DRUGI OBIEG
Poniedziałek, 23 marca 2026

1.
No więc tak sobie leży D.O. na łóżeczku, do ręki ma podłączoną rurkę i płyny moczopędne, jak się okazuje doskonale działające, leży i patrzy tęsknie w okno, za którym jest Prawdziwy Świat.
Prawdziwy Świat jest pełen okrucieństwa, bezdennej wprost głupoty, krzyczącego braku dobroci, pełen świstu bomb i rakiet, pełen wysiłków by związać koniec z końcem, ale - na miły Bóg! - jaki on jest nadal piękny! Jak w jednej chwili zaczyna go brakować, tu, po tej stronie okna, jakże zaczyna się do niego tęsknić…
Szpital to miejsce, w którym - D.O. już to pisał - człowiek robi się okropnie egoistyczny, koncentruje się na sobie, na wszystkie inne problemy tego świata robią się o wiele mniej istotne, odległe, malutkie. W najbliższych dniach okaże się, jak to z D.O. jest, czy i co mu trzeba zrobić, żeby znowu był jako tako na chodzie. D.O. marzy, że badania, którym zostanie poddany, wykażą, że jego dolegliwość jest mało istotna, do pominięcia, nie wymagająca rozlewu krwi. Tak sobie myśli, że jeśli tak właśnie się okaże, to następnego dnia wytnie kilka hołupców, a następnie albo kupi bilet na jakiś samolot, albo wszędzie w samochód i pojedzie w siną dal, gdzieś, gdzie napięcia, związane z kolejnymi buntami ciała, które zaczęło D. O. zdradzać, wyfruną. Jak powietrze z przekłutego balonika. Siądzie sobie gdzieś nad brzegiem morza, wśród jakiegoś kwiecia, wśród kolorowych krzewów, i będzie się wpatrywał w horyzont, pewien, że to przyniesie mu ukojenie.
Ale jeśli nie, to trudno, D.O. podda się dobrym lekarzom, który którzy znów coś tam natną, coś tam ukroją, coś tam wsadzą, gdzie trzeba. To oznaczać będzie odesłanie marzeń o posiedzeniu wśród krzewów nad morzem w nieokreśloną przyszłość, ale nie oznacza rezygnacji z marzeń, choćby Żona nie wiem jak się z nich wyśmiewała.
Bo Żona z wiekiem straciła wszelkie zainteresowanie podróżami, wręcz ich unika i nie lubi, a jedyne podróże, jakimi jest zainteresowana, to te z sypialni do pracowni, gdzie pieczołowicie coś dłubie przy kolejnych dziełach sztuki, których nigdy nikomu nie pokaże, nie wiadomo czy z braku zainteresowania cudzymi opiniami czy z niechęci do dopuszczenia obcych do własnego świata, który rozkwita w czterech murach jej pracowni.
P.s.: D.O. zapomniał do szpitala kapci, więc człapie w butach. Diabli by to wzięli.


2.
Zapadł zmrok. D.O. patrzy przez okno. Gdzieś z daleka widać ulicę, światła przejeżdżających samochodów. Nagle na tę czarną scenę wjeżdża rząd żółtych światełek: to musi być autobus, przegubowy. Tak ładnie świeci. Nigdy wcześniej D.O. nie zwrócił na to uwagi. Może dlatego, że będąc samemu na jasno oświetlonej ulicy nie dostrzegał kontrastu z otoczeniem. A to takie ładne, takie nowoczesne.
Och, jak daleko odeszliśmy od czasów, kiedy mały D.O. jeździł chaussonem i kiedy pierwsze jelcze wydawały mu się nowoczesne i luksusowe, by nie wspomnieć już o berlietach. Jakże daleko Odeszliśmy od czasów, kiedy małego D.O. rodzice wieźli na wakacje wagonem towarowym. Pociąg do Słupska musiał jechać bardzo długo, ale D.O. nic z tej podróży nie pamięta; raz, że był malutki, a dwa, że chyba przespał całą podróż. Pamięta tylko że były jakieś potężne problemy z wsiadaniem do tych wagonów towarowych, bo odległość między peronem a progiem wagonu była chyba duża, pamięta pokrzykiwania, ostrzeżenia jakąś peronową samopomoc przy pakowaniu co mniej sprawnych pasażerów.
Jakże daleko odeszliśmy od tamtych czasów, kiedy D.O. był malutki, a Warszawa była jednym wielkim morzem ruin. Reprezentacyjną ulicą musiała być wtedy Świętokrzyska, bo D.O. wydaje się, że właśnie tam stał w tłumie, za rączkę z mamą, którą wraz z innymi wygoniono z pracy, by asystowały przy kondukcie, wiązącym Bolesława Bieruta na cmentarz.
Czy to D.O. tak długo żyje? Czy też może my, Polacy, byliśmy tak niewiarygodnie pracowitym narodem, że odbudowaliśmy Warszawę i inne miasta w mgnieniu oka. Bo czymże jest ludzkie życie, jak nie mgnieniem oka?


3.
Są wybory municypalne we Francji i referendum we Włoszech.
Normalnie D.O. śledziłby oba te wydarzenia z pewnym podnieceniem, bowiem ewentualne zwycięstwo skrajnej prawicy w głównych francuskich miastach byłoby bardzo niepokojącym preludium do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Centrum i lewica są podzielone, a gdyby Francja wpadła w łapy nazistów, to wtedy marzenia Putina, Trumpa, Orbana, Fico, Nawrockiego i innych nazioli spełniłyby się bardzo szybko. Wtedy jedyną nadzieją dla Polski byłby sojusz z Niemcami jako ostoją demokratycznej Europy. ONI to wiedzą i dlatego starają się Niemcy zohydzić w oczach polskiej opinii publicznej. Jak bardzo skutecznie? To pewnie się okaże już w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych w Polsce.
Jeśli zaś chodzi o włoskie referendum, to faszyści pod wodzą pani Meloni starają się zastosować „wariant polski” to jest po zawładnięciu mediów publicznych dążą do zawładnięcia wymiarem sprawiedliwości, po to, by oczywiście zapewnić sobie bezkarność i bezproblemowe przejście od demokracji do faszyzmu.
Pytanie referendalne postawione jest bardzo przebiegle.
Państwo D.O.stwo w każdym innym wypadku głosowaliby za reformą wymiaru sprawiedliwości, ponieważ jest ona we Włoszech jakimś koszmarem jak z absurdalnego snu, ale państwo D.O.stwo są inteligentni i wiedzą jakie są prawdziwe intencje tych, pożal się Boże reformatorów. Chodzi im oczywiście o przejęcie politycznej kontroli nad prokuraturami i nad sędziami, na CSM, czyli Consiglio Superiore della Magistratura, z grubsza odpowiednika polskiej KRS.
Pozostałoby jeszcze wojsko, ale ono podporządkowane jest władzy wykonawczej, czyli rządowi, więc w swojej masie, zarówno wśród dowódców jak i prostych żołnierzy, z pewnością wykona każdy rozkaz. Choć, jak wiadomo, najchętniej wykonuje rozkazy do odwrotu, tak jak tydzień temu, po paru rakietach, który spadły na włoską bazę wojskową w pobliżu Ebrilu w Iraku. Ofiar w ludziach nie było, zniszczony został tylko amerykański superdron Reaper za jedne 300 milionów euro. No ale to była wystarczającym powodem, żeby w ciągu trzech dni zwinąć bazę i dać dyla do domu, do mamusi.



… Benoît Payan ponownie wybrany w Marsylii zdecydowaną większością głosów, lewica poza partią La France Insoumise stawia opór Zjednoczeniu Narodowemu.
Saint-Étienne skręca w lewo: socjalista Régis Juanico wybrany na burmistrza (częściowe wyniki)
W Lyonie urzędujący członek Partii Zielonych Grégory Doucet został ponownie wybrany znaczną przewagą głosów po zwycięstwie Jeana-Michela Aulasa.
W Paryżu wygrał Emmanuel Grégoire, współpracownik ustępującej maire Anne Hidalgo, a Rachida Dati nie zdołała wyrwać stolicy z rąk socjalistów.
Jak twierdzi Jordan Bardella, Zgromadzenie Narodowe osiągnęło „największy przełom w całej swojej historii”.
Tymczasem jest ewidentne, że była to dość bolesna porażka naziolków.
A referendum we Włoszech trwa dwa dni, więc wyniki będą dziś wieczorem.


4.

Rosja-Ukraina
Aby wpłynąć na wynik wyborów na Węgrzech, Rosjanie zaproponowali przeprowadzenie zamachu
Aby pomóc premierowi Węgier Viktorowi Orbanowi, przyjacielowi Rosji, w jego wyborach, agenci zaproponowali „Gamechanger” — sfingowaną próbę zamachu, mającą na celu zniechęcenie jego zwolenników.
https://www.washingtonpost.com/world/2026/03/21/hungary-election-interference-russia-orban/ 
… „Rosja nie jest jedyną siłą zewnętrzną, która potencjalnie chce wesprzeć Orbána w jednej z najtrudniejszych kampanii w jego karierze. Sekretarz stanu Marco Rubio odwiedził Budapeszt w zeszłym miesiącu, mówiąc Orbánowi: „Wasz sukces jest naszym sukcesem”, a Orbán nie ukrywa, że ma nadzieję, że Trump zrobi to samo. Jednak z powodu pochłonięcia Trumpa wojną w Iranie i spadku poparcia Orbána w sondażach, węgierski minister spraw zagranicznych Peter Szijjarto zapowiedział, że zamiast niego odwiedzi go wiceprezydent JD Vance.
W sobotnim przesłaniu wideo Trump zaoferował Orbánowi swoje „pełne i całkowite poparcie”. Interwencja Rosji może być jednak bardziej bezpośrednia. Niektórzy zachodni urzędnicy twierdzą, że Kreml dąży do zachowania Orbána, który pomagał Moskwie w blokowaniu kluczowych polityk UE i działał jako pomost między Kremlem a amerykańskimi konserwatystami w nadziei na stworzenie nowego, postliberalnego porządku świata.
Rzecznik Orbana Zoltan Kovacs nie odpowiedział na prośbę o komentarz w sprawie raportu SWR, domniemanej ingerencji Rosji w wybory ani stosunków premiera z Moskwą. …
W swoim raporcie rosyjscy agenci zaproponowali, aby Orbán utożsamiał swoje rządy z pokojem i „przestrzenią stabilności, przewidywalności i długoterminowego rozwoju” oraz aby skupił kampanię na przedstawianiu Węgrów jako „marionetki” Brukseli, a jego Partii Cisy jako „partii wojny” wspierającej Ukrainę. …
„Orbán jest jednym z największych atutów Rosji” – powiedział jeden z zachodnich urzędników. „Trudno sobie wyobrazić, żeby Rosjanie nie byli gotowi do pomocy, gdyby sytuacja się pogorszyła”.
Rząd Orbána przez lata zapewniał Moskwie istotny wgląd w delikatne dyskusje w UE, zarówno poprzez fizyczny dostęp swoich sojuszników w rządzie węgierskim, jak i poprzez penetrację sieci komputerowych węgierskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych przez rosyjskich hakerów. Twierdzi tak kilku obecnych i byłych europejskich urzędników ds. bezpieczeństwa, w tym Ferenc Fresz, były szef węgierskiej Służby Obrony Cybernetycznej, który mówił o rosyjskich atakach hakerskich.
Jak powiedział jeden z europejskich urzędników ds. bezpieczeństwa, minister spraw zagranicznych Szijjarto regularnie dzwonił w przerwach w posiedzeniach UE, aby przekazywać swojemu rosyjskiemu odpowiednikowi, Siergiejowi Ławrowowi, „relacje na żywo z omawianych kwestii” i możliwe rozwiązania.
Jak powiedział urzędnik, w wyniku takich rozmów „każde spotkanie UE od lat odbywało się zasadniczo przy współudziale Moskwy”.
Szijjarto odbył 16 oficjalnych wizyt w Moskwie od czasu pełnej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku, a ostatnio 4 marca, kiedy spotkał się z prezydentem Władimirem Putinem. Szijjarto nie odpowiedział na prośbę o komentarz.


5.

Zaraz, zaraz, czy ten alfons który pojechał do tego przyjaciela Putina, to nie jest ten sam, który zawetował ustawę o dozbrajaniu Polsk z SAFE?
https://www.newsweek.pl/polska/polityka/nawrocki-wesprze-orbana-przed-wyborami-dzialanie-na-szkode-polski/veqg82r


6.

Podobno tam już płynie flotylla…


7.

https://tvn24.pl/poznan/list-episkopatu-burzliwe-komentarze-z-antysemityzmem-w-tle-st8960976


8.
3 lata temu
1.
Autor D.O. jest pracowity, więc, jak co dzień, przejrzał kilkanaście zaufanych źródeł wiadomości, wybrał te, które go albo zainteresowały, albo oburzyły (tak, tak, mimo podeszłego wieku autor zachował jeszcze zdolność oburzania się!), wyciągnął, ułożył je w kolejności i już miał zacząć, jak co dzień, to pisać i redagować, wycinać i przyklejać screenshoty, kopiować linki, kiedy nagle poczuł, że ma dosyć. Że nie da rady znów zagłębić się w tym festiwalu ludzkiej podłości, głupoty, nieumiejętności wiązania przyczyn ze skutkami. Nie, nie, nie.
Doszedł do kresu wytrzymałości psychicznej.
2.
Pojechał więc na pola i przejeżdżał koło rosnącego i piękniejącego z miesiąca na miesiąc hotelu dla koni. Jakieś dziewczę jeździło wierzchem po padoku i autor pomyślał, że jest coś głęboko niewłaściwego, żeby jedna istota siadała drugiej żyjącej istocie na grzebiecie i zmuszała ją do wykonywania swoich poleceń.
Nie, nie, nie.
3.
I jeszcze nie aresztowali Trumpa. A kongresmeni Republikanów starają się użyć wszystkich kruczków prawnych, by go ochronić. Nawet nie wręczono mu wezwania do sądu. A on tak marzył, żeby Amerykanie obejrzeli go w kajdankach, pewien, że dla jego zwolenników stanie się to sygnałem do kolejnej rewolty ulicznej, może nawet małej wojny domowej…
4.
Zatrzymał się autor na skraju rozstajów, w małej wsi, by porozmawiać przez telefon z Przyjaciółką z Krakowa. Ściemniło się i autor z pewnym zdumieniem zauważył, że stoi przed małym, starym, pozbawionym fantazji i gracji domem, przez którego okno przeziera ogromny, kolosalny telewizor. Szary tynk na małym domu, szary dach, szare komórki, szare domy w sąsiedztwie, szary mazowiecki piasek pod stopami, a tam, zza tego okna coś mieniło się wszystkimi kolorami tęczy, migało emanowało życiem i energią.
5.
I przypomniał sobie autor wujka Kazika, kulawego kuzyna swojej Matki, który jako pierwszy w całej naszej wsi przedmiejskiej miał telewizor Wisła. D.O. siedział tam, niechciany i nieproszony, ba, wypraszany nawet obcesowo, wpatrzony w to magiczne migotanie z małego pudełka o niemal okrągłej, jednej szklanej ściance.
Dziś? Dziś włącza malutki telewizor od wielkiego dzwonu i bardzo go drażni nieustanne brzęczenie dobiegające z telewizora Żony. Autor telewizji już nie kocha, przestała go fascynować, pociągać. Nawet, kiedy czasem telewizor włączy, to nań nie patrzy, raczej ułoży sobie pasjansa na smartphonie.
6.
I przypomniał sobie jeszcze autor D.O., że jego dziadkowie zupełnie nie interesowali się nowym wynalazkiem, telewizora nie mieli, a kiedy chodzili w gości, to nań nie patrzyli. Nie przypomina sobie, żeby kiedykolwiek poszli do kina.
Swoje wiedzieli, nie potrzebowali więcej. Dziadek chomikował antykomunistyczne ulotki, które spadały z nieba nad jego osadą diabli wiedzą skąd: balony z NRF-u?
Ale dziadek spędzał całe dnie w ogrodzie, pielił, bielił drzewa owocowe, przeszczepiał gałęzie jabłek i gruszek, udało mu się wyhodować lipcówkę na ulęgałce, albo na odwrót. Były jakieś króliki, kiedyś nawet krowa, kilka owiec. Na starość powrócił do ziemi, tylko jej dzieła go interesowały. No, ale dziadek umarł i to wszystko znikło. A pozostał telewizor. Coraz większy, coraz bardziej się rozpychający w „dużych pokojach” bieda-domków, coraz bardziej agresywny, dyktatorski.
No i teraz autor, już sporo starszy od dziadka, kiedy w boleściach umierał, też najbardziej zainteresowany jest roślinami i żywymi stworzeniami; lepiej, jeśli nie ludzkimi.
7.
Dlatego więc that’s it, oto całe dzisiejsze wydanie D.O.
Bo czarna mazia gdzieś się czai, czyha, by człeka oblepić. Coraz więcej fatygi trzeba wkładać, by nie dać się przez nią wchłonąć. Więc lepiej nie kusić losu, lepiej zamknąć portale informacyjne, podnieść ręce znad klawiatury i rozejrzeć się za jakimiś pączkami na drzewach.
Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.


8.
4 lata temu
1.
21 marca, kiedy młody autor D.O. wychodził po lekcjach ze szkoły podstawowej pod lasem, bardzo często padał śnieg. Czasami mokry, po prawdzie. Ale chodników nie było, buty były takie, jakie były, więc brnęło się w lodowatej brei. I choć autor i jego koleżkowie byli dziećmi, to już wtedy wymieniali się sarkastycznymi uwagami: „wiosna, psiamać”.
Tęskniło się, oj tęskniło do wiosny.
A teraz, rachunek przeszłości, wychodzi na to, że mamy najpiękniejszy początek wiosny za naszego długiego życia. Dwa tygodnie nieprzerwanego słońca, temperatury w ciągu dnia łagodne, jak w Rzymie, początek bieżącego tygodnia zapowiada nam pełną wiosnę śródziemnomorską. W przyszły weekend pewnie pączki na gałęziach drzew będą napęczniałe, a gdzieniegdzie swe zielone noski wyściubną na świat brzozowe listeczki.
Wrzesień 1939 roku też był podobno wyjątkowo piękny i słoneczny



Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga