DRUGI OBIEG
Środa, 6 maja 2026
1.
Karol Karolinie kupił korale koloru koralowego, a D.O. kupił żonie ananasa z
banderolką ‘Del Monte’. To okropny światowy koncern żywnościowy, a koncernów,
żywnościowych, czy nie, D.O. nie lubi z zasady. Ale w wielu krajach jest taka
reklama: jakiś sad, grupa rolników w napięciu wpatruje się w faceta, ten że
facet podchodzi do drzewa, zrywa owoc i za pomocą kozika odkraja kawałek,
bierze go do ust, wznosi oczy ku górze, smakuje, a potem kiwa głową z aprobatą.
Rolnicy wtedy zaczynają wiwatować pokrzykując "Człowiek Del Monte
powiedział tak"!
To oczywiście reklama, ale rzeczywiście ananasy z banderolką Del Monte są lepsze
od zwykłych ananasów bez banderolki, ale też drogi jak wszyscy diabli.
No, ale jakoś trzeba było uczcić wczorajsze poranne badania szpitalne, na
zakończenie których pan doktor powiedział D.O.: "no, zdrowszy już pan nie
będzie". A to oznacza, że D. O. nadaje się pod nóż, a raczej niezbyt
dużych rozmiarów nożyk, ale zawsze.
Kiedy to nastąpi? Ba, tego mu nie powiedziano, ale pan doktor, który kroił D.O.
już trzykrotnie, już się dobrze znamy, powiedział że on jest dobrej myśli.
Jeżeli jego dobre myśli się urzeczywistnią, to prawdopodobnie będzie to środa w
przyszłym tygodniu.
2.
Jaka szkoda, że ciepełko już się kończy, bo D.O. lubi ciepełko tak jak misie
lubią miód, tak jak PiS lubi kraść, tak jak alfons lubi bić po mordzie. D.O. lubić
krótkie gacie, lubić t-shirty, a nawet prysznice po nadmiernym poceniu.
Ale wygląda na to, że ciepełko najbardziej lubią młode damy. Bo młode damy
potrafią wspaniale i w sposób wyrafinowany się ubrać i na szczęście staruszków,
jeszcze lepiej i w jeszcze bardziej wyrafinowany sposób potrafią się rozbierać.
Uwielbiają wynosić na spacer wszystkie swoje krągłości, nóżki i pępuszki, a
także plecki bez kiecki. Dla człowieka z lubością uprawiającego people watching
to prawdziwy Klondike. No, ale jako się rzekło, to się już kończy, będzie
chłodniej, będzie plucha więc egoistycznie D.O. chlipie żałośnie, ale ma też
pełną świadomość, jak bardzo ziemia potrzebuje deszczów i to nie jakiś
przelotnych pokropków, tylko solidnych obfitych deszczów. Byle nie
katastrofalnych.
Ilustracja do powyższego:
Ciało jako arcydzieło: sutki, szkielety i tatuaże dominują na rekordowej Met
Gali
3.
Komisja wszczyna formalne postępowanie przeciwko Facebookowi i Instagramowi na
podstawie ustawy o usługach cyfrowych
Komisja Europejska wszczęła dziś formalną procedurę mającą na celu ocenę, czy
Meta, dostawca Facebooka i Instagrama, naruszył przepisy dotyczące usług
cyfrowych.
https://france.representation.ec.europa.eu/informations/la-commission-ouvre-une-procedure-formelle-lencontre-de-facebook-et-dinstagram-au-titre-de-la-2024-04-30_fr
Meta ma biuro zajmujące się wyborami, dezinformacją i zarządzaniem treściami
politycznymi. Pracują tam również byli członkowie amerykańskiego wywiadu i
aparatu bezpieczeństwa. Dlatego Partia Demokratyczna wnosi sprawę do Parlamentu
Europejskiego, prosząc Komisję o wyjaśnienie, kto faktycznie kontroluje
przepływ informacji podczas wyborów.
„Czy dopuszczalne jest, aby przepływ informacji podczas wyborów europejskich
mógł być kształtowany przez nieprzejrzyste struktury zarządzane przez prywatne
platformy, w których działają osoby mające doświadczenie w służbach
wywiadowczych stron trzecich?” – pytają Sandro Ruotolo i Nicola Zingaretti,
zapowiadając pytanie dotyczące Centrów Operacji Wyborczych Meta.
Są to struktury uruchamiane podczas wyborów w celu monitorowania treści,
kampanii i przepływu informacji. Dotyczy to również Włoch, podczas wyborów
europejskich w 2024 roku. Posłowie podkreślają jednak, że „nie ma
przejrzystości w zakresie ich składu, struktury dowodzenia i podejmowanych
decyzji”.
To właśnie w tym kontekście pojawiają się nazwiska. „Faktem” – piszą – „jest,
że wśród osób odpowiedzialnych za politykę wyborczą i zarządzanie dezinformacją
znajdują się osoby z doświadczeniem w wywiadzie, agencjach rządowych i
bezpieczeństwie narodowym państw spoza UE”. Wśród nich są Aaron Berman, Hagan
Barnett, Bryan Weisbard i Mike Bradow.
Berman jest najbardziej rozpoznawalną postacią. Przez ponad piętnaście lat w
CIA zajmował się operacjami wpływu i analizą kampanii informacyjnych mogących
wpływać na procesy polityczne. Opracowywał codzienne briefingi dla prezydenta
USA i liderów ds. bezpieczeństwa narodowego. Od 2019 roku pracuje w Meta, gdzie
obecnie kieruje globalnym zespołem ds. polityki wyborczej: regulacjami
dotyczącymi treści politycznych, przeciwdziałaniem dezinformacji, zarządzaniem
skoordynowanymi kampaniami i nadzorem nad centrami operacyjnymi aktywowanymi
podczas wyborów.
Bradow dołączył do nas z USAID, amerykańskiej agencji zajmującej się programami
współpracy międzynarodowej i demokratycznego zarządzania. W Meta koncentruje
się na weryfikacji faktów i polityce zwalczania dezinformacji. Jego praca
obejmuje również system łączący weryfikację ludzką z algorytmami, a także
modele szkoleniowe w celu identyfikacji i klasyfikacji treści uznanych za
potencjalnie dezinformacyjne.
Weisbard, z doświadczeniem w służbach wywiadowczych i Departamencie Stanu, do
niedawna kierował strategią ochrony prywatności i wykorzystania danych.
Kluczowa rola: zarządzanie informacjami o użytkownikach stanowi fundament, na
którym budowane są systemy klasyfikacji, rekomendacji i dystrybucji treści.
Barnett jest byłym pracownikiem CIA i pracował w Departamencie Skarbu w
sektorze antyterrorystycznym. W Meta zajmuje się zastosowaniem sztucznej
inteligencji w operacjach związanych z integralnością: moderacją, wykrywaniem
złośliwych treści i wsparciem systemu egzekwowania prawa.
„Nie wiemy, czy i jeśli tak, to jaką rolę odegrali w centrach operacyjnych
uruchomionych podczas wyborów europejskich. I to właśnie jest problem” –
podkreślają Ruotolo i Zingaretti. Łączą tę kwestię z tym, co wydarzyło się w
ostatnich latach.
W 2022 roku, podczas włoskich wyborów parlamentarnych, ponad 6,5 miliona
użytkowników brało udział w operacji zbierania i agregacji danych. Według
włoskiego Urzędu Ochrony Danych Osobowych, informacje te zostały wykorzystane
do ingerencji w system filtrowania treści politycznych.
Jednak w 2024 r. badania przeprowadzone przez Uniwersytet w Urbino ujawniły
wyraźną nierównowagę w obiegu informacji podczas kampanii przed wyborami
europejskimi, przy czym treści instytucjonalne były karane, a konta
ekstremistyczne mogły uzyskać znacznie większą widoczność.
„Nie mówimy o kwestii technicznej, lecz demokratycznej” – piszą posłowie do PE.
„Kto decyduje, co jest widoczne, a co nie podczas wyborów? Z jakimi gwarancjami
neutralności? I pod jaką kontrolą społeczną”?
Pytanie jest skierowane do Komisji Europejskiej i wiceprzewodniczącej Henny
Virkkunen, z wyraźnym odniesieniem do ustawy o usługach cyfrowych. Celem jest
zweryfikowanie zaangażowania tych osób i ustalenie czy osoby z agencji
wywiadowczych działały w strukturach aktywnych podczas wyborów.
„Żadna szara strefa nie jest już dłużej tolerowana” – podsumowują Ruotolo i
Zingaretti. „Europejskiej demokracji nie można powierzyć nieprzejrzystym
mechanizmom”.
4.
Jeżeli po świecie chodzi tylu dupków z dyplomami uniwersyteckimi w kieszeni,
oznacza to, że system edukacyjny wymaga pilnej naprawy. Wyższe studia, to
powinny być wyższe studia, kursy naukowe dla wybitnie uzdolnionych ludzi,
których nie uczy się tylko faktów, dat i metodologii, ale także ustawia im się
kręgosłupy moralne. Nie powinno być na świecie ani jednego złodzieja z wyższymi
studiami, ani jednego doktora palącego antyszczepionkowca, ani jednego eksperta
wygłaszającego populistyczne brednie na tematy ekonomiczne, ani jednego
profesora niszczącego kulturę, ani jednego polityka, nie rozumiejącego na czym
polega żywotny interes państwa i narodu, ani jednej istoty ludzkiej z
uniwersyteckim dyplomem, niezdolnej rozróżnić dobro od zła.
Osobna kwestia to możliwość przejścia przez wyższe studia ludzi wierzących w zjawiska
nadprzyrodzone, ustawiający na bajkach swój i cudzy światopogląd, na klechdach,
na opowieściach o cudach i w te cuda wierzących. Długoletnie doświadczenie uczy
D.O., że tacy ludzie mają fatalny wpływ na społeczność, w której żyją.
Wyższe studia to powinien być cenzus oddzielający ludzi z nim, od ludzi bez
niego: świat przecież potrzebuję wykonawców, rzemieślników, urzędników,
robotników, rolników; oni wszyscy też zasługują na szacunek. Ale nie wszyscy
muszą być decydentami, myślicielami, inspiratorami. Większość ludzi dobro
wspólne ma za nic, a ludzie z wyższym wykształceniem powinni od nich różnić się
właśnie pełną świadomości odpowiedzialności za życie i los ludzi niedorosłych
do wyższego wykształcenia.
Ilustracja do powyższego. Nie każdy musi być media workerem, nie każdy
redaktorem. Nie każdy wydawcą.
5.
Wyborcza przyłącza się do kampanii alfonsów na rzecz zmiany Konstytucji.
Zwłaszcza, że ta dyskusja trwa od kilku dekad.
https://wyborcza.pl/7,75398,32769408,prof-ryszard-balicki-po-30-latach-dostrzegam-koniecznosc-dyskusji.html#s=S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy
6.
Trump oskarża papieża o „narażanie” katolików na niebezpieczeństwo, wzniecając
na nowo waśń
Trump znów idzie na wojnę z papieżem Leonem, i to z jakiegoś dziwnego powodu.
https://newrepublic.com/post/209939/trump-pope-endangering-catholics-feud
Prezydent Trump nadal ma zatargi z papieżem Leonem XIV, oskarżając pierwszego
amerykańskiego papieża o „ narażanie wielu katolików na niebezpieczeństwo ” w
poniedziałkowym programie The Hugh Hewitt Show.
Trump bez powodu zaatakował papieża po tym, jak Hewitt stwierdził, że papież
mógłby wypowiedzieć się na temat zatrzymania przez Chiny miliardera z Hongkongu
Jimmy'ego Laia.
„Cóż, papież wolałby mówić o tym, że Iran może mieć broń jądrową… Nie sądzę,
żeby to było dobre” – powiedział Trump. „Myślę, że naraża na niebezpieczeństwo
wielu katolików i wiele osób, ale sądzę, że skoro to zależy od papieża, to
uważa, że Iran może mieć broń jądrową”.
Oczywiste jest, że Trump jest niezwykle zirytowany wyważoną krytyką papieża z
zeszłego miesiąca i od tamtej pory pogrążony w tej jednostronnej waśni. Trump
twierdzi, że papież Leon XIII „naraża” katolików, ponieważ chce, aby Iran
posiadał broń jądrową. Papież Leon XIV nigdy nie powiedział niczego zbliżonego
do tego. Zamiast tego, po prostu skrytykował wojnę Trumpa z Iranem i
towarzyszące jej groźby ludobójstwa, a prezydent od tamtej pory się wycofuje,
nazywając go „słabym w kwestii przestępczości” i wkładając mu w usta słowa, aby
sobie z tym poradzić.
7.
Wizyta Donalda Trumpa u dentysty wywołuje wśród krytyków spekulacje na temat
zdrowia
https://www.newsweek.com/donald-trumps-dental-visit-sparks-health-speculation-from-critics-11909157
Okrągłe kostki prezydenta ponownie trafiają na pierwsze strony gazet i budzą
podejrzenia. 79-letni Donald Trump pokazał swoje bardzo opuchnięte kostki po
powrocie do Białego Domu z weekendowej podróży na Florydę, która obejmowała
„planowaną wizytę u dentysty”, o której jego personel nie poinformował
publicznie. Brak transparentności w kwestii stanu zdrowia prezydenta sprawił,
że każda wizyta lekarska stała się źródłem spekulacji i teorii spiskowych.
Jednak zdjęcia jego opuchniętych kostek, zwanych czasem „cankles” (z połączenia
słów „calf” i „cocks”), zauważono po jego podróży na Florydę i podczas
spotkania w Gabinecie Owalnym z królem Karolem III. Zdjęcie zrobione przez
fotografów towarzyszących magnatowi przedstawia go spacerującego z synem
Donaldem Juniorem po południowym trawniku rezydencji prezydenckiej. Zbliżenie
na zdjęcie ujawniło rozmiar jego lewej kostki, która wydawała się znacznie
większa, niż sugerowano w ostatnich miesiącach. Jego spontaniczna wizyta u
dentysty w sobotę podsyciła kolejne podejrzenia, że stan zdrowia Trumpa jest
gorszy, niż twierdzi Biały Dom.
Donald Trump opuścił swój klub golfowy w Jupiter na Florydzie, aby udać się na
wizytę, która trwała dwie godziny. Źródło w placówce medycznej potwierdziło, że
prezydent rzeczywiście przybył na wizytę u dentysty. Biały Dom później uznał ją
za „planowaną wizytę dentystyczną” i potwierdził, że nie zastosowano
znieczulenia. Komentatorzy telewizyjni zwrócili jednak uwagę, że w Białym Domu
znajduje się gabinet stomatologiczny, w którym wykonuje się również zdjęcia
rentgenowskie. Skoro nie był to nagły przypadek, zastanawiali się, dlaczego nie
skorzystać z jednostki medycznej, utworzonej ponad osiemdziesiąt lat temu,
zaledwie kilka metrów od Gabinetu Owalnego.
8.
Analiza tego, jak Trump stał się historycznie najmniej popularnym prezydentem
https://edition.cnn.com/2026/05/05/politics/trump-approval-rating-analysis-vis
Prezydent Donald Trump najwyraźniej jest mniej popularny niż kiedykolwiek –
także po zamieszkach w Kapitolu 6 stycznia 2021 r.
W rzeczywistości jego średni wskaźnik poparcia na poziomie 35% w sondażu CNN
Poll of Polls oznacza, że flirtuje teraz z terytorium George'a W. Busha. Bush
jest jedynym prezydentem od czasów Jimmy'ego Cartera, którego średnia wynosiła
około 35% lub mniej.
Wszystko to naraża Partię Republikańską na ryzyko ostrej krytyki ze strony
wyborców za zaledwie sześć miesięcy w wyborach uzupełniających w 2026 r.
Jak więc się tu znaleźliśmy?
To było dość stopniowe, stałe pogorszenie przez ponad 15 miesięcy prezydentury
Trumpa. Ale kilka dynamik się wyróżnia.
Kluczowe momenty
Pierwszy raz, kiedy zauważyliśmy znaczący spadek notowań Trumpa, nastąpił…
niemal natychmiast.
Trump objął urząd z najlepszymi notowaniami w historii, a niektóre sondaże
wskazywały, że pod koniec stycznia 2025 r. jego poparcie przekraczało 50%.
Jednak jego miesiąc miodowy był wyjątkowo krótki i szybko stracił kilka punktów
procentowych.
Trudno jednoznacznie określić, co spowodowało ten gwałtowny spadek. Pierwsze
dni Trumpa po powrocie na urząd to lawina jednostronnych działań. Dwoma
prawdopodobnymi winowajcami były jego niezwykle niepopularne ułaskawienia
praktycznie wszystkich oskarżonych z 6 stycznia, nawet tych, którzy napadli na
policję, oraz chaotyczne cięcia w budżecie pracowników i usług rządowych w
Departamencie Efektywności Rządowej (DOGE), wprowadzone przez niezwykle
niepopularnego Elona Muska.
Kolejny przełom nastąpił na początku kwietnia, kiedy Trump naprawdę posunął się
do przodu ze swoimi cłami. Jego ogłoszenie z okazji „Dnia Wyzwolenia” 2
kwietnia w praktyce oznaczało wojnę handlową z przytłaczającą większością
świata. (Sąd Najwyższy w tym roku unieważnił wiele z tych ceł).
Z wyjątkiem Amerykanów, którzy wcześniej byli ciekawi ceł, szybko się im
sprzeciwili. Średnia ocen Trumpa spadła z 45% w momencie ogłoszenia ceł do 41%
miesiąc później.
Kolejne sześć miesięcy było względnie stabilne, pomimo uchwalenia przez kongresową
Partię Republikańską bardzo niepopularnej ustawy Trumpa i nieudolnego
postępowania Departamentu Sprawiedliwości z aktami Epsteina. Sytuacja jednak
znów zaczęła się pogarszać, a Demokraci odnieśli sukces w wyborach w 2025 roku,
wygrywając wybory gubernatorskie w New Jersey i Wirginii z dużą przewagą.
Kolejny punkt zapalny nastąpił w styczniu, kiedy agresywna polityka imigracyjna
Trumpa zakończyła się zabójstwem Renee Good i Alexa Prettiego przez agentów
federalnych w Minneapolis. Administracja szybko zasugerowała, że Good i Pretti
są winni, a nawet że są terrorystami krajowymi. Jednak Amerykanie w
zdecydowanej większości się z tym nie zgodzili.
Ocena Trumpa nie spadła znacząco, ale wydaje się, że częściowo było to
spowodowane tym, że jego administracja nagle wycofała się ze swojej najbardziej
agresywnej taktyki i zmieniła przywódców.
Co prowadzi nas do najważniejszego problemu: wojny z Iranem, którą sondaż
przeprowadzony w piątek wykazał, że 61% Amerykanów uznało za „błąd”.
I znowu notowania Trumpa nie spadły drastycznie; jego średnie poparcie spadło
ze średniego poziomu 38% na początku wojny pod koniec lutego do 35% obecnie.
Jednak wojna spowodowała , że wyniki Trumpa nieco się załamały – zmuszając
ludzi, którzy przez lata wiernie go wspierali, do zmiany nastawienia.
Doprowadziła również do spadku jego wskaźników ekonomicznych.
W sondażu CNN Poll of Polls, będącym średnią ruchomą niedawnych sondaży
pytających dorosłych o opinię na temat sposobu, w jaki Trump sprawuje urząd
prezydenta, odsetek osób, które go obecnie nie akceptują, wynosi 64%, co jest
wynikiem wyższym niż w praktycznie którymkoolwiek sondażu przeprowadzonym w
trakcie jego pierwszej kadencji.
Dlaczego jest niepopularny
Oprócz tych kluczowych momentów indywidualnych, możemy wskazać na kilka rzeczy.
Jednym z nich jest pycha. Trump rządzi jak ktoś, kto naprawdę wierzył, że ma
przytłaczającą władzę, jak twierdził, a nie jak ktoś, kto zdobył większość
głosów powszechnych.
Zrobił mnóstwo rzeczy, które były niepopularne, i często przewidywalne. Podjął
działania, które mogły być popularne – jak na przykład zwiększenie liczby
deportacji – i poszedł w kierunku, który Amerykanie często uważali za „zbyt
daleko idący”, jak represje w Minneapolis. A co być może najważniejsze, przejął
odpowiedzialność za niemal wszystko, działając jednostronnie.
Gospodarka była ewidentnie niestabilna, a ceny uparcie wysokie, ale Trump i tak
postanowił wywołać zamieszanie, wprowadzając globalne cła i wszczynając wojnę z
Iranem. Amerykanie mogą teraz powiązać to bezpośrednio ze swoim długotrwałym
niezadowoleniem gospodarczym.
Drugą kluczową dynamiką jest to, że Trump szkodzi sobie w najważniejszej
kwestii: kosztach utrzymania.
Cła bolą, ale wojna z Iranem jest naprawdę bolesna. Ceny benzyny gwałtownie
wzrosły do ponad 4 dolarów za galon, co spowodowało, że wskaźnik poparcia dla
gospodarki Trumpa w sondażach CNN spadł do rekordowo niskiego poziomu 31%. Jego
i tak już kiepskie wyniki w zakresie kosztów utrzymania jeszcze bardziej spadły
– do tego stopnia, że większość sondaży pokazuje, że 70% lub więcej osób go w
tej kwestii nie popiera.
Trzecim powodem jest po prostu niewłaściwe ustalenie priorytetów.
Nie chodzi tylko o to, że Amerykanom nie podoba się to, co zrobił w sprawie
kosztów utrzymania. Uważają, że zaniedbał tę kwestię.
Z sondażu CNN przeprowadzonego w marcu wynika, że 65% Amerykanów uważa, że
Trump „nie posunął się wystarczająco daleko” w obniżaniu cen, a sondaż CBS
News-YouGov pokazał, że trzy czwarte Amerykanów uważa, że Trump nie skupił się
wystarczająco na obniżaniu cen.
Kiedy Trump faktycznie mówi o gospodarce, często wydaje się nią znudzony.
Tymczasem Trump przeprowadził serię zagranicznych interwencji wojskowych,
które, jak wykazały sondaże, nie wzbudziły większego zainteresowania
Amerykanów.
Z marcowego sondażu CNN wynika, że 67% Amerykanów uważa, że Trump nie poświęcił
wystarczającej uwagi najważniejszym problemom kraju.
Wreszcie, coraz słabiej ocenia się jego kompetencje i możliwości.
Silna gospodarka w jego pierwszej kadencji (aż do pandemii COVID-19) sprawiła, że
osoby, które osobiście go nie lubiły, postrzegały go jako utalentowanego
biznesmena, który potrafił zarządzać krajem.
Teraz to jest pod znakiem zapytania. Sondaż Pew Research Center wykazał
gwałtowny spadek zaufania Amerykanów do zdolności Trumpa do podejmowania
właściwych decyzji w polityce zagranicznej. A nowy sondaż Pew z piątku pokazał,
że co najmniej 60% Amerykanów nie ma zaufania do Trumpa w zarządzaniu władzą
wykonawczą, mądrym używaniu siły zbrojnej, podejmowaniu trafnych decyzji w
polityce zagranicznej ani skutecznej współpracy z Kongresem.
Obawy o bystrość umysłu i stabilność Trumpa również narastały, w związku z
serią werbalnych potknięć. Jeden z niedawnych sondaży wykazał nawet, że 61%
Amerykanów, a nawet 30% Republikanów, zgodziło się ze stwierdzeniem, że Trump
„stał się nieobliczalny z wiekiem”.
Jak przewidywalne są wskaźniki poparcia dla prezydenta?
Wybory uzupełniające są zazwyczaj postrzegane jako referendum w sprawie
prezydenta. Nie zawsze tak jest w 100% – jak w 2022 roku – ale generalnie rzecz
biorąc, tak jest. Im bardziej jesteś niepopularny, tym gorzej radzi sobie twoja
strona.
Niektóre z najgorszych wyborów uzupełniających w historii nowożytnej miały
miejsce, gdy prezydenci mieli wskaźniki poparcia poniżej 50%: Harry Truman w
1946 r. (jego partia straciła 55 miejsc w Izbie Reprezentantów ), Lyndon
Johnson w 1966 r. (48 miejsc), Ronald Reagan w 1982 r. (26 miejsc), Bill
Clinton w 1994 r. (54 miejsca), George W. Bush w 2006 r. (30 miejsc), Barack
Obama w 2010 r. (64 miejsca) i Trump w 2018 r. (42 miejsca).
Z drugiej strony prezydenci, których notowania wynosiły około 60% lub więcej,
prawie zawsze tracili mniej niż 10 miejsc, a nawet zyskiwali poparcie.
Dużym wyjątkiem był rok 2022, kiedy Joe Biden był niepopularny, ale wybory były
dość wyrównane.
9.
Upadek proeuropejskiego rządu Rumunii wywołuje nowy chaos
Koalicja Ilie Bolojana traci wotum zaufania po niecałym roku, w obliczu
polityki oszczędności i wzrostu poparcia dla skrajnej prawicy
https://www.theguardian.com/world/2026/may/05/romania-pro-europe-government-collapses
Proeuropejski rząd Rumunii upadł po przegranej wotum zaufania, wywołując nową
falę niepokojów politycznych niecały rok po zaprzysiężeniu rządzącej koalicji i
przy rosnącym poparciu skrajnej prawicy w sondażach.
„Ten wniosek o wotum nieufności jest fałszywy, cyniczny i sztuczny” –
powiedział parlamentarzystom liberalny premier Ilie Bolojan przed głosowaniem
we wtorek. „Każdy kraj zmagający się z wieloma kryzysami starałby się
konsolidować rządy, a nie je zmieniać”.
Wniosek, złożony przez Socjaldemokratów (PSD), największą partię w parlamencie,
oraz skrajnie prawicowy Sojusz na rzecz Związku Rumunów (AUR), zdobył 281
głosów w 464-osobowym parlamencie. Partia Bolojana, PNL, i jej sojusznicy z USR
nie głosowali.
Lider AUR, George Simion, wezwał do przedterminowych wyborów, twierdząc, że
„głos ludu” został wysłuchany, a jego partia wzięła na siebie odpowiedzialność
za „przyszłość kraju”. Dodał, że los Rumunii „musi zostać rozstrzygnięty
głosami Rumunów”.
Wybory odbędą się jednak dopiero w 2028 r., a przedterminowe głosowanie jest
mało prawdopodobne, głównie dlatego, że AUR wyprzedziła PSD i stała się
najpopularniejszą partią w sondażach od zeszłorocznych wyborów parlamentarnych
i obecnie cieszy się poparciem na poziomie ok. 37%.
========
Faszyści są mistrzami w tworzeniu zamieszania politycznego i mieszania w
głowach wyborców. Niebezpieczeństwo faszystowskiego przewrotu wisi także nad
Polską, a nasza klasa polityczna kłóci się o ambicje kilku zaburzonych
psychicznie, często fanatyków religijnych polityków większości.
Dzień dobry
OdpowiedzUsuńAnalizy stanów psychicznych faceta z brzytwą to brak szacunku dla nas.
OdpowiedzUsuńDobrego dnia...
OdpowiedzUsuń