DRUGI OBIEG
Sobota, 25 lipca 2026
1.
1 rok temu
1.
Lipiec taki, jakie D.O. pamięta z czasów młodości, z plątania się autostopem z
namiotem od campingu do campingu. Karimat nie było, materac dmuchany i kusy
kocyk, śpiwory były drogie i na dodatek ich nie było. Z zazdrością patrzył D.O.
na tych bogatych, na ich brezentowe, wypchane zbitą włóczką worki do spania.
Oni smacznie spali, a D.O. się trząsł z zimna, ubrany od stóp do głów, pod
swoim kocykiem przy 12 lipcowych stopniach Celsjusza.
Sytuacja zmieniła się na lepsze, kiedy – 17-latek - w podróż do luksusowego
campingu Krak pod Krakowem wyruszył z brezentowym ciepłym śpiworem i – co
ważniejsze – z dziewczyną. Jeden śpiwór na dwoje i ciepełko gwarantowane! Na
campingu było dużo Niemców z DDR-u, którym wolno było przyjechać do
najweselszego baraku w obozie. Można ich było poznać po tym, że wstawali o 5
rano i zaczynali gimnastykę i jogging (tego terminu wówczas jeszcze nie było
oczywiście) pokrzykując rytmicznie, no a jednak skandowanie poleceń w języku
niemieckim budziło jeszcze wówczas dość jednoznaczne skojarzenia.
Z tą dziewczyną ostatni raz spał D.O. na Campingu w Sienie bodaj pod koniec lat
80., kiedy ich kochana Siostrzeniczka dostała stypendium na letnie kursy w
tamtejszej uczelni, a oni ją tam z Rzymu dowieźli i pomogli w biurokracji
uczelnianej.
Bida była, ale rankiem, po campingowej nocy, kiedy obudziło się obolałe i
połamane, unisono przyrzekli sobie państwo D.O.stwo, że to ostatni raz, bo
okazało się, że już nie mieliśmy zdrowia na takie nocowania. A mieliśmy miękkie
karimaty i dwa niezłe śpiwory, dwa pokolenia nowsze od tego, którego używaliśmy
w Polsce jako narzeczeni.
A teraz? Starzy jesteśmy i rozjechaliśmy się cokolwiek w upodobaniach. D.O.
jeszcze ciągnie, wylicza, jak dawno był ostatni raz w Grecji czy Francji,
wspomina porywające krajobrazy i niespieszne obiadki na plaży, z nogami prawie
że w morzu, otoczony leniwymi sierściuchami, pewnymi, że ludzki bankomat wyda
im trochę kociej gotówki, czyli ryby. I już by wsiadał, jechał, pożerał
wzrokiem te krajobrazy. Potem dochodzi do niego, że nie tak dawno, kiedy on
podróżował i podróżował, turystyka letnia może i była masowa, ale nie tak
apokaliptyczna, obrzydzająca podróżowanie, jak dzisiaj.
Zaś Żona D.O. najchętniej by nie wychodziła z domu, nie sposób jej wyciągnąć na
jakąkolwiek podróż, nigdzie jej nie ciągnie, a na zachęty, żeby pojechać znowu
w jakieś piękne miejsce odpowiada „tam już byliśmy”. Może i byliśmy, ale po
pierwsze świat się zmieniła po drugie im człowiek starszy, tym chętniej
powinien odwiedzać miejsca, w których już był i mu się spodobało. W Hiszpanii w
lutym odwiedzaliśmy miejsca, w których już byliśmy 35 lat wcześniej, ale było
tak, jak byśmy nigdy wcześniej tam nie byli. Raz, że zapomnieliśmy, a dwa, te
miejsce kompletnie się pozmieniały…
No i D.O. choć go rwie w dalekie strony, siedzi w domu i stuka w komputer. I
marzy, marzy, marzy o podroży. Taki wanderlust.
2.
3 lata temu
1.
Pierwsze odwiedziny w Stampa Estera, w Klubie Prasy Zagranicznej, który przez
15 lat był drugim domem D.O. i gdzie nawiązał najsilniejsze przyjaźnie z
wyjątkowymi dziennikarzami z dziesiątek krajów.
Rzecz w tym, że znanych twarzy jest w Klubie już bardzo niewiele. D.O.
skrzykuje starych znajomych, a ci zbiegają się, by się z nim uściskać. Chwilowo
pojedynczo lub małymi grupkami: część na wakacjach, część na wyjazdach
służbowych, dla innych po prostu za gorąco, by odchodzić od% klimatyzatora.
2.
Właśnie: gorąco. Niby chłodniej niż we wtorek, bo tylko 38,5 stopnia,
wilgotność 36%, ale odczuwalna nadal 41/42. Z powodu upału D.O. postanowił
zamówić taksówkę: najpierw do autobusu, potem 45 minut nim do Piazza Venezia, a
stamtąd jeszcze ponad pół kilometra piechotą w takie ciepełko wcale mu się nie
uśmiechało. Zważywszy, że był umówiony na 13, a do Stampa Estera dojedzie się w
maksimum kwadrans, o 12.10 zaczął dzwonić do radiotaxi. Zazwyczaj zgłasza się
natychmiast, choć czasem mówi, że wolnych taksówek w żądanej okolicy brak. Tym
razem nikt nie obierał. Grała energiczna musica española i szlus.
Patrzymy w ‘romaoggi’, a tam, że autobusy i taksówki mogą strajkować bez
ostrzeżenia.
O 12.35 wsiedliśmy w nasz samochód i – ahoj! – szukać miejsca parkingowego
gdzieś w pobliżu. Niestety (a może na szczęście), Stampa Estera jest w strefie
ściśle ograniczonego ruchu, nie można wjechać bez specjalnego zezwolenia, więc
trzeba szukać wokół zakazanego miasta.
Jeszcze lipiec, jeszcze Rzymianie nie wyjechali, jeszcze biura, urzędy, rząd i
parlament działają, więc znalezienie miejsca graniczyło z cudem. Znaleźliśmy
nawet nie tak daleko, pod Santa Maria in Cosmedin, tam, gdzie jest „Bocca della
Verita’”, czyli „usta prawdy”, owiany legendą maszkaron starorzymski, jedna z
obowiązkowych atrakcji turystycznych w Rzymie. Stanęliśmy źle, nie na
wyznaczonym miejscu, tylko na teoretycznie wyłączonych z ruchu paskach,
wymalowanych na sampietrini, czyli bazaltowej kostce brukowej. Ale zapłaciliśmy
(majątek!) w parkometrze, zakryliśmy przednią szybę srebrnym parawanem i
perpedes.
1700 metrów po patelni. Autentycznej, buchającej żarem patelni. Dopiero
ostatnie 200 metrów w jakim-takim cieniu wąskich uliczek z rozżarzonymi murami.
Po drodze przepowiadaliśmy sobie apele władz, by staruszkowie w takie upały nie
wychodzili z domu.
Doszliśmy na ostatnich nogach, zlani potem, zziajani, odwodnieni.
Ale warto było.
Bo czy może być coś cenniejszego, piękniejszego, przyjemniejszego niż uścisk
starego Przyjaciela?
3.
A propos apeli o staruszków: rzymskie szpitale pękają w szwach od ludzi z
udarem.
4.
Postanowiliśmy drogi z powrotem do samochodu nie przebywać pieszo: to byłoby
literalnie igranie z ogniem.
Żona D.O. drastycznie obniżyła swoje przysłowiowo żelazne zasady i zgodziła się
pojechać do samochodu na tylnym siedzeniu skutera. D.O. ściągnął aplikację na
elektryczny skuter na minuty. Inną niż w zeszłym roku. Tamta hiszpańska firma -
Acciona – słusznie zbankrutowała i czerwony szmelc na kółkach zniknął z ulic
Rzymu. Ta nowa hiszpańska firma – liczy D.O. – będzie lepsza. Na razie pierwszy
skuter spisał się dobrze na tej niezbyt długiej trasie. Jest mniejszy i
powolniejszy niż tamte z zeszłego roku, ale się lepiej prowadzi.
Ale jest kilka zastrzeżeń.
- Kaski z bagażnika są tak gorące, że wzięcie ich w rękę grozi poparzeniem, a
co dopiero włożenie ich na głowę.
- Siedzenie z czarnego skaju gwarantuje duże oparzeliny na części ciała do
owego siedzenia pasującej.
- Przejechanie 2 kilometrów (bo jeszcze dojazd do miejsca, w którym można
skuter zaparkować) kosztował 5,80 euro. Pogięło ich!
D.O. mocuje się z nową aplikacją i nowym skuterem na minuty.
Już, już prawie. D.O. podaje Żonie „podsufitkę”, czyli ażurowy czepek do
włożenia pod kask, który miało już na głowie tysiąc innych osób, z których
część miała łupież, grzybice i inne schorzenia skórne.
Czy jest coś, co cię w tym zdjęciu uderza, Czytelniku?
No, przypatrz się dobrze.
Czego tutaj brak?
Ależ tak!
Tutaj jest czysto! Nie ma śmieci.
Jak to się stało?
Ano to jest zasługa tego pana. On tak zarabia (skromnie) na życie. Już w
zeszłym roku D.O. opisywał jego pomysł na przetrwanie: wybrał sobie 150-metrowy
kawałek chodnika na ulicy poświęconej Matce Boskiej, zainwestował w szczotkę i
szufelkę i ten kawałek chodnika sprząta. Rozstawił trzy stare puszki na
chodniku, licząc, że przechodnie, doceniwszy czystość, wrzucą o nich jakąś
monetę.
Ale wczoraj była niedziela, było gorąco. O 11.30 D.O. był pierwszym, który tam
wrzucił monetę…
To zaś państwo kotostwo: na pierwszym planie pani Lola, na drugim –pan
Garibaldi. Swoje imię zawdzięcza faktowi, że kiedy, kocięciem będąc, był
zabierany z kocińca, kulał, zupełnie jak bohater Zjednoczenia Włoch
(„Zrobiliśmy Włochy, teraz trzeba zrobić Włochów”).
Państwo Lola i Garibaldi są z zawodu asystentami, a nawet można by rzec –
pomocnikami kucharzy.
Edit: już ich nie ma… Na ich miejsce przybył rudas o imieniu Leo, najsłodsza
przylepka wśród sierściuchów o prawdziwie anielskim charakterze.
3.
3 lata temu
1.
Może zastanawiasz się, Czytelniku, jak to się jeździ samochodem?
D.O. nie tylko ci opowie, ale i pokaże.
W największym skrócie: po wariacku. Nienawidzące samochodów panie i
nienawidzący samochodów panowie chętnie wam powiedzą, że w Warszawie przypada
bardzo dużo samochodów na pogłowie ludzkie, ale na, w porównaniu z Rzymem,
Warszawa przypomina samochodową pustynię. Oczywiście poza miejscami rozkopanymi
przez prezydenta Trzaskowskiego (który tak długo namawiał ludzi na jazdę
rowerami, aż urządził na rowerzystów łapankę i w ciągu krótkiego czasu wlepił
im kilka tysięcy mandatów).
Mimo miliarda palików, które mają warszawiakom utrudnić zatrzymanie samochodu,
jakoś się staje; w Rzymie nie. W Rzymie staje się gdzie popadnie, najchętniej w
drugim, a nawet trzecim rzędzie. Czy to utrudnia poruszanie się? Oczywiście, że
utrudnia. Ale żaden z burmistrzów, z lewa, środka i prawa, nawet nie próbował
naprawić tej chorej sytuacji.
2.
Zasadniczo na czerwonym świetle się staje, choć nie jest to żelazna reguła.
Absolutnie nie przestrzega się zasady niewjeżdżania na skrzyżowanie, choć ruch
na nim jest zablokowany. Więc się blokuje drogę tym, którzy mają zielone.
Pieszy nie ma absolutnego pierwszeństwa na pasach, ale też się tym nie
przejmuje i łazi, gdzie mu się podoba, czerwone czy zielone – wsio ryba.
Rowerzyści i skuterzyści z zasady czerwonych świateł nie przestrzegają.
A czy jeździ się bezpiecznie?
I tu, Czytelniku, będziesz zaskoczony, bo w całym tym pandemonium wypadki
należą do statystycznej rzadkości. Rzymianie jeżdżą dobrze, mają dobry refleks,
choć zanadto polegają na zdolnościach i refleksie innych.
No i należy jeszcze dodać, że Rzym, w porównaniu z Neapolem, to spokojne,
szwedzkie miasteczko.
3.
Więc, jak obiecał, dziś D.O. zabierze Czytelników na przejażdżkę po Rzymie.
Proszę wsiadać!
Na początek jedziemy na EUR, do nowoczesnej dzielnicy, wybudowanej przez
Mussoliniego na Wystawę Światową (Esposizione Univerale Roma) roku 1942. Z
wiadomych względów Wystawa się nie obyła, ale dzielnica się ostała. Od jakiegoś
czasu się intensywnie rozrasta.
Proszę zwrócić uwagę na samochody parkujące w drugim rzędzie i na jazdę na
wprost z pasa obowiązkowego skrętu w lewo lub prawo.
Ale malowniczość występuje. Choć lepiej nie zdejmować oczy z poprzedzającego
twój samochód zderzaka, a i zerkać w lusterka, czy ktoś ci nie wjeżdża w kufer.
A to przejazd Aurelią Anticą na Trastevere. Za bramą, widać po lewej uroki
rezydencji ambasadora Rosji. Kto zgadnie co przedstawia ostatni kadr tego
filmu?
To jest trakt miejski konsularnej drogi Via Aurelia Antica. Po lewej stronie
mur Villi Abamelek, „białego” Ormianina, który uciekł z Rosji przed rewolucją
bolszewicką. Po wojnie Rosjanie nielegalnie zaanektowali tę willę, otoczoną
wielohektarowym parkiem, na rezydencję ambasadora ZSRR. I okupują do dziś, choć
Andreotti, w 1962 r. tymczasowo zalegalizował pobyt tam ambasadora wrogiego
państwa.
Zwróć, Czytelniku uwagę na to, jak ozdobiono wierzchołek owego muru: zasieki
zostały ostatnio wymienione na te mordercze, „żyletkowe”. Willa jest chroniona
przez włoskich karabinierów, ale najwyraźniej pan ambasador Włochom nie ufa.
Po lewej nadal Villa Abamelek. Zwróć, Czytelniku, uwagę na utrzymaną w czysto
rosyjskim stylu ozdobę tego starego muru. Najwyraźniej zbyt niskiego, jak na
tak wysokiego dostojnika.
A tu mur rezydencji ambasadora państwa – krzewiciela prawdziwie
chrześcijańskiej cywilizacji, się obalał, więc władze włoskie, chcąc utrzymać
Aurelię przejezdną, postawiły ogromne, betonowe bloki i rusztowania, by mur
utrzymać w pozycji pionowej. Konstrukcja, podtrzymująca owe bloki też została
ozdobiona żyletkowym drutem kolczastym.
Kto zgadnie co to, gdzie to?
Kto zgadnie, co D.O. wcina, aż mu się uszy trzęsą?
4.
3 lata temu
1.
Wśród rzeczy, które D.O. lubi we Włoszech z pewnością nie ma włoskich piosenek.
D.O. ich szczerze nie znosi, zwłaszcza tych, które powstały w ciągu ostatniego
ćwierćwiecza: chłam, którego miejsce jest wyłącznie na wysypisku śmieci,
akustycznych i literackich.
Bez wdawania się w śliskie rozważania, co też wyrośnie z pokoleń, które sobie
takimi śmieciami napełniają uszy, D.O. nie ma żadnego wyboru i musi słuchać
jakiegoś słabego wariantu radia RAI 3, które dawniej był „canale filodiffusione”,
czyli był odbierany wyłącznie przez kołchoźniki, połączone z nadawcą kablem.
Parę dekad temu wrzucili to na fm, ale zasięg jest na tyle kiepski, że odbiera
się to praktycznie tylko w niektórych dzielnicach Rzymu.
2.
No i dopóki D.O. jest w Rzymie – cierpliwości – słucha sobie tego w radio
samochodowym.
Ma to też stronę rozrywkową, bo zapowiadająca kolejne utwory – najwyraźniej –
starsza pani, walczy dziennie z wymową cudzoziemskich nazwisk i nierzadko w
walce tej polega. Włoski jest łatwym językiem, więc dla Włocha wymówienie
obcego, skomplikowanego słowa jest torturą. A polski jest językiem trudnym,
więc w większości przypadków wymówienie obcego słowa czy nazwiska nie stanowi
większej trudności.
OK, do tej pory D.O. niewiele po Rzymie jeździł, ale te kilka razy do sklepu na
peryferii, bo przez wyjazdem Rodzina musi dokończyć prace ręczne na balkonie,
mory go ciskały, bo praktycznie bez przerwy leciała na kanale 100,3 fm
wyłącznie muzyka rosyjska, wykonywana przez rosyjskie orkiestry i rosyjskich
solistów.
A już w sobotę, kiedy wracał z Synem z kolejnego podejścia o kupienia
właściwych kijków do robótek ręcznych na balkonie, przez godzinę, Radio Rai 3
puszczało rzewne rosyjskie pieśni ludowe.
No a D.O. nabrał idiosynkrazji na te dźwięki, na ten język i na to
duszuszczipaszczije zawodzenie.
A ponieważ autor D.O. pisze D.O., to nie ma czasu (umiejętności zresztą też),
ściągnąć sobie na pen-drive’a nieobsłuchanych jeszcze utworów klasycznych, czy
odrobiny jazzu.
3.
Z tym, że od jazzu wymaga bardzo dużo, wymaga artyzmu, wymaga talentu, wymaga
intelektualnego zaangażowania.
A, niestety, pod hasłem „jazz” w serwisach sprzedażowych i w rozgłośniach
radiowych kryje się sieczka w proporcjach 90% sieczki – 10% czegoś
wartościowego.
Niestety, taka np. Dwójka, zanim nawet stała się szajkowo-rydzykowym ściekiem,
jakim przeważnie bywa teraz, z uporem godnym znacznie lepszej sprawy promuje
artystów i utwory, polskie i zagraniczne, tak żałosnej jakości, że D.O. chyba
się w jazzie odkocha.
Chociaż… Te procenty z klasą, jakie trafia się w swiss radio, a zwłaszcza
polskim radiojazz fm (które wbrew nazwie nie jest fm, tylko radiem
internetowym), a nawet w Dwójce sprawia, że na sterane serce D.O. miód się
leje.
5.
4 lata temu
1.
Powolne wchodzenie w tkankę swego miasta. Wystarczy – okazuje się – 17 lat, by
zapomnieć nazw ulic. Musieć odkrywać na nowo „sobie tylko znane” skróty,
przypomnieć sobie, że Foro Italico, dwupasmowa szosa, zbudowana z okazji
Igrzysk Olimpijskich roku 1960, została przedłużona o parokilometrowy tunel,
którym przecież codziennie jeździło się do Polikliniki Gemelli w wiadomym
okresie…
Powracający emigrant z Północy musi też „wgryźć się” w styl poruszania się po
mieście samochodem i skuterem. Uczynić sobie przyjaznym ten chaos, to
nieustanne zagrożenie, to przekonanie, że za chwilę dojdzie do wypadku.
Czy coś się zmieniło? Nie. No, może pogłębiły się dziury w ulicach, urosły góry
śmieci, a w 40-stopniowym upale, na skrzyżowaniach, mycie szyb samochodowych
oferują już nie Polacy, ale przeważnie Arabowie z Afryki Północnej.
To samo jest też rozdzierające uczucie zawstydzenia, upokorzenia wręcz, że nie
można się zatrzymać i dać jakiejś monetki na każdym skrzyżowaniu: emerytura
poszłaby w pół dnia. Więc przejeżdża się mimo, z rozdartą duszą i łzami w
oczach. Oglądanie cudzego nieszczęścia, cudzej biedy jest równie bolesne, co
jej przeżywanie, słowo tego, co zaznał obu tych stanów.
2.
Agostino Gemelli, rektor Uniwersytetu katolickiego, wybitny lekarz i człowiek
cieszący się pełnym zaufaniem dawnego, „poważnego”, niemal średniowiecznego
jeszcze Watykanu Piusów XI i XII, wystawił jednoznaczną ekspertyzę, że święty
ojciec Pio „stygmaty” na rękach zrobił sobie sam kozikiem, znalezionym zresztą
w jego celi… Celi, w której pozostawał, choć był zawieszony in divinis za
gwałty na kobietach, odwiedzających go w jego celi… Ale przecież jego
wstawiennictwo uratowało od śmierci chorą na raka Wandę Półtawską… I
pielgrzymki do San Giovanni Rotondo przynoszą mnóstwo pieniędzy. Módlmy się…
3.
Ulice starego Rzymu są pokryte sampietrini. Sampietrini, to czarne, bazaltowe
sześciany o poku 10 cm ca. Malownicze, romantyczne, charakterystyczne, na tyle,
że D.O. wyłożył sobie nimi swoje warszawskie mieszkanie.
No nie, to żart, w kaftan by go wsadzili! Ale położył gres, udający sampietrini.
Bo chociaż Rzymu nie znosi, to jednak bardzo go kocha.
Ale po powrocie do Warszawy chyba to cholerstwo skuje. Po kilku przechadzkach
po sampietrini szlag trafił mokasyny bezskarpetkowe, po prostu rozlazły się
podeszwy. I został wyłącznie w butach skarpetkowych, cieplutkich, granatowych
na dodatek, zadając gwałt swoim stopom.
No i co? No i nic: trzeba kupić nowe. Z tym, że figę! Włosi mają małe stópki i
zazwyczaj numeracja kończy im się na 43. No, czasem trafi cię para jakichś
buciorów 44, a nawet z rzadka 45. Na pytanie o numer 47 nawet najstarsi
sprzedawcy obuwia robią wielkie oczy, pytając: a to w ogóle takie produkują? W
internecie też tak wielkich nie mają. Nawet w Aliekspress kończą się na 46…
Ojojoj!
4.
Temperatura jest miła: 37-40 stopni. Ale pod warunkiem, że się ma
air-conditioning. Ale i ten nie daje rady. Kiedy się wchodzi z rozżarzonej
ulicy, spomiędzy parzących murów do chłodzonego wnętrza, doznaje się uczucia
błogości. Ale organizm się przyzwyczaja i znowu zaczyna być za ciepło. No i
wilgotność. Daleko jej do podrównikowej, afrykańskiej, indyjskiej czy
południowoazjatyckiej, ale też daje radę. D.O. pamięta – opisywał je w
„Kaczorze po pekińsku”, piękne, arcypiękne Hinduski na ulicach New Delhi czy
Mumbaju, które, jednakże, wyglądały jak psu z gardła wyciągnięte: oblepione
sari, ociekające potem. Kto nie zaznał podrównikowej, czy nawet
podzwrotnikowej, upalnej wilgoci, ten nie zrozumie, jakim dramatem dla
przeważającej liczby ludności są zmiany klimatyczne, jaką zbrodnią jest
wycinanie lasów, deszczowych, czy jakichkolwiek innych. Ten globalny wzrost temperatury
stanowi dla ludzkości większe zagrożenie niż arsenały nuklearne. Miliardy ludzi
będą się przemieszczać w poszukiwaniu ochłody i wody. Podręczniki do historii
staną się nagle anachroniczne, staną się bajką o życiu na innej planecie. Bo ta
nasza już nigdy nie będzie taka sama, jaką ją znaliśmy.
Podobno młode pokolenia, tak niezainteresowane polityką, tak obojętne na
odbieranie im demokracji, są jednak wyczulone na punkcie zmian klimatycznych i
– podobno – byłyby nawet skłonne podnieść cztery litery sprzed komputera i „coś
zrobić” dla klimatu i życia na planecie.
No tak. Ale to słówko: „podobno” czyni wielką różnicę. D.O. nie uwierzy, póki
sam nie zobaczy.
5.
Mieszkanie, w którym przebywa D.O. na szczęście ma air-conditioning, więc the
living is easy. Z jednym tylko problemikiem. Kondensy, wytworzonej w aparacie
przez różnicę temperatur nie mierzy się w kroplach. Średnio 20 litrów co 5
godzin. Trzeba pamiętać o wylewaniu, żeby nie zalać wymuskanego tarasu sąsiada
z piętra niżej. Część idzie do licznych kwiatków, ale to nie są rośliny hydroponiczne,
więc reszta, niestety do ścieków, ojojoj!
6.
Jedno z takich miejsc z air-conditioningiem to centra handlowe, z jakichś
powodów zwane „galeriami” (atriami świątyń). Za czasów D.O. w ogóle ich nie
było. Potem w całym 5-milionowym (wliczając suburbia) Rzymie były dwa, pożal
się Boże, przy polskich, wypasionych. Teraz jest już kilka całkiem sporych. I
D.O. jeszcze nie widział ich tak zatłoczonych: ludzie szukają ochłody. D.O. to
wie, bo poszedł szukać butów. Po kwadransie, kiedy ciało przyzwyczaiło się do
nowej temperatury, choć dmuchało zimne, było jednak gorąco: ta mania robienia
szklanych dachów i orientalnych, szklanych kopuł…
Ale D.O. nie o tym, ale o cenach. Kiedy dotarło doń, że zapłacił za niewielką
główkę sałaty „cappuccina” 12.50 zł, zabolało go w sercu, a jeszcze bardziej w
kieszeni. Potem przeliczył na polskie inne ceny i…
D.O. postuluje, by wśród najczęstszych przyczyn zawału serca lub wylewu
znalazło się przeliczanie tutejszych cen na złote.
Sampietrini romani
6.
Główna prawicowa opozycja w Polsce podzieliła się po ultimatum dotyczącym
lojalności
Były premier Mateusz Morawiecki i jego sojusznicy twierdzą, że zostali zmuszeni
do odejścia z powodu różnic frakcyjnych
https://www.theguardian.com/world/2026/jul/24/poland-rightwing-opposition-splits-loyalty-pledge-ultimatum-mateusz-morawiecki
Główna partia opozycyjna w Polsce, Prawo i Sprawiedliwość (PiS), rozpadła się
po tym, jak były premier Mateusz Morawiecki i jego sojusznicy oświadczyli, że
zostali zmuszeni do odejścia z powodu frakcyjnych rozbieżności w kwestii
kierunku polityki przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi.
Przemawiając na konferencji prasowej, wieloletni lider partii, Jarosław
Kaczyński, powiedział, że kilkudziesięciu członków parlamentu faktycznie
opuściło partię po odmowie podpisania przysięgi lojalności.
Kaczyński uznał, że wszyscy, którzy odmówili podpisania deklaracji, faktycznie
zrezygnowali z członkostwa w partii. Zbuntowani posłowie zapewnili, że nie
zamierzają odchodzić, ale przyznali, że mogą zostać formalnie wykluczeni na
wtorkowym spotkaniu kierownictwa partii.
„Wszyscy wiedzieli, co podpisują, i jednocześnie wszyscy wiedzieli, jakie będą
konsekwencje ich niepodpisania… wszystko już przesądzone” – powiedział
Kaczyński, dodając, że decyzja zostanie formalnie rozpatrzona we wtorek.
Prawo i Sprawiedliwość jest jedną z dwóch odnoszących największe sukcesy partii
politycznych w Polsce od 1989 r. Rządziła krajem przez 10 lat, w latach
2005-2007 i 2015-2023. Jej kandydaci wygrali cztery z ośmiu wyborów
prezydenckich.
Mimo przegranej z koalicją partii proeuropejskich pod przewodnictwem byłego
przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska i przejścia do opozycji w
ostatnich wyborach w 2023 r., PiS pozostało największą partią w polskim
parlamencie – pozycję, którą może utracić w wyniku rozłam
Do dymisji doszło po miesiącach narastających nieporozumień w głównej partii
opozycyjnej w Polsce, która traciła wpływy na polską prawicę
W ciągu ostatnich dwóch lat partia ta z trudem reagowała na rosnącą w siłę
Konfederację Prawicowo-Liberalną i skrajnie prawicową Konfederację Korony
Polskiej, dzieląc konserwatywny głos na trzy grupy.
W kwietniu Morawiecki, który pełnił funkcję premiera Polski w latach 2017-2023,
powołał grupę ds. polityki wzrostu, aby zwiększyć poparcie dla partii w
elektoracie centroprawicy. Planowane jest zorganizowanie jej inauguracyjnego
wystąpienia publicznego pod koniec tego miesiąca.
Decyzja ta spotkała się jednak z ostrą krytyką ze strony Kaczyńskiego i jego
sojuszników, którzy zakwestionowali lojalność byłego premiera w związku z
pogłoskami o jego narastającym rozczarowaniu dryfowaniem partii w stronę
nacjonalistycznej prawicy i interesów starszego elektoratu.
Po napiętych rozmowach za zamkniętymi drzwiami Kaczyński nakazał wszystkim
posłom podpisanie deklaracji lojalności, w której zobowiążą się nie
współpracować z żadną inną grupą polityczną, pod groźbą wykluczenia. Termin
wyznaczono na północ w czwartek.
W rozmowie z dziennikarzami w piątek Morawiecki powiedział, że jego grupa „do
ostatniej chwili walczyła o jedność partii”, ponieważ chciała, aby PiS
realizował „strategię dwóch płuc”, aby zmobilizować młodszych wyborców
centroprawicowych i przedsiębiorców, co poprawiłoby szanse PiS na wybory w 2027
roku.
Morawiecki obwinił krąg „spiskowców” wokół Kaczyńskiego o wciągnięcie partii w
kryzys i wydanie ultimatum lojalnościowego. Potwierdził, że w skład grupy
rozłamowej wchodzi 40 posłów, trzech europosłów i jeden senator.
„Sytuacja na polskiej prawicy jest taka, że… nie ma jednej dominującej siły,
składa się ona z wielu różnych frakcji” – powiedział.
„Dla mnie i dla nas te spory na prawicy są jak kłótnie w rodzinie, ale tak
naprawdę główny ciężar naszego ataku skierujemy na ten bardzo zły rząd Donalda
Tuska”.
Nie chciał spekulować na temat tego, czy grupa utworzy nową partię, lecz wezwał
liderów PiS do „wycofania się”.
Morawiecki, były starszy bankier i niegdyś doradca ekonomiczny Tuska, pozostaje
jednym z najbardziej rozpoznawalnych liderów prawicy.
Ale jest on również twarzą ośmiu lat ostatniej kadencji Prawa i
Sprawiedliwości, budzących silne podziały, postrzeganych przez krytyków przez
pryzmat regresu demokracji, konfliktów z Unią Europejską oraz domniemanych
nieprawidłowości i nadużyć władzy.
Jest również liderem partii Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w
Parlamencie Europejskim, zrzeszającej podobnie myślące partie w Europie, w tym
Braci Włoskich Giorgii Meloni.
Jego odejście prawdopodobnie jeszcze bardziej podzieli głosy na prawicy.
Hipotetyczne sondaże, uwzględniające nową partię, dawały jej poparcie na
poziomie około 6%.
Następne wybory parlamentarne zaplanowano na październik 2027 r.
7.
A redaktor Gruszczyński drze szaty z rozpaczy po rozłamie w szajce.
8.
Ozel z Turcji opuszcza opozycyjną partię CHP i zakłada nową
https://www.arabnews.pk/node/2652140/middle-east
Atatürk wyobrażał to sobie jako triadę – demokrację, prawdę i naukę – mającą
na celu modernizację Turcji i uczynienie z niej republiki. Najstarsza turecka
partia, CHP, ryzykuje teraz wyczerpanie swojej długiej historii jako bastionu
kemalistowskiego świeckości: nie jest martwa, ale cierpi pod ciosami wymiaru
sprawiedliwości, który wielu potępia jako uległy woli Erdogana .
Turecka opozycja będzie miała nowy dom. Założycielem był Ozgur Ozel , były
farmaceuta, który wydawał się przeznaczony do kariery szarego partyjnego
biurokraty, ale który wykazał się przywódczymi cechami po aresztowaniu
najpopularniejszego burmistrza opozycji , Ekrema Imamoglu , przejęciu sterów
partii i rzuceniu wyzwania Raïs. Siła polityczna będzie nosić nazwę „Nowa
Partia” (Yeni Parti) i stanie się największą siłą opozycyjną: 95 ze 135
parlamentarzystów CHP zapowiedziało już, że podąży za obalonym liderem .
Wczoraj Ozel formalnie złożył dokumenty w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, a
następnie zrobił to, co Atatürk w 1921 roku: wziął udział w piątkowych
modlitwach w meczecie Hacibayrami Veli, a następnie odwiedził pierwszy budynek
parlamentu, obecnie przekształcony w muzeum, co stanowi przesłanie ciągłości z
historią założyciela nowoczesnej Turcji, którego tradycję CHP reprezentowała
przez ponad wiek.
Ozel został siłą usunięty ze stanowiska prezesa CHP na mocy orzeczenia, które
uznało kongres z 2023 r., w którym został wybrany, za nielegalny. Jednakże
aktywiści i bojownicy Partii Republikańskiej potępili go jako osobę motywowaną
politycznie.
W ciągu ostatniego roku cała klasa rządząca Republikańskiej Partii Ludowej
została skutecznie rozmontowana przez decyzje sądowe, począwszy od najbardziej
sensacyjnej, która doprowadziła do aresztowania Imamoglu w 2025 roku, uważanego
za najgroźniejszego kontrkandydata Erdogana, pod wysoce wątpliwymi zarzutami
korupcyjnymi, jak twierdzą jego zwolennicy. Od tego czasu dziesiątki innych
burmistrzów i prezydentów miast z ramienia CHP zostało aresztowanych lub
objętych śledztwami. Kilicdaroglu, były prezydent wielokrotnie pokonywany przez
Erdogana, powrócił do kierownictwa CHP i jest obecnie oskarżany przez
aktywistów o zdradę poprzez umożliwienie manewru mającego na celu rozbicie
opozycji.
To właśnie były burmistrz Stambułu kilka tygodni temu zainicjował pomysł nowej
partii, która miałaby się przeciwstawić „prześladowaniom sądowym”. „Odchodzę
dziś ze smutkiem” – powiedział Ozel parlamentarzystom, składając rezygnację z
CHP, ale „tworzymy nową partię i staniemy się główną partią opozycyjną z dużą
przewagą”. W sondażach Partia Yeni ma uzyskać około 32% poparcia, partia
Erdogana, AKP, 27%, podczas gdy resztki CHP pod przewodnictwem Kilicdaroglu
prawdopodobnie nie zdobędą więcej niż 6%.
Prezydent Turcji liczy na podzieloną i skłóconą opozycję, która może wystawić
więcej niż jednego kandydata w kolejnych wyborach prezydenckich, kanibalizując
głosy. Ozel stawia jednak na to, że nowa partia zdoła przyciągnąć umiarkowanych
wyborców, w tym nacjonalistów i konserwatystów, którzy mają dość AKP, ale od
dawna nieufnie odnoszą się do CHP, którą uważają za zbyt świecką. „Jesteśmy
partią robotników, emerytów, pracowników sektora publicznego, rzemieślników,
rolników, kobiet i młodzieży” – oświadczył Ozel, który może teraz kandydować w
kolejnych wyborach prezydenckich zaplanowanych na maj 2028 roku.
Teoretycznie Erdogan nie mógłby ponownie kandydować, ponieważ odbył już dwie
kadencje, ale byłby uprawniony do startu w przedterminowych wyborach. Istnieją
dwa sposoby na osiągnięcie tego celu: uzyskanie większości dwóch trzecich
głosów w parlamencie lub przyjęcie poprawki do konstytucji w referendum. Druga
opcja jest trudna. Rozbicie parlamentu i dążenie do zapewnienia sobie głosów
Kurdyjskich Demokratów, trzeciej co do wielkości partii w izbie po porozumieniu
z PKK, może być najbardziej realistyczną opcją ponownego startu. Nie wszyscy
liderzy CHP poszli jeszcze w ślady Ozela.
Burmistrz Ankary, Mansur Yavas, uważany za zdecydowanego faworyta w
ewentualnych wyborach prezydenckich, w tym w porównaniu z innymi kandydatami, w
tym Erdoğanem, nie skomentował sprawy. „Obawia się, że on również zostanie
objęty śledztwem, jeśli podejmie inicjatywy polityczne ukierunkowane na wybory”
– mówi Asli, działacz republikański. „Albo pozostanie w CHP jako koń
trojański”. Mówi to żartobliwie, ale wielu mieszkańców Ankary podziela to
zdanie.
9.
Z sondażu wynika, że po raz pierwszy w Berlinie AfD jest na prowadzeniu – SPD
plasuje się daleko w tyle, na piątym miejscu.
https://www.welt.de/politik/deutschland/article6a61ff63a61f29895b484884/umfrage-sieht-in-berlin-erstmals-afd-vorn-spd-abgeschlagen-auf-platz-fuenf.html
Gdyby Berlin miał głosować w przyszłą niedzielę, niebieska fala, a może lepiej
byłoby powiedzieć czarna, zalałaby niemiecką stolicę. Według sondaży instytutu
badawczego INSA, skrajnie prawicowa partia AfD prowadzi obecnie z 19% głosów,
wyprzedzając CDU i Partię Lewicy o jeden punkt procentowy, które mają po 18%.
Są to zaskakujące liczby w świetle głosowania zaplanowanego na 20 września,
które wyjaśniają, jak postępy formacji kierowanej przez Alice Weidel i Tino
Chrupallę znacznie przekroczyły oczekiwania i terytorialne bastiony odniesienia
w byłej NRD. Dane te, oprócz tego, że stanowią potencjalne polityczne
trzęsienie ziemi dla stolicy, nabierają ogromnej wartości symbolicznej: Berlin,
kosmopolityczne, wielokulturowe miasto i przez dziesięciolecia uważane za jeden
z bastionów niemieckiej lewicy, wpisuje się tym samym na długą listę
terytoriów, gdzie AfD udało się przekształcić niezadowolenie obywateli w
konkretną perspektywę rządzenia.
Wyścig wyborczy
W mediach społecznościowych AfD natychmiast zareagowała radością, mówiąc o
„politycznym przewrocie” i ponownie oskarżając „tradycyjne partie” o
niewiarygodność. Jednak na niecałe sześćdziesiąt dni przed wyborami w Berlinie,
wyścig pozostaje pasjonujący: wszystkie główne partie są bardzo blisko siebie,
a chadecy i radykalna lewica zajmują ex aequo drugie miejsce z 18%, tuż za
Zielonymi (16%) i socjaldemokratami (SPD) (13%). Różnica jest naprawdę
minimalna i jeśli nie możemy jeszcze mówić o sukcesie AfD w Berlinie, to
również dlatego, że kordon sanitarny mający na celu izolację ekstremistów wciąż
obowiązuje. Żadna partia nie chce sprzymierzać się z tymi, którzy są
postrzegani jako zagrożenie dla demokracji, dlatego skrajna prawica ma przed
sobą trudną drogę.
Sprawa Berlina i kryzys mieszkaniowy
Uwaga niemieckich mediów powróciła do spraw politycznych stolicy od 10 lipca,
kiedy burmistrz Kai Wegner, przedstawiciel CDU, który będzie sprawował urząd do
2023 roku, zdecydował się nie kandydować ponownie, w obliczu krytyki za fatalne
postępowanie w związku z przerwą w dostawie prądu, która dotknęła
południowo-zachodnie przedmieścia Berlina na początku stycznia. „Spędziłem
godziny na telefonie, próbując rozwiązać sytuację” – obiecał burmistrz. Później
jednak okazało się, że poszedł grać w tenisa, akurat, gdy tysiące mieszkańców
było bez prądu i ciepłej wody. Dla Wegnera wycofanie się było zatem
nieuniknione, ale stanowiło poważny cios dla konserwatystów.
Jednym z tematów kampanii wyborczej jest mieszkalnictwo. Kryzys mieszkaniowy w
stolicy osiągnął tak duże rozmiary, że coraz bardziej utrudnia życie w
Berlinie. Kwestia ta od dawna stanowi kluczowy punkt zainteresowania Lewicy, a
obecnie została podjęta również przez AfD. Pierwszym hasłem programowym AfD
jest „Mieszkania przede wszystkim dla berlińczyków”. Skrajna prawica planuje
stworzenie systemu punktowego, który faworyzowałby „rdzennych mieszkańców” :
mieszkania socjalne byłyby przyznawane w pierwszej kolejności tym, którzy
mieszkają i pracują w stolicy od lat, a następnie pozostałym.
Program koncentruje się na represjach wobec imigracji i bezpieczeństwa: z
jednej strony zakaz przyjmowania osób ubiegających się o azyl, „reemigracja” i
zwiększona liczba wydaleń; z drugiej strony nadzór nad dzielnicami, obniżenie
wieku odpowiedzialności karnej z 14 do 12 lat oraz chemiczna kastracja
przestępców seksualnych.
Wzrost AfD
Wynik wyborów w Berlinie nie jest ani odosobnionym incydentem, ani prostą
wyborczą huśtawką. To kolejny etap rozwoju, który w ostatnich miesiącach
wyniósł partię na szczyty nieobserwowane od jej powstania w 2013 roku. AfD,
zrodzona z eurosceptycznego powołania, stała się wiodącą siłą opozycyjną w
Bundestagu, koncentrując się na sztandarowych kwestiach suwerennej prawicy:
imigracji, bezpieczeństwie i tożsamości narodowej. W rezultacie AfD również
znalazła się na szczycie sondaży w całym kraju – zbliżając się do 30% – a jej
awans zakwestionował powojenny system polityczny, oparty na naprzemiennym
przechodzeniu między dużymi partiami popularnymi i marginalizacji sił bardziej
radykalnych. Wynik w stolicy należy zatem interpretować jako możliwe
przekroczenie psychologicznego progu dla Niemców.
10.
Państwa członkowskie Międzynarodowego Trybunału Karnego głosują za odwołaniem
głównego prokuratora Khana
https://edition.cnn.com/2026/07/24/world/icc-chief-prosecutor-vote-latam-intl
Jak podały agencje Reuters i AP, powołujące się na liczne źródła dyplomatyczne,
państwa członkowskie Międzynarodowego Trybunału Karnego zagłosowały w piątek za
odwołaniem głównego prokuratora trybunału, Karima Khana, w związku z
oskarżeniami o molestowanie seksualne.
Głosowanie nad usunięciem Khana nastąpiło na tle wzmożonej kontroli Sądu ds.
zbrodni wojennych ze strony Waszyngtonu, który uważa, że ten niezależny organ
sądowy stanowi zagrożenie dla suwerenności Stanów Zjednoczonych.
Według dwóch źródeł dyplomatycznych, które rozmawiały z agencją Reuters pod
warunkiem zachowania anonimowości w celu omówienia wrażliwej kwestii, 82 z 125
państw członkowskich Trybunału zagłosowało za odsunięciem prokuratora.
Tajne głosowanie odbyło się w piątkowe popołudnie na spotkaniu w siedzibie ONZ
w Nowym Jorku.
Przez wiele miesięcy ONZ badało doniesienia złożone przez prawniczkę, młodszą
pracownicę MTK, która pracowała dla Khana, że dopuścił się on wobec niej
molestowania seksualnego i wielokrotnych aktów seksualnych bez jej zgody, w tym
obmacywania, prób całowania oraz penetracji palcami i genitaliami.
Jak wynika z raportu ONZ, 56-letni Khan współpracował z tą organizacją.
Jego zespół prawny nie odpowiedział natychmiast na prośbę CNN o komentarz w
sprawie jego zwolnienia i wcześniej zaprzeczał jakimkolwiek nieprawidłowościom.
W poprzednim wywiadzie dla dziennikarza Mehdiego Hasana Khan zaprzeczył, jakoby
miał miejsce związek seksualny z pracownicą, zaznaczając, że w pierwszych
uwagach skierowanych do śledczych ONZ powiedział, że „całkowicie zaprzeczył
dopuszczeniu się jakichkolwiek form nękania, nadużycia władzy czy niewłaściwego
zachowania”, podkreślając również, że współpracował ze śledczymi.
Oskarżenia przeciwko Khanowi pojawiły się po raz pierwszy w 2024 roku. Jego
oskarżycielka, Sarah, która chciała zachować tylko swoje imię, zabrała głos
publicznie na początku tego miesiąca. W ekskluzywnym wywiadzie dla Christiane
Amanpour z CNN powiedziała, że czuje się „upokorzona”.
„(Było) drapanie, fizyczna natura tego – ale nie zaczęło się w ten sposób.
Ponieważ to było coś w rodzaju powolnego przekraczania granic – nie tylko
fizycznie, ale i emocjonalnie” – powiedziała.
Organ nadzorujący sąd zawiesił Khana w czerwcu do czasu głosowania w państwach
członkowskich w piątek.
Khan i niektórzy jego obrońcy twierdzą, że zarzuty te są częścią działań
mających na celu zaszkodzenie jego reputacji po tym, jak starał się o nakazy
aresztowania izraelskich urzędników za domniemane zbrodnie wojenne.
W maju 2024 roku Khan wnioskował o wydanie nakazów aresztowania trzech
czołowych przywódców Hamasu, a także premiera Izraela Benjamina Netanjahu i
byłego ministra obrony Joawa Gallanta, za domniemane zbrodnie wojenne i
zbrodnie przeciwko ludzkości w związku z atakami na Izrael z 7 października
2023 roku i późniejszą wojną w Strefie Gazy. Izrael, który nie jest członkiem
tego trybunału, odrzucił nakazy aresztowania.
Moment ten wywołał spekulacje – zarówno w MTK, jak i poza nim – że oskarżenia
Sarah były częścią sponsorowanej przez państwo akcji Izraela, mającej na celu
zdyskredytowanie Khana. Sarah jednak stanowczo zaprzeczyła twierdzeniom, jakoby
pracowała jako „aktor państwowy” na rzecz Izraela.
Dymisja Khana następuje w momencie wzmożonej kontroli MTK, zwłaszcza ze strony
Stanów Zjednoczonych. Stany Zjednoczone nie są członkiem MTK i nałożyły sankcje
na 11 sędziów i prokuratorów MTK, w tym Khana, powołując się na nakazy
aresztowania Netanjahu i Gallanta, a także wcześniejsze dochodzenie w sprawie
wojsk amerykańskich w Afganistanie, które zdaniem MTK zostało potraktowane
mniej priorytetowo, ale nadal pozostaje otwarte.
W czwartek sekretarz stanu USA Marco Rubio powiedział, że w Międzynarodowym
Trybunale Karnym znajdują się „wariaci i szaleńcy” i że żaden urzędnik
amerykański nigdy nie stanie tam przed sądem.
Dzień dobry
OdpowiedzUsuńDziękuję Redaktorze. Dobrego popołudnia!
OdpowiedzUsuń