DRUGI OBIEG
Poniedziałek, 16 lutego 2026
1.
4 lata temu
TAK, CZY NIE: RÓŻNICA
1.
Byliście, P.T. Czytelnicy na dworze (na polu, jeśli jesteście z Krakowa)?
Wyglądaliście przez okno?
Widzieliście, jak jest pędzą ciemnoszare chmurzyska, czuliście, jak siąpi, jak
wieje?
Powiedzcie: czy w taką pogodę można się zakochać?
2.
Zaraz wrócimy do zakochania, teraz chwilę o kochaniu.
Statystyki dowodzą, że taka pogoda mu sprzyja. Zimno, szaro i śnieg z deszczem
– to idealna pogoda na ampleksy. Są na to niezbite dowody: takie małe,
czerwone, krzyczące. Najwięcej z nich rodzi się 26 września. No, a żeby urodzić
się we wrześniu, to weź teraz, Czytelniku, i policz na palcach, kiedy
wrześniowe dzieci były poczęte?
Rekordowa liczba dzieci zostaje poczęta 2 stycznia. A badacze brytyjscy
wyliczyli, że najczęściej 2 stycznia o godzinie 22:36. A najmniej dzieci rodzi
się w miesiącach zimowych, zwłaszcza w styczniu i lutym. Z czego wynika, że
najmniejszą aktywność cielesno-miłosną przejawiamy w czerwcu i lipcu.
A zatem przełom grudnia i stycznia sprzyja związkom karnalnym. Dlaczego?
Diabli wiedzą, D.O. nie wie.
Może ty wiesz, Czytelni-czko/ku?
Naukowcy z prężnego (nomen omen) Uniwersytetu Pustyni Negev im. Ben Guriona
twierdzą, że męskie nasienie ma najlepszą jakość zimą. D.O. nie wie, jak się
mierzy jakość nasienia, podejrzewa, że może liczbą żywych plemników. W każdym
razie wraz z nadejściem wiosennego ciepełka, liczba plemników maleje, ustalono
na gorącej pustyni Negev.
Hmmm… No, może rzeczywiście tu chodzi o plemniki, a nie o naszą skłonność do
oddawania się uciechom cielesnym?…
Co tobie, Czytelniku/czko, mówi twoje własne doświadczenie? Odnotowałeś/aś
jakąś prawidłowość w tej kwestii? Są jakieś szczególne miesiące, kiedy chucie
rosną?
D.O. gdzieś wyczytał, że kiedy wybrany plemnik trafia w jajeczko, rozbłyska
światło. Nie na tyle silne, żeby wydostało się na zewnątrz i można było np.
szukać dzięki niemu kluczy po ciemku, ale zawsze.
3.
Ustaliliśmy zatem, że na potęgę uprawiamy miłosne role w taką właśnie pogodę,
jak ta dzisiaj. Uprawiasz, Czytelniczko/ku?
No, ale zakochanie, a kochanie to dwie różne rzeczy. Dlatego pytanie: czy w
taką pogodę można się zakochać? – pozostaje otwarte. Jak to było, jak to jest u
ciebie, Czytelniku/czko?
Zróbmy eksperyment. Zamknij, Czytelniku/czko oczy i wywołaj obraz twoich
zakochań. Czyż nie kojarzą ci się z listowia zielenią, rozkwitem kwiecia, bzu
lub czeremchy zapachem?
A może przeciwnie: zakochanie twoje poraziło cię w słocie lub wręcz w śnieżnej
zamieci?
D.O. bardzo ciekaw jest odpowiedzi.
4.
A w ogóle, przypominasz sobie, Czytelniku/czko swoje pierwsze zakochania?
Jeszcze te sprzed pokwitania, jeszcze czysto platoniczne, wyzute z cielesności?
Skup się: kim był obiekt twojego zadurzenia? Nauczyciel/ka? Tych odrzuć; w
jakim twoim rówieśniku/czce się zakochałeś/aś? Za co go/ją pokochałeś/aś? O
czym marzyłeś/aś? Patrzeniu w oczy? Trzymaniu za ręce? Przytuleniu? O
wspólnocie duchowej, wzajemnym zdradzaniu tajemnic, charakterystycznych dla
jego/jej płci? A może, mimo młodego wieku, miałeś/aś myśli, których nie wypada
wyznać? O podporządkowaniu sobie obiektu uczuć, zniewoleniu, by stał/a się
posłuszna twej woli i gotowa zaspokajać twoje ciekawości?
No i czy dzisiaj, z perspektywy lat i dekad, myśląc o obiekcie swoich
pierwszych uczuć, gotowy/a byłbyś/abyś znów zadurzyć się w podobnym,
fascynującym stworku?
5.
A kiedy dojrzałaś/eś: w kim się zakochałaś/eś? Zakochałabyś/łbyś się w kimś
takim ponownie? Czy raczej myślisz: „co za gówniarzerka”! Znów zamknij oczy i
pomyśl: co cię w nim/jej pociągało? O czym marzyłaś/eś myśląc o obiekcie swej
ówczesnej miłości?
6.
Czy wspominasz czasem osoby, które odrzuciłaś/eś? Zdarza ci się przy tym walić
głową s ścianę?
7.
I te pierwsze, drżące randki: „co o mnie pomyśli”? „Jak wypaść najlepiej”? „Od
kogo pożyczyć ubranie, buty, jak się uczesać, co zrobić z rękami, o czym mówić,
żeby nie wyjść na idiotę/kę?
8.
I pierwsze dotyki. Muśnięcie dłoni, które wywołuje drżenie ciała, fale gorąca,
róż na policzkach i inne bardziej jeszcze agresywne reakcje organizmu?
Pamiętasz je jeszcze? Pierwsze pogłaskanie po twarzy, po włosach… I bum-bum-bum
– walące serce i piekące policzki? Pierwsze przytulenie w tańcu i
niespodziewane, zawstydzające reakcje w ukrytych częściach ciała? Pierwszy
pocałunek, niezdarny, sztuczny i wymuszony, żeby robić tak, jak koledzy i
koleżanki mówiły, żeby się nie zbłaźnić, nie wyjść na początkującego, żeby
sprawić wrażenie luzu, kiedy wszystko w człowieku jest spięte w paroksyzmie…
Gdzie to było? W lasku? Parku? W hallu kinowym? Na jakiejś zabawie, w
korytarzu, kiedy nikt nie patrzył? A może właśnie chciałaś/eś, żeby wszyscy
patrzyli, widzieli i wiedzieli?
Myślałaś/eś, że to już na zawsze, że nie będzie żadnej innej, żadnego innego?
Czy to była tylko przygoda z czczej ciekawości?
9.
A potem był ten pierwszy raz, którego się nie zapomina. Obce dłonie sięgające
miejsc niedostępnych, eksplozje nieznanych uczuć, wyzucie z prywatności,
zdumienie odmiennością, rozkosze i strach przed bólem?
Oboje tego chcieliście, czy dałaś się przekonać? A może – uwiodłaś i stało się
to z twojej woli, choć on wierzył, że to on był sprawcą?
Jak poszło? W miłosnym uniesieniu, woli złączenia, we wzajemnym oddaniu,
zapomnieniu o sobie i reszcie świata, czy sztywno, głupio i rozczarowująco: to
miało być to? O czym tyle słyszałam/em, o czym tyle myślałam/em, czego
pożądałam/em?
10.
A kiedy był ten pierwszy raz, kiedy było naprawdę przyjemnie? Nie z nieco
zwierzęcego doskoku, ale z rozmysłem, z przekonaniem, z chęcią, z wolą brania i
dawania rozkoszy, bez napięcia, tylko z pożądaniem, celebrowanym powoli, długo,
świadomie?
Masz dalej zamknięte oczy?
Widzisz tę scenę? Odtwarzasz tamte emocje?
Tęsknisz to tamtych chwil, kiedy twoim ciałem wstrząsało ledwie muśnięcie, a
dziś nie daje się tego odtworzyć nawet za pomocą kuchennego miksera?
11.
No i co: kiedy to było? Kiedy niebo było ołowiane, a kurzawy deszczu ze
śniegiem oblepiały ci twarz i szyję?
Czy jednak do zakochania, do przeżywania miłosnych rozkoszy potrzebne jest
ciepło, potrzebne są kolory i dźwięki odmienne od walenia kropel w blaszane
parapety?
12. No i wreszcie: jesteś zakochana, jesteś zakochany? Pożądasz miłosnych
rozkoszy, gotów jesteś dać rozkosz, choć to bardziej dziś złożone niż wtedy,
kiedy zakochiwałaś/eś się po raz pierwszy?
Jak często zdarza ci się zastanawiać, co to jest prawdziwa miłość? I jak się ma
do miłosnego odurzenia? Jak długo trzeba żyć wspólnie, jak wiele wybaczyć, by
móc bez wahania odpowiedzieć: „tak, żadnych wątpliwości, to jest, to musi być
miłość, bo jeśli to nie jest miłością, to co nią jest, choć nie ma już między
nami fizycznej atrakcji, tak, jak kiedyś”?
13.
Wmawiali ci, źli durnie, od maleńkości, że to coś złego, że to traumatyczne, że
brzemienne skutki. Dziś, po latach, jak sądzisz: miłość warta jest takich
skutków ubocznych?
============================
Żyjmy, ma Lesbio, żyjmy i kochajmy,
A na zgryźliwych staruszków gderanie,
O moja Lesbio, nic a nic nie dbajmy.
Słońce dziś zajdzie, jutro znowu wstanie:
Nas, gdy przeminą krótkie dni istnienia,
Czeka noc wieczna, sen bez przebudzenia.
Więc daj całunków tysiąc, sto tysięcy,
I znowu tysiąc i tak coraz więcej,
Aż pocałunków ten hojny szafunek
Przejdzie pojęcie i zmyli rachunek.
Zazdrośnik widząc bezlik całowania,
Urzec nie zdoła naszego kochania!
Katullus (Gaius Valerius Catullus), Żyjmy!
Przekład: JAN CZUBEK
============================
... i ty niedawno byłaś w moim domu
i śpiewałaś, teraz ja czynię to samo.
Mów do mnie jeszcze, chodź bliżej,
ofiaruj mi swoją piękność.
Zbyt krótko byliśmy razem, wyznaję,
teraz już szybko odeślij te dziewczęta
i niech bogowie podarują nam tę noc.
Safona, Jego miłosna prośba
Przełożył Nikos Chadzinikolau
=======================
Minęła noc w bezsennym czuwaniu.
O wielkiej miłości śpiewałyśmy,
o twej ukochanej
i jej fiołkowych piersiach.
Lecz wstań z łóżka
i idź do swoich przyjaciół,
a my znów tej nocy
ledwo zmrużymy oka jak słowik.
Safona, Minęła noc w bezsennym czuwaniu
Przełożył Nikos Chadzinikolau
=============================
Spójnie serc wiernych nie znają przeszkody;
Nie jest już miłość miłością, jeżeli,
Widząc przemianę, chce z nią iść w zawody,
Jeśli z burzącym chęć burzenia dzieli:
Miłość jest wieżą, której nic nie szkodzi —
Nie wstrząśnie wichr nią żaden u wybrzeży;
Gwiazdą przewodnią dla zbłąkanej łodzi —
Sternik wysokość, nie jej wartość mierzy.
Nie błaznem Czasu jest miłość, choć po nią,
Po róże lic jej, sięga jego kosa.
Niech sobie chwile i tygodnie gonią,
To trwa, aż grób li zgotują niebiosa.
Jeśli to myłka, nie pisałbym przecie
I chyba nikt tu nie kochał na świecie.
William Szekspir, Sonet 116
tłum. Jan Kasprowicz
==============================
Zszedłem w dół, podając ci ramię, przynajmniej z miliona schodów
i teraz, kiedy cię nie ma jest pustka na każdym stopniu.
Nawet tak była krótka nasza długa podróż.
Moja trwa dotąd, ani już nie potrzebuję
zbiegów okoliczności, rezerwacji,
pułapek, szyderstwa tych, którzy wierzą,
że rzeczywistość jest tym, co widzisz.
Zszedłem miliony schodów, podając ci ramię,
nie dlatego, że czworgiem oczu może widać więcej.
Z tobą z nich zszedłem, bo wiedziałem, że spośród nas dwojga
jedynymi prawdziwymi źrenicami, choć jakże zachmurzonymi,
były twoje.
Eugenio Montale, Zszedłem z tobą z miliona schodów
===============================
Miłość szczęśliwa. Czy to jest normalne,
czy to poważne, czy to pożyteczne -
co świat ma z dwojga ludzi,
którzy nie widzą świata?
Wywyższeni ku sobie bez żadnej zasługi,
pierwsi lepsi z miliona, ale przekonani,
że tak stać się musiało - w nagrodę za co?
za nic;
światło pada znikąd -
dlaczego właśnie na tych, a nie na innych?
Czy to obraża sprawiedliwość? Tak.
Czy to narusza troskliwie piętrzone zasady,
strącą ze szczytu morał? Narusza i strąca.
Spójrzcie na tych szczęśliwych:
gdyby się chociaż maskowali trochę,
udawali zgnębienie krzepiąc tym przyjaciół!
Słuchajcie, jak się śmieją - obraźliwie.
Jakim językiem mówią - zrozumiałym na pozór.
A te ich ceremonie, ceregiele,
wymyślne obowiązki względem siebie -
wygląda to na zmowę za plecami ludzkości!
Trudno nawet przewidzieć, do czego by doszło,
gdyby ich przykład dał się naśladować.
Na co liczyć by mogły religie, poezje,
o czym by pamiętano, czego zaniechano.
Miłość szczęśliwa. Czy to jest konieczne?
Takt i rozsądek każą milczeć o niej
jako skandalu z wysokich sfer Życia.
Wspaniale dziatki rodzą się bez jej pomocy.
Przenigdy nie zdołałaby zaludnić ziemi,
zdarza się przecież rzadko.
Niech ludzie nie znający miłości szczęśliwej
twierdzą, że nigdy nie ma miłości szczęśliwej.
Z tą wiarą lżej im będzie i żyć, i umierać.
Wisława Szymborska, Miłość szczęśliwa
Antonio Canova, La favola di Amore e Psiche
August Rodin, Le Baiser
Tamara de Lempicki, Le Baiser
Miłość prawdziwa
2.
MKOl nie angażuje się w politykę. Ale sprzedaje nazistowskie koszulki
olimpijskie.
https://www.repubblica.it/sport/dossier/oltre-cortina/2026/02/15/news/maglie_hitler_vendita_olimpiadi_germania_nazismo-425160795/
Relacje między Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim a polityką , delikatnie
mówiąc, zawsze były skomplikowane. Teoretycznie nie powinno ich w ogóle być;
Karta Olimpijska, która jest trochę jak Konstytucja Republiki Igrzysk, jasno to
stwierdza. To złota zasada olimpizmu: co cztery lata, dla krótkiej przerwy,
walczymy ze sobą, nie zabijając się nawzajem. Przerwa.
Decyzja o nieingerowaniu w spory między narodami zmusza jednak do dokonywania
wyborów. A tym samym do angażowania się w politykę, niezależnie od tego, czy
się to komuś podoba, czy nie. Widzieliśmy to ostatnio w przypadku Władysława
Heraskewycza, ukraińskiego skeletonisty, który wolał zostać zdyskwalifikowany
niż zrezygnować z noszenia kasku z odciśniętymi twarzami swoich rodaków
poległych w wojnie z Rosją. Te wizerunki, jak sugeruje paragraf 50.2 Karty – i
potwierdza to MKOl – są niezgodne z zakazem przekształcania Igrzysk w arenę
wieców politycznych. …
A jednak… Wyobraźmy sobie tę scenę: na ulicach Cortiny niektórzy pasjonaci
decydują się pokazać swoją sportową pasję, nosząc pamiątkowe koszulki dostępne
w sprzedaży na oficjalnej stronie MKOl: koszulki na każdy gust, z nadrukowanymi
plakatami z poprzednich i ostatnich edycji.
W tym plakat zaprojektowany przez Franza Würbela na igrzyska olimpijskie w
Berlinie w 1936 r., najbardziej niesławną edycję nowożytnych igrzysk
olimpijskich, z Adolfem Hitlerem w roli wspaniałomyślnego gospodarza
(wspaniałomyślnego do czasu, gdy nadszedł czas, by uścisnąć dłoń Jesse
Owensowi, czarnoskóremu zdobywcy czterech złotych medali, kiedy Führer nagle
stwierdził, że ma inne zobowiązania).
Jasne, to tylko koszulka. Ale czy naprawdę konieczne było umieszczenie jej w
katalogu? To nie jest oryginalny, antyk. To produkt współczesnej fabryki, która
produkuje wszystko, co klient zamówi.
Gdybyś naprawdę chciał upamiętnić Berlin '36, zamiast drukować oficjalny plakat
— tak męski, z sylwetką sportowca przed Bramą Brandenburską zwieńczoną
uskrzydlonym pruskim orłem — może mógłbyś użyć (pięknego) zdjęcia Jessego
Owensa i Lutza Longa, blond bohatera, na którego Rzesza liczyła w kwestii
zwycięstwa w skoku w dal, rozmawiających przyjaźnie, niemal sklejonych ze sobą,
na trawniku stadionu. To obraz, który przeszedł do historii, ikona olimpijska,
jeśli taka istnieje, znak, że na Igrzyskach wszystko jest możliwe, nawet dla
dwóch sportowców skazanych na nienawiść, by zawiązać skandaliczną przyjaźń.
Taka, która prawdopodobnie trwałaby całe życie, gdyby biedny Long, powołany do
wojska przez Wehrmacht, nie zginął na froncie w '43.
Ale nie. MKOl uznał, że nazistowska ikonografia jest lepsza.
3.
Kardynałowie, dziennikarze i księża: ultrakonserwatywna sieć spiskująca
przeciwko Bergoglio
https://www.repubblica.it/esteri/2026/02/15/news/epstein_file_libro-scandalo_rete_sovranista_vaticano_contro_bergoglio-425159664/?ref=RHLF-BG-P12-S1-T1-roq18
Na długo przed tym, jak Donald Trump wygrał swoją pierwszą kadencję i powołał
go do Białego Domu w 2014 roku, Steve Bannon przedstawił swój światopogląd –
„krwawy konflikt” niezbędny do zachowania judeochrześcijańskiego Zachodu,
mieszankę nieufności i podziwu dla „kleptokracji” Putina oraz jego sympatię do
prawicowych ruchów europejskich – w długiej rozmowie wideo z Watykanem. Okazją
była konferencja sponsorowana przez Instytut Dignitatis Humanae,
ultrakonserwatywny katolicki think tank z powiązaniami w Państwie Kościelnym,
która zapoczątkowała niemal obsesyjne skupienie się na Pałacu Apostolskim w
świecie Trumpa.
Ponieważ papieskie błogosławieństwo usankcjonowałoby projekt gwiaździstej
suwerenności, ale obecność na tronie Piotra, Franciszka wczoraj i Leona XIV
dziś stanowi nieuniknioną przeszkodę. I tak, przez lata, szyderstwa, krytyka i
groźby kierowane były pod adresem Rzymu przez Bannona i jego współpracowników,
a nawet powracały w zamęcie akt Epsteina.
Podczas pierwszej kadencji Trumpa Bannon mógł liczyć na trzech ludzi we
Włoszech. Był Thomas Williams, ówczesny korespondent Breitbart News w Rzymie,
amerykański portal informacyjny alt-prawicy, który posłużył Bannonowi za
trampolinę do polityki. Był też kardynał Raymond Leo Burke, lider kurialnej
opozycji wobec Franciszka, który później zerwał z Bannonem, gdy ten zaczął
rozważać wyprodukowanie, z pomocą Epsteina, filmu o „Sodomie”, książce śledczej
francuskiego pisarza Fryderyka Martela o powszechnym ukrytym homoseksualizmie w
Watykanie (Burke pojawił się w książce). Sam Martel niedawno wyjaśnił w
wywiadzie dla Religion News Service, że nigdy nie przyjął propozycji Bannona i
nie miał kontaktu z Epsteinem.
Wreszcie, w Rzymie, był Benjamin Harnwell, który jako szef Instytutu Dignitatis
Humanae przewodził próbie Bannona, mającej na celu przejęcie klasztoru Kartuzów
Trisulti w Ciociarii i przekształcenie go w szkołę dla suwerenistów. Sprawa
ciągnie się do dziś, ponieważ Ministerstwo Dziedzictwa Kulturowego najpierw
przyznało Harnwellowi klasztor, a następnie go cofnęło za rzekome fałszywe
oświadczenia. Człowiek Bannona został jednak uniewinniony z tych zarzutów i
powrócił do ofensywy, wnosząc apelację do Regionalnego Sądu Administracyjnego w
Lacjum.
Steve Bannon z pewnością obrał sobie za cel papieża Franciszka, jego apele o
migrantów i otwartość na islam i Chiny. To właśnie w tamtych latach – jak
donosi strona internetowa source-material.org – doradzał Matteo Salviniemu, aby
„zaatakował” Franciszka, co było pewną drogą do wygrania wyborów. Co więcej, w
tych samych latach, odzwierciedlając silne napięcie między Stanami
Zjednoczonymi a Watykanem, były nuncjusz apostolski w Stanach Zjednoczonych,
prałat Carlo Maria Viganò, oskarżył Bergoglio o tuszowanie doniesień o
wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez kardynała Theodore’a McCarricka.
Oskarżenia te zostały później obalone w szczegółowym raporcie opublikowanym
przez Watykan w 2020 roku.
Teraz, gdy Franciszka już nie ma, uwaga Bannona skierowana do Watykanu nie
zmalała. Podczas gdy inni członkowie galaktyki Trumpa, począwszy od J.D.
Vance'a i Marco Rubio, starają się nawiązać serdeczne stosunki z papieżem
urodzonym w Chicago, Bannon nazwał Leona XIV „papieżem antytrumpowskim”,
„najgorszym wyborem dla katolików z ruchu MAGA (Make America Great Again),
papieżem, którego „Bergoglio i jego klika pragnęli”.
Sam Prevost już dał do zrozumienia, że w tym roku, wbrew oczekiwaniom, nie
odwiedzi Stanów Zjednoczonych.
4.
Były ukraiński minister aresztowany podczas opuszczania kraju
https://www.repubblica.it/esteri/2026/02/15/diretta/guerra_ucraina_russia_news_oggi-425159914/?ref=RHLM-BG-P3-S1-T1-fdg5
Były ukraiński minister energetyki Herman Gałuszenko został aresztowany na
podstawie nakazu wydanego przez Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) i
Prokuraturę Antykorupcyjną (SAPO) podczas próby przekroczenia granicy pociągiem
w nocy z 14 na 15 lutego. Ukraińska Prawda informuje o tym, powołując się na
poinformowane źródło. Według doniesień, straż graniczna otrzymała od NABU i
SAPO wniosek o udostępnienie informacji w sprawie Gałuszenko, w przypadku,
gdyby próbował on przekroczyć granicę. Jest to procedura stosowana w przypadku
osób objętych postępowaniem karnym.
5.
„Szpiedzy i tajne fundusze: odkrycie mrocznej strony Księstwa Monako”
https://www.repubblica.it/esteri/2026/02/15/news/claude_palmero_spie_e_fondi_segreti_svelo_il_lato_oscurodel_principato_di_monaco-425159754/?ref=RHLM-BG-P5-S1-T1-fdg12
Claude Palmero był powiernikiem kont rodziny Grimaldi i majątku Korony przez
ponad dwadzieścia lat , najpierw za Rainiera III, a następnie Alberta II.
Zwolniony w 2023 roku, człowiek, który wstrząsnął Księstwem Monako, znajduje
się w centrum długiej batalii prawnej i opublikował książkę „Monaco Interdit”
(wydawnictwo Nouveau Monde), w której opisuje od wewnątrz relacje władzy
rządzące Monte Carlo, od oligarchii nieruchomości po wykorzystanie „funduszy
specjalnych”. „Nie chcę zemsty, ale dążenia do transformacji w kierunku
nowoczesnego państwa” – powiedział 69-letni Palmero przez telefon, wspominając,
że wierzył, iż książę Albert był katalizatorem odnowy, której Monte Carlo
potrzebowało.
Kiedy zmienił zdanie?
- Koronacja Alberta w 2005 roku wzbudziła wiele nadziei, nie tylko we mnie.
Zacząłem rozumieć, że tak naprawdę nie chciał być księciem reformatorem w
latach 2012-2013, kiedy to rozpoczęły się dyskusje o rozszerzeniu Księstwa na
obszar morski. Albert unikał konfliktów z oligarchią nieruchomości, aby uniknąć
problemów i móc nadal poświęcać się temu, co naprawdę kocha: sportowi, imprezom
i kobietom.
W książce wskazuje pan Patrice’a Pastora jako centrum władzy na rynku
nieruchomości w Monte Carlo.
- Księstwo Monako to zamożne mikropaństwo o zrównoważonym budżecie, ale
znacznie mniej zamożne i wpływowe niż deweloperzy, zwłaszcza Patrice Pastor.
Zaproponowałem księciu środki mające na celu zmianę równowagi sił na korzyść
państwa, na przykład poprzez utworzenie publicznej spółki deweloperskiej, która
eksploatowałaby aktywa gruntowe. Od tamtej pory popadałem w niełaskę, aż do
mojego odsunięcia.
Jakie inne misje powierzył panu książę Albert?
- Zarządzałem specjalnymi funduszami, z których książę mógł korzystać do
woli. Wspomniałem o sprawie 90 000 euro zapłaconych za kupno kompromitujących
zdjęć. Jeszcze wcześniej, w 2003 roku, kiedy z jego związku z Nicolą Coste
narodził się jego nieślubny syn Alexandre, moją misją było dopilnowanie, aby ta
wiadomość pozostała tajna. Innym razem książę poprosił mnie o znalezienie
bardzo dyskretnego mieszkania. Znalazłem je i, aby zapewnić jeszcze większą
poufność, wynająłem je na swoje nazwisko.
Dlaczego ujawnił pan w swojej książce wszystkie te prywatne szczegóły
dotyczące rodziny Grimaldi? Wielu mówi, że kieruje panem wyłącznie zemsta.
- Nie chcę zemsty, tylko wywołać szok wśród Monakijczyków. Czas porzucić
kulturę nieprzejrzystości i kłamstw i stworzyć prawdziwie nowoczesne państwo z
niezależnym sądem i prasą. Mimo to nie ujawniłem nawet jednej czwartej tego, co
wiem. Ograniczyłem się do obrony, gdy oskarżono mnie o wykorzystanie
specjalnych funduszy lub wynajęcie kawalerki na moje nazwisko”.
W książce poświęca pan rozdział Charlene, którą opisujesz jako „smutną
księżniczkę”. Czy spędził pan z nią dużo czasu?
- Nie, niewiele. Zawsze prowadziła bardzo zamknięty w sobie tryb życia. Zająłem
się kontraktem małżeńskim i mogę zdementować plotki o możliwej próbie ucieczki
na krótko przed ślubem. Gdyby Charlène chciała odlecieć helikopterem lub
samolotem, zatrzymaliby ją na pasie startowym w Nicei i zmusili do ponownego
zamążpójścia. Ostatnio, na szczęście, wydaje się bardziej zrelaksowana i
spokojna.
Jeśli chodzi o Karolinę Monako, mówi on o rywalizacji z jej bratem i
systemie wpływów wśród dzieci Casiraghi.
- Karolina jest inteligentna, charyzmatyczna i ambitna, a to połączenie
sprawiło, że nigdy nie zaakceptowała rządów brata. Uważa się za bardziej godną.
Wie też, że Ranieri poważnie rozważał mianowanie jej na miejsce Alberta. Z
tego, co dziś rozumiem, porzuciła własne ambicje i przeniosła je na dzieci.
Czym było „Monako Intelligence Service”?
- Wchodzimy tu w parodię. Książę chciał uzyskać wyłączne informacje o pewnych
osobach i stworzył Służbę Wywiadowczą Monako, powierzoną dziennikarzowi
brukowemu, Robertowi Eringerowi, który twierdził, że pracował dla CIA. Okazał
się podejrzaną postacią i nawet Książę w końcu to zrozumiał.
Księstwo oskarża pana o nadużycie władzy i zdradę relacji zaufania.
- Batalia prawna trwa. W ciągu ostatnich trzech lat pojawiło się wiele skarg i
śledztw, ale nie doszło do rozprawy. Jedyny akt oskarżenia został wydany 30
stycznia za paserstwo i naruszenie tajemnicy śledztwa. Podczas jednego z
przeszukań znaleziono w moim domu raporty, które przekazał mi książę. Obwiniają
mnie, bo Albert korzysta z immunitetu. To akt oskarżenia, który mnie nie rusza.
Czy nadal mieszka pan w Monte Carlo?
- Tak, oczywiście. Idę ulicą z podniesioną głową. Nie mam powodu, żeby stąd wyjeżdżać.
Dlaczego pana książka nie jest sprzedawana w Księstwie?
- Wygląda na to, że to kolejny przykład uciszania. Wiem, że Włosi rozumieją to
pojęcie. W Monte Carlo panuje milczenie, któremu sprawiedliwość jest
współwinna”.
©WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
6.
Patrick Wintour w Monachium
Propozycja dołączenia do nowej ery Trumpa spotyka się z rosnącym poczuciem
europejskiej stanowczości
W Monachium, pośród zaciekłych sporów na temat Ukrainy, dominowały rozmowy o
silniejszej, niezależnej Europie
https://www.theguardian.com/world/2026/feb/15/offer-to-join-trumps-new-era-is-met-with-growing-sense-of-european-steeliness
Jeśli brutalne przemówienie J.D. Vance'a na zeszłorocznej Monachijskiej
Konferencji Bezpieczeństwa, skierowane do splotu słonecznego Europy,
zapoczątkowało rozpad sojuszu transatlantyckiego, to tegoroczna konferencja,
która odbyła się w deszczową i zimną Bawarię, była miejscem rozpoczęcia debaty
na temat warunków ugody rozwodowej.
Marco Rubio, tegoroczny reprezentant Waszyngtonu, jest dyplomatą, więc
złagodził trumpowski ton, nawiązując do niemieckiego piwa, Beatlesów, Dantego i
Mayflower. Jego przemówienie było jednak surowym ostrzeżeniem, że jeśli Europa
chce kontynuować swoją drogę upadku cywilizacyjnego, tak jak widzi to obecna
administracja USA, Ameryka nie będzie tym zainteresowana i ma inne półkule, na
których może się skupić.
„Wczoraj się skończyło” – powiedział, a następnie wyjaśnił, co oznaczało
wczoraj. Masowe migracje zagrażające cywilizacyjnemu wymazaniu i ciągłości
kultury chrześcijańskiej, nieograniczony handel, ogromne państwa opiekuńcze,
słabe mechanizmy obronne, kulty klimatyczne, outsourcing suwerenności do
instytucji międzynarodowych, racjonalizacja zepsutego status quo przez ludzi
„skrępowanych poczuciem winy i wstydu”. W przeciwieństwie do Vance’a, nie
chwalił prawicowych europejskich partii populistycznych, ale mimo to utożsamiał
się z ich ideologią. Jego następnym przystankiem po Monachium był Budapeszt,
gdzie w kwietniu Viktor Orbán będzie musiał stoczyć walkę o utrzymanie władzy.
A jednak byli tacy, jak organizator konferencji, wybitny niemiecki dyplomata
Wolfgang Ischinger, który twierdził, że uspokoiła go warunkowa oferta
dołączenia do tej podróży w nową erę z Donaldem Trumpem. Jeśli Europejczycy
uspokoili się dzięki Rubio, to, jak zauważył Mark Leonard, dyrektor
Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych, było to „klasycznym przykładem
łagodnej bigoterii niskich oczekiwań”. Jedno ze stwierdzeń sekretarza stanu
USA, że jego kraj jest „dzieckiem Europy”, rozpłynęło się wraz z romantycznym
pojęciem transatlantyzmu.
Ale nie taki był dominujący nastrój w Europie na tej rozległej konferencji. W
duszę Europejczyków wstąpiła żelazna wola w sprawie Trumpa, podsycana przez
licznych Demokratów obecnych na konferencji. Istnieje gotowość, jeśli nie do
konfrontacji z nim, to przynajmniej do zakończenia zależności i wyciągnięcia
wniosków z impasu w sprawie Grenlandii.
Wielokrotnie pojawiały się głosy o silniejszym, niezależnym europejskim filarze
NATO, a podjął tę myśl nawet Keir Starmer w swoim przemówieniu, obiecując
większą integrację z Europą w dziedzinie obronności. Jego walentynkowe
przemówienie do Europy było niezwykłe z dwóch innych powodów. Ogłosił koniec
ery Brexitu i, w przeciwieństwie do Rubia, chwalił różnorodność społeczną i
Wielką Brytanię, w której „ludzie różniący się wyglądem mogą żyć razem w
pokoju”. Tyle w kwestii ryzyka wymazania cywilizacji przez Rubia.
Jednak kanclerz Niemiec Friedrich Merz, który w kwietniu ma udać się do Chin,
stwierdził, że era hegemonii USA dobiega końca, i to szybciej, niż wielu się
spodziewało, jeśli Stany Zjednoczone uwierzą, że mogą działać samodzielnie.
„Nie wierzymy w cła i protekcjonizm, ale w wolny handel. I popieramy
porozumienia klimatyczne i Światową Organizację Zdrowia, ponieważ jesteśmy
przekonani, że globalne wyzwania możemy rozwiązać tylko wspólnie” – powiedział.
Merz zasygnalizował, że Berlin już przygotowuje się na mniejszą obecność
Ameryki w Europie i że Niemcy mogą czasami odejść od USA. „My, Europejczycy,
podejmujemy środki ostrożności. Postępując w ten sposób, dochodzimy do innych
wniosków niż administracja w Waszyngtonie” – powiedział.
Spór o Ukrainę i pobłażliwość Trumpa wobec Władimira Putina wciąż bulwersuje
znaczną część Europy i leży u podstaw sporu między Trumpem a przywódcami
kontynentu. Najlepiej wyraziła to Amerykanka, Hillary Clinton: „Wysiłki Putina
i Trumpa, by czerpać zyski z nieszczęścia i śmierci narodu ukraińskiego, są
historycznym błędem i korupcją do entej potęgi… Zdradził Zachód. Zdradził
ludzkie wartości”.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, obecnie wiodący gracz na rynku
europejskich technologii obronnych, powiedział, że „wojna ujawnia formy zła,
których się nie spodziewaliśmy” i zapytał, dlaczego jego zdaniem to Ukraina, a
nie Rosja, została poproszona przez Trumpa o ustępstwa. Przyznał, że odczuwa
dotkliwie błąd nieobecności Europy przy stole negocjacyjnym.
Radosław Sikorski, polski minister spraw zagranicznych, wprowadził tę kwestię.
Stwierdził, że naturalne było, iż Stany Zjednoczone przejęły inicjatywę w
negocjacjach, skoro to one dostarczały większość pomocy wojskowej. „Ale teraz
to my płacimy za tę wojnę. Wydatki USA na wojnę w zeszłym roku były bliskie zera.
Kupujemy broń, która ma być dostarczona Ukrainie. Nie ma mowy o pakiecie w
Kongresie. Jeśli płacimy, a to wpływa na nasze bezpieczeństwo, a nie tylko na
bezpieczeństwo Ukrainy, to zasługujemy na miejsce przy stole negocjacyjnym”.
Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, ostro skrytykowała
Marka Rutte'a, sekretarza generalnego NATO za to, że nakazał Europie marzyć
dalej, jeśli uważa, że może obronić się bez USA.
Na pewnym poziomie Stany Zjednoczone i Europa stanowczo zgadzają się, że Europa
powinna wziąć na siebie większą odpowiedzialność za własną obronę
konwencjonalną. Elbridge Colby, zastępca sekretarza ds. wojny i teoretyk w
administracji Trumpa, powiedział: „Ludzie rozumieją, rok 2025 był rokiem
przeformułowania i reorientacji, a teraz mamy duże poparcie. Spójrzcie, co
Niemcy zrobiły, drastycznie zwiększając wydatki”.
Ale Stany Zjednoczone i Europa dopiero zaczynają debatować nad tym, co ta
bardziej niezależna Europa będzie mogła zrobić dzięki Stanom Zjednoczonym. Na
razie panuje interregnum.
Emmanuel Macron, prezydent Francji, w przemówieniu, które straciło nieco na
znaczeniu z powodu późnego terminu, przedstawił szersze konsekwencje
przekształcenia się Europy w swojego własnego obrońcę. Wraz z nowymi
obowiązkami pojawiły się nowe prawa, z których niektóre mogą się Trumpowi nie
spodobać.
Europa nie tylko zasługiwała na miejsce przy stole negocjacyjnym z Ukrainą,
ponieważ stanowiło to dla niej egzystencjalne wyzwanie, ale miała też prawo
rozmawiać z Putinem bezpośrednio, niezależnie od USA, powiedział Macron.
Idealnie byłoby, gdyby USA przestały wierzyć, że sprawiedliwe porozumienie jest
akceptowalne w krótkiej perspektywie.
W jakichkolwiek negocjacjach dotyczących ewentualnego zastąpienia zerwanych
porozumień o kontroli zbrojeń z Rosją, Europa nie mogła ponownie biernie
przyglądać się jednostronnemu wycofywaniu się Stanów Zjednoczonych z porozumień
takich jak traktat INF. Macron skarżył się, że dowiedział się o wycofaniu się
USA z traktatu o broni jądrowej średniego zasięgu z gazet, podobnie jak wszyscy
sojusznicy.
Macron argumentował, że aby być wiarygodnym w takich negocjacjach, Europa
potrzebuje lepszych, głębokich zdolności uderzeniowych, dorównujących Rosji.
Europejskie firmy zbrojeniowe nie powinny dać się zastraszyć i kupować
amerykański sprzęt wojskowy. „Będziemy wiarygodni tylko wtedy, gdy będziemy w
stanie pozyskać i wyprodukować to, czego potrzebujemy, bez żadnych
zagranicznych zobowiązań”.
Europa mogłaby zaostrzyć własne przepisy dotyczące technologii i sztucznej
inteligencji. Byłoby „szaleństwem”, gdyby wolność słowa oznaczała oddanie
„umysłu, mózgu i serca moich nastolatków algorytmowi ludzi, z którymi nie
jestem do końca pewien, czy podzielam wartości” – powiedział.
Przede wszystkim Macron, Merz i Starmer odnieśli się do głęboko drażliwych
dyskusji, które mają rozpocząć, dotyczących tego, jak Francja i Wielka Brytania
mogłyby udostępnić Europie swoje środki odstraszania nuklearnego, zmniejszając
w ten sposób potrzebę amerykańskiego parasola atomowego. To niezwykle kosztowne
i politycznie obciążone przedsięwzięcie.
Merz krótko, ale celowo nawiązał do wstępnych rozmów, które odbył z Macronem, i
w artykule dla Foreign Affairs wyraził nadzieję na podjęcie pierwszych
konkretnych kroków w tym roku. Macron również był entuzjastycznie nastawiony,
wskazując na współpracę z Wielką Brytanią.
Jeśli europejska suwerenność kiedykolwiek sięgnie tak daleko, USA poczują się
nieswojo. Ale to znak czasów, że jest to w centrum uwagi. Wczoraj naprawdę się
skończyło.
7.
Człowiek uczy się tak długo, jak żyje.
D. O. Lubi się uczyć więc będzie musiał skorzystać z tych dziesiątek rad i
połajanek, jakie pojawiają się w komentarzach pod rozmowami z cyklu „Allegro ma
non troppo”. Bo nauczycieli jest bardzo wielu i chcą wpoić D. O. wiedzę na
temat tego, jak powinno się robić wywiady i jak powinno się pisać artykuły.
8.
Niedziela, a więc galerie handlowe zamknięte, a co za tym idzie D.O. Musiał
wybrać się na spacer po trotoirach, zwanych w Polsce „trotuarami”.
Po południu w Warszawie wyszło nawet słoneczko więc D.O. patrząc przez okno,
uznał, że z pewnością będzie cieplej niż te poranne -5, kiedy to pękły mu od
mrozu wargi po raz pierwszy. Ten nieinstrumentalny pomiar temperatury przez
okno okazał się nieprecyzyjny, więc D.O. zmarzł. Co potwierdza słuszność
powiedzenia, cytowanego przez jedną z Czytelniczek ze Stanów Zjednoczonych, że,
cytuję „Nie ma złej pogody, są tylko niewłaściwe ubrania”.
D.O. był nieco niewłaściwie ubrany, ale chyba się na tym mroźnym wygwizdowie
nie dorobił jakieś żadnego choróbska.
Podczas spaceru zaszedł na kawę do niedawno otwartego lokalu pod nazwą „Gorąco
polecam”, czyli sieci chlebokawiarni, lansowanej przez piekarnię o tej samej
nazwie.
Lokal znajduje się w miejscu zamkniętej, zmęczonej i niezbyt chętnie
uczęszczanej kawiarni Costa Coffee, gdzie nie warto było wchodzić, bo chociaż
kawa była całkiem całkiem, to jednak obsługa, atmosfera i to, co można było
dostać do kawy, nie spełniało oczekiwań klienteli.
D.O. zamawia lurę, czyli ogromne americano na pojedynczym espresso, bo, z
przyczyn zdrowotnych musi dużo pić, kawa jest słusznie moczopędna, ale też
niesie ze sobą ryzyko podwyższenia ciśnienia, czyli ostatniej rzeczy, na jakiej
w obecnej sytuacji D.O. może zależeć. Lura, była lurą więc na temat jakości
kawy D.O. się nie wypowiada, bo tę można ocenić wyłącznie pijąc espresso. Ale
gęby nie wykrzywiała nawet w postaci lury więc niech tam będzie.
D.O. zasiadł na kanapie, ale po chwili okazało się, że ma, niestety, nad głową
głośnik, z którego płynął - proszę D.O. wierzyć - bardzo przykry dla uszu
autoalarm, czyli rodzaj hałasu muzykopodobnego, jakiego ponoć słuchają
nastolatki, ale tylko te z ciężkim uszkodzeniem umysłu. Przed ladą ‘Gorąco
polecam’ przewinął się podczas pobytu D.O. mały tłumek, w którym, jednakże nie
było młodzieży z upośledzeniem umysłowym, a za to było sporo ludzi w wieku
dojrzałym a niektórzy wyglądali nawet na inteligentów.
Czyli towarzystwo zza lady fatalnie dobrało repertuar do swojej klienteli a
zwłaszcza do D.O.
No, ale gustami D.O. nie muszą się ludzie za lady przejmować, ponieważ z powodu
tego produktu muzykopodobnego noga D.O. już tam więcej nie postanie.
Jednak nadal D.O. nie daje spokoju, kto decyduje o repertuarze? Jak podejrzewa,
repertuar jest dobierany odgórnie, przez bonzów z piekarni, wspólny dla
wszystkich lokali, których ostatnio otwiera się całkiem sporo w Warszawie. Jaką
analizę marketingową musiał zrobić człowiek odpowiedzialny za warstwę dźwiękową
lokali ‘Gorąco polecam’, by zdecydować, że wygenerowany na komputerze,
pozbawiony jakichkolwiek wartości estetycznych autoalarm, to właśnie ta muzyka,
przy jakiej klienci będą się dobrze czuli.
Na oko D.O. tenże specjalista od marketingu musi być zwyrodnialcem. Co zresztą
D.O. nie dziwi, ponieważ żyje wystarczająco długo, by mieć pewność, na
stanowiska menedżerskie dobierane są osoby z poważnymi zaburzeniami
psychicznymi, a za to bez żadnych widocznych talentów czy zdolności.
9.
Dzień dobry...
OdpowiedzUsuń