DRUGI OBIEG
Wtorek, 24 lutego 2026

1.
Znajomy Włoch, który ma taki sam samochód jak D.O., zadzwonił w niedzielę zbulwersowany, że jego samochód w ogóle nie ruszył właśnie wtedy, kiedy jechał otwierać swój zakład pracy. Opowiedział, jak zadzwonił po Volkswagen Assistance, czekał na lawetę, poczekał na firmę wydającą samochody zastępcze, a tymczasem jego zakład pozostawał zamknięty, chociaż w niedzielę ma najwięcej klientów.
I OBIEGPouczony kierowca lawety zawiózł Volkswagena Znajomego Włocha do dealera Volkswagena Cichy-Zasada w Piasecznie. Tam miał samochód zostawić, a Znajomy Włoch miał w poniedziałek rano skontaktować się z dealerem, żeby ustalić, co i jak. Tym bardziej że na środę był umówiony w warsztacie na okresowy przegląd, który miał wyeliminować „tysiąc małych braków” każdego nowego Tiguana.
Jakiś miesiąc temu, po miesiącu oczekiwania, D.O. odebrał z warsztatu tego samego dealera swojego Tiguana po gruntownej wymianie systemu rządzącego całym samochodem i wymianie wadliwego akumulatora AGM, czyli drogiego — jakieś 1500 zł. Odebrał i samochodu nie poznał: zmienił się bardzo pozytywnie, znikły wszystkie bolączki elektroniczne, a i silnik jakimś cudem zrobił się bardziej wyrywny. Więc wreszcie, po półtora roku, D.O. ma taki samochód, jaki chciał.
Znajomy Włoch — nie. Kupił samochód w tym samym czasie co D.O. i mimo różnych update’ów online jego Tiguan wciąż sprawiał problemy elektroniczne, z których najuciążliwszy polegał na niechęci do otwierania drzwi i do uruchamiania silnika.

I myślisz zapewne, Czytelniku, że na tym skończyły się przygody Znajomego Włocha, że jemu też od poniedziałkowego poranka gruntownie wymieniają system oraz akumulator i likwidują małe uciążliwości, takie jak ta, że przy uruchamianiu spryskiwacza tylnej szyby płyn energicznie sika mu na kolana?
Jeśli tak myślisz, Czytelniku, to się grubo mylisz.
Albowiem pan kierowca lawety dowiózł samochód Znajomego Włocha do dealera w Piasecznie, skąd został skutecznie przegnany przez pracownika ochrony, który oświadczył, że nie ma tego samochodu w komputerze, w związku z czym na zakładowy parking go nie wpuści.

Więc D. O. zachodzi w głowę, jak działa system największego europejskiego producenta samochodów, w którym rozkraczony gdzieś w podróży Volkswagen nie jest przyjmowany do warsztatu dealera, u którego samochód został kupiony, ponieważ pan ochroniarz nie ma go w komputerze. A skąd miałby go mieć: awaria nie była planowana i ni została wciągnięta do excela?

Być może gdyby to był dzień powszedni, to pan ochroniarz taki samochód zwieziony lawetą z drogi by przyjął, ale był to weekend, więc pan ochroniarz nie przyjął. Co oznacza, że najwyraźniej wytyczne Volkswagen Polska zabraniają użytkownikom volkswagenów rozkraczać się gdzieś na drodze w weekendy, bo wtedy muszą radzić sobie sami. Mogą oczywiście wezwać pomoc drogową, ale pomoc drogowa będzie musiała porzucić zepsuty samochód w nieznane miejsce, a z całą pewnością nie do oficjalnego warsztatu dealera Volkswagen Polska.

Co się zatem stało z samochodem Znajomego Włocha?
Pan kierowca lawety wykazał się inwencją i zawiózł zepsutego Volkswagena Znajomego Włocha pod siedzibę innego dealera Volkswagena Polska przy ul. Łopuszańskiej. Jednakże i tam samochodu w niedzielę nie przyjęto, więc Tiguan Znajomego Włocha spędził noc z niedzieli na poniedziałek na strzeżonym parkingu firmy lawetowej. W poniedziałek rano warsztat przy Łopuszańskiej miał ten samochód przyjąć i wstawić gdzieś w kolejkę do reperacji, ale do wieczora Znajomy Włoch nie miał w tej sprawie żadnej informacji.

Tymczasem Volkswagen Assistance Polska przewiduje udzielenie samochodu zastępczego na maksimum 3 dni, co oznacza, że będzie musiał oddać samochód zastępczy w środę albo płacić krocie za wynajem. Oczywiście przysługiwałby mu samochód zastępczy od dealera Volkswagen Polska, ale na razie nic w tej sprawie nie wiadomo, więc Znajomy Włoch nie wie, jak będzie jeździł do pracy od środowego poranka. A jego Tiguan jest oczywiście na gwarancji.

To się, szczerze mówiąc, D.O. w głowie nie mieści i uważa to za skandal. Co by zrobił na miejscu Znajomego Włocha w podobnej sytuacji? Musiałby pokornie przystać na rozwiązanie zaproponowane przez firmę laweciarską, ale z samego rana w poniedziałek pojechałby do dealera Cichy-Zasada w Piasecznie z ogromną awanturą i żądaniem wyjaśnień, a jeszcze wcześniej napisałby srogi i utrzymany w dość ostrym tonie list do Volkswagen Polska w Poznaniu z zapytaniem, czy to oni narzucili swoim dealerom podobne postępowanie z samochodami, które ewidentnie wyjechały z fabryki z ogromnym felerem?
Czy przyniosłoby to efekty?
D.O. bardzo wątpi, ale przynajmniej miałby trochę satysfakcji, że się zrewanżował za przykrości, jakie go dotknęły po wydaniu takiej góry gotówki.
Jest też prawie pewien, że dostałby odpowiedź, że całą winę ponosi pracownik ochrony, który nie miał zwiezionego z drogi zepsutego Volkswagena w swoim komputerze, w związku z czym go na firmowy parking nie wpuścił.
I choć może pracownik ochrony mógł mieć w tym skandalu swoją część udziału, to jednak D.O. jest jakoś dziwnie przekonany, że prawdziwymi winowajcami są menedżerowie Volkswagen Polska, a jeszcze bardziej menedżerowie Volkswagen AG z Wolfsburga.


2.
Obraz zawierający ubrania, człowiek, Ludzka twarz, osoba

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
https://wyborcza.pl/7,75398,32616800,wychodzi-prawda-o-dzialalnosci-skok-u-wolomin-co-w-sadzie-zeznal.html#s=S.TD-K.C-B.2-L.2.duzy
To się D.O. w głowie nie mieści… Że też ci złodzieje chodzą bezkarnie po ulicach i korzystają z ukradzionych biednym ludziom pieniędzy! D.O. ma już dosyć uczonych rozważań o literze praw.

Michal Rudolf Osiecimski, wybitny dziennikarz, demokrata aktywny:
„Kryminalne powiązania dwóch przedstawionych "polityków" (Bierecki i alfons), już zaczynają pomału wyciekać z sal sądowych, jak śmierdząca maź z szamba. Na razie jest to jeszcze wąska strużka, ale jak ktoś zna życie, to wie, że jest tylko kwestią czasu, żeby wezbrała, jak rzeka po burzy.
Póki co, warto się zastanowić, dlaczego Karol Nawrocki bardzo chciał, żeby senator Bierecki zasilił jego dwór i proponował mu stanowisko doradcy.
Grzegorz Bierecki, obecnie senator, wcześniej założyciel SKOK-i, z których wycisnął, ile się dało i przerzucił łup na swoje konta za granicą, został na rozprawie 16.02.2026 zmuszony przez sąd, przed którym musiał stanąć (na razie jako świadek) do złożenia zeznań pod odpowiedzialnością karną za składanie zeznań niezgodnych z prawdą. Chciał, nie chciał, pan senator, po prostu musiał kłamać przed sądem, bo inaczej zaprzeczałby swoim poprzednim zeznaniom, że nie miał nic wspólnego nie tylko z kradzieżą miliardów ze "swoich" SKOK'ów, ale także z prawie śmiertelnym pobiciem Wojciecha Kwaśniaka oraz fałszywym oskarżeniem go i jego współpracowników z KNF o winy, których się dopuścił sam pan senator.
Kłamstwo przed sądem się rzekło panie B.!
Czy już się pan ogląda za kobyłką, żeby uciec choćby do Budapesztu? A może do Mińska?
Ale nie zapominajmy też, że to sam pan Bierecki wygłosił pamiętną sentencję, z której miało wynikać, że nie zawsze ten bandzior, który bije jest gorszy od tego, którego prawie zamordował.
Pan Bierecki w kraju praworządnym, jakim nie była Polska za czasów rządów PiS, już dawno siedziałby w więzieniu.
A razem z nim musiałaby siedzieć prawie cała PiS-owska wierchuszka, dla której Bierecki był jak mafijny consigliere i kasjer. Wojciech Czuchnowski przytacza zeznania niejakiego Polaszczyka, z których wynika, że osobiście wręczał koperty z grubszą kasą, wcześniej wypłaconą z kas SKOK podstawionym "słupom", niejakiemu Jackowi S., ówczesnemu wicepremierowi i dotychczas jednej z ważniejszych postaci PiS-mafii. Ile na skoku na SKOK zarobili inni PiS-owscy dostojnicy, to się może okazać, jeśli dojdzie do procesu z panem Biereckim w roli oskarżonego.
„Usiądź na brzegu rzeki i poczekaj aż trupy twoich wrogów spłyną z prądem”" miał rzekomo radzić Chińczykom wojenny strateg Sun Tzu. Mam nadzieję, że nasze państwo nie będzie tak cierpliwe, jak Chińczycy i zamiast czekać nad rzeką po prostu wejdzie do gabinetów panów Biereckiego, Sasina, Kaczyńskiego, Morawieckiego oraz kilku pomniejszych PiS-mafiozów i powyciąga z szaf pochowane tam trupy. A wtedy łatwiej przyjdzie nam zrozumieć, dlaczego w niejakim Batyrze - w którego szafach też parę trupów się znajdzie - widzą oni nadzieję, że znowu uda im się uciec przed prawem i sprawiedliwością”.


3.
Obraz zawierający kwiat, tekst, garnitur, człowiek

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
Premier Tusk kilkakrotnie zwracał się do alfonsa a także liderów szajki i konfederussji, by zastanowili się, czy chcą uderzyć w samo serce Polski i głosować przeciwko programowi SAFE.
D.O. chciałby, żeby w tym kontekście wszyscy Czytelnicy zrozumieli, że premier Tusk w dalszym ciągu wierzy, że alfons, szajka i konfederussja chcą dobra Polski, że ruszy ich sumienie i zawahają się, nim uderzą w samo serce Polski, że jest w nich cokolwiek innego niż żądza przekształcenia naszej ojczyzny w Łysą Górę faszystów, tak, aby ułatwić Rosji po raz kolejny pochłonięcie Polski. Tym razem na zawsze.
D.O. Apeluje do ludzi mających dostęp do premiera Tuska, aby porzucił te iluzje.


4.
Obraz zawierający tekst, ubrania, Ludzka twarz, człowiek

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
Schwytanie i śmierć Nemesio Oseguery, „El Mencho”, na żywo | W operacji wzięła udział nowa amerykańska jednostka operacyjna „antykartelowa”
Prezydentka Claudia Sheinbaum podkreśliła w poniedziałek powrót do normalności po zakończeniu blokad drogowych karteli narkotykowych. Niedzielna operacja w lesie w stanie Jalisco pochłonęła życie siedmiu handlarzy narkotyków i zraniła co najmniej trzech żołnierzy.
https://elpais.com/mexico/2026-02-23/la-captura-y-muerte-de-nemesio-oseguera-el-mencho-en-vivo.html
„El Mencho” nie żyje, a Meksyk, oszołomiony wściekłą reakcją bandytów, również nie radzi sobie najlepiej. Nemesio Ruben Oseguera Cervantes, znany jako „El Mencho”, lat 60, był najbardziej poszukiwanym handlarzem narkotyków na świecie. Najmniej widoczny – zachowało się kilka jego zdjęć z młodości, z wąsami i bez – był zatem najniebezpieczniejszy. Zmarł w niedzielę rano po operacji armii meksykańskiej w górach Sierra de Jalisco, przez dziesięciolecia będących królestwem kartelu Jalisco Nueva Generación, którego był niekwestionowanym przywódcą.
Wychowany w wiosce Naranjo de Chila pośród pól makowych, syn farmerów, którzy później wyemigrowali do Kalifornii, „El Mencho” był ostatnim przedstawicielem pokolenia narkotykowych ćpunów XX wieku. Zasłużył na wejście do przestępczej arystokracji dzięki chłodnej kalkulacji i dalekowzroczności, by uniknąć losu wielu swoich poprzedników: zbyt wielu kochanek zaufanych policji i pokus ego, które w końcu osłabiają poczucie zagrożenia.
Wspiął się po szczeblach kariery w handlu narkotykami, nie pomijając żadnego: najpierw dilera, potem płatnego zabójcy, szefa płatnych zabójców, szefa regionalnego, a na końcu szefa generalnego.
Po El Chapo Guzmánie i Mayo Zambadzie, bossami kartelu Sinaloa, odsiadującymi dożywocie w amerykańskim więzieniu, po Rafaelu Caro Quintero (kartel z Guadalajary), również odesłanym do USA, „El Mencho” był ostatnim wielkim baronem narkotykowym.
To nie przypadek, że rząd USA wyznaczył za niego nagrodę w wysokości 15 milionów dolarów, próbując powstrzymać przepływ kokainy i fentanylu zalewających amerykańskie ulice.
Aby dać Czytelnikom wyobrażenie, co się stało: jego śmierć można porównać do śmierci Pablo Escobara w Kolumbii czy Totò Riiny we Włoszech, choć byli to inni przestępcy i mieli inne metody działania.
Oświadczenie meksykańskiego Sekretariatu Obrony zawiera pewne szczegóły dotyczące losu Oseguery Cervantesa: uzbrojeni agenci z różnych sił zbrojnych rozpoczęli operację w Tapalpie, w stanie Jalisco, gdzie szef został zlokalizowany dzięki informacjom wywiadowczym dostarczonym m.in. przez Stany Zjednoczone. Podczas operacji „żołnierze zostali zaatakowani i, broniąc własnego bezpieczeństwa, odparli atak: czterech przestępców zginęło na miejscu, a trzech zostało ciężko rannych; zginęli podczas lotu do Mexico City”. Wśród tej trójki był „El Mencho”.

Wiadomość o jego śmierci wywołała poruszenie wśród bandytów z Jalisco Nueva Generación (JNG), którzy podpalili dziesiątki sklepów i samochodów i ustawili ponad 20 blokad na drogach.
Wśród odgłosów strzałów z wszelkiego rodzaju broni palnej, zamieszki rozprzestrzeniły się na stany Guanajuato, Michoacán, Nayarit, Aguascalientes i Tamaulipas, ten ostatni aż 800 kilometrów od bastionu kartelu.
Władze potwierdziły co najmniej 26 ofiar śmiertelnych. Rząd Meksyku zaapelował do mieszkańców o pozostanie w domach. Linie lotnicze Air Canada i United Airlines zawiesiły loty z i do międzynarodowego lotniska w Puerto Vallarta, a szkoły pozostawały zamknięte w celu ochrony dzieci. Departament Stanu USA wydał ostrzeżenie dla obywateli USA w Meksyku.

Koniec „Mencho” to sukces strategii bezpieczeństwa prezydentki Claudii Sheinbaum i Omara Garcíi Harfucha, jej sekretarza bezpieczeństwa. Jednocześnie jednak wpędza kraj w niepewną walkę o sukcesję w najpotężniejszym kartelu, w obliczu zbliżających się Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej i udowodnionej zdolności Jalisco Nueva Generación do pustoszenia miast.


5.
Obraz zawierający tekst, zrzut ekranu, człowiek, ubrania

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
Wskaźniki poparcia dla Trumpa wśród niezależnych wyborców osiągają nowy najniższy poziom przed orędziem o stanie Unii
https://edition.cnn.com/2026/02/23/politics/trump-approval-rating-independents-cnn-poll
Wiele sondaży opublikowanych przed dzisiejszym orędziem Donalda Trumpa o stanie państwa pokazuje, że notowania prezydenta stale spadają, a wyborcy kwestionują jego priorytety i to, czy jego polityka przyczynia się do poprawy ich życia i kraju.
Nowe badanie CNN sugeruje, że wskaźnik aprobaty dla Trumpa wśród niezależnych spadł do nowego minimum, podczas gdy „tylko 32% Amerykanów twierdzi, że Trump miał właściwe priorytety, a 68% twierdzi, że nie poświęcił wystarczającej uwagi najważniejszym problemom kraju”. CNN podaje: „To najbardziej negatywny odczyt prezydenta w tej kwestii do tej pory podczas którejkolwiek z jego kadencji. Jednocześnie 61% Amerykanów uważa, że polityka Trumpa popchnie kraj w złym kierunku, a nie we właściwym. A wskaźnik aprobaty dla pracy Trumpa wśród wszystkich dorosłych pozostaje na poziomie 36% … Wśród niezależnych politycznie wskaźnik aprobaty dla Trumpa spadł o 15 punktów w ciągu ostatniego roku do 26%, najniższego poziomu w którejkolwiek z jego kadencji”.

Podczas gdy prezydent przygotowuje się do obrony swoich osiągnięć, sondaż przeprowadzony przez Marist University, opublikowany dzisiaj, wykazał, że większość – 57% – Amerykanów uważa, że stan Unii jest „niezbyt dobry” lub „wcale nie jest dobry”, a sześciu na dziesięciu Amerykanów, w tym 90% Demokratów i 68% niezależnych, stwierdziło, że kraj jest w gorszej sytuacji niż rok temu.
Co ciekawe, największa zmiana nastąpiła wśród Republikanów i niezależnych – 43% Republikanów (wzrost z 26%) i 75% niezależnych (wzrost z 64%) stwierdziło, że ich zdaniem system kontroli i równowagi władz nie działa w USA skutecznie.
A w weekend sondaże Washington Post/ABC/Ipsos wskazały na 39% poparcia dla Trumpa i 60% jego dezaprobaty . Oznacza to, że sześciu na dziesięciu Amerykanów „zdecydowanie” lub „raczej” nie pochwala sposobu, w jaki Trump sprawuje swoją prezydenturę.
Tymczasem Trump wczoraj pwiedział:
„Miałem sondaże przed wyborami, które wskazywały na to, że zostanę zasypany, a wygrałem miażdżącą przewagą. To były fałszywe sondaże… Widziałem dziś jeden, w którym było 40%. Nie mam 40%. Jestem znacznie wyżej … Prawdziwe sondaże mówią, że zabiłbym każdego [w wyborach], nawet nie zbliżyłby się do mnie.


7.
Obraz zawierający niebo, chmura, obuwie, ubrania

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
Dla przywódców Iranu odrzucenie żądań USA jest ryzykiem wartym podjęcia
Analitycy twierdzą, że Teheran uważa kapitulację w sprawie wzbogacania uranu i rakiet balistycznych za ryzyko większe niż wojna.
https://www.nytimes.com/2026/02/23/world/middleeast/iran-us-nuclear-talks-war.html
O tym, że dla władz w Teheranie podporządkowanie się warunkom Waszyngtonu byłoby bardziej niebezpieczne niż zbrojne uderzenie mówił też Ali Vaez, dyrektor ds. Iranu organizacji International Crisis Group. "Oni nie wierzą, że jeśli raz ustąpią, Stany Zjednoczone złagodzą presję. Uważają, że to tylko zachęciłoby USA do uderzenia w ich czuły punkt" - mówił analityk.
Kluczowa pozostaje kwestia czy Teheran byłby w stanie zaatakować tankowce przepływające przez znajdujące się w jego pobliżu szlaki morskie, wpływając tym samym na ceny ropy.
Eksperci przypomnieli też, że po ubiegłorocznej wojnie Iran odmówił kapitulacji wobec żądań USA i jeśli przetrwa kolejną, najpewniej postąpi tak samo. - Myślenie, że wojna za każdym razem czyni Iran bardziej elastycznym lub ułatwi dyplomację, jest niczym innym jak złudzeniem - ocenił Ali Vaez.

Ali Chamenei, Najwyższy Przywódca już opracował plany dotyczące swojej sukcesji na wypadek śmierci w amerykańskim ataku.
To proces, który rozpoczął się po wojnie czerwcowej: linie dowodzenia zostały podwojone, aby zapobiec dekapitacji przywódctwa, prezydent Pezeshkian przekazał szereg uprawnień gubernatorom, a Rada Obrony została utworzona w celu koordynacji działań różnych instytucji. To właśnie logika, zgodnie z którą Chamenei budował odporność systemu przez cztery dekady, tworząc lojalną biurokrację i rozbudowując struktury bezpieczeństwa i obrony, aby przygotować aparat na amortyzację wstrząsów.
Rahbar (lider) wskazał już również triumwirat, któremu przypadnie zarządzanie w razie jego śmierci z rąk Amerykanów. W skład triumwiratu weszliby generał Mohammad Bagher Ghalibaf, obecny przewodniczący parlamentu, były umiarkowany prezydent Hasan Rouhani, człowiek porozumienia z Zachodem, a przede wszystkim 67-letni Ali Laridżani, obecny szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego, który powrócił na szczyt irańskiej polityki po okresie marginalizacji.


8.
Obraz zawierający tekst, rower, koło, Koło do roweru

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.
Flotylla również dla Kuby: 21 marca w Hawanie z żywnością i lekarstwami. Greta jest wśród osób wspierających.
Nowa międzynarodowa misja solidarności ma na celu „przełamanie oblężenia” wyspy przez Stany Zjednoczone. Ma również poparcie Demokratycznych Socjalistów Ameryki, którzy poparli nowego burmistrza Nowego Jorku, Zohrana Mamdaniego.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/02/23/news/flotilla_per_cuba_a_l_avana_con_cibo_e_farmaci_greta_mamdani-425177425/?ref=RHLM-BG-P12-S1-T1-fdg1
Nie tylko flotylla. To konwój, który dotrze do Hawany drogą powietrzną 21 marca, aby dostarczyć podstawowe artykuły pierwszej potrzeby, leki, a przede wszystkim wsparcie dla ludności Kuby . Podczas gdy zbiórka pomocy humanitarnej rozpoczęła się w Stanach Zjednoczonych i kilku krajach Ameryki Łacińskiej, misja mająca na celu wsparcie Kuby, zdławionej amerykańskim embargiem, rozrasta się. I podobnie jak Global Sumud Flotylla, z której bezpośrednio czerpie inspirację, „Nasz Amerykański Konwój” otrzymał wsparcie nie tylko Grety Thunberg, ale także liderów DSA, frakcji Demokratów w USA, która doprowadziła do zwycięstwa nowego burmistrza Nowego Jorku, Zohrana Mamdaniego .

Greta: „Tylko międzynarodowa solidarność może powstrzymać Trumpa i Netanjahu”.
Młoda szwedzka działaczka ekologiczna, która dwukrotnie znajdowała się na pokładach statków próbujących przerwać oblężenie Gazy, dostarczając leki, niezbędne towary i wyrażając solidarność, i została dwukrotnie aresztowana przez izraelskie siły specjalne , które zablokowały flotyllę podczas nalotów na wody międzynarodowe, była szczera. „Popieram ten konwój na Kubę nie tylko dlatego, że Kubańczycy potrzebują wszelkiej możliwej pomocy, ale także” – podkreśliła – „ponieważ międzynarodowa solidarność to jedyna siła wystarczająco silna, by przeciwstawić się imperialnym postaciom takim jak Trump i Netanjahu”. Jej słowa nawiązują do słów Davida Adlera, koordynatora Progressive International, który również znajduje się na pokładzie Global Sumud Flotilla i jest obecnie jednym z inicjatorów misji na Kubę. „Trump” – powiedział, ogłaszając inicjatywę – „robi Kubie dokładnie to samo, co Netanjahu zrobił Gazie”. Właśnie dlatego – wyjaśniono w komunikacie o koordynacji po pierwszym publicznym spotkaniu – konwój wyrusza zarówno z celem humanitarnym, jak i politycznym, podobnie jak flotylla, która według planów powinna wrócić do Strefy Gazy w nadchodzących tygodniach.

Do zobaczenia 21-go w Hawanie
„Razem możemy przerwać oblężenie, ratować życie i bronić sprawy samostanowienia Kuby” – wyjaśniła grupa koordynacyjna w oświadczeniu wydanym po pierwszym spotkaniu. Kampania rekrutacyjna wolontariuszy rozpoczęła się kilka tygodni temu i „nigdy nie spodziewaliśmy się tak ogromnego odzewu” – wyjaśnia Adler. Z tego powodu to, co początkowo miało być flotyllą, przekształciło się w konwój, który ma „oblegać oblężenie” drogą powietrzną i morską. Miejscem spotkania dla wszystkich jest 21 marca w Hawanie. Na razie porty i lotniska, z których odlatują, są utrzymywane w tajemnicy, aby uniknąć blokad, aresztowań, a nawet gorszych zdarzeń, ale więcej szczegółów może pojawić się bliżej misji.

Wsparcie dla DSA Mamdaniego
Inicjatywa – jak chętnie wyjaśnia komitet – nie pochodzi od pojedynczych osób, „lecz z sieci związków zawodowych, stowarzyszeń, komitetów i sieci”. A teraz wśród nich jest DSA, która poparła burmistrza Nowego Jorku Zohrana Mamdaniego. Megan Romer i Ashik Siddique, współprzewodniczący Demokratycznych Socjalistów Ameryki, formalnie przyłączyli się do kampanii „Konwój”. To znaczący sygnał dla Ameryki Donalda Trumpa, która po jego interwencji w Wenezueli i odsunięciu Maduro od władzy zaostrzyła embargo, które obecnie dusi Kubę.

Przyduszona Kuba trzyma się planu racjonowania
Administracja USA nie tylko zakazała sprzedaży paliwa na karaibską wyspę, ale także zagroziła sankcjami każdemu, kto to zrobi, posuwając się nawet do zablokowania kilku płynących tam tankowców. Kuba produkuje nie więcej niż 40.000 baryłek ropy dziennie, ale potrzebuje co najmniej 110. W przeszłości 35 procent jej potrzeb było pokrywane importem z Wenezueli, ale po interwencji USA, która doprowadziła do obalenia Maduro, dostawy zostały wstrzymane. To samo stało się z Meksykiem, który dostarczał wyspie 20 procent jej zapotrzebowania na ropę. Rezultatem jest kraj na kolanach, z działalnością — w tym tymi niezbędnymi, takimi jak opieka zdrowotna — zminimalizowaną przez kampanię racjonowania energii, która skutkuje regularnymi przerwami w dostawie prądu, a transport publiczny jest praktycznie nieistniejący, podobnie jak inne usługi. Sytuację dodatkowo pogarsza załamanie się turystyki, jednego z głównych źródeł dochodu wyspy, który prawie wysechł nie tylko z powodu coraz trudniejszej sytuacji wewnętrznej, ale także z powodu strachu przed zbrojną interwencją. „Wszystko to sprawia, że inicjatywa mająca na celu przełamanie oblężenia, które doprowadza do głodu ludność cywilną, staje się jeszcze bardziej konieczna” – czytamy w Konwoju.

Zapowiedziano dostawy pomocy z Ameryki Łacińskiej i Hiszpanii
Odkąd Stany Zjednoczone zmusiły wszystkie kraje do odcięcia dostaw ropy naftowej, Kuba otrzymała kilka transportów pomocy z krajów Ameryki Łacińskiej. 800 ton zostało wysłanych z Meksyku przez Claudię Sheinbaum; Chile może zrobić to samo, zakładając, że nowo wybrany ultrakonserwatysta José Antonio Kast nie zablokuje wszystkiego. Urugwaj, jak ogłosił minister spraw zagranicznych Mario Lubetkin , rozważa to „po konsultacjach z Organizacją Narodów Zjednoczonych” i „jako symboliczny gest, a nie jako wyraz solidarności z rządem kubańskim”. Hiszpania również zapowiedziała, że wkrótce wyśle pomoc humanitarną. Jednak w oczekiwaniu na realizację tych zapowiedzi, nawet jedzenie na Kubie staje się coraz bardziej skomplikowane.


9.
Posłuchajcie przesłania Klementyny Suchanow po poniedziałkowym wyroku:
https://www.facebook.com/reel/2127068011429676


10.
Obejrzyjcie Ruiny Warszawy i pomyślcie o alfonsie i innych ruskich onucach, którzy dążą do powtórki.
https://www.facebook.com/reel/1373473700912764


11.
4 lata temu
1.
Co to jest „światopogląd”?
D.O. nie wyklucza, że jest to jeden z najbardziej absurdalnych terminów w powszechnym użyciu.
Światopogląd powinien znajdować się w książkach. Światopogląd nie powinien być wiarą, powinien być wiedzą. Summą aktualnej wiedzy, potwierdzonej i zweryfikowanej.
Niestety nie jest.
Światopoglądem może być zbiór klechd. Światopoglądem może być uwielbienie nieprawdy. Może być nienawiść do prawdy i ludzi, którzy ją głoszą.
Ale tu pojawia się problem: czymże jest prawda?
Powinna być summą aktualnej wiedzy… itd.
Niestety nie jest.
Prawda leży tam, gdzie leży, a nie tam, gdzie ktoś wierzy, że leży.
Normy współżycia społecznego, zwane ostatnio modnie „poprawnością polityczną” (?) wymagają, żeby mieć szacunek dla odmiennych od własnego światopoglądów.
A co, jeśli światopogląd bliźniego jest drastycznie odległy od summy aktualnej wiedzy?
Co, jeśli światopogląd bliźniego usprawiedliwia kłamstwa, stosowanie przemocy, ma za nic prawo własności? Co, jeśli światopogląd bliźniego sam jest przemocą, tj. jest ci siłą narzucany, Czytelniku?
Co wtedy?
Jak nazwiesz, Czytelniku, swoje prawo do zachowania własnego światopoglądu, opartego na summie aktualnej wiedzy? Wolnością?
Przecież wszyscy wiemy, że twoja wolność jest serdecznie nienawistna ludziom, których światopogląd oparty jest na przemocy, nienawiści i kłamstwie.
Nie, to niedopuszczalne – powiesz, Czytelniku.
A jednak na to pozwalasz…

2.
Motto: „L’ambasciator non porta pena” (przysłowie włoskie).
Jaki jest zakres odpowiedzialności ambasadora? Historia obfituje w przykłady, hmmm… obcesowego potraktowania ambasadorów, przynoszących niepożądane wieści. Niektórych zabito, innych wzięto na męki, jeszcze innych podobno zjedzono.
Takie myśli przebiegły przez głowę autora D.O. po otrzymaniu rozpaczliwego przekazu P.T. Czytelniczki, że ona już nie może, nie wytrzyma, nie będzie D.O. czytać, bo tam są same straszne wieści.
Niestety, to bardzo słuszna, a przynajmniej wysoce uzasadniona uwaga.
Każdy z P.T. Czytelników ma mnóstwo swoich własnych problemów, często osobistych tragedii. Wielu z nich prześladują koszmary: i za dnia, i – zwłaszcza - w nocy. Jakież prawo ma zatem D.O. dorzucać do nich jeszcze dramatyczne, często tragiczne, przeważnie pesymistycznie nastrajające kompilacje okropieństw?
D.O. może się usprawiedliwiać: „przecież taki jest świat, przecież te właśnie wiadomości widnieją na czołówkach najpoważniejszych mediów świata”. Albo: „ignorowanie rzeczywistości, rzeczywistości nie zmienia”. Albo nawet: „to jest podejście strusia: schowa głowę w piasek, a kiedy ją tam schowa, to nie widzi zbliżającego się niebezpieczeństwa. A przecież rozsądniej byłoby uciekać, przedsięwziąć jakieś środki, by zapobiec zbliżającemu się niebezpieczeństwu”.
To wszystko może racja, ale przecież jednym z najpotężniejszych instynktów istoty ludzkiej jest dążenie do „normalności” i „stabilizacji”. D.O. niedawno pisał o musicalu, wystawionym w Warszawskim Getcie, na krótko przed jego likwidacją. Zdarzały się zakochania w obozach koncentracyjnych, ludzie starali sobie ułożyć jakoś normalnie życie nawet wśród najbardziej ekstremalnych warunków.
Może D.O. powinien sprzyjać tej „naszej małej stabilizacji”, tej „normalności” w warunkach skrajnego napięcia, prawdopodobnie w przeddzień wielkiej i krwawej wojny?
A może powinien robić to, co robi, lecz namawiać P.T. Czytelników, by go nie czytali?
Albo robić to, co robi, ale nie publikować?
Albo przestać robić to, co robi?
Bo przecież w gruncie rzeczy robi to dla siebie.
Żeby mieć powód do wstawania z łóżka i pozory zachowania jakiejś przydatności, a, co za tym idzie, resztek godności?

3.
Cóż – D.O. pamięta z młodości, jak go śmieszyli staruszkowie, starający się zachować godność wśród trupiego uwiądu. Staruszki, noszące zalotne sukienki, farbujące włosy, tańczące młodzieżowe wygibasy.
Miał kilkanaście lat, kiedy stał przed jakimś abstrakcyjnym obrazem w Zachęcie, kiedy podszedł do niego śmieszny staruszek, grzecznie się przedstawił i poprosił, żeby mu on, przedstawiciel najmłodszego pokolenia konsumentów sztuki, powiedział, co sądzi o tym obrazie. D.O. coś wybełkotał. Bo raz, że o tym obrazie nie sądził niczego mądrego, dwa, że nie miał warsztatu intelektualnego i retorycznego, by spójnie wyartykułować jakieś myśli, a trzy, że ów staruszek nazywał się Tadeusz Peiper. Wybitny poeta i dramaturg, który tak wiele namieszał w polskiej sztuce międzywojnia. D.O. już o nim słyszał, czytał go, więc się bardzo skonfundował.
Ale czasy się zmieniły i gdyby dziś to D.O. podszedł do jakiegoś nastolatka (nie w Zachęcie, bo światopogląd nakazuje mu bojkotować placówki pisowskich gauleiterów) i zapytał, co sądzi o jakimś obrazie, usłyszałby z pewnością cytat z klasyka: „spieprzaj dziadu”.

3.
Gdy sięgnie pamięcią do czasów swojej młodości, gdy spróbuje przywołać pod powieki jakieś z tamtych czasów obrazy, to one, te obrazy, są nieodmiennie szare. Tylko amerykańskie czy francuskie filmy były kolorowe. Tylko sztuki w teatrze, a i to nie wszystkie. Pamiętał, jak był zachwycony kolorami Baletu XX Wieku Bejarta, kiedy ten zawitał do Warszawy i występował w nieistniejącym już dziś stałym metalowym cyrku na rogu Solca i Rozbrat.

Kiedy D.O. spróbuje – bardzo niechętnie – przywołać pod powieki sylwetki głównych rozgrywających obecnej władzy, to oni też są szarzy.
Strzeż się, Czytelniku, szarych ludzi.
Szarzy ludzie uczynią szarą rzeczywistość wokół ciebie. Ciebie też poszarzą.

Kiedy D.O. jeździ po Polsce i trafia do małych, prowincjonalnych miasteczek z dala od popularnych szlaków, to widzi, że domki na rynku i w okolicy mają biedny wygląd, ale są nieporównanie bardziej kolorowe, niż kiedyś. Czasem to kwestia tynków, czasem szyldów, czasem jednego i drugiego.
Nie bez zadowolenia D.O. widzi, że o tę starą, biedną zabudowę zaczynają dbać konserwatorzy zabytków. Nie, nie jest tak dobrze: rynki są zalane betonem, drzewa wtłoczone w obramowania. Ale te miasteczka, które się uchowały bez wstrętnych, pełnych butnej przemocy „plomb” gomułkowskich czy gierkowskich, zaczynają być traktowane, jak zabytki. Kolorowe zabytki.
I jeszcze jedno D.O. w małych, prowincjonalnych miasteczkach uderza: egzotyczne bary. Nie ma właściwie polskiego miasteczka bez lokalu z kebabem albo ze specjałami wietnamskimi. Często są własnością egzotycznych przybyszów.
Choć głowy by nie dał za jakość serwowanych tam potraw, to serce D.O. na ten widok rośnie.
Bo, choć urodził się w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, to duszą był zawsze obywatelem Rzeczypospolitej. Rzeczypospolitej bezprzymiotnikowej. Nie polskiej, nie litewskiej, nie ruskiej. Rzeczypospolitej i basta. Pięknej, kolorowej, otwartej dla wszystkich, którzy gotowi byli ją pokochać.

4.
A co będzie, kiedy wybuchnie wojna?
Czy ktoś podczas wojny, w słoneczny, lutowy dzień, kiedy na drzewach pojawiają się zielone kiełki i bazie, poczuje bolesny w sercu ucisk tęsknoty za wiosną? Za nowym życiem? Za euforią zmartwychwstania natury? Czy zatrzyma się wtedy, wyciągnie z kieszeni kartkę i ołówek, pardon, smartphone’a i gorączkowo podyktuje strofy lirycznego wiersza, sławiącego ciepły, kolorowy świat?
Czy pokój sprzyja powstawianiu wielkich dzieł sztuki?
Hmmm.
Są różne klasyfikacje najlepszych książek kiedykolwiek napisanych. Poniżej jedna z nich. Większość tytułów powtarza się niemal we wszystkich rankingach; różnią się tylko miejscami.
Popatrzmy: niemal wszyscy zgadzają się, że numerem jeden jest „Wojna i Pokój” Tołstoja. Napisał ją podczas wojny austriacko-pruskiej, a opublikował w 1869 r., podczas krwawego tłumienia rewolty na Krecie i w przededniu wojny francusko-pruskiej.
Drugą na liście „Annę Kareninę” napisał podczas wojny rosyjsko-tureckiej.
Don Quijote’a Cervantes napisał podczas wojny hiszpańsko-tureckiej, zginęło co najmniej 15 tysięcy ludzi.
Flaubert tworzył swoją Madame Bovary podczas Wojny Krymskiej, w której jego kraj walczył razem z Brytyjczykami, Turkami i Piemontczykami przeciw Imperium Rosyjskiemu.
George Eliot pisała swoje „Miasteczko Middlemarch” (uznawane przez BBC za najlepszą książkę wszechczasów) podczas wojny francusko-pruskiej.
James Joyce pisał Ulissesa podczas potwornego zamieszania wojennego w całej Europie, która dopiero szukała równowagi po zakończeniu I Wojny Światowej, a jego Irlandia wstrząsana była jeszcze starciami IRA z wojskami Brytyjskimi.
I tak dalej, i tak dalej, każdy może sobie poprzypominać, co działo się w chwili publikacji tego dzieła.
W tym kontekście mały konkurs: kto z P.T. Czytelników wskaże jakieś wybitne dzieło literatury polskiej, które nie powstałoby podczas jakiejś angażującej Rzeczpospolitą wojny, podczas zaborów lub zgoła w niewoli?
Brak dostępnego opisu zdjęcia.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga