DRUGI OBIEG
Czwartek, 2 lipca 2026
1.
https://wyborcza.pl/7,75968,32884278,ukrainscy-uczniowie-zakladnikami-polskiej-traumy-orderowa.html#s=S.opinion-K.P-B.1-L.2.zw
W Mińsku Mazowieckim znajduje się Park Dernałowiczów, a w nim kilka alejek
nazwanych na część miast partnerskich przy okazji obchodów sześćsetlecia
miasta. Mamy więc alejkę amerykańskiego Lacey, francuskiego Saint-Égrève i
alejkę ukraińskiej Borodzianki, z którą uchwałę o partnerskiej współpracy radni
Mińska podpisali w 2008 r. Borodzianka to miasto szczególnie doświadczone w
czasie rosyjskiej inwazji. Już w pierwszych tygodniach wojny padło ofiarą
ciężkich bombardowań i zostało niemal zrównane z ziemią. Niedaleko są Bucza i
Irpień, gdzie Rosjanie dokonali masowych zbrodni na ludności cywilnej.
Kilka dni temu lokalny serwis internetowy wystąpił z inicjatywą zmiany nazwy
alejki w parku, odpowiadając na listy rzekomo napływające do redakcji.
Najwyraźniej redaktorzy serwisu uznali, że skoro prezydent ich państwa odebrał
Order Orła Białego prezydentowi Ukrainy, a liczni politycy zwrócili ukraińskie
odznaczenia, to również oni, w przestrzeni lokalnej, powinni dokonać jakiejś
zmiany. Pod wpisem pojawiło się grubo ponad sto komentarzy domagających się
odebrania "banderowcom" alejki w parku. "Usunąć i nadać nazwę
pamięci ofiar na Wołyniu!", "usunąć jak najszybciej!", "w
Polsce tylko polskie nazwy i tyle w tym temacie!".
Historia jest o tyle znamienna, że Mińsk Mazowiecki wiosną 2022 roku odznaczył
się niezwykłą solidarnością. Już w pierwszych miesiącach wojny zamieszkało tu
1300 ukraińskich uchodźców, błyskawicznie stworzono w szkole punkt recepcyjny,
kucharki szkolne bezpłatnie przygotowywały posiłki dla przybyszów, w bibliotece
publicznej zorganizowano centrum integracji i lekcje polskiego. Dziś nadal
język ukraiński można na co dzień usłyszeć w tutejszych sklepach, szkołach, w
cukierniach i restauracjach. Ukraińscy mieszkańcy nagle stali się jednak
wrogami. A oddolne wzmożenie w mediach społecznościowych przypomina im tylko,
że nie są tu u siebie.
Dramatyczne konsekwencje mowy nienawiści
W polskiej debacie publicznej polsko-ukraińska dyskusja o przeszłości
traktowana jest wyłącznie jako kwestia polityki międzynarodowej. Polityka
historyczna weszła do arsenału geopolitycznego i jakiekolwiek ustępstwa
przyjmowane są tutaj za dowód słabości. Mało kto zastanawia się nad
konsekwencjami orderowej awantury dla polskiej polityki wewnętrznej, a
dokładnie dla przyszłości integracji imigrantów. Konsekwencją tej awantury może
być nie tylko zdrowie psychiczne uchodźców, ale też - w dłuższej perspektywie
czasowej - wpłynąć ona może na bezpieczeństwo Polski.
Badania, które prowadziliśmy ponad dekadę temu, wskazywały, że najbardziej
powszechną w Polsce formą mowy nienawiści wobec Ukraińców są określenia
sugerujące, że jest to naród ludobójców, a każdy Ukrainiec to w rzeczywistości
skryty banderowiec. Nie ma tu znaczenia, że większość współczesnych Ukraińców
nie pochodzi z Wołynia czy Galicji Wschodniej, ich przodkowie ze zbrodniami na
Polakach nie mieli nic wspólnego, a partie nacjonalistyczne (np. Prawy Sektor)
stanowią dziś absolutny margines ukraińskiej sceny politycznej - zupełnie
inaczej niż choćby nasza Konfederacja Korony Polskiej, której kandydat zdobył
poparcie co dwudziestego polskiego wyborcy w wyborach prezydenckich, a jego
rekomendacja prawdopodobnie miała wpływ na zwycięstwo prawicowego kandydata w
drugiej turze.
Mowa nienawiści to prawie zawsze zakłamana wizja rzeczywistości. Jej
konsekwencje są jednak dramatyczne. Ukraińcy stykający się w Polsce z mową
nienawiści częściej doświadczają depresji i zespołu stresu pourazowego.
Politycy, dla których synonimem Ukraińca staje się nacjonalistyczny zbrodniarz
z Wołynia, swoimi nieprzemyślanymi wypowiedziami pogłębiają głęboki kryzys
psychiczny uchodźców, którzy trafili do Polski z bombardowanych ukraińskich
miast - w tym z Borodzianki. W ten sposób polski hejt dokłada się do
psychicznych następstw rosyjskich bombardowań.
Przed kilkoma laty badaliśmy ten problem z moim doktorantem, Michałem Wypychem.
Dostrzegliśmy wtedy, że za pogorszenie stanu psychicznego Ukraińców w Polsce
odpowiada to, co psychologowie od lat nazywają "stresem
akulturacyjnym". Chodzi o charakterystyczny dla imigrantów stres związany
z adaptacją do nowego kontekstu, w którym przyszło im żyć. Stres akulturacyjny
to ciągłe obawy, że ja i moje dziecko będziemy tu inaczej traktowani - że
Polacy patrzą na nas z ukosa, że lepiej nie mówić we własnym języku w miejscach
publicznych, że jak próbujemy mówić po polsku to na pewno będziemy kaleczyć
tutejszą mowę, że szef w pracy będzie nas lekceważył, a dziecko spotka się w
szkole z szykanami.
Życie w ciągłym stresie dokłada się do traumatycznych wspomnień wojennych, a
efektem jest przerażający wynik, który zaobserwowaliśmy w niedawnym, chyba
największym dotąd badaniu uchodźców w Polsce: prawie połowa z żyjących tu
Ukraińców ma pełne objawy zespołu stresu pourazowego (PTSD). Dla porównania:
wśród weteranów wojennych wracających z pola walki tego typu zaburzenia
pojawiają się u około 10-20 proc osób. Podobnie u ofiar powodzi czy innych
kataklizmów.
Nawet badania prowadzone wśród Ukraińców pozostających na terenie swojego kraju
nie wykazują takiego poziomu PTSD, jak ten, który obserwujemy wśród uchodźców
wojennych w Polsce. Nasza analiza potwierdziła, że zespół stresu pourazowego
pojawia się częściej wśród ludzi doświadczających hejtu i dyskryminacji.
Wykluczeni i poniżani imigranci zaczynają ufać radykałom
W ostatnich tygodniach - w wyniku histerii wywołanej przez polskich polityków -
w debacie publicznej temat wojny w Ukrainie został zupełnie wyparty przez
kwestie odległej historii. Zbrodnia sprzed ponad 80 lat przesłoniła zbrodnie,
których Ukraińcy doświadczają każdego dnia. Te, przed którymi uciekli do
Polski. Pamiętajmy też, jak często o potrzebie rozliczenia się z
"banderowcami" mówią sprawcy dzisiejszych zbrodni. Gdy więc Ukrainiec
żyjący w Polsce słyszy "antybanderowski" hejt, bez trudu rozpozna w
tym schematy obecne w wypowiedziach kremlowskich propagandystów. Słyszy okrzyki
sołdatów wkraczających do Borodzianki. Obrazy niedawnych koszmarów powracają. A
to wszystko przekłada się na zdrowie psychiczne.
Ktoś mógłby powiedzieć, że to nie nasz problem. Uchodźcy otrzymają ochronę
międzynarodową, a potem wrócą do swojego kraju. My zaś powinniśmy pielęgnować
pamięć o zbrodni wołyńskiej. Tymczasem rzeczywistość wygląda inaczej. W
polskich szkołach uczy się ponad 200 tysięcy ukraińskich uczniów. Oznacza to,
że co dwudziesty polski uczeń to Ukrainiec. Chcemy tego czy nie, Polska po
ponad 80 latach znów stała się krajem wieloetnicznym. To może być zarówno
szansa, jak i zagrożenie. A najbliższe lata przesądzą, z jakim rodzajem
emigracji będziemy mieć do czynienia.
Łatwo podać liczne przykłady państw, w których usilnie próbowano asymilować
imigrantów. Władze stawiały przed przybyszami wysokie wymagania, że muszą się
wyrzec swojego języka, kultury, tradycji. Wymagania te były jednak nie do
spełnienia. Nie robiono przy tym niczego, by asymilację imigrantom ułatwić.
Zakładano, że to oni muszą się dostosować. Efekty były zwykle przeciwne od
oczekiwanych.
Turecki politolog, profesor Ayhan Kaya, nazywa ten proces "koradykalizacją".
Radykalizacja młodzieży imigranckiej nie pojawia się samoistnie. Często jest
ona następstwem radykalizacji społeczeństwa przyjmującego. Gdy partie skrajnie
prawicowe zyskują poparcie i zaczynają wpływać na edukację i kulturę, wówczas
życie imigrantów staje się nie do zniesienia. Na każdym kroku uświadamia się
im, że stanowią zagrożenie. Ich historia traktowana jest z lekceważeniem, a
nieraz z wrogością. Nikt nie bierze pod uwagę ich potrzeb i nie uwzględnia ich
tożsamości. Wykluczeni i poniżani, imigranci coraz częściej sami zaczynają ufać
radykałom. Wśród potomków tureckich, kurdyjskich czy arabskich imigrantów w
Niemczech, Szwecji czy Belgii wzrasta popularność radykalnych wahabickich czy
salafickich imamów. Zaczynają się podpalenia samochodów, ataki nożowników i
zamachy.
Problem ten wynika też z braku uznania dla historii i tradycji imigrantów.
Ciekawym przykładem są tu imigranci kongijscy w Belgii. Belgia przyjęła
imigrantów ze swojej dawnej kolonii, jednak nie dokonała rozliczenia ze swoją
kolonialną przeszłością. Pomniki sprawców zbrodni w Kongo nadal stały na
ulicach belgijskich miast, a w muzeach eksponowano splądrowane kosztowności.
Badający to belgijscy psychologowie dostrzegli, że właśnie ten brak uznania dla
historycznych zbrodni prowadził do radykalizacji młodych Kongijczyków -
zaczynali oni swoją niechęć kierować w stronę Żydów, których cierpienia
Belgowie z kolei bardzo chętnie upamiętniali.
Jaką polsko-ukraińską tożsamość chcemy promować?
Przed podobnym wyzwaniem stoi dziś Polska. Czy zmieniając programy nauczania,
tworząc nowe podstawy programowe, bierzemy pod uwagę potrzeby ukraińskiego
ucznia? Czy zastanawiamy się nad tym, jaką tożsamość polsko-ukraińską chcemy
promować? Czy polski uczeń poznaje poezję Tarasa Szewczenki, Iwana Franki czy
Lesi Ukrainki? Czy dowiaduje się o lepszych i gorszych stronach współżycia
Polaków i Ukraińców na kresach Rzeczypospolitej? Bo o ile przeciwwagą na
antysemicką propagandę może być przyswojony w szkole koncert Jankiela, później
"Zdążyć przed panem Bogiem" Hanny Krall czy dodane niedawno do
podstawy programowej eseje Marcina Wichy, próżno szukać podobnych lektur
szkolnych dotyczących tożsamości i dziejów Ukraińców. Brakuje pozycji, które
mogłyby sprawić, że ukraiński uczeń poczuje się częścią wspólnoty.
Doświadczenie jego przodków jest w szkole pominięte.
Czas zatem potraktować niedawne napięcia na linii polsko-ukraińskiej jako
wyzwanie dla naszego myślenia o przyszłej Polsce. Polsce, która jest też domem
dla polskich Ukraińców. Może być domem dobrym, ale może być domem złym. Zamiast
walczyć na symbole z Ukrainą, pomyślmy, jak zbudować konstruktywną opowieść o
polsko-ukraińskiej przeszłości, w której znajdzie się miejsce dla odczuć
polskiego i ukraińskiego ucznia. Zamiast wymazywać Borodziankę z mapy miasta,
opowiedzmy o niej w szkole. Przypomnijmy uczniom o zwycięskiej bitwie pod
Borodzianką, gdzie 1. Dywizja Piechoty Legionów razem z ukraińską 6. Dywizją
powstrzymały trzykrotnie silniejszą armię rosyjską. Obok cudu nad Wisłą,
opowiedzmy w szkołach też o tym mniej znanym cudzie nad rzeką Zdwidż, którego
nie byłoby bez współpracy naszych dwóch narodów.
*Prof. Michał Bilewicz - psycholog społeczny, kierownik Centrum Badań nad
Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego. Autor książek, m.in. "Być
gorszymi. O reakcjach na zagrożenie statusu grupy własnej" i
"Traumaland. Polacy w cieniu przeszłości".
** Profesor Bilewicz, sumienie Polaków, którego nominację blokował
najpierw debil, a teraz alfons, w AMNT:
https://www.youtube.com/watch?v=qf6WEsOs5yo&list=PL4Ibwp4rbdg2S9Bg6gDn5yVSxY8O_SQv-&index=32&t=13s
2.
Media: Sybiha w Warszawie zaoferuje Polsce wspólnego bohatera dla Panteonu
https://www.pravda.com.ua/news/2026/07/01/8041951/
Po tym, jak Rada Najwyższa Ukrainy przyjęła w środę ustawę o Panteonie
Narodowym, oczekuje się, że minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha
przybędzie do Warszawy z kompromisową propozycją.
Szczegóły: Według informacji, w Warszawie Szybiga ma ogłosić propozycję
umieszczenia w Panteonie generała armii Ukraińskiej Republiki Ludowej Marka
Bezruczki.
Bezruczko, wraz z wojskami polskimi, zdobył Kijów w 1920 roku i bronił Zamościa
przed wojskami radzieckimi. Dziś jego imieniem nazwano park w warszawskiej
dzielnicy Wola i rondo we Wrocławiu.
Jednocześnie rozmówcy ze strony polskiej obawiają się, że gest Sybihy okaże się
grą i nie da żadnej gwarancji, że prezydent Wołodymyr Zełenski nie ucieknie się
ponownie do eskalacji w stosunkach z Polską, a osoby, które mogą wywołać
irytację w Warszawie, nie zostaną nominowane do Panteonu.
W kręgach dyplomatycznych propozycja Sibihy i wzmianki o Bezruczce są
postrzegane jako „pożądane”, ale niegwarantujące rzeczywistych zmian
jakościowych.
Kancelaria Prezydenta Ukrainy skomentowała publikację WP. W szczególności
doradca głowy państwa Dmytro Łytwyn zauważył: „W sprawie Bezruczki to nie jest
zły pomysł”. Podkreślił jednak, że zgodnie z przyjętą ustawą, powstanie
specjalny organ kolegialny, który rozpatrzy wnioski, a każde nazwisko zostanie
poddane głosowaniu przez Radę Najwyższą Ukrainy większością głosów.
Rada Najwyższa na posiedzeniu w środę 1 lipca poparła utworzenie Ukraińskiego
Panteonu Narodowego.
Według doniesień medialnych, polski rząd nie planuje ostrej reakcji na
oświadczenie Zełenskiego o powstaniu Ukraińskiego Panteonu Narodowego: Warszawa
czeka na sfinalizowanie projektu i ogłoszenie nazwisk osób, które Ukraińcy
zdecydują się uczcić.
Komentując decyzję Rady Najwyższej o uchwaleniu ustawy o Panteonie Narodowym,
szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki stwierdził, że Ukraina ma
suwerenność i swobodę podejmowania decyzji, ale pojawia się pytanie, czy
decyzje te są słuszne .
3.
https://wyborcza.pl/7,75968,32889073,dwie-wieze-dwa-umorzenia.html#s=S.TD-K.C-B.1-L.1.duzy
Pisowska prokuratura nie chciała wszcząć śledztwa w sprawie afery dwóch wież z
powodu "braku czynu zabronionego". Obecna prokuratura uznała to za
decyzję polityczną. I właśnie tę sprawę umorzyła, bo "czyn nie zawiera
znamion czynu zabronionego". Czy to nie dziwne, że nie mamy pojęcia,
dlaczego?
To jedna z najbardziej spektakularnych afer PiS. Dotyczy samego prezesa
Jarosława Kaczyńskiego, chodzi o wielkie pieniądze - 1,3 mln euro. Poza tym
widać w niej brudne kulisy, choćby wzywanie do siedziby partii prezesa jednego
z największych państwowych banków, by uzgadniać z nim kredyt do 300 mln euro na
swoją inwestycję.
Jest tu i Ziobro, wówczas prokurator generalny, który Kaczyńskiemu przekazywał
informacje z prokuratury. …
Birgfellner złożył zawiadomienie o przestępstwie. I – co wiemy z raportu
ministra Adama Bodnara o "skręcaniu" afer PiS przez prokuraturę
Ziobry – śledczy robili wszystko, by nie wszczynać śledztwa. Ale przecież sam
Kaczyński ogłosił, że "śledztwo nie ma sensu".
Wówczas Birgfellner był przesłuchiwany wiele razy, Kaczyński – ani razu. Po
ośmiu miesiącach prokuratorzy odmówili wszczęcia śledztwa "wobec braku
czynu zabronionego".
Prokuratorzy ministra Adama Bodnara po analizie akt, uznali, że "argumenty
merytoryczne wyrażone w decyzji o odmowie wszczęcia śledztwa, mają specyficznie
rozłożone akcenty i koncentrują się wyłącznie na osobie Jarosława Kaczyńskiego
i chęci jego ekskulpacji". Decyzja o odmowie wszczęcia była
"przedwczesna", bo "okoliczności (…) wskazywały na uzasadnione
podejrzenie popełnienia przestępstwa".
Prokuratura rozpoczęła postępowanie w lutym 2025 r. Na początku czerwca jako
świadek zeznawał Kaczyński.
25 czerwca 2026 roku prokuratura umorzyła sprawę, ale dopiero 30 czerwca
poinformowała, że doszło do umorzenia, gdyż „czyn nie zawiera znamion czynu
zabronionego". Na uzasadnienie mamy czekać, aż zostanie przetłumaczone na
język niemiecki (czyli język Birgfellnera).
Nie rozumiem decyzji prokuratury. Najpierw zwlekała z ogłoszeniem umorzenia aż
pięć dni, potem oznajmiła, że nie wiadomo, kiedy wyjaśni przyczyny umorzenia.
A wiedza o tym, dlaczego jedna z największych afer PiS nie znajdzie swego
finału przed sądem, nam się niewątpliwie należy.
Giertych: to bezczelna manipulacja
Sprawę przejęła prok. Małgorzata Szeroczyńska. To ona przesłuchiwała Jarosława
Kaczyńskiego na początku czerwca tego roku. Birgfellnera reprezentował Roman
Giertych, który od 2019 r. jest mecenasem austriackiego biznesmena. Prowadzą
sprawę razem z mec. Jackiem Dubois. Po przesłuchaniu Kaczyńskiego mec. Giertych
mówił "Wyborczej", że będzie wnioskował o wyłączenie ze śledztwa prok.
Szeroczyńskiej. – Uchyliła większość moich pytań. Nie zdradzając tajemnicy
postępowania, mogę powiedzieć, że były to pytania dotyczące istoty sprawy.
Pytałem np. o relacje rodziny Zbigniewa Ziobry z ówczesnym prezesem PKO SA,
Michałem Krupińskim, pani prokurator uznała, że pytanie nie ma związku ze
sprawą. A przecież to, że Kaczyński wzywał sobie do siedziby partii prezesa
jednego z największych państwowych banków, by rozmawiać z nim o pieniądzach na
inwestycję, jest jednym z dowodów na patologię tej sytuacji. Prowadząca
postępowanie uchyliła też cały blok moich pytań dotyczących księdza Sawicza.
Też pod hasłem, że są one nieistotne – relacjonował.
Po wtorkowym komunikacie prokuratury o umorzeniu śledztwa ws. dwóch wież
Giertych na X wrzucił obszerny wpis. Wytknął Szeroczyńskiej, że nie dopatrzyła
się dwa tygodnie temu przestępstwa w tym, jak dwóch rosłych policjantów złamało
drobnej nastolatce rękę za to, że protestowała w obronie prawa do demonstracji
kobiet przeciwko wyrokowi TK, dzisiaj, zgodnie z tym, czego się spodziewałem,
po uchylaniu 80 proc. moich pytań do Jarosława Kaczyńskiego, umorzyła śledztwo
w sprawie dwóch wież.
We wpisie pojawił się też wątek Ewy Wrzosek. Giertych pisze, że prokurator
straciła śledztwo tylko dlatego, że "PiS wykorzystało śmierć Barbary
Skrzypek do oskarżeń wobec prokuratora i pełnomocników pokrzywdzonego".
Tak zdumiewającej zmiany prokuratora tylko dlatego, że potencjalny podejrzany
wykrzykuje do pełnomocnika pokrzywdzonego: „Morderco!" nie widziano w
historii prokuratury. I na miejsce Wrzosek wskazano prok. Szeroczyńską. Była to
bezczelna manipulacja – dodaje mec. Giertych.
Bo, jak przekonuje Giertych – nie zmienia się prokuratora prowadzącego tylko
dlatego, że jednej ze stron nie podoba się prokurator. "Sytuacja w
prokuraturze dojrzała do rozstrzygnięć Trybunału Konstytucyjnego (po
przywróceniu we wrześniu jego normalnego funkcjonowania). Pisowskie
zabetonowanie istniejących tam układów musi się skończyć. Bez tego pisowcy
złodzieje, oszuści i bandyci będą nam się śmiali w twarz" – zakończył wpis
Giertych. Oświadczył też, że złoży zażalenie do sądu na decyzję o umorzeniu.
"No i po co ten pośpiech"
Sytuację skomentowała też prok. Ewa Wrzosek. "Z uwagi na zamierzone przez
prokuratora tłumaczenie, w celu doręczenia pokrzywdzonemu umorzenia w jego
rodzimym języku, a przy tym w drodze międzynarodowej pomocy prawnej, nawet
jeśli zażalenie Romana Giertycha zostałoby złożone jeszcze w tym tygodniu (po
doręczeniu mu decyzji w języku jak najbardziej polskim), to na przekazanie
sprawy do sądu trzeba będzie poczekać, lekko licząc kilkanaście miesięcy, aż
Birgfellner otrzyma swoją wersję umorzenia" – stwierdziła. "Aż
chciałoby się zapytać, no i po co ten pośpiech" – kończy swój wpis.
4.
https://www.rp.pl/prawnicy/art44751271-dariusz-korneluk-niedopuszczalny-personalny-atak-na-prokuratora-za-podjeta-decyzje
W opublikowanym na stronie Prokuratury Krajowej oświadczeniu prok. Korneluk
wyraził stanowczy sprzeciw wobec pojawiających się w przestrzeni publicznej
wypowiedzi oraz prezentowanych stanowisk, które – jak zaznaczył - „w ocenie
prokuratorów należy odczytywać jako podważanie prawa prokuratorów do
podejmowania niezależnych decyzji, a tym samym kwestionowanie jednego z
fundamentów funkcjonowania prokuratury w demokratycznym państwie prawa”. W
stanowisku nie wskazano, do jakich spraw i wypowiedzi się odnosi.
Prok. Korneluk podkreślił, że od momentu objęcia funkcji prokuratora krajowego
(w marcu 2024 r. - przyp. PAP), we współpracy z prokuratorem generalnym,
„konsekwentnie dąży do odbudowy prokuratury działającej w sposób niezależny,
profesjonalny i wolny od wpływów politycznych oraz oczekiwań medialnych”.
„Mam pełną świadomość, że doświadczenia ostatnich lat ukształtowały w
społeczeństwie obraz prokuratury jako instytucji działającej pod wpływem
czynników politycznych” - zaznaczył prok. Korneluk. Podkreślił przy tym, że
przywrócenie standardów państwa prawa oraz odbudowanie zaufania obywateli do
prokuratury „jako organu niezależnego, działającego wyłącznie na rzecz ochrony
praworządności i interesu publicznego, wymaga czasu, konsekwencji i wspólnego
wysiłku całego środowiska prokuratorskiego”.
Prokurator Małgorzata Szeroczyńska krytykowana z lewa i z prawa
W środę z nieprzychylnymi komentarzami ze strony m.in. posła PiS Janusza
Cieszyńskiego oraz posła KO mec. Romana Giertycha spotkała się prokurator
Prokuratury Okręgowej w Warszawie Małgorzata Szeroczyńska, która zdecydowała o
umorzeniu śledztwa ws. dwóch wież oraz umorzeniu dwóch wątków śledztwa w
sprawie tzw. zamachu stanu. Poseł Cieszyński tak mówił o Szeroczyńskiej
dziennikarzom w Sejmie:
- To jest pani, która w swoim gabinecie, gdzie są prowadzone czynności
prokuratorskie, gdzie powinna być gwarancja niezależności, ma wywieszone
gadżety z logotypem swojego upolitycznionego Stowarzyszenia Lex Super Omnia
[stowarzyszenia prokuratorskiego, które założyli w 2017 r. prokuratorzy
przeciwni zmianom wprowadzonym przez PiS w wymiarze sprawiedliwości - red].
Nawet takie osoby nie będą chciały swoim nazwiskiem podpisywać się pod
sprawami, które są zupełnie oczywiste.
5.
https://www.newsweek.pl/polska/polityka/konflikt-prokuratorow-zurek-histeryzuje-mowi-ze-to-zly-czlowiek/b6hm3qy
6.
https://wiadomosci.wp.pl/pilna-narada-kosiniak-kamysz-byl-u-nawrockiego-7302812443789568a
W środę odbyło się spotkanie szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza z
prezydentem Karolem Nawrockim.
Głównymi tematami rozmów były przygotowania do szczytu NATO w Ankarze oraz
kwestia stałej obecności wojsk USA w Polsce.
Na lipcowy szczyt Sojuszu Północnoatlantyckiego, obok prezydenta, udadzą się
również przedstawiciele MON i MSZ.
7.
https://wyborcza.pl/7,75399,32888941,zelenski-zaprosil-zaluznego-na-dywanik-padlo-kluczowe-pytanie.html#s=S.TD-K.C-B.8-L.2.duzy
Żeby porozmawiać z ambasadorem Ukrainy w Wielkiej Brytanii prezydent
wykorzystał polityczny pretekst.
Portal „Ukraińska Prawda" w opublikowanym 1 lipca artykule napisał
powołując się na swoje źródła, że w czerwcu Zełenski odbył dwa ważne spotkania,
których tematem były przyszłe wybory prezydenckie.
Według ukraińskich dziennikarzy, Zełenski i jego otoczenie pod wpływem
opanowanej sytuacji na froncie i najnowszych sondaży zastanawiali się nad
przeprowadzeniem wyborów już w listopadzie tego roku.
"Strategiczna rozmowa" Zełenskiego
Pierwsze spotkanie prezydenta odbyło się wąskim gronie zaufanych
współpracowników prezydenta. W połowie czerwca do jednej z państwowych
rezydencji pod Kijowem przyjechali na rozmowę z Zełenskim szef jego biura
Kyryło Budanow ze swoim zastępcą Ołehem Tatarowem, uważanym za kuratora
struktur siłowych.
Parlament reprezentował przewodniczący prezydenckiej frakcji Sługa Narodu Dawid
Arachamija, ze strony rządu był obecny minister obrony Mychajło Fedorow - jeden
z architektów technologicznej przebudowy ukraińskiej armii. Przyjechał również
sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Rustem Umerow.
„Ukraińska Prawda" zwraca uwagę, że wcześniej trudno było sobie wyobrazić
takie spotkanie bez byłego szefa prezydenckiego biura Andrija Jermaka,
wieloletniego bliskiego współpracownika Zełenskiego. Jednak po jego zwolnieniu,
Zełenski komunikuje ze swoją ekipą w inny, bardziej bezpośredni sposób.
"Strategiczna rozmowa", jak nazywają ją ukraińscy dziennikarze,
dotyczyła trzech kluczowych kwestii: czy przeprowadzić wybory; jeśli tak, to
kiedy; kto weźmie udział w ewentualnej kampanii wyborczej.
Powodem rozmowy były rezultaty zamkniętych sondaży, wykonanych na zamówienie
prezydenckiego biura. Pokazały one, że w czerwcu nastąpił pozytywną dla
prezydenta zmiana. Według źródeł „UP", prezydentowi udało się przełamać
trend spadkowy i po wielu miesiącach sondaże odnotowały „niewielki, ale
stabilny wzrost poparcia".
Zgodnie z tymi rezultatami, w pierwszej turze na Zełenskiego w czerwcu gotowych
było zagłosować około 33 proc. z tych, którzy podjęli już decyzję, na kogo będą
głosować.
Główny potencjalny konkurent, czyli gen. Wałerij Załużny – może liczyć na około
22 proc. poparcia. A jeszcze jeden potencjalny kandydat, obecny szef
prezydenckiego biura, Kyryło Budanow, cieszy się poparciem około 14 proc.
Otoczenie prezydenta zmiany w sondażach tłumaczy pozytywnymi zmianami na
froncie. W ostatnich miesiącach Ukraińcy codziennie otrzymują informacje o
udanych ukraińskich uderzeniach w rosyjską wojskową logistykę, przedsiębiorstwa
zbrojeniowe i paliwowe na terytoriach okupowanych oraz w głębi samej Federacji
Rosyjskiej.
Właśnie to miało natchnąć Zełenskiego i jego otoczenie do poważnej rozmowy
dotyczącej możliwości przeprowadzenia wyborów prezydenckich już późną jesienią
tego roku.
Logika jest prosta: dopóki poparcie rośnie, warto spróbować wykorzystać okazję,
zanim sytuacja polityczna zmieni się ponownie - spekuluje „UP".
Jednak problemem są potencjalni oponenci na wyborach. O ile sondaże wskazują
jednoznacznie na przewagę Zełenskiego w pierwszej turze, to w drugiej sytuacja
obecnego prezydenta nie wygląda już tak dobrze.
Jeśli do drugiej tury wejdą Zełenski i Załużny, to według czerwcowych danych,
prezydent przegrywa stosunkiem 32 proc. do 37 proc. Jednak tutaj też sondaże
pokazują niewielkie pozytywne zmiany dla Zełenskiego w porównaniu z poprzednimi
miesiącami.
W przypadku starcia z Budanowem Zełenski może liczyć na około 34 proc., a były
szef wywiadu wojskowego na 32 proc., co mieści w granicach błędu
statystycznego.
Oznacza to, że na dziś nie ma gwarancji zwycięstwa Zełenskiego w starciu z
którymś z generałów. Dlatego, jak pisze „UP", rozmowa w podkijowskiej
rezydencji dotyczyła również tego, czy możliwy jest scenariusz, że któryś z
głównych potencjalnych kontrkandydatów zrezygnuje z udziału w wyborach.
Wybory prezydenckie w Ukrainie. Budanow unika odpowiedzi
We wspomnianym spotkaniu brał udział Kyryło Budanow, który od stycznia stoi na
czele prezydenckiego biura. Wcześniej kierował Głównym Zarządem Wywiadu
Ministerstwa Obrony Ukrainy (HUR), brał udział w działaniach bojowych od
początku rosyjskiej agresji w Donbasie w 2014 roku. Budanow cieszy się dobrą
opinią wśród polityków z różnych obozów.
„UP" twierdzi, powołując się na swoich rozmówców, że w otoczeniu
Zełenskiego istnieje „wpływowa grupa" na czele z szefem frakcji Sługa
Narodu Arachamią, która uważa, że optymalnym byłby scenariusz, w którym
Zełenski zostaje ponownie prezydentem, a Budanow staje na czele Rady
Najwyższej.
Zwolennicy takiego rozwiązania uważają, że po kolejnych wyborach prezydent nie
będzie już miał jednopartyjnej większości w parlamencie i będzie musiał
skoncentrować się na kompetencjach określanych przez Konstytucję: polityce
międzynarodowej, wojnie i bezpieczeństwie.
- Zależy nam na tym, aby Zełenski mógł wywalczyć od zachodnich partnerów te
środki, które mu obiecali. Jeśli przyjdzie ktoś nowy, oni wszyscy będą
próbowali wycofać się ze swoich obietnic – wyjaśnia jeden z rozmówców
„UP".
Jednocześnie Budanow na czele parlamentu będzie mógł wzmocnić swój wpływy
polityczne i stanowisko to stanie się dla niego trampoliną do następnych
wyborów.
Autorzy artykułu zaznaczają jednak, że nie wiadomo, czy taką propozycje
otrzymał Budanow podczas spotkania w czerwcu pod Kijowem. I nie wiadomo, co
ewentualnie odpowiedział. Jednak rozmówcy portalu twierdzą, że szef
prezydenckiego biura cały czas unika jednoznacznej odpowiedzi, czy będzie
startował w wyborach, czy nie.
„W rzeczywistości generał stara się zapewnić sobie jak największą swobodę
działania" – wskazują autorzy artykułu.
Dodają oni również, że Budanow mógłby zrezygnować teraz ze swoich prezydenckich
ambicji pod warunkiem, że to samo zrobiłby Wałerij Załużny. I to właśnie ten
potencjalny kontrkandydat jest głównym problemem dla ekipy prezydenta.
Załużny o wyborach prezydenckich. "Nie mogę odmówić tym, którzy na mnie
liczą"
Zaraz po spotkaniu pod Kijowem otoczenie prezydenta zaczęło myśleć o rozmowie z
Wałerijem Załużnym. Pretekst pojawił się sam: premier Wielkiej Brytanii Keir
Starmer ogłosił, że podaje się do dymisji, a Wielka Brytania jest strategicznym
partnerem Ukrainy.
Do spotkania ambasadora Ukrainy w Wielkiej Brytanii i Zełenskiego doszło w
ostatnich dniach czerwca. Pierwsza część rozmowy dotyczyła rzeczywiście
sytuacji w Londynie i możliwych konsekwencji dla Ukrainy.
Według dwóch rozmówców „UP" z otoczenia prezydenta, Zełenski przeszedł do
tematu wyborów. Powiedział Załużnemu, że dzięki pozytywnej sytuacji na froncie
otwiera się okno dla przeprowadzenia głosowania. Zaznaczył jednak, że powinny
one zostać przeprowadzone tak, żeby uniknąć groźby nowego wewnętrznego rozłamu,
a takie ryzyko, jego zdaniem, niesie konfrontacja wyborcza Zełenskiego i
Załużnego.
Po czym zapytał generała wprost:
Jeśli wybory odbędą się jesienią, czy zamierza pan kandydować?
Odpowiedź poszła nie po myśli Zełenskiego. Ambasador odpowiedział: „Tak,
będę". Tłumaczył swoje stanowisko, wskazując, że nigdy nie dążył do
kariery politycznej, ale wiele osób wiąże z nim swoje nadzieje i nie będzie w
stanie wyjaśnić im, dlaczego miałby zlekceważyć ich zaufanie.
Usłyszawszy odpowiedź, Zełenski podobno nie próbował wpłynąć na Załużnego, aby
ten zmienił zdanie. Zamiast tego do ambasadora wyruszyli pośrednicy: Umerow i
Arachamia. Powtórzyli argumenty prezydenta o możliwym rozłamie w
społeczeństwie. Ale odpowiedź Załużnego nie zmieniła się.
Hipotetyczne wybory prezydenckie w Ukrainie
Dziennikarze „UP" stwierdzają, że po rozmowie z Załużnym, plan otoczenia
Zełenskiego na jesienny wyborczy blitzkrieg zaznał porażki. W tej sytuacji,
Zełenski nie ma gwarancji, że wygra w drugiej turze.
Z drugiej strony, pozycja Wałerija Załużnego też nie daje takich gwarancji.
Chociaż cieszy się on stosunkowo wysokim poparciem, to nie widać obecnie
dalszego jego wzrostu. Załużnego nie ma w bieżącej polityce i tym samym rzadko
jest obecny w mediach.
Dla odmiany Kyryło Budanow jest stale obecny w przestrzeni informacyjnej i
poparcie dla jego kandydatury rośnie, ale to w przyszłości może doprowadzić do
konkurencji miedzy oboma generałami.
Zdaniem, dziennikarzy „UP" ta sytuacja może otworzyć drogę do wygranej
zupełnie innemu kandydatowi. Wskazują oni na mistrza boksu Ołeksandra Usyka,
który zapowiedział już zakończenie swojej kariery. W wywiadzie udzielonym w
marcu stwierdził, że po boksie zamierza „pracować dla państwa", dodając,
że „nie pójdzie na żadne stanowisko niższe, niż stanowisko prezydenta".
Dziś wydaje się to bardziej żartem, ale wystarczy wspomnieć rok 2018, kiedy w
sondażach pobawiło się nazwisko Zełenskiego: wtedy też mało kto traktował je
serio.
Jednak to nie kandydaci stanowią dziś sedno rozmów o wyborach, a sama możliwość
ich przeprowadzania. W trakcie trwania wojny jest to z punktu widzenia prawa
niemożliwe.
Musiałby zostać zawieszony stan wojenny, a jest to niemożliwe bez zaprzestania
działań wojennych.
Sami eksperci, w tym przedstawiciele Centralnej Komisji Wyborczej,
niejednokrotnie podkreślali, że dla organizacji wyborów potrzebne jest minimum
pół roku po wstrzymaniu działań wojennych.
Edit:
Były Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy i obecny ambasador Ukrainy w
Wielkiej Brytanii, Walerij Załużny, spotkał się w Kijowie z Wołodymyrem
Zełenskim, któremu zapowiedział start w wyborach prezydenckich. Ukraińska
Prawda donosi, że Załużny został wezwany z Londynu na spotkanie na krótko przed
ogłoszeniem rezygnacji przez obecnego premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera.
Według ukraińskiej gazety, podczas spotkania „Zełenski oświadczył, że sytuacja
na froncie rozwija się ostatnio pozytywnie, społeczeństwo pozostaje w miarę
zjednoczone, a zatem otworzyła się szansa na przeprowadzenie wyborów. Jednak
głównym zadaniem jest przeprowadzenie ich w taki sposób, aby kraj nie doznał
nowego wewnętrznego rozłamu, dlatego – kontynuował prezydent –należy uniknąć
ryzyka, jakie niesie ze sobą konflikt między Zełenskim a Załużnym”. Zełenski –
według doniesień – bezpośrednio zapytał Załużnego, czy zamierza kandydować i
otrzymał pozytywną odpowiedź od byłego dowódcy armii.
8.
Alarm: woda w morzu wrze. Sześć stopni powyżej średniej. „Poważne szkody dla
ekosystemu”.
https://www.repubblica.it/cronaca/2026/07/01/news/ondata_calore_mare_record_temperatura_copernicus-425443491/?ref=RHLF-BG-P10-S1-T1-s92671
Powietrze jest upalne, ale morze też wrze. Każdy, kto dziś zanurzy się na
Sardynii, poczuje temperaturę wody zbliżoną do tej z połowy sierpnia, około 28
stopni Celsjusza. Satelity europejskiego programu Copernicus mierzą
powierzchnię wyspy o 6 stopni cieplejszą niż średnia z ostatnich 40 lat. Przez
całą zimę Morze Śródziemne utrzymywało się o jeden lub dwa stopnie cieplejsze
niż zwykle. Zimna pora roku nigdy tak naprawdę go nie ochłodziła. Pierwsza fala
upałów nadeszła w maju, a w czerwcu długie, słoneczne dni zapewniły mnóstwo
słońca. Trwająca od dwóch tygodni fala upałów objęła teraz również powierzchnię
wyspy. Temperatura wody gwałtownie wzrosła.
Ocieplenie ma miejsce we wszystkich oceanach świata. 21 czerwca Copernicus
zmierzył rekord wszech czasów: średnio 21 stopni Celsjusza w morzach świata.
Podczas gdy powietrze jako całość ociepliło się o 1,4 stopnia Celsjusza z
powodu zmian klimatu, woda, która wolniej absorbuje ciepło, ma temperaturę 0,5
stopnia. Jednak Morze Śródziemne, otoczone ze wszystkich stron Afryką, która
produkuje gorące powietrze, i Europą, która ociepla się dwukrotnie szybciej niż
reszta planety, odnotowuje obecnie wartości poza skalą. „Ten rekord” – pisze
biuletyn Copernicus – „oczekuje się, że będzie miał wpływ zarówno na wzorce
pogodowe, jak i globalny klimat oraz ekosystemy morskie”.
Dla nurków może to być przyjemne. Dla tych, którzy łapią oddech na lądzie, nie
będzie. Tym bardziej dla tych, którzy zostaną złapani w burze prognozowane na
jutro, nasycone wilgocią pochodzącą z parowania przyspieszonego przez wysokie
temperatury północnej części Morza Tyrreńskiego. „Ciepło morza to energia
gotowa do uwolnienia do atmosfery” – wyjaśnia Massimiliano Pasqui , fizyk
atmosferyczny w Narodowej Radzie Badań Naukowych (CNR). „Kiedy, jak spodziewamy
się jutro, chłodny i niestabilny prąd zstępuje z Atlantyku i napotyka masę
gorącego, wilgotnego powietrza, mamy wszelkie warunki do wystąpienia głębokich,
wydajnych i zorganizowanych burz. Są to zjawiska wyższej klasy niż burze
cieplne, którym towarzyszą bardzo ulewne deszcze i gradobicia”. Departament
Ochrony Ludności wydał dziś żółty lub pomarańczowy alert w 14 regionach,
zwłaszcza w regionach centralnych i północnych, i jest gotowy do przeglądu
sytuacji na jutro.
„Gorące zjawiska pogodowe, które obserwowaliśmy na północy w ostatnich dniach,
miały inny charakter” – wyjaśnia Pasqui. „To były burze upałów. Prognozowane na
jutro zjawiska będą intensywne, lokalne i będą się szybko rozwijać. Wszystkie
te warunki bardzo utrudniają prognozowanie. Kiedy mamy do czynienia z falami
upałów, które obejmują połowę Europy i trwają całymi dniami, nie mamy problemu
z wydawaniem ostrzeżeń. Jutro będzie inaczej”.
A jeśli od przyszłego weekendu temperatury ponownie wzrosną z powodu kolejnej
fali upałów, która osiągnie około 35 stopni Celsjusza, morze, będące wielkim
rezerwuarem energii cieplnej, będzie nadal częściowo przyczyniać się do tego
zjawiska. „Podczas fal upałów, kiedy prądy spychają ciepłe masy powietrza z
Afryki w kierunku Europy, Morze Śródziemne odgrywa w dużej mierze bierną rolę”
– precyzuje Pasqui. „Powierzchnia morza nagrzewa się pod wpływem promieniowania
słonecznego, ale także w wyniku kontaktu z gorącym powietrzem”. Tak ciepłe
zbiorniki wodne nie pomagają w obniżeniu temperatur na lądzie, a jeśli
wieczorne temperatury utrzymują się na wysokim poziomie, to po części właśnie z
ich powodu.
Niezależnie od tego, czy będzie padać, czy świecić słońce, przez najbliższe
kilka dni pogoda będzie ciepła. Jutro ochłodzenie i burze potrwają dwa lub trzy
dni, częściowo dlatego, że tym razem równoważący wpływ morza będzie odczuwalny
tylko w jeden sposób: utrzyma wysokie temperatury nawet wieczorem i podczas
burz, łagodząc te spadki, które mogłyby przynieść ulgę w nocy i podczas burz.
W miarę postępu lata temperatury w basenie Morza Śródziemnego będą dalej
rosnąć. „Szczyt zwykle przypada na koniec sierpnia i wrzesień. To nie
przypadek, że jesień we Włoszech to pora roku, w której występują najsilniejsze
burze” – wyjaśnia badacz CNR. „Kiedy fronty atlantyckie nadchodzą z północy z
pierwszymi ochłodzeniami, po pełnym lecie napotykają ciepłe wody. W ostatnich
latach obserwowaliśmy powtarzanie się tego schematu aż do początku grudnia,
biorąc pod uwagę wysokie temperatury morza. Dziś obserwujemy to nawet pod
koniec czerwca i jest to dość nietypowe”.
Chociaż ciepły prąd El Niño, który rozwija się szczególnie silnie od tej
wiosny, mógł przyczynić się do globalnego rekordu 21 stopni Celsjusza
odnotowanego przez Kopernika, wzrost temperatury w Morzu Śródziemnym o 6 stopni
Celsjusza jest zjawiskiem całkowicie lokalnym. „Mogliśmy odczuć skutki El Niño”
– wyjaśnia Pasqui – „ale w raczej umiarkowanym stopniu, a w każdym razie nie
wcześniej niż pod koniec jesieni”.
9.
Trump zarobił co najmniej 2 miliardy dolarów po powrocie do Białego Domu
Ujawnienie danych finansowych za 2025 r. pokazuje, że aktywa rodziny Trumpów,
szczególnie kryptowalutowe przedsiębiorstwa prezydenta Trumpa, były niezwykle
dochodowe.
https://www.nytimes.com/2026/06/30/us/politics/trump-financial-disclosure-crypto-windfall.html
Sukces Trumpa w zarabianiu pieniędzy nie ma sobie równych w historii
prezydentury
Działania prezydenta mające na celu otwieranie nowych przedsięwzięć
biznesowych, zamiast eliminowania potencjalnych konfliktów, przeczą
długoletniej tradycji.
Donald Trump został ponownie oskarżony o „bezczelną korupcję kryptowalutową” po
tym, jak ujawnienie informacji finansowych wykazało, że przedsięwzięcia jego
rodziny związane z kryptowalutami wygenerowały ponad 1 mld dolarów w pierwszym
roku jego urzędowania w Białym Domu.
Elizabeth Warren, czołowa demokratka w senackiej komisji bankowej, powiedziała,
że dane te pokazują, dlaczego Kongres USA musi działać. „Ustawa dotycząca
kryptowalut, która trafi pod obrady Senatu, musi uniemożliwić prezydentowi,
wiceprezydentowi, wyższym urzędnikom administracji, członkom Kongresu i ich
rodzinom czerpanie zysków z branży kryptowalut” – powiedziała. „Jeśli tego nie
zrobi, tylko przyspieszy bezczelną korupcję Donalda Trumpa w sektorze
kryptowalut”.
Juliana Stratton, wicegubernator stanu Illinois i kandydatka Partii
Demokratycznej do Senatu, napisała w mediach społecznościowych, że
„nieskończona chciwość Trumpa jest obrzydliwa” i dodała: „Donald Trump
wykorzystuje urząd prezydenta, aby zarabiać miliardy, podczas gdy amerykańskie
rodziny z trudem zaspokajają swoje podstawowe potrzeby”.
Reakcje nastąpiły po opublikowaniu we wtorek przez amerykańskie Biuro Etyki
Rządowej liczącego 927 stron raportu, z którego wynika, że Trump zarobił w
zeszłym roku łącznie ponad 2,2 mld dolarów na nieruchomościach, polach
golfowych, markowych produktach, umowach licencyjnych i ugodach sądowych.
Jednak liczby dotyczące kryptowalut wyróżniają się: World Liberty Financial,
spółka joint venture rodziny Trumpów i wysłannika Trumpa na Bliski Wschód,
Steve'a Witkoffa, zarobiła ponad 500 mln USD ze sprzedaży „tokenów rządowych”,
podczas gdy CIC Digital LLC zarobiła ponad 600 mln USD z monet memowych z
wizerunkiem Trumpa, wprowadzonych na rynek na kilka dni przed jego drugą
inauguracją.
Zapytany w środę o ujawnione informacje, Trump zignorował zarzuty. „Zarobiłem
dużo pieniędzy, zanim zostałem prezydentem” – powiedział reporterom. Biały Dom
od dawna utrzymuje, że jego firmy są oddzielone od jego oficjalnych obowiązków,
prowadzone przez jego dorosłych synów, i nie odpowiedział natychmiast na prośbę
o komentarz.
Ujawnienia te pogłębiają serię kontrowersji wokół kryptowalutowych interesów
rodziny. W czerwcu Ultimate Fighting Championship ogłosiło, że wypłaci
zawodnikom premie w USD1, stablecoinie emitowanym przez World Liberty
Financial, podczas gali mieszanych sztuk walki zorganizowanej na południowym
trawniku Białego Domu z okazji urodzin prezydenta. (World Liberty było oficjalnym
sponsorem wydarzenia).
Demokraci w Kongresie chcą pełniejszego rozliczenia. Zespół Warren poinformował
w zeszłym tygodniu, że urzędnicy powiązani ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi
zainwestowali około 500 milionów dolarów w World Liberty Financial, po czym
administracja podjęła co najmniej 10 działań na rzecz ZEA, w tym w zakresie eksportu
chipów AI – porozumienia, które Warren nazwała potencjalnym systemem „płać, aby
grać”.
Ona i czterech innych senatorów napisało 23 czerwca do komisji senackich,
domagając się przesłuchań w sprawie umowy, na mocy której współpracownicy
członka rodziny królewskiej z Abu Zabi nabyli 49% udziałów w World Liberty
Financial za około pół miliarda dolarów na cztery dni przed inauguracją Trumpa.
Niezależnie od tego, Adam Schiff, senator USA, prowadzi dochodzenie w sprawie
giełdy kryptowalut Binance w związku z doniesieniami o omijaniu przez nią
amerykańskich sankcji wobec Iranu, powołując się na powiązania Binance z World
Liberty Financial.
Nie wszystkie próby ograniczenia działalności prezydenta USA w branży
kryptowalut przyniosły skutek. Poprawka zakazująca prezydentowi,
wiceprezydentowi i członkom Kongresu oraz ich rodzinom posiadania lub
promowania firm kryptowalutowych została odrzucona przez komisję bankową Senatu
USA, zgodnie z podziałem partyjnym, mimo że procedowano nad ustawą Clarity Act.
Kontrola rozpoczęła się tuż przed pierwszym lotem Trumpa na pokładzie nowego
Air Force One, Boeinga 747 podarowanego Stanom Zjednoczonym przez Katar.
Samolot leciał do Dakoty Północnej na uroczystość otwarcia Biblioteki
Prezydenckiej im. Theodore’a Roosevelta. Latającą mazynę Trump nazwał
„najlepszym samolotem, jaki kiedykolwiek zbudowano”.
10.
Trump odbył pierwszy lot nowym Air Force One podarowanym przez Katar
https://eu.usatoday.com/story/news/politics/2026/07/01/trump-new-air-force-one-first-flight/90765577007/
Nowy Air Force One prezydenta USA Donalda Trumpa jest gotowy do startu. Dziś
prezydent USA odbędzie swój pierwszy lot na pokładzie luksusowego Boeinga 747-8
podarowanego Stanom Zjednoczonym przez rząd Kataru, udając się do Dakoty
Północnej, gdzie odbędzie się inauguracja biblioteki prezydenckiej poświęconej
Theodore'owi Rooseveltowi. Samolot podarowany przez Katar będzie wykorzystywany
do czasu dostawy dwóch nowych samolotów prezydenckich, których dostawa została
opóźniona.
Jak donosi „Wall Street Journal” , nowy samolot przeszedł modernizację o
wartości 400 milionów dolarów, aby wyposażyć go w najnowocześniejsze systemy
bezpieczeństwa i technologie, których potrzebuje prezydent, w tym nowy system
łączności. Remont obejmował również pewne modyfikacje luksusowego wnętrza
prywatnego odrzutowca katarskiej rodziny królewskiej.
Prezydent osobiście zapoznał się z kilkoma projektami malowania zewnętrznego
samolotu, zastępując tradycyjny biało-jasnoniebieski schemat Air Force One
połączeniem czerwieni, bieli, granatu i złota, podobnym do tego, jakie miał
jego osobisty odrzutowiec. „Nigdy nie będzie drugiego takiego” – podkreślił
Trump podczas prezentacji samolotu w bazie lotniczej Joint Base Andrews w
zeszłym tygodniu.
„Kiedy powstawał, uważano go za najbardziej luksusowy samolot na świecie.
Zbudowano go według standardów, których prawdopodobnie już nigdy nie
zobaczymy”.
Nowy samolot zastępuje Boeinga 747-200, który służył jako Air Force One od
czasów prezydentury George’a H.W. Busha.
Samolot został przekazany Stanom Zjednoczonym przez rząd Kataru w zeszłym roku,
po tym jak Trump narzekał, że obecnie używane samoloty prezydenckie są zbyt
stare i zbyt małe. Prezydent odrzucił krytykę darowizny, zarówno ze strony
Demokratów, jak i Republikanów, dotyczącą etycznych i związanych z
bezpieczeństwem narodowym konsekwencji przyjęcia samolotu. Jak przypomina dalej
„Wall Street Journal” , Trump „pragnął nowego samolotu prezydenckiego od swojej
pierwszej kadencji. Chociaż zlecił Boeingowi modyfikację dwóch Boeingów 747 w
2017 roku, projekt napotkał liczne przeszkody. Żaden z samolotów jeszcze nie
wzbił się w powietrze, a Siły Powietrzne nie spodziewają się otrzymania
pierwszego przed połową 2028 roku”.
Jesienią 2024 roku, mniej więcej w czasie reelekcji Trumpa na prezydenta, jak
pisze amerykański dziennik finansowy, „Siły Powietrzne zaczęły rozważać
alternatywne rozwiązania. Zakup nowego Boeinga 747 był niemożliwy, ponieważ
Boeing zakończył produkcję tego modelu w 2023 roku; przedstawiciele Sił
Powietrznych rozpoczęli zatem poszukiwania na rynku samolotów używanych. Na
rynku było tylko około czterdziestu Boeingów 747-8i, najnowszej wersji
pasażerskiej 747. Dziesięć z nich było skonfigurowanych jako prywatne
odrzutowce VIP i żaden nie znajdował się w Stanach Zjednoczonych. Wśród nich
był samolot katarski”.
Zmiany we wnętrzu obejmują usunięcie arabskich znaków alarmowych i
współczesnych dzieł sztuki, które zdobiły samolot katarskiej rodziny
królewskiej. „Wall Street Journal” informuje, że luksusowe skórzane fotele i
sofy oraz dekoracyjne regały z fałszywymi książkami pozostaną, a na ścianach
pojawi się pieczęć prezydenta USA. Niektóre ściany zostały również ozdobione
patriotycznymi dziełami sztuki, w tym zdjęciem kaczki pływającej w Reflecting
Pool na National Mall w Waszyngtonie.
Po wizycie w Dakocie Północnej prezydent ma w piątek udać się do Mount Rushmore
w Dakocie Południowej, dzień przed obchodami 250. rocznicy w Waszyngtonie.
Trump zapowiedział, że nowy samolot wykona przelot podczas sobotnich obchodów 4
lipca.
11.
To prawdziwa tragedia w stylu Trumpa: zarobił miliardy dolarów, ale nie może
kupić miłości ani szacunku
https://www.theguardian.com/commentisfree/2026/jul/01/donald-trump-billions-of-dollars-reflecting-pool-washington-dc-algae-state-fair
========
Can’t buy me love
Everybody tell me so
Can’t buy me love
No, no, no, no!
12.
Kreml potwierdza rozmowy w sprawie importu benzyny
https://www.themoscowtimes.com/2026/06/30/kremlin-confirms-its-in-talks-to-import-gasoline-a93128
Kreml potwierdził we wtorek, że rosyjski rząd prowadzi negocjacje z innymi
krajami w sprawie zakupu benzyny. Rosja stara się ustabilizować rynek krajowy
po serii ukraińskich ataków dronów na rafinerie ropy naftowej i infrastrukturę
energetyczną, które doprowadziły do reglamentacji paliwa.
„Rozmowy są aktywnie prowadzone” – powiedział dziennikarzom rzecznik Kremla
Dmitrij Pieskow podczas codziennego briefingu. Pieskow odmówił podania nazw
konkretnych krajów biorących udział w rozmowach.
„Jeśli uda się osiągnąć porozumienie w sprawie akceptowalnych cen, [import]
będzie szedł naprzód” – dodał.
W zeszłym tygodniu agencja Reuters, powołując się na źródła branżowe, donosiła,
że Rosja rozważa import 50 000 ton benzyny klasy AI-92 z Kazachstanu. Minister
energetyki Kazachstanu stwierdził wówczas, że Moskwa nie zwróciła się formalnie
do Astany w sprawie tych dostaw.
Prezydent Władimir Putin przyznał w ten weekend, że Rosja zmaga się z
niedoborem paliwa w związku z niedawnymi strajkami na Ukrainie. Oszacował, że
całkowite rezerwy benzyny w Rosji wynoszą 1,7 miliona ton metrycznych, co
oznacza spadek o 4% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.
13.
Rosja zamyka kolejowe przejścia graniczne z Finlandią i sąsiadami z krajów bałtyckich
https://www.themoscowtimes.com/2026/07/01/russia-closes-railway-border-crossings-with-finland-and-baltic-neighbors-a93136
Rosja zamknęła siedem kolejowych przejść granicznych z Finlandią, Estonią i
Łotwą, zgodnie z dekretem rządowym opublikowanym we wtorek.
Zawieszenie, które wchodzi w życie 1 lipca, wstrzymuje ruch osób, pojazdów i
ładunków przez wyznaczone przejścia kolejowe. Pięć z zamkniętych przejść
znajduje się na granicy z Finlandią, podczas gdy Estonia i Łotwa mają po jednym
przejściu.
Władze nie ujawniły przyczyn zamknięcia ani przewidywanego terminu ponownego
otwarcia punktów kontrolnych.
W Estonii otwarte pozostanie przejście graniczne Iwangorod-Transport, a na
Łotwie otwarte będzie także przejście graniczne Siebież.
Jednak zamknięcia te uniemożliwiają Finlandii korzystanie z przejść kolejowych
łączących ją z Rosją, która zazwyczaj eksportuje nawozy do Finlandii koleją.
Finlandia zamknęła na czas nieokreślony swoje wschodnie przejścia graniczne z
Rosją dla pojazdów i pieszych w grudniu 2023 roku w związku z napływem osób
ubiegających się o azyl. Helsinki twierdziły, że napływ ten był tzw. „atak
hybrydowy” Kremla w odwecie za przystąpienie Finlandii do NATO w kwietniu 2023
roku.
14.
„Piękne plamy”: syntetyczne życie o krok bliżej, gdy naukowcy tworzą komórki
przy użyciu laboratoryjnego DNA
Malutkie, drżące kule, zaprojektowane do karmienia i rozmnażania się,
zwiększają szansę na stworzenie sztucznych organizmów, które będą mogły
wytwarzać leki, żywność i paliwo
https://www.theguardian.com/science/2026/jul/01/synthetic-life-lab-made-dna-spudcells-scientists
Naukowcy twierdzą, że są o krok od stworzenia życia od podstaw, po tym jak
udało im się stworzyć maleńkie, drżące obiekty, które dzięki wytworzonemu w
laboratorium DNA mogą się odżywiać, rosnąć i rozmnażać w naczyniu.
Syntetyczne komórki powstały ze związków chemicznych i uważa się, że jako
pierwsze zademonstrowały pełny cykl komórkowy: wzrost, replikację materiału
genetycznego i podział, co pozwoliło na wytworzenie kolejnego pokolenia.
Praca ta otwiera perspektywy na sztuczne organizmy zaprojektowane i zbudowane w
celu produkcji leków, żywności, paliw i innych materiałów. Może jednak również
rzucić światło na głębokie pytanie, w jaki sposób poszczególne skupiska materii
nieożywionej przekraczają próg, by stać się życiem.
Dr Kate Adamala, która kierowała badaniami na Uniwersytecie Minnesoty,
powiedziała: „Nie jest tak wytrzymała, szybka ani tak dobra w większości swoich
funkcji jak naturalna komórka, ale stanowi dowód na to, że cząsteczki mogą
odtwarzać zachowania, które do tej pory kojarzyliśmy wyłącznie z naturalnymi,
żywymi komórkami. Jeśli chcemy być w stanie modyfikować biologię, musimy
naprawdę dokładnie zrozumieć jej schemat, każdy jej element, abyśmy wiedzieli,
co zmieniamy”.
Naukowcy od dziesięcioleci próbują stworzyć syntetyczne życie. W 2010 roku
Craig Venter, nieżyjący już pionier genetyki, zbudował organizm oparty na
bakterii wywołującej zapalenie wymion u kóz. Inni osiągnęli podobne wyczyny.
Zamiast modyfikować naturalne komórki, zespół Adamali zbudował SpudCells od
podstaw, aby upewnić się, że każdy element jest znany i zrozumiały. Zaczęli od
maleńkich, wypełnionych wodą kuleczek zwanych liposomami, o szerokości kilku
tysięcznych milimetra i dodali niewielką ilość syntetycznego DNA, aby zapewnić
podstawowe funkcje. Adamala nazywa je SpudCells, aby przywołać Sputnika i
początki ery kosmicznej, ale to nie jedyny powód. „Jestem Polką” – powiedziała.
„W większości składam się z ziemniaków”.
Komórki SpudCell działają wyłącznie w cieczy wypełnionej niezbędnymi
substancjami chemicznymi, takimi jak ATP – główny nośnik energii, który żywe
komórki wytwarzają z substancji odżywczych. Aby rosnąć, komórki SpudCell łączą
się z maleńkimi liposomami „odżywczymi” w cieczy. Zawierają one cząsteczki,
enzymy i mikroskopijne struktury zwane rybosomami, których komórki SpudCell
potrzebują do produkcji białek. Genom komórki SpudCell zawiera również inne
instrukcje dotyczące kopiowania genomu i podziału.
Aby naśladować ewolucyjną koncepcję przetrwania najsilniejszych, naukowcy
pokazali, jak SpudCells z genetyczną przewagą wzrostu rozprzestrzeniły się w
populacji, pokonując pierwotne SpudCells. Profesor Tom Ellis z Imperial College
London stwierdził, że praca ta była prawdopodobnie „największym przełomem w tej
dziedzinie w ostatnich czasach”.
„Stworzenie syntetycznej komórki pomaga nam zrozumieć dokładne minimalne
wymagania stawiane życiu i to, jak życie mogło powstać z chemii” – powiedział
Ellis. „Jest to również przydatne, ponieważ zapewnia w pełni zrozumiały system
do testowania obwodów biologicznych i komputerowych modeli życia komórkowego”.
Obserwowanie podziału SpudCells było niesamowite, powiedziała Adamala. „To
jedne z najpiękniejszych obrazów, jakie widziałam, ale oczywiście jestem
stronnicza. Dla większości ludzi, patrząc na nie pod mikroskopem, nie wygląda
to na wiele… To tylko plama”. SpudCells nie są żywe, ale mogą stać się podstawą
do zbudowania życia, dodała.
Dla Adamali praca ta jest dowodem na to, że komórki syntetyczne mogą zachowywać
się jak żywe komórki. Jednak ich możliwości są dalekie od możliwości żywych
komórek. Komórki SpudCell są całkowicie zależne od substancji i składników
zawartych w cieczy, w której są zanurzone. Nie potrafią zbudować własnej
maszynerii do produkcji białek, kontrolować metabolizmu ani wydalać produktów
przemiany materii. A kiedy się dzielą, często przekazują niewłaściwą ilość DNA.
Po kilku pokoleniach ulegają rozpadowi.
Adamala i inni tworzą instytucję o nazwie Biotic, której celem jest połączenie
globalnej wiedzy i przekształcenie SpudCells w coś bardziej imponującego.
Celem, według współzałożyciela, prof. Drewa Endy'ego, bioinżyniera ze Stanford
University, jest zbudowanie „systemu operacyjnego dla życia” opartego na genach
i biochemii. Badanie zostało opublikowane jako preprint , przed recenzją, aby
inne laboratoria mogły bezzwłocznie przeanalizować jego wyniki.
Profesor John Dupré, filozof i założyciel Centrum Badań nad Naukami o Życiu na
Uniwersytecie w Exeter, zakwestionował sens takich syntetycznych komórek i
zastanawiał się, czy byłyby one skuteczniejsze w produkcji leków, żywności,
paliw i materiałów niż modyfikowane komórki bakteryjne. Dodał, że mogą nam one
również niewiele powiedzieć o życiu. „Być może będzie to przekonujący argument
przeciwko tym, którzy uważają, że oprócz substancji chemicznych, które nadają
życie materii, istnieje jakaś niematerialna substancja. Ale prawie żaden
naukowiec w to teraz nie wierzy” – powiedział.
„Myślę, że brakuje relacyjnego aspektu życia, który stał się oczywisty wraz z
rosnącą świadomością, że życie jest niemal powszechnie symbiotyczne” – dodał.
„Jeśli syntetyczne komórki są wykorzystywane wyłącznie do produkcji cennych
substancji chemicznych, ten aspekt relacyjny może być nieobecny, ale tak samo
byłoby z jednym z najciekawszych aspektów żywych istot”.
15.
Lawa wypływająca z Etny na Sycylii rozświetliła niebo 29 czerwca. Narodowy
Instytut Geofizyki i Wulkanologii poinformował, że lawa wytrysnęła z otworu
erupcyjnego na wysokości około 3000 metrów. Nagrania z drona z 27 czerwca
uchwyciły również najnowszą erupcję Etny. Etna, położona na wschodnim wybrzeżu
Sycylii, jest największym wulkanem w Europie. Według Departamentu Obrony
Cywilnej, jej aktywność charakteryzuje się epizodycznymi erupcjami,
strumieniami lawy i emisjami popiołu.
VIDEO: https://www.theguardian.com/world/video/2026/jul/01/mount-etna-lava-lights-up-sicilian-sky-video
Komentarze
Prześlij komentarz