DRUGI OBIEG
Środa, 6 maja 2026

1.
Karol Karolinie kupił korale koloru koralowego, a D.O. kupił żonie ananasa z banderolką ‘Del Monte’. To okropny światowy koncern żywnościowy, a koncernów, żywnościowych, czy nie, D.O. nie lubi z zasady. Ale w wielu krajach jest taka reklama: jakiś sad, grupa rolników w napięciu wpatruje się w faceta, ten że facet podchodzi do drzewa, zrywa owoc i za pomocą kozika odkraja kawałek, bierze go do ust, wznosi oczy ku górze, smakuje, a potem kiwa głową z aprobatą. Rolnicy wtedy zaczynają wiwatować pokrzykując "Człowiek Del Monte powiedział tak"!
To oczywiście reklama, ale rzeczywiście ananasy z banderolką Del Monte są lepsze od zwykłych ananasów bez banderolki, ale też drogi jak wszyscy diabli.
No, ale jakoś trzeba było uczcić wczorajsze poranne badania szpitalne, na zakończenie których pan doktor powiedział D.O.: "no, zdrowszy już pan nie będzie". A to oznacza, że D. O. nadaje się pod nóż, a raczej niezbyt dużych rozmiarów nożyk, ale zawsze.
Kiedy to nastąpi? Ba, tego mu nie powiedziano, ale pan doktor, który kroił D.O. już trzykrotnie, już się dobrze znamy, powiedział że on jest dobrej myśli. Jeżeli jego dobre myśli się urzeczywistnią, to prawdopodobnie będzie to środa w przyszłym tygodniu.


2.
Jaka szkoda, że ciepełko już się kończy, bo D.O. lubi ciepełko tak jak misie lubią miód, tak jak PiS lubi kraść, tak jak alfons lubi bić po mordzie. D.O. lubić krótkie gacie, lubić t-shirty, a nawet prysznice po nadmiernym poceniu.
Ale wygląda na to, że ciepełko najbardziej lubią młode damy. Bo młode damy potrafią wspaniale i w sposób wyrafinowany się ubrać i na szczęście staruszków, jeszcze lepiej i w jeszcze bardziej wyrafinowany sposób potrafią się rozbierać. Uwielbiają wynosić na spacer wszystkie swoje krągłości, nóżki i pępuszki, a także plecki bez kiecki. Dla człowieka z lubością uprawiającego people watching to prawdziwy Klondike. No, ale jako się rzekło, to się już kończy, będzie chłodniej, będzie plucha więc egoistycznie D.O. chlipie żałośnie, ale ma też pełną świadomość, jak bardzo ziemia potrzebuje deszczów i to nie jakiś przelotnych pokropków, tylko solidnych obfitych deszczów. Byle nie katastrofalnych.
Ilustracja do powyższego:
Ciało jako arcydzieło: sutki, szkielety i tatuaże dominują na rekordowej Met Gali


3.

Komisja wszczyna formalne postępowanie przeciwko Facebookowi i Instagramowi na podstawie ustawy o usługach cyfrowych
Komisja Europejska wszczęła dziś formalną procedurę mającą na celu ocenę, czy Meta, dostawca Facebooka i Instagrama, naruszył przepisy dotyczące usług cyfrowych.
https://france.representation.ec.europa.eu/informations/la-commission-ouvre-une-procedure-formelle-lencontre-de-facebook-et-dinstagram-au-titre-de-la-2024-04-30_fr
Meta ma biuro zajmujące się wyborami, dezinformacją i zarządzaniem treściami politycznymi. Pracują tam również byli członkowie amerykańskiego wywiadu i aparatu bezpieczeństwa. Dlatego Partia Demokratyczna wnosi sprawę do Parlamentu Europejskiego, prosząc Komisję o wyjaśnienie, kto faktycznie kontroluje przepływ informacji podczas wyborów.
„Czy dopuszczalne jest, aby przepływ informacji podczas wyborów europejskich mógł być kształtowany przez nieprzejrzyste struktury zarządzane przez prywatne platformy, w których działają osoby mające doświadczenie w służbach wywiadowczych stron trzecich?” – pytają Sandro Ruotolo i Nicola Zingaretti, zapowiadając pytanie dotyczące Centrów Operacji Wyborczych Meta.
Są to struktury uruchamiane podczas wyborów w celu monitorowania treści, kampanii i przepływu informacji. Dotyczy to również Włoch, podczas wyborów europejskich w 2024 roku. Posłowie podkreślają jednak, że „nie ma przejrzystości w zakresie ich składu, struktury dowodzenia i podejmowanych decyzji”.
To właśnie w tym kontekście pojawiają się nazwiska. „Faktem” – piszą – „jest, że wśród osób odpowiedzialnych za politykę wyborczą i zarządzanie dezinformacją znajdują się osoby z doświadczeniem w wywiadzie, agencjach rządowych i bezpieczeństwie narodowym państw spoza UE”. Wśród nich są Aaron Berman, Hagan Barnett, Bryan Weisbard i Mike Bradow.
Berman jest najbardziej rozpoznawalną postacią. Przez ponad piętnaście lat w CIA zajmował się operacjami wpływu i analizą kampanii informacyjnych mogących wpływać na procesy polityczne. Opracowywał codzienne briefingi dla prezydenta USA i liderów ds. bezpieczeństwa narodowego. Od 2019 roku pracuje w Meta, gdzie obecnie kieruje globalnym zespołem ds. polityki wyborczej: regulacjami dotyczącymi treści politycznych, przeciwdziałaniem dezinformacji, zarządzaniem skoordynowanymi kampaniami i nadzorem nad centrami operacyjnymi aktywowanymi podczas wyborów.
Bradow dołączył do nas z USAID, amerykańskiej agencji zajmującej się programami współpracy międzynarodowej i demokratycznego zarządzania. W Meta koncentruje się na weryfikacji faktów i polityce zwalczania dezinformacji. Jego praca obejmuje również system łączący weryfikację ludzką z algorytmami, a także modele szkoleniowe w celu identyfikacji i klasyfikacji treści uznanych za potencjalnie dezinformacyjne.
Weisbard, z doświadczeniem w służbach wywiadowczych i Departamencie Stanu, do niedawna kierował strategią ochrony prywatności i wykorzystania danych. Kluczowa rola: zarządzanie informacjami o użytkownikach stanowi fundament, na którym budowane są systemy klasyfikacji, rekomendacji i dystrybucji treści.
Barnett jest byłym pracownikiem CIA i pracował w Departamencie Skarbu w sektorze antyterrorystycznym. W Meta zajmuje się zastosowaniem sztucznej inteligencji w operacjach związanych z integralnością: moderacją, wykrywaniem złośliwych treści i wsparciem systemu egzekwowania prawa.
„Nie wiemy, czy i jeśli tak, to jaką rolę odegrali w centrach operacyjnych uruchomionych podczas wyborów europejskich. I to właśnie jest problem” – podkreślają Ruotolo i Zingaretti. Łączą tę kwestię z tym, co wydarzyło się w ostatnich latach.
W 2022 roku, podczas włoskich wyborów parlamentarnych, ponad 6,5 miliona użytkowników brało udział w operacji zbierania i agregacji danych. Według włoskiego Urzędu Ochrony Danych Osobowych, informacje te zostały wykorzystane do ingerencji w system filtrowania treści politycznych.
Jednak w 2024 r. badania przeprowadzone przez Uniwersytet w Urbino ujawniły wyraźną nierównowagę w obiegu informacji podczas kampanii przed wyborami europejskimi, przy czym treści instytucjonalne były karane, a konta ekstremistyczne mogły uzyskać znacznie większą widoczność.
„Nie mówimy o kwestii technicznej, lecz demokratycznej” – piszą posłowie do PE. „Kto decyduje, co jest widoczne, a co nie podczas wyborów? Z jakimi gwarancjami neutralności? I pod jaką kontrolą społeczną”?
Pytanie jest skierowane do Komisji Europejskiej i wiceprzewodniczącej Henny Virkkunen, z wyraźnym odniesieniem do ustawy o usługach cyfrowych. Celem jest zweryfikowanie zaangażowania tych osób i ustalenie czy osoby z agencji wywiadowczych działały w strukturach aktywnych podczas wyborów.
„Żadna szara strefa nie jest już dłużej tolerowana” – podsumowują Ruotolo i Zingaretti. „Europejskiej demokracji nie można powierzyć nieprzejrzystym mechanizmom”.


4.
Jeżeli po świecie chodzi tylu dupków z dyplomami uniwersyteckimi w kieszeni, oznacza to, że system edukacyjny wymaga pilnej naprawy. Wyższe studia, to powinny być wyższe studia, kursy naukowe dla wybitnie uzdolnionych ludzi, których nie uczy się tylko faktów, dat i metodologii, ale także ustawia im się kręgosłupy moralne. Nie powinno być na świecie ani jednego złodzieja z wyższymi studiami, ani jednego doktora palącego antyszczepionkowca, ani jednego eksperta wygłaszającego populistyczne brednie na tematy ekonomiczne, ani jednego profesora niszczącego kulturę, ani jednego polityka, nie rozumiejącego na czym polega żywotny interes państwa i narodu, ani jednej istoty ludzkiej z uniwersyteckim dyplomem, niezdolnej rozróżnić dobro od zła.
Osobna kwestia to możliwość przejścia przez wyższe studia ludzi wierzących w zjawiska nadprzyrodzone, ustawiający na bajkach swój i cudzy światopogląd, na klechdach, na opowieściach o cudach i w te cuda wierzących. Długoletnie doświadczenie uczy D.O., że tacy ludzie mają fatalny wpływ na społeczność, w której żyją.
Wyższe studia to powinien być cenzus oddzielający ludzi z nim, od ludzi bez niego: świat przecież potrzebuję wykonawców, rzemieślników, urzędników, robotników, rolników; oni wszyscy też zasługują na szacunek. Ale nie wszyscy muszą być decydentami, myślicielami, inspiratorami. Większość ludzi dobro wspólne ma za nic, a ludzie z wyższym wykształceniem powinni od nich różnić się właśnie pełną świadomości odpowiedzialności za życie i los ludzi niedorosłych do wyższego wykształcenia.

Ilustracja do powyższego. Nie każdy musi być media workerem, nie każdy redaktorem. Nie każdy wydawcą.


5.

Wyborcza przyłącza się do kampanii alfonsów na rzecz zmiany Konstytucji.
Zwłaszcza, że ta dyskusja trwa od kilku dekad.
https://wyborcza.pl/7,75398,32769408,prof-ryszard-balicki-po-30-latach-dostrzegam-koniecznosc-dyskusji.html#s=S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy


6.

Trump oskarża papieża o „narażanie” katolików na niebezpieczeństwo, wzniecając na nowo waśń
Trump znów idzie na wojnę z papieżem Leonem, i to z jakiegoś dziwnego powodu.
https://newrepublic.com/post/209939/trump-pope-endangering-catholics-feud
Prezydent Trump nadal ma zatargi z papieżem Leonem XIV, oskarżając pierwszego amerykańskiego papieża o „ narażanie wielu katolików na niebezpieczeństwo ” w poniedziałkowym programie The Hugh Hewitt Show.
Trump bez powodu zaatakował papieża po tym, jak Hewitt stwierdził, że papież mógłby wypowiedzieć się na temat zatrzymania przez Chiny miliardera z Hongkongu Jimmy'ego Laia.
„Cóż, papież wolałby mówić o tym, że Iran może mieć broń jądrową… Nie sądzę, żeby to było dobre” – powiedział Trump. „Myślę, że naraża na niebezpieczeństwo wielu katolików i wiele osób, ale sądzę, że skoro to zależy od papieża, to uważa, że Iran może mieć broń jądrową”.
Oczywiste jest, że Trump jest niezwykle zirytowany wyważoną krytyką papieża z zeszłego miesiąca i od tamtej pory pogrążony w tej jednostronnej waśni. Trump twierdzi, że papież Leon XIII „naraża” katolików, ponieważ chce, aby Iran posiadał broń jądrową. Papież Leon XIV nigdy nie powiedział niczego zbliżonego do tego. Zamiast tego, po prostu skrytykował wojnę Trumpa z Iranem i towarzyszące jej groźby ludobójstwa, a prezydent od tamtej pory się wycofuje, nazywając go „słabym w kwestii przestępczości” i wkładając mu w usta słowa, aby sobie z tym poradzić.


7.

Wizyta Donalda Trumpa u dentysty wywołuje wśród krytyków spekulacje na temat zdrowia
https://www.newsweek.com/donald-trumps-dental-visit-sparks-health-speculation-from-critics-11909157
Okrągłe kostki prezydenta ponownie trafiają na pierwsze strony gazet i budzą podejrzenia. 79-letni Donald Trump pokazał swoje bardzo opuchnięte kostki po powrocie do Białego Domu z weekendowej podróży na Florydę, która obejmowała „planowaną wizytę u dentysty”, o której jego personel nie poinformował publicznie. Brak transparentności w kwestii stanu zdrowia prezydenta sprawił, że każda wizyta lekarska stała się źródłem spekulacji i teorii spiskowych.
Jednak zdjęcia jego opuchniętych kostek, zwanych czasem „cankles” (z połączenia słów „calf” i „cocks”), zauważono po jego podróży na Florydę i podczas spotkania w Gabinecie Owalnym z królem Karolem III. Zdjęcie zrobione przez fotografów towarzyszących magnatowi przedstawia go spacerującego z synem Donaldem Juniorem po południowym trawniku rezydencji prezydenckiej. Zbliżenie na zdjęcie ujawniło rozmiar jego lewej kostki, która wydawała się znacznie większa, niż sugerowano w ostatnich miesiącach. Jego spontaniczna wizyta u dentysty w sobotę podsyciła kolejne podejrzenia, że stan zdrowia Trumpa jest gorszy, niż twierdzi Biały Dom.
Donald Trump opuścił swój klub golfowy w Jupiter na Florydzie, aby udać się na wizytę, która trwała dwie godziny. Źródło w placówce medycznej potwierdziło, że prezydent rzeczywiście przybył na wizytę u dentysty. Biały Dom później uznał ją za „planowaną wizytę dentystyczną” i potwierdził, że nie zastosowano znieczulenia. Komentatorzy telewizyjni zwrócili jednak uwagę, że w Białym Domu znajduje się gabinet stomatologiczny, w którym wykonuje się również zdjęcia rentgenowskie. Skoro nie był to nagły przypadek, zastanawiali się, dlaczego nie skorzystać z jednostki medycznej, utworzonej ponad osiemdziesiąt lat temu, zaledwie kilka metrów od Gabinetu Owalnego.


8.

Analiza tego, jak Trump stał się historycznie najmniej popularnym prezydentem
https://edition.cnn.com/2026/05/05/politics/trump-approval-rating-analysis-vis
Prezydent Donald Trump najwyraźniej jest mniej popularny niż kiedykolwiek – także po zamieszkach w Kapitolu 6 stycznia 2021 r.
W rzeczywistości jego średni wskaźnik poparcia na poziomie 35% w sondażu CNN Poll of Polls oznacza, że flirtuje teraz z terytorium George'a W. Busha. Bush jest jedynym prezydentem od czasów Jimmy'ego Cartera, którego średnia wynosiła około 35% lub mniej.
Wszystko to naraża Partię Republikańską na ryzyko ostrej krytyki ze strony wyborców za zaledwie sześć miesięcy w wyborach uzupełniających w 2026 r.
Jak więc się tu znaleźliśmy?
To było dość stopniowe, stałe pogorszenie przez ponad 15 miesięcy prezydentury Trumpa. Ale kilka dynamik się wyróżnia.

Kluczowe momenty
Pierwszy raz, kiedy zauważyliśmy znaczący spadek notowań Trumpa, nastąpił… niemal natychmiast.
Trump objął urząd z najlepszymi notowaniami w historii, a niektóre sondaże wskazywały, że pod koniec stycznia 2025 r. jego poparcie przekraczało 50%. Jednak jego miesiąc miodowy był wyjątkowo krótki i szybko stracił kilka punktów procentowych.
Trudno jednoznacznie określić, co spowodowało ten gwałtowny spadek. Pierwsze dni Trumpa po powrocie na urząd to lawina jednostronnych działań. Dwoma prawdopodobnymi winowajcami były jego niezwykle niepopularne ułaskawienia praktycznie wszystkich oskarżonych z 6 stycznia, nawet tych, którzy napadli na policję, oraz chaotyczne cięcia w budżecie pracowników i usług rządowych w Departamencie Efektywności Rządowej (DOGE), wprowadzone przez niezwykle niepopularnego Elona Muska.
Kolejny przełom nastąpił na początku kwietnia, kiedy Trump naprawdę posunął się do przodu ze swoimi cłami. Jego ogłoszenie z okazji „Dnia Wyzwolenia” 2 kwietnia w praktyce oznaczało wojnę handlową z przytłaczającą większością świata. (Sąd Najwyższy w tym roku unieważnił wiele z tych ceł).
Z wyjątkiem Amerykanów, którzy wcześniej byli ciekawi ceł, szybko się im sprzeciwili. Średnia ocen Trumpa spadła z 45% w momencie ogłoszenia ceł do 41% miesiąc później.
Kolejne sześć miesięcy było względnie stabilne, pomimo uchwalenia przez kongresową Partię Republikańską bardzo niepopularnej ustawy Trumpa i nieudolnego postępowania Departamentu Sprawiedliwości z aktami Epsteina. Sytuacja jednak znów zaczęła się pogarszać, a Demokraci odnieśli sukces w wyborach w 2025 roku, wygrywając wybory gubernatorskie w New Jersey i Wirginii z dużą przewagą.
Kolejny punkt zapalny nastąpił w styczniu, kiedy agresywna polityka imigracyjna Trumpa zakończyła się zabójstwem Renee Good i Alexa Prettiego przez agentów federalnych w Minneapolis. Administracja szybko zasugerowała, że Good i Pretti są winni, a nawet że są terrorystami krajowymi. Jednak Amerykanie w zdecydowanej większości się z tym nie zgodzili.
Ocena Trumpa nie spadła znacząco, ale wydaje się, że częściowo było to spowodowane tym, że jego administracja nagle wycofała się ze swojej najbardziej agresywnej taktyki i zmieniła przywódców.
Co prowadzi nas do najważniejszego problemu: wojny z Iranem, którą sondaż przeprowadzony w piątek wykazał, że 61% Amerykanów uznało za „błąd”.
I znowu notowania Trumpa nie spadły drastycznie; jego średnie poparcie spadło ze średniego poziomu 38% na początku wojny pod koniec lutego do 35% obecnie.
Jednak wojna spowodowała , że wyniki Trumpa nieco się załamały – zmuszając ludzi, którzy przez lata wiernie go wspierali, do zmiany nastawienia. Doprowadziła również do spadku jego wskaźników ekonomicznych.
W sondażu CNN Poll of Polls, będącym średnią ruchomą niedawnych sondaży pytających dorosłych o opinię na temat sposobu, w jaki Trump sprawuje urząd prezydenta, odsetek osób, które go obecnie nie akceptują, wynosi 64%, co jest wynikiem wyższym niż w praktycznie którymkoolwiek sondażu przeprowadzonym w trakcie jego pierwszej kadencji.

Dlaczego jest niepopularny
Oprócz tych kluczowych momentów indywidualnych, możemy wskazać na kilka rzeczy.
Jednym z nich jest pycha. Trump rządzi jak ktoś, kto naprawdę wierzył, że ma przytłaczającą władzę, jak twierdził, a nie jak ktoś, kto zdobył większość głosów powszechnych.
Zrobił mnóstwo rzeczy, które były niepopularne, i często przewidywalne. Podjął działania, które mogły być popularne – jak na przykład zwiększenie liczby deportacji – i poszedł w kierunku, który Amerykanie często uważali za „zbyt daleko idący”, jak represje w Minneapolis. A co być może najważniejsze, przejął odpowiedzialność za niemal wszystko, działając jednostronnie.
Gospodarka była ewidentnie niestabilna, a ceny uparcie wysokie, ale Trump i tak postanowił wywołać zamieszanie, wprowadzając globalne cła i wszczynając wojnę z Iranem. Amerykanie mogą teraz powiązać to bezpośrednio ze swoim długotrwałym niezadowoleniem gospodarczym.
Drugą kluczową dynamiką jest to, że Trump szkodzi sobie w najważniejszej kwestii: kosztach utrzymania.
Cła bolą, ale wojna z Iranem jest naprawdę bolesna. Ceny benzyny gwałtownie wzrosły do ponad 4 dolarów za galon, co spowodowało, że wskaźnik poparcia dla gospodarki Trumpa w sondażach CNN spadł do rekordowo niskiego poziomu 31%. Jego i tak już kiepskie wyniki w zakresie kosztów utrzymania jeszcze bardziej spadły – do tego stopnia, że większość sondaży pokazuje, że 70% lub więcej osób go w tej kwestii nie popiera.
Trzecim powodem jest po prostu niewłaściwe ustalenie priorytetów.
Nie chodzi tylko o to, że Amerykanom nie podoba się to, co zrobił w sprawie kosztów utrzymania. Uważają, że zaniedbał tę kwestię.
Z sondażu CNN przeprowadzonego w marcu wynika, że 65% Amerykanów uważa, że Trump „nie posunął się wystarczająco daleko” w obniżaniu cen, a sondaż CBS News-YouGov pokazał, że trzy czwarte Amerykanów uważa, że Trump nie skupił się wystarczająco na obniżaniu cen.
Kiedy Trump faktycznie mówi o gospodarce, często wydaje się nią znudzony. Tymczasem Trump przeprowadził serię zagranicznych interwencji wojskowych, które, jak wykazały sondaże, nie wzbudziły większego zainteresowania Amerykanów.
Z marcowego sondażu CNN wynika, że 67% Amerykanów uważa, że Trump nie poświęcił wystarczającej uwagi najważniejszym problemom kraju.
Wreszcie, coraz słabiej ocenia się jego kompetencje i możliwości.
Silna gospodarka w jego pierwszej kadencji (aż do pandemii COVID-19) sprawiła, że osoby, które osobiście go nie lubiły, postrzegały go jako utalentowanego biznesmena, który potrafił zarządzać krajem.
Teraz to jest pod znakiem zapytania. Sondaż Pew Research Center wykazał gwałtowny spadek zaufania Amerykanów do zdolności Trumpa do podejmowania właściwych decyzji w polityce zagranicznej. A nowy sondaż Pew z piątku pokazał, że co najmniej 60% Amerykanów nie ma zaufania do Trumpa w zarządzaniu władzą wykonawczą, mądrym używaniu siły zbrojnej, podejmowaniu trafnych decyzji w polityce zagranicznej ani skutecznej współpracy z Kongresem.
Obawy o bystrość umysłu i stabilność Trumpa również narastały, w związku z serią werbalnych potknięć. Jeden z niedawnych sondaży wykazał nawet, że 61% Amerykanów, a nawet 30% Republikanów, zgodziło się ze stwierdzeniem, że Trump „stał się nieobliczalny z wiekiem”.
Jak przewidywalne są wskaźniki poparcia dla prezydenta?
Wybory uzupełniające są zazwyczaj postrzegane jako referendum w sprawie prezydenta. Nie zawsze tak jest w 100% – jak w 2022 roku – ale generalnie rzecz biorąc, tak jest. Im bardziej jesteś niepopularny, tym gorzej radzi sobie twoja strona.
Niektóre z najgorszych wyborów uzupełniających w historii nowożytnej miały miejsce, gdy prezydenci mieli wskaźniki poparcia poniżej 50%: Harry Truman w 1946 r. (jego partia straciła 55 miejsc w Izbie Reprezentantów ), Lyndon Johnson w 1966 r. (48 miejsc), Ronald Reagan w 1982 r. (26 miejsc), Bill Clinton w 1994 r. (54 miejsca), George W. Bush w 2006 r. (30 miejsc), Barack Obama w 2010 r. (64 miejsca) i Trump w 2018 r. (42 miejsca).
Z drugiej strony prezydenci, których notowania wynosiły około 60% lub więcej, prawie zawsze tracili mniej niż 10 miejsc, a nawet zyskiwali poparcie.
Dużym wyjątkiem był rok 2022, kiedy Joe Biden był niepopularny, ale wybory były dość wyrównane.


9.

Upadek proeuropejskiego rządu Rumunii wywołuje nowy chaos
Koalicja Ilie Bolojana traci wotum zaufania po niecałym roku, w obliczu polityki oszczędności i wzrostu poparcia dla skrajnej prawicy
https://www.theguardian.com/world/2026/may/05/romania-pro-europe-government-collapses

Proeuropejski rząd Rumunii upadł po przegranej wotum zaufania, wywołując nową falę niepokojów politycznych niecały rok po zaprzysiężeniu rządzącej koalicji i przy rosnącym poparciu skrajnej prawicy w sondażach.
„Ten wniosek o wotum nieufności jest fałszywy, cyniczny i sztuczny” – powiedział parlamentarzystom liberalny premier Ilie Bolojan przed głosowaniem we wtorek. „Każdy kraj zmagający się z wieloma kryzysami starałby się konsolidować rządy, a nie je zmieniać”.
Wniosek, złożony przez Socjaldemokratów (PSD), największą partię w parlamencie, oraz skrajnie prawicowy Sojusz na rzecz Związku Rumunów (AUR), zdobył 281 głosów w 464-osobowym parlamencie. Partia Bolojana, PNL, i jej sojusznicy z USR nie głosowali.
Lider AUR, George Simion, wezwał do przedterminowych wyborów, twierdząc, że „głos ludu” został wysłuchany, a jego partia wzięła na siebie odpowiedzialność za „przyszłość kraju”. Dodał, że los Rumunii „musi zostać rozstrzygnięty głosami Rumunów”.
Wybory odbędą się jednak dopiero w 2028 r., a przedterminowe głosowanie jest mało prawdopodobne, głównie dlatego, że AUR wyprzedziła PSD i stała się najpopularniejszą partią w sondażach od zeszłorocznych wyborów parlamentarnych i obecnie cieszy się poparciem na poziomie ok. 37%.
========
Faszyści są mistrzami w tworzeniu zamieszania politycznego i mieszania w głowach wyborców. Niebezpieczeństwo faszystowskiego przewrotu wisi także nad Polską, a nasza klasa polityczna kłóci się o ambicje kilku zaburzonych psychicznie, często fanatyków religijnych polityków większości.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga