DRUGI OBIEG
Niedziela, 22 marca 2026
1.
Już za kilka godzin, około godziny 10, D.O. odłoży się po raz kolejny do
szpitala i zobaczymy co z tego wyniknie.
Jest prawdopodobne. że wystąpią w zakłócenia w wydaniach Drugiego Obiegu.
2.
Były szef FBI Robert Mueller zmarł w wieku 81 lat. Kierował agencją w latach
2001-2013 i twierdził, że Moskwa ingerowała w wybory, aby pomóc Trumpowi. A
Trump zamieścił szokujący wpis w mediach społecznościowych: „Dobrze, cieszę
się, że tak się stało. Nie będzie już mógł krzywdzić niewinnych ludzi”.
Mueller urodził się w zamożnej rodzinie na Manhattanie i po studiach na
Uniwersytecie Princeton zaciągnął się do piechoty morskiej, gdzie dzielnie
służył w Wietnamie. Po powrocie został prokuratorem, budując błyskotliwą
karierę, która doprowadziła go do objęcia stanowiska szefa FBI tydzień po
atakach z 11 września 2001 roku. Jako liberalny republikanin zreformował Biuro
i przewodził walce z terroryzmem, ale odmówił poparcia nadużyć wykraczających
poza prawo, grożąc nawet rezygnacją, aby przekonać prezydenta Busha Jr. do ich
powstrzymania.
W 2017 roku powierzono mu prowadzenie śledztwa w sprawie rosyjskiej ingerencji
w wybory w poprzednim roku, wkrótce po tym, jak Trump zwolnił jego następcę
Jamesa Comeya, właśnie dlatego, że ten prowadził przeciwko niemu śledztwo. „
To koniec mojej prezydentury” – skomentował szef Białego Domu, gdy dowiedział
się o tej wiadomości. Muellerowi udało się potwierdzić ingerencję, co
doprowadziło do postawienia w stan oskarżenia wielu kluczowych postaci, w tym
szefa kampanii Trumpa, Paula Manaforta i byłego doradcy ds. bezpieczeństwa
narodowego Michaela T. Flynna. Jednak gdy chodziło o głębsze zbadanie roli
prezydenta, jego krytycy twierdzili, że powstrzymywał się, na przykład
odmawiając skorzystania z dostępnych mu narzędzi prawnych, aby osobiście go
przesłuchać, tracąc w ten sposób okazję do oskarżenia go o utrudnianie wymiaru
sprawiedliwości. Zadowolił się oświadczeniami pisemnymi, które niewiele
wyjaśniały. W swoim 448-stronicowym raporcie końcowym napisał, że Rosja
próbowała wpłynąć na wynik głosowania, ponieważ „postrzegała siebie jako
korzystającą z prezydentury Trumpa”. Następnie podsumował: „Ten raport nie
dowodzi, że prezydent popełnił przestępstwo, ale też go nie uniewinnia”. Dokument
został jednak przekazany prokuratorowi generalnemu Williamowi Barrowi, który
wykorzystał go do uniewinnienia szefa Białego Domu. Trump jednak mu nie
wybaczył i świętował jego śmierć.
3.
Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały zakład wzbogacania uranu w Natanz -
poinformowała irańska agencja prasowa Tasnim. Irańska Organizacja Energii
Atomowej (AENO) poinformowała, że nie odnotowano żadnych wycieków
radioaktywnych i że nie ma zagrożenia dla mieszkańców w pobliżu zakładu.
Jednocześnie jednak organizacja potępiła atak jako naruszenie Traktatu o
Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej.
Tymczasem Teheran potwierdził, że wystrzelił dwa pociski balistyczne w kierunku
wspólnej anglo-amerykańskiej bazy na wyspie Diego Garcia na Oceanie Indyjskim,
3810 kilometrów od Iranu. „Ten atak stanowi znaczący krok w konfrontacji ze
Stanami Zjednoczonymi” – pisze agencja.
Celowe uderzenie Iranu w wyspę sugeruje, że jego pociski mają większy zasięg
niż wcześniej szacowano. Jeszcze w zeszłym miesiącu minister spraw zagranicznych
Abbas Araghchi twierdził, że Teheran celowo ograniczył zasięg swoich pocisków
do 2000 kilometrów.
4.
Im mniejsza kanapa, tym większe zadęcie.
Obecnie kanapa nazywa się ‘Polska 2050 Rzeczpospolitej Polskiej’, żeby odróżnić
się od ‘Polski 2050 Przenajświętszego Episkopatu Sprzymierzonego z
Patriarchatem Moskiewskim’.
4.
5 lat temu
Adama poznałem w Berlinie.
Ja przed półtora roku krążyłem między Warszawą a Berlinem Wschodnim, szmuglując
w tamtą stronę wydawnictwa podziemne i przywożąc powielacze, tusze, części do
maszyn, gilotyny do papieru i wszystko, co było potrzebne podziemnemu
wydawnictwu.
Spotykałem się, przeważnie na Aleksanderplatz z Adamem Zagajewskim, który wtedy
miał stypendium, bodaj Herdera i uczył studentów Freie Universität. Brał ode
mnie moje paczki, dawał swoje.
Kiedy w 80 roku ja trafiłem po raz pierwszy do Berlina Zachodniego, mogłem z
nim spokojnie i bez napięcia dłużej porozmawiać.
Wreszcie, w pierwszych dniach sierpnia 1980 r. Adam zorganizował duży transport
powielaczy i innych rzeczy niezbędnych do druku. Jego studenci wybierali się na
Mazury na kajaki. Dostałem gryps, że mam się z nimi spotkać przed „Mercurym” w
Poznaniu i odebrać przemyt. Pojechaliśmy z zaprzyjaźnionym taksówkarzem. Ale z
wielkiego furgonu na berlińskich numerach wysiadło kilku młodzieńców o
szokującym wyglądzie i (już wtedy!) z fosforyzującymi irokezami na głowach.
Zrobiło się zbiegowisko, bo takich cudaków jeszcze w poznaniu nie widziano. O
wymianie nie było mowy.
Postanowiliśmy pojechać w jakieś odludne miejsce. Ale Polska okazała się gęsto
zaludniona i odludnego miejsca nie znaleźliśmy. Po dwóch godzinach krążenia po
Wielkopolsce, zdesperowani, zatrzymaliśmy się na polu między dwoma wsiami.
Irokezi otworzyli drzwi od furgonu i – rozległ się hałas, jakby bomba wybuchła.
Furgon wypełniony był rurkami aluminiowymi od składanych kajaków i namiotów.
Sporo z nich wyleciało na polną drogę.
Zaciekawieni, mieszkańcy obu sąsiednich wsi ruszyli w naszą stronę. W
największym pośpiechu zabraliśmy, co nam irokezi dali i w nogi. W Warszawie, w
jednym z powielaczy, znaleźliśmy listę przesyłek. Brakowało 3 powielaczy i
kilku drobniejszych rzeczy.
O była strata nie do powetowania. Mirek Chojecki, Konrad Bieliński, Ewa
Milewicz i Piotr Domański ruszyli inwalidzkim maluchem Ewy na poszukiwanie
irokezów. Znaleźli ich gdzieś pod Elblągiem 13 sierpnia. Pobrali brakujący
sprzęt i mieli wracać do Warszawy, kiedy w Stoczni Grańskiej wybuchł strajk.
Zawrócili i Mirek z Konradem i powielaczami przeskoczyli przez mur Stoczni.
Legenda głosi, że to Konrad Bieliński wymyślił nazwę „Solidarność”, choć różne
są wersje. Ale powielacze się przydały.
Adam znalazł się we Francji, ja we Włoszech. Straciliśmy się z oczu na długie
lata.
Kiedy trafiła w moje emigranckie ręce jego „Cienka kreska” – która, jak
podejrzewam, była rodzajem pożegnania z dawniejszym życiem i dawnymi miłościami
– uznałem, że jest to książka genialna, bo nie napisana, ale namalowana,
powstała nie w kodzie linearnym, ale wizualnym.
Wiedziałem, że należał mu się literacki Nobel, wiem, że był kilkakrotnie
kandydatem ze ścisłej czołówki.
Odnaleźliśmy się koło roku 2000 w Rzymie: dostał tam jakąś nagrodę, miał
wieczór autorski. Powiedziałem u wtedy, że bez niego nie byłoby „Solidarności”,
bo bez zagubionych powielaczy Mirek i Konrad nie trafiliby do Stoczni, gdzie
mogli zorganizować poligrafię i służyć radą. Był wyraźnie przejęty. Ostatnio
wymienialiśmy się mailami, cieszyłem się z jego międzynarodowych sukcesów.
Obiecywałem sobie, że po pandemii specjalnie pojadę do Krakowa, by z nim znów
poobcować, porozmawiać, dać się zarazić jego nieskończonemu talentowi.
Takim go poznałem, takim na zawsze zapamiętam.
5.
„Wariacje pocztowe” Kazimierza Brandysa to dla mnie jedna z najlepszych
książek, jakie w życiu czytałem i jedna z tych, które wywarły na mnie
największy wpływ.
Za pierwszej komuny, w 1977, jakoś wkrótce po wyjściu „Nierzeczywistości” w
drugim obiegu, przyszedłem do Adama Michnika, który wtedy mieszkał w Alei
Przyjaciół. Musiałem być bardzo rozentuzjazmowany tą lekturą, bo zamiast od
razu przejść do sprawy, która mnie do Adama przywiodła, zacząłem ją wychwalać.
Adam ucieszył się niezwykle, powiedział mi, żeby zaczekać, podszedł do telefonu
i wykręcił numer: - „Kazik? Słuchaj, tu jest u mnie jeden taki student, drukuje
książki w podziemiu i jest zachwycony twoją ‘Nierzeczywistością’”.
Nie macie pojęcia, jak czułem się dowartościowany faktem, że, choć anonimowo,
Wielki Pisarz i mój Idol, dowiedział się o tym, jak bardzo podobała mi się jego
najnowsza książka…
6.
9 lat temu
Jakoś tak się porobiło, że po prawie 4 latach znów chodzę na spacery. Boli?
Pewnie, że boli, ale nie na tyle, żeby mnie zatrzymać. Najpierw powoli, jak
żółw ociężale, ale po jakimś czasie wpadam w takie chodliwe zapamiętanie, że o
bólu zapominam i cieszę się każdym krokiem.
Kiedy byłem w szóstej klasie z pewnym zdumieniem odkryłem, że nieciekawe dotąd
koleżanki z klasy zrobiły się interesujące. Hmmm… Całkiem interesujące! I
pomyślałem sobie wtedy, że fajnie byłoby mieć czapkę niewidkę i jakoś tak z
bliska przyjrzeć się w stanie nieskrępowanym tym wyłaniającym się z ich ciałek
krągłościom. Czapki nie dali, więc musiałem kombinować inaczej.
Ale minęło z górą pół wieku i oto…
Nie, w mojej grupie wiekowej krągłości przeniosły się piętro i dwa piętra niżej
i pozostają bardziej w kręgu zainteresowania gastrologów niż voierów. Ale
czapkę mam! Chodzę sobie pośród ludzi w parku i – jestem niewidzialny! Poza
jednym małym, sympatycznym pieskiem nikt na mnie nie podniósł wzroku, nie
odwrócił głowy. Nikomu nie zakłóciłem świętowania WŁASNYCH SPRAW. Ale frajda!
I kiedy chodziłem tak – niewidzialny – po parku, wsłuchiwałem się w ścieżkę
dźwiękową mojego spaceru. Najpierw usłyszałem gdzieś z góry gromkie „u-hu”!
Potem zdałem sobie sprawę, że to murmurando w tle, to świergotanie. Potem z
prawej strony, dwa kroki od ogródka zabaw dla dzieci – dźwięk piły spalinowej.
To było hasło. Po chwili z prawej, nieco dalej, zza grobli, dźwięk drugiej,
potężniejszej. To drugie urwało się po dwóch minutach jakimś potwornym hałasem.
„Mam nadzieję, że mu się to drzewo spieprzyło na chałupę” – pomyślałem, ale po
chwili odgoniłem tę nieszlachetną myśl.
Potem odezwała się trzecia, gdzieś na wprost. I wydzierały się histerycznie,
darły swoje mechaniczne mordy jeszcze przez dłuższy czas.
- No nie, te z mięsem są lepsze, jak chcesz, to kupię mięso” – zachęcającym
tonem mówił pan do pani, oboje w średnim wieku.
- Kiedy wsiadam w pociąg o 7.10, to czasem jeszcze zdążę zajść do sklepu i
kupić sobie bułkę z szynką – mówił młody mężczyzna drugiemu młodemu mężczyźnie.
- Mamo, mocniej! – krzyczała dziewczynka z wyżyn huśtawki.
- Sabcia, nie zaczepiaj pana!
- Przepraszam, czy cukiernia Weissmana to w prawo, czy w lewo? Taka oszklona,
wie pan…
- U-hu – pohukiwał puszczyk. Wróblęta ćwierkały.
Taka jest ścieżka dźwiękowa na spacerze w przedwiosenny dzień, podczas ciszy
przed burzą.
7.
10 lat temu
Puszcza dopomina się o swoje prawa.Pożera stary cmentarzyk obok pruskiej
wioski.
Auguście Ennerlichu, zamordowany - przez kogo? - 20 stycznia 1945 r. -
westchnąłem za twoją duszę. Mam nadzieję, że na wojnie zachowywałeś się - w
miarę możności - przyzwoicie, ale ty już na ważniejszym sądzie. Else Rutkowski,
tu już nikt po tobie nie zapłacze. Ale twoje nazwisko jeszcze walczy, twoi
sąsiedzi już są bezimienni...
Pierwszy dzień wiosny w puszczy i okolicach.
Dzień dobry
OdpowiedzUsuń