DRUGI OBIEG
Czwartek, 5 lutego 2026
1.
Europa samotnie stawia czoło imperiom dzięki swojej wolności
https://www.repubblica.it/cultura/2026/02/04/news/antonio_scurati_europa_contro__imperi_liberta-425136711/?ref=RHLF-BG-P11-S1-T1-s92671
Europa jest sama.
Ile razy powtarzaliśmy to sobie, zaciskając usta w melancholijnym grymasie, popijając
wstrząśnięte Campari? Rosja Putina zagraża nam na Wschodzie; na Zachodzie, po tym
jak nas porzuciła, obraziła i sprzeciwiła się nam, teraz zagraża nam również Ameryka
Trumpa; nasz wpływ na resztę świata stale maleje. Samotni, osłabieni, przerażeni.
Tak czujemy. Tak myślimy. Cała nasza wspaniała przeszłość zdaje się o nas zapominać.
„Europa, ten mały półwysep kontynentu azjatyckiego”. Nasza śledziona ma rację w
sarkazmie Paula Valéry'ego, wielkiego europejskiego poety ubiegłego wieku, również
zapomnianego.
A gdyby samotność Europy była szansą? A gdyby niosła ze sobą nie potępienie, lecz
obietnicę? W każdym razie, wierzę, że tę samotność należy zbadać, zbadać z szerokiej
perspektywy, za pomocą fotografii lotniczej, która wyrwie nas z bolesnego ucisku
wiadomości, z ciasnego więzienia teraźniejszości.
W swojej najnowszej książce o Europie, „Kontynent bez właściwości” , Peter Sloterdijk
przedstawił ją jako pustą scenę. Posługując się teatralną metaforą, wielki niemiecki
filozof rzuca światło na bezprecedensowe wydarzenie w historii Europy: porzucenie
wszelkich imperialnych ambicji. Przez tysiąclecia tkanka europejskiej polityki odtwarzała,
w mniej lub bardziej kreatywnych wersjach, scenariusz założycielski Imperium Romanum.
Od Karola Wielkiego do Hitlera – poprzez Karola V, Napoleona Bonaparte, królową
Wiktorię i Benito Mussoliniego, który nosił mundur marszałka cesarstwa – polityczna
Europa była „teatrem odtwarzania rzymskich systemów władzy”, z całym szeregiem niszczycielskich
wojen kontynentalnych, podbojów i obscenicznej przemocy kolonialnej.
Następnie, po apokalipsie II wojny światowej, Europa dokonała bezprecedensowego
wyrzeczenia się imperium. Ostatnie zachodnie roszczenia do globalnej rekonstrukcji
Cesarstwa Rzymskiego przeniosły się do Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Stoimy w obliczu wydarzenia o epokowym znaczeniu. Z tej perspektywy druga połowa
XX wieku w Europie zapoczątkowuje erę, w której żyjemy do dziś; nasza teraźniejszość
i bieżące wydarzenia są w niej całkowicie wpisane. Kiedy prezydent Francji odrzuca
atak USA na Grenlandię, mówiąc „nie nowemu imperializmowi”, odnawia przysięgę ojców
założycieli powojennej Europy, potwierdzając ich wyrzeczenie się imperium (niestety
nigdy nie podzielane po drugiej stronie Atlantyku).
W tym miejscu jednak kluczowe jest zrozumienie jednej rzeczy: wyrzeczenie się imperium
było autentycznym oświadczeniem Europy, spustoszonej wojną, dojrzewającej w jej
głębokiej historii (podobnie jak nazizm i faszyzm), a nie gestem powierzchownym
i wymuszonym, narzuconym z zewnątrz. Tysiące lat europejskiej historii na Starym
Kontynencie niosły już w sobie kontrhistorię alternatywną dla imperialnego spisku.
Sloterdijk wskazuje na dwie kluczowe sceny w tym rozbieżnym scenariuszu: w roku
Pańskim 390 cesarz Teodozjusz , ubrany w prostą tunikę pokutną, za masakry, które
nakazał, klęka przed kościołem Ambrożego, biskupa Mediolanu. To narodziny duchowej
potęgi Kościoła katolickiego, u boku – co czasami oznacza „przeciw”, a innym razem
„obok” – potęgi politycznej.
Bardziej interesująca i, co można by uznać, aktualna jest druga scena paradygmatyczna:
ósmego kwietnia 1341 roku, w Niedzielę Wielkanocną, w Rzymie, podczas uroczystej
ceremonii upamiętniającej chwałę starożytnej stolicy cesarstwa, Francesco Petrarca
zostaje „ukoronowany” na najwybitniejszego poetę i historyka.
Bądźcie ostrożni. Nie mamy do czynienia z zakurzonym epizodem erudycyjnej historii,
której zainteresowanie ogranicza się do ram kulturowych. Wręcz przeciwnie. Koronacja
Petrarki jest paradygmatyczną sceną Europy alternatywnej wobec Europy władzy politycznej
i kościelnej (służebnej lub antagonistycznej, ale jednak odmiennej). Nazwałbym ją
Trzecią Europą. Taką, która przynosi światu potężny impuls o rosnącej trajektorii,
podsumowanej przez Petera Burke'a formułą „eksplozji wiedzy” (...).
Na gruncie kontynentu europejskiego uwalniają się zatem destrukcyjne energie postępu,
nieustannego uczenia się, nieustannego samodoskonalenia człowieka, wolnej nauki,
konkurencji i handlu, innowacyjnych systemów w sztuce, technologii i instytucjach
rządowych – wszystkie one są dopływami potężnego nurtu twórczego, mającego na celu
„testowanie zrównoważonych form życia” w niegościnnym świecie. Zgodnie z tą linią
ewolucyjną, Europa zaczyna się wraz z końcem rzymskiej władzy politycznej. Jest
to odrodzenie Europy z i w jej własnych ruinach, znane jako renesans (…).
Rdzeniem europejskiej cywilizacji, pomimo i pomimo wszystkich jej licznych katastrof,
jej powtarzających się holokaustów i odrodzeń, jest humanizm. Humanizm – wyjaśniony
w minutę i dziesięć linijek, jak to jest obecnie modne – to rewolucja w światopoglądzie,
która wynika z umieszczenia człowieka w centrum wszechświata. Już nie Boga, ale
człowieka. Na płaszczyźnie, gdzie ostatecznie, po odejściu Boga, pozostanie człowiek
i tylko człowiek. Widziany z tej perspektywy, humanizm jest samotnością. Wielką,
oszałamiającą, wyzwalającą formą samotności. (Również niepocieszoną, jeśli wolisz,
jak każda samotność).
Człowiek, pomyślany jako cudowna istota oparta na swej twórczej inteligencji, podtrzymywany
przez w pełni ludzką etykę, wspomagany mądrością starożytnych, oddany studiowaniu
nauki o człowieku (nie o Bogu), wyniesiony na wyższy poziom wszechstronnego i łagodnego
wychowania, odrzucającego metody przemocy, a zachęcającego do krytycznego myślenia,
człowiek oddany poprawie kondycji ludzkiej i osiągnięciu ziemskiego szczęścia. Tu,
na tej ziemi, w tym życiu, pod tym niebem opuszczonym przez Boga.
Wszystkie moralne i materialne osiągnięcia nowożytnej cywilizacji europejskiej wywodzą
się z tej wizji, która w okresie renesansu zbudowała most do starożytności, możliwy
do pokonania w obu kierunkach. Wynika to w szczególności z uznania i obrony praw
człowieka oraz ich nienaruszalności przez władzę polityczną i religijną. Innymi
słowy: wolność to godność osoby ludzkiej. Nowożytna Europa rodzi się i odradza za
każdym razem, gdy jednostka, napędzana swoimi twórczymi namiętnościami, domaga się
wolności od władzy religijnej i politycznej. Ta odroczona geneza, to niekończące
się zadanie, by użyć słów Sloterdijka, „polega na stopniowym oduczaniu się podporządkowania”.
Jednym słowem: liberalna demokracja (…).
Więc popijajmy dalej nasze wstrząśnięte Campari, jeśli to nasza bajka, ale pozbądźmy
się melancholii. Zamiast tego edukujmy się, by powitać ostateczny upadek europejskiej
hegemonii imperialistycznej (…).
II
Podobnie jak sto lat temu, wraz z narodzinami faszyzmu, w Roku Pańskim 2026, Europa
znów stała się „pojęciem kryzysu”, pojęciem paniki. Kryzys ma dwa oblicza.
Zewnętrznie, jej tożsamość jako zdecydowanie postimperialnej potęgi politycznej
naraża ją, na różnych poziomach, na neoimperialistyczną agresję Rosji, Stanów Zjednoczonych
i Chin. Właśnie w tym tkwi samotność Europy. A samotność oznacza tu nie tylko brak
przyjaciół, osłabienie tradycyjnych sojuszy, ale przede wszystkim jej wyjątkowość.
Odkąd w Zachodnim Skrzydle Białego Domu zasiadł obrzydliwie autorytarny, antydemokratyczny
i brutalnie neoimperialny prezydent, Europa pozostaje jedyną światową potęgą, która
podtrzymuje wartości liberalnej demokracji, które w ciągu długiej, krwawej i pełnej
cierpienia historii doprowadziły ją do wyrzeczenia się imperializmu.
Przypadek Grenlandii jest symboliczny. Europa znajduje się sama, gdy Trump, po porzuceniu
jej na Ukrainie – konflikcie, za którego genezę Stany Zjednoczone ponoszą poważną
odpowiedzialność – grozi militarną inwazją na Grenlandię. Ale Grenlandia to nie
tylko potencjalna ofiara amerykańskiego neoimperializmu; to także jedno z ostatnich
toksycznych pustkowi europejskiego kolonializmu. Jeszcze w latach 60. XX wieku,
na tym rozległym terytorium, przyłączonym w XVIII wieku do korony małej i odległej
Danii, zespoły duńskich lekarzy poddawały tubylców kampanii przymusowej sterylizacji
poprzez wszczepianie spiral antykoncepcyjnych w macice dziewcząt inuickich. Dziś,
niecałe 50 lat później, miejmy nadzieję, definitywnie odrzuciwszy mroczną stronę
swojej historii, Europejczycy zatknęli swoją samotną flagę na zamarzniętej ziemi
Grenlandii w obronie demokracji, liberalnych instytucji (autonomii, niepodległości,
samorządności) i humanistycznej cywilizacji.
Na wewnętrznym froncie Europy jako pojęcia kryzysu, napotykamy kolejny przejaw tej
samej psychozy oblężenia: smutną namiętność milionów obywateli, którzy czują się
opuszczeni przez strach przed imigracją postrzeganą jako prawdziwa, niszczycielska
inwazja. Ta toksyczna namiętność napędza przede wszystkim wzrost ksenofobicznych
i nieliberalnych partii suwerenistycznych, które budują mur, wznosząc sztandar atawistycznej
tożsamości europejskiej – to znaczy sztandar Europy hegemonicznej, kolonizującej,
a nie kolonizowanej.
Po obu stronach kryzysu europejskiego ta samotność oznaczałaby – według tego, co
Marc Bloch napisał w 1934 r. na temat paranoi nazistowsko-faszystowskiej – koniec
„odporności” , jaką Europa cieszyła się przez stulecia wobec wszelkich hipotetycznych
inwazji, wieków hegemonii, podczas których Europa mogła prosperować w „ciągłej ewolucji,
której żaden atak z zewnątrz, żaden napływ obcych ludów nie mógł zakłócić ani przerwać”.
…
Cóż, możesz zapytać, jak się z tego wydostać? Nie ma wyjścia. O to właśnie chodzi.
Nie ma ucieczki, nie ma drogi powrotnej. Kontynuujmy naszą samotną drogę. Z podniesioną
głową i, jeśli to możliwe, przyspieszmy tempo.
Samotność Europy nie jest potępieniem, lecz wyzwoleniem. Zmusza nas do pełnego i
ostatecznego stania się sobą. Pozwala nam, a jednocześnie zmusza nas do postawienia
wszystkiego na szali Trzeciej Europy cywilizacji humanistycznej przeciwko toksycznym
odpadom imperium. To i tylko to może i musi być dziś naszym roszczeniem do tożsamości,
ponieważ właśnie tym my, Europejczycy, staliśmy się w najlepszym wydaniu, w ciągu
udręczonej, krwawej, a momentami promiennej tysiącletniej historii (…).
„Bądź tym, kim jesteś” to obecnie slogan reklamowy (widziałem go jakiś czas temu,
promujący znaną markę odzieży sportowej). Pierwotnie była to przełomowa maksyma,
którą Friedrich Nietzsche zapożyczył z ody Pindara. Gdzieś widziałem nawet, że została
użyta jako tytuł zbioru myśli „o odwadze bycia sobą”. Doskonały wybór.
Inny słynny aforyzm wielkiego niemieckiego filozofa może nam dać tymczasowy wniosek
i szeroki program na przyszłość: „Wielkość człowieka polega na tym, by być mostem,
a nie celem. Można kochać w człowieku to, że jest przejściem i upadkiem. Kocham
tych, którzy potrafią żyć tylko upadkiem”.
Oto jest. My, Europejczycy, w tej burzliwej części XXI wieku, musimy nauczyć się
kochać zmierzch naszej hegemonii; musimy wytrwać w humanistycznej sztuce życia w
mroku. Musimy nauczyć się kochać samotność Europy.
2.
Członkowie delegacji USA, Rosji i Ukrainy uczestniczą w drugiej rundzie rozmów trójstronnych
w Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Zdjęcie: Ministerstwo Spraw Zagranicznych
ZEA/Reuters
https://www.theguardian.com/world/live/2026/feb/04/ukraine-russia-europe-live-eu-us-abu-dhabi-talks-latest-news-europe-live#top-of-blog
Ukraińscy i rosyjscy negocjatorzy rozpoczęli drugą rundę rozmów w Abu Zabi,
prowadzonych pod auspicjami USA, dążąc do osiągnięcia porozumienia kończącego
wojnę w Ukrainie.
Rozmowy w stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich mają być kontynuowane drugi
dzień w czwartek.
Rustem Umerow, szef delegacji ukraińskiej, skomentował wcześniej, że jego
zespół „pracuje zgodnie z jasnymi dyrektywami prezydenta Wołodymyra
Zełenskiego, aby osiągnąć godny i trwały pokój”.
W Ukrainie nadal dochodzi do ataków, władze poinformowały o „masowym” ataku dronów
w południowym obwodzie odeskim.
Kreml potwierdził, że trwają rozmowy techniczne między Rosją a Francją po tym, jak
prezydent Francji Emmanuel Macron zasugerował, że Europa powinna ponownie nawiązać
kontakt z Władimirem Putinem. Kreml nie wskazał na żaden obecny dialog między Putinem
a Macronem.
3.
Sajf al-Islam Kaddafi, syn byłego przywódcy Libii, został zabity – twierdzą urzędnicy
Drugi syn dyktatora, kluczowa postać w libijskiej polityce po 2011 roku, został
podobno zastrzelony w domu przez zamaskowanych napastników
https://www.theguardian.com/world/2026/feb/04/saif-al-islam-gaddafi-son-of-ex-libyan-leader-killed-say-officials
Sajf al-Islam Kaddafi, syn nieżyjącego już libijskiego dyktatora Muammara Kaddafiego
i przez lata druga najpotężniejsza osoba w kraju, został zamordowany w wiosce na
południowy zachód od Trypolisu, poinformowali we wtorek wieczorem przedstawiciele
władz.
53-latek zmarł w wyniku ran postrzałowych w mieście Zintan, 137 kilometrów na południowy
zachód od stolicy, jak poinformowało biuro prokuratora generalnego Libii. Biuro
samego Kaddafiego poinformowało, że został on zabity w swoim domu przez zamaskowanych
napastników.
Niegdyś postrzegany jako prozachodni reformator, który mógłby poprowadzić Libię
w kierunku zmiany konstytucji, Kaddafi szybko poparł brutalne stłumienie przez ojca
ogólnokrajowych protestów w 2011 roku. W tym samym roku Międzynarodowy Trybunał
Karny wydał nakaz aresztowania go za zbrodnie przeciwko ludzkości popełnione w związku
z represjami. Oskarżenie to powtórzył sąd w Trypolisie w 2015 roku.
Libijska prokuratura generalna poinformowała, że poszukuje podejrzanych i wysłała
do wioski biegłych z zakresu medycyny sądowej, ale nie podała dalszych szczegółów
zabójstwa.
Według biura Kadafiego, czterech zamaskowanych mężczyzn wtargnęło do jego domu,
wyłączyło kamery i starło się z nim, a następnie go zabiło. Biuro określiło to jako
„tchórzliwe i zdradzieckie zabójstwo”.
Jego siostra natomiast powiedziała libijskiej telewizji, że zginął w pobliżu granicy
z Algierią.
Khaled al-Mishri, były przywódca Wysokiej Rady Państwa z siedzibą w Trypolisie,
zażądał „pilnego i przejrzystego śledztwa” w sprawie zabójstwa.
Mimo braku formalnej roli, Kaddafi był jedną z najważniejszych postaci symbolicznych
w libijskiej polityce po 2011 roku. Analitycy ostrzegali, że jego śmierć może zaognić
nastroje w obozie Kaddafiego.
Kaddafi studiował w London School of Economics i przygotowywano go do przejęcia
władzy po ojcu. Był kreowany na prozachodnią, proreformatorską twarz Libii i przewodził
delegacjom mającym na celu pozbycie się z kraju broni masowego rażenia.
Jednak gdy wybuchła rewolucja ludowa przeciwko jego ojcu, ostrzegł, że kraj spłonie,
jeśli spróbuje obalić dyktatora, i został oskarżony o odegranie znaczącej roli w
represjach wobec protestujących. „Walczymy tu w Libii, giniemy tu w Libii” – powiedział
agencji Reuters w 2011 roku.
Jego ojciec został ostatecznie obalony przy wsparciu NATO i zabity w 2011 roku,
kończąc cztery dekady rządów. Od tego czasu kraj pogrążony jest w walkach między
różnymi milicjami i pozostaje podzielony 15 lat później, z dwoma rywalizującymi
rządami kontrolującymi różne części kraju.
Sajf al-Islam Kaddafi próbował uciec z Libii do sąsiedniego Nigru w 2011 roku, został
jednak schwytany przez milicję i spędził sześć lat w więzieniu w Zintan. Został
uwolniony w 2017 roku w ramach amnestii.
Kiedy Kaddafi został schwytany na Saharze w 2011 roku po miesiącach ucieczki, postać
znana z dżinsów i swetra miała gęstą czarną brodę i nosiła zwiewne szaty w kolorze
khaki – ubrana tak, by wtopić się w tłum nomadów, którzy go ukrywali. Bojownicy
z Zintan, bastionu rebeliantów, przechwycili go po otrzymaniu informacji i przetransportowali
z powrotem do rodzinnego miasta starym libijskim samolotem transportowym, którego
pilot zdezerterował z sił powietrznych.
Kaddafi milczał podczas lotu i trzymał zabandażowaną prawą rękę, która, jak twierdził,
została zraniona w nalocie NATO. Pilot Abdullah al-Mehdi powiedział, że dał Kaddafiemu
słowo, że nic mu się nie stanie; ojciec Saifa został brutalnie torturowany i zabity
po schwytaniu. „Rozmawiałem z nim jak z małym dzieckiem” – powiedział wówczas al-Mehdi.
Cztery lata po uwolnieniu Kaddafi ogłosił, że kandyduje w wyborach prezydenckich
w Libii w 2021 roku. Ogłoszenie to wywołało oburzenie wśród tych, którzy cierpieli
pod dyktaturą jego ojca, a także wśród milicji antykaddafiowskich. Grupy rebelianckie
odrzuciły jego kandydaturę, a on sam został zdyskwalifikowany z powodu skazania
go w 2015 roku za zbrodnie wojenne, a wybory ostatecznie padły.
4.
https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32574917,mazzini-epstein-nie-byl-szpiegiem-tylko-cala-agencja-wywiadowcza.html#s=S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy
Epstein nie nadawał się na agenta, był za bardzo uzależniony od seksu - mówią oficer
polskich służb i pracownik wywiadu NATO. Ale dla FSB, Mosadu czy CIA miał inne zalety.
Po tym, jak Departament Sprawiedliwości udostępnił trzy miliony stron dokumentacji
z federalnego śledztwa w sprawie Jeffreya Epsteina, seryjnego przestępcy seksualnego,
zwyrodnialca i jednocześnie wpływowego bankiera inwestycyjnego, cały świat drży
w posadach, zadając sobie mnóstwo różnych pytań.
Czy Epstein był szpiegiem? A jeśli tak, to czyim? Czy zbierał informacje dla Rosjan?
Czy Władimir Putin hodował go jako kluczowy element planu rozbicia zachodniego porządku
politycznego od środka?
Ale w takim razie co z Izraelczykami, którzy też się wokół niego kręcili? I z Amerykanami?
No bo skąd miał aż takie pieniądze? Zwłaszcza na rozruch. Bo przecież kiedy jako
młody nauczyciel fizyki i matematyki przeskoczył do bankowości, szybko awansował
od asystenta do własnej firmy konsultingowej. Do której, choć jeszcze nie wypracowała
renomy, od razu napłynął znaczny kapitał, a jej szef, w początku lat 80. wciąż przecież
inwestycyjny żółtodziób, krążył po Europie i Bliskim Wschodzie.
Kto był jego pośrednikiem? Kto umożliwiał przez kolejne dekady podróżowanie po całym
świecie niemal incognito?
Komu zależało, żeby dostał niski wyrok, a komu - żeby umarł w więzieniu? …
Kurek został zakręcony, teraz zostaje już tylko pożywka dla zwolenników teorii spiskowych,
wyznawców opowieści o jednej, spójnej, zintegrowanej globalnej elicie prowadzącej
całą ludzkość do zagłady, a siebie - do raju pełnego bogactwa i młodych, atrakcyjnych
kobiet oraz mężczyzn. …
Co, jeśli Epstein nie był ani niczyim agentem, ani wybitnym, diabolicznym manipulatorem
realizującym wielki – własny lub czyjś – plan?
Warto rozważyć wersję tej opowieści, w której życiorys bankiera, salonowca, stręczyciela,
pedofila i seksoholika nie okazuje się w żaden sposób wyjątkowy. Bo dlaczego wychowany
na Brooklynie, w żydowskiej rodzinie z klasy średniej skandalista nie miałby okazać
się po prostu bogatym mężczyzną uzależnionym od seksu i pieniędzy, który poznał
w życiu wielu wpływowych ludzi? … I monetyzował te kontakty, zdobytą o nich i od
nich wiedzę, zawierając deale i wymieniając usługi z różnymi służbami.
… Nazwiskami, które pojawiają się w korespondencjach Epsteina, można by obdzielić
rządy kilkunastu państw na kilku kontynentach i rady nadzorcze największych spółek
świata, w tym banków inwestycyjnych i gigantów technologicznych.
Sama lista robi wrażenie, a jednocześnie każe zadawać dodatkowe pytania, bo pojawiają
się tu osoby z bardzo różnych półek, obszarów geograficznych i porządków.
Z jednej strony techno-magnaci Bill Gates, Elon Musk i Peter Thiel – jeden z najbardziej
wpływowych inwestorów i intelektualnych guru Doliny Krzemowej - z drugiej - osoby
znane, ale raczej szpiegom czy przestępcom niespecjalnie przydatne, jak słynny lingwista
i guru akademickiej lewicy Noam Chomsky, politolog Norman Finkelstein czy Brett
Ratner, średniej klasy hollywoodzki reżyser, który walczy o powrót do głównego nurtu
w roli twórcy filmu dokumentalnego o Melanii Trump.
Jest tu cała plejada zwolenników Brexitu, na czele z ekscentrycznym torysem Borisem
Johnsonem i Jacobem Reesem-Moggiem i jest Siergiej Ławrow, przez dekady, aż do niedawna,
główny dyplomata Putina. A więc już, już mamy dowód, że za Epsteinem stoi kraj dążący
do destabilizacji Zachodu. Ale obok nich są Bill Clinton – prezydent, który wymierzył
postsowieckiej Rosji pstryczka, rozpoczynając proces rozszerzenia NATO na wschód
- czy Thorbjørn Jagland, ważny norweski socjalista, premier tego kraju w latach
1996-97, a potem sekretarz generalny Rady Europy w latach 2009-19.
Wątek dotyczący Jaglanda – choć większości z nas może się wydawać drugorzędny, bo
tyczący ważnego, ale mało ekscytującego eurokraty - jest wręcz politycznie najciekawszy,
bo dotyczy teorii, która dzisiaj rozgrzewa nas do czerwoności.
Najpierw dwie brytyjskie gazety, „The Telegraph" i „Daily Mail", prawdopodobnie
odbijając się od tego samego źródła, napisały w ubiegłą niedzielę, że Epstein był
agentem KGB stanowiącym centrum układu zbierającego kompromaty na ludzi Zachodu.
Ta teoria jest łatwa do uprawomocnienia, bo wpisuje się w realną, historyczną tradycję
działania sowieckich i rosyjskich służb. Tak zwane honey traps, czyli pułapki zastawiane
przez młode kobiety uwodzące ważnych mężczyzn, weszły do kanonu rosyjskiej szkoły
szpiegowskiej już w latach 60. Ich ofiarą padł chociażby brytyjski poseł John Vassall,
tamtejszy ambasador w Moskwie Geoffrey Harrison, szereg brytyjskich i francuskich
dziennikarzy, których potem Sowieci szantażowali, zmuszając do szpiegostwa, rezygnacji
lub po prostu budowania sprzyjającej im narracji na Zachodzie.
Interpretacja, że Jeffrey Epstein był koordynatorem takich pułapek, jest kusząca,
bo rzeczywiście finansista stręczyciel miał doskonałą sieć kontaktów w rosyjskich
elitach. Już w listopadzie ubiegłego roku portal POLITICO opisał korespondencję
pomiędzy nim a Jaglandem, wtedy sekretarzem Rady Europy. Toczyła się przed słynnym
pierwszym spotkaniem na żywo Trumpa z Putinem 16 lipca 2018 roku w Helsinkach.
Planowane spotkanie długie tygodnie wywoływało popłoch wśród amerykańskich ekspertów,
a ostatecznie okazało się katastrofą, bo amerykański prezydent łykał wszystkie kłamstwa
Rosjanina i powtarzał jego propagandę jako swój punkt widzenia. Fiona Hill, dzisiaj
wykładowczyni Durham University, wtedy doradczyni Trumpa do spraw Rosji, wspomina,
że w czasie konferencji prasowej obu prezydentów była tak przerażona deklaracjami
swojego szefa, że chciała uruchomić alarm przeciwpożarowy, żeby przerwać ten spektakl.
Dzięki odtajnionym aktom wiemy, że bankier seksu i władzy między innymi właśnie
za pośrednictwem Jaglanda oferował Rosjanom - najpierw Ławrowowi, a potem samemu
Putinowi - sposoby skutecznego komunikowania się z Trumpem. Tylko że, przynajmniej
z tego, co na razie wiemy, wynikałoby, że jako człowiek znający nowojorskiego dewelopera-celebrytę
od końca lat 80. sprzedawał bardziej konsulting – porady psychologiczne i obserwacje
(z których zresztą wynika, że niespecjalnie darzył znajomego szacunkiem) – niż wtyczki
i personalne dojścia. Rosjanom przekazywał, że obsługa Trumpa „jest banalnie prosta,
bo to nie jest skomplikowany człowiek". Trzeba po prostu „dać mu wyjść na kogoś,
kto bardzo chce osiągnąć konkretny cel, za wszelką cenę".
Czy to właśnie dzięki Epsteinowi polityka Kremla wobec Trumpa okazała się tak skuteczna?
Trudno mu odmówić racji, choć z drugiej strony, żeby o prezydencie USA napisać takie
słowa, nie trzeba wiedzy tajemnej. Jeśli rosyjski biały wywiad działał w miarę sprawnie,
mógł się tego dowiedzieć z wielu artykułów, książek i wywiadów z samym Trumpem ukazujących
się w Stanach od lat 80. …
Interesy z KGB, FSB, Mosadem, CIA, MI6. Waluta Epsteina: informacje, wpływy
… Jeffrey Epstein nie musiał wcale być szpiegiem. Przynajmniej nie w konwencjonalnej
definicji tego słowa. Nie był kimś wybranym z tłumu, hodowanym i szkolonym przez
lata, posłusznie realizującym zadania przekazane mu przez mocodawców w Moskwie,
Tel Awiwie czy Waszyngtonie.
O jego agenturalną przydatność zagadnąłem dwóch rozmówców ze świata służb. Jeden
był oficerem polskiej formacji, inny pracował dla wywiadu kraju członkowskiego NATO.
Zapytałem ich, czy na podstawie dostępnej wiedzy, zachowań i profilu psychologicznego
Epsteina uznaliby go za dobrego kandydata do werbunku. Obaj zgodnie odpowiedzieli,
że nie, wskazując ten sam powód: brak jakiejkolwiek moralności.
Udostępnione akta pokazują, że bankier był całkowicie uzależniony od seksu z młodymi
dziewczynami, a także od pieniędzy, wpływu i dostępu do informacji. Nie miał żadnych
granic, robił wszystko, by zaspokoić własne żądze – a to czyniło go osobą wysokiego
ryzyka, bo całkowicie nieprzewidywalną. Moi rozmówcy twierdzą, że branie kogoś,
kto tak nie panował nad swoimi popędami, na garnuszek służb byłoby zbyt wielkim
ryzykiem, bo Epstein mógłby w każdej chwili zerwać się z łańcucha i przejść na drugą
stronę. Regularnym agentem nie był więc niemal na pewno.
Co jednak nie wyklucza bycia kimś na kształt freelancera czy też „niezależnego konsultanta"
dla rozmaitych służb jednocześnie. W jego historii, nie tylko w jej wątkach szpiegowskich,
wiele rzeczy mogło być prawdą naraz, choć wydają się wzajemnie sprzeczne. Możliwe,
że Epstein pracował zarówno dla KGB, jak i dla Mosadu, a może nawet dla CIA czy
MI6. Nie w tym samym czasie, tylko sporadycznie. Akurat wtedy, kiedy miał tym agencjom
coś do zaoferowania, a one mogły mu się odwdzięczyć.
Błędem byłoby zakładanie, że zawsze chodziło o pieniądze czy seks.
Epstein pod tym względem zachowywał się bowiem nie jak szpieg, tylko jak cała agencja
wywiadowcza - jego walutą była informacja, wpływ, dostęp.
Łatwo więc sobie wyobrazić sytuację, w której dokonywał wymiany barterowej z różnymi
trzyliterowymi instytucjami. Kontakt za kontakt, informacja za informację, kompromat
za kompromat. Barter. Prosta, naturalna kooperacja, na której zyskują obie strony.
Jeśli nie Moskwa i Tel Awiw, to seks? To również nie sedno afery Epsteina
Ale jeśli teza o wieloletnim topowym agencie Moskwy i / lub Tel Awiwu średnio trzyma
się kupy, czy to znaczy, że powinniśmy skoncentrować się na seksualnych wątkach
w aferze Epsteina?
Też nie, bo ten wymiar, choć emocjonalnie najbardziej poruszający, zdecydowanie
bardziej zaciemnia, niż rozjaśnia, cały obraz. Narzuca bowiem uproszczoną, czarno-białą
interpretację, według której bankier po prostu zapewniał nielegalną, przemocową
rozrywkę innym mężczyznom - i nic więcej.
Tymczasem jego oferta była znacznie szersza, bardziej urozmaicona - bo też nie każdy
pragnie tylko seksu. Niektórych trzymał na smyczy w ten sposób i nie można tego
ignorować. Ale na przykład Mandelsonowi zaoferował przyjaźń, szacunek, zacementowanie
pozycji w kręgu starych lewicowych magnatów oraz możliwość odegrania się na Gordonie
Brownie, którego lord nie cierpiał.
Wobec niektórych Epstein rzeczywiście zdawał się stosować proste sowieckie metody
- takim kimś był Miroslav Lajčák, były szef słowackiego MSZ, do ubiegłego tygodnia
doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego premiera Roberta Ficy. W aktach Lajčák
figuruje jako autor SMS-ów, w których przesyłał pozdrowienia z Kijowa, pisząc przy
tym, że „dziewczyny są piękne jak zawsze".
Ale już na przykład Larry Summers, były rektor Harvardu i sekretarz skarbu w administracji
Billa Clintona, autentycznie prosił Epsteina o porady sercowe, pytając, jak ma poprowadzić
romans z jedną ze swoich podwładnych.
W pewnym sensie amerykański bankier pedofil był więc łącznikiem – kimś spinającym
wiele rozsianych po całym świecie kropek, na pierwszy rzut oka niemających ze sobą
absolutnie nic wspólnego.
Siła jego pozycji brała się z braku jakichkolwiek skrupułów.
Relacje międzyludzkie, jak przystało na socjopatę, analizował nie w kategoriach
emocjonalnych, ale w relacji podaży i popytu. Prawdopodobnie dlatego miał tak szeroko
rozwiniętą sieć kontaktów w Rosji, na Białorusi i w innych krajach dawnego Związku
Radzieckiego czy w Europie Środkowo-Wschodniej.
Te obszary, w latach 90. wszak znacznie biedniejsze niż dziś, dopiero podnoszące
się po komunizmie, były po prostu głównym źródłem naiwnych i zdesperowanych dziewczyn,
często jeszcze – liczne historie 13-latek – dzieci, które Epstein mamił karierami
w modelingu czy show-biznesie.
To, że Wschód był ważnym elementem jego strategii biznesowej, widać w aktach, ale
też w reakcjach na aferę w niektórych mało oczywistych krajach.
Na przykład Warszawa w bazie Epstein Library na stronie Departamentu Stanu występuje
1685 razy. Sporo wyników wyszukiwania to raporty newsowe i przeglądy prasy, rutynowo
włączone do materiału dowodowego. Ale już w mailach polska stolica pojawia się niemal
wyłącznie jako destynacja przesiadkowa dla podróży lotniczych z krajów wschodnich
na zachód Europy, najczęściej do Paryża i Londynu. Asystenci Epsteina dziesiątki
razy rezerwowali samoloty na tych trasach, ale dane pasażerów są zanonimizowane.
Można się więc tylko domyślać, że były nimi dziewczyny wabione wizją lepszego życia
w bogatych, demokratycznych krajach.
Nie zmienia to faktu, że w wielu miejscach w naszej części świata panuje teraz absolutna
panika - choć wcale nie z powodów politycznych. Na przykład w Rydze afera Epsteina
wstrząsnęła głównie rynkiem mody, bo największe łotewskie agencje modelek są teraz
podejrzewane o współudział w handlu nieletnimi dziewczynami. A zważywszy, że niektóre
ofiary bankiera i jego kolegów miały tylko 13 lat, co w modelingu jest jak najbardziej
wiekiem, w którym dzieci wypuszcza się same w szeroki świat, te podejrzenia są przerażająco
prawdopodobne.
MAGA rozczarowani. Trump, człowiek Waszyngtonu, elity polityki i show biznesu
…Jeśli więc szukać aspektu tego skandalu, który mógłby realnie zaszkodzić Trumpowi,
to nie w ewentualnych dowodach na gwałt czy pedofilię, a właśnie w elitaryzmie Epsteina.
Wszak fundamentem politycznej kariery miliardera i spoiwem całej koalicji spod znaku
Make America Great Again jest walka z elitami pojmowanymi jak najszerzej. Mało kto
pamięta dziś, że Trump pierwszy raz po władzę szedł, obiecując „osuszenie bagna",
za jakie uważał Waszyngton i całą strukturę rządu federalnego. W drugiej kadencji
dodatkowo obudował siebie i swój ruch intelektualistami z reakcyjnej prawicy, którzy
pod jego przywództwem chcieliby zniszczyć również media, uniwersytety i wszystkie
inne habitaty dotychczasowego establishmentu oraz klasy kreatywnej. …
Być może Donaldowi Trumpowi Jeffrey Epstein nie oferował seksu z nieletnimi kobietami.
Ale oferował wiele innych rzeczy: dobrą zabawę, atencję, blichtr, relacje, obracanie
się wśród najbardziej wpływowych biznesmenów, polityków, lobbystów, ludzi mediów
i show biznesu. To może być aż nadto, żeby mu zaszkodzić.
W ostatnim wywiadzie, udzielonym „The Times", Peter Mandelson stwierdził, że
związek z Epsteinem jest jak wdepnięcie w psie gówno - smród nigdy do końca nie
ustępuje. Brzydki zapach coraz bardziej zaczyna owiewać także Biały Dom.
5.
https://zakopane.wyborcza.pl/zakopane/7,179294,32576354,wyslannik-epsteina-werbowal-dziewczyny-z-beskidzkich-wiosek.html
… Po tegorocznej publikacji przez amerykańskie ministerstwo sprawiedliwości około
3 milionów stron dokumentów, dotyczących Epsteina. W części z nich pojawia się korespondencja
jego współpracowników działających w Europie Środkowej, w tym w Polsce. …
„Chodzi o zbadanie ewentualnych przypadków wykorzystania dzieci z Polski, a także
możliwych powiązań sprawy z działalnością rosyjskich służb specjalnych. W ujawnionych
w USA dokumentach pojawiają się sygnały o polskich śladach - przekazał premier Donald
Tusk. - Pedofilia jest zbrodnią, która nie podlega żadnemu relatywizowaniu. Państwo
polskie zrobi wszystko, by wyjaśnić sprawę, chronić potencjalne ofiary i ścigać
sprawców. Nie wykluczamy również działań na rzecz międzynarodowego śledztwa, jeśli
skala ustaleń tego wymaga” - dodał.
Szef rządu mówi o dokumentach, w których pojawia się wątek osób informujących Jeffreya
Epsteina, z Krakowa i okolicznych wiosek, o możliwości pozyskania grupy polskich
kobiet lub dziewcząt. … Z maili jednego ze współpracowników Jeffreya Epsteina, o
nazwisku Daniel Siad, wynika, że w 2009 roku Kraków był wskazywany jako miejsce
werbowania młodych kobiet także z mniejszych miejscowości w Beskidach, pod pozorem
pracy w modelingu
Daniel Siad w korespondencji nazywał siebie skautem werbującym dziewczęta i wnioskował
o fundusze w wysokości co najmniej 4000 euro na pokrycie kosztów podróży i rekrutacji.
Zaplanował spędzić czerwiec i lipiec 2009 roku na odwiedzaniu mniejszych miejscowości,
przejeżdżając przez Beskidy z Krakowa w stronę Słowacji. Poza Polską jego aktywność
obejmowała także Słowację (Koszyce), Czechy (Ołomuniec), oraz Węgry.
Daniel Siad ściśle współpracował z Jean-Lukiem Brunelem, znanym agentem modelek,
który miał wykorzystywać swoją pozycję w branży do dostarczania dziewcząt Epsteinowi.
Brunel, oskarżony o liczne przestępstwa seksualne, popełnił samobójstwo w paryskim
areszcie w 2022 roku.
W ujawnionych wiadomościach Siad podkreślał, że prowadzi "prawdziwy scouting"
i aktywnie dokumentuje swoje działania za pomocą aparatu fotograficznego.
W mailu z maja 2009 roku, skierowanym bezpośrednio do miliardera, Siad szczegółowo
relacjonuje swoje plany operacyjne w Małopolsce: "Będę podróżował pociągiem
i autobusem, czasem muszę brać taksówki. Czasami muszę zapraszać rodziców na lunch
lub kawę. Mam już kilka dziewczyn, które na mnie czekają, na przykład w Polsce,
w mieście o nazwie Kraków" – pisał Daniel Siad do Jeffreya Epsteina. …
6.
Melinda krytykuje Billa Gatesa: „Sprawiedliwość dla ofiar Epsteina. Zapytajcie mojego
byłego męża”.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/02/04/news/melinda_bill_gates_vittime_epstein-425137977/
Gates kontra Gates. Tak, była żona założyciela Microsoftu, Melinda, nie jest zadowolona
z paskudnej historii, która wypłynęła z pewnych dokumentów zawartych w Aktach Epsteina,
twierdzących, że w 2013 roku Bill zaraził się chorobą przenoszoną drogą płciową
od „kilku Rosjanek”, które poznał w domu swojego przyjaciela pedofila. Następnie
próbował potajemnie podać żonie antybiotyki. „Potrzebujemy sprawiedliwości dla ofiar.
Ja też byłem w ich wieku; miałem córki w tym wieku” – powiedziała wczoraj w wywiadzie
dla NPR kobieta, z którą ten nerd, który stał się miliarderem dzięki uruchomieniu
systemu, miał troje dzieci w ciągu 27 lat małżeństwa. Zdradziła dziennikarzowi swój
ogromny dyskomfort: „Kiedy te szczegóły wychodzą na jaw – dopiero zaczynamy je odkrywać
– wracam myślami do bardzo bolesnych momentów w moim małżeństwie. To dla mnie bardzo
trudne. Cieszę się, że udało mi się wyjść z tego bagna”. Dała też jasno do zrozumienia,
że wycofała się ze skandalu, ogłaszając sensacyjny rozwód w 2021 roku, i nie chce
być za niego pociągana do odpowiedzialności: „Wszelkie pytania należy zadawać tym
ludziom i mojemu byłemu mężowi. To oni muszą za nich odpowiedzieć, a na pewno nie
ja” – powiedziała kobieta, która wciąż jest jedną z najbogatszych kobiet na świecie
i przez całą swoją karierę filantropijną była uważana za orędowniczkę wzmacniania
pozycji kobiet. „Kiedy wzmacniasz pozycję kobiety, wzmacniasz pozycję całej ludzkości”
– dodała. Jednak w 2024 roku opuściła również fundację noszącą jej imię, uważaną
za największą prywatną organizację humanitarną na świecie, powstałą dzięki ogromnemu
majątkowi zgromadzonemu dzięki sukcesowi Microsoftu.
Już wtedy było powszechnie wiadomo, że Gates nie był święty: w momencie ich separacji
w 2021 roku „New York Times” ujawnił kilka romansów byłego szefa giganta z Redmond.
Uwiódł również swoją żonę, której nigdy tak naprawdę nie kochał (Melinda przyłapała
go na pisaniu za i przeciw małżeństwa na tablicy), którą zawsze określał jedynie
jako „pobudzającą towarzyszkę”, oświadczając się na parkingu, gdy była jeszcze pracownicą.
W tym nieszczęsnym 2021 roku Bill wielokrotnie publicznie odcinał się od przyjaźni
z finansistą, który popełnił samobójstwo w więzieniu w sierpniu 2019 roku: „Spotykanie
się z Jeffreyem Epsteinem było ogromnym błędem” – powiedział CNN. Twierdził jednak,
że poznał go tylko dlatego, że miał nadzieję zebrać więcej funduszy na jego cele
filantropijne. „Kilka razy jadłem z nim kolację, mając nadzieję, że to, co mówił
o zbieraniu miliardów dolarów na globalną filantropię zdrowotną, wypłynie na światło
dzienne dzięki kontaktom, jakie miał. Kiedy wydawało się, że to nieprawda, nasza
relacja się zakończyła” – powiedział wówczas. Przyznał, że „to był ogromny błąd,
że spędzałem z nim czas, że dawałem mu poczucie, że jest tam… Wielu innych było
w podobnej sytuacji, ale popełniłem błąd”.
Ich związek był jednym z powodów, dla których jego żona, Melinda, złożyła pozew
o rozwód. Według „Wall Street Journal”, zaczęła konsultować się z prawnikami już
w październiku 2019 roku, w tym samym miesiącu, w którym „New York Times” po raz
pierwszy ujawnił częste spotkania jej męża z kontrowersyjnym finansistą. Gates odmówił
komentarza w sprawie oskarżeń „Wall Street Journal”, ale według tego, co w kolejnych
miesiącach ujawnił były pracownik Fundacji Billa i Melindy Gatesów, związek jej
męża z Epsteinem budził w niej ogromny niepokój.
Mniej więcej w tym samym czasie, jak donosił „Daily Beast”, wpadła w furię, gdy
w 2013 roku, wraz z mężem, spotkała się z byłym finansistą w jego rezydencji na
Manhattanie. Powiedziała Billowi, że czuje się niekomfortowo i zwierzyła się znajomym,
że nie chce mieć nic wspólnego z Epsteinem, który już wcześniej miał kłopoty z powodu
oskarżeń o wykorzystywanie seksualne nieletnich. On jednak nadal się z nim spotykał,
a nawet zgodził się na podróż Lolitą, prywatnym odrzutowcem, którym przewożono młode
dziewczyny do jego luksusowych rezydencji.
I pomyśleć, że mówiąc o tym, jak pod koniec lat 70., mając zaledwie 23 lata, zarabiał
już 2,5 miliona dolarów rocznie, geniusz algorytmów opisał siebie przed klasą na
Harvardzie (uczelni, którą opuścił przed ukończeniem studiów, aby założyć własną
firmę) jako pracoholika: „Nigdy nie przestałem pracować, nigdy nie miałem wakacji.
Żałuję, że nie poświęciłem więcej czasu dziewczynom i meczom futbolowym”. Z biegiem
lat najwyraźniej nadrobił stracony czas.
7.
8.
Dzień dobry
OdpowiedzUsuńDzień dobry...
OdpowiedzUsuń