DRUGI OBIEG
Piątek, 6 lutego 2026

1.
Obraz zawierający tekst, ubrania, plakat, Reklama

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
https://bialystok.wyborcza.pl/bialystok/7,35241,32578503,zadoscuczynienie-ofiarom-zolnierzy-wykletych-mniejsze-niz.html
Nożesz qrva!
...
„Poselski projekt ustawy o zadośćuczynieniu ofiarom i rodzinom ofiar przestępstw popełnionych na tle narodowościowym, religijnym lub rasowym w latach 1945-1946 trafił do porządku obrad Sejmu … Wniosła go grupa posłów i posłanek klubu Lewica. …
Temat dotyczący potrzeby takiego zadośćuczynienia powraca w Sejmie od 2008 r. Wówczas odpowiedni projekt wniosła grupa 24 posłów („projekt ustawy o zmianie ustawy o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego"). … Tymczasem rodzina jednego z "Żołnierzy Wyklętych", Romualda Rajsa "Burego" otrzymała wysokie zadośćuczynienie jeszcze w latach 90. ub. w. …


2.
Obraz zawierający ubrania, tekst, człowiek, osoba

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
https://wyborcza.pl/7,75398,32578816,sad-zadecyduje-o-areszcie-dla-zbigniewa-ziobry-w-zwiazku-ze.html#s=S.MT-K.C-B.2-L.1.duzy
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa podjął decyzję ws. Zbigniewa Ziobry. Były minister sprawiedliwości postanowieniem sądu zostanie aresztowany na trzy miesiące.


3.
Obraz zawierający tekst, człowiek, Ludzka twarz, zrzut ekranu

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.


4.
Obraz zawierający tekst, człowiek, ubrania, osoba

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
https://wyborcza.pl/7,75968,32579664,moze-dojsc-do-tego-ze-tv-republika-nie-bedzie-w-stanie-placic.html#s=S.TD-K.C-B.8-L.1.duzy
Może polski fiskus nie przyjmuje rubli?


5.
Fakty zebrane z ujawnionych akt Epsteina:

- Epstein najwyraźniej spotykał się z Putinem więcej niż raz.

- Dziewczyny były dostarczane Jeffreyowi Epsteinowi za pośrednictwem rosyjskiej agencji Sztorm.

- Epstein wykorzystywał te dziewczyny do kontaktów z wpływowymi ludźmi na całym świecie, aby uzyskać na nie wpływ.

- Epstein przekazywał Rosjanom informacje wywiadowcze na temat Amerykanów.

- „Były” żołnierz rosyjskich sił specjalnych zajmował się bezpieczeństwem Epsteina.

- Członek rosyjskiego ruchu Naszi zajmował się public relations Epsteina.

- Epstein był blisko związany z członkami rosyjskiego parlamentu.

- Epstein wysyłał e-maile do międzynarodowych finansistów podekscytowanych aneksją Krymu przez Putina.

- Epstein miał ważną rosyjską wizę podróżną aż do momentu, gdy został ostatecznie aresztowany.

Image

- Epstein uczestniczył w „rosyjskim Davos” (Forum Ekonomicznym w Sankt Petersburgu) więcej niż raz.

- Epstein zasugerował Rosji utworzenie CBDC (państwowej kryptowaluty) dla BRICS.

- Epstein był blisko związany z premierem Słowacji Robertem Fico, który jest jednym z sojuszników Rosji na Zachodzie.

- Epstein wysyłał zagraniczne dziewczęta do „szkoły” w Krasnodarze.

- Epstein wykorzystał byłego premiera Izraela Ehuda Baraka jako pośrednika w swoich pierwszych rozmowach z rosyjskimi kontaktami.

- Epstein nawiązał kontakty ze szpiegami Siergiejem Bielakowem i Wiktorem Wekselbergiem (obywatelem Izraela i Rosji).


6.
Obraz zawierający ubrania, osoba, tekst, Ludzka twarz

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
Drugi dzień rozmów pokojowych między Ukrainą a Rosją w Zjednoczonych Emiratach Arabskich zakończył się bez przełomu
Wymiana więźniów uzgodniona podczas najważniejszego od miesięcy spotkania między Kijowem a Moskwą, ale „pozostaje jeszcze dużo pracy”
https://www.theguardian.com/world/2026/feb/05/second-day-of-ukraine-russia-peace-talks-in-uae-end-without-breakthrough
Ukraina i Rosja zakończyły w czwartek drugi dzień rozmów pod przewodnictwem USA w Abu Zabi, nie przynosząc przełomu w kierunku zakończenia najbardziej śmiercionośnego konfliktu w Europie od czasów II wojny światowej.
Obie strony zgodziły się na wzajemną wymianę 157 jeńców wojennych każda, co stanowiło rzadki, konkretny wynik rozmów.
Jednak Steve Witkoff, specjalny wysłannik Donalda Trumpa zaangażowany w rozmowy, przestrzegł, że w nadchodzących tygodniach „musimy wykonać dużo pracy”, co osłabia oczekiwania na szybkie kroki w kierunku pokoju.
Mimo to spotkania te były najbardziej merytorycznym spotkaniem delegacji wysokiego szczebla z Kijowa i Moskwy od wielu miesięcy i wskazują na nieśmiałe, choć niepewne, ożywienie wysiłków dyplomatycznych po prawie czterech latach wojny.
Czwartkowe spotkanie, które trwało trzy godziny, nastąpiło po rundzie trójstronnych negocjacji, która odbyła się w środę i trwała około pięciu i pół godziny.
Kyryło Budanow, szef kancelarii prezydenta Ukrainy, stwierdził, że negocjacje trójstronne były „naprawdę konstruktywne”, dziękując Stanom Zjednoczonym i Zjednoczonym Emiratom Arabskim za ich rolę w mediacji. Przedstawiciel Rosji, Kirył Dmitriew, również wyraził się pozytywnie, mówiąc o postępie i „postępie” w dyskusjach na temat zakończenia wojny.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział później, że rozmowy pokojowe będą kontynuowane w najbliższej przyszłości.
Obie strony wysłały do Abu Zabi, stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, wysokich rangą przedstawicieli wojska i służb wywiadowczych, co było sygnałem poważniejszego podejścia niż podczas poprzednich rund, gdy Moskwa wysyłała delegacje niższego szczebla.
„Po raz pierwszy od bardzo dawna techniczne zespoły wojskowe z Ukrainy i Rosji spotykają się w formacie, w którym również bierzemy udział” – powiedział w środę sekretarz stanu USA Marco Rubio.
„Postępy raczej nie będą oczywiste, nawet pomimo wycieków informacji, dopóki nie nastąpi prawdziwy przełom. Naszym celem jest utrzymanie zaangażowania w ten proces” – dodał Rubio.
Pomimo bardziej pozytywnego tonu, perspektywy na realne porozumienie pokojowe pozostają niepewne, a Moskwa nadal forsuje maksymalistyczne żądania terytorialne. Kreml wielokrotnie podkreślał, że każde porozumienie musi najpierw obejmować oddanie przez Ukrainę całego wschodniego regionu Donbasu, w tym terenów pozostających pod jej kontrolą.
Władze Ukrainy odrzuciły te warunki, opowiadając się za zawieszeniem broni na obecnej linii frontu i wykluczając jednostronne wycofanie sił zbrojnych ze wschodniej Ukrainy, gdzie łańcuch silnie ufortyfikowanych miast tworzy jedną z najsilniejszych linii obronnych Kijowa.
Kluczowym pytaniem pozostaje, czy Władimir Putin jest skłonny do kompromisu. Prezydent Rosji wielokrotnie twierdził, że Rosja wygrywa wojnę i sygnalizował, że jest gotowy przedłużyć walki, chyba że Ukraina zaakceptuje drakońskie warunki Moskwy, które obejmują również ograniczenie obecności ukraińskiej armii i zakaz obecności wojsk zachodnich na jej terytorium.
Z powodu ujemnych temperatur i silnego oporu ze strony Ukrainy postępy Moskwy na polu bitwy w tym roku uległy znacznemu spowolnieniu w porównaniu z końcem ubiegłego roku.
Siły rosyjskie kontynuowały jednak kampanię ataków na infrastrukturę energetyczną Ukrainy, powodując długotrwałe przerwy w dostawie prądu na dużych obszarach kraju i zwiększając straty humanitarne. Kijów i jego sojusznicy opisują to jako próbę podkopania morale ludności cywilnej.

6 ½
Kiedy dziennikarz Paweł Zarubin zapytał go, jak przebiegła pierwsza runda trójstronnych rozmów na temat Ukrainy w Abu Zabi, Igor Kostiukow odpowiedział krótko: „Wszyscy powiedzieli »konstruktywnie«”. Co miał na myśli? „Wszyscy wszystko rozumieją”. W jakim sensie? „W najbardziej dosłownym sensie”.
Nie ma sensu oczekiwać więcej od szefa wywiadu wojskowego, który rok temu, będąc członkiem rosyjskiej delegacji na rozmowy w Stambule, został mianowany głównym negocjatorem w Emiratach, zastępując doradcę prezydenta Władimira Miedinskiego. Ten awans, zdaniem analityków, potwierdza, że nawet w drugiej rundzie negocjacji, która rozpoczęła się wczoraj i będzie kontynuowana dzisiaj pod przewodnictwem Steve'a Witkoffa i Jareda Kushnera, nie będzie przełomu.
„Obecność Miedinskiego w Abu Zabi” – skomentował politolog Władimir Pastuchow – „oznaczałaby, że proces negocjacyjny zbliża się do końca”. Na dobre i na złe.
CV Kostiukowa byłoby ukrytym przesłaniem. Urodzony w 1961 roku, admirał, w grudniu 2018 roku został pierwszym szefem niesławnego wywiadu wojskowego GRU pochodzącym z Marynarki Wojennej. I natychmiast trafił na czarną listę UE, ponieważ, według Brukseli, jako pierwszy zastępca szefa, przewodził grupie hakerskiej Fancy Bear, odpowiedzialnej za cyberataki na Bundestag w 2015 roku i był odpowiedzialny za posiadanie, transport i użycie środka paralityczno-drgawkowego Nowiczok w otruciu byłego oficera GRU Siergieja Skripala i jego córki Julii 4 marca 2018 roku w Salisbury w Wielkiej Brytanii. Stany Zjednoczone również nałożyły na niego sankcje: pod koniec grudnia 2016 roku za cyberatak na serwery Partii Demokratycznej, a w marcu 2018 roku za ingerencję w wybory prezydenckie. Wraz z konfliktem na Ukrainie w 2022 roku, Nowa Zelandia i Kanada również umieściły go na swoich czarnych listach.
Tymczasem w kraju Kostiukow gromadził odznaczenia, od Bohatera Rosji po Order Odwagi. „Kostiukow nie ma prawa wypowiadać się o polityce” – zauważył brytyjski analityk wojskowy Michael Clarke. Tymczasem rosyjski politolog Marat Baszyrow uznał to jedynie za pokaz siły: zadaniem Kostiukowa miało być nadzorowanie kapitulacji wojsk wroga. Na to właśnie nalegał wczoraj rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, grożąc, że „dopóki reżim w Kijowie nie podejmie odpowiedniej decyzji, Specjalna Operacja Wojskowa będzie kontynuowana”. Niezależnie od swojej roli, Kostiukow będzie ją sumiennie wypełniał. W przeddzień wyjazdu do Abu Zabi, gdy dziennikarze zapytali go, czy jest gotowy na drugą turę, odpowiedział: „Zawsze gotowy”. Następnie dodał: „Ukraińcy są w złym humorze, a my w dobrym”.


7.
Obraz zawierający tekst, zrzut ekranu, Strona internetowa

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
https://wyborcza.pl/relacje/14,126862,32578508.html#s=S.TD-K.C-B.4-L.2.duzy
Premier Donald Tusk w czwartek rano spotkał się z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Wizytę szefa polskiego rządu w Kijowie rozpoczęło złożenie wieńców pod ścianą upamiętniającą obrońców Ukrainy.
Premierowi podczas wizyty towarzyszy m.in. minister finansów i gospodarki Andrzej Domański, który przygotowuje światową konferencję poświęconą powojennej odbudowie Ukrainy. Wizyta ma też związek z trwającym ostrzałem ukraińskiej infrastruktury energetycznej.
Polska przygotowuje nowy pakiet pomocy dla Ukrainy o wartości 200 mln zł.
Pakiet będzie składał się głównie ze sprzętu pancernego - poinformował Donald Tusk, cytowany przez agencję Reutera.
Premier przekazał też, że Polska może w każdej chwili przekazać Ukrainie myśliwce MiG-29, jednak prezydent Ukrainy powiedział, że Kijów może bardziej potrzebować innego sprzętu obrony powietrznej jako priorytetu.
„Jestem razem z polską delegacją dzisiaj w Kijowie, bo to jest to miejsce na mapie świata, gdzie wszyscy ludzie widzą bardzo wyraźnie, co to jest dobro i co to jest zło. Wszyscy przyzwoici ludzie na świecie nie mogą mieć najmniejszej wątpliwości po czyjej stronie stanąć, bo wspierając Ukrainę w jej oporze przeciwko bezsensownej rosyjskiej agresji, wspieramy wszystko to, co słuszne i prawdziwe w świecie
 - powiedział Donald Tusk i podziękował Polakom za pomoc Ukrainie w okresie ostrej zimy.
Na wspólnej konferencji prasowej Wołodymyr Zełenski powiedział, że poinformował Tuska o stanie rozmów w Abu Zabi z udziałem USA, Ukrainy i Rosji na temat zakończenia wojny.
„Powinniśmy skończyć tę wojnę i otrzymać pewne gwarancje bezpieczeństwa. Najważniejsze - Rosja nie powinna otrzymać żadnej nagrody za agresję, tak by nie chciała ponownie wznawiać tej agresji przeciwko Ukrainie, bądź przeciwko innym krajom. Dziękujemy Polsce bardzo za wsparcie w tym zakresie” - podkreślił ukraiński prezydent.
Dodał, że Kijów liczy na to, że Polska dalej będzie wspierała wszystkie sposoby wpływu na agresora. „Bardzo ważne, by kolejny pakiet sankcji europejskich był naprawdę mocny, by to motywowało Rosję, by zakończyć wojnę” - powiedział Zełenski.
Podkreślił, że rosyjskie aktywa powinny zostać przeznaczone na odbudowę Ukrainy po rosyjskiej agresji. - Już mamy dużą kwotę na odbudowę od Europy, ale powinniśmy też wykorzystać rosyjskie środki, liczymy bardzo na wsparcie od Polski - dodał Zełenski.
Prezydent Ukrainy podziękował Polsce za wsparcie zarówno w ostatnich dniach, jak i na przestrzeni lat. Zełenski powiedział też, że liczy na to, iż Ukraina będzie też uczestnikiem programu SAFE i będzie wspólnie z Polską produkowała drony i inne wojskowe wyposażenie oraz uzbrojenie.


8.
Obraz zawierający garnitur, ubrania, osoba, Ludzka twarz

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
Sankcje mają „znaczący wpływ” na rosyjską gospodarkę – mówi specjalny wysłannik UE
Tylko u nas: David O'Sullivan twierdzi, że gospodarka oparta na wojnie może zbliżać się do punktu, w którym stanie się „niezrównoważona”
https://www.theguardian.com/world/2026/feb/05/sanctions-significant-impact-russian-economy-interview-eu-special-envoy-david-osullivan
… „David O'Sullivan, doświadczony irlandzki urzędnik, stwierdził, że sankcje nie są „cudownym rozwiązaniem” i że zawsze będzie można je obejść, ale podkreślił, że po czterech latach jest pewien, że przynoszą one efekty.
„Jestem dość optymistycznie nastawiony. Myślę, że sankcje miały naprawdę znaczący wpływ na rosyjską gospodarkę” – powiedział w wywiadzie dla Guardiana.
„W 2026 roku możemy dojść do punktu, w którym cała sytuacja stanie się nie do utrzymania, ponieważ tak wiele rosyjskiej gospodarki zostało zniekształconych przez rozbudowę gospodarki wojennej kosztem gospodarki cywilnej. Myślę, że ignorowanie praw grawitacji gospodarczej nie może trwać wiecznie”.
O'Sullivan zabrał głos po tygodniach intensywnych ataków Rosji na ukraińską infrastrukturę energetyczną, w czasie, gdy kraj zmaga się z mroźną zimą, a temperatury w Kijowie spadły w tym tygodniu do -20 stopni Celsjusza.
Dodał, że ukraińscy odpowiednicy przekazali mu, iż Rosja zdołała wystrzelić w zeszłym miesiącu dwukrotnie więcej dronów i rakiet niż w styczniu 2025 r.
Jednak machina wojenna Władimira Putina nie obyła się bez strat dla gospodarki, która, jak się uważa, jest najbardziej obciążona od początku wojny. Dochody z ropy naftowej gwałtownie spadają, inflacja wynosi około 6%, a stopy procentowe 16%.
O'Sullivan, który ma ponad czterdziestoletnie doświadczenie w instytucjach UE, został mianowany specjalnym wysłannikiem UE ds. sankcji w grudniu 2022 r. Jego zadaniem będzie przeciwdziałanie unikaniu i obchodzeniu sankcji.
Od czasu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w 2022 r. UE nałożyła na Rosję bezprecedensowe 19 rund sankcji. Objęły one ponad 2700 osób i podmiotów oraz wstrzymały handel w rozległych obszarach gospodarki, obejmujących energetykę, lotnictwo, IT, dobra luksusowe i konsumpcyjne, diamenty i złoto.
Pełnomocnik ds. sankcji stwierdził, że „bardzo powoli oskarżał kraje” o niestosowanie się do żądań UE, podkreślając, że „żaden kraj [spoza UE] na świecie nie ma obowiązku przestrzegania naszych sankcji”.
UE podjęła misję przekonania innych krajów, aby nie zezwalały na odsprzedaż europejskich towarów do Rosji, zwłaszcza komponentów, które mogą być wykorzystane lub ponownie wykorzystane w celach wojskowych.
O'Sullivan stwierdził, że blok odniósł pewien sukces w „zapobieganiu bezpośredniemu reeksportowi kluczowych produktów do produkcji broni” przez Azję Środkową, Kaukaz, Turcję, Serbię, Zjednoczone Emiraty Arabskie i „w mniejszym stopniu” przez Malezję. Dodał, że większość przypadków obchodzenia przepisów wynikała z działań „operatorów gospodarczych, dostrzegających możliwości ekonomiczne i zarabiających pieniądze”, a nie z działań rządów.
Ale Chiny, z ich „nieograniczoną” przyjaźnią z Moskwą, stanowiły wyjątek. „Chiny wyraźnie uzupełniają i udzielają wsparcia” Rosji, choć nie w formie bezpośrednich dostaw sprzętu wojskowego – powiedział.
Kilku przywódców UE poruszało tę kwestię w rozmowach z Pekinem – powiedział. „Odpowiedź jest zawsze taka sama: 'Nie ma tu nic do oglądania. Nie wiemy, o czym mówisz. Nie widzimy żadnego problemu'”.
O'Sullivan powiedział, że UE skutecznie podjęła działania mające na celu zwalczanie rosyjskiej floty cieni – starzejących się tankowców o niejasnych właścicielach, transportujących rosyjską ropę na rynki eksportowe w Chinach i Indiach. W grudniu sankcje UE objęły prawie 600 statków. …
Według moskiewskiego ministerstwa finansów dochody federalnego budżetu Rosji z ropy naftowej i gazu, będących siłą napędową gospodarki, spadły w styczniu o połowę do najniższego poziomu od lipca 2020 r.
Jednak UE spotkała się z krytyką ze strony USA, że nie poszła wystarczająco daleko.
W weekend sekretarz skarbu USA Scott Bessent oskarżył UE o „finansowanie wojny przeciwko sobie” po tym, jak podpisała umowę handlową z Indiami, nie wprowadzając dodatkowych sankcji na zakup rosyjskiej ropy. Od czasu pełnej inwazji Indie są pierwszym lub drugim co do wielkości nabywcą rosyjskiej ropy na świecie, mocno przecenionym z powodu zachodnich sankcji.
Kilka dni później USA oświadczyły, że Indie zaprzestaną kupowania rosyjskiej ropy w zamian za obniżenie amerykańskich ceł na rosyjskie towary.
O'Sullivan bronił umowy handlowej między UE a Indiami, wskazując na wydarzenia, które poprzedziły jej podpisanie, a mianowicie sankcje nałożone przez UE na dużą indyjską rafinerię, zakaz importu przez UE produktów rafinowanych z rosyjskiej ropy naftowej, w tym pochodzących z Indii, oraz decyzję właściciela 14 indyjskich portów, Adani Group, o zablokowaniu dostępu do objętych sankcjami tankowców.
Jak powiedział O'Sullivan, Indie to „niezwykle ważny kraj i myślę, że zyskamy o wiele więcej, współpracując z nim, nawet jeśli nie zawsze zgadzamy się z każdym stanowiskiem Indii w polityce zagranicznej”.
Jego zespół koncentruje się szczególnie na 300 produktach z „ wspólnej listy o wysokim priorytecie”, czyli produktach krytycznych, które nie są uznawane za produkty podwójnego zastosowania, wymagające licencji eksportowych na sprzedaż. Takie produkty, w tym karty pamięci, czytniki optyczne i płytki drukowane produkowane przez firmy europejskie, zostały znalezione w rosyjskich dronach, pociskach rakietowych i helikopterach.
O'Sullivan powiedział, że państwa członkowskie UE są znacznie bardziej świadome potencjału zachodniej technologii, która może być sprzedawana zagranicznym dystrybutorom, którzy następnie dostarczają towary do Rosji. „Nie sądzę, żebyśmy całkowicie wyeliminowali ten problem, ale myślę, że go ograniczyliśmy” – powiedział.
„Jeśli pojedziesz do Kijowa, do Instytutu Kryminalistyki, po ich rozmontowaniu zobaczysz, skąd pochodzą komponenty. Niestety, pochodzą one głównie z krajów zachodnich, czy to ze Stanów Zjednoczonych, UE, Szwajcarii, czy Wielkiej Brytanii. To wstyd dla nas wszystkich”.


9.

Obraz zawierający tekst, Ludzka twarz, człowiek, zrzut ekranu

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
https://www.newsweek.pl/swiat/slynny-historyk-najblizsze-cztery-lata-zdecyduja-o-losie-zachodu/
Do 2029 r. okaże się, czy liberalna demokracja przetrwa, czy też ustąpi miejsca autorytaryzmom i populistom - ocenia Timothy Garton Ash. Słynny brytyjski historyk będzie gościem wydarzenia Impact ’26 (13-14 maja w Poznaniu).

Sławomir Sierakowski: Żyjemy w epoce nieustannych kryzysów. Coraz trudniej uwierzyć, że powrót do dawnego porządku w ogóle jest możliwy. Czy znajdujemy się w sytuacji przypominającej lata 30. XX w. — u progu czegoś naprawdę groźnego dla Zachodu, być może końca liberalnej demokracji, jaką znaliśmy? A może to tylko chwilowe zachwianie, po którym świat wróci do "normalności"?

Timothy Garton Ash: Żyjemy w czasach, kiedy partie prawicowe, populistyczne i nacjonalistyczne osiągają dobre wyniki w wyborach, jak ostatnio w Republice Czeskiej. Ale to samo obserwujemy w Stanach Zjednoczonych, we Francji, w Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Jesteśmy u progu nowego okresu w historii Europy i Zachodu — nie ma co do tego wątpliwości. Epoka, którą nazywam powojenną i postzimnowojenną, dobiegła końca.
Nie dostrzegam jednak definitywnego końca liberalizmu. Co więcej, uważam, że fatalizm, z jakim dziś o nim mówimy, sam staje się częścią problemu. Karl Kraus zauważył kiedyś, że psychoanaliza jest chorobą, która samą siebie uważa za własne lekarstwo. Podobnie jest z diagnozami "końca liberalizmu" — stają się częścią problemu, który próbują rozwiązać. Koniec liberalizmu ogłaszano już podczas I wojny światowej, w latach 30. i ponownie w latach 70. — za każdym razem liberalizm powracał, ale oczywiście w zupełnie innej formie.

Premier Donald Tusk powiedział, że żyjemy w czasach przedwojennych. Co to właściwie znaczy?

Cóż, nikt z nas nie wie, co wydarzy się dziś po południu — tym bardziej nie potrafimy przewidzieć, co przyniesie przyszły rok czy kolejne dwa lata. Można powiedzieć, że już teraz żyjemy w czasach wojny, i to w bardzo realnym sensie. Wprawdzie to Ukraina toczy walkę zbrojną, ale cała Europa znalazła się w stanie wojny, ponieważ Rosja prowadzi przeciwko nam wojnę hybrydową. Pytanie brzmi: czy dalej będziemy osuwać się po równi pochyłej — od "polikryzysu" ku czemuś jeszcze groźniejszemu, czyli ku wewnętrznym dyktaturom i wojnie na zewnątrz, czy też w pewnym momencie zdołamy odnaleźć drogę do lepszej rzeczywistości? W tym kontekście sądzę, że przyszłoroczne wybory na Węgrzech będą mieć szczególne znaczenie.

Dlaczego?

Ponieważ Orbán był pionierem. To on w 2010 r. wyznaczył kierunek, w którym później podążyła reszta Europy i demokratycznego Zachodu, a teraz — jeśli sondaże się potwierdzą — może przegrać wybory.
Jest to bardzo znaczące, bo pokazuje, że gniew wobec porządku, który nazywamy liberalnym lub neoliberalnym — wobec zglobalizowanego, ufinansowionego kapitalizmu i tak zwanej pracy polityk kulturowych — utrzymuje się od lat, co najmniej od dekady.
Ale po 16 latach wielu ludzi zaczyna dostrzegać, że populiści u władzy wcale nie okazali się lepsi od tych, na których wcześniej się złościli. Jeśli więc szukać źródła umiarkowanego optymizmu, to jest nim czas. Choć oczywiście sam czas nie wystarczy.

Wojna hybrydowa to przecież nie to samo, co regularna wojna. Widzimy to na przykładzie Ukrainy. Jeśli więc mówisz, że żyjemy w czasach wojny — czego powinniśmy się spodziewać? Jaką masz prognozę dla takich krajów jak Polska, Europa Wschodnia, może Niemcy? Zwłaszcza że przed nami wybory w Wielkiej Brytanii i Francji — nie od razu, ale wkrótce — i wszystko wygląda dość pesymistycznie.

— Jeśli zapytasz, dokąd zmierzamy w nowym okresie historii Europy i Zachodu, który rozpoczął się 24 lutego 2022 r., moja odpowiedź brzmi: kluczowy będzie 2029 r. Wtedy będziemy wiedzieć dwie rzeczy: po pierwsze, jak zakończyła się wojna w Ukrainie — albo przynajmniej jak prawdopodobnie się zakończy — i w jakiej kondycji są Ukraina i Rosja. Po drugie czy populistyczne i nacjonalistyczne partie mają przewagę w Europie.
Przed nami cztery kluczowe wybory: parlamentarne w Polsce w 2027 r., prezydenckie we Francji w tym samym roku oraz parlamentarne w Wielkiej Brytanii i Niemczech najpóźniej w 2029 r. Na dziś prawdopodobieństwo, że przynajmniej jeden lub dwa z tych wyników będą niekorzystne dla demokracji, jest bardzo wysokie. Istnieje więc perspektywa przyszłości, w której Rosja wygrywa wojnę, Ukraina pogrążona jest w ruinie, a populistyczne siły nacjonalistyczne zyskują przewagę.
Ale możliwy jest również inny scenariusz, w którym do 2029 r. uda się zreformować i odrodzić jakąś nową wersję liberalizmu oraz pomóc Ukrainie odnieść jakąś formę zwycięstwa czy sukcesu — jakkolwiek go zdefiniujemy.

No właśnie, jak byś go zdefiniował?

— Donald Trump "skompresował" nasze postrzeganie czasu w polityce. Działa z zawrotną prędkością, potrafi zmieniać zdanie co kilka godzin i przez to nasze myślenie o polityce też skurczyło się do horyzontu 5-10 godzin. Tymczasem, aby odpowiedzieć na pytanie, jak będzie wyglądał nowy okres w historii albo czym okaże się zwycięstwo Ukrainy, trzeba spojrzeć w perspektywie 5-10 lat.
Zwycięstwo to nie jest krótki moment podpisania traktatu pokojowego, lecz długi i złożony proces. Jakie granice będzie miała Ukraina? Jak bezpieczna będzie w ich ramach — to znaczy jak realny okaże się jej potencjał odstraszania? Czy gospodarka zacznie się stopniowo odbudowywać, czy młodzi ludzie będą wracać, zamiast wyjeżdżać? Czy rząd znajdzie równowagę między demokracją a autorytaryzmem wyborczym, czy kraj będzie zmierzać w dobrym kierunku i zbliży się do Unii Europejskiej? Jeśli pod koniec dekady odpowiedzi na te pytania okażą się pozytywne, będziemy mogli powiedzieć, że to Ukraina odniosła zwycięstwo, a Putin poniósł porażkę.

A co taka ewentualna przegrana Rosji będzie oznaczać dla Putina i samej Rosji?

— Zacznijmy od tego, co będzie to oznaczać dla bezpieczeństwa Europy, a szczególnie Polski i krajów bałtyckich. Jeśli Putin przegrałby wojnę, a Ukraina potrafiłaby go odstraszyć, byłby to ogromny krok, jeśli chodzi o wzmocnienie bezpieczeństwa Europy, szczególnie Polski i Bałtów. Natomiast co do sytuacji wewnętrznej Rosji — tu potrzeba jeszcze dłuższej perspektywy. Nawet taki scenariusz, o jakim mówiłem, optymistyczny dla Ukrainy, prawdopodobnie nie pozbawiłby Putina władzy. System wciąż wydaje się silny. A nawet gdyby ją stracił, nie ma żadnych podstaw, by sądzić, że to, co nastąpi po nim, będzie lepsze. W dającej się przewidzieć przyszłości będziemy więc mieć do czynienia z autorytarną, nacjonalistyczną i imperialną Rosją.

Zatrzymajmy się więc przy roku 2029. Jak wyobrażasz sobie konfrontację USA-Chiny? W jakim kierunku to pójdzie?

— Rok 2029 jest ważny także jeszcze z innego powodu — wtedy okaże się, w jakiej kondycji jest amerykańska demokracja i kto będzie prezydentem. Od tego wiele zależy również dla Europy. Jeśli w Białym Domu zasiądzie centrowy demokrata, Stany Zjednoczone prawdopodobnie obiorą twardszy kurs wobec Chin.

Twardszy kurs?

— Tak. Dla nas, Europejczyków, oznacza to pytanie: czy zdołamy pogodzić fakt, że potrzebujemy USA dla naszego bezpieczeństwa, z tym, czego Stany będą od nas oczekiwać w relacjach z Chinami.

A czego się spodziewasz w gospodarce światowej po tym całym chaosie — cłach, wojnach handlowych itd.?

— Jednym z powodów, dla których weszliśmy w nowy etap historii, jest nie tylko pełnoskalowa wojna w Europie — pierwsza od 1945 r. — i fakt, że Europa nie może już w takim stopniu jak dotąd polegać na Stanach Zjednoczonych. Wojna w Ukrainie uświadomiła nam także, że żyjemy już w świecie postzachodnim.
Chiny nie są "wschodzącym" mocarstwem — one już są supermocarstwem. Australijskie badania wykazały, że w 57 z 64 zaawansowanych technologii wojskowych Chiny wyprzedzają USA. Tymczasem Indie, Turcja, Rosja, Brazylia i RPA — po raz pierwszy w nowoczesnej historii — łącznie dysponują wystarczającym bogactwem i siłą, by równoważyć wpływy Zachodu. To kluczowy element naszej nowej rzeczywistości geopolitycznej i geogospodarczej.
Nikt tak naprawdę nie wie, w jakim kierunku się rozwinie światowa gospodarka. Ale jeśli chcemy odnowić liberalizm, musimy się zmierzyć ze skutkami zglobalizowanego, ufinansowionego kapitalizmu — tego, co w skrócie nazywamy neoliberalizmem.
Można wiele mówić o kulturowych aspektach populizmu, ale w gruncie rzeczy wciąż chodzi o "gospodarkę, głupcze". Dopóki nie zajmiemy się podstawowymi kwestiami — wzrostem, nierównościami i rolą państwa w XXI w. — fala populizmu nie ustąpi.

Przecież Biden miał dobre wyniki gospodarcze?

— W ujęciu zbiorczym liczby wyglądały dobrze, dokładnie tak, jak lubią eksperci i liberalne elity. Ale ludzie odczuwali tę sytuację zupełnie inaczej z dwóch powodów. Po pierwsze, ktoś powiedział mi niedawno, że administracja Bidena wykonała świetną pracę w Arizonie — budowała drogi, fabryki, ale większość mieszkańców tego stanu nawet o tym nie wiedziała, bo nie śledzi mediów, które mogłyby im to przekazać.
Po drugie — ceny w sklepach rosły z roku na rok. Przeciętna gospodyni domowa nie widziała więc żadnej poprawy warunków życia. Wzrost gospodarczy musi być odczuwalny dla zwykłych ludzi — tych, którzy dziś głosują na populistów z gniewu. A to oznacza również konieczność przebicia się przez bańki informacyjne.

Czy ekonomia Trumpa rzeczywiście przyniesie tym ludziom korzyści?

— To raczej kolejny etap przejścia od demokracji do oligarchii. Wspierają go miliarderzy, giganci technologiczni, którzy mają wiele profitów, podczas gdy zwykli ludzie płacą za skutki ceł.
Przez większość historii ludzkości bogactwo i władza były całkowicie ze sobą splecione — mam na myśli rządy faraonów, cesarzy czy sułtanów. Wielkim osiągnięciem liberalnej demokracji było oddzielenie bogactwa od władzy. Dziś obserwujemy ich ponowne połączenie, a Ameryka Trumpa to tylko jeden z przykładów. W Europie też to widzimy.
Dodam coś jeszcze o tej ciemniejszej stronie: populizm w dużej mierze wynika z poczucia, że duża część społeczeństwa jest ignorowana i pozbawiona szacunku — ekonomicznie i kulturowo. Jeśli sztuczna inteligencja, która jest dziś w centrum zainteresowania największych firm świata, rzeczywiście w krótkim czasie zlikwiduje cały segment miejsc pracy, nie dla pracowników fizycznych, lecz absolwentów dobrych uczelni: tłumaczy, redaktorów, konsultantów, copywriterów, politologów — to ludzie ci, dotąd stojący po stronie liberalnej, staną się kolejną rozgniewaną grupą. A historia nowoczesnej Europy pokazuje, że duża grupa rozgoryczonych absolwentów to bardzo zły znak.

Twoim zdaniem oni pójdą bardziej w prawo? W lewo?

— W obie strony, choć wyraźniej w prawo. To znów przypomina lata 20. i 30. — wtedy również wahadło wychyliło się w obie strony, ale bardziej w prawo.
Jeśli chodzi o Polskę, sam dobrze opisałeś możliwy układ sceny politycznej po 2027 r.: dynamiczna Konfederacja po prawej stronie i Razem z Lewicą po lewej. To zjawisko widoczne jest w całej Europie, także w Wielkiej Brytanii. Energia polityczna przesuwa się na skraje — prawe i lewe. Nie prowadzi to jednak do rewolucyjnych rządów, lecz do fragmentacji sceny politycznej, która utrudnia wprowadzanie reform. W efekcie coraz częściej będziemy mieć do czynienia z rządami w stylu holenderskim — koalicjami cztero- czy pięciopartyjnymi. To kolejne wyzwanie dla tych, którzy jak ja wciąż wierzą w możliwość powstania nowej normalności, wolnej zarówno od autorytaryzmu, jak i populizmu.

Ostatnie pytanie dotyczy Europy. Jak powinna się pozycjonować wobec tych zmian — wobec Ameryki Trumpa, wobec nowych mocarstw? To dla Europy szansa czy zagrożenie?

— Bycie Europejczykiem na Stanfordzie to ciekawe doświadczenie, bo wiele rzeczy widzi się z innej perspektywy. Podczas gdy moi amerykańscy przyjaciele dostrzegają negatywne strony polityki Trumpa, dla nas, Europejczyków, tkwi w niej także ogromna szansa, której nie wykorzystujemy. Gdybyśmy naprawdę chcieli z niej skorzystać, wdrożylibyśmy nie jedną dziesiątą, lecz osiem-dziewięć dziesiątych rekomendacji Maria Draghiego, a częściowo także Enrica Letty.
Powinniśmy skupić się na tym, co w późnym cesarstwie chińskim określano mianem "samowzmacniania". Zamiast zastanawiać się, jak pozycjonować się wobec Rosji, Chin czy USA — powinniśmy pytać, jak wzmocnić samych siebie, jak zbudować silniejszą Europę, zdolną do obrony własnych interesów i wartości. A to musi zacząć się tu, u nas w domu.

Timothy Garton Ash jest profesorem studiów europejskich, emerytowanym wykładowcą Isaiah Berlin Professorial Fellow w St Antony’s College na Uniwersytecie Oksfordzkim oraz starszym wykładowcą w Hoover Institution na Uniwersytecie Stanforda. Jest autorem jedenastu książek poświęconych historii współczesnej. Ash będzie gościem wydarzenia Impact ’26 (13-14 maja w Poznaniu)

Sławomir Sierakowski jest współzałożycielem Krytyki Politycznej, prezesem Stowarzyszenia im. Stanisława Brzozowskiego, socjologiem, publicystą



10.
Obraz zawierający tekst, zrzut ekranu, Czcionka, numer

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.


11.
Obraz zawierający tekst, zrzut ekranu, drzewo, na wolnym powietrzu

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
Boziu! Zabierzcie w końcu tej małpie brzytwę!!!


12.
Obraz zawierający tekst, zrzut ekranu, Lampa uliczna, śnieg

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
WADA bada zarzuty dotyczące „zastrzyków w penisa” w skokach narciarskich podczas zimowych igrzysk olimpijskich
Bild twierdzi, że zastrzyki z kwasem służą do zmiany kombinezonów skoczków
„Gdyby cokolwiek wyszło na jaw, przyjrzelibyśmy się temu”
https://www.theguardian.com/sport/2026/feb/05/penis-injection-doping-claims-in-winter-olympics-ski-jumping-investigated-by-wada
W ciągu 26 lat swojej działalności Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) spotkała się z tysiącami pytań dotyczących sportowców stosujących nielegalne substancje. Jednak w czwartek po raz pierwszy padło pytanie, czy skoczkowie narciarscy wstrzykują sobie w penisy kwas hialuronowy, aby móc latać dalej.
Reakcja prezesa WADA, Witolda Banki? „Skoki narciarskie są bardzo popularne w Polsce [kraju rodzinnym Banki], więc obiecuję, że się temu przyjrzę” – powiedział z ironicznym uśmiechem.
Choć brzmi to szalenie, wokół tej sprawy – nazwanej „Penisgate” – narosło więcej obaw, odkąd po raz pierwszy poinformował o niej niemiecki dziennik Bild.
W zeszłym roku dwaj norwescy medaliści olimpijski, Marius Lindvik i Johann André Forfang, zostali zawieszeni na trzy miesiące po tym, jak odkryto, że podczas Mistrzostw Świata w Narciarstwie Alpejskim w 2025 r. zawodnicy potajemnie poprawili szwy swoich kombinezonów w okolicy krocza.
Główny trener Norwegii Magnus Brevik, asystent trenera Thomas Lobben i członek sztabu szkoleniowego Adrian Livelten również zostali zawieszeni na 18 miesięcy za udział w procederze, który spowodował, że kombinezony zawodników stały się większe, a tym samym zmniejszyła się ich prędkość opadania ze względu na większą rozpiętość skrzydeł.
Badanie opublikowane w czasopiśmie naukowym Frontiers wykazało, że każde 2 cm w obwodzie skafandra zmniejszało opór powietrza o 4% i zwiększało siłę nośną o 5%. Stwierdzono, że zmiana rozmiaru skafandra o 2 cm odpowiadała dodatkowym 5,8 metra długości skoku.
Jednak „Bild” twierdzi teraz, że skoczkowie przeszli na inne metody oszukiwania systemu podczas mierzenia swoich kombinezonów, których dane są pobierane przez skaner 3D z najniższego punktu ich genitaliów. Obejmują one wstrzykiwanie kwasu w penisy lub wsypywanie gliny do bielizny, aby tymczasowo powiększyć wymiary, a tym samym sprawić, że kombinezony będą luźniejsze podczas zawodów.
Gazeta zacytowała lekarza Kamrana Karima, który powiedział: „Możliwe jest uzyskanie tymczasowego, wizualnego pogrubienia penisa poprzez wstrzyknięcie parafiny lub kwasu hialuronowego. Takie wstrzyknięcie nie jest wskazane z medycznego punktu widzenia i wiąże się z ryzykiem”.
Tym niezwykłym plotkom nie potwierdzono jeszcze żadnych niezbitych dowodów, jednak zgodnie z przepisami WADA metoda zagrażająca zdrowiu sportowca i sprzeczna z duchem sportu jest zakazana.
Zapytany o te plotki, Olivier Niggli, dyrektor generalny WADA, powiedział: „Nie znam szczegółów dotyczących skoków narciarskich ani tego, jak można by tę sytuację poprawić, ale gdyby cokolwiek wyszło na jaw, sprawdzilibyśmy, czy rzeczywiście ma to związek z dopingiem.
„Nie stosujemy innych metod poprawy wydajności, ale nasz komitet ds. listy z pewnością zbada, czy to mieści się w tej kategorii. Ale nie słyszałem o tym, dopóki pan o tym nie wspomniał.”


13.
2 lata temu
Starzy ludzie mają mało powodów do satysfakcji, a jeszcze mniej do optymizmu.
Nikt do nich nie zagada, nikt nie zadzwoni.
Wyjście na ulicę jest przygnębiające, bo starych ludzi nikt nie dostrzega, nikt nie zatrzymuje na nich wzroku. A już o uśmiechu – nie ma co marzyć.
Sposobem na dostarczanie sobie drobnych satysfakcji jest gotowanie. Albo ustawianie pasjansa.
W obu wypadkach można szachrować, byle się udało. Byle danie było smaczne, byle pasjans wyszedł.
Politycy na ogół długo żyją, bo choć są starcami, wielu ludzi ich zagaduje, jeszcze więcej dzwoni.
Choć ich twarze są zryte, policzki i podgardle obwisłe, bliźni nie spuszczają z nich wzroku.
Nie gotują, nie ustawiają pasjansów.
Więc albo niestarzy zaczną na starych zwracać uwagę, albo starcy będą się pchali do polityki.


14.
7 lat temu
1.
Szewach.
Morze ma bazyliszkowe oczy, kiedy tylko w nie popatrzysz, jesteś zgubiony, już nie oderwiesz odeń wzroku. Kiedy dzisiaj rano siedziałem na skałce i wpatrywałem się w morze, przyszło mi do głowy, że dwa tysiące kilometrów dalej na Wschód w to samo morze wpatruje się może Szewach Weiss.
Tak się złożyło, że w dobiegającym końca roku zrobiłem dwa filmy – dwie długie rozmowy z ludźmi ocalałymi z Zagłady: Marianem Marzyńskim i Szewachem Weissem. Marian był dzieckiem, potajemnie wyprowadzonym z warszawskiego Getta, Szewach wraz z najbliższymi przesiedział 22 miesiące w pozbawionej światła, maleńkiej piwnicy w Borysławiu. I żaden z tych filmów nie został, niestety, nadany.
Marian właśnie wyjechał z Polski: ten laureat dwóch nagród Emmy za filmy dokumentalne, kręcił dla publicznej TV z USA kolejny, o Konkursie Szopenowskim, po swojemu, jak tylko on potrafi, z niepowtarzalnym osobistym sznytem. Szewach do Polski przyjeżdża dość regularnie na wykłady, ale…
W tym długim, filmowym wywiadzie zdradził mi powód swojej, pogłębiającej się melancholii: 10 lat temu zmarła jego ukochana żona i nic już go w życiu nie cieszy.
Zrobił tak wiele dla stosunków polsko-żydowskich, mógłby zrobić jeszcze więcej, ale „ja już zrobiłem, co się dało; nie mam więcej siły” – powiedział mi ostatnio.
Zdarza się, że jeździmy razem po Polsce. Sam uwielbiam boczne dróżki, więc nastawiam moją zołzę blondynkę na „trasę krótką”, a potem się wstydzę, że trafiam z tak znakomitym gościem między jakieś rudery, do wsi, które zasługiwałyby na lepszych gospodarzy. Ale – żebyście widzieli minę Szewacha! Im bardziej ruralnie, tym bardziej jego twarz się rozjaśnia i młodnieje w zachwycie. „Jak tu pięknie – powtarza – u nas w Izraelu też jest pięknie, ale najpiękniej to jest tu w Polsce”.
Szewach ma tę rzadką, wyjątkową zdolność mówienia rzeczy głębokich najprostszymi słowami, trochę jak Dalajlama. Uwielbiam go słuchać. Nie ja jeden, rzecz jasna.
Pewien niemądry człowiek powiedział mi kiedyś: „Żydzi potrafią mówić tylko o jednym”. Jak jestem przeciw przemocy, tak z trudem powstrzymałem się, żeby mu nie dać w papę. Tak: Żydzi zawsze, o czymkolwiek mówią, mówią o Zagładzie. A ja nie mogę udźwignąć myśli, że naród, z którego się wywodzę, miał w niej swój haniebny udział: badania naukowe dowodzą tego dziś ponad wszelką wątpliwość. Jedno z pierwszych moich wspomnień z dzieciństwa to szpital, w którym ja, może cztero-, może pięciolatek leżę i słucham „dorosłego” siedmiolatka z sąsiedniego łóżka: „Hitler był okropny, ale jedno dobrze zrobił, że zabijał Żydów”. – „Dlaczego? - zapytałem naiwnie – przecież to też ludzie”. Nie odpowiedział.
Piasek chrzęścił mi pod butami, zamoczyłem je nawet, kucając nad brzegiem, zagarnąłem ręką trochę wody i chlusnąłem jej garść na wschód. Może jakaś maleńka fala rozbije się o brzeg Hajfy właśnie wtedy, gdy Szewach będzie patrzył na to samo, co ja morze.
9 listopada 2015

2.
Taki mam przywilej, że co jakiś czas siadam naprzeciwko Szewacha Weissa i sobie rozmawiamy. Dzisiaj też: a to o Wenecji, skąd na świat wyszła nazwa "ghetto", a to o cesarzu Justynianie i Hagia Sofia, o to o chrupkim, ciemnym chlebie, który w niedzielę smarowało się w Borysławiu najpierw masłem („za grubo” - dodaje), na masło szedł ser („biały, bieluśki”), a na wierzch sardynki („pyszne wszystko razem, czuję jeszcze ten smak”), aż tu Szewach mówi: „Ja nie wiem, jak to się dzieje, przecież nie jestem Polakiem, jestem Żydem, który wyjeżdżał  do Izraela jako dziecko praktycznie bez znajomości języka polskiego, a tak się przejmuję losem Polski, a kiedy oglądam film "Katyń", to bym wszystkich tych Stalinów najchętniej zamordował, nie wiem, jak to jest... Może to te drzewa, te krajobrazy, ta ziemia jak we mnie zapadły... Ja tego nie wiem, ja to czuję” ...
Taki mam przywilej.
24 listopada 2019
Brak dostępnego opisu zdjęcia.
https://natemat.pl/342281,prof-szewach-weiss-w-rozmowie-z...

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
5 lutego 2023
A to są kadry z mojego dwuodcinkowego filmu o Jerozolimie, można go znaleźć na playerze. Jestem zeń nawet zadowolony. Choć mieszkał w Hajfie, Szefach spędził całe swoje dziennikarskie i polityczne życie w Jerozolimie. Ilekroć stamtąd wracałem, pytał mnie, gdzie byłem, gdzie jadłem. Znał wszystkie zaułki tego miasta i rozpromieniał się, kiedy o nim mówiliśmy.
Jutro spocznie na Wzgórzu Herzla, na cmentarzu dla zasłużonych.
Zdjęcia do filmu: JP i Tomasz Pluciński


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga