DRUGI OBIEG
Środa, 27 maja 2026

1.

… „69 proc. uchodźców pracuje (wśród Polaków ten wskaźnik wynosi 75 proc.). Aż 80 proc. dochodów uchodźców pochodzi z pracy, a jedynie 14 proc. z pomocy społecznej. O ile w 2023 roku 81 proc. dochodów uchodźców zostało wypracowanych w Polsce, to w 2024 roku było to już 90 proc.
Oznacza to, że Ukraińcy tutaj pracują, płacą podatki i składki. Ich obecność przyczynia się do wzrostu produktywności firm oraz większego popytu konsumpcyjnego. Warto wiedzieć, że każdy punkt procentowy wzrostu zatrudnienia Ukraińców to 0,5 punktu procentowego więcej zatrudnionych Polaków i o 0,3 punktu procentowego niższe bezrobocie. 67 proc. ukraińskich rodzin w Polsce prowadzą samotne kobiety, często z dala od bliskich i z traumą wojenną. Mimo tych trudności aż 70 proc. z nich pracuje, co jest porównywalne do wskaźnika zatrudnienia Polek (72 proc.). W 2024 roku Ukraińcy zwiększyli PKB Polski o 2,7 proc.
Polscy urzędnicy na czele z premierem powinni znać te liczby na pamięć, a zamiast łechtać populistyczne nastroje, kompetentnie odpowiadać internautom, którzy szczują na Ukraińców, na pytanie "po co nam oni"”.


2.

Sonny Rollins (1930-2026)
Sonny Rollins, gigant jazzowego saksofonu, zmarł w wieku 95 lat
https://www.nytimes.com/2026/05/25/arts/music/sonny-rollins-dead.html?searchResultPosition=1
Nawet jak na standardy muzyki, która ceni indywidualność, wyróżniał się zarówno jako muzyk, jak i osobowość.
Sonny Rollins, którego energiczne i pomysłowe podejście do gry na saksofonie tenorowym uczyniło go jednym z czołowych muzyków jazzowych okresu powojennego, zmarł w poniedziałek w swoim domu w Woodstock w stanie Nowy Jork. Miał 95 lat.
Jego śmierć została ogłoszona w oświadczeniu jego rzecznika, Terri Hinte.
Nawet jak na standardy muzyki, która ceni indywidualność, pan Rollins wyróżniał się zarówno jako muzyk, jak i osobowość.
Pod koniec lat 40., kiedy większość młodych saksofonistów jazzowych preferowała lekkie brzmienie z minimalnym vibrato, wypracował on pełne, treściwe brzmienie, nawiązujące do starszego stylu Colemana Hawkinsa, pierwszego wielkiego saksofonisty tenorowego w jazzie. Pod koniec lat 50., gdy jego kariera lidera zespołu dopiero się rozkręcała, pan Rollins nagle rozpoczął ponad dwuletnią przerwę – głównie, jak później wyjaśnił, z powodu niezadowolenia z jakości swojej gry.
Pan Rollins dorastał w okresie, gdy nabierał rozpędu nowy rodzaj jazzu, znany jako bebop, i od samego początku jego gra była przesiąknięta bebopowym wyrafinowaniem harmonicznym i rytmiczną śmiałością. Sklasyfikowanie go jako bebopera byłoby jednak zbyt dużym uproszczeniem.
Przez lata flirtował z awangardą, jazz-rockiem, fusion i innymi stylami. Jednak z jego dziką energią, zamiłowaniem do grania nieoczekiwanych dźwięków w nieoczekiwanym momencie i niezwykłym brzmieniem – czasem ostrym i szyderczym, czasem bujnym i romantycznym – ostatecznie nie dało się go sklasyfikować.
„Muzyka, którą gram, jest zbyt wielka, by można ją było zaszufladkować w jednym stylu” – powiedział w wywiadzie w 2002 roku. „Za każdym razem, gdy biorę do ręki instrument, chcę usłyszeć coś świeżego”.
To przywiązanie do świeżości było kluczem do podejścia pana Rollinsa i jego atrakcyjności. Krytyk jazzowy Francis Davis napisał w 2000 roku, że pan Rollins „jest najwybitniejszym żyjącym improwizatorem jazzowym, a jeśli zredefiniujemy wirtuozerię, uwzględniając zarówno improwizacyjny spryt, jak i instrumentalną finezję (co prawdopodobnie powinniśmy zrobić, omawiając tę muzykę), może on być największym wirtuozem, jakiego kiedykolwiek stworzył jazz”.
Pan Rollins rzadko był zadowolony ze swojej gry; często wychodził z występu lub sesji nagraniowej z przekonaniem, że mógłby zagrać lepiej. Niewątpliwie miewał gorsze wieczory, być może częściej niż jakikolwiek inny muzyk jazzowy jego pokroju, ale niektórzy fani postrzegali to jako pozytywny znak: okazjonalne gorsze noce, argumentowali, były niewielką ceną za jego gotowość do podejmowania ryzyka i odmowę grania ciągle tych samych rzeczy w ten sam sposób.
„Prawdziwe granie odbywa się na poziomie podświadomości i na tym etapie stereotypy się nie zdarzają” – powiedział Rollins w wywiadzie dla „The New York Times” w 1989 roku. „Kiedy naprawdę gram, mój umysł jest całkowicie pusty”.

Wczesny start
Sonny Rollins urodził się w Harlemie 7 września 1930 roku jako najmłodsze z trojga dzieci Valborg (Solomony) i Waltera Theodore’a Rollinsów, imigrantów z Wysp Dziewiczych. Przez wiele lat większość źródeł podawała jego pełne nazwisko jako Theodore Walter Rollins, ale później twierdził, że tak naprawdę otrzymał imię po ojcu, stewardzie marynarki wojennej, i zamienił pierwsze i drugie imię wkrótce po tym, jak został zawodowym muzykiem, ponieważ problemy z prawem utrudniały mu uzyskanie dokumentów potwierdzających jego prawdziwe nazwisko.
Wcześnie rozpoczął naukę muzyki i chociaż studiował również sztukę i wykazywał pewne zainteresowanie malarstwem, grał zawodowo na saksofonie już jako nastolatek. Swoje pierwsze płyty nagrał w 1949 roku z wokalistą Babsem Gonzalesem i wkrótce stał się cenionym artystą nowojorskiej sceny jazzowej, współpracując z takimi sławami jak Miles Davis, Thelonious Monk i Bud Powell.
Kariera Rollinsa została na krótko przerwana na początku lat 50., kiedy, jak wielu innych muzyków jazzowych jego pokolenia, uzależnił się od heroiny. Jednak w 1955 roku przezwyciężył swoje uzależnienie i osiągnął krajową sławę jako członek popularnego kwintetu prowadzonego przez perkusistę Maxa Roacha i trębacza Clifforda Browna.
Dzięki pracy z tą grupą i serii albumów, które nagrał jako lider w latach 1956-1958, pan Rollins ugruntował swoją pozycję jako jeden z najbardziej pomysłowych muzyków jazzowych swojego pokolenia.
W samym 1956 roku nagrał dwa albumy, które stały się klasyką: „Tenor Madness”, na którym znalazło się jego jedyne zarejestrowane spotkanie z kolegą saksofonistą Johnem Coltrane'em, oraz „Saxophone Colossus” (tytuł odnosił się zarówno do jego fizycznej postury, jak i do szybko rozwijającej się postury artystycznej). Dwa utwory z „Saxophone Colossus” spotkały się ze szczególnym uznaniem krytyków: „Blue 7”, pomysłowa improwizacja bluesowa, która była tematem często cytowanego eseju kompozytora i historyka Gunthera Schullera „Sonny Rollins i wyzwanie improwizacji tematycznej”; i „St. Thomas”, adaptację tradycyjnej pieśni z Indii Zachodnich, która była pierwszą i najsłynniejszą z wielu fuzji jazzu i calypso, jakie pan Rollins nagrywał przez lata.
Rok później, sfrustrowany tym, co uważał za ograniczenia harmoniczne narzucone przez pianistę grającego akordy w tle jego improwizacji, zaczął występować i nagrywać z akompaniamentem jedynie basisty i perkusisty, co było nietypowym (choć nie bezprecedensowym) podejściem jak na tamte czasy. (Pianiści „przeszkadzają”, jak powiedział wówczas. „Grają za dużo”). Nagrał kilka pamiętnych albumów bez fortepianu, z których jeden, „The Freedom Suite” (1958), wyróżniał się nie tylko oszczędną instrumentacją, ale także 19-minutowym utworem tytułowym, kompozycją w czterech częściach napisaną przez pana Rollinsa jako muzyczny komentarz do nierówności rasowych – śmiałym posunięciem w początkach ruchu na rzecz praw obywatelskich.
W 1959 roku pan Rollins zbierał stale entuzjastyczne recenzje i był powszechnie uważany za jedną z nowych gwiazd jazzu. Mimo to w tym samym roku nagle przestał grać i nagrywać, praktycznie znikając z pola widzenia.
Przez kolejne dwa lata, przekonany, że jego gra nie dorównuje jego własnym standardom, pan Rollins poświęcał większość czasu ćwiczeniom, często późnym wieczorem na moście Williamsburg, niedaleko swojego mieszkania na Lower East Side na Manhattanie, gdzie akustyka mu odpowiadała, a sąsiedzi nie mieli powodów do narzekań. Jego nieobecność na scenie i relacje z sesji brydżowych potęgowały jego rosnącą aurę tajemniczości i reputację perfekcjonisty.
„Wiele osób nie mogło pojąć, dlaczego przestałem grać” – powiedział magazynowi DownBeat w 2001 roku. „Ale czegoś się nauczyłem. Było to konieczne, abym miał pewność siebie, której potrzebuję, by grać taką muzykę”.
Powrót pana Rollinsa do gry w 1961 roku, wraz z kontraktem z wytwórnią RCA Victor Records, który był niezwykle lukratywny jak na muzyka jazzowego, został potraktowany przez prasę jazzową jako ważna wiadomość. (Próbując zarobić na rozgłosie, jaki wygenerował podczas swojej długiej nieobecności, firma nadała jego albumowi powrotnemu tytuł „The Bridge”, co było również tytułem jednego z utworów).

Nieustannie zaskakujący
Przez kolejne lata jego popularność utrzymywała się na wysokim poziomie: występował w klubach nocnych, na koncertach i festiwalach na całym świecie, a także napisał i nagrał muzykę do przebojowego brytyjskiego filmu „Alfie” z 1966 roku. A jego muzyka wciąż zaskakiwała.
Otaczał się stale zmieniającym się gronem utalentowanych muzyków, od młodych eksperymentatorów (zraził do siebie wielu starych fanów i pozyskał nowych, entuzjastycznie, choć krótko, współpracując z awangardzistami, takimi jak trębacz Don Cherry) po czcigodnego Colemana Hawkinsa, saksofonistę, którego nazywał swoim idolem, z którym nagrał album w 1963 roku.
Lata 60. były pracowitym i produktywnym okresem dla pana Rollinsa. Ale zanim dekada dobiegła końca, znów zniknął. W latach 1966–1972 nie nagrywał i prawie nie koncertował, spędzając większość czasu w Japonii i Indiach, co później określił jako duchowe poszukiwania. Wrócił do studia w 1972 roku, aby nagrać „Sonny Rollins’ Next Album” dla małej wytwórni Milestone, dla której kontynuował nagrywanie przez ponad 30 lat i wkrótce znów znalazł się w czołówce świata jazzu.
Krytycy często byli nieżyczliwi dla Rollinsa w latach po jego powrocie, zwłaszcza gdy, podobnie jak wielu jego kolegów po fachu w latach 70. i 80., pokochał instrumenty elektryczne i rockowe rytmy. Współpracował nawet z zespołem The Rolling Stones, dogrywając partie saksofonu do trzech utworów na ich albumie „Tattoo You” (1981), choć odrzucił ofertę wspólnej trasy koncertowej. Podczas występów zaczął kłaść nacisk na elementy swojej muzyki, które w oczywisty sposób podobały się publiczności, zwłaszcza na zamiłowanie do calypso.
„Często krytykują mnie za lata 70. i 80., bo używałem rytmu i gitar, ale niewiele z tego rozumiem” – powiedział w 2001 roku. „Starałem się znaleźć różne sposoby, aby moja muzyka była istotna. Nigdy nie uważałem się za kogoś, kto osiągnął szczyt, nie potrafiąc zagrać calypso ani backbeatu”.
Krytyka, z którą się spotykał – która trwała również po latach 80. – często charakteryzowała się niezwykłą mieszanką podziwu i żalu. Recenzując koncert z 1993 roku, Peter Watrous z „The Times” chwalił Rollinsa jako „jednego z największych improwizatorów chodzących po tej ziemi”, ale nazwał go również „człowiekiem, który z uporem marnuje kapitał geniuszu”, który „gra muzykę, która rzadko podważa jego własne historyczne osiągnięcia i która w swojej prostocie zdaje się schlebiać publiczności”. Rollins, jak napisał, „wydaje się niezdolny lub niechętny do zaprezentowania się w kontekście, który nadałby godność jego wielkim umiejętnościom, a nawet do ich uznania”.
Pomimo recenzji, pan Rollins osiągnął w tamtych latach największy sukces w swojej karierze. Choć publiczność jazzowa wahała się, był on niezmiennie jedną z najpopularniejszych atrakcji koncertowych. Dużą zasługę w tym sukcesie przypisywał swojej żonie, Lucille (Pearson) Rollins, która była również jego menedżerką i współproducentką wielu albumów.
Pani Rollins zmarła w 2004 roku. Wcześniejsze małżeństwo z aktorką i modelką Dawn Finney zakończyło się rozwodem. Nie przeżył żaden z członków najbliższej rodziny.
Pan Rollins przez wiele lat mieszkał zarówno na Dolnym Manhattanie, jak i w północnej części stanu Germantown w stanie Nowy Jork. Po zamachach terrorystycznych w 2001 roku opuścił swoje mieszkanie na Manhattanie. W 2013 roku przeniósł się z Germantown do Woodstock w stanie Nowy Jork.

Eksperymenty i wyróżnienia
Chociaż pracował głównie z małymi zespołami, pan Rollins czasami eksperymentował z innymi konfiguracjami. W 1985 roku dał solowy koncert w Museum of Modern Art w Nowym Jorku, improwizując przez dwie godziny bez akompaniamentu. W tym samym roku wykonał w Tokio swój „Koncert na saksofon tenorowy i orkiestrę” z Orkiestrą Symfoniczną Yomiuri Nippon. („Próbowałem połączyć dwa elementy, pozostając wiernym formie symfonicznej i jednocześnie swojemu stylowi gry” – wyjaśnił).
Pan Rollins kontynuował tournée i nagrywanie aż do XXI wieku. Starał się również jak najlepiej przetrwać zmiany w branży muzycznej.
W 2005 roku założył własną wytwórnię płytową Doxy, nazwaną na cześć jednego ze swoich najsłynniejszych utworów, która wydała dobrze przyjętą serię albumów koncertowych. W 2006 roku pan Rollins – który w wywiadzie dla „The Times” powiedział w tym roku: „Sam nienawidzę technologii” – zaczął oferować darmowe klipy audio i wideo na nowo utworzonej stronie internetowej sonnyrollins.com.
W późniejszych latach pan Rollins otrzymał mnóstwo wyróżnień. Dwukrotny zdobywca nagrody Grammy, w 2004 roku otrzymał nagrodę Grammy za całokształt twórczości. W 2010 roku został wybrany do Amerykańskiej Akademii Sztuki i Nauki (American Academy of Arts and Sciences) i jako pierwszy muzyk jazzowy otrzymał prestiżowy Medal Edwarda MacDowella za osiągnięcia w dziedzinie sztuki. W 2011 roku otrzymał zarówno Narodowy Medal Sztuki, jak i odznaczenie Kennedy Center Honor. (Pochwały rozpoczęły się znacznie wcześniej: w 1983 roku National Endowment for the Arts przyznało mu tytuł Mistrza Jazzu).
Pomimo wyróżnień, kontynuował poszukiwania – jak sam to ujął w wywiadzie dla „The Times” w 1984 roku – „brzmienia ostatecznego”.
„Dlatego wciąż ćwiczę” – powiedział. „Będę wiedział, kiedy znajdę brzmienie ostateczne, ponieważ będę w pełni spełniony samym jego brzmieniem i tym, co potrafię z nim zrobić instrumentalnie”.
Archiwum pana Rollinsa, w tym setki nagrań z prób i sesji treningowych, zostało nabyte w 2017 roku przez Schomburg Center for Research in Black Culture w Harlemie. W tym samym roku w Radzie Miasta Nowego Jorku złożono projekt ustawy o nadaniu jego imieniu mostowi Williamsburg. (Projekt nie został przyjęty, ale kampania na rzecz zmiany nazwy mostu trwa).
Po śmierci jego kolegi saksofonisty Benny'ego Golsona w 2024 roku, pan Rollins został ostatnim żyjącym z 58 muzyków uchwyconych przez fotografa Arta Kane'a na jego słynnym grupowym portrecie dla magazynu Esquire „Harlem 1958”.
„Byłem fanem” – powiedział pan Rollins „The Times”, wspominając sesję zdjęciową w 2024 roku. „Byłem na zdjęciu, ale nie jako muzyk – choć akurat byłem tam jako muzyk – ale śledziłem jazz przez całe moje krótkie życie, więc wiedziałem o tych chłopakach bardzo dużo”. Dodał, że jest szczególnie dumny z tego, że został sfotografowany obok „moich idoli, Colemana Hawkinsa i Lestera Younga”.
W późniejszych latach pan Rollins zmagał się z problemami układu oddechowego. Nigdy oficjalnie nie ogłosił przejścia na emeryturę, ale w 2012 roku, po zdiagnozowaniu u niego zwłóknienia płuc, dał swój ostatni publiczny występ. Dwa lata później przestał również grać w domu.
„Powodem, dla którego moja emerytura nastąpiła po cichu, było to, że moje problemy zdrowotne narastały stopniowo” – powiedział magazynowi „The New York Times” w 2020 roku. „Zajęło mi trochę czasu, zanim zdałem sobie sprawę, że to już przeszłość”.
„Kiedy musiałem przestać grać” – powiedział – „było to dość traumatyczne. Ale zdałem sobie sprawę, że zamiast lamentować i płakać, powinienem być wdzięczny za to, że „Mogłem zajmować się muzyką przez całe życie”.



Sonny Rollins , jeden z najwybitniejszych saksofonistów jazzowych wszech czasów, zmarł w wieku 95 lat w swoim domu w Woodstock w stanie Nowy Jork. Jego odejście ogłoszono w poniedziałek na jego stronie internetowej „z głębokim smutkiem i ogromną miłością”, a towarzyszyła temu refleksja samego Rollinsa: „Wierzę, że kiedy osoba twórcza umiera, nadal istnieje w życiu pozagrobowym. Wierzę, że to życie nie jest końcem wszystkiego. Osoba duchowa nie myśli w ten sposób”.
Branford Marsalis, muzyczny geniusz, nazwał go „największym improwizatorem w historii jazzu”, obok Louisa Armstronga; Barack Obama, wręczając mu Narodowy Medal Sztuki w 2011 roku, powiedział, że Rollins zainspirował go do „podejmowania ryzyka, na które inaczej by się nie zdecydował”. Rollins, mający na koncie ponad 60 albumów wydanych od końca lat 40. XX wieku — w tym współpracę z Milesem Davisem, Theloniousem Monkiem, Johnem Coltrane’em i innymi — był jedną z ostatnich żyjących gwiazd pokolenia bebopu, które przekształciło jazz w dotąd nieznany obszar ekspresji.


3.

Moskwa chce „zdestabilizować” Europę, ostrzega szef UE, podczas gdy kraje wzywają ambasadorów Rosji w związku z groźbami Kijowa
https://www.theguardian.com/world/live/2026/may/26/europe-ukraine-russia-lithuania-eu-heatwave-hungary-magyar-france-latest-news-updates
„Kiedy państwa bałtyckie są wystawiane na próbę, wystawiana jest na próbę cała Europa” – mówi von der Leyen
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen rozpoczęła swoje przemówienie od stwierdzenia, że państwa bałtyckie „przeżywają to, co wielu uważało za należący do innej epoki”.
„Alarm o nalotach, rodziny szukające schronienia, zamykane szkoły, utrudniony transport. Taka jest rzeczywistość na wschodniej granicy Europy w 2026 roku.
Dziś jest tutaj. Jutro będzie gdzie indziej wzdłuż wschodniej granicy.
Ostrzega, że to celowa strategia Rosji, mająca na celu destabilizację naszych demokratycznych społeczeństw”.
Mówi, że UE „musi jasno powiedzieć, co to oznacza” i że „to nie są odosobnione przypadki, to celowa strategia Rosji, mająca na celu destabilizację naszych demokratycznych społeczeństw”.
„Europa jest w pełni solidarna i jednomyślna z Estonią, Łotwą i Litwą, ponieważ gdy państwa bałtyckie są wystawiane na próbę, wystawiana jest na próbę cała Europa”.
Twierdzi, że UE inwestuje więcej w gotowość bojową i niezbędne projekty obronne.

Tymczasem agencja Reuters podała, że NATO wzmocni obronę swojej wschodniej flanki, powołując nową strukturę, która ułatwi szybkie rozmieszczenie wojsk na Łotwie i w Estonii w razie wojny z Rosją.
Obecnie siły NATO we wszystkich trzech krajach bałtyckich, a także w północnej Polsce, podlegają dowództwu jednego, wielonarodowego dowództwa w Szczecinie. Planowana zmiana podkreśla strategiczne znaczenie państw bałtyckich, które znalazły się w centrum uwagi od czasu inwazji Rosji na Ukrainę.
Agencja Reuters wyjaśniła, że przydzielenie drugiego korpusu dla regionu pozwoli NATO na „szybkie wprowadzenie masy”, jak to określił jeden z wojskowych, odnosząc się do ograniczonej głębi strategicznej i podatności regionu na ataki. W pełni operacyjny korpus armii zazwyczaj dowodzi trzema dywizjami, czyli od 40 000 do 60 000 żołnierzy.
W czasie pokoju funkcjonuje ona zazwyczaj jako szkieletowa struktura dowodzenia, ze specjalistycznymi funkcjami, takimi jak artyleria, obrona przeciwlotnicza i służba medyczna, aby umożliwić szybkie rozmieszczenie wojsk, gdy zajdzie taka potrzeba.
Niemcy i Holandia, we współpracy z NATO, osiągnęły porozumienie w sprawie przydzielenia Niemiecko-Holenderskiego Korpusu, stacjonującego w Niemczech, do obrony Łotwy i Estonii, poinformowały we wtorek źródła wojskowe Reutera.


4.
„Wskazówka zegara się nie cofnie, a narody i terytoria regionu nie będą już tarczą dla amerykańskich baz. Ameryka nie będzie już miała bezpiecznej przystani dla swoich występków i dla instalacji baz wojskowych w regionie” – oświadczył Najwyższy Przywódca Modżtaba Chamenei w swoim orędziu na pielgrzymkę, o którym poinformowała irańska agencja informacyjna Tasnim.
„Izrael zbliża się do końca. Zniszczony reżim syjonistyczny i nowotworowy guz Izraela zbliżają się do ostatnich etapów swojej nędznej egzystencji i, z łaski Bożej – i zgodnie ze stanowczymi i dalekowzrocznymi słowami wypowiedzianymi dziesięć lat temu przez naszego wspaniałomyślnego, męczennika (niech Bóg uświęca jego czystą duszę) – nie przeżyje kolejnych dwudziestu pięciu lat” – ostrzegł Modżtaba Chamenei.

Iran oskarżył Stany Zjednoczone o naruszenie zawieszenia broni poprzez ataki na wyrzutnie rakiet i statki na południu i zagroził ostrą reakcją. „«Terrorystyczna» armia amerykańska, kontynuując swoje nielegalne i prowokacyjne działania”, w szczególności „dokonując w ciągu ostatnich 48 godzin kilku aktów agresji przeciwko irańskim statkom handlowym, naruszyła zawieszenie broni w rejonie Hormozganu” – czytamy w oświadczeniu Ministerstwa Spraw Zagranicznych opublikowanym przez agencję informacyjną ISNA. „Te agresywne działania, w połączeniu z trwającym procesem dyplomatycznym, w którym pośredniczył Pakistan, po raz kolejny uwypuklają złą wolę i zaniedbanie obowiązków wobec narodu irańskiego” – podkreślono. Stąd „fundamentalna postawa narodu irańskiego, na wszystkich frontach – militarnym, politycznym i dyplomatycznym – oparta na głębokiej nieufności wobec systemu USA”. Teraz „odpowiedzialność za wszystkie konsekwencje spadnie na rząd Stanów Zjednoczonych” – ostrzegł Teheran – „Islamska Republika Iranu nie pozostawi żadnej agresji bez odpowiedzi i nie zawaha się bronić Iranu z najwyższą determinacją”.


5.

Trump zorganizuje rzadkie posiedzenie gabinetu w Camp David w obliczu rosnącego napięcia w Iranie po atakach USA
Oczekuje się, że wszyscy członkowie gabinetu – łącznie z ustępującą dyrektor wywiadu narodowego Tulsi Gabbard – będą towarzyszyć Trumpowi w jego prezydenckiej rezydencji na prowincji w Maryland.
https://nypost.com/2026/05/26/us-news/trump-to-make-rare-trip-to-camp-david-as-iran-tensions-rise-over-us-strikes/
Donald Trump zwołał na jutro posiedzenie gabinetu w Camp David. Wszyscy członkowie gabinetu mają się pojawić jutro w historycznej rezydencji prezydenckiej w górach Maryland, rzadko odwiedzanej przez Trumpa. Na spotkanie zaproszono również ustępującą dyrektor Wywiadu Narodowego Tulsi Gabbard. Biały Dom poinformował, że program spotkania obejmuje „ostatnie sukcesy administracji” w dziedzinie gospodarki i zwalczania nadużyć finansowych, a także „aktualności z polityki zagranicznej”. Jednak podróż jest utrudniona przez niepewną pogodę. Dziś w Waszyngtonie pada ulewny deszcz, który, jeśli się utrzyma, może uniemożliwić podróż helikopterem, tradycyjnym środkiem transportu prezydentów do Camp David.


6.

Czeska policja wypuściła rosyjskiego biskupa po znalezieniu w jego samochodzie „białego proszku”
Rosja twierdzi, że aresztowanie biskupa Hilariona, przewodniczącego prawosławnej wspólnoty w Karlowych Warach, było motywowane politycznie
https://www.theguardian.com/world/2026/may/26/czech-police-release-russian-bishop-after-white-powder-found-in-his-car
Czeska policja wypuściła biskupa Kościoła Prawosławnego, który został zatrzymany pod zarzutem posiadania narkotyków. Moskwa potępiła aresztowanie, twierdząc, że było ono motywowane politycznie.
Biskup Hilarion, znany również pod świeckim imieniem Grigorij Alfejew, został w niedzielę zatrzymany przez policję w Karlowych Warach, uzdrowisku w zachodnich Czechach, popularnym wśród rosyjskich turystów, po tym jak funkcjonariusze odkryli w bagażniku jego samochodu pojemniki z białą substancją.
W oświadczeniu opublikowanym we wtorek po zwolnieniu bez postawienia zarzutów Hilarion stwierdził, że badania kryminalistyczne potwierdziły, że substancja była zakazanym narkotykiem, ale upierał się, że został wrobiony.
„Samo odkrycie zakazanej substancji nie odpowiada na kluczowe pytanie – w jaki sposób te przedmioty znalazły się w pojeździe” – czytamy w jego wpisie na Telegramie.
60-letni Hilarion jest przywódcą rosyjskiej wspólnoty prawosławnej w Karlowych Warach, gdzie mieszka spora diaspora rosyjska.
Czeska centrala ds. narkotyków poinformowała, że pojazd biskupa został zatrzymany po otrzymaniu anonimowego zgłoszenia o przewozie narkotyków i substancji psychotropowych.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji nazwało aresztowanie „celową, zaplanowaną prowokacją”.
Rosyjski Kościół Prawosławny opisał incydent jako „klasyczną prowokację”, natomiast rosyjskie MSZ poinformowało, że wezwało chargé d'affaires Czech w Moskwie, Jana Ondřejkę, aby oficjalnie zaprotestować przeciwko zatrzymaniu.
Hilarion wcześniej stał na czele departamentu ds. stosunków zewnętrznych Kościoła Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, pełniąc funkcję ministra spraw zagranicznych.
Hilarion, niegdyś uważany za bliskiego powiernika patriarchy Cyryla, potężnej głowy Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego i bliskiego sojusznika Władimira Putina, w ostatnich latach popadł w niełaskę kierownictwa cerkwi. …


7.

https://wyborcza.pl/7,162657,32811608,gdy-widze-jak-polska-i-polonia-stopniowo-brunatnieja-liliental.html#s=S.TD-K.C-B.8-L.1.duzy
Autor jest kanadyjskim działaczem polonijnym, felietonistą, doktorem nauk technicznych, absolwentem Politechniki Warszawskiej. Urodził się w Warszawie w polskiej rodzinie o korzeniach żydowskich kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej.

Płacz, ukochany kraju!
Kiedy w latach 50. ubiegłego stulecia dorastałem w Unii Płd. Afryki, obecnie RPA, w ręce wpadła mi książka „Cry, the Beloved Country" („Płacz, ukochany kraju"), dzięki której pisarz Alan Paton zyskał światową sławę.
To był głośny krzyk przeciwko rasizmowi w tym państwie białych panów i czarnych służących. Autor kochał swój kraj, ale nie mógł się pogodzić z nieludzkim apartheidem. Podoba mi się zdanie: „Paton napisał tę książkę, by natchnąć swoich białych współobywateli do wytworzenia partnerstwa i szacunku dla doskonalenia całej Południowej Afryki, jak również z powodu nostalgii za swoją ojczyzną".
Dziś, gdy z daleka i z tęsknotą patrzę na moją ojczystą Polskę, podzieloną na wrogie sobie społeczności, nieznajdujące wspólnego języka, gdy widzę, jak Polska i nawet Polonia stopniowo brunatnieją, moje uczucia wyrażam, niestety, dosłownie tytułem tej książki.

123 lata zaborów i niszczenia rodzimych tradycji, języka i aspiracji narodowych zrobiły swoje. Po 1918 r. trzeba było olbrzymich wysiłków, żeby zjednoczyć Polaków z zaborów, wrogich sobie. I już w 2022 r., wciąż niemal u progu nowonarodzonego państwa, dała o sobie znać zaszczepiana przez ośrodki nacjonalistyczne nienawiść do Żydów. Skutek: zamordowanie prezydenta Gabriela Narutowicza tylko dlatego, że jego zwycięstwu w wyborach pomogły głosy kilku posłów żydowskich. Nienawiści nie zapobiegło to, że oficerowie pochodzenia żydowskiego walczyli o wolność Polski w legionach Piłsudskiego.

Kilka dni temu minęła rocznica zamachu majowego. Nowa władza, po objęciu stanowisk, nazwała sama siebie sanacją, czyli uzdrowieniem. Tylko że z kulejącej demokracji Polska zmieniła się w autokrację, quasi dyktaturę, w której opozycjonistów więziono w Berezie Kartuskiej. Pod wpływem oficjalnych wypowiedzi niektórych przedstawicieli Kościoła Katolickiego rząd sanacyjny usankcjonował getta ławkowe na wyższych uczelniach. Jednocześnie prowadzono politykę wrogą wobec mieszkających w Polsce Ukraińców, ograniczając im prawo do nauki języka ojczystego w szkołach i paląc ich cerkwie.

Okupacja hitlerowska wydobyła z ludzi zachowania ekstremalne. Jedni, z narażeniem życia, ratowali przeznaczonych przez okupanta na śmierć Żydów, inni ich wydawali Niemcom, trafiali się nawet tacy, którzy sami ich mordowali, co udokumentował w książce „Karski" prof. Andrzej Żbikowski. Duża część społeczeństwa była po prostu obojętna na ich los.
Jednym z haseł propagandowych rządu PKWN było chwalenie faktu, że kraj w nowych granicach był „nareszcie homogeniczny pod względem etnicznym". To miało być czymś dobrym, z czego ludność polska powinna się cieszyć. Ale w 1968 r., po latach niedostatków i wzrastającego niepokoju społecznego, władza komunistyczna dobrze wiedziała, że zagranie kartą antyżydowską uspokoi przynajmniej część społeczeństwa, wskazując „winnych" i zmuszając kilkanaście tysięcy ludzi do emigracji.
I tu widzę swoisty paradoks. W siermiężnym i opresyjnym PRL, nigdy nie było większej jedności i dobrej woli w narodzie, jak w czasie Karnawału Solidarności. Natomiast dziś, gdy Polacy żyją w wolnym i zasobnym kraju, jesteśmy skłóceni w stopniu graniczącym z nienawiścią.
Wraz z odzyskaniem niepodległości i przywróceniem demokracji przyszła wolność słowa. Wyglądało na to, że władzę będzie przejmować to środowisko, które lepiej przekona społeczeństwo do swoich haseł. Wkrótce okazało się, że wolność słowa oznacza też wolność szczucia na przeciwnika i na inne grupy etniczne, jeśli populistom ma to przynieść korzyści polityczne.
Nieżyjący już Andrzej Lepper przepowiedział, że Wersal już nigdy do Sejmu nie wróci. Do tego doszło obsadzenie sądów, łącznie z Trybunałem Konstytucyjnym sędziami wybranymi przez ówczesną większość polityczną, co trwa do dziś. Doszło kłamstwo. Po tragedii smoleńskiej wmówiono części społeczeństwa, że to był zamach. Pomimo licznych stwierdzeń niezależnych badaczy, których raportów tzw. Podkomisja Macierewicza nie publikowała, kłamstwo to powtarzane jest uporczywie od szesnastu lat, dzieląc Polaków na wrogie obozy.
Kiedy putinowska Rosja zaatakowała Ukrainę, Polacy gremialnie pospieszyli z pomocą dla uchodźców, zyskując uznanie, a nawet podziw wielu innych krajów. Ale sielanka trwała krótko. Wojna hybrydowa Putina przywiodła na granicę z Białorusią, masy uchodźców z bliskiego Wschodu i Afryki, którzy uciekając od terroru w swoich krajach, uwierzyli, że droga do Europy przez Polskę jest najłatwiejsza i najbezpieczniejsza.
Propaganda PiS o pierwotniakach i pasożytach, o islamizacji kraju, o gwałtach i terrorze ze strony „nachodźców" zrobiła swoje. Duża część Polaków przestraszyła się, a rasistowskie i ksenofobiczne hasła ze stadionów oraz tzw. „Marszu Niepodległości" spowodowały, że strach zapanował u wielu Polaków przed wszelkimi migrantami, łącznie z Ukraińcami.
Kiedy w październiku 2023 r. koalicja partii demokratycznych wygrała wybory, liczyliśmy na to, że rządy prawicy zostaną rozliczone, a obiecane „konkrety" wykonane. Cieszyliśmy się, że tuba propagandowa PiS – TVP, stała się przyzwoitą stacją telewizyjną o wysokich standardach dziennikarskich. Ale inne aspekty poprzednich rządów pozostały.
Wolność słowa pozwoliła skrajnie prawicowym ugrupowaniom głosić rasistowską, homofobiczną i antyunijną propagandę. Jawnie propagowana „Piątka Mentzena" o Polsce „bez Żydów, Ukraińców, LGBT, Unii Europejskiej i podatków" przyciąga ludzi, którym takie hasła widocznie odpowiadają. Konfederacja Korony pod przewodnictwem Grzegorza Brauna dokonuje szeregu gwałtownych antyżydowskich i antyunijnych happeningów, za które w normalnym kraju ich lider powinien odpowiadać przed sądem. Ale w jego przypadku konieczna jest długa procedura uchylenia chroniącego go immunitetu. A jego wybryki podobają się wielu fanom, którzy uwielbiając go, tworzą „szeroki front gaśnicowy."  Dla wielu antyżydowska nienawiść jest formą „prawdziwego patriotyzmu".    

Przez Polskę przetacza się fala nacjonalizmu polegająca na chuligańskiej przemocy słownej lub fizycznej wobec ludzi tylko za to, że mają inny kolor skóry, czy mówią innym językiem. Nie ma kraju w Europie, w którym ukraińscy uchodźcy byliby traktowani równie źle, jak w Polsce, to znamienne zdanie z tekstu Pęknięta czaszka Artema i milczenie polityków Michała Olszewskiego.
Rządząca koalicja demokratyczna wydaje się skręcać w swej polityce coraz bardziej na prawo. Żeby zadowolić ksenofobów, Ukraińcom niepracującym odebrano dotychczas przyznawany dostęp do opieki zdrowotnej oraz świadczenie „800 plus", co stanowi tragedię dla matek wychowujących małe dzieci. Jeśli poprzedni rząd straszył uchodźcami na granicy z Białorusią, nowy rząd pokazał, że granicę tę uszczelnił.  Aktywiści niosący pomoc humanitarną w Gazie cieszą się w pełni należnym im szacunkiem polskich władz, ale ci, którzy taką samą pomoc niosą migrantom szukającym na granicy z Białorusią azylu w Polsce ciągani są po sądach. Z ust niektórych przedstawicieli władz padają słowa uwłaczające godności tych, którzy usiłują nieść pomoc. Zacytuję tu słowa bp. Krzysztofa Zadarko, wypowiedziane jeszcze w 2023 r. w Poznaniu: „Nazywanie zdrajcą kogoś, kto jest gotów w nocy wziąć plecak i iść do lasu na ratunek drugiemu człowiekowi jest złem, którego nie przewidziała Ewangelia."
Rozliczanie bezprawia dokonanego przez PiS grzęźnie w prokuraturze, chyba z obawy, że PiS wróci do władzy. Zbigniew Ziobro śmieje się w głos, korzystając z parasola amerykańskiego. Coraz więcej ludzi związanych z wartościami postępowymi i tolerancją wobec inności deklaruje, że już nie zagłosuje więcej na KO, bo są rozczarowani. Tylko co będzie, jeśli władzę przejmie z powrotem prawica?
Targa mną pesymizm. Czy tak miała wyglądać wolność? Chcę wierzyć, że opamiętamy się w porę. Że wieloletnia historia wskrzeszania ksenofobii się skończy i zrozumiemy wszyscy, że ludzie „inni" nie są wcale inni, ani gorsi. W Kanadzie, gdzie żyję, celebruje się różnorodność.
Ale ja myślę o Polsce. Żebyśmy nie musieli powtarzać za autorem z Płd. Afryki: Płacz, ukochany kraju.


8.

https://wyborcza.pl/7,75410,32812685,ludzie-kultury-pisza-do-ministry-cienkowskiej-kazda-forma.html#s=S.TD-K.C-B.1-L.2.duzy
Polityka Izraela budzi skojarzenia z "polityką najgorszych ludobójczych reżimów znanych z historii" - piszą polscy ludzie kultury w liście otwartym do ministry Cienkowskiej. …
Żądają, by instytucja traktowała Izrael i jego obywateli tak samo, jak "traktuje się Federację Rosyjską i jej obywateli po agresji na Ukrainę". W liście przekonują: "Skala zniszczeń w Gazie jest niewyobrażalna. Obejmuje nie tylko ogromną większość zabudowy miasta, ale też skażenie środowiska i całą infrastrukturę niezbędną do przeżycia dwumilionowej społeczności w tym wodociągi, kanalizację, oczyszczalnie ścieków, elektrownie. Odbudowa Strefy ma wedle raportów zająć kilkadziesiąt lat".
Podkreślają, że Palestyńczycy – mimo tzw. zawieszenia broni – wciąż są zabijani, m.in. w obozach dla uchodźców, a także wypędzani z własnych domów na Zachodnim Brzegu i we wschodniej Jerozolimie.
Dodają też, że aktualna polityka Izraela budzi skojarzenia z "polityką najgorszych ludobójczych reżimów znanych z historii". Uważają, że każda forma współpracy z instytucjami kulturalnymi tego państwa "okrywa dziś polską kulturę hańbą".
========
Borze zielony, ileż niecenzuralnych słów komentarza ciśnie się na usta D.O.!


9.

Korea Południowa planuje zwodować pierwszy okręt podwodny z napędem atomowym w połowie lat 30. XXI wieku: minister obrony
https://en.yna.co.kr/view/AEN20260526007952315?section=national/defense

Korea Północna wystrzeliwuje pociski balistyczne CRBM i rakiety artyleryjskie w kierunku Morza Żółtego: JCS
https://en.yna.co.kr/view/AEN20260526005852315?section=national/defense
Nieco ponad miesiąc po ostatnim wystrzeleniu Korea Północna ponownie testuje swoje pociski. Południowokoreańskie wojsko – zawsze pierwsze, które informuje o wystrzeleniach Korei Północnej – twierdzi, że pociski obejmowały „kilka pocisków balistycznych krótkiego zasięgu i rakiet artyleryjskich”, wystrzelonych w kierunku Morza Żółtego „z rejonu Dżongju w prowincji Pjongjan Północny około godziny 13:00” czasu lokalnego. „Pociski przeleciały około 80 kilometrów, zanim wpadły do morza” – oświadczyło południowokoreańskie Połączone Kolegium Szefów Sztabów. Wojsko w Seulu uważa, że w wystrzeleniu wykorzystano również „samobójcze drony”, jak donosi południowokoreańska agencja prasowa Yonhap.
Ostatni wystrzelenie rakiety przez reżim Kim Dzong Una miało miejsce 19 kwietnia: wówczas północnokoreańskie media państwowe podały, że „pociski balistyczne ziemia-ziemia były wyposażone w bomby kasetowe i głowice odłamkowe”.

Dzisiejsze wodowanie nastąpiło zaledwie kilka godzin po tym, jak prezydent Korei Południowej Lee Jae-myung, przemawiając na posiedzeniu gabinetu, wezwał do przyspieszenia działań na rzecz pozyskania okrętu podwodnego o napędzie atomowym. Później tego samego dnia minister obrony Korei Południowej Ahn Gyu-back ogłosił, że Seul zamierza zwodować swój pierwszy okręt podwodny o napędzie atomowym do połowy lat 30. XXI wieku w ramach nowego programu mającego na celu przeciwdziałanie zagrożeniom ze strony Korei Północnej.
Okręt podwodny będzie napędzany niskowzbogaconym uranem i zostanie opracowany oraz zbudowany w Korei Południowej, powiedział Ahn. Program będzie korzystał z południowokoreańskiego przemysłu jądrowego, stoczniowego i obronnego, przy jednoczesnym zachowaniu zobowiązania Seulu do nienabywania ani nierozwijania broni jądrowej, kontynuował minister. „Będziemy dążyć do zwodowania pierwszego okrętu podwodnego o napędzie jądrowym w połowie lat 30. XXI wieku i będziemy kontynuować jego rozwój, aby wszedł on do służby operacyjnej w drugiej połowie lat 30. XXI wieku lub później” – powiedział.
Ahn podkreślił, że Korea Południowa pozostaje wierna swoim międzynarodowym zobowiązaniom w zakresie nierozprzestrzeniania broni jądrowej poprzez współpracę z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej. „Jego wypowiedzi zinterpretowano jako wyraźną próbę rozwiania obaw, że projekt może budzić wątpliwości co do ambicji nuklearnych kraju” – donosił Yonhap. „Będziemy wiernie przestrzegać naszych zobowiązań w zakresie nierozprzestrzeniania broni jądrowej przez cały proces pozyskiwania i zarządzania niskowzbogaconym uranem, w ścisłej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi” – powiedział Ahn. Rząd poinformował, że napęd jądrowy umożliwi nowym okrętom podwodnym znacznie dłuższe pozostawanie pod wodą i zapewni większą mobilność niż obecne okręty podwodne Korei Południowej.
Wystrzelenie rakiety przez Koreę Północną zbiegło się z krążącymi pogłoskami o możliwej wizycie chińskiego przywódcy Xi Jinpinga w Pjongjangu . Południowokoreańskie media donosiły w zeszłym tygodniu, że Xi mógłby odwiedzić Kima „pod koniec maja” (czyli obecnie) lub „na początku czerwca”. Według mediów w Seulu, chiński przywódca może próbować mediacji między północnokoreańskim dyktatorem a prezydentem USA Donaldem Trumpem , co mogłoby utorować drogę do kolejnego spotkania obu państw.


10.

Napięcie między Szwecją a Francją w związku z zakazem sprzedaży saszetek nikotyny w Paryżu. „To jak zakaz bagietek”.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/05/26/news/bustine_nicotina_snus_svezia_francia_divieto-425370706/?ref=RHLM-BG-P16-S1-T1-fdg1
Szwecja atakuje francuskie represje wobec aromatyzowanych saszetek nikotynowych. Francuski rząd wprowadził jeden z najsurowszych w Europie zakazów dotyczących tych małych saszetek, umieszczanych pod językiem i powszechnie używanych w krajach nordyckich, a także sprzedawanych przez producentów jako beztytoniowa alternatywa dla tradycyjnego palenia. We Francji zakazana jest nie tylko ich sprzedaż i import, ale także ich posiadanie i używanie. Ta „suwerenna” decyzja Francji ma jednak wpływ na powszechne stosowanie w Szwecji. Beztytoniowe saszetki nikotynowe są uważane za współczesną ewolucję „snusu”, tradycyjnego skandynawskiego produktu używanego od wieków. Prawdziwy „snus” zawierający tytoń jest zakazany do sprzedaży w Unii Europejskiej, ale Szwecja korzysta z wyjątku uzyskanego po przystąpieniu do UE w 1995 roku. Szwedzkie władze utrzymują, że produkt ten jest częścią kultury narodowej i często jest wymieniany jako jeden z powodów niskiego wskaźnika palenia w kraju.
Zgodnie z nowym francuskim rozporządzeniem, wprowadzonym od 1 kwietnia, Szwedowi posiadającemu saszetki z nikotyną grozi do pięciu lat więzienia i grzywna w wysokości 375.000 euro. Wywołało to kontrowersje polityczne, a szwedzki minister handlu Benjamin Dousa potępił ten „absurdalny” środek, posuwając się nawet do porównania go do hipotetycznego zakazu sprzedaży bagietek lub francuskiego wina w Szwecji. Dla szwedzkiego rządu dekret jest nie tylko problemem zdrowotnym, ale także atakiem na jednolity rynek europejski oraz swobodny przepływ towarów i osób.
Szwecja zakwestionowała już francuski plan w 2025 roku, argumentując, że zakaz sprzedaży i posiadania tzw. „białego snusu” stanowi nieproporcjonalne ograniczenie swobodnego przepływu osób w UE. Protest dotarł do Parlamentu Europejskiego, gdzie niektórzy szwedzcy europosłowie z ramienia socjaldemokratów napisali do przewodniczącej Roberty Metsoli, potępiając środek, który ich zdaniem uderza „w samo sedno rynku wewnętrznego”. Francja jednak nadal broni tej decyzji, argumentując, że produkty te, często aromatyzowane i promowane w mediach społecznościowych, są szczególnie atrakcyjne dla młodych ludzi i prowadzą do uzależnienia. Francuskie organy ochrony zdrowia zaklasyfikowały niektóre doustne produkty nikotynowe jako substancje toksyczne, ale wykluczyły z zakazu papierosy, produkty do waporyzacji oraz dopuszczone substytuty nikotyny, takie jak gumy do żucia czy inhalatory.


11.
Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Wolisz, Czytelniku, debila, czy alfonsa?


Komentarze

  1. List do Ministry kultury wprawił mnie w obrzydzenie. Wstyu ani rozumu nie mają. Dziękuję za całość D.O. , niezmiennie podziwiam dziennikarską pracę Redaktora.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga