DRUGI OBIEG
Sobota, 27 czerwca 2026
Już za kilka godzin, na portalu „natemat.pl” ukaże się najnowszy odcinek cyklu „Allegro
ma non troppo”.
1.
Te wiadomości wprawią was w dobry humor.
https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32875492,rosjanie-po-ataku-na-moskwe-jest-mi-juz-wszystko-jedno-sprawiedliwa.html#s=S.TD-K.C-B.1-L.2.duzy
Za niezależnym, rosyjskim portalem „Meduza”:
Imperialne ambicje jednego człowieka
Przez wszystkie te lata z współczuciem odnosiłam się do Ukraińców, czytając
wiadomości o atakach przeprowadzanych przez tych „dzielnych" uczestników
„specjalnej operacji wojskowej". Dziś okolica, w której mieszkam — tuż
obok rafinerii — przeżyła najsilniejszy atak od początku całej tej „dziadkowej
awantury". Natychmiast uciekłam do podziemnego parkingu. Sąsiadów nie było
tam zbyt wielu. Część ludzi stała na balkonach, część przy oknach, a najwięcej
osób po prostu wyszło na podwórko. Stali pod oknami, przy elewacji budynku,
który przecież mógł zawalić się po uderzeniu drona.
Widziałam, jak trafiony został blok, w którym mieszka mój przyjaciel. Widziałam
drona lecącego nad moim domem, widziałam rakietę obrony przeciwlotniczej... Ale
wiecie co? W moim sercu nie ma ani odrobiny nienawiści do Ukraińców.
Jednocześnie, wymieniając nerwowe uwagi z sąsiadami, mniej więcej w dwóch
przypadkach na dziesięć słyszę odpowiedzi w stylu: „Trzeba ich wszystkich w
Kijowie zbombardować i będzie spokój!".
I wtedy zderzam się z brutalną rzeczywistością: oto żywy człowiek, mieszkający
obok mnie, naprawdę tak uważa. To nie jakiś anonimowy fanatyk piszący
komentarze z literą „Z" w internecie. Nie. To człowiek z sąsiedztwa. I on
nie widzi prawdziwego powodu, dla którego tej nocy i tego ranka wszyscy,
przerażeni, czekaliśmy na koniec nalotu.
Z bólem uświadamiam sobie, że każda próba wyjaśnienia mu, iż rosyjskie wojska
powinny zakończyć rozlew krwi, skończyłaby się co najwyżej potokiem obelg pod
moim adresem, a w najgorszym razie bardzo „ciekawymi" nocami spędzonymi
gdzieś na komisariacie.
Jest mi ogromnie przykro z powodu tego, co się dzieje. I jeszcze bardziej boli
mnie to, że ludzie giną po obu stronach frontu z powodu imperialnych ambicji
jednego człowieka sprawującego władzę.
Natalia, Moskwa
Jest mi już wszystko jedno. Mój świat skurczył się do rozmiarów rodziny. Dziś
nas nie dosięgło — świetnie. Oby nie dosięgło jutro. Nie zostało we mnie już
ani współczucia, ani żalu, ani potrzeby refleksji po wysłuchiwaniu potwornych
bredni o „sprawiedliwej wojnie".
Zachowuję się jak karaluch: przetrwać i ochronić rodzinę. Nie wychylać się. Nie
rzucać w oczy. Bohaterstwo to oznaka desperacji — pojawia się wtedy, gdy
normalne ludzkie zasady przestają działać. A dziś bohaterstwo w postaci
krytykowania władzy czy sabotażu prowadzi donikąd.
Zabito emocje. Zabito nadzieję. Zabito radość. I zrobiła to nie tylko władza —
a może nawet nie przede wszystkim ona. Zrobiła to także nędzna świadomość wielu
rosyjskich obywateli, którzy z egzaltacją chwytają się idei własnej
wyjątkowości, wybraństwa i rzekomo boskiej misji dziejowej.
Dlatego żyje się już tylko dla garstki najbliższych osób.
Niech wszyscy diabli was wezmą.
Siergiej, Moskwa
Żyję w ciągłym strachu. Uderzenia są coraz bliżej nas. 17 maja drony
przeleciały dokładnie nad naszym domem, który znajdował się na linii
potencjalnego trafienia. Dzisiejszy atak był jeszcze większy.
Każdego dnia, idąc do pracy, w myślach umieram. Moje dziecko jest wtedy w
przedszkolu, a najgorsze jest to, że nie ma go kto ochronić. Personel nie
został odpowiednio przeszkolony ani poinformowany o nasileniu ataków.
Wychowawczyni nie wie nawet, gdzie znajduje się schron, i wygląda na to, że nie
byłaby w stanie zorganizować ewakuacji dzieci.
Nikt nie ostrzega nas o zagrożeniu. Próbujemy przeżyć, samodzielnie wyszukując
informacje z radarów na zakazanych kanałach w Telegramie. Próbowaliśmy znaleźć
schrony, ale w naszej okolicy ich po prostu nie ma. Wszystko zajęły myjnie
samochodowe, prywatne sklepy i różnego rodzaju lokale — wszystko poza
schronami.
Jesteśmy mięsem armatnim w tej bezsensownej wojnie. Statystycznymi ofiarami.
Nadieżda, Moskwa
Najbardziej wstrząsnęło mną to, że nie było żadnego alarmu ani ostrzeżeń.
Obudził mnie dźwięk dronów i eksplozje. Informacje o skali ataku znalazłem
wyłącznie w Telegramie i na Instagramie.
Bardzo martwię się o swoją rodzinę. Jeśli takie ataki będą się powtarzać, być
może będę zmuszony wraz z bliskimi opuścić Rosję.
Artiom, Lubiercy
Widziałem skutki ataku. Mój stosunek do wojny się nie zmienia. Nie popieram jej
i czekam, aż się skończy.
Traktuję tę wojnę jak klęskę żywiołową. Cieszę się, że w pobliżu mojego domu
nie ma rafinerii ani żadnego innego niebezpiecznego obiektu.
Anton, Moskwa
Głupotą było oczekiwać, że w piątym roku pełnoskalowej wojny nad Moskwę nie
będą przylatywać drony. Oko za oko. Nasze wojska uderzają w kijowskie wieżowce
i Ławrę Peczerską, a ukraińskie drony lecą na zakłady przemysłowe.
Mam tylko jedną nadzieję — że ucierpi jak najmniej ludzi. Wydaje mi się przy
tym, że Siły Zbrojne Ukrainy wyrządzają ludności cywilnej mniej szkód niż nasze
wojska.
Tak czy inaczej wojna jest czymś strasznym. Każdy człowiek ranny przez
ukraińskiego drona czy rosyjską rakietę to o jedną ofiarę za dużo. Spokojnego
nieba wszystkim.
Elli, Odincowo
To była tylko kwestia czasu, kiedy coś trafi w rafinerię. Każdy rozsądny
człowiek wiedział i czuł, że tak będzie, zwłaszcza po pierwszym ataku w 2023
roku.
Huki były potężne. Niebo miało ciemnogranatowy, niemal czarny kolor. Co dalej?
Czarny deszcz?
Mój stosunek do wojny zmienia się tylko w jednym kierunku — w coraz większą
nienawiść do tego, co się dzieje i jak odbiera ludziom wszystko. Zamiast
kosmosu, nowych technologii i przełomów w medycynie mamy benzynę kosztującą
niemal 100 rubli za litr, stale rosnące ceny, nieustanny strach o siebie i
bliskich oraz całkowity brak widocznej przyszłości. Co w obecnych realiach
można jeszcze planować?
Irina, Moskwa, Południowo-Wschodni Okręg Administracyjny
Wojna wraca tam, gdzie się zaczęła.
Powinniśmy być wdzięczni za to, że Ukraina — w przeciwieństwie do Rosji —
naprawdę atakuje cele wojskowe, a nie budynki mieszkalne czy zabytki kultury.
Polina, Moskwa
Dziś obudziły mnie wybuchy. Drony latały dosłownie nad głową. To przerażające:
słyszysz, jak leci i brzęczy, a ty leżysz w łóżku i modlisz się tylko o jedno —
żeby go zestrzelili, ale żeby nie spadł na ciebie. Żeby był ostatnim.
Mieszkam tutaj od dwóch lat. Od czasu do czasu nocą słyszę eksplozję
zestrzelonego drona gdzieś w pobliżu. Ale zwykle jest ich jeden albo dwa. I
dalej od domu. Dzisiaj naliczyłam dwanaście wybuchów.
Rano czytam wiadomości: tu i tam uszkodzone zostały prywatne domy. To równie
dobrze mógł być mój dom. To naprawdę przerażające.
Na szczęście dziecka nie było wtedy w domu — córka przebywała na obozie letnim.
Nie mam pojęcia, jak miałabym jej to wszystko wytłumaczyć.
Najgorsze jest to, że niczego nie wiadomo. Gdyby państwo informowało ludzi na
bieżąco, uczyło, jak chronić się podczas ataków, wydawało choćby podstawowe
zalecenia — byłoby łatwiej. A tak mam wrażenie, że zostałam sama na sam z tym
koszmarem.
Alina, Lubiercy
Dziś obudziłam się około piątej rano — nie wiem, czy przez wybuch, czy przez
pracę obrony przeciwlotniczej. Dosłownie poderwało mnie z łóżka. To „coś"
było tak silne.
Potem nie mogłam już zasnąć ze strachu. Nasłuchiwałam każdego kolejnego
wystrzału obrony przeciwlotniczej i patrzyłam, jak nad rafinerią w Kapotni
gromadzi się dym. Przez pewien czas siedziałam zamknięta w łazience, bo
naprawdę bałam się o własne życie.
Oczywiście nie da się czegoś takiego nie zauważyć. Po czymś takim nie sposób
myśleć o wojnie inaczej niż: „Boże, niech to się wreszcie skończy".
Oczywiście chciałabym, żeby skończyła się w rozsądny sposób. Ale przede
wszystkim jak najszybciej. Doświadczywszy choćby tysięcznej części tego, co
codziennie widzą, słyszą i czują Ukraińcy, mogę jedynie jeszcze bardziej im
współczuć.
Arina, Moskwa
Wszystkie chwyty dozwolone
Dziś rano, kiedy szłam do pracy, zobaczyłam ogromną czarną chmurę. Po chwili
zorientowałam się, że to wcale nie była chmura, ale dym z pożaru w rafinerii.
To kompletnie wytrąciło mnie z równowagi. Zaczęły mi drżeć ręce, wszystko
ścisnęło mnie w środku. Bałam się wojny od samego początku, ale kiedy przyszła
tak blisko…
Szok. I przecież nie było żadnych ostrzeżeń. Niczego. Do dzisiejszego dnia
wierzyłam, że w razie czego ktoś nas ochroni. Teraz już w to nie wierzę.
Wojna jest czymś strasznym i bardzo chciałabym, żeby jak najszybciej się
skończyła.
Ana, Moskwa
Mieszkamy z rodziną we wschodniej części Zielenogradu, skąd rozciąga się widok
na niemal całą Moskwę.
Przeloty dronów nad miastem stały się już dość częstym zjawiskiem. Przywykliśmy
do tego i zwykle obserwujemy całe to „przedstawienie" przez okna, choć
oczywiście nie jest to bezpieczne.
Dzisiejszy atak praktycznie nie dotknął naszego miasta. Wygląda na to, że
zmieniono nieco taktykę i drony zaczęły nadlatywać od południa Moskwy, ponieważ
północ jest dość dobrze zabezpieczona.
Zaskoczyło mnie natomiast to, że podczas dzisiejszego ataku użyto już wielu
odrzutowych bezzałogowców. Lecą one znacznie niżej niż zwykłe drony. Wygląda
więc na to, że prognozy mówiące o „ciekawej zimie" nie były zwykłą
przechwałką, lecz całkiem wyraźną zapowiedzią tego, co może nadejść. Oczywiście
naszym władzom jest to, jak zwykle, obojętne. W końcu nie ich rezydencje w
Wałdaju są atakowane.
Czy się boję? Jestem ojcem, więc oczywiście za każdym razem podczas nalotów
odczuwam niepokój. Pokój dziecka znajduje się od strony, z której nadlatują
drony, a trafienia w budynki mieszkalne stały się już czymś codziennym.
Czy coś zmieniło się w moim postrzeganiu wojny? Nasi od samego początku nie
liczyli się z życiem zwykłych ludzi, którzy byli daleko od frontu — po obu
stronach. Mniej więcej rok temu podobne podejście zaczęły stosować również ukraińskie
siły zbrojne.
Jak mówi stare powiedzenie: na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone. Dlatego
chyba nic się nie zmieniło. Coraz bardziej przypomina to sytuację, w której
nikt nie potrafi osiągnąć przełomu na froncie, więc próbuje coś sobie
udowodnić, pogarszając życie zwykłych ludzi.
Wasilij, Zielenograd
Od czwartej rano nie zmrużyłem oka. Drony leciały przez Ramenskoje i Żukowski,
a następnie były zestrzeliwane nad naszymi głowami. Mieszkam w domu
jednorodzinnym, trochę dalej od miasta, ale hałas był ogromny.
Ogólnie rzecz biorąc, „druga armia świata" po raz kolejny pokazała, ile
jest naprawdę warta — dopuściła do trafienia strategicznego obiektu w Moskwie.
Biorąc pod uwagę, że Ukraina wkrótce zacznie używać rakiet balistycznych i
pocisków manewrujących, zimą może być naprawdę bardzo źle. Mam w sobie pewne
poczucie złośliwej satysfakcji, że zwolennicy propagandy i politycznie obojętni
ludzie wreszcie odczują skutki wojny na własnej skórze. Problem w tym, że ja
sam jestem obok nich i również będę musiał za to zapłacić.
A oni najpewniej i tak nie zrozumieją, kto ponosi odpowiedzialność za to, co
się dzieje. Nadal będą domagać się zniszczenia Ukrainy. Ludzie myślący już
dawno wiedzą, o co chodzi. Ci mniej rozumni staną się jedynie jeszcze bardziej
rozgoryczeni i agresywni.
Jurij, Ramienskoje
Mieszkamy na północy Moskwy, więc zwykle nic do nas nie dolatuje i zapewne nie
będzie dolatywać.
Szczerze mówiąc, ani o siebie, ani o znajomych szczególnie się nie boję,
ponieważ pod ostrzałem znajdują się zazwyczaj cele wojskowe lub
wojskowo-polityczne, a prawdopodobieństwo, że ktoś przypadkowo ucierpi w takim
ogromnym mieście, jest bardzo niewielkie.
Mnie te ataki raczej cieszą, ponieważ są wymierzone właśnie w system władzy. W
dodatku powodują niewiele ofiar albo nie ma ich wcale — zwłaszcza jeśli
porównać to z działaniami Rosji.
To właśnie takie uderzenia w końcu podkopują poparcie dla Putina i tworzą
problemy dla reżimu. Nie tyle przez straty gospodarcze, ile przez
kompromitowanie go w oczach społeczeństwa.
Prawdopodobnie doprowadzi to do jeszcze wyższej inflacji, ale wydaje mi się to
całkiem rozsądną ceną za to, by wojna i rządy jednego człowieka nie trwały
kolejnych dziesięciu czy dwudziestu lat, lecz zakończyły się znacznie
wcześniej.
Anatolij, Moskwa
Okna mojego mieszkania wychodzą prosto na moskiewską rafinerię. Oczywiście było
strasznie, ale moje odczucia są mieszane. Z jednej strony żal mi przyrody,
ludzi, miejsc pracy i wszystkiego, co zostało dotknięte tym atakiem. Z drugiej
strony mam poczucie, że w pewnym sensie sami na to zapracowaliśmy.
Nie czułam wcześniej nienawiści do Ukraińców i nadal jej nie czuję.
Marina, Moskwa
Dziś widziałem skutki ataku z okna: kłęby naftowego dymu i słyszałem eksplozje.
Były daleko, ale wyraźnie słyszalne.
Bardzo boję się o swoich bliskich. We wtorek mój ojciec znajdował się zaledwie
500 metrów od rafinerii w Kapotni w chwili uderzenia. To było naprawdę
przerażające. Sytuacja staje się coraz bardziej napięta, a wraz z tym rośnie
również strach o rodzinę.
Moje zdanie na temat wojny się nie zmienia. Nadal uważam, że jest to straszna,
krwawa wojna Putina. Natomiast poglądy moich bliskich zaczynają się zmieniać.
Dziś moja babcia, gdy zobaczyła wiadomości, powiedziała: – No i wojna się
zaczęła.
Wygląda na to, że także starsze pokolenie zaczyna otwierać oczy. Uważam, że
dopóki Putin nie zgodzi się na pokój, ataki będą trwały.
Timur, Moskwa, Wschodni Okręg Administracyjny
Moje zdanie się nie zmieniło — od pierwszego dnia uważałam, że tę wojnę trzeba
zakończyć jak najszybciej.
Tak, dziś obok mnie unoszą się ogromne słupy dymu. Ale co w tym dziwnego? Jeśli
my bombardujemy innych, to oni bombardują nas. To przecież logiczne.
Nie boję się o siebie ani o rodzinę z powodu tych ataków. Boję się tego, że
wszystko drożeje, że coraz trudniej jest zarabiać na życie, że gospodarka
stacza się w przepaść, że wprowadza się kolejne zakazy i zaostrza przepisy.
To mnie przeraża — nie płonąca rafineria.
Maria, Moskwa, Kapotnia
Z okna mojego domu widać Kapotnię. Czy się boję? Oczywiście, że tak. Bardzo. O
bliskich, o zwierzęta domowe, o siebie samą.
Najbardziej przerażające jest jednak to, że kolejny atak wcale mnie nie
zaskoczył. Choć właściwie nie był to nawet drugi taki przypadek — trafienie
miało miejsce już kilka lat temu.
Bo obiektywnie rzecz biorąc, kierownictwo kraju nie wyciąga z niczego żadnych
wniosków. Nie myśli o ochronie czegokolwiek ani kogokolwiek — poza samym sobą.
To tylko kolejne potwierdzenie, że ludzi na szczytach władzy po prostu to nie
obchodzi.
A ten kolejny ukraiński atak, choć znów podkreślę, że budzi we mnie strach,
mimo wszystko popieram. Bo jak inaczej niż siłą można otworzyć oczy tym, którzy
bezgranicznie wierzą staremu człowiekowi pogrążonemu w swoich obsesjach?
Jak inaczej zmusić uzurpatora trzymającego władzę w Rosji do usiąścia przy
stole negocjacyjnym?
Szkoda tylko, że prawdopodobnie i tak to nie pomoże.
Elena, Obwód moskiewski
Mieszkam niedaleko rafinerii w Kapotni. Bardzo się boję. Przedwczoraj strzelano
około siódmej rano, dziś od piątej do mniej więcej siódmej. Od wybuchów drżały
okna i drzwi. Znajomi mówili, że widzieli drony. Ja nawet nie patrzyłam —
zasłoniłam rolety. Najgorsze jest to, że człowiek właściwie nie wie, co
powinien zrobić w takiej sytuacji.
Dziś rano miałam egzamin i szczerze mówiąc nie potrafiłam skupić się na
zadaniach. Od ataku minęło siedem godzin, a gęsty czarny dym nadal unosił się
nad okolicą. Mam nadzieję, że prace w rafinerii wstrzymają. Boję się nawet
myśleć o tym, co mogłoby się stać, gdyby została poważnie uszkodzona albo — nie
daj Boże — doszło do eksplozji.
Dosłownie czuję, jak wszyscy są już zmęczeni tym, co się dzieje. Niezależnie od
poglądów — nawet wśród ludzi, którzy kiedyś wierzyli telewizji państwowej —
wszyscy chcą już jakiegoś pokoju. I jest mi przykro, że właściwie nic nie mogę
zrobić. Staram się zachować spokój, rozsądek i wierzyć, że będzie lepiej.
Ania, Moskwa
Moskiewską rafinerię widać bezpośrednio z naszego okna. Pożar był pierwszą
rzeczą, którą zobaczyłam po przebudzeniu. Potem otworzyłam wiadomości i
obejrzałam nagrania wykonane w pobliżu zakładu.
Jestem przeciwna wojnie i byłam przeciwna od samego początku, więc pod tym
względem nic się nie zmieniło. Jednak widok ognia, gigantycznych słupów dymu
oraz filmów pokazujących, jak wybuch zrywa dach jednego ze zbiorników, wywołuje
we mnie zupełnie nowy rodzaj strachu.
Co ciekawe, najbardziej obawiam się wpływu tego pożaru na środowisko naturalne.
Być może dlatego, że wciąż pamiętam pożar rafinerii w Tuapse. Myślę o ptakach i
zwierzętach żyjących w lasach oraz parkach południowej Moskwy.
Nie odczuwam ani urazy, ani satysfakcji z powodu tego ataku. W 2022 roku pewnie
cieszyłabym się i ironizowała, ale w czwartym roku wojny wszystkie emocje
zastąpiło zmęczenie.
Żenia, Moskwa, Oriechowo-Borisowo
Mieszkam niedaleko Kapotni, zaledwie kilka przystanków autobusowych stąd. O
piątej rano obudziliśmy się z żoną odgłosami wybuchów. Nasz dom zatrząsł się od
fali uderzeniowej. Nie spaliśmy aż do ósmej, dopóki ataki nie ustały. Nikomu z
nas nic się nie stało, ale było naprawdę strasznie.
Mój stosunek do wojny się nie zmienił — od samego początku byliśmy jej
przeciwni.
Zmieniło się natomiast coś innego: złość na tych „dwóch Władimirów" z
czasem przerodziła się we wściekłość.
Jeśli wybuchnie jakikolwiek bunt albo pojawi się choćby najmniejsza szansa, by
coś zmienić, nie będę długo czekał. Chciałbym wyrazić wsparcie wszystkim,
którzy ucierpieli w dzisiejszym ataku. Życzę wam siły i wytrwałości.
Ci, którzy doprowadzili do tej sytuacji, sami podkopują własne fundamenty.
Naszym zadaniem pozostaje jedynie odpowiednio wykorzystać moment, kiedy się
potkną.
Pokoju wszystkim.
Ilja, Moskwa
To, co dzieje się obecnie w Moskwie, jest po prostu straszne. Nie otrzymujemy
żadnych ostrzeżeń o zagrożeniu atakami dronów. Państwo nie jest w stanie
ochronić swoich obywateli przed bezzałogowcami.
Nigdy nie przypuszczałam, że przyjdzie mi żyć w czasie wojny i każdego dnia bać
się, że coś spadnie na mój dom i skrzywdzi moich bliskich.
Z całego serca życzę, aby ta wojna jak najszybciej się skończyła i żeby ludzie
przestali ginąć.
Irina, Obwód moskiewski
Obudziłam się o szóstej rano od dźwięków wojny. Z okna było widać wszystko, co
działo się nad Kapotnią.
Obudziłam dziecko, które tego dnia zdawało Jednolity Egzamin Państwowy. Razem
spojrzeliśmy przez okno, przygotowałam śniadanie — takie nasze „apokaliptyczne
śniadanie standardowe". Potem dziecko poszło na egzamin, a ja patrzyłam na
słupy dymu i uświadomiłam sobie, że nie czuję już strachu.
Wypalił się przez te wszystkie lata. Zostało tylko zmęczenie. Miałam nadzieję,
że nikt nie zginął. Modliłam się. Napisałam do przyjaciółki mieszkającej pod
ciągłym ostrzałem, zadzwoniłam do mamy w innym mieście.
Wszystko zmieszało się w jedno: wyniki egzaminów, absurdalne zadania
tegorocznych testów, drony… A strachu nie ma. Nie ma też złości. Jest tylko
poczucie, że życie potoczyło się właśnie w takim kierunku. Kiedy byłam
nastolatką i chodziłam do starszych klas szkoły, wyobrażałam sobie swoją
przyszłość zupełnie inaczej.
Arina, Moskwa
To przerażające. Miesiąc temu dron uderzył w blok stojący obok mojego.
Najgorsze jest to, że w Moskwie niemal nie czuć tego, co się dzieje — zwłaszcza
w porównaniu z innymi miastami.
Nie włączają się syreny, nie ma żadnych ostrzeżeń. Jest tylko poranny komunikat
Sobianina, że tyle a tyle dronów nadleciało, wszystkie zostały zestrzelone i
nie ma powodów do niepokoju. A przecież trudno nie myśleć o tym, że po takich
wiadomościach można któregoś dnia po prostu się nie obudzić.
Mój stosunek do wojny się nie zmienia. Skoro każdego dnia wysyłamy na Ukrainę
rakiety i drony, trudno dziwić się reakcji drugiej strony.
Walerij, Moskwa
Nauczcie się kochać siebie
Po tym, co zobaczyłam, mam ochotę wysadzić wszystkie zakłady przemysłowe na
Ukrainie.
Alina, Moskwa, Kapotnia
Skutki dzisiejszego ataku robią ogromne wrażenie. Strach o siebie i bliskich
mieszka we mnie już od wielu miesięcy. Raz jest silniejszy, raz słabszy —
prawdziwa emocjonalna huśtawka. I właśnie to wpływa na moje postrzeganie wojny.
Po mojej dawniej neutralnej postawie nie ma śladu. Bardzo chcę, żeby ta wojna
się skończyła.
Szczerze nie rozumiem ludzi, którzy twierdzą, że takie ataki budzą w nich instynkt
obronny i zamieniają ich z neutralnych obserwatorów w zagorzałych zwolenników
wojny. Naprawdę?
Nauczcie się kochać siebie, swoich bliskich i innych ludzi bardziej, niż
nienawidzicie Ukraińców, a wojna skończy się znacznie szybciej.
Siergiej, Moskwa
We wtorek nad ranem obudziliśmy się przez coś, co początkowo wzięliśmy za
grzmoty. Jeszcze półprzytomna pomyślałam: „Co za potworna burza, skoro tak
dudni za oknem?". Dopiero gdy wstaliśmy z łóżka, zrozumieliśmy, że to nie
burza, ale działanie obrony przeciwlotniczej.
Odprowadzaliśmy dzieci do przedszkola przy akompaniamencie kolejnych wybuchów.
W głowie miałam tylko jedną myśl: „Co teraz? A jeśli coś spadnie na
przedszkole?". A jednocześnie do pracy trzeba było iść. Nie było paniki.
Krążyła tylko jedna myśl: „To jest odpowiedź za to, co sami robimy".
Dziś obudziliśmy się jeszcze przed piątą
rano. Odgłosy wybuchów pojawiały się bardzo często. Słychać było również serie
z broni automatycznej. Ostatecznie otrzeźwił mnie moment, gdy w salonie zaczęły
drżeć okna i drzwi. W pewnej chwili za oknem zrobiło się ciemniej. Pomyślałam,
że tylko burzy jeszcze teraz brakuje. Po chwili zrozumiałam jednak, że to nie
chmury, lecz dym.
Przez głowę przewijały się różne myśli. Nic mnie już szczególnie nie dziwiło.
To po prostu odpowiedź na to, co dzieje się od lat. Zastanawiałam się tylko:
kiedy to wszystko się skończy? Kijów żyje w takich warunkach od 2022 roku. Jak
mam dostać się do pracy? Co teraz będzie z cenami paliwa?
Nie mamy możliwości wyjechać. Chcemy tego czy nie, żyjemy tutaj i teraz. To
nasza nowa rzeczywistość. Nie było paniki. Była tylko apatia i poczucie, że
wszystko to zaczyna stawać się czymś normalnym.
Anna, Moskwa
Drony pojawiły się również u nas, w okręgu bogorodskim. Według różnych
informacji było ich około trzydziestu. Wszystko zaczęło się około czwartej rano
i trwało do 6:30.
Było bardzo strasznie. Od zawsze byłam przeciwniczką obecnej władzy, ale
niestety dron nie wybiera, kto popiera rząd, a kto jest przeciwko niemu.
Marina, Podmoskowie
O dzisiejszych atakach na Moskwę dowiedziałem się z wiadomości, nie widziałem
ich na własne oczy. Po raz pierwszy od czterech lat naprawdę się
przestraszyłem.
Nie wiem nawet, czego dokładnie się boję. Czy tego, że wojna jest coraz bliżej
— choć trudno powiedzieć, żeby mogła być bliżej niż teraz — czy może
świadomości, że aż do tego ataku nie odczuwałem wobec niej silniejszych emocji.
Wojna zawsze była gdzieś w tle. Czymś obecnym w wiadomościach, szkolnych
pogadankach i oficjalnych przekazach. Czymś odległym. Teraz wojna stała się
rzeczywistością. Jeśli celem Ukrainy było obudzenie emocji, to wydaje mi się,
że ten cel został osiągnięty.
Stiepan, Moskwa
Tam, gdzie mieszkam, również słychać wybuchy, choć nie są tak głośne. Ostatnio
drony pojawiają się dość regularnie. Nauczyliśmy się już nawet przez sen
rozpoznawać, czy słyszymy działanie obrony przeciwlotniczej, czy też coś
faktycznie eksplodowało.
Nie dziwią mnie te ataki i nie złoszczę się na ludzi, którzy je przeprowadzają.
Złoszczę się na tych, przez których w ogóle do nich dochodzi.
To przecież nie na place zabaw, gdzie bawią się ich dzieci, spadają odłamki. To
nie ich samochody pokrywa później czarny deszcz sadzy i spalonego paliwa.
Dziwne jest też tłumaczenie ludziom, że ta ogromna czarna smuga na niebie to
nie zwykła chmura.
Nie dostajemy żadnych SMS-ów ostrzegawczych. Nie ma syren. Wszystkie informacje
krążą wyłącznie w lokalnych czatach internetowych. Tam można znaleźć znacznie
więcej wiadomości niż w telewizji.
Za moim oknem od rana wisiała gigantyczna czarna chmura, przez którą nawet o
dziesiątej rano trzeba było palić światło. W powietrzu unosił się zapach
mazutu, a telewizja mówiła jedynie o „nieznacznych zniszczeniach". Dla
porównania — mieszkam ponad 15 kilometrów od rafinerii. Od samego rana ten cały
dym przemieszczał się przez Lubercy, Niekrasowkę, Żeleznodorożnyj i dalej.
Zdumiewa mnie też, gdy czytam lub słyszę opinie w rodzaju: „Kiedyś było mi ich
nawet szkoda, ale teraz bombardują nas, więc trzeba z nimi skończyć".
Naprawdę? Nasze wojska przez lata zabijały tam tysiące cywilów, niszczyły
miasta, a wy spodziewaliście się, że ludzie po drugiej stronie tylko wzruszą
ramionami i oddadzą wszystko, czego się od nich żąda?
Gdyby ktoś skrzywdził wasze dzieci, spalił wasz dom i zniszczył wasze życie,
naprawdę nic byście nie zrobili? Wojna nigdy nie działa tylko w jedną stronę.
Nastia, Moskwa, Południowo-Wschodni Okręg Administracyjny
Bez nadziei na poprawę
Dziś rano żona zamiast „dzień dobry" przywitała mnie słowami: — Znowu
trafili w Kapotnię. I to mocno.
Pracuję niedaleko tej dzielnicy. Widziałem ogromne kłęby dymu unoszące się nad
zakładem, języki ognia oraz śmigłowce lecące jeden za drugim z wodą do gaszenia
pożaru. Widziałem też reakcje ludzi. Ktoś z moich współpracowników płakał.
Komuś trzęsły się ręce. Ktoś inny przez cały dzień siedział przygnębiony i
milczący.
Czy zmienia to mój stosunek do wojny? Nie. Nie zmienił się od 24 lutego. Nadal
uważam ją za katastrofę dla obu krajów i za zbrodnię, która trwa już piąty rok.
A czy zmienia się nastawienie moich współpracowników, gdy widzą skutki wojny
nie w telewizji i nie gdzieś za granicą, lecz we własnym mieście? Chyba tak.
Coraz częściej słyszę zdanie: „Trzeba to wreszcie zakończyć". A co ja sam
czuję? Depresję. Znów wzrosną ceny. Ludzie będą żyli jeszcze biedniej. Nie
widzę żadnej nadziei na poprawę. Jutro wszystko się powtórzy. Znowu nad Kijów
polecą drony, znowu bezzałogowce uderzą w rafinerie, znowu ktoś zginie, znowu
czyjeś mieszkanie zostanie zniszczone.
Końca tego nie widać.
Aleksandr, Moskwa
Przypominają mi się słowa [rosyjskiego admirała i dowódcy marynarki wojennej z
przełomu XIX i XX wieku] Stiepana Makarowa. Gdy zapytano go, jak należy
kontynuować wojnę rosyjsko-japońską na początku XX wieku, odpowiedział krótko:
— Zawrzyjcie pokój, głupcy.
Alvin, Lubiercy
Jestem samotną matką. Od pierwszego dnia byłam przeciwna tej wojnie. Wspierałam
Ukrainę i bardzo przeżywałam to, co się działo.
Ale co miałam zrobić? Wyjść z niemowlęciem na rękach na demonstrację?
Przynajmniej nie popierałam tego całego szaleństwa. Teraz jednak moje zdanie
zmieniło się diametralnie.
Od chwili, gdy drony zaczęły spadać w pobliżu prywatnych domów, zaczęłam
panicznie bać się o swoją Bogu winną córkę.
I niezależnie od tego, czy człowiek tego chce, czy nie — taki strach rodzi
nienawiść wobec tych, którzy mogą sprowadzić niebezpieczeństwo na jego
najbliższych.
Daria, Podmoskowie
Nie mam już żadnej opinii. Jest tylko zmęczenie. O dronach nad Kapotnią i
centrum handlowym „Mega" dowiedziałem się rano z serwisu Threads. W tej
sieci społecznościowej powstało ostatnio coś w rodzaju przytulnego forum dla
resztek rosyjskiej klasy średniej.
Nie mam już siły tego czytać. Tym bardziej nie mam ochoty wdawać się w
dyskusje. Bo nie ma tam nic nowego. Wszystko zostało już omówione i przeżute
dziesiątki razy. Z ciekawszych rzeczy: ludzie zaczęli oskarżać innych o
publikowanie nagrań pokazujących drony i ich zestrzeliwanie nad osiedlami
mieszkaniowymi. To dla mnie nowość. Nie władze próbują cenzurować obywateli,
lecz sami obywatele zawstydzają innych za rozpowszechnianie informacji.
Z jednej strony chciałoby się powiedzieć: „Obudź się, Śpiąca Królewno". Z
drugiej jednak rozumiem, że dla wielu ludzi takie wydarzenia nie staną się
impulsem do refleksji. Raczej wywołają kolejną falę teorii spiskowych, które
pozwolą im wytłumaczyć sobie wszystko, byle tylko nie nazwać prawdziwej
przyczyny tego, co się dzieje.
Nie jest mi żal zwykłych robotników, zagubionych starszych ludzi, oszukanych i
przestraszonych obywateli. Nie czuję wobec nich współczucia. Ale nie odczuwam
też satysfakcji. Nie zostało już we mnie sił ani na litość, ani na złośliwą
radość.
Muszę jednak przyznać, że widok czarnych kłębów dymu sunących nad miastem
wywołuje we mnie jakieś mroczne poczucie zadowolenia. To chore uczucie, podobne
do rozdrapywania rany, która nie chce się zagoić
Dementij, Domodiedowo
Ze swojego miejsca pracy w Wychinie widzę dym unoszący się nad miastem. Nie
odczuwam żadnych szczególnych emocji. Zwłaszcza że, jeśli dobrze rozumiem, w
samej Kapotni nikt nie zginął.
Od pięciu lat jest mi tak bardzo wstyd za to wszystko, że nie jestem pewien,
czy poczułbym cokolwiek nawet wtedy, gdyby dron wleciał prosto do mojego
mieszkania.
Może jedynie smutek związany z rozstaniem z wnuczkami.
Ilja, Puszkino
Dziś rano z jakiegoś powodu nie mogłem spać. Wyszedłem na balkon i spojrzałem
na Moskwę. Mieszkam na najwyższym piętrze budynku w samym centrum miasta. Przez
wiele lat przyzwyczaiłem się do określonego obrazu nieba nad stolicą.
Kiedyś pojawiały się na nim głównie samoloty podczas państwowych uroczystości.
W czasie obchodów 9 maja bardzo blisko przelatywały myśliwce i śmigłowce.
Patrzyło się na nie i mimowolnie myślało o potędze państwa, o sile, którą
demonstrowało swoim obywatelom.
Dziś zobaczyłem jednak coś zupełnie innego. Powoli, spokojnie i bez pośpiechu
nad miastem leciał dron. Nie odrzutowiec. Nie wojskowy śmigłowiec. Zwykły
bezzałogowiec, który jednostajnie kierował się w stronę centrum Moskwy. A
przecież gdzieś tam, całkiem niedaleko, znajdują się budynki rządowe i samo
serce rosyjskiej władzy.
Najbardziej uderzył mnie jednak nie sam dron. Uderzyło mnie poczucie, że na
moich oczach znika dekoracja budowana przez wiele lat. Bo czym innym są parady
wojskowe, pokazy lotnicze, uroczyste przemówienia i telewizyjne obrazy, a czym
innym rzeczywistość, której nie da się wyretuszować, opatrzyć odpowiednim
komentarzem ani pokazać pod starannie dobranym kątem.
Nie zdążyłem zrobić zdjęcia. Ale ten obraz pozostanie ze mną na długo. Cichy
moskiewski poranek. Znana panorama miasta. I dron spokojnie lecący nad stolicą
kraju, który przez dziesięciolecia przekonywał swoich obywateli o własnej
wszechmocy.
Być może właśnie tak kończą się wielkie złudzenia. Nie z hukiem. Nie przy
dźwiękach fanfar. Lecz w chwili, gdy nagle dostrzega się różnicę między
dekoracją a rzeczywistością.
Siergiej, Moskwa
W Rosji zamknięto wszystkie wolne media. Redakcja portalu Meduza, wyrzucona
z Rosji, straciła wpływy z subskrypcji, ale pracuje nadal z zagranicy.
Dziennikarze i redaktorzy portalu zwracają się z prośbą do polskich czytelników
o wsparcie. Przelewu można dokonać tutaj: Defend the truth (meduza.io).
2.
Rozpoczyna się Konsystorz Watykański, podczas którego Papież wzywa nas, byśmy
„rozwiązywali konflikty jak ludzie, a nie jak zwierzęta”.
Leon wezwał wszystkich kardynałów do Rzymu, po wstępnym spotkaniu w styczniu,
aby skonsultować się z nimi w sprawie wojny, pokoju i sztucznej inteligencji.
„Nie jesteśmy tu przede wszystkim po to, by rozważać wewnętrzne życie
Kościoła”. Wśród konserwatystów i członków Kurii Rzymskiej narastają obawy
dotyczące podejścia Leona, które jest zgodne z synodem Franciszka.
https://www.repubblica.it/cronaca/2026/06/26/news/papa_leone_concistoro_risolvere_conflitti_cardinali-425435065/?ref=RHLM-BG-P14-S1-T1-fdg19
Pośród ledwie skrywanego zakłopotania konserwatystów, dziś w Watykanie
rozpoczyna się drugi nadzwyczajny konsystorz papieża Leona XIV, po styczniowym,
kiedy to za zamkniętymi drzwiami kardynałowie z całego świata omawiali takie
kwestie, jak pokój, wojna i sztuczna inteligencja.
Format, który powstał w Chicago papież zamierza zwoływać okresowo, nie ma na
celu podejmowania decyzji, ale służy Prevostowi jako środek umożliwiający
kolegialne zaangażowanie Kolegium Kardynałów, którzy go wybrali, oraz ocenę
sytuacji Kościoła na różnych kontynentach.
Wojna i pokój
Musimy „rozwiązywać konflikty jak ludzie, a nie jak zwierzęta, być może
uzbrojone w hipertechnologiczną broń” – powiedział papież w homilii podczas
dzisiejszej porannej Mszy Świętej w Bazylice Świętego Piotra. „Chociaż wzywamy
wszystkie narody do wiary, w której jesteśmy prawdziwie wolni, napięcia i
konflikty międzynarodowe poważnie szkodzą rodzinie ludzkiej” – zauważył.
„Potrzebuję szczerości i lojalności”
„Posługa, którą powierzył mi Pan, nie może być pełniona w pojedynkę” –
powiedział papież kardynałom w przemówieniu wprowadzającym w auli. „Wymaga to
waszego doświadczenia, waszej pasterskiej mądrości, waszej znajomości Kościołów
i narodów, które wam powierzono. Liczę na was, że pomożecie mi rozeznać, co
Duch Święty mówi dziś do Kościoła. Potrzebuję waszego wsparcia: silnego,
wyraźnego i publicznego. Potrzebuję czuć się wspieranym przez was, jak przez
braci”.
Cztery dni
Obecnie jest 241 kardynałów, a 117, czyli mniej niż połowa, ma mniej niż
osiemdziesiąt lat. Nie wszyscy byli obecni na ostatnim nadzwyczajnym
konsystorzu. Wiadomo już, że kardynałowie Peter Erdő, arcybiskup Budapesztu,
Willem Jacobus Eijk, arcybiskup Utrechtu, i Zen Ze-kiun, emerytowany arcybiskup
Hongkongu, wszyscy konserwatyści, nie będą obecni na tym spotkaniu ze względów
zdrowotnych, ale dyskretnie ogłoszono również inne absencje. Oficjalny program
przewiduje Mszę Świętą w Bazylice św. Piotra, którą sam Papież odprawi dziś
rano o 7:30, a kardynałowie spotkają się dziś i jutro na czterech sesjach
roboczych, kończąc przemówieniem samego Leona. Po niedzieli wolnej kardynałowie
powrócą do Watykanu, aby w poniedziałkowy poranek wziąć udział we Mszy Świętej
pod przewodnictwem papieża z okazji uroczystości świętych Piotra i Pawła. W
Mszy Świętej wezmą udział również metropolici, których mianował w ciągu roku.
Agenda Mutantów
Program zmieniał się na przestrzeni miesięcy. W liście do kardynałów z 12
kwietnia Leon wskazał wśród priorytetów „konieczność ponownego ogłoszenia
Evangelii Gaudium”, programowej adhortacji apostolskiej papieża Franciszka, z
jej silnym ewangelicznym i reformatorskim wydźwiękiem, „aby uczciwie
zweryfikować to, co po tylu latach zostało rzeczywiście przyjęte, a co
pozostaje nieznane i niezrealizowane. Szczególną uwagę należy zwrócić na
konieczną reformę dróg wtajemniczenia chrześcijańskiego”. To odniesienie
zniknęło następnie z kolejnych komunikatów. List do Kolegium Kardynałów od
kardynała dziekana Giovanniego Battisty Re z początku czerwca wskazał encyklikę
Leona, Magnifica Humanitas, jako tekst odniesienia, a wśród punktów programu
znalazła się refleksja nad „przezwyciężeniem teorii «wojny sprawiedliwej», zbyt
często przywoływanej dla usprawiedliwienia jakiejkolwiek wojny”.
Pytania ogólne
Tego odniesienia brakuje również w końcowym programie Konsystorza, który
ogranicza się do wskazania kilku ogólnych pytań, które zostaną zadane
kardynałom, takich jak: „Jakie cierpienia, napięcia i pytania najbardziej
dotykają dziś narody i wspólnoty kościelne powierzone waszej opiece?”, „W jaki
sposób napięcia, podziały i konflikty, które ogarniają dzisiejszy świat,
wpływają na życie naszych Kościołów i naszych narodów?” lub „Jakie oczekiwania
i pytania rodzą się wśród ludzi i narodów, których Kościół jest powołany
słuchać, a których być może nie słuchamy wystarczająco często?”. Konsystorz nie
wyklucza jednak spotkań ani rozmów w cztery oczy z papieżem, ani też – jest to
ostatnia sesja, w sobotnie popołudnie – pytań do papieża niezwiązanych z
oficjalnym programem.
Nie są to problemy wewnętrzne
„Nie jesteśmy tu przede wszystkim po to, by rozważać wewnętrzne życie Kościoła”
– powiedział papież, otwierając Konsystorz w auli audiencyjnej: „Wszystkie
tematy, które poruszymy – nasza wizja świata, pokój, dobro wspólne, synodalność
– zbiegają się w jednym pytaniu: jak możemy pomóc naszym Kościołom głosić
Ewangelię z większą wiernością, swobodą i wiarygodnością? Misja nie jest jednym
z wielu zadań Kościoła. Jest racją jego istnienia i właśnie dlatego staje się
również kryterium, którym kierujemy się w naszym rozeznaniu”.
Młodzi ludzie, wojny, fałszywe wiadomości
Biuro Prasowe Watykanu poinformowało, że wśród tematów poruszonych podczas
dyskusji znalazła się narastająca polaryzacja w społeczeństwach i wspólnotach,
która generuje napięcia polityczne i przemoc, a jest podsycana podziałami
społecznymi, wykorzystywaniem fałszywych informacji i powszechną komunikacją,
która nie sprzyja spotkaniu. Podkreślono, jak polaryzacja utrudnia sprawowanie
rządów i współistnienie, a także jak przemoc narasta jako sposób rozwiązywania
sporów, prowadząc do osobistych antagonizmów, agresji, a na arenie
międzynarodowej – wojen i konfliktów. Dyskusja obejmowała problemy, z jakimi
borykają się mniejszości religijne i etniczne, a w niektórych miejscach sam
Kościół; zjawisko migracji i potrzebę integracji cudzoziemców; Wiele
powiedziano o młodzieży, zwłaszcza w kontekście kryzysów gospodarczych,
finansowych i na rynku pracy, a także powszechnego poczucia nieufności,
fatalizmu i bezsilności wobec instytucji, demokracji i przyszłości, co wiąże
się również ze spadkiem liczby urodzeń, rozwojem grup przestępczych,
przestępczością nieletnich i handlem narkotykami. „Jeśli nie jesteśmy ślepi, to
prawdą jest, że istnieje tak wiele cierpienia” – skomentował papież, wzywając
Kościół do promowania komunii, nie tylko poprzez otwieranie kościołów i
sprawowanie sakramentów, ale także poprzez tworzenie okazji i doświadczeń
sprzyjających spotkaniu.
Konserwatyści zdezorientowani
Sam format spotkania wywołał pewien ból brzucha wśród bardziej konserwatywnego
sektora Kolegium Kardynalskiego, a także wśród niektórych członków Kurii, która
na razie pozostała w cieniu. Kilka szczegółów ponownie budzi obawy, które
pojawiły się już na poprzednim Konsystorzu 7-8 stycznia: większość prac jest
prowadzona w trybie „synodalnym”, a kardynałowie są podzieleni na 20 grup
językowych i rozmieszczeni demokratycznie wokół tyluż stołów (przy tym samym
anglojęzycznym stole, na przykład, siedzą ultrakonserwatywny kardynał Raymond
Leo Burke, kardynał Arthure Roche, prefekt ds. liturgii, i kardynał Timothy
Radcliffe, uważany przez wielu za postępowego); interwencje są ograniczone do
trzech minut; każdy stół musi przedstawić podsumowanie, które frustruje
entuzjazm poszczególnych osób; Istnieje wyraźne rozróżnienie między kardynałami
po osiemdziesiątce i członkami Kurii, z jednej strony, a kardynałami spoza
Rzymu, z drugiej strony, z zamiarem umożliwienia papieżowi lepszego słuchania
tych drugich niż tych pierwszych (z którymi może się łatwiej spotykać przez
cały rok). Co więcej, temat liturgii, bardzo bliski tradycjonalistom –
stanowiącym niewielką mniejszość wśród kardynałów – nie znalazł się w programie
drugiego z rzędu Konsystorza.
Tych czterech kardynałów
I wreszcie, Leon wybrał czterech kardynałów, którzy mieli rozpocząć obrady,
wszystkich wybranych przez Franciszka, których można zaliczyć do reformatorów:
Polaka Grzegorza Rysia, arcybiskupa krakowskiego; Argentyńczyka Victora Manuela
Fernandeza, prefekta Kongregacji Nauki Wiary; Południowoafrykańskiego Stephena
Brislina, arcybiskupa Johannesburga; i wreszcie Maltańczyka Mario Grecha,
sekretarza generalnego Synodu, który dla konserwatystów jest jak dym w oczach.
Dla tych, którzy mieli nadzieję, że papież Leon cofnie to, co zrobił
Franciszek, to zła wiadomość.
„Niezwykły sposób”
„Pragnę zatem zachęcić was do zaangażowania się w pracę grupową z przekonaniem”
– powiedział papież w przemówieniu wstępnym do kardynałów. „Dobrze wiem, że dla
wielu z nas nie jest to zwyczajny sposób prowadzenia konsystorza. Jednak i to
jest częścią drogi, którą prowadzi nas Pan. Oczywiście, będzie również miejsce
na osobiste wystąpienia i, jak zawsze, każdy będzie mógł podzielić się ze mną
swoimi spostrzeżeniami lub prywatnymi refleksjami. Proszę was jednak, abyście
przystąpili do tego eklezjalnego ćwiczenia z ufnością. My również uczymy się synodalności,
praktykując ją; uczymy się razem wzrastać w komunii. Z góry dziękuję wam za
waszą dyspozycyjność, za waszą wewnętrzną wolność i za waszą miłość do
Kościoła”.
Naciśnij ciszę
„Proszę was, abyście towarzyszyli mi nie tylko w tych dniach pracy, ale także w
mojej codziennej posłudze na rzecz komunii Kościoła powszechnego” – powiedział
Leon kardynałom. „Pomóżcie mi wsłuchiwać się w to, co pojawia się w Kościołach,
rozpoznawać znaki nadziei, które często narastają w milczeniu, ale także nie
ignorować zmagań, nieporozumień i oporu, które mogą spowolnić drogę. Potrzebuję
waszej wolności, waszej szczerości i waszej lojalności. Szczera rada jest
zawsze aktem komunii”. Biuro Prasowe Watykanu niedawno wydało komunikat, w
którym podkreślono, że „kardynałowie proszeni są o zachowanie poufności w
odniesieniu do przebiegu Konsystorza i o nieudostępnianie oświadczeń prasie
podczas Konsystorza, aby zachować klimat braterskiego dialogu”.
3.
Gdyby ktoś pytał o źródła oikofobii* D.O.
*Oikofobia – żywa niechęć (delikatnie mówiąc) do własnej ojczyzny, której
władcą jest zasikany karzeł moralny i intelektualny.
https://wiadomosci.onet.pl/kraj/sondaz-zaufania-karol-nawrocki-z-rekordem-rafal-trzaskowski-zalicza-krach/8pzs9vy
Urzędującemu prezydentowi ufa 54,8 procent respondentów, z czego 23,8 procent
"zdecydowanie", a 31 procent "raczej". Oznacza to wzrost o
8,4 punktu procentowego w porównaniu z badaniem przeprowadzonym miesiąc
wcześniej. Karolowi Nawrockiemu nie ufa 39,3 procent badanych
("zdecydowanie nie ufam" - 30,5 procent, "raczej nie ufam"
- 8,8 procent).
Na drugim miejscu, podobnie jak w maju, jest Radosław Sikorski. Wicepremierowi
i ministrowi spraw zagranicznych ufa 42,6 procent uczestników badania
("zdecydowanie ufam" - 23,9 procent, "raczej ufam" - 18,7
procent), o 0,1 punktu procentowego mniej niż w maju. 51 procent respondentów
ma negatywne zdanie na temat szefa dyplomacji, z czego 34,1 procent
"zdecydowanie" mu nie ufa, a 16,9 procent - "raczej" nie
ufa.
Na trzecim miejscu plasuje się Donald Tusk. Szef rządu cieszy się zaufaniem
38,1 procent osób, co oznacza wzrost o 1,5 punktu procentowego w ciągu
ostatniego miesiąca. "Zdecydowanie" ufa premierowi 23,3 procent
badanych. "Raczej" ufa - 14,8 procent. Premierowi nie ufa 57,6
procent osób ("zdecydowanie nie ufam" - 46,5 procent, "raczej
nie ufam" - 11,1 procent).
Tuż za podium znalazł się Włodzimierz Czarzasty. Marszałkowi Sejmu i liderowi
Lewicy ufa 36 procent osób, to o 0,8 punktu procentowego więcej niż w maju.
Były premier Mateusz Morawiecki cieszy się zaufaniem 35,3 procent respondentów
(0,4 punktu procentowego mniej niż w maju), co daje mu piąte miejsce. Za
Morawieckim znalazł się wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz,
któremu ufa 34,9 procent badanych (o 0,7 punktu procentowego więcej niż miesiąc
temu).
Prezydentowi Warszawy Rafałowi Trzaskowskiemu ufa 32,5 procent badanych.
Oznacza to największy spadek zaufania wśród uwzględnionych polityków - o 5,6
punktu procentowego. Mniej osób niż w maju ufa obecnie także liderowi
Konfederacji i wicemarszałkowi Sejmu Krzysztofowi Bosakowi - dokładnie 29,9
procent respondentów, co oznacza spadek zaufania o 5,1 punktu procentowego.
Prezes PiS Jarosław Kaczyński zaliczył spadek o 0,9 punktu procentowego.
Obecnie politykowi ufa 28,8 procent Polaków. Pierwszą dziesiątkę zamyka
wicemarszałek Sejmu z PSL Piotr Zgorzelski, któremu ufa 28,2 procent badanych
(spadek o 0,6 punktu procentowego).
Od ostatniego badania wzrosła liczba osób, którzy darzą zaufaniem byłego
ministra edukacji Przemysława Czarnka (28 procent, wzrost o 1,1 punktu
procentowego) oraz Grzegorza Brauna (23,7, wzrost o 7,3 punktu procentowego).
Ten ostatni od ostatniego rankingu zaufania awansował o kilka oczek z
ostatniego miejsca. Kolejne pozycje zajęli wicepremier i minister cyfryzacji
Krzysztof Gawkowski (23,6 procent, spadek o 3,6 punktu procentowego) oraz lider
Konfederacji Sławomir Mentzen (23,4 procent, spadek o 2,1 punktu procentowego).
Komu Polacy ufają najmniej
Na trzecim miejscu od końca uplasował się lider partii Razem Adrian Zandberg,
któremu ufa 18,4 procent Polaków (spadek o 5,2 punktu procentowego).
Przedostatnie miejsce zajęła liderka Polski 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz
(15,7 procent, spadek o 0,7 punktu procentowego). Jej poprzednik na stanowisku
przewodniczącego Polski 2050 Szymon Hołownia zajął ostatnie miejsce. Ufa mu
14,5 procent respondentów, o 3,9 punktu procentowego mniej niż w maju.
https://tvn24.pl/polska/ranking-zaufania-do-politykow-czerwiec-2026-sondaz-ibris-dla-onetu-st9114890
Sprzed roku:
Spójrz, proszę, naciesz oczy kolejnym wodolejstwem D.O.
Piękny, chociaż nazwa nietęga: „Kacze stawy”.
No, ale kolorki w słońcu niesamowite!
Przeziera?
Piękna nasza Ziemia cała… Może nie cała, ale jak już na mazowieckiej równinie
spotkają się błękitne niebo, lustrzana woda i zielone drzewa, to nikt im nie
podskoczy!
A kiedy jaskrawe światło przedrze się poprzez knieje, nagle zielone liście
zostają posrebrzone.
A ponieważ Stawy są Kacze…
Dzień dobry
OdpowiedzUsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuń