DRUGI OBIEG
Niedziela, 28 czerwca 2026
Za smutek mój, a pani wdzięk
Ofiarowałem pani pęk czerwonych melancholii
I lekkomyślnie dałem słowo,
Że kwiat kwitnie księżycowo,
A liście mrą srebrzyście
Pani zdziwiona mówi:
"Cóż, to przecież bukiet zwykłych róż
" tak, rzeczywiście więc cóż Ci dam?
Dam Ci serce szczerozłote
Dam konika cukrowego
Weź to serce, wyjdź na drogę
I nie pytaj się "Dlaczego?" (…)
Za smutek mój, a pani wdzięk
Ofiarowałem pani pęk czerwonych melancholii
A pani cóż, nie chce tych róż
Że takie brzydkie, że czerwone
I że z kolcami …
Lucyna (Liliana) Wiśniowska i Andrzej Nowicki
Ormiański potentat ma prywatne zoo. Teraz chce mieć największego na świecie
Jezusa.
https://www.theguardian.com/world/2026/jun/21/armenian-tycoon-private-zoo-worlds-biggest-jesus-statue-gagik-tsarukyan
Za murami rozległej posiadłości na obrzeżach Erywania sześć tygrysów grasuje za
płotem, trzy lwy przechadzają się po wybiegach, a aligatory wygrzewają się w
popołudniowym upale.
W głębi kompleksu pojawiają się kolejne zwierzęta. Pod
złoconym, ręcznie malowanym sufitem, w jadalni, znajduje się wypchana
menażeria: białe tygrysy chowane na tylnych łapach, wypchany orzeł siedzący na
stole, niedźwiedzie i wilcze skóry rozłożone na podłodze. Właściciel z dumą
oznajmił, że wszystkie te zwierzęta zostały przez niego zastrzelone.
Scena ta pozwala zajrzeć w gusta Gagika Carukyana,
najbardziej ekstrawaganckiego armeńskiego potentata biznesowego i polityka
opozycyjnego, którego demonstracje bogactwa od dawna są elementem lokalnego
folkloru.
Zdobywszy mniej niż 4% głosów w tegorocznych wyborach parlamentarnych, szanse
Carukyana na objęcie kiedykolwiek władzy w Armenii wydają się niewielkie.
Jednakże jeden z najbogatszych i najbardziej kontrowersyjnych ludzi w Armenii
pozostaje zdeterminowany, aby odcisnąć swoje piętno na kraju.
Wybrany przez niego pomnik: wzniesienie najwyższego na
świecie posągu Jezusa Chrystusa, umieszczonego na szczycie góry o wysokości
2500 metrów (8200 stóp) z widokiem na Erywań.
Zależy, kogo zapytasz, czy jest to albo celebracja
starożytnego chrześcijańskiego dziedzictwa tego małego narodu kaukaskiego, czy
też ostateczny wyraz apetytu jednego oligarchy na przepych.
„To będzie wizytówka Armenii” – powiedział Carukjan podczas rzadkiego wywiadu w
jednym ze swoich domów w wiosce Arinj, gdzie się urodził. „Chrześcijaństwo
stanie się nową marką Armenii”.
Były sportowiec, a obecnie biznesmen i polityk, Carukyan
zbił fortunę na hazardzie, alkoholu i górnictwie w burzliwych dekadach po
upadku Związku Radzieckiego.
Ubrany od stóp do głów w białą, lnianą odzież i pasujące do
niej buty sportowe, były mistrz siłowania się na rękę o krągłej klatce
piersiowej powiedział, że projekt został zaprojektowany, aby sprostać rosnącemu
międzynarodowemu ruchowi łączącemu wiarę religijną z nacjonalizmem i
konserwatyzmem kulturowym – trendowi najbardziej widocznemu w ruchu Maga
Donalda Trumpa i wśród skrajnie prawicowych partii w całej Europie.
„Trump jest oczywiście zaproszony. Mamy nadzieję, że
przyjedzie” – powiedział Carukjan, dodając, że nieoficjalna delegacja
amerykańska z ambasady USA już odwiedziła to miejsce.
Po ukończeniu, mierząca 101 metrów (331 stóp) statua stanie
na szczycie Hatis, góry położonej około 25 km (15,5 mili) na wschód od
Erywania, dzięki czemu będzie widoczna z dużej części stolicy Armenii. Carukjan
z wyraźną satysfakcją zauważył, że przyćmi ona kultowy brazylijski posąg
Chrystusa Odkupiciela i będzie nieco wyższa od nowojorskiej Statuy Wolności.
„Jesteśmy najstarszym chrześcijańskim narodem na świecie” –
powiedział Carukjan. „To logiczne, że powinniśmy mieć największy posąg Jezusa
na świecie”.
Makieta przedstawiająca wygląd posągu. Ilustracja: Gagik Tsarukyan
Mimo że większość sąsiadujących z nią państw stanowią kraje o muzułmańskiej
większości, Armenia jest powszechnie uważana za najstarszy oficjalnie
chrześcijański kraj na świecie. Tradycyjnie datę jej przyjęcia chrześcijaństwa
szacuje się na 301 r. n.e.
Jednak Apostolski Kościół Ormiański wielokrotnie sprzeciwiał
się temu projektowi, argumentując, że jego masowa skala i styl kłócą się z
religijnymi i architektonicznymi tradycjami Armenii.
Przywódcy Kościoła twierdzą, że chrześcijaństwo ormiańskie
historycznie wyrażało się poprzez klasztory, kościoły i chaczkary – misternie
rzeźbione kamienne krzyże charakterystyczne dla Armenii – a nie poprzez
kolosalne posągi wzorowane na monumentach z innych części świata.
Propozycja ta spotkała się również z krytyką ze strony ekologów, którzy
ostrzegają, że budowa może spowodować trwałe szkody w naturalnym krajobrazie
Hatis.
Carukian zignorował sprzeciwy duchowieństwa i aktywistów,
podkreślając, że utrzymuje dobre stosunki z Ormiańskim Kościołem Apostolskim i
wskazując na osiem kościołów, które – jak twierdzi – sfinansował w całym kraju.
Co ważniejsze, powiedział Carukian, pomnik miał trafić do znacznie szerszej
publiczności niż tylko do wiernych w Armenii.
Twierdził, że docelowo to miejsce będzie odwiedzać 10
milionów turystów rocznie. „Nie ma drugiego takiego miejsca na świecie. Od
oceanu do oceanu, wszyscy będą o nim mówić”.
Obecnie jednak pomnik, którego budowa trwa z przerwami od
2022 r., bardziej przypomina gigantyczną relikwię porzuconą na placu budowy pod
Erywaniem, gdzie jest składana w całość przed ostatecznym wniesieniem na górę
niż centralną atrakcję przyszłego miejsca pielgrzymkowego.
Podczas niedawnej wizyty dziennikarzy Guardiana na tym
miejscu ogromna, biała postać Chrystusa górowała nad stosami kamieni, dźwigami
i budynkami warsztatowymi, sprawiając niemal surrealistyczne wrażenie na tle
surowego krajobrazu.
Po powrocie do posiadłości Carukyan sprawiał wrażenie zmęczonego po zakończonej
niedawno gorzkiej kampanii wyborczej.
Wyniki głosowania pokazały, że jego nacjonalistyczna i
prorosyjska partia Kwitnąca Armenia znalazła się tuż poniżej 4% progu
wyborczego wymaganego do wejścia do parlamentu, jednak partia zaskarżyła ten
wynik do sądu.
Słabe wyniki to kolejny cios dla polityka, który przez dwie
dekady był jednym z najbardziej wpływowych graczy w Armenii.
Carukjan zbudował swoją pozycję na bliskich związkach z byłym prezydentem
Robertem Koczarianem i rozszerzał swoje imperium jako członek niewielkiej grupy
biznesmenów mających powiązania polityczne, którzy zaczęli odgrywać dominującą
rolę w gospodarce Armenii.
Z prywatnym zoo, marmurowymi rezydencjami i flotą
luksusowych samochodów może sprawiać wrażenie reliktu czasów postradzieckiego
boomu, kiedy fortuny gromadzono w zawrotnym tempie i eksponowano bez większej
dbałości o subtelność.
Ten wizerunek uczynił go naturalnym celem ataku obecnego premiera, Nikola
Paszyniana, który doszedł do władzy w 2018 r. podczas aksamitnej rewolucji,
obiecując demontaż oligarchicznego systemu Armenii.
Paszynian wielokrotnie przedstawiał Carukyana jako symbol
skorumpowanego, dawnego ustroju kraju, niekiedy przywołując mroczne epizody z
czasów sowieckich, w tym wyrok skazujący go za gwałt zbiorowy z 1979 r., który
został uchylony po uzyskaniu przez Armenię niepodległości.
W swoim przemówieniu zwycięskim wygłoszonym 7 czerwca
Paszynian zagroził uwięzieniem swoich przeciwników politycznych, w
szczególności Carukiana, Koczariana i miliardera Samwela Karapetjana.
Następnego dnia śledczy przybyli do posiadłości Carukyana,
aby formalnie postawić mu zarzuty dotyczące przestępstw podatkowych. Lokalne
media donosiły, że próbował uciec z kraju przed postawieniem zarzutów.
Carukjan odrzucił te oskarżenia, twierdząc, że planował jedynie krótką podróż
do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, ale nie wpuszczono go na pokład samolotu i
musiał wrócić do domu.
Jednak Carukian stanowczo odrzucił sugestie, że władze
mogłyby pokrzyżować jego plany budowy, argumentując, że projekt Jesus stał się
zbyt duży, aby go porzucić, i że przyniesie on znaczne korzyści gospodarce
Armenii i jej branży turystycznej.
„Jak człowiek może się bać?” – powiedział. „Czemu się bać?
Za co mnie wsadzą do więzienia?”
Dodał, że na razie jego zespół wydaje się być bardziej
zainteresowany praktycznym wyzwaniem, jakim jest doprowadzenie Chrystusa na
szczyt góry.
Logistyka budowy pomnika okazała się niemal tak ambitna, jak
sam projekt.
Carukjan powiedział, że pierwotny plan zakładał transport
fragmentów posągu helikopterem. Ostatecznie pomysł ten porzucono na rzecz
bardziej konwencjonalnego rozwiązania: transportu ogromnych fragmentów na górę
ciężarówką, a następnie montażu na miejscu.
A posąg Jezusa, jak twierdził, to dopiero początek.
W pobliżu rozpoczęła się już budowa kolejnej biblijnej
atrakcji: gigantycznej Arki Noego. Wyciągając zdjęcia projektu na telefonie,
opisał statek o długości 134 metrów, szerokości 24 metrów i wysokości 18
metrów. Na parterze miałoby się mieścić muzeum, na pierwszym piętrze hotel, a
na drugim kawiarnia.
„Te projekty są święte” – powiedział. „W ten sposób zapiszę
swoje imię w historii, aby świat mógł je zobaczyć za mojego życia i długo po
nim”.
Na razie jednak na zboczu wzgórza nad Erywaniem największy
na świecie Jezus jeszcze nie zmartwychwstał.
W letnie upały przechodnie zatrzymywali się, by zrobić
zdjęcia tej majestatycznej figurze i podyskutować o jej zaletach.
„To piękne. Dzięki temu Armenia stanie się znana na całym
świecie” – powiedział Arman, 54-letni taksówkarz, który zatrzymał się, by
podziwiać posąg. „Jestem z tego naprawdę dumny”.
Inni byli mniej przekonani.
„Nie do końca rozumiem, dlaczego to musi być takie duże” –
powiedziała Mariam, mieszkanka okolicy, patrząc na pomnik. „To wszystko jest
trochę ordynarne”.
Ta propozycja spotkała się z krytyką ze strony Kościoła Apostolskiego w tym
kraju oraz organizacji ekologicznych. Zdjęcie: Sofia Maria Bergmann/The
Guardian
„Od orangutana do człowieka – tak zaczęliśmy się śmiać 15 milionów lat temu”
Badanie przeprowadzone przez Chiarę De Gregorio, prymatolog z Uniwersytetu w
Warwick, określa datę pierwszego wystąpienia uśmiechu. Wyjaśnia również,
dlaczego słowo to pojawiło się dopiero później.
https://www.repubblica.it/cronaca/2026/06/27/news/risata_primati_uomo_15_milioni_anni-425436670/?ref=RHLM-BG-P23-S1-T1-tb00
Nagle w dżungli wybuchnął śmiech. Minęło piętnaście milionów lat od tamtej
pory. Gatunek ludzki był wciąż daleko, nie mówiąc już o zdolności mówienia.
Naczelne, podobne do dzisiejszych, poruszały się wśród roślinności, a ich
„ha-ha-ha” było sztywne, wręcz dyszące.
„Ale to był początek pewnej historii. Poprzez ewolucję
śmiechu możemy prześledzić ewolucję człowieka, aż do udoskonalenia
fonetycznego, które później przekształciło się w język” – wyjaśnia Chiara De
Gregorio, prymatolożka z Uniwersytetu w Warwick. W swoich badaniach z zakresu
biologii komunikacji zrekonstruowała ewolucyjną ścieżkę śmiechu, obserwując
orangutany, goryle, szympansy, bonobo i ludzi. Wesołość gatunku może nam w
istocie wiele powiedzieć o jego inteligencji.
- Z czego można było się śmiać 15 milionów lat temu?
„To była gra. Wyobraź sobie dwa szczeniaki mocujące się i
śmiejące. Ten komunikat oznacza: dobra, nie robisz mi krzywdy, dobrze się
bawię. Jeśli jeden z nich przestanie się śmiać, drugi musi zrozumieć, że czas
przestać. To gra, ale zawiera wszystkie sztuczki społeczne, które pomogą im
przetrwać jako dorośli”.
- Dlaczego dziś słychać śmiechy się w dżungli?
Naczelne śmieją się z dwóch powodów. Kiedy się bawią i gdy
ktoś je łaskocze. Uwielbiają być łaskotane, ale tylko w gronie krewnych i
bliskich przyjaciół. Naczelne nie są jedynymi ssakami, które się śmieją. Psy
również pokazują zęby, gdy się bawią i walczą. Znaczenie jest takie samo:
chodź, chcę kontynuować, nie robisz mi krzywdy.
- Jak możemy badać ewolucję śmiechu, skoro nie pozostawia on
śladów?
„Obserwując, jak zmieniają się wzorce śmiechu u gatunków
bardziej i mniej rozwiniętych. U orangutanów i goryli rytm „ha ha ha” nigdy się
nie zmienia. Gatunki o bardziej złożonych interakcjach społecznych, takie jak
szympansy i bonobo, śmieją się nieco szybciej. Ich dźwięki są mniej regularne i
odzwierciedlają różne konteksty, zmienne i bardziej złożone sygnały, które chcą
przekazać innym członkom grupy”.
- Czy człowieka można uznać za istotę ewolucyjną, ponieważ
potrafi się śmiać na tysiąc różnych sposobów?
W milionie różnych odcieni. Jest hałaśliwy śmiech ze
znajomymi w barze i bardziej formalny śmiech w formalnych sytuacjach. Jest
wymuszony śmiech, bo żart pochodzi od naszego szefa i śmiech, który w zasadzie
oznacza: Słuchaj, wcale mnie nie rozśmieszasz. Czasami płaczemy ze śmiechu,
mamy okrutny, gorzki, szyderczy śmiech i jesteśmy jedynymi, ale rzadko, bo
śmiech to zachowanie społeczne, śmiejemy się nawet w samotności. Bez potrzeby
słów, śmiech przekazuje wiele o naszym stanie emocjonalnym i relacjach z innymi
członkami grupy.
- Ale dzisiaj znacznie więcej rozmawiamy niż się śmiejemy.
Jednak śmiech pozostaje uniwersalnym językiem, który dociera
nawet tam, gdzie brakuje słów. Jeśli pojadę do Papui-Nowej Gwinei, nie rozumiem
ani słowa, ale uśmiech jest mi potrzebny. To samo dotyczy komunikacji z małymi
dziećmi. Mogliśmy stracić bliską osobę, ale dobrze pamiętamy jej śmiech.
Bylibyśmy w stanie rozpoznać ją nawet w tłumie.
- Czy odkryła pani to wszystko mierząc częstotliwość
występowania czkawki?
„Tak, i zauważyliśmy, że nasz gatunek ma największą zdolność
do zmienności i przyspieszenia rytmu. Dlaczego właściwie tylko my potrafimy
mówić? Ponieważ potrafimy poruszać ustami, wargami i językiem w o wiele
bardziej wyrazisty sposób niż inne naczelne. Początkowo odzwierciedlało to
naszą zdolność do modulowania wielu różnych rodzajów śmiechu. Następnie
zmienność śmiechu stała się trampoliną do rozwoju języka”.
- Czy jeśli potrafimy się śmiać, choćby w bardziej utrwalony
sposób, naczelne mogłyby rozwinąć język?
Prymatolodzy próbowali już wszystkiego. Zabierali małe
szympansy i wychowywali je w domach z dziećmi. Poddawali je tym samym bodźcom,
a nawet zakładali im pieluchy. Ale nie, naczelne nigdy nie nauczyły się mówić.
Przyczyna leży w ich zdolności do poruszania aparatem głosowym. Tak jak nie
potrafią wywoływać zróżnicowanego śmiechu, tak samo nie potrafią wymawiać słów.
- Jak ustaliła pani datę pierwszego śmiechu, która miała
miejsce 15 milionów lat temu?
„To data już zasugerowana przez innych prymatologów.
Stworzyliśmy drzewo genealogiczne pokazujące zmienność śmiechu u pięciu
naczelnych. Śledząc gałęzie wstecz, znaleźliśmy wspólnego przodka wszystkich
śmiejących się naczelnych, który żył 15 milionów lat temu”.
Amerykanin, który twierdzi, że ma najmniejszego penisa na świecie, rozpoczyna
zbiórkę pieniędzy na operację jego powiększenia
Michael Phillips, który twierdzi, że ma członka o długości
0,38 cala, napisał, że potrzebuje zabiegu, aby poprawić zdolność oddawania
moczu
https://www.theguardian.com/us-news/2026/jun/26/man-worlds-smallest-penis-fundraiser-enlargement-surgery
Mężczyzna z Karoliny Północnej, który bezsprzecznie szczyci się posiadaniem
najmniejszego penisa na świecie, zabiega o poparcie opinii publicznej dla
operacji jego powiększenia.
Michael Phillips poinformował w czwartek online, że zabieg
jest mu potrzebny, aby poprawić zdolność oddawania moczu, co jest dla niego
trudne, biorąc pod uwagę, że jego długość w stanie pełnej erekcji wynosi
podobno 0,97 cm. W przeciwnym razie, jak dodał, będzie musiał codziennie nosić
pieluchy dla dorosłych z nietrzymaniem moczu.
„Było to dla mnie źródłem codziennej frustracji i
zażenowania, zwłaszcza podczas podróży, które lubię robić. Wpłynęło to też na
moją pewność siebie i niezależność” – napisał Phillips w internetowej kampanii
zbierania funduszy zatytułowanej „Pomóż Michaelowi poddać się zabiegowi
powiększenia mikropenisa”.
Na stronie GoFundMe Phillips napisał, że zebrał tyle
pieniędzy, ile mógł, na „koszt operacji i zastrzyków, które mogłyby pomóc
zwiększyć obwód i umożliwić mi bardziej normalne korzystanie z toalety”. Dodał
jednak, że apeluje „do każdego, kto rozumie, jak trudna może być ta sytuacja” o
pomoc w odzyskaniu równowagi.
38-letni Phillips stwierdził, że zabieg nie wyleczy jego
mikropenisa, ale może oznaczać „życie z większą godnością i niezależnością”.
Do piątkowego poranka zebrał ponad 9500 dolarów. Cel
kampanii wynosił wówczas 22 000 dolarów.
W piątek Phillips, z którym skontaktował się SMS-em,
potwierdził, że to on utworzył zbiórkę, ale nie odpowiedział od razu na prośbę
o dalszy komentarz. Rzecznik GoFundMe poinformował również, że platforma
zweryfikowała zbiórkę.
Zbiórka funduszy na rzecz Phillipsa miała miejsce po tym,
jak pod koniec lutego stał się on jedną z największych historii na świecie –
praktycznie w tym samym czasie, gdy USA i Izrael rozpoczęły wojnę z Iranem –
mówiąc serwisowi TMZ, że rzucił wyzwanie każdemu człowiekowi na Ziemi, aby
udowodnił, że ma mniejszego penisa od niego.
Jak powiedział, celem jego wyzwania było przeciwdziałanie
hejtowaniu ciała osób żyjących z mikropenisem, niezwykle rzadką przypadłością,
którą Klinika w Cleveland definiuje jako rozciągnięty penis o długości
mniejszej niż 6,8 cm (2,67 cala). Dodał, że chciał również podnieść świadomość
społeczną na temat trudności związanych z posiadaniem narządu płciowego, który
w jego przypadku ma rozmiar paznokcia małego palca w stanie pełnego
podniecenia.
Oprócz problemów z oddawaniem moczu Phillips przyznał, że
nie był w stanie uprawiać seksu z penetracją w życiu intymnym, co praktycznie
zniweczyło jego chęć „podchodzenia do nowych osób, zwłaszcza kobiet” na scenie
randkowej.
Niektórzy internauci podeszli do opowieści Phillipsa
sceptycznie i podważyli jej autentyczność, ale on najwyraźniej przekazał
fotograficzne dowody na jej prawdziwość – także tym, którzy tego nie chcieli.
Pewnego razu pewna kobieta opublikowała w mediach
społecznościowych nagranie, które stało się viralem, w którym oskarżyła
Phillipsa o wysłanie jej niechcianego zdjęcia swojego członka podczas kłótni
online, po tym jak obraził jej wagę, a ona w odwecie ośmieszyła jego
mikropenisa.
„To zdecydowanie najmniejszy okaz, jaki kiedykolwiek
widziałam” – powiedziała kobieta na nagraniu.
Phillips potwierdził później w wywiadzie dla TMZ, że
nagranie kobiety było prawdziwe – utrzymywał jednak, że chciał jej tylko
„pokazać, że nie powinna naśmiewać się z ludzi i pokazać jej, z czego się
naśmiewa”.
„Próbowałem jej powiedzieć, że to niepełnosprawność i coś, z
czym muszę żyć” – powiedział Phillips, który na GoFundMe opisuje siebie jako
mieszkańca miejscowości w Karolinie Południowej, położonej tuż pod Karoliną
Północną. „Miałem nadzieję, że to będzie dla mnie nauczka”.
W końcu przyznał, że wcześniej wysyłał takie niechciane
zdjęcia innym osobom po alkoholu, przyznał, że to było „głupie” z jego strony i
dodał: „Już tego nie robię. Przepraszam każdą kobietę, którą mogłem urazić”.
Dzień dobry
OdpowiedzUsuńDzień dobry...
OdpowiedzUsuń