DRUGI OBIEG
Poniedziałek, 2 lutego 2026


1.
Jest coś nienormalnego i przerażającego w tym, że podczas spotkania z przyjaciółmi rozmowa prędzej czy później schodzi na przygotowania do wojny.
– Masz już plecak ewakuacyjny? Co do niego włożyłeś?
– Jeszcze nie mam, ale ciągle myślę, że trzeba wreszcie coś takiego przygotować.
– A wiesz, gdzie jest najbliższy schron? Ile czasu potrzebujesz, żeby do niego dobiec?
– W naszej okolicy jest tylko jeden, i to grubo ponad kilometr od domu. Ale pod blokiem mamy garaż podziemny — nie ma statusu schronu, ale to właśnie tam pobiegniemy, kiedy zacznie się bombardowanie.
To wszystko między zupą a drugim daniem, między drugim daniem a deserem. No i oczywiście trzeba porozmawiać o Trumpie — żadne spotkanie towarzyskie nie może się bez niego obyć.


2.
D.O. ponownie wyjaśnia, że jego ikonki pod komentarzami P.T. Czytelników oznaczają to co na nich widać, a nie to co jest w podpisie.
Oznaczają, że D.O. czule Czytelnika przytula, a nie że pozwala sobie na poufałość i do dojrzałych ludzi woła "trzymaj się"! Nie jest aż tak źle wychowany.
Co innego przytulanko. Tego każda żywa istota potrzebuje.
Można mruczeć.


3.
D.O.  Bardzo jest wdzięczny Czytelnikom, zwłaszcza Panu Seńkówowi, za dogłębne wyjaśnienie, jak to jest z tymi wronami i z tymi kaczkami. D.O. Uwielbia się uczyć nowych rzeczy, chociaż obawia się, że jego profesjonalne przyzwyczajenia mogą sprawić, że mu ta wiedza szybko z głowy wywietrzeje.
Bo kiedy przez lata prowadzi się codzienny program, trzeba każdego dnia przyswoić ogromną liczbę dat, faktów, nazwisk, całą ten kobylastą gadułę, a potem szybko wyczyścić sobie pamięć buforową na następną porcję wiadomości kolejnego dnia.


4.

Beee…
Chrum, chrum.
I po wiadomościach.
(Ilustracja z ‘Guardiana’)


5.
https://wiadomosci.onet.pl/swiat/rzecznik-kremla-odpowiada-na-slowa-karola-nawrockiego-panowala-nienawisc/n61el71?utm_source=livebar&utm_campaign=newsy_sg
— Rosja próbowała z Polską osiągnąć wspólne oceny, które dotyczyły przyczyn i historii II wojny światowej, ale w Warszawie panowała nienawiść do wszystkiego, co rosyjskie — powiedział w rozmowie z dziennikarzami Dmitrij Pieskow. To część propagandy Kremla, która relatywizuje pakt Ribbentrop–Mołotow i rolę ZSRR w II wojnie światowej oraz w rozbiorze Polski, ignorując ustalenia historyków.
We wtorek Karol Nawrocki wziął udział w obchodach 81. rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz. Prezydent przypomniał, że to sowieccy żołnierze wyzwolili ten obszar. Zwrócił jednak uwagę na szerszą rolę Związku Radzieckiego w II wojnie światowej.
— Natomiast poza murami obozu koncentracyjnego Auschwitz nie czekała na nich [więźniów] wolność, bo była to też twarz tych samych Sowietów, dzięki którym Adolf Hitler mógł w 1939 roku rozpocząć II wojnę światową i doprowadzić do tragedii Holokaustu. Bo to Hitler razem ze Stalinem rozpoczęli II wojnę światową — mówił podczas przemówienia Karol Nawrocki.

Dmitrij Pieskow uderza w Polskę. "Rusofobiczne nastroje"
Rzecznik Kremla odniósł do wypowiedzi prezydenta Polski Karola Nawrockiego na temat udziału ZSRR w wywołaniu II wojny światowej. — To, że członkowie polskiego kierownictwa mają własną interpretację historii, własną wizję historii, nie jest dla nas tajemnicą — mówił Dmitrij Pieskow.
Uznał również, że Rosja i Polska utworzyły w przeszłości wspólną grupę zajmującą się zagadnieniami historycznymi, w tym. m.in. zbrodnią katyńską. — W tamtym czasie rzeczywiście próbowano w jakiś sposób sprowadzić nasze rozumienie historii do wspólnego mianownika. To nie zadziałało. Wśród członków polskiego kierownictwa panowała nienawiść do wszystkiego, co rosyjskie. I do dziś te rusofobiczne nastroje dominują — skwitował Dmitrij Pieskow.


6.
Kevin Warsh, nowy prezes Rezerwy Federalnej, amerykańskiego banku centralnego [którego ostatnio wychwalał prof. Leszek Balcerowicz], znalazł się wśród gości na przyjęciu na Karaibach, wydanym przez skazanego pedofila i finansistę Jeffreya Epsteina, który zmarł w więzieniu w 2019 roku. Informacje te zawarte są w ponad trzech milionach dokumentów opublikowanych w piątek przez Departament Sprawiedliwości.
W emailu z listą gości, zatytułowanym „Boże Narodzenie w Saint-Barth 2010”, Warsh jest wymieniony na stronie czwartej, wraz z notatką: „Dom w pobliżu Isle-de-France”. Saint-Barth to wyspa położona pięćdziesiąt minut lotu samolotem od Little St. James, należącej do Epsteina i oznaczonej przez śledczych jako „wyspa pedofilów”. Nie ma dowodów na to, że Warsh był obecny na przyjęciu, ale zbieg okoliczności – zaledwie kilka godzin przed upublicznieniem akt, Warsh został ogłoszony przez Trumpa nowym szefem Rezerwy Federalnej – rzucił cień nie tylko na przeszłość, ale i na przyszłość Stanów Zjednoczonych.
Jaki wpływ mogłyby mieć jakiekolwiek nowe rewelacje? Niektórzy podejrzewają, że prezydent Donald Trump mógłby wykorzystać akta będące w posiadaniu jego administracji, wciąż objęte klauzulą tajności, do narzucenia swojego stanowiska przyszłemu szefowi Rezerwy Federalnej.
Przeszłość Warsha, podobnie jak każdego kandydata, została zbadana przez FBI, które już wiedziało o jego obecności w aktach, ale nic się nie zmieniło. A wciąż są trzy miliony dokumentów, które być może nigdy nie ujrzą światła dziennego. Oficjalnie mają one „chronić ofiary”, ale wielu jest przekonanych, że służą ochronie ważnych nazwisk.
„Kogo chroni?” zapytała Danielle Bensky, jedna z ofiar. „Mamy obecnie bardzo niewielkie zaufanie do departamentu sprawiedliwości” – dodała.
Demokraci zwrócili się o dostęp do wszystkich akt, w tym tajnych i oczekują na przesłuchanie prokurator generalnej Pam Bondi, które ma się odbyć w Izbie Reprezentantów 11 lutego.
Tymczasem pojawiają się nowe szczegóły dotyczące Trumpa. Według „The Mirror”, w 2017, podczas jego pierwszej kadencji prezydenckiej, roku Epstein skrytykował Trumpa w wymianie e-maili z byłym sekretarzem skarbu Larrym Summersem. „Świat nie rozumie, jak głupi jest Trump” – napisał Epstein.
Trump i Summers dyskutowali o tym, czy Rosja pomogła potentatowi wygrać wybory. „Jak bardzo winny jest Donald?” – zapytał Summers, po czym przyznał, że możliwość ta była „prawdopodobna, ale niepewna”.
Trump zawsze zaprzeczał zaangażowaniu Moskwy. Te zarzuty uzupełniają zeznania ofiary, która wskazała Trumpa jako organizatora „aukcji seksualnych” z udziałem trzynastoletnich dziewcząt w kurorcie Mar-a-Lago.

Odpowiedź Trumpa
Wczoraj wieczorem Trump po raz pierwszy skomentował najnowsze ujawnienie dokumentów Jeffreya Epsteina, rozmawiając z reporterami na pokładzie Air Force One w trakcie lotu na Florydę. Prezydent USA twierdził, że dokumenty oczyszczają go z zarzutów dotyczących powiązań z finansistą pedofilem. „Sam ich nie widziałem, ale kilka bardzo ważnych osób powiedziało mi, że nie tylko mnie oczyszczają, ale wręcz są przeciwieństwem tego, czego oczekiwali ludzie, no wiesz, radykalna lewica” – powiedział według Sky News UK.
W dokumentach wymieniono również nazwiska jego sekretarza handlu, Howarda Lutnicka, stratega Steve'a Bannona, Elona Muska, największego sponsora finansowego potentata, oraz Sergeya Brina, współzałożyciela Google'a i kolejnego hojnego darczyńcy prezydenta. Musk, który w emailu prosił Epsteina o zaproszenie na jego wyspę i organizację „najbardziej szalonej imprezy”, stwierdził, że jego słowa „zostały źle zrozumiane”.
Wspólniczka Epsteina, Ghislaine Maxwell, wyraźnie stwierdziła jednak, że napisała na adres email powiązany z byłym prezydentem Billem Clintonem, komplementując go słowami: „Jesteś prawdziwym przystojniakiem” i „Jesteś bardzo utalentowany”.


7.
W Waszyngtonie kamienne pomniki opowiadają historię Ameryki. Naukowcy uważają je za frazy wyryte w marmurze, które mają przypominać Amerykanom, kim są.
Biały Dom, mierzący ponad 18 metrów wysokości, jest symbolem władzy cywilnej. Pomnik Lincolna, mierzący około 30 metrów wysokości, symbolizuje poświęcenie, rozłam i odbudowę kraju. Pomiędzy tymi dwoma biegunami, symbolizującymi rządy i odkupienie, znajduje się jeden z najbardziej symbolicznych korytarzy Ameryki, łączący Pomnik Lincolna z Arlington.
I właśnie tam prezydent USA Donald Trump wyobraża sobie budowę łuku o wysokości 75 metrów, niczym 25-piętrowy wieżowiec. Wyższego niż pomnik Lincolna, Biały Dom i Łuk Triumfalny w Paryżu, którym Trump się inspiruje. Magnat chce umieścić taki wykrzyknik w marmurze, aby uczcić swoje ego. Pomysł ten, jak twierdzą ludzie, którzy słyszeli prezydenta, przemawia do niego ze względu na jego wielkość: 75 metrów na 250. rocznicę Stanów Zjednoczonych, którą obchodzimy w tym roku.

„Nie” od urbanistów
Ale jakie zwycięstwo? To jedno z pytań, które nurtuje historyków i urbanistów, zwłaszcza że Waszyngton to monumentalne miasto, zbudowane z niemal teologiczną ostrożnością wobec władzy. Jego najwspanialsze pomniki, takie jak Wietnamski Pomnik Weteranów i sam Pomnik Lincolna, z szacunkiem mówią o ludzkim koszcie amerykańskiej historii. Jest powód, dla którego Waszyngton jest jedną ze stolic bez łuków triumfalnych. Łuk triumfalny Trumpa, górujący nad Potomakiem, nie wpisywałby się w otoczenie; przysłaniałby je, zamykając linię, która idealnie łączy dwa pomniki, Arlington i Lincolna. Niektórzy urbaniści obawiają się właśnie tego: nie tylko wpływu wizualnego, ale i symbolicznego. Arlington House, górujący na wzgórzu nad cmentarzem, stałby się miniaturą. Most między Północą a Południem, pomyślany po wojnie secesyjnej jako gest pojednania, zostałby obramowany znakiem o zupełnie innej retoryce.
„Nie sądzę, żeby tak duży łuk tam pasował” – skomentował Catesby Leigh, krytyk sztuki, który wpadł na pomysł skromniejszego i tymczasowego łuku o wysokości około 18 metrów, w eseju dla „Washington Post” z 2024 roku.
Pomysł ten jego sojusznicy wnieśli do Białego Domu. Jednak jego rozmiary nie przykuły uwagi. Magnat chce, żeby był stały i gigantyczny, jak Sala Balowa, która zastąpi historyczne Skrzydło Zachodnie Białego Domu.
„Ludzie znają Łuk Triumfalny w Paryżu. I myślę, że go przewyższymy, i to zdecydowanie” – powiedział prezydent podczas przyjęcia bożonarodzeniowego w Białym Domu. „Jesteśmy najwspanialszym i najpotężniejszym narodem. Chciałbym, żeby był najwspanialszy ze wszystkich” – dodał wczoraj, zwracając się do reporterów na pokładzie Air Force One.
Łuk Paryski – jeden z największych na świecie – mierzy około 50 metrów. W grudniu Trump powiedział również portalowi Politico, że ma nadzieję rozpocząć budowę pomnika w ciągu dwóch miesięcy, co wydaje się mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że urzędnicy Białego Domu nie opublikowali jeszcze ostatecznych planów ani nie przedłożyli ich federalnym komisjom kontrolnym. Memorial Circle, teren, na którym prezydent ma oko, jest kontrolowany przez Służbę Parków Narodowych.
Łuk stanie się „jednym z najbardziej charakterystycznych punktów nie tylko w Waszyngtonie, ale na całym świecie” – powiedział rzecznik Davis Ingle w wywiadzie dla „Washington Post”. „Śmiała wizja prezydenta Trumpa zakorzeni się w tkance Ameryki i będzie odczuwalna przez pokolenia” – dodał.
23 stycznia potentat opublikował na portalu społecznościowym Truth, bez komentarza, zdjęcia przedstawiające trzy wersje dużego łuku triumfalnego, w tym jedną ze złotymi zdobieniami, znakiem rozpoznawczym Trumpa. Prezydent, jak twierdzi jego otoczenie, rozważał nawet umieszczenie na szczycie łuku dużej Statuy Wolności. I nie żartował.


8.
Philippe Bernard. felietonista „Le Monde”
 „Aby uniknąć Trumpizacji Francji, musimy starać się unikać pułapek, w które wpadli amerykańscy postępowcy”.
Jak wyjaśnia w swojej kolumnie Philippe Bernard, felietonista „Le Monde”, mobilizacja przeciwko demagogom, którzy wykorzystują ksenofobię, aby zdemontować demokrację we Francji, wydaje się tym bardziej skomplikowana, że mają oni w osobie Donalda Trumpa niezwykle potężnego sojusznika.
https://www.lemonde.fr/idees/article/2026/02/01/pour-eviter-la-trumpisation-de-la-france-il-faut-tenter-d-eviter-les-pieges-dans-lesquels-sont-tombes-les-progressistes-americains_6664954_3232.html
„Ratunku! Prawica wraca!” W 1985 roku rządząca wówczas Partia Socjalistyczna okleiła Francję ogromnymi zdjęciami przerażonych ludzi krzyczących to hasło. Destrukcyjna, ponieważ termin ten nie był jeszcze używany, kampania ta stanowiła punkt zwrotny w historii reklamy politycznej. Nie przeszkodziła jednak prawicy w „powrocie” w wyborach parlamentarnych w 1986 roku.
Te wybory, wspierane przez system reprezentacji proporcjonalnej promowany przez François Mitterranda, pozwoliły nawet Jean-Marie Le Penowi powrócić do Zgromadzenia Narodowego wraz z 34 innymi skrajnie prawicowymi posłami.
Czterdzieści lat później wydaje się, że podobna panika ogarnęła wiele kręgów intelektualnych i medialnych. „Ratunku! Skrajna prawica nadchodzi!” – to sedno tego, co się wszędzie mówi, jakby dojście Zjednoczenia Narodowego (RN) do władzy w 2027 roku było przesądzone. Jakby krzyk wilka wystarczył, by zmusić je do ucieczki.
Skuteczna mobilizacja przeciwko demagogom, którzy wykorzystują ksenofobię do demontażu demokracji we Francji, wydaje się tym bardziej kluczowa i skomplikowana, że mają oni potężnego sojusznika w osobie Donalda Trumpa. Konieczne jest, aby to zrobić, nie ulegając panice i nie krzycząc „Pomocy!”. Rosnący wpływ osoby zasiadającej w Białym Domu na geopolitykę, a zwłaszcza jego wyraźny cel, jakim jest ułatwienie dojścia do władzy skrajnej prawicy, zwłaszcza we Francji, w celu przyspieszenia implozji Unii Europejskiej stwarza właśnie te nowe możliwości ataku. …


9.
2 lata temu
Prawie dziewięćdziesiąt lat po kradzieży przez faszystowski reżim Benito Mussoliniego rząd włoski oficjalnie zwrócił Etiopii pierwszy wyprodukowany w tym kraju samolot.
Oficjalnego przekazania samolotu, nazwanego Tsehay na cześć księżniczki, córki cesarza Haile Selassie, dokonał we wtorek premier Etiopii Abiy Ahmed.
Zbudowany w 1935 roku za panowania Selassie, samolot był wspólnym wysiłkiem niemieckiego pilota Ludwiga Webera i etiopskich inżynierów. W grudniu 1935 roku Weber odbył swój dziewiczy lot, pokonując odległość około 50 km od Addis Abeby. Lot trwał około siedmiu minut.
Według historyków samolot został zarekwirowany i przewieziony do Włoch po zajęciu przez Mussoliniego Etiopii w 1935 roku. W następnym roku Addis Abeba padła w ręce faszystów.
Minister obrony Guido Crosetto powiedział: „Ten zwrot stanowi bardzo mocny sygnał, że w następstwie szczytu Włochy-Afryka, Włochy chcą podkreślić silną więź między naszymi obydwoma krajami i chcą podkreślić wartość dialogu i znaczenia współpracy międzynarodowej”.

No i o tu chodzi?
Pani Meloni i jej faszyści postanowili wcielić w życie tzw. „plan Mattei”, zainspirowany przez Enrico Matteiego, założyciela koncernu naftowego ENI, który w latach pięćdziesiątych XX w. miał nalegać, aby Włochy wspierały kraje afrykańskie w rozwijaniu ich zasobów naturalnych i poprawie ich gospodarek.
W rzeczywistości Mattei chciał zawładnąć znajdującymi się w Afryce złożami ropy naftowej i był gotów oferować za koncesje całkiem spore naręcza paciorków.
Tym razem faszystom od pani Meloni chodzi o uzależnienie od Rzymu co słabszych rządów afrykańskich i zmuszenie ich do powstrzymania napływu imigrantów do Europy, głównie via Włochy.
Jak Meloni postanowiła, tak się stało.
Przywódcy i przedstawiciele 45 krajów afrykańskich, w tym prezydenci Tunezji, Senegalu, Kenii, Republiki Konga, Zimbabwe i Somalii, przybyli w ub. poniedziałek do Rzymu, aby dać się skusić syrenim śpiewem pana premiera Giorgii Meloni.

Sukces!
I to kolejny, po tym, jak albański trybunał Konstytucyjny wyraził zgodę na budowę na terenie kraju włoskich obozów dla imigrantów. Kto „nielegalnie” przekroczy włoską granicę, np. w poszukiwaniu azylu, zostanie ciupasem odstawiony do Albanii, do obozów „przejściowych”, jak dziś ładnie nazywa się obozy koncentracyjne dla migrantów.
A propos: rząd Donalda Tuska jeszcze nie zlikwidował polskich obozów koncentracyjnych dla uchodźców.


10.
5 lat temu
Kiedy 18 czerwca 2019 r. pisałem o nim wspomnienie
(https://www.facebook.com/jacek.palasinski/posts/10219742374088803 ), wisiała nade mną jak wyrzut sumienia nieprzeczytana jego książka.
Żona przeczytała ją z wypiekami i prawie jednym tchem, mimo jej ponad 500 stron. Dawno nie mówiła o żadnej ze swoich lektur z takim entuzjazmem. I chociaż mam do niej zaufanie, to musiało minąć jeszcze półtora roku, zanim się do niej zabrałem.
I mogę tylko powiedzieć: fe-no-me-nal-na! To się czyta, jak największe w historii literatury powieści. Od pierwszej strony.
Jeśli jest tu z nami jakiś wydawca, to niniejszym deklaruję, że, choć nie lubię tłumaczyć, to tę książkę przetłumaczę z rozkoszą, a w tłumaczeniach to jednak mało kto mi podskoczy.
Tytuł tej książki to po prostu: "Zeffirelli autobiografia".
Tak na dzisiaj dwa zdania, z tej książki. Autor niezwykłym (naprawdę niezwykłym) zrządzeniem losu uniknął rozstrzelania jako partyzant, a potem, jako tłumacz wybitnego dziennikarza amerykańskiego dojechał na Piazzale Loreto w Mediolanie, gdzie, powieszone za stopy, wisiały ciała Mussoliniego, jego kochanki i grupy hierarchów faszystowskich.
(https://www.facebook.com/Pa%C5%82asi%C5%84ski-Jacek-104225584570232 ).
„To, co zobaczyłem tego dnia, pozostanie, póki żyć będę, wyrzeźbione w mojej pamięci. Widok, poprzez oślepiającą chmurę pyłu, Mussoliniego, powieszonego za stopy przywiodło mi na myśl lata, w których zdominował nasze życia jak władca absolutny, kiedy pozdrawiał deliryczne tłumy, nadęty, silny: wizerunek niezniszczalnego zwycięzcy. Pomyślałem, do jakiej mizerii przywiódł nas ten przeciętniak, pijany sobą i swoimi szalonymi iluzjami” ...


11.
6 lat temu
„Proszę pana, sorry, sir” – podąża za mną Floriańską młody człowiek z kartkami w ręku – „mamy tu kabaret, we have a cabaret here, beautiful girls” – i usiłuje mi wcisnąć ulotkę w rękę. Ale widzi moją twarz i chyba nachodzi go zwątpienie, a kiedy mówię „i co ja miałbym z tymi girlsami robić”?, odwraca się na pięcie i odchodzi. Samotny pan, wieczór, miasto w trybie „zabawa” … Co za rozczarowanie, że taki stary i girlsy go nie ciągną!
A środkiem zatłoczonych Sukiennic podąża tatuś, po jednym brzdącu w każdym ręku, zaś trzeci, na oko ośmioletni, energicznie wymachuje wielkim plastikowym mieczem (ile to cholerstwo będzie się rozkładało na wysypisku!?). Ma bardzo srogą minę niezwyciężonego rycerza, aż do czasu, aż kogoś wreszcie tym mieczem walnął, ten ktoś się odwrócił i powiedział: „uważaj z tym mieczem, bo jak ci dam pstryczka w noc, to się nogami nakryjesz”.
Cóż za świetna alegoria Polski lat 30. ubiegłego stulecia i obecnej!
„Bo tu jest Kraków” – odpowiada Przyjaciółka na moje kwękanie.
A zakwękałem, bo po sukcesie arttherapy w ubiegły weekend, przez kilka dni smakowałem, jak to będzie cudnie znowu odwiedzić Podkowińskiego, Pankiewicza, Ślewińskiego, Malczewskiego, Boznańską i Mehoffera, od tak dawna nie widzianych. W piątek wszedłem na stronę Muzeum Narodowego w Krakowie, zobaczyłem, jakie są kolekcje stałe, a jakie tymczasowe i w sobotę raniutko ruszyłem. To była podróż w jeden z najniezwyklejszych dni w moim życiu: 1 lutego, świeciło słońce i było 14 stopni i to nie był Rzym, tylko Małopolska.
Przejechałem 300 kilometrów, wjechałem do podziemnego parkingu przed MNK (6 zł /h), wlazłem po stopniach to gmachu, który 80 lat temu służył żołnierzom Wermachtu za kasyno i zobaczyłem. Zobaczyłem napis: „Wystawa sztuki polskiej zamknięta”.
Normalnie by mi gula wyrosła, ale w końcu to miała być terapia, więc postanowiłem nie psuć sobie humoru.
Najciekawsze wydało mi się kalendarium z życia Stanisława Wyspiańskiego. Jestem teatrologiem z wykształcenia, więc to i owo mi profesorowie o Wyspiańskim wpoili, ale dopiero dziś, w całej jaskrawości dotarło do mnie, że ten niezwykły artysta miał krzyż pański z Krakowianami. Ileż trudności, przykrości go z ich strony spotkało, ile razy zaglądała mu do oczu skrajna nędza, pożyczki, podania o stypendia… Nawet w ciągu ostatnich trzech lat życia, kiedy już coś przebąkiwano o nim, jako o „czwartym wieszczu” dyrektor Józef Kotarbiński odmówił mu wystawienia kolejnego dramatu, a Akademia Sztuk Pięknych pisała na niego skargi, że z powodu choroby nie prowadzi wykładów…
Ale… Ile to by było na dzisiejsze? Dostał dwa stypendia od Matejki, pozwoliły mu przeżyć najpierw kilka miesięcy, potem półtora roku w Paryżu… Dziś potrzeba by było na to jakieś 150 tysięcy złotych. Nagroda im. Probusa Barczewskiego, plus pożyczka od kasy oszczędnościowej pozwalają mu na rok przed śmiercią kupić gospodarstwo pod Krakowem. Dziś co najmniej 300 tysięcy. Ha! Kiedyś to bywały stypendia i nagrody, nie dziwią ciągoty Krakowian do Franza Josepha!
I jeszcze: trzy ściany podstawowych wydarzeń z życia artysty, wiele szczegółów, poza jednym: na co zmarł. To w końcu Kraków, takich rzeczy się nie mówi, a już na pewno nie pisze!
Jednak w pięknym, wielkim katalogu z tej wystawy, na którą najważniejsze eksponaty przyjechały ze Lwowa, słowo „kiła” jednak pada.
Przyjaciele teatrolodzy, drodzy historycy sztuki, drodzy badacze – amatorzy: nigdzie nie udało mi się znaleźć informacji, od kogo on tę chorobę złapał? Czy on sam wiedział, która go zaraziła, czy było ich tyle, że nie mógł odgadnąć? Czy to mogła być jego przez jakiś czas ulubiona modelka Nini, o której dalszych losach ja nic nie wiem? Proszę, oświećcie mnie!
A arttherapy? Dziękuję, wszystko w porządku! Poszedłem odkuć sobie rozczarowanie z MNK do XX. Czartoryskich, świeżo (koniec grudnia) otwarte po gruntownej przebudowie. Chapeau, muzeum od strony wystawienniczej na światowym poziomie, a zbiory… No cóż, to nie jest muzeum sztuki, tylko Muzeum Czartoryskich, więc jest, jakie jest. Poza cholerną kładką, zawieszoną w próżni (obowiązkowa, więc cierpiący na lęk wysokości muszą się czołgać), frajda, tak czy owak, jest wielka.

50 lat temu Żona zaszczepiła mi miłość do Pankiewicza i tak już zostało...


To fenomenalny Mojżesz Kisling (1891 Kraków - 1953 Sanary-sur-Mer), uczeń Pankiewicza, Galicja obfitowała w wielkie talenty.


Stefan Żechowski, Portret Emila Zegadłowicza


Marcello Bacciarelli, Portret Walentego Sobolewskiego.


Paul Delaroche, portret księcia Adama Jerzego Czartoryskiego.


Rembrancik całkiem, całkiem.


Jest i Ona.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga