DRUGI OBIEG
Czwartek, 25 czerwca 2026
1.
Misja Euclid Europejskiej Agencji Kosmicznej opublikowała dziś największe i
najbardziej szczegółowe zdjęcie centrum naszej galaktyki Drogi Mlecznej w
świetle widzialnym. Zdjęcie, na którym widać ponad 60 milionów gwiazd, otwiera
naukowcom drogę do potwierdzenia istnienia każdej egzoplanety w tym regionie i
zmierzenia jej masy na podstawie niewielkich zmian w świetle gwiazd w czasie.
https://www.esa.int/Science_Exploration/Space_Science/Euclid/ESA_s_Euclid_captures_the_Milky_Way_s_crowded_heart
Na jeden dzień nasz detektyw mrocznego
wszechświata, Euclid, skierował wzrok w
stronę światła: niezwykle jasnego wewnętrznego obszaru naszej Drogi Mlecznej,
znanego jako zgrubienie galaktyczne . To
specjalne życzenie pochodziło od astronomów, którym zależało na tym, co Euclid
robi najlepiej: na uchwyceniu ogromnych obszarów nieba w ostrych szczegółach.
Zaprojektowana do obserwacji miliardów odległych galaktyk, kamera teleskopu
kosmicznego, rejestrująca światło widzialne, jest wystarczająco czuła, aby rozróżniać
pojedyncze gwiazdy w naszym zatłoczonym zgrubieniu galaktycznym, nie oślepiając
ich. Ta rzadka zdolność jest kluczowa dla naukowców, którzy chcą wykorzystać to
zdjęcie: do badania planet krążących wokół innych gwiazd za pomocą specjalnej
techniki zwanej mikrosoczewkowaniem. Zanim jednak przejdziemy do konkretów,
przyjrzyjmy się bliżej temu imponującemu obrazowi.
Widok Euklidesa na wybrzuszenie naszej galaktyki
23 marca 2025 roku Euclid wykonał to ogromne zdjęcie w ciągu zaledwie około 26
godzin. Jest to mozaika dziewięciu „punktów odniesienia” z kamery światła
widzialnego, z których każdy obejmuje fragment nieba większy niż pełnia
Księżyca .
Dla porównania, ostrość i czułość kamery Euclid w świetle widzialnym są
zbliżone do szerokokątnej kamery Kosmicznego Teleskopu Hubble'a NASA/ESA .
Jednak każde wskazanie, które Euclid rejestruje w ciągu kilku godzin, obejmuje
obszar 270 razy większy niż pole widzenia Hubble'a. Aby zaobserwować tę samą
mozaikę Euclid, Obserwatorium Kecka potrzebowałoby około 2000 godzin. Euclid
jest szybszy i może rejestrować szczegóły słabszych gwiazd, które w przeciwnym
razie zostałyby pominięte podczas obserwacji z Ziemi. Ta pojedyncza mozaika
obejmuje również cały obszar, który przyszły rzymski teleskop kosmiczny będzie
monitorował w poszukiwaniu planet.
Lokalizacja badania wybrzuszenia galaktycznego Euklidesa
Dla porównania, ostrość i czułość kamery Euclid w świetle widzialnym są
zbliżone do szerokokątnej kamery Kosmicznego Teleskopu Hubble'a NASA/ESA .
Jednak każde wskazanie, które Euclid rejestruje w ciągu kilku godzin, obejmuje
obszar 270 razy większy niż pole widzenia Hubble'a. Aby zaobserwować tę samą
mozaikę Euclid, Obserwatorium Kecka potrzebowałoby około 2000 godzin. Euclid
jest szybszy i może rejestrować szczegóły słabszych gwiazd, które w przeciwnym
razie zostałyby pominięte podczas obserwacji z Ziemi. Ta pojedyncza mozaika
obejmuje również cały obszar, który przyszły rzymski teleskop kosmiczny będzie
monitorował w poszukiwaniu planet.
Infografika wyjaśniająca badanie wybrzuszenia galaktycznego metodą Euklidesa
Euclid uchwycił na tym zdjęciu ponad 60 milionów gwiazd, a także mgławice i
gromady gwiazd. Ten zatłoczony region naszej galaktyki to idealne miejsce dla
astronomów do poszukiwania egzoplanet z wykorzystaniem mikrosoczewkowania.
Galaktyka widziana przez Euklidesa: niezliczone gwiazdy.
Znajdowanie egzoplanet za pomocą mikrosoczewkowania grawitacyjnego
Mikrosoczewkowanie to forma soczewkowania grawitacyjnego. Podczas gdy Euclid
wykorzystuje soczewkowanie głównie do badania masywnych, odległych obiektów,
takich jak gromady galaktyk, ten nowy obraz centrum galaktyki pomaga naukowcom
badać soczewki w najmniejszej skali – wywoływane przez gwiazdy i egzoplanety w
naszej Galaktyce.
Mikrosoczewkowanie opiera się na przypadkowym ustawieniu dwóch gwiazd względem
obserwatora. Gdy jedna gwiazda przesuwa się przed drugą, bliższa działa jak
kosmiczne szkło powiększające, załamując i rozjaśniając światło gwiazdy tła.
Jeśli planeta krąży wokół bliższej gwiazdy, jej grawitacja również załamuje to
światło, w nieco nierównomierny sposób. Ta niewielka, dodatkowa zmiana jasności
ujawnia obecność planety.
„Aby uchwycić mikrosoczewkowanie, trzeba obserwować obszary nieba gęsto zapełnione
gwiazdami, na przykład w pobliżu centrum naszej galaktyki” – wyjaśnia
Jean-Philippe Beaulieu z Institut d'Astrophysique de Paris we Francji i
Uniwersytetu Tasmanii w Australii. Jean-Philippe był pierwotnym pomysłodawcą
przeglądu zgrubienia galaktycznego Euclid i współkierował grupą roboczą ds.
egzoplanet w Konsorcjum Euclid.
„W ciągu ostatnich dwudziestu lat za pomocą tej techniki odkryto prawie 300 egzoplanet, wszystkie za pomocą
teleskopów naziemnych i wszystkie w centrum naszej galaktyki. Ten obraz z
Euclid obejmuje 51 znanych układów planetarnych – i pomoże w badaniu wielu
kolejnych, które zostaną odkryte” – dodaje.
Pomiar mas planet za pomocą Euklidesa
Aby uchwycić zjawisko mikrosoczewkowania, teleskop musiałby badać gwiazdę przez
ponad dwadzieścia dni. Jest to konieczne, aby dostrzec nierównomierność
załamywania światła podczas orbitowania planety wokół gwiazdy macierzystej.
Zatem w ciągu jednego dnia obserwacji Euklidesa nie obserwuje się żadnych
nowych zjawisk. Jednak to, co czyni ten obraz tak wyjątkowym, to fakt, że
pozwala on naukowcom zmierzyć masę planet, które są już znane, jak i tych,
które dopiero mają zostać odkryte
„W ciągu 24 godzin Euclid uchwycił już gwiazdy biorące udział we wszystkich
przyszłych zjawiskach mikrosoczewkowania, jakie wykryje rzymski teleskop
kosmiczny, ale jeszcze zanim gwiazdy i planety ustawią się w odpowiedniej
pozycji” — mówi Natalia Rektsini z Institut d'Astrophysique de Paris we
Francji, która kierowała publikacją danych z przeglądu galaktycznego zgrubienia
wykonanego przez Euclid dla społeczności naukowej.
„Oznacza to, że każdy, kto wykryje zjawisko mikrosoczewkowania w tym samym
regionie, na przykład za pomocą Romana, będzie mógł odtąd wykorzystywać dane z
Euclid jako punkt odniesienia w przeszłości i sprawdzać, jak gwiazdy wyglądały,
zanim się na siebie nałożyły” – wyjaśnia Natalia. „Ponieważ Euclid pozwala
wyraźnie rozróżnić poszczególne gwiazdy, można następnie zmierzyć ich prędkość
ruchu w czasie i wykorzystać tę informację do potwierdzenia istnienia planety i
określenia jej masy. Nie byłoby to możliwe w przypadku danych z jednego punktu
w czasie”.
Lodowe planety i nie tylko
W przypadku większości technik poszukiwania planet łatwiej jest znaleźć duże,
gorące planety krążące wokół masywnych gwiazd. W przypadku mikrosoczewkowania
nie jest to możliwe. „Ta technika jest obiektywna, odkrywamy wszystko, co się
tam znajduje” – mówi Natalia. „Jest wyjątkowo przystosowana do odkrywania
zimnych egzoplanet. I spodziewamy się, że każda gwiazda w Drodze Mlecznej ma co
najmniej jedną taką planetę”.
Gwiazdy macierzyste dwóch znanych zimnych egzoplanet pojawiają się w danych
Euclid i obie są dla zespołu szczególnie ważne.
„Kierowałem zespołem, który odkrył OGLE-2005-BLG-390Lb 20 lat temu” – mówi
Jean-Philippe. „To lodowa planeta, trochę jak Hoth z Gwiezdnych Wojen. Po tym
wszystkim cieszę się, że Euklides może w końcu pozwolić nam zmierzyć jej
dokładną masę”.
„OGLE-2013-BLG-341Lb to rzadki i fascynujący układ” – mówi Natalia. „Składa się
z dwóch gwiazd i jednej planety. Łącząc wcześniejsze obserwacje z Kecka i
Hubble’a z nowymi danymi z Euklidesa, możemy w końcu rozdzielić gwiazdy i
potwierdzić masę planety”.
„Ten wynik pokazuje, co stosunkowo niewielki, zaangażowany zespół może osiągnąć
w ramach dużej misji międzynarodowej” – mówi Valeria Pettorino, naukowiec
projektu Euclid w ESA. „W skład zespołu badającego egzoplanety wchodzili w
dużym stopniu naukowcy na wczesnym etapie kariery, a zespół był wspierany przez
jednostkę Science Ground Segment pracującą nad instrumentem do obserwacji
widzialnych”.
„W ciągu zaledwie 24 godzin Euclid dostarczył unikalne dane o centrum Drogi
Mlecznej, oferując szeroki i ostry obraz tego regionu. Z czasem separacja
między źródłami a soczewkami zwiększa się. Dlatego dane Euclid będą stanowić
punkt odniesienia czasowego dla przeszłych i przyszłych misji oraz umożliwią
badania egzoplanet i ich mas. Dane te mogą być również wykorzystywane do innych
zastosowań naukowych, od brązowych karłów i gwiazd podwójnych po ruchy gwiazd i
pył w naszej galaktyce”.
O Euklidesie
Sonda Euclid została wystrzelona w lipcu 2023 roku i rozpoczęła rutynowe
obserwacje naukowe 14 lutego 2024 roku. Celem misji jest odkrycie ukrytego
wpływu ciemnej materii i ciemnej energii na widzialny Wszechświat. Przez sześć
lat Euclid będzie obserwować kształty, odległości i ruchy miliardów galaktyk w
promieniu do 10 miliardów lat świetlnych.
Euclid to europejska misja, zbudowana i obsługiwana przez ESA, z udziałem NASA.
Konsorcjum Euclid – składające się z ponad 2000 naukowców z 300 instytutów z 15
krajów europejskich, USA, Kanady i Japonii – odpowiada za dostarczenie
instrumentów naukowych i analizę danych naukowych. ESA wybrała Thales Alenia
Space jako głównego wykonawcę budowy satelity i jego modułu serwisowego, a
Airbus Defence and Space wybrano do opracowania modułu ładunkowego, w tym
teleskopu. NASA dostarczyła detektory spektrometru bliskiej podczerwieni i
fotometru (NISP). Euclid to misja średniej klasy w programie ESA Cosmic Vision.
2.
System Putina znajduje się w stanie powolnej implozji
Spójrz na erozję dyscypliny fiskalnej, aby zobaczyć, gdzie leżą problemy
https://www.ft.com/content/93d36f56-d950-46ea-a20c-02cdb1a2e672
Zachód doszukuje się oznak słabości prezydenta Rosji Władimira Putina w
postaci głośnego rozłamu w elicie lub spadku popularności w miarę pogarszania
się nastrojów społecznych. Jednak pomimo realnej presji, reżim pozostaje
odporny. Erozję, która ma znaczenie, łatwiej przeoczyć – być może nawet nieco
przytłaczającą. Dyscyplina fiskalna osłabła dawno temu, a teraz po cichu
odkłada się również procedury budżetowe i kontrole parlamentarne.
W tym miesiącu parlament Rosji potrzebował zaledwie 72 godzin, aby przyznać
Ministerstwu Finansów uprawnienia do wydawania większych kwot i zaciągania
pożyczek przekraczających ustawowy limit zadłużenia, bez formalnej zmiany
budżetu ani uzyskania zgody parlamentu. Ministerstwo musi reagować na
pogarszającą się sytuację „nie co miesiąc czy kwartał, ale każdego dnia”,
wyjaśniło ministerstwo. W piątym roku kosztownej wojny nawet prowizoryczny
parlament stał się przeszkodą do usunięcia.
Nic dziwnego, że Kreml się spieszy. Do końca maja deficyt federalny osiągnął 6
bilionów rubli (83 mld dolarów). Stanowi to 2,6% PKB, dwa razy więcej niż w
zeszłym roku i już przekroczyło 3,8 biliona rupii, które miały pokryć cały rok
2026. Płynna część Funduszu Dobrobytu Narodowego (rosyjskiego funduszu majątku
państwowego) została zredukowana do około 3,4 biliona rupii, co stanowi ułamek
jego wartości sprzed wojny. Główna stopa procentowa banku centralnego wynosi
14,25%, a bank ostrzegł, że dalsze zadłużanie się państwa utrzyma ją na tym
poziomie przez dłuższy czas. Podatek od wartości dodanej (VAT) został już
podniesiony, aby pomóc sfinansować wojnę.
Te zmiany nie oznaczają drukowania pieniędzy. Każde nowe zaciągnięcie pożyczki
to w istocie krótkoterminowy debet na gotówce, która już znajduje się w
rosyjskim skarbcu. Zmiana jest subtelniejsza: reguła po cichu ustąpiła miejsca
uznaniowości.
Przez prawie dwie dekady powściągliwość fiskalna była jednym z największych
atutów Kremla – niskie zadłużenie, zrównoważony budżet średniorocznie,
państwowy fundusz majątkowy i cieszący się międzynarodowym uznaniem zespół
ekonomistów. Te zalety w dużej mierze przyczyniły się do tego, że gospodarka
przetrwała burzę sankcji. Ta dyscyplina jest teraz osłabiana. Osaczona
autokracja na bieżąco zmienia reguły fiskalne, wykluczając parlament z obiegu i
nie przyznając się do zagrożeń, nad którymi nie ma kontroli. To mniej
dramatyczne niż zamach stanu, ale tak właśnie wygląda upadek.
A rachunek wciąż rośnie. W liście do rządu na początku tego roku minister
finansów Anton Siłuanow ostrzegł, że wojsko i służby bezpieczeństwa mogą
potrzebować dodatkowych 2 bilionów rubli w tym roku. Duża część tej kwoty jest
związana z liczbą ofiar śmiertelnych i rannych. Szacuje się, że od 2022 roku
zginęło 352 000 rosyjskich żołnierzy, a każdy potwierdzony zgon wiąże się z
federalną wypłatą 14,2 mln rubli. W przypadku rannego żołnierza kwota ta może
wynieść nawet 4 mln rubli. Liczba ofiar śmiertelnych i rannych ma obecnie wpływ
na sam proces budżetowy.
Ta sama logika, unikanie formalnego budżetowania kosztów wojny, przewija się
przez cały system. Rosyjskie firmy zainstalowały stalowe liny nad rafineriami
ropy naftowej, aby działały jako improwizowana obrona powietrzna, której
państwo odmawia. Rząd nie pozwala im nawet odliczyć kosztów od podatku. Kiedy
firmy zwróciły się do Kremla z prośbą o partycypację w kosztach obrony
powietrznej, odpowiedź brzmiała: nie, argumentując, że takie wydatki były
„jednorazowe”.
Firmy wydały ponad miliard dolarów na obronę przed atakami ze strony Ukrainy.
Nie chodzi tu tylko o pieniądze. Państwo prędzej pozwoliłoby firmom się uzbroić
niż oficjalnie zaklasyfikowało ukraińskie ataki dronów jako „zagrożenie
militarne”. Przyznanie się do tego zniweczyłoby fikcję ograniczonej „specjalnej
operacji wojskowej” i pozory, że życie toczy się normalnie.
Ale rachunek za wojnę można jedynie odroczyć. Regiony odroczyły spłatę
federalnych pożyczek z tego roku do 2030 roku, uwalniając fundusze na wydatki
wojenne. Rosyjscy konsumenci już płacą z powodu inflacji napędzanej przez nowe
pożyczki oraz z powodu wysokich stóp procentowych.
Oto, co się dzieje, gdy żonglerka zaczyna zawodzić. Przez cztery lata Putinowi
udało się sfinansować wojnę, powstrzymać gwałtowny wzrost inflacji i chronić
wzrost gospodarczy: niemal niemożliwy wyczyn, który mógł osiągnąć tylko dzięki
dużym rezerwom fiskalnym i zanim pokaźna baza podatkowa kraju zaczęła odczuwać
jego skutki.
Oba bufory są obecnie mocno uszczuplone. Wojna jest w coraz większym stopniu
finansowana poprzez ciche wystawianie rachunków ludności i zawieszanie własnych
przepisów państwowych. Reżim utrzymywany w ten sposób zmierza w kierunku
biedniejszego, bardziej gniewnego kraju, z systemem finansowym wymkniętym spod
kontroli i finansowaniem wojny, na które nie może liczyć. Koniec, kiedy
nadejdzie, będzie wynikiem takiego upadku, który zaczyna się na długo, zanim
ktokolwiek go nazwie.
3.
Cena amerykańskiej ropy naftowej spada poniżej 70 dolarów, tankowce płyną przez
Cieśninę Ormuz
https://www.cnbc.com/2026/06/24/oil-prices-wti-brent-crude-trump-doj-gasoline-prices-strait-of-hormuz.html
Ceny ropy naftowej i gazu gwałtownie spadają w związku z analizą sytuacji w
Cieśninie Ormuz i rozmowami USA-Iran. Jeśli chodzi o ropę naftową, ropa WTI
potaniała o 4,7% do 69,63 dolara za baryłkę, najniższego poziomu od początku
wojny na Bliskim Wschodzie, a ropa Brent potaniała o 4,8% do 73,73 dolara. Ceny
gazu również spadły tego dnia. W Amsterdamie ceny spadły o 2,3% do 41,05 euro
za megawatogodzinę.
4.
Prawie jedna czwarta wyborców w Europie popiera obecnie partie skrajnie
prawicowe
Analiza przeprowadzona przez ponad 150 politologów wykazała, że odsetek osób
popierających takie partie wzrósł prawie pięciokrotnie od 1995 r.
https://www.theguardian.com/politics/2026/jun/24/nearly-quarter-votes-europe-now-cast-far-right-parties
Badania pokazują, że obecnie prawie co czwarty wyborca w Europie głosuje na
partie skrajnie prawicowe. Odsetek ten wzrósł prawie pięciokrotnie od połowy
lat 90., a szczególnie gwałtownie rósł w ciągu ostatnich trzech lat.
Analiza przeprowadzona przez ponad 150 politologów z 31 krajów wykazała, że
odsetek Europejczyków głosujących na partie skrajnie prawicowe w ostatnich
wyborach krajowych wzrósł do ponad 23%, podczas gdy dekadę temu wynosił około
10%, a w 1995 r. około 5%.
Badanie, którym kierował Matthijs Rooduijn, politolog z Uniwersytetu
Amsterdamskiego, w ramach sondażu PopuList, obejmującego europejskie partie
skrajnie lewicowe, skrajnie prawicowe i populistyczne, wykazało również, że
prawie 30% Europejczyków głosuje obecnie na partie antyestablishmentowe, co
stanowi kolejny rekord.
„Kiedy rozpoczynaliśmy projekt PopuList w 2018 roku, kluczowym odkryciem było
to, że co czwarty Europejczyk głosował na partie populistyczne, głównie
skrajnie lewicowe i skrajnie prawicowe” – powiedział Rooduijn. „Teraz co czwarty
głosuje na partie skrajnie prawicowe, głównie populistyczne. To ogromna
zmiana”.
Jak wynika z badań, wzrost poparcia dla skrajnej prawicy był szczególnie
widoczny między 2023 a 2025 rokiem, przy czym partie skrajnie prawicowe często
odnosiły historyczne zwycięstwa w wyborach krajowych w dużych krajach, takich
jak Francja i Wielka Brytania w 2024 roku, a następnie w Niemczech w kolejnym
roku.
Skrajnie prawicowa austriacka Partia Wolności (FPÖ) odnotowała wzrost poparcia
z 16% do 29% w wyborach w 2024 r., podczas gdy francuskie Zgromadzenie Narodowe
(RN) odnotowało wzrost z 19% do 37%, stając się największą partią w
parlamencie. Z kolei poparcie dla Chegi w Portugalii wzrosło z 7% do 18%.
W Wielkiej Brytanii partia Reform UK zwiększyła swój udział w głosach z 2% w
2019 roku (jako partia Brexitu) do 14% w 2024 roku, jak wynika z badań. Reform
wcześniej zapewniał, że nie jest skrajnie prawicowy. Nie odpowiedział na prośbę
„Guardiana” o komentarz.
W wyborach w Niemczech w 2025 r. skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec
(AfD) podwoiła swój wynik z 10% do 21%, stając się po raz pierwszy drugą co do
wielkości partią w kraju.
Skrajnie prawicowe partie populistyczne rządzą obecnie w Chorwacji, Czechach,
Włoszech i Finlandii, wspierając prawicowy rząd mniejszościowy w Szwecji. Jak
wynika z analizy, prowadzą również w sondażach w Austrii, Belgii, Francji,
Niemczech i Wielkiej Brytanii.
Takie partie również poniosły ostatnio porażki, m.in. w Holandii, gdzie Partia
Wolności Geerta Wildersa (PVV) straciła prawie jedną trzecią mandatów i zajęła
drugie miejsce w zeszłym roku , oraz na Węgrzech, gdzie partia Fidesz Viktora
Orbána została w kwietniu pokonana przez swojego centroprawicowego rywala.
Pomimo tych niepowodzeń, odsetek europejskich wyborców głosujących na partie
skrajnie prawicowe stale rośnie. „Ważne jest, aby podkreślić, że nie jest to
coś nagłego” – powiedział Rooduijn. „Trwa to od dziesięcioleci i ostatnio
nabiera tempa”.
Zdaniem ekspertów pracujących nad rankingiem PopuList, na który składają się
partie polityczne, które od 1989 r. zdobyły co najmniej jeden mandat
parlamentarny lub 2% głosów powszechnych w wyborach do organów ustawodawczych,
za tym trendem stoi szereg czynników.
Po pierwsze, jak stwierdził Rooduijn, badania wskazują, że postawa wyborców
wobec głównych tematów skrajnie prawicowych, takich jak imigracja, nie zmieniła
się znacząco na przestrzeni czasu, ale stała się o wiele ważniejsza dla
decyzji, na którą partię głosować.
Po drugie, partie skrajnie prawicowe uległy normalizacji – proces ten sam się
napędza. „Im większe i bardziej skuteczne są, tym bardziej stają się
„normalne”” – powiedział Rooduijn. „Pomagają w tym media i partie głównego
nurtu, które przyjmują ich idee”.
Wreszcie, partie skrajnie prawicowe to „po prostu naprawdę dobrzy gawędziarze”
– powiedział. „Wiedzą, jak formułować swój przekaz, który ostatecznie zawsze
dotyczy grupy własnej i grupy zewnętrznej – narodu kontra imigranci, sędziowie,
„przebudzone elity”, ktokolwiek”.
To tworzy narrację „bohaterowie kontra złoczyńcy”, powiązaną z wyidealizowaną
przeszłością, w której wszystko było lepsze – powiedział. „I o wiele lepiej to
artykułują, potrafią wywoływać emocje: gniew, pogardę, a także dumę i nadzieję.
Są profesjonalizowani”.
PopuList został uruchomiony osiem lat temu we współpracy z „Guardianem”.
Zgodnie z powszechnie przyjętą praktyką wśród politologów, definiuje on partie
skrajnie prawicowe jako te, które wyznają dwie podstawowe ideologie: „natywizm”
i „autorytaryzm”.
Natywizm to przekonanie, że kraj powinien być zamieszkiwany wyłącznie przez
członków jego rdzennej grupy. Natywiści są zatem generalnie wrogo nastawieni do
imigrantów i osób niebędących tubylcami, przedstawiając ich jako zagrożenie dla
kultury i interesów rdzennej ludności.
Jest to również jedna z głównych form „ekskluzywności”: partie skrajnie
prawicowe zazwyczaj również wykluczają inne postrzegane „grupy zewnętrzne”,
takie jak osoby wyznające inne religie lub o innej orientacji seksualnej, lub
elity establishmentu.
Autorytaryści uważają, że społeczeństwa powinny być dobrze zorganizowane, a
wszelkie wykroczenia przeciwko władzy powinny być surowo karane. Uważają, że
rygorystyczne podejście do prawa i porządku jest jednym z kluczowych warunków
stabilności społeczeństwa i zdrowego państwa narodowego.
Wielu politologów dzieli partie skrajnie prawicowe na partie „skrajnie
prawicowe”, których celem jest obalenie istniejącego porządku, w tym za pomocą
przemocy, oraz partie „radykalnie prawicowe”, które generalnie działają – lub
tak się udaje – w ramach demokracji.
Ponieważ jednak czasami nie jest jasne, czy partia jest „radykalna”, czy
„skrajnie” prawicowa – jej przekaz może być niespójny, niektórzy członkowie
mogą być bardziej radykalni niż inni, a jej stanowisko może się zmieniać –
określenie „skrajnie prawicowy” jest używane w odniesieniu do obu tych grup.
Niektóre skrajnie prawicowe partie w Europie próbowały zapobiec stosowaniu
wobec nich tego określenia. W Niemczech uznanie AfD za „podejrzewaną o
prawicowy ekstremizm” przez krajowy wywiad zostało podtrzymane przez sądy, ale
partia może nie zostać uznana za „potwierdzoną” prawicową ekstremistkę do czasu
zakończenia kontroli sądowej.
Najwyższy sąd Francji odrzucił sprzeciw złożony w 2024 r. przez RN wobec
określenia jej przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych jako „skrajnej prawicy”
(extrême droite), stwierdzając, że główna ideologia partii, specyficzna
retoryka i długoletni program polityczny uzasadniają taką klasyfikację.
W Belgii partia Vlaams Blok zmieniła nazwę na Vlaams Belang w 2004 r., po tym
jak sąd wyższej instancji oddalił jej argument, że wyrok sądu niższej instancji
podtrzymujący określenie partii jako „rasistowskiej” był niekonstytucyjną próbą
stłumienia wybranego rywala.
Ogólnie rzecz biorąc, sądy uznały, że klasyfikacja jest kwestią nauk
politycznych i że pomimo wysiłków podejmowanych przez partie skrajnie
prawicowe, aby się od nich odciąć, media, władze państwowe i przeciwnicy mają
prawo nazywać je w ten sposób, opierając się na ideologii, która na nich się
opiera.
Najnowszy PopuList identyfikuje 133 partie skrajnie prawicowe w Europie, w
porównaniu ze 112 w 2003 roku. Podobnie jak 65 partii skrajnie lewicowych w
Europie, prawie wszystkie są klasyfikowane jako populistyczne. W sumie PopuList
wymienia 201 partii populistycznych, z których większość to partie skrajnie
prawicowe lub skrajnie lewicowe, w porównaniu ze 165 w 2003 roku.
Populizm, zwykle połączony z prawicową lub lewicową „ideologią gospodarza”,
dzieli społeczeństwo na dwie jednorodne i przeciwstawne grupy: „czysty lud” i
„skorumpowaną elitę” i twierdzi, że wszelka polityka powinna być wyrazem „woli
ludu”.
Jego zwolennicy twierdzą, że jest to demokratyczna korekta, faworyzująca
zwykłych ludzi kosztem establishmentu. Krytycy twierdzą, że populiści u władzy
często podważają normy demokratyczne, na przykład poprzez osłabianie
sądownictwa i mediów lub ograniczanie praw mniejszości.
„Wyrażają niezadowolenie obywateli” – powiedział Rooduijn. „To dobrze dla
demokracji. Ale ich idee nie zawsze są zgodne z podstawowymi zasadami
liberalnej demokracji. Dotyczy to zwłaszcza partii populistycznych na skrajnej
prawicy.
„I to ma znaczenie. Doświadczenia krajów takich jak Węgry, Polska i Stany
Zjednoczone pokazują, że kiedy skrajnie prawicowi populiści zdobywają władzę,
sama demokracja może znaleźć się pod presją”.
5.
„Geometryczny” program nuklearny Korei Północnej: dlaczego Kim Dzong Un ściga
się z czasem, aby rozszerzyć swój arsenał
Zaostrzona retoryka Pjongjangu sprawiła, że analitycy zaczęli się zastanawiać,
dlaczego Korea Północna najwyraźniej potrzebuje tak wielu rodzajów broni
jądrowej
https://www.theguardian.com/world/2026/jun/24/north-korea-nuclear-program-kim-jong-un
Na zakończonym w tym tygodniu spotkaniu rządzącej Partii Pracy Kim Dzong Un
oświadczył, że stałe rozszerzanie sił nuklearnych Korei Północnej jest
„najbardziej właściwym i wyjątkowym sposobem” radzenia sobie z coraz bardziej
niestabilnym światem. Powołał się przy tym na rosnące zagrożenia ze strony USA
i ich sojuszników.
Wypowiedzi te były tylko najnowszym z serii komentarzy ze strony przywódców
Korei Północnej, którzy w swoim wystąpieniu złożyli obietnicę wyposażenia
okrętów wojennych w pociski nuklearne, podwojenia produkcji broni jądrowej i
rozbudowy arsenału nuklearnego kraju „w tempie postępu geometrycznego”.
Korea Północna często wygłasza przesadzone twierdzenia na temat potencjału
obronnego kraju. Analitycy twierdzą jednak, że za tą nasiloną retoryką kryje
się już nie pytanie o to, czy Korea Północna posiada broń jądrową, ale dlaczego
najwyraźniej potrzebuje jej tak wiele.
„To siła tak duża i rozproszona, że żaden pojedynczy atak nie jest w stanie jej
wyeliminować, a [wydaje się], że coraz trudniej ją rozmontować za pomocą
dyplomacji” – mówi Peter Ward, pracownik naukowy Instytutu Sejong w Seulu,
który uważa, że Korea Północna wykorzystuje rozprzestrzenianie swojego
arsenału, aby chronić się przed interwencją podobną do tej, jaka miała miejsce
w Iranie.
„Nie wiemy, gdzie oni wszyscy są. Nie wiemy, co mogą zrobić. A ich groźby są
celowo niejasne”.
Ostatnie ataki na Iran przeprowadzone przez Stany Zjednoczone potwierdziły
lekcję, którą Korea Północna przyswoiła już dawno: państwa, które nie mają w
pełni operacyjnego arsenału nuklearnego, prowokują atak, a nie odstraszają.
„Kraj, który pozostaje na poziomie progowym, ściąga na siebie ogromny ciężar” –
mówi Ward.
Arsenał Korei Północnej, zaprojektowany tak, aby przetrwać pierwszy atak,
obejmuje wyrzutnie kolejowe i drogowe, wzmocnione obiekty podziemne i stale
rozwijającą się flotę okrętów podwodnych.
W tym roku Korea Północna rozpoczęła testy pocisków manewrujących zdolnych do
przenoszenia głowic jądrowych z nowego niszczyciela o wyporności 5000 ton, a w
środę Kim zobowiązał się, że kraj ten będzie budował dwa kolejne okręty wojenne
rocznie przez następne pięć lat.
Analitycy twierdzą, że Pjongjang uważa, że potrzebuje znacznie większego
arsenału, aby sprostać skali i złożoności sił walczących przeciwko niemu.
„Ma do czynienia z amerykańskim parasolem nuklearnym, połączonymi siłami
amerykańsko-południowokoreańskimi i trójstronną współpracą z Japonią” –
powiedział Hong Min, starszy pracownik naukowy w finansowanym przez państwo
Koreańskim Instytucie Zjednoczenia Narodowego. „To wykracza poza minimalne
odstraszanie”.
Broń jądrowa jest teraz również wpisana do konstytucji kraju. Nowelizacja z
początku tego roku przyznała Kimowi konstytucyjne dowództwo nad siłami
nuklearnymi oraz możliwość delegowania uprawnień do wystrzelenia broni innemu
dowództwu, co analitycy interpretują jako zabezpieczenie przed atakiem
polegającym na dekapitacji.
Lee Ho Ryung, starszy pracownik naukowy Korea Institute for Defence Analyses
(KIDA), twierdzi, że Pjongjang chciał ugruntować przekonanie, że
denuklearyzacja nie dotyczy już Korei Północnej, i zbudować taki poziom
zdolności, który zmusiłby Waszyngton do poważnego potraktowania tej kwestii.
„Chodzi im o to, że nie da się tego teraz rozwiązać poprzez negocjacje” – mówi.
Oficjalnie denuklearyzacja pozostaje deklarowanym celem Seulu w stosunkach z
Północą. Prezydent Korei Południowej, Lee Jae Myung, uczynił ją centralnym
punktem polityki swojego rządu.
W maju Donald Trump i Xi Jinping potwierdzili to, co Biały Dom określił jako
„wspólny cel” denuklearyzacji Korei Północnej. Jednak kiedy Xi udał się do
Pjongjangu, chińskie komunikaty nie wspomniały o tym.
Zacieśniające się więzi wojskowe Korei Północnej z Rosją i zacieśnione relacje
z Chinami dodatkowo uodporniły Pjongjang na presję zewnętrzną, która niegdyś
umożliwiała negocjacje. Te trzy państwa, pomimo różnic, mają wspólny interes w
ograniczaniu amerykańskiej potęgi.
Lee Ho Ryung z KIDA twierdzi, że Waszyngton i Seul formalnie nadal będą dążyć
do denuklearyzacji, jednak w praktyce nacisk zostanie prawdopodobnie
przesunięty w stronę kontroli zbrojeń – ograniczania i stopniowej redukcji
arsenału nuklearnego zamiast jego całkowitej eliminacji.
„Ostatecznie” – mówi – „może nie być innej drogi”.
========
To tam wszystko się zaczęło, to tam ONZ straciła rację bytu w roku 1953.
Traktat założycielski ONZ, karta ONZ, przewidywał militarne wzdłużenie każdego
reżimu, który chciałby zakłócić światowy pokój i groził napadem na sąsiednie
kraje, bądź taki napad już rozpoczął tak jak komunistyczna Korea Północna na
początku lat 50 ubiegłego stulecia. Ponad 100 krajów, członków ONZ, wysłało
swoje wojska do zduszenia komunistycznej agresji. Niestety wojska ONZ poniosły
klęskę, odbierając ONZ całą jego wiarygodność.
Przy okazji, D.O. chciałby przypomnieć, że Iran to jeden z najgroźniejszych,
najobrzydliwszych, najkrwawszych i najbardziej niebezpiecznych dla światowego
pokoju reżimów na świecie. Jego obalenie, likwidacja, przywrócenie norm
demokratycznych, teoretycznie leży w obowiązkach Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Organizacja ta jednak ze swoich obowiązków się nie wywiązuje. Głupia wojna
Donalda Trumpa i Beniamina Netanyahu, gdyby była dobrze przygotowana i
przeprowadzona, mogłaby uchronić świat od konsekwencji współżycia z tak
potwornym reżimem. Niestety, kiedy głupcy rozpoczynają wojnę, to taka wojna
musi się głupio skończyć. I skończyła się klęską USA i prawdziwą katastrofą dla
Izraela. Jedynie zaatakowane Iran wyszedł z tej wojny zwycięski i wzmocniony.
Autorytet Stanów Zjednoczonych w regionie w gruzach, już ich miejsce zajmują
mocarstwa regionalne: porozumienie Pakistan Arabia Saudyjska Turcja ma na celu
zastąpienie baz wojskowych Stanów Zjednoczonych fazami tych krajów, które za
cel stawiają sobie stabilizację tego regionu ale i one polegną, ponieważ bez
zniszczenia reżimu ajatollahów, i rak będzie coraz bardziej groźny, teraz już
nie tylko w skali regionalnej, ale i globalnej, dzięki zawładnięciu cieśniną
Ormuz oraz rozwojowi programów rakiet balistycznych, które już teraz są w
stanie dosięgnąć wiele kluczowych centrów w Europie.
6.
https://www.nytimes.com/interactive/polls/donald-trump-approval-rating-polls.html
Najnowszy sondaż Times/Siena wykazał, że zaledwie 37% Amerykanów aprobuje
działania prezydenta Trumpa, co stawia jego notowania na nowym poziomie
politycznym. Chociaż ostatnie prezydentury często były niepopularne i
polaryzujące, w ciągu ostatnich 17 lat, według naszej średniej, żaden prezydent
nie uzyskał notowań poniżej 38% przez więcej niż kilka dni. Jeśli w tej erze
podziałów partyjnych istniała jakaś granica, to notowania Trumpa spadły właśnie
do niej.
Donald Trump nadal traci w sondażach, co negatywnie wpływa na globalną
reputację Stanów Zjednoczonych. Wczoraj jednak powtórzył, że wojna w Iranie
była słuszna, konieczna i pożyteczna, pomimo 50 głosów Senatu, które
zatwierdziły rezolucję mającą na celu powstrzymanie go przed wznowieniem
bombardowań. Miało to symboliczne znaczenie, ale polityczne ze względu na
cztery republikańskie odejścia. Trollował też swoich rywali, grożąc, że będzie
ubiegał się o trzecią kadencję, mimo że zabrania tego Konstytucja. „Może” –
powiedział – „powinniśmy kandydować ponownie” – ku aplauzowi zwolenników,
którzy przyszli go posłuchać na wiecu w Pensylwanii.
Lecąc do Pasa Rdzy, powiedział reporterom, że „dogadujemy się z Iranem bardzo
dobrze. Zostali zdziesiątkowani, a my zawieramy z nimi umowę. Wczoraj
wypuszczono 19 milionów baryłek ropy, najwięcej w historii Cieśniny Ormuz.
Nasza giełda gwałtownie rośnie, a ceny ropy spadają”. Odpowiedział na
zaprzeczenie Irańczyków, że ponownie otworzyli swoje drzwi dla inspektorów
Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej: „Mylą się. Powiedzieli nam to wprost,
a my mamy wszystko pod kontrolą, w 100%. A gdyby mieli rację, natychmiast
odwołałbym spotkania”. Również dlatego, że jego zdaniem Republika Islamska nie
ma alternatywy: „Pieniądze, które wycofamy z Teheranu, trafią do naszych
rolników, którzy będą dostarczać Iranowi kukurydzę, soję i pszenicę, ponieważ
mają problem z głodem”.
Podczas wiecu Trump powtórzył, że Stany Zjednoczone są „najgorętszym krajem na
świecie”, ale według miesięcznego sondażu American Research Group, jego
notowania spadły do 30%, a 66% Amerykanów nie pochwala jego działań. W zeszłym
miesiącu ten sam sondaż wykazał, że 31% Amerykanów aprobuje Trumpa, a 64% go
nie aprobuje, więc spadek ten trwa, nawet bez znaczącego przyspieszenia.
Sytuacja gospodarcza jest jeszcze gorsza, ponieważ tylko 26% obywateli aprobuje
jego decyzje, w obliczu rosnącej inflacji spowodowanej wojną w Iranie. Ten
poziom popularności skazuje Biały Dom na porażkę w latach wyborów
prezydenckich, ale w listopadowych wyborach uzupełniających grozi ukaraniem Republikanów
zarówno w Kongresie, jak i gdzie indziej. Kolejnym istotnym odkryciem jest to,
które powtórzył „Washington Post” dotyczące frekwencji wyborczej w trwających
obecnie prawyborach w całym kraju. Wyborcy Demokratów wykazują silną motywację
do głosowania, nawet w stanach republikańskich, co zagraża Partii
Republikańskiej w całym kraju. Dotychczas w wyborach wzięło udział 12,6 mln
zwolenników partii opozycyjnej, podczas gdy zwolenników prezydenta było 8,6
mln.
Spadek popularności Trumpa pogarsza również postrzeganie Stanów Zjednoczonych
na świecie, zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez Pew Research Center w 36
krajach, w tym we Włoszech. Tylko 23% respondentów ma zaufanie do globalnego
przywództwa prezydenta Białego Domu. 83% Włochów mu nie ufa, co mogło wpłynąć
na reakcję premier Meloni na jego krytykę. Ogólnie rzecz biorąc, 57% wszystkich
uczestników badania w 36 krajach ma nieprzychylną opinię o Stanach
Zjednoczonych, podczas gdy połowa nie uważa ich za wiarygodnego sojusznika.
Dzieje się tak częściowo dlatego, że 66% uważa, że ignorują one inne kraje, a
63% oskarża je o brak wkładu w pokój i stabilność na świecie, nie mówiąc już o
obronie wolności i praw człowieka. Czasy, w których Stany Zjednoczone były
śledzone, ponieważ były podziwiane, wydają się minąć, ze wszystkimi tego
konsekwencjami.
7.
https://wyborcza.pl/7,75968,32875741,orkiestra-na-titaniku-gra-leszek-miller-mowi-ze-woli-byc.html#s=S.TD-K.C-B.5-L.1.duzy
Szkoda panajarkowego czasu i energii na pochylani się nad tym poyebem!
8.
https://wyborcza.pl/7,75968,32874981,patocelebryta-stanowski-obrzuca-blotem-dziennikarza-czuchnowskiego.html#s=S.TD-K.C-B.4-L.1.duzy
Drogi Czytelniku, pamiętaj, że gadające gówno nigdy nie będzie w stanie
obrazić księcia dziennikarstwa!
9.
Od Berlusconiego do Al Thaniego. Villa Certosa zmienia właściciela i staje się
własnością emira.
Ostateczna cena wynosi około 350 milionów. Katarska rodzina królewska ma już
inne inwestycje na Sardynii i w sektorze luksusowym.
https://www.repubblica.it/economia/2026/06/24/news/da_belusconi_ad_al_thani_villa_certosa_passerebbe_di_mano_per_diventare_saudita-425430697/?ref=RHLF-BG-P4-S1-T1-s2033
Villa Certosa , rezydencja z „Baśni tysiąca i jednej nocy” należąca do
spadkobierców Silvio Berlusconiego, w końcu znalazła nabywcę. Biorąc pod uwagę
niezbyt przystępną cenę, mógł ją kupić tylko szejk. Siedmiogwiazdkowa
rezydencja, miejsce wielu przyjęć i widok na Zatokę Marinella, została
sprzedana przez spadkobierców Berlusconiego rodzinie Al Thani, królewskiej
dynastii rządzącej Katarem od ponad 150 lat, która za pośrednictwem Mayhooli
kontroluje również 70% udziałów w Valentino we Włoszech. Rodzina jest
właścicielem funduszu majątku narodowego, który czerpie z aktywów szacowanych
na setki miliardów dolarów, pochodzących z ogromnych złóż ropy naftowej i gazu
ziemnego.
Właścicielem Villa Certosa ma być rzekomo Constellation Hotels Holding Ltd Sca,
spółka inwestycyjna z siedzibą w Luksemburgu, która posiada europejski i
światowy kapitał nieruchomości rodziny, ale przede wszystkim bardzo bogatego
szejka Hamada bin Jassima Al Thaniego, byłego ministra spraw zagranicznych i
premiera Kataru w latach 2007-2013. Za pośrednictwem rządowego podmiotu Qia
katarski fundusz państwowy nabędzie dziś również 10% udziałów w Golden Goose od
firmy private equity Permira, stając się akcjonariuszem referencyjnym wraz z
singapurskim funduszem państwowym Temasek i chińskim gigantem HongShan Capital,
również producentem luksusowych butów sportowych Made in Italy.
10.
Rząd ogłasza stan wyjątkowy z powodu trzęsień ziemi, wzywa lekarzy i
pielęgniarki do szpitali
Podczas swojego pierwszego oficjalnego wystąpienia po trzęsieniach ziemi, które
nawiedziły Wenezuelę, pełniąca obowiązki prezydenta Delcy Rodríguez
poinformowała również, że lotnisko Maiquetía zostało zamknięte z powodu
poważnych uszkodzeń konstrukcyjnych.
https://www.elnacional.com/2026/06/gobierno-declara-emergencia-por-terremotos-llama-a-medicos-y-enfermeras-a-hospitales/
Pierwsze trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,2 , którego epicentrum znajdowało się
21 km (13 mil) na zachód od nadmorskiego miasta Moron, miało miejsce o godzinie
22:04 GMT, poinformowała Amerykańska Służba Geologiczna (USGS). W ciągu minuty
trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,5 nastąpiło około 45 km dalej.
„To trzęsienie ziemi było drugim z rzędu. Przed głównym wstrząsem o magnitudzie
7,5 nastąpiło 39 sekundowe wstrząsy wstępne o magnitudzie 7,2” – poinformował
USGS.
12.
https://wyborcza.pl/7,177851,32874357,fala-upalu-ktora-wlasnie-do-nas-plynie-moze-byc-rekordowo.html#s=S.TD-K.C-B.10-L.1.duzy
D.O. lubi ciepełko i jak na razie warszawskie 30 stopni zupełnie mu nie
doskwiera. Zwłaszcza, że nocą można zmarznąć przy spadku do 16 stopni (co się
rzymskim latem zupełnie nie zdarza.
Jednak jeśli rzeczywiście będzie 41 stopni (nadal uważa, e takie tytuły, to
typowy terroryzm medialny), to nawet D.O. podoskwiera. Choć wielokrotnie zaznał
podobnych temperatur, a nawet znacznie wyższych. Ale D.O. choć sam biedny, choć
biednego, popieprzonego kraiku, jest jednak białym Europejczykiem i z
najgorętszych nawet upałów przenosił się do klimatyzowanych pojazdów i hoteli.
Nawet w Indiach, gdzie prąd padał niemal codziennie i na długo, także w New
Delhi, bo japoński hotel miał własne generatory i własne dostawy paliwa do
nich.
D.O. jest nieodrodnym synem polskiej ziemi i ma, jak wszyscy rodacy, tendencje
do narzekania, to jednak na ogół stara się zwalczać te wypływające z bebechów
zrzędzenie na co tylko się da. W ogóle, wyzwolenie z więzów narodu, środowiska,
a nawet płci, zawsze uważał za samodoskonalenie i nie ma zamiaru zmieniać tego
na starość.
A zatem – niech żyje ciepełko, zwłaszcza tak umiarkowane, jak to, którego
doświadczamy obecnie.
Dzień dobry
OdpowiedzUsuń