DRUGI OBIEG
Środa, 18 lutego 2026
1.
Jeśli można głęboko szanować i podziwiać kogoś, kogo światopoglądu religijnego
ani politycznego się nie podziela, to tym kimś był dla D.O. Jesse Jackson.
20 lat po historycznym Marszu na Waszyngton z 1963 roku, znanym z przemówienia
Martina Luthera Kinga „Mam marzenie”, Jackson zagrzmiał: „Dwadzieścia lat temu
nie było ani jednej czarnoskórej osoby w Kongresie ani w izbach stanowych w
dziewięciu stanach południowych, gdzie mieszkało 53 procent ludności
czarnoskórej. Dwadzieścia lat później nadal nie ma ani jednej osoby
czarnoskórej w Kongresie w tych dziewięciu stanach południowych”. … „Ale
nadszedł nasz dzień. Musicie być silni, nie pozwólcie, by złamali waszego
ducha. Powstaniemy i nigdy więcej nie upadniemy. Będziemy maszerować, będziemy
marzyć, nadszedł nasz czas”
A kiedy tu nadejdzie nasz? Czy będziemy tylko marzyć o dobrej, sprawiedliwej
Polsce, otwartej dla wszystkich, ale to wszystkich, którzy uznają ją za swoją
ojczyznę? … Taką, w której polskie ICE nie będzie strzelać do uchodźców, ani
trzymać ich, w tym dzieci, w obozach koncentracyjnych? Polsce bez Braunów i
Bosaków, w Polsce, w której z ambon nie będzie się sączyła nienawiść, w której
miłość zawsze będzie silniejsza od nienawiści.
Ale żeby taka Polska kiedyś powstała musimy maszerować, musimy marzyć, że
któregoś dnia nadejdzie także nasz czas.
Jesteśmy słabym narodem, niezdolnym do uczenia się nie tylko na cudzych, ale i
na błędach własnych. Powielamy je raz po raz, w ciągu całej historii naszej
państwowości. Dopuszczamy do głosu, a nawet i do władzy, inspirowanych
religijnie ludzi, którzy nieuchronnie prowadzą nas kraj ku katastrofom
mniejszym, takim jak zubożenie i osłabienie struktury państwa i większym, takim
jak rozbiory czy spektakularne klęski militarne prowadzące do utraty
niepodległości.
Właśnie znowu to robimy, pozwalamy tym samym ludziom niszczyć nasz kraj i
prowadzić ku zagładzie.
A co najgorsze, wybieramy ludzi niezdolnych nie tylko do wskazania nam kierunku
marszu, ale nawet do maszerowania w drugim szeregu.
2.
Jesse Jackson, charyzmatyczny obrońca praw obywatelskich, zmarł w wieku 84 lat
Był zdolnym mówcą, dwukrotnie ubiegał się o urząd prezydenta. Był siłą moralną
i polityczną, która utworzyła „tęczową koalicję” ludzi ubogich i klasy
robotniczej.
https://www.nytimes.com/2026/02/17/us/jesse-jackson-dead.html
Charyzmatyczny amerykański działacz na rzecz praw obywatelskich Jesse
Jackson , elokwentny pastor baptystyczny, który dorastał na segregowanym
Południu, stał się bliskim współpracownikiem Martina Luthera Kinga Jr. i
dwukrotnie ubiegał się o nominację Demokratów w wyborach prezydenckich, zmarł
dziś w wieku 84 lat. Jego rodzina ogłosiła tę wiadomość, wspominając go jako
„lidera służby społecznej, nie tylko dla naszej rodziny, ale także dla
uciśnionych, pozbawionych głosu i marginalizowanych na całym świecie”. Jego
hasło „Keep Hope Alive”, rozsławione dzięki jego pełnemu pasji przemówieniu na
Konwencji Narodowej Demokratów w 1988 roku, stało się ikonicznym przesłaniem
sprawiedliwości społecznej i równości ekonomicznej.
„Podzieliliśmy się nim ze światem, a świat w zamian stał się częścią naszej
rozszerzonej rodziny. Jego niezachwiana wiara w sprawiedliwość, równość i
miłość zainspirowała miliony. Prosimy Was, abyście uczcili jego pamięć,
kontynuując walkę o wartości, dla których żył” – czytamy w oświadczeniu rodziny,
opublikowanym w mediach.
Jesse Jackson urodził się w ściśle segregowanym rasowo Greenville w Karolinie
Południowej i zyskał sławę dzięki udziałowi w demonstracjach na rzecz praw
obywatelskich wraz z Martinem Lutherem Kingiem Jr., z którym nawiązał bliską
współpracę.
Po zabójstwie na Kinga w 1968 roku Jackson stał się jednym z najbardziej
wpływowych amerykańskich działaczy na rzecz praw obywatelskich, ku wielkiemu
rozczarowaniu niektórych współpracowników MLK, którzy uważali go za zbyt
zuchwałego.
To właśnie z powodu różnic z jednym z nich odszedł od ruchu Kinga i w 1984 roku
założył Narodową Koalicję Tęczy, śmiały sojusz czarnoskórych, białych,
Latynosów, Amerykanów pochodzenia azjatyckiego, rdzennych Amerykanów i osób
LGBTQ, który pomógł utorować drogę bardziej postępowej Partii Demokratycznej.
„Nasza flaga jest czerwona, biała i niebieska, ale nasz naród jest tęczą:
czerwoną, żółtą, brązową, czarną i białą, i wszyscy jesteśmy cenni w oczach
Boga” – powiedział kiedyś Jackson.
W latach 80. XX wieku zyskał ogromną sławę i ugruntował swoją pozycję lidera
politycznego. Do tego stopnia, że próbował kandydować w prawyborach Demokratów
do Białego Domu w 1984 i 1988 roku. Jego kampania zmobilizowała miliony wyborców
afroamerykańskich i postępowych. W 1984 roku zajął trzecie miejsce, za Walterem
Mondale'em i Garym Hartem, w wyścigu o rzucenie wyzwania republikańskiemu
prezydentowi Ronaldowi Reaganowi. W 1988 roku zajął drugie miejsce, rzucając
wyzwanie przyszłemu kandydatowi Demokratów Michaelowi Dukakisowi. Nigdy nie
udało mu się zapewnić sobie nominacji, co udało się kandydatowi
afroamerykańskiemu dopiero w 2008 roku, kiedy to wybrano Baracka Obamę.
Jackson zadeklarował poparcie dla kampanii Baracka Obamy, ale stosunki między
nimi pogorszyły się, gdy pastor powiedział, że Obama „pogardzał czarnoskórymi”.
Pastor przeprosił za swoje „wulgarne i obraźliwe uwagi”. Kiedy były prezydent
USA wygłosił swoje zwycięskie przemówienie w Chicago w listopadzie następnego
roku, kamera telewizyjna uchwyciła Jacksona płaczącego na widowni.
Odegrał kluczową rolę w uwolnieniu kilku obywateli USA i innych osób
przetrzymywanych za granicą, m.in. w Syrii, Iraku i Serbii. W czerwcu 1984
roku, na zaproszenie Fidela Castro, udał się na Kubę, aby negocjować uwolnienie
dwudziestu dwóch obywateli USA. W latach 90. pełnił funkcję specjalnego
wysłannika prezydenta Billa Clintona z ramienia Partii Demokratycznej do
Afryki.
Jego życie nie obyło się jednak bez skandali i kontrowersji. Przez lata
oskarżano go o wygłaszanie komentarzy antysemickich, a jego stanowisko w
sprawie Roe przeciwko Wade, w okresie przełomowego orzeczenia Sądu Najwyższego,
często nastawiało go przeciwko własnym zwolennikom. „Człowiek nie może sam dać
ani stworzyć życia; jest ono w rzeczywistości darem od Boga” – napisał w 1977
roku. Tymczasem jego retoryka i autopromocja spotykały się z krytyką zarówno w
ruchu, jak i poza nim.
W późniejszych latach ujawniono jego zdradę małżeńską i nieprawidłowości
finansowe, których dopuścił się jego syn i polityczny następca, Jesse Jackson
Jr.
Przyczyna śmierci nie została ujawniona, ale Jackson od jakiegoś czasu
chorował. W listopadzie trafił do szpitala i według jego koalicji Rainbow PUSH,
od ponad dekady cierpiał na postępujące porażenie nadjądrowe (PSP), rzadką
chorobę neurodegeneracyjną, która upośledza zdolność chodzenia i połykania i
może prowadzić do niebezpiecznych powikłań.
W 2017 roku sam pastor ujawnił, że od co najmniej dwóch lat cierpi na chorobę
Parkinsona. Pomimo choroby nigdy nie porzucił walki. Po śmierci George'a
Floyda, Afroamerykanina zabitego przez policjantów w 2020 roku, Jackson udał
się do Minneapolis. Jego ostatni występ polityczny miał miejsce w 2024 roku,
kiedy to wystąpił na Narodowej Konwencji Demokratów w Chicago, aby poprzeć
nominację Kamali Harris.
„Pomimo błędnego i ciągłego nazywania mnie rasistą przez łajdaków i szaleńców z
radykalnej lewicy, zawsze z przyjemnością pracowałem z Jessem” – napisał Donald
Trump. „Był dobrym człowiekiem, o wielkiej osobowości, determinacji i sprytu.
Był bardzo towarzyski, naprawdę kochał ludzi!” – napisał na Truth.
„Dziś opłakujemy śmierć pastora Jessego Jacksona, giganta ruchu praw
obywatelskich, który nigdy nie przestał domagać się, by Ameryka spełniła swoje
obietnice” – powiedział burmistrz Nowego Jorku Zohran Mamdani.
Lider Demokratów w Izbie Reprezentantów Hakeem Jeffries, również wspominał
Jacksona jako „legendarny głos pozbawionych głosu, potężnego obrońcę praw
obywatelskich”, który „przez dekady inspirował nas do podtrzymywania nadziei w
walce o wolność i sprawiedliwość dla wszystkich”.
3.
Hillary Clinton oskarża administrację Trumpa o „zatuszowanie” akt Epsteina w
wywiadzie dla BBC
https://www.bbc.com/news/articles/czx47k34yqxo
„Ujawnijcie te akta! Oni to spowalniają” – powiedziała była sekretarz stanu
USA w wywiadzie dla BBC w Berlinie, gdzie uczestniczyła w dorocznym Światowym
Forum.
Biały Dom podkreślił, że udostępniając dokumenty, zrobił „dla ofiar więcej, niż
kiedykolwiek zrobili Demokraci”.
Departament Sprawiedliwości USA (DoJ) opublikował na początku tego miesiąca
miliony nowych akt dotyczących zmarłego przestępcy seksualnego Epsteina.
Wówczas zastępca prokuratora generalnego stwierdził, że trzy miliony stron nie
zostały udostępnione, ponieważ znajdowały się w nich osobiste akta medyczne,
drastyczne opisy wykorzystywania dzieci i inne materiały, które mogłyby
zagrozić śledztwu.
Na pytanie, czy Andrew Mountbatten-Windsor powinien stanąć przed komisją
kongresową, Hillary Clinton odpowiedziała: „Uważam, że każdy, kto zostanie o to
poproszony, powinien zeznawać”.
Obecność w aktach nie świadczy o popełnieniu przestępstwa. Andrew zawsze
zaprzeczał jakimkolwiek przestępstwom.
Komisja nie ma uprawnień, aby zmusić go do stawienia się przed nią, ale
wywierała presję na Clintonów, aby to zrobili, na co zgodzili się w zeszłym
miesiącu.
Bill Clinton pojawi się 27 lutego, a Hillary Clinton dzień wcześniej.
Planowane głosowanie w sprawie oskarżenia Clintonów o obrazę Kongresu za
początkową odmowę stawienia się zostało odłożone po tym, jak para zgodziła się
złożyć zeznania. Będzie to pierwszy raz, kiedy były prezydent USA zeznaje przed
komisją Kongresu od czasu Geralda Forda w 1983 roku.
Hillary Clinton powtórzyła, że małżeństwo domaga się, aby ich przesłuchanie
przed komisją kongresową odbyło się publicznie, a nie za zamkniętymi drzwiami.
„Pojawimy się, ale sądzimy, że lepiej będzie zrobić to publicznie” –
powiedziała Hillary Clinton w wywiadzie dla BBC.
Przewodniczący komisji republikańskiej James Comer oskarżył Clintonów o
„opóźnianie”, mówiąc, że para „ugięła się” w obliczu groźby głosowania za
obrazę sądu.
„Chcę tylko, żeby było sprawiedliwie” – powiedziała Hillary Clinton. „Chcę,
żeby wszyscy byli traktowani tak samo”.
„Nie mamy nic do ukrycia. Wielokrotnie apelowaliśmy o pełne ujawnienie tych
plików. Uważamy, że światło słoneczne jest najlepszym środkiem dezynfekującym”.
Była kandydatka na prezydenta twierdziła, że ona i jej mąż są wykorzystywani do
odwrócenia uwagi od Trumpa.
„Spójrz na ten błyszczący przedmiot. Będziemy mieli Clintonów, nawet Hillary
Clinton, która nigdy nie spotkała tego faceta”.
Hillary Clinton powiedziała, że „kilka
razy”spotkała się z Ghislaine Maxwell – skazaną współpracowniczką Epsteina.
Bill Clinton, którego nazwisko pojawiło się w dokumentach Epsteina, znał go,
ale twierdzi, że zerwał z nim kontakt dwie dekady temu.
Żadne z Clintonów nie zostało oskarżonych o żadne przestępstwo przez osoby,
które przeżyły nadużycia ze strony Epsteina, a oboje zaprzeczyli, jakoby
wiedzieli o popełnionym przez niego przestępstwie seksualnym.
4.
Amerykański senator Mark Kelly powiedział BBC, że „poważnie rozważa” start w
wyborach do Białego Domu
https://www.bbc.com/news/articles/cy9gdvl4zv4o
Senator USA z ramienia Partii Demokratycznej, Mark Kelly, powiedział, że
„poważnie rozważy” kandydowanie na prezydenta w 2028 r., w związku z toczącą
się walką z administracją Trumpa w związku z nagraniem wideo, w którym Kelly
namawiał żołnierzy do odmawiania wykonywania nielegalnych rozkazów.
Senator z Arizony, którego Donald Trump oskarżył o „działania wywrotowe” w
związku z listopadowym klipem, powiedział, że on i jego żona, Gabrielle
Giffords, otrzymali „wiele” gróźb śmierci po komentarzach prezydenta.
„Teraz dostajemy je co tydzień” – powiedział w programie BBC Newsnight.
„Musieliśmy zatrudnić ochronę, która będzie nas chronić 24 godziny na dobę”.
Zapytany, czy rozważa start w wyborach do Białego Domu, emerytowany kapitan
marynarki wojennej odpowiedział, że myśli, że tak, „ponieważ żyjemy w naprawdę
trudnych czasach”.
61-latek, były astronauta, zauważył, że bardzo różni się od większości
senatorów.
„Jestem jednym z nielicznych inżynierów, jedyną osobą z tytułem magistra
inżynierii w Senacie Stanów Zjednoczonych. Mam doświadczenie bojowe, co jest
dość rzadkie. Spędziłem 25 lat w wojsku” – powiedział.
Dodał: „To poważna decyzja. Po prostu jeszcze jej nie podjąłem”.
Kelly (61 lat) i pięciu innych prawodawców, którzy służyli w wojsku lub pełnili
funkcje w wywiadzie, stali się celem ataku rządu po opublikowaniu
90-sekundowego filmu, w którym namawiali żołnierzy do nieposłuszeństwa wobec
rozkazów, które uznali za nielegalne.
Film ukazał się w momencie, gdy pojawiły się wątpliwości co do legalności
amerykańskich ataków na domniemane łodzie przemytnicze narkotyków u wybrzeży
Ameryki Południowej.
Pentagon od tamtej pory bezskutecznie próbował obniżyć mu stopień wojskowy, a
wielka ława przysięgłych odmówiła postawienia mu zarzutów o spisek podżegający
do buntu.
Kelly powiedział jednak, że spodziewa się, iż Trump będzie kontynuował
działania prawne przeciwko niemu.
Dodał: „To się nie skończy na moim odejściu. Będę walczył dalej, nawet jeśli
sprawa trafi aż do Sądu Najwyższego”.
Krytycy administracji Trumpa nazwali represje rządu wobec sześciu prawodawców
atakiem na wolność słowa i stwierdzili, że jest to kolejny przykład próby
ukarania przez prezydenta osób, które uważa za wrogów politycznych.
Kelly powiedział, że groźby śmierci, jakie otrzymywał, dotyczyły również jego
żony Giffords, która w 2011 r., będąc członkinią Kongresu, omal nie zginęła, gdy
postrzelono ją w głowę.
„Donald Trump jest tak lekkomyślny w tym, co mówi” –powiedział. „Są ludzie,
którzy, wiecie, reagują na to, co powiedział, a ludzie go słuchają”.
BBC zwróciło się do Białego Domu z prośbą o komentarz.
Wśród innych Demokratów rozważających start w wyborach prezydenckich znajdują
się Kamala Harris, która przegrała z Trumpem w 2024 r., i gubernator Kalifornii
Gavin Newsom.
W wywiadzie dla BBC w październiku Harris stwierdziła, że „prawdopodobnie”
pewnego dnia zostanie prezydentem i jest przekonana, że w przyszłości w Białym
Domu zasiądzie kobieta.
Mimo że 22. poprawka do Konstytucji USA zabrania prezydentom ubiegania się o
trzecią kadencję, Trump nie wykluczył takiej możliwości.
Zasugerował jednak również wiceprezydenta J.D. Vance'a i sekretarza stanu Marco
Rubio jako potencjalnych następców, nazywając ich „niezatrzymanymi”.
5.
Fale sztormowe wyrzucają na plaże Kalabrii i Sycylii ciała ponad 15 migrantów.
https://www.repubblica.it/cronaca/2026/02/17/news/calabria_e_sicilia_le_mareggiate_trasportano_sulla_spiaggia_piu_di_15_cadaveri_di_migranti-425165563/
Cztery ofiary w ciągu dziesięciu dni na plażach Morza Tyrreńskiego w Kalabrii.
Jedenaście między Trapani, Pantellerią i Marsalą. Niektórzy nadzy, inni wciąż w
łachmanach, bardzo niewielu w kamizelkach ratunkowych lub czymkolwiek je
przypominającym.
Hipoteza jest taka, że są to ludzie, którzy próbowali przepłynąć Morze
Śródziemne, ale zostali porwani przez fale. Nikt nie wie, kiedy, nikt nie wie
jak. To są widmowe wraki statków, o których nikt nie słyszy, z wyjątkiem tych,
którzy czekają na telefon, który nigdy nie nadchodzi. Podczas cyklonu Harry
Straż Przybrzeżna podniosła alarm o co najmniej ośmiu łodziach, na których
znajdowało się około 380 rozbitków. Jednak według Refugees in Libya liczba ta
jest niedoszacowana, ponieważ zaginęło co najmniej tysiąc osób. Kilka ciał
zostało znalezionych przez cywilne statki, niektóre w zbyt złym stanie, aby je
odzyskać, inne nadal są wyrzucane na plaże, czyniąc widocznymi, namacalnymi te
wraki statków, o których nikt nie mówił.
Ostatnie ciało zauważono w Tropei. Grupa uczniów wszczęła alarm. Z okien swoich
sal lekcyjnych zobaczyli co najmniej jedno, a może dwa, ciała unoszące się na
falach i powiadomili władze. Co najmniej jedno z tych ciał zostało wydobyte na
brzeg. Leżało na brzegu, pomarańczowe jak kamizelka ratunkowa do deski
surfingowej. Następnie fale zabrały je z powrotem; wydobycie przynajmniej
części ciała zajęło godziny. Przez tygodnie morze siało spustoszenie.
Był młodym mężczyzną, przynajmniej według wstępnych ustaleń, ale więcej nie
będzie można powiedzieć przed sekcją zwłok, którą prawdopodobnie zleci
prokuratura w Vibo Valentia, która założyła akta w tej sprawie. Prokurator z
Paoli Domenico Fiordelisi, przeprowadził już to samo śledztwo w sprawie innych
ciał wyrzuconych na brzeg przez fale w Amantea i Scalea w ciągu ostatnich
dziesięciu dni. „W tej chwili nie mamy dowodów łączących odkrycie tych trzech
ciał z jakimkolwiek konkretnym wrakiem statku”.
Śledztwa trwają również na Sycylii, w Trapani. W ostatnich dniach morze
wyrzuciło ciała na wyspę Pantellerię; trzy kolejne odnaleziono dziś u wybrzeży
Trapani, w Marsali; dwa kolejne zostały odzyskane na morzu przez Straż
Przybrzeżną.
„Do tej pory” – donosiła Laura Marmorale z Mediterranea Saving Humans zaledwie
kilka dni temu – „pozostaje nieznany los ponad tysiąca osób, ponieważ władze
Włoch, Tunezji i Malty celowo ignorowały sprawę i odmawiały rozpoczęcia pełnej
akcji poszukiwawczo-ratunkowej”. David Yambio, rzecznik ds. uchodźców w Libii,
podkreślił, że włoski rząd prowadził politykę całkowitego milczenia. „Oznacza
to” – powiedział w rozmowie z Repubblica – „że te zgony nie mają dla nich
żadnego znaczenia”.
Kilka dni później Ministerstwo Spraw Wewnętrznych jedynie podkreśliło: „Tylko w
styczniu 2026 roku liczba przybyszów spadła o 58%. Przybyło 1938 migrantów, w
porównaniu z 4402 w tym samym okresie w 2025 roku”. Nigdy nie dowiemy się, czy
i w jakim stopniu wielu z nich trafiło na dno morza. Według Międzynarodowej
Organizacji Migracji (IOM), agencji ONZ ds. migracji, od początku roku
potwierdzono co najmniej 486 zgonów, ale „setki zgonów”, jak przyznają, „mogły
zostać niezarejestrowanych”.
6.
Warner Bros. daje Paramount siedem dni na złożenie „najlepszej i ostatecznej”
oferty
Zrzeczenie się praw przez Netflix pozwala firmie filmowej na współpracę z
konkurencyjnym oferentem, jeśli może to doprowadzić do „rozsądnie lepszej
oferty”
https://www.theguardian.com/film/2026/feb/17/warner-bros-paramount-final-offer-netflix
Warner Bros Discovery (WBD) wznowiło rozmowy z Paramount Skydance , dając
firmie siedem dni na przedstawienie najlepszej i ostatecznej oferty, która
przebije obowiązującą umowę z Netflixem.
WBD dotychczas trzymało się wiążącej umowy z Netflixem i odrzuciło szereg
obniżonych ofert Paramount, co spowodowało, że firma dążyła do wrogiego
przejęcia za 108,4 mld dolarów (76,8 mld funtów) bezpośrednio z
akcjonariuszami.
W zeszłym tygodniu WBD poinformowało, że wysoko postawiony przedstawiciel
Paramount nieoficjalnie poinformował członka zarządu, że jeśli rozmowy zostaną
wznowione, firma podniesie obowiązującą ofertę wynoszącą 30 dolarów za akcję o
1 dolara.
We wtorek WBD poinformowało, że daje Paramount czas do 23 lutego na złożenie
„najlepszej i ostatecznej oferty”.
„Mówiąc wprost, nasza rada nadzorcza nie uznała, że pańska propozycja
prawdopodobnie doprowadzi do transakcji korzystniejszej niż fuzja z Netflixem ”
– napisali w liście do rady nadzorczej Paramount przewodniczący WBD, Samuel
DiPiazza Jr., i dyrektor generalny, David Zaslav.
„W dalszym ciągu rekomendujemy i pozostajemy w pełni zaangażowani w naszą
transakcję z Netflixem. [Jednak] z przyjemnością podejmiemy z Państwem
współpracę i szybko ustalimy, czy Paramount Skydance będzie w stanie
przedstawić wykonalną, wiążącą ofertę o najwyższej wartości”.
Aby rozpocząć rozmowy z Paramount, zarząd WBD uzyskał specjalną zgodę od
Netflixa.
Zgodnie z umową o fuzji Warner Bros. może podjąć współpracę z konkurencyjnym
oferentem tylko wtedy, gdy zarząd uzna, że może to doprowadzić do „rozsądnie
korzystniejszej oferty”, korzystając z luki prawnej, która pozwala na
negocjacje pomimo ograniczeń w rozmowach.
„Choć jesteśmy przekonani, że nasza transakcja zapewnia wyższą wartość i
pewność, zdajemy sobie sprawę, że wybryki Paramount Skydance wciąż rozpraszają
akcjonariuszy WBD i szerszą branżę rozrywkową” – stwierdził Netflix.
Jeżeli Paramount złoży lepszą ofertę, Netflix ma prawo poprawić swoją ofertę.
Ross Benes, starszy analityk w firmie badawczej Emarketer, powiedział: „WBD
chce położyć kres grze w kotka i myszkę, w którą Paramount grał w dążeniu do
przejęcia firmy. Wyznaczenie ostatecznej daty złożenia oferty przyspieszy
proces fuzji i da Paramount szansę na złożenie najlepszej oferty. Oferty są już
dość wysokie; byłoby zaskakujące, gdyby były jeszcze wyższe”.
Na mocy umowy z Netflix o wartości 82,7 mld dolarów, firma streamingowa jest
gotowa przejąć kontrolę nad cennymi aktywami WBD, w tym Warner Bros., studiem
stojącym za takimi seriami jak Harry Potter, Superman i Batman, a także HBO,
które ma na swoim koncie takie seriale jak Gra o tron, Biały Lotos i Sukcesja.
Działalność sieci globalnych – do których należą CNN, Cartoon Network i
Discovery Channel – nie jest częścią umowy z Netflixem i zostanie wydzielona
jako osobna spółka, w której inwestorzy WBD otrzymają udziały.
W zeszłym tygodniu Paramount podniósł swoją ofertę na całość WBD, informując,
że pokryje należną Netflixowi opłatę w wysokości 2,8 mld dolarów, jeśli ten
wycofa się z umowy, i oferuje wsparcie wielomiliardowego refinansowania w celu
wyeliminowania kosztów w wysokości 1,5 mld dolarów.
Firma dodała również „opłatę manipulacyjną” wynoszącą około 650 mln USD w
gotówce co kwartał, jeśli transakcja nie zostanie sfinalizowana do końca roku.
Firma podjęła również działania mające na celu wzmocnienie swojej pozycji
lobbingowej, mianując Rene Augustine, byłego prawnika w administracji Trumpa,
na stanowisko starszego wiceprezesa ds. globalnej polityki publicznej.
We wtorek WBD wyznaczył datę 20 marca, w której akcjonariusze będą głosować nad
umową przejęcia Netflixa.
Paramount, który poparł swoją ofertę osobistą gwarancją kapitałową w wysokości
40 mld dolarów od założyciela Oracle, Larry'ego Ellisona, ojca dyrektora
generalnego Paramount, Davida Ellisona, zapowiedział, że wyznaczy nowych
członków zarządu WBD, aby spróbować zablokować umowę z Netflixem.
Akcje WBD we wtorek wzrosły o prawie 2,5% do 28,64 USD, podczas gdy wojna
licytacyjna spowodowała wzrost wartości akcji spółki o 177% w ciągu ostatniego
roku.
Cena akcji Paramount wzrosła o 7% do 11 USD, gdyż inwestorzy zaczęli
podejrzewać, że spółka może jeszcze bardziej zaszkodzić Netflixowi.
Tymczasem akcje Netflixa spadły o prawie 2%, a w ciągu ostatniego roku ich
wartość spadła o prawie 29%. Akcjonariusze obawiali się bowiem, czy operatorowi
streamingowemu uda się sfinalizować zdecydowanie największą akwizycję w jego
historii.
7.
„Hannibal przekroczył Alpy na słoniach”: dowodem na to jest odkrycie nogi
słonia w Hiszpanii.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/02/17/news/annibale_elefanti_alpi_zampa_ritrovamento_spagna_archeologia-425164331/?ref=RHLM-BG-P19-S1-T1-fdg8
To tylko kości nogi, ale ta noga należała do słonia, a słoń, o którym mowa,
został znaleziony w Hiszpanii około III wieku p.n.e. Ich odkrycie, jak twierdzi
zespół hiszpańskich archeologów, stanowi pierwszy konkretny dowód na to, że
Hannibal rzeczywiście przekroczył Alpy z ogromnymi afrykańskimi zwierzętami,
aby zaskoczyć Rzymian podczas II wojny punickiej. To odkrycie ma wyjątkowe
znaczenie historyczne, ujawniając jeden z najbardziej niesamowitych i
fascynujących epizodów militarnych starożytności.
Jak donosi BBC, szczątki szkieletu słonia znaleziono podczas wykopalisk w
miejscu zwanym Colina de los Quemados, niedaleko Kordoby, na południu Półwyspu
Iberyjskiego. Zespół badawczy pod kierownictwem profesora Rafaela Martineza
Sancheza wydobył z gleby również biżuterię, monety, ceramikę i broń – wszystkie
te przedmioty, które, podobnie jak kości nóg, zostały datowane metodą
radiowęglową na okres II wojny punickiej. Fakt, że kości słoni były dość
powszechne, zdaje się wykluczać ich funkcję dekoracyjną, co oznacza, że ktoś
przywiózł je ze sobą z Afryki: musiały należeć do zwierzęcia, które padło
podczas wyczerpującej podróży i zostało porzucone tam, gdzie leżało.
„Obecność szkieletów słoni w kontekście archeologicznym w Europie jest
niezwykle rzadka” – piszą naukowcy w czasopiśmie „ Journal of Archaeological
Science”. „Może to być zatem pierwszy dowód na obecność słoni podczas wyprawy
Hannibala przez Alpy”.
Rysunki i historiografia zawsze utrzymywały, że w 218 r. p.n.e. legendarny
generał wpadł na śmiały plan inwazji na Italię: wypływając z Kartaginy, obecnie
Tunezji, przeprawił się łodzią przez Cieśninę Gibraltarską, a następnie
pomaszerował przez Hiszpanię, Pireneje i Alpy, by wreszcie zejść w kierunku
Rzymu, zachodząc Rzymian „od tyłu”. Hannibal dowodził potężną armią, złożoną z
90.000 piechoty i 12.000 kawalerii, ale najbardziej przerażającym elementem
było jego 37 słoni. Te, największe żyjące ssaki, były jak na tamte czasy
niezwykle cennym narzędziem, pozwalającym Kartagińczykom siać panikę i
wprowadzać chaos w szeregach przeciwnika, niczym niepowstrzymany czołg.
Przeprawa przez Alpy zimą z dziesiątkami słoni była prawdopodobnie
najtrudniejszym przedsięwzięciem dla kartagińskiego wodza. Po przekroczeniu gór
Hannibal pokonał wojska Republiki Rzymskiej w czterech bitwach, z których
kulminacją była bitwa pod Kannami w 216 r. p.n.e. Jednak najeźdźcy utknęli w
tzw. „bezczynności Kapui”, a kartagiński wódz został zmuszony do powrotu do
domu, gdzie lata później został ostatecznie pokonany przez Rzymian w bitwie pod
Zamą, wydarzeniu, które zakończyło wojny punickie. Hannibal wybrał wygnanie,
szukając schronienia w Libii, gdzie prawdopodobnie popełnił samobójstwo,
wypijając truciznę, aby uniknąć pojmania przez Rzymian, w 183 lub 182 r. p.n.e.
W tym samym roku zmarł Scypion Afrykański, rzymski wódz, który go pokonał i
zniszczył Kartaginę.
Te epickie wojny odcisnęły piętno na starożytnym Rzymie z wielu powodów:
najbardziej zdumiewającym aspektem pozostaje jednak przeprawa Hannibala przez
Alpy na słoniach. Taki wyczyn może zapisać się w historii, nawet jeśli
ostatecznie poniesie się porażkę. Ale czy to prawda, czy legenda? Historycy i
wyobraźnia ludu od dawna debatują nad tym. Teraz kość nogi może stanowić
ostateczne potwierdzenie. Mówi się, że historię opowiadają zwycięzcy. W tym
przypadku to pokonani mieliby ostatnie słowo, dzięki słoniowi, który zginął w
Hiszpanii.
8.
4 lata temu
WYDANIE SPECJALNE przedwojenne
Czwartek, 17 lutego 2022
9.
3 lata temu
1.
D.O. przegląda D.O. sprzed roku: wiedział, że za chwilę wybuchnie wojna.
Już rok. Pamiętasz, Czytelniku ten szok?
D.O. rzucał się do komputera co rano nim wstał świt, sprawdzić, czy Rosjanie
nie odpalili pokazowo jakiejś bomby atomowej…
Przyzwyczailiśmy się do niej, przywykli.
Dziś na polskich portalach informacyjnych wiadomości z Ukrainy rzadko zajmują
pierwsze miejsca; ważniejsze są już wypadki drogowe i kłótnie między brudasami
fizycznymi lub umysłowymi.
Teraz, jak każdy zaścianek, jak każdy grajdołek, podniecamy się, że oto znowu
zaszczyci nas swą obecnością i uhonoruje szajkę prezydent dużego, dalekiego
kraju.
2.
Przyzwyczailiśmy się też do tego, co rok temu nie było jeszcze do przewidzenia:
mobilizacja świata w obronie Ukrainy. Tej Ukrainy, o której nie tylko większość
zachodniej opinii publicznej, ale i większość zachodnich polityków nigdy nie
słyszała.
Ta solidarność i ta pomoc są już dziś dla nas oczywiste, choć tak przecież
niezwykłe, niecodzienne. Syrii na pomoc nikt nie przyszedł, Somalii, Jemenowi –
nie. Na tamte ofiary, zniszczenia, tragedie, nikt nas nie odwraca wzroku.
Mogło być tak również z Ukrainą.
3.
Ta wojna zaskoczyła nas pod wieloma względami. Przede wszystkim, że Ukraina nie
padła po trzech dniach. A wtedy nikt z nas, najbardziej solidarnych,
zaangażowanych i empatycznych, nie dałby za to złamanego grosza.
Dziś to dla nas oczywiste, że Ukraina się broni, że Ukraina gdzieniegdzie
wygrywa.
Zaskoczył nas bezmiar patriotyzmu i bohaterstwa większości Ukraińców. Co
światlejsi wśród nas wiedzieli, że nic tak nie jednoczy, jak wspólny wróg, ale
poziom świadomości narodowej Ukraińców, który jeszcze dekadę temu był wątły,
jak pierwsze wiosenne pędy, jest dziś przykładem i inspiracją dla całego
świata.
4.
Zaskoczył nas też rozmiar zła, jakim jest Rosja. Putin, czy nie Putin: ten kraj
to zło, globalne zło.
Niby coś tam nam świtało, niby czytelnicy „Archipelagu”, czy historii Czeki
wiedzieli, że Rosja to inna, groźna planeta, ale dla żyjących, aktywnych
pokoleń, rozmiar owego zła okazał się porażający.
Dziś, z tą świadomością, stoimy wobec przyszłości całkiem bezradni: nie wiemy,
o z tym złem mamy począć. Jest wysoce prawdopodobne, że ono nas zarazi, że ono
nas pożre, jak zaraza, a my nasze nadzieje łączymy wyłącznie z przewrotem
pałacowym na Kremlu, łudząc się, że kiedy ktoś utrupi Putina i jego świtę,
naród rosyjski ozdrowieje.
Złudy, ułudy…
5.
Nasze przyzwyczajenie do tej wojny zaślepia nas, nie pozwala dostrzec
wyjątkowości tego konfliktu, jego absurdalności.
Oto bowiem dla nas, dla całego świata, wliczając w to zapewne samych Ukraińców
stało się chorobliwie oczywiste, że Rosja właściwie zupełnie bezkarnie
bombarduje ukraińskie miasta, osiedla mieszkalne, elektrownie i wodociągi, ale
Ukraińcy mają prawo tylko się bronić. Ukraińcom nie wolno się symetrycznie
odgryzać: za rosyjskie zbombardowanie Charkowa Ukraińcy powinni zbombardować
Kursk, Rostow albo Woroneż. Za zbombardowanie Odessy – ucierpieć powinien
Petersburg, za Kijów – niech cierpi Moskwa.
Ale nie: Ukraińcy mogą co najwyżej zestrzeliwać lecące na nich rakiety, muszą
bezradnie patrzeć, jak Rosja gromadzi 350 tysięcy żołnierzy do nowego ataku,
zamiast ich rozbić, nim wejdą do ich domów. Muszą cierpieć, nie zadając
najeźdźcy cierpienia poza swoimi granicami.
Podobno najlepszą obroną jest atak, ale Ukrainie nie dano prawa do najlepszej
obrony, prawa, na jakie w pełni zasługuje.
A my do ego przywykliśmy.
10.
5 lat temu
W tym semestrze miałem przyjemność uczyć wyjątkowo zdolną grupę studentów.
Są z różnych krajów i rożnych kontynentów. Dzielą ich kilometry, różne
doświadczenia, różne kultury, różne religie. Łączy ich młodość i nadzieja.
Dotąd robiłem semestralne testy dwustopniowe: esej + rapid test z jednakowymi,
konkretnymi pytaniami z wiedzy ogólnej, jednakowymi dla wszystkich.
Teraz jednak zapragnąłem dojść prawdy poprzez ich opinie.
Dostali zadanie, polegające na wyborze któregoś z medium w ich ojczyźnie albo
brytyjskiego Guardiana, przeanalizowaniu wydań przez tydzień we wskazanych
działach i odpowiedź na pytanie: „Czy wybrane medium odpowiada na potrzeby,
oczekiwania i problemy mojego pokolenia”?
Było z tym nieco problemów, bo dostałem tylko kilka prac z udokumentowanymi
opiniami, wskazującymi co dzisiejszym dwudziestolatkom w mediach odpowiada, a
co nie. Inni, zastraszeni przez poprzednie szkoły i uczelnie, starali się
utrzymać w ryzach jakiejś chorej scholastyki, kilometrowymi cytatami zastępując
własne opinie.
Bali się wyrażać swoje opinie, bo ktoś im wmówił, że trzeba być „bezstronnym”,
„wyważonym” itp. Innymi słowy: trzeba być kompilatorem prac innych ludzi, a nie
twórczymi autorami prac nowych.
Ale po moich naleganiach (podpartych lekutkim szantażem ocenowym), w końcu
nawet najbardziej oporni wywalili mi swoje opinie: cóż za radość, pozytywne
zaskoczenie, cóż za odkrycia osobowości i indywidualności!
Nie wiem, czy kolejni wykładowcy, których spotkają na swojej drodze, nie będą
mnie przeklinać, że ich „popsułem”. Pewnie, że gdyby mieli obierać karierę
naukową, to muszą zapomnieć o moich lekcjach. Ale ja ich chciałem nauczyć
rudymentów dziennikarstwa.
Na zakończenie, boście pewnie ciekawi, powiem tylko, że dzisiejszych
dwudziestolatków, niezależnie od kontynentu, koloru skóry czy religii,
zasadniczo nudzi i irytuje polityka. (Żadna nowość).
Interesuje ich rozrywka i lifestyle (idem).
WSZYSTKICH łączy autentyczna pasja społeczna i chęć przysłużenia się
społeczeństwu.
11.
6 lat temu
12.
6 lat temu
Poranne wiadomości w jednej z zagranicznych telewizji.
Najpierw brak śniegu w Pirenejach, próba zrzucania go z helikopterów, nieudana,
potem rząd urzędników, francuskich i unijnych, zapewniających, że ludzie,
żyjący z narciarskiej turystyki dostaną królewskie zapomogi, tak, aby ich
poziom życia nie ucierpiał, pomimo drastycznego spadku wpływów.
Wiadomość druga: najgorsza od dekad plaga szarańczy we Wschodniej Afryce.
Obejmuje Etiopię, Kenię, Erytreę, Dżibuti i Somalię, czyli zagraża życiu 20
milionów istot ludzkich, do których nie ustawia się żadna kolejka chętnych, do
udzielania pomocy. Wszystkie te kraje razem wzięte dysponują pięcioma
awionetkami, przystosowanymi do opryskiwania.
Jedna pustynna szarańcza zjada codziennie tyle, ile sama waży. A je absolutnie
wszystko, całą napotkaną roślinność, pozostawiając za sobą pustynię. Jak wynika
z danych Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), w
każdym kilometrze kwadratowym roju znajduje się od 40 do 80 milionów owadów.
Pożerają tyle samo żywności, co 35 000 ludzi.
13.
10 lat temu
No, tak sobie myślę, że gdyby rzeczywiście dawano 5 lat kicia za szarganie
wizerunku Polski za granicą, to obecny rząd w komplecie od razu złapałby
dożywocie...
Dziekuję Redaktorowi.
OdpowiedzUsuńDobrego odpoczynku po pracowitej redakcyjnej nocy.
Dziękuję,dzisiaj późne czytanie.
OdpowiedzUsuń