DRUGI OBIEG
Piątek, 3 lipca 2026


1.

Ukochany kraj, umiłowany kraj… Niech żyją nam rządzący!
„Wyborcza” stawia sprawę na ostrzu noża: „czy KO chce mieć prokuraturę posłuszną, czy niezależną”.
Jaką sieczkę trzeba mieć w głowie, by zwolnienie Kaczyńskiego z odpowiedzialności wszelkiej, złośliwe uchylanie przez prokuratorkę kluczowych dla sprawy pytań mec. Giertycha? To nie jest kwestia posłuszeństwa czy niezależności, to kwestia sprawiedliwości, która jest jedna. I właśnie ten uśmiechnięty psychol ze zdjęcia ją pobił, związał i zgwałcił. Spytaj kogokolwiek, redaktorko!


2.

Liczba ofiar śmiertelnych ataków na Kijów wzrosła do 20, a Rosja ostrzega, że będzie nadal zwiększać presję” na stolicę Ukrainy
https://www.theguardian.com/world/live/2026/jul/02/russia-strikes-ukraine-war-kyiv-volodymyr-zelenskyy-europe-latest-news-updates
Rosja rozpoczęła intensywny atak rakietowy i dronów na Kijów z nocy na czwartek. Ataki na szeroką skalę uderzyły w budynki mieszkalne w stolicy Ukrainy i wywołały pożar w hotelu na centralnym bulwarze. Ludzie zostali uwięzieni w uszkodzonym dziewięciopiętrowym budynku mieszkalnym, podczas gdy dach innego wieżowca stanął w płomieniach, powiedział mer Kijowa Witalij Kliczko. Powiedział, że „pierwsze do szóstego piętra budynku mieszkalnego zawaliły się po bezpośrednim uderzeniu i wezwał mieszkańców do pozostania w schronach, które były przepełnione ludźmi podczas najgorszego ataku Rosji na ten kraj od połowy czerwca.
Ponad 56 osób zostało rannych w wyniku ostrzału stolicy Ukrainy przez rosyjskie drony i rakiety.
Ministerstwo obrony Rosji poinformowało, że atak, a także ataki na kilka regionów, w tym Połtawę i Dniepropietrowsk, były odwetem za ukraińskie ataki na infrastrukturę cywilną. Według lokalnego urzędnika liczba osób zabitych w Kijowie po nocnym ataku rosyjskim wzrosła do 20.

Skąd Zełenski dowiedział się z wyprzedzeniem o poważnym ataku Rosji? Ofensywa, która mobilizuje dziesiątki samolotów, okrętów i jednostek naziemnych oraz musi zsynchronizować wystrzelenie 74 pocisków i 472 dronów, wymaga wielu godzin przygotowań. Ukraińcy otrzymują zdjęcia satelitarne o jakości wojskowej, dostarczane przez fińską firmę satelitarną Iceeye. Pozwala im to monitorować rosyjskie lotniska i porty co cztery godziny, a tym samym śledzić ruchy bombowców strategicznych wykorzystywanych do ataków rakietowych oraz fregat o podobnych możliwościach.
Przedwczoraj, wczesnym popołudniem, aż 12 Tupolewów 95 i 160 przygotowywało się do akcji, zauważonych przez Ukraińców. Do tego dochodzi wkład amerykańskiego wywiadu – wygląda na to, że nawet Trump nie zerwał więzi między CIA a Kijowem – oraz kilku krajów europejskich. W tym przypadku informacje SIGINT są udostępniane na podstawie analizy transmisji radiowych między stanowiskami dowodzenia, a także aktywowanych systemów radarowych. Dane te są gromadzone zarówno przez satelity i samoloty „szpiegostwa elektronicznego”, jak i przez nowe formy cyfrowego monitorowania łączności, wdrażane za pomocą technik hackerskich, w których mistrzowsko operują ukraińscy agenci 007.


3.

Raport o wojnie na Ukrainie: Badania wykazały, że inwazja Rosji spowodowała ponad 2 miliony ofiar wśród żołnierzy
Liczba zabitych, rannych i zaginionych żołnierzy moskiewskich znacznie przewyższa liczbę żołnierzy kijowskich podczas wojny, twierdzi think tank; rosyjski atak wywołuje pożar hotelu w Kijowie. Co wiemy po 1590 dniach
https://www.theguardian.com/world/2026/jul/02/ukraine-war-briefing-more-than-2-million-military-casualties-caused-by-russias-invasion-study-finds
Inwazja Rosji na Ukrainę spowodowała ponad 2 miliony ofiar w wojsku, a siły moskiewskie poniosły największy ciężar strat, według amerykańskiego think tanku. Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) szacuje, że od czasu inwazji Moskwy na Ukrainę w lutym 2022 roku zginęło od 400 000 do 450 000 rosyjskich żołnierzy, spośród 1,4 miliona ofiar śmiertelnych, rannych lub zaginionych. Tymczasem siły ukraińskie poniosły od 125 000 do 150 000 ofiar śmiertelnych, spośród 525 000 do 625 000 ofiar w tym samym okresie, poinformowało CSIS w środę. „Liczba ofiar śmiertelnych po stronie rosyjskiej na Ukrainie jest ponad czterokrotnie większa niż liczba ofiar śmiertelnych po stronie amerykańskiej we wszystkich wojnach od II wojny światowej” – dodano, a stosunek ofiar po stronie rosyjskiej do ukraińskiej prawdopodobnie wzrósł do około ośmiu do jednego w pierwszej połowie tego roku.


Rosja rozpoczęła import benzyny drogą morską z Indii, poinformowała w środę agencja Reuters, cytując dwa źródła branżowe, w celu złagodzenia ogólnokrajowych niedoborów paliwa wywołanych ukraińskimi atakami na infrastrukturę energetyczną. Rosyjskie ministerstwo energetyki i indyjskie ministerstwo ropy naftowej nie odpowiedziały natychmiast na prośby Reutera o komentarz. Agencja informacyjna, cytując źródło branżowe, podała, że z Indii do Rosji wysłano co najmniej 60 000 ton benzyny, podczas gdy inne źródło podało, że wysłano dwa tankowce – każdy o pojemności od 30 000 do 40 000 ton. Twierdzeń tych nie udało się natychmiast zweryfikować. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował tymczasem, że siły Kijowa po raz drugi w ciągu tygodnia zaatakowały główną rosyjską rafinerię ropy naftowej w Ufie w obwodzie baszkiryjskim.


4.

Rosja „przez 18 miesięcy prowadziła obserwację europejskich obiektów nuklearnych za pomocą dronów”
Badacze twierdzą, że Moskwa działała z „znaczną bezkarnością” w 144 incydentach, w tym nad bazą RAF Lakenheath
https://www.theguardian.com/world/2026/jul/02/russia-mounted-drone-surveillance-of-european-nuclear-sites-over-18-months
Kreml zorganizował skoordynowaną kampanię nadzoru z użyciem dronów wystrzeliwanych z okrętów floty cieni przez okres 18 miesięcy, której celem były obiekty nuklearne w Wielkiej Brytanii, Francji, Belgii i Holandii - twierdzą badacze.
Analiza przeprowadzona przez Międzynarodowy Instytut Studiów Strategicznych (IISS) obejmująca 144 incydenty w ponad dwunastu krajach, począwszy od końca 2024 r., wykazała, że rosyjski wywiad działał z „znaczną bezkarnością”, pozostawiając władze w całej Europie bezradne i zdezorientowane.
Drony były wielokrotnie zauważane nad bazami lotniczymi i lotniskami, jednak żaden z nich nie został przechwycony ani zestrzelony przez armie zachodnie, co ujawniło strategiczną porażkę obrony powietrznej NATO, która według ośrodka analitycznego została po cichu przyznana w całej Europie.
RAF Lakenheath w Suffolk, brytyjska baza przygotowywana do przechowywania amerykańskiej broni jądrowej, a także francuska baza okrętów podwodnych o napędzie atomowym w Île Longue w Bretanii znalazły się wśród miejsc, które stały się celem nieuzbrojonych dronów, prawdopodobnie wystrzelonych z morza.
Rządy europejskie niechętnie oskarżały Rosję o stanie za tymi incydentami, ale Charlie Edwards, wysoki pracownik naukowy IISS, powiedział, że „każdy rząd, z którym rozmawialiśmy, wyraził zadowolenie z opublikowania raportu”.


5.

Rosja: Rekordowy spadek zaufania do instytucji
https://www.repubblica.it/esteri/2026/07/02/news/russia_calo_record_della_fiducia_verso_le_istituzioni-425445509/?ref=RHLF-BG-P7-S4-T1-r2975
Niedawny sondaż Gallupa odnotował rekordowo wysoki poziom pesymizmu w Rosji w odniesieniu do sytuacji gospodarczej i gwałtowny spadek zaufania do instytucji. Według badania przeprowadzonego między marcem a majem, 60% Rosjan uważa, że warunki gospodarcze w ich mieście lub regionie pogarszają się – to najwyższy wynik odnotowany w ciągu dwudziestu lat od rozpoczęcia corocznego badania Gallupa.
Poprzednie szczyty odnotowano w latach 2020 i 2021, podczas pandemii COVID-19, kiedy odsetek ten wynosił odpowiednio 45% i 50%. Tylko 27% respondentów uważa, że lokalna sytuacja gospodarcza poprawia się. Ich postrzeganie własnych warunków życia jest również najniższe w historii: 56% twierdzi, że się pogarszają. Według amerykańskiego centrum badawczego dane te odzwierciedlają spowolnienie gospodarki w czasie wojny i osłabienie wielu sektorów gospodarki cywilnej.
Badanie wskazuje również na gwałtowny spadek zaufania do głównych instytucji kraju. Zaufanie do rządu spadło z 67% w ubiegłym roku do 53%, a do sił zbrojnych z 79% do 66%. Szczególnie znaczący jest spadek ocen wolności mediów, który spadł z 59% do 34%. Ten ostatni wskaźnik może odzwierciedlać rosnącą kontrolę nad internetem i niedawny zakaz korzystania z Telegramu, komunikatora używanego przez miliony Rosjan jako źródła informacji.
Wyniki innych sondaży zdają się również wskazywać na to samo: państwowy rosyjski ośrodek sondażowy WTiom odnotował znaczący spadek poparcia dla prezydenta Władimira Putina – z 72,9% na początku marca do 67,5% pod koniec maja.


6.

https://wyborcza.pl/7,75398,32890983,polak-i-bialorusin-dzialali-na-zlecenie-obcych-sluzb-zostali.html#s=S.TD-K.C-B.13-L.1.duzy
Aresztowani to 19-letni Aliaksei B. i 44-letni Rafał G. Lubelski wydział Prokuratury Krajowej, zajmujący się przestępczością zorganizowaną i korupcją, postawił im zarzuty, dotyczące działania na rzecz obcego wywiadu w latach 2024-2025 w Warszawie, a także w innych miejscowościach na terenie Polski.
O sprawie poinformowała Prokuratura Krajowa oraz w mediach społecznościowych rzecznik prasowy Ministra Koordynatora Służb Specjalnych Jacek Dobrzyński.
"Mężczyźni opłacani przez białoruski wywiad brali udział w organizowanych w Warszawie przez mniejszość białoruską wydarzeniach, na których nagrywali uczestników i robili im zdjęcia. Zebrane materiały - przekazywane za wschodnią granicę - były wykorzystywane przez służby Łukaszenki i reżimową propagandę" - czytamy w wiadomości opublikowanej na portalu X.
Dwaj mężczyźni mieli werbować osoby "różnych narodowości do prowadzenia działań dywersyjnych na terenie Rzeczypospolitej Polskiej". Otrzymywali za to wynagrodzenie w kryptowalutach. Jednym z typów takich działań było fotografowanie obiektów infrastruktury krytycznej oraz innych miejsc "kluczowych dla bezpieczeństwa państwa i jego obywateli".

Białorusin został aresztowany na trzy miesiące
O innym rodzaju działań napisał na portalu X rzecznik Ministra Koordynatora Służb Specjalnych Jacek Dobrzyński, według którego zatrzymali nagrywali też uczestników wydarzeń dla mniejszości białoruskiej w Polsce.
"Mężczyźni (...) brali udział w organizowanych w Warszawie przez mniejszość białoruską wydarzeniach, na których nagrywali uczestników i robili im zdjęcia. Zebrane materiały - przekazywane za wschodnią granicę - były wykorzystywane przez służby Łukaszenki i reżimową propagandę" - czytamy w wiadomości opublikowanej na portalu X.
Aliaksei B. na mocy decyzji sądu został tymczasowo aresztowany na okres trzech miesięcy. Natomiast wobec Rafała G. prokurator zastosował wolnościowe środki zapobiegawcze w postaci dozoru policji oraz zakazu opuszczania kraju połączonego z zatrzymaniem paszportu.
To kolejne osoby zatrzymane w śledztwie dotyczącym szpiegostwa. Wcześniej, w listopadzie 2025 r., zatrzymano pięciu podejrzanych – dwoje Ukraińców i troje Białorusinów. Trzy osoby pozostają w areszcie, a jedna w schronisku dla nieletnich. "Jeden podejrzany zmarł i śledztwo w tym zakresie zostało umorzone" - dodała prokuratura.

ABW: Polska ofiarą "niewypowiedzianej wojny" ze strony Rosji.
W maju, w pierwszym od 11 lat opublikowanym raporcie o swojej działalności, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zwróciła uwagę na bezprecedensowy wzrost liczby śledztw i zatrzymań powiązanych z wrogą działalnością wywiadowczą w Polsce.
W latach 2024-2025 takich postępowań wszczęto 69 - tyle samo, co przez poprzednie 32 lata (od 1991 roku do 2023 r.).
Do 2022 roku liczba wszczętych śledztw nie przekraczała 6 rocznie. W 2023 roku było ich już 13, w 2024 r. - 21, a w roku ubiegłym - aż 48.
Łącznie podejrzanych w śledztwach jest 91 osób, a 82 osobom postawiono zarzuty z art. 130 Kodeksu karnego (dotyczą szpiegostwa).
Agencja wymieniła pewne osoby, które zatrzymano lub postawiono im zarzuty za działania dywersyjne. Chodzi m.in. o sześciu członków zorganizowanej grupy przestępczej, która zajmowała się planowaniem i dokonywaniem aktów dywersyjnych oraz o dwóch Białorusinów i Polaka. Zatrzymano ich w maju 2024 roku za dokonywanie podpaleń.


7.

https://tvn24.pl/biznes/dla-pracownika/te-zawody-polacy-wybieraja-najczesciej-nowe-dane-gus-st9125233
Główny Urząd Statystyczny policzył, jakie zawody dominują wśród ponad 15 milionów pracujących Polaków. Kobiety najczęściej dominują w zawodach związanych z sektorem opieki zdrowotnej oraz edukacji. Wśród mężczyzn dominują zawody wymagające przede wszystkim siły fizycznej.
Raport Głównego Urzędu Statystycznego "Zróżnicowanie zawodów na rynku pracy w Polsce" został zaprezentowany na czwartkowym briefingu prasowym, który był częścią VI Kongresu Statystyki Polskiej.
Dane są wynikiem pracy eksperymentalnej, której celem było dostarczenie informacji na temat zawodów wykonywanych przez 14,1 mln pracujących w gospodarce narodowej oraz 1,4 mln osób wykonujących pracę na podstawie umów zlecenia i pokrewnych. Raport prezentuje wyniki dla 443 grup zawodowych, pokazujące stan na 31 grudnia 2024 roku.

Najczęściej wykonywane zawody w Polsce
Dyrektor Departamentu Metodologii i Jakości Badań GUS Dominik Dąbrowski zaznaczył, że wśród pracujących w gospodarce narodowej dominują sprzedawcy sklepowi i kasjerzy, kierowcy samochodów ciężarowych, magazynierzy oraz nauczyciele szkół podstawowych. Te cztery grupy stanowią 13,5 proc. wszystkich zawodów obecnych na rynku pracy.
Dodał, że kobiety najczęściej dominują w zawodach związanych z sektorem opieki zdrowotnej oraz edukacji. Do najbardziej sfeminizowanych zawodów należą: położne, specjalistki ds. wychowania małego dziecka oraz asystentki dentystyczne.
Wśród mężczyzn dominują zawody wymagające przede wszystkim siły fizycznej. Do najbardziej zmaskulinizowanych należą: górnicy, murarze, operatorzy maszyn rolniczych i dekarze. Zrównoważoną strukturę płci można zauważyć przede wszystkim wśród właścicieli sklepów, piekarzy i cukierników, pracowników usług domowych oraz szefów kuchni.

Zróżnicowanie wieku pracowników
Z zaprezentowanego raportu wynika, że między grupami zawodowymi wyraźnie zróżnicowany jest średni wiek pracujących. Najmłodsi są pracownicy zajmujący się przygotowywaniem posiłków typu fast food oraz sportowcy i dżokeje. Pracownicy ci mają średnio 29 lat. Niewiele wyższą średnią wieku charakteryzują się modelki i modele oraz stewardzi – 31 lat.
Najstarszą grupę pracujących stanowią lekarze specjaliści oraz lekarze dentyści specjaliści, których średni wiek wynosi odpowiednio: 56 i 55 lat. Przekroczenie progu 50 lat średniego wieku dotyczy szerokiego spektrum zawodów – od pielęgniarek z tytułem specjalisty, sędziów i duchownych, po techników analityki medycznej, ekonomistów czy przedstawicieli władz publicznych.
Zdaniem Dąbrowskiego fakt, że średni wiek lekarzy, lekarzy dentystów i pielęgniarek posiadających specjalizację przekracza 50 lat, może zapowiadać pojawienie się w przyszłości niedoborów kadrowych w sektorze ochrony zdrowia. Dodatkowo lekarze od lat znajdują się na liście zawodów deficytowych w większości powiatów w Polsce.

Cudzoziemcy na polskim rynku pracy
Według eksperta istotną grupę osób pracujących w Polsce stanowią cudzoziemcy. Dąbrowski zaznaczył, że wśród cudzoziemców pracujących w gospodarce narodowej najliczniejszą grupę (70 proc.) stanowią Ukraińcy. Na kolejnych miejscach plasują się Białorusini (13 proc.), Hindusi (1,8 proc.) i Gruzini (1,4 proc.).
Najczęściej wykonywanym przez cudzoziemców zawodem jest kierowca samochodu ciężarowego - wykonuje go 12,6 proc. osób. Kolejne miejsca zajmują magazynierzy (4,5 proc.) oraz programiści aplikacji (3,1 proc.). Kobiety stanowią 37 proc. wszystkich pracujących cudzoziemców i najczęściej podejmują pracę jako sprzedawcy sklepowi (5,4 proc. wśród kobiet), magazynierzy (5,3 proc.) oraz pomoce i sprzątaczki (4,9 proc.).

Praca na umowach śmieciowych
W raporcie uwzględniono również osoby wykonujące pracę wyłącznie na podstawie umów zlecenia i pokrewnych. Najczęściej na tej podstawie zatrudniane są pomoce i sprzątaczki oraz robotnicy wykonujący prace proste w przemyśle. Te dwie grupy stanowią łącznie blisko 10 proc. wykonujących pracę na podstawie umów zlecenia i pokrewnych.
Grupa ta jest również mocno zróżnicowana pod względem wieku. W niektórych zawodach pracują głównie osoby w wieku emerytalnym, w innych dominują młodzi pracownicy. Najstarsze grupy to przedstawiciele władz publicznych i lekarze specjaliści, osiągający średnio 65 lat, a tuż za nimi inżynierowie górnictwa czy technicy analityki medycznej.
Na przeciwnym biegunie znajdują się zawody o najmłodszym profilu demograficznym – sportowcy, dżokeje i demonstratorzy wyrobów, ze średnim wiekiem około 27 lat, a także pracownicy gastronomii, obsługi klienta, usług osobistych oraz transportu.

Zawody zagrożone sztuczną inteligencją
Dąbrowski zaznaczył, że dzięki współpracy z ekspertami z NASK w raporcie udało się wyodrębnić zawody, które są najbardziej podatne na automatyzację, i w których znaczna część obowiązków może wkrótce zostać przejęta przez AI.
Do najbardziej zagrożonych zawodów należą operatorzy wprowadzania danych, operatorzy edytorów tekstów, pracownicy do spraw rachunkowości i księgowości oraz pracownicy do spraw statystyki, ubezpieczeń i finansów. Z raportu wynika, że w zawodach tych pracuje obecnie 640 tysięcy osób - 77,2 procent z nich stanowią kobiety, a średni wiek pracowników wynosi 40 lat.


8.

Europejski Trybunał Sprawiedliwości podtrzymał karę 4,1 miliarda euro nałożoną na Google za system Android.
https://www.repubblica.it/economia/2026/07/02/news/la_corte_di_giustizia_ue_conferma_la_multa_da_41_miliardi_a_google_per_android-425446237/?ref=RHLM-BG-P17-S1-T1-fdg16
Trybunał Sprawiedliwości UE odrzucił apelację Google i jego spółki macierzystej Alphabet od orzeczenia Sądu Unii Europejskiej , podtrzymując karę w wysokości 4,1 mld euro nałożoną na Google przez Komisję Europejską za nadużywanie dominującej pozycji wyszukiwarki Google Search w systemie operacyjnym Android .
Sprawa sięga 2018 roku, ale grozi zaognieniem stosunków między USA a Unią Europejską, zaledwie kilka dni po groźbie prezydenta Donalda Trumpa nałożenia 100% cła na eksport z kontynentu, jeśli opodatkowanie cyfrowe zostanie zastosowane wobec wielkich firm technologicznych, na co Bruksela odpowiedziała w podobny sposób. W zeszłym roku Juliane Kokott, prawniczka Trybunału, sugerowała już utrzymanie sankcji, uzasadniając to nałożeniem ograniczeń umownych na producentów smartfonów z systemem Android i operatorów komórkowych.
Zgodnie z ustaleniami Komisji sprzed ośmiu lat, Google nadużyło swojej pozycji dominującej, narzucając, w szczególności poprzez umowy instalacyjne i szczegółowe warunki licencyjne dla niektórych aplikacji, priorytet swojej wyszukiwarki Google i przeglądarki Chrome na urządzeniach mobilnych z systemem operacyjnym Android, również oferowanych przez Google. Jak przypomniał Trybunał, wstępna ocena przewidywała grzywnę w wysokości 4,34 mld euro, z czego 1,92 mld euro zostało nałożone solidarnie na Alphabet.
Po wniesieniu sprawy do Sądu Unii Europejskiej nastąpiła niewielka zmiana: Sąd uchylił część decyzji Komisji, która uzależniała umowy Google o podziale przychodów z niektórymi producentami sprzętu oryginalnego i operatorami sieci komórkowych od wyłącznej instalacji wyszukiwarki Google na określonej grupie urządzeń. W związku z tym grzywna została zmniejszona do 4,125 mld euro.
Amerykański gigant zaskarżył tę decyzję, ale Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej podtrzymał ją z powodu „praktyk antykonkurencyjnych związanych z systemem operacyjnym Android”, potwierdzając tym samym stanowisko Sądu Pierwszej Instancji.
Z orzeczenia wynika, że spór dotyczył przede wszystkim kwestii proceduralnych. „Po pierwsze” – wyjaśnia Sąd – „Sąd Pierwszej Instancji nie naruszył prawa, oceniając antykonkurencyjne skutki warunków instalacji przewidzianych w umowach Android”. Następnie Sąd potwierdza, że Sąd Pierwszej Instancji mógł stwierdzić istnienie „błędu status quo” faworyzującego preinstalowane aplikacje i orzec, że Google i Alphabet nie wykazały, że preferencje użytkowników lub rzekoma jakość ich usług same w sobie wyjaśniały zaobserwowane zachowanie”.
„Po drugie” – czytamy dalej w dzisiejszym orzeczeniu – „Sąd nie naruszył prawa, podtrzymując ocenę Komisji dotyczącą warunków instalacyjnych określonych w umowach Android. Wykazanie nadużycia pozycji dominującej nie jest w żadnym wypadku uzależnione od udowodnienia możliwości wykluczenia jedynie równie efektywnych konkurentów. Biorąc pod uwagę specyfikę rozpatrywanych rynków cyfrowych, Sąd mógł stwierdzić, że takie praktyki mogły ograniczać konkurencję i wzmacniać bariery wejścia na rynek bez odwoływania się do takiego kryterium”.
Dwie ostatnie uwagi dotyczą oceny „porozumień antyfragmentacyjnych”: mogły one „ograniczyć możliwości handlowe niekompatybilnych wersji Androida, a tym samym wzmocnić pozycję dominującą Google”, bez konieczności przeprowadzania analizy autentyczności. Co więcej, Sąd słusznie uznał strategię Google za jednolitą, antykonkurencyjną, nawet po częściowym unieważnieniu.

Odpowiedź Mountain View
„Android oferuje większy wybór dla każdego i wspiera tysiące firm. To orzeczenie nie uwzględnia znaczących inwestycji poczynionych w celu zapewnienia, że Android pozostanie otwarty, interoperacyjny i darmowy. Dostosowaliśmy jednak nasze umowy, aby odzwierciedlały pierwotną decyzję z 2018 roku i nadal koncentrujemy się na ciągłych innowacjach i otwartości dla naszych użytkowników, partnerów i deweloperów” – powiedział rzecznik Google.


9.

Lefebvryści, Stolica Apostolska formalizuje schizmę: „Drzwi otwierają się dla wiernych, którzy się nie przyłączą”.
https://www.repubblica.it/cronaca/2026/07/02/news/lefebvriani_santa_sede_scomunica_ufficiale-425446127/?ref=RHLM-BG-P2-S1-T1-fdg6
Ekskomunika dla sześciu biskupów – czterech konsekrowanych wczoraj w Écône w Szwajcarii i dwóch, którzy ich konsekrowali – oraz schizma: jak już wcześniej ogłoszono, Stolica Apostolska, za pośrednictwem Dykasterii Nauki Wiary, w dekrecie jasno i wyraźnie określiła zerwanie lefebrystów, ostrzegając księży i wiernych związanych ze skrajnie tradycyjnym bractwem, że „ci, którzy formalnie należą do Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X są schizmatykami i ekskomunikowani”, ale otwiera również drzwi „wszystkim tym, którzy pragną powrócić do pełnej komunii”.
Dekret, któremu towarzyszy nota wyjaśniająca, został sporządzony przez sekcję dyscyplinarną byłego Świętego Oficjum i podpisany przez prefekta, kardynała Victora Manuela Fernandeza, sekretarza tej sekcji, monsignora Johna Kennedy'ego i sekretarza sekcji doktrynalnej, don Armando Matteo.

Ekskomuniki
Dekret poświadcza, że biskupi Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, Alfonso de Galarreta i Bernard Fellay (odpowiednio główny konsekrator i współkonsekrator) oraz nowo konsekrowani biskupi Pascal Schreiber , Michael Goldade , Michel Poinsinet de Sivry i Marc Hanappier ściągnęli "ipso facto" ekskomunikę "latae sententiae" zarezerwowaną dla Stolicy Apostolskiej za dokonanie "aktu o charakterze schizmatyckim", "konsekracji biskupiej czterech prezbiterów, bez papieskiego mandatu i wbrew woli Najwyższego Papieża". Poprzednie Święte Oficjum ustala, że w akcie dokonywania konsekracji zarówno konsekratorzy, jak i konsekrowani ściągnęli przewidywaną ekskomunikę. Jeśli chodzi o wiernych świeckich, ci, którzy formalnie wstępują do Bractwa, mają być uważani za ekskomunikowanych. Więcej szczegółów, zwłaszcza dotyczących wiernych, można znaleźć w „Nocie wyjaśniającej” opublikowanej przez dykasterię odpowiedzialną za prawosławie katolickie w tym samym czasie, co dekret o ekskomunice.

„Próby daremne”
„Od czasów świętego Pawła VI aż do ostatnich dyskusji prowadzonych w tej Dykasterii” – czytamy w oświadczeniu – „wielokrotne próby przywrócenia pełnej komunii z Kościołem katolickim zwolenników ruchu zainicjowanego przez arcybiskupa Marcela Lefebvre’a okazały się daremne. Sytuację tę dodatkowo pogorszyły niedawne konsekracje biskupie, dokonane bez papieskiego mandatu, wbrew woli Ojca Świętego i z jawnym naruszeniem prawa kanonicznego. Dlatego też, wiernie wypełniając powierzone jej funkcje, Dykasteria uważa za konieczne stwierdzenie, że akt ten stanowił zbrodnię schizmy, pociągającą za sobą konsekwencje kanoniczne dla duchownych i wiernych świeckich. Jak już ogłoszono w 1988 roku, «takie nieposłuszeństwo – pociągające za sobą praktyczne odrzucenie prymatu rzymskiego – stanowi akt schizmatycki»”.

Los wiernych
W tym względzie nota kontynuuje odtąd: „ 1. Święci szafarze należący do Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X są w schizmie i dlatego muszą być uważani za schizmatyków, podlegając ekskomunice przewidzianej przez prawo kanoniczne”; „ 2. Jeśli chodzi o wiernych świeckich, ci, którzy formalnie należą do Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, mają być uważani za schizmatyków i ekskomunikowani”; „3. Wreszcie, święty Lud Boży jest ostrzegany, że święci szafarze Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X udzielają sakramentów nielegalnie, a sakrament pokuty przez nich udzielany i małżeństwo przez nich asystowane są nieważne”. Po tym ustanowieniu „Kościół jako troskliwa matka, przyjmie ze szczerą miłością i żywą troską wszystkich, którzy pragną powrócić do pełnej komunii. Nuncjusze apostolscy będą dysponować procedurami, z których Ordynariusze mogą skorzystać w różnych przypadkach. Wreszcie, wszyscy wierni są zachęcani” – kończy się nota dawnego Świętego Oficjum – „do trwania w jedności z Papieżem, z biskupami pozostającymi z nim w jedności i z całym Kościołem, a także do powstrzymania się od uczestnictwa w celebracjach i działaniach promowanych przez wspomniane Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X”.


10.

Wschodnia. Lutera, króla Henryka: tysiąc schizm w cieniu władzy.
https://www.repubblica.it/cronaca/2026/07/02/news/lefebvriani_lutero_re_enrico_storia_augias_commento-425445587/?ref=RHLF-BG-P9-S1-T1-s2033
Słyszymy słowa, które brzmią jak echo odległych czasów, odmiennych od naszych, kiedy ciężar kwestii religijnych był znacznie większy: schizma, ekskomunika. W rzeczywistości motywy doktrynalne i polityczne splatają się w ruchu arcybiskupa Lefebvre'a , jak zawsze miało to miejsce w przypadku każdej innej schizmy w długiej historii Kościoła. Z pewnością istnieje żądanie przywrócenia Mszy trydenckiej w języku łacińskim (Sobór Trydencki, 1545-1563); istnieje odrzucenie dialogu międzyreligijnego uważanego za mylący w odniesieniu do prawdziwej wiary; istnieje zasadnicze odrzucenie decyzji podjętych podczas Soboru Watykańskiego II. W pewnym sensie spory są dobrą rzeczą; te ruchy schizmatyckie, te zmagania w imię doktryny, jej interpretacji, są oznaką żywotności. Owszem, mogą wywołać kryzys, ale sam aparat towarzyszący tym ceremoniom, scenografia, wspaniałe stroje, nakrycia głowy tak niezwykłe, że byłyby absurdalne, gdyby nie przywoływały na myśl głęboko zakorzenionej starożytności, są widocznym znakiem żarliwej chęci zachowania dziedzictwa.
Schizmy przecież nieustannie towarzyszą historii Kościoła. Przypomnę jedną z najdawniejszych w porządku chronologicznym – schizmę anglikańską z 1534 roku. Powstała ona z szeregu przyczyn, które w powszechnym przekonaniu sprowadzają się do pragnienia króla Henryka VIII, by rozwieść się z Katarzyną Aragońską i poślubić Annę Boleyn, w której się zakochał i od której również miał nadzieję na posiadanie silnego męskiego rodu, który zapewniłby przyszłość dynastii. „Rozwód” to zresztą termin nieprecyzyjny; król w rzeczywistości prosił papieża Klemensa VII o unieważnienie małżeństwa, podobnie jak we Włoszech, gdzie odwołano się do Świętej Roty, aż do wprowadzenia rozwodu. Był to pomysłowy sposób na obejście świętości węzła małżeńskiego. Rzym odmówił, a i tutaj powody są złożone. Po splądrowaniu Rzymu w 1527 roku Klemens VII był bardzo narażony na cesarza Karola V, który wysłał swoich landsknechtów, by spustoszyli Rzym. Cesarz, bratanek Katarzyny, stanął w obronie swojej ciotki. Unieważnienie małżeństwa, które zostało powszechnie uznane za skonsumowane, byłoby aktem ewidentnie wrogim, którego najlepiej było uniknąć. Krótko mówiąc, schizma nastąpiła również ze względów politycznych. Na mocy Aktu Supremacji (1534) Henryk VIII został ogłoszony Najwyższą Głową Kościoła Anglii ( Anglikana Ecclesia), tytuł ten był dziedziczny dla wszystkich jego następców. Do dziś królowa Elżbieta II była Najwyższą Głową, podobnie jak jej syn, obecny władca Karol III, i podobnie jak Wilhelm w dniu wstąpienia na tron.
Jednak schizma angielska prawdopodobnie nie doszłoby do skutku lub byłaby trudniejsza, gdyby nie panowała w Europie atmosfera polityczna sprzyjająca takim gestom. Kilka lat wcześniej (31 października 1517 r.) Luter oddzielił znaczną część Europy Północnej i samą Francję od Rzymu. Sprawcą najpoważniejszej schizmy w chrześcijaństwie był augustianin, podobnie jak obecny papież Leon XIV. Pierwszy z nich zainicjował schizmę, a Leon walczył, aby jej zapobiec. Historia zna takie paradoksy.
Oczywiście istnieją inne przyczyny wyjaśniające to, co się wówczas wydarzyło. Na przykład, monarchie narodowe umacniały swoją władzę. Nawet Henryk VIII prawdopodobnie nie odważyłby się na taki krok, gdyby nie „wyczuł” z polityczną przenikliwością, że jego lud w dużej mierze opowiada się za oderwaniem się od Rzymu. Nastąpiła konfiskata majątku kościelnego, co przyniosło pewne korzyści państwowej kasie, ale także znaczne korzyści najbardziej przebiegłym spekulantom. Przejęcie majątku kościelnego znacząco przyczyniło się do przekształcenia krajobrazu wiejskiego i miejskiego Anglii.
Kolejną dramatyczną stroną jest ta, która nosi nazwę schizmy wschodniej – 1054. W tym przypadku powody doktrynalne, polityczne i związane z władzą są jeszcze wyraźniej splecione niż w schizmie angielskiej. Najwyraźniej ten dramatyczny rozłam, który oddzielił Kościół katolicki od Kościoła prawosławnego, jest związany z jednym prostym słowem „Filioque”, „i od Syna”. Kwestia doktrynalna jest w istocie związana z teologicznym sporem o Credo, akt wiary, który wiąże chrześcijan z ich religią („Credo in unum Deum…”), pakt, więź. W tradycji łacińskiej dodano, że Duch Święty, trzecia osoba Trójcy Świętej, zstępuje, pochodzi od Ojca i Syna.
Werset brzmi: „In Spiritum Sanctum [Credo] qui ex Patre Filioque procedit”. Wschodni chrześcijanie sprzeciwiali się, twierdząc, że to podwójne zstąpienie może prowadzić do nieporozumienia, jakoby w Trójcy Świętej istniały dwa źródła, z których pochodziła trzecia osoba. W rzeczywistości, w tradycji wschodniej, syn znika, pozostawiając jedynie ojca. Jednak nawet w tym przypadku, obok czysto doktrynalnych, istniały również inne względy polityczne. Na przykład, względy, jakie obie stolice, Rzym i Konstantynopol, rościły sobie do własnych interesów. Co prawda mieszkańcy Konstantynopola nazywali siebie „Rzymianami”, ale zdawali sobie sprawę, że prawdziwy Rzym rozpoczął już schyłek, który stopniowo zacierał jego dawną świetność. Następnie upadł również Konstantynopol (1453), miasto zmieniło nazwę na Stambuł, ale dawny spór pozostał i, podobnie jak w przypadku Anglii, jest żywy do dziś w wielu krajach Europy Wschodniej, w tym w Rosji.
Historia Kościoła jest długa, schizma lefebrowska wkrótce stanie się jedynie przypisem.


11.

Jutro, czyli dzisiaj. A kard. Hlond, to ten sam, który dmuchał seminarzystów? Z tego seminarium, do którego chodził jego faworyt, Karol Wojtyła?
Ma swoją ulicę w Miasteczku Wilanów. Typowy katolik.
https://wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,32884942,prymas-polski-przekonal-papieza-ze-pogrom-kielecki-to-czesc.html#s=S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy 


12.

Raport Kongresu głosi, że Trump porwał 250. rocznicę Stanów Zjednoczonych, by służyć „ideologii politycznej i ulubionym projektom”
https://www.theguardian.com/us-news/2026/jul/02/trump-hijacked-250-anniversary
Raport podkomisji Demokratów Izby Reprezentantów przedstawia sieć domniemanej korupcji, oszustw telekomunikacyjnych i programów typu „płać, aby grać”
Jak wynika ze śledztwa Kongresu opublikowanego w czwartek, Donald Trump zorganizował wrogie przejęcie obchodów 250. rocznicy USA , aby wzbogacić sojuszników politycznych, zebrać dane o wyborcach i promować ideologię chrześcijańskiego nacjonalizmu.
Raport tymczasowy zatytułowany „Od próżności do szaleństwa: jak Biały Dom oszukał Amerykanów z okazji ich 250. urodzin” opisuje sieć domniemanej korupcji, oszustw telekomunikacyjnych i schematów płatności realizowanych przez korporację-cień działającą w ramach Fundacji Parków Narodowych (NPF).
Dokument został sporządzony przez demokratyczny personel podkomisji nadzoru i śledztw komisji zasobów naturalnych Izby Reprezentantów. Nie został on oficjalnie przyjęty przez komisję.


13.

https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32890836,anne-applebaum-stany-zjednoczone-ameryki-dozyja-trzysetnej.html#s=S.TD-K.C-B.4-L.1.duzy
50 lat temu, podczas 200. rocznicy USA, miałam 11 lat. Tamtego 4 lipca byłam na letnim obozie w Karolinie Północnej. Pamiętam uroczyste podnoszenie flagi, patriotyczne pieśni i fajerwerki. Jedni z nas byli ze stanów "niebieskich", inni z "czerwonych", niektórzy pochodzili z rodzin o poglądach odmiennych od moich. Ale każdy wiedział, że ta rocznica jest dla nas wszystkich.
Pod koniec przemówienia po przyjęciu wiceprezydenckiej nominacji na konwencji Partii Republikańskiej w 2024 roku ton J.D. Vance'a stał się bardziej osobisty. Zaczął mówić o cmentarzu w Kentucky, gdzie pochowano pięć pokoleń jego rodziny i gdzie, jak ma nadzieję, on i jego dzieci również zostaną pochowani.
Cmentarz jest dla niego ważny, ponieważ kości tam spoczywające – niektóre należące do osób urodzonych „w czasach wojny secesyjnej" – reprezentują konkretną rzeczywistość, ojczyznę, miejsce, którego będzie bronił.
„Ludzie nie będą walczyć o abstrakcje" – powiedział Vance – „ale będą walczyć o swój dom".
Innymi słowy, nie „wszyscy ludzie są stworzeni równymi" ani nie „życie, wolność i dążenie do szczęścia", ale nagrobki. Vance wierzy, że to krew i ziemia, a nie idee i zasady, czynią go Amerykaninem.
Tak się składa, że mogę rywalizować z wiceprezydentem w wyścigu o prawo do starych kości.
W Galveston w Teksasie jest cmentarz, na którym leży wielu członków mojej rodziny liczącej ponad pięć pokoleń. Mam zdjęcie praprababci, której nagrobek tam się znajduje; stoi w kapeluszu i płaszczu na chłodnej plaży. Jej rodzice – to znaczy moi praprapradziadkowie, którzy urodzili się na długo przed wojną secesyjną – są pochowani niedaleko, podobnie jak ciotki, wujkowie i kuzyni, z których niektórzy przybyli na wybrzeże Zatoki Meksykańskiej, zanim członkowie rodziny Vance'a dotarli do Appalachów.
Ale tu właśnie Vance i ja się różnimy: nie sądzę, że moi przodkowie na cmentarzu w Galveston czynią mnie Amerykanką.
Wręcz przeciwnie, wszyscy – ja i Vance; teściowie Vance'a urodzeni w Indiach; moi praprapradziadkowie urodzeni w Alzacji; nasze dzieci i ewentualne wnuki – jesteśmy, byliśmy lub będziemy Amerykanami, ponieważ żyjemy we wspólnocie stworzonej przez abstrakcje, które odrzucił w swoim przemówieniu.
Co ważniejsze, jestem przekonana, że te abstrakcje, wszystkie te słowa przysięgi o „ustanowieniu sprawiedliwości" i „zapewnieniu błogosławieństw wolności" są o wiele silniejsze, o wiele potężniejsze niż siła przyciągania naszych klanów i cmentarzy.
Dlaczego? Ponieważ mogą one zjednoczyć i zainspirować naród, który składa się z ludzi o tak radykalnie różnych korzeniach i przodkach, jak ci należący do mnie i Vance'a. Prawnicy, rolnicy, właściciele plantacji i wichrzyciele, którzy napisali nasze dokumenty założycielskie, doskonale zdawali sobie sprawę, że potrzebują zestawu jednoczących idei.
Kiedy zabrali się za pisanie Konstytucji, ponad dekadę po Deklaracji Niepodległości, którą świętujemy w tym tygodniu, nie zajmowali się już przede wszystkim wolnością i dążeniem do szczęścia, ale sposobami na utrzymanie 13 oddzielnych kolonii i ludzi o wielu rozbieżnych poglądach i wyznaniach w jednym państwie. W przeciwieństwie do Deklaracji Niepodległości, nasza konstytucja nie zaczyna się od uniwersalnego stwierdzenia, że „wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi".
Zaczyna się od konkretnej potrzeby „stworzenia doskonalszej unii". Ta potrzeba stawała się coraz pilniejsza w kolejnych dekadach, w miarę, jak unia ta obejmowała coraz szersze grono ludzi, w tym byłych niewolników i imigrantów z Azji, Europy Wschodniej i Ameryki Łacińskiej.
Aby utrzymać kraj w całości, nadal potrzebujemy sprawnie działających instytucji.
Ale potrzebujemy również symboli: flagi, hymnu narodowego, wspólnych ceremonii, które przypominają nam o naszych ideach założycielskich. Potrzebujemy Święta Dziękczynienia.
Potrzebujemy obchodów Czwartego Lipca. Potrzebujemy inauguracji prezydenckich. Potrzebujemy orędzia o stanie państwa. Nie przypadkiem przemówienia na konwencjach są tradycyjnie wykorzystywane do odwoływania się do jedności i „abstrakcyjnych" amerykańskich wartości.
Odkąd Donald Trump i J.D. Vance objęli w zeszłym roku urząd, realizują, co wcześniej postanowili - niszczą i instytucje, i symbole.
Vance nieprzypadkowo postanowił mówić o cmentarzach: ponieważ obaj wierzą, że tylko ich klany reprezentują Amerykę, że tylko tacy jak oni zasługują na miano „prawdziwych" Amerykanów i że rząd amerykański istnieje wyłącznie po to, by im służyć, muszą podważyć wszystko, co opowiada bardziej jednoczącą historię.
Ten cel miał na myśli Trump, gdy celowo i metodycznie oszpecał Biały Dom, budynek symbol, zaprojektowany tak, by przywoływać prostotę, skromność, symetrię – klasyczne cnoty powszechnie podziwiane w czasach powstawania Ameryki.
Zbezcześcił Ogród Różany, pielęgnowany przez szereg Pierwszych Dam jako dar dla narodu, zastępując wypielęgnowany trawnik, znany pokoleniom Amerykanów z wystąpień prezydenckich, brukowanym patio skopiowanym z jego kurortu na Florydzie - jako dar dla siebie.
Rozkopał Skrzydło Wschodnie, aby wznieść sobie jeszcze większy pomnik w postaci efekciarskiej sali balowej, przyjmując setki milionów dolarów od prywatnych darczyńców, a jednocześnie potajemnie żądając setek milionów dolarów od podatników.
Zhańbił Południowy Trawnik widowiskiem, w którym półnadzy mężczyźni tłukli się nawzajem na krwawą miazgę, odgrywając popisy dominacji i uległości.
Nawet zniszczenie Lincoln Memorial Reflecting Pool na National Mall ma głębokie realne znaczenie.
Prezydent zlecił przebudowę lustrzanej sadzawki przed Mauzoleum Lincolna „facetowi, który jest niesamowity w naprawianiu basenów" - znanemu mu ponoć z prac w jego prywatnych obiektach - w preferowanym przez siebie kolorze, bez konsultacji z nikim i bez żadnych formalnych procedur.
A kiedy renowacja okazała się nieudolna, nie rozwiązując wieloletniego problemu glonów, lecz sprzyjając ich rozwojowi glonów, zmusił policję i Gwardię Narodową do udawania, że basen został zdewastowany, a nawet do zbadania lub aresztowania osób, które dotykały wody.
Wydaje się to żenującą i komiczną błahostką, ale nią nie jest.
Przedstawiciele amerykańskiego państwa muszą teraz podporządkowywać się prywatnym fikcjom prezydenta, jak bardzo by nie były absurdalne, ponieważ on i jego plemię wierzą, że urzędnicy federalni pracują wyłącznie dla nich, a nie dla nas wszystkich.
Poprzez to wszystko i na wiele innych sposobów administracja Trumpa zniszczyła obchody 250. rocznicy powstania narodu.
W 1976 roku podczas 200. rocznicy miałam 11 lat. Tamtego 4 lipca byłam na letnim obozie w Karolinie Północnej.
Pamiętam uroczyste podnoszenie flagi, patriotyczne pieśni i fajerwerki wieczorem. Wówczas nie sądziliśmy, że istnieje trwały podział kulturowy między stanami czerwonymi a niebieskimi.
Patrząc z perspektywy czasu, jestem pewna, że niektórzy z moich współtowarzyszy obozu pochodzili z rodzin o poglądach odmiennych od moich. Dla naszych obchodów dwusetnej rocznicy nie miało to znaczenia głównie dlatego, że mieliśmy 11 lat. Ale nie miałoby też znaczenia, nawet gdybyśmy byli dorośli, ponieważ każdy wiedział, że dwusetna rocznica jest dla nas wszystkich.
Wielkie żaglowce o niebotycznych masztach, fajerwerki, Pociąg Wolności, który wiózł kamień księżycowy po kraju – wszystko to były symbole, które dzieliliśmy, niezależnie od tego, z której części Ameryki pochodziliśmy.
Prezydent Gerald Ford nie próbował skupiać wydarzeń tamtego roku na sobie, swojej bazie wyborczej, plemieniu czy koncie bankowym. Ten rok jest inny, ponieważ Biały Dom zamieszkują ludzie, którzy nie wierzą w „abstrakcje", które zazwyczaj świętujemy 4 lipca. A to wpływa na resztę z nas, czy tego chcemy, czy nie.
Obchody Kongresu, planowane od dekady, zostały zastąpione obchodami prezydenta, finansowanymi przez prywatnych darczyńców i obejmującymi przemówienie polityczne jego samego.
Inne instytucje w Waszyngtonie i okolicach przełożyły lub skróciły swoje obchody 250. rocznicy, aby nie przeszkadzać prezydentowi.
Wiele osób, które mogłyby uczestniczyć w świętowaniu ćwierci tysiąclecia naszego państwa, nie zwróci uwagi.
Nie wiem, czy Stany Zjednoczone Ameryki dożyją trzysetnej rocznicy, ale jeśli tak, to dlatego, że wąskie plemię, które reprezentują Trump i Vance, zostanie pokonane i usunięte, a stery kraju ponownie obejmą ludzie wierzący w unię amerykańską.
To nie jest oświadczenie partyjne, głos po jednej „mojej" stronie.
Demokraci i Republikanie będą musieli wspólnie odebrać państwo ludziom, którzy wierzą, że rządzą z prawa dziedziczenia, i oddać je narodowi, który nadal wierzy, że wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi.
Że stwórca obdarzył ich pewnymi niezbywalnymi prawami.
I że celem rządu jest służenie narodowi, a nie wzbogacanie oligarchicznego klanu.


14.

Brazylia: Trzy siostry po stu latach dzielą się sekretem swojej długowieczności: geny, kraby i kłótnie.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/07/02/video/brasile_tre_sorelle_over_100_raccontano_il_segreto_della_loro_longevita_geni_granchio_e_litigate-425446880/?ref=-BH-I0-P-S4-T1
Jaki jest sekret długiego życia? Siostry Zulina de Deus Nunes (103 lata), Zoraide de Deus Mota (104 lata) i Levita de Deus Nunes (109 lat), mieszkające w Rio de Janeiro, uznanym przez Księgę Rekordów Guinnessa za najstarsze na świecie żyjące rodzeństwo, mogą pomóc naukowcom w znalezieniu odpowiedzi. Projekt Long-Lived DNA, badanie prowadzone przez naukowczynię Mayanę Zatz z Uniwersytetu w São Paulo, ma na celu zbadanie biologicznych czynników starzenia się. Naukowcy mają nadzieję zrozumieć, w jaki sposób czynniki genetyczne, a nie styl życia, pomagają chronić serce, mięśnie i funkcje poznawcze przed skutkami starzenia. Trzy siostry przypisują swoją długowieczność zdrowej diecie i aktywnemu trybowi życia. Zulina wspominała dzieciństwo spędzone na pływaniu i łowieniu ryb w rzekach. „Wszystko było świeże. Nie miałyśmy lodówki” – powiedziała. „Karmienie piersią jest niezwykle ważne” – dodała Zoraide. Siostry prowadziły jednak dość normalne życie. Levita pracowała jako rzemieślniczka, a następnie w telewizji, ale nie miała dzieci. Zoraide pracowała jako pielęgniarka i wychowała pięcioro dzieci, a Zulina, gospodyni domowa, wychowała sześcioro. Levita wspomina swoje życie bez żalu. „Miałam dobre dzieciństwo i okres dojrzewania. Nie mam żadnych zastrzeżeń”.


15.

Jedzenie ludzi jest szkodliwe dla zdrowia. „Ryzyko infekcji, dlatego kanibalizm jest tematem tabu”.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/07/02/news/cannibalismo_fa_male_alla_salute_si_rischiano_infezioni_motivi_tabu-425446707/?ref=RHLF-BG-P14-S1-T1-PP
Jedzenie własnego gatunku jest szkodliwe dla zdrowia. Kanibalizm jest kulturowym tabu, ale ma też realne uzasadnienie, związane z higieną i obroną przed infekcją. Ten problem od dawna fascynuje dwóch psychologów: Michała Misiaka z Uniwersytetu Wrocławskiego i Petra Turecka z Uniwersytetu Karola w Pradze. „Badaliśmy ludzkie ciało jako potencjalne źródło pożywienia, rozważając korzyści kaloryczne z jednej strony i koszty z drugiej” – wyjaśniają w artykule opublikowanym dzisiaj w czasopiśmie naukowym PNAS.

Koszty i korzyści kanibalizmu
Ich wniosek jest taki, że koszty przewyższają korzyści. Lepiej utrzymywać dobre relacje z innymi ludźmi niż wykorzystywać ich do zaspokajania głodu, jak pokazuje przypowieść o Piętaszku z „Robinsona Crusoe”. „Kanibalizm jest jednym z najpoważniejszych tabu w ludzkich społeczeństwach” – wyjaśniają dwaj badacze. „Wiemy jednak, że pojawiał się i rozprzestrzeniał wielokrotnie w historii ludzkości. Dlaczego tak się stało? I jakie mechanizmy doprowadziły do jego stłumienia?” – pytają badacze.
Głównym powodem, dla którego lepiej szukać pożywienia gdzie indziej, jest to, że infekcje łatwiej rozprzestrzeniają się w obrębie jednego gatunku. Wiele wirusów przenosi się ze zwierząt na ludzi, ale tak zwane zoonozy muszą pokonać przeszkodę, aby przystosować się do innego żywiciela, co powoduje, że dany gatunek przeskakuje. „Patogeny natomiast mają łatwiej, gdy trafiają do organizmu o tej samej fizjologii” – wyjaśniają autorzy badania PNAS.

Przeciętny posiłek
Druga strona skali – zaleta posiadania źródła kalorii blisko domu – również nie jest zbyt kusząca. Ludzie, składający się głównie ze skóry i kości, są przeciętnym źródłem energii w porównaniu z innymi, pulchniejszymi i bardziej soczystymi zwierzętami.
Zdaniem obu badaczy, zwyczaj zjadania osobników własnego gatunku dotyczył różnych prymitywnych populacji epoki magdaleńskiej (15 tys. lat temu), czasami nawet neandertalczyków (ich wymarcie datuje się na 30–40 tys. lat temu), jednak ograniczał się do okresów skrajnego głodu.

Choroba Foreland w latach 50. XX wieku
Jednym z nielicznych wyjątków jest Papua-Nowa Gwinea, gdzie do ubiegłego stulecia plemię Fore nadal gotowało i zjadało ciała swoich zmarłych krewnych. Wierzono, że tylko w ten sposób ich dusze zostaną ostatecznie uwolnione od ciał. Przez dziesięciolecia praktyka ta była przyczyną epidemii choroby zwanej kuru: formy neurodegeneracji, która powoduje drżenie, zaburzenia koordynacji i napady śmiechu.
Pod koniec lat 50. XX wieku umierało na nią około dwustu osób rocznie. Kiedy przyczynę zidentyfikowano jako wadliwe białka zwane prionami (podobnie jak w przypadku choroby szalonych krów), przenoszone przez posiłek pogrzebowy i odporne na gotowanie, epidemia wśród plemienia Fore ustała. Podobnie jak zwyczaj zjadania zmarłych krewnych.
„Tabu kanibalizmu wyewoluowało, aby chronić gatunek” – wyjaśnia Misiak. „Społeczności przyzwyczajone do zjadania przedstawicieli własnego gatunku po prostu nie przetrwały”.
Nie empatia, nie altruizm, a tym bardziej jakakolwiek forma szacunku: powodem, dla którego przestaliśmy się nawzajem użalać nad sobą, był po raz kolejny egoizm. Ostatecznie, w razie potrzeby, możemy nadal rozszarpywać naszych bliźnich na strzępy w bardziej subtelny sposób, bez brudzenia sobie rąk, a co gorsza, bez zarażania się infekcjami.


16.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga