DRUGI OBIEG
Piątek, 3 lipca 2026
1.
Ukochany kraj, umiłowany kraj… Niech żyją nam rządzący!
„Wyborcza” stawia sprawę na ostrzu noża: „czy KO chce mieć prokuraturę
posłuszną, czy niezależną”.
Jaką sieczkę trzeba mieć w głowie, by zwolnienie Kaczyńskiego z
odpowiedzialności wszelkiej, złośliwe uchylanie przez prokuratorkę kluczowych
dla sprawy pytań mec. Giertycha? To nie jest kwestia posłuszeństwa czy
niezależności, to kwestia sprawiedliwości, która jest jedna. I właśnie ten
uśmiechnięty psychol ze zdjęcia ją pobił, związał i zgwałcił. Spytaj
kogokolwiek, redaktorko!
2.
Liczba ofiar śmiertelnych ataków na Kijów wzrosła do 20, a Rosja ostrzega, że
będzie nadal zwiększać presję” na stolicę Ukrainy
https://www.theguardian.com/world/live/2026/jul/02/russia-strikes-ukraine-war-kyiv-volodymyr-zelenskyy-europe-latest-news-updates
Rosja rozpoczęła intensywny atak rakietowy i dronów na Kijów z nocy na
czwartek. Ataki na szeroką skalę uderzyły w budynki mieszkalne w stolicy
Ukrainy i wywołały pożar w hotelu na centralnym bulwarze. Ludzie zostali
uwięzieni w uszkodzonym dziewięciopiętrowym budynku mieszkalnym, podczas gdy
dach innego wieżowca stanął w płomieniach, powiedział mer Kijowa Witalij
Kliczko. Powiedział, że „pierwsze do szóstego piętra budynku mieszkalnego
zawaliły się po bezpośrednim uderzeniu i wezwał mieszkańców do pozostania w
schronach, które były przepełnione ludźmi podczas najgorszego ataku Rosji na
ten kraj od połowy czerwca.
Ponad 56 osób zostało rannych w wyniku ostrzału stolicy Ukrainy przez rosyjskie
drony i rakiety.
Ministerstwo obrony Rosji poinformowało, że atak, a także ataki na kilka
regionów, w tym Połtawę i Dniepropietrowsk, były odwetem za ukraińskie ataki na
infrastrukturę cywilną. Według lokalnego urzędnika liczba osób zabitych w
Kijowie po nocnym ataku rosyjskim wzrosła do 20.
Skąd Zełenski dowiedział się z wyprzedzeniem o poważnym ataku Rosji? Ofensywa,
która mobilizuje dziesiątki samolotów, okrętów i jednostek naziemnych oraz musi
zsynchronizować wystrzelenie 74 pocisków i 472 dronów, wymaga wielu godzin
przygotowań. Ukraińcy otrzymują zdjęcia satelitarne o jakości wojskowej,
dostarczane przez fińską firmę satelitarną Iceeye. Pozwala im to monitorować
rosyjskie lotniska i porty co cztery godziny, a tym samym śledzić ruchy
bombowców strategicznych wykorzystywanych do ataków rakietowych oraz fregat o
podobnych możliwościach.
Przedwczoraj, wczesnym popołudniem, aż 12 Tupolewów 95 i 160 przygotowywało się
do akcji, zauważonych przez Ukraińców. Do tego dochodzi wkład amerykańskiego
wywiadu – wygląda na to, że nawet Trump nie zerwał więzi między CIA a Kijowem –
oraz kilku krajów europejskich. W tym przypadku informacje SIGINT są
udostępniane na podstawie analizy transmisji radiowych między stanowiskami
dowodzenia, a także aktywowanych systemów radarowych. Dane te są gromadzone
zarówno przez satelity i samoloty „szpiegostwa elektronicznego”, jak i przez
nowe formy cyfrowego monitorowania łączności, wdrażane za pomocą technik
hackerskich, w których mistrzowsko operują ukraińscy agenci 007.
3.
Raport o wojnie na Ukrainie: Badania wykazały, że inwazja Rosji spowodowała
ponad 2 miliony ofiar wśród żołnierzy
Liczba zabitych, rannych i zaginionych żołnierzy moskiewskich znacznie
przewyższa liczbę żołnierzy kijowskich podczas wojny, twierdzi think tank;
rosyjski atak wywołuje pożar hotelu w Kijowie. Co wiemy po 1590 dniach
https://www.theguardian.com/world/2026/jul/02/ukraine-war-briefing-more-than-2-million-military-casualties-caused-by-russias-invasion-study-finds
Inwazja Rosji na Ukrainę spowodowała ponad 2 miliony ofiar w wojsku, a siły
moskiewskie poniosły największy ciężar strat, według amerykańskiego think
tanku. Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) szacuje, że od
czasu inwazji Moskwy na Ukrainę w lutym 2022 roku zginęło od 400 000 do 450 000
rosyjskich żołnierzy, spośród 1,4 miliona ofiar śmiertelnych, rannych lub zaginionych.
Tymczasem siły ukraińskie poniosły od 125 000 do 150 000 ofiar śmiertelnych,
spośród 525 000 do 625 000 ofiar w tym samym okresie, poinformowało CSIS w
środę. „Liczba ofiar śmiertelnych po stronie rosyjskiej na Ukrainie jest ponad
czterokrotnie większa niż liczba ofiar śmiertelnych po stronie amerykańskiej we
wszystkich wojnach od II wojny światowej” – dodano, a stosunek ofiar po stronie
rosyjskiej do ukraińskiej prawdopodobnie wzrósł do około ośmiu do jednego w
pierwszej połowie tego roku.
Rosja rozpoczęła import benzyny drogą morską z Indii, poinformowała w środę
agencja Reuters, cytując dwa źródła branżowe, w celu złagodzenia
ogólnokrajowych niedoborów paliwa wywołanych ukraińskimi atakami na
infrastrukturę energetyczną. Rosyjskie ministerstwo energetyki i indyjskie
ministerstwo ropy naftowej nie odpowiedziały natychmiast na prośby Reutera o
komentarz. Agencja informacyjna, cytując źródło branżowe, podała, że z Indii do
Rosji wysłano co najmniej 60 000 ton benzyny, podczas gdy inne źródło podało,
że wysłano dwa tankowce – każdy o pojemności od 30 000 do 40 000 ton. Twierdzeń
tych nie udało się natychmiast zweryfikować. Prezydent Ukrainy Wołodymyr
Zełenski poinformował tymczasem, że siły Kijowa po raz drugi w ciągu tygodnia
zaatakowały główną rosyjską rafinerię ropy naftowej w Ufie w obwodzie
baszkiryjskim.
4.
Rosja „przez 18 miesięcy prowadziła obserwację europejskich obiektów
nuklearnych za pomocą dronów”
Badacze twierdzą, że Moskwa działała z „znaczną bezkarnością” w 144
incydentach, w tym nad bazą RAF Lakenheath
https://www.theguardian.com/world/2026/jul/02/russia-mounted-drone-surveillance-of-european-nuclear-sites-over-18-months
Kreml zorganizował skoordynowaną kampanię nadzoru z użyciem dronów
wystrzeliwanych z okrętów floty cieni przez okres 18 miesięcy, której celem
były obiekty nuklearne w Wielkiej Brytanii, Francji, Belgii i Holandii -
twierdzą badacze.
Analiza przeprowadzona przez Międzynarodowy Instytut Studiów Strategicznych
(IISS) obejmująca 144 incydenty w ponad dwunastu krajach, począwszy od końca
2024 r., wykazała, że rosyjski wywiad działał z „znaczną bezkarnością”,
pozostawiając władze w całej Europie bezradne i zdezorientowane.
Drony były wielokrotnie zauważane nad bazami lotniczymi i lotniskami, jednak
żaden z nich nie został przechwycony ani zestrzelony przez armie zachodnie, co
ujawniło strategiczną porażkę obrony powietrznej NATO, która według ośrodka
analitycznego została po cichu przyznana w całej Europie.
RAF Lakenheath w Suffolk, brytyjska baza przygotowywana do przechowywania
amerykańskiej broni jądrowej, a także francuska baza okrętów podwodnych o
napędzie atomowym w Île Longue w Bretanii znalazły się wśród miejsc, które
stały się celem nieuzbrojonych dronów, prawdopodobnie wystrzelonych z morza.
Rządy europejskie niechętnie oskarżały Rosję o stanie za tymi incydentami, ale
Charlie Edwards, wysoki pracownik naukowy IISS, powiedział, że „każdy rząd, z
którym rozmawialiśmy, wyraził zadowolenie z opublikowania raportu”.
5.
Rosja: Rekordowy spadek zaufania do instytucji
https://www.repubblica.it/esteri/2026/07/02/news/russia_calo_record_della_fiducia_verso_le_istituzioni-425445509/?ref=RHLF-BG-P7-S4-T1-r2975
Niedawny sondaż Gallupa odnotował rekordowo wysoki poziom pesymizmu w Rosji w
odniesieniu do sytuacji gospodarczej i gwałtowny spadek zaufania do instytucji.
Według badania przeprowadzonego między marcem a majem, 60% Rosjan uważa, że
warunki gospodarcze w ich mieście lub regionie pogarszają się – to najwyższy
wynik odnotowany w ciągu dwudziestu lat od rozpoczęcia corocznego badania
Gallupa.
Poprzednie szczyty odnotowano w latach 2020 i 2021, podczas pandemii COVID-19,
kiedy odsetek ten wynosił odpowiednio 45% i 50%. Tylko 27% respondentów uważa,
że lokalna sytuacja gospodarcza poprawia się. Ich postrzeganie własnych
warunków życia jest również najniższe w historii: 56% twierdzi, że się
pogarszają. Według amerykańskiego centrum badawczego dane te odzwierciedlają
spowolnienie gospodarki w czasie wojny i osłabienie wielu sektorów gospodarki
cywilnej.
Badanie wskazuje również na gwałtowny spadek zaufania do głównych instytucji
kraju. Zaufanie do rządu spadło z 67% w ubiegłym roku do 53%, a do sił
zbrojnych z 79% do 66%. Szczególnie znaczący jest spadek ocen wolności mediów,
który spadł z 59% do 34%. Ten ostatni wskaźnik może odzwierciedlać rosnącą
kontrolę nad internetem i niedawny zakaz korzystania z Telegramu, komunikatora
używanego przez miliony Rosjan jako źródła informacji.
Wyniki innych sondaży zdają się również wskazywać na to samo: państwowy
rosyjski ośrodek sondażowy WTiom odnotował znaczący spadek poparcia dla
prezydenta Władimira Putina – z 72,9% na początku marca do 67,5% pod koniec
maja.
6.
https://wyborcza.pl/7,75398,32890983,polak-i-bialorusin-dzialali-na-zlecenie-obcych-sluzb-zostali.html#s=S.TD-K.C-B.13-L.1.duzy
Aresztowani to 19-letni Aliaksei B. i 44-letni Rafał G. Lubelski wydział
Prokuratury Krajowej, zajmujący się przestępczością zorganizowaną i korupcją,
postawił im zarzuty, dotyczące działania na rzecz obcego wywiadu w latach
2024-2025 w Warszawie, a także w innych miejscowościach na terenie Polski.
O sprawie poinformowała Prokuratura Krajowa oraz w mediach społecznościowych
rzecznik prasowy Ministra Koordynatora Służb Specjalnych Jacek Dobrzyński.
"Mężczyźni opłacani przez białoruski wywiad brali udział w organizowanych
w Warszawie przez mniejszość białoruską wydarzeniach, na których nagrywali
uczestników i robili im zdjęcia. Zebrane materiały - przekazywane za wschodnią
granicę - były wykorzystywane przez służby Łukaszenki i reżimową
propagandę" - czytamy w wiadomości opublikowanej na portalu X.
Dwaj mężczyźni mieli werbować osoby "różnych narodowości do prowadzenia
działań dywersyjnych na terenie Rzeczypospolitej Polskiej". Otrzymywali za
to wynagrodzenie w kryptowalutach. Jednym z typów takich działań było
fotografowanie obiektów infrastruktury krytycznej oraz innych miejsc
"kluczowych dla bezpieczeństwa państwa i jego obywateli".
Białorusin został aresztowany na trzy miesiące
O innym rodzaju działań napisał na portalu X rzecznik Ministra Koordynatora
Służb Specjalnych Jacek Dobrzyński, według którego zatrzymali nagrywali też
uczestników wydarzeń dla mniejszości białoruskiej w Polsce.
"Mężczyźni (...) brali udział w organizowanych w Warszawie przez
mniejszość białoruską wydarzeniach, na których nagrywali uczestników i robili
im zdjęcia. Zebrane materiały - przekazywane za wschodnią granicę - były
wykorzystywane przez służby Łukaszenki i reżimową propagandę" - czytamy w
wiadomości opublikowanej na portalu X.
Aliaksei B. na mocy decyzji sądu został tymczasowo aresztowany na okres trzech
miesięcy. Natomiast wobec Rafała G. prokurator zastosował wolnościowe środki
zapobiegawcze w postaci dozoru policji oraz zakazu opuszczania kraju
połączonego z zatrzymaniem paszportu.
To kolejne osoby zatrzymane w śledztwie dotyczącym szpiegostwa. Wcześniej, w
listopadzie 2025 r., zatrzymano pięciu podejrzanych – dwoje Ukraińców i troje
Białorusinów. Trzy osoby pozostają w areszcie, a jedna w schronisku dla
nieletnich. "Jeden podejrzany zmarł i śledztwo w tym zakresie zostało
umorzone" - dodała prokuratura.
ABW: Polska ofiarą "niewypowiedzianej wojny" ze strony Rosji.
W maju, w pierwszym od 11 lat opublikowanym raporcie o swojej działalności,
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zwróciła uwagę na bezprecedensowy wzrost
liczby śledztw i zatrzymań powiązanych z wrogą działalnością wywiadowczą w
Polsce.
W latach 2024-2025 takich postępowań wszczęto 69 - tyle samo, co przez
poprzednie 32 lata (od 1991 roku do 2023 r.).
Do 2022 roku liczba wszczętych śledztw nie przekraczała 6 rocznie. W 2023 roku
było ich już 13, w 2024 r. - 21, a w roku ubiegłym - aż 48.
Łącznie podejrzanych w śledztwach jest 91 osób, a 82 osobom postawiono zarzuty
z art. 130 Kodeksu karnego (dotyczą szpiegostwa).
Agencja wymieniła pewne osoby, które zatrzymano lub postawiono im zarzuty za
działania dywersyjne. Chodzi m.in. o sześciu członków zorganizowanej grupy
przestępczej, która zajmowała się planowaniem i dokonywaniem aktów dywersyjnych
oraz o dwóch Białorusinów i Polaka. Zatrzymano ich w maju 2024 roku za
dokonywanie podpaleń.
7.
https://tvn24.pl/biznes/dla-pracownika/te-zawody-polacy-wybieraja-najczesciej-nowe-dane-gus-st9125233
Główny Urząd Statystyczny policzył, jakie zawody dominują wśród ponad 15
milionów pracujących Polaków. Kobiety najczęściej dominują w zawodach
związanych z sektorem opieki zdrowotnej oraz edukacji. Wśród mężczyzn dominują
zawody wymagające przede wszystkim siły fizycznej.
Raport Głównego Urzędu Statystycznego "Zróżnicowanie zawodów na rynku
pracy w Polsce" został zaprezentowany na czwartkowym briefingu prasowym,
który był częścią VI Kongresu Statystyki Polskiej.
Dane są wynikiem pracy eksperymentalnej, której celem było dostarczenie
informacji na temat zawodów wykonywanych przez 14,1 mln pracujących w
gospodarce narodowej oraz 1,4 mln osób wykonujących pracę na podstawie umów
zlecenia i pokrewnych. Raport prezentuje wyniki dla 443 grup zawodowych,
pokazujące stan na 31 grudnia 2024 roku.
Najczęściej wykonywane zawody w Polsce
Dyrektor Departamentu Metodologii i Jakości Badań GUS Dominik Dąbrowski
zaznaczył, że wśród pracujących w gospodarce narodowej dominują sprzedawcy
sklepowi i kasjerzy, kierowcy samochodów ciężarowych, magazynierzy oraz
nauczyciele szkół podstawowych. Te cztery grupy stanowią 13,5 proc. wszystkich
zawodów obecnych na rynku pracy.
Dodał, że kobiety najczęściej dominują w zawodach związanych z sektorem opieki
zdrowotnej oraz edukacji. Do najbardziej sfeminizowanych zawodów należą:
położne, specjalistki ds. wychowania małego dziecka oraz asystentki
dentystyczne.
Wśród mężczyzn dominują zawody wymagające przede wszystkim siły fizycznej. Do
najbardziej zmaskulinizowanych należą: górnicy, murarze, operatorzy maszyn
rolniczych i dekarze. Zrównoważoną strukturę płci można zauważyć przede
wszystkim wśród właścicieli sklepów, piekarzy i cukierników, pracowników usług
domowych oraz szefów kuchni.
Zróżnicowanie wieku pracowników
Z zaprezentowanego raportu wynika, że między grupami zawodowymi wyraźnie
zróżnicowany jest średni wiek pracujących. Najmłodsi są pracownicy zajmujący
się przygotowywaniem posiłków typu fast food oraz sportowcy i dżokeje.
Pracownicy ci mają średnio 29 lat. Niewiele wyższą średnią wieku charakteryzują
się modelki i modele oraz stewardzi – 31 lat.
Najstarszą grupę pracujących stanowią lekarze specjaliści oraz lekarze dentyści
specjaliści, których średni wiek wynosi odpowiednio: 56 i 55 lat. Przekroczenie
progu 50 lat średniego wieku dotyczy szerokiego spektrum zawodów – od
pielęgniarek z tytułem specjalisty, sędziów i duchownych, po techników
analityki medycznej, ekonomistów czy przedstawicieli władz publicznych.
Zdaniem Dąbrowskiego fakt, że średni wiek lekarzy, lekarzy dentystów i
pielęgniarek posiadających specjalizację przekracza 50 lat, może zapowiadać
pojawienie się w przyszłości niedoborów kadrowych w sektorze ochrony zdrowia.
Dodatkowo lekarze od lat znajdują się na liście zawodów deficytowych w
większości powiatów w Polsce.
Cudzoziemcy na polskim rynku pracy
Według eksperta istotną grupę osób pracujących w Polsce stanowią cudzoziemcy.
Dąbrowski zaznaczył, że wśród cudzoziemców pracujących w gospodarce narodowej
najliczniejszą grupę (70 proc.) stanowią Ukraińcy. Na kolejnych miejscach
plasują się Białorusini (13 proc.), Hindusi (1,8 proc.) i Gruzini (1,4 proc.).
Najczęściej wykonywanym przez cudzoziemców zawodem jest kierowca samochodu
ciężarowego - wykonuje go 12,6 proc. osób. Kolejne miejsca zajmują magazynierzy
(4,5 proc.) oraz programiści aplikacji (3,1 proc.). Kobiety stanowią 37 proc.
wszystkich pracujących cudzoziemców i najczęściej podejmują pracę jako
sprzedawcy sklepowi (5,4 proc. wśród kobiet), magazynierzy (5,3 proc.) oraz
pomoce i sprzątaczki (4,9 proc.).
Praca na umowach śmieciowych
W raporcie uwzględniono również osoby wykonujące pracę wyłącznie na podstawie
umów zlecenia i pokrewnych. Najczęściej na tej podstawie zatrudniane są pomoce
i sprzątaczki oraz robotnicy wykonujący prace proste w przemyśle. Te dwie grupy
stanowią łącznie blisko 10 proc. wykonujących pracę na podstawie umów zlecenia
i pokrewnych.
Grupa ta jest również mocno zróżnicowana pod względem wieku. W niektórych
zawodach pracują głównie osoby w wieku emerytalnym, w innych dominują młodzi
pracownicy. Najstarsze grupy to przedstawiciele władz publicznych i lekarze
specjaliści, osiągający średnio 65 lat, a tuż za nimi inżynierowie górnictwa
czy technicy analityki medycznej.
Na przeciwnym biegunie znajdują się zawody o najmłodszym profilu demograficznym
– sportowcy, dżokeje i demonstratorzy wyrobów, ze średnim wiekiem około 27 lat,
a także pracownicy gastronomii, obsługi klienta, usług osobistych oraz
transportu.
Zawody zagrożone sztuczną inteligencją
Dąbrowski zaznaczył, że dzięki współpracy z ekspertami z NASK w raporcie udało
się wyodrębnić zawody, które są najbardziej podatne na automatyzację, i w
których znaczna część obowiązków może wkrótce zostać przejęta przez AI.
Do najbardziej zagrożonych zawodów należą operatorzy wprowadzania danych,
operatorzy edytorów tekstów, pracownicy do spraw rachunkowości i księgowości
oraz pracownicy do spraw statystyki, ubezpieczeń i finansów. Z raportu wynika,
że w zawodach tych pracuje obecnie 640 tysięcy osób - 77,2 procent z nich
stanowią kobiety, a średni wiek pracowników wynosi 40 lat.
8.
Europejski Trybunał Sprawiedliwości podtrzymał karę 4,1 miliarda euro nałożoną
na Google za system Android.
https://www.repubblica.it/economia/2026/07/02/news/la_corte_di_giustizia_ue_conferma_la_multa_da_41_miliardi_a_google_per_android-425446237/?ref=RHLM-BG-P17-S1-T1-fdg16
Trybunał Sprawiedliwości UE odrzucił apelację Google i jego spółki macierzystej
Alphabet od orzeczenia Sądu Unii Europejskiej , podtrzymując karę w wysokości
4,1 mld euro nałożoną na Google przez Komisję Europejską za nadużywanie
dominującej pozycji wyszukiwarki Google Search w systemie operacyjnym Android .
Sprawa sięga 2018 roku, ale grozi zaognieniem stosunków między USA a Unią
Europejską, zaledwie kilka dni po groźbie prezydenta Donalda Trumpa nałożenia
100% cła na eksport z kontynentu, jeśli opodatkowanie cyfrowe zostanie
zastosowane wobec wielkich firm technologicznych, na co Bruksela odpowiedziała
w podobny sposób. W zeszłym roku Juliane Kokott, prawniczka Trybunału,
sugerowała już utrzymanie sankcji, uzasadniając to nałożeniem ograniczeń
umownych na producentów smartfonów z systemem Android i operatorów komórkowych.
Zgodnie z ustaleniami Komisji sprzed ośmiu lat, Google nadużyło swojej pozycji
dominującej, narzucając, w szczególności poprzez umowy instalacyjne i
szczegółowe warunki licencyjne dla niektórych aplikacji, priorytet swojej
wyszukiwarki Google i przeglądarki Chrome na urządzeniach mobilnych z systemem
operacyjnym Android, również oferowanych przez Google. Jak przypomniał
Trybunał, wstępna ocena przewidywała grzywnę w wysokości 4,34 mld euro, z czego
1,92 mld euro zostało nałożone solidarnie na Alphabet.
Po wniesieniu sprawy do Sądu Unii Europejskiej nastąpiła niewielka zmiana: Sąd
uchylił część decyzji Komisji, która uzależniała umowy Google o podziale
przychodów z niektórymi producentami sprzętu oryginalnego i operatorami sieci
komórkowych od wyłącznej instalacji wyszukiwarki Google na określonej grupie
urządzeń. W związku z tym grzywna została zmniejszona do 4,125 mld euro.
Amerykański gigant zaskarżył tę decyzję, ale Trybunał Sprawiedliwości Unii
Europejskiej podtrzymał ją z powodu „praktyk antykonkurencyjnych związanych z
systemem operacyjnym Android”, potwierdzając tym samym stanowisko Sądu
Pierwszej Instancji.
Z orzeczenia wynika, że spór dotyczył przede wszystkim kwestii proceduralnych.
„Po pierwsze” – wyjaśnia Sąd – „Sąd Pierwszej Instancji nie naruszył prawa,
oceniając antykonkurencyjne skutki warunków instalacji przewidzianych w umowach
Android”. Następnie Sąd potwierdza, że Sąd Pierwszej Instancji mógł stwierdzić
istnienie „błędu status quo” faworyzującego preinstalowane aplikacje i orzec,
że Google i Alphabet nie wykazały, że preferencje użytkowników lub rzekoma
jakość ich usług same w sobie wyjaśniały zaobserwowane zachowanie”.
„Po drugie” – czytamy dalej w dzisiejszym orzeczeniu – „Sąd nie naruszył prawa,
podtrzymując ocenę Komisji dotyczącą warunków instalacyjnych określonych w
umowach Android. Wykazanie nadużycia pozycji dominującej nie jest w żadnym
wypadku uzależnione od udowodnienia możliwości wykluczenia jedynie równie
efektywnych konkurentów. Biorąc pod uwagę specyfikę rozpatrywanych rynków
cyfrowych, Sąd mógł stwierdzić, że takie praktyki mogły ograniczać konkurencję
i wzmacniać bariery wejścia na rynek bez odwoływania się do takiego kryterium”.
Dwie ostatnie uwagi dotyczą oceny „porozumień antyfragmentacyjnych”: mogły one
„ograniczyć możliwości handlowe niekompatybilnych wersji Androida, a tym samym
wzmocnić pozycję dominującą Google”, bez konieczności przeprowadzania analizy
autentyczności. Co więcej, Sąd słusznie uznał strategię Google za jednolitą,
antykonkurencyjną, nawet po częściowym unieważnieniu.
Odpowiedź Mountain View
„Android oferuje większy wybór dla każdego i wspiera tysiące firm. To
orzeczenie nie uwzględnia znaczących inwestycji poczynionych w celu
zapewnienia, że Android pozostanie otwarty, interoperacyjny i darmowy.
Dostosowaliśmy jednak nasze umowy, aby odzwierciedlały pierwotną decyzję z 2018
roku i nadal koncentrujemy się na ciągłych innowacjach i otwartości dla naszych
użytkowników, partnerów i deweloperów” – powiedział rzecznik Google.
9.
Lefebvryści, Stolica Apostolska formalizuje schizmę: „Drzwi otwierają się dla
wiernych, którzy się nie przyłączą”.
https://www.repubblica.it/cronaca/2026/07/02/news/lefebvriani_santa_sede_scomunica_ufficiale-425446127/?ref=RHLM-BG-P2-S1-T1-fdg6
Ekskomunika dla sześciu biskupów – czterech konsekrowanych wczoraj w Écône w
Szwajcarii i dwóch, którzy ich konsekrowali – oraz schizma: jak już wcześniej
ogłoszono, Stolica Apostolska, za pośrednictwem Dykasterii Nauki Wiary, w
dekrecie jasno i wyraźnie określiła zerwanie lefebrystów, ostrzegając księży i
wiernych związanych ze skrajnie tradycyjnym bractwem, że „ci, którzy formalnie
należą do Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X są schizmatykami i
ekskomunikowani”, ale otwiera również drzwi „wszystkim tym, którzy pragną
powrócić do pełnej komunii”.
Dekret, któremu towarzyszy nota wyjaśniająca, został sporządzony przez sekcję
dyscyplinarną byłego Świętego Oficjum i podpisany przez prefekta, kardynała
Victora Manuela Fernandeza, sekretarza tej sekcji, monsignora Johna Kennedy'ego
i sekretarza sekcji doktrynalnej, don Armando Matteo.
Ekskomuniki
Dekret poświadcza, że biskupi Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, Alfonso de
Galarreta i Bernard Fellay (odpowiednio główny konsekrator i współkonsekrator)
oraz nowo konsekrowani biskupi Pascal Schreiber , Michael Goldade , Michel
Poinsinet de Sivry i Marc Hanappier ściągnęli "ipso facto"
ekskomunikę "latae sententiae" zarezerwowaną dla Stolicy Apostolskiej
za dokonanie "aktu o charakterze schizmatyckim", "konsekracji
biskupiej czterech prezbiterów, bez papieskiego mandatu i wbrew woli
Najwyższego Papieża". Poprzednie Święte Oficjum ustala, że w akcie
dokonywania konsekracji zarówno konsekratorzy, jak i konsekrowani ściągnęli
przewidywaną ekskomunikę. Jeśli chodzi o wiernych świeckich, ci, którzy
formalnie wstępują do Bractwa, mają być uważani za ekskomunikowanych. Więcej
szczegółów, zwłaszcza dotyczących wiernych, można znaleźć w „Nocie
wyjaśniającej” opublikowanej przez dykasterię odpowiedzialną za prawosławie
katolickie w tym samym czasie, co dekret o ekskomunice.
„Próby daremne”
„Od czasów świętego Pawła VI aż do ostatnich dyskusji prowadzonych w tej
Dykasterii” – czytamy w oświadczeniu – „wielokrotne próby przywrócenia pełnej
komunii z Kościołem katolickim zwolenników ruchu zainicjowanego przez
arcybiskupa Marcela Lefebvre’a okazały się daremne. Sytuację tę dodatkowo
pogorszyły niedawne konsekracje biskupie, dokonane bez papieskiego mandatu,
wbrew woli Ojca Świętego i z jawnym naruszeniem prawa kanonicznego. Dlatego
też, wiernie wypełniając powierzone jej funkcje, Dykasteria uważa za konieczne
stwierdzenie, że akt ten stanowił zbrodnię schizmy, pociągającą za sobą
konsekwencje kanoniczne dla duchownych i wiernych świeckich. Jak już ogłoszono
w 1988 roku, «takie nieposłuszeństwo – pociągające za sobą praktyczne
odrzucenie prymatu rzymskiego – stanowi akt schizmatycki»”.
Los wiernych
W tym względzie nota kontynuuje odtąd: „ 1. Święci szafarze należący do Bractwa
Kapłańskiego Świętego Piusa X są w schizmie i dlatego muszą być uważani za
schizmatyków, podlegając ekskomunice przewidzianej przez prawo kanoniczne”; „
2. Jeśli chodzi o wiernych świeckich, ci, którzy formalnie należą do Bractwa
Kapłańskiego Świętego Piusa X, mają być uważani za schizmatyków i
ekskomunikowani”; „3. Wreszcie, święty Lud Boży jest ostrzegany, że święci
szafarze Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X udzielają sakramentów
nielegalnie, a sakrament pokuty przez nich udzielany i małżeństwo przez nich
asystowane są nieważne”. Po tym ustanowieniu „Kościół jako troskliwa matka,
przyjmie ze szczerą miłością i żywą troską wszystkich, którzy pragną powrócić
do pełnej komunii. Nuncjusze apostolscy będą dysponować procedurami, z których
Ordynariusze mogą skorzystać w różnych przypadkach. Wreszcie, wszyscy wierni są
zachęcani” – kończy się nota dawnego Świętego Oficjum – „do trwania w jedności
z Papieżem, z biskupami pozostającymi z nim w jedności i z całym Kościołem, a
także do powstrzymania się od uczestnictwa w celebracjach i działaniach
promowanych przez wspomniane Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X”.
10.
Wschodnia. Lutera, króla Henryka: tysiąc schizm w cieniu władzy.
https://www.repubblica.it/cronaca/2026/07/02/news/lefebvriani_lutero_re_enrico_storia_augias_commento-425445587/?ref=RHLF-BG-P9-S1-T1-s2033
Słyszymy słowa, które brzmią jak echo odległych czasów, odmiennych od naszych,
kiedy ciężar kwestii religijnych był znacznie większy: schizma, ekskomunika. W
rzeczywistości motywy doktrynalne i polityczne splatają się w ruchu arcybiskupa
Lefebvre'a , jak zawsze miało to miejsce w przypadku każdej innej schizmy w
długiej historii Kościoła. Z pewnością istnieje żądanie przywrócenia Mszy
trydenckiej w języku łacińskim (Sobór Trydencki, 1545-1563); istnieje
odrzucenie dialogu międzyreligijnego uważanego za mylący w odniesieniu do
prawdziwej wiary; istnieje zasadnicze odrzucenie decyzji podjętych podczas
Soboru Watykańskiego II. W pewnym sensie spory są dobrą rzeczą; te ruchy
schizmatyckie, te zmagania w imię doktryny, jej interpretacji, są oznaką żywotności.
Owszem, mogą wywołać kryzys, ale sam aparat towarzyszący tym ceremoniom,
scenografia, wspaniałe stroje, nakrycia głowy tak niezwykłe, że byłyby
absurdalne, gdyby nie przywoływały na myśl głęboko zakorzenionej starożytności,
są widocznym znakiem żarliwej chęci zachowania dziedzictwa.
Schizmy przecież nieustannie towarzyszą historii Kościoła. Przypomnę jedną z
najdawniejszych w porządku chronologicznym – schizmę anglikańską z 1534 roku.
Powstała ona z szeregu przyczyn, które w powszechnym przekonaniu sprowadzają
się do pragnienia króla Henryka VIII, by rozwieść się z Katarzyną Aragońską i
poślubić Annę Boleyn, w której się zakochał i od której również miał nadzieję
na posiadanie silnego męskiego rodu, który zapewniłby przyszłość dynastii.
„Rozwód” to zresztą termin nieprecyzyjny; król w rzeczywistości prosił papieża
Klemensa VII o unieważnienie małżeństwa, podobnie jak we Włoszech, gdzie
odwołano się do Świętej Roty, aż do wprowadzenia rozwodu. Był to pomysłowy
sposób na obejście świętości węzła małżeńskiego. Rzym odmówił, a i tutaj powody
są złożone. Po splądrowaniu Rzymu w 1527 roku Klemens VII był bardzo narażony
na cesarza Karola V, który wysłał swoich landsknechtów, by spustoszyli Rzym.
Cesarz, bratanek Katarzyny, stanął w obronie swojej ciotki. Unieważnienie
małżeństwa, które zostało powszechnie uznane za skonsumowane, byłoby aktem
ewidentnie wrogim, którego najlepiej było uniknąć. Krótko mówiąc, schizma
nastąpiła również ze względów politycznych. Na mocy Aktu Supremacji (1534)
Henryk VIII został ogłoszony Najwyższą Głową Kościoła Anglii ( Anglikana
Ecclesia), tytuł ten był dziedziczny dla wszystkich jego następców. Do dziś
królowa Elżbieta II była Najwyższą Głową, podobnie jak jej syn, obecny władca
Karol III, i podobnie jak Wilhelm w dniu wstąpienia na tron.
Jednak schizma angielska prawdopodobnie nie doszłoby do skutku lub byłaby
trudniejsza, gdyby nie panowała w Europie atmosfera polityczna sprzyjająca
takim gestom. Kilka lat wcześniej (31 października 1517 r.) Luter oddzielił
znaczną część Europy Północnej i samą Francję od Rzymu. Sprawcą
najpoważniejszej schizmy w chrześcijaństwie był augustianin, podobnie jak
obecny papież Leon XIV. Pierwszy z nich zainicjował schizmę, a Leon walczył,
aby jej zapobiec. Historia zna takie paradoksy.
Oczywiście istnieją inne przyczyny wyjaśniające to, co się wówczas wydarzyło.
Na przykład, monarchie narodowe umacniały swoją władzę. Nawet Henryk VIII
prawdopodobnie nie odważyłby się na taki krok, gdyby nie „wyczuł” z polityczną
przenikliwością, że jego lud w dużej mierze opowiada się za oderwaniem się od
Rzymu. Nastąpiła konfiskata majątku kościelnego, co przyniosło pewne korzyści
państwowej kasie, ale także znaczne korzyści najbardziej przebiegłym
spekulantom. Przejęcie majątku kościelnego znacząco przyczyniło się do
przekształcenia krajobrazu wiejskiego i miejskiego Anglii.
Kolejną dramatyczną stroną jest ta, która nosi nazwę schizmy wschodniej – 1054.
W tym przypadku powody doktrynalne, polityczne i związane z władzą są jeszcze
wyraźniej splecione niż w schizmie angielskiej. Najwyraźniej ten dramatyczny
rozłam, który oddzielił Kościół katolicki od Kościoła prawosławnego, jest
związany z jednym prostym słowem „Filioque”, „i od Syna”. Kwestia doktrynalna
jest w istocie związana z teologicznym sporem o Credo, akt wiary, który wiąże
chrześcijan z ich religią („Credo in unum Deum…”), pakt, więź. W tradycji
łacińskiej dodano, że Duch Święty, trzecia osoba Trójcy Świętej, zstępuje,
pochodzi od Ojca i Syna. Werset
brzmi: „In Spiritum Sanctum [Credo] qui ex Patre Filioque procedit”. Wschodni
chrześcijanie sprzeciwiali się, twierdząc, że to podwójne zstąpienie może
prowadzić do nieporozumienia, jakoby w Trójcy Świętej istniały dwa źródła, z
których pochodziła trzecia osoba. W rzeczywistości, w tradycji wschodniej, syn
znika, pozostawiając jedynie ojca. Jednak nawet w tym przypadku, obok czysto
doktrynalnych, istniały również inne względy polityczne. Na przykład, względy,
jakie obie stolice, Rzym i Konstantynopol, rościły sobie do własnych interesów.
Co prawda mieszkańcy Konstantynopola nazywali siebie „Rzymianami”, ale zdawali
sobie sprawę, że prawdziwy Rzym rozpoczął już schyłek, który stopniowo zacierał
jego dawną świetność. Następnie upadł również Konstantynopol (1453), miasto
zmieniło nazwę na Stambuł, ale dawny spór pozostał i, podobnie jak w przypadku
Anglii, jest żywy do dziś w wielu krajach Europy Wschodniej, w tym w Rosji.
Historia Kościoła jest długa, schizma lefebrowska wkrótce stanie się jedynie
przypisem.
11.
Jutro, czyli dzisiaj. A kard. Hlond, to ten sam, który dmuchał seminarzystów? Z
tego seminarium, do którego chodził jego faworyt, Karol Wojtyła?
Ma swoją ulicę w Miasteczku Wilanów. Typowy katolik.
https://wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,32884942,prymas-polski-przekonal-papieza-ze-pogrom-kielecki-to-czesc.html#s=S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy
12.
Raport Kongresu głosi, że Trump porwał 250. rocznicę Stanów Zjednoczonych,
by służyć „ideologii politycznej i ulubionym projektom”
https://www.theguardian.com/us-news/2026/jul/02/trump-hijacked-250-anniversary
Raport podkomisji Demokratów Izby Reprezentantów przedstawia sieć domniemanej
korupcji, oszustw telekomunikacyjnych i programów typu „płać, aby grać”
Jak wynika ze śledztwa Kongresu opublikowanego w czwartek, Donald Trump
zorganizował wrogie przejęcie obchodów 250. rocznicy USA , aby wzbogacić
sojuszników politycznych, zebrać dane o wyborcach i promować ideologię
chrześcijańskiego nacjonalizmu.
Raport tymczasowy zatytułowany „Od próżności do szaleństwa: jak Biały Dom
oszukał Amerykanów z okazji ich 250. urodzin” opisuje sieć domniemanej
korupcji, oszustw telekomunikacyjnych i schematów płatności realizowanych przez
korporację-cień działającą w ramach Fundacji Parków Narodowych (NPF).
Dokument został sporządzony przez demokratyczny personel podkomisji nadzoru i
śledztw komisji zasobów naturalnych Izby Reprezentantów. Nie został on
oficjalnie przyjęty przez komisję.
13.
https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32890836,anne-applebaum-stany-zjednoczone-ameryki-dozyja-trzysetnej.html#s=S.TD-K.C-B.4-L.1.duzy
50 lat temu, podczas 200. rocznicy USA, miałam 11 lat. Tamtego 4 lipca byłam na
letnim obozie w Karolinie Północnej. Pamiętam uroczyste podnoszenie flagi,
patriotyczne pieśni i fajerwerki. Jedni z nas byli ze stanów
"niebieskich", inni z "czerwonych", niektórzy pochodzili z
rodzin o poglądach odmiennych od moich. Ale każdy wiedział, że ta rocznica jest
dla nas wszystkich.
Pod koniec przemówienia po przyjęciu wiceprezydenckiej nominacji na konwencji
Partii Republikańskiej w 2024 roku ton J.D. Vance'a stał się bardziej osobisty.
Zaczął mówić o cmentarzu w Kentucky, gdzie pochowano pięć pokoleń jego rodziny
i gdzie, jak ma nadzieję, on i jego dzieci również zostaną pochowani.
Cmentarz jest dla niego ważny, ponieważ kości tam spoczywające – niektóre
należące do osób urodzonych „w czasach wojny secesyjnej" – reprezentują
konkretną rzeczywistość, ojczyznę, miejsce, którego będzie bronił.
„Ludzie nie będą walczyć o abstrakcje" – powiedział Vance – „ale będą
walczyć o swój dom".
Innymi słowy, nie „wszyscy ludzie są stworzeni równymi" ani nie „życie,
wolność i dążenie do szczęścia", ale nagrobki. Vance wierzy, że to krew i
ziemia, a nie idee i zasady, czynią go Amerykaninem.
Tak się składa, że mogę rywalizować z wiceprezydentem w wyścigu o prawo do
starych kości.
W Galveston w Teksasie jest cmentarz, na którym leży wielu członków mojej
rodziny liczącej ponad pięć pokoleń. Mam zdjęcie praprababci, której nagrobek
tam się znajduje; stoi w kapeluszu i płaszczu na chłodnej plaży. Jej rodzice –
to znaczy moi praprapradziadkowie, którzy urodzili się na długo przed wojną
secesyjną – są pochowani niedaleko, podobnie jak ciotki, wujkowie i kuzyni, z
których niektórzy przybyli na wybrzeże Zatoki Meksykańskiej, zanim członkowie
rodziny Vance'a dotarli do Appalachów.
Ale tu właśnie Vance i ja się różnimy: nie sądzę, że moi przodkowie na
cmentarzu w Galveston czynią mnie Amerykanką.
Wręcz przeciwnie, wszyscy – ja i Vance; teściowie Vance'a urodzeni w Indiach;
moi praprapradziadkowie urodzeni w Alzacji; nasze dzieci i ewentualne wnuki –
jesteśmy, byliśmy lub będziemy Amerykanami, ponieważ żyjemy we wspólnocie
stworzonej przez abstrakcje, które odrzucił w swoim przemówieniu.
Co ważniejsze, jestem przekonana, że te abstrakcje, wszystkie te słowa
przysięgi o „ustanowieniu sprawiedliwości" i „zapewnieniu błogosławieństw
wolności" są o wiele silniejsze, o wiele potężniejsze niż siła
przyciągania naszych klanów i cmentarzy.
Dlaczego? Ponieważ mogą one zjednoczyć i zainspirować naród, który składa się z
ludzi o tak radykalnie różnych korzeniach i przodkach, jak ci należący do mnie
i Vance'a. Prawnicy, rolnicy, właściciele plantacji i wichrzyciele, którzy
napisali nasze dokumenty założycielskie, doskonale zdawali sobie sprawę, że
potrzebują zestawu jednoczących idei.
Kiedy zabrali się za pisanie Konstytucji, ponad dekadę po Deklaracji
Niepodległości, którą świętujemy w tym tygodniu, nie zajmowali się już przede
wszystkim wolnością i dążeniem do szczęścia, ale sposobami na utrzymanie 13
oddzielnych kolonii i ludzi o wielu rozbieżnych poglądach i wyznaniach w jednym
państwie. W przeciwieństwie do Deklaracji Niepodległości, nasza konstytucja nie
zaczyna się od uniwersalnego stwierdzenia, że „wszyscy ludzie zostali stworzeni
równymi".
Zaczyna się od konkretnej potrzeby „stworzenia doskonalszej unii". Ta
potrzeba stawała się coraz pilniejsza w kolejnych dekadach, w miarę, jak unia
ta obejmowała coraz szersze grono ludzi, w tym byłych niewolników i imigrantów
z Azji, Europy Wschodniej i Ameryki Łacińskiej.
Aby utrzymać kraj w całości, nadal potrzebujemy sprawnie działających
instytucji.
Ale potrzebujemy również symboli: flagi, hymnu narodowego, wspólnych ceremonii,
które przypominają nam o naszych ideach założycielskich. Potrzebujemy Święta
Dziękczynienia.
Potrzebujemy obchodów Czwartego Lipca. Potrzebujemy inauguracji prezydenckich.
Potrzebujemy orędzia o stanie państwa. Nie przypadkiem przemówienia na
konwencjach są tradycyjnie wykorzystywane do odwoływania się do jedności i
„abstrakcyjnych" amerykańskich wartości.
Odkąd Donald Trump i J.D. Vance objęli w zeszłym roku urząd, realizują, co
wcześniej postanowili - niszczą i instytucje, i symbole.
Vance nieprzypadkowo postanowił mówić o cmentarzach: ponieważ obaj wierzą, że
tylko ich klany reprezentują Amerykę, że tylko tacy jak oni zasługują na miano
„prawdziwych" Amerykanów i że rząd amerykański istnieje wyłącznie po to,
by im służyć, muszą podważyć wszystko, co opowiada bardziej jednoczącą
historię.
Ten cel miał na myśli Trump, gdy celowo i metodycznie oszpecał Biały Dom,
budynek symbol, zaprojektowany tak, by przywoływać prostotę, skromność,
symetrię – klasyczne cnoty powszechnie podziwiane w czasach powstawania
Ameryki.
Zbezcześcił Ogród Różany, pielęgnowany przez szereg Pierwszych Dam jako dar dla
narodu, zastępując wypielęgnowany trawnik, znany pokoleniom Amerykanów z
wystąpień prezydenckich, brukowanym patio skopiowanym z jego kurortu na
Florydzie - jako dar dla siebie.
Rozkopał Skrzydło Wschodnie, aby wznieść sobie jeszcze większy pomnik w postaci
efekciarskiej sali balowej, przyjmując setki milionów dolarów od prywatnych
darczyńców, a jednocześnie potajemnie żądając setek milionów dolarów od
podatników.
Zhańbił Południowy Trawnik widowiskiem, w którym półnadzy mężczyźni tłukli się
nawzajem na krwawą miazgę, odgrywając popisy dominacji i uległości.
Nawet zniszczenie Lincoln Memorial Reflecting Pool na National Mall ma głębokie
realne znaczenie.
Prezydent zlecił przebudowę lustrzanej sadzawki przed Mauzoleum Lincolna
„facetowi, który jest niesamowity w naprawianiu basenów" - znanemu mu
ponoć z prac w jego prywatnych obiektach - w preferowanym przez siebie kolorze,
bez konsultacji z nikim i bez żadnych formalnych procedur.
A kiedy renowacja okazała się nieudolna, nie rozwiązując wieloletniego problemu
glonów, lecz sprzyjając ich rozwojowi glonów, zmusił policję i Gwardię Narodową
do udawania, że basen został zdewastowany, a nawet do zbadania lub aresztowania
osób, które dotykały wody.
Wydaje się to żenującą i komiczną błahostką, ale nią nie jest.
Przedstawiciele amerykańskiego państwa muszą teraz podporządkowywać się
prywatnym fikcjom prezydenta, jak bardzo by nie były absurdalne, ponieważ on i
jego plemię wierzą, że urzędnicy federalni pracują wyłącznie dla nich, a nie
dla nas wszystkich.
Poprzez to wszystko i na wiele innych sposobów administracja Trumpa zniszczyła
obchody 250. rocznicy powstania narodu.
W 1976 roku podczas 200. rocznicy miałam 11 lat. Tamtego 4 lipca byłam na
letnim obozie w Karolinie Północnej.
Pamiętam uroczyste podnoszenie flagi, patriotyczne pieśni i fajerwerki
wieczorem. Wówczas nie sądziliśmy, że istnieje trwały podział kulturowy między
stanami czerwonymi a niebieskimi.
Patrząc z perspektywy czasu, jestem pewna, że niektórzy z moich współtowarzyszy
obozu pochodzili z rodzin o poglądach odmiennych od moich. Dla naszych obchodów
dwusetnej rocznicy nie miało to znaczenia głównie dlatego, że mieliśmy 11 lat.
Ale nie miałoby też znaczenia, nawet gdybyśmy byli dorośli, ponieważ każdy
wiedział, że dwusetna rocznica jest dla nas wszystkich.
Wielkie żaglowce o niebotycznych masztach, fajerwerki, Pociąg Wolności, który
wiózł kamień księżycowy po kraju – wszystko to były symbole, które dzieliliśmy,
niezależnie od tego, z której części Ameryki pochodziliśmy.
Prezydent Gerald Ford nie próbował skupiać wydarzeń tamtego roku na sobie,
swojej bazie wyborczej, plemieniu czy koncie bankowym. Ten rok jest inny,
ponieważ Biały Dom zamieszkują ludzie, którzy nie wierzą w „abstrakcje",
które zazwyczaj świętujemy 4 lipca. A to wpływa na resztę z nas, czy tego
chcemy, czy nie.
Obchody Kongresu, planowane od dekady, zostały zastąpione obchodami prezydenta,
finansowanymi przez prywatnych darczyńców i obejmującymi przemówienie
polityczne jego samego.
Inne instytucje w Waszyngtonie i okolicach przełożyły lub skróciły swoje
obchody 250. rocznicy, aby nie przeszkadzać prezydentowi.
Wiele osób, które mogłyby uczestniczyć w świętowaniu ćwierci tysiąclecia
naszego państwa, nie zwróci uwagi.
Nie wiem, czy Stany Zjednoczone Ameryki dożyją trzysetnej rocznicy, ale jeśli
tak, to dlatego, że wąskie plemię, które reprezentują Trump i Vance, zostanie
pokonane i usunięte, a stery kraju ponownie obejmą ludzie wierzący w unię
amerykańską.
To nie jest oświadczenie partyjne, głos po jednej „mojej" stronie.
Demokraci i Republikanie będą musieli wspólnie odebrać państwo ludziom, którzy
wierzą, że rządzą z prawa dziedziczenia, i oddać je narodowi, który nadal
wierzy, że wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi.
Że stwórca obdarzył ich pewnymi niezbywalnymi prawami.
I że celem rządu jest służenie narodowi, a nie wzbogacanie oligarchicznego
klanu.
14.
Brazylia: Trzy siostry po stu latach dzielą się sekretem swojej
długowieczności: geny, kraby i kłótnie.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/07/02/video/brasile_tre_sorelle_over_100_raccontano_il_segreto_della_loro_longevita_geni_granchio_e_litigate-425446880/?ref=-BH-I0-P-S4-T1
Jaki jest sekret długiego życia? Siostry Zulina de Deus Nunes (103 lata),
Zoraide de Deus Mota (104 lata) i Levita de Deus Nunes (109 lat), mieszkające w
Rio de Janeiro, uznanym przez Księgę Rekordów Guinnessa za najstarsze na
świecie żyjące rodzeństwo, mogą pomóc naukowcom w znalezieniu odpowiedzi.
Projekt Long-Lived DNA, badanie prowadzone przez naukowczynię Mayanę Zatz z
Uniwersytetu w São Paulo, ma na celu zbadanie biologicznych czynników starzenia
się. Naukowcy mają nadzieję zrozumieć, w jaki sposób czynniki genetyczne, a nie
styl życia, pomagają chronić serce, mięśnie i funkcje poznawcze przed skutkami
starzenia. Trzy siostry przypisują swoją długowieczność zdrowej diecie i
aktywnemu trybowi życia. Zulina wspominała dzieciństwo spędzone na pływaniu i
łowieniu ryb w rzekach. „Wszystko było świeże. Nie miałyśmy lodówki” –
powiedziała. „Karmienie piersią jest niezwykle ważne” – dodała Zoraide. Siostry
prowadziły jednak dość normalne życie. Levita pracowała jako rzemieślniczka, a
następnie w telewizji, ale nie miała dzieci. Zoraide pracowała jako
pielęgniarka i wychowała pięcioro dzieci, a Zulina, gospodyni domowa, wychowała
sześcioro. Levita wspomina swoje życie bez żalu. „Miałam dobre dzieciństwo i
okres dojrzewania. Nie mam żadnych zastrzeżeń”.
15.
Jedzenie ludzi jest szkodliwe dla zdrowia. „Ryzyko infekcji, dlatego kanibalizm
jest tematem tabu”.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/07/02/news/cannibalismo_fa_male_alla_salute_si_rischiano_infezioni_motivi_tabu-425446707/?ref=RHLF-BG-P14-S1-T1-PP
Jedzenie własnego gatunku jest szkodliwe dla zdrowia. Kanibalizm jest
kulturowym tabu, ale ma też realne uzasadnienie, związane z higieną i obroną
przed infekcją. Ten problem od dawna fascynuje dwóch psychologów: Michała
Misiaka z Uniwersytetu Wrocławskiego i Petra Turecka z Uniwersytetu Karola w
Pradze. „Badaliśmy ludzkie ciało jako potencjalne źródło pożywienia, rozważając
korzyści kaloryczne z jednej strony i koszty z drugiej” – wyjaśniają w artykule
opublikowanym dzisiaj w czasopiśmie naukowym PNAS.
Koszty i korzyści kanibalizmu
Ich wniosek jest taki, że koszty przewyższają korzyści. Lepiej utrzymywać dobre
relacje z innymi ludźmi niż wykorzystywać ich do zaspokajania głodu, jak
pokazuje przypowieść o Piętaszku z „Robinsona Crusoe”. „Kanibalizm jest jednym
z najpoważniejszych tabu w ludzkich społeczeństwach” – wyjaśniają dwaj badacze.
„Wiemy jednak, że pojawiał się i rozprzestrzeniał wielokrotnie w historii
ludzkości. Dlaczego tak się stało? I jakie mechanizmy doprowadziły do jego
stłumienia?” – pytają badacze.
Głównym powodem, dla którego lepiej szukać pożywienia gdzie indziej, jest to,
że infekcje łatwiej rozprzestrzeniają się w obrębie jednego gatunku. Wiele
wirusów przenosi się ze zwierząt na ludzi, ale tak zwane zoonozy muszą pokonać
przeszkodę, aby przystosować się do innego żywiciela, co powoduje, że dany
gatunek przeskakuje. „Patogeny natomiast mają łatwiej, gdy trafiają do
organizmu o tej samej fizjologii” – wyjaśniają autorzy badania PNAS.
Przeciętny posiłek
Druga strona skali – zaleta posiadania źródła kalorii blisko domu – również nie
jest zbyt kusząca. Ludzie, składający się głównie ze skóry i kości, są
przeciętnym źródłem energii w porównaniu z innymi, pulchniejszymi i bardziej
soczystymi zwierzętami.
Zdaniem obu badaczy, zwyczaj zjadania osobników własnego gatunku dotyczył
różnych prymitywnych populacji epoki magdaleńskiej (15 tys. lat temu), czasami
nawet neandertalczyków (ich wymarcie datuje się na 30–40 tys. lat temu), jednak
ograniczał się do okresów skrajnego głodu.
Choroba Foreland w latach 50. XX wieku
Jednym z nielicznych wyjątków jest Papua-Nowa Gwinea, gdzie do ubiegłego
stulecia plemię Fore nadal gotowało i zjadało ciała swoich zmarłych krewnych.
Wierzono, że tylko w ten sposób ich dusze zostaną ostatecznie uwolnione od
ciał. Przez dziesięciolecia praktyka ta była przyczyną epidemii choroby zwanej
kuru: formy neurodegeneracji, która powoduje drżenie, zaburzenia koordynacji i
napady śmiechu.
Pod koniec lat 50. XX wieku umierało na nią około dwustu osób rocznie. Kiedy
przyczynę zidentyfikowano jako wadliwe białka zwane prionami (podobnie jak w
przypadku choroby szalonych krów), przenoszone przez posiłek pogrzebowy i
odporne na gotowanie, epidemia wśród plemienia Fore ustała. Podobnie jak
zwyczaj zjadania zmarłych krewnych.
„Tabu kanibalizmu wyewoluowało, aby chronić gatunek” – wyjaśnia Misiak.
„Społeczności przyzwyczajone do zjadania przedstawicieli własnego gatunku po
prostu nie przetrwały”.
Nie empatia, nie altruizm, a tym bardziej jakakolwiek forma szacunku: powodem,
dla którego przestaliśmy się nawzajem użalać nad sobą, był po raz kolejny
egoizm. Ostatecznie, w razie potrzeby, możemy nadal rozszarpywać naszych
bliźnich na strzępy w bardziej subtelny sposób, bez brudzenia sobie rąk, a co
gorsza, bez zarażania się infekcjami.
16.
Komentarze
Prześlij komentarz