DRUGI OBIEG
Sobota, 21 lutego 2026
1.
To był w sumie dobry tydzień dla D.O. Nie spadła nań żadna bomba, nikt go nie
pobił, a jeśli nie liczyć faktu, że przez cały tydzień nie zdołał dodzwonić się
do docenta, którego operował i którego prawdopodobnie będzie musiał operować
jeszcze raz — ale D.O. tego nie wie, dopóki mu docent nie powie — to były to
dni całkiem przyjemne.
Zwłaszcza wtorek, kiedy D.O. został wyściskany, wycałowany i po przyjacielsku
wyszydzony, jak to między chłopakami. Zgadniesz, czytelniku, gdzie mu się takie
przyjemności przytrafiły?
A na dodatek czwartek i piątek pokazały D.O. słoneczko, a jak pokazuje się
słoneczko, to od razu świat robi się lepszy. No, chyba że spadają bomby — wtedy
lepszy się nie robi. Chociaż D.O. nie wie, bo do tej pory żadne bomby na niego
nie spadły, a ofiary poprzednich bombardowań nie opowiedziały przed śmiercią,
czy jest przyjemnie być trafionym bombą w dzień pochmurny czy słoneczny.
I chociaż termometry nadal pokazywały temperaturę, która jest D.O. nienawistna,
to jednak wybrał się na spacer — i to nie po galerii handlowej, ale po
Łazienkach Królewskich. Chociaż nie, to kłamstwo, bo przed południem był w
galerii handlowej i, korzystając z konieczności zrobienia zakupów, przemierzył
ją wszerz między wszystkimi półkami. Sklep nienajwiększy, więc tylko niespełna
33000 kroków. To oznacza, że spacer po Łazienkach był już drugim spacerem.
Efektem tej kombinacji był pooperacyjny rekord kroków. Bardzo odległy od
przedoperacyjnego, ale już całkiem przyzwoity.
Łazienki Królewskie okazały się bardzo rozkrakane, co będzie widać na
załączonym obrazku — jeśli oczywiście pan blogger zechce zaakceptować i pokazać
Czytelnikom krótki filmik.
W tygodniu jedna z gazet zachęcała D.O. dużym tytułem: „20 najpiękniejszych
plaż w Europie”, ale po kliknięciu w dobry tytuł ukazał się niedobry artykuł, i
to bez atrakcyjnych fotografii. Więc D.O. musi poprzestać na zdjęciach z
Łazienek Królewskich, w których nie ma żadnej z najpiękniejszych plaż w Europie
— ba, nie ma tam po prostu żadnej plaży.
Tak, tak: D.O. też uważa, że nie ma pięknego krajobrazu, jeśli nie widać morza.
No ale Warszawa jest znacznie bardziej oddalona od morza niż Rzym, więc D.O.
czuje się usprawiedliwiony.
Ale tak Bogiem a prawdą, to może i przyrzymskie morze jest takie sobie. Na
plażach przeważnie leży czarny piasek, bo wulkaniczny. Na północ od Rzymu jest
całkiem płasko przez 100 km aż do Santa Marinella, a potem znów płasko aż do
samego Argentario. Na południe od Rzymu nie jest wiele lepiej — nie licząc
wzgórka Terraciny, pierwsze górki zaczynają się dopiero w cudownej Sperlongi,
tej, za którą tęsknił „Giuseppe w Warszawie”, czyli jakieś 100 km od Rzymu, a
potem ciągną się jeszcze około 50 km do Gaety, w której schronił się przed
garybaldczykami reakcyjny papież Pius IX, ale niestety potem ją opuścił.
W obie strony drogi są nudne: ta na północ jest naprawdę nudna, ta na południe
— nudna, ale trudna. I od Sperlongi do Gaety praktycznie nie da się jechać
drogami z widokiem na morze. Z Gaety odpływają promy na wyspę Ponzę, cudowną,
która bierze swą nazwę od Poncjusza Piłata albo odwrotnie.
To wszystko po to, by powiedzieć, że mieszkając w Rzymie D.O. nad morze,
owszem, jeździł, ale jak Gowin — wcale się nie cieszył. Teraz już raczej nie
wytrzymałby na plaży dłużej niż kwadransik, bo gdyby został dłużej, to by
zszedł z tego świata z nudów. Ale kiedyś jeździł na plażę dla nudystów, która
znajdowała się na dziewiątym kilometrze drogi łączącej Ostię z Torvaianicą. No
i tam rodzina D.O.ska byczyła się na golasa, dopóki dzieci nie podrosły i nie
uznały, że to wstyd.
No cóż — my, rodzice, należeliśmy do pokolenia hipisów, którzy uważali, że jak
ludzie są goli, to są mniej skłonni do wojen. A pokolenie naszych dzieci to już
reakcjoniści, urodzeni burżuje, którym ani w głowie nie powstała myśl o
jakiejkolwiek rewolucji. Jeśli już, to o kontrrewolucji i przywróceniu rządów
brzuchatych mieszczuchów sprzed rewolucji hipisów.
Nadchodzący tydzień też może okazać się przyjemny, zwłaszcza jeśli D.O. nadal
nie będzie mógł dodzwonić się do docenta, a co za tym idzie — nie pozna stanu
swojego zdrowia i nie dowie się, czy i kiedy konieczna będzie druga poważna
operacja. Bo co z oczu, to z głowy. Notabene, D.O. uważa, że każą mu pożerać
absurdalne ilości różnokolorowych proszków. Absurdalne — ale dopiero żona D.O.,
wykorzystując swoje wrodzone po rodzinnych geniuszach zdolności matematyczne,
wyliczyła, że rano D.O. wsypuje sobie do jamy ustnej 18 proszków, a wieczorem —
ha! — znacznie mniej, bo tylko 8. To wszystko musi popić trzy razy dziennie
rozpuszczoną w wodzie łyżeczką sody kuchennej. Mniam.
A tydzień może okazać się dobry, bo wpadnie do państwa D.O.stwa ich Syn. Co
prawda wpadnie służbowo i dla staruszków będzie miał tylko skrawki czasu, ale
lepsze to niż nic. Albo, jakby powiedział prawdziwy Rzymianin, „zawsze to
lepsze niż kopniak w zęby”.
No i jeszcze D.O. ma zakontraktowaną na przyszły tydzień ciekawą rozmówczynię?
Co prawda rozmówcy i rozmówczynie D.O. w AMNT są ciekawi wszyscy, co do
jednego, ale zainteresowanie państwa ich opowieściami jest bardzo różne.
No, ale D.O. cieszy się obecnie znacznie skromniejszymi wynikami oglądalności
niż dwa czy trzy lata temu, ponieważ przez ten czas namnożyło się podcastów,
wywiadów i monologów, które są, co prawda, o wiele głupsze od AMNT, ale państwo
tak lubią narzekać na niski poziom publikacji medialnych.
W nadziei, że nadchodzący tydzień będzie dobry również dla każdego z P.T. Czytelników,
D.O. życzy wszystkim dobrego weekendu.
Tak dyrekcja Królewskich Łazienek solidaryzuje się z mieszkańcami Minneapolis, pod pozorem zakazu wchodzenia na lód, skuwający powierzchnię Lazienkowskiego jeziorka.
2.
5 lat temu
Państwo są jak końska dawka prozaku!
Od razu wstąpiła we mnie nowa energia i optymizm! Dziękuję!
Nawet słońce wyszło!
A jeszcze wczoraj...
8 lat temu
Powołany został przez premiera Mateusza Morawieckiego międzyresortowy zespół do walki z przejawami faszyzmu i innych ideologii totalitarnych.
Nowogrodzka drży.
8 lat temu
... I widziałem żółty piasek, a na nim chaos śladów, ludzkich i ptasich. To nieuporządkowanie mi doskwierało. Wszedłem na wzniesienie i zobaczyłem leniwe, powolne, niskie, prawie pozbawione piany fale. Tylko one porządkowały chaos całej reszty. Wygładziły, wyrównały, delikatnie uklepały potargany pasek, tworząc równą autostradę aż do horyzontu. Ciekawe, co się za nim kryje?
Komentarze
Prześlij komentarz