DRUGI OBIEG
Wtorek, 31 marca 2026

1.

https://wyborcza.pl/7,75517,32496965,nie-zyje-wieslaw-mysliwski-zegnamy-giganta-polskiej-literatury.html#s=S.TD-K.C-B.2-L.1.duzy
Żegnamy wielkiego pisarza, z pewnością jednego z największych, jakich mieliśmy w polszczyźnie.
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor "Traktatu o łuskaniu fasoli" miał 94 lata.
Ojciec zmarł, gdy "nie wypadało już umierać"
"Urodziłem się na wsi i do czasu pójścia do szkoły średniej zdążyłem nasycić się chłopskim światem, który wówczas jeszcze istniał. Tego świata w zasadzie nigdy nie porzuciłem" – mówił Wiesław Myśliwski w wykładzie "Pisarz do wynajęcia". Urodził się 25 marca 1932 roku w Dwikozach, wsi w ówczesnym województwie kieleckim.
Jego ojciec, Julian był oficerem, brał udział w wojnie 1920 roku, a po demobilizacji został urzędnikiem. Przed wojną Myśliwscy mieszkali w Starachowicach. Podczas okupacji niemieckiej razem z matką wrócił do rodzinnej wsi.
"Byłem świadkiem, jak wieszano chłopów za nieoddawanie kontyngentu – wieś musiała być przy tym. Moja matka miała czarne włosy, była dwa razy aresztowana jako Żydówka, przyprowadzała niemieckich żandarmów do swoich rodziców, żeby poświadczyli, że jest ich córką" – opowiadał w jednym z wywiadów.
Julian Myśliwski zmarł w 1945 roku, gdy – jak mówił Myśliwski – "właśnie skończyła się wojna i nie wypadało już umierać".

Z Dwikóz do Warszawy
Myśliwski: "Matka, zajmująca się po prostu domem, została całkowicie bez środków do życia, ze mną, trzynastolatkiem i z moją trzyletnią siostrą. Było nam bardzo ciężko". Ojca wspominał jako człowieka łagodnego, wyrozumiałego i małomównego. Relacja z ojcem stała się jednym z najważniejszych motywów jego prozy. "Wrósł jak udręka w całe moje życie" – przyznawał pisarz w jednej z rozmów.
Do liceum chodził w Sandomierzu. Po maturze przyszły laureat nagrody "Nike" zamierzał studiować budowę okrętów na Politechnice Gdańskiej. Nie dostał się jednak i wrócił na wieś. Do matki i ukochanej Wacławy, którą poznał jak miał siedemnaście lat. To dziewczyna namówiła go, by zdawał na polonistykę.
Studia nie były spełnieniem marzeń chłopaka z Dwikóz. "Potężnie mnie polonistyka nudziła. Chodziłem dużo do kina, grałem w karty, lubiłem się bawić, egzaminy, owszem, zaliczałem. Choćby ze względu na dziewczynę, zapaloną polonistkę" – opowiadał. Ślub z Wacławą wzięli w 1956 roku. Przeżyli razem siedem dekad.
W grudniu 1955 roku Myśliwski i jego partnerka zaczęli pracę w Ludowej Spółdzielni Wydawniczej (LSW). W jej znalezieniu pomogły kontakty matki, przed wojną działaczki Związku Młodzieży Wiejskiej "Wici", absolwentki uniwersytetu ludowego. "Była światłą kobietą mimo braku formalnego wykształcenia" – mówił.

Redaktor Myśliwski
Mając dwadzieścia sześć lat Myśliwski został kierownikiem redakcji literatury współczesnej. Wtedy przyszła "odwilż", czyli liberalizacja ustroju. "Można było coś robić", komentował Myśliwski. W wydawnictwie pracował do 1976 roku. Doszedł do pozycji zastępcy redaktora naczelnego. W tym czasie LSW stało się jednym z największych polskich wydawnictw. Wydawało między innymi dzieła Stanisława Piętaka, Józefa Ignacego Kraszewskiego, Tadeusza Nowaka czy Ernesta Brylla. Nakładem LSW – w 1973 roku – LSW ukazała się słynna "Konopielka" Edwarda Redlińskiego.
Myśliwski był także inicjatorem serii Biblioteka Poetów, w której ukazywały się wybory poezji najważniejszych polskich twórców, między innymi Wisławy Szymborskiej i Juliana Tuwima.
W 1975 roku został redaktorem naczelnym kwartalnika "Regiony". "Zaproponowałem całkiem nową i dość osobliwą formułę. Pismo miało prowadzić systematyczną refleksję nad tym, czym jest kultura chłopska. Intuicja podpowiadała mi, że lada moment ta kultura zacznie umierać. Uważałem, że jest to nierozpoznana przestrzeń w piśmiennictwie polskim i że tutaj kryją się wielkie możliwości natury estetycznej" – mówił.

Pisanie powieści "nie wchodziło w grę"
Myśliwski zadebiutował na łamach pracy w 1955 recenzją powieści Étienne de Greeff "Noc jest moim światłem", opublikowaną w „Tygodniku Powszechnym". Recenzje publikował między innymi w miesięczniku „Twórczość".
Miał 35 lat, gdy zadebiutował jako prozaik. Był to późny debiut, bo jak przyznawał w wywiadach jako młody człowiek "nie miał ciągot pisarskich". "Sądziłem, że odnalazłem to, co chciałbym w życiu robić" – mówił. Jednak podczas pracy w LSW zaczął rozważać, czy nie podołałby zadaniu.
Także Wacława Myśliwska w jednym z nielicznych wywiadów przyznawała, że pisanie powieści przez Myśliwskiego "w ogóle nie wchodziło w grę". Myśliwska: "Wyobrażałam sobie, że może jak się czasy zmienią, to zostanie profesorem, bo wiedziałam, że ma predyspozycje do czegoś większego. Wyobrażałam sobie, że będzie kiedyś bardzo dobrym naukowcem".
Debiutancką powieść, "Nagi sad" pisał w latach 1963-66. "Doprawdy nie wiem, jak to się stało", mówił. Pierwszy maszynopis książki, nad którą pracował - zniszczył. Myśliwski: "W 1966 roku urodził mi się syn. To spowodowało, że wszystko, co dotychczas nadłubałem, wyrzuciłem i w przeciągu sześciu miesięcy napisałem nową wersję".

"Niezwyczajny debiut"
"Nagi sad" ukazał się w 1967 roku nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego. Jej bohaterem jest – jak pisał Dariusz Kulesza w "Twórczości" – "wiejskie dziecko wracające z miasta, w którym zdobyło wykształcenie". Książka opowiada o zderzeniu młodego mężczyzny z wiejską niezmiennością i trwałością, którą reprezentuje szczególnie ojciec bohatera, analfabeta. Powrót na wieś, jak słusznie zauważa Kulesza, nie jest dla bohatera "Nagiego sadu" powrotem do dawnej, wiejskiej tożsamości, a do "tożsamości określonej przez wolę i miłość".
Myśliwski sprzeciwiał się egzotyzującej literaturze chcącej sportretować "chłopski los". "Nie ma czegoś takiego jak chłopski los. Tak jak nie ma losu szlacheckiego, mieszczańskiego czy innego. Los jest los" – mówił w wywiadzie.
Książka była wydarzeniem. Julian Przyboś pisał: "Tom prozy Wiesława Myśliwskiego przykuł mnie od pierwszych zdań do swego tekstu, gęstego od znaczeń; oderwać się od niego nie można (…) Wiesław Myśliwski pokazał w swojej pierwszej książce wielorakie umiejętności powieściopisarskie. Objawił się nowy talent". Poeta i krytyk recenzję zatytułował: "Niezwyczajny debiut". W 1968 roku Myśliwski za "Nagi sad" otrzymał prestiżową Nagrodę im. Stanisława Piętaka.

Rozbuchany, fantasmagoryczny "Pałac"
W 1970 roku wydał drugą powieść, "Pałac". To monolog Jakuba, chłopca pracującego jako pasterz.
Akcja dzieje się pod koniec II wojny światowej, a bohater powieści Myśliwskiego obserwuje pobliski pałac, z którego właśnie uciekają dziedzic i jego służba. Gdy Jakub wchodzi do pałacu, zaczyna wyobrażać sobie, że jest jego właścicielem. "Jakub przekonuje się, że może być wszystkim. Nie jest prawdą, że jeśli on jest z ludu, to nie może być kim innym. On może być tak samo każdym", mówił Myśliwski.
"Pałac" to powieść wyjątkowa w dorobku pisarza - najbardziej rozbuchana językowo, fantasmagoryczna i metafizyczna. Przyznawał to sam Myśliwski, mówiąc, że to powieść czerpiąca z "rozpasanej wyobraźni ludowej". Jednocześnie przypominał, że chodziło mu o to "by na możliwie niewielkiej liczbie stron poddać próbie człowieka aż do granic jego możliwości".

"Na uprawianie literatury trzeba zarobić"
Po "Pałacu" Myśliwski przez czternaście lat nie opublikował żadnej książki. Pisał dramaty - "Złodziej" i "Klucznik" ukazały się w "Dialogu" i pracował w "Regionach". Pismo publikowało teksty pisane przez twórców pochodzących z klasy ludowej - historyczne jak i współczesne. Było to miejsce, które - jak przyznawał Myśliwski - dało mu "wielkie doświadczenie językowe". Myśliwski: "Większość chłopskich zapisów, które ratowaliśmy, pochodziła z epoki, kiedy kultura chłopska z kultury mowy przechodziła w kulturę pisma. Nie miała ona świadomości pisma i przenosiła w pismo całe struktury mowy".
Stanisławowi Beresiowi mówił: "Pracowałem całe życie zawodowe na etacie, to mnie też broniło przed tym, że nie nakładałem na moje pisanie obowiązków zarobkowych. Uważałem, że na uprawianie literatury trzeba zarobić. Jeśli literatura przynosi Panu jakieś profity, w porządku. Ale nie może Pan na nią kłaść z założenia takiego obowiązku, bo ogranicza Pan sobie w ten sposób pole wolności. Sprowadza Pan uprawianie literatury do zawodu. A ja nigdy nie chciałem być zawodowcem. Chciałem przynajmniej w jakimś stopniu zachować w sobie naiwną wiarę w sens literatury".

"Kamień na kamieniu" - druga polska epopeja
Nowa powieść rodziła się w bólach. "Nie wychodziła mi ta książka", mówił Katarzynie Janowskiej. W innej rozmowie przyznawał, że powieść powstała "zamiast innej". A jednak opublikowany w 1984 roku "Kamień na kamieniu" stał się wielkim literackim wydarzeniem. Chwalono jego epicki rozmach, czy "głębię ujęcia ludzkiego losu". Po latach Dariusz Kulesza w obszernym studium na temat powieści pisał:
"Wśród wielu epopei literatury polskiej dwie wydają mi się najważniejsze. Pierwszą z nich jest oczywiście »Pan Tadeusz«, a drugą (…) »Kamień na kamieniu« Wiesława Myśliwskiego. Wyjątkowość tych niewspółmiernych dzieł polega między innymi na tym, że właśnie one, jak żadna inna epopeja polskiej literatury, zapisały model polskości związany z konkretną, odchodzącą w historyczną przeszłość społecznością".
Bohaterem powieści jest pochodzący z ubogiej chłopskiej rodziny Szymon Pietruszka, który podczas budowy rodzinnego grobowca opowiada o własnej i rodzinnej przeszłości. Opowieść Pietruszki jest zahaczającą o powstanie styczniowe wielką, polską historią pierwszej połowy XX wieku. Dwie wojny światowe, okupacja, partyzantka, powojenne przemiany.
Przez ponad dwie dekady powieść Myśliwskiego była widziana - trochę wbrew intencjom autora - jako triumfalne zwieńczenie nurtu chłopskiego w polskiej literaturze. Dzisiaj można dostrzec w niej to, o czym pisał Kulesza, że to "epopeja narodowa przedstawiająca świat, którego wiejskość w poważnym stopniu zdecydowała o tożsamości powojennej Polski".

"Takich jak ja nazywano kolaborantami"
Postawa Myśliwskiego z lat 80. budzi do dziś kontrowersje. Nie tylko nie wystąpił z oddanego reżimowi Związku Literatów Polskich, ale jeszcze został - w 1981 roku - sygnatariuszem listu do generała Jaruzelskiego, w którym domagano się powstania Rady Kultury przy Radzie Ministrów.
"Uważałem i dalej tak uważam, że Rada jest w stanie przyczynić się do odbudowy przynajmniej częściowo naszego życia kulturalnego, złagodzić obolałości, znerwicowania, frustracje", mówił w 1986 roku w rozmowie ze Zbigniewem Bauerem, Leszkiem Bugajskim i Edwardem Chudzińskim.
Myśliwski został członkiem utworzonej w 1982 roku Rady, a rok później został mianowany jej wiceprzewodniczącym. "Takich jak ja nazywano kolaborantami. Mnie także. Ale uważałem, że warto zaryzykować. Że takie ciało wielośrodowiskowe, wielopokoleniowe i wieloświatopoglądowe może o coś się pokusić", opowiadał. „Kiedy oni rozprawiali o polityce, to ja pisałem »Kamień na kamieniu«" – dodawał w rozmowie, której fragmenty publikowane były między innymi w warszawskiej "Kulturze" i "Polityce".

"Nike" za "epicką powieść kameralną"
Na kolejną powieść Myśliwskiego trzeba było poczekać dwanaście lat. "Widnokrąg" ukazał się w 1996 roku. Głównym bohaterem powieści jest Piotruś, który swoją historię opowiada kilka razy - jako chłopiec, dojrzewający nastolatek i dojrzały mężczyzna.
Tym razem - jak zauważają krytycy - Myśliwski nie napisał "powieści chłopskiej", a miejscem akcji uczynił niewymienione z nazwy miasto, które nie trudno zidentyfikować jako Sandomierz, miejscowość, obok której leży rodzinna wieś pisarza.
"Myśliwski drobiazgowo opisuje zdarzenia, miejsca, ludzi i ich mowę. Portretuje rodzinę, ukochanego psa z czasów wojny, Żydów, niemieckiego gefreitra i sowieckich sołdatów oraz sąsiadki z Sandomierza, eleganckie panny Ponckie, które przyjmowały u siebie mężczyzn nie bacząc, czy to Niemcy czy Polacy, czy enkawudzista Misza" - pisał w "Wyborczej" Michał Cichy.
Recenzent zastrzegł jednak, że nie jest to "panorama losu człowieczego" ani nowi "Chłopi". Zdaniem Cichego to "epicka powieść kameralna", niespieszna, drobiazgowa medytacja, która przywodzi na myśl dzieła Marcela Prousta. Powieść została wyróżniona - przyznaną po raz pierwszy - Nagrodą Literacką "Nike".
"Przez dziesiątki lat czytelnicy (a także krytycy) domagali się od pisarzy prawdomównej opowieści o powojennej Polsce: oto ona", wyrokował w laudacji legendarny krytyk literacki Jan Błoński.
Przemysław Czapliński, członek kapituły nagrody w rozmowie z "Wyborczą" dodawał: "Napisana pięknym językiem, zrozumiała dla każdego, przedstawiająca spory kawałek historii Polski jest pochwałą zwyczajności, ale zwyczajności, którą jak widnokrąg można przekroczyć. Ku drugiemu człowiekowi, ku prawdzie".

Nike po raz drugi
Kolejna - piąta w dorobku - powieść Myśliwskiego ukazała się w 2006 roku. "Traktat o łuskaniu fasoli".
"Główny bohater, świadek minionych kilkudziesięciu lat historii pewnego miejsca na mapie, łuskając fasolę, toczy swój monolog, niespieszny jak rzeczka Rutka, nad którą się urodził", pisał o powieści w "Wyborczej" Michał Olszewski.
Podobnie jak w poprzednich książkach monolog bohatera traktuje o polskiej i osobistej historii - mitycznym dzieciństwie, wojnie, pacyfikacji rodzinnej wioski, dorastaniu w komunistycznej szkole. To gorzka powieść, przyznawał Przemysław Czapliński, pokazująca, że "nasze codzienne porozumienie znalazło się w stanie głębokiego kryzysu - tylko poprzez rozmowę moglibyśmy dowiedzieć się czegoś o sobie nawzajem, a właśnie rozmowa wydaje nam się formą niebezpieczną, agresywną, naruszającą tajemnice tożsamości".
W roku po wydaniu książki Myśliwski został uhonorowany Nagrodą Literacką "Nike" i Nagrodą Gdynia. Stał się pierwszym pisarzem, który otrzymał "Nike" dwukrotnie. W 2015 roku sukces ten powtórzyła Olga Tokarczuk.
W tym samym 2007 roku Myśliwski został honorowym obywatelem Sandomierza i otrzymał doktorat honoris causa Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach.

Nie takie "Ostatnie rozdanie"
W drugim dziesięcioleciu XXI wieku ukazały się dwie ostatnie powieści Myśliwskiego - "Ostatnie rozdanie" i "Ucho Igielne".
"Ostatnie rozdanie" to wypowiadany u schyłku życia monolog bezimiennego bohatera, który urodził się na początku lat 40. XX wieku i jest niespełnionym artystą. Wypowiedź przerywana jest listami Marii, szkolnej miłości artysty.
"Maria przez kilkadziesiąt lat posyłała mu listy miłosne, powiadamiając przy okazji o kolejach swego życia - małżeństwach, dzieciach, pracy w szpitalu, postępującej starości. Na te listy adresat nigdy nie odpowiedział, a i pisane były bodaj z pełną świadomością, że dialog się nie zawiąże, a tych dwoje nigdy nie będzie razem", pisał w "Wyborczej" Łukasz Grzymisławski.
Książka - choć nominowana do "Nike" - została przez krytykę przyjęta z mieszanymi uczuciami, które najlepiej oddaje recenzja Dariusza Nowackiego w "Wyborczej":
"Myśliwski jak żaden inny współczesny pisarz wymusza na nas bezwarunkową adorację. Zupełnie tak, jakby jedyną możliwą reakcją na jego pisarstwo był zachwyt i bicie pokłonów. Owszem, nie mam wątpliwości, że »Ostatnie rozdanie« to powieść wybitna, ale zarazem trudno mi zliczyć drzemki, w jakie zapadłem w trakcie lektury".

Cyganka się pomyliła
Dużo przychylniejsze recenzje miała wydana w 2018 roku powieść "Ucho igielne". O jej genezie pisarz opowiadał Michałowi Nogasiowi:
"Pewnego dnia, budząc się, ale jeszcze na pograniczu snu i jawy, przypomniała mi się sytuacja z młodości. Dałem sobie mianowicie powróżyć Cygance, to było w czasach liceum w Sandomierzu. Przepowiedziała mi, że będę żył 81 lat. W ogóle mnie to nie obeszło, bo starość zdawała mi się wtedy leżeć gdzieś na końcu świata. Otworzyłem oczy i pomyślałem: »A ja wciąż żyję". Pomyliła się. (...) To był zaczyn tej nowej powieści. (...) Nie mogłem uciec od myśli, jak tę książkę skonstruować, męczyłem się bardzo. Aż wreszcie zrozumiałem, że muszę mieć jednego bohatera w dwóch osobach".
Jak pisał Przemysław Czapliński, choć "pod wieloma względami przypomina poprzednie powieści Wiesława Myśliwskiego", to w ostatniej powieści mistrza brakuje już wiary w możliwość odkrycia "życiowych prawd". Ich - pisze Czapliński - "nie ma i nie będzie", a powieść "wytwarza rzeczywistość niepewną, niedookreśloną, rozmytą". Książka został wyróżniona Nagrodą Literacką m.st. Warszawy.

W ostatnim dziesięcioleciu ukazały się dwa tomy rozmów i wypowiedzi Myśliwskiego i zbiór dramatów, a na pisarza spłynęła lawina odznaczeń. Doktorat honoris causa przyznał mu Uniwersytet Jagielloński, a Warszawa uhonorowała pisarza tytułem "honorowego obywatela".

Sukces w Stanach Zjednoczonych
Książki Myśliwskiego były przekładane na ponad 20 języków. Już w 1974 roku ukazał się pierwszy przekład "Pałacu" na język niemiecki. Największy rozgłos przyniosło mu angielskie tłumaczenie powieści "Kamień na kamieniu" autorstwa Billa Johnstona, które ukazało się w 2010 roku jako "Stone upon Stone". Johnston i Myśliwski otrzymali prestiżową Best Translated Book Award.
Powieść Myśliwskiego została w Stanach Zjednoczonych doceniona przez recenzentów. "Cud narracyjnego uwodzenia", pisano w literackim dodatku do magazynu "Times", a entuzjastyczne recenzje pojawiły się w "New Yorkerze" czy "Kirkus Review".
"Wydawało mi się, że w ogóle nie znajdę wydawcy, a jeśli nawet już znajdę, to będzie to książka, owszem, może ważna, ale będzie leżała w bibliotekach specjalistów. A to po prostu wszyscy czytali, było mnóstwo recenzji, dostałem za ten przekład nagrody, wielki sukces. I dobrze, bo to książka po prostu genialna", mówił Johnston w rozmowie z "Wyborczą".
W 2013 roku, również w przekładzie Johnstona, ukazał się po angielsku "Traktat o łuskaniu fasoli" ("A treatise on shelling beans").

Ekranizacje i adaptacje teatralne
Nie miał Myśliwski szczęścia do adaptacji filmowych i telewizyjnych. Przez lata współpracował z Ryszardem Berem, którego najbardziej znanym dziełem stał się serial na podstawie "Lalki" Bolesława Prusa (1977 rok).
W 1971 roku - na kanwie "Nagiego sadu" - napisał scenariusz do wyreżyserowanego przez Bera filmu "Przez dziewięć mostów". W 1980 roku Ber wyreżyserował dla telewizji "Drogę", film na podstawie fragmentów powieści "Kamień na kamieniu". Choć książka ukazała się kilka lat później, to pisarz publikował jej fragmenty w prasie literackiej. W rolę Szymona Pietruszki wcielił się Jerzy Radziwiłowicz. Ber wrócił do książki Myśliwskiego w 1995 roku główną rolę ponownie powierzając Radziwiłłwiczowi.
Największym sukcesem był nakręcony pod koniec lat 70. "Pałac". w reżyserii Tadeusza Junaka. Film w 1980 roku otrzymał trzy nagrody na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych (za zdjęcia, dźwięk i monatż). Także w 1980 roku miał premierę "Klucznik" Wojciecha Marczewskiego, film telewizyjny na podstawie sztuki Myśliwskiego.
Dużo więcej szczęścia miał do teatru. Sztuki na podstawie jego dzieł były wielokrotnie wystawiane w Teatrze Telewizji, między innymi w reżyserii Izabelli Cywińskiej ("Drzewo", "Dotknięcia", "Saksofon"). Wielokrotnie wystawiały je teatry w całej Polsce.
Sam nie był teatromanem. "Współczesny teatr ma mi niewiele do powiedzenia, częściej mnie irytuje, nudzi mnie. Toteż siedzenie przez dwie godziny na spektaklu, który często uprawia przede mną rodzaj cyrku, a niekiedy i szalbierstwo, jest ponad moją wyrozumiałość. Ja chciałbym wyjść ze spektaklu przytłoczony, zmuszony do myślenia, zapłodniony", mówił w rozmowie z Adamem Radeckim.

Interesowało go ogólnoludzkie
Proza Myśliwskiego to mimo często deklarowanej przez pisarza prostoty, proza niezwykle gęsta od znaczeń i nawiązań. Poszukująca języka, który - jak mówił - nadmiar słów "doprowadzą w pobliże milczenia". Język jego powieści korzysta z różnorodnych stylizacji - od biblijnej po oralny i gwarowy język chłopski.
Myśliwski: "My, ludzie wykształceni, jesteśmy ułomni w języku, chociaż nam się wydaje, że mamy samowiedzę, świadomość. Jesteśmy poddawani nieustannej presji standardów językowych, jesteśmy niewolnikami tych standardów. Chłop mógł być niewolnikiem w wielu dziedzinach, w jednym był wolny absolutnie: w języku", mówił.
W kulturze ludowej interesowało go to, co ogólnoludzkie, a nie folklorystyczne.

Literackie credo? 3 x prostota
"Dzieło Wiesława Myśliwskiego stanowi dziś »centrum polszczyzny«. Jest »przetrwalnikiem« tradycji polskiego słowa, które mierzy się dziś z mgławicą znaczeń płynących z mediów elektronicznych", pisał o twórczości autora "Widnokręgu" profesor Roch Sulima, przyjaciel i wieloletni współpracownik pisarza.
Myśliwski był jednym z tych pisarzy, dla których fabuła powieści wynika z języka. "Literatura, jeśli chce być sztuką, musi być sztuką języka, języka jako formy, która nie daje się ponownie użyć, jest bowiem zawsze naczyniem jednorazowego użytku. Nie to, co opowiedziane, lecz jak opowiedziane, decyduje o tym, czy to, co piszemy, ma szansę być sztuką, czy wyjdzie poza literaturopodobny standard", mówił.
Podczas jednego z nielicznych w ostatnich latach spotkań autorskich wypowiedział swoje pisarskie credo. "To prostota, prostota i jeszcze raz prostota. Kiedy siadam do pisania, chciałbym zapomnieć o wszystkich książkach, jakie przeczytałem, całej tej literaturze".

Pytania do przyszłości o autora, dla którego istniała tylko przeszłość
Los nawet największych mistrzów "swoich czasów" bywa niepewny. Czy przyszłość będzie chciała sięgać po pisarza, który deklarował w rozmowie z Michałem Nogasiem, że dla niego "istnieje tylko jeden czas – przeszły"? Jaką przeszłość wyczyta przyszłość w jego dziełach? Czy będzie to "prawdziwa" opowieść o Polsce, której źródła znajdują się w chłopskiej (i babskiej) gawędzie, czy jednak wizja fałszywego mitu?
Już w 1997 roku mówił przecież Myśliwski w rozmowie z Heleną Zaworską, że nie wyklucza, że "mit kultury chłopskiej stworzył sobie, ponieważ był mu potrzebny".
Do czego potrzebne nam były mity Myśliwskiego?
Czy pełniły rolę egzorcyzmów nad przeszłością, czy ułatwiały rozpoznanie źródeł polskiej tożsamości?
A może zaspokajały potrzebę umieszczenia niechcianego dziedzictwa przeszłości w niepewnej, wciąż zmieniającej się rzeczywistości ostatnich dekad XX wieku?

Żegnamy wielkiego pisarza
Żegnamy wielkiego pisarza, z pewnością jednego z największych, jakich mieliśmy w polszczyźnie. Nie żegnamy się jednak z jego opowieścią, która wciąż będzie miejscem spotkania czytelników i punktem odniesienia dla pytań o polską historię. I o miłość.
Mówił przecież, że "poza miłością nie ma nic, tylko śmierć".
Obie te rzeczy Wiesławowi Myśliwskiemu się przydarzyły.

* Jeśli nie zaznaczono inaczej, wszystkie cytaty z wywiadów pochodzą z książki "Wiesław Myśliwski. W środku jesteśmy baśnią. Mowy i rozmowy" wydanej w 2022 roku przez Znak.


2.

Pięć rządów UE „konsekwentnie” łamie zasadę praworządności
Ekskluzywne: Bułgaria, Chorwacja, Węgry, Włochy i Słowacja aktywnie prowadzą politykę regresywną, stwierdza organ nadzoru
https://www.theguardian.com/law/2026/mar/30/five-eu-governments-consistently-dismantle-rule-of-law-finds-civil-liberties-union-for-europe
Rządy pięciu państw członkowskich UE „konsekwentnie i celowo” naruszają zasady praworządności – ostrzega wiodąca europejska organizacja zajmująca się prawami obywatelskimi. Jednocześnie standardy demokratyczne pogarszają się w sześciu kolejnych państwach, w tym w historycznie silnych demokracjach.
Opierając się na dowodach pochodzących od ponad 40 organizacji pozarządowych z 22 krajów, Unia Swobód Obywatelskich dla Europy (Liberties) określiła rządy Bułgarii , Chorwacji, Węgier, Włoch i Słowacji mianem „demonterów”, którzy aktywnie osłabiają rządy prawa.
W raporcie grupy z 2026 r. , opublikowanym w poniedziałek, stwierdzono, że na Słowacji pod rządami populistycznego, autorytarnego, promoskiewskiego rządu Roberta Ficy nastąpił regres praworządności we wszystkich obszarach – wymiaru sprawiedliwości, walki z korupcją, wolności mediów oraz kontroli i równowagi społeczeństwa obywatelskiego.
Podobnie ponura sytuacja panowała w Bułgarii, natomiast Węgry , gdzie 16 lat rządów Viktora Orbána może zakończyć się po wyborach 12 kwietnia, „nadal stanowią odrębną kategorię, kontynuując wprowadzanie coraz bardziej regresywnych praw i polityk bez żadnych oznak zmiany”.
W innym miejscu Liberties uznało Belgię, Danię, Francję, Niemcy i Szwecję – wszystkie te kraje o silnych tradycjach demokratycznych – za „suwaki”: miejsca, w których praworządność w niektórych obszarach słabnie, a erozja ta nie jest częścią ogólnej strategii politycznej.
Czechy, Estonia, Grecja, Irlandia, Litwa, Holandia, Rumunia i Hiszpania zostały sklasyfikowane jako kraje „stagnujące”, czyli takie, w których warunki praworządności nie poprawiają się ani nie pogarszają – czytamy w 800-stronicowym raporcie.
Polska również znalazła się w tej kategorii, a premier Donald Tusk próbował przywrócić kluczowe elementy praworządności – takie jak niezależne sądownictwo – zdemontowane przez poprzedni rząd Prawa i Sprawiedliwości (PiS), ale na przeszkodzie stanęło weto prezydenta.
Dotychczasowe ograniczone postępy Polski „pokazują, jak trudne i kruche może być przywrócenie zagrożonej niezależności instytucjonalnej” – stwierdziła organizacja Liberties. Tylko Łotwa zasłużyła na miano „pracowitego” kraju, którego rząd aktywnie podnosi standardy praworządności.
W raporcie stwierdzono również, że mechanizmy UE służące przeciwdziałaniu erozji praworządności są w dużej mierze nieskuteczne, a większość państw członkowskich nie przełożyła wytycznych na konkretne działania, pomimo wieloletnich zaleceń Komisji Europejskiej.
Stwierdzono, że 93% wszystkich zaleceń zawartych w sprawozdaniu organu wykonawczego UE na temat praworządności z 2025 r. to powtórzenia z poprzednich lat, wiele z nich zostało przeniesionych bez zmiany brzmienia, a liczba nowych zaleceń spadła o połowę od 2024 r.
Spośród 100 rekomendacji komisji ocenionych przez Liberties, 61 nie wykazało żadnego postępu, a 13 kolejnych było w fazie pogorszenia. „Raport komisji miał na celu skłonienie do konkretnych działań” – powiedziała Ilina Neshikj, dyrektor wykonawcza Liberties.
Jednak po siedmiu corocznych edycjach, ustalenia Liberties wskazują na „nie tylko regres, ale także ciągłe i celowe działania mające na celu podważenie praworządności. Powtarzanie zaleceń bez konkretnych działań następczych nie odwróci tego stanu rzeczy” – powiedziała.
W raporcie skrytykowano także instytucje UE jako całość, stwierdzając, że w roku 2025 nie tylko „odzwierciedliły wiele problemów obserwowanych w państwach członkowskich”, ale także nie wywiązały się ze spójnego stosowania i obrony praw podstawowych.
„Znormalizowali stosowanie wyjątkowych, przyspieszonych procedur stanowienia prawa, wycofali podstawowe zabezpieczenia praw i przeprowadzili skoordynowaną kampanię przeciwko organizacjom nadzorującym” – powiedziała Kersty McCourt, starsza doradczyni ds. obrony praw człowieka w Liberties.
Kiedy tak się dzieje – dodał McCourt – instytucje „podważają wiarygodność UE i jej własnych sprawozdań na temat praworządności”.
Organizacja Liberties ustaliła, że warunki praworządności najbardziej pogorszyły się w 2025 r. w filarze demokratycznego systemu „kontroli i równowagi”: niezależne organizacje pozarządowe i społeczeństwo obywatelskie mogły się organizować, kwestionować decyzje i pociągać rządy do odpowiedzialności.
Raport ujawnił, że wzrosła liczba regresywnych przepisów i surowych kar za udział w zakazanych protestach, m.in. na Węgrzech, gdzie zakazano wydarzeń Pride, a ich organizatorzy, w tym burmistrz Budapesztu, zostali objęci formalnym dochodzeniem.
We Włoszech przyjęto bardzo restrykcyjny dekret bezpieczeństwa, kryminalizujący blokady dróg i inne formy sprzeciwu, ale wzmacniający gwarancje dla policji. W kilku państwach członkowskich protestujący na rzecz klimatu i Palestyny spotkali się z zakazami i kryminalizacją.
Liberties stwierdziło, że filar sprawiedliwości również nie poczynił żadnych postępów, podkreślając w szczególności to, co nazwano „pojawiającym się trendem coraz bardziej krytycznego lub wrogiego dyskursu politycznego wobec instytucji sądowniczych i praw człowieka”.
Nie odnotowano również znaczących postępów w działaniach antykorupcyjnych. W kwestii wolności mediów jedynie nieliczne państwa poczyniły wymierne postępy. Ataki na dziennikarzy nasiliły się w Bułgarii, Chorwacji, Włoszech, Holandii, a zwłaszcza na Słowacji.


3.

„Atak na wymiar sprawiedliwości”: jak ataki skrajnej prawicy zagrażają praworządności w Europie
Niezależność sądownictwa jest zagrożona, ponieważ politycy populistyczni atakują sędziów, a autorytarne rządy próbują przeprowadzić reformy konstytucyjne
https://www.theguardian.com/world/ng-interactive/2026/mar/30/leaders-seeking-undermine-rule-of-law-europe
Wmarcu ubiegłego roku paryski sąd uznał Marine Le Pen winną defraudacji i zakazał jej startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich we Francji. Skrajnie prawicowy przywódca skrytykował w radiu „decyzję polityczną” i „zaprzeczenie demokracji”.
Le Pen, która złożyła apelację, stwierdziła, że padła ofiarą „tyranii sędziów” i „zamachu politycznego”. „System” zrzucił na nią „bombę atomową”. Sędzia przewodnicząca otrzymała następnie groźby od innych osób w mediach społecznościowych, a jej adres domowy został ujawniony.
Sześć miesięcy później były prawicowy prezydent Nicolas Sarkozy został skazany na pięć lat więzienia za spisek przestępczy. Potępił decyzję „o wyjątkowej wadze w odniesieniu do praworządności i zaufania społeczeństwa do wymiaru sprawiedliwości”.
Sąd działał z „nienawiści, która naprawdę nie zna granic”, dodał Sarkozy. „Niesprawiedliwość”, którą reprezentował, była „skandaliczna”, a ci, którzy „tak bardzo mnie nienawidzą”, „upokarzali Francję”, powiedział. Minister sprawiedliwości Francji postawił sobie za punkt honoru odwiedzenie go w więzieniu.
Jak zauważa Liberties , europejska sieć organizacji pozarządowych zajmujących się prawami obywatelskimi, sprawnie funkcjonujący, niezależny system wymiaru sprawiedliwości stanowi „podstawę praworządności”, gwarantując rozliczalność, chroniąc prawa ludzi oraz podtrzymując uczciwość i równość.
Na Węgrzech premier Viktor Orbán, który w przyszłym miesiącu stanie w obliczu bezprecedensowego wyzwania w ciągu 16 lat sprawowania władzy, systematycznie ograniczał niezależność sądownictwa poprzez szereg zmian konstytucyjnych i prawnych, obsadzając sądy sędziami lojalistycznymi i skutecznie przejmując kontrolę nad systemem sprawiedliwości.
Jednak nawet w krajach o historycznie silnej reputacji demokratycznej, niezależne systemy wymiaru sprawiedliwości są zagrożone. Ataki polityczne – w tym na poszczególnych sędziów – stają się coraz powszechniejsze, niebezpiecznie podważając zaufanie społeczne, jak stwierdziła organizacja Liberties w swoim raporcie z 2026 roku.
We Francji organ odpowiedzialny za utrzymanie niezależności sędziów poczuł się zobowiązany do reakcji. „W demokracji” nie do przyjęcia jest, aby sędziowie byli zastraszani, a politycy komentowali poszczególne postępowania karne i wyroki, stwierdziła Rada Najwyższa Magistratury (Conseil Supérieur de la Magistrature). Związek zawodowy sędziów ostrzega przed „atakiem na cały system sprawiedliwości” i porównuje sytuację do krajów takich jak Węgry.
Francja – i większość innych krajów europejskich – najwyraźniej jeszcze nie osiągnęła tego etapu. Ale kiedy radykalny minister spraw wewnętrznych określa praworządność jako „ani nienaruszalną, ani świętą” , a minister sprawiedliwości odrzuca orzeczenia sądów europejskich, „przekroczyliśmy szereg punktów zwrotnych”, powiedziała jedna z czołowych sędziów, Magali Lafourcade.
Organizacje walczące o prawa obywatelskie mają także inne obawy dotyczące francuskiego systemu sprawiedliwości, w tym jego faktycznej niezależności (prokuratorzy są mianowani przez ministerstwo sprawiedliwości), chronicznego niedofinansowania i dziesięcioleci, jakie mogą trwać prace zmierzające do wymierzenia sprawiedliwości.
Podobne problemy od dawna występują również w innych państwach członkowskich UE. Jednak ataki polityczne na taką skalę są w większości z nich stosunkowo nowym zjawiskiem i oczywistym powodem do niepokoju, jeśli autorytarne rządy skrajnie prawicowe dojdą do władzy – jak we Włoszech.
Rząd Giorgii Meloni od czasu wyborów w 2022 roku toczy prawdziwą walkę o władzę we włoskim sądownictwie. Jednym z pierwszych posunięć było zniesienie przestępstwa nadużycia władzy, zmiana forsowana przez byłego premiera Silvio Berlusconiego.
Administracja Meloni ograniczyła również stosowanie podsłuchów. Często atakuje wymiar sprawiedliwości, krytykując „upolitycznionych sędziów”, którzy próbowali „znieść granice Włoch”, gdy sądy zablokowały jej próby utworzenia ośrodków repatriacyjnych w Albanii.
Meloni, która stała się celem dochodzenia w sprawie uwolnienia i repatriacji libijskiego watażki poszukiwanego za zbrodnie wojenne przez Międzynarodowy Trybunał Karny, odrzuciła śledztwo jako spisek lewicowy i stwierdziła, że nie można jej szantażować ani zastraszać”.
Ataki nasiliły się przed niedawnym referendum we Włoszech w sprawie popieranej przez rząd reformy sądownictwa, której celem było rozdzielenie ścieżek kariery sędziów i prokuratorów, utworzenie dwóch rad zarządzających wybieranych w drodze losowania oraz utworzenie sądu dyscyplinarnego.
Rząd Meloni stwierdził, że reformy są niezbędne dla bezstronności i wyeliminowania rzekomo lewicowych „frakcji” w sądownictwie. Przeciwnicy twierdzili, że reforma jest projektem silnie partyjnym, który osłabi władzę i niezależność sędziów i prokuratorów.
Ostatecznie w plebiscycie, który szybko przerodził się w ogólny werdykt na temat jej rządu i jego dokonań, Meloni przegrała – jednak wielu obserwatorów widziało w jej gotowości do konfrontacji i „ujarzmienia” włoskiego wymiaru sprawiedliwości taktykę z podręcznika Orbána.
Nawet w krajach o szczególnie silnym systemie sądowniczym, takich jak Niemcy, presja narasta, twierdzą obserwatorzy. Organizacja Liberties uznała, że zarówno brak finansowania, jak i próby podważenia niezależności sądownictwa przez skrajną prawicę wymagają pilnej uwagi.
Przeciążony i niedopłacany wymiar sprawiedliwości, któremu grożą niedobory kadrowe z powodu dużej liczby sędziów zbliżających się do emerytury, grozi pogłębieniem problemów z rozpatrywaniem spraw, zwłaszcza że wiele postępowań trwa już zdecydowanie za długo.
Na szczeblu regionalnym skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD), dobrze reprezentowana w wielu krajach związkowych, zwłaszcza na wschodzie, zablokowała ponowne mianowanie urzędników sądowych w kraju związkowym Turyngia, próbując w ten sposób wymusić ustępstwa w innych kwestiach.
Obawy skupiły się również na „podatności” najwyższego trybunału Niemiec, Federalnego Trybunału Konstytucyjnego, na próby manipulacji, szczególnie ze strony AfD, choć izba niższa Bundestagu podjęła działania w celu rozwiązania tego problemu. Ówczesna minister spraw wewnętrznych, Nancy Faeser, powiedziała, że ​​celem jest zapewnienie, aby „wrogowie naszej demokracji nie mieli dostępu” do systemu sądownictwa. Autokraci „zawsze najpierw zwracają się przeciwko sądownictwu”, a sądy konstytucyjne „często są ich pierwszym celem”, dodała.
Tymczasem na wschodzie Polska przekonuje się, jak trudno jest odwrócić kontrowersyjne reformy sądownictwa, które wpędziły ją w konflikt z UE pod rządami narodowo-konserwatywnej partii Prawo i Sprawiedliwość (PiS).
Zainspirowana „nieliberalną demokracją” Orbána, PiS w ciągu ośmiu lat swojej władzy przeprowadziła agresywną reformę polskiego wymiaru sprawiedliwości, przejmując Trybunał Konstytucyjny i inne instytucje oraz radykalnie rozszerzając rolę ministra sprawiedliwości.
Cofnięcie tych zmian okazało się skomplikowane dla rządu Donalda Tuska, ponieważ koalicja premiera nie dysponuje niezbędną większością trzech piątych głosów, aby odrzucić prezydenckie weto, a postępy były bardzo ograniczone.
Ku rozczarowaniu wyborców, rząd Tuska, wybrany w 2023 r., wstrzymał się z podjęciem działań aż do wyborów prezydenckich w 2025 r., mając nadzieję na zwycięstwo swojego kandydata. Rafał Trzaskowski przegrał jednak z narodowo-konserwatywnym rywalem wspieranym przez PiS, w efekcie czego proces został skutecznie wstrzymany.
W listopadzie ubiegłego roku nowy prezydent Karol Nawrocki odmówił zatwierdzenia nominacji 46 sędziów. Były minister sprawiedliwości Tuska, Adam Bodnar, mówił o wyzwaniu, jakim jest przekonanie ludzi do skupienia się na kwestiach praworządności.
„Zasadniczo dość znaczna część społeczeństwa nie widziała żadnego poważnego problemu” – powiedział. „Nie interesowały ich instytucje, Trybunał Konstytucyjny, wymiar sprawiedliwości… ale bardziej interesowała ich, powiedzmy, sytuacja socjalna”.
Walcząc o zmianę ram prawnych, polski rząd skupia się na „rozliczeniu” z działaniami poprzedniego rządu. Kilku wysoko postawionych urzędników PiS zostało objętych śledztwem i oskarżonych o domniemane nadużycia władzy.
W szczególności architekt reformy sądownictwa PiS, Zbigniew Ziobro, jest poszukiwany przez polskie władze w związku z 26 odrębnymi zarzutami – ubiegał się jednak o azyl na Węgrzech i pozostaje poza zasięgiem polskiego wymiaru sprawiedliwości.
Jak twierdzi Lafourcade, o wiele lepiej jest zdać sobie sprawę z zagrożenia i działać, niż próbować rozwiązać to wszystko wstecz. Lafourcade dodaje, że w zeszłym roku znalazła się na celowniku napięć transatlantyckich, gdy urzędnicy z administracji Trumpa próbowali lobbować u niej przeciwko zakazowi wyborów dla Le Pen.
„Spójrzcie na obecne Stany Zjednoczone i zastanówcie się, czy jutro chcemy niezależnego sądownictwa, czy nie” – powiedziała. „Kiedy reżim popada w arbitralność i autorytaryzm, może to nastąpić błyskawicznie”.


4.

https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32693645,applebaum-osobiste-zaangazowanie-trumpa-nie-pomoze-magyar.html#s=S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy
"Rosjanie do domu". Hasło skandowane na Węgrzech wyjaśnia, dlaczego na finiszu przed wyborami Orbán jest tak nerwowy, a jego kampania tak toporna.
Przejrzyj prorządowe węgierskie konta na TikToku, a zobaczysz Wołodymyra Zełenskiego siedzącego na złotym sedesie, przeliczającego gotówkę, wciągającego kokainę i wydającego rozkazy węgierskiemu żołnierzowi. Oraz Petera Magyara, lidera węgierskiej opozycji, który mówi, że nie ma nic przeciwko przekazywaniu węgierskich fabryk obcokrajowcom. A także sobowtóra SpongeBoba, memogennego bohatera kultowej kreskówki o gadającej gąbce, który zdradza, że Magyar „wyciera mną kokainę po tym, jak kichnął i wszystko spadło na podłogę".
Wszystko wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Za to nie znajdziesz zbyt wiele o samych Węgrzech. Nieprzypadkowo.
W ostatnich latach partie na całym świecie prowadziły kampanie surrealistyczne, kampanie komiczne, kampanie spiskowe, a nawet kampanie oparte na piciu piwa. Ale w każdym rankingu dziwnych kampanii wybory parlamentarne na Węgrzech Anno Domini 2026 wyróżnią się – jako zapewne pierwsza na świecie kampania post-reality.
Wieści dla Viktora Orbana nie są dobre. Po 16 latach urzędowania (plus wcześniejsza trzyletnia kadencja) premier Węgier uczynił swój kraj najbardziej skorumpowanym w Unii Europejskiej, najmniej wolnym i jednym z najbiedniejszych. Jego partia, Fidesz, kontroluje uniwersytety, służbę cywilną, sądy najwyższe, a poprzez sieć oligarchów prawie wszystkie gazety i stacje telewizyjne oraz około jednej piątej gospodarki. Powszechna paranoja dotycząca szpiegów Fideszu sprawiła, że Budapeszt po raz kolejny stał się miastem, w którym ludzie cichną, mówiąc publicznie o polityce.
Fidesz wie, że mając taką pozycję, nie rozmyje ani nie zrzuci na nikogo odpowiedzialności za stagnację na Węgrzech, dlatego ani partia, ani jej lider nie mówią wiele o spadającej produkcji przemysłowej, ani o kurczącej się populacji. Zamiast tego – wspierana przez rosyjskich propagandystów, europejską skrajną prawicę i administrację Trumpa – partia przeznacza fortunę na memy i filmiki w serwisach społecznościowych na inny cel: przekonanie Węgrów, by bali się sabotażu, rabunku, a nawet ataku militarnego... Ukrainy.
To wręcz absurdalne. Ale Orbán, jego rząd, jego partia i liczni połączeni z nim wspólnotą interesów eurosceptyczni i prorosyjscy politycy skupiają się teraz na tym, by to zagrożenie ludziom wydawało się realne.
Uważajcie, bo to może być przyszłość kampanii wyborczych: wielu sprzysiężonych, rozpoznawalnych liderów z różnych krajów zasypuje wasz elektorat propagandą, aby wzbudzić strach przed wrogiem, który w ogóle nie istnieje.
Ta kampania nie jest subtelna. Może trochę, o tyle, że nie eksponuje nachalnie przywódcy - w Budapeszcie w zeszłym tygodniu twarz Orbána była prawie niewidoczna. Za to plakaty z Zełenskim były wszechobecne. Czasami prezydent Ukrainy jest ponury, opatrzony hasłem „Nie pozwólmy, żeby Zełenski śmiał się ostatni". Czasami pojawia się z Magyarem i Ursulą von der Leyen, przewodniczącą Komisji Europejskiej, pod hasłem „Oni stanowią ryzyko. Fidesz to bezpieczny wybór".
Billboard propagandowy na Węgrzech. Napis głosi: 'Przyślij uzbrojenie! Tak jest!', 11 lutego 2026 r.
Billboard propagandowy na Węgrzech. Napis głosi: 'Przyślij uzbrojenie! Tak jest!', 11 lutego 2026 r. Fot. REUTERS/Bernadett Szabo
Peter Kreko, który kieruje budapeszteńskim think tankiem Political Capital Institute, powiedział mi, że to bezprecedensowe. W 2022, roku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, Orbán prowadził kampanię zbudowaną na przekazie „utrzymajmy Węgry z dala od wojny. Teraz mówi Węgrom, że, jak to ujmuje Kreko, „jesteśmy w bezpośrednim niebezpieczeństwie. Grozi nam atak".
Do gróźb z billboardów można się przyzwyczaić, tak jak przyzwyczaja się do mijanej codziennie reklamy, która staje się przezroczysta. Trudniej Węgrom je zignorować, gdy docierają poprzez ich telefony.
Na TikToku, gdzie codziennie pojawiają się nowe konta popierające Fidesz, tworzone przez sztuczną inteligencję filmy z Magyarem pokazują, jak lider opozycji zniesławia swój kraj – „Milczę, bo moi panowie w Brukseli zabronili mi bronić ojczyzny" – albo śpiewa ukraiński hymn narodowy. Inny gatunek specjalizuje się w pokazywaniu przemocy wojennej i konsekwencji wojny: dziewczynka płacze, gdy jej ojciec, ubrany w węgierski mundur, z zawiązanymi oczami, zostaje rozstrzelany stracony gdzieś w Ukrainie.
Przez oficera przypominającego esesmana, co niesie wiele dodatkowych skojarzeń – „ukraińscy faszyści" to ulubiony motyw rosyjskiej propagandy – lecz zasadniczy przekaz jest jasny: to nie nasza wojna, a my, nasze rodziny, poniesiemy konsekwencje.
Nie brakuje filmów oczerniających Magyara osobiście, z oskarżeniami finansowymi i seksualnymi, ale dominuje narracja strachu przed ukraińską inwazją. Podczas marszu Fideszu 15 marca grupa zapiewajłów na czele tłumu niosła transparent z napisem: „Nie będziemy ukraińską kolonią!".
Tę samą melodię grają instytucje państwa, których liczne działania wzmacniają propagandę Fideszu. W lutym węgierscy żołnierze zostali wysłani do ochrony infrastruktury naftowo-gazowej kraju, by zapobiec ukraińskiemu atakowi. W marcu służby specjalne przejęły dwie ciężarówki ukraińskiego banku centralnego, które przejeżdżały tranzytem przez kraj podczas rutynowego transportu gotówki z Wiednia. Aresztowano siedmiu pracowników banku, z których jeden stracił przytomność po wstrzyknięciu mu tajemniczej substancji, zapewne serum prawdy.
Oczywiście wszystkich zwolniono, ponieważ nie dało się znaleźć żadnych dowodów na pranie brudnych pieniędzy – ale węgierski rząd nie zwrócił skonfiskowanych 82 milionów dolarów w złocie i gotówce. A portal Direkt36, jedna z ostatnich redakcji śledczych na Węgrzech, podała, że Fidesz uważa tę nieudolną operację za sukces: sprowokowała Zełenskiego do półżartobliwego grożenia Orbánowi, co dało węgierskiemu przywódcy paliwo na kilka dni propagandowego wzmożenia.
Ale węgierskie instytucje państwowe nie są jedynymi organami rządowymi, które starają się kształtować postrzeganie rzeczywistości przez Węgrów. Chociaż Orbán lubi odmieniać przez przypadki słowo „suwerenność", w istocie stał się najważniejszą rosyjską marionetką w Europie.
Węgierski premier wielokrotnie używał weta, aby zablokować europejskie sankcje na Rosję i unijną pomoc dla Ukrainy.
Wiadomo też, że europejscy przywódcy już dawno przestali rozmawiać o kwestiach bezpieczeństwa w obecności Orbana.
A w zeszłym tygodniu „Washington Post" opisał, jak minister spraw zagranicznych Peter Szijjarto, regularnie dzwoni do swojego rosyjskiego odpowiednika, Siergieja Ławrowa, aby informować Rosjan, co wydarzyło się na spotkaniach Unii Europejskiej.
Czasami zaś prosić o przysługi. Podczas rozmowy telefonicznej w 2020 roku Szijjarto poprosił Ławrowa o zorganizowanie w Moskwie spotkania w sprawie wyborów parlamentarnych w Słowacji. Premier Peter Pellegrini walczył o utrzymanie władzy jego skompromitowanej licznymi aferami partii SMER i liczył na wsparcie Rosji. Spotkanie ze Słowakiem się odbyło. Dziś Pellegrini, deklarujący się jako eurosceptyk oraz, a jakże, realista uważający, że należy brać pod uwagę rosyjską optykę, a Ukraina nie ma szans, jest prezydentem Słowacji.
Teraz, obawiając się utraty kluczowego „aktywu", Rosjanie wysłali do Budapesztu grupę propagandystów, aby wesprzeć kampanię Orbana. „Financial Times" podaje, że dla Fideszu pracuje Social Design Agency, firma zajmująca się marketingiem internetowym, w istocie kremlowska farma trolli.
Świat usłyszał o niej już wcześniej – w 2023 roku, gdy amerykański rząd za prezydenta Bidena był jeszcze zainteresowany demaskowaniem rosyjskiej propagandy, Centrum Globalnego Zaangażowania Departamentu Stanu – już nieistniejące, bo rozwiązane przez Trumpa - ujawniło rolę rosyjskiej agencji w zakładaniu i promowaniu w Ameryce Łacińskiej całej serii lansujących rosyjski przekaz stron internetowych.
W Budapeszcie specjalistom z Rosji powierzono kluczowe zadanie - tworzenia filmów wideo opartych na sztucznej inteligencji oraz optymalizację już istniejącej sieci trolli i botów do ich przekazywania. Oprócz jawnie propagandowych filmów rozpowszechniano fejki, takie jak zmanipulowane zrzuty ekranu strony internetowej kanału informacyjnego Euronews z fałszywymi cytatami Magyara.
Śledztwo „Washington Post" ujawniło, że Rosjanie zaproponowali nawet sfingowanie zamachu na Orbána, aby wzbudzić współczucie dlań. Nazwali tę strategię bez owijania w bawełnę i bawienia się w kryptonimy „Gamechanger".
Tisza, czyli partia Petera Magyara, największe ugrupowanie opozycyjne na Węgrzech, spodziewa się, że to dopiero przygrywka.
Ludzie Tiszy powiedzieli mi, że obawiają się operacji pod fałszywą flagą, być może wybuchu węgierskiego rurociągu lub innego obiektu energetycznego, o który rząd i śledczy oskarżą, fałszując dowody, Ukraińców. Partia przygotowuje się też do ataku hakerskiego na swoją infrastrukturę komunikacyjną – do tego stopnia, że na wszelki wypadek zbudowała zapasowy analogowy system łączności.
Tak daleko posunięta zapobiegliwość mogłaby wydawać się nieco paranoiczna, ale wydarzenia sprzed kilkunastu dni pokazały, że to całkiem rozsądne podejście - baza danych partii została zhakowana, nazwiska i prywatne informacje o członkach oraz sympatykach upubliczniono w internecie. A teraz wydaje się prorocza: w tym tygodniu Direkt36 podał, że rzeczywiście taki był plan rządu. Informator z kręgów rządowych twierdzi, że szykowano zmasowany cyberatak. Na co rząd stwierdził, że niektóre osoby ujawnione jako zaangażowane w tę akcję były powiązane z ukraińskim wywiadem i przy okazji oskarżył dziennikarza Direkt36 o szpiegostwo.
Jeszcze niedawno inne mocarstwo starałoby się niwelować wpływy Rosji, głośno bronić procesu demokratycznego na Węgrzech i pomagać obalać absurdalne doniesienia o najeździe Ukrainy. Ale dziś rząd USA robi, co w jego mocy, by je nagłośnić.
Węgry, choć są niewielkim krajem w Europie Środkowej, w planach amerykańskiej i europejskiej skrajnej prawicy odgrywają kluczową rolę: MAGA oraz jej sojusznicy w krajach Unii rozumieją, że węgierskie wybory będą punktem zwrotnym w wojnie idei, która wstrząsa demokratycznym światem przez ostatnią dekadę.
Orbán jako polityk, który sprawnie i twórczo rozmontował rządy prawa, stał się wzorem i dostarczycielem know-how dla innych populistów o autokratycznym zacięciu, którzy dążą do zmiany własnych demokratycznych krajów. Od niego uczą się, jak naginać zasady, aby mieć pewność, że nie przegrają – jeśli nie nigdy, to przez długie, długie lata.
Jest też cenny jako piąta kolumna – europejski przywódca siejący ferment i aktywnie podkopujący liberalną demokrację od środka w jej centrum, lansujący w samej Unii Europejskiej autorytarny populizm i rządy jednej partii.
No i był pionierem w prowadzeniu kampanii identyfikujących aktualne lęki i trendy społeczne, by podnosić je do rangi zagrożenia egzystencjalnego. Przez lata namierzał i rozgrywał kolejne wrażliwe wątki tożsamościowe i kulturowe, od migrantów po „dekadencję" Unii Europejskiej, za każdym razem uzasadniając, że ratowanie kraju i sposobu życia obywateli wymaga radykalnych zmian instytucjonalnych.
Amerykanie zdążyli poznać te taktyki – przejęli je i zaadaptowali trumpiści z J.D. Vance'em na czele.
Więc teraz przywódcy polityczni, którzy od dawna podziwiali metody Orbána i z nich korzystali, skrzykują się, by mu pomóc. Sekretarz stanu Marco Rubio w lutym udał się do Budapesztu, aby poprzeć premiera Węgier, a nawet zaoferować wsparcie finansowe: „jeśli napotkasz problemy, które zagrażają stabilności twojego kraju…". Prawdopodobnie po Wielkanocy węgierską stolicę odwiedzi wiceprezydent J.D. Vance. A sam prezydent Trump wystąpił – co prawda na wideo, niemniej o czymś świadczy, że choć zaabsorbowany Iranem, znalazł czas – w zeszłą sobotę w Budapeszcie na spotkaniu CPAC.
To ważne wydarzenie, bo ta niegdyś poważna amerykańska konserwatywna organizacja głównego nurtu przepoczwarzyła się w centralę międzynarodówki skrajnej prawicy – a do krzewienia jej idei i wspierania lokalnych partii i kandydatów wykorzystuje wypracowane przez dekady narzędzia marketingowe, doświadczonych spin doktorów oraz kontakty w świecie polityki, biznesu, kultury.
Trump wyraził zdalnie swoje „pełne i całkowite poparcie" dla Orbana, najbliższego europejskiego sojusznika Rosji. Inni członkowie europejskiej skrajnej prawicy pojawili się osobiście.
Alice Weidel, szefowa Alternatywy dla Niemiec, zaatakowała Unię Europejską za wysłanie miliardów euro Ukrainie, „najbardziej skorumpowanemu reżimowi na Ziemi", udając, że nie dostrzega, iż przemawia w najbardziej skorumpowanym państwie Unii i powtarza retorykę Rosji, jednego z najbardziej skorumpowanych reżimów Ziemi.
Po niej wystąpił Santiago Abascal, lider Vox, najważniejszej partii na hiszpańskiej prawicy, który powiedział, że Węgry Orbána są „promieniem światła w ciemności", udając, że nie dostrzega, iż przemawia w kraju zubożałym po latach pseudopopulizmu, w którym ludzie pragnący skorzystać z wolności słowa – tak bronioną przez obłudny alt-right – są represjonowani.
Pojawili się również Marine Le Pen z Francji, prezydent Karol Nawrocki z Polski i Geert Wilders, przywódca parlamentarnej większości w Holandii. Nie mógł zjawić się, więc poparł Orbana na wideo, kolejny guru i idol cynicznych autokratów, Benjamin Netanjahu, za to pofatygował się aż z Ameryki Południowej Javier Milei. Radykalnie liberatriański prezydent Argentyny wychwalał człowieka, który zbudował jedno z najbardziej scentralizowanych, kontrolowanych przez państwo i represyjnych społeczeństw w Europie.
Każde z nich ma swoje własne motywy. Być może Weidel próbuje pomóc Rosjanom, którzy finansują niektórych członków jej partii i nagłaśniają jej własne kampanie internetowe. Milei uznaje, że rozsądnie jest poprzeć ulubieńca Trumpa, skoro prezydent USA przekazał mu 20 miliardów dolarów na wzmocnienie peso tuż przed jego własnymi niedawnymi wyborami. Abascal lub LePen również liczą na wzmocnienie swoich szybko zbliżających się kampanii.
Ale mają też wspólny powód. Byli tam dlatego, że nastanie innego rządu na Węgrzech unieważniłoby samospełniające się twierdzenie, że skrajna prawica reprezentuje przyszłość Europy.
Może i reprezentuje, ale w jej duchowej i organizacyjnej stolicy, w Budapeszcie, język i taktyka Orbána wydają się należeć do przeszłości. Jego sprawdzone groźby już nie działają, być może dlatego, że rzeczywistość się umacnia – nie tylko w argumentach i analizach ekspertów oraz liberalnych publicystów, ale w odbiorze społecznym.
Ludzie już widzą, że nie ma – a przez tyle lat już powinna nadejść - fali migracji spoza Europy, która zagrażałaby przetrwaniu narodu węgierskiego. Że Bruksela nie stanowi realnego zagrożenia dla zdrowia i szczęścia Węgrów, w przeciwieństwie do fatalnego stanu szpitali w kraju.
I że Ukraina nie dokona inwazji, za to Rosja może. Każda nowa groźba kremlowskich polityków i propagandystów ożywia pamięć, że Węgry najechały czołgi wysłane przez Moskwę, a nie Kijów: że w 1956 roku nie ukraińscy niepodległościowcy, a armia radziecka przybyła do Budapesztu, aby stłumić antykomunistyczną rewolucję.
A Tisza postanowiła wykorzystać to, że machina propagandowa Orbána odkleiła się od węgierskiej rzeczywistości i przeciwdziała jej, organizując oddolną kampanię, która dociera do rzeczywistych ludzi w realnym, trójwymiarowym świecie. Magyar nie udziela wywiadów, lecz spotyka się z wyborcami osobiście, każdego dnia w kilku miastach i wsiach, a na wiecach porusza tematy zrozumiałe dla ludzi: gospodarka, służba zdrowia, korupcja. Zazwyczaj unika tematów geopolitycznych, które Orbán zdecydowanie preferuje.
Ale na dużym wiecu w Budapeszcie na początku marca lider Tiszy zaczął skandować „Rosjanie, do domu". To skandowanie i stojąca za nim pamięć historyczna pomagają wyjaśnić, dlaczego Budapeszt jest tak rozgorączkowany i dlaczego post-realistyczna kampania Orbána jest tak nerwowa. Aby wygrać, Orbán musi zniszczyć tę palącą pamięć narodową i zastąpić ją strachem przed Ukrainą. Oznacza to prowadzenie wojny poznawczej na skalę, jakiej nikt wcześniej w zjednoczonej Europie nie próbował.
Emocje są wysokie, bo stawka jest wysoka. Jeśli mu się uda, ponownie utoruje drogę, którą pójdą inni. A jeśli przegra, pewna ponura epoka dobiegnie końca.


5.

https://tvn24.pl/polska/jaroslaw-kaczynski-o-sile-ktora-zmieni-europe-pierwszy-warunek-zwyciestwo-orbana-st8972992
Jarosław Kaczyński udzielił wywiadu portalowi węgierskiego prorządowego tygodnika "Mandiner". Prezes Prawa i Sprawiedliwości ocenił, że "wygrana premiera Viktora Orbana byłaby bardzo ważna dla Węgier, ale też dla Europy".
Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla portalu tygodnika "Mandiner" powiedział, że wygrana Viktora Orbana "wpisałaby się w przewidywany przez niektórych cykl wydarzeń, wielką zmianę". - Jeśli Fidesz wygra na Węgrzech, jeśli my wygramy w Polsce, prawica wygra we Francji, a Meloni będzie u władzy we Włoszech, może wyłonić się siła, która zmieni Europę - powiedział Kaczyński.
Jak dodał, to "byłoby bardzo potrzebne, bo Unia Europejska przeżywa kryzys, który może doprowadzić do jej upadku" - My sobie tego nie życzymy, ale chcemy Unii, która będzie mechanizmem koordynacji polityki krajów suwerennych - zaznaczył prezes PiS.
Kaczyński odniósł się również do bliskich relacji Budapesztu z Moskwą. W jego ocenie Węgry są zmuszone do utrzymywania relacji z Rosją ze względu na swoją sytuację energetyczną. Podkreślił, że Polska podąża w przeciwnym kierunku.
W jego ocenie opozycyjna TISZA i jej lider Peter Magyar po ewentualnej wygranej mogliby podążyć śladami Donalda Tuska i "doprowadzić do upadku praworządności" na Węgrzech.
Polityk stwierdził, że coraz więcej decyzji jest podejmowanych w Brukseli lub Berlinie, a Ursulę von der Leyen i Manfreda Webera - przewodniczącą Komisji Europejskiej i lidera Europejskiej Partii Ludowej - oskarżył o realizowanie "nowego niemieckiego imperializmu".
Ocenił w tym kontekście, że Bruksela próbuje wpłynąć na wynik wyborów na Węgrzech, wspierając Petera Magyara. Siły zagraniczne wywierają presję, aby uniemożliwić kolejne zwycięstwo prawicy w tym kraju - powiedział, dodając, że "nie jest to zwykły spór dyplomatyczny, a pokaz siły". Podkreślił, że na dwa tygodnie przed wyborami presja ta jest "szczególnie silna".
Kaczyński podczas rozmowy wielokrotnie krytykował rząd premiera Tuska, zarzucając mu "zdemontowanie praworządności" oraz doprowadzenie do kryzysu finansowego w Polsce. - Zostawiliśmy kraj w dobrym stanie, a obecnie dług publiczny rośnie i perspektywy są złe. Ten rząd nie potrafi rządzić - stwierdził prezes PiS. Dodał, że obecny rząd służy "nie polskim, a niemieckim interesom". …
========
To teraz już wiesz, Czytelniku, jakie jest źródło idiotyzmu polityka, o którym pisał D.O. wczoraj. Polityka, który nim afiszował się z Bannonem i Hegsethem, afiszował się z Orbanem.


6.

Wskaźnik akceptacji Donalda Trumpa spadł do najniższego poziomu w historii – sondaż
https://www.newsweek.com/donald-trumps-approval-rating-sinks-to-all-time-record-low-poll-11757181
Donald Trump nadal traci poparcie w sondażach. Wskaźnik poparcia dla prezydenta spadł jeszcze bardziej, do 33%, najniższego poziomu w jego drugiej kadencji. Wynika to z sondażu Uniwersytetu Massachusetts w Amherst, przeprowadzonego między 20 a 25 marca, który wykazał, że 62% Amerykanów go nie akceptuje. Wskaźnik poparcia dla prezydenta jest o pięć punktów procentowych niższy niż w lipcu 2025 roku i o 11 punktów niższy niż w kwietniu ubiegłego roku.


7.

Oto, dlaczego w Waszyngtonie zakładają się, kiedy upadnie Hegseth „Krzyżowiec”.
Sekretarz wojny Trumpa jest u podstaw władzy. Czuje się obdarzony boską misją. Jednak niemiecki dziennik „Welt” donosi, że po stolicy już krąży sensacyjna plotka.
https://www.repubblica.it/esteri/dossier/lena/2026/03/30/news/perche_a_washington_si_scommette_su_quando_cadra_hegseth_crociata_religiosa-425253421/
Pete Hegseth wielokrotnie odgrywał ważną rolę w Gabinecie Owalnym w ostatnich dniach. W zeszły wtorek, po zaprzysiężeniu nowego Sekretarza Bezpieczeństwa Krajowego, Markwayne'a Mullina, prezydent USA zaprosił swojego sekretarza wojny do zabrania głosu. Hegseth podszedł zdecydowanym krokiem do mikrofonu, podkreślając precyzyjnie artykułowane zdania energiczną gestykulacją. Zwracając się do irańskich przywódców, oświadczył: „Nigdy nowoczesna armia nie została unicestwiona i pokonana tak szybko i na taką skalę — od pierwszego dnia, przy miażdżącej sile ognia”. Za nim Donald Trump skinął głową. „Negocjujemy bombami” — kontynuował Hegseth. „Kiedy przelatujemy nad Teheranem, macie wybór co do tego, jak będzie wyglądała wasza przyszłość”.
Chociaż Trump od kilku dni twierdzi, że może osiągnąć porozumienie w drodze negocjacji z pozostałymi przywódcami w Teheranie, jednocześnie utrzymuje konfrontacyjną postawę. Hegseth jest odpowiedzialny za wdrożenie niezwykle twardej strategii negocjacyjnej Trumpa. Ale to również stanowi dla niego ryzyko. „Kiedy powiedziałem Pete'owi, że to wszystko wkrótce się skończy, odparł: »Szkoda«. Prawda, Pete? Nie chcesz, żeby to się skończyło” – wielokrotnie Trump żartował w Gabinecie Owalnym, nawiązując do żarliwości Hegsetha w popieraniu ataków na Iran.
Oznacza to jednak, że w razie wątpliwości osoba odpowiedzialna jest już zidentyfikowana w zespole Trumpa, gdyby dalsza eskalacja doprowadziła do katastrofy i śmierci dużej liczby amerykańskich żołnierzy. Podczas gdy wiceprezydent J.D. Vance i sekretarz stanu Marco Rubio również wyrażają pełne poparcie dla kampanii wojskowej, ale starają się zachować jak najmniej rozgłosu, Hegseth – również ze względu na swoją rolę – znajduje się w centrum uwagi i pod presją.

Gorliwość religijna
W Waszyngtonie krążą pogłoski, że może on być kolejnym przedstawicielem MAGA, który zostanie odsunięty od administracji Trumpa, po sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego Kristi Noem. Bukmacherzy przewidują właśnie taki scenariusz: podczas gdy inni kluczowi członkowie gabinetu mają niskie, jednocyfrowe kursy, odejście Hegsetha jest wyceniane na 47% na platformie zakładów politycznych PredictIt.
Niezależnie od wyniku jego kariery, dla Hegsetha jego zadanie to nie tylko praca, ale misja. Od września, zgodnie z dekretem prezydenckim, 45-latek nie nazywa siebie już „ministrem obrony”, lecz „ministrem wojny”. Ci, którzy słuchają jego konferencji prasowych, odbywających się kilka razy w tygodniu, lub śledzą jego posty w mediach społecznościowych, dostrzegają w nim religijny zapał i bezwzględną wolę ucieleśniania tego, co on i jego naczelny dowódca uważają za swoją naczelną zasadę: odbudowania etosu – etosu chrześcijańskiego wojownika.
W imię Jezusa Chrystusa, oświadczył Hegseth, naród amerykański powinien „codziennie, na kolanach, z naszymi rodzinami, w naszych szkołach i kościołach” modlić się o zwycięstwo i bezpieczeństwo naszych żołnierzy walczących z Iranem. Stany Zjednoczone rzeczywiście walczą z „religijnymi fanatykami, którzy dążą do posiadania broni nuklearnej w imię religijnego Armagedonu”, powiedział w wywiadzie dla CBS.

„Deus vult”
W obecnym konflikcie Hegseth nie sugeruje wprost, że jest to wojna między chrześcijanami a muzułmanami. Jednak fakt, że on – ojciec siedmiorga dzieci – porównuje armię amerykańską do krzyżowców, jest znany co najmniej od czasu publikacji jego książki „Amerykańska krucjata”. Pisze: „Lubisz zachodnią cywilizację? Wolność? Równość wobec prawa? To podziękuj krzyżowcom. Bez krucjat nie byłoby protestanckiej reformacji ani renesansu. Nie byłoby Europy ani Ameryki”.
Dzięki licznym artykułom, które ukazały się po jego nominacji na to stanowisko po zwycięstwie Trumpa w wyborach w listopadzie 2024 r., wiadomo również, że minister ma tatuaż na prawym bicepsie z napisem „Deus vult” („Bóg tak chce”).
Kilka dni temu, witając wraz z rodziną trumnę poległego żołnierza w Iranie, Hegseth opisał ten moment w tych samych słowach: „To, co czułem, poprzez łzy, uściski, siłę i niezachwianą determinację, było zawsze takie samo, rodzina po rodzinie: ukończyć tę misję, oddać hołd ich ofierze. Nie wahać się, nie zatrzymywać, dopóki zadanie nie zostanie wykonane”.
(Copyright Welt/Lena - Leading European Newspaper Alliance)
========
기사이미지
Oto mąż stanu, który decyduje o losach świata. Trzeba szczególnego myśliciela, żeby włazić takiemu komuś w zupę.


8.

JD Vance mówi, że kosmici to „demony” i opisuje obsesję na punkcie UFO
Wiceprezydent obiecuje „dotrzeć do sedna” doniesień z akt rządu USA dotyczących niezidentyfikowanych obiektów latających
https://www.theguardian.com/us-news/2026/mar/30/jd-vance-alien-ufo-are-demons
JD Vance , wiceprezydent Stanów Zjednoczonych, powiedział w ten weekend, że uważa kosmitów za „demony”.
W obliczu trwającej wojny w Iranie, rosnących cen benzyny i artykułów spożywczych oraz chaosu na amerykańskich lotniskach spowodowanego częściowym zamknięciem rządu, Vance pojawił się w konserwatywnym podcaście Benny Show, nadanym w sobotę, aby obiecać, że poświęci czas na zgłębienie tego, co nazwał swoją „obsesją” na punkcie UFO i pozaziemskich przybyszów.
Johnson, który reklamuje swój program jako miejsce „wnikliwego, zakulisowego wglądu w globalny konflikt o wolność”, zastanawiał się, czy Vance, który wyraźnie milczał na temat wojny Donalda Trumpa na Bliskim Wschodzie, której rzekomo się sprzeciwia, przyjrzał się już którymś z plików dotyczących niezidentyfikowanych obiektów latających – znanych obecnie jako niezidentyfikowane zjawiska anomalne (UAP) – które prezydent obiecał ujawnić .
„Właściwie nie” – odpowiedział Vance, wykazując się znacznie większym entuzjazmem niż w przypadku jakiegokolwiek wcześniejszego pytania o militarne ataki USA i Izraela na Iran.
„Nie miałem wystarczająco dużo czasu, żeby się tym zająć, ale zamierzam. Uwierz mi, jestem tym zafascynowany”.
Jak się później okazało, obsesja bogobojnego wiceprezydenta obejmowała także kwestię istnienia istot pozaziemskich i ich miejsca w szerszej dyskusji na temat religii.
„Nie sądzę, żeby to byli kosmici, myślę raczej, że to demony, ale to temat na dłuższą dyskusję” – powiedział.
Johnson poprosił go o rozwinięcie tematu.
„No cóż, spójrz, myślę, że istoty niebieskie, które latają dookoła i robią ludziom dziwne rzeczy. Myślę, że pragnienie, by nazwać wszystko niebiańskim, wszystko pozaziemskie, by nazwać to obcymi” – powiedział Vance.
„Każda wielka religia świata, w tym chrześcijaństwo, w które ja wierzę, rozumie, że istnieją dziwne rzeczy i że są rzeczy, które bardzo trudno wyjaśnić. I naturalnie, kiedy słyszę o jakichś pozanaturalnych zjawiskach, to właśnie tam się udaję – to chrześcijańskie rozumienie, że istnieje wiele dobra, ale istnieje też trochę zła.
„Myślę, że jedną z największych sztuczek diabła jest przekonywanie ludzi, że nigdy nie istniał”. …
========
Rząd USA to jednak jest banda poyebów, nawet większa niż rząd pisu. Łączy je duża pobożność, tak duża, że afgańscy talibowie przy nich to ateiści.


9.

Kneset uchwala ustawę nakazującą karę śmierci dla Palestyńczyków z Zachodniego Brzegu skazanych za śmiertelne ataki terrorystyczne
Autonomia Palestyńska potępia prawo jako „niebezpieczną eskalację”, organizacja pozarządowa prosi sąd o jego unieważnienie
https://www.timesofisrael.com/liveblog-march-30-2026/
Egzekucja przez powieszenie, na krześle elektrycznym lub zastrzykiem śmierci w ciągu dziewięćdziesięciu dni od skazania za terroryzm. Więźniowie będą izolowani w niedostępnych ośrodkach, gdzie nie będą mogli korzystać z widzeń rodzinnych, a z prawnikami będą mogli komunikować się wyłącznie za pośrednictwem wideo. Nie będzie możliwości odwołania. Jednomyślna zgoda nie będzie również wymagana do wydania wyroku. Jest to drakońskie prawo, ostatecznie zatwierdzone wczoraj przez izraelski parlament dla Palestyńczyków oskarżonych o „rasistowski” terroryzm. To znaczy „umyślne spowodowanie śmierci z zamiarem zaprzeczenia istnieniu Państwa Izrael i odrodzeniu narodu żydowskiego na jego ziemi”. Ustawa została zaproponowana kilka miesięcy temu przez posła Limora Sona Har-Melecha z Otzma Yehudit, „Żydowskiej Siły”, skrajnie prawicowej partii ekstremisty i mesjanistycznego ministra Itamara Ben-Gvira , kluczowej postaci brutalnych osadników, który zdecydowanie ją poparł. I promował ją, nosząc szpilki w kształcie pętli.
Ustawa została przyjęta zdecydowaną większością 62 głosów za i 48 przeciw; jedna z partii ultraortodoksyjnych w koalicji była jej przeciwna. Ostateczny tekst zyskał tymczasem poparcie opozycyjnej (ale prawicowo-nacjonalistycznej) partii Awigdora Liebermana. Nie będzie ona miała zastosowania do bojowników Hamasu, którzy brali udział w masakrze 7 października, ponieważ obecnie trwają prace nad specjalną ustawą i utworzeniem dla nich specjalnego sądu. „Dziś państwo Izrael zmienia zasady gry: każdy, kto zabija Żydów, nie będzie mógł już oddychać i cieszyć się godnymi warunkami życia w więzieniu. To dzień sprawiedliwości dla ofiar i odstraszenia dla naszych wrogów” – powiedział Ben-Gwir po głosowaniu.
Żądanie wycofania ustawy, wysunięte zaledwie kilka godzin wcześniej przez ministrów spraw zagranicznych Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch, pozostało bez echa.


10.

https://tvn24.pl/biznes/ze-swiata/usa-gest-humanitarny-donald-trump-pozwolil-rosji-wyslac-rope-na-kube-st8973032
W niedzielę Donald Trump potwierdził, że jeden z rosyjskich tankowców otrzymał zgodę na dostarczenie ropy naftowej na Kubę. Decyzję, stojącą w sprzeczności z amerykańskimi przepisami, uzasadnił względami humanitarnymi, wskazując na pogarszające się warunki życia mieszkańców wyspy.
„Mamy tam tankowiec. Nie przeszkadza nam, jeśli ktoś zabierze ładunek, bo oni muszą jakoś przeżyć - powiedział Trump podczas rozmowy z dziennikarzami na pokładzie Air Force One. - Powiedziałem im: jeśli jakiś kraj chce teraz wysłać trochę ropy na Kubę, nie mam problemu, niezależnie od tego, czy to Rosja, czy nie”.


11.

Wielkanoc w czasie wojny: wzrost cen i chęć wyjazdu. Europa Wschodnia wśród najpopularniejszych kierunków podróży.
https://www.repubblica.it/viaggi/2026/03/30/news/pasqua_tra_guerra_rincari_e_voglia_di_partire_italia_e_l_est_europa_che_non_t_aspetti_le_mete_top-425253227/

=========
Artykuł o tym, że Włosi na tę Wielkanoc wybierają Europę Wschodnią, redaktorzy la Repubbliki opatrzyli zdjęciem Walencji w Hiszpanii.
Gwoli sprawiedliwości w środku są też zdjęcia Bukaresztu, Florencji, Katanii, Neapolu, Paryża, Bari, Samarkandy, Tirany, a także stareńkie zdjęcie warszawskiej Starówki. Ale w środku jest informacja, że dziesięć milionów sześćset tysięcy Włochów jest gotowych ruszyć w drogę, aby odpocząć od domu. Wśród osób wybierających się za granicę na czele znajdują się duże stolice europejskie. Wśród nich Włosi najchętniej wybierają Europę z Warszawą na czele (+111%), ale zwracają również uwagę na Barcelonę i Tiranę.
Innymi słowy - szykujcie się pracownicy hoteli i restauracji: w najbliższych dniach czeka was mnóstwo harówki.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga