DRUGI OBIEG
Piątek, 22 maja 2024
1.
https://x.com/ZelenskyyUa/status/2057424398982742115
„Ukraińskie siły specjalne zaatakowały siedzibę rosyjskiej FSB we wsi
Heniczeska Hirka w obwodzie chersońskim, powodując około stu ofiar śmiertelnych
i rannych” – napisał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski na portalu X,
załączając do swojego komunikatu nagranie wideo pokazujące moment, w którym
kijowskie drony jednocześnie atakują kilka budynków we wsi. „Rosjanie muszą
poczuć potrzebę zakończenia tej wojny” – podsumował ukraiński przywódca.
2.
Wiadomość o oskarżeniu USA dociera powoli do Kubańczyków czekających na przełom
Chociaż wielu Kubańczyków było podzielonych co do zasadności oskarżenia Raúla
Castro przez Stany Zjednoczone, powszechna była nadzieja na rozwój wydarzeń,
który mógłby złagodzić ich cierpienie.
Stany Zjednoczone oskarżają byłego prezydenta Kuby o morderstwo w wyniku
zestrzelenia samolotów w 1996 roku
Akt oskarżenia przeciwko Raúlowi Castro był niezwykłym zaostrzeniem kampanii
nacisków administracji Trumpa na komunistyczny rząd Kuby.
Lotniskowiec Nimitz wkracza na Karaiby, gdy Trump wywiera presję na Kubę
https://www.nytimes.com/
Dowództwo Południowe Stanów Zjednoczonych (SOUTHCOM) ogłosiło wczoraj przybycie
na Karaiby lotniskowca atomowego Nimitz i jego grupy uderzeniowej. Ogłoszenie
to zbiega się z nasileniem kampanii nacisków administracji Donalda Trumpa na
Kubę oraz z oskarżeniem, również wczoraj, byłego prezydenta Raúla Castro o
zestrzelenie dwóch samolotów cywilnych u wybrzeży Kuby w 1996 roku.
„Witamy na Karaibach, Grupa Uderzeniowa Nimitz” – zamieścił na portalu X
komunikat Southcom, odpowiedzialny za operacje w Ameryce Łacińskiej z
wyłączeniem Meksyku.
Grupa bojowa składa się z lotniskowca USS Nimitz (CVN 68), pokładowego Carrier
Air Wing 17 (CVW-17), niszczyciela USS Gridley (DDG 101) oraz okrętu
zaopatrzeniowego USNS Patuxent (T-AO 201), które według Southcomu „reprezentują
kwintesencję gotowości operacyjnej i obecności, niezrównanego zasięgu i siły
rażenia oraz strategicznej przewagi”.
W swoim wpisie w mediach społecznościowych Southcom podkreślił również, że USS
Nimitz zademonstrował swój potencjał bojowy „od Cieśniny Tajwańskiej po Zatokę
Perską”, zapewniając stabilność i broniąc demokracji na skalę globalną.
Pod koniec 2025 roku Waszyngton wysłał na Karaiby kolejny lotniskowiec, USS
Gerald Ford, gdzie 3 stycznia wsparł operację pojmania byłego prezydenta
Wenezueli Nicolasa Maduro, po czym udał się na Bliski Wschód, gdzie wziął
udział w trwającej obecnie kampanii przeciwko Iranowi.
Tymczasem Chiny wezwały Stany Zjednoczone do „zaprzestania sądowego pałowania”
Kuby po oskarżeniu Castro, podczas gdy Moskwa ponownie wyraziła solidarność z
byłym prezydentem. „Zdecydowanie potępiamy wszelkie próby poważnej ingerencji w
sprawy wewnętrzne suwerennego państwa, zastraszania oraz stosowania
jednostronnych środków ograniczających, gróźb i szantażu. Będziemy nadal
udzielać bratniemu narodowi kubańskiemu jak najaktywniejszego wsparcia w tym
trudnym okresie. Hawana została poinformowana o szczegółach i kluczowych
aspektach” – powiedziała rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa.
Poparcia udzieliła również Hiszpania, która za pośrednictwem ministra spraw
zagranicznych Albaresa odrzuciła użycie siły „w celu zmiany losu” wyspy,
zapewniając, że „tylko naród kubański może swobodnie decydować o swojej
przyszłości”.
Sąd Najwyższy zezwala na pozwy dotyczące aktywów USA skonfiskowanych przez Kubę
w 1960 roku
Sąd Najwyższy orzekł, że przedsiębiorstwo portowe będące własnością USA może
pozwać kogoś za mienie skonfiskowane dziesiątki lat temu, co potencjalnie
otwiera drogę do podobnych roszczeń.
3.
- Bardzo doceniamy to, co zrobił prokurator generalny - komentował tego samego
dnia postawienie w stan oskarżenia Raula Castro prezydent USA, który rozmawiał
z dziennikarzami na lotnisku bazy militarnej Andrews w stanie Maryland.
- Myślimy o Kubie z troską, od lat. To ważny dzień dla rodzin kubańskich w USA,
wspierali mnie w stopniu, którego nikt do tej pory nie widział, a więc myślę,
że to bardzo ważny moment - wyjaśniał prezydent, sugerując, że decyzja o
ściganiu Castro jest jego sposobem na odwdzięczenie się za wsparcie wyborców
pochodzenia kubańskiego.
Na pytanie, co czeka Kubę, odpowiedział: - Zobaczymy. To upadający kraj.
Jesteśmy tam, żeby pomóc rodzinom, ludziom.
[Kubańczycy] są ze mną spokrewnieni w tym sensie, że mam wspaniałe relacje z
amerykańskimi Kubańczykami. Wsparło mnie 94 proc. z nich, to całkiem poważny
poziom poparcia - mówił.
To jeden z wielu przypadków, kiedy Trump minął się z prawdą. W rzeczywistości
sondaże wskazały, że w wyborach w 2024 roku poparło go 58 proc. osób
pochodzenia kubańskiego. …
4.
Koniec Colbert-a
Program Stephena Colberta „Colbert Report” robił satyrę polityczną. Następnie
jego „Late Show” zmierzył się z momentem, w którym polityka stała się
autosatyryczna.
https://www.nytimes.com/2026/05/21/arts/television/stephen-colbert-late-show-ending-cbs.html
Kiedy program „Late Show” CBS zginął przedwcześnie 21 maja, Stephen Colbert był
gospodarzem programów późnonocnych od ponad dwóch dekad – wystarczająco długo,
by czuć to jako koniec pewnej epoki kulturowej. Ale jakiej dokładnie epoki?
Niechętnie nazywam zakończenie programu Colberta „śmiercią późnego wieczoru” –
ten pogrzeb trwa od dekad. Monokultura dawno minęła, oglądalność spadła, a
produkcje są drogie. Jednak koniec „The Late Show” wciąż pozostawia nas mniej
więcej w tym samym miejscu, w którym byliśmy przed rozpoczęciem serii przez
Davida Lettermana w 1993 roku, z pominięciem Jimmy'ego Kimmela i różnych
programów telewizji kablowej.
Nie można tego również zdiagnozować jako wypalenia widzów komedią polityczną.
Colbert był gospodarzem o najwyższej oglądalności w swoim paśmie przez
większość swojego nadawania. Nawet jeśli wierzysz, że jego zwolnienie było
„wyłącznie decyzją finansową” CBS – nie przyłapiesz się na tym, że próbuję cię
przekonać – jego odejście przywodzi na myśl braci Smothers, których polityczny
program komediowy był hitem CBS i i tak został zastąpiony przez „Hee Haw” w
1969 roku. Koniec epoki? Może to ona go zgubiła.
Ale dopóki jego kadencja trwała, Colbert przewodził epoce, w której polityczna
komedia telewizyjna mogła zająć jakieś stanowisko i nadal odnosić sukcesy. A
właściwie dwóm erom, które niemal idealnie zbiegły się z jego dwoma programami:
jednej parodiującej politykę, drugiej stworzonej w czasach, gdy polityka stała
się parodią samej siebie.
COLBERT POWSTAŁ JAKO PROWADZĄCY program „The Colbert Report” w Comedy Central w
październiku 2005 roku, z brwią uniesioną niczym oszczep i w pełni sformułowaną
tezą.
„Stephen Colbert”, konserwatywny komentator, którego Colbert stworzył w „The
Daily Show”, był prawdziwym odbiciem Colberta w stylu Bizarro – telegenicznym
pyszałkiem, który nic nie wiedział i mówił to najgłośniej, jak potrafił. Jego
pierwszy monolog wprowadził „prawdziwość”, definiujące całe pokolenie pojęcie
idei, że ważniejsze jest, by coś wydawało się prawdziwe, niż bycie prawdziwym.
Była to definiująca krytyka epoki politycznej, a być może jej epitafium.
Podczas premiery „Raportu” można było nie przypuszczać, że era George’a W.
Busha dobiegła końca. Prezydent został ponownie wybrany większością głosów i
miał jeszcze trzy lata urzędowania. Kulturowo rzecz biorąc, kanały informacyjne
były w swojej owianej chorągiewkami erze po 11 września, parodiowanej w
czołówce programu z krzykliwym orłem. Tucker Carlson wciąż miał swój program w
MSNBC.
Ale epoki często kończą się dopiero z perspektywy czasu. Jesienią 2005 roku
wojna w Iraku przeciągała się, a reakcja na huragan Katrina okazała się
katastrofą. Kiedy Colbert wygłosił monolog o „prawdziwości” – a już na pewno,
gdy zbeształ prezydenta Busha i media, które go relacjonowały podczas kolacji
Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu w 2006 roku – był to niewątpliwy
znak, że kultura się zmieniła.
W 2008 roku Barack Obama, prezydent znacznie bardziej odpowiadający realiom
politycznym Colberta, wygrał wybory. Kraj zmienił kurs, ale dzięki
„charakterowi”, jak Colbert nazywał swoją osobowość prowadzącą, program nie
musiał.
Prezydentura Obamy była dobrodziejstwem dla konserwatywnych komentatorów, od
Glenna Becka rysującego na tablicy po Seana Hannity'ego, który kpił z nowego
prezydenta za posmarowanie hamburgera musztardą Dijon. Ta wielka amerykańska
machina gorącego powietrza sprawiła, że „Raportowi” nigdy nie brakowało
materiału.
To, co sprawiło, że program przetrwał, to przede wszystkim satyra na przemysł
polityczno-medialny, nieograniczony kadencyjnością. Podobnie jak „The Daily Show”,
był dziełem krytyki medialnej. Wyśmiewał imperatyw obrony nie do obrony,
krępowania i kneblowania umysłu oraz podążania za własnymi argumentami, aż do
intelektualnego upadku.
Program utrzymywał też zainteresowanie dzięki serii coraz większych, komicznych
i edukacyjnych chwytów (model, który później naśladował program Johna Olivera
„Last Week Tonight”). Colbert próbował dostać się na listę kandydatów w
prawyborach prezydenckich w Karolinie Południowej. (Bo jak absurdalne było to,
że można przejść z prowadzenia programu telewizyjnego do Białego Domu?) Wysyłał
widzów, aby edytowali wpisy w Wikipedii na temat słoni, aby zilustrować
„wikialność” – ideę, że konsensusowe przekonanie o kłamstwie może unieważnić
fakty. Najbardziej zuchwale stworzył prawdziwy SuperPAC, rozbudowane seminarium
satyryczne na temat mechanizmów kontroli polityki przez pieniądze. W 2014 roku,
kiedy Colbert został mianowany następcą Lettermana w „The Late Show”, wydawało
się, że to jedna z tych kulturowych zamian, w których alternatywa staje się
mainstreamowa. Zostawił zwykłą telewizję kablową dla głównych lig, stając się
normalnym gospodarzem normalnego programu w normalnych czasach. Jednym z jego
pierwszych gości, jak ogłoszono, miał być wczesny faworyt republikanów w
wyborach prezydenckich, Jeb Bush.
Ale kiedy komicy programów nocnych snują plany, Bóg śmieje się najgłośniej ze
wszystkich.
Podczas przerwy między programami Colberta wydarzyła się zabawna rzecz: Donald
Trump zjechał schodami ruchomymi w Trump Tower i dokonał wrogiego przejęcia
ogólnokrajowego blasku reflektorów. Czas trwania „The Late Show” Colberta
zbiegł się, jak opisał to w jednym z ostatnich odcinków, z „10 latami Donalda
Trumpa wkradającego się do naszych mózgów”.
Kiedy zadebiutował we wrześniu 2015 roku, Colbert opierał się całkowicie
politycznym zagrywkom. Jego pierwszy program zawierał serię gagów o Trumpie,
ale Colbert zwieńczył go, wysypując sobie na twarz paczkę ciastek Oreo, co
sugerowało, że te żarty to komediowe śmieciowe jedzenie, pusty kalorie i tani
cukrowy haj.
Któż mógłby go winić? Latami marynował się w stronniczych komentarzach, by zrobić
z nich satyrę. „Aby naśladować takie zachowanie, trzeba je regularnie
konsumować” – powiedział mi wtedy. „Oglądanie jakichkolwiek komentarzy
ekspertów stało się bardzo trudne”. Wyglądał na zadowolonego i gotowego pokazać
inną stronę siebie jako artysty i człowieka.
Poza tym, przez dekady mądrość telewizji polegała na tym, że polityczne punkty
widzenia były zabójcze w dużych stacjach telewizyjnych późnym wieczorem. Ludzie
lubili „przestępców równych szans” takich jak Johnny Carson czy Jay Leno, ale
jeśli opowiedziałeś się po którejś stronie, straciłeś połowę widowni –
zwłaszcza w telewizji CBS, domu Ameryki Środka. Ale przez pierwszy rok, mniej
więcej, program Colberta „Late Show” wydawał się bezwładny i unikający. Nie
wynikało to z braku talentu prowadzącego jako prowadzącego czy prowadzącego
wywiady. Program był optymistyczny i żartobliwy, ale brakowało mu jakiegoś
konkretnego celu.
Prezydent Trump mu go nadał. Na początku 2017 roku był gwiazdą wszystkich
monologów w programie późnym wieczorem. Była jednak różnica między żartami
Colberta a żartami jego konkurenta z „Tonight Show”, Jimmy'ego Fallona. Fallon
zdawał się rozpaczliwie mieć nadzieję, że wszyscy po prostu pośmieją się z
fryzury prezydenta i pójdą dalej. Docinki Colberta były podyktowane moralnym
kompasem. (To, nawiasem mówiąc, pomogło również widzom określić „prawdziwą”
osobę ukrytą przez lata za postacią).
I wtedy wydarzyło się coś jeszcze: „The Late Show” wyprzedził „The Tonight
Show” w rankingach oglądalności. To zasługa talentu Colberta, ale także zmiany
w kulturze i środowisku medialnym. Okazało się, że przekonanie, iż poglądy
polityczne są trucizną późnej nocy, było reliktem telewizji sprzed telewizji
kablowej i internetu. Carson mógł rozmawiać z każdym, bo istniał „każdy”, z
którym można było rozmawiać.
Donald Trump polaryzował – o to właśnie mu chodziło – był postacią rozbitej
kultury, w której niewiele było wspólnych przestrzeni. Z drugiej strony, był
też w zasadzie jedyną pozostałą amerykańską monokulturą, jedynym punktem
odniesienia, który każdy rozumiał, ważniejszym niż sport, muzyka czy niszowe
rozrywki. Talk show nie mogły wiarygodnie wybierać popkultury nad polityką,
skoro polityka stała się popkulturą.
Tym razem jednak satyra Colberta przybrała inny kształt: poprzez niego samego,
Stephena Colberta, bez cudzysłowów w powietrzu.
Prowadzenie „The Late Show” jako on sam nie było nowatorskim pomysłem; był to
konwencjonalny tryb prowadzenia od czasów czarno-białej telewizji. Ale choćby
ze względu na zbieg okoliczności, uderzające było to, że Colbert zdjął maskę w
czasie, gdy prawdziwa retoryka polityczna coraz częściej wykorzystywała memy i
postawę żartobliwą. (Wśród rzeczy, za które prezydent zezwalał na licencję
komiczną: zapraszanie Rosji do zhakowania Hillary Clinton, wstrzykiwanie środka
dezynfekującego w celu zabicia wirusa COVID, pragnienie trzeciej kadencji).
Jeśli „The Colbert Report” był paszkwilem na ekspertów, którzy traktowali
siebie nieznośnie poważnie, to „The Late Show” okazał się odpowiednim środkiem
do zrobienia komedii z polityki trollingu i drwin. Był to staromodny talk-show
– z celebrytami, gośćmi muzycznymi i zespołem – nawiązujący do epoki, której
retoryka była tak ekstremalna, a estetyka tak krzykliwa, że niemal niemożliwa
do sparodiowania. (Dziś media społecznościowe Białego Domu regularnie publikują
bzdury o sztucznej inteligencji, przy których krzykliwy orzeł z „Colbert
Report” wydaje się drobiazgiem).
Nie był tak innowacyjny jak „The Colbert Report”. Nie był też tak przejmująco
zabawny. Dobra komedia polega na zaskoczeniu, a polityczna publiczność pragnie
potwierdzenia swoich racji. Program wydawał się mniej natarczywy w czasach
Bidena (spójrzcie na tańczące strzykawki świętujące szczepionkę na COVID-19 w
2021 roku). Gorączka tłumu może przeszkodzić w komedii, jak na przykład wtedy,
gdy podczas monologu Colberta na ekranie pojawia się zdjęcie J.D. Vance'a
(„wiceprezydenta i pogardliwego chomika”), a publiczność buczy, zaburzając rytm
i depcząc żart.
Podejrzewam, że nie taki program wyobrażał sobie Colbert, kiedy go zaczynał w
2015 roku. Ale to nie są czasy, w których wielu z nas wyobrażało sobie życie, a
prowadzący sprostał ich oczekiwaniom. Nie można powiedzieć, że jego słowa nie
zrobiły wrażenia na głównym krytyku, który świętował anulowanie programu
Colberta w Truth Social: „Absolutnie się cieszę, że Colbert został zwolniony”.
W obecnej formie „Late Show” COLBERTA będzie w dużej mierze definiowany przez
swojego głównego antagonistę. Rzeczywiście, od czasu ogłoszenia zwolnienia,
druga kadencja prezydenta Trumpa zapewniła „The Late Show” nadmiar materiału i
ten sam żywiołowy charakter, jaki miał „The Colbert Report” w początkach swojej
działalności za prezydentury Busha.
Administracja wręczyła Colbertowi, gorliwemu katolikowi, pożegnalny prezent na
ostatnie tygodnie programu: szczery, prezydencki spór z papieżem, nie
wspominając o wizerunku sztucznej inteligencji, który prezydent Trump
opublikował, przedstawiający go jako Jezusa Chrystusa, choć prezydent później
stwierdził, że uważał, że wizerunek ten przedstawia go jako… lekarza.
„Gdybyś właśnie obudził się ze śpiączki i ten rysunek był pierwszą rzeczą, jaką
zobaczyłbyś, poprosiłbyś lekarza, żeby cię z powrotem uśpił” – powiedział
Colbert. „Nie, przepraszam. Prosiłbyś Jezusa, żeby cię z powrotem uśpił”.
To był zabawny żart, ale jak wiele ostatnich ciętych żartów Colberta o Trumpie,
był przesiąknięty wyczerpaniem z powodu zbyt długiego życia w ciekawych
czasach. Colbert rozpoczął swój „Late Show” od porównania żartów o Trumpie do
opakowania ciasteczek; teraz wszyscy jesteśmy jak Homer Simpson w Hell’s Ironic
Punishment Division, karmieni pączkami przez całą wieczność.
Colbert przynajmniej będzie mógł się oczyścić; jego pierwszym projektem po
nocnym występie jest napisanie scenariusza do filmu Petera Jacksona „Władca
Pierścieni”, co stanowi odpowiednią odskocznię dla naczelnego tolkienowskiego
nerda w telewizji. Powodzenia w Śródziemiu. Powodzenia dla reszty z nas, na
zwykłej Ziemi, którzy na razie muszą sobie radzić z jednym czarodziejem
komediowym mniej u boku.
5.
Trump obiecuje wysłanie do Polski dodatkowych 5000 żołnierzy, co jest wyraźnym
zwrotem
Oświadczenie prezydenta USA nadeszło dzień przed planowanym spotkaniem
ministrów spraw zagranicznych NATO, a Marco Rubio skrytykował sojusz za brak
pomocy w sprawie Iranu
Republikanie w Izbie Reprezentantów odwołują głosowanie nad rezolucją w sprawie
uprawnień wojennych, mającą na celu zakończenie wojny USA z Iranem
Republikanie znajdują swoją czerwoną linię przeciwko swojemu prezydentowi –
pieniądze podatników na jego salę balową
https://www.theguardian.com/world/2026/may/22/trump-5000-troops-poland-military-support
Donald Trump ogłosił, że wyśle do Polski „dodatkowe” 5000 żołnierzy USA ,
zaledwie kilka dni po tym, jak Pentagon wywołał kontrowersje, wstrzymując długo
planowane rozmieszczenie sił w tym kraju – największe na wschodniej flance
NATO.
„W oparciu o sukces wyborczy obecnego prezydenta Polski, Karola Nawrockiego,
którego z dumą poparłem, oraz o nasze relacje z nim, z przyjemnością ogłaszam,
że Stany Zjednoczone wyślą do Polski dodatkowe 5000 żołnierzy” – powiedział
Trump w Truth Social.
Nie było na razie jasne, czy rozmieszczenie będzie miało charakter rotacyjny
czy stały, ani czy będzie miało jakikolwiek związek z wcześniejszą decyzją
Trumpa o wycofaniu 5000 żołnierzy z Niemiec. W Polsce stacjonuje około 10 000
żołnierzy amerykańskich.
6.
Na Miyajima spłonęła hala związana z buddyjskim świętym Kukai
https://www.japantimes.co.jp/news/2026/05/20/japan/miyajima-island-sacred-hall-fire/
Buddyjska budowla na wyspie Miyajima w mieście Hatsukaichi w prefekturze
Hiroszima w Japonii została zniszczona przez pożar. W sali Reikado, będącej
częścią kompleksu świątynnego Daishō-in, płonął „wieczny ogień”, który podobno
został zapalony przez mnicha Kukai (774-835) ponad 1200 lat temu.
Strażacy otrzymali około godziny 8:30 rano zgłoszenie o pożarze w sali Reikado,
należącej do Daishoin, głównej świątyni szkoły buddyzmu Shingon Omuro,
założonej w 806 r. przez Kukaia, znanego również jako Kobo Daishi.
Spłonęła również chata w pobliżu hali. Spaleniu uległy obszary o łącznej
powierzchni około 30 metrów kwadratowych.
Później płomienie rozprzestrzeniły się na pobliski las na wyspie, ale udało się
je opanować krótko po 10:30. Nie potwierdzono żadnych obrażeń.
Świątynia Reikado, położona niedaleko szczytu góry Misen, jest domem „wiecznego
ognia”, który według świątyni płonie od prawie 1200 lat, odkąd mnich Kukai
rozpalił ogień na modlitwę goma.
Według świątyni, urzędnik z Daishoin przeniósł wieczny płomień w inne miejsce.
Straż pożarna poinformowała, że hala mogła zapalić się z powodu płomienia.
Wieczny płomień posłużył jako zalążek Płomienia Pokoju w Parku Pokoju w
Hiroszimie, zniszczonego przez amerykańską bombę atomową 6 sierpnia 1945 r., w
ostatnich dniach II wojny światowej.
W 2005 roku Reikado także spłonęło, ale mnichom udało się podtrzymać płomień.
VIDEO: https://www.theguardian.com/world/video/2026/may/21/buddhist-hall-housing-eternal-flame-in-japan-destroyed-by-fire-video
7.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ogłasza „Pakt na rzecz ochrony ludności”
https://www.ndr.de/nachrichten/info/pakt-fuer-bevoelkerungsschutz-beschlossen,ndrinfo-12764.html
Jest pora lunchu, a minister obrony Boris Pistorius (SPD) i jego minister spraw
wewnętrznych Alexander Dobrindt (CSU) zostają ogłoszeni przed berlińskim
dworcem centralnym . Tematem spotkania prasowego i telewizyjnego jest nowy
„Pakt Ochrony Cywilnej”.
Rząd Merza zamierza lepiej przygotować obywateli na ataki, klęski żywiołowe, a
zwłaszcza ataki chemiczne, biologiczne, nuklearne i militarne. Gabinet
zatwierdził 10 miliardów euro w ciągu najbliższych trzech lat na wzmocnienie
obrony cywilnej, „kamienia węgielnego naszej architektury bezpieczeństwa” –
podsumowuje Dobrindt. Obecność jego kolegi z Departamentu Obrony jest sygnałem,
że „obrona wojskowa i cywilna muszą być ściśle ze sobą powiązane”. Pakt ma na
celu, w czasach „rosnących zagrożeń”, ochronę obywateli poprzez lepszą
koordynację między rządem, regionami i miastami. „Utworzymy w ramach
Ministerstwa Dowództwo Koordynacji Obrony Cywilnej” – zapowiedział minister
spraw wewnętrznych. Będzie ono odpowiedzialne za konsultacje z gubernatorami i
burmistrzami oraz Ministerstwem Obrony. Dla ministra obrony Pistoriusa jest
jasne, że „nie ma bezpieczeństwa militarnego przed zagrożeniami zewnętrznymi
bez sprawnie działającej obrony cywilnej lub skutecznej ochrony ludności”.
Plan zakłada ponowne uruchomienie syren, które „zostały zdemontowane w ciągu
tych dziesięcioleci pokoju” – wspomina Dobrindt. W szkołach zostaną wprowadzone
kursy ochrony cywilnej, 10 000 dodatkowych łóżek polowych i 1000 pojazdów
będzie dostępnych na wypadek sytuacji kryzysowych, a 50 miast będzie dysponować
wyspecjalizowanymi zespołami medycznymi. Rząd zamierza ulepszyć aplikację
alarmową ochrony cywilnej „Nina”, dodając informacje o możliwych schronieniach
i miejscach, w których można się schronić w razie ataku.
Ale prawdziwym punktem spornym pozostają bunkry i schrony. Co stało się z
mapowaniem i doraźnym planem ogłoszonym rok temu? Pistorius wspominał, że
niedawno był na Ukrainie, gdzie syreny alarmowe i napływ do schronów to
codzienność. Ale w Niemczech wciąż nie ma śladu po planie budowy schronów.
Dobrindt został również skrytykowany przez przewodniczącego niemieckich gmin,
André Bergheggera, za to, że burmistrzowie „ponoszą ciężar kryzysów”, ale „zbyt
mało angażują się w kwestie ochrony ludności cywilnej”. Kiedy buduje się
schrony, zabezpiecza infrastrukturę energetyczną lub organizuje ewakuacje,
„decyzje nie mogą być już podejmowane ponad głowami gmin”.
8.
Wadephul przed spotkaniem NATO: Przyjmujemy odpowiedzialność za przywództwo
https://www.boerse.de/nachrichten/Wadephul-vor-Nato-Treffen-Stellen-uns-Fuehrungsverantwortung/38342459
„Niemcy biorą na siebie odpowiedzialność za przywództwo. To oczywiste: wraz ze
wzrostem europejskich możliwości, zadania w Sojuszu również muszą się zmienić”
– powtórzył niemiecki minister spraw zagranicznych Johann Wadephul przed
spotkaniem ze swoimi odpowiednikami z NATO w Helsingborgu. To zobowiązanie
stało się jeszcze bardziej uciążliwe w świetle deklarowanego wycofania się
Stanów Zjednoczonych z Europy: Donald Trump ogłosił wycofanie 5000 żołnierzy z
Niemiec i zerwał porozumienie, które przewidywało stacjonowanie pocisków
rakietowych średniego zasięgu Tomahawk w kraju Friedricha Merza.
Chadecki minister podkreślił, że „celem jest nowy podział obciążeń,
odpowiadający potencjałowi gospodarczemu i militarnemu Niemiec i Europy”. W
ubiegłym roku kanclerz Merz jasno wyraził swoje zaangażowanie w budowę
„największej armii europejskiej”: po osiągnięciu pełnej zdolności operacyjnej
Bundeswehra powinna liczyć na 280 000 czynnych żołnierzy. Do tego stopnia, że 1
stycznia tego roku wprowadzono półobowiązkowy pobór do wojska. Ponadto Niemcy
zamierzają zwiększyć wydatki na obronność z 63 miliardów euro w ubiegłym roku
do 162 miliardów euro do 2029 roku – co stanowi równowartość 3,5% PKB, nowego
celu wyznaczonego w ubiegłym roku przez NATO dla wszystkich państw
członkowskich pod presją ze strony Stanów Zjednoczonych.
9.
Chiny ogłosiły swoją rolę w zaprowadzeniu pokoju na Ukrainie po rozmowach
między przywódcami
https://ua.news/en/world/kitai-zaiaviv-pro-rol-u-miri-dlia-ukrayini-pislia-rozmovi-lideriv
Chiny są „gotowe do zaangażowania się” w znalezienie negocjowanego rozwiązania
konfliktu na Ukrainie. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow powiedział to dzisiaj,
zaznaczając, że kwestia ta była omawiana wczoraj na szczycie w Pekinie między
prezydentem Chin Xi Jinpingiem a prezydentem Rosji Władimirem Putinem. „Kwestia
Ukrainy rzeczywiście została poruszona. Chiny” – podkreślił Pieskow, cytowany
przez agencję informacyjną Interfax – „są naprawdę gotowe do zaangażowania się
w pomoc w znalezieniu pokojowego rozwiązania. Jesteśmy za to wdzięczni naszym
chińskim przyjaciołom”.
Dyskusje w Europie na temat nazwiska potencjalnego mediatora w dialogu z Rosją
„nie są niczym złym”; „jeszcze kilka miesięcy temu takie dyskusje w ogóle nie
istniały” – zauważył rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Wcześniej prezydent Rosji
Władimir Putin, odpowiadając na pytania dziennikarzy o potencjalnego rozmówcę w
negocjacjach między Rosją a Europą, wyraził osobiste preferencje wobec byłego
kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera. Zarówno Berlin, jak i Bruksela
wstrzymały się z tą propozycją, ale pomysł dialogu z Rosją nie został
wykluczony.
10.
Ukraińskie drony zniszczyły prawie jedną trzecią rosyjskich mocy przerobowych
ropy naftowej
https://novayagazeta.eu/en/articles/2026/05/21/ukrainian-drones-knock-out-nearly-a-third-of-russias-oil-refining-capacity-en-news
Według obliczeń Nowej Gazety Europy, ukraińskie ataki dronów doprowadziły do
zamknięcia około 32% rosyjskich rafinerii ropy naftowej, co stanowi około 28%
krajowej produkcji benzyny.
Agencja Reuters, powołując się na źródła branżowe, poinformowała , że
Riazański Zakład Rafinacji Nafty całkowicie zawiesił działalność po ataku
dronów 15 maja. Zakład jest trzecią co do wielkości rafinerią w Rosji pod
względem przepustowości, z roczną zdolnością przerobową wynoszącą 17,1 mln ton.
Źródła Reutersa podały również, że rafineria Kapotnia w Moskwie zawiesiła
działalność po ataku dronów 17 maja. Rafineria zajmuje dziewiąte miejsce wśród
największych rosyjskich zakładów przetwórstwa ropy naftowej i osiąga przerób 12
milionów ton rocznie.
Te same źródła podały, że szkody w rafinerii Kapotnya były niewielkie, a
działalność została wstrzymana w ramach środków ostrożności, aby zminimalizować
ryzyko. Produkcja może zostać wznowiona w ciągu kilku dni.
Odrębnie, rafineria Łukoil-Niżegorodnieftieorgsintez w obwodzie nowogrodzkim
stanęła dziś w płomieniach w wyniku ukraińskich ataków dronów. Zakład
przetwarza około 17 milionów ton ropy naftowej rocznie. Nie jest jasne, czy
działalność została zawieszona, i nie zostało to uwzględnione w obliczeniach
Nowej Gazety Europejskiej.
11.
https://wyborcza.pl/7,75398,32803519,europejski-trybunal-praw-czlowieka-polska-naruszyla-konwencje.html#s=S.TD-K.C-B.10-L.1.duzy
Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał w czwartek, że Polska naruszyła art. 6
Europejskiej Konwencji Praw Człowieka w sprawie dotyczącej odmowy powołań na
stanowiska sędziowskie w 2008 r. Artykuł ten stanowi o prawie do rzetelnego
procesu sądowego.
Sędziowie odwoływali się do art. 6 i art. 13 Europejskiej Konwencji Praw
Człowieka, uważając, że sądy w Polsce odmówiły wysłuchania ich argumentów
dotyczących tamtej decyzji.
Łącznie sześciu skarżących
Skarżącymi jest sześciu obywateli polskich. W grupie znajdowało się: troje
asesorów sądowych, dwoje sędziów i jeden prokurator. Wszyscy ubiegali się o
wolne stanowiska sędziowskie w szeregu sądów pierwszej i drugiej instancji.
Sprawa trojga asesorów sięga lat 2005-2006, kiedy po ukończeniu trzyletniego
szkolenia troje aplikantów złożyło wnioski o powołanie na wolne stanowiska
sędziowskie w sądach pierwszej instancji - informuje ETPC w komunikacie
dotyczącym wyroku.
Kandydatury zostały zaakceptowane przez zgromadzenie ogólne sędziów oraz
Krajową Radę Sądownictwa (wtedy jeszcze przed reformą, powoływaną przez
środowisko sędziowskie). Powołania odmówił jednak ówczesny prezydent Lech
Kaczyński w nieuzasadnionej decyzji opublikowanej w Dzienniku Ustaw w styczniu
2008 r.
Sędziowie złożyli skargę w Naczelnym Sądzie Administracyjnym, który w
październiku 2012 r. orzekł, że sprawa nie podlega jurysdykcji sądów
administracyjnych, ale Trybunału Konstytucyjnego. Z kolei TK odmówił
rozpatrzenia skarg.
Sprawa dotyczy też Andrzeja Dudy
Sprawa drugiej trójki skarżących sięga z kolei odmowy z 2026 r. za czasów
prezydentury Andrzeja Dudy. Skarżący zwrócili się do ETPC po wyczerpaniu
ścieżki odwoławczej w Polsce.
Skarżący zarzucali również Dudzie naruszenie art. 8 Konwencji, który stanowi o
prawie do ochrony prywatności, argumentując, że odmowa powołania zniszczyła ich
kariery zawodowe.
12.
https://wyborcza.pl/7,75398,32802521,skarga-do-komisji-europejskiej-na-zawieszenie-azylu-nie-mozna.html
W Polsce od ponad roku obowiązuje "tymczasowe, terytorialne zawieszenie
możliwości wnioskowania o azyl". Wprowadzając je, rządzący tłumaczyli, że
chodzi o awaryjne, kryzysowe sytuacje na konkretnym odcinku granicy
polsko-białoruskiej. Miało potrwać 60 dni, chyba że Sejm termin ten przedłuży.
W kontekście zgodności tego rozwiązania z prawem unijnym padały różne
argumenty, m.in. że Polska cały czas jest w wyjątkowej sytuacji, pod presją
białoruskiego reżimu, który organizuje przerzut migrantów przez granicę z
Polską. Paweł Dąbrowski, dyrektor departamentu spraw międzynarodowych i
migracji w MSWiA, podczas sejmowych komisji powoływał się na "dopuszczalne
w umowach międzynarodowych wyjątki".
Projekt oprotestowały organizacje broniące praw człowieka, a biura legislacyjne
Sejmu i Senatu nie zostawiły na nim suchej nitki. Mimo to projekt przeszedł, a
w marcu zeszłego roku prezydent Andrzej Duda podpisał go bez zbędnych
dylematów.
Nie "terytorialne" i nie "tymczasowe"
Jak sytuacja wygląda po ponad roku? NGO-sy zauważają, że przepisy te są
stosowane niezgodnie z założeniami.
- Z naszych obserwacji wynika, że funkcjonariusze Straży Granicznej odmawiają
przyjmowania wniosków o ochronę międzynarodową nie tylko od osób znajdujących
się w strefie przygranicznej, ale również od osób przebywających w innych
częściach kraju, np. w strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców - alarmuje
Stowarzyszenie Interwencji Prawnej.
Podkreśla, że wniosków o azyl nie przyjmują też strażnicy na oficjalnych,
"legalnych" przejściach granicznych, na które prawicowi politycy
często uchodźców odsyłają.
Stowarzyszenie Interwencji Prawnej zwraca też uwagę, że nijak do rzeczywistości
ma się "tymczasowość" tego rozwiązania. Sejm regularnie przedłuża
bowiem czas obowiązywania "zawieszenia" na kolejnych 60 dni.
- Realnych limitów brak. W efekcie dostęp do procedury azylowej został
faktycznie wstrzymany na czas nieokreślony - podkreśla więc SIP.
Na to, że zakres założeń projektu w praktyce się poszerzył, zwracały uwagę
także inne organizacje, jak np. Helsińska Fundacja Praw Człowieka,
interweniował Rzecznik Praw Obywatelskich.
Organizacje nazywają cały proceder "legalizacją pushbacków".
"Bo osoby, którym odmawia się przyjęcia wniosku, są następnie narażone na
natychmiastowe zawrócenie do Białorusi (tzw. pushbacki) lub wydalenie do krajów
pochodzenia, bez jakiejkolwiek oceny ich indywidualnej sytuacji i potrzeby
ochrony" - piszą prawnicy.
Aleksandra Chrzanowska ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej tłumaczy: -
To nie są ludzie, którym Łukaszenka powiedział: Ej, chodźcie do Europy,
będziecie szturmować granice i destabilizować państwa! Nie, jego oferta trafiła
na podatny grunt, na ludzi, którzy uciekają z Syrii, Afganistanu czy Sudanu, bo
grozi im tam śmierć.
Dodaje: - To nie jest dobrowolna migracja ekonomiczna, tylko przymusowa.
Blokując im legalne drogi dojazdu, budując mury, zamykając im drzwi, zmuszamy
ich do wchodzenia oknem. I dajemy prezent mafiom przemytniczym, z których usług
są zmuszeni korzystać.
Dlatego Stowarzyszenie Interwencji Prawnej złożyło skargę na Polskę do Komisji
Europejskiej.
Wyliczają naruszane ich zdaniem przepisy:
art. 18 Karty praw podstawowych UE – prawo do azylu,
art. 19 ust. 2 Karty praw podstawowych UE – zakaz wydalania do państwa, w
którym istnieje ryzyko poważnej krzywdy (zasada non-refoulement),
art. 4 Karty praw podstawowych UE – zakaz tortur oraz nieludzkiego lub
poniżającego traktowania,
art. 6 ust. 1 i 2 dyrektywy 2013/32/UE – obowiązek zapewnienia skutecznego i
szybkiego dostępu do procedury azylowej.
Tłumaczą, że prawo unijne nie przewiduje możliwości całkowitego zawieszenia
przyjmowania wniosków o ochronę międzynarodową.
- Zostało naruszone jedno z podstawowych praw człowieka: prawo do złożenia
wniosku o ochronę międzynarodową. Nie ma okoliczności, które by to uzasadniały
- mówi Chrzanowska.
Dodaje: - Zaznaczmy, że prawo do wniosku o ochronę międzynarodową czy azyl nie
jest jeszcze jego przyznaniem. To tak naprawdę prawo do bycia wysłuchanym,
które ludziom odbieramy.
SIP zaznacza: "Uznanie wskazanych naruszeń może skutkować wszczęciem przez
Komisję Europejską formalnego postępowania wobec Polski".
To nie pierwsza skarga, jaką NGO-sy składają do KE w związku z sytuacją na
granicy polsko-białoruskiej. Wcześniej zaskarżyli już m.in. budowę stalowej
zapory zwanej "murem" i jej szkodliwy wpływ na środowisko.
Tusk: Nikomu nie udało się nielegalnie przekroczyć granicy
W zeszły piątek podczas spotkania ze Strażą Graniczną w Otwocku premier Donald
Tusk poinformował: - Możemy uroczyście ogłosić, że osiągnęliśmy to, o czym
można było tylko marzyć: w pierwszym kwartale 2026 r. nikomu nie udało się
nielegalnie przekroczyć granicy między Polską a Białorusią.
Dla porównania przytoczył statystyki z 2023 r., kiedy przez granicę przedostało
się 12 tys. ludzi.
Podkreślił, że przesądziła o tym nie tyle niższa presja migracyjna, ile
"modernizacja bariery granicznej i coraz lepsze wyszkolenie
funkcjonariuszek i funkcjonariuszy SG".
- To wszystko pozwoliło nam zbudować system, który uczynił polską granicę
wschodnią najlepiej strzeżoną granicą zewnętrzną Unii Europejskiej – powiedział
Tusk.
Zaznaczył, że dzięki funkcjonariuszom SG "ludzie na nowo zaczęli wierzyć,
że można żyć w państwie demokratycznym" i równocześnie czuć się
bezpiecznie. - Demokracja przetrwa tylko wtedy, kiedy państwo demokratyczne
udowodni swoim obywatelom, że jest skuteczne w ochronie granicy i ochronie
terytorium - dodał.
Przed głosowaniami w Sejmie o kolejnym przedłużeniu przedstawiciele MSWiA
zwykle przekonują, że to właśnie "zawieszenie azylu" okazało się
najskuteczniejszą metodą ograniczania nielegalnych przekroczeń granicy.
NGO-sy widzą to inaczej. - Prób przekroczenia granicy na pewno jest mniej, choć
nie jest tak, że nie ma ich w ogóle. Ci ludzie nie zniknęli z Białorusi i nadal
próbują przedostać się do bezpiecznego kraju UE (którym Polska już dla nich nie
jest); w ostatnich miesiącach głównie przez Łotwę i dalej przez Litwę i Polskę.
Aleksandra Gulińska z We Are Monitoring: - Rządowi z pewnością udało się jedno:
"wyłapywanie większej liczby ludzi". Przepraszam za to słowo, ale
trudno w tej sytuacji znaleźć inne. Tak, tu statystyki faktycznie podskoczyły,
jednak przy jednoczesnym utrzymywaniu na granicy bardzo dużej liczby żołnierzy
i służb, co dla naszego państwa jest szalenie kosztowne.
Przekonać Unię
W październiku 2024 r., kiedy trwały prace nad "zawieszeniem azylu",
na szczyt Rady Europejskiej poświęcony migracji wyprawił się do Brukseli
premier Donald Tusk. Gdy tylko część oficjalna dobiegła końca, wyszedł do
dziennikarzy i ogłosił: "Osiągnąłem swój cel". A było nim, jak
wyjaśniał, "uzyskanie od innych państw potwierdzenia, że Polska w kwestii
migracji powinna działać autonomicznie". Tusk poinformował wtedy, że
otrzymał wsparcie od wszystkich dyplomatów, jakich tego dnia spotkał: od szefów
rządów Szwecji i Włoch po kanclerza Niemiec. Mówił, że niektórzy nawet zadeklarowali,
że w przyszłości chcieliby wziąć z Polski przykład.
Wreszcie: zdobył aprobatę szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen.
Zapytana o możliwość zawieszenia prawa do azylu w Polsce powiedziała: - Jeśli
jest to czasowe i proporcjonalne, to działa w ramach prawnych.
Aleksandra Chrzanowska: - Widzimy, że to problem w całej Europie: tak bardzo
nie chce migrantów, że jest skłonna odchodzić od swoich podstawowych wartości,
omijając prawo.
13.
https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32800055,przypadkow-lamania-prawa-w-stacji-sakiewicza-jest-wiecej-czemu.html#s=S.TD-K.C-B.4-L.2.duzy
Czy oczekiwanie, że koncesjonowana telewizja nie będzie pomagać zbiegowi, jest
wygórowane? A oczekiwanie, że jeśli pomaga, to koncesję powinna stracić?
Tomasz Sakiewicz śmieje się premierowi Tuskowi w twarz. Jego TV Republika
przezywa szefa polskiego rządu „kryptodyktatorem", jego gabinet to
„reżim", a Polska to „państwo policyjne".
Strojenie się w piórka obrońców „wolności słowa" i "dziennikarskiej
niezależności" ma, rzecz jasna, wprowadzać w błąd „ulicę i
zagranicę", dać Sakiewiczowi immunitet i przykryć brudną walkę o władzę.
Nie jest jasne, jaką rolę odegrała TV Republika w ucieczce Zbigniewa Ziobry z
Budapesztu do Ameryki, ale jest pewne, że wspiera byłego ministra w ucieczce
przed procesem w Polsce. Jej właściciel stał się wspólnikiem zbiega.
A Sakiewicz już obiecał, że będzie nadal „udzielać wsparcia osobom, których
prawa będą zagrożone".
Jest bezkarny. Generalnie, nie tylko w tym przypadku.
Sakiewicz pluje na rząd Tuska na swoich paskach, przekraczając granice
dziennikarskiej krytyki. Ponad dwa miesiące temu złożyłam w Krajowej Radzie
Radiofonii i Telewizji skargę w tej sprawie. Bo czy legalny jest pasek:
"Szajka zdrajców i volksdeutschów próbuje zadłużyć Polaków u Niemców na
miliardy euro"?
Skarga wciąż nie została rozpatrzona, łajdackie paski pojawiają się cały czas.
TV Republika pozostaje bezkarna.
Dziennikarze stacji od dawna skarżą się, że nie dostają pensji na czas i w
całości. To łamanie prawa pracy. TV Republika pozostaje bezkarna. …
KRRiT w sprawie TV Republika nie kiwnie palcem, bo to ona dała stacji koncesję,
choć nie powinna, co potwierdził Wojewódzki Sąd Administracyjny.
Każda próba skontrolowania TV Republiki przez jakikolwiek państwowy urząd
skończy się rozpętaniem międzynarodowej histerii, że reżim Tuska chce zniszczyć
- jak szefowie stacji sami o sobie w świecie mówią - „najchętniej oglądaną
telewizję informacyjną o profilu konserwatywnym w Europie".
Im bardziej TV Republika atakuje rząd Tuska, tym bardziej premier jest w
pułapce, bo wszystko, co zrobi, stacja nazwie odwetem, zemstą i atakiem na
jedyne wolne media.
Teraz prokuratura sprawdza, czy zatrudnienie Ziobry przez Sakiewicza to
poplecznictwo, czyli pomoc w uniknięciu odpowiedzialności karnej. Dlatego
Sakiewicz podważa wiarygodność prokuratury. …
14.
W maju poparcie dla rządu koalicji 15 października wynosi 33 proc. Przez
miesiąc spadło o 2 pkt proc., czyli niewiele. Ale jednocześnie urósł o 3 pkt
proc. odsetek przeciwników rządu - z 39 proc. w kwietniu do 42 proc. w maju.
CBOS przeanalizował, kto popiera gabinet Tuska. Najwięcej sympatyków rząd ma
wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej - 88 proc. Po drugiej stronie skali - 86
proc. wyborców PiS oraz po 80 proc. wśród sympatyków Konfederacji Wolność i
Niepodległość i Konfederacji Korony Polskiej to przeciwnicy rządu Donalda
Tuska.
Wśród wyborców bez sprecyzowanych sympatii politycznych zwolennicy rządu są w
mniejszości (21 proc.), przeważają natomiast jego przeciwnicy (35 proc.) i
obojętni (32 proc.).
Dobre oceny pracy gabinetu Tuska wystawiają przede wszystkim badani z wyższym
wykształceniem, z dużych miast, rzadko chodzący do kościoła. Krytyczni są
najczęściej mieszkańcy wsi, słabiej wykształceni, uzyskujący najniższy dochód
na osobę w rodzinie i regularnie praktykujący religijnie.
Mniej zwolenników premiera
Słabsze noty rządu to i gorsze oceny szefa rządu. W roli premiera Tusk podoba
się 35 proc. badanych. To w porównaniu z kwietniem spadek o 2 pkt proc. I znów,
to mała zmiana, ale w tym samym czasie o 3 pkt proc. wzrosło niezadowolenie - z
49 do 52 proc. 12 proc. nie ma opinii w tej sprawie.
Premiera lepiej w porównaniu z innymi cenią badani powyżej 45 lat, z dużych
miast, z wyższym wykształceniem, dobrze sytuowani, rzadko lub w ogóle
niepraktykujący religijnie.
Tusk jako szef rządu nie podoba się przede wszystkim mieszkańcom wsi,
najsłabiej wykształconym, o najniższych dochodach i regularnie praktykującym.
Wyborcy KO w aż 90 proc. są z Tuska zadowoleni. A wyborcy opozycji w
przytłaczającej większości niezadowoleni: PiS - 95 proc., Konfederacja WiN – 87
proc., Konfederacja KK – 83 proc.
========
No właśnie: a rząd robi wszystko, żeby przypodobać się najsłabszym
intelektualnie Polakom, zniechęcając do siebie własnych wyborców.
Dzień dobry
OdpowiedzUsuń