DRUGI OBIEG
Wtorek, 30 czerwca 2026


1.

Ukochany kraj, umiłowany kraj…


2.

https://wyborcza.pl/7,75398,32884718,sluzby-zatrzymaly-grupe-ukraincow-i-bialorusinow-za-proby.html#s=S.TD-K.C-B.8-L.2.duzy
Według ministra Tomasza Siemoniaka osoby te próbowały za rosyjskie pieniądze wpływać na nastroje wśród ukraińskich uchodźców.
Jak dodał Siemoniak, "od jesieni 2025 osoby te rekrutowały i opłacały uczestników demonstracji organizowanych wśród ukraińskich uchodźców przebywających w Polsce". "Według ustaleń ABW inspiracja i środki na ten cel pochodziły z Rosji i kwalifikują się jako próba operacji wpływu na ukraińskich migrantów w Polsce" - zaznaczył Tomasz Siemoniak.
Akcja ABW i Straży Granicznej. 11 osób wydalonych z kraju
Rzecznik ministra Jacek Dobrzyński doprecyzował potem, że funkcjonariusze ABW we współpracy ze Strażą Graniczną dokonywali zatrzymań w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Zakopanem i Bydgoszczy. Jak przekazał, osoby te zostały już wydalone z Polski.
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wyjaśniła, że "celem organizatorów było stopniowe wpływanie na środowisko ukraińskich uchodźców w Polsce i wykorzystywanie tej grupy do promowania haseł o charakterze politycznym".
"Do inicjowania protestów używano tematów budzących emocje, m.in. informacji o skandalach korupcyjnych i bieżących wydarzeniach ukraińskiej polityki wewnętrznej. To przykład działań poniżej progu klasycznej agresji, których celem jest rozbijanie zaufania społecznego, podsycanie napięć i wykorzystywanie osób uciekających przed wojną jako narzędzia rosyjskiej operacji wpływu" - wskazuje ABW.

ABW i zatrzymania podejrzanych
Zaledwie miesiąc temu Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego informowała o zatrzymaniu Polaka, który był pracownikiem cywilnym jednej ze spółek wchodzących w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Mężczyźnie postawiono zarzut szpiegostwa. Decyzją sądu został aresztowany.
========
Jest dalszy ciąg tej sztuki, która w języku dziennikarskich fachowców nazywa się „robienie laski politykowi” oraz „łykanie wszystkich bredni polityków jak pelikan, bez zadania pytań i wyciągania wniosków”. Czysta Trybuna Ludu.


3.

https://wyborcza.biz/biznes/7,177151,32882676,rosyjskie-kochanki-billa-gatesa-medycyna-atom-i-brydz.html 
ill Gates, założyciel giganta informatycznego Microsoft, podczas przesłuchania w komisji Izby Reprezentantów USA w sprawie afery Jeffreya Epsteina, ujawnił tożsamość jednej ze swoich rosyjskich kochanek, którymi miał go szantażować Epstein.
Wojna w Iranie zepchnęła na dalszy plan aferę seksualnego drapieżcy Jeffreya Epsteina, którą media na całym świecie żyły na przełomie 2025 i 2026 r. To zainteresowanie zostało spowodowane przez upublicznienie przez Departament Stanu USA materiałów ze śledztwa w sprawie seksualnych przestępstw Epsteina, w tym milionów maili jego korespondencji z prominentnymi przedsiębiorcami, politykami, naukowcami i artystami.
Kontakty Epsteina przyciągają dziś mniejszą uwagę mediów, ale nad jej rozwikłaniem ciągle pracują rządy kilku państw (Francji, Norwegii, Wielkiej Brytanii). W USA komisja nadzoru Izby Reprezentantów, niższej izby Kongresu, kontynuuje zaś przesłuchania prominentnym osób, wskazanych w mailach przez przestępcę.
Na początku czerwca wyjaśnienia przed komisją Izby Reprezentantów składał Bill Gates, jeden z najbardziej prominentnych amerykańskich przedsiębiorców, założyciel i właściciel Microsoft, obecnie kierujący fundacją, na której założenie przekazał większość swoich akcji firmy.
W ostatnich dniach komisja Izby Reprezentantów opublikowała stenogram przesłuchania Gatesa.

Epstein nie dostał, czego chciał
W swoim wystąpieniu przed kongresmenami Gates ubolewał, że utrzymywał kontakty z Epsteinem w latach 2011-2014 i nie był świadkiem jego żadnych przestępstw seksualnych.
Według relacji założyciela Microsoftu pierwszy raz spotkał Epsteina na obiedzie w jego nowojorskim domu na początku 2011 r. Spotkanie zaaranżował Boris Nikolić, pochodzący z Chorwacji lekarza, który w tym czasie był głównym doradcą ds. naukowych Gatesa. Rozpoczęte wtedy kontakty miały dotyczyć utworzenia przez majętnych inwestorów funduszu, który wspierałby inicjatywy Gatesa na rzecz poprawy sytuacji zdrowotnej na świecie.
Gates powiedział, że w 2013 r. uznał, że współpraca z Epsteinem przy takiej inicjatywie nie powiedzie się i zrezygnował z niej. I jednocześnie postanowił zrezygnować ze współpracy z Nikoliciem. A ten niespodziewanie do uzyskania większej odprawy od Gatesa chciał "zaangażować" Epsteina. Obecnie wiadomo, że Nikolić utrzymywał relacje z Epsteinem od 2009 r., kilka lat przed zaaranżowaniem jego spotkania z Gatesem.
"Dopiero później dowiedziałem się, że Epstein wszedł w posiadanie poufnych informacji na temat mojego życia prywatnego, w tym faktu, że dopuściłem się zdrady małżeńskiej. Choć moje pozamałżeńskie relacje nie miały żadnego związku z kontaktami z Epsteinem, były bolesne dla mojej rodziny.
Jak obecnie wiadomo z ujawnionych dokumentów, Epstein próbował wykorzystać informacje o moich zdradach – a także liczne kłamstwa, którymi je obudował – aby wywrzeć na mnie presję i zmusić do ponownego nawiązania z nim współpracy. Choć jego starania zakończyły się niepowodzeniem, sytuacja ta ukazuje, w jaki sposób próbował on wykorzystywać nasze relacje do realizacji własnych celów"
- powiedział Gates kongresmenom.
W tym stwierdzeniu założyciel Microsoft nawiązał do opublikowanego maila Epsteina z projektem pisma od Nikolicia do Gatesa. Według planu Epsteina Nikolić miał napisać, że pomagał Gatesowi "w zdobywaniu lekarstw, aby poradzić sobie ze skutkami seksu z dziewczynami z Rosji".
Były szef Microsoft przyznał kongresmenom, że zdradzał żonę z dwiema Rosjankami. I po raz pierwszy ujawnił nieznaną dotąd tożsamość jednej z dwóch tych kobiet.

Nazywa się Karima Nigmatulina
- powiedział Bill Gates. Wcześniej założyciel koncernu Microsoft określił tylko tę kobietę jako "fizyka jądrowego". To nie było precyzyjne określenie.

Medycyna i atom
Karima Nigmatulina (to tatarskie nazwisko) wywodzi się z rodziny sowieckich, czyli rosyjskich naukowców. Jej ojciec Robert Nigmatulin jest fizykiem, nagradzanym za swoje prace naukowe już w czasach sowieckich. Od 1991 r. jest członkiem Rosyjskiej Akademii Nauk. Matka jest docentem nauk technicznych.
W 1993 r. Robert Nigmatulin wyjechał na kilka lat do USA, aby uczestniczyć we wspólnym amerykańsko-rosyjskim projekcie naukowym. Zabrał ze sobą rodzinę, w tym Karimę. W USA ukończyła prestiżową szkołę dla dziewcząt Albany Academy for Girls, z wyróżnieniem - co zapewniło jej stypendium na studia na renomowanym Uniwersytecie w Princeton.
A następnie na słynnej amerykańskiej technicznej uczelni MIT w 2009 r. zrobiła doktorat z matematycznego modelowania rozprzestrzenia się chorób zakaźnych, jednocześnie dorabiając sobie w pewnej firmie doradczej w Bostonie, a także w rosyjskiej firmie inwestycyjnej.
Przeprowadziła badania w głównym amerykańskim ośrodku badań jądrowych w Los Alamos, a także miała wykłady na MIT. A następnie zaczęła prowadzić projekt badań nad rozprzestrzenianiem się chorób zakaźnych w firmie Intellectual Ventures, finansowanej przez Gatesa.
Ludzie tacy jak ona są dla mnie inspiracją. Mogliby zająć się biznesem i zgromadzić ogromne majątki, a jednak wybierają naukę – i dzięki temu osiągają coś naprawdę znaczącego i pożytecznego dla ludzkości
- powiedział Gates o Nigmatulinie na początku wykładu, jaki wygłosił na MIT w 2010 r.
Według magazynu "Forbes" Karima Nigmatulina zajmowała się nie tylko matematycznym modelowaniem dla medycyny. W powiązanej z Intellectual Ventures energetycznej spółce TerraPower, która pracowała wtedy nad konstrukcją nowego generacji reaktora na szybkich neutronach, Nigmatulina miała stanowisko dyrektora ds. relacji z Rosją.
Z jej udziałem finansowana przez Gatesa spółka podpisała umowę o współpracy naukowej z rosyjską państwową korporacją nuklearną Rosatom.
Niespodziewanie dwa lata po laudacji wygłoszonej przez Gatesa na MTI Karima Nigmatulina wróciła do Rosji. A tam minęła jej pasja do nauki.
W kwietniu 2012 r. została zastępcą dyrektora Instytutu Genpłana Moskwy (Moskiewski Instytut Badań i Projektów Planowania Ogólnego) i zajęła się modelowaniem ekonomicznym i matematycznym rozwoju moskiewskiej aglomeracji. W latach 2013-2015 pełniła obowiązki szefa Genpłana Moskwy, a w 2016 r. przeszła na stanowisko dyrektora prywatnej firmy Vi Holding, działającej m.in. w branży deweloperskiej, ale także planującej eksploatację złóż platyny w afrykańskim Zimbabwe.
Głównym akcjonariuszem Vi Holding jest rosyjski oligarcha Witalij Maszczyckij, za którego syna Leonida wyszła Karima Nigmatulina. Jej teść jest zaprzyjaźniony z Siergiejem Czemezowem, szefem koncernu zbrojeniowego Rostech, który był zwierzchnikiem Putina w rezydenturze KGB w dawnym NRD.

Czy tylko brydż?
Tożsamość drugiej rosyjskiej kochanki Billa Gatesa już pod koniec 2023 r. ujawnił dziennik "The Wall Street Journal" ("WSJ").
To Miła Antonowa. Na swojej stronie w sieci społecznościowej LinkedIn (obecnie usuniętej) pisała ona, że uczyła się w Rosji w latach 2000-2005 r. A następnie wyjechała do USA, gdzie pracowała jako programistka w San Francisco. Po przyjeździe do USA założyła także klub brydża i za sprawą tej gry pod koniec 2009 r. miała poznać Billa Gatesa podczas rozgrywek o mistrzostwa brydża Ameryki Północnej w Waszyngtonie (założyciel Microsoft jest zapalonym brydżystą).
Nie wiadomo, od kiedy i jak długo trwał romans Gatesa z Antonową, która miała około 20 lat, gdy poznała ponad 55-letniego wtedy amerykańskiego miliardera.
Miła Antonowa poznać miała Jeffreya Epsteina w listopadzie 2013 r. - czyli w okresie, gdy walczył on o utrzymanie relacji z Gatesem. Amerykańskim mediom Antonowa mówiła, że zabiegała u Epsteina o 500 tys. dol. na planowany projekt BridgeVenture, gry w brydża w internecie. Rok później Antonowa mieszkała w Nowym Jorku w apartamencie użyczonym jej przez Epsteina. Twierdziła, że nie chciał niczego w zamian.
Na projekt brydża on-line Antonowa nie dostała pieniędzy od Epsteina. Wyłożył on jednak pieniądze na jej następny projekt związany z organizacją intensywnych kursów programowania.
"Nie wiem, dlaczego to zrobił. Gdy pytałam o to, odpowiedział coś w tym guście, że jest zamożny i chce pomagać ludziom, gdy tylko może" - twierdziła Miła Antonowa "WSJ", tłumacząc swoją znajomość z Epsteinem.
W 2017 r. biznesmen zaczął jednak żądać od Gatesa, aby zwrócił mu pieniądze, jakie dał Antonowej - nie precyzując wielkości swoich roszczeń. Gates odrzucił te roszczenia.
Miła Antonowa miała znajomych wśród Rosjan mieszkających w USA. Dziennik "The New York Post" opublikował jej zdjęcie wraz z Anną Chapman, która była członkiem sieci szpiegów-nielegałów rosyjskiej agencji wywiadowczej SVR.
Anna Champan, de domo Kuszczenko, w 2001 r. wyszła za mąż za Brytyjczyka Aleksa Chapmana i w ten sposób dostała brytyjskie nazwisko i paszport Zjednoczonego Królestwa. Zachowała je również wtedy, gdy po pięciu latach jej mariaż rozpadł się. W 2009 r. przeniosła się do USA i została szefową spółki zajmującej się w internecie międzynarodowym handlem nieruchomościami.
W połowie 2010 r. została aresztowana przez FBI wraz z grupą kilkunastu rosyjskich szpiegów, którzy udawali Amerykanów przez kilkanaście lat, a czasem od czasów sowieckiego KGB. Ujawnione informacje sugerowały, że była kurierką w tej sieci. A wielu szczegółów sprawy nie ujawniono, bo złapani przez FBI rosyjscy szpiedzy nie byli sądzeni - pierwszy raz w historii. Administracja Baracka Obamy wymieniła ich z Rosją na znajdujących się w więzieniach zachodnich szpiegów i obrońców praw człowieka.

Magnat nieruchomości i rosyjska modelka
Awanturą w ostatni piątek 26 czerwca skończyło się spotkanie z komisją Izby Reprezentantów badającymi aferę Epsteina z miliarderem Leonem Blackiem, były szefem i akcjonariuszem funduszu inwestycyjnego Apollo Global Management, który działa głównie na rynku nieruchomości.
Black pomógł Epsteinowi na początku zeszłej dekady, kiedy wielu ludzi nie chciało mieć z nim kontaktów po pierwszym - mocno złagodzonym - wyroku za przestępstwa seksualne na Florydzie. Dwa lata temu komisja ds. finansów Senatu USA wzięła pod lupę relacje Blacka z Epsteinem. A powodem były dane z audytu kancelarii prawnej Dechert.
Ustaliła ona, że w latach 2012-2017 Black zapłacił spółce Epsteina 158 mln dol. za doradztwo w sprawach podatkowych.
Szkopuł w tym, że Black za usługi Epsteina płaciło dużo więcej niż innym profesjonalnym doradcom. Na dodatek nie było umowy na piśmie w sprawie tych usług. A zdaniem audytorów to inni doradcy zaproponowali przypisaną Epsteinowi skomplikowaną transakcję, która miała przynieść Blackowi korzyści podatkowe oszacowane na 2,6 mld dol.
Kongresmeni dociekali, czy Black po prostu przepłacał za usługi Epsteina, czy też pod pozorem zapłaty za usługi przekazał mu hojną darowiznę - z nieznanego powodu.
W oświadczeniu ogłoszonym przed spotkaniem z kongresmenami Leon Black stwierdził, że nic nie wiedział o przestępstwach seksualnych Epsteina do lipca 2019 r., gdy postawiono mu takie zarzuty. Czyli nic o tym nie wiedział przez 24 lata, bo podał, że poznał Epsteina w 1995 r.

Znałem Jekylla. Nie znałem Hyde'a
- napisał w swoim oświadczeniu miliarder, nawiązując do słynnej noweli Roberta Louisa Stevensona "Doktor Jekyll i pan Hyde", o człowieku cierpiącym na rozdwojenie osobowości na szanowanego lekarza i zbrodniarza.
W oświadczeniu Black skarżył się też, że został oszukany przez Epsteina, którego zapewniał, że 40 proc. (czyli 60 mln dol.) od zapłaty za jego usługi miliarder będzie mógł sobie odliczyć od podatku, ale fiskus zakwestionował takie odpisy.
W trakcie wysłuchania przed komisją Izby Reprezentantów Leon Black nie był jednak skory do współpracy. Kiedy kongresmeni zaczęli go pytać o ugody z klauzulą milczenia, miliarder nie odpowiedział i opuścił spotkanie. W tej sytuacji komisja Izby Reprezentantów wystawiła Leonowi Blackowi dwa wezwania na przesłuchanie pod przysięgą. Ignorowanie takich wezwań jest przestępstwem, a za składanie fałszywych zeznań pod przysięgą grozi surowymi karami za krzywoprzysięstwo.
Wiadomo, że taką ugodę Leon Black zawarł z rosyjską modelką Guzelą Ganievą, która przez kilka lat była kochanką miliardera. Związek zakończył się ostrym sporem, po którym Ganieva złożyła pozew przeciw Blackowi i oskarżyła miliardera, że w 2015 r. przygotował umowę ugody z rosyjską modelką, aby zapewnić sobie jej milczenie. W trakcie tego sporu Epsteina doradzał Blackowi, aby wynajął byłych funkcjonariuszy amerykańskich organów porządkowych do nakłonienia Rosjanki do ugody.
Prawnicy Blacka odrzucali oskarżenia rosyjskiej modelki. A sąd oddalił jej pozew, wskazując, że zawarła z miliarderem ugodę zapewniającą jej milczenie i dostała za to 9 mln dol. Czy była to jedyna taka sprawa, w którą był zaangażowany Epstein? - będą chcieli ustalić kongresmeni podczas przesłuchania Leona Blacka.


4.

Andy Burnham obiecuje uczynić z No. 10 North „centrum dowodzenia przebudowanej Wielkiej Brytanii”
Prawdopodobny kolejny premier Wielkiej Brytanii twierdzi, że system westminsterski jest „zepsuty” i będzie nadzorował decentralizację władzy i zasobów
https://www.theguardian.com/politics/2026/jun/29/andy-burnham-no-10-north-nerve-centre-rewired-britain
Andy Burnham ustanowi No 10 North „centrum dowodzenia przebudowanej Wielkiej Brytanii”, aby nadzorować decentralizację władzy i zasobów w całym Zjednoczonym Królestwie, co, jak powiedział, przyniesie zmiany, których kraj tak rozpaczliwie potrzebuje.
Premier, który jest na stanowisku premiera, stwierdził, że system westminsterski jest „zepsuty” i że podejście polegające na „więcej tego samego” nie poprawi poziomu życia ani nie przywróci ludziom wiary w to, że polityka działa na ich korzyść.
W swoim pierwszym przemówieniu po ogłoszeniu przez Keira Starmera swojej rezygnacji Burnham wielokrotnie powracał do tematu dekady „zmian”, ale przedstawił też konkretne strategie mające na celu transformację funkcjonowania kraju. Zaczęło się od przezwyciężenia oporu Whitehall wobec zmian.
W przypadku numeru 10 Północ miałyby zostać wyznaczone trzy „jasne zadania” w zakresie decentralizowania: zwiększenie publicznej własności podstawowych usług komunalnych, takich jak zaopatrzenie w wodę, energię i mieszkalnictwo; reindustrializację dużych obszarów kraju; oraz rewitalizację miast, ze szczególnym uwzględnieniem miejsc, które zostały pominięte.
Obejmowałoby to nadzorowanie największego programu budownictwa komunalnego od czasów powojennych – powiedział – a także nakazanie Whitehall wspierania brytyjskich firm ubiegających się o kontrakty publiczne – nawet jeśli miałoby to kosztować podatników więcej.
Burnham przyznał jednak, że „ludzie nie mogą czekać w nieskończoność na zmiany”, sugerując wczesny pakiet wsparcia kosztów utrzymania, gdy tylko znajdzie się na Downing Street. „Słyszałem na progu domu w Makerfield, że ludzie potrzebują teraz trochę więcej, aby poradzić sobie z rosnącymi kosztami” – powiedział.
„Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby to osiągnąć, i choć nie będę ryzykował finansów publicznych, postaram się dać Wielkiej Brytanii trochę oddechu tak szybko, jak to możliwe. Ludzie muszą móc cieszyć się na wieczorne wyjście czy wakacje z dziećmi. Ludzie potrzebują nadziei”.
Nowy poseł z okręgu Makerfield, ubrany w ciemny T-shirt i marynarkę, a nie w typowy dla polityków garnitur i krawat, ma zostać premierem 20 lipca, chyba że zostanie wyzwany na stanowisko lidera Partii Pracy. Jego obietnica „nowego kierunku” leży u podstaw jego oferty dla kraju.
Zwrócił się do publiczności w People's History Museum w Manchesterze: „Jaką możemy mieć nadzieję, że tym razem będzie inaczej?”. To pytanie zadałbym sobie teraz, gdybym głosował.
„Westminster nie służy ludziom i nie działa od bardzo dawna. W rzeczywistości jest zepsuty. W rezultacie kraj nie jest tam, gdzie powinien być. Utknął w rutynie i ewidentnie nie możemy tak dalej postępować”.
Burnham, który zasiadał w ostatnim rządzie Partii Pracy i zasiadał w ławach opozycji, aż do momentu objęcia stanowiska burmistrza Greater Manchester, powiedział, że jego pokolenie polityków musi wziąć odpowiedzialność za to, że nie byli wystarczająco dobrzy.
„Teraz może to mieć mniejsze znaczenie w świecie, w którym życie ludzi się poprawia, ale kiedy tak się nie dzieje, jest to niebezpieczne i destrukcyjne dla tego, co pozostało z kulturowego zaufania do polityki” – powiedział. „Nie możemy przeżyć kolejnej dekady takiej jak ta, którą właśnie przeżyliśmy. Potrzebujemy nowej determinacji, by podnieść poziom życia… Musimy zmienić politykę i musimy to zrobić teraz”.
Burnham wykorzystał swoje przemówienie, aby raz jeszcze zapewnić rynki, że jest zdecydowany przestrzegać zasad fiskalnych, po tym jak w zeszłym roku zasugerował, że Wielka Brytania jest „zadłużona” na rynkach obligacji, dodając, że jego program opiera się na „dyscyplinie wynikającej ze zdrowych finansów publicznych”.
Jednak pomimo spekulacji na temat jego wyboru na stanowisko kanclerza, co jak dotąd dałoby najpewniejszą wskazówkę co do kierunku, w jakim zamierza podążać w kwestiach gospodarczych, stwierdził, że nie ogłosi nazwisk kluczowych stanowisk w gabinecie, dopóki nie będzie bliżej władzy.
Zamiast tego powiedział, że chce utworzyć „szeroki kościół” w ramach Partii Pracy, po tym jak pojawiły się obawy, że rząd Starmera jest zbyt frakcyjny, i że nawiąże kontakt z innymi partiami politycznymi, aby znaleźć „jak najwięcej wspólnego płaszczyzny”, która pomoże mu w realizacji jego 10-letniego planu zmian.
Burnham stwierdził, że Whitehall od dawna był „zbyt wrogi” i że różne departamenty marnowały zbyt wiele czasu na walkę ze sobą. „Powiem to wprost: czasy, gdy Whitehall walczył z decentralizacją władzy na rzecz regionów i narodów, minęły bezpowrotnie”.
Stwierdził, że Wielka Brytania potrzebuje „całkowitego przemyślenia” sposobu wspierania kolejnego pokolenia w jego sukcesie, obiecując rozbudowę kształcenia technicznego, tak aby każdy młody człowiek miał „jasną ścieżkę” do reindustrializowanej Wielkiej Brytanii, a także ponowne skupienie się na drodze uniwersyteckiej.
Powtarzając słowa Johna Lennona, Burnham poprosił słuchaczy, by wyobrazili sobie „nadzieję w każdym sercu”, kończąc swoją przemowę przed objęciem stanowiska kolejnego premiera Wielkiej Brytanii. „Wyobraźcie sobie, jak mogłoby wyglądać życie, gdybyśmy odnieśli sukces. Wyobraźcie sobie, jak by to było żyć w kraju, który jest zaprogramowany, by działać na rzecz zwykłych ludzi, a nie przeciwko nim” – powiedział.
========
Andy Burnham jest nadal postacią niezbyt powszechnie znzną. Sprawdził się jako burmistrz Manchesteru, ale czy da sobie radę na szczeblu krajowym? Czy jest tylko zdolnym oratorem, czy rzeczywiście będzie miał wystarczająco dużo siły i determinacji, by przeprowadzić rewolucję, jaką zapowiada? Czas pokaże, ale tymczasem…
Partia pracy znajdowała się u progu rozsypki, politycznie na równi pochyłej, jak konserwatyści dwa lata temu, wydawało się, że nic nie powstrzyma triumfalnego marszu po władzę faszystów tego kretyna Nigela Farage’a. A tak, dzięki nowemu liderowi laburzyści znaleźli się w ofensywie, mają ambitny program i rozbudzili nadzieje Brytyjczyków.
Medytujcie, Polacy, medytujcie…


4a.
Pierwsze przemówienie Andy'ego Burnhama jako premiera elekta jest już rewolucją, przynajmniej w słowach. Były burmistrz Manchesteru wybrał swoje przybrane miasto (pochodzi z pobliskiego Liverpoolu), aby przekazać Brytyjczykom swoją wizję Wielkiej Brytanii po objęciu władzy na Downing Street, co nastąpi za trzy tygodnie, jeśli nie będzie żadnych niepowodzeń. Dziennikarzom nie pozwolono na zadawanie pytań – La Repubblica była jedynym zagranicznym medium dopuszczonym – którzy początkowo zostali stłoczeni na galerii, a następnie wpuszczeni do publiczności, do People's Historical Museum, co idealnie pasowało do tego dnia. Tym razem Burnham nalega na proste odczytanie swojego przemówienia bez przeszkód i nawet nie odpowiada na pytania publiczności, wypełnionej posłami, burmistrzami i obywatelami północnej Anglii, którzy mu kibicują.
56-letni „Król Północy”, jak go tu nazywają po dziewięciu latach urzędowania jako burmistrza Manchesteru, który rozwija się szybciej niż jakikolwiek inny region w Wielkiej Brytanii, nie przebiera w słowach. Z nim w rządzie, po usunięciu ustępującego premiera Sir Keira Starmera z „Numeru 10”, Wielka Brytania przygotowuje się „do największej zmiany, jakiej kiedykolwiek doświadczycie za naszego życia”. Chce na zawsze zmienić historię kraju, wprowadzając „największą redystrybucję władzy”, a także bogactwa i zasobów, z Londynu i Południa na Północ.
Co więcej: część Downing Street zostanie nawet przeniesiona do Manchesteru. Inwestycje zagraniczne są mile widziane, ale państwo musi interweniować, nie pozostawiając wszystkiego rynkom, ponieważ „wzrost nie pochodzi z góry, lecz jest generowany od dołu”, jak pokazał Manchester. „System jest zbyt konfliktowy” – wyjaśnia Burnham – „zbyt dużo czasu się marnuje, ponieważ departamenty działają w silosach, walcząc między sobą i z Ministerstwem Skarbu, zamiast skupić się na działaniu. My, burmistrzowie, doświadczyliśmy tej samej frustracji w ostatnich latach, kiedy te same departamenty systematycznie udaremniały nasze uzasadnione prośby o poprawę warunków lokalnych, po prostu przekazując niewielką część posiadanej przez siebie władzy i zasobów. Prawda jest prosta: ten kraj poświęca zbyt wiele czasu na kłótnie, a zbyt mało na działanie”.
„Więc osiągniemy największą reorganizację władzy, jaką kiedykolwiek zaznał nasz kraj. Czas, aby Whitehall zaakceptował fundamentalną prawdę: wzrostu nie da się narzucić odgórnie. Można go jedynie pielęgnować oddolnie. Pojawia się, gdy władza znajduje się w rękach lokalnych społeczności i pozwala im wprowadzać realne zmiany. Wynika on z odpowiedzialnego zarządzania finansami, co zademonstrowaliśmy w Wielkim Manchesterze, co z kolei daje firmom stabilność i pewność siebie, których potrzebują, aby inwestować, zwiększać produktywność i wdrażać nowe technologie. Wynika on z umieszczenia uniwersytetów w centrum lokalnych gospodarek i promowania modelu wzrostu napędzanego innowacjami, start-upami i rozwijającymi się firmami. Wynika on z zaangażowania w zapewnienie odpowiedniej infrastruktury w każdej części Wielkiej Brytanii i zaangażowania krajowych inwestorów we wspieranie ambicji regionów. Wynika on z zapewnienia ludziom bezpieczeństwa dobrych domów i dobrych miejsc pracy, z efektywnej mobilności, a także z tego, że nie wszystko pozostaje wyłącznie w rękach rynku. Interwencja publiczna jest czasami niezbędna, aby wyznaczyć ambitniejsze cele dla naszych miast, rozpoczynając w ten sposób zmiany. To jest manchesteryzm”.
„To wizja zdrowego, zrównoważonego wzrostu” – kontynuuje Burnham – „która odrzuca stary model „ekonomii skapywania”, zgodnie z którym bogactwo powinno spływać w dół. Zamiast tego musimy skupić się na tym, co jest najważniejsze dla każdego regionu. Pomyślmy o rewolucji, jaką by to oznaczało, gdyby nie było już regionów zapomnianych i zaniedbanych, co zbyt często zdarzało się w przeszłości, ale wspieranych, aby mogły maksymalizować swoje zasoby. Mam nadzieję, że dziś możecie poczuć entuzjazm zrodzony ze zmiany, którą proponuję. Ponieważ ten projekt obiecuje nową erę możliwości dla Wielkiej Brytanii. Przywróćmy ambicję budowania czegoś lepszego”.
„Czasy, w których Whitehall blokował decentralizację władzy na rzecz regionów i narodów, minęły. Na zawsze”, ogłasza Burnham, „nowa północna odnoga linii metra 10 będzie wspierać regiony w realizacji trzech głównych celów: reformy podstawowych usług, reindustrializacji i lokalnej rewitalizacji. W zakresie podstawowych usług zapewnimy wszystkim częściom Wielkiej Brytanii większą kontrolę publiczną nad usługami takimi jak woda, mieszkalnictwo, energia i transport, czerpiąc inspirację z modelu, który przekształcił naszą sieć autobusową w Wielkim Manchesterze. Skoncentrujemy inwestycje publiczne i prywatne na poziomie lokalnym. Jesteśmy niezwykle kreatywnym krajem. A w nadchodzących latach możemy stać się wiodącym innowatorem na świecie. To klucz do silniejszego wzrostu. Chcę, aby coraz więcej brytyjskich firm było w czołówce nowych technologii i mogło eksportować na cały świat. Zbyt długo zamówienia publiczne służyły wyłącznie znalezieniu najtańszej oferty globalnej, zamiast pomagać brytyjskim dostawcom stać się silniejszymi i bardziej konkurencyjnymi. To również się dziś kończy”.
A potem mamy wsparcie dla sklepów stacjonarnych przeciwko internetowym gigantom, rekordową budowę mieszkań socjalnych i więcej uwagi poświęcanej szkołom zawodowym, a mniej uniwersytetom, „jakkolwiek ważne by one nie były”: „Era szkół budowanych wyłącznie wokół edukacji uniwersyteckiej dobiegła końca” – deklaruje Burnham. „Kiedy wreszcie zaczniemy dbać o perspektywy życiowe tych młodych ludzi, którzy chcą podążać inną drogą? Od lat apeluje się o system edukacji, który stawia kształcenie akademickie i techniczne na równi. I właśnie taki system stworzymy, oferując każdemu młodemu człowiekowi dorastającemu w tym kraju jasną ścieżkę do reindustrializacji Wielkiej Brytanii”.
Burnham obiecuje zjednoczyć „najszerszą koalicję ludzi”, zarówno w partii, jak i w parlamencie, „ponieważ potrzebujemy nowego kierunku, dziesięć burzliwych lat po Brexicie , a przede wszystkim dlatego, że Westminster nie działał na rzecz ludzi, a zwłaszcza na rzecz północnej Anglii, która dziś nie ma siły, by cokolwiek zmienić. W rzeczywistości nie ma już zaufania do polityków i nie możemy sobie pozwolić na kolejną dekadę taką jak ta. Musimy zmienić politykę teraz” – grzmi Król Północy, dla którego wszystko musi zacząć się od „głębokiej redystrybucji władzy i zasobów. To jest sens nowej ery, którą chcemy zbudować. Ery nadziei. Ery możliwości. W której ludzie odzyskają wiarę w to, że cele, które wydawały się nieosiągalne, można rzeczywiście osiągnąć. Pokazaliśmy, że model manchesterski się sprawdził. Teraz musimy go przenieść do Londynu. Sprawmy, by tak się stało”.
(https://www.repubblica.it/esteri/2026/06/29/news/gran_bretagna_il_prossimo_premier_burnham_redistribuiremo_tutto_ecco_la_mia_rivoluzione-425440572/?ref=RHLM-BG-P15-S1-T1-fdg11 )


5.

Biskupi, przepych i kurorty: pokaz schizmy lefebrystów z Kościołem papieża Leona
Święcenia biskupie zaplanowano na 1 lipca, co spowoduje ekskomunikę Stolicy Apostolskiej. Jednak po zamknięciu katedry Leona w Ecône w Szwajcarii panuje atmosfera świąteczna.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/06/29/news/lefebvriani_scisma_glamour-425439267/?ref=RHLF-BG-P9-S1-T1-PP
To Woodstock tradycjonalistów, po części latynoski, po części Tripadvisor, wielkie święto schizmy. W szwajcarskiej Écône lefebryści z wielką pompą przygotowują się do oficjalnego odłączenia się od Kościoła katolickiego. Daleko im do nabożnego uwielbienia i ducha pokuty, panuje atmosfera radości i zemsty, a na tę okazję – konsekrację czterech biskupów zaplanowaną na 1 lipca – wyprodukowano nawet specjalną edycję markowego wina.

Antymodernistyczny i postmodernistyczny
Zaciekle sprzeciwiając się wszelkiemu zanieczyszczeniu wiary katolickiej przez duże „K” nowoczesnością, lefebryści paradoksalnie stoją na czele technologii cyfrowych. Antymoderniści i postmoderniści. To kwestia kościelnej propagandy: stanowią mniejszość – dwóch biskupów, 733 księży, 264 seminarzystów, 145 braci i 250 sióstr zakonnych – ale dzięki niezwykle skutecznej strategii komunikacyjnej, dyskretnie podsycanej nawet w Kościele przez najbardziej konserwatywne środowiska, udało im się zmonopolizować debatę na temat liturgii i dziedzictwa Soboru Watykańskiego II na dziesięciolecia.

Przeciwko Radzie
To właśnie zerwanie z wielkim zgromadzeniem biskupów z całego świata, które w latach 1962-1965 otworzyło drogę do ekumenizmu i wolności sumienia, roli świeckich i używania języka ojczystego podczas mszy, sprawiło, że arcybiskup Marcel Lefebvre poprowadził grupę wiernych spoza skrajnie prawicowych marginesów katolicyzmu. Kiedy 30 czerwca 1988 roku, za panowania Wojtyły, wyświęcił czterech biskupów, aby zapewnić sukcesję apostolską swojemu ruchowi, francuski arcybiskup ściągnął na siebie ekskomunikę. Następnie Benedykt XVI uparcie usiłował doprowadzić do ich przywrócenia, znosząc ekskomunikę (lecz nie doprowadzając do uzdrowienia schizmy), a Franciszek skutecznie zamknął drzwi. A teraz nowy przełożony, Włoch Don Davide Pagliarani, straciwszy początkową nadzieję w Leonie XIV, przyjęty w ostatnich miesiącach w Watykanie przez przewodniczącego byłego Świętego Oficjum, argentyńskiego kardynała Victora Manuela Fernandeza, bez żadnych ustępstw postanowił odejść.

Czterech nowych biskupów
Zapowiedź konsekracji czterech nowych biskupów w przyszłym miesiącu (Szwajcara Pascala Schreibera, Amerykanina Michaela Goldade oraz Francuzów Michela Poinsineta de Sivry i Marca Hanappiera), a także święceń kapłańskich kilku księży. Powód jest zawsze ten sam: aby zapobiec, by śmierć dwóch pozostałych księży (Szwajcara Bernarda Fellaya, byłego przełożonego, i Hiszpana Alfonsa de Gallareta), która mogłaby na zawsze zgasić płomień tradycjonalizmu. Skutek jest ten sam: gromkie zerwanie z Rzymem.

Cuvée Écône 2026
Schizma, która nie jest ani maskowana, ani ukrywana, lecz raczej ogłaszana i celebrowana. Na błyszczącej stronie internetowej stworzonej na tę okazję, oprócz odliczania do wielkiej eksplozji, można zorganizować wycieczkę do międzynarodowego seminarium duchownego w Écône – tego samego, w którym 40 lat temu doszło do pierwszej schizmy – z wszelkimi udogodnieniami. Zaczynając od pamiątek – „Zabierz do domu pamiątkę z tego historycznego wydarzenia” – pudełka prezentowego Cuvée Écône 2026, czterech butelek wina (Pinot Noir, Syrah, Petit Arvine i Fendant), każda z etykietą biskupią: mitrą, pierścieniem, krzyżem i pastorałem. Wszystko za skromną cenę 75 franków szwajcarskich (81,33 euro). Jak na każdym portalu do zakupu biletów na koncert lub mecz, można zarezerwować miejsce, wybierając kategorię (wierni, duchowni, prasa lub grupa zorganizowana: parafia, szkoła, harcerstwo, ruch). Następnie wymieniane są hotele partnerskie tego ważnego wydarzenia – oczywiście po preferencyjnych cenach – i udzielane są wszelkie informacje logistyczne (jak dojechać, parking, wspólne przejazdy na miejscu i dostęp dla osób niepełnosprawnych). Zapewnione jest również wyżywienie, dostępne są „stoiska z jedzeniem”, ale – jak na każdym szanującym się pikniku – „można też przynieść własny”. Na festiwalu reakcji można płacić „bezgotówkową bransoletką, którą można doładować online lub w kasie biletowej na miejscu”, wraz ze spersonalizowanym kodem QR. A ponieważ fala upałów, która ogarnęła całą Europę, dotarła do Szwajcarii, oprócz wody dla odpowiedniego nawodnienia, oferowane będą białe czapki z logo wydarzenia: „Écône 2026”, symbolizujące dwa serca pobożności lefebriańskiej – Najświętsze Serce Jezusa i Niepokalane Serce Maryi – oraz symbol pastorału biskupiego.

Pułapka Leona
Konfrontacja 1 lipca poprzedzona była narastającymi utarczkami między Écône a Watykanem; wreszcie ostateczny apel do papieża i kardynałów, który brzmiał bardziej jak cios pięścią niż gałązka oliwna, z kolejnym potępieniem „wszelkich błędów” sprzecznych z wiarą, „zwłaszcza liberalizmu, indyferentyzmu, modernizmu, ekumenizmu i sekularyzmu”. Debata została skutecznie rozstrzygnięta przez samego Leone: „Z pewnością podziały wśród chrześcijan są zawsze bolesnym punktem” – powiedział niedawno papież – „ale odmawiają oni przyjęcia pewnych fundamentalnych elementów Kościoła, począwszy od kilku punktów Soboru Watykańskiego II. Jeśli podejmą taką decyzję, przykro mi, ale musimy iść naprzód”.

W przeciwieństwie do Bad Bunny'ego
Tradycjonaliści ironicznie komentują: „Znalazłem czas na spotkanie z Bad Bunnym, ale nie mogę znaleźć czasu na spotkanie z lefebrystami”. Wszystko wydaje się zmierzać w kierunku ekskomuniki, która nastąpi automatycznie („latae sententiae”) w momencie konsekracji nowych biskupów. W Watykanie nikt tak naprawdę nie wierzy, że rozłamu da się uniknąć: „Potrzeba by cudu” – wzdycha jeden z prałatów. W tym momencie pozostaje tylko sformalizowanie rozłamu i sprawdzenie, czy wszyscy księża i wierni pójdą za secesjonistami, czy też niektórzy zechcą pozostać katolikami. Pozostali będą wznosić toast za schizmę.


6.

https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,163229,32884489,heteroseksualny-chlopak-z-zona-i-biblia-nowy-punk-rock-wedlug.html
Pod sztandarem króla Jezusa pastorzy manosfery chcą skończyć z tyranią wyzwolonych kobiet. Przyjaciel ministra wojny Pete'a Hegsetha, pastor Doug Wilson coraz głośniej pomrukuje o tym, że kobiety niekoniecznie powinny mieć prawo do głosowania w wyborach.
Zbliżające się 250-letnie Stanów Zjednoczonych to okazja dla Donalda Trumpa do ogromnej ofensywy ideowej, która ma dać wiatr w żagle Partii Republikańskiej przed nadchodzącymi wyborami połówkowymi. Stąd w całej Ameryce odbywają się niezliczone festyny i uroczystości. Część z nich skierowana jest wyłącznie do mężczyzn, którzy są bardzo silnym zapleczem wyborczym ruchu MAGA. Po wygranych przez Trumpa wyborach badania pokazały, że największą głosującą na niego grupą byli rozwiedzeni mężczyźni zawiedzeni kierunkiem zmian społecznych.
USA są obecnie czołowym eksporterem idei manosfery, ruchu skrajnie nieprzyjaznego kobietom i opowiadającego się za tzw. tradycyjnymi wartościami.
Wyznawcy ruchu uważają, że gros problemów politycznych, społecznych i gospodarczych wzięło się z nadmiernej empancypacji kobiet.
Manosfera głosi, że świat potrzebuje powrotu do dawnego porządku, w którym mężczyzna był głową rodziny i jej żywicielem, kobieta zaś pilnowała domowego ogniska.
W Stanach tę narrację wspierają liczne kościoły protestanckie, których liderzy zdają się licytować na fundamentalistyczne pomysły. Dość powiedzieć, że pastor Doug Wilson, przyjaciel ministra wojny Pete’a Hegsetha, coraz głośniej pomrukuje o tym, że kobiety niekoniecznie powinny mieć prawo do głosowania w wyborach. Jego zdaniem głos powinien przypadać na domostwo i wówczas w jego imieniu oddawać powinna go oczywiście głowa rodziny. Męska głowa rodziny. To, co rok temu było ekscesem, dziś coraz częściej pojawia się w podcastach prowadzonych przez fundamentalistycznych publicystów. 
Pastorzy o podobnych poglądach oraz kilka tysięcy "cywilnych" mężczyzn zgromadziło się w miniony weekend w Waszyngtonie z okazji Dnia Ojca i wspomnianego jubileuszu kraju. Na łamach New York Timesa wydarzenie relacjonowała Ruth Graham, która opisała je jako niezwykłą fuzję religii, fizycznej krzepy i politycznej agitacji. 
Podczas imprezy przeznaczonej tylko dla mężczyzn — garstkę obecnych kobiet stanowiły wolontariuszki — młodsi i starsi Amerykanie mogli wziąć udział w zawodach sprawnościowych oraz sprawdzić swoje umiejętności np. w zakresie zmieniania opon. Główne akcenty położone były jednak na odpowiednie formowanie ideowe Amerykanów, którym zajęli się charyzmatyczni pastorzy. Ze sceny nawoływali młodych mężczyzn, by startowali w wyborach lokalnych, płodzili jak najwięcej dzieci oraz odrzucali "przebudzone (woke), świeckie, gejowskie pogaństwo". 
W swoim kazaniu pastor Mark Driscoll entuzjastycznie ogłosił: „Heteroseksualni, trzeźwi mężczyźni, którzy żenią się z dziewczynami i czytają Biblię - jesteśmy nowym punk rockiem!".
Ze scen, scenek i mniejszych stanowisk przekonywano, że mężczyźni muszą się jednoczyć, by odbudować kraj oraz wartości pod sztandarem króla Jezusa. Jednym z uczestników zjazdu był Rick Slaughter, 44-letni mężczyzna, który w 2021 r. brał udział w szturmie na Kapitol i został oskarżony o atak na policjantów. Slaughter, podobnie jak inni biorący udział w ataku, został ułaskawiony przez Trumpa, a na weekendowej imprezie przekonywał, że dzięki religii uporał się z problemem agresji. 
Wspomniany pastor Driscoll również miał w przeszłości problemy: 10 lat temu musiał zrezygnować z prowadzenia kościoła w Seattle, bo jego retoryka została uznana za zbyt agresywną. Oskarżano go również o zastraszanie wiernych. W Ameryce Trumpa tacy "liderzy" są jednak mile widziani, stąd pan Driscoll przeżywa prawdziwy renesans jako kaznodzieja.
Podczas relacjonowanej przez NYT imprezy straszył słuchaczy globalizmem oraz twierdził, że Mojżesz zmagał się z "transpłciowym bogiem Egiptu". 
Tożsamość płciowa to z jakichś powodów prawdziwa obsesja konserwatywnych kościołów amerykańskich. Wśród tematów poruszanych najczęściej są też aborcja i emancypacja kobiet. Jak to ujął jeden z uczestników: „Nawet młodzi mężczyźni tacy jak ja, którzy chcą założyć rodzinę i być jej żywicielem, którzy chcą powiedzieć „nie" występkom i żyć sprawiedliwie, są przytłoczeni ciężarem tyranii".
Jednym ze sposobów na walkę z tyranią ma być silna obecność konserwatywnych mężczyzn w "trudnych" stanach, czyli tych, które są światopoglądowo bardziej progresywne i rządzone przez Demokratów. Wielu mówców apelowało do zgromadzonych, by nie migrowali do bardziej konserwatywnych części kraju, lecz szerzyli swoje idee tam, gdzie jest im się trudniej przebić.


7.

Co stoi za nominacją biskupa koadiutora: bliska emerytura, czy tuszowanie pedofilii?
https://rzeszow.wyborcza.pl/rzeszow/7,34962,32877677,co-stoi-za-nominacja-biskupa-koadiutora-tuszowanie-pedofilii.html 
Papież mianował bp. Krzysztofa Chudzio następcą bp. Jana Wątroby. Niespodziewana decyzja uruchomiła lawinę domysłów.
Bp Jan Wątroba jest biskupem rzeszowskim od 2013 roku. Po tym, jak bp Edward Białogłowski przeszedł na emeryturę, w diecezji rzeszowskiej nie było biskupa pomocniczego. 24 czerwca została ogłoszona decyzja stolicy apostolskiej o nominacji bp Krzysztofa Chudzio na biskupa koadiutora. To nieco inna funkcja niż biskupa pomocniczego. Koadiutor obejmie diecezję jako ordynariusz, gdy biskup diecezjalny przechodzi na emeryturę, ustępuje z urzędu, albo umiera.
Z zasady Watykan nie podaje uzasadnienia takich decyzji, ale ta konkretna pociągnęła za sobą szereg spekulacji.
Bp Wątroba ma 72 lata, za trzy lata będzie mógł przejść na kościelną emeryturę, w tym czasie bp Chudzio pozna specyfikę diecezji i płynnie obejmie obowiązki.
- Dla nikogo nie było to zaskoczenie i nie zostało odebrane negatywnie. W ostatnim czasie pojawiały się informacje, że papież nominuje koadiutora - mówi osoba blisko związana z kurią rzeszowską i komentuje: - Biskupa pomocniczego nie ma w diecezji od czterech lat. Wybranie koadiutora to lepsze rozwiązanie, bo kiedy bp Chudzio obejmie obowiązki jako ordynariusz, sam sobie dobierze współpracownika. Wprawdzie należy to do decyzji stolicy apostolskiej, ale w praktyce wygląda to tak, że kandydatów proponuje biskup. Gdyby teraz papież mianował biskupa pomocniczego, nowy biskup ordynariusz, który obejmie obowiązki po bp Wątrobie, byłby skazany na współpracę z nim, a przecież lepiej, gdy współpracownik pasuje szefowi.
Mogą być też inne powody, o których napisała "Rzeczpospolita". Według Tomasza Krzyżaka z "Rz" nominacja biskupa koadiutora diecezji rzeszowskiej miałaby być karą dla bp. Wątroby za zaniedbania przy wyjaśnianiu spraw wykorzystywania seksualnego małoletnich. Jako przykład takich zaniedbań dziennikarz przywołuje przypadek Moniki, wykorzystywanej przez księdza Edmunda z diecezji rzeszowskiej od 12. roku życia. Sprawca został ukarany dopiero w 2024 r., choć kuria wiedziała o problemie, co najmniej od 2011 roku, a bp Wątroba od 2013 roku, kiedy objął obowiązki w Rzeszowie.
W 2021 r. zawiadomienie w tej sprawie zostało skierowane do Watykanu, za jej wyjaśnienie odpowiedzialny jest abp. Adam Szal z Przemyśla.
Nasz rozmówca nie wyklucza powodów, o których napisała "Rz".
- Nominacje koadiutorów są bardzo rzadkie, a w ostatnim czasie dochodziło do nich właśnie w sytuacji nieprawidłowości związanych z pedofilią - zwraca uwagę.
Ostatni taki przypadek miał miejsce w 2021 roku. Wówczas papież Franciszek mianował bp Adriana Galbasa arcybiskupem koadiutorem archidiecezji katowickiej. Sprawa miała związek z pedofilią w Kościele. O wyznaczenie koadiutora poprosił abp Wiktor Skworc, metropolita katowicki. Wobec niego toczyło się postępowanie sygnalizowanych zaniedbań, w czasie, kiedy był biskupem tarnowskim. Sprawa dotyczyła wykorzystania seksualnego dzieci przez dwóch kapłanów tej diecezji.

Bp Wątroba w raporcie fundacji Nie lękajcie się
Bp Jan Wątroba w 2019 roku znalazł się w raporcie fundacji "Nie lękajcie się" wśród 24 polskich biskupów, którzy mieli chronić księży pedofilów. Chodziło o sprawę księdza Romana J., byłego proboszcza w Małej, oskarżonego o molestowanie seksualne czterech dziewczynek oraz doprowadzenia jednej z nich do obcowania płciowego. Sąd uznał go za winnego molestowania seksualnego jednej z nastolatek. Zarzuty dotyczące molestowania trzech innych dziewczynek zostały umorzone. Ks. Roman J. najpierw został skazany na 2,5 roku bezwzględnego więzienia, później, po odwołaniu, na dwa lata w zawieszeniu na cztery lata.
Bp Wątroba nie wymierzył mu dodatkowej kary kanonicznej i przywrócił księdza do pracy duszpasterskiej, uznając - mimo prawomocnego wyroku sądu - że wina jest wątpliwa. „Posądzenie o przestępstwa seksualne wobec nieletnich pojawiało się po latach nienagannie przeżytych i nigdy więcej się nie powtórzyło. Ks. J. pokornie poddał się wszystkim procedurom kanonicznym przewidzianym w takim przypadku" - napisano w uzasadnieniu.
Zwróciliśmy się o komentarz w tej sprawie do episkopatu.
- Decyzje personalne dotyczące biskupów w Polsce są autonomicznymi decyzjami Ojca Świętego i Stolicy Apostolskiej. Konferencja Episkopatu Polski nie otrzymuje uzasadnienia takich decyzji i nie komentuje ich - poinformowało biuro prasowe KEP.
Na odpowiedź z rzeszowskiej kurii czekamy.
- Prawdziwego powodu nominacji bp Krzysztofa Chudzio nigdy nie poznamy. Watykan w takich sprawach nie postępuje transparentnie - mówi nasz rozmówca.


8.

Sąd Najwyższy podtrzymał wyrok, skazujący Trumpa na zapłatę 5 milionów dolarów za napaść seksualną.
https://www.nytimes.com/2026/06/29/us/politics/supreme-court-trump-sexual-assault.html
Pierwszy cios dla potentata nastąpił w sprawie, która najbardziej go zawstydziła, ponieważ dotyczyła poważnych zarzutów. Sędziowie odmówili rozpatrzenia apelacji wniesionej przez prawników prezydenta, domagając się uchylenia cywilnego wyroku ławy przysięgłych w Nowym Jorku, który uznał, że Trump dopuścił się molestowania seksualnego kobiety w latach 90. i zniesławił ją, publicznie oskarżając o sfabrykowanie historii w celu promocji jego książki. Decyzja sądu podtrzymuje pierwszy werdykt ławy przysięgłych, wydany w 2023 roku i przyznane odszkodowanie cywilne w wysokości pięciu milionów dolarów. Następnie, w 2024 roku, przyznano drugie odszkodowanie za zniesławienie (ale nie zostało ono jeszcze zweryfikowane przez sąd) w wysokości około 83 milionów dolarów, po tym jak Trump powtórzył oskarżenia w telewizji, komentując pierwsze orzeczenie. Spór wynika z pozwu cywilnego wniesionego przez pisarza na Manhattanie, dzięki rocznemu okresowi sądowemu ustanowionemu w stanie Nowy Jork, który umożliwił ofiarom przemocy ubieganie się o odszkodowanie cywilne, zawieszając bieg przedawnienia. Sprawy mogą dotyczyć nawet zdarzeń, które miały miejsce trzydzieści lat wcześniej.
Pisarka oskarżyła Trumpa już w 2019 r., pisząc artykuł dla New York Magazine, w którym opisała spotkanie w luksusowym domu towarowym Bergdorf Goodman, przecznicę od Trump Tower na Manhattanie. Carroll powiedziała, że spotkała potentata przypadkiem. Poprosił ją o radę w sprawie zakupu prezentu. Oboje udali się do działu bielizny, żartując o możliwości, że jedno z nich przymierzy body. Gdy weszli do przymierzalni, według pisarki, nagle zmienił swoje nastawienie: popchnął ją na ścianę, pocałował z całej siły i wykorzystał seksualnie. Carroll powiedziała, że walczyła, by się uwolnić i uciekła ze sklepu. W tym czasie miała 52 lata, Trump 50. W artykule pisarka wyjaśniła, dlaczego czekała ponad dwadzieścia lat, zanim zabrała głos: powiedziała, że bała się osobistych i zawodowych konsekwencji oraz publicznej reakcji. Powiedziała, że natychmiast opowiedziała historię dwóm przyjaciółkom: jedna poradziła jej, aby skontaktowała się z policją, a druga, aby milczała, ponieważ Trump był tak potężny. Adwokaci potentata zaprzeczyli oskarżeniom, argumentując, że Carroll nigdy nie zgłosiła sprawy policji.


9.

Sąd Najwyższy rozszerza władzę Trumpa nad federalną biurokracją
Sędziowie obalili długotrwały precedens, który pozwalał Kongresowi chronić agencje przed wpływami politycznymi.
https://www.washingtonpost.com/politics/2026/06/29/supreme-court-expands-trumps-power-over-federal-bureaucracy/
Sędziowie orzekli, że Trump może zwolnić liderów niezależnych agencji lub komisji, kończąc 90-letni okres precedensów sądowych ograniczających władzę wykonawczą. Sprawa ta dotyczyła Rebekki Slaughter, którą Trump zwolnił z funkcji członka Federalnej Komisji Handlu w marcu ubiegłego roku za pośrednictwem poczty elektronicznej, twierdząc, że utrzymanie jej na stanowisku komisarza byłoby „niezgodne z priorytetami administracji”.
Wkrótce potem Trump poniósł kolejną porażkę w sprawie innej kobiety: Lisy Cook. Sąd zezwolił prezes Rezerwy Federalnej na pozostanie na stanowisku, odrzucając próby prezydenta zmierzające do jej zwolnienia, aby zrobić miejsce dla jednej ze swoich najwierniejszych zwolenniczek.
Sąd odmówił również wznowienia pozwu o zniesławienie na kwotę 300 mln dolarów wniesionego przeciwko CNN za relacjonowanie przez stację wypowiedzi znanego prawnika, broniącego Trumpa podczas impeachmentu w 2020 roku. Alan Dershowitz stwierdził, że CNN wyemitowało jedynie fragment komentarza wygłoszonego podczas jego obrony prezydenta, zniekształcając jego znaczenie, aby przedstawić go jako kogoś, kto „stracił rozum”. Stacja stwierdziła, że wiele mediów zinterpretowało jego słowa w podobny sposób, a Dershowitz nie potrafił udowodnić, że CNN próbowało przeinaczyć jego słowa. Większość sędziów odmówiła zajęcia się sprawą w krótkim postanowieniu bez uzasadnienia.
Sąd Najwyższy opowiedział się także przeciwko republikanom i administracji Trumpa, zezwalając na liczenie głosów przesłanych pocztą, które nadejdą po dniu wyborów, podtrzymując prawo w ponad dwunastu stanach. Krajowy Komitet Republikanów zakwestionował prawo stanu Missisipi zezwalające na liczenie głosów przesłanych pocztą, jeśli dotrą one w ciągu pięciu dni roboczych od dnia wyborów, pod warunkiem, że zostały ostemplowane w dniu wyborów. Liberalni sędziowie Sądu Najwyższego powołali się na przepisy federalne zezwalające na okresy karencji, zauważając jednocześnie, że orzeczenie w tej sprawie może również dotyczyć głosowania przedterminowego, co jest kolejną powszechną praktyką.


10.

Nowe rakiety, drony i łącza radiowe: w jaki sposób Pasdaran naprawia szkody wyrządzone przez amerykańskie bombardowania.
Reżim naprawia szkody wyrządzone przez bombardowania, podczas gdy Stany Zjednoczone zmieniają strategię: podziemne bazy mają służyć obronie przed atakami
https://www.repubblica.it/esteri/2026/06/29/news/arsenale_pasdaran_missilidroni_ponti_radio_iran-425439354/?ref=RHLF-BG-P5-S2-T1-r35678
Nocny ogień krzyżowy w Zatoce Perskiej uwypukla dwa czynniki, które niepokoją o stabilność rozejmu. Irańczycy szybko próbują naprawić szkody wyrządzone przez bombardowanie, podczas gdy Amerykanie nasilają militarne i dyplomatyczne oblężenie Republiki Islamskiej, wysyłając w region dodatkowe samoloty. Może to być jedynie środek odstraszający, demonstrujący wzajemne groźby mające na celu utrwalenie porozumienia. Rosną jednak obawy, że ten ostatni pokaz siły może zwiastować wznowienie walk na pełną skalę.
Celem Pasdaranu jest nie tylko utrzymanie silnej kontroli nad Ormuzem , uniemożliwiając przepływ tankowców, które nie zgadzają się z ich flotą: chcą przywrócić możliwość prowadzenia ognia w całym Zatoce. W sobotnią noc Stany Zjednoczone zaatakowały instalacje na wyspie Keszm i w porcie Sirik . Zniszczyły irańskie anteny, które zostały już zniszczone w marcu i na początku czerwca: zostały odbudowane, ponieważ są potrzebne do naprowadzania dronów i koordynacji działań łodzi szturmowych. Spaliły również kilka samobieżnych wyrzutni pocisków przeciwokrętowych Talaiyeh: niedawno wyprodukowanych pojazdów, jednych z najlepszych w arsenale Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.
Odwet skierowany przeciwko amerykańskim bazom w Bahrajnie i Kuwejcie jest również znaczący. Nie z powodu wyboru celów, ale z powodu użycia najnowocześniejszych pocisków balistycznych — takich jak Kheibar Shekan, zdolnych do zmiany kursu w końcowej fazie trajektorii, aby uniknąć przechwycenia — które zostały ukryte podczas konfliktu i oddane do użytku w ostatnich tygodniach. Odwet wymierzony był w dwie instalacje, które były przedmiotem dziesiątek ataków, tak niszczycielskich, że skłoniło to Biały Dom do przeglądu całego rozmieszczenia na Bliskim Wschodzie. Lotnisko Ali Al Salem w Kuwejcie — gdzie stacjonował również włoski kontyngent — zostało dosłownie usiane latającymi bombami wszelkiego rodzaju. Być może gorsze były szkody w kwaterze głównej Piątej Floty USA w Bahrajnie: według śledztwa Wall Street Journal, bomby trafiły czternaście obiektów, w tym biura admirałów, hangary dronów rozpoznawczych i dwie stacje łączności satelitarnej. Ich odbudowa miała kosztować 400 milionów dolarów. Jednak, według gazety, Pentagon rozważa rewolucję, całkowicie zmieniając rozmieszczenie swoich sił na Bliskim Wschodzie. Podobno rozważa przeniesienie swoich sił na mniejsze, bardziej oddalone pozycje od Iranu – Kuwejt i Bahrajn znajdują się w zasięgu nawet pocisków krótkiego zasięgu – wyposażone w pancerne hangary i podziemne centra dowodzenia: powrót do systemów obronnych z czasów zimnej wojny. Rozważana jest jednak bardziej drastyczna opcja: skoncentrowanie amerykańskiej obecności w Izraelu. Tam potrójna kopuła obronna państwa żydowskiego stanowiłaby tarczę przed bronią Pasdaran.
Od połowy marca w Izraelu gromadzone są najważniejsze samoloty i jednostki przeznaczone do ewentualnej ofensywy lądowej. Nadal tam są. Zdjęcia satelitarne z zeszłego tygodnia ujawniły 47 latających tankowców zaparkowanych na pasach startowych lotniska Ben Guriona: piętnaście z nich zostało później przetransportowanych do Kataru, ale mogą powrócić po kolejnych nalotach. W ostatnich dniach w Zatoce Perskiej wylądowało wiele samolotów startujących ze Stanów Zjednoczonych: nie jest jasne, czy przerzucono posiłki, czy też jest to rotacja personelu zaangażowanego w kampanię wojskową od prawie czterech miesięcy. W rzeczywistości armia rozlokowana przez Donalda Trumpa nie została jeszcze zredukowana.
W narastającej wojnie na Bliskim Wschodzie, znaczną uwagę poświęcono wydarzeniom w Bagdadzie. Nowy premier Ali al-Zaidi , faworyt USA, rozpoczął w nocy operację antykorupcyjną z użyciem czołgów i sił specjalnych: aresztowano dziesiątki parlamentarzystów i urzędników Ministerstwa Ropy Naftowej. Początkowo sądzono, że są powiązani z proirańską frakcją szyicką, ale w rzeczywistości wszyscy są sunnitami, a nalot miał miejsce zaledwie kilka godzin przed wizytą ministra spraw zagranicznych Teheranu Araghchiego . Pewne jest jedynie to, że w Bagdadzie, podobnie jak w Bejrucie i Damaszku, trwa ofensywa dyplomatyczna USA, mająca na celu zniwelowanie wpływów ajatollahów.


11.

W pakistańskich nalotach zginęło kilkadziesiąt osób we wschodnim Afganistanie
Pakistan twierdzi, że ataki były wymierzone w grupę terrorystyczną, a talibowie potępiają „tchórzliwy akt agresji”
https://www.theguardian.com/world/2026/jun/29/pakistan-deadly-airstrikes-afghanistan-border
Pakistańskie ataki powietrzne w trzech wschodnich prowincjach Afganistanu zabiły 36 cywilów i raniły 163 osoby, poinformowali afgańscy urzędnicy. Nie widać oznak, że ataki między tymi dwoma krajami miałyby ustać.
Minister informacji Pakistanu, Attaullah Tarar, poinformował, że działania przeprowadzone w niedzielę wieczorem były wymierzone w grupę terrorystyczną, którą jego kraj obwinia za śmiertelny atak w Karaczi, w wyniku którego w weekend zginęło trzech funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa.
Tarar powiedział, że pakistańskie siły bezpieczeństwa przeprowadziły „operację lądową opartą na informacjach wywiadowczych”, po której nastąpiły ataki powietrzne wzdłuż granicy afgańsko-pakistańskiej, wymierzone w kryjówki terrorystów po drugiej stronie granicy.
Władze Afganistanu wielokrotnie zaprzeczały, jakoby na ich terytorium ukrywali się bojownicy.
Hamdullah Fitrat, rzecznik afgańskiego rządu talibów , poinformował, że pakistańskie siły zaatakowały dom w dystrykcie Chamkani w prowincji Paktia, zabijając starszego mężczyznę i dziecko oraz raniąc innych członków rodziny. Kiedy mieszkańcy zebrali się, by ratować ludzi, obszar został ponownie zaatakowany, zabijając 28 mieszkańców i raniąc 158, dodał.
Sześć osób, głównie kobiety i dzieci, zginęło, gdy dom został trafiony w wiosce w dystrykcie Giyan w prowincji Paktika, poinformował Fitrat. Trafiony został również dom cywilny w prowincji Kunar, nie powodując ofiar śmiertelnych, ale zabijając 30 zwierząt gospodarskich.
Inny rzecznik Talibów, Zabihullah Mujahid, potępił akcję militarną, nazywając ją „tchórzliwym aktem agresji”.
Naloty stanowią najnowszy wybuch przemocy między dwoma krajami, których stosunki są napięte od czasu przejęcia władzy przez rząd talibów w 2021 r. i następują po trwającej kilka tygodni wojnie, która wybuchła w lutym.
W sobotę bojownicy uzbrojeni w broń palną i materiały wybuchowe zaatakowali regionalną kwaterę główną paramilitarnych oddziałów Pakistan Rangers w Karaczi, zabijając trzech żołnierzy. Siły bezpieczeństwa zabiły trzech napastników i aresztowały rannego napastnika, którego wojsko zidentyfikowało jako obywatela Afganistanu.
Jamaat-ul-Ahrar, odłam pakistańskich talibów, wziął na siebie odpowiedzialność za atak w Karaczi. Oświadczenie wydał w sobotę wieczorem.
Tarar powiedział, że najnowsza operacja Pakistanu wzdłuż granicy z Afganistanem była wymierzona w kryjówki i bezpieczne przystanie Jamaat-ul-Ahrar i Fitna al-Khawarij, jak Pakistan określa pakistańskich talibów.
„Pakistan zawsze dążył do utrzymania pokoju i stabilności w regionie, ale jednocześnie nie pójdzie na kompromis w kwestii bezpieczeństwa naszych obywateli, co pozostaje naszym najwyższym priorytetem” – powiedział Tarar.
W ostatnich latach Pakistan odnotował gwałtowny wzrost liczby ataków bojowników na policję i siły bezpieczeństwa. Władze obwiniają pakistańskich talibów, znanych również jako Tehreek-e-Taliban Pakistan (TTP), oraz ich sojusznicze ugrupowania bojowe za większość aktów przemocy. TTP to odrębna grupa bojowników od afgańskich talibów, choć obie grupy są sojusznikami.
Kraje zgodziły się na zawieszenie broni w marcu, ale od tego czasu dochodziło do sporadycznych ataków. Według afgańskich urzędników, w czerwcowych atakach Pakistanu zginęło 13 osób.
Podczas gdy Islamabad pośredniczy między USA i Iranem w wojnie na Bliskim Wschodzie, Pakistan twierdzi, że walka z terroryzmem na własnym terenie wymaga ataków na Afganistan.
Władze Afganistanu twierdzą, że działania Pakistanu spowodowały dużą liczbę ofiar śmiertelnych wśród cywilów. W marcu w wyniku ataku na ośrodek leczenia uzależnień ONZ zginęły setki osób.
Konflikt ten obejmował zacięte walki wzdłuż granicy i bezprecedensowe pakistańskie ataki powietrzne na miasta afgańskie, w tym stolicę Kabul i Kandahar, gdzie ma siedzibę najwyższy przywódca talibów.
Mediacje kilku krajów, w tym Chin i Arabii Saudyjskiej, nie przyniosły trwałego rozwiązania, a granica pozostała w dużej mierze zamknięta od czasu zamieszek, do których doszło w październiku.
Na początku marca dowódca pakistańskiej armii, marszałek polowy Asim Munir, powiedział, że pokój między Pakistanem a Afganistanem może zaistnieć tylko wtedy, gdy reżim talibów „wyrzeknie się poparcia dla terroryzmu i organizacji terrorystycznych”.

Z Agence France-Presse i Associated Press


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga