DRUGI OBIEG
Czwartek, 4 czerwca 2026
Wybraliśmy wolność. Wybierzmy ją znowu.
1.
Zastanawiałem się jak państwa rozweselić w to specyficzne święto Wielkiego
zabobonu i wymyśliłem, żeby opowiedzieć o moim całkiem nieboskim ciele.
Od dwóch tygodni chodzę na rehabilitację, podczas której moja ręka poddawana
jest rozmaitym torturom ze szczególnym uwzględnieniem elektrowstrząsów, z góry
na dół, z dołu do góry, od łokcia do przegubu, od przegubu do palców i tak
dalej.
Efektu nie ma żadnego, poza ogólnym poczuciem dobrze spełnionego obowiązku,
który zakłada pobudkę o 6:00 rano i jazdę tramwajem do szpitala. W porównaniu z
poprzednimi ośrodkami rehabilitacji, to tutaj jest o wiele nowocześniejsze, o
wiele mniej zatłoczone, z o wiele bardziej życzliwymi fizjoterapeutami. W
dalszym ciągu tli się we mnie iskierka, że któregoś dnia moja ręka odzyska
przynajmniej część zdolności ruchu, bo przecież warto się oszukiwać w
sytuacjach, które wyglądają na beznadziejne.
Przy okazji poznałem także termin mojej kolejnej operacji, operacji naprawczej.
Czytelnicy będą wiedzieć, kiedy to się wydarzy: w dniach przed, w trakcie i po,
Drugi Obieg nie będzie się ukazywał. To już niedługo. Stay tuned!
Robotyczna rękawica jak z horroru sci-fi.
Maszyna poruszająca przegub i palce w dół i w górę, a przy każdym ruchu wstrząs
elektryczny.
Tradycyjne wstrząsanie prądem nerwu pośrodkowego.
2.
Tego się obawiałem. Unikałem ulubionych piosenek z mojej ulubionej młodości,
nieopacznie pojechałem na koncert wspominający piosenki Marka Grechuty i klops!
Teraz łażą za mnie i nie chcą się odczepić. A na dodatek Stanisław Ignacy
Witkiewicz zwany Witkacym nie chce się ode mnie odczepić od wczesnej młodości,
odkąd po raz pierwszy zetknąłem się z jego twórczością i, chociaż minęło wiele
dekad, uważam, że wielu geniuszy w historii literatury i historii sztuki może
mu podskoczyć.
Nad zrębem planety,
pośród gwiezdnej nocy,
szereg alefów w nieskończoność pełznie.
I nieskończoność unieskończoniona
zamiera sama w sobie, przez siebie zdradzona.
Kłęby, kłęby, kłęby tytanów
i rogate, i rogate widma
sypią, sypią, sypią gwiazd roje w wydarte otchłanie.
Myśl w własne wątpia zapuściła szpony
i gryzie siebie sama w swej własnej otchłani
Lecz myśl ta czyja? Samo się nie myśli
Tak jak grzmi samo i samo się błyska.
Punkt się rozprężył w n wymiarów przestrzeń
I przestrzeń klapła
Jak przekłuty balon.
3.
https://wyborcza.pl/7,75968,32832282,od-pojednania-do-wspolnego-bezpieczenstwa-kilka-uwag-na-tle.html#s=S.TD-K.C-B.10-L.2.duzy
Polska i Niemcy nie były i nie są skazane na wieczną wrogość ani na wieczną
przyjaźń. Oba kraje potrzebują jednak co najmniej dobrego sąsiedztwa, zaś dobre
stosunki polsko-niemieckie stanowią wkład w stabilność polityki europejskiej, w
tym regionu Europy Środkowej i Wschodniej.
17 czerwca 1991 r. Polska i Niemcy podpisały Traktat o dobrym sąsiedztwie i
przyjaznej współpracy. Dziś, po 35 latach, warto postawić pytanie: czy był to
jedynie dokument epoki przełomu po zimnej wojnie, czy też pozostaje fundamentem
przyszłych relacji oraz bezpieczeństwa i stabilności w Europie?
Nasza odpowiedź brzmi jednoznacznie: Traktat nie traci na znaczeniu i spełnia
swoją rolę również w obliczu wojny rosyjsko-ukraińskiej, kryzysu bezpieczeństwa
europejskiego i narastających tendencji nacjonalistycznych. Ale świat roku 2026
nie jest już światem roku 1991.
Od "fatalizmu wrogości" do wspólnoty interesów
Polska i Niemcy nie były i nie są skazane na wieczną wrogość ani na wieczną
przyjaźń. Oba kraje potrzebują jednak co najmniej dobrego sąsiedztwa, zaś dobre
stosunki polsko-niemieckie stanowią wkład w stabilność polityki europejskiej, w
tym regionu Europy Środkowej i Wschodniej.
Traktat polsko-niemiecki zakończył epokę, w której relacje obu państw były
zakładnikiem trudnej niekiedy historii, sporów granicznych oraz nieufności.
Polska zaakceptowała zjednoczenie Niemiec, Niemcy wsparły strategiczny cel
Polski - wejście do NATO i Wspólnot Europejskich.
To był sukces historyczny, który po stronie polskiej zawdzięczamy głównie
premierowi Tadeuszowi Mazowieckiemu i ministrowi spraw zagranicznych
Krzysztofowi Skubiszewskiemu.
Rezultatem Traktatu było między innymi:
*ostateczne zamknięcie sporu granicznego,
*wejście Polski do zachodnich struktur współpracy i bezpieczeństwa,
*powstanie bezprecedensowej infrastruktury współpracy społecznej, naukowej i
edukacyjnej oraz gospodarczej,
*wysoki poziom partnerstwa handlowego Polski i Niemiec,
*przyjazna współpraca społeczna milionów Polaków i Niemców, w tym w rejonie
przygranicznym.
*Nigdy wcześniej w historii Europy Środkowej i Wschodniej nie udało się
stworzyć tak gęstej sieci pokojowej współpracy między narodami obciążonymi
doświadczeniem wojny i okupacji.
Europa się skończyła? Nie - ale skończyły się złudzenia
Przez długi czas wydawało się, że historia została przezwyciężona. Rozszerzenie
NATO i Unii Europejskiej, rozwój gospodarczy oraz integracja miały gwarantować
trwały pokój. Tak się jednak nie stało.
Rosja powróciła do polityki imperialnej i wojny. Agresja przeciw Ukrainie
zniszczyła złudzenia dotyczące „końca historii". Jednocześnie narastają
kryzysy wewnątrz samej Europy: populizm, radykalizacja polityczna, kryzys
zaufania społecznego i słabnięcie więzi transatlantyckich. W tej sytuacji
Polska i Niemcy nie mogą pozwolić sobie na luksus wzajemnej obojętności.
Prawdziwe pytanie brzmi dziś inaczej.
Przez lata w Polsce powracało pytanie: czy Niemcy stanowią zagrożenie dla
Polski? Dziś pytanie powinno być inaczej postawione: czy Polska i Niemcy są
zdolne wspólnie odpowiedzieć na zagrożenie ze strony imperialnej Rosji oraz
kryzysu bezpieczeństwa europejskiego?
To od tej odpowiedzi zależy przyszłość nie tylko relacji polsko-niemieckich,
lecz także stabilność całej Europy Środkowej i Wschodniej. Dlatego opowiadamy
się za:
*budową realnego sojuszu obronnego Polski i Niemiec, zwłaszcza za poważnym
wkładem Niemiec w umacnianie wschodniej flanki NATO,
wzmocnieniem europejskiego filaru NATO,
*pogłębieniem współpracy przemysłów obronnych,
*trwałym wsparciem dla Ukrainy,
*utworzeniem trójkąta polsko-niemiecko-ukraińskiego jako nowego formatu
strategicznego w Europie.
Nie ma dziś bezpieczeństwa Europy bez współpracy Warszawy i Berlina.
Czas wzmocnionej polityki współdziałania i porozumienia
Przez lata zbyt często traktowano pojednanie jako jednorazowy akt historyczny.
Tymczasem pamięć i doświadczenia historyczne nie są dziedziczone automatycznie
przez kolejne pokolenia. Różnice w postrzeganiu przeszłości nie są niczym
nadzwyczajnym, jednak dialog oparty na prawdzie oraz aktywna polityka pamięci i
edukacji mogą ułatwiać wzajemne zrozumienie.
Instrumentalizacja spornych problemów dla bieżących celów politycznych służy z
reguły populistom i nacjonalistom. W Polsce wykorzystuje się antyniemieckie
resentymenty do mobilizacji politycznej, w Niemczech zaś coraz częściej
pojawiają się tendencje do wygodnego upraszczania historii Europy Środkowej i
Wschodniej. Potrzebna jest zatem nowa polityka pamięci, która nie może opierać
się wyłącznie na symbolicznych gestach i jubileuszowych deklaracjach.
Musi ona w praktyce oznaczać:
*większe wsparcie dla edukacji historycznej i obywatelskiej, w szczególności
wsparcie dla wspólnego podręcznika "Europa. Nasza historia",
*rozwój wspólnych wieloletnich projektów szkolnych i akademickich,
stabilne finansowanie wymiany młodzieży,
*ochronę wspólnej infrastruktury pamięci, w szczególności szybkie doprowadzenie
do realizacji projektu polskiego pomnika w centrum Berlina oraz Domu
Niemiecko-Polskiego,
*odbudowę zaufania społecznego.
Ostatnie ofiary nazizmu nie mogą zostać same
Wciąż żyją w Polsce ofiary niemieckich zbrodni nazistowskich. Ich liczba
dramatycznie maleje. Nie mają już czasu czekać na kolejne debaty polityczne i
dyplomatyczne. Dlatego zwracamy się do rządów Polski i Niemiec o pilne
uruchomienie systemu świadczeń humanitarnych dla żyjących jeszcze ofiar nazizmu
w Polsce (jeszcze w drugiej połowie 2026 roku). W pełni popieramy apel -
"Nie mamy już więcej czasu", wystosowany w połowie maja br. przez
stowarzyszenia skupiające ofiary zbrodni nazistowskich oraz Fundację
"Polsko-Niemieckie Pojednanie". W ten sposób zachowane będzie
elementarne poczucie moralnej odpowiedzialności i ludzkiej solidarności.
Nie możemy akceptować sytuacji, w której ostatnie ofiary nazizmu są przedmiotem
politycznych i biurokratycznych manipulacji. Dobrym punktem odniesienia
efektywnego rozwiązania jest porozumienie polsko-niemieckie z 16 października
1991 r.
Zamiast nowego traktatu potrzebujemy impulsu politycznego i nowego języka
współpracy polsko-niemieckiej - języka odpowiedzialności za Europę, bezpieczeństwo
i demokrację oraz konkretnych działań.
W tym duchu proponujemy:
*ustanowienie 17 czerwca Dniem Dobrego Sąsiedztwa Polsko-Niemieckiego3,
*zwiększenie nakładów na edukację historyczną i obywatelską,
*rozwój trwałych instrumentów współpracy społecznej i przygranicznej,
*stworzenie nowych mechanizmów współpracy strategicznej wobec wojny i kryzysów
europejskich.
Historia jeszcze się nie skończyła
Druga wojna światowa była początkiem końca historycznej epoki i kulturowej
formacji w Europie Środkowej i Wschodniej - wydarzeniem o nieodwracalnych
skutkach. Pamięć o tym jest przesłanką pojednania, porozumienia i
współdziałania.
W dwustronnych relacjach przeszliśmy historyczny szlak od
"Ostkolonisation", "Drang nach Osten",
"Ostmarkenverein", "Ostflucht", "Ostschutz",
"Ostkunde", "Ostforschung", "Ostinstitute",
"Generalgouvernement", "Generalplan Ost",
"Ostfront", "Ost-Dokumentation", "Ostblock", do
momentu "Neue Ostpolitik" i "Ostverträge", a wreszcie do
"Osterweiterung" i zupełnie nowej sytuacji, w której Polska i Niemcy
są członkami tego samego sojuszu wojskowego oraz tej samej wspólnoty interesów
i wartości.
35 lat temu Polska i Niemcy udowodniły, że nie są skazane na "fatalizm
wrogości" i historyczne polemiki. Co więcej, okazało się, że wzajemnie się
potrzebują. Prawdziwe wyzwania dotyczą dziś przyszłości.
Dziś stoimy przed nowym wyzwaniem: czy potrafimy zbudować wspólnotę
odpowiedzialności za polityczny kształt Europy i jej bezpieczeństwo? Nie tylko
Polska ma w tym interes, lecz również Niemcy, które zyskują obliczalnego
sąsiada, tworzącego strefę stabilności i bezpieczeństwa. Stosunki
polsko-niemieckie nie rozwijają się jednak samoistnie, lecz wymagają w obu
krajach pracy i sporego wysiłku politycznego. Przyszłość tych stosunków zależeć
będzie od tego czy i w jakim stopniu oba państwa zdecydują się na to, by
traktować się jako sojusznicy i partnerzy.
Od odpowiedzi na powyższe wyzwania zależy przyszłość obu naszych państw i
narodów i - być może - całego europejskiego projektu.
Narastająca fala polityki antyunijnej, antyniemieckiej i antyukraińskiej spycha
Polskę nieuchronnie na europejskie peryferie i zagraża jej bezpieczeństwu.
Polska nie może szukać swojego miejsca "na zachód od Wschodu i na wschód
od Zachodu", czyli nigdzie.
4.
Arwa Mahdawi
Dzięki Bogu za papieża Leona. To on jest przywódcą, którego nasz świat
rozpaczliwie potrzebuje.
https://www.theguardian.com/commentisfree/2026/jun/03/pope-leo-ai-technology
Pamiętacie początek XXI wieku, kiedy Dolina Krzemowa kipiała idealizmem, a
tech-maniacy wmawiali nam, że uratują świat? „Nie bądź zły” – to było
nieoficjalne motto Google; w prospekcie emisyjnym z 2004 roku firma
stwierdziła, że czynienie „dobrych rzeczy dla świata” jest ważniejsze niż
„krótkoterminowe zyski”. Mark Zuckerberg napisał podobnie w liście z okazji
debiutu giełdowego Facebooka z 2012 roku, że portal społecznościowy został
„stworzony, aby realizować misję społeczną – uczynić świat bardziej otwartym i
połączonym”.
Jak było oczywiste dla każdego, kto uważnie śledził wydarzenia, to wszystko
było tylko performatywnym bełkotem. Niemniej jednak trudno nie czuć nostalgii
za tamtym okresem – który ostatecznie zakończył się w 2018 roku skandalem
Cambridge Analytica. Ogólnie rzecz biorąc, miliarderzy i prezesi firm nadal
przejmowali się tym, co myśli o nich pospólstwo. Byli na tyle świadomi, by
zdawać sobie sprawę, że nawet z całym swoim majątkiem, nas jest o wiele więcej
niż ich.
Teraz jednak nastąpiła sejsmiczna zmiana nastrojów. Donald Trump uczynił
okrucieństwo czymś fajnym, a chciwość i korupcję znormalizował. Tymczasem
giganci technologiczni ustawili się w kolejce, by ucałować pierścień – i
wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy od jego administracji. Elon Musk przeszedł
drogę od ekscentrycznego geniusza do prawicowego agitatora. Zuckerberg przeżywa
swoją erę macho, wzywając firmy do uwolnienia swojej „męskiej energii” i
mówiąc, że żałuje tak wielu przeprosin w przeszłości.
A co z mantrą „nie bądź zły”? Ha. Teraz firmy technologiczne bez skrupułów
podsycają niewyobrażalne zło. Na przykład Projekt Nimbus, kontrakt o wartości
1,2 mld dolarów przyznany przez Izrael Google i Amazonowi, został oskarżony o
udział w trwającym ludobójstwie w Strefie Gazy. Siergiej Brin, współzałożyciel
Google, stwierdził tymczasem, że używanie terminu „ludobójstwo” w odniesieniu
do Strefy Gazy, co robią dziesiątki czołowych organizacji praw człowieka i
naukowców, jest „obraźliwe”.
W obliczu tej zmiany nastrojów wydarzyło się coś dziwnego: Watykan wskazał
Dolinę Krzemową jako centrum destrukcyjnego myślenia. Kościół katolicki,
ociekający złotem, obciążony ohydną historią nadużyć seksualnych i tuszowania
ich, staje się promykiem światła w bardzo mrocznym świecie. Nawet dla
niewierzących, takich jak ja, papież stał się uspokajającym – i aż nazbyt
rzadkim – głosem moralnej jasności.
Papież Franciszek, który zmarł w zeszłym roku, zapoczątkował tę transformację.
Nie był on bezproblemowym sojusznikiem osób LGBTQ+, ale twierdził, że ludzie
nie powinni być marginalizowani ze względu na swoją orientację seksualną i
nazwał prawo kryminalizujące homoseksualizm „niesprawiedliwym”. Mówił głośno o
trosce o imigrantów, mówił o sprawiedliwości klimatycznej i krytykował masowe
deportacje administracji Trumpa. Przekonywał kościoły w Sudanie Południowym, że
nie mogą pozostać neutralne w obliczu niesprawiedliwości. Potępił również
izraelski atak na Gazę. „To nie jest wojna. To terroryzm” – powiedział w
listopadzie 2023 roku. Jednym z jego ostatnich życzeń było przekształcenie jego
papamobilu w klinikę zdrowia dla dzieci z Gazy. Izrael, oczywiście, nadal nie
zezwolił na jego wjazd.
Kiedy papież Leon XIV zastąpił Franciszka, wielu zastanawiało się, czy będzie
nadal orędował w imieniu najsłabszych. Ku rozczarowaniu administracji Trumpa,
zrobił to. Leon wypowiedział się przeciwko wojnie z Iranem i uzasadnianiu jej
przez Magę motywami religijnymi. Przypomniał światu, że „mieszkańcy Gazy nadal
nie otrzymują pomocy humanitarnej”, co jest faktem, który większość światowych
przywódców zdaje się ignorować. Tak bardzo zdenerwował Trumpa i jego
zwolenników, że prezydent oskarżył go o „SŁABOŚĆ w walce z przestępczością”, a
Sean Hannity z Fox News zastanawiał się na antenie, czy papież „w ogóle
przeczytał Biblię”.
Teraz Leon staje się solą w oku Doliny Krzemowej. 25 maja papież opublikował
swoją pierwszą encyklikę, która jest oficjalnym oświadczeniem przedstawiającym
stanowisko Kościoła w ważnej kwestii. Zatytułowana „Magnifica Humanitas: O
ochronie osoby ludzkiej w dobie sztucznej inteligencji” ostrzega przed
zagrożeniami związanymi z nieuregulowaną sztuczną inteligencją, zauważając, że
„rosnąca dominacja paradygmatu technokratycznego” grozi „sprowadzeniem
stworzenia do przedmiotu eksploatacji, a istot ludzkich do trybików w systemie
dążącym do coraz większej wydajności”.
Encyklika jest bardzo długa (ponad 40.000 słów) i pełna interesujących
smaczków. Ale oto jeden z fragmentów, który uważam za najważniejszy:
„Poszukiwanie prawdy jest istotnym elementem demokracji… Gdy pytania o prawdę
tracą na atrakcyjności, a dominuje pragmatyzm zadowalający się tym, co wydaje
się użyteczne lub skuteczne, życie demokratyczne słabnie… Obojętność na prawdę
prowadzi, powoli, lecz nieuchronnie, do staczania się w stronę totalitaryzmu.
Jak napisała filozofka Hannah Arendt, idealnymi poddanymi takich reżimów są nie
tyle ci, którzy są przekonani ideologicznie, co raczej „ludzie, dla których
rozróżnienie między faktem a fikcją (tj. rzeczywistością doświadczenia) i
rozróżnienie między prawdą a fałszem (tj. standardami myślenia) już nie
istnieje”.
Media społecznościowe, wykorzystywane zarówno w dobrym, jak i złym celu, nie
powinny być obwiniane za wszystkie nasze nieszczęścia. Wydaje się jednak
całkiem jasne, że rozkład moralny, który trawił świat, rozpoczął się wraz z
rozprzestrzenieniem się mediów społecznościowych na całą planetę, zamieniając
nas wszystkich w punkty danych, którymi można manipulować. Fakt jest kruchy, a
w swoim eseju „Prawda i polityka” Arendt ostrzegała, że zalew kłamstw podważa
nasze poczucie rzeczywistości. Oczywiście sztuczna inteligencja już to potęguje
– podkopując nasze krytyczne myślenie, podając w wątpliwość wszystko,
zacierając granicę między faktem a fikcją. Dlatego administracja Trumpa tak
bardzo kocha sztuczną inteligencję: pomaga ona bogatym jeszcze bardziej się
bogacić, a nam wszystkim – być bardziej uległymi.
Ważna jest również uwaga Leona o niebezpiecznym „pragmatyzmie”. Światem zdają
się rządzić radośnie źli i żałośnie pragmatyczni. Z jednej strony mamy ludzi
takich jak Stephen Miller, Donald Trump, Benjamin Netanjahu: ludzi, którzy
rozkoszują się okrucieństwem. Równie źli, choć nie tak bezczelni, są ludzie,
którzy po prostu to wszystko akceptują, bo tak jest łatwiej.
W styczniowym artykule w „Wall Street Journal”, były sekretarz skarbu USA
Robert E. Rubin, ubolewał nad faktem, że liderzy biznesu milczą na temat
deptania demokracji przez Trumpa. „Z mojego doświadczenia wynika, że wielu
liderów żywi głębokie obawy dotyczące bezprawia Trumpa, wykorzystywania rządu
jako broni i ingerencji w rynki” – napisał Rubin. „Powstrzymują się od
publicznej krytyki nie dlatego, że nie znajdują niczego, co można by
skrytykować, ale dlatego, że czują się zastraszeni”.
Rządzą nami kretyni i tchórze. Od naszych uniwersytetów po sądy, nasze
instytucje nie stawiły czoła obecnej sytuacji z odwagą. Dzięki Bogu zatem za
papieża. Nadal jest zwykłym śmiertelnikiem, nie jest doskonały, ale okazuje się
być bardzo potrzebną siłą dobra. Mówi prawdę wyższej mocy.
*Arwa Mahdawi jest felietonistką Guardian US i autorką książki Strong Female
Lead
5.
Thune doszedł do punktu zerwania z Trumpem
https://www.axios.com/2026/06/03/thune-trump-pushback-senate
Zmiana, jaka zaszła w ciągu ostatnich kilku tygodni, była subtelna, ale
niepodważalna: John Thune sprawia wrażenie człowieka,
który ma dość prezydenta Trumpa.
Dlaczego to ma znaczenie: Lider większości w Senacie odstąpił od swojej
dotychczasowej polityki i publicznie zerwał stosunki z prezydentem w związku z
serią niedawnych kontrowersji.
To znak, że wpływ Trumpa na republikańskich kongresmenów słabnie, gdyż zbliża
się on do drugiej połowy swojej kadencji.
Najnowsze informacje: Trump we wtorek mianował Billa Pulte'a — psa bojowego
MAGA, który wykorzystał swoją pozycję szefa federalnych finansów mieszkaniowych,
by atakować wrogów prezydenta — pełniącym obowiązki dyrektora wywiadu
krajowego, mimo że w jego życiorysie nie widnieje żadne wyraźne doświadczenie w
wywiadzie.
Werdykt Thune'a: „Nie potrzebujemy uzbrojonego dyrektora wywiadu narodowego,
potrzebujemy profesjonalistów w tej dziedzinie”. Jeśli Biały Dom chce, aby
Pulte został na tym stanowisku na stałe, „ma przed sobą długą drogę” – dodał
lider Senatu.
Ogólny obraz: Thune, w swoim skromnym stylu, w ostatnich tygodniach
wielokrotnie dawał do zrozumienia, że ma odmienne zdanie od Trumpa.
„Nie jestem wielkim fanem” – powiedział Thune o propozycji Trumpa
utworzenia funduszu „antyuzbrojeniowego” w wysokości 1,78 miliarda dolarów.
Krytycy, w tym znaczna część Konferencji Republikanów w Senacie, twierdzili, że
pieniądze mogłyby zostać przeznaczone na odszkodowania dla uczestników zamieszek
z 6 stycznia. „Nie widzę w tym sensu”. W innym miejscu stwierdził, że
propozycja „nie zdaje egzaminu”.
Po tym, jak bezpartyjna parlamentarzystka Senatu orzekła, że pieniądze na
proponowaną przez Trumpa salę balową nie mogą zostać ujęte w ustawie o egzekwowaniu
przepisów imigracyjnych, prezydent zażądał jej zwolnienia: „Bądźcie mądrzy i
twardzi Republikanie, albo wszyscy będziecie szukać pracy o wiele szybciej, niż
wam się wydaje!”
Thune nie dał się nabrać. Twierdził, że problemem nie jest parlamentarzysta,
lecz liczenie głosów. Wielokrotnie sprzeciwiał się wezwaniom Trumpa do
zniesienia obstrukcji parlamentarnej.
Thune był widocznie rozczarowany, gdy Trump poparł prokuratora generalnego
Teksasu Kena Paxtona w teksańskich prawyborach republikańskich do Senatu – po
tym, jak przez miesiące namawiał prezydenta, aby poparł jego przyjaciela i
kolegę, senatora Johna Cornyna.
„Nikt z nas nie ma wpływu na to, co robi prezydent. On sam podjął decyzję w tej
sprawie. To nie zmienia moich odczuć. Z pewnością nadal będę wspierał senatora
Cornyna” – powiedział Thune dziennikarzom. Cornyn
przegrał w pogromie.
Retrospekcja: Thune i Trump już wcześniej mieli spięcia.
W grudniu 2020 roku Thune stwierdził, że próby odrzucenia wyników wyborów przez
niektórych członków Izby Reprezentantów „pójdą jak z płatka” w Senacie. „Dakota
Południowa nie lubi słabości” – zaatakował prezydent w odpowiedzi. „Będzie miał
prawybory w 2022 roku, kariera polityczna skończona!!!”
Thune poparł senatora Tima Scotta (RS.C.) w wyborach prezydenckich w 2024 roku,
a następnie poparł Trumpa po tym, jak Scott wycofał
swoją kandydaturę. Stało się to po tym, jak Thune powiedział, że „zawsze
martwił się” o szanse Trumpa jako kandydata w wyborach powszechnych.
Tak, ale: Thune towarzyszył prezydentowi w realizacji jego najważniejszych
priorytetów, od ceł i nominacji po imigrację i obniżki podatków w ramach
„jednej wielkiej pięknej ustawy”.
Co mówią: „Myślę, że prezydent cieszy się ogromnym poparciem wśród republikanów
w całym kraju” – powiedział Thune reporterom we wtorek. „Wciąż słuchamy jego
rad i wskazówek i robimy wszystko, co w naszej mocy, aby pomóc krajowi odnieść
sukces, ponieważ myślę, że ostatecznie tego właśnie oczekują Amerykanie i,
szczerze mówiąc, na tym polega nasza praca”.
„Biały Dom i prezydent Trump z przyjemnością ściśle współpracowali z liderem
Thune i republikańskimi senatorami, aby zrealizować wiele ważnych obietnic
złożonych Amerykanom, w tym największą w historii obniżkę podatków dla
pracujących Amerykanów” – powiedziała w oświadczeniu rzeczniczka Białego Domu
Abigail Jackson. „Podczas gdy media próbują siać nieistniejące podziały, z
niecierpliwością oczekujemy kontynuacji tej bliskiej relacji z liderem Thune i
realizacji programu prezydenta Trumpa, do którego realizacji Amerykanie go
wybrali”.
Podsumowując: Thune nie planuje buntu, ale jego dyskretny opór mówi sam za
siebie.
6.
Scott Pelley oskarża szefa CBS News o „zamordowanie” programu „60 Minutes”
Podczas burzliwego zebrania personelu korespondent skrytykował Bari Weiss,
redaktor naczelną CBS, i Nicka Biltona, nowego producenta wykonawczego
programu.
https://www.nytimes.com/2026/06/01/business/media/cbs-60-minutes-scott-pelley-nick-bilton.html
W poniedziałek CBS News stanęło w obliczu kolejnej fali zamieszania po tym, jak
Scott Pelley, korespondent programu „60 Minutes”, podczas spotkania personelu
wtrącił się do nowo zatrudnionej producentki wykonawczej programu i oskarżył
Bari Weiss, redaktor naczelną stacji, o „zamordowanie” długoletniego
niedzielnego programu informacyjnego.
W niezwykłej wymianie zdań pan Pelley, którego baryton prezentera momentami
trząsł się z gniewu, powiedział Nickowi Biltonowi, nowemu producentowi
wykonawczemu, że ma „nikłe” kwalifikacje do nowej pracy i zakwestionował
zaangażowanie stacji w przyszłość programu, jak wynika z nagrania spotkania, do
którego dotarł „The New York Times”.
Spotkanie o godzinie 10:00 w siedzibie programu w Midtown na Manhattanie miało
być formalnym przedstawieniem pana Biltona, dziennikarza technologicznego i
filmowca, który został mianowany w zeszłym tygodniu w ramach gruntownej
przebudowy „60 Minutes”. CBS zwolniło Tanyę Simon, poprzednią producentkę
wykonawczą, i jej zastępczynię, a także Sharyn Alfonsi i Cecilię Vegę, dwie
korespondentki programu – wydarzenie, które pan Pelley nazwał „Czarnym
Czwartkiem”.
Spotkanie szybko stało się napięte – co nie było zaskoczeniem po miesiącach
napięć między doświadczonymi dziennikarzami z programu „60 Minutes” a panią
Weiss, dziennikarką opiniotwórczą, która od dawna krytykowała tradycyjne
instytucje medialne, zanim w zeszłym roku została szefową jednej z nich.
Została mianowana przez Davida Ellisona, potomka firmy technologicznej, który
przejął kontrolę nad spółką macierzystą CBS, Paramount, w ramach
wielomiliardowej fuzji.
Pan Bilton, który nigdy wcześniej nie pracował w tradycyjnych wiadomościach
telewizyjnych, rozpoczął poniedziałkowe spotkanie, próbując uspokoić obawy
pracowników, którzy wierzyli, że może on fundamentalnie zmienić trwający od
dziesięcioleci DNA najpopularniejszego programu informacyjnego w kraju.
„Dla mnie dziennikarstwo to dziennikarstwo” – powiedział pan Bilton, jak wynika
z nagrania. „Dlatego tu jestem. Dlatego wszyscy tu jesteśmy”. Dodał: „Plotki,
które krążą, że zamierzam zrobić z programu 60 jednominutowych odcinków, że
będzie jak TikTok, się nie zmienią. Program pozostanie dokładnie taki sam, jak
na razie”.
Ostrzegł również, że branża telewizyjna, która wylęgła „60 Minutes”, wkrótce
stanie się przestarzała. „Program to topniejąca kostka lodu, jasne?” –
powiedział pan Bilton, dodając, że program musi się dostosować. „Bari kocha tę
instytucję” – dodał. „Uwielbia »60 Minutes«”.
W tym momencie pan Pelley przerwał.
„Ona morduje »60 Minutes«” – powiedział korespondent. „Ona nie kocha tego
miejsca. Została tu sprowadzona, żeby je zniszczyć i właśnie to robi”.
Pan Pelley dodał: „Ona nie ma żadnych kwalifikacji do swojej pracy; ty masz
nikłe kwalifikacje do tej pracy. Zmiany, które wprowadziła w „Evening News”,
były katastrofalne, więc dlaczego mielibyśmy oczekiwać, że cokolwiek z tego
będzie lepsze?”.
Pan Bilton odpowiedział: „Cóż, pokażę panu. To właśnie mam do powiedzenia. Taki
jest mój plan na najbliższe dwa tygodnie. Spotkam się ze wszystkimi. Bardzo się
cieszę na spotkanie ze wszystkimi, w tym z panem”.
CBS News nie odpowiedziało na prośbę o komentarz.
Pani Weiss nie uczestniczyła w spotkaniu. Jeden z dyrektorów CBS na spotkaniu
powiedział, że pani Weiss „była gotowa przyjść, a my prosiliśmy ją, żeby tego
nie robiła”, powołując się na negatywne nastroje wśród pracowników związane ze
zwolnieniami.
Pani Weiss i pan Bilton kilkakrotnie w ostatnich dniach kontaktowali się z
panem Pelleyem w celu przeprowadzenia prywatnej rozmowy, ale pan Pelley nie
odpowiedział, jak twierdzą dwie osoby znające ich korespondencję.
Podczas poniedziałkowego spotkania pan Pelley wielokrotnie naciskał pana
Biltona, aby wyjaśnił, dlaczego CBS zwolniło panią Alfonsi i panią Vegę. Pan
Bilton powiedział, że decyzje te podjęto przed jego zatrudnieniem. Pan Pelley
zapytał pana Biltona, dlaczego przyjął stanowisko w programie, „wiedząc, że
nigdy nie będzie tu mile widziany”.
„Nie mam problemu z podjęciem pracy w miejscu, w którym nie jestem mile
widziany” – powiedział pan Bilton. „Nie sądzę, żeby tak się stało”. Dodał:
„Jestem dziennikarzem od 25 lat, Scott. Siedziałem naprzeciwko niezwykle
wpływowych ludzi, takich jak ty i nic mnie nie onieśmiela. Dobrze? Więc nie
będziesz mnie onieśmielał przed tą grupą ludzi. Chcę, żeby to było jasne”.
Pan Bilton powiedział, że chce pomóc programowi „60 Minutes” uniknąć losu
dawnych medialnych bywalców, którzy nie potrafili się dostosować, powołując się
na magazyn „Time”.
„Bardzo zależy mi na tej instytucji” – powiedział pan Bilton, na co pan Pelley
przerwał: „Och, proszę”.
W pewnym momencie Charles Forelle, jeden z głównych zastępców pani Weiss,
zaapelował do pana Pelleya, aby nie zachowywał się „niegrzecznie” wobec pana
Biltona.
„Nie jestem niegrzeczny” – odpowiedział pan Pelley. „Wiesz, co było
niegrzeczne? Czarny Czwartek był niegrzeczny”.
Sposób, w jaki pani Weiss potraktowała program „60 Minutes”, od miesięcy
wywołuje wewnętrzne zamieszanie.
W grudniu wycofała fragment reportażu pani Alfonsi o brutalnym traktowaniu
migrantów w salwadorskim więzieniu, twierdząc, że potrzebuje on więcej
materiałów informacyjnych. Fragment ten krytykował administrację Trumpa, a pani
Alfonsi stwierdziła, że decyzja ma charakter „polityczny”. Materiał
ostatecznie został wyemitowany z dodatkowymi komentarzami administracji Trumpa.
W poniedziałek pan Bilton wnioskował o zakończenie spotkania po około 15
minutach. Zachęcił zgromadzonych pracowników do wzięcia udziału w przygotowanym
posiłku.
„Chciałbym po prostu podziękować wszystkim za uprzejme powitanie” – powiedział
pan Bilton. „Z niecierpliwością czekam na rozmowę w cztery oczy, zgodnie z
harmonogramem tych spotkań. I smacznego bajgla”.
Pracownicy programu „60 Minutes” nagrodzili pana Pelleya brawami po wyjściu
pana Biltona.
7.
CBS News zwalnia Scotta Pelleya z programu „60 Minutes”
https://www.nytimes.com/2026/06/02/business/media/scott-pelley-cbs-bari-weiss.html
Pan Pelley, były prezenter „CBS Evening News”, został zwolniony po miesiącach
napięć między personelem a Bari Weiss, redaktor naczelną stacji.
CBS News zwolniło Scotta Pelleya we wtorek, pozbywając się jednego z
najbardziej znanych dziennikarzy stacji w sporze o przyszłość „60 Minutes”,
najpopularniejszego programu informacyjnego w kraju.
Pan Pelley, 68 lat, korespondent programu „60 Minutes” i były prezenter „CBS
Evening News”, dołączył do stacji w 1989 roku. Na poniedziałkowym spotkaniu
pracowników oskarżył redaktor naczelną stacji, Bari Weiss, o „zamordowanie
programu »60 Minutes«”, powołując się na zwolnienie w zeszłym tygodniu
kierownictwa programu i dwie korespondentki.
„Rozstaliśmy się ze Scottem Pelleyem” – napisał Nick Bilton, dziennikarz
technologiczny, który został zatrudniony w zeszłym tygodniu jako nowy producent
wykonawczy programu „60 Minutes”, w notatce do ekipy programu we wtorek
wieczorem.
CBS News odmówiło komentarza. W oficjalnym liście do pana Pelleya, do którego
dotarł „The New York Times”, pan Bilton napisał, że korespondent został
„zwolniony z pracy z przyczyn uzasadnionych ze skutkiem natychmiastowym”.
Pan Pelley, w rozmowie telefonicznej we wtorek wieczorem, krótko po zwolnieniu,
powiedział, że poświęcił dekady swojego życia programowi „60 Minutes”, który,
jak twierdzi, nadal jest dla niego bardzo ważny.
„Walczyłem w Afganistanie” – powiedział pan Pelley. „Walczyłem w Iraku.
Wielokrotnie byłem na froncie na Ukrainie, ryzykując życie i szczęście mojej
rodziny z powodu mojego oddania dla programu”.
Zwolnienie pana Pelleya to jedna z najważniejszych decyzji w burzliwej kadencji
pani Weiss w CBS. I jest niemal pewne, że zaostrzy to napięcia, które od
miesięcy krążą w sieci.
Podnosi to również stawkę zaskakującej decyzji pani Weiss o wymianie całego
zespołu kierowniczego w programie „60 Minutes”, najpopularniejszej franczyzie
CBS News i zatrudnieniu pana Biltona, który nie ma doświadczenia w telewizji,
do nadzorowania programu. Oglądalność programu wzrosła o 9 procent w poprzednim
sezonie w porównaniu z rokiem poprzednim, a program regularnie plasuje się
wśród najlepiej oglądanych cotygodniowych programów w kraju, według danych
Nielsena.
Widzowie są przyzwyczajeni do znanych twarzy, takich jak pan Pelley, który
współpracuje z programem od 2004 roku. Zespół „60 Minutes” szczyci się
autonomią i nie jest jasne, jak zespół produkcyjny programu zareaguje na
zwolnienie pana Pelleya.
Na poniedziałkowym spotkaniu personelu, w którym nie wzięła udziału pani Weiss,
pan Pelley wielokrotnie naciskał na pana Biltona w sprawie decyzji stacji o zwolnieniu
Tanyi Simon, poprzedniej producentki wykonawczej programu. Powiedział również
panu Biltonowi, że ma „nikłe” kwalifikacje do nadzorowania programu i że „nigdy
nie będzie mile widziany” w „60 Minutes”.
W liście do pana Pelleya we wtorek pan Bilton wyraził głębokie rozczarowanie
tymi uwagami.
„Zawłaszczył pan moje pierwsze spotkanie z personelem, aby zdyskredytować mnie,
moje kwalifikacje i moje intencje z niezwykłą nieuprzejmością i pogardą” –
napisał pan Bilton. Nazwał to „performatywnym przejawem wrogości”, który
„pokazał, że nie jest pan zainteresowany wkładem w przyszły sukces programu”.
Pan Pelley, zapytany o list w wywiadzie we wtorek wieczorem, powiedział, że
list pana Biltona „zdradza całkowite niezrozumienie tego, dla czego pracujemy i
dla czego żyjemy w »60 Minutes«”.
Wcześniej we wtorek pan Pelley wysłał do „The Times” oświadczenie, w którym
skrytykował nowe kierownictwo CBS News, pisząc, że „niekompetencja i brak
profesjonalizmu nowego kierownictwa siały spustoszenie” w stacji. Dodał: „Upadek
wartości na najwyższych szczeblach stał się nie do utrzymania”.
Pan Pelley napisał również, że kierownictwo CBS News naciskało na niego, aby w
ostatnim sezonie programu „60 Minutes” wprowadzał stronniczość do treści, choć
nie podał szczegółów dotyczących konkretnych segmentów.
Pan Bilton musi teraz przejąć nadzór nad cotygodniowym programem, który w ciągu
ostatniego miesiąca stracił czterech korespondentów. Sharyn Alfonsi i Cecilia
Vega zostały zwolnione w zeszłym tygodniu, a Anderson Cooper dobrowolnie opuścił
program pod koniec sezonu w maju.
Pani Weiss została zatrudniona w zeszłym roku przez właściciela CBS, Davida
Ellisona, potentata technologicznego, z zadaniem przebudowy działu wiadomości
na potrzeby ery cyfrowej. Jako dziennikarka publicystyczna z niewielkim
doświadczeniem w telewizji, pani Weiss od dawna krytykowała tradycyjne media.
Jej pierwsze interakcje z ekipą programu „60 Minutes” doprowadziły do pewnej
niezręczności. Na spotkaniu w październiku pani Weiss bez ogródek zapytała
dziennikarzy programu, dlaczego kraj uważa ich za stronniczych. W grudniu, tuż
przed emisją, wycofała fragment dotyczący salwadorskiego więzienia, twierdząc,
że wymaga on dalszych reportaży. Pani Alfonsi, korespondentka, oskarżyła panią
Weiss o „polityczny” ruch. (Fragment został później wyemitowany w całości, z
dodatkowymi komentarzami administracji Trumpa).
Przyszłość pana Pelleya wydawała się niepewna od czasu jego impasu z panem
Biltonem w poniedziałek.
CBS News umówiło się na spotkanie z panem Pelleyem we wtorek, aby znaleźć
rozwiązanie po poniedziałkowych fajerwerkach. Jednak spotkanie przerodziło się
w burzę i nie przyniosło jasnego rozwiązania, według trzech osób mających
wiedzę o prywatnym spotkaniu. Obecni byli pan Pelley, pani Weiss, pan Bilton i
Tom Cibrowski, prezes CBS News.
Pan Pelley powiedział w wywiadzie, że pani Weiss nie odpowiedziała na jego
pytania o to, dlaczego stacja zdecydowała się zwolnić panią Simon, panią
Alfonsi i panią Vegę.
Zachowanie pani Weiss, jak powiedział, „było zimne, bezduszne i poniżej
godności CBS News”.
Po spotkaniu we wtorek, jak powiedział pan Pelley, wrócił do redakcji programu
„60 Minutes”. Pracownicy zebrali się, czekając na wieści o jego losie, ale
minęły godziny bez odpowiedzi. W końcu wezwał pracowników do powrotu do domów,
a następnie sam opuścił budynek.
8.
Decyzja Sekretarza Obrony Pete'a Hegsetha o zablokowaniu awansów oficerów
wydaje się być podyktowana jego antyróżnorodnością, a nie zasługami.
https://www.nytimes.com/2026/06/01/us/politics/hegseth-navy-promotion-list.html
Sekretarz obrony Pete Hegseth, działając w sposób nieproporcjonalnie wymierzony
w kobiety i oficerów należących do mniejszości, zablokował niedawno awanse
dziewięciu oficerów marynarki wojennej, którzy zostali wybrani przez komisję
starszych admirałów.
Ostatecznym rezultatem interwencji pana Hegsetha jest lista 22 kandydatów na
admirałów jednogwiazdkowych, która niewiele przypomina szerszy kontekst sił,
którymi ci oficerowie będą dowodzić.
Trzech oficerów usuniętych przez pana Hegsetha z listy awansowanych to kobiety,
a dwóch to czarnoskórzy mężczyźni. Kolejnych czterech to biali mężczyźni.
Działania pana Hegsetha, które wydają się naruszać zasady systemu awansów,
który powinien być apolityczny i oparty na zasługach, zostały opisane przez
pięciu obecnych i byłych urzędników obrony, którzy zastrzegli sobie
anonimowość, aby omówić wrażliwe kwestie personalne.
Na nowej liście jednogwiazdkowej, opublikowanej pod koniec maja, nie znalazła
się żadna kobieta, mimo że kobiety stanowią około 21 procent czynnej służby w
marynarce wojennej. Lista wydaje się obejmować tylko dwóch oficerów innej rasy
niż biała, mimo że marynarze identyfikujący się jako mniejszości rasowe
stanowią około 38 procent czynnej służby w Marynarce Wojennej.
Usunięcie oficerów z listy jednogwiazdkowej przez pana Hegsetha jest wysoce
nietypowe, stwierdzili obecni i byli urzędnicy Departamentu Obrony. Zgodnie z
przepisami Pentagonu, sekretarz obrony powinien usuwać oficerów z listy tylko
za moralne, psychiczne, fizyczne lub zawodowe niedociągnięcia, które podważają
ich predyspozycje do pełnienia funkcji dowódczych.
Działania pana Hegsetha to najnowsze z serii zwolnień i interwencji
personalnych, które wydają się być motywowane jego polityką
antyróżnorodnościową, a nie wynikami oficerów. Razem mogą one zmienić najwyższe
rangi w armii na lata.
Sean Parnell, główny rzecznik Pentagonu, odmówił podania przyczyn, dla których
pan Hegseth usunął oficerów z listy jednogwiazdkowej Marynarki Wojennej.
„Awanse wojskowe przyznawane są tym, którzy na nie zasłużyli” – powiedział pan
Parnell. „Departament nigdy nie będzie brał pod uwagę koloru skóry ani płci
żołnierza jako czynnika przy awansach”. Marynarka Wojenna odmówiła komentarza.
Od czasu objęcia urzędu pan Hegseth zwolnił lub odsunął na boczny tor prawie
trzydziestu wysokich rangą oficerów w ramach szerszej kampanii mającej na celu
oczyszczenie Pentagonu z przywódców, których oczerniał jako „głupich”,
„lekkomyślnych” i „przebudzonych”. Konsekwentnie odmawia wyjaśnienia, dlaczego
zdecydował się zwolnić oficerów lub usunąć ich z list awansowych.
Jego uwaga skupiła się głównie na oficerach płci żeńskiej i należących do
mniejszości, którzy ponieśli największy ciężar zwolnień. Prawie 60 procent
starszych oficerów, których pan Hegseth zwolnił, to kobiety lub osoby
czarnoskóre, powiedział senator Jack Reed z Rhode Island, czołowy demokrata w
Komisji Sił Zbrojnych, w niedawnych zeznaniach w Senacie. Kobiety i mniejszości
stanowią obecnie mniej niż 20 procent wszystkich generałów i admirałów.
„Ograniczacie zasoby doświadczonych i najbardziej utalentowanych oficerów, a
jednocześnie sprawiacie, że młodzi oficerowie zastanawiają się, czy powinni
kontynuować służbę” – powiedział Reed panu Hegsethowi podczas kolejnego
niedawnego przesłuchania.
Wśród zwolnionych znaleźli się generał Charles Q. Brown Jr., drugi
Afroamerykanin na stanowisku przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów
Sztabów oraz admirał Lisa Franchetti, pierwsza kobieta na stanowisku dowódcy
Marynarki Wojennej.
Na początku tego roku pan Hegseth usunął również czterech pułkowników – dwóch
czarnoskórych mężczyzn i dwie kobiety – z listy kandydatów armii na
jednogwiazdkowego generała, mimo sprzeciwu sekretarza armii Daniela P.
Driscolla. Pan Driscoll upierał się, że oficerowie mieli długą historię
wzorowej służby i nie zrobili nic złego.
Oficerowie wybrani do stopnia jednogwiazdkowego są wybierani przez komisję
admirałów lub generałów, która przegląda setki akt osobowych podczas spotkań
trwających nawet dwa tygodnie. Tylko około 5 procent osób kwalifikujących się
do awansu na stopień jednogwiazdkowy jest wybieranych, co czyni tę komisję
najbardziej konkurencyjną w armii USA.
Listy są następnie analizowane przez sekretarzy ds. rodzajów sił zbrojnych i
sekretarza obrony, którzy zgodnie z przepisami Pentagonu mogą skreślić nazwiska
w ograniczonych okolicznościach, takich jak pojawienie się nowych informacji,
które podważają kwalifikacje oficerów do służby.
Nieprzewidywalność interwencji pana Hegsetha stworzyła atmosferę niepokoju i
nieufności wśród najwyższych rangą oficerów, jak twierdzą przedstawiciele
wojska.
Brak informacji irytuje zarówno republikańskich, jak i demokratycznych
ustawodawców. W kwietniu kongresmen Austin Scott, republikanin z Georgii,
naciskał na generała Christophera C. LaNeve'a, pełniącego obowiązki szefa
sztabu armii, aby zapytał, czy pan Hegseth ściągnął nazwiska oficerów z listy
jednogwiazdkowej tej służby, o czym po raz pierwszy doniósł „The New York
Times”.
„Mniej martwię się rasą i płcią, niż tym, czy to zrobił, czy nie” – powiedział
pan Scott. „Czy wasze nazwiska znajdują się na liście, jak donoszono?”
Generał LaNeve, który przejął dowodzenie po zwolnieniu przez pana Hegsetha jego
poprzednika, generała Randy'ego George'a, powiedział, że kongresmen będzie
musiał zapytać pana Hegsetha.
„Cóż, gdybym mógł nakłonić kogokolwiek do reakcji, zrobiłbym to” – odparł pan
Scott.
Dwa tygodnie później, kiedy pan Hegseth stawił się przed Komisją Sił Zbrojnych
Izby Reprezentantów, przyznał, że usunął nazwiska z listy jednogwiazdkowej
armii, ale odmówił wyjaśnienia konkretnych powodów ich usunięcia.
„Nie mówimy o tym z szacunku dla tych oficerów” – powiedział. Zamiast tego,
mówił ogólnie o potrzebie skorygowania wieloletniej „inżynierii płci i
demografii”, która, jak twierdził, osłabiła skuteczność wojsk amerykańskich na
polu bitwy.
Zrywając z protokołem, pan Hegseth wezwał również wysokich rangą urzędników
Marynarki Wojennej do umieszczenia na liście jednogwiazdkowej kapitana Williama
Francisa Jr., żołnierza Navy SEAL, który pełni funkcję specjalnego asystenta
pana Hegsetha. Kapitan Brak doświadczenia dowódczego Francisa uniemożliwił mu
awans zgodnie z regulaminem komisji i nie został wybrany, poinformowali
urzędnicy.
Podczas niedawnego przesłuchania w Komisji Sił Zbrojnych Izby Reprezentantów,
reprezentantka Chrissy Houlahan, demokratka z Pensylwanii i weteranka Sił
Powietrznych, zapytała pana Hegsetha, czy nakazał Marynarce Wojennej dodanie
oficera operacji specjalnych, który nie miał wymaganego stażu dowódczego, do
listy awansów Marynarki Wojennej na stopień admirała.
„Nie wiem, o czym pan mówi” –odpowiedział pan Hegseth. Jego odpowiedź była, w
najlepszym razie, myląca.
Oficerowie skreśleni z listy jednogwiazdkowej Marynarki Wojennej najwyraźniej
zostali skreśleni, ponieważ brali udział w jakimś wydarzeniu związanym z
różnorodnością lata, a nawet dekady wcześniej, jak powiedzieli obecni i byli
urzędnicy Marynarki Wojennej.
Jedan z wysoko cenionych oficerów, której awans został cofnięty, służyła jako
oficer sił nawodnych, ukończyła zaawansowaną szkołę marynarki wojennej
specjalizującą się w energii jądrowej i została wybrana na stanowisko głównego
asystenta czterogwiazdkowego admirała w Pentagonie.
Została ona wyróżniona przez pana Hegsetha wkrótce po tym, jak jej nazwisko
pojawiło się na stronie internetowej, która informowała o działaniach mających
na celu usunięcie „przebudzonych” oficerów wojskowych. Strona odnotowała, że
oficer pracowała dwie dekady temu jako „oficer łącznikowy ds. różnorodności”,
odpowiadając za pomoc Marynarce Wojennej w rekrutacji i utrzymaniu kobiet oraz
mniejszości.
Kolejna oficer, która znalazła się na celowniku pana Hegsetha, służyła jako
pilot Marynarki Wojennej i oficer w misjach zagranicznych, współpracując z
armiami na całym świecie. Trzecia oficer jest lekarką, która kieruje głównym
dowództwem medycznym Marynarki Wojennej.
Zanim prezydent Trump wybrał go do służby w Pentagonie, pan Hegseth sprzeciwiał
się włączaniu kobiet do służby w siłach zbrojnych. Od tego czasu złagodził
swoje stanowisko, twierdząc, że kobiety powinny móc pełnić role bojowe, tak jak
ma to miejsce od 2013 roku, jeśli spełniają te same standardy fizyczne co
mężczyźni.
Jednak jego działania budzą wątpliwości, czy uważa on, że kobiety oficerowie
nadają się do służby na najwyższych szczeblach armii USA, twierdzą jego
krytycy.
Pod koniec maja Jessica Ruttenber, która przeszła na emeryturę w stopniu
podpułkownika i latała tankowcami Sił Powietrznych w Iraku i Afganistanie,
zauważyła uderzający brak kobiet na liście jednogwiazdkowej Marynarki Wojennej.
Nie wiedziała, że pan Hegseth usunął kobiety-oficerów z listy.
„Wojsko, które opuściłam w 2021 roku, wydaje się zupełnie inne od tego, które
obserwujemy dzisiaj” – napisała w eseju opublikowanym online. „Pod pewnymi
względami mam wrażenie, że obserwujemy, jak ciężko wywalczony postęp cofa się w
czasie rzeczywistym. To jest to, czego nie mogę się pozbyć. Bo szczerze mówiąc,
teraz zadaję sobie pytanie: czy chciałabym, żeby moje dzieci trafiły do takiego
systemu?”
9.
Trump grozi nałożeniem ceł na 60 partnerów handlowych, w tym Wielką Brytanię i
Kanadę, za „pracę przymusową”
Propozycja wprowadzenia podatków w wysokości 10–12,5%, które miałyby objąć
również UE, Tajwan i Australię, pozwoliłaby prezydentowi USA ominąć
ograniczenia nałożone przez sąd
https://www.theguardian.com/business/2026/jun/03/trump-threatens-tariffs-60-countries-forced-labour
UE natychmiast odpowiedziała, stwierdzając, że oczekuje, iż USA uszanują
porozumienie taryfowe zawarte w lipcu ubiegłego roku i argumentując, że cła
ukryte naruszają ducha tego porozumienia.
Proponowane cła na partnerów oskarżonych o zezwalanie na import towarów
wyprodukowanych przez pracowników pod przymusem pojawiły się po tym, jak Sąd
Najwyższy USA w lutym orzekł, że cła wprowadzone przez prezydenta w ramach
„dnia wyzwolenia” są nielegalne.
Trump odpowiedział nałożeniem 10% taryf na wszystkie towary, ale w zeszłym
miesiącu amerykański sąd handlowy uznał je również za niezgodne z prawem, choć
pozostały one w mocy w trakcie procesu apelacyjnego.
Najnowsza propozycja wprowadzenia ceł z powodu pracy przymusowej, która
dotknęłaby głównych partnerów, takich jak Kanada, Japonia, Norwegia, Tajwan i
Chiny, umożliwiłaby Trumpowi ominięcie wcześniejszych ograniczeń narzuconych
przez sądy w ramach jego protekcjonistycznego programu. Pojawiają się one w
momencie, gdy USA grożą nałożeniem na Brazylię nowych ceł w wysokości 25%.
Przedstawiciel USA ds. handlu, Jamieson Greer, powiedział: „Brak reakcji
naszych najważniejszych partnerów handlowych na problem importu towarów
wytwarzanych przy użyciu pracy przymusowej jest niedopuszczalny. Stwarza to
sytuację, w której amerykańscy pracownicy są zmuszani do globalnej konkurencji
na nierównych warunkach. Nie będziemy dłużej tolerować tej dysproporcji”. …
10.
Ukraińskie drony zaatakowały Petersburg w ramach otwarcia „rosyjskiego Davos” w
mieście
Obiekty energetyczne i wojskowe celem ataków gości na forum ekonomicznym, na
którym Putin ma wygłosić przemówienie w piątek
https://www.theguardian.com/world/2026/jun/03/ukraine-drones-st-petersburg-russia-economic-forum
Ukraińskie drony zaatakowały obiekty energetyczne i wojskowe w Petersburgu
wczesnym rankiem w środę, na kilka godzin przed zgromadzeniem się
międzynarodowych gości na najważniejszym forum ekonomicznym w mieście. Jest to
cios dla Władimira Putina.
Kilka dronów dalekiego zasięgu rozbiło się w magazynach ropy naftowej po tym,
jak rosyjska obrona przeciwlotnicza bezskutecznie próbowała je zestrzelić.
Doszło do głośnych eksplozji, a czarny dym unosił się wysoko nad miastem z
płonącego terminalu naftowego.
Gubernator Petersburga, Aleksandr Biegłow, poinformował, że celem ataku były
rejony kirowski i krasnosielski. Ukraina zaatakowała również bazę morską i
stocznię w Kronsztadzie w obwodzie leningradzkim, port stacjonujący w
rosyjskiej flocie bałtyckiej. Według doniesień, statki zostały uszkodzone.
Strajki będą bardzo kompromitujące dla Kremla, ponieważ odbędą się około 16
kilometrów od forum, gdzie Putin ma wygłosić w piątek przemówienie programowe.
Goście przybyli na środową ceremonię otwarcia w gęstej chmurze dymu. Inni nie
mogli przylecieć z powodu tymczasowego zamknięcia lotniska w Petersburgu.
Oczekuje się, że w trzydniowym dorocznym szczycie, określanym mianem rosyjskiej
odpowiedzi na Davos, weźmie udział około 20.000 gości ze 130 krajów. Wśród nich
znajdą się były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder, skrajnie prawicowa
amerykańska influencerka Candace Owens oraz bracia Tate.
Donald Trump wysłał oficjalną delegację USA pod przewodnictwem Rodneya Mimsa
Cooka Jr. Cook nadzoruje kontrowersyjną rozbudowę sali balowej Białego Domu i
jest przewodniczącym Komisji Sztuk Pięknych Stanów Zjednoczonych. Kolejnym
gościem jest były aktor hollywoodzki i zwolennik Putina Steven Seagal. (a
polskie telewizje nadal wyświetlają filmy z tym kawałkiem faszystowskiego
łajna)
Wołodymyr Zełenski, pisząc w mediach społecznościowych, nazwał atak kolejnym
przykładem „sankcji dalekiego zasięgu” nałożonych przez Ukrainę. Dodał, że
drony zaatakowały „ważne obiekty na terytorium Rosji”, w tym terminal naftowy w
Petersburgu, bazę w Kronsztadzie i fabrykę broni w obwodzie tambowskim.
Zełenski zauważył, że przeładunkowa stacja ropy naftowej, jedna z największych
na rosyjskim wybrzeżu Morza Bałtyckiego, znajduje się około 1100 km (680 mil)
od granicy państwowej Ukrainy. „Dziękuję naszym żołnierzom za ich precyzję.
Plan Ukrainy dotyczący dalekosiężnych sankcji jest wdrażany dokładnie tak, jak
to konieczne, aby przybliżyć pokój” – powiedział.
Zadowoleni ukraińscy urzędnicy udostępnili nagranie z ataków, na którym widać
było drony głośno brzęczące nad panoramą Petersburga. „Petersburskie Forum
otwiera się z ładnym kłębem czarnego dymu w tle po ukraińskich atakach” –
napisał Serhij Sternenko, doradca ukraińskiego ministra obrony.
W ostatnich miesiącach Ukraina prowadzi coraz skuteczniejszą kampanię
powietrzną, mającą na celu zdestabilizowanie rosyjskiej gospodarki. Drony
dalekiego zasięgu zaatakowały porty i magazyny ropy naftowej, fabryki wojskowe
i bazy lotnicze. Wysadzały w powietrze cysterny i ciężarówki na kluczowej
drodze łączącej okupowaną południową Ukrainę z Krymem, co doprowadziło do
niedoborów paliwa na całym półwyspie.
W przeszłości Rosja wykorzystywała forum petersburskie do zabiegania o
zachodnich inwestorów. Od czasu pełnej inwazji Putina na Ukrainę w 2022 roku
większość z nich trzymała się z daleka. Kreml zaprosił natomiast bliskich
sojuszników regionalnych i innych, w tym w tym roku prezydentów Uzbekistanu i
Tanzanii, a także ministrów z Kuby, Białorusi i Arabii Saudyjskiej.
Moskiewski wysłannik ds. gospodarki, Kirył Dmitriew, określił forum jako
spotkanie „suwerennych państw”. Skrytykował „globalistycznych” rywali, którzy
wzięli udział w dorocznym spotkaniu w Davos w Szwajcarii w styczniu. „Kraje
globalnego Południa aktywnie dążą do partnerstwa z Rosją i będą silnie
reprezentowane” – powiedział.
11.
Jedna osoba zginęła, a kilka zostało rannych w irańskim ataku na międzynarodowe
lotnisko w Kuwejcie
USA i Iran wymieniają się kolejnymi atakami w regionie Zatoki Perskiej, co
zagraża staraniom o zapewnienie nowego zawieszenia broni
https://www.theguardian.com/world/2026/jun/03/us-fires-missile-tanker-strait-of-hormuz
========
Jeden miał zdobyć Ukrainę w 3 dni, drygi przywrócić pokój na Bliskim
Wschodzie w 1 dzień.
12.
https://wyborcza.biz/biznes/7,177151,32833158,putin-trawi-tylko-cyrylice-w-rosji-beda-usuwac-napisy-w-alfabecie.html
Kolejną ofiarą antyzachodniej polityki prezydenta Rosji Władimira Putina będą
napisy, nawet nazwy zagranicznych marek i towarów, pisane alfabetem łacińskim.
- Te reklamy w alfabecie łacińskim są wszędzie. W Moskwie jest ich mniej, ale
tu też jest ich mnóstwo, czasami bez uzasadnienia - powiedział prezydent Rosji
podczas posiedzenia Rady ds. realizacji polityki państwa w sferze wspierania
języka rosyjskiego i języków narodów Rosji.
Oczywiście, są pewne rzeczy o charakterze reklamowym, niektóre marki nie mogą
zmienić swoich nazw i tak dalej. Ale nadal jest możliwe, nawet korzystając z
marek, do których niektóre firmy, firmy światowej klasy, są zmuszone się
stosować, możemy nadal myśleć o tym, jak sprawić, aby to było dla nas bardziej
strawne, na naszym, rosyjskim terytorium. …
========
To czysta xenofobia, siostra faszyzmu. Wszystkie reżimy totalitarne,
zwłaszcza te z uzasadnionym kompleksem niższości, tak mają. Zacofane kraje,
takie, jak Turcja z początków XX wieku, w wysiłku cywilizacyjnym, odeszły od
swoich tradycyjnych alfabetów na rzecz łacińskiego. To nie oznacza, że inne
tradycje są w czymkolwiek gorsze, ale tendencji globalizacyjnych w połączonym
internetem świecie nie da się odwrócić. A jak się nie da, to może nie warto
próbować?
Dzień dobry
OdpowiedzUsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuń