DRUGI OBIEG
Sobota, 18 lipca 2026
1.
Ha! No i znowu wakacje D.O. muszą zostać odłożone. Volkswagen, po prawie trzech
miesiącach zapewniania, że samochód jest OK, orzekł w środę, że jednak nie jest
OK i żeby go D.O. przyprowadził w czwartek, to go w piątek oddadzą
zreperowanego. W piątek zadzwonił, że mogę go zabrać, bo trzeba czekać na część
zamienną, a kiedy część nadjedzie, to zadzwonią, żebym go znów przyprowadził.
Wariant optymistyczny jest taki, że może mi go oddadzą w czwartek a
pesymistyczny, że za półtora tygodnia, albo później.
2. Rozmowy w AMNT nie będzie, bo nikogo nie ma w Warszawie, wszyscy D.O.
pognali, sugerując uprzejmie, żeby nie zawracać głowy w czasie wakacji, no i
D.O. to rozumie i szanuje. Ale będzie parę wydań specjalnych - wakacyjnych i
już teraz namawiam do ich oglądania.
3. Wołodymyr Zełenski, bohater Ukrainy i kontynentów wszystkich, porozmawiał
poważnie ze swoimi nowymi ministrami i najwyraźniej dotarło do niego, że
polskich nacjonalistów trzeba jakoś ugłaskać. Więc kazał wydać mnóstwo
zezwoleń: na otwarcie ukraińskich archiwów i zbiorowych mogił ofiar wołyńskiego
ludobójstwa. To oczywiście nie zadowoli poyebów i dalej będą szczuć na
Ukraińców, zgodnie z instrukcjami z Moskwy i oczywiście demokratyczny rząd
polski nie kiwnie palcem, żeby im w tym przeszkodzić. Powstają różne inicjatywy
obywatelskie Polaków przyzwoitych i D.O. z całego serca im sprzyja i namawia
wszystkich Czytelników Drugiego Obiegu, żeby do tych inicjatyw dołączyli wraz z
rodzinami i przyjaciółmi. Nie ma dla Polski obecnie ważniejszej sprawy, niż
podtrzymywanie wszystkimi środkami niepodległości naszych braci zza Buga.
3.
https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,163229,32918432,pokazmy-ze-nie-jest-sama-ruszyla-akcja-wsparcia-dla-11-letniej.html
Dwie jedenastolatki z Ukrainy padły ofiarą ksenofobicznego, agresywnego ataku
ze strony 54-letniego mężczyzny. "Takie sytuacje nie mogą pozostać bez
reakcji. Nie możemy przyzwyczajać się do takich obrazów" - piszą
organizatorzy akcji wsparcia dla dziewczynek.
Kilka dni temu sieć i polskie media obiegło nagranie, na którym 54-letni
mężczyzna agresywnie i wulgarnie odnosił się do 11-letnich dziewczynek z
Ukrainy jadących autobusem miejskim. Jedna z nich nagrała to zdarzenie
telefonem.
"Gówniary wyrosły na naszych pieniądzach", "wypier****ć do
Ukrainy", "wiem, gdzie mieszkasz" - to tylko niektóre z
nienawistnych haseł, jakie mężczyzna wykrzykiwał do nastolatek. Obrażał również
inną, dorosłą osobę z Ukrainy, nazywając ją "ukraińską k**wą".
54-latek, który zaatakował 11-letnie Ukrainki, został zatrzymany
Mężczyzna okazał się kierowcą Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego, na którego
wpływały już wcześniej skargi pasażerów. Został zatrzymany w poniedziałek (13
lipca), a dzień później doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Żywcu. Usłyszał
zarzuty z art. 257 Kodeksu karnego dotyczącego publicznego znieważania grupy
ludności lub jakiejś osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej,
rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z tych powodów
naruszania jej nietykalności. Grozi za to kara więzienia do trzech lat.
Mężczyzna złożył wyjaśnienia i przyznał się do winy. Po incydencie przesłuchano
także obie jedenastolatki. "Przedstawiły przebieg zdarzenia. Wykluczone
jest działanie prowokujące czy wulgarne z ich strony" - przekazała
prokuratorka Małgorzata Moś-Brachowska.
Potwierdził to Miejski Zakład Komunikacyjny w Bielsku-Białej, który po analizie
nagrań z monitoringu opisał szczegółowo zdarzenie z 12 lipca. "Nic nie
wskazuje, by zachowanie ukraińskich dziewczynek w autobusie w Bielsku-Białej
było prowokujące" – wynika z komunikatu MZK.
Podkreślono również, że "wszelkie pojawiające się w sieci komentarze
powołujące się na rzekomych świadków, wskazujące, iż poszkodowane miały być
prowokujące, są niezgodne z wydarzeniami zaobserwowanymi na nagraniach, a ich
rozpowszechnianie godzi w wizerunek spółki".
Wesprzyj dobrym słowem 11-letnią Ukrainkę z autobusu
Członkowie inicjatywy obywatelskiej Euromaidan-Warszawa, od 2013 roku
działającej na rzecz wsparcia Ukrainy w drodze do eurointegracji, przygotowało
formularz, przez który można wesprzeć dobrym słowem 11-letnią Ukrainkę
zaatakowaną w bielskim autobusie.
"Napisz słowa wsparcia dla zaatakowanej w autobusie dziewczynki z Ukrainy.
Pokażmy, że nie jest sama. Ty piszesz, my przekazujemy życzenia do Niej i jej
mamy" - piszą organizatorzy inicjatywy i dodają: "Takie sytuacje nie
mogą pozostać bez reakcji. Nie możemy przyzwyczajać się do takich
obrazów".
4.
https://wyborcza.pl/7,177730,32918789,razem-powstrzymajmy-antyukrainska-fale-roman-imielski-dla-klubu.html
Piszę do Państwa z apelem: nie dajmy się manipulować nacjonalistom i skrajnej
prawicy, nie dajmy się porwać antyukraińskiej fali i nie dajmy sobie wmówić, że
przeszłość jest ważniejsza niż przyszłość. Każdy z nas może dołożyć cegiełkę do
powstrzymania nienawiści.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Codziennie rozmawiamy w redakcji o rozlewających się po naszym kraju
antyukraińskich nastrojach, podsycanych przez polityków. Jak na nie reagować,
jak tłumaczyć, że to nie doprowadzi nas do niczego dobrego, jak przypominać, że
wsparcie Ukrainy walczącej z rosyjskim agresorem jest w naszym polskim
interesie, że Ukraińcy dokładają do naszego budżetu dużo więcej, niż z niego
dostają.
W tym tygodniu doszło do przekroczenia kolejnej granicy. Przemysław Czarnek,
kandydat na kandydata PiS na premiera, oświadczył, że należy natychmiast
wstrzymać wsparcie dla Kijowa. Bo ten nie chce rozliczyć się z rzezi wołyńskiej
i premiuje banderyzm.
Przyznaję, że zagotowała się we mnie krew. Można mieć – często słuszne –
pretensje ws. polityki i decyzji prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, ale
nawoływanie wprost do wsparcia Putina – bo tym są właśnie słowa Czarnka – to
zdrada Polski. Napisałem na ten temat ostry komentarz, ale złudzeń nie ma – nic
złego Czarnka nie spotka, co najwyżej Jarosław Kaczyński dla zasady pogrozi mu
palcem i dalej razem będą płynąć na antyukraińskiej fali.
Niestety, codziennie w redakcji słyszymy na kolegiach, na których planujemy
serwis Wyborcza.pl i papierowe wydanie „Gazety Wyborczej", o kolejnych
atakach na osoby mówiące po ukraińsku albo rosyjsku. Co więcej, z przerażeniem
patrzyliśmy na to, jak wiele osób usprawiedliwiało agresywnego mężczyznę, który
w autobusie w Bielsku-Białej zwyzywał od „kurew" 11-latkę z Ukrainy.
Przestrzegam, że płynięcie na tej fali to także płynięcie w jednej łódce z
kremlowską propagandą. Ona jest bardzo skuteczna, w internecie ma swoje
rozległe macki i podsyca ksenofobiczne emocje. Sami też z nią walczymy, bo
rosyjskie trolle pojawiają się na naszym forum.
To wszystko – i zachowanie polityków, i części naszego społeczeństwa – wpływa
też na pozycję Polski w świecie. Rozmawiałem niedawno z jednym z zachodnich
dyplomatów, który był bardzo zmartwiony polsko-ukraińskim kryzysem. Także tym,
że na Zachodzie nikt nie będzie walczył o miejsce Polski przy stole, jeśli będą
zapadać ważne dla Ukrainy i Europy decyzje, bo nikt nie chce zapraszać do tego
stołu kogoś, kto ma na pieńku z sąsiadem.
I jeszcze jedno. Od 2022 r. i inwazji Rosji na Ukrainę jako dziennikarze
„Wyborczej" zbieramy pieniądze na wsparcie Ukrainy i osobiście zawozimy
pomoc humanitarną na tereny przyfrontowe. Byliśmy tam już kilkadziesiąt razy,
przeżyliśmy bombardowania czy ostrzał samochodu przez rosyjski czołg pod
Kupiańskiem. Ale nadal będziemy jeździć i pomagać, przy okazji przywożąc
materiały do reportaży, które potem Państwo z przyjemnością czytacie.
Mogą zresztą Państwo wspomóc naszą zbiórkę w serwisie zrzutka.pl
Na pohybel Putinowi i ksenofobom.
========
D.O. doda, że Bandera i Czarnek w jednym stali domu. Faszystowskim. Mógłby
ten burak poprosić alfonsa, żeby zorganizował ustawkę między naziolami z Polski
i Ukrainy. Są siebie warci, a alfons w ustawkach to ekspert.
5.
https://wyborcza.pl/7,75398,32919315,polacy-o-pomocy-ukraincom-tak-zle-jeszcze-nie-bylo-sondaz.html#s=S.TD-K.C-B.3-L.2.duzy
W lipcu po raz pierwszy głosy sprzeciwu wobec przyjmowania Ukraińców (52 proc.,
wzrost o 6 pkt proc.) przeważyły nad głosami poparcia (42 proc., spadek o 6 pkt
proc.).
To stały trend. Na początku 2022 r., zaraz po ataku Rosji na Ukrainę, 94 proc.
Polaków było za przyjmowaniem uchodźców. …
Zanaliz CBOS wiemy, że sprzeciw wobec przyjmowania uchodźców z Ukrainy wyrażają
częściej:
• kobiety (54 proc. wobec 49 proc. wśród mężczyzn),
• badani z mniejszych miejscowości (61 proc. na wsi wobec 31 proc. w
największych miastach),
• gorzej wykształceni (71 proc. wśród ankietowanych z wykształceniem
podstawowym lub gimnazjalnym wobec 33 proc. wśród badanych z wykształceniem
wyższym),
• robotnicy niewykwalifikowani (75 proc.) oraz wykwalifikowani (67 proc.), a
także pracownicy usług (65 proc.),
• respondenci dysponujący niższymi dochodami per capita w swoich gospodarstwach
domowych (61 proc. wśród tych o najniższych dochodach wobec 25 proc. wśród tych
o najwyższych),
• często praktykujący religijnie (59 proc. w grupie praktykujących kilka razy w
tygodniu wobec 42 proc. wśród niepraktykujących),
• wyznający poglądy prawicowe (60 proc. wobec 30 proc. wśród zwolenników
lewicy) lub osoby o niesprecyzowanych przekonaniach politycznych (66 proc.).
Najczęściej przychylni przyjmowaniu uchodźców są wyborcy partii lewicowych –
Nowej Lewicy (81 proc.) oraz Partii Razem (77 proc.). Przyjmowanie uchodźców
popiera też zdecydowana większość zwolenników Koalicji Obywatelskiej (71
proc.).
Wyborcy pozostałych partii są przeciw. Wśród Konfederacji Korony Polskiej – 78
proc. PiS – 69 proc. i Konfederacji Wolność i Niepodległość – 53 proc.
Od poprzedniego badania w tej sprawie (z września 2025 r.) przybyło
oceniających tę pomoc jako zbyt dużą – teraz sądzi tak 54 proc. (wzrost o 4 pkt
proc.). Jednocześnie spadł odsetek tych, którzy uznają ją za odpowiednią - 40
proc. (spadek o 6 pkt proc.).
6.
4 lata temu
1.
Ding. Ding din don, pam
pim pam, dong, dong trlllding, ding… Watykańskie dzwony znad Arco delle
Campane dyskretnie przypominają w południe, że pora już wrzucać kluski,
nastawiać sugo. Zaraz w rozgrzanym powietrzu rozniesie się zapach skwierczącego
na oliwie czosnku, peperoncino doda sprawie pikanterii… Rzymski, letni weekend,
wojny wydają się tak daleko…
2.
Wiatr od morza przynosi odrobinę ukojenia, kiedy stanie się dosłownie o kilka
kroków od niego. Sto metrów dalej jakby go w ogóle nie było.
- Due caffè, per favore!
Młoda, wysoka, ładna kobieta sprawnie krząta się wokół ekspresu, ale wzrok
przykuwają jej ręce, wytatuowane od ramion aż do dłoni, prawdziwy komiks. Jak można się tak trwale oszpecić?
Ach, to caffè…
“Il caffè è un piacere, se non è buono, che piacere è?” To slogan,
którym przez dziesięciolecia tu reklamowano lavazzę, jej twarzą był genialny i
wszechstronny aktor Nino Manfredi. „Kawa to przyjemność, jeśli nie jest dobra,
to co to za przyjemność”?
Buono, buono è il caffè
wytatuowanej barmanki na portowym nabrzeżu.
- Quanto è?
- Due caffè, due euro, grazie.
Dwie duże przyjemności za połowę tego, czego w Warszawie żądają za przyjemność
znacznie mniejszą…
3.
Oczopląs. Normalnie oczopląs. Żeby to i owo przykupić, wizyta w supermarkecie,
a tam pyszności kolorowe leżą i kuszą, jak damy z Place Pigalle: „Vien, vien
mon cherie, no weź mie na ręce, upieść, napawaj, nasyć się mną do pełna, do
przesady, do obłędu”… A tam mątwy, moscardini, ośmiornice jedno i dwurzędowe,
przegrzebki (cappasante, st. jacques), surowe i au gratin, cozze, surowe lub w
białym winie, tylko wrzucić na spaghetti, vongole jak wyżej i ryb morskich
wybór wyśmienity, choć królują orata (dorada) i branzino (labraks, czy jak kto
woli okoń morski). Pasibrzucha błogi raj.
To nie syreni śpiew kusił Odyseusza, tylko witryny z całym tym dobrem.
Ale to nie Kyrke odwiodła D.O. od oszalałego oddania się pokusie, tylko Glapa i
szajka, do której od dawna należy: po przeliczeniu na złote podnosisz, Polaku,
głowę i przechodzisz mimo: „już mi się odechciało”.
Jak za komuny.
4.
Znowu nie zmarzliśmy. Rano milusio, 25 stopni, po południu 34. Ale nie jest
źle, powiał wiaterek, w Rzymie rzadkość, odkąd znikł wiatr ponentino, który
przez kilka tysiącleci, a pewnie i dłużej, chłodził od zachodu rzymskie
wieczory. Ale na początku lat 70., na jednym ze wzgórz w pobliżu Via Boccea
postawiono potwornościowiec, czyli dziesięciopiętrowy blok o długości kilometra
i ponentino znikł. Ale teraz coś wieje, więc da się żyć.
Arco delle campane, Łuk dzwonów, Miasto-państwo Watykan.
Taka sobie knajpeczka przy portowej ulicy. Obok kiosk z pyszną kawą i
wytatuowaną panią.
Syreny Odysa to pikuś w porównaniu z takim stoiskiem. W supermarkecie niecały
kilometr od morza.
Potwornościowiec - dom, który – jak się mówi – pozbawił Rzymu popołudniowego
wiatru zwanego ponentino, więc i wieczorem nie ma ochłody.
7.
6 lat temu
Czy dusza istnieje?
Od zarania dziejów filozofowie i religiotwórcy uznawali, że tak, choć na ogół
dzielili ją na dwa lub trzy segmenty. Np. św. Paweł wyróżniał w obrębie jednej
duszy „pneuma”, „psyche” i „somę”.
Przypisywano duszy najróżniejsze właściwości, spierano się o jej możliwą
nieśmiertelność, ale żaden filozof ni ojciec żadnego z Kościołów nie
przypisywał jej dotąd przynależności narodowej.
Uczynił to dopiero pod koniec drugiej dekady XXI wieku prawdziwy rewolucjonista
pojęć filozoficzno-teologicznych, mąż o słowiańskim imieniu, oznaczającym
kogoś, kto ma mocną sławę, albowiem słowo „jary”, jak wiadomo, oznacza
„krzepki”, a dodać należy, że w okresie przedchrześcijańskim słowo „jary” miało
to samo znaczenie co słowo „święty”.
To małe, ulatujące, to dusza, według "Rosarium philosophorum",
Różańca Filozofów, alchemicznego podręcznika anonimowego autora z końca XIV w.
Przy czym "różańca" nie należy rozważać tu w kontekście modlitewnym,
lecz symbolicznym, jako że do końca Średniowiecza róża była symbolem
doskonałości i nieskończoności, jak ów mąż, który zrewolucjonizował pojęcie
duszy.
8.
4 lata temu
Stary D.O. odmłodniał. Znalazł się w raju.
Za raj uważa miejsca, w których przyjaźnie patrzący na siebie ludzie mają różne
kolory skóry, różnokolorowe ubrania, mówią różnymi językami, uśmiechają się,
ale są zdeterminowani, bo łączy ich wspólny, dobry cel.
Zanurzony po uszy w polityce, opartej na nienawiści, na walce, obezwładniony
przez zupełną obojętność na sprawy świata, przygięty ciężarem nieprzychylnych
spojrzeń ludzi, mijanych na ulicach… Zrozumiesz, Czytelniku, dlaczego
„Dzielnica Europejska” w Brukseli jest dla D.O. rajem?
D.O. opatrzony w gruby badge, który otwiera wszystkie drzwi, chodzi po
zatłoczonych wreszcie po covidowej przerwie, przypominających labirynt
korytarzach Parlamentu Europejskiego i łapie się na tym, że gęba mu się śmieje.
Siada sobie w barku na trzecim piętrze, takim skrzyżowaniu wszystkich
parlamentarnych szlaków, popija kawę i robi rozkoszny people watching, robi
people hearing, chłonie wszystkimi porami tę różnorodność ludzką, no i bęc:
jest w raju.
Za barową ladą ciemnoskóra, piękna pani z króciutko przystrzyżonymi, siwawymi
włosami, mogłaby być gwiazdą filmową. Ale robi we włoskim ekspresie kolumbijską
kawę i podaje ją kolejnym klientom o różnych odcieniach skóry, rozpoznaje ich
języki i w każdym z nich mówi – „jaką kawę”? „Dziękuję”. Ale kiedy pokrzykuje
na roztargnionych albo źle wychowanych gości, żeby odnieśli filiżanki na stojak
z brudnymi naczyniami, robi to po francusku. Ale robi to bardzo rzadko, bo tu
więcej roztargnionych niż dzikich.
Obok D.O., szerokim korytarzem przechodzą, obok przepływają, czasem wręcz
przefruwają ludzie, pojedynczo, parami lub – częściej – grupowo. Ci pojedynczy
mają nos wlepiony w plik papierów albo w smartphona, ci parami zawsze o czymś
ważnym dyskutują, ale tylko dopóki nie usiądą: wtedy rozmowy stają się
niesłużbowe: ludzkie. Ci fruwający – fruną, by się rzucić komuś dawno
niewidzianemu w ramiona. Po chwili, po władczych ruchach poznajesz, kto jest
MEP (Member of European Parliament), a kto tylko asystent – krok z tyłu, w
pozie wskazującej na poddaństwo. Tym ważniejszym, znanym z telewizji – zawsze
towarzyszy wianuszek ciekawskich.
Jest fajnie, jest miło, jest głośno, jest życzliwie, jest europejsko i
światowo… Jest tak, jak być powinno.
3.
Poranek. Dzień rozpoczęcia Rady Europejskiej. Dzień jest słoneczny temperatura
jeszcze znośna. Padać zacznie dopiero wczesnym popołudniem. Do szklanego
budynku „Europa”, w środku którego stoi ogromne „jajo Fabregere’a”, przybywają
wielcy tego kontynentu. Nad budynkiem krąży eurocopter, a na ziemi – korki i
klaksony. Brukselczycy to wiedzą: w dniach szczytu lepiej pracować zdalnie, a
jeśli nie można, to lepiej pojechać odległymi objazdami i nie zbliżać się do
Rue de la Loi i Rond-point Schuman. A jeśli nie masz wyjścia i musisz tam
jechać – cóż zrób sobie zastrzyk z końskiej dawki cierpliwości. Śmigają czarne
limuzyny w policyjnej eskorcie, w kluczowych punktach, na dachach kamienic,
stoją panowie w moro i trzymają w rękach jakieś długie przedmioty z lunetami…
„Szczytowa” rutyna. Mają to w małym palcu. D.O. też tu często bywał i nawet
brew mu się nie podniesie.
4.
Już w środę wieczorem sporo z nich tu było. Spotykali się na kolacji, omawiali
kluczowe kwestie, uzgadniali wspólne stanowiska, analizowali „za” i „przeciw”.
Wydarzenia w świecie gwałtownie przyspieszyły, napięcie jest ogromne, wiedzą,
że muszą podjąć sprzeczne z ich naturą bardzo odważne decyzje. One ukształtują
rzeczywistość globalną w nadchodzącej dekadzie, może w wielu dekadach.
Niektórzy najchętniej zredukowaliby Unię do początkowych 6 – 10 krajów
zachodnich, wznieśliby wokół niej mury i starali okopać w swoim dobrobycie.
Inni mówią, że to szaleństwo, że trzeba przystosować się do gwałtownie
zmieniającego się świata, otworzyć nań, rozszerzyć swoje wpływy, stworzyć nowe
przedmurza.
I, wygląda na to, że wszyscy zgadzają się, że jest to nieuniknione, że inaczej
się nie da. Ale nikt nie potrafi dziś przewidzieć konsekwencji takich decyzji.
Wiadomo, że może być zimno, bo zawierzyliśmy Rosji.
Wiadomo, że może być ciemno, bo wydawało nam się, że Rosja to taki sam kraj,
jak każdy inny.
Wiadomo, że będzie drogo, bardzo drogo.
Że życie stanie się cięższe, mniej komfortowe, mniej dostatnie.
Że będzie mniej podróży, wakacji i zbytków, mniej wypełnionych gwarem i
śmiechem knajpeczek.
Że będzie więcej wojska i broni…
- - - - - - - -
Nie wiadomo jednak, czy społeczeństwa zrozumieją powagę chwili.
Nie wiadomo, czy społeczeństwa tę epokową, nieprzyjemną przemianę stylu życia
zaakceptują.
Nie wiadomo, czy nie wyjdą na ulice niszczyć i palić.
Czy nie zaczną głosować na ekstremistów, którzy zawsze się czają, zawsze gotowi
podsunąć bardzo łatwe rozwiązania bardzo trudnych problemów, gotowi zawsze
zrzucić winę na „kradnące elity”, obiecać wszystkim więcej pieniędzy (przecież
są, wystarczy nie kraść, jak powiedziała pewna intelektualistka).
Czy, podatni na syreni śpiew ekstremistów, w imię doraźnego interesu,
społeczeństwa nie zechcą przekreślić przyszłości własnej, swoich dzieci i
wnuków?
5.
Popołudnie. Nie ma mowy, żeby się dostać na Rond-point Schuman skąd widać
praktycznie całą Dzielnicę Europejską. W „jaju Fabergere’a” jest 27 liderów 27
krajów europejskich. Przed sobą mają papiery, a w nich owoc ciężkiej, długiej
pracy „sherpów”, asystentów, rzeczników, urzędników, z analizami kwestii, o
których na szczycie jest mowa. Każdy, już w chwili przyjazdu, dostaje
uzgodnioną już między „sherpami” wersję „draft” komunikatu końcowego. Zawsze
jakoś tak się dzieje, że ten szkic porozumienia trafia do rąk dziennikarzy.
Dzielą się nim między robą. No a potem, kiedy komunikat staje się oficjalny,
porównuje się zarys z wersją ostateczną i jeśli są jakieś zmiany, zaczyna się
budowanie hipotez: dlaczego coś zostało zmienione, przez kogo, czy to oznaka
rozłamu?...
Spodziewaliśmy się w związku z tym, że triumfalne ogłoszenie przyznania
Ukrainie statusu kraju kandydującego (do spełnienia warunki, opisane na
…700.000 stron znormalizowanego maszynopisu!) nastąpi zaraz, zaraziutko po
rozpoczęciu szczytu. A tu figę. 16.00 – komunikatu nie ma. 17.00 – komunikatu
nie ma. 18.00 – pojawiają się pierwsze tytuły na portalach informacyjnych:
„przedłuża się oczekiwanie na decyzję Rady Europejskiej w sprawie Ukrainy”.
19.00 – „Coś musi być nie tak”. 20.00 – „Ciekawe, które kraje wetują”?
O 20.25 wielki oddech ulgi. Jest! Ukraina oficjalnie kandydatem!
6.
Wcześniej, krótko przed 13.00, w Parlamencie Europejskim otwierają się
niedostępne dla nie posłów, pilnowane przez wyfrakowaną straż parlamentarną
drzwi do Sali posiedzeń plenarnych. Wylewa się rozgadany tłum europosłów z
roześmianymi twarzami. Wszystko skończyło się pół godziny przed przewidywanym
czasem. Ogromna większość europosłów ze wszystkich liczących się klubów
głosowała za Ukrainą i Mołdawią w UE.
I, uwaga! Za Gruzją! Tą Gruzją, którą KE postanowiła potrzymać w lodówce z
powodu zbyt ścisłych związków obecnego rządu z Rosją.
Ale sporo z parlamentarzystów w Gruzji było. Poznało Gruzinów. Zrozumiało, że
oni do Unii Europejskiej chcą. Że do Unii Europejskiej pasują. Rządy przychodzą
i odchodzą, wola narodu pozostaje.
To, dlaczego wybrali sobie na pacynkarza prorosyjskiego milionera (a pewnie i
kremlowskiego agenta) Bidzinę Iwaniszwilego? Bo im obiecał, że będą żyli
dostatniej. Że „pieniądze są, wystarczy nie kraść”. Że ten wariat Saakaszwili
już nie będzie w kraju rozrabiał, jak pijany zając w kapuście.
Kupili to i teraz mają. Nie tyle ruski mir nawet, ile ruską biedę. A na
wschodzie niczego dobrego dla narodów nie ma: bieda i niewola.
Ale nie pytajcie, Czytelnicy, D.O., jak doświadczone okresem sowieckiej niewoli
narody, takie, jak Gruzja, dają się tak zwieść i zagłosować na powrót
bolszewii.
Zapytajcie sąsiadów, jak tak doświadczone sowiecką niewolą i nędzą
społeczeństwo, jak polskie, dało się zwieść i zagłosowało na obrzydliwą,
złodziejską bolszewię.
Może zresztą już znacie odpowiedź? To napiszcie ją tu pod spodem.
A tymczasem popatrzcie na zdjęcie poniżej z wynikami głosowań w Parlamencie
Europejskim. Zobaczcie, gdzie są czerwone punkciki posłów, którzy nie chcieli
Ukrainy w UE. Po lewej stronie skrajna lewica, po prawej stronie skrajna
prawica, zaraz obok ławy polskiej szajki.
7.
Kiedy D.O. przyjeżdżał tu pierwsze razy, Bruksela była zapyziałą, brzydką
dziurą. Nawet Grand Place straszył liszajem. Knajpek było niewiele, ciekawych
zakątków jeszcze mniej. Bardzo to się zmieniło. Daleko jej jeszcze do Warszawy,
ale Bruksela wyporządniała, pojawiło się trochę szklanych wieżowców i
nowoczesnych budynków o kolorowych fasadach. Ale oczywiście ludzie i tak walą
na małe placyki, na wąskie uliczki z tradycyjną, nieładną, burżuazyjną
zabudową. Przytulniej.
Kiedy D.O. bywał tu ostatnie razy, w wielkim centrum prasowym, stosunkowo
świeżo przeniesionym pod oszklony i ogrzewany zimą dziedziniec budynku Justusa
Lipsiusa, znał, przynajmniej z widzenia dobrą połowę z setek pracujących tu
dziennikarzy. Z kilkoma się przyjaźnił, był blisko z innymi. Uśmiechaliśmy się
na swój widok, rzucali w objęcia. I D.O. mógł przyjechać zupełnie
nieprzygotowany, bo w inne kwestie zakwestiony, a po kwadransie, dzięki
życzliwości Kolegów, którzy go briefowali, mówili co najważniejsze, mógł stawać
przed kamerą i co było, co jest i co będzie Państwu opowiadać. Dziś – twarze
nieznajome, młode. Poza jedną, kochaną Przyjaciółką, nikt się na widok D.O. nie
rozpromieniał, nikt nie rzucał w ramiona. Co robić taka kolej… Smuteczek,
przemijanie… Ale idziemy dalej.
8.
Idziemy dalej, mimo, że bossom od polskich mediów ze wszystkich słupków wynika,
że słowa „Unia Europejska”, wypowiedziane na dowolnej antenie, powodują
natychmiastowy spadek oglądalności. Więc ich używania zabraniają.
Idziemy dalej, w poczuciu dobrze spełnionego, nikomu niepotrzebnego obowiązku.
Jesteśmy sfrustrowani, a nie ma frustrata bardziej sfrustrowanego niż
sfrustrowany idealista.
I D.O. idzie dalej, choć z dnia na dzień maleje liczba tych, którym się jego
praca podoba. Zafiksował się na służbie i – karykaturalnie śmieszny – idzie
dalej.
Elegancka restauracja dla posłów na ostatnim piętrze Parlamentu Europejskiego w
Brukseli (bo PE ma drugą siedzibę w Strasburgu). Menu – francja elegancja, ale
po spożytych tam posiłkach trzeba iść na obiad gdzie indziej. Ciekawa mrożona
zupa z zielonego groszku okazała się być talerzem, wysmarowanym na zielono tak
cienko, że łyżka tego nie łapała i właściwie należałoby lizać, ale ze względu
na powagę instytucji nie wypadało. Cukinia w sosie z czegoś, co niczego nie
przypominało, okazała się dwoma kompletami zielonych wykałaczek. No i też nie
wypadało tego lizać. Ale ładnie – było.
Antoinette, Przyjaciółka od hmmm… niekrótkiego czasu, znakomita dziennikarka,
zawsze źródło bezcennych informacji insiderskich z unijnych korytarzy. Wyjęła
przy kolacji na stół telefon i pokazała mi zakładkę, w którą codziennie
zagląda: fotki na Instagramie Tomasza Plucińskiego, kochanego Przyjaciela i
znakomitego operatora: poznaliśmy się lata temu pracując ramie w ramię – ona ze
swoim „odwiecznym” operatorem, ja z Tomkiem. Raz spojrzała na jego zdjęcia i
teraz spogląda codziennie. Jakbyś chciał, Czytelniku, ponapawać oczy Tomka
talentem i pięknem, jakie potrafi wydobywać z tego łez padołu – szukaj go na
Instagramie!
9.
8 lat temu
Kiedy byłem chłopcem, a nad moim łóżkiem wisiała wielka, szkolna, znana mi w
każdym centymetrze mapa Europy, czytałem. Gazety do domu trafiały z rzadka,
więc kiedy trafiały, czytałem je od deski do deski.
Zapamiętałem okładkę nieporadnie kolorowego, pożal się boże
dydaktyczno-komunistycznego kobiecego tygodnika: „Niesamowite! W Paryżu kobiety
zaczynają chodzić na ulicach … w spodniach!”
Pamiętam nylonowe marzenia kobiet z mojej rodziny, gorączkowe ogłaskiwanie
każdej powierzchni, z którą stykały się ich nogi, szukanie zadry, by „nie
poszło oczko”. A ostatniej jesieni zauważyłem, że kilka moich studentek celowo
rwie rajstopy, z czego wnoszę, że taka dziś moda.
Nie, nie mam dwustu lat, to działo się tak niedawno...
Ku mojej nieskończonej radości kobiety poszły, jak burza; tak wiele w zachodnim
świecie zdobyły, a przecież tak wiele jeszcze jest do zrobienia, bo, podobnie,
jak dziś, cyklicznie, tępe męskie łby będą napinać swe mizerne klepki, jak by
im to wszystko odebrać i wrócić do „starego, dobrego świata”. I, co gorsza,
znajdują gorliwe kolaboracjonistki wśród tych, których kobiecość kończy się na
zewnątrz.
Pamiętam peany na temat zalet plastiku: „udało się wytworzyć lekkie
opakowanie”, „rewolwerówkę pilnie kupię”, „formy do wtryskarek”, poliwinyl,
polietylen, polimery, „bakelit jest przestarzały”. „czy powinno się mówić po
zachodniemu ‘plastik’, czy z polska ‘plastyk’?”
Nie, to nie było tak dawno!
A dziś? Wszyscy zapewne widzieli wiralny filmik, pokazujący płetwonurka w morzu
pełnym plastikowych śmieci, słyszeli o plastikowej wyspie osiem razy większej
od Polski, w południowej części Oceanu Spokojnego i drugiej, podobnej
wielkości, na Oceanie Indyjskim?
W necie i mediach wrze z powodu wyników ostatniego sondażu „Faktów”.
Ja muszę być już bardzo stary i zdziwaczały.
Czyżbym ja jeden zauważył i powiedział „No i co z tego, że im spada”?
To nie PiS był problemem Polski, tylko ludzie, gotowi nań głosować. PiS może
się rozleci, zwłaszcza, że z jakichś powodów dąży do tego jego lider,
podsycając wewnętrzne konflikty, ale jego elektorat pozostanie. Pozostanie wola
zacharapcenia tego, co nie moje, co mi się nie należy, przekonanie, że
okradanie państwa to nie grzech, a cnota; że cwaniactwo może zastąpić wiedzę i
naukę.
Pozostaną ludzie, mający dyplomy, przekonani wszakże, że Ziemia jest płaska, a
Słonce wokół niej krąży (‘wszak nie ma namacalnego dowodu, co krąży wokół
czego’), przekonani, że Teoria Ewolucji, to wymysł antyklerykalnych lewaków i
masonów.
Gdybyż wystarczyło pozbyć się partii Zła! Gdybyśmy tylko dzięki temu stali się
aniołami!
Niestety, nie wystarczy. To mógłby być początek długiej drogi, ale nie widzę
chętnych, by na nią wstąpić, ba, nie widzę zastępów ludzi świadomych
konieczności dojścia do celu, jakiegokolwiek racjonalnego celu…
Tymczasem jednak, cóż: dzielmy skórę na niedźwiedziu, tupmy w ziemię nogami: a
nuż spadnie deszcz. Nie bacząc, że niedźwiedź dalej żywy, a ziemia nadal sucha.
No. Może ta ostatnia parabola jakoś taka niedzisiejsza.
Pod moim, podyktowanym gorączką wpisem o chorobie znalazłem zaskakująco dużo
komentarzy Znajomych, którzy „ja też”. „Ja też choruję, chorowałem/am,
cierpię”.
Zdałem sobie sprawę, nie po raz pierwszy zresztą, że w chorobie człowiek robi
się nieznośnym egoistą. Od wczoraj nie myślę o niczym innym, jak o tym, jak
Was, świszczący i szeleszczący, gorączkujący, skrajnie osłabieni bohaterowie
pocieszyć. I nie wiem jak. Bądźcie, trwajcie, walczcie, a gdy zwyciężycie,
nieście świadectwo ludzkiej kruchości. Niech pycha będzie polityce macochą.
10.
Burnham oświadcza, że jest gotowy „pokonać nową prawicę w Wielkiej Brytanii”,
obejmując stanowisko lidera Partii Pracy
Były burmistrz Wielkiego Manchesteru, który w poniedziałek obejmie stanowisko
premiera, twierdzi, że kraj „wzywa do nowej polityki”
https://www.theguardian.com/politics/2026/jul/17/andy-burnham-becomes-labour-leader-final-step-towards-uk-pm
Andy Burnham oświadczył, że jest gotowy „pokonać nową brytyjską prawicę” dzięki
nowemu, zjednoczonemu podejściu. Zostanie liderem Partii Pracy, a w
poniedziałek obejmie urząd premiera Wielkiej Brytanii.
Były burmistrz Wielkiego Manchesteru zyskał przytłaczającą większość posłów,
związków zawodowych i oddziałów partyjnych, co uczyniło go jedyną możliwą
kandydatką na następcę Keira Starmera.
Podczas specjalnej konferencji partyjnej w siedzibie TUC w Londynie w piątek
Burnham został ogłoszony liderem przez Shabanę Mahmood, faworytkę do objęcia
stanowiska kanclerza, która jest również przewodniczącą zarządu partii.
Zwracając się do sali złożonej z wysokich rangą polityków i zwolenników Partii
Pracy, Burnham powiedział, że kraj „wzywa do nowej polityki”. Ostrzegł jednak
również, że to „ostatnia szansa Partii Pracy na zmianę” i że partia musi
dokonać tego wspólnie, jako zjednoczony ruch.
To chwila dumy, którą daliście mnie i mojej rodzinie, i chwila pełna emocji” –
powiedział. „Jestem na nią gotowy – gotowy przewodzić i budować na fundamencie,
który położyła jedna osoba bardziej niż ktokolwiek inny. Pod wodzą Keira
Starmera przeszliśmy od naszej najgorszej porażki do jednego z największych
zwycięstw w historii”.
Stwierdził, że Partia Pracy jest teraz zjednoczona i „oddajemy siłę płynącą z
tej jedności ludziom i miejscom, które zbyt długo czekały, aż polityka
przyniesie im nadzieję”.
Pomimo pochwał dla Starmera, Burnham próbował odciąć się od przeszłości,
pytając, czy Partia Pracy „była wystarczająco dobra” i obiecując „poprawę”.
„Po pierwsze, będę nieustannie pracował nad budowaniem kultury jednego zespołu
Partii Pracy, ponieważ zmiana zaczyna się od nas” – powiedział. „Nie pokonamy
nowej brytyjskiej prawicy, jeśli będziemy pochłonięci walkami wewnętrznymi i
dążeniem w różnych kierunkach. To jest pobłażliwość”.
Choć nie przedstawił jeszcze szczegółowych założeń, Burnham powiedział, że
główne obszary, na których chciałby się skupić, to oddawanie władzy
społecznościom, bycie liderem sprzyjającym biznesowi oraz budowa większej
liczby mieszkań socjalnych i komunalnych.
Oczekuje się, że Burnham obejmie stanowisko premiera w poniedziałek, po tym jak
Starmer uda się do Pałacu Buckingham, aby rozpocząć proces przekazywania
władzy.
Burnham wygłosi następnie przemówienie przed Downing Street i po południu
wybierze członków swojego gabinetu, choć w piątek twierdził, że nie zdecydował
jeszcze, kto znajdzie się w jego głównym zespole.
Nowy lider zapowiedział, że wyznaczy wyraźny kierunek dla Partii Pracy,
jednocześnie dążąc do współpracy z innymi partiami. Odrzucił pomysł „noszenia
zbyt wielu torysowskich ubrań” lub dążenia do prześcignięcia Partii Reform w
reformowaniu, czy też prześcignięcia Partii Zielonych w ekologii.
„Chcę, żeby ludzie zrozumieli tok myślenia, który stoi za kierunkiem
politycznym, jaki wyznaczyłem” – powiedział, argumentując, że zbyt duża część
władzy została scentralizowana w Westminsterze lub przekazana prywatnym firmom.
Odpowiadając na krytykę, że jak na swoją rolę burmistrza, zbyt mocno skupia się
na północy, Burnham stwierdził, że będzie liderem dla północy, południa,
wschodu, zachodu, Szkocji, Walii i Irlandii Północnej.
„To moment, by przemówić w imieniu wszystkich części kraju i zjednoczyć ludzi
we wspólnej sprawie” – powiedział. „Uwielbiam każdą część kraju, wszystkie
akcenty, różne tradycje i niektóre kluby piłkarskie. Ale czuję też, że mogą być
czymś więcej, niż są”.
Obiecał „odebrać władzę Westminsterowi i Whitehall i oddać ją miejscom, w
których mieszkacie”.
Oddał również hołd niektórym swoim bohaterom z Partii Pracy, dziękując Davidowi
Blunkettowi i Neilowi Kinnockowi za wspieranie jego kariery i inspirowanie go
do podjęcia politycznej drogi.
11.
Krytycy ostrzegają, że przemówienie Trumpa może stanowić podstawę do
manipulowania wynikami wyborów uzupełniających
Demokraci i zwolennicy biją na alarm, gdy Trump powtarza fałszywe twierdzenia
na temat wyborów w 2020 r. w swoim wystąpieniu w czasie największej
oglądalności
https://www.theguardian.com/us-news/2026/jul/17/trump-speech-midterm-election-voting
Demokraci i grupy walczące o prawa wyborcze twierdzą, że przemówienie Donalda
Trumpa w czasie największej oglądalności , w którym postawił on niepotwierdzone
zarzuty dotyczące ingerencji Chin w wybory w 2020 r., jest najwyraźniejszym jak
dotąd sygnałem, że prezydent przygotowuje grunt pod manipulację wynikami
listopadowych wyborów uzupełniających.
Zbliżające się wybory, które rozstrzygną o równowadze sił w Kongresie i wielu
legislaturach stanowych, będą poważnym testem atrakcyjności Trumpa dla wyborców
dwa lata po tym, jak zdecydowanie pokonał kandydatkę Demokratów Kamalę Harris w
walce o powrót do Białego Domu. Sondaże pokazują, że prezydent nie cieszy się
sympatią większości wyborców, a jego republikańscy sojusznicy są zagrożeni
utratą kontroli nad Izbą Reprezentantów. Czwartkowe wieczorne przemówienie
prezydenta, w którym powtórzył zarzuty dotyczące wyborów z 2020 roku, które
przegrał z Joe Bidenem, wywołało obawy, że prezydent już szuka sposobów na
zapewnienie sobie korzystnego wyniku wyborów w listopadzie.
Joe Morelle, czołowy demokrata w komisji administracyjnej Izby Reprezentantów,
która w swojej jurysdykcji zajmuje się również wyborami federalnymi, nazwał
przemówienie prezydenta „żałosnymi i niepoważnymi wywodami”, które posłużyły
jako „pretekst do podważenia wyników wyborów w listopadzie poprzez rzucanie
fałszywych wątpliwości na integralność naszych systemów demokratycznych”.
„Prawdziwe bezpieczeństwo wyborów nie polega na pomaganiu jednemu politykowi w
ratowaniu twarzy. Chodzi o to, aby każdy obywatel amerykański mógł swobodnie
oddać głos i aby jego głos został uczciwie policzony” – powiedział Morelle.
Senator stanu Georgia Jon Ossoff, który jest najbardziej zagrożonym demokratą,
który w listopadzie ubiega się o reelekcję, powiedział, że słyszał, jak Trump
„sygnalizował swój niewątpliwy zamiar zaatakowania tych wyborów i naszych praw
wyborczych, tak samo jak próbował pozbawić nas głosów i przejąć prezydenturę w
2020 roku”.
Administracja wyborów leży w gestii stanów, a we wspólnym oświadczeniu 24
gubernatorów Partii Demokratycznej stwierdziło: „To głęboko niepokojące, że
prezydent Trump nadal próbuje podważyć wolne i uczciwe wybory. Żadne kłamstwa i
teorie spiskowe nie zmienią faktu, że wybory w naszym kraju wielokrotnie
okazywały się bezpieczne i nienaruszalne”.
Cisco Aguilar, przewodniczący Demokratycznego Stowarzyszenia Sekretarzy Stanu,
powiedział: „To była jakaś bzdura”.
W swoim przemówieniu Trump powtórzył żądanie, aby Kongres uchwalił ustawę Save
America Act, która zakazałaby głosowania korespondencyjnego w całym kraju i
nakładałaby nowe wymogi dotyczące identyfikacji wyborców rejestrujących się i
zgłaszających do lokali wyborczych. Ustawa ta nie ma jednak drogi do uchwalenia
w Senacie, gdzie Demokraci są jej powszechnie przeciwni, a próby prawicowych
Republikanów, mające na celu osłabienie obstrukcji parlamentarnej w celu
ułatwienia jej uchwalenia, nie przyniosły rezultatu.
Mimo to wielu zwolenników ustawy wykorzystało przemówienie prezydenta, aby
ponowić żądanie uchwalenia ustawy.
„Wybory w Ameryce nie powinny być mniej bezpieczne niż niekończący się makaron
w Olive Garden” – powiedział republikański senator Mike Lee, jeden z
największych zwolenników tej inicjatywy w izbie. „Uchwalcie ustawę SAVE America
Act”.
Czołowi Republikanie w Kongresie zachowali względne milczenie. Ani
przewodniczący Izby Reprezentantów Mike Johnson, ani lider większości w Senacie
John Thune nie byli obecni na przemówieniu Trumpa i do piątkowego poranka żaden
z nich nie skomentował go publicznie.
Johnson forsuje prawdopodobnie nieudaną próbę włączenia ustawy Save America Act
do ustawodawstwa, które może zostać przyjęte przez obie izby zgodnie z
podziałem partyjnym, ale tylko pod warunkiem, że będzie ono dotyczyć kwestii
budżetowych. Thune tymczasem spotkał się z krytyką ze strony prawicowych
aktywistów, którzy twierdzą, że nie zrobił wystarczająco dużo, aby przeforsować
priorytetowy projekt ustawy prezydenta.
Gdyby Senat ponownie podjął próbę uchwalenia ustawy Save America Act, lider
mniejszości demokratycznej Chuck Schumer powiedział, że jego partia nigdy nie
złagodzi sprzeciwu wobec ustawy.
„Sądy to odrzuciły, Kongres to odrzucił, nawet członkowie twojej partii to
odrzucili – odpuść sobie” – powiedział Schumer. Ustawa „Save America Act”
„nigdzie się nie wybiera. Kropka” – dodał.
Nawet niektórzy z dawnych sojuszników prezydenta uznali jego przemówienie za
niewystarczające.
W programie X, republikańska była kongresmenka Marjorie Taylor Greene
przedstawiła szereg niepotwierdzonych teorii na temat oszustw w ostatnich
wyborach, twierdząc jednocześnie, że ukarano jedynie zwolenników Trumpa.
Następnie nazwała przemówienie prezydenta „po prostu błyszczącym przedmiotem,
którym Maga ma odwrócić ich uwagę od wojny z Iranem, akt Epsteina i ogromnego
braku realizacji obietnic wyborczych”.
Kongresmen Thomas Massie, który w maju przegrał prawybory w Kentucky po tym,
jak prezydent poparł jego kontrkandydata, napisał, że twierdzenia Trumpa,
jakoby Chiny kradły dane wyborców, a amerykańskie agencje wywiadowcze tuszowały
tę kradzież, są „absurdalne”, ponieważ tego rodzaju informacje są zazwyczaj
publicznie dostępne za opłatą.
Tiffany Muller, prezeska organizacji aktywistycznej End Citizens United,
ostrzegła, że prezydent „próbował wcisnąć Amerykanom kłamstwo”, ponieważ „chce
przejąć kontrolę nad naszymi wyborami i zmanipulować listopad na korzyść
Republikanów”.
„Republikanie zmierzają ku porażce w wyborach uzupełniających, ponieważ wyborcy
mają dość ich skorumpowanych rządów, które służą jedynie miliarderom kosztem
pracujących rodzin. Zamiast wygrywać dzięki pomysłom i zapewniać ulgę
Amerykanom, próbuje zmienić zasady, aby pomóc swojej partii” – powiedział
Muller.
12.
Ponad 200 krajów popiera Infantino w czwartej kadencji FIFA pomimo skandalu z
Balogunem
Tylko garstka FA nie zadeklarowała swojego poparcia
UEFA jasno wyraziła swój sprzeciw w kilku kwestiach
========
Tak więc meczcie sobie, drogie krówki, a fąfel pomarańczowego debila i tak
was wydoi, bo kto wam da drugą tak dobrą okazję do wychlania morza piwska?
Dzień dobry
OdpowiedzUsuńDziękuję Redaktorze
OdpowiedzUsuń