoich filmów w prywatnych telewizjach,
bo były przerywane reklamami: "Nie wolno przerywać emocji" -
argumentował. Ale przegrał.
W czerwcu 93 r. operowano go kilkakrotnie w Szwajcarii na tętniaka aorty,
ówczesną metodą, rozpruwając mu ciało. Ale coś poszło nie tak i tworzyły się
zakrzepy. Znaleziono go nieprzytomnego, na podłodze w jego apartamencie w Grand
Hotelu w Rimini. Paraliż lewej części ciała. Wydawało się, że z tego wyszedł,
ale ten niedowład spowodował, że podczas obiadu z przyjaciółmi zakrztusił się
kawałkiem mozzarelli. W szpitalu przywrócono oddychanie, ale niebawem
encefalogram zrobił się płaski: zbyt długi brak tlenu. Po krótkiej agonii zmarł
31 października w samo południe. We Włoszech przez wiele dni nie było
ważniejszej wiadomości.
A więc który z filmów Felliniego jest twoim ulubionym?
Ja mam ich wiele, ale bezwarunkowo kocham trzy: ‘8 ½’, ‘Roma’ i ‘Amarcord’
("Pamiętam", "wspominam" w dialekcie z Romanii, po włosku
byłoby to całkowicie niegramatyczne "a me mi ricordo", "ja sobie
pamiętam").
Urodził się 100 lat temu, umarł prawie 27 lat temu, ale amarcord: ja sobie
pamiętam.
14.
7 lat temu
Po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że właściwie Go nie znałem. Tak,
spotkałem go wielokrotnie, wielokrotnie rozmawiałem, nawet długo, w Gdańsku,
Rzymie, a nawet przelotnie w Warszawie. Musiał być świetnym menedżerem, a
menedżerowie często nie mają czasu bawić się w ceregiele i ich pospieszna
aktywność może być wzięta za nieuprzejmość, czy nawet kostyczność. Podejrzewam,
że i Jemu musiało się coś takiego zdarzać, ale ja nigdy tego nie zaznałem.
Znałem tylko jego uśmiechniętą, dającą poczucie bezpieczeństwa twarz i dlatego
wiem, że znałem Go tylko powierzchownie.
Jednym z nieopuszczających mnie zmartwień jest fakt, że „normalni” ludzie na
całym świecie, wiodący „normalne” życie, złożone z pospiesznych pobudek, tłoku
w autobusie lub wściekania się w korkach, z napiętych stosunków z szefami -
kretynami, z wiecznego balansowania na granicy finansowej ruiny, z
naburmuszonych min nastoletnich dzieci, z żony, którą nasza niedoskonałość
uwiera, z obaw o starzejących się i chorujących rodziców, z nieuprzejmości
sąsiada i opryskliwości urzędników, niezasłużonych mandatów… Martwi mnie, że
jedynym „normalnych ludzi” pośrednikiem w kontaktach z wielkim światem polityki
są media. I media uczyniły z polityków półbogów, istoty eteryczne, mistyczne,
niedościgłe, wszechmogące. Choć to w większości durnie i dupki, pozbawione
kręgosłupa moralnego, niedokształcone i często nawet niedomyte.
„Nie musisz się uczyć”! – krzyczy do ciebie zwielokrotniony przekaz mediów –
„nie musisz być przyzwoitym człowiekiem, nie musisz się wstydzić swoich
ułomności swojej podłości, swojej małości”! „Możesz zostać i ty półbogiem,
jeśli będziesz taki, jak oni”.
„Normalny” człowiek, przeciętny konsument mediów, nawet nie wie, że poza
politykami są jeszcze ludzie naprawdę mądrzy, naprawdę wykształceni, naprawdę
zdolni, a przede wszystkim nie wie, że są także ludzie naprawdę dobrzy. Bo
media albo ich ignorują, albo pokazują jako dziwaków, margines, którym głowy
zaprzątać sobie nie warto, zwłaszcza, że na ogół to golce bez grosza przy
duszy. Po co takich naśladować? Stawiać ich za wzór?
Po tych słowach każdy się domyśli, że ja za politykami nie przepadam, że
polityków unikam.
Ale zdarzają się wyjątki. Zliczyłbym z tuzin takich, których podziwiałem i
szanowałem.
I nie ma co do tego najmniejszej wątpliwości, że jednym z tej garstki (a nie
mówię tylko o politykach polskich oczywiście) był właśnie On.
Bo miał życzliwą, napawającą zaufaniem twarz, a jak mawiali starożytni
„człowiek po czterdziestce za swoją twarz jest odpowiedzialny”. Bo ilekroć tę
twarz widziałem, była uśmiechnięta. Bo był skory do żartów. Bo, co najwyżej
żartem, a nie bluzgiem, kwitował wylewaną nań nienawiść ludzi, których ja nie
cenię. Bo choć wygłaszał mowy mądre, to się nie nadymał. Bo potrafił siedzieć
przy stole z ludźmi, którzy na żaden szacunek nie zasługują, a On nie dawał im
tego w żaden sposób poznać.
Wydaje mi się, że wiem, dlaczego był celem tak wielu, tak wstrętnych ataków. Ci
napastnicy potrafią koncentrować całą siłę kłamstwa i nienawiści na osobie,
która może im zagrozić. Robią to od zawsze Lechowi Wałęsie, przekonani, że
gdyby stanął na czele zjednoczonej opozycji, byłby ich pokonał i całkowicie
pozbawił wpływów za granicą. Robią to od zawsze Donaldowi Tuskowi, z tych
samych powodów. Zrobili swym największym wrogiem dobrego i poczciwego
Bronisława Komorowskiego, po to, by dzień po meldunku „panie prezesie, zadanie
wykonane”, zupełnie o nim zapomnieć.
Tak: mieli dobry ogląd sytuacji: gdyby On, Paweł Adamowicz, zechciał zająć się
polityką na szczeblu krajowym, a nie lokalnym, mogliby nie mieć z nim szans.
Zarzucili go kłamstwem i nienawiścią także podczas ostatniej kampanii
samorządowej i dostali w skórę. Trzeba było go zniszczyć.
A ja już jestem taki stary, że w gruncie rzeczy zaczyna mi być obojętne, kto
pokieruje przez jakiś czas losami mojej ojczyzny. Bo wiem, że tylko idiota może
myśleć o polityce, jak o czymś niezmiennym. Walą się ideologie, walą reżimy,
politycy triumfują i dzień później nikt ich już nie pamięta, poza gospodarzami
nostalgicznych talk-show. Dlatego nie opłakuję możliwego przyszłego premiera,
opłakuję Dobrego Człowieka.
15.
8 lat temu
BAJKA Z HAPPY ENDEM
Kiedy się zakłada organizację przestępczą, trzeba się liczyć z wymiarem
sprawiedliwości, którego zadaniem jest przestępców karać.
Zasadniczo zorganizowani przestępcy mają trzy sposoby na uniknięcie kary.
1. Ukrywać się. To się udaje nawet przed dłuższe okresy; Toto' Riina i inni
mafiozi potrafili żyć bezkarnie nawet przez kilkadziesiąt lat.
2. Korumpować lub zastraszać wymiar sprawiedliwości: to metoda powszechnie
stosowana przez amerykańską Cosa Nostra, w okresie Prohibicji, ale i po jego
zakończeniu.
3. Najbardziej szczwani przestępcy wiedzą, że prawdziwą gwarancję bezkarności
da im tylko podporządkowanie sobie wymiaru sprawiedliwości.
To jest jednak trudne, ponieważ tego nie da się zrobić inaczej, jak tylko drogą
polityczną. Niektórym się wszakże udaje i wtedy żyją długo i szczęśliwie.
16.
9 lat temu
W San Escobar wreszcie zrobiło się tak, jak powinno być od początku: 15 stopni.
W cieniu. Ale za to w słońcu… w słońcu mile parzy róż policzków.
Co z tego, skoro robota nie pozwala wyjść z nory.
A w hotelowej norze – internet, jak przystało na Trzeci Świat – jak krew z
nosa. Sygnał telefonu – no jest jedna, wymuszona kreska, ale buja się, tj. raz
znika, raz pojawia.
Dwa piętra pod norą jest nawet basen. W łazience mam szlafrok. Przymierzyłem.
Na mojego 7-letniego wnuka byłby w sam raz, ale mojego brzuszyska nie da się
nim opasać, nawet, jakbym go szlafroka wziął w poprzek.
Większych nie mają. Więc popływam sobie myślami tam i sam.
Ja chyba do San Escobar więcej nie przyjadę. To – jakby powiedział Escobarczyk
– „turnig back the ass”: poprzednim razem jak tu byłem, było trzęsienie ziemi i
zamiast odpoczywać pracowałem. Tym razem też trzęsienie, a na dodatek lawina,
więc zamiast odpoczywać haruję i nie ruszam się z nory, w nadziei, że
dobroczynny internet muśnie ją swoim kapryśnym skrzydłem.
Z tutejszych nowinek. Znany geograf escobarski, słynny na cały świat odkrywca
nieznanych lądów, spotkał się z regionalną przywódczynią faszystów, wspieraną i
finansowaną przez Związek Rosyjski. Podobno miodek sobie z ustek pili.
Escobarska prokuratura, wbrew elementarnym zasadom kodeksu postępowania
karnego, opublikowała fotografie ludzi podejrzanych o niepopełnienie żadnego
przestępstwa. Tu, w San Escobar nikomu to nie przeszkadza.
Opozycja wobec escobarskiej junty wzięła przykład z byłego, przebywającego na
emigracji premiera i dzielnie zwalcza swoich przyjaciół.
Wrogów, a zwłaszcza junty, zwalczać nie umie i nie chce, a dusza się rwie, żeby
kogoś zwalczyć, więc zwalcza swoich najcenniejszych liderów.
Głośno też o erotycznych przygodach pozamałżeńskich dość zamożnego biznesmena
escobarskiego, któremu parę lat temu spodobała się rola opozycjonisty. Najpierw
go brano poważnie, bo w końcu zamożny człowiek i namaszczony przez pracującego
dla obcego rządu wybitnego Escobarczyka, wiecznego kandydata do nagrody Nobla w
dziedzinie Ekonomii, ale teraz się z niego śmieją i pokazują palcami. No cóż,
nie pierwszy to działacz publiczny, myślący nie głową, tylko główką od prącia.
Tak, że w kraju panowałaby czarna rozpacz, ale na szczęście San Escobar jest
dużym producentem rumu, a ten uśmierza wszystkie boleści. A ci, którym już rum
nie uśmierza, sięgają po mocniejsze używki, bo ziemia escobarska jest, jak
wiadomo, bardzo żyzna i dlatego Escobarczycy śpiewają, że jej nie oddadzą,
choćby sąsiednie San Doval pluło im w twarz.
Jutro będzie dobry dzień, bo – szepcą złośliwi – cała junta schleje się rumem
do nieprzytomności podczas zbiorowego, obowiązkowego oglądania zaprzysiężenia
nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, najwyższego gwaranta niepodległości
Escobaru.
No dobra, panie kelner, na świętego Escobara, gdzie ten rum? Nalewaj pan!
W San Escobar są dumni ze swojej telewizji satelitarnej. Czasami można obejrzeć
nawet znany międzynarodowy kanał informacyjny.
Nieco gorzej widać jedyną prywatną telewizję escobarską. No, ta reżimowa,
ironicznie zwana "publiczną" jest jak drut!
Specjalność kulinarna San Escobaru: ryż na zielono z owocami morza zielonymi
samymi z siebie. Tylko 12 godzin na sedesie i przechodzi jak ręką odjął!
Pomnik świętego Escobara w stolicy - Santo Subito.
No, tak się właśnie czuję w środku burzy.
Ale jak się uspokaja...
17.
9 lat temu
Ulicami Santo Subito, nieco podupadłej stolicy San Escobar przeciągnęła
hałaśliwa manifestacja. „Dosyć ludzi wykształconych”! - krzyczeli protestujący
– „Niech żyje nieuctwo, vivat debilizm!”
Była to ewidentnie manifestacja prorządowa.
Bogiem a prawdą myślę, że zainspirowana była przez Naczelnego Lidera Jerónimo
Cachorro, który prawdopodobnie chciał w ten sposób nie tylko potwierdzić swoją
najważniejszą linię programową, ale także uczcić zaprzysiężenie pierwszego
niemieckiego prezydenta USA.
Manifestanci nieśli transparenty z napisami: „Lud nigdy się nie zgodzi na
przyzwoitych przywódców, lud domaga się łajdaków i kanalii na kierowniczych
stanowiskach”.
Wybito szyby w mieszkaniach kilku profesorów uniwersyteckich, emerytowanych
oczywiście, bo wszystkie wyższe uczelnie dekretem Naczelnego Lidera zamknięto
już ponad rok temu, a także – nie wykluczam, że przez pomyłkę – rozbito jajka
na drzwiach mieszkania pewnej przedszkolanki.
Policja nie interweniowała, a sam widziałem pewnego funkcjonariusza,
rzucającego kamieniami w drzwi szkoły podstawowej.
Najbardziej krzykliwa grupa miała na sobie koszulki z napisem „Śmierć wrogom
ojczyzny” – z przodu, a z tyłu: „Żądamy natychmiastowych rozbiorów San
Escobaru, naszej ukochanej ojczyzny”.
W manifestacji wzięli udział przedstawiciele Narodowego Kościoła Escobarskiego,
który ostatnio do swojej oficjalnej nazwy dodał w nawiasach przypisek: „nie
mylić z Kościołem papieża Franciszka i Chrystusa Pana”.
Kapłani nie szli, tylko jechali samochodami, zachęcając manifestantów przez
otwarte okna do głośniejszego krzyku. „Oni pierwsi – powiedział z dumą zażywny
przechodzień, który, jak ja, z krawężnika przyglądał się wolnej ekspresji woli
ludu escobarskiego – oni pierwsi całkowicie spełnili postulaty Naczelnego
Lidera i dostosowali się do jego ideału płaskiego encefalogramu”.
W oświadczeniu, przekazanym EAP – Escobarskiej Agencji Prasowej – Naczelny
Lider Jerónimo Cachorro podkreślił, że władza w San Escobar jest jedynie
słuszna, ponieważ działa w interesie „zwykłych ludzi”.
Równocześnie odbyło się posiedzenie Wysokiego Komitetu ds. Promocji San
Escobaru Za Granicą. Zebrani zastanawiali się, co mają Escobarczycy, czego inne
ludy nie mają i czym można rozsławić to państwo na całym świecie.
- „No jak to co”? - zapytał przewodniczący Komitetu. – „A nasze jedynie
escobarskie wartości”? Wszyscy się ucieszyli i energicznie kiwali głowami, ale
najstarszy z zebranych wśród całego tego entuzjazmu zaproponował, żeby owe
wartości w punktach wyliczyć, to praca sprawniej pójdzie. Zapadła pełna
zakłopotania cisza i nawet padła propozycja, żeby staruszka komisyjnie z
komisji wykopać. Ale w pomoc przyszedł mu jego daleki kuzyn, skruszony
nauczyciel, który niegdyś publicznie wyrzekł się swojego wykształcenia i
obiecał na zawsze już pozostać debilem.
- „Nie lubimy tutaj pedałów” – powiedział.
- „O, na przykład”! – ożywili się pozostali.
- „Co jeszcze”? – nalegał staruszek.
- „Bardzo mocno wierzymy w naszą królową Narodowego Kościoła Escobarskiego”! -
„Łoimy bez litości nasze kobiety”! – „Zachlewamy się do nieprzytomności rumem”!
– teraz to już komisarze przekrzykiwali jeden drugiego.
Zdecydowano, że tak zredagowaną listę jedynie słusznych Escobarskich Cnót
przedstawi się na najbliższym posiedzeniu Zgromadzenia Ogólnego ONZ, z
propozycją, by wciągnąć je na listę Uniwersalnego Dziedzictwa Moralnego
Ludzkości.
A poza tym pogoda w San Escobar się poprawia i przez niektóre drogi można już
przejechać. A jak się już przejedzie, to bywa całkiem malowniczo.
Słuszny bunt narodu escobarskiego przeciw Rozumowi.
Niektóre drogi są już przejezdne, chociaż tylko z rozpędu.
Malownicze przedmieścia Santo Subito.
Na najwyższych górach San Escobaru leży jeszcze śnieg - rzadkie w tych stronach
zjawisko.
A krajobrazy są i owszem.
Tarasowe uprawy słynnego zielonego ryżu escobarskiego.
O właśnie. W oddali widać morze.
18.
11 lat temu
Nigdy nie dość nachwalę się florydzkich dróg. Jechałem wczoraj kilkadziesiąt km
Interstate-95: 8 pasm w każdą stronę, królewskie rozjazdy, wielopasmowe, po
których można jeździć nie odejmując gazu; żadnego ostrzejszego zakrętu. Ale i
te pomniejsze, jak kultowa US1, która zaczyna się w Key West i biegnie wzdłuż
wybrzeża Atlantyku aż do granicy z Kanadą: przebiega przez wszystkie miasta i
miasteczka, najeżona światłami, "zaledwie" trzypasmowa", ale z
tak uregulowanymi światłami, że stoi się niezwykle rzadko. I to oznakowanie:
kiedy raz się chwyci system, odmienny od europejskiego (na drogowskazach
następne skrzyżowanie, a nie miejscowość, a nie następne wielkie miasto,
wskazówki dotyczą tylko czy prowadzi na wschód, zachód, północ, czy południe)
to nie sposób pobłądzić. Wszędzie: "przygotuj się, niedługo możesz musieć
hamować", "zabierz uszkodzone w stłuczce samochody z pasa ruchu"
i w ogóle, do znaków drogowych, często bardzo odmiennych od europejskich, ale na
tyle jasnych, że od razu wiesz, o co chodzi, jest mnóstwo objaśnień
"literackich", w rodzaju "z tego pasa MUSISZ skręcić w
prawo"...
Ludzie jeżdżą bardzo ostrożnie, bo chmary adwokatów czekają, by, w razie
jakiejkolwiek kolizji, oskubać cię z ostatniego grosza na całe życie. Poza tym,
nie ma najmniejszej przesady w stwierdzeniu, że to stan dla emerytów. W wielu miejscach czuję się nieswojo
"winy" za mój młodzieńczy wiek.
Tak, ja wiem, nie byłbym dziennikarzem, żebym nie wiedział, że tej orgii
wszelkiego bogactwa towarzyszy upokarzająca bieda i wyzysk. Jeździłem podczas
poprzednich wizyt po drogach środkowej Florydy, drogi nadal dobre, ale osady,
ba, całe miasteczka ludzi, mieszkających w przewoźnych, tekturowych pudełkach
są przygnębiające i każą zatęsknić za opiekuńczą Europą. W samym Miami na
chmary bogaczy pracują równie liczne chmary ludzi ewidentnie wyzyskiwanych.
Mają ochronę związkową, nikomu nie przyjdzie do głowy zatrudniać ich więcej niż
40 h tygodniowo, za każdą dodatkową godzinę są królewskie nadgodziny. Wielu z
nich ma w samym Miami, a nawet Miami Beach całkiem przyzwoite domki, które w
wielu miejscach Europy byłyby obiektem zazdrości, jednak w zderzeniu z
rozpasanym bogactwem South, Nord Beach czy Sunny Isles wyglądają jak psie
budki.
No, ale ja nie zamierzam przeprowadzać socjologicznych analiz, chcę tylko
powiedzieć, że państwo, czyli władze stanu Floryda, swoją odpowiedzialność za
infrastrukturę potraktowały bardzo poważnie i dzięki temu np. systemu drogowego
Florydy nie da się porównać z niczym, co można spotkać w Europie, to po prostu
inna planeta.
Uf,obfitość ,ciężko przejść przez całość .Spokojnego dnia.
OdpowiedzUsuńPo tych informacjach z Davos nie wiem,czy będę spokojny. A jak jeszcze przyjedzie pomarańczowy psychopata...
UsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuń