DRUGI OBIEG
Niedziela, 1 marca 2026
1.
Jeden dzień, jedna wojna: w piątek Pakistan kontra Afganistan, w sobotę USA i
Izrael kontra Iran, a Iran kontra 5 innych krajów... Co nas czeka dzisiaj?
2.
Koniec pewnej ery – Iran potwierdza śmierć Chameneiego; Trump: Sprawiedliwość
dla Irańczyków i nie tylko
Zabici zostali również bratanek i córka Chameneiego.
Irańczycy wychodzą na ulice, by świętować; prezydent USA wzywa siły
bezpieczeństwa reżimu do poddania się, a premier Netanjahu wzywa społeczeństwo
Iranu do powstania i obalenia reżimu islamskiego
W ramach wspólnej operacji z USA, mającej na celu zmianę reżimu, Izrael
zaatakował początkowo 30 kluczowych przywódców * Minister obrony Iranu Aziz
Nasirzadeh zginął wczoraj wraz z szefem sztabu armii Sajjidem Abdolrahimem
Musawim * Netanjahu: Kampania będzie trwała, dopóki naród irański nie będzie
wolny * Iran wystrzelił 150 rakiet w stronę Izraela, 89 zostało lekko rannych;
atak objął również państwa sprzymierzone z USA
Trump grozi uderzeniem w Iran z siłą, „jakiej nigdy wcześniej nie widziano”,
jeśli ataki się nasilą * Irańska telewizja państwowa ogłasza 40 dni żałoby po
śmierci najwyższego przywódcy, informuje również o śmierci szefa Gwardii
Narodowej i jego głównego doradcy Shamkhaniego.
Izraelskie wojsko poinformowało o rozpoczęciu nowej fali ataków na irańskie
systemy obrony powietrznej.
https://www.timesofisrael.com/trump-says-evil-khamenei-is-dead-israeli-official-says-his-body-has-been-found/
Niektóre źródła podają, że w Teheranie już wiedzą o śmierci Chameneiego i że
na tę wiadomość w oknach wielu domów pojawili się ludzie bijący brawo.
Pewna osoba powiedziała dziennikowi Guardian:
Wszyscy ludzie wyszli na ulice i świętują. Z całego miasta dobiegają krzyki,
wrzaski i świętowanie. To bardzo wzruszający moment.
Wojnę, która dla mnie zaczęła się w 2019 roku – i w którą zaangażowałem się
bezpośrednio w 2022 roku – teraz wygrywamy. Pomściliśmy krew naszych
przyjaciół.
D.O. zastanawia się czy również w Warszawie będziemy bili brawo w oknach na
wiadomość o śmierci najbardziej znienawidzonego Polaka.
3.
Stany Zjednoczone i Izrael rozpoczęły w sobotę poważny atak na Iran, który
prezydent Trump przedstawił jako szansę na zmianę rządu w Teheranie.
Atak nastąpił po tygodniach wielokrotnych gróźb Trumpa, że Stany Zjednoczone
zaatakują Iran, jeśli władze tego kraju nie zgodzą się na żądania USA,
zwłaszcza dotyczące programu nuklearnego Teheranu. W czwartek amerykańscy i
irańscy urzędnicy przeprowadzili ostatnią rundę rozmów mediacyjnych, które
zakończyły się bez przełomu.
W sobotę Trump ogłosił, że w Iranie trwają „poważne operacje bojowe”.
Departament Obrony nazwał ataki „Operacją Epicka Furia”.
Prezydent USA udzielił wywiadu amerykańskim mediom, w którym najwyraźniej
potwierdził doniesienia Izraela, że najwyższy przywódca Iranu zginął dziś w
nalotach.
Donald Trump odniósł się do doniesień o zabójstwie ajatollaha Alego
Chameneiego, mówiąc w wywiadzie dla NBC News: „Uważamy, że jest to prawdziwa
historia”.
Dodał, że „większość” irańskiej kadry kierowniczej wyższego szczebla „odeszła”,
mówiąc:
Większość ludzi, którzy podejmowali wszystkie decyzje, już nie żyje.
Zapytany przez ABC News o irańskie przywództwo i o to, czy Stany Zjednoczone
uważają, że zginęli oni w atakach, Trump odpowiedział:
Sporo z tego tak. Ale nie wiemy wszystkiego, ale sporo z tego tak. To był
bardzo potężny atak.
Zapytany o kolejnego przywódcę i o to, czy został już wyznaczony, Trump
odpowiedział: „Tak. Mamy bardzo dobry pomysł”.
Rzecznik Sił Obronnych Izraela powiedział, że wielu najważniejszych przywódców
Iranu” zostało „zaatakowanych” i „wyeliminowanych” w atakach , w tym Ali
Shamkhani, doradca ds. bezpieczeństwa; Mohammad Pakpour, dowódca Korpusu
Strażników Rewolucji Islamskiej; i Aziz Nasirzadeh, minister obrony.
Tłumy Irańczyków wyległy na ulice Teheranu i innych miast w całym kraju,
świętując wiadomość o zamachu na Najwyższego Przywódcę ajatollaha Alego
Chameneiego w dniu skoordynowanych ataków między Stanami Zjednoczonymi a
Izraelem. „The New York Times” doniósł, że kilku mieszkańców Teheranu, za
pośrednictwem wideorozmowy, pokazało sceny rozgrywające się w ich dzielnicach:
tłumy mężczyzn i kobiet tańczyły i wiwatowały, krzycząc „Hura, hura!”.
Przejeżdżający kierowcy trąbili klaksonami. Niebo rozświetlały fajerwerki, a
ulice rozbrzmiewały perską muzyką. Wielu mieszkańców przyłączyło się do
skandowania „wolność, wolność” z okien i balkonów.
Setki Irakijczyków podjęło próbę szturmu na ufortyfikowaną Zieloną Strefę w
Bagdadzie, gdzie znajdowały się ambasada USA i budynki rządowe.
Dziennikarz AFP poinformował, że protestujący, trzymający flagi proirańskich
ugrupowań zbrojnych, rzucali kamieniami w siły bezpieczeństwa, które
odpowiedziały gazem łzawiącym. Jak wynika z nagrań Associated Press, w okolicy
słychać było strzały i widać było dym. Do protestów doszło także
w innych prowincjach południowego Iraku, gdzie kilka wspieranych przez Iran
irackich ugrupowań zbrojnych oświadczyło, że będą bronić Teheranu.
Potężna grupa Kataeb Hezbollah poinformowała o planowanym ataku na bazy
amerykańskie po tym, jak dwóch jej bojowników zginęło w nalotach w południowym
Iraku.
4.
USA i Izrael atakują Iran; Trump wzywa do zmiany reżimu
W sobotę nad Teheranem unosił się dym. (AP)
Zdjęcia satelitarne wykonane w sobotę pokazują kilka zniszczonych i
uszkodzonych budynków na terenie posiadłości ajatollaha Alego Chameneiego,
najwyższego przywódcy Iranu.
Jak powiedział minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Araghchi w wywiadzie
dla NBC News, najwyższy przywódca Iranu Ali Chamenei i prezydent Masud
Pezeshkian żyją, mimo doniesień, że obaj stali się celem ataków
amerykańsko-izraelskich.
„O ile wiem, tak, żyją… Wszyscy wysocy rangą urzędnicy żyją” – powiedział
Araghchi, zapytany wprost o los irańskich przywódców. Araghchi, który
przewodził rozmowom na temat programu nuklearnego w imieniu irańskiej
delegacji, obiecał, że irańska armia „da agresorom nauczkę, na jaką zasługują”.
Niedługo potem rząd Iranu zapowiedział, że zabójstwo Alego Chameneiego jest
„ciężką zbrodnią, która nie pozostanie bezkarna”. „Przekroczyliście granice i
będziecie musieli za to zapłacić” – powiedział przewodniczący irańskiego
parlamentu Mohammad Bagher Qalibaf w telewizyjnym wystąpieniu. „Zadamy wam tak
druzgocące ciosy, że będziecie musieli błagać o litość”.
Iran przeprowadził ataki na 27 amerykańskich baz wojskowych w regionie, na
kwaterę główną Sił Obronnych Izraela oraz kompleks obronny w Tel Awiwie -
poinformował Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej.
Izraelskie wojsko poinformowało, że reaguje na irański ostrzał rakietowy,
włączając syreny alarmowe w centralnym Izraelu i niektórych obszarach
okupowanego Zachodniego Brzegu. „Syreny zawyły w kilku rejonach kraju po
zidentyfikowaniu pocisków wystrzelonych przez Iran w kierunku Państwa Izrael”.
W pobliżu lotniska w Irbilu, na którym stacjonują wojska koalicji dowodzonej
przez USA w autonomicznym regionie irackiego Kurdystanu, słychać było głośne
eksplozje.
Szczątki drona spowodowały pożar w kultowym, luksusowym hotelu Burdż Al-Arab w
Dubaju. Cztery osoby zostały ranne w eksplozji, która dotknęła okolice hotelu
Fairmont The Palm na Palm Jumeirah.
Zaatakowane zostało przez drona lotnisko w Bahrajnie. Doszło do strat
materialnych, ale nie było ofiar śmiertelnych. Kolejne eksplozje słychać było w
stolicach Bahrajnu i Kataru Manamie i Dosze, oraz w Dubaju w Zjednoczonych
Emiratach Arabskich. Trafione irańskim pociskiem zostało lotnisko
w Dubaju.
========
Niektóre media uważają, że ten atak rzeczywiście był epicki, że siły Stanów
Zjednoczonych i Izraela uderzyły w bezprecedensową liczbę celów i wyeliminowały
bezprecedensową liczbę przywódców politycznych reżimu irańskiego.
Nie zmienia to faktu, że jest to bardzo dziwna wojna w epoce krótkich nagrań i
filmików rejestrowanych smartfonami. Wiemy o niej naprawdę niewiele: nie wiemy,
jaki jest jej cel, nie wiemy, na jakie obiekty i na jakich ludzi przypuszczono
ataki, nie wiemy, jakie były zniszczenia w wyniku irańskiego ostrzału
rakietowego pięciu krajów Bliskiego i Środkowego Wschodu. Nie wiemy też, czy
rzeczywiście Cieśnina Ormuz została przez siły irańskie zablokowana i czy
faktycznie nie przepływa przez nią ropa i gaz. Jeśli rzeczywiście nie przepływa,
konsekwencje będą poważne. Choć szeroko rozumiany Zachód używa dziś paliw
kopalnych z Półwyspu Arabskiego w minimalnym stopniu, to większość wydobywanej
tam ropy i gazu trafia na rynki azjatyckie, przede wszystkim do Chin i Indii.
Jaki jest powód ukrywania przed światową opinią publiczną wszystkich tych
informacji — nie wiadomo.
W sobotę, od samego rana, wszystkie główne telewizje informacyjne — BBC, CNN i
inne — nadają właściwie jedną i tę samą wiadomość: że coś wydarzyło się nad
Teheranem, że rakieta spadła na wyspę w kształcie palmy koło Dubaju, oraz że
jakieś rakiety zostały zestrzelone (lub nie) w Bahrajnie, w Emiratach, w Arabii
Saudyjskiej, w Kuwejcie i w Izraelu. Jedyną nowością są wieczorne spekulacje na
temat tego, czy ajatollah Ali Chamenei żyje, czy został zabity.
Dlatego ta wojna jest tak dziwna. A kto łudzi się, że jest daleko i nas nie
dotyczy, ten już niebawem przekona się, jak bardzo się mylił.
5.
W swojej drugiej kadencji Trump nakazał ataki w siedmiu krajach. Oprócz
kampanii przeciwko domniemanym przemytnikom narkotyków na Morzu Karaibskim i
wschodniej części Oceanu Spokojnego, nakazał w Boże Narodzenie ataki na Państwo
Islamskie w Nigerii, a także od grudnia kilkakrotnie w Syrii, nalot sił
specjalnych w Wenezueli na początku stycznia, podczas którego siły amerykańskie
pojmały prezydenta Nicolasa Maduro i zabiły około 75 osób. Trump nakazał
również wcześniej ataki w Iranie, Iraku, Somalii i Jemenie.
6.
Światowi przywódcy wezwali wszystkie strony do deeskalacji i powrotu do stołu
negocjacyjnego. Wielka Brytania, Francja i Niemcy wydały wspólne oświadczenie
potępiające odwetowe ataki Iranu na kraje sąsiednie, ale nie wyraziły pełnego
poparcia dla amerykańsko-izraelskich ataków na Teheran.
Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer powiedział, że brytyjskie samoloty „są
dziś na niebie” nad Bliskim Wschodem, „w ramach skoordynowanych regionalnych
operacji obronnych mających na celu ochronę naszych obywateli, naszych
interesów i naszych sojuszników”.
7.
Niesprowokowany atak Trumpa na Iran nie ma żadnego mandatu ani podstawy prawnej
https://www.theguardian.com/us-news/2026/feb/28/trump-unprovoked-attack-on-iran-has-no-mandate-and-no-clear-objective
Rozpoczęła się pierwsza wojna ery Rady Pokoju Donalda Trumpa – niesprowokowana
próba zmiany reżimu we współpracy z Izraelem, bez żadnych podstaw prawnych,
podjęta w trakcie wysiłków dyplomatycznych mających na celu uniknięcie
konfliktu i przy minimalnych konsultacjach z Kongresem i amerykańską opinią
publiczną.
Ośmiominutowe przemówienie Trumpa po zzuceniu pierwszych bomb jasno dało do
zrozumienia, że nie będzie to ograniczony atak mający na celu skłonienie
Teheranu do ustępstw przy stole negocjacyjnym. Ostrzegł, że jeśli irański
Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) się nie podda, zginie, a siły
zbrojne, rakiety i flota zostaną zniszczone.
Otworzyłoby to drogę dla irańskiej opozycji i mniejszości etnicznych, które
mogłyby zbuntować się i obalić reżim.
„Nadszedł czas, aby wszyscy ludzie w Iranie – Persowie, Kurdowie, Azerowie,
Beludżowie i Achwahowie – zrzucili z siebie ciężar tyranii i stworzyli wolny i
dążący do pokoju Iran” – powiedział Trump.
Koordynując przekaz oraz rakiety, premier Izraela Benjamin Netanjahu
powiedział, że jego kraj przyłączył się do wojny, „aby usunąć egzystencjalne
zagrożenie ze strony reżimu terrorystycznego w Iranie”.
Maksymalistyczne cele wspólnego ataku przekreślają wszelkie szanse powodzenia
negocjacji amerykańsko-irańskich z poprzednich tygodni, podczas których
delegaci omawiali możliwe limity wzbogacania uranu. Rozmowy te, ostatnia runda
w czwartek, toczyły się w cieniu tego, co Trump nazwał swoją „piękną armadą”
zgromadzoną na Bliskim Wschodzie, największej siły USA w regionie od czasu
niefortunnej inwazji na Irak w 2003 roku. Obecnie wydaje się prawdopodobne, że
jedynie całkowita kapitulacja ze strony Iranu mogłaby powstrzymać uwolnienie
tej zgromadzonej amerykańskiej potęgi.
Trump od dawna krytykuje bezsensowność wojny w Iraku. Dwukrotnie prowadził
kampanię wyborczą, głosząc hasło zakończenia amerykańskich konfliktów zbrojnych
za granicą i aktywnie zabiegał o przyznanie mu Pokojowej Nagrody Nobla,
opierając się na wątpliwych faktach, jakoby położył kres ośmiu wojnom.
Zaledwie 10 dni przed rozpoczęciem wojny zorganizował inauguracyjne spotkanie
swojej Rady Pokoju, która rzekomo miała rozwiązać konflikty nie tylko na
Bliskim Wschodzie, ale na całym świecie. Na to spotkanie przybyli do
Waszyngtonu przywódcy i wysocy rangą urzędnicy z 27 różnych stanów, w
większości autokratycznych, aby wychwalać Trumpa jako mediatora.
Słyszeli, jak Tony Blair, żywy ślad katastrofy w Iraku sprzed 23 lat,
oświadczył, że wizja Trumpa dla Bliskiego Wschodu jest „najlepszą – a w
zasadzie jedyną nadzieją – dla Gazy, regionu i całego świata”.
Do tego czasu jednak większość tradycyjnych sojuszników Waszyngtonu w Europie i
poza nią nabrała głębokiego sceptycyzmu co do motywów Trumpa i trzymała się z
daleka. Rada Pokoju została w listopadzie sprzedana Radzie Bezpieczeństwa ONZ
jako jedyny sposób na zakończenie rzezi w Strefie Gazy, ale na długo przed
wystrzeleniem pierwszych pocisków w kierunku Iranu było jasne, że to oszustwo
typu „przynęta i podstęp”. ONZ myślała, że kupuje jedno, ale sprzedano jej coś
zupełnie innego: organ konkurencyjny wobec Rady Bezpieczeństwa, ale taki, w
którym Trump miałby przewodzić.
Atak na Iran stanowi jawne naruszenie Karty Narodów Zjednoczonych, w przypadku
braku wiarygodnego, bezpośredniego zagrożenia ze strony Iranu dla USA. Próbując
usprawiedliwić ten atak, Trump użył ogólników, potępiając władze Teheranu jako
„nikczemną grupę bardzo twardych, okropnych ludzi” i odwołując się do 47 lat
wrogości między USA a Republiką Islamską.
Można śmiało powiedzieć, że przez ostatnie półwiecze Iran nigdy nie stanowił
mniejszego zagrożenia niż teraz. Osłabiony został zarówno wspólnym atakiem USA
i Izraela w czerwcu ubiegłego roku, który osłabił jego możliwości obronne, jak
i dziesięcioleciami sankcji w połączeniu z migracją ekonomiczną, która
doprowadziła do masowych protestów ulicznych.
W Radzie Pokoju nie ma jednak obowiązku, aby Trump się usprawiedliwiał. Nie ma
żadnych zasad poza tymi, które dają Trumpowi prawo do ich tworzenia na bieżąco.
Staje się coraz bardziej oczywiste, że rada nie jest przede wszystkim forum
rozwiązywania konfliktów, lecz narzędziem realizacji politycznych i finansowych
interesów prezydenta. Rządy, które podpisały się pod nią jako członkowie rady,
teraz same stają się współwinne wojny, której mało kto chce.
Nie jest do końca jasne, co zmieniło Trumpa z prezydenta pokoju w prezydenta
wojny, ale istnieją pewne przesłanki. W kraju spotykają go niepowodzenia, coraz
niższa popularność w okresie poprzedzającym wybory parlamentarne oraz niedawna
krytyka ze strony zazwyczaj przychylnego Sądu Najwyższego za możliwość
stosowania ceł jako ulubionego narzędzia polityki zagranicznej.
Wilbur Ross, sekretarz handlu w pierwszej kadencji Trumpa, powiedział, że
porażka w sądzie zwiększyła prawdopodobieństwo ataku na Iran.
„Nie sądzę, żeby po tej porażce można było uznać, że wycofuje się w sprawie
Iranu” – powiedział Ross dziennikowi „Wall Street Journal”.
Tymczasem podejrzenia dotyczące relacji Trumpa z Jeffreyem Epsteinem nie
zostały rozwiane, pomimo wszelkich wysiłków Departamentu Sprawiedliwości, aby
ograniczyć napływ rewelacji na temat handlu dziećmi prowadzonego przez
finansistę przestępstw seksualnych.
„Naprawdę się martwię, bo on traci panowanie nad sobą, kiedy wpada w takie
tarapaty” – powiedział senator Partii Demokratycznej Chuck Schumer w wywiadzie
dla MS Now kilka dni przed wybuchem wojny. „Martwię się, co może zrobić w
Iranie – kto wie?”
Za granicą Trump najwyraźniej zrezygnował z ubiegania się o Pokojową Nagrodę
Nobla, ostrzegając w zeszłym miesiącu norweskiego premiera (który nie miał nic
do powiedzenia w tej sprawie), że nie czuje się już „obowiązkiem myślenia
wyłącznie o pokoju”.
Dla Trumpa, który odniósł znacznie większy sukces jako postać z reality show
niż jako deweloper, wojna zaczęła wydawać się lepszym sposobem na odwrócenie
uwagi niż pokój. Był zachwycony śmiałym i udanym nalotem na Wenezuelę w
styczniu, w którym amerykańskie siły specjalne ewakuowały przywódcę kraju,
Nicolása Maduro, bez ani jednej ofiary śmiertelnej po stronie USA.
Trump najwyraźniej liczy na spektakularny sukces w Iranie, transmitowany na
żywo, który po jego zakończeniu skłoni jego kraj do pójścia w jego ślady. Przed
jego nocnym oświadczeniem administracja nie podejmowała żadnych realnych
wysiłków, aby przedstawić Kongresowi lub całemu narodowi przekonujące
argumenty, w czasie, gdy sondaże wskazują, że zaledwie jedna czwarta
amerykańskiego elektoratu popiera nową wojnę na Bliskim Wschodzie.
Regularne konferencje prasowe przed kamerami w Pentagonie były stałym elementem
historii poprzedzającej poprzednie konflikty, ale niedawno przemianowany
Departament Wojny nie zorganizował ani jednej od grudnia.
Ponieważ doroczne orędzie o stanie państwa we wtorek zbiegło się z kulminacją
przygotowań wojskowych USA, istniały pewne oczekiwania, że Trump wykorzysta tę
okazję do przedstawienia argumentów za wojną. Jednak Iranowi poświęcił zaledwie
trzy minuty z rekordowej godziny i 47 minut.
Kongres, który teoretycznie ma konstytucyjną prerogatywę do decydowania o tym,
czy Ameryka pójdzie na wojnę, został niemal całkowicie zepchnięty na boczny
tor. Osiemnastu liderów Kongresu z obu partii otrzymało tajne informacje na
kilka godzin przed atakiem od sekretarza stanu Marco Rubio. Jednak senatorowie
Partii Demokratycznej stwierdzili, że nie przedstawiono im przekonującego
powodu, dla którego kraj musiał teraz iść na wojnę.
W 2003 roku droga do wojny w Iraku była usłana kłamstwami o nieistniejącej
broni masowego rażenia. Droga do nowego konfliktu w Iranie 23 lata później była
w dużej mierze usłana niespójnością lub milczeniem.
Trump jasno dał do zrozumienia, że oczekuje, iż naród irański stanie się
sprawcą zmiany reżimu po tym, jak bomby USA i Izraela osłabiły istniejące
struktury władzy. Nie ma zamiaru przeprowadzać inwazji lądowej. W swoim
nagranym oświadczeniu ostrzegł opinię publiczną, że należy spodziewać się
pewnych ofiar wśród Amerykanów, ale nie jest jasne, ile ofiar śmiertelnych w
walce elektorat, w tym zwolennicy Trumpa, zaakceptowaliby w tak oczywistej
wojnie.
W obliczu możliwości porażki swojej partii w listopadowych wyborach, prezydent
zdecydował się podjąć największe ryzyko swojej prezydentury.
Historia pokazuje, że bardzo trudno jest obalić silnie zakorzenione reżimy
wyłącznie za pomocą bombardowań z powietrza. Teraz, gdy rządowi w Teheranie
stało się jasne, że toczy się walka o przetrwanie, można się spodziewać, że
będzie starał się wyrządzić atakującym jak największe szkody, wykorzystując
wszystkie dostępne mu środki.
„Irańczycy doszli do wniosku, że powściągliwość została zinterpretowana jako
słabość, która prowadzi do większej agresji” – powiedział Ali Vaez, dyrektor
projektu ds. Iranu w International Crisis Group, dodając, że zdolność Iranu do
wyrządzania szkód swoim wrogom nie została tak naprawdę wystawiona na próbę.
„Podczas 12-dniowej wojny Irańczycy nie wykorzystali żadnego ze środków
militarnych, jakie rozwijali przez wiele, wiele lat, aby zaatakować
amerykańskie obiekty, takie jak rakiety krótkiego zasięgu, pociski manewrujące,
środki morskie, drony, drony podwodne, przeciwokrętowe pociski balistyczne i
pociski manewrujące” – powiedział Vaez.
Siły irańskie miałyby w zasięgu ręki szeroki wachlarz celów, w tym statki,
wojskowe i komercyjne, w cieśninie Ormuz i szerzej w Zatoce Perskiej.
Selektywne namierzanie okazało się skuteczne dla sojuszników Teheranu, sił Huti
w Jemenie, które o włos ominęły amerykański lotniskowiec jednym ze swoich
pocisków.
Huti mogliby wziąć udział w irańskiej odpowiedzi, świadomi, że klęska reżimu w
Teheranie pozbawiłaby ich sponsora. Hezbollah, choć znacznie osłabiony przez
izraelskie bombardowania w zeszłym roku, odbudował część swojej siły i również
mógłby zdecydować się na dołączenie z podobnych powodów.
„Podczas wszystkich lat ćwiczeń wojennych prowadzonych w Waszyngtonie, w
Pentagonie i we wszystkich ośrodkach analitycznych, bez wyjątku zatopiony
został jeden lub dwa amerykańskie okręty wojenne” – powiedział Vaez.
„Oczywiście, zmusiłoby to Trumpa do dewastującej odwetowej reakcji. Ale wtedy
rozpętałby kolejną wielką wojnę na Bliskim Wschodzie” – dodał.
„Nie ma mowy, żeby Trump mógł to uznać za zwycięstwo. Jego prezydentura
zostanie przez to całkowicie przyćmiona”.
========
D.O. publikuje tutaj opinię z Guardiana, z którą nie do końca się zgadza.
To, co budzi jego największy sprzeciw, to potępienie ataku, który może
doprowadzić do uspokojenia na całe dekady sytuacji na Bliskim i Środkowym
Wschodzie oraz wyeliminować bardzo duże zagrożenie dla świata ze strony
niezwykle agresywnego i ekspansywnego reżimu, który nie był ani państwem prawa,
ani tym bardziej demokracją, a dziś jest w istocie mafią obszarniczo‑wojskową.
Nie wspominając już o głębokiej sympatii, jaką D.O. żywi do narodu irańskiego,
który zasługuje na znacznie lepszy ustrój, pozwalający wszystkim rozwijać
niebagatelne zdolności, z których od tysiącleci słynie.
Podobnie D. O. nie miałby nic przeciwko atakowi na Koreę Północną, stanowiącą
zagrożenie dla całego regionu, a niebawem i dla całego świata.
Jest coś absurdalnego w traktacie o nieproliferacji choćby dlatego, że staje
się powoli jasne, iż broń atomowa nie jest już tylko po to, by leżeć w
magazynach jako potencjalne zagrożenie, lecz staje się powoli jednym z
elementów arsenału wielu armii świata, z rosyjską na czele. Absurdalne w tym
traktacie jest to, że narzuca zakaz posiadania broni atomowej krajom, które nie
są agresywne ani nie mają planów ekspansji terytorialnej, a jednocześnie nie
przewiduje żadnych sankcji wobec państw, które, mimo traktatu, broń atomową
posiadają i wcale nie ukrywają, że zamierzają jej użyć przeciwko bezbronnym
krajom‑ofiarom. To szaleństwo, że agresywna i groźna Korea Północna ma broń
atomową, a demokratyczna Korea Południowa jej nie ma.
Jak słusznie zauważają co bardziej rozważni politycy, wreszcie dociera do nich,
że świat dramatycznie i drastycznie się zmienia, a to wymaga całkowicie nowego
podejścia do szeroko rozumianych stosunków międzynarodowych.
Albowiem dramatem ostatnich dekad, a nawet stuleci, jest to, że świat nie jest
zdolny wyposażyć się w środki, które uniemożliwiłyby agresorowi jakąkolwiek
napaść na Bogu ducha winnych sąsiadów czy na jakiekolwiek inne państwo.
Na tej niezdolności poległa Liga Narodów, a potem również Organizacja Narodów
Zjednoczonych, która, co prawda, wyposażyła się w siłę militarną mającą na celu
położenie kresu każdej próbie agresji, ale poniosła porażkę w 1953 roku podczas
wojny w Korei i od tego czasu stała się miejscem jałowych debat, w których
prawo weta mają często najwięksi bandyci świata.
2.
Kiedy w lipcu jest 16 stopni, to jęczymy, że jest strasznie zimno, ale kiedy 16
stopni jest w lutym, to uznajemy, że to upał.
Zachmarzyły się ścieżki rowerowe, panowie i panie w wieku różnym,
roznegliżowali się zupełnie nie po lutowemu, no i, co najważniejsze, na ulicach
pojawiły się motocykle. Motocykle, oczywiście ryczące silnikami. No bo ryk
silnika sprawia właścicielowi motocykla ogromną przyjemność, ponieważ nie jest
egoistą, to się chce tą przyjemnością podzielić z dziesiątkami tysięcy innych
ludzi. Oczywiście będą pierwsze śmiertelne ofiary motocyklowych pasji, no, ale
to chyba jest wliczone w koszta każdej wiosny.
D.O. chciałby jednak ostudzić nieco nadzieje Czytelników, bo, co prawda, jest
dzisiaj pierwszy dzień marca, ale zima nadal trwa i może nam jeszcze mocno
przyłożyć przez miesiąc - półtora.
10 lat temu
1. ŚMIERĆ ZASZCZUTEGO
Pływałem dzisiaj rano w gęstej śmietanie. Ach, jak ona
doskonale potrafi przykryć polską szpetotę, tę, która dorwała się do władzy,
tę, która o 7.30 rano, na ryneczku przed kościołem rozpija pierwszą wódę,
kolorową, bo niedziela. O, jakże mgła potrafi oderwać od ziemi i
rzeczywistości, rozmyć kontury rzeczy, a może i myśli?
Nigdzie, czyli w białej nicości między Pułtuskiem a Przasnyszem, zobaczyłem psa
i mi serce pękło. To musiało być piękne, duże i mocne zwierzę. A teraz miało
zmierzwioną, mokrą i brudną sierść, sterczącą jak u straszydła, zapadnięte boki
i pysk gorączkowo wąchający, czy w zasięgu zamrożonego nosa nie będzie choćby
kruszyny do zjedzenia.
A ja nie miałem NIC JADALNEGO w samochodzie… Rozpacz.
Jak się z mgły wyłonił tak zniknął, ale nie mogłem odpędzić jego tragicznego
obrazu sprzed oczu.
Ale potem zrobiło się jeszcze gorzej: przejechałem kilkadziesiąt, może paręset
metrów i z mgły wyłoniła się z pierwszych zabudowań pobliskiej wsi wataha
sytych psów o lśniącej sierści. Biegły w kierunku przybłędy, wyglądały na
zdeterminowane…
Co mogłem zrobić, żeby uratować to nieszczęsne stworzenie?
Tragedia rozegrała się za białą kurtyną. Tak sądzę, bo nie widziałem. Co z oczu
to i z serca. Pewnie było warczenie, dzikie wycie, psik zaszczutego,
umierającego nędznego, bezpańskiego, bezdomnego, pięknego psa.
Co innego na granicy Grecji i Macedonii: tam mgły nie ma, świeci słońce…
Co innego w Oliwie...
2. HONOR
Przed kościołem w J., całym z pruskiego muru, mały cmentarzyk. Kilkanaście
grobów z lastryko; niektóre jeszcze lśnią, inne już poszarzały. Kilkadziesiąt
zapadniętych grobów dawnych mieszkańców, bez twarzy, bez nazwiska, bo czas
pożarł nagrobki z cementu. I pomnik: „Naszym bohaterom poległym w Wojnie
Światowej 1914-18 z honorem”.
Dali się wrobić jakiemuś draniowi na honor.
Natura upomina się o stuletni pomnik. Dolne nazwiska pożarł już liszaj. Nikt
nie dba o stary kamień; dobrze, że go nie zniszczono, zwycięzcy w następnej
światowej wojnie nie mieli litości dla pamięci. Potomkowie starych mieszkańców
najwyraźniej o tym miejscu zapomnieli albo po prostu ci polegli nie wzbudzają
już emocji, szkoda na nich grosza. Ale dużo polskich nazwisk. Tym gorzej dla
nich. Walczyli za cesarza Rzeszy, nie liczą się nazwiska, słowiańskie geny,
język, w jakim rozmawiali z matką. Ruskie szrapnele rozrywały ich ciała, lecz
umarli z myślą: przecież giniemy za rzeczy ważne: Boga, cesarza i ojczyznę!
Pewnie patrzą z niebios z goryczą: „to tak się to wszystko skończyło”? Tyle
warte były nasze młode życia? Nie ma jednej istoty, która zapaliłaby świeczkę
za nasze czyste, naiwne dusze?
3. ODSTRZAŁ
Nic. Już po wszystkim. Nikt nie słucha, nikt nie wyciąga wniosków, nie dokonuje
abiury, idziemy, w estetycznym ordynku na rzeź. Mówi wam to Komisja Europejska,
Europejski Parlament, Komisja Wenecka, amerykańscy senatorowie, zgodnie cała
światowa prasa… Nie, na narodowych bolszewików nadal jest gotów głosować co
trzeci Polak.
Właśnie miłościwie nam panujący zarządzili odstrzał 40 tysięcy dzików. Raduj
się rolniku! Raduj się podwójnie, bo następny ukaz będzie dotyczył 40 tysięcy
wykształciuchów, których tak nienawidzisz.
Jaka przyszłość czeka naród, który z poświęceniem kształci światowej klasy
elity, po czym robi wszystko, by odsunąć je od wpływu na bieg rzeczy, i żąda,
by rządziły chłystki, debile i psychopaci?
Cudownie, że elity co parę tygodni maszerują w obronie narodu. Ale to elity, a
elity to – ile? Trzy? Pięć procent przy głosowaniu?
Wśród maszerujących brak młodych, brak mas. Masy cię cieszą: prowadzą króla na
ścięcie! Czyż może być przyjemniejszy, dający więcej satysfakcji spektakl?
4. CO MI WIĘCEJ?
W chórze jest i mój maleńki głosik, pisk nieledwie, praktycznie niesłyszalny.
Niektórzy lubią, jak popiskuję, inni nie znoszą, większość nie dba.
Nic to.
Moja porywcza Córka zza granicy przyjechała, obejrzała i powiedziała: „jesteś
super”. I co mi po innych opiniach? Najcudowniejsza parafka, najwspanialsza
nagroda: zasłużyć na szacunek Córki. To ja, póki pozwolą, jeszcze popiszczę.
Mój Wnuk, który po polsku nie mówi: „Dziadku, widziałem cię w telewizji”! –
Tak? I co dziadek mówił?
Bla bla bla bla…
No właśnie: cokolwiek powiem…
Ale odprowadzony na lotnisko miał, kochany maluszek, łzy w oczach. Dobrze mu
było tu w Polsce u dziadków.
I czegóż ja więcej od życia mogę potrzebować?
Dzień dobry
OdpowiedzUsuńDzień dobry...
OdpowiedzUsuń