DRUGI OBIEG
Sobota, 18 kwietnia 2026
1.
D.O. oczywiście w poszukiwaniu wiosny, ale miał czas na spacer po parku kilka
dni temu, więc zdjęcia są już nieaktualne: wiosna poczyniła przez ten czas
postępy, nie przymierzając, jak Węgry.
„Allegro ma non troppo” będzie, ale nie w sobotę, tylko w niedzielę, ale za to
z niespodzianką.
A no właśnie: D.O. chciał jak zwykle odpuścić politykę w sobotę, ale jest tyle
smakowitych kąsków… Więc siądź, Czytelniku na słoneczku i zrelaksują się przy
lekturze Drugiego Obiegu.
Wazonowe życie, świeżutko podlane
W berżeretkach, balladach canzonach, Bardzo rzadko się mówi o bratkach, A ja
taki mam gust wypaczony, Że lubię bratki… la, la la.
Komu torcik, komu?
D.O. lubić szlaczki!
Sklepienie altany chińskiej, prawie niebieskie.
A my tak sobie na grządkach przysiadły…
Dywanik. Od divan = pałac.
Też dywanik, ale teraz przynajmniej już wiecie, gdzie to jest.
2.
5 lat temu
Profesor Michał Leszczyński sprowokował D.O., więc D.O. czuje żądzę zemsty.
„Ale chyba nie napiszesz, jak się robi oliwki”? – zapytał.
A napiszę!
Oliwki rosną na drzewach. Rodzaje tych drzew to cultivar. Niektóre cultivar
nadają się do tłoczenia – żeby była oliwa, „ἔλαια” po grecku, „olea” po
łacinie; nazywa się je z włoska „cultivar da olio”.
Niektóre – rzadsze – nadają się do spożycia w postaci owocu i wtedy nazywa się
je „Cultivar da mensa”.
Owoce mogą być „havy duty” – oliwkowy, smaczny chłam, nadający się do sosów i
potraw, albo też na przekąskę, albo mogą być szlachetne, że aż niebo w gębie.
Te ostatnie to przeważnie „olive dolci giganti” – gigantyczne oliwki słodkie.
Ważne: oliwka zerwana z drzewa NIE NADAJE SIĘ do jedzenia. Ważne: te „da mensa”
– stołowe – zrywa się przeważnie we wrześniu, zupełnie niedojrzałe.
Wszystkie zerwane oliwki zawierają glikozyd oleuropeiny, co czyni je tak
gorzkimi, że odgania ptaki i ludzi.
Wszystkie oliwki, by były jadalne, trzeba obrabiać, przez odgoryczanie.
Najprostszy i najpowszechniejszy system obróbki polega na odgoryczaniu ich w
solance, rzadziej w sodzie. W zależności od cultiwar – o większym lub mniejszym
stężeniu, dłużej lub krócej.
Do odgoryczenia, na każdy kilogram oliwek daje się litr wody i 100 g grubej
soli (solanka 10-procentowa).
Należy je gotować przez 10 minut i pozostawić do ostygnięcia; następnie całość
wlewa się do hermetycznej beczki i zamyka. Po 60 dniach oliwki się odsącza i
ponownie zalewa solanką; tym razem na 1 litr wody dodaje się 80 g gruboziarnistej
soli (tzw. „druga”, przeważnie 8-procentowa solanka) i znów szczelnie się je
zamyka. Będą gotowe do spożycia po 2 miesiącach, a ich trwałość w
niehermetycznym naczyniu to ok. 8 miesięcy.
I teraz tak: w dyskontach trafiają się małe paczuszki oliwek drylowanych, po
kilka złotych, typu 3 zł za 100g.
D.O. by tego nie jadł, choć są jadalne. Natomiast bez wahania używa ich do
sosów pomidorowych: wzbogacają i urozmaicają smak. W proporcjach quodlibet.
Można je też zgrubnie rozgnieść, jeśli ktoś nie lubi „obcej” konsystencji w
jednolitym sosie.
I to jest miejsce na duże ALE.
Ale D.O. zna się na rzeczy i do „spożycia indywidualnego” wybiera WYŁĄCZNIE
„olive dolci giganti”. I WYŁĄCZNIE włoskie. To prawdziwa rozkosz,
niebezpieczna, bo to jednak zawiera sporo tłuszczu – do 20% wagi – a przestać
to wciągać jest trudno.
O co chodzi?
Ano o to, że szowinista kulinarny D.O. wie, że Włosi, ci najlepsi, ambitni,
swoje cenne „olive dolci giganti” potrafią robić w drugiej solance wręcz
1-procentowej. To wymaga dłuższego leżakowania, specyficznych warunków
konserwacji itp., ale efekt wart jest tych wszystkich wysiłków. Słodycz i
rozkosz.
I na zakończenie D.O. zdradzi, że najlepszy cultivar na „olive dolci giganti”
to Nocellara del Belice, a Belice to subregion na zachodnich zboczach Etny.
D.O. poleca także: Bella di Cerignola z Apulii, którą stawia na drugim miejscu
w klasyfikacji najlepszych na świecie, Ascolana miękka z regionu Marche,
Intosso z Abruzzo, Okrągła (Tonda) di Cagliari na Sardynii – też pyszne.
Z tym że P.T. Czytelnik nigdzie nie znajdzie informacji jaki cultivar znajduje
się w środku opakowania. No, może gdzieś w specjalistycznych sklepach we
Włoszech. Ani też w iloprocentowej drugiej solance były przechowywane.
Oczywiście we włoskich delikatesach można zapytać i gdzieniegdzie nawet wiedzą.
Raz D.O. trafił na peryferii Szczecina na sklep włoski z Polakiem w środku, tak
dobrze poinformowanym o oliwkach i oliwie, że D.O. szczęka opadła.
Ale, gdyby nie było akurat włoskiego sklepu z maniakiem oliwek i oliwy w środku
to – cóż – można spróbować polegać na kolorze. Powinien być jaskrawozielony.
Ale, szczerze mówiąc, od czasu bankructwa sieci supermarketów Alma, D.O. ani
razu nie widział „olive dolci giganti” w wielkiej dystrybucji. A i w Almie były
horrendalnie drogie, 40 zł za bodaj 250-gramowy słoiczek.
Zieloniutkie oliwki bywają na straganach w supermarketach, ale: a. ceny są
nieprzyzwoite i D.O. pod nosem szepce, żeby się w d. pocałowali; b. diabli
wiedzą na co się trafi, bo jako włoskie sprzedawane są hiszpańskie, ładne, ale
upiornie słone i upiornie drogie.
Koniec przypowiastek.
6. Zła wiadomość: media włoskie donoszą
(https://www.repubblica.it/.../olio_d_oliva_la.../...), że tegoroczne zbiory
oliwek były gorsze od oczekiwań, w związku z czym ceny oliwy pójdą mocno w
górę.
A propos cen. D.O. wylicza, że świeżo wytłoczona oliwa tegoroczna, novembrina,
czyli tłoczona w połowie listopada i najlepsza przed końcem roku, z rzadkiego
cultivar, dającego ponadprzeciętne wartości aromatyczne i organoleptyczne typu
biancolillo, nie może kosztować mniej niż 25 euro za butelkę ¾ litra.
I, skoro już przy tym jest, to gorąco odradza większe pojemniki. W odkorkowanej
butelce dość oliwa szybko traci aromat. Będzie dalej dobra, ale już nie będzie
powodować dreszczu rozkoszy.
7. Kolejna zła wiadomość, to ta, że w Apulii, jednej z ojczyzn dobrej oliwy,
nie udaje się wytrzebić epidemii xylelli. Cóż to jest xylella? Xylella
fastidiosa (czyli uciążliwa) to bakteria z klasy Gammaproteobacteria, rodziny
Xanthomonadaceae, która żyje i rozmnaża się tkankach drzewa, przewodzących
soki. Bardzo trudna do wykrycia, zanim drzewo nie ulegnie zniszczeniu. W
drzewach powoduje syndrom szybkiego wysychania.
Media piszą (https://bari.repubblica.it/.../xylella_nel_brindisino.../...), że
niedaleko Brindisi Xylella rozprzestrzenia się na równinie tysiącletnich drzew
oliwnych: ponad 1100 drzew trzeba szybko wykorzenić między Ostuni i Fasano,
inaczej będą dalej zarażały. Na tym obszarze rośnie około 250 tysięcy drzew
oliwnych, które tworzą niepowtarzalny krajobraz. Istnieje obawa, że bakteria
może zanieczyścić to bogactwo. Niektóre drzewa mogą mieć nawet 3000 lat.
Gaje oliwne, Sycylia.
Drzewa oliwne wiele zniosą.
Nocellara di Belice.
Oliwka niejedno ma lico.
O: właśnie.
3.
Teheran ogłasza cieśninę „otwartą” po zawieszeniu broni w Libanie, ale Trump
twierdzi, że blokada ze strony USA trwa
Prezydent Trump powiedział, że blokada irańskich statków w Cieśninie Ormuz
zostanie utrzymana, nie jest jednak jasne, w jakim stopniu będzie egzekwowana.
Ceny ropy gwałtownie spadły po ogłoszeniu przez Iran otwarcia Cieśniny Ormuz
https://www.nytimes.com/
Minister spraw zagranicznych Iranu ogłosił, że cieśnina Ormuz jest
„całkowicie otwarta do końca okresu zawieszenia broni”. Donald Trump uczcił to
na portalu Truth Social serią szybkich postów, ale szczegóły ponownego otwarcia
pozostają niejasne – irańskie oświadczenie zawierało zastrzeżenie, że statki
będą musiały płynąć określoną trasą. Arsenio Dominguez, sekretarz generalny
Międzynarodowej Organizacji Morskiej ONZ, powiedział, że jego agencja „obecnie
weryfikuje ostatnie ogłoszenie”.
Trump jasno jednak stwierdził, że nawet po ponownym otwarciu cieśniny,
amerykańska blokada morska Iranu pozostanie w mocy do czasu całkowitego
zakończenia konfliktu. Powiedział również, że Iran zobowiązał się nigdy więcej
nie zamykać cieśniny, ale nie zostało to zweryfikowane.
Cena ropy naftowej gwałtownie spadła po ogłoszeniu przez Iran ponownego
otwarcia cieśniny Ormuz. Ceny ropy naftowej gwałtownie spadły w nadziei na
wznowienie dostaw energii po tygodniach zakłóceń. Cena ropy Brent, będącej
punktem odniesienia dla światowego handlu ropą naftową, spadła poniżej 90
dolarów za baryłkę, co oznacza spadek o 10%.
Trump opublikował również wpis, że Izraelowi „ZABRANIA się” bombardowania
Libanu przez USA i że „Izrael nie będzie już bombardował Libanu”. Jednak kilka
minut przed tym wpisem premier Izraela Benjamin Netanjahu opublikował wideo, w
którym oświadczył, że Izrael nie zakończył jeszcze walki z Hezbollahem.
Netanjahu powiedział, że Izrael zgodził się na tymczasowe zawieszenie broni w
Libanie na prośbę Trumpa i że dało to Izraelowi możliwość promowania
połączonego rozwiązania politycznego i wojskowego z libańskim rządem – co
opisał jako jedną rękę trzymającą broń, a drugą wyciągniętą w geście pokoju.
Wcześniej w piątek minister obrony Izraela, Israel Katz, powiedział, że
izraelskie wojsko „utrzymuje i będzie nadal utrzymywać” wszystkie pozycje,
które „oczyściło i zdobyło” w Libanie.
Libańska armia również poinformowała dziś rano o „szeregu naruszeń” zawieszenia
broni, ponieważ tysiące przesiedlonych rodzin zaczęło wracać do domów w
południowym Libanie. Obecne walki, które rozpoczęły się 2 marca, pochłonęły
ponad 2100 ofiar śmiertelnych w Libanie i zmusiły ponad milion do
przesiedlenia.
Trump powiedział również w wywiadzie dla agencji Reuters w piątek, że
wzbogacony uran z Iranu zostanie sprowadzony do USA. Trump zapowiedział, że
Stany Zjednoczone i Iran będą współpracować w celu odzyskania uranu, ale
zaprzeczył doniesieniom, jakoby USA rozważały umowę na 20 mld dolarów w gotówce
za uran. „Nie ma mowy o wymianie pieniędzy” – powiedział Trump.
4.
27-letni dyplomata prowadzi wojnę kulturową Trumpa z Europą
Pięć lat po ukończeniu studiów Samuel Samson stanął na czele działań
administracji Trumpa, mających na celu zmianę ośmiu dekad relacji Ameryki z
Europą.
https://www.nytimes.com/2026/04/17/world/europe/trump-samson-europe.html
Kiedy Samuel Samson, starszy doradca w Departamencie Stanu, spotkał się
prywatnie ze skrajnie prawicowymi niemieckimi parlamentarzystami w biurze
położonym zaledwie kilka kroków od Białego Domu, zerwał z historią.
Przez osiem dekad po II wojnie światowej amerykański establishment polityki
zagranicznej zazwyczaj unikał skrajnie prawicowych partii w Niemczech, starając
się zapewnić, że nigdy więcej nie przejmą one władzy. To się zmieniło za
prezydentury Trumpa, co doprowadziło we wrześniu ubiegłego roku do spotkania
Samsona z Beatrix von Storch i Joachimem Paulem z Alternatywy dla Niemiec,
czyli AfD – partii uznanej przez niemiecki wywiad za organizację podejrzaną o
ekstremizm.
Gdy spotkanie przerodziło się w ogólną sesję narzekań, politycy AfD powiedzieli
panu Samsonowi, wówczas 26-letniemu, i kilku innym amerykańskim dyplomatom, że
obawiają się, iż niemiecki rząd może zakazać ich partii, jak twierdzi pan Paul
i inna osoba zaznajomiona z rozmową. Amerykanie ostro skrytykowali europejskie
regulacje dotyczące mediów społecznościowych, nazywając je narzędziem tłumienia
konserwatywnych opinii. Grupa dyskutowała również o fałszywej, skrajnie
prawicowej teorii spiskowej, według której główny nurt europejskich przywódców
dąży do zastąpienia białej populacji niebiałymi imigrantami.
„Odniosłem wrażenie – częściowo z długości rozmowy – że byli bardzo
zainteresowani naszymi pytaniami” – powiedział Paul w wywiadzie. „Robili
mnóstwo notatek”.
Przez większą część ostatniego roku Samson stał na czele wysiłków prezydenta
Trumpa, mających na celu przekształcenie relacji Ameryki z Europą. Podróżując
po kontynencie, Samson starał się pielęgnować więzi Waszyngtonu ze skrajnie
prawicowymi Europejczykami i wspierać te postacie kosztem centrowego
establishmentu Europy.
Zszokował głównych liderów, z których wielu ma dekady doświadczenia w
dyplomacji, oskarżając ich o tłumienie wolności i często spotykając się z ich
radykalnymi rywalami i promując ich. Jest zaledwie pięć lat po studiach i
wielokrotnie opowiadał się za podejściem, które obala trzy pokolenia
amerykańskiej ortodoksji dyplomatycznej.
W marcu ubiegłego roku Samson był w Londynie na tajnym śniadaniu z Nigelem
Farage’em, najbardziej prominentnym brytyjskim prawicowym populistą, aby omówić
kwestię aborcji i cenzury. W maju przebywał w Paryżu, próbując przekonać
komisję praw człowieka, że Marine Le Pen, francuska liderka skrajnej prawicy
skazana niedawno za defraudację, była niesłusznie prześladowana.
„Szukali elementów, które mogłyby uwiarygodnić tę narrację” – wspominała Magali
Lafourcade, przewodnicząca komisji praw człowieka.
To podejście nie przyniosło jeszcze trwałych efektów w praktyce. Le Pen jest
jak dotąd zdyskwalifikowana z ubiegania się o prezydenturę. Premier Węgier
Viktor Orbán, jeden ze skrajnie prawicowych europejskich liderów chwalonych
przez pana Samsona, stracił władzę w niedawnym głosowaniu. Niektórzy politycy
skrajnej prawicy w Europie sygnalizowali, że obecnie postrzegają związek z
panem Trumpem jako obciążenie, a nie atut.
Jednak to podejście jest kluczowe dla programu administracji Trumpa w Europie.
Dla pana Samsona i znacznej części administracji Europa 2026 roku stała się
miejscem, w którym polityka oparta na płci osiągnęła szczyt, państwo opiekuńcze
zyskało władzę, a patriotyzm i duma narodowa zanikną. Z tego punktu widzenia
europejska biurokracja poświęciła wolność słowa, regulując działalność
amerykańskich firm technologicznych. Działania te obejmują m.in. próby
wyeliminowania obrazów wykorzystywania seksualnego dzieci w mediach
społecznościowych i ograniczenia dostępu dzieci do nich.
„Europa przekształciła się w siedlisko cenzury cyfrowej, masowej migracji,
ograniczeń wolności religijnej i licznych innych ataków na demokratyczny
samorząd” – napisał Samson w eseju opublikowanym na oficjalnym koncie
Departamentu Stanu na Substacku.
Przez większość 2025 roku Samson był najbardziej znanym dyplomatą grożącym
europejskim przywódcom. Delegacja zaczęła ewoluować w listopadzie, po tym jak
Senat zatwierdził Sarah Rogers na stanowisko szefowej dyplomacji publicznej Departamentu
Stanu.
Wkrótce również udała się do Europy, gdzie w grudniu spotkała się z brytyjskimi
dyplomatami, skarżąc się na to, co określiła mianem niekontrolowanej migracji w
Wielkiej Brytanii, i, jak twierdzą cztery osoby zaznajomione ze spotkaniem,
żądając od nich przedstawienia statystyk potwierdzających tezę, że migranci są
przyczyną przestępczości. Jej przesłanie było podobne do przesłania pana
Samsona, ale miało nieco bardziej dyplomatyczny ton, odzwierciedlając dążenie
departamentu do większego profesjonalizmu po chaotycznych początkach
administracji.
Prywatne spotkania i dyskusje pana Samsona i pani Rogers zostały opisane na
potrzeby tego artykułu przez ponad dwadzieścia osób, z których wiele było
obecnych podczas spotkań, a inne zostały o nich poinformowane później. Wiele z
nich poprosiło o anonimowość, ponieważ nie były upoważnione do ujawniania
treści rozmów.
Pan Samson i pani Rogers odmówili udzielenia wywiadu na potrzeby tego artykułu.
Tommy Pigott, zastępca rzecznika Departamentu Stanu, powiedział: „Podsekretarz
Rogers i starszy doradca Samson prowadzili te trudne rozmowy i poruszali te
kwestie. Europa i Ameryka, nasze relacje i nasza przyszłość, będą dzięki temu
silniejsze”.
„Budowanie Królestwa”
Pan Samson, syn filipińskiej matki i amerykańskiego ojca, jest religijny od
najmłodszych lat.
W 2013 roku, jako przewodniczący rady uczniowskiej swojej katolickiej szkoły
podstawowej w Houston, mówił o „osobistej i aktywnej wierze w Boga, głębokim
szacunku dla wartości intelektualnych i świadomości społecznej, która pobudza
do działania”.
W liceum kandydował do rady uczniowskiej pod hasłem inspirowanym przez MAGA
„Make SAC Great Again” i, jak donosiła szkolna gazetka, znany był jako „dziki
konserwatysta”. Później, jak się wydawało, zaczął odczuwać frustrację na
Uniwersytecie Teksańskim w Austin. Po letniej pracy jako członek personelu
senatora republikanina z Teksasu Teda Cruza, pan Samson skarżył się na
rasistowskie obelgi i groźby, które – jak twierdził – otrzymywał na uczelni z
powodu swojej konserwatywnej postawy.
„Nie mogę iść na zajęcia w koszulce z Reaganem i Bushem, żeby ktoś nie zaczął
na mnie krzyczeć przekleństw” – powiedział szkolnej gazetce.
Heidi Altman, która poznała pana Samsona, gdy ten pracował jako wolontariusz w
szkole katolickiej w pobliżu Austin, powiedział, że jest „bardzo oddany
budowaniu królestwa. Mówił o polityce i uczył młodych chłopców, że naszym
zadaniem jest przewodzić światu, kierując się wartościami, które Bóg nam
nadał”.
Aktywizm religijny pana Samsona wkrótce zaprowadził go do Waszyngtonu – i w
okolice wiceprezydenta J.D. Vance'a. Będąc wówczas senatorem, pan Vance był
jednym z pierwszych zwolenników American Moment, organizacji non-profit, której
celem jest stworzenie możliwości rozwoju kariery dla młodych konserwatywnych
liderów poszukujących pracy w administracji państwowej. Pan Samson pracował w
tej organizacji przez prawie trzy lata, głównie jako dyrektor ds. partnerstw
strategicznych.
„Jeśli chcecie wygrać tę walkę” – powiedział pan Vance w filmie zamieszczonym
na stronie internetowej organizacji – „kraju nie uratują ludzie, którzy są w
depresji i się poddali. Uratują go ludzie, którzy wierzą w przyszłość”.
Kiedy pan Trump powrócił do Białego Domu, pan Samson został mianowany starszym
doradcą w Biurze Demokracji, Praw Człowieka i Pracy Departamentu Stanu.
Biuro zostało utworzone przez Kongres w 1977 roku w celu promowania wolności na
całym świecie. Nawiązało bliskie kontakty z organizacjami zaangażowanymi w
prawa kobiet, prawa osób homoseksualnych, wolność prasy, wolne wybory i
bezstronne sądy.
Dyplomaci z Biura wyszukali pana Samsona w Google po jego przybyciu, według
osób pracujących wówczas w departamencie. Niewielu o nim słyszało, ale
powiedział jednemu urzędnikowi, że zna wiceprezydenta z czasów pracy w American
Moment.
Uzbrojony w tę reputację, pan Samson przybył „z impetem”, wspominał inny
urzędnik. Pan Samson powiedział niektórym swoim kolegom, że Stany Zjednoczone
„obudziły się” i że stara się dać głos chrześcijanom i konserwatystom.
Nick Solheim, dyrektor generalny American Moment, powiedział, że rola Samsona w
rządzie była „idealnie dopasowana”, biorąc pod uwagę jego wieloletnie
zaangażowanie w chrześcijaństwo, wolność słowa i Europę.
Drugi urzędnik, który również odszedł z rządu, wspominał, jak Samson polecił
pracownikom, aby zastanowili się, jak ukarać Unię Europejską za, jego zdaniem,
ograniczanie wolności słowa. Inny były urzędnik powiedział, że biuro spędziło
trzy miesiące na ocenie, czy unijne regulacje dotyczące technologii
doprowadziły do tego, co Samson uznał za cenzurę.
Panu Samsonowi nie podobał się fakt, że nazwa biura zawierała odniesienie do
praw człowieka. Według trzech byłych pracowników Departamentu Stanu chciał
zmienić ją na Biuro Praw Naturalnych.
Dla pana Samsona i innych konserwatystów koncepcja praw człowieka jest często
radykalnym wyrazem stworzonej przez człowieka ideologii politycznej. Z kolei,
jak twierdzą, „prawa naturalne” oznaczają coś danego przez Boga.
Pan Samson przekazał swoim pracownikom dokument, który widział „The New York
Times”, zatytułowany „Teoria Praw Naturalnych”. Twierdził, że jego celem było
„zapobieżenie wypaczaniu przez ideologię polityczną tego, co jest, a co nie
jest prawem naturalnym”.
Nazwa biura została nadana przez Kongres, więc pan Samson był w kropce. Zamiast
tego utworzył Biuro Praw Naturalnych, jednostkę w ramach biura.
Zdestabilizowana Europa
Przez większość 2025 roku pan Samson podróżował po Europie, wcielając swoje
pomysły w życie.
Jedną z pierwszych osób, którym próbował pomóc, była pani Le Pen, doświadczona
liderka antyimigracyjna Francji, która miała nadzieję zostać pierwszym skrajnie
prawicowym prezydentem Francji od czasów II wojny światowej. W dwóch ostatnich
wyborach prezydenckich zajęła drugie miejsce za Emmanuelem Macronem.
W kwietniu 2025 roku sąd skazał panią Le Pen za nadzorowanie procederu
defraudacji i zakazał jej ubiegania się o inny urząd publiczny przez pięć lat.
Chociaż prowadziła w wielu sondażach, kolejny start w wyborach prezydenckich
wymagałby teraz pozytywnego werdyktu z rozprawy apelacyjnej.
Podczas majowego spotkania z niezależną komisją doradczą rządu francuskiego w
zakresie praw człowieka, pan Samson reprezentował panią Le Pen. Zapytał, czy
komisja rozważała interwencję w imieniu pani Le Pen, jak zeznała jej
dyrektorka, pani Lafourcade. Pan Samson wyraźnie postrzegał panią Le Pen jako
ofiarę, a nie sprawczynię, powiedziała pani Lafourcade.
Pani Lafourcade określiła godzinną rozmowę jako „okrężną” i powiedziała, że tak
ją ona zaniepokoiła, że odmówiła zrobienia sobie zdjęcia z panem Samsonem i
jego kolegą. Po odprowadzeniu dyplomatów do holu, jak powiedziała, zgłosiła ich
rządowi francuskiemu, powołując się na potencjalną ingerencję zagraniczną.
„Wydawało mi się to raczej poszukiwaniem dezinformacji” – powiedziała.
Tego samego dnia pan Samson i jego kolega odwiedzili biuro Reporterów bez
Granic, organizacji monitorującej wolność prasy, jak powiedział Thibaut
Bruttin, dyrektor grupy. Wyrazili sprzeciw wobec Ustawy o usługach cyfrowych,
flagowego unijnego rozporządzenia w sprawie technologii, powiedział pan
Bruttin.
Dla jej europejskich zwolenników ustawa jest częścią szerszej inicjatywy
mającej na celu ochronę użytkowników przed nadużyciami. Wymaga ona od firm
mediów społecznościowych kontrolowania swoich platform pod kątem treści niezgodnych
z prawem, mowy nienawiści i dezinformacji – w przeciwnym razie grozi im wysoka
grzywna. Konserwatywni urzędnicy administracji USA, tacy jak pan Samson,
twierdzą, że ustawa zagraża wolności słowa, uniemożliwiając Europie wysłuchanie
prawicowych głosów z wolności wypowiedzi online.
Podczas spotkania pan Samson „powiedział, że Francja stopniowo staje się Koreą
Północną” – wspominał pan Bruttin.
Pod koniec roku agresywne podejście pana Samsona do kwestii takich jak
regulacje technologiczne znalazło odzwierciedlenie w oficjalnej polityce USA –
najpierw w prezydenckiej strategii bezpieczeństwa narodowego, a następnie w
wewnętrznym planie strategicznym Departamentu Stanu.
W notatce wysłanej do ambasad departament stwierdził, że jego celem na lata
2026–2030 jest „odbudowa sojuszu cywilizacyjnego” z państwami europejskimi,
które zostały „zainfekowane dogmatami neoliberalizmu po zimnej wojnie”.
Notatka, którą widział „The Times”, stanowiła znaczące odejście od
wcześniejszych wewnętrznych wytycznych. Nakazano dyplomatom „potępić
antydemokratyczne działania ograniczające wolność słowa lub swobodę wyznania”
oraz traktować masową migrację jako „zagrożenie dla spójności narodowej,
stabilności społecznej i wartości cywilizacyjnych” w całej Europie.
Podtekst notatki wydawał się jasny – i alarmujący – dla głównych przywódców w
Europie. W kolejnych krajach Stany Zjednoczone drastycznie zmieniały swoje
podejście. Grupy walczące o równość płci, prawa kobiet, prawa osób
homoseksualnych i reformę wyborczą odchodziły. Organizacje poświęcone wolności
religijnej, prawicowemu słowu i walce z prawem do aborcji wchodziły w jej
życie.
Stany Zjednoczone pod rządami Trumpa przygotowywały się do osłabienia wsparcia
dla kontynentu, chyba że ich polityka przesunie się w prawo.
Szczęki opadły
Pod koniec 2025 roku zarówno pan Samson, jak i pani Rogers byli w pełni
zaangażowani w promowanie tego przesłania, spędzając ostatnie tygodnie roku
oddzielnie, przemierzając kontynent, aby wdrażać nową europejską dyplomację
pana Trumpa.
Na początku grudnia, spotykając się osobiście z brytyjskimi dyplomatami w
Londynie, pani Rogers nie kryła się z niczym. Podczas spotkania, o którym
wcześniej nie informowano, pani Rogers ostro skrytykowała poziom migracji w
Wielkiej Brytanii, oskarżając migrantów o podsycanie fali przestępczości.
(Według oficjalnych danych, przestępczość przeciwko osobom fizycznym i
gospodarstwom domowym w Wielkiej Brytanii generalnie spadła w ciągu ostatnich
10 lat). Skrytykowała brytyjską policję za aresztowanie autora komedii
krytykującego działania na rzecz praw osób transpłciowych. Według czterech osób
zaznajomionych z rozmową, twierdziła, że dyplomaci wiedzieli, że z brytyjskim
systemem jest coś nie tak.
Brytyjscy urzędnicy byli oszołomieni.
„Szczęki opadły” – powiedziała jedna z osób.
Pani Rogers, była prawniczka specjalizująca się w Pierwszej Poprawce, której
klientami byli m.in. National Rifle Association i Charlie Kirk, zamordowany
działacz MAGA, nie zawsze podzielała najbardziej bombastyczną retorykę pana
Samsona i rzadko powtarza jego obawy dotyczące praw naturalnych.
Choć pani Rogers, która przewyższa rangą pana Samsona, czasami przyjmowała
podejście mniej konfrontacyjne, jej priorytety w pierwszych trzech miesiącach
2026 roku pozostały w dużej mierze takie same, jakie młody dyplomata rozwijał w
poprzednim roku.
Podczas swojej ostatniej długiej podróży po Europie w grudniu pan Samson
odwiedził Austrię, Czechy, Węgry i Słowację. To właśnie na Węgrzech pan Samson
dokonał swojej najodważniejszej publicznej krytyki starego porządku
europejskiego.
Wygłosił przemówienie w Węgierskim Instytucie Spraw Międzynarodowych – think
tanku założonym przez rząd węgierski, którego badacze „pracują bezpośrednio”
dla pana Orbána, węgierskiego przywódcy, jak powiedział w 2023 roku.
„Oczywiście, to nie jest Europa wolności słowa i samorządności” – powiedział
pan Samson.
Jego nowe Biuro Praw Naturalnych, jak powiedział, podejmie „ukierunkowane
działania, aby przeciwstawić się zarówno tradycyjnym autorytarnym, jak i
współczesnym ideologom, którzy dążą do podważenia tych podstawowych dóbr
społecznych”.
Cztery miesiące później ten przekaz może nie okazać się tak skuteczny, jak
oczekiwali urzędnicy Trumpa.
Na kilka dni przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech pan Vance udał się do
Budapesztu, mając nadzieję na zwiększenie szans Orbána na reelekcję.
Wiceprezydent nazwał Węgra „mężem stanu” i jednym z niewielu przywódców w
Europie, którzy „stoją w obronie wartości zachodniej cywilizacji”.
Kiedy węgierscy wyborcy poszli do urn w zeszłą niedzielę, pan Orbán poniósł
druzgocącą porażkę po 16 kolejnych latach u władzy.
5.
Leon XIV: „Świat jest niszczony przez garstkę tyranów”. Msza święta z udziałem
120 000 wiernych w Duali.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/04/17/news/papa_leone_xiv_mondo_devastato_da_una_manciata_di_tiranni_guerra_iran_trump-425287427/?ref=RHLF-BG-P2-S5-T1-r3837
„Biada tym, którzy manipulują religią i samym imieniem Boga dla własnych
interesów militarnych, ekonomicznych i politycznych, wciągając to, co święte, w
mrok i brud”. Były to ostre słowa wypowiedziane przez papieża Leona XIV w
przemówieniu w katedrze św. Józefa w mieście Bamenda w północno-zachodnim
Kamerunie, ostatnim przystanku jego historycznej podróży po czterech krajach
Afryki, epicentrum separatystycznego powstania, które trwa od prawie dekady i
krwawo zakrwawiło ten region.
„Garstka tyranów”
„Świat jest spustoszony przez garstkę tyranów, ale jednoczy go rzesza braci i
sióstr w solidarności” – powiedział papież. Wojna na słowa trwa nadal z
prezydentem USA Donaldem Trumpem, który starł się z amerykańskim papieżem,
kwestionując krytykę wojny na Bliskim Wschodzie wygłoszoną przez Leona.
Opuszczając katedrę, Leon wypuścił białe gołębie, symbol pokoju.
Trump przypuścił wczoraj kolejny atak w komentarzach dla dziennikarzy,
deklarując, że papież może mówić, co chce w kwestiach międzynarodowych, ale
musi rozumieć realia okrutnego świata. „Iran zabił w ostatnich miesiącach ponad
42.000 osób” – powiedział. „Byli to całkowicie nieuzbrojeni demonstranci.
Papież musi to zrozumieć. To jest prawdziwy świat, to okrutny świat”. Następnie
prezydent USA zapewnił o swoim prawie „do niezgadzania się z papieżem”. „Nie
mam nic przeciwko temu, żeby papież mógł mówić, co chce, ale mogę się nie
zgadzać” – powiedział, dodając, że nie ma potrzeby spotkania z Leonem XIV w
celu rozwiązania różnic. …
Msza święta z udziałem 120 000 wiernych
Piątego dnia swojej podróży apostolskiej do Afryki, Papież, który od środy
przebywa w Kamerunie, poleciał ze stolicy, Jaunde, do Duali, na zachodnim
wybrzeżu. Tam, o godzinie 11:30 czasu włoskiego, rozpoczęła się Msza Święta, w
której, według danych władz, uczestniczyło ponad 120 000 wiernych. Obszar ten
może pomieścić do 600 000 osób.
„Ludzkość pragnie pokoju”
Cud rozmnożenia chleba i ryb przez Jezusa, powiedział w homilii, „pokazuje nam
nie tylko, jak Bóg karmi ludzkość chlebem życia, ale także, jak możemy nieść
ten pokarm wszystkim mężczyznom i kobietom, którzy tak jak my pragną pokoju,
wolności i sprawiedliwości. Każdy gest solidarności i przebaczenia, każda
inicjatywa charytatywna jest kęsem chleba dla ludzkości potrzebującej opieki”.
Nawiązując ponownie do ewangelicznej opowieści, Papież pośrednio nawiązał do
problemu niedożywienia w Afryce, ponieważ na świecie „żywność jest w
obfitości”, powiedział, gdy „nie jest racjonowana w nagłych wypadkach, nie jest
kradziona dla celów spornych, nie jest marnowana przez tych, którzy objadają
się na oczach tych, którzy nie mają co jeść”.
Do młodych Afrykanów
Leon skierował zaproszenie do młodych: „Ukochane dzieci ziemi Afryki! Jako
bracia i siostry Jezusa” – powiedział Prevost – „pomnażajcie swoje talenty z
wiarą, wytrwałością i przyjaźnią, które was inspirują. Obyście byli pierwszymi
twarzami i dłońmi, które niosą innym chleb życia: pokarm mądrości i odkupienia
od wszystkiego, co nas nie karmi, a raczej zaburza nasze dobre pragnienia i
pozbawia godności”. Po południu Leon wrócił do stolicy, gdzie spotkał się ze
wspólnotą uniwersytecką.
6.
Urzędnicy UE przybywają na Węgry, aby odbyć ważne rozmowy z rządem Węgier
Odchodzący premier Viktor Orbán przyznaje, że „era polityczna dobiegła końca”,
a UE twierdzi, że „czas ucieka”, aby rozwiązać ważne kwestie
https://www.theguardian.com/world/2026/apr/17/eu-officials-hungary-talks-peter-magyar-government
Urzędnicy UE przybyli do Budapesztu na ważne rozmowy, których celem jest
poprawa napiętych stosunków między Unią a Węgrami. Wszystko to na kilka tygodni
przed objęciem urzędu przez nowy rząd. Ustępujący premier kraju, Viktor Orbán,
przyznał, że „era polityczna dobiegła końca” i zasugerował, że pozostanie na
stanowisku lidera swojej partii w swoim pierwszym wywiadzie od czasu wyborów.
W rozmowie z prorządowym dziennikiem Patrióta Orbán opisał niedzielne wybory
jako „emocjonalny rollercoaster” po tym, jak opozycyjna partia Tisza odniosła
miażdżące zwycięstwo, kończąc tym samym 16 lat jego rządów.
Partia Pétera Magyara zdobyła większość kwalifikowaną, co dało jej możliwość
zmiany konstytucji i potencjalnego wycofania się z kluczowych filarów
„nieliberalnej demokracji” Orbána.
Skala straty wywołała pytania o przyszłość Orbána, którego trwająca od
dziesięcioleci kariera polityczna naznaczona jest wysiłkami podejmowanymi od
2010 r. na rzecz stopniowego ograniczania mechanizmów kontroli i równowagi
ograniczających władzę jego rządu: przepisywaniem prawa wyborczego na własną
korzyść, oddawaniem lojalistom kontroli nad około 80% mediów na Węgrzech i
przekształcaniem wymiaru sprawiedliwości w kraju.
Przemawiając późnym wieczorem w czwartek, Orbán powiedział, że wyniki wyborów
obnażyły, że jego prawicowo-populistyczna partia Fidesz potrzebuje „całkowitej
odnowy”. Zapytany, kto ponosi odpowiedzialność za porażkę, Orbán odpowiedział,
że nie ma nikogo innego, kogo mógłby winić, tylko siebie. „Cóż, jako
przewodniczący partii… muszę wziąć na siebie 100% tej odpowiedzialności” –
powiedział.
Dodał, że Fidesz będzie głosował nad nowym przywództwem w czerwcu. „To nie ja
będę decydował, co powinienem zrobić” – powiedział. „Jeśli powiedzą, że muszę
wyprowadzić drużynę na boisko, to zabiorę ją na następny mecz”.
Jego komentarze padły na kilka godzin przed planowanym przybyciem delegacji UE
do Budapesztu, co jest powszechnie postrzegane jako decydujący moment dla obu
stron. Dla bloku wizyta ta stanowi szansę na zakończenie burzliwej kadencji
Orbána i przekonanie Węgier do wycofania weta w sprawie pożyczki dla Ukrainy w
wysokości 90 mld euro (78 mld funtów). Tymczasem Węgry starają się odblokować
około 17 mld euro zamrożonych funduszy UE.
Nad rozmowami wisi presja czasu. „Czas ucieka w wielu kwestiach” – powiedziała
dziennikarzom w czwartek Paula Pinho, główna rzeczniczka Komisji Europejskiej,
wyjaśniając, dlaczego urzędnicy udają się do Budapesztu przed objęciem urzędu
przez Magyara na początku maja. „Oczywiście leży w interesie Węgier, w
interesie UE, abyśmy poczynili postępy jak najszybciej… i abyśmy nie marnowali
czasu”.
Zamrożone środki obejmują prawie 17 mld euro z budżetu UE – z czego 10 mld euro
wygaśnie z końcem sierpnia – które nakładają na Węgry obowiązek wdrożenia
takich warunków, jak kontrola korupcji, prawo do azylu i wolność akademicka.
Możliwe jest również udzielenie ponad 16 mld euro niskooprocentowanych pożyczek
na cele obronne.
Rząd Orbána poinformował, że odsunięty od władzy przywódca nie weźmie udziału w
ostatnim szczycie UE w przyszłym tygodniu, oszczędzając tym samym unijnym
urzędnikom potencjalnego starcia z powodu jego ciągłego weta wobec pożyczki w
wysokości 90 mld euro dla Ukrainy.
Podczas piątkowych rozmów Magyar i Tisza prawdopodobnie będą rozdarci między
obietnicami wyborczymi, żądaniami UE i ograniczeniami instytucjonalnymi
stworzonymi przez 16 lat rządów Fideszu, powiedział Péter Krekó, dyrektor
budapeszteńskiego think tanku Political Capital. „Tisza musi jakoś przeciąć ten
węzeł gordyjski, co niekoniecznie będzie łatwe” – powiedział.
Od momentu objęcia władzy w 2010 r. Orbán i jego partia obsadzili państwo,
media i sądownictwo węgierską społecznością swoich zwolenników. Nadal nie jest
jasne, jak zareagują oni na zmiany wprowadzane przez rząd pod przewodnictwem
Cisy.
Mimo to, UE i Tisza wykazywały dużą wolę, by wypracować rozwiązania, powiedział
Krekó. „Fundusze UE będą rozpaczliwie potrzebne, aby Tisza mogła zrealizować
przynajmniej część swoich obietnic” – powiedział, jednocześnie zdając sobie
sprawę, że alternatywą może być powrót do „utrudniających i destrukcyjnych”
relacji, jakie miała z Orbánem. „Myślę, że wola polityczna jest zdecydowanie
obecna, aby nowy rząd spełnił oczekiwania i uniemożliwił Orbánowi powrót do
władzy”.
W dniach po niedzielnych wyborach, Magyar starał się wzmocnić swój przekaz o
„zmianie reżimu” szeregiem działań i oświadczeń, które jasno wskazywały na jego
zamiar zerwania z niedawną przeszłością Węgier. Wezwał do dymisji dwa najwyższe
sądy kraju: Urząd Kontroli i Urząd ds. Konkurencji i Mediów, a także
Prokuratora Generalnego i prezydenta Węgier, nazywając ich „marionetkami”
byłego reżimu.
W wywiadzie udzielonym w środę państwowym rozgłośniom informacyjnym
zapowiedział zawieszenie ich publikacji, oskarżając je o szerzenie strachu,
kłamstw i propagandy godnej Korei Północnej i nazistowskich Niemiec.
Następnego dnia poinformował w mediach społecznościowych, że nie przeniesie się
do biura Orbána w historycznej Dzielnicy Zamkowej, górującej nad Budapesztem i
z widokiem na Dunaj, lecz zamiast tego ulokuje się w budynku ministerstwa w
pobliżu węgierskiego parlamentu.
Powtórzył również swoją obietnicę wyborczą dotyczącą wprowadzenia ograniczeń
kadencji premierów – posunięcia, które może uniemożliwić Orbánowi powrót do
władzy – obiecując jednocześnie ściganie tych, którzy „splądrowali, ograbili,
zdradzili, zadłużyli i zrujnowali” kraj.
W czwartek Orbán powiedział, że poczuł „ból i pustkę”, gdy wyniki wyborów stały
się jasne. „Nawet ja myślałem, że wygramy. Było nas tak wielu wszędzie”.
Podkreślił jednak, że partia nadal ma szerokie poparcie, zdobywając prawie 2,4
miliona głosów w kraju liczącym 9,5 miliona mieszkańców. „Nie udawajmy, że cały
kraj odrzucił nasz rząd” – powiedział Orbán.
7.
https://wyborcza.pl/7,75399,32734777,oligarchowie-i-propagandowe-media-w-strachu-po-wyborach-na-wegrzech.html#s=S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy
Wotoczeniu Orbána rośnie niepewność. Rozmówcy "Wyborczej" przewidują,
że Magyar odetnie rządową kroplówkę dla mediów, które napędzały propagandę.
Współwłaściciel firmy konsultingowej, z którym spotykam się w centrum
Budapesztu, kiwa przecząco głową, gdy pytam go, czy wyłączyć na wszelki wypadek
telefon w związku z naszą rozmową.
- Nie, teraz już nie trzeba - śmieje się, gdy zaczynamy rozmowę o tym, jak
węgierski biznes reaguje na wygraną TISZ-y i rychłe obalenie oligarchicznego
systemu Viktora Orbána. W kampanii na jaw wyszło, że rząd używał służb
specjalnych, próbując inwigilować partię Pétera Magyara. Pod nazwiskiem
opowiedział o tym policjant Bence Szabo, który stał się na Węgrzech bohaterem.
Mężczyzna, z którym rozmawiam (nazwijmy go Adamem), ma kontakty z ludźmi z
firm, które są elementem oligarchicznego systemu, tzw. NER.
Osobiście miał okazję przed kilkoma laty porozmawiać z Lörincem Meszarosem,
najbogatszym oligarchą w kraju, nazywanym "słupem Viktora Orbána".
Cały zgromadzony przez niego majątek (szacowany na 3 do 5 mld dol.), pochodzący
z aktywów państwowych, uważa się za własność węgierskiego premiera.
- W mediach, gdy mówi, wydaje się nieco powolny i nierozgarnięty. Ale to
inteligentny facet, pomysły biznesowe chwyta w lot - tłumaczy Adam.
"Oligarchowie w panice". Rozliczenia po wyborach na Węgrzech
Po 2014 roku Orbán rozstał się ze swoim wieloletnim przyjacielem i założycielem
Fideszu, Lajosem Simicską. Wtedy w jego łaski wszedł Meszaros, przyjaciel z
rodzinnej wsi Felcsut, który prowadził jednoosobową działalność instalatora
gazowego. Najpierw przejął działkę Simicski - krocie zarobił na budowie dróg i
autostrad za unijne środki. Później przerzucił się na stadiony budowane za
państwowe pieniądze. A w końcu zaczął pochłaniać spółkę po spółce, w tym
wielkie banki. Nie ma dzisiaj branży na Węgrzech, w której jego holding Opus
Global nie byłby aktywny. Wszystko dzięki publicznym kontraktom.
- Od poniedziałku połowę pracy spędzam na rozmowach z ludźmi z firm, w tym
należących do największych graczy powiązanych z rządem. Oligarchowie są teraz w
panice i zastanawiają się, jak upłynnić swoje majątki i uciec za granicę.
Dyrektorowie ich spółek są w trybie "poczekajmy na to, co się wydarzy i
wtedy będziemy reagować" - mówi Adam.
Mówi, że publiczne zlecenia przypominały system feudalny: wielkie spółki
powiązane z rządzącymi wygrywały kontrakty, a następnie zatrudniały niezależne
firmy do czarnej roboty. Podwykonawcy nie mieli szans na wygrywanie przetargów.
To one wykonywały praktycznie całą pracę, a zysk zgarniali liderzy tych
konsorcjów. Teraz podwykonawcy mają nadzieję, że zapanują zdrowe zasady rynkowe
i że sami będą mogli ubiegać się o zlecenia
- mówi.
Adam Matolcsy pakuje swoje dobra
Fortuny bogaczy, którzy doszli do nich dzięki protekcji, są zagrożone. Adam
Matolcsy, syn byłego szefa banku centralnego Györgya Matolcsyego, zaczął już
się pakować.
Krótko przed wyborami, portal 444.hu napisał, że Matolcsy junior kazał
załadować do kontenerów swoje zabytkowe auta i meble i wywieźć je pociągiem do
jednego z europejskich portów. Stamtąd popłynęły do Dubaju, gdzie syn byłego
szefa banku centralnego gromadzi majątek i kupuje nieruchomości.
W kraju mogą go wkrótce czekać zarzuty o defraudację pieniędzy. Adam Matolcsy
zarządzał fundacjami, należącymi do banku centralnego i jest odpowiedzialny za
miliardowe straty, jakie poniosły w związku z nieudanymi inwestycjami. Ocenia
się je nawet na 1,6 mld dolarów.
Te fundacje były dla niego jak piaskownica z zabawkami. Pieniądze teraz będą
bardzo trudne do odzyskania
- ocenia Istvan Toth, dyrektor budapeszteńskiego Centrum Badań nad Korupcją
(CRCB) i adiunkt na warszawskiej SGH.
W najnowszym raporcie CRCB stwierdza, że w ciągu ostatnich dwóch lat znacząco
wzrósł odsetek kontraktów publicznych, które wygrywały firmy z klucza
politycznego. Toth podejrzewa, że najpewniej chodziło o zebranie pieniędzy na
kampanię rządzących przed kolejnymi wyborami.
Podkreśla, że niekiedy to wieloletnie kontrakty, które zagwarantowali sobie
ludzie z otoczenia, a nawet on sam. - Przyjechał pan na Węgry samochodem i
musiał zapłacić za winietę? To zapłacił pan firmie Meszarosa, czyli Orbánowi -
mówi "Wyborczej" Toth (firma oligarchy ma 30-letni kontrakt na
utrzymanie autostrad i pobór opłat za ich eksploatację).
Rozliczenie oligarchów i odzyskanie ukradzionych publicznych pieniędzy
zapowiada Péter Magyar, przywódca TISZ-y, który wkrótce będzie węgierskim
premierem.
Pierwsze efekty jego wygranej widać w mediach publicznych. W poniedziałek
(13.04), tuż po wyborach, Węgrzy przecierali oczy ze zdumienia, widząc, co
nadaje publiczna telewizja informacyjna M1. Zniknęły z niej napastliwy ton
wobec opozycji i prorządowa propaganda.
Péter Magyar w telewizji publicznej pojawił się w środę (15.04) rano.
Przy tym stole dawaliście wypowiedzieć się ludziom, którzy kłamali na mój temat
rano, po południu i wieczorem. Kłamaliście na temat moich dzieci, mówiąc, że
nie chcą mnie widzieć - mówił Magyar, dodając, że jego rząd skończy z
"fabryką kłamstw finansowaną za miliardy forintów".
Prowadząca zaprzeczała ("Nie wierzę, że mówi to gość w tym
programie"). W końcu wypaliła: - Spotka się pan z Zełenskim? - Doceniam
dowcip, naprawdę - odparł Magyar, który w ostatnich miesiącach był przez
propagandę atakowany za to, że będzie wykonywał polityczne polecenia prezydenta
Ukrainy i wciągnie kraj w wojnę.
Zanim jeszcze wszedł na antenę, został powitany oklaskami przez część
pracowników w korytarzu budynku. W krótkim przemówieniu podziękował tym, którzy
"przetrwali ten długi okres" i nie poddali się propagandzie.
To nie był koniec cudów w węgierskiej telewizji publicznej. List w sprawie
zmian w stacji i przywrócenia jej neutralności podpisało 90 dziennikarzy. Zsolt
Nemeth, dyrektor programowy M1 tak gorliwie wykazujący polecenia polityczne
płynące z góry, że dorobił się ksywy "Pitbull", zwołał pracowników na
popołudnie. Powiedział im, że jeśli nie są w stanie "znieść nowej
sytuacji", mogą udać się na urlopy.
Zapewne wkrótce czekać będzie go koniec kariery. I zapewne nie będzie jedyny,
bo obejmie też ludzi w mediach, należących do biznesmenów robiących interesy z
rządem. W czwartek (16.04) poleciała głowa Vivien Szalai, dyrektorki pionu
informacyjnego prywatnej stacji TV2.
Szalai słynęła ze znakomitych kontaktów z politykami Fideszu, a także
zamiłowania do luksusu. Media opisywały niedawno jej podróż na rajd Formuły 1
prywatnym helikopterem-taksówką. Gdy przed kilkoma laty Szalai objęła nową
funkcję w TV2, stacja zaczęła emitować agresywne materiały wobec wszelkich
krytyków rządu - protestujących nauczycieli czy członków opozycji.
Według Agnes Urban z Instytutu Mertek, monitorującym węgierskie media,
właściciel TV2 poczuł wiatr nadchodzących zmian i wolał pozbyć się osoby
odpowiedzialnej za propagandę, uznając, że nie przyniesie mu na razie żadnych
korzyści.
- Sądzę, że w mediach pracę stracą najpierw odpowiedzialni za informację
dyrektorzy. Zostaną ci, którzy starali się pracować uczciwie. Propagandziści
zostaną zwolnieni i trudno będzie im znaleźć pracę. W agencjach PR-owych na
pewno nikt nie będzie chciał zatrudniać ludzi z taką przeszłością - mówi
"Wyborczej".
Urban przewiduje upadek wielu gazet, które były na rządowej kroplówce i
wchodziły w skład fundacji KESMA. Oligarchowie oddali do KESMA pół tysiąca
rozmaitych tytułów medialnych.
One już wcześniej były nierentowne. Wkrótce na Węgrzech skończy się propaganda,
bo nie będzie jej z czego finansować - ocenia. Nie ukrywa, że będzie obserwować
ten upadek z niekłamaną satysfakcją. - Nic, tylko kupować popcorn - śmieje się.
8.
9.
Rząd okazał się porażająco skuteczny w walce z obrońcami planety. Faszystom
natomiast na wszystko pozwala.
10.
Marku, gdyby byli racjonalni, nie byliby w pisie.
11.
No właśnie. A Trzaskowski dalej zwęża ulice.
Bardzo interesujący dobór wiadomości. Przeczytane jednym tchem. Dziękuję Redaktorze.
OdpowiedzUsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuń