DRUGI OBIEG
Poniedziałek, 6 lipca 2026
1.
W ramach życia rodzinnego i eksponowania dziedzictwa dobrze rozumianej
polskości, państwo D.O.stwo udało się do Muzeum Czekolady przy fabryce E.
Wedla, d. 22 lipca, d. E. Wedel.
Tłumy niemałe, grupy zwiedzające z przewodniczkami duże, schody strome.
Ale muzeum imponujące rozmachem i designem, a czekolada i inne łakocie – jeśli
dać wiarę wymagającej Rodzinie D.O. – smaczne.
To ojciec założyciel, oryginalne nazwisko Karl Ernst Heinrich Wedel, lub wg
innych źródeł Vedel, urodzony w Ihlenfeld, dziś część gminy Neuenkirchen w
kraju związkowym Meklemburgia-Pomorze Przednie. Był synem niemieckich
ewangelików Joachima Friedricha Wedla i jego żony Marii Christine Friederike
Krüger. Przybył do Warszawy w początkach 1845 już jako doświadczony cukiernik i
przystąpił do spółki z Karolem Grohnertem, prowadzącym cukiernię przy ul.
Piwnej 12. Spółka zrobiła prawdziwą furorę, podbijając swymi wyrobami rynek
cukierniczy.
Przyjechał do Warszawy z synem Emilem. Możliwe, że w 1837 Karol ożenił się z
Dorotheą Schirmer z Brandenburgii, która zmarła w tym samym roku, a następnie w
1838 z Johanne Charlotte Emilie Assmann. Nie wiadomo, czy te dane dotyczą
właśnie tego Karola Wedla, ponieważ dokumenty parafialne spłonęły w czasie II
wojny światowej. W 1850 odnotowano ożenek Karola Wedla z Karoliną Augustą
Wisnowską (1819–1883), również ewangeliczką, córką Gustawa, fabrykanta sukna ze
Zgierza, urodzoną w Świebodzinie.
Przy ul. Miodowej 12 (dawniej 484a) powstała cukiernia i warsztat
rzemieślniczy. W pierwszym roku działalności firmy Wedel nie reklamował
czekolady. Maszyna do produkcji czekolady znajdowała się w zakładzie, ale była
używana głównie do prób. Produkcję na większą skalę uruchomiono w 1854, po
sprowadzeniu z Paryża nowoczesnej maszyny parowo-walcowej. Wyrób zaczął
reklamować w 1855 r.
Tutaj tłumaczą jak komu głupiemu, jak się czekoladę robi.
w 1852 Wedel wprowadził na rynek swój pierwszy przebój – karmelki śmietankowe,
które w następujący sposób reklamował w „Kurierze Warszawskim”: „Zupełnie nowy
i szczególny utwór cukierniczy, a nade wszystko wyborny środek leczący i
łagodzący wszelkie cierpienia piersiowe, nader skuteczny na słabości te w
miesiącach wiosennych, a nawet dla niecierpiących i zwolenników delikatnego
smaku – bardzo przyjemny wyrób”.
Kolejnym wyrobem wylansowanym przez Wedla była czekolada w płynie, której jego
zakład sprzedawał ponad pięćset filiżanek dziennie. Z upływem lat wyrobów
przybywało; w 1862 roku przedsiębiorstwo „C. E. Wedel” funkcjonujące jako
Zakład Cukrów, Konfitur i Soków reklamowało w prasie warszawskiej m.in.:
czekoladę „Brillant” i „Dessert” do picia na surowo „Chocolat praline a’la crem
aux nougat, aux pistaches, napolitain, de demes, de brillant a’la vanille
royal, a’la sultan” – o różnych smakach i kształtach, konfekty migdałowe,
pomady kandyzowane, marcepany królewskie, karmelki, preparowane owoce –
„prunelles glacès – reingloud glacès et fruits cristallises”. Proponował także
syropy na kaszel oraz karmelki piersiowe i pastylki miętowe.
Kasa pancerna na receptury rodziny Wedlów. Po prawej – przyjemna pauza w
zwiedzaniu – z kranu cieknie czekolada, a personel zręcznym ruchem podstawia
wafelek. Goście zachwyceni.
Tm w głębi – laboratorium, w którym za dodatkową opłatą można sobie zrobić
własną kompozycję czekoladową. D.O. nie musi: D.O. parę razy uczestniczył (co
najmniej raz z kamerą, można sprawdzić na Playerze w cyklu „Sycylia w sześciu
olśnieniach”) w pokazach produkcji najlepszej na świecie czekolady, jaką
produkują w cudnym miasteczku Modica według oryginalnych receptur azteckiego
„chocoatl”.
Stare, ale jare maszyny d’antant w tym mieszalnica nadzienia w kształcie
kucharza z czepcem.
Pierwsza cukiernia Wedla.
A tu nawet Chruszczow zapozował do afisza.
A ta pijalnia wedlowskiej czekolady istnieje do dzisiaj. Znajduje się na rogu
dwóch ulic ścisłego centrum; jedna z nich zachowała starą nazwę, druga dostała
nową, na pamiątkę dyrektora szkoły, która znajdowała się naprzeciwko. Ktoś wie,
o jakich ulicach mowa i jaką nosiła przed wojną nazwę ta, która ją zmieniła?
A to reklama przedwojenna, którą ostatnio odkurzają najnowsi właściciele:
cukiernicze konsorcjum japońsko-koreańskie.
2.
Kreml grozi Polsce w sprawie dronów dla Kijowa: „Warszawa powinna przemyśleć na
nowo kwestię własnego bezpieczeństwa”.
https://www.open.online/2026/07/05/cremlino-minaccia-polonia-droni-kiev/
Rzecznik Moskwy Dmitrij Pieskow ostrzegł polski rząd przed produkcją dronów dla
ukraińskich sił zbrojnych. Rosyjskie Ministerstwo Obrony opublikowało już mapę
obiektów: „W każdym razie ma sens, żeby to rozważyli”.
„Warszawa powinna zastanowić się nad własnym bezpieczeństwem”. Tym wyraźnym
zagrożeniem rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow po raz kolejny podniósł poziom
werbalnego konfliktu między Rosją a krajami NATO graniczącymi z konfliktem na
Ukrainie. W wywiadzie udzielonym rosyjskiej telewizji „Wiesti” i opublikowanym
przez agencję TASS, Moskwa bezpośrednio zaatakowała infrastrukturę przemysłową
i wojskową polskiego rządu, oskarżając go o coraz powszechniejsze wspieranie
działań wojennych Kijowa za pośrednictwem kanałów dostaw zaawansowanych
technologii.
Produkcja dronów przeznaczonych na Ukrainę
Według ostrego oświadczenia rosyjskiego rzecznika, Polska „już rozpoczęła
produkcję dronów przeznaczonych dla Ukrainy na swoim terytorium”. Moskwa
twierdzi, że to zaangażowanie operacyjne jest ściśle monitorowane, do tego
stopnia, że przygotowała już konkretne informacje i środki przeciwdziałania
wywiadowczego. Pieskow podkreślił, że rosyjskie Ministerstwo Obrony
„opublikowało już adresy tych obiektów”, co brzmi jak realna groźba.
Możliwość ataku Rosji na Polskę
W tym samym wywiadzie rzecznik Kremla próbował jednak zbagatelizować pogłoski o
szeroko zakrojonym planie ekspansji militarnej w Europie Wschodniej, odrzucając
jako „horrorowe opowieści” „zbyt rozpowszechnione” spekulacje w zachodnich
mediach dotyczące możliwości rychłego ataku Rosji na terytorium Polski. To
częściowe zaprzeczenie nie umniejsza jednak głębokiej irytacji Moskwy związanej
ze strategiczną rolą Warszawy w dostarczaniu broni uderzeniowej w pobliże
swoich jednostek rozmieszczonych na terytorium Polski.
„Warszawo, zastanów się dobrze”
Kreml upiera się, że obecna postawa Polski stwarza wyraźne ryzyko i że „nie ma
nic dobrego w tym”, że „wiele firm produkujących drony ma siedzibę w Polsce, a
następnie są one wysyłane przeciwko nam i atakują nasze wojsko”. Reakcja na
miejscu na te ofensywy technologiczne pozostaje głównym zmartwieniem Moskwy,
która podkreśla potrzebę radykalnej zmiany strategii przez władze Warszawy: „W
każdym razie ma sens, żeby o tym pomyśleli ”.
==========
Warto przypomnieć, że jeszcze 20 lutego 2022 roku, kreml i jego
propagandyści zaprzeczali, jakoby Rosja szykowała inwazję na Ukrainę.
3.
Putin i Trump odbyli 4 lipca „biznesową” 90-minutową rozmowę telefoniczną,
twierdzi Moskwa
https://edition.cnn.com/2026/07/05/europe/putin-trump-call-independence-day-intl
Władimir Putin przeprowadził rozmowę telefoniczną ze swoim amerykańskim
odpowiednikiem Donaldem Trumpem. Kreml poinformował, że obaj przywódcy omówili
sytuację na Ukrainie przed szczytem NATO w Ankarze. „Prezydenci naturalnie
poruszyli kwestię rozwiązania konfliktu na Ukrainie, szczególnie biorąc pod
uwagę zbliżający się udział Donalda Trumpa w szczycie NATO w Turcji w dniach
7-8 lipca” – powiedział Jurij Uszakow, doradca Kremla ds. polityki
zagranicznej, cytowany przez agencję prasową RIA Novosti.
Putin osobiście pogratulował Trumpowi „i całemu narodowi amerykańskiemu z
okazji tego ważnego święta” – 250. rocznicy deklaracji niepodległości Stanów
Zjednoczonych – poinformowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
Ministerstwo spraw zagranicznych poinformowało, że rozmowa, czwarta w tym roku,
przebiegała „w sposób rzeczowy i niezwykle konstruktywny”, dodając, że Trump
„ponownie potwierdził swoją gotowość do ułatwienia jak najszybszego zakończenia
działań wojennych” w konflikcie na Ukrainie.
„Strona rosyjska po raz kolejny podkreśliła preferencję dla politycznego i
dyplomatycznego rozwiązania konfliktu” – oświadczyło MSZ, dodając, że „Kijów i
jego europejscy sponsorzy liczą na przedłużanie, a nawet eskalację konfliktu”.
„Nasz prezydent przedstawił realia sytuacji na polu bitwy, gdzie rosyjskie siły
zbrojne pewnie posuwają się naprzód” – głosi oświadczenie ministerstwa.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział, że w sobotę odbył również
„bardzo dobrą rozmowę” z Trumpem.
„Istnieje realna perspektywa zakończenia tej wojny, a determinacja Ameryki jest
zdecydowana” – powiedział Zełenski.
Konflikt ten będzie tłem zbliżającego się szczytu NATO, po tym jak Stany
Zjednoczone ogłosiły w zeszłym miesiącu, że „dostosują swój wkład w model sił
NATO”, powołując się na potrzebę, aby sojusz nie był nadmiernie zależny od sił
USA.
W ten weekend Kreml ogłosił przejęcie kontroli nad miastem Kostyantyniwka w
Doniecku, co MSZ nazwało „ważnym kamieniem milowym”.
„To po prostu kolejne rosyjskie kłamstwo, próba stworzenia jakiegoś rodzaju
newsa” – powiedział Zełenski w sobotę.
W ostatnich miesiącach wojska ukraińskie odzyskały część terytorium na południu
kraju, a rosyjskie zyski zmniejszyły się na skutek dużych strat.
„Przesadzone twierdzenia Putina i rosyjskiego dowództwa wojskowego na temat
rosyjskich osiągnięć na polu bitwy są częścią… narracji, która ma na celu
przedstawienie rosyjskiego zwycięstwa na Ukrainie jako nieuniknionego, a
ukraińskich linii frontu jako załamujących się” – twierdzi Institute for the
Study of War (ISW), waszyngtoński think tank.
4.
„Istnieje ryzyko desperacji Rosji”: szwedzka wyspa na Bałtyku przygotowuje się
do inwazji
Przygotowywane są inicjatywy na rzecz odporności cywilnej i młodzi poborowi
wojskowi, gdyby Putin chciał przetestować determinację NATO
https://www.theguardian.com/world/2026/jul/05/gotland-russia-sweden-ramps-up-defence-baltic-sea-island
W szczytowym okresie zimnej wojny Gotlandia miała cztery pułki, a po pełnej
mobilizacji liczebność wynosiła 25 000 żołnierzy. Jednak w 2005 roku ostatni z
pułków, P18, został rozwiązany, pozostawiając jedynie zredukowany batalion
Gwardii Krajowej.
Położone 275 km (171 mil) od Kaliningradu – zmilitaryzowanej rosyjskiej enklawy
między Litwą a Polską – i 87 km od kontynentalnej Szwecji, jest postrzegane
jako idealne miejsce dla prezydenta Rosji Władimira Putina, aby uzyskać
przyczółek na Bałtyku, zwanym czasem „Morzem NATO”, z którego mógłby zaatakować
sojusz. Jako największa wyspa Szwecji, zamieszkana przez 60 858 osób i
goszcząca polityków kraju podczas Almedalen, corocznego festiwalu demokracji
zapoczątkowanego w 1968 roku przez Olofa Palmego, który rok później został
premierem, atak miałby również ogromne znaczenie symboliczne.
W szwedzkich planach obronnych na lata 2025–2030 niespodziewany atak na
Gotlandię – z powietrza lub morza, mający na celu utworzenie stref obrony
powietrznej i morskiej w pobliżu wyspy – został wymieniony jako jedna z siedmiu
potencjalnych sytuacji wymagających priorytetowego planowania. Według
szwedzkich dowódców obrony, z Gotlandii możliwe jest kontrolowanie operacji
morskich i powietrznych w regionie Morza Bałtyckiego oraz kontrolowanie wejścia
posiłków do państw bałtyckich.
„Jeśli uda się wam kontrolować Gotlandię, uda się wam również kontrolować Morze
Bałtyckie” – powiedział płk Andreas Gustafsson, dowódca armii szwedzkiej na
Gotlandii, po inspekcji poborowych. „Musimy więc utrzymać kontrolę nad
Gotlandią – dla Szwecji, ale także dla dobra NATO”.
Od czasu ponownego utworzenia w 2018 roku, w obliczu rosnących obaw przed
atakiem ze strony Rosji, P18 rozwijał się w niespotykanym dotąd tempie –
przyspieszyła go jedynie pełna inwazja Rosji na Ukrainę. Od czasu przystąpienia
Szwecji do Sojuszu wyspa stała się regularnym miejscem ćwiczeń NATO.
Mimo to, biorąc pod uwagę, że znaczna część Europy spieszy się ze zwiększeniem
wydatków na obronność, przezbrojenie okazuje się trudne, powiedział Gustafsson.
„NATO znajduje się obecnie w fazie intensywnego wzrostu, co oznacza, że wszyscy
poszukują sprzętu wojskowego, a to z kolei wymaga czasu, aby go zdobyć,
zwłaszcza w zakresie systemów artyleryjskich, i stanowi czynnik ograniczający
rozwój naszych zdolności”.
Na razie nie ma bezpośredniego zagrożenia „konwencjonalnym atakiem” na
Gotlandię, powiedział Gustafsson, a bardziej prawdopodobne są działania
szpiegowskie i sabotażowe, ale nie można tego wykluczyć. Dodał, że wyspa
mogłaby być szczególnie narażona na atak w przypadku zawieszenia broni lub
porozumienia pokojowego z Ukrainą, w którym to przypadku siły rosyjskie mogłyby
zostać szybko rozproszone w kierunku Finlandii i państw bałtyckich. „Zawsze
istnieje ryzyko, że Rosja stanie się zdesperowana. Im większa presja na Rosję,
tym bardziej zdesperowana może być również ona”.
W przypadku ataku Rosji, Szwecja deklaruje, że planuje się bronić i utrzymać
ludność cywilną w dużej mierze na miejscu. Po mobilizacji grupa bojowa, która
ma ją chronić, liczy około 4500 żołnierzy. „Oczywiście, będziemy bronić
Gotlandii i zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby uniemożliwić Rosji zdobycie
tam przyczółku” – powiedział Gustafsson.
Nadzieją jest jednak to, że remilitaryzacja okaże się wystarczającym środkiem
odstraszającym, a Gotlandia będzie również poligonem doświadczalnym do obrony
całej Szwecji, szczególnie w wymiarze cywilnym.
5.
Tygrysek idzie w ślady Macierewicza. Chyba jego przeznaczeniem jest być
sanitariuszem, bo z takim umysłem to chyba nie lekarzem.
6.
https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,32896353,ukrainski-msz-akt-wandalizmu-w-krakowie-zniszczony-grob-poety.html
Wnocy z soboty na niedzielę, 5 lipca, na cmentarzu Rakowickim w Krakowie doszło
do aktu wandalizmu miejsca pochówku wybitnego ukraińskiego pisarza, naukowca i
profesora Bohdana Lepkiego - poinformował rzecznik MSZ w Kijowie Heorhij
Tychyj.
Według Tychyja, z nagrobka skradziono płaskorzeźbę przedstawiającą pisarza.
Według ustaleń policji to jeden z kilkunastu pomników uszkodzonych w ostatnim
czasie na najstarszej, zabytkowej krakowskiej nekropolii.
========
Kolejny dowód na nieistnienie państwa.
7.
https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,32893595,kard-dziwisz-doprowadzony-przez-policje-przed-sad-ostrzegam.html
Kardynał Stanisław Dziwisz nie stawił się w sądzie jako świadek w sprawie
odszkodowania dla ofiary księdza pedofila. Sędzia mówi o przymusowym
doprowadzeniu. Hierarcha odpowiada: - Szanuję prawo, ale żądam szacunku dla
kogoś, kto przez lata służył Polsce i Kościołowi.
Kardynał Stanisław Dziwisz 22 czerwca nie stawił się przed Sądem Okręgowym w
Krakowie. Wezwano go jako świadka w sprawie wytoczonej Kościołowi przez Janusza
Szymika, ofiarę ks. Jana Wodniaka, w młodości sekretarza kard. Franciszka
Macharskiego i wieloletniego proboszcza w Międzybrodziu Bialskim. Szymik walczy
o odszkodowanie w wysokości 20 mln zł, chce, żeby solidarnie zapłaciły je
Archidiecezja Krakowska i parafia, w której działał duchowny pedofil.
Kardynał Dziwisz chory w dniu rozprawy, sąd żąda zaświadczenia
Hierarcha nie pojawił się jednak tego dnia w sądzie, a jego pełnomocnicy
przekazali, że jest chory. Tymczasem w relacjach z życia archidiecezji z
czerwca wynika, że kardynał był tuż przed rozprawą bardzo aktywny:
12 czerwca wziął udział w Forum Instytucji Papieskich w Krakowie,
13 czerwca spotkał się z młodzieżą w Bibicach,
17 czerwca bierzmował w parafii Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Nowym
Prokocimiu,
21 czerwca wziął udział w jubileuszu 25-lecia parafii Chrystusa Króla na
krakowskim Osiedlu Gotyk.
Sędzia Monika Szczepaniec-Czech, która prowadzi proces, zażądała poświadczenia
lekarskiego wystawionego przez uprawnionego biegłego, że rzeczywiście kardynał
jest niedysponowany i nie może zeznawać. Dała na to hierarsze siedem dni.
Zgodnie z przepisami nieobecność świadka na rozprawie z powodów zdrowotnych
może usprawiedliwić jedynie zaświadczenie od lekarza z listy sądowej (L-4 od
zwykłego lekarza nie wystarczy).
- Sąd zobowiązał świadka do przedłożenia zaświadczenia od lekarza sądowego,
wykazującego, że świadek nie może stawić się na rozprawie - wyjaśnia sędzia
Zbigniew Zgud, rzecznik ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Krakowie.
Według naszych informacji kardynał przysłał zaświadczenie od 'zwykłego' lekarza
z informacją, że ze względu na stan nie może być przesłuchiwany jako świadek.
Sąd powtórzył, że czeka na zaświadczenie od lekarza sądowego.
Kardynał Stanisław Dziwisz jedzie do Watykanu
Kolejny termin przesłuchania wyznaczono na 15 lipca, ale okazało się, że z tą
datą kardynał Dziwisz także ma kłopot. Jak poinformowali prawnicy
reprezentujący archidiecezję, hierarcha zamierza wyjechać w lipcu z Krakowa,
m.in. do Watykanu. Wróci dopiero na początku sierpnia. Jak zareagowała sędzia?
Z naszych informacji wynika, że od razu wyłapała oczywistą nieścisłość między
deklarowanym złym zdrowiem hierarchy, a jego miesięczną podróżą za granicę.
Zażądała, by kardynał udowodnił wyjazd zaplanowany akurat w terminie rozprawy,
czyli żeby pokazał bilety potwierdzające podróż albo rezerwację pobytu w
hotelu.
Wyraźnie poirytowana sędzia Szczepaniec-Czech przypomniała, że "świadek ma
obowiązek stawić się przed sądem", nieścisłości, jakie pojawiają się w
wyjaśnieniach kardynała "nie są poważnym traktowaniem sądu", a w
takim razie:
Jeśli nie pojawi się wiarygodne wyjaśnienie nieobecności, konieczna będzie
grzywna, a nawet policyjne doprowadzenie hierarchy przed sąd.
Sędzia ostrzegła jednak, że "nie będzie to dobrze wyglądało".
- Świadek ma na to 14 dni pod rygorem uznania nieobecności w dniu 15 lipca za
nieusprawiedliwioną, a w związku z tym z możliwością nałożenia grzywny lub
doprowadzenia - tłumaczy sędzia Zgud.
Kard. Dziwisz: "Nie unikam prawdy"
Kolejny termin przesłuchania kardynała sąd wyznaczył 3 sierpnia. Czy hierarcha
się stawi?
W rozmowie z "Wyborczą" mówi, że nie będzie unikał sądu, ale chciałby
też, żeby sąd uwzględnił jego sytuację. Przyznaje, że ma problemy z chodzeniem
i musi ratować swoje zdrowie.
- Chciałbym, żeby szanowano i zrozumiano sytuację kardynała w Polsce i Kościele
powszechnym. Jestem za prawdą, ale też muszą być spełnione warunki.
Przypominam, że mam paszport dyplomatyczny watykański i polski - komentuje
kardynał.
Przypomina, że 27 lat służył papieżowi Janowi Pawłowi II i Polsce. Zapewnia, że
zaświadczenie potwierdzające jego stan zdrowia od biegłego lekarza już trafiło
do sądu.
Na pytanie, czy stawi się na rozprawie w budynku sądu, czy też poprosi o
przesłuchanie w apartamentach przy ul. Kanoniczej w Krakowie, gdzie mieszka,
odpowiada: - Obie wersje są dopuszczalne. Wszystko zależy od sytuacji. Dla mnie
najważniejszy jest szacunek do człowieka z obu stron.
Sąd jeszcze nie zdecydował
Rzecznik krakowskiego sądu: - Jak dotąd sąd nie podjął decyzji, czy uznaje
nieobecność świadka na rozprawie 22 czerwca za usprawiedliwioną, czy za
nieusprawiedliwioną.
Mecenas Krzysztof Mazur, pełnomocnik Archidiecezji Krakowskiej, sprawy
nieobecności kard. Dziwisza nie komentuje. "Wyborczą" odsyła do
rzecznika kurii, ks. Piotra Studnickiego. Ten jednak także nie odpowiedział na
nasze pytanie.
Jarosław Głuchowski, który wnioskował jako pełnomocnik prawny Janusza Szymika o
przesłuchanie hierarchy, przyznaje, że zaskoczyły go wykluczające się
wyjaśnienia prawników kurii co do sytuacji kard. Dziwisza.
- Kościół krakowski ze swoją historią, wielkimi nazwiskami kardynałów i
papieżem Janem Pawłem II, powinien reprezentować niepodważalne wartości
chrześcijańskie, miłość bliźniego i troskę o drugiego człowieka, szczególnie
jeśli mamy do czynienia z ofiarą wielokrotnie zgwałconą przez duchownego. W tym
kontekście nieobecność świadka, w tym przypadku jednej z kluczowych postaci,
jest dla mnie czymś bulwersującym.
Drugi z pełnomocników Szymika komentuje jeszcze ostrzej. - Na sądzie absolutnie
nie robi wrażenia efekt aureoli kardynała. Widać, że dla sądu świadek jest
panem Dziwiszem. To niepoważne, że kardynał ma siłę jeździć po odpustach, a ma
problem, żeby spełniać obowiązki, jakie mają zwykli ludzie - mówi mecenas Artur
Nowak.
Sprawa Szymika: kilkaset razy gwałcony przez księdza
Ks. Wodniak kilkaset razy wykorzystał seksualnie Szymika - zaczęło się w latach
80., gdy był 12-letnim ministrantem. Duchowny kazał chłopcu przyjść wieczorem
po mszy na plebanię.
- Usiadłem w obrotowym fotelu. Ksiądz zakręcił nim z całej siły. Zawirowało mi
w głowie, a on mnie przytulił. Zaczął mi wpychać ręce pod koszulkę.
Struchlałem, byłem przerażony, zmusił mnie do seksu - opowiadał w 2020 roku
"Wyborczej".
Sześć lat temu w liście do papieża Franciszka pisał: "Przez ponad
dwadzieścia lat musiałem znosić jego widok za ołtarzem. Dla lokalnej
społeczności był autorytetem, kimś, z czyjego zdaniem liczą się wszyscy, kogo
pytają o radę. Ale tak naprawdę to tylko jedna ze stacji mojej drogi krzyżowej.
Jestem wrakiem człowieka".
Watykan uznał winę duchownego w postępowaniu kościelnym i wyrzucił go ze stanu
kapłańskiego.
Janusz Szymik, dziś 54-letni mężczyzna, domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia
zarówno od parafii, w której posługę pełnił ks. Wodniak, jak i Archidiecezji
Krakowskiej, do której wówczas należała. Jego zdaniem hierarchowie, choć
wiedzieli o skłonnościach duchownego i krzywdzie, jaką wyrządza dzieciom, nie
podjęli żadnych działań, by to przerwać, a księdza Wodniaka ukarać.
- Kościół ponosi w tej sprawie odpowiedzialność nie tylko za konkretne
zaniechania poszczególnych przełożonych, lecz także za wieloletnie zaniedbania
systemowe. Mówimy tu nie tylko o winie konkretnego sprawcy, lecz o
odpowiedzialności instytucji, która przez lata nie rozpoznała skali zagrożenia,
nie wprowadziła skutecznych zabezpieczeń, nie prowadziła transparentnych
statystyk i nie stworzyła systemu, który realnie chroniłby dzieci - zaznacza
mecenas Artur Nowak.
Przesłuchanie kard. Dziwisza może być kluczowe dla rozstrzygnięcia, czy
Archidiecezja Krakowska tuszowała czyny ks. Wodniaka.
Jeden biskup ukarany, dwóch przesłuchanych
Szymik dwukrotnie o tym, co zrobił mu proboszcz z Międzybrodzia, opowiedział
jego przełożonemu, abp. Tadeuszowi Rakoczemu. Pierwszy raz w 1992 roku, gdy
papież z archidiecezji krakowskiej wydzielił diecezję bielsko-żywiecką i na jej
czele postawił właśnie Rakoczego. Drugi raz w 2007 roku. - Będę się za pana
modlił - usłyszał wówczas od hierarchy.
Z kolei kard. Dziwisz twierdzi, że nie znał historii księdza z Międzybrodzia,
więc nie mógł zawiadomić Watykanu o przestępstwie. Co innego mówił ks. Tadeusz Isakowicz-Zalewski,
który twierdził, że w 2012 wysłał do ówczesnego metropolity krakowskiego list w
sprawie zachowań księdza Wodniaka. Na dowód pokazywał kopię dokumentacji
przesłanej na Franciszkańską.
"Sprawca przez cały czas był bezkarny" - pisał Szymik do papieża
Franciszka. Domagał się, by ten powołał niezależną komisję i jak najszybciej
wyjaśnił jego sprawę. Żądał ukarania wszystkich, którzy byli zaangażowani w jej
tuszowanie. Watykan powołał komisję, ale grono badające zarzuty tuszowania
pedofilii nie dopatrzyło się zaniedbań. Jedynym ukaranym był abp Rakoczy.
Watykan zabronił mu udziału w jakichkolwiek celebracjach lub spotkaniach
publicznych oraz uczestniczenia w zebraniach plenarnych Konferencji Episkopatu
Polski. Nałożono na niego również obowiązek prowadzenia życia w duchu pokuty i
modlitwy oraz wpłacenie pieniędzy na rzecz Fundacji Świętego Józefa, z
przeznaczeniem na działalność prewencyjną i pomoc ofiarom nadużyć. Wcześniej
honorowe obywatelstwa odebrały mu Kęty i Oświęcim.
Sprawą braku reakcji hierarchów na informacje o wykorzystywaniu seksualnym
dzieci przez ks. Wodniaka zajęła się też Państwowa Komisja ds. Pedofilii. I
ostatecznie złożyła zawiadomienie do prokuratury na czterech duchownych:
Tadeusza Rakoczego, Piotra Gregera (biskupa pomocniczego w Bielsku), Romana
Pindla (biskupa bielskiego), a także byłego metropolity krakowskiego kard.
Stanisława Dziwisza. Prokuratura Rejonowa w Żywcu odmówiła jednak wszczęcia
śledztwa. Według śledczych księża nie popełnili przestępstwa, nie zgłaszając
organom ścigania sprawy Wodniaka, bo - jak tłumaczyli - w tamtych latach
przepisy kodeksu karnego nie nakładały takiego obowiązku.
W sprawie o 20-milionowe odszkodowanie sąd przesłuchał już biskupów Rakoczego i
Gregera (obaj stawili się w wyznaczonych terminach).
Czy sąd zaryzykuje doprowadzenie przez policję, jeśli kardynał Dziwisz nie
stawi się na rozprawie 3 sierpnia? Krakowski adwokat (chce pozostać anonimowy)
z wieloletnim doświadczeniem ocenia: - Nie sądzę, ale i tak widać pewną zmianę
w podejściu sądu. Dawniej sąd by pewnie przyjął na słowo, że kardynał ma wyjazd
i nie żądałby udokumentowania go, tylko wyznaczył nowy termin przesłuchania. A
tu sąd pokazuje, że nie pozwoli wodzić się za nos, tylko korzysta ze swoich
uprawnień.
8.
Trzech synów zamordowanego irańskiego przywódcy dołącza do masowej żałoby w
Teheranie
https://edition.cnn.com/2026/07/05/world/live-news/iran-khamenei-funeral-war-trump
Trzech synów zamordowanego Najwyższego Przywódcy Alego Chameneiego (Nagranie z
Reutersa pokazało Mostafę, Meysama i Masuda) uczestniczyło w drugim dniu jego
publicznego pogrzebu w Teheranie w niedzielę. Jego następca i drugi syn
Modżtaba, którego nie widziano publicznie od lutego, nie był obecny. Największe
tłumy spodziewane są w poniedziałkowym głównym kondukcie pogrzebowym.
• Na miejscu: uroczystości naznaczone były oznakami buntu i wezwaniami do
zemsty, m.in. ze strony poety, który odczytał tekst atakujący prezydenta USA
Donalda Trumpa. Jednak niektórzy Irańczycy, którzy rozmawiali z CNN w
Teheranie, wyrażali apatię i frustrację z powodu tego wielkiego wydarzenia –
oraz sceptycyzm co do liczby uczestników protestów reżimu.
• Spotkanie Netanjahu z Trumpem: Tymczasem premier Izraela Benjamin Netanjahu
planuje odwiedzić Waszyngton już w przyszły poniedziałek, aby spotkać się z
Trumpem i omówić sprawę Iranu oraz nowe porozumienie w sprawie bezpieczeństwa
między Izraelem a Stanami Zjednoczonymi. W niedzielnym wywiadzie Netanjahu
zbagatelizował wszelkie rozbieżności z Trumpem.
9.
Wezwania do zabicia Trumpa na pogrzebie najwyższego przywódcy Iranu Alego
Chameneiego
https://www.theguardian.com/world/2026/jul/05/iran-ali-khamenei-funeral-supreme-leader-mojtaba-absent
Tłumy, trzymające irańskie flagi i zdjęcia zamordowanego przywódcy oraz
machające czerwonymi flagami symbolizującymi zemstę, były zauważalnie
liczniejsze i bardziej bojowe niż w sobotę, pierwszego dnia tego misternie
zaplanowanego pogrzebu, mającego na celu pokazanie światu, że Iran ma społeczną
odporność i determinację, by zachować swoją niepodległość.
„Odtąd całun jest naszą szatą. Przysięgam na waszą krew; morderstwo Trumpa jest
naszą odpowiedzialnością” – powiedział poeta Mohammad Rasouli podczas recytacji
poezji tuż przed modlitwą podczas ceremonii pożegnalnej. Zapytał: „Dlaczego
największy łajdak na świecie wciąż żyje? Świat nie jest już dobrym miejscem dla
Trumpa. Dlaczego nie mielibyśmy zabić człowieka, który zabił naszego imama? To byłby
wstyd, gdybyśmy tego nie zrobili”.
Jego wyreżyserowana i autoryzowana wypowiedź wywołała mieszane reakcje, jednak
większość przyjęła ją z entuzjazmem.
Dzień dobry...
OdpowiedzUsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuńDziękuję Redaktorze.
OdpowiedzUsuń