DRUGI OBIEG
Piątek, 26 czerwca 2026
1.
Liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 188, a ponad 200 osób zostało
uwięzionych po potężnym trzęsieniu ziemi w Caracas
Przewodniczący Zgromadzenia Narodowego Jorge Rodríguez poinformował o 1520
osobach rannych, 157 zaginionych i poważnych zniszczeniach budowlanych w
Caracas.
https://www.eluniversal.com/venezuela/236071/asciende-a-188-la-cifra-de-fallecidos-y-reportan-mas-de-200-personas-atrapadas-tras-fuerte-en
Ekipy ratunkowe pędzą na zniszczone północne wybrzeże Wenezueli po tym, jak
niemal jednoczesne trzęsienia ziemi obróciły w gruzy dziesiątki budynków,
zabijając co najmniej 235 osób, ale istnieje obawa, że liczba ofiar
śmiertelnych wyniesie tysiące. Władze poinformowały, że co najmniej 4300 osób
zostało rannych.
W Wenezueli odnotowano 138 wstrząsów wtórnych po trzęsieniach ziemi o
magnitudzie 7,2 i 7,5
Przewodniczący Zgromadzenia Narodowego, Jorge Rodríguez, powołał zjednoczone
dowództwo w regionach dotkniętych środowym trzęsieniem ziemi.
https://www.eluniversal.com/venezuela/236073/venezuela-registra-138-replicas-tras-terremotos-de-magnitud-72-y-75
2.
Głębokie znaczenie i tajemnica wizji na łożu śmierci
Umierając, Shirley wciąż widziała babcię, którą straciła dawno temu.
https://www.washingtonpost.com/lifestyle/2026/06/19/deep-meaning-mystery-deathbed-visions/?utm
Autorstwa Caitlin Gibson
Odkąd pamięta, Debbie Eichensehr bała się utraty matki. Przez całe wczesne
dzieciństwo i w okresie dojrzewania starała się stłumić swój niepokój, stosując
rytuał przed snem. Przed pójściem spać całowała matkę w policzek i powtarzała
te same słowa:
Dobranoc, kocham cię, do zobaczenia rano.
Dobranoc, zawsze odpowiadała jej matka. Ja też cię kocham.
I co? Debbie by ją naciskała. Powiedz, że zobaczysz mnie rano.
„Musiałam usłyszeć, jak to mówi” –wspominała niedawno Debbie. „Nie wiem, dlaczego”.
Kiedy więc wydawało się, że jej matka naprawdę wyjedzie — kiedy 83-letnia
Shirley Brydalski, przykuta do szpitalnego łóżka w swoim salonie w zachodnim
Nowym Jorku, zaczęła mówić i zachowywać się, jakby była zupełnie gdzie indziej
— natychmiastową reakcją Debbie był strach.
Wyjazdy były krótkie, ale dziwne. Pewnego razu Debbie obudziła się w
ciemnościach przedświtu, słysząc, jak jej matka śpiewa ludową piosenkę w obcym
języku, którego Debbie nie znała. Innym razem – późną nocą lub w cichych
godzinach popołudniowych, gdy Shirley drzemała – Debbie słyszała, jak jej matka
nagle wdaje się w rozmowę. Osłabionym głosem starszej kobiety wypowiadała słowa
dawno minionej dziewczynki:
Przyniosę wodę, babciu.
Tak, babciu, wykonałam swoje obowiązki.
Twoje kwiaty tak pięknie pachną.
Gdzie podziała się jej matka? Wydawało się, że siedemdziesiąt pięć lat i 320
kilometrów stąd, na farmę w Sagamore w Pensylwanii, gdzie Shirley mieszkała z
babcią ze strony matki do dziesiątego roku życia. Te epizody zdarzały się
czasami, gdy Shirley była na wpół rozbudzona, a najczęściej podczas snu – ale
„sny” wydawały się nieodpowiednim słowem do opisania tego, czego doświadczała.
Wizje napływały do niej z tak zadziwiającą jasnością, że opowiadała o nich na
głos i czasami budziła się z przekonaniem, że właśnie wróciła z prawdziwej
podróży.
„Byłam na farmie” – mówiła do Debbie. „Nie pamiętasz?”
Debbie uważała marzenia matki za niepokojące, a nawet przerażające. Shirley
cierpiała na przerzutowego raka pęcherza moczowego. Miała nieuleczalną chorobę
płuc, osteoporozę i stent w sercu. Teraz Debbie zastanawiała się: Czy zdrowie
psychiczne matki się pogarsza? Czy jej leki są zaburzone? Czy zbliża się
ostateczny upadek? Pierwszym odruchem Debbie było przerwanie tego, co się
działo. Obudź się, mawiała. Wróć.
Nie wiedziała jeszcze, że istnieje nazwa na to, czego doświadczała jej matka:
sny i wizje u schyłku życia, czyli ELDV. Debbie nie wiedziała, że najważniejsze
badania nad tym zjawiskiem na łożu śmierci prowadzono w hospicjum oddalonym
zaledwie o kilka mil od jej domu.
Gdy ciało Shirley niosło ją ku końcowi, jej umysł niósł ją gdzie indziej, z
powrotem do jej początku. Wizje były idylliczne i kojące – ale wiązały się
również z długo skrywanymi traumami z przeszłości Shirley i objawieniami, które
miały zmienić sposób, w jaki Debbie postrzegała życie swojej matki.
Jako lekarz i dyrektor medyczny Hospice Buffalo, Chris Kerr od prawie 30 lat
obserwuje, jak jego pacjenci doświadczają snów i wizji u schyłku życia. Od 2010
roku kieruje zespołem badawczym, który bada to zjawisko i opisuje, jak wizje
mogą przynieść ukojenie, sens i uzdrowienie zarówno umierającym, jak i ich
bliskim.
Ale jego pierwsze spotkanie z tym światem miało miejsce, gdy miał 12 lat i stał
przy łóżku umierającego ojca.
William Kerr był 42-letnim chirurgiem z rakiem w stadium końcowym i tego dnia w
1975 roku wyciągnął rękę i przesunął palcami po guzikach kurtki syna.
Powiedział, że muszą się spieszyć; czas złapać samolot i polecieć na północ, na
wspólny wypad na ryby.
Już jako chłopiec Kerr czuł, że jego ojciec wierzył, iż znajduje się w innym
miejscu i czasie, daleko od sali szpitalnej – i że gdziekolwiek się znajdował,
wydawał się tam spokojny. Jednak Kerr został szybko wyprowadzony przez księdza,
który stwierdził, że jego ojciec ma „urojenia”.
Dwadzieścia cztery lata później, będąc już kardiologiem i przedstawicielem
piątego pokolenia kanadyjskiej rodziny praktykującej medycynę, Kerr
niespodziewanie skonfrontował się z tym ostatnim wspomnieniem ze swoim ojcem.
Był rok 1999, a on odpowiedział na ogłoszenie o pracę na pół etatu w Hospice
Buffalo, organizacji non-profit zajmującej się opieką hospicyjną i paliatywną w
Nowym Jorku, która jako pierwsza w kraju utworzyła zintegrowany, samodzielny
kampus. Podczas pierwszych obchodów oddziału stacjonarnego Kerr od razu
zauważył coś uderzającego: na podłodze, jak mi powiedział, było zajętych 10
łóżek, „a połowa pacjentów była gdzie indziej”.
Przez to rozumie on, że „gdzie indziej” pacjenci ci byli zaangażowani w inną
rzeczywistość wokół nich, wchodzili w interakcje z ludźmi i miejscami, które
tylko oni mogli widzieć.
Początkowo wydało mu się to niepokojące. Ale potem przyjrzał się doświadczonym
pielęgniarkom.
„Obserwowanie pielęgniarek pracujących w tym miejscu było niesamowite” –
powiedział. Znały to, co widziały, akceptowały i potwierdzały doświadczenia
swoich pacjentów. „Nigdy nie zapomnę tej jazdy do domu, kiedy myślałem sobie:
«Co tu się dzieje ?»”
Kerr poczuł się powołany, by odpowiedzieć na to pytanie. Podczas rezydentury
rozczarował się ekonomicznym, „unikającym śmierci” modelem opieki, jak sam mówi
– sposobem, w jaki lekarze rezygnują z opieki nad pacjentem w stanie
terminalnym, gdy stwierdzają, że nie ma już nic do diagnozy ani leczenia. Kerr
postanowił zrezygnować ze specjalizacji z kardiologii – „kiedy powiedziałem o
tym mojemu kierownikowi, on naprawdę myślał, że mam załamanie nerwowe” –
powiedział Kerr – i dołączyć do Hospice Buffalo jako dyrektor medyczny oddziału
szpitalnego, gdzie mógłby całkowicie poświęcić się opiece nad umierającymi
pacjentami.
Wielu pacjentów opowiadało mu o ludziach i miejscach, które widzieli w snach i
wizjach. Mogły one występować w różnych stanach świadomości – na jawie, w
stanie półprzytomności lub w stanie głębokiego snu – ale przekazywały tę samą
uderzającą intensywność, niezaprzeczalne poczucie realności. Pacjenci
twierdzili, że nie przypominały one „normalnych” snów; ich doświadczenia były
całkowicie wciągające, spójne i znaczące.
Kerr zauważył, że opisy te stoją w ostrym kontraście z bardziej
niejednoznacznymi, często niepokojącymi doświadczeniami majaczenia lub
halucynacji wywołanych lekami, które również powszechnie występują u pacjentów
umierających.
Często wizje na łożu śmierci stanowiły pozorne źródło pocieszenia — tak było w
przypadku Mary, 70-letniej artystki i matki czwórki dzieci, która była jedną z
pierwszych pacjentek hospicjum Kerra.
Pewnego popołudnia, gdy dzieci i Kerr byli razem w jej pokoju, Mary nagle
zaczęła tulić i głaskać niemowlę, które tylko ona widziała. Wyszeptała imię
„Danny”, całując niewidzialne, maleńkie ciałko. Jej dzieci były zdumione i
pytały Kerr, czy ich matka ma halucynacje. Nikt jednak nie czuł potrzeby
interwencji; Mary wydawała się całkowicie spokojna i szczęśliwa.
Następnego dnia Kerr obchodził dom, gdy siostra Mary przyjechała z wizytą, a
dzieci Mary opowiedziały ciotce, co się stało. Mary na chwilę zamarła –
„Dosłownie widać było, jak jej twarz schodzi z twarzy” – wspominał Kerr – a
potem podzieliła się czymś, o czym nikt inny w rodzinie nie wiedział.
„To był jej syn” – powiedziała. Na wiele lat przed narodzinami czwórki dzieci
Mary urodziła martwe dziecko o imieniu Danny.
Jednak, jak powiedział Kerr, trauma i żal po tej stracie były wyraźnie
nieobecne od chwili, gdy Mary była pochłonięta swoją wizją, „była tylko
miłość”. Mary zmarła wkrótce potem, powiedział mi Kerr, całkowicie zmieniając
jego pojmowanie tego, co znaczy umrzeć w spokoju i wyzdrowieć w sposób
wykraczający poza możliwości medycyny.
Debbie wiedziała, że życie jej matki nie było łatwe i że uchroniła swoje dzieci
przed najgorszym.
„Nie powiedziała nam o połowie rzeczy, które się wydarzyły” – powiedziała
Debbie. Ale nigdy nie wyobrażała sobie, jak wiele jej matka pominęła.
Dzieci dowiedziały się, że Shirley owdowiała w wieku 24 lat, kiedy ojciec
Debbie zginął w wypadku samochodowym. Debbie miała 19 miesięcy, była trzecim z
czwórki dzieci. Jak powiedziała Debbie, Shirley zaraz po tym załamała się
psychicznie i trafiła na krótko do szpitala. Państwo groziło odebraniem dzieci,
ale Shirley była zdeterminowana, by utrzymać rodzinę razem, więc jej ojciec i
macocha przyjęli ich wszystkich.
Debbie wiedziała, że życie jej matki nie było łatwe i że uchroniła swoje dzieci
przed najgorszym.
„Nie powiedziała nam o połowie rzeczy, które się wydarzyły” – powiedziała
Debbie. Ale nigdy nie wyobrażała sobie, jak wiele jej matka pominęła.
Około półtora roku później Shirley wyszła za mąż za swojego drugiego męża,
który został ojcem jej piątego dziecka. Żyli jak patchworkowa rodzina z
ośmiorgiem dzieci – w tym trzema synami z pierwszego małżeństwa męża Shirley –
aż do momentu, gdy para się rozstała, gdy Debbie miała 11 lat, a Shirley i jej
pięcioro dzieci się wyprowadziły.
Debbie powiedziała, że ich rozwód był dla nich czasem bolesnych wstrząsów,
ponieważ rozstali się z jej przyrodnimi braćmi i mężczyzną, którego nazywała
„Tatą”, ale to, co zapamiętała najbardziej, to poczucie bezpieczeństwa i
stabilizacji, jakie dawała swoim dzieciom matka.
„Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek się bała” – powiedziała Debbie.
„Moja mama zawsze była przy nas wszystkich”. Debbie przyznała, że musiało być
jej ciężko – znów być samotną matką, sama utrzymywać piątkę dzieci. Ale jeśli
Shirley kiedykolwiek się bała lub czuła się przytłoczona, to – jak powiedziała
Debbie – „nie dawała nam tego po sobie poznać.
„Zawsze uważałem, że moją mamę należy uznać za świętą”.
Kiedy Debbie miała 12 lat, Shirley zaczęła spotykać się z mężczyzną, który
został jej trzecim i ostatnim mężem, Bobem. Byli razem przez ponad 47 lat. Bob
opiekował się Shirley, gdy 15 lat temu zdiagnozowano u niej raka tarczycy i
musiała odejść na emeryturę z ukochanej pracy przy linii montażowej w lokalnej
firmie produkującej części samochodowe. W późniejszych latach oboje podróżowali
razem po kraju.
Kiedy Bob zmarł na raka płuc w styczniu 2025 roku, stan zdrowia Shirley zaczął
się pogarszać. Debbie, wówczas 59-letnia wdowa, została opiekunką Shirley.
Debbie zmniejszyła liczbę zmian jako menedżerka baru w restauracji,
zrezygnowała z etatu w magazynie Amazon i zamieszkała z matką, aby mogły
spędzać ze sobą jak najwięcej czasu.
Z upływem miesięcy Debbie zaczęła zauważać, że jej matka czasami zachowuje się
tak, jakby była gdzie indziej. Debbie obawiała się, że może to wskazywać na
pogorszenie funkcji poznawczych – ale pamięć krótkotrwała Shirley była wciąż
ostra i w takich momentach nie wydawała się przygnębiona; wydawała się spokojna
i pewna tego, gdzie jest lub gdzie była.
W styczniu, gdy Debbie lekko drzemała w fotelu obok szpitalnego łóżka swojej
matki, usłyszała, jak Shirley mówi do kogoś: „Kwiaty tak pięknie pachną”,
mówiła. Debbie spojrzała na Shirley i zobaczyła, że jej oczy są otwarte, ale
zdawało się, że patrzy prosto przez córkę.
Shirley potrzebowała chwili, żeby wrócić do pokoju. „Jestem tu teraz” –
powiedziała w końcu. „Byłam na farmie”.
Kerr postawił sobie za cel edukowanie społeczeństwa na temat wartości snów i
wizji na łożu śmierci. Stał się często poszukiwanym mówcą, m.in. na konferencji
TEDx w 2015 r. i w książce z 2020 r. zatytułowanej „Śmierć to tylko marzenie:
odnajdywanie nadziei i sensu u kresu życia”. W tym roku hospicjum wydało zestaw
narzędzi i strategii dla rodzin i opiekunów, które mają im pomóc w rozmowach na
temat tych wydarzeń.
Zrozumiał, jak odbierana jest ta praca: publiczność jest zazwyczaj pełna
podziwu i chętnie dzieli się swoimi historiami o wizjach na łożu śmierci.
Pielęgniarki, pracownicy hospicjów, doule śmierci i opiekunowie kiwają głowami:
„Nie mówię im niczego, czego już nie wiedzą” – powiedział. Lekarze często tracą
zainteresowanie, niewzruszeni anegdotycznymi opowieściami o umierających
pacjentach.
Kerr po raz pierwszy zetknął się z tym sceptycyzmem na początku swojej pracy w
Hospice Buffalo, gdy próbował przekazać rezydentom kliniczny wpływ ELDV.
Lekarze uczą się jednak, by koncentrować się na medycynie opartej na dowodach,
powiedział Kerr, „a to pozwala na zerową ocenę subiektywności, nie mówiąc już o
duchowości”. Aby zmienić percepcję na znaczącą skalę, Kerr wiedział, że będzie
potrzebował danych.
W 2010 roku zaprojektował badanie mające na celu udokumentowanie częstotliwości
i treści ELDV wśród pacjentów hospicjum na 22-łóżkowym oddziale szpitalnym.
„Badaliśmy pacjentów pod kątem majaczenia, sprawdzaliśmy przyjmowane przez nich
leki i przeprowadzaliśmy badania laboratoryjne, aby upewnić się, że nie mają na
nie wpływu” – powiedział.
Członkowie zespołu badawczego przeprowadzili i nagrali wywiady z pacjentami,
„aby obalić twierdzenia środowiska medycznego, które twierdziło, że są oni
upośledzeni umysłowo” – powiedział Kerr. Ustalili, że nagrania wideo
przedstawiające przytomnych i elokwentnych pacjentów były często
najskuteczniejszym sposobem przekonania sceptycznych lekarzy, że ELDV to
doświadczenie o wartości zarówno samej w sobie, jak i znaczeniu klinicznym.
Badanie, którego wyniki opublikowano w 2014 r. w czasopiśmie Journal of
Palliative Medicine, wykazało, że sny i wizje dotyczące końca życia są
zadziwiająco powszechne: 88% pacjentów zgłosiło, że doświadczyło co najmniej
jednego z nich.
Dalsze badania zidentyfikowały wspólne wątki wśród tych snów i wizji, które
zostały udokumentowane u osób w każdym wieku, od bardzo małych dzieci po osoby
starsze. Pacjenci często zgłaszają widzenie ukochanych osób, miejsc lub
zwierząt domowych ze swojej przeszłości; szczególnie powszechni są zmarli
bliscy. Zdecydowana większość ELDV jest pocieszająca, ale niektóre mogą być
niepokojące lub niepokojące. Niektórzy pacjenci ponownie przeżywają kluczowe
epizody swojego życia, podczas gdy inni doświadczają bardziej przyziemnych,
znajomych momentów. Podróże to często powtarzający się temat: wiele osób
opisuje pakowanie walizek, przygotowywanie się do podróży lub widzenie bliskich
na dworcach kolejowych lub autobusowych. ELDV mogą wystąpić na bardzo krótko
przed śmiercią — w ciągu kilku godzin lub dni — ale czasami mogą mieć miejsce
tygodnie lub nawet kilka miesięcy wcześniej, często odpowiadając zmiennemu
stanowi zdrowia pacjenta i zwykle zwiększając częstotliwość w miarę zbliżania
się śmierci.
Kerr podkreśla, że te w pełni pochłaniające, interaktywne doświadczenia wydają
się wykraczać poza naszą obecną nomenklaturę. „Nie mamy na to odpowiedniego
języka” – powiedział. „Myślę, że jest w tym coś wspaniałego”.
Kerr zawsze sprzeciwiał się mistycznym lub religijnym wyjaśnieniom wizji na
łożu śmierci – powiedział mi, że nie skłania się ku „magii”. Utrzymuje, że
odkrycia jego zespołu badawczego są wystarczająco niezwykłe; wpływ tego
zjawiska jest realny, niezależnie od jego źródła: „Właściwie uwielbiam ideę, że
nic nie wiemy”.
Około cztery lata temu Kerr, przechodząc udane leczenie raka głowy i szyi,
zaczął rozważać własną śmiertelność. Pocieszało go to, czego doświadczył jako
lekarz. „Czułem się mniej przerażony tym procesem” – powiedział. „To ludzkie
doświadczenie. To zamknięcie życia”.
Z radością słucha, jak pacjenci opisują to uczucie – i tak pewnego popołudnia w
dzień powszedni tej wiosny, Kerr i ja pojechaliśmy odwiedzić Freda Netzela,
85-letniego byłego kapitana policji z Cheektowaga w stanie Nowy Jork,
cierpiącego na niewydolność serca, jednego z setek pacjentów korzystających z
opieki domowej Hospice Buffalo. Jego córka, Kelly, powitała nas w drzwiach jego
dwupoziomowego mieszkania i zaprowadziła do salonu, gdzie Fred siedział w
pluszowym fotelu, a u jego stóp drzemał kalikoński kot.
Fred stał w obliczu własnej śmierci i opłakiwał kolejnego: swojego sąsiada,
mężczyznę o imieniu Tommy, którego Fred znał od czasów liceum w Buffalo. Obaj
zostali funkcjonariuszami organów ścigania i mieszkali w swoich sąsiadujących
domach przez prawie 20 lat, aż Tommy zmarł na początku tego roku po krótkiej
chorobie.
„Siedzieliśmy na jego tarasie albo na moim tarasie” – powiedział Fred, po czym
nagle przerwał i dotknął twarzy. „Był jak brat, właściwie nim był” –
kontynuował łamiącym się głosem. „Tak cholernie za nim tęsknię. Rozpłaczę się
na samą myśl”.
Ale Fred ostatnio miał wieści od Tommy'ego, powiedział Kerrowi. Wyjaśnił, że
kiedy Fred i Tommy często podróżowali między domami, mieli szczególny sposób
dzwonienia do drzwi – dingding, dingding, powiedział, naśladując rytm palcem –
„i to był nasz kod”.
Fred często słyszał charakterystyczny dzwonek Tommy'ego, wyraźny jak słońce,
jak sam mówił. „Zwykle po prostu tu siedzę. Dużo czytam. I czasami słyszę
dzwonek” – powiedział. „To nasz sygnał”. Pewnego dnia słyszał go kilkakrotnie w
ciągu popołudnia, zasypiając i budząc się w fotelu. Raz usłyszał głos Tommy'ego
wołający: „Hej, Fred!” i było to tak realistyczne, że „wstałem i podszedłem do
drzwi” –powiedział Fred. „Jego żona była na zewnątrz i odgarniała śnieg, a ja
zapytałem: »Czy dzwoniłaś dzwonkiem?«. Ona na to: »Nie«”.
Fred spotkał ostatnio również innych bliskich. Na jawie obserwował kiedyś swoją
zmarłą matkę, jak przechodzi z kuchni do salonu, obok jego fotela. W
powtarzającym się śnie widywał czasem innych detektywów, z którymi pracował,
zebranych w ogrodzie przyjaciela, gdzie często zbierali pomidory. Jego
przyjaciele nic do niego nie mówili w tych snach; po prostu klęczeli w słońcu,
zrywając owoce z winorośli. Mówił, że widok ich był dla niego pocieszający.
„Czy oni żyją, czy nie?” zapytał Kerr.
„Nie żyją” – powiedział Fred. „Wszyscy ci goście nie żyją”.
„I czy to wydaje się prawdziwe, kiedy je widzisz?”
„Oczywiście” – powiedział Fred, kiwając głową. „Tak”.
Fred był wdzięczny Kerrowi za to pytanie, powiedział. To dało mu poczucie, że
wszystko – to, co słyszał, kogo widział – miało dla niego znaczenie. „Jakby
istniał ku temu powód” – powiedział. „Wiesz, nie boję się śmierci”. Uśmiechnął
się. „To poważna sprawa, ale to nie koniec świata. Czasami, kiedy modlę się
wieczorem, mówię: »Jeśli jesteś na mnie gotowy, to ja jestem gotowy.
Potrzebujesz kogoś, kto się z tobą utożsami«”.
„Jeszcze nie, tato” – odpowiedziała jego córka.
„Fred, wygląda na to, że miałeś naprawdę wspaniałych przyjaciół” – powiedział
Kerr. Miał jeszcze jedno pytanie. Chciał wiedzieć, czy wizje Freda wpłynęły na
jego myśli o tym, dokąd poszli jego przyjaciele i dokąd on sam zmierza.
„Myślisz, że ich zobaczysz?” zapytał Kerr.
Fred uśmiechnął się. „Mam taką nadzieję”.
Shirley nigdy nie opowiadała zbyt wiele o swoim wczesnym dzieciństwie.
„Wiedziałam, że jako dziecko mieszkała na farmie w Pensylwanii” – powiedziała
Debbie. „To było wszystko”. Debbie nigdy też nie pytała matki o tamten czas;
ich rodzina nie była skłonna do introspekcji, a w teraźniejszości zawsze było
wystarczająco dużo do ogarnięcia, bez zagłębiania się w przeszłość.
Debbie zrozumiała, że matka Shirley zmarła, gdy Shirley była noworodkiem, a jej
ojciec nie ubiegał się o opiekę nad nią, i tak właśnie została wychowana przez
dziadków ze strony matki na farmie. Shirley mieszkała tam do około 10. roku
życia, kiedy zmarła jej babcia – Debbie nie była pewna, dlaczego; założyła, że
przyczyną była choroba.
Shirley kilkakrotnie w dorosłym życiu odbyła prawie czterogodzinną podróż na
południe z Buffalo do Sagamore, zatrzymując się, by odwiedzić nagrobek babci na
miejscowym cmentarzu, a potem pojechać do farmy, na której mieszkali razem.
Shirley nigdy nie wspominała zbyt wiele o tych podróżach; wspomniała jedynie,
że bolało ją to, jak bardzo zmieniło się to miejsce.
Teraz jednak jej umysł zaczął powracać do wizji domu z dzieciństwa i Debbie w
końcu chciała dowiedzieć się o nim więcej.
„Opowiedz mi o farmie” – powiedziała pewnego styczniowego popołudnia, po tym,
jak Shirley wynurzyła się z jednej ze swoich wizji. „Byłaś tam, kiedy umarła
twoja matka, prawda?”
„Nie” – odpowiedziała Shirley. Pojechała tam, jak powiedziała, ponieważ jej
matka porzuciła ją jako noworodka.
Debbie była oszołomiona; Shirley nigdy wcześniej o tym nie wspominała. „Dlaczego
cię porzuciła?”
„Była pijaczką. Nie lubiła dzieci. Nie potrafiła się mną zaopiekować”.
Zanim Debbie zdążyła zrozumieć, co powiedziała jej mama, Shirley powiedziała
coś jeszcze: że opuściła farmę po śmierci babci, a babcia zmarła, bo została
postrzelona.
„Co?” zapytała Debbie. „O czym mówisz?”
Shirley wyjaśniła, że zabił ją mężczyzna mieszkający w pobliżu; później
dowiedziała się, że żywił romantyczne zainteresowanie jej babcią, które nie
było odwzajemnione. Zastrzelił ją w kuchni, a potem pobiegł do szopy – tej,
której Shirley często używała jako domku do zabawy – zamknął drzwi i popełnił
samobójstwo. To Shirley znalazła swoją babcię leżącą na podłodze w drzwiach
kuchni. Dziadek Shirley był poza zasięgiem słuchu, pracując przy zwierzętach.
Debbie była zdumiona i zrozpaczona tymi rewelacjami: że jej matka została
porzucona w niemowlęctwie przez matkę alkoholiczkę. Że babcia, która uwielbiała
Shirley i wychowywała ją do 10. roku życia, została zamordowana. Zbrodnia ta
była opisywana na pierwszych stronach gazet w całej Pensylwanii w styczniu 1953
roku, ale Shirley ukrywała tę historię przed swoimi dziećmi przez całe życie,
aż do teraz.
Debbie pamięta, że odwróciła twarz, próbując ukryć łzy.
„Och, nie płacz” – powiedziała Shirley.
„Ale mamo” – powiedziała Debbie – „to takie smutne”.
„Nie, nie jest” – upierała się Shirley. Miała na myśli, że tragedia i trauma
nie były już tym, co czuła. Nie były obecne w jej wizjach i nie były tym, co
definiowało ten okres w jej życiu.
Shirley uśmiechnęła się do córki. „Moja babcia mnie kocha” – powiedziała.
Pod koniec lutego Shirley została przewieziona na oddział stacjonarny Hospice
Buffalo po tym, jak jej stan zdrowia w domu gwałtownie się pogorszył.
Całkowicie unieruchomiona, zaczęła odmawiać jedzenia; kiedy zaczęła mieć
trudności z oddychaniem, Debbie wiedziała, że potrzebuje pomocy, aby zapewnić
jej komfort.
W hospicjum, w swoim pokoju z widokiem na otaczający ogród, Shirley cały czas
widziała swoją babcię i farmę.
Kerr odwiedził Shirley rano po jej przyjeździe. Chciał ją poznać – kim była, co
czuła, czego doświadczała.
„Czy ci się śniło?” zapytał ją.
Kiedy Kerr wyjaśnił Debbie, że sny i wizje Shirley są dobrze udokumentowaną
częścią procesu umierania, Debbie powiedziała, że jej niepokój ustąpił miejsca
wdzięczności.
„Dzięki temu dużo łatwiej mi było to zrozumieć” – powiedziała mi. Była
jednocześnie zaskoczona i poruszona tym, jak bardzo jej matka zwierzyła się
lekarzowi: „Nigdy nikomu nie rozmawiała o swoim życiu na farmie” – powiedziała
Debbie – „ale po prostu się przed nim otworzyła”.
Kerr uważa, że pomoc członkom rodziny w interpretacji doświadczeń umierających
– przybliżenie opiekunom tego, co nazywa „spojrzeniem z łóżka”, jest istotnym
elementem jego pracy. Bez tego, jak twierdzi, wielu mogłoby czuć się skłonnych
do odrzucenia wizji bliskiej osoby lub próby „korygowania” jej wersji
rzeczywistości, co może być dla pacjenta głęboko destabilizujące.
Ale kiedy wizje dotyczące końca życia zostają zrozumiane, opiekunowie często
zaczynają zadawać pytania na ich temat i dowiadywać się rzeczy, o których nigdy
wcześniej nie wiedzieli, o umierającym krewnym, powiedział Kerr. W ostatnich
dniach lub tygodniach może nastąpić niezwykłe pogłębienie więzi, a emocjonalny
rozwój, który nasila się i przyspiesza.
Kerr powiedział, że nawet będąc tak blisko śmierci, „dzieje się coś
głębokiego”.
Shirley zaczęła spać dłużej i nadal niewiele jadła, ale pewnego poranka w dzień
powszedni w marcu była rozbudzona i czujna, gdy Debbie przyszła na swoją
codzienną wizytę.
Shirley siedziała na łóżku, jej blada twarz obramowana krótkimi, srebrnymi
włosami, a oczy błyszczały, gdy córka przedstawiła mnie jako dziennikarkę
wizytującą. Wydawała się chętna do rozmowy o swojej babci, kobiecie, którą
widziała w snach – choć nie zeszłej nocy, zauważyła z żalem; nie spała zbyt
dobrze.
„Widzę ją taką, jaka była – kochającą, troskliwą i pomocną” – powiedziała mi
Shirley. W swoich wizjach znów była młodą dziewczyną, wracającą na farmę po
szkole. Spotykała babcię w kuchni, a czasem pielęgnującą ogródek na zewnątrz,
gdzie rabatki kwiatowe były pełne pachnących kwiatów. „Zastanawiam się, czego
mnie nauczy” – powiedziała Shirley, wyjaśniając, że nauczyła się szydełkować i
gotować od babci.
Shirley powiedziała, że na farmie nie było kanalizacji i czasami śniło jej się,
że przynosi wodę ze studni dla babci. Innym razem słyszała śpiew babci, tak jak
często robiła to, gdy Shirley wracała do domu po południu. „Kiedy śpiewała, to
po litewsku” – powiedziała Shirley – w języku, którego Debbie nie rozpoznała,
gdy po raz pierwszy usłyszała śpiew swojej mamy późną nocą.
Gospodarstwo z wizji Shirley było dokładnie takie, jakie znała kiedyś, aż po
najdrobniejsze szczegóły: kwiatową tapetę w sypialni, linową huśtawkę, którą
dziadek powiesił na ulubionym drzewie w ogrodzie. Jej babcia również zastygła w
czasie, mając prawie 60 lat, w ręcznie szytym fartuchu z juty ze starych worków
na paszę dla bydła, a jej długie włosy upięte były w kok. Rzadko się odzywała,
ale czasami, tuż przed tym, jak wizja zbladła, mówiła „Żegnaj” albo „Kocham
cię”, wspominała Shirley.
„Dlaczego tak często teraz odwiedzasz farmę?” – zapytałem ją.
„Bo chciałabym do tego wrócić” – powiedziała. Zatrzymała się, żeby wziąć
głęboki oddech; mówienie tak wiele wymagało wysiłku. Jej ręka drżała, gdy
sięgała po łyk wody z kubka. „Wciąż byłabym z nią, gdyby sprawy nie potoczyły
się tak, jak się potoczyły”.
Opowiedziała wtedy o tym, jak zakończył się jej czas na farmie, o przebłyskach
wspomnień, które nigdy jej nie opuściły: Bawiła się w stodole po szkole, gdy
usłyszała strzał i zobaczyła przez szpary w ścianach sylwetkę biegnącego
mężczyzny. Pobiegła do domu, gdzie znalazła ciało babci leżące na podłodze w
drzwiach kuchni. Wtedy Shirley rzuciła się w pogoń za zabójcą, który zamknął
się już w szopie, zanim pociągnął za spust po raz ostatni. „Nie mogłam się tam
dostać” – powiedziała – „i dobrze, że nie mogłam”.
Ten horror nie pojawia się w jej wizjach. Ale ponowne zobaczenie farmy
sprawiło, że zapragnęła w końcu opowiedzieć rodzinie o tym, co się stało. Zanim
odeszła, powiedziała: „Chcę, żeby dzieci wiedziały o mnie wszystko”.
Spojrzała na Debbie. „Wracamy” – powiedziała Shirley, mając na myśli farmę.
„Chyba się tam przejedziemy”. Pomyślałam o ojcu Kerra, który kazał synowi
przygotować się do lotu, którym tak naprawdę nie polecą.
Zapytałem Shirley: Kiedy widziała farmę w swoich snach i wizjach, czy miała
wrażenie, że naprawdę tam jest?
Jej niebieskie oczy lekko się rozszerzyły. „Och” – powiedziała – „wiem, że tam
byłam”.
W zimny piątkowy poranek w marcu Debbie siedziała przy łóżku matki, gdy ta
spała. Światła były przyciemnione, w pokoju panowała cisza. Gotowa była
zaakceptować to, co nadchodziło – rozłąkę, której opierała się przez całe
życie.
Powiedz, że zobaczysz mnie rano.
Były momenty z przeszłości ich rodziny, które Debbie postrzegała teraz inaczej.
Zaczęła częściej myśleć o tym, jak władze groziły odebraniem dzieci Shirley po
śmierci jej pierwszego męża i co musiało znaczyć dla Shirley utrzymanie ich
razem.
„Mogła się poddać, tak jak jej matka” – powiedziała Debbie. „Mogła powiedzieć:
»Nie, zapomnij« i pozwolić nam odejść. Ale tego nie zrobiła”.
Debbie przypomniała sobie, że miała 11 lat, kiedy przeprowadziła się z matką i
rodzeństwem do nowego domu — mniej więcej w tym samym wieku, co Shirley, kiedy
opuściła farmę.
„Wiedziała, jak to musi być” – powiedziała Debbie. Shirley nigdy nie
bagatelizowała tego, przez co przechodziły jej dzieci, nawet gdy podkreślała
szerszą perspektywę: „Wiem, że to boli, ale wszystko będzie dobrze” – mówiła
im. Shirley emanowała głęboką empatią, którą zawsze uważała za wyjątkową.
„Była po prostu tak inna niż inne mamy” – powiedziała Debbie. „Wiedziałam o tym
całe życie”. Teraz, mając pełniejszy obraz dorastania Shirley i traum, które
nauczyła się znosić, „chyba wiem dlaczego” – powiedziała Debbie.
Są też drobiazgi. Kiedy Shirley opowiadała o swoich wizjach farmy, zauważyła
ulubioną huśtawkę na podwórku, z dwiema ławkami ustawionymi naprzeciwko siebie;
uwielbiała tam przesiadywać i rozmawiać z babcią. Debbie zrozumiała wtedy,
dlaczego jej matka zawsze się rozjaśniała, gdy widziała tę samą huśtawkę w
parku; „Usiądźcie tu ze mną”, mówiła do swoich dzieci.
„Teraz wiem o wiele więcej o tym, jak bardzo, bardzo była szczęśliwa” –
powiedziała Debbie – „i to już mi pomaga”.
Kerr wpadł, żeby sprawdzić, co u nich słychać, i usiadł na kanapie przy dużych
oknach. W ogrodzie padał deszcz, gdzie jelenie przechadzały się pod drzewami i
drapały karmniki po ptakach. Shirley, leżąc w łóżku, oddychała ciężko i powoli.
„Tak będzie dalej” – powiedziała cicho Kerr, kiwając głową w jej stronę. „Nie
będzie już żadnego nowego bólu”.
Debbie odetchnęła, patrząc na śpiącą matkę. „To dobrze” – powiedziała.
Debbie trzymała na kolanach stronę, którą wyjęła z jednego z albumów Shirley i
przyniosła ze sobą, na wypadek, gdyby matka chciała ją zobaczyć: cztery zdjęcia
farmy z wizyty Shirley i Boba w 1983 roku. Była wtedy tak odmienna od miejsca,
które Shirley pamiętała. Te zdjęcia były kiedyś wszystkim, co Debbie wiedziała
o farmie, poza samym faktem jej istnienia.
Ale teraz zrozumiała, gdzie była jej matka i dokąd chciała pójść. W tych
ostatnich tygodniach Shirley opisała to wszystko tak sugestywnie, że Debbie
niemal to widziała: długi podjazd wijący się przez pola, mijając linową
huśtawkę zawieszoną na strzelistym klonie. Bujne rabaty mieczyków i lilii przy
drzwiach do czerwonego domu. Kuchnia tuż za rogiem i głos kobiety śpiewającej, czekającej
na powrót wnuczki.
3.
Papież Leon XIV stoi w obliczu kryzysu, ponieważ odłam sekty dąży do
wyświęcenia skrajnie prawicowych biskupów
Konflikt grozi zaostrzeniem narastających napięć między Watykanem a prawicowymi
katolikami w USA i na świecie
https://www.theguardian.com/world/2026/jun/25/pope-leo-far-right-bishops
Plan skrajnie prawicowej sekty katolickiej, aby wyświęcać swoich biskupów
pierwszego lipca, postawił ją w sytuacji kolizyjnej z Watykanem. Może to
doprowadzić do kryzysu dla papieża Leona XIII, którego pontyfikat trwa już
nieco ponad rok, a także wystawić na próbę i tak już napięte stosunki Kościoła
rzymskokatolickiego z prawicowymi i tradycjonalistycznymi katolikami w USA i
gdzie indziej.
Założone w Szwajcarii w 1970 roku, by przeciwstawić się liberalizującym
reformom w Kościele katolickim, Bractwo Świętego Piusa X (SSPX) zyskało znaczną
rzeszę wiernych w Stanach Zjednoczonych, Francji, Argentynie i innych krajach.
Zakon, który ma dużą bazę operacyjną w Kansas, twierdzi, że w jego mszach
uczestniczy ponad pół miliona osób na całym świecie, choć dane te są trudne do
zweryfikowania. Wśród jego członków znajduje się blisko 1500 księży,
seminarzystów i innych osób o powołaniu zawodowym.
Papież Leon XIV powiedział dziennikarzom w Rzymie w zeszłym tygodniu, że
„rozważa wystosowanie kolejnego apelu: 'Nie róbcie tego, starajmy się żyć w
komunii w Kościele'”. Dodał jednak, że to Bractwo Kapłańskie Piusa X „decyduje,
czy kontynuować drogę grożącą schizmą”.
„Jeśli podejmą taką decyzję”, dodał Leon, „przykro mi, ale musimy iść naprzód”.
Zgodnie z katolickim prawem kanonicznym, wyświęcanie biskupów bez zgody
Watykanu stanowi podstawę do natychmiastowej ekskomuniki. Jak dotąd obie strony
tej gry na krawędzi nie dają za wygraną. „The Guardian” skontaktował się ze
Stolicą Apostolską i Bractwem Kapłańskim Świętego Piusa X (SSPX) w celu
uzyskania komentarza, ale żadna z nich nie odpowiedziała.
Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X utrzymuje, że planowane święcenia czterech
nowych biskupów – dwóch francuskich, jednego szwajcarskiego i jednego
amerykańskiego – są podyktowane praktyczną koniecznością i „nie wynikają z
chęci roszczenia sobie prawa do jurysdykcji lub ustanowienia równoległej władzy
w Kościele”.
Relacje te od dziesięcioleci są świadkami impasów, impasów w negocjacjach i
nieudanych prób pojednania. Podczas pierwszej i ostatniej konsekracji biskupiej
przez Bractwo Kapłańskie Piusa X (SSPX) w 1988 roku, Stolica Apostolska
ekskomunikowała tych, którzy w niej uczestniczyli, w tym założyciela Bractwa.
W 2009 roku konserwatywny papież Benedykt XVI zgodził się znieść te ekskomuniki
w geście dobrej woli. Udzielił również szerszego pozwolenia na odprawianie mszy
łacińskiej, którą preferują tradycyjni katolicy, ale która została w dużej
mierze zastąpiona liturgią w językach narodowych.
Bardziej liberalny następca Benedykta, papież Franciszek, rozwiązał komisję
powołaną trzy dekady wcześniej w celu negocjacji z Bractwem Kapłańskim Świętego
Piusa X, choć podjął również nietypową decyzję o uznaniu ważności sakramentów
zakonu w zakresie zawierania małżeństw i spowiedzi.
Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X (SSPX) odprawia wyłącznie mszę łacińską.
Zakon opowiada się również za ścisłym przestrzeganiem ról płciowych. Kobietom
odradza się noszenie spodni, a do kościoła często zakładają nakrycia głowy.
Jednakże spory sekty z Watykanem są bardziej fundamentalne, powiedział Massimo
Faggioli, profesor teologii w Trinity College w Dublinie i trudne do
rozwiązania lub zaakceptowania.
Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X odrzuca doktryny reformy, sformułowane
podczas Soboru Watykańskiego II w latach 1962-1965, które stanowią rdzeń
współczesnego Kościoła katolickiego. „To nie jest coś, co można rozwiązać,
mówiąc: 'OK, możecie odprawiać mszę po łacinie'” – powiedział Faggioli.
Sobór Watykański II promował jedność między kościołami chrześcijańskimi, uznał
powszechną wolność religijną, stwierdził, że nauki innych religii świata mogą
„odbijać promień prawdy”, potępił antysemityzm i odrzucił pogląd, że Żydzi
ponoszą zbiorową odpowiedzialność za śmierć Jezusa Chrystusa.
Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X (SSPX) uważa, że reformy soboru były z
gruntu heretyckie, powiedział Faggioli, i nie daje żadnych sygnałów, że zmieni
swoje stanowisko. Dodał, że jeśli Watykan ekskomunikuje Bractwo Kapłańskie
Świętego Piusa X (SSPX), najważniejszym pytaniem jest, jak konserwatywni
katolicy, którzy nie należą do zakonu, ale podzielają niektóre jego poglądy,
zareagują na schizmę.
Narastające napięcie między Watykanem a Bractwem Kapłańskim Świętego Piusa X
(SSPX) wynika z rosnącej gotowości prawicowych katolików do konfrontacji z
Watykanem w sporach politycznych i teologicznych. Niektórzy katolicy w USA,
gdzie najbardziej wpływowi świeccy są zazwyczaj zarówno konserwatywni, jak i
zamożni, popierają administrację Trumpa, mimo że jej stanowiska w sprawie
imigracji i polityki zagranicznej są sprzeczne z poglądami Watykanu.
Założyciel Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X (SSPX), Marcel Lefebvre, był
francuskim rojalistą, który stanowczo sprzeciwiał się komunizmowi,
dekolonizacji i sekularyzmowi. Lefebvre należał do nielicznego odsetka
biskupów, którzy głosowali przeciwko kluczowym dokumentom Soboru Watykańskiego
II. Zmarł w 1991 roku.
Sekta przez całą swoją historię była nękana oskarżeniami o antysemityzm i
powiązania ze skrajną prawicą.
Kolaborant nazistowski i skazany zbrodniarz wojenny Paul Touvier został
aresztowany w klasztorze Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X we Francji w
1989 roku. (Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X twierdziło, że przyjęło go w
ramach aktu miłosierdzia). W 2009 roku biskup Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa
X powiedział prasie, że jego zdaniem w Holokauście zginęło nie więcej niż 300
000 Żydów. W 2013 roku Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X wywołało oburzenie
we Włoszech, udzielając pogrzebu skazanemu nazistowskiemu zbrodniarzowi
wojennemu, Erichowi Priebke, któremu odmówiono pochówku przez katolicką
diecezję rzymską.
SSPX oświadczyło, że „całkowicie odrzuca fałszywe twierdzenie, jakoby nauczało
lub praktykowało antysemityzm, który jest rasową nienawiścią do narodu
żydowskiego ze względu na jego pochodzenie etniczne, kulturę lub przekonania
religijne”.
4.
https://wyborcza.biz/biznes/7,147582,32877017,europa-inwestuje-w-ukraine-silna-i-niezalezna-ukraina-lezy.html
Jak mówią nasi wojskowi, albo się zmienisz, albo zginiesz. Ukraina zmienia
obronność, energetykę, inwestycje w całej Europie - mówiła premier Ukrainy
Julia Swyrydenko pierwszego dnia Konferencji na Rzecz Odbudowy Ukrainy w
Gdańsku.
To pierwsze wydarzenie tej rangi w Polsce na temat powojennej odbudowy Ukrainy.
W Gdańsku przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ogłosiła, że
do Kijowa trafia właśnie pierwsza transza unijnej, pomocowej pożyczki (3,2 mld
euro), a wkrótce trafi też 6 mld euro na produkcję dronów. W sumie chodzi o 90
mld euro, które udało się odblokować dzięki odsunięciu od władzy Victora Orbana
na Węgrzech. Do tej pory Budapeszt wetował pomoc.
- To dowód na to, że wsparcie Europy dla Ukrainy jest trwałe. Apelujemy do
wszystkich naszych partnerów o utrzymanie wsparcia, ponieważ silna i niezależna
Ukraina leży w naszym wspólnym interesie - oświadczyła von der Layen.
Szefowa KE ogłosiła też uruchomienie Europejskiego Funduszu Flagowego na rzecz
Odbudowy Ukrainy, który zainicjowały wspólnie UE, Polska, Francja, Niemcy i
Włochy. Docelowo ma zmobilizować 1 mld euro na inwestycje.
Tusk: solidarność to nie slogan
- Drodzy przyjaciele, wasza obecność dzisiaj tutaj jest znakiem dla Polski, dla
Ukrainy, dla Europy, dla całego świata, że słowo "solidarność", tak
związane z tym miejscem, to nie jest pusty slogan, tylko treść naszego
codziennego życia, naszej współpracy, naszej, powiem wprost, wielkiej dziejowej
misji - podkreśla premier Donald Tusk, otwierając spotkanie.
Jak dodał, Ukraina chce być częścią zjednoczonej Europy, a warunkiem
prawdziwego zjednoczenia zawsze było rozumienie własnej historii i gotowość do
pojednania. - Odbudowa Ukrainy nie oznacza tylko naprawy zniszczeń wojennych,
ale budowę lepszej Ukrainy, która wzmocni cały kontynent europejski - to już
słowa szefa Rady Europejskiej Antonio Costy, który zapewniał, że proces
odbudowy będzie szedł w parze z integracją Ukrainy z UE.
Bez prezydenta Zełenskiego więcej o gospodarce niż o polityce?
Termin konferencji zbiegł się w czasie z najgorszym od lat pogorszeniem się
stosunków polsko-ukraińskich. W maju prezydent Wołodymyr Zełenski nazwał jedną
z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imieniem "Bohaterów UPA". W reakcji
na to były prezydent Lech Wałęsa zapowiedział, że nie będzie nosił przypinki z
ukraińską flagą, a prezydent Karol Nawrocki odebrał Zełenskiemu Orderu Orła
Białego. Order wrócił do Polski kurierem.
Wołodymyr Zełenski miał uczestniczyć w Ukraine Recovery Conference - URC 2026 i
spotkać się w Gdańsku z Donaldem Tuskiem, szefową Komisji Europejskiej i
kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem. Ostatecznie jednak ukraińskiej delegacji
przewodniczy szefowa ukraińskiego rządu Julia Swyrydenko.
- Ukraina i Polska są reprezentowane na poziomie premierów i skutkuje to tym,
że skupiamy się bardziej na gospodarce, na umowach, które będą zawierane, a nie
na kwestiach przeszłości czy historycznych - ocenił wiceminister obrony Cezary
Tomczyk. W czwartek Orlen podpisał porozumienia rozszerzające współpracę z
Naftohazem (chodzi o handel LNG).
Były obawy, czy eskalacja napięć nie doprowadzi do fiaska konferencji, lecz -
przynajmniej w czwartek - okazały się bezpodstawne. Polska jest gospodarzem,
ale ranga spotkań i liczba międzynarodowych gości (5 tys. osób z 70 krajów
świata, w tym 12 premierów) powoduje, że polsko-ukraiński spór schodzi nawet
nie na drugi, ale na trzeci plan.
5.
https://tvn24.pl/biznes/ze-swiata/ukraina-pge-orlen-enea-i-tauron-chca-odbudowac-energetyke-kraju-podpisano-list-intencyjny-st9114242
Spółki PGE, Orlen, Enea i Tauron podpisały list intencyjny w sprawie
zaangażowania w odbudowę ukraińskiej infrastruktury energetycznej. Wiceminister
aktywów państwowych Wojciech Balczun nazwał odbudowę Ukrainy największym tego
typu projektem od czasu II wojny światowej - Nie wyobrażam sobie, żeby polskie
firmy nie brały w nim udziału - powiedział.
Do uroczystego parafowania dokumentu doszło w czwartek podczas Konferencji na
rzecz Odbudowy Ukrainy (Ukraine Recovery Conference - URC 2026) w Gdańsku. W
ceremonii wzięli udział m.in. wiceprezes PGE Katarzyna Rozenfeld oraz prezesi
Ireneusz Fąfara, Grzegorz Kinelski i Grzegorz Lot. W wydarzeniu uczestniczyli
także minister aktywów państwowych Wojciech Balczun oraz wiceminister w MAP
Eliza Zeidler.
Udział polskich firm w odbudowie Ukrainy
Balczun podkreślił, że odbudowa Ukrainy to największy projekt od czasów II
wojny światowej, którego wartość Bank Światowy szacuje na ponad 500 miliardów
dolarów.
- Nie wyobrażam sobie, żeby polskie firmy nie brały w nim udziału. Ta
dzisiejsza inicjatywa połączenia sił firm energetycznych, największych spółek
Skarbu Państwa do tego, żeby realizować takie projekty w relacjach z Ukrainą,
jest tego naczelnym dowodem - powiedział szef resortu aktywów.
List intencyjny ma skoordynować działania największych krajowych firm
paliwowo-energetycznych przy wsparciu i modernizacji zniszczonego wojną systemu
energetycznego Ukrainy.
Prezesi spółek komentują
Wiceprezes PGE Katarzyna Rozenfeld zaznaczyła, że energia elektryczna stanowi
fundament funkcjonowania współczesnej gospodarki, a polskie spółki wnoszą do
tego projektu unikalne know-how. - Wkład, jaki możemy wnieść w tę odbudowę
(...) to nie tylko dostęp do kapitału czy rozmiar naszych organizacji. To
także, a może przede wszystkim, kompetencje i doświadczenie - wskazała.
Prezes Enei Grzegorz Kinelski wskazał, że polski sektor już teraz niesie
doraźną pomoc techniczną, ale nowe porozumienie to krok w przyszłość. -
Podpisanie tego listu otworzy nam możliwości przygotowywania się do tego
momentu, kiedy zostaniemy poproszeni o naprawdę konkretną pomoc przy odbudowie,
rekonstrukcji, modernizacji i transformacji energetycznej - ocenił Kinelski.
Z kolei prezes Tauronu Grzegorz Lot zwrócił uwagę na podwójny wymiar współpracy
- biznesowy i humanitarny. - Jedna perspektywa to biznes, tworzenie trwałej
wartości dla nas, dla naszych firm, dla naszych akcjonariuszy, dla gospodarki,
dla kraju, ale również dla Ukrainy, dla ludzi, którzy tam mieszkają. Druga
perspektywa, to jest po prostu czysta, przyjacielska pomoc - podsumował Lot.
Prezes Orlenu Ireneusz Fąfara, nawiązując do trudnych warunków codziennego
życia mieszkańców Ukrainy, gdzie prąd bywa dostępny tylko przez kilka godzin
dziennie, podkreślił, że inicjatywa pokazuje głęboki sens wspólnych działań w
imię "biznesu, ale też przyjaźni i zrozumienia".
Wiceminister aktywów państwowych Eliza Zeidler dodała, że resort jako aktywnie
działający właściciel spółek Skarbu Państwa z dużym optymizmem patrzy na tę
inicjatywę i oczekuje teraz na jej "realne efekty".
W dwudniowej konferencji URC 2026 biorą udział szefowie rządów, ministrowie i
liderzy instytucji finansowych. Głównymi tematami jest pomoc gospodarcza i
obronna dla Kijowa. W poprzednich latach konferencje URC gościły w Rzymie,
Berlinie, Londynie i Lugano. Ich celem jest wzmocnienie międzynarodowego
wsparcia dla odbudowy kraju, który od 2022 r. odpiera rosyjską agresję, a także
stymulowanie inwestycji w ukraińską gospodarkę.
6.
https://wyborcza.pl/7,75399,32877827,wiekszosc-polakow-nie-popiera-dolaczenia-ukrainy-do-ue-nowy.html#s=S.TD-K.C-B.7-L.1.duzy
Jak wynika z najnowszego sondażu, ponad co trzeci Polak (35,3 proc.) popiera
dołączenie Ukrainy do UE, a niemal sześciu na dziesięciu (59,7 proc.) opowiada
się przeciwko niemu.
W czwartek 25 czerwca w Gdańsku ruszyła Konferencja na rzecz Odbudowy Ukrainy.
Wydarzenie potrwa dwa dni. Jak się okazało, nie pojawił się na nim jednak
prezydent Wołodymyr Zełenski. Ukraiński rząd reprezentuje premierka kraju -
Julija Swyrydenko. Brak obecności Zełenskiego wiąże się z konfliktem
dyplomatycznym, który rozgorzał po tym, jak jednej z jednostek ukraińskiej
armii nadane zostało miano "bohaterów UPA".
- Przygotowaliśmy na konferencję i pomogliśmy przygotować 200 porozumień i
umów. Mówimy o setkach miliardów dolarów i to nie są polskie pieniądze, tylko
to będą pieniądze do wydania, także przez polskie firmy w Ukrainie, po
zakończeniu wojny - podkreślał we wtorek premier Donald Tusk.
Ilu Polaków popiera dołączenie Ukrainy do UE?
W związku z wydarzeniem powraca pytanie o członkostwo Ukrainy w Unii
Europejskiej. Instytut Badań Społecznych i Rynkowych IBRiS na zlecenie Radia
ZET zbadał, co sądzą o tym Polacy. Pytanie zadane respondentom brzmiało:
"Czy Pana / Pani zdaniem Ukraina powinna wejść do Unii
Europejskiej?".
8,4 proc. badanych odpowiedziało, że Ukraina "zdecydowanie" powinna
dołączyć do UE, a 26,9 proc. było zdania, że "raczej tak". Odpowiedź
"raczej nie" wybrało 27,4 proc. respondentów, a "zdecydowanie
nie" 32,3 proc. 5 proc. badanych przekazało, że nie ma zdania w tej
sprawie. Oznacza to, że ponad co trzeci respondent (35,3 proc.) popiera
dołączenie Ukrainy do UE, a niemal sześciu na dziesięciu (59,7 proc.) jest
przeciwko.
73 proc. wyborców opozycji przeciwko wejściu Ukrainy do UE
Jak jednak wynika z sondażu, zdanie ws. członkostwa Ukrainy w UE jest mocno
związane z popieraną partią polityczną. W grupie zwolenników obozu rządzącego
(wyborcy Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, Polskiego Stronnictwa Ludowego i
Polski 2050) 64 proc. ankietowanych uważa, że Ukraina powinna wejść do UE.
Przeciwnego zdania jest jedynie 32 proc. badanych popierających koalicję.
Z kolei wśród sympatyków opozycji (wyborcy Prawa i Sprawiedliwości,
Konfederacji, Konfederacji Korony Polskiej i Partii Razem) aż 73 proc. jest
przeciwko wejściu Ukrainy do UE. Innego zdania jest jedynie 24 proc. osób w tej
grupie.
Ogólnopolski sondaż dla Radia ZET został zrealizowany przez Instytut Badań
Rynkowych i Społecznych IBRiS metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów
kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI), w dniach 12-13 czerwca
2026 roku, na reprezentatywnej próbie 1068 osób. …
7.
Za kurtyną: wielka polityczna implozja Ameryki
https://www.axios.com/2026/06/25/trump-america-politics-maga-socialism-israel
Polityka amerykańska, przekształcona i wyobrażona na nowo przez dekadę
sukcesów, upadków i zmartwychwstania prezydenta
Trumpa, ulega poważnemu załamaniu.
MAGA jest podzielona na zwolenników Trumpa i prawdziwych wyznawców hasła
„Ameryka na pierwszym miejscu”.
Socjalizm zyskuje na popularności i wpływach. Przywódcy demokracji miotają się.
Izrael traci poparcie obu partii. Politycy propalestyńscy wygrywają wybory.
Sztuczna inteligencja dzieli obie strony sceny politycznej, a wśród
Republikanów i Demokratów tworzą się silne koalicje pro-pracownicze.
A niepopularność Trumpa wydaje się być ustalona na poziomie około 60%.
Dlaczego to ważne: Wszystko jest do wzięcia – i szalenie niepewne. Kontrola nad
Izbą Reprezentantów i Senatem to rzut monetą w listopadowych wyborach
uzupełniających, wybory prezydenckie w 2028 roku są szeroko otwarte, a obie
partie są równie znienawidzone przez elektorat.
Przybliżenie: Populistyczne siły, które obudził Trump, pożerają establishment,
rozpalone ponadpartyjnym konfliktem niekończącej się wojny, rosnących cen i
bezkarności elit, jak opowiada Zachary Basu z Axios.
Po prawej stronie historyczny rozłam wokół znaczenia hasła „Ameryka na
pierwszym miejscu” rozbił szeroką koalicję Trumpa na rok 2024.
Tucker Carlson i była kongresmenka Marjorie Taylor Greene — głosy niegdyś kojarzone z
MAGA — oboje w tym tygodniu wystąpili z Partii Republikańskiej, przedstawiając
wojnę Trumpa z Iranem jako zdradę jego własnego ruchu.
Pęknięcie rozprzestrzenia się w świecie mediów zewnętrznych, które pomogły
Trumpowi wrócić do władzy, a populistyczni podcasterzy, tacy jak Theo Von, Tim
Dillon i Candace Owens, stają się ostro krytyczni wobec administracji.
Po lewej stronie, przedstawiciele establishmentu Demokratów obawiają się
nadejścia socjalistycznej „Tea Party” – która obali urzędujących posłów,
upokorzy liderów partii i zamieni bezpieczne niebieskie okręgi w laboratoria
bardziej konfrontacyjnej polityki.
Trzech demokratycznych socjalistów, wspieranych
przez burmistrza Nowego Jorku Zohrana Mamdaniego, który nagle stał się
postępowym graczem na scenie politycznej, najpewniej zmierza do Kongresu po
trzęsieniu ziemi podczas wtorkowych prawyborów.
Z przeprowadzonego w zeszłym roku sondażu Gallupa wynika, że Demokraci opowiadają
się za socjalizmem w stosunku 66% do 42% - jest to największa różnica w
historii - a największy podział jest wśród wyborców poniżej 30. roku życia, którzy są
motorem napędowym koalicji Mamdaniego.
Oddalenie: Pokoleniowy spadek poparcia dla Izraela zmienia obie partie, podczas
gdy rosnący antysemityzm rzuca cień na coraz bardziej
toksyczną debatę.
Liczby są brutalne: Pew Research ustaliło, że obecnie 60% Amerykanów
postrzega Izrael negatywnie, w tym 80% Demokratów i 57% Republikanów poniżej
50. roku życia.
Dla Demokratów działania Izraela w Strefie Gazy łączą w sobie wszystko, czego
młodzi lewicowi wyborcy nienawidzą w starej partii: wojnę, pieniądze w
polityce, gerontokrację i uległość wobec konsensusu w polityce zagranicznej,
który uważają za moralnie upadły.
Dla Republikanów walka o Izrael jest również walką o przyszłość — walką
starzejącego się, pro-izraelskiego
establishmentu z młodą bazą, która uważa zagraniczną interwencję za
grzech pierworodny, który miała uleczyć zasada „Ameryka przede wszystkim”.
Między wierszami: sztuczna inteligencja wyłania się jako kolejny wielki
katalizator populizmu, łączący obawy o utratę miejsc pracy, rosnące rachunki za
prąd i niekontrolowaną władzę miliarderów.
Krytyczna reakcja miesza się z podziałami partyjnymi: postępowi aktywiści
związkowi, jastrzębie MAGA zajmujące się prawem antymonopolowym
i młodzi wyborcy coraz częściej postrzegają sztuczną inteligencję jako maszynę,
która ma wzbogacać gigantów technologicznych, jednocześnie czyniąc zwykłą pracę
bardziej zbędną.
Z sondażu przeprowadzonego wśród młodzieży na Uniwersytecie
Harvarda wynika, że 59% Amerykanów w wieku od 18 do 29 lat uważa, że
sztuczna inteligencja stanowi zagrożenie dla ich perspektyw zawodowych, w tym
66% młodych Demokratów i 59% młodych Republikanów.
Na co zwrócić uwagę: Trump jest głęboko niepopularny. Jednak tektoniczne
zmiany, które przekształcają obie partie – i kraj – sprawiają, że rok 2026 i
2028 są nie do przewidzenia.
Kontrola nad Izbą Reprezentantów jest kwestią sporną: nowy podział okręgów
wyborczych Partii Republikańskiej stworzył wąską przewagę, ale Demokraci prowadzą w głosowaniu ogólnym z przewagą 6
punktów procentowych.
Mapa Senatu jest tak korzystna, jak to tylko możliwe dla Republikanów, ale
Larry Sabato, czołowy prognostyk wyborczy, w tym miesiącu przesunął trzy wyścigi na korzyść Demokratów.
Podział 50-50 jest całkiem prawdopodobny.
Tymczasem szanse na rok 2028 są szeroko otwarte.
Według danych New York Timesa dotyczących
prawyborów prezydenckich, czterech potencjalnych kandydatów — Kamala Harris,
Gavin Newsom, Pete Buttigieg i Alexandria Ocasio-Cortez — jest ze sobą
pogrupowanych w odległości 8 punktów procentowych.
Wiceprezydent Vance przewodzi sekretarzowi stanu Marco Rubio po stronie Partii
Republikańskiej. Ale Vance służy prezydentowi, który lubi trzymać ludzi w niepewności.
Podsumowanie: W nowym sondażu Gallupa, przeprowadzonym z okazji 250.
rocznicy powstania kraju, ponad trzy czwarte Amerykanów stwierdziło, że ojcowie
założyciele byliby rozczarowani losem kraju.
8.
Mieliście wątpliwości, że to podły skurwysynek-kurdupelek?
9.
https://wyborcza.pl/7,75398,32878471,cbos-sprawdzil-poparcie-dla-rzadu-nieznaczny-spadek-gabinetu.html#s=S.TD-K.C-B.4-L.1.duzy
Premier Tusk cieszy się zaufaniem 35 proc. badanych - to tyle samo co przed
miesiącem. Z 52 do 54 proc. przybyło niezadowolonych z tego, że stoi na czele
rządu.
największe w porównaniu z innymi zadowolenie z osoby premiera deklarują
mieszkańcy miast, zwłaszcza dużych, z wyższym wykształceniem, dobrze sytuowani,
niepraktykujący religijnie bądź robiący to rzadko, badani o lewicowych i
centrowych poglądach.
Najbardziej krytyczni są mieszkańcy wsi, najniżej wykształceni, uzyskujący
najniższe dochody per capita, regularnie praktykujący i identyfikujący się z
prawicą.
Donalda Tuska w roli szefa rządu zdecydowanie bardziej
akceptują kobiety niż mężczyźni (40 proc. wobec 28 proc.).
Najwyższy poziom akceptacji osoby premiera CBOS odnotował
wśród osób najstarszych (41 proc. deklaracji zadowolenia w grupie osób w wieku
65+), zaś najniższy – w grupie najmłodszych dorosłych (23 proc. deklaracji
zadowolenia wśród osób w przedziale wiekowym 18–24 lata).
Rząd Tuska popiera 32 proc. (wobec 33 proc. przed miesiącem), nie popiera 42
proc. (bez zmian).
10.
Rosja przygotowuje możliwą „prowokację” w krajach bałtyckich lub Polsce,
twierdzą źródła
Według źródeł z dwóch krajów Kreml może próbować przetestować spójność NATO,
ponieważ Rosja znajduje się pod rosnącą presją ze strony Ukrainy
https://www.theguardian.com/world/2026/jun/26/russia-provocation-baltic-states-poland
11.
https://wyborcza.pl/7,75517,32817690,gdy-wyruszasz-w-podroz-do-itaki.html#s=S.others-K.C-B.1-L.1.duzy
Itaka istnieje jednocześnie w dwóch postaciach: tej konkretnej, do której można
dopłynąć, i tej, którą poznamy, gdy otworzymy dowolny z kilkunastu polskich
przekładów Homerowej "Odysei".
Odyseusz wracał do domu przez dekadę, nie mogąc odnaleźć drogi do ojczystej
Itaki. Dziś na Itakę dotrzeć jest nieco tylko trudniej niż na najbardziej
oblegane greckie wyspy. Owszem, na samej Itace nie ma lotniska, ale promem z
atrakcyjnej turystycznie Kefalonii albo sąsiedniego Zakyntos płynie się krótko,
tym z Patras na Peloponezie – sporo dłużej.
Ostatecznie jednak, nawet startując z Polski i doliczając do czasu podróży
trasę Ateny – Patras, zamkniemy się raczej w dziesięciu godzinach niż
dziesięciu latach.
Moja własna podróż ku Itace trwała – no, może nie dekadę, ale ładnych parę lat.
Na drodze stawała raz pandemia, raz takie czy inne zobowiązania. W końcu
dotarłam na wyspę nie jako turystka, ale na konferencję naukową organizowaną
przez tamtejsze Centrum Studiów nad Odyseją. Było nas tam dwoje z Polski: autor
książki o Odyseuszu, profesor Uniwersytetu w Białymstoku Tomasz Mojsik, i ja, z
Krakowa, pracująca właśnie nad biografią Achillesa.
Oglądana z pokładu promu wyspa wydawała mi się niewielka, błękitna na tle
morza. W tym samym błękicie tonęło o poranku Vathi, stolica Itaki, malutkie
miasteczko rozciągnięte wzdłuż jednej z odnóg rozległej Zatoki Molos. Promy są
zbyt wielkie, by tu wpłynąć: cumują w maleńkim porcie pod górą Aetos. Dopiero
stamtąd trzeba dostać się do odległego o kilka kilometrów Vathi.
To zaskakująco ciche miasteczko – ot, spotka się na ulicy trochę turystów,
głównie Greków, raz na jakiś czas przypływa wycieczka z sąsiedniej Kefalonii
lub Zakyntos. W porcie łodzie rybackie stoją obok żaglówek i jachtów pod
czujnym spojrzeniem Odyseusza spoglądającego z posągu, a wzdłuż wybrzeża
rozsiadły się tawerny ze stolikami rozstawionymi tuż nad wodą. Można w nich
napić się wina albo zjeść coś z lokalnych przysmaków, jak ser graviera
doprawiony miejscowymi ziołami.
Dwa żywoty Itaki mogą nieoczekiwanie spleść się na talerzu – jeden z itackich
serowarów ma w ofercie owczy ser o nazwie eveos, od imienia Eumajosa, lojalnego
pasterza znanego z Odysei. Jedna z tawern ma wewnątrz rosnące, żywe drzewo –
gdy się w niej usiądzie, przypomina się człowiekowi, chcąc nie chcąc, historia
łoża małżeńskiego Odysa i Penelopy. Mądra królowa poddała człowieka podającego
się za jej męża ostatniej próbie, by się przekonać, czy zna tajemnicę, którą
dzielili tylko we dwoje: że łoża nie da się wynieść z komnaty, bo jedną z jego
nóg stanowi korzeń drzewa głęboko wrośnięty w podłoże…
Dla osoby zainteresowanej głównie zwiedzaniem antycznych zabytków Itaka jest
wyborem raczej nieoczywistym. To nie Delos z jej oszałamiającym centrum kultu
Apollona ani Kos słynna z imponującego sanktuarium Asklepiosa. Owszem, mamy na
wyspie kilka stanowisk archeologicznych, w tym jedno, w którym w roku 2025
znaleziono pozostałości kultu ubóstwionego, a może czczonego jako heros
Odyseusza. Mamy niewielkie muzea archeologiczne – ale gdzie im się tam równać z
Kretą, Delfami czy Olimpią!
Vathi ma urok niewielkiego śródziemnomorskiego miasteczka, ładną cerkiew i
wąskie uliczki, w których przyjemnie się błądzi, ale pozostałości po czasach
Odyseusza – a choćby i tych pielgrzymów, którzy składali mu wota w czasach,
kiedy nad wyspą władało Cesarstwo Rzymskie – próżno w nim szukać.
A jednocześnie to jedno z miejsc, których literackie skojarzenia są najbardziej
oczywiste i powszechnie znane. Itaka mityczna, literacka wydaje się lepiej
znana niż ta realna do tego stopnia, że zdarzyło mi się spotkać osoby, które
uważały ją za równie fantastyczną co magiczna wyspa Kirke pełna zwierząt, które
niegdyś były ludźmi.
Bo Itaka istnieje jednocześnie w dwóch postaciach: tej konkretnej, do której
można dopłynąć, i tej, którą poznamy, gdy otworzymy dowolny z kilkunastu
polskich przekładów Homerowej "Odysei".
Zrozumiesz, co znaczą te Itaki
Kiedy patrzymy na krajobraz współczesnej Grecji i próbujemy przełożyć go na
wizję z mitów, na antyczną literaturę, uświadamiamy sobie, że wszystkie te
miejsca – Olimp bogów, Apollonowe Delfy, naznaczone tragedią rodu Edypa Teby
czy inne znane nam z opowieści miasta, góry, rzeki, wyspy – żyją swoistym
podwójnym życiem. Są, po pierwsze, miejscami na mapie świata, realnymi i
konkretnymi, mającymi swoją historię. Po drugie jednak istnieją w geografii
mitu, w świecie, w którym wyspy są skamieniałymi boginiami, rzeki miewają
córki, a nowe gatunki kwiatów rodzą się z ciał zmarłych herosów.
Weźmy Itakę. Oto ona, w kilku faktach z podręcznika geografii: prawie
najmniejsza z leżących po zachodniej stronie greckiego lądu Wysp Jońskich, na
północny zachód od większej i znacznie częściej przez turystów odwiedzanej
Kefalonii. Liczy sobie dziś niespełna trzy tysiące mieszkańców, z których ponad
połowa mieszka w Vathi.
Co jeszcze? Kilka muzeów, niewielkie stanowiska archeologiczne, lista nazw, pod
jakimi wyspę znała historia – Thiaki dla Greków bizantyjskich, Mała Kefallonia
albo Teaki dla panujących tu przez kilkaset lat Wenecjan, Fiaki na mapach
Imperium Osmańskiego…
No i Homer, oczywiście, na wyspie nie da się zapomnieć o "Odysei". W
centrum portu w Vathi stoi wspomniany już posąg Odyseusza, autorstwa lokalnej
artystki Koriny Kassianou, a kiedy pokręcimy się po okolicy, znajdziemy i
Penelopę (rzeźbę dwudziestowiecznego artysty Kosmasa Dovletoglou), a nawet
arcywroga Odysa, boga mórz Posejdona.
W portowych sklepikach można znaleźć mnóstwo pamiątek związanych z najbardziej
znanym miejscowym mitem. Sama wyjechałam z wyspy z biżuterią nawiązującą do
fascynującego archeologicznego znaleziska: odkrytego w latach 30. XX wieku
fragmentu maski z inskrypcją dziękczynną skierowaną do Odyseusza.
Ale to przecież tylko jedna strona mityczno-geograficznego splotu. Jest i druga
Itaka, ta mityczna, znana z pieśni Homera. To wyspa morzem otoczona albo z
daleka widoczna, nazwana na cześć pomniejszego herosa imieniem Itakos, gdzie w
pałacu mieszka mądra Penelopa, na wsi ukrywa się nieszczęśliwy starzec Laertes,
pozbawiony już nadziei na powrót syna z dalekiej wyprawy, a stareńki pies Argos
resztkami sił trzyma się przy życiu, czekając na pana.
Te dwie wersje wyspy funkcjonują razem, ale i oddzielnie. Historykom i
archeologom zdarzało się nawet podważać identyfikację dzisiejszej Itaki z ojczyzną
Odysa i szukać tej ostatniej na sąsiedniej, bogatszej i większej Kefalonii.
Antyczni znawcy, jak wybitny geograf Strabon, uważali jednak, że Itaka zawsze
była Itaką, a współczesne odkrycia, wskazujące na istnienie na wyspie kultu
Odyseusza, dodają wiarygodności jego wersji.
Paradoksalnie, choć kino pokochało "Odyseję" w zasadzie od pierwszego
wejrzenia, jako że pierwszy inspirowany nią trzyminutowy film powstał już w
roku 1905, a reżyserem i odtwórcą głównej roli był jeden z ojców kina, Georges
Méliès, to Itaki, tej realnej, na ekranie w zasadzie nie widzieliśmy.
Hollywoodzki blockbuster "Ulisses" (1954) z Kirkiem Douglasem w roli
wyjątkowo szlachetnego Odyseusza kręcony był przede wszystkim w północnej
Afryce i po części we Włoszech. W serialu z 1968 roku oglądamy z kolei
krajobrazy Jugosławii. Późniejszą serialową wersję (z roku 1997, z Armandem
Assante w roli głównej) kręcono w Turcji i na Malcie. Ani niedawny "Powrót
Odyseusza" (2024), ani wchodząca właśnie na ekrany "Odyseja"
Christophera Nolana także nie skorzystały z możliwości filmowania na samej
Itace. Przyjrzeć się wyspie Odyseusza, tej prawdziwej, trzeba na własne oczy.
Zawsze w swojej pamięci miej Itakę
Dla pokoleń słuchaczy, a potem czytelników Homera, Itaka stała się symbolem –
oczywistym dziś, wręcz trochę wyświechtanym – utraconej ojczyzny i domu, do
którego trzeba wrócić, choćby i wbrew bogom. Idealizowali ją poeci, dyskutowali
o niej historycy i filozofowie, podróżowano na nią – jak uczynił to choćby
Byron – śladami Odyseusza. Dla arcymistrza greckiej poezji Konstandinosa
Kawafisa była celem życia, dla naszego Leopolda Staffa – tym miejscem, dokąd
wszyscy w końcu trafimy:
Zostanie kamień z napisem:
Tu leży taki i taki.
Każdy z nas jest Odysem,
Co wraca do swej Itaki.
Itaka jednak to przecież nie tylko sam Odys. Margaret Atwood w roku 2005
przypomniała czytelnikom, że przez długie lata Itaką rządziła królowa. Jej
"Penelopiada", w której bohaterka z zaświatów wspomina swoje życie,
była czytelniczym przebojem, w dużej części odpowiedzialnym za dzisiejszy
wydawniczy fenomen mitologicznych retellingów. Odyseusz u Atwood okazuje się
patologicznym kłamcą i ucieleśnieniem patriarchalnej opresji, a jego powrót
wnosi w życie skutecznie rządzącej Itaką Penelopy jedynie chaos.
Akurat gdy chodzi o wizerunek Odyseusza, Atwood nie była pierwsza. Wizja
Odyseusza jako bohatera zdecydowanie negatywnego – nie skomplikowanego,
przebiegłego i błyskotliwego herosa z Odysei, lecz bezwzględnego cynicznego
pragmatyka, człowieka niezdolnego do powiedzenia prawdy, mordercy i manipulanta
– wyłoniła się znacznie wcześniej. Takim widzimy go w klasycznej greckiej
tragedii. U Sofoklesa w "Filoktecie" z zimną krwią planuje
obrabowanie niepełnosprawnego wyrzutka z jedynej broni, jaką tamten posiada –
bo cudowny łuk Filokteta niezbędny jest do zdobycia Troi. Tradycję tę
kontynuowała literatura rzymska; nic w tym zresztą dziwnego, skoro Rzymianie
dość wcześnie w swojej historii uznali się za potomków Trojan (a jeszcze
wcześniej mieli mity o pochodzeniu od… potomków Odyseusza i Kalipso lub Kirke,
ale to temat na zupełnie inną opowieść).
Potem przyszła późnoantyczna i średniowieczna tradycja opowieści o Troi, gdzie
Grecy często obsadzani byli w rolach antypatycznych antagonistów; odpryskiem
tej tradycji jest Szekspirowski "Troilus i Kresyda", jedna z
najbardziej sarkastycznych i cynicznych sztuk w dorobku arcypoety. I tak się to
plecie, od Dantego, który Odyseusza umieścił w piekle, do wielbicieli sprytu i
przebiegłości herosa (ach, jakże chętnie porównywał się z nim pan Zagłoba), od
"Ulissesa" Joyce’a po komiksowe wersje dla młodych czytelników, od
niechęci większości feministycznych retellingów do podziwu klasycznego kina.
W ostatnich latach coraz częściej znów spotykamy Odyseusza, z którym łatwo się
nam utożsamiać, a przynajmniej go zrozumieć. Tragiczny stary żołnierz cierpiący
na zespół stresu pourazowego w błyskotliwej interpretacji Ralpha Fiennesa w
filmie "Powrót Odyseusza" (reż. Uberto Pasolini, 2024),
zdeterminowany i gotowy na wszystko, by wrócić do ukochanej żony, główny
bohater głośnego musicalu "Epic" (autorem libretta i muzyki jest
portorykański twórca młodego pokolenia Jorge Rivera-Herrans), czy sprytny i
czarujący mentor głównej bohaterki w grze wideo "Hades II" – to
wszystko takie warianty postaci herosa, które budzą w graczach, w słuchaczach,
w widzach emocje raczej pozytywne. Choć jeśli ktoś szuka paskudnego Odyseusza i
jego odnajdzie bez problemu w mnogości współczesnych dzieł opowiadających jego
historię.
Ale może właśnie dlatego opowieść o Odysie fascynuje od tylu wieków? Widzimy w
nim postać niejednoznaczną, poddającą się rozmaitym odczytaniom, zmienną i jak
zwierciadło odbijającą sprzeczności ludzkiego ducha.
Życz sobie, aby droga była długa
Odyseja w kulturze Europy szybko stała się odyseją: wędrówką czasem do
utraconego domu, czasem po prostu w dal.
Już u Homera mamy zapowiedź paradoksu, jakim jest powrót Odyseusza. Bohater
chce wrócić na Itakę, ale tak naprawdę nie jest w stanie na niej wytrzymać. W
zaświatach dusza wielkiego wieszcza Tejrezjasza jest tego doskonale świadoma,
kiedy mówi do króla Itaki, że nie zazna spokoju po powrocie i że znów wyruszy w
daleką podróż:
Idź, dopóki nie trafisz na ludzi, co morza nie znają
(…) którzy nie znają okrętów o burtach barwionych purpurą
i solidnych wioseł, co są dla okrętów skrzydłami.
Ta ostatnia, zapowiedziana wyprawa Odyseusza fascynowała niemal tak bardzo jak
sama Odyseja. Stary Ulisses z wiersza Alfreda Tennysona, szykując się na
wyprawę, mówi o sobie: "Wędrowiec – spocząć nie umiem. Wypiję / Życie aż
do dna", i zapowiada, że będzie do końca walczyć i szukać – i nie
ustępować.
Tradycja literacka nie zawsze jednak widziała tę podróż jako dowód siły ducha i
determinacji. W "Boskiej komedii" Ulisses ostatecznie zakończył
podróż w piekle. I on, i załoga ruszyli poza znany świat, w swej pysze pragnąc
poznać, co niepoznawalne. Dotarli do potężnej góry – jedni interpretatorzy
widzą w niej Atlantydę, inni Górę Czyśćcową – i tam w końcu upomniało się o
nich najpierw morze, które porwało statki w głębinę, a później piekło, na które
Ulisses zasłużył za zdradziecki plan zbudowania konia trojańskiego.
W tej wersji ciekawość okazała się dla Odyseusza dosłownie pierwszym stopniem
do piekła, ale w innych ujęciach bywa ona błogosławieństwem, nie przekleństwem.
Jego podróż z kolei przestaje być źródłem udręk i cierpień, którym bardzo
zdecydowanie była dla Greków. Staje się wielką wędrówką – jak świetnie można by
ją było opisać słowami, które dopiero co wspomniany Dante wkłada w usta
Ulissesa:
O bracia! rzekłem, po tylu przygodach
Rzucamy kotew na zachodnich wodach;
A więc użyjmy tej reszty żywota.
Zwiedźmy, wszak krótkim tu każdy z nas gońcem,
Świat niemieszkalny tam dalej za słońcem!
Jeden rzut oka na półki księgarskie uświadamia nam, ileż tych odysei dookoła
nas: odyseje wojenne, odyseja Asterixa, odyseje żuławskie, lwowskie, kresowe…
Wśród nich znaczące miejsce zajmują powieści fantastyczne, na czele z kolejnymi
częściami "Odysei kosmicznej" Arthura C. Clarke’a, zdecydowanie
lepiej znanej z filmowej adaptacji Stanleya Kubricka – gdzie odyseja jest nie
tylko podróżą w odległy kosmos, ale całą historią ludzkości, która do tego
momentu prowadzi. Spodobała się ta metafora fantastyce naukowej, zdecydowanie.
I zupełnie w tej sytuacji nie dziwi, że mistrzyni filozoficznej fantastyki Ada
Palmer w swoim cyklu "Terra Ignota" przytoczyła ten sam cytat z
"Boskiej komedii", który pojawił się powyżej. Uczyniła też nowym
wcieleniem Odyseusza swojego głównego bohatera, który w swoim życiu zabijał i
za te zabójstwa pokutował, starał się zapobiec wojnie i się w niej zasłużył,
spotkał bogów, królów i herosów, spojrzał w twarz śmierci, a na koniec – chcąc
nie chcąc poprowadził ludzkość w jej największej odysei, ku gwiazdom.
Itaka dała ci piękną podróż
Mimo wszelkich dyskusji, sporów i kontrowersji wokół tego filmu pewnie
powędrujemy w lipcu tłumnie do kin, żeby zobaczyć najnowszą adaptację
"Odysei" – a warto pamiętać, że jej reżyser, Christopher Nolan, ma w
dorobku między innymi świetnie przyjęty "Interstellar", film science
fiction będący oczywistym dialogiem z "2001: Odyseją kosmiczną"
Kubricka.
A potem może na wakacjach w Grecji pójdziemy śladami herosa albo zaczekamy do
kolejnego 16 czerwca na Bloomsday upamiętniający "Ulissesa" Joyce’a,
albo życie podsunie nam jakąś kolejną odyseję (albo Odyseję). Nie uciekniemy od
Odysa i jego Itaki.
Dobrego dnia...
OdpowiedzUsuńDobrego dnia Waldek
UsuńPozdrawiam serdecznie
UsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuńpozdrowienia
OdpowiedzUsuń