DRUGI OBIEG
Środa, 15 lipca 2026
1.
https://wyborcza.pl/56,140981,32911378,swieto-narodowe-we-francji-zdjecia.html#s=S.TD-K.C-B.19-L.1.duzy
https://wyborcza.pl/56,140981,32911378,swieto-narodowe-we-francji-zdjecia.html#s=S.TD-K.C-B.19-L.1.duzy
2.
Polsko-ukraińska solidarność wobec zagrożenia rosyjskiego podważona przez
gorzki spór historyczny
Decyzja Kijowa o oddaniu hołdu żołnierzom II wojny światowej, którzy zabili
około 100 000 Polaków, ożywiła narastające napięcia
https://www.theguardian.com/world/2026/jul/14/poland-ukraine-upa-second-world-war-massacre-dispute
W następstwie ataku Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku, polsko-ukraińska
solidarność stała się jednym z najbardziej poruszających wątków pobocznych
brutalnej wojny Kremla. Miliony Polaków, pamiętając o tragicznej historii
swojego kraju z Rosją, zmobilizowały się, aby pomóc ukraińskim uchodźcom,
zapewniając im żywność, schronienie i wsparcie, gdy masowo przekraczali
granicę, uciekając przed konfliktem.
Cztery lata później tamten przejaw hojności i solidarności jest już tylko
odległym wspomnieniem. Oba kraje tkwią w zaciekłym sporze historycznym, który
doprowadził do ostrej retoryki, wzajemnego obrzucania się błotem i groźby ze
strony Polski, że zablokuje przystąpienie Ukrainy do UE, dopóki nie uporządkuje
ona swoich historycznych spraw.
Spór dotyczy Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), której jeden z oddziałów był
odpowiedzialny za masakrę około 100 000 Polaków w 1943 roku na Wołyniu, w
zachodniej Ukrainie, wówczas części Polski zwanej Wołyniem. Ten epizod od dawna
stanowił punkt sporny między Warszawą a Kijowem, ale iskrą zapalną najnowszego
konfliktu stała się decyzja prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu
jednostce wojskowej imienia „bohaterów UPA”, pomimo protestów Polaków.
Na Ukrainie UPA jest pamiętana głównie za walkę z władzą sowiecką, podczas gdy
jej udział w masakrach Polaków, a także w zabójstwach Żydów, jest
minimalizowany lub przedstawiany jako jeden z epizodów w katalogu zbrodni
popełnionych przez różne siły w krwawym chaosie drugiej wojny światowej.
Niektórzy Ukraińcy wskazują również na historyczny kontekst dyskryminacyjnej
polityki polskich władz wobec ich przodków. Nie ma jednak wątpliwości, że mordy
miały miejsce i w Polsce nazywane są ludobójstwem.
„Pochwalanie ludobójstwa lub przymykanie na nie oczu jest zaproszeniem do
popełniania dalszych ludobójstw” – powiedział nacjonalistyczny prezydent
Polski, Karol Nawrocki, w przemówieniu wygłoszonym w sobotę z okazji rocznicy
masakry w pobliżu granicy z Ukrainą.
W czerwcu Nawrocki odebrał Zełenskiemu polskie odznaczenie państwowe z powodu
sporu. Doprowadziło to do fali zwrotu przez ukraińskich urzędników ich własnych
polskich odznaczeń i ostrej reakcji ukraińskich elit politycznych.
„Nikt już nigdy nie będzie dyktował Ukraińcom, których bohaterów mają czcić,
jakie święta obchodzić i jaką historię studiować” – napisał na portalu X Kyryło
Budanow, szef sztabu Zełenskiego, gdy rząd ogłosił, że zamierza stworzyć
„panteon” ukraińskich bohaterów narodowych, w którym prawdopodobnie znajdą się
przedstawiciele UPA.
ZEłenski jest nietypowym nacjonalistycznym przywódcą. W 2019 roku objął urząd
jako osoba „inkluzywna”, potrafiąca zjednoczyć Ukraińców. Dorastał w
rosyjskojęzycznej rodzinie żydowskiej z południowo-wschodniego pasa
przemysłowego Ukrainy, daleko od nacjonalistycznego dziedzictwa zachodniej
Ukrainy. „Nagle człowiek, który doskonale wie, jak szkodliwe jest oddawanie
czci UPA, zaczął igrać z tym nacjonalizmem” – powiedział Bartosz Cichocki,
ambasador RP na Ukrainie w latach 2019-2023.
Niektórzy sugerują, że Zełenski uznał, że posunięcie to przyniesie wyraźne
korzyści wewnętrzne, w czasie, gdy społeczeństwo jest skonsolidowane w walce z
Rosją i pragnie bohaterów narodowych. „Zyskał legitymację w kraju, ale stracił
coś znacznie ważniejszego… Myślę, że byli zaskoczeni, jak silna była nasza
reakcja” – dodał Cichocki.
W Polsce Nawrocki z zapałem podchwycił skandal. Jako historyk skupiał się na
polskim cierpieniu i bohaterstwie w przeszłości, a w zeszłym roku pokonał
liberalnego kandydata na prezydenta, który w ramach swojego programu wyborczego
głosił antyukraińskie nastroje. Pozbawienie Zełenskiego najwyższego odznaczenia
cywilnego przyznawanego przez państwo polskie było zaskakującym posunięciem,
zwłaszcza że to samo odznaczenie przyznano – i nigdy nie odebrano – włoskiemu
dyktatorowi Benito Mussoliniemu oraz jawnie prorosyjskiemu byłemu kanclerzowi
Niemiec Gerhardowi Schröderowi.
Jednak jest oczywiste, że zajęcie twardego stanowiska wobec Ukrainy wiąże się z
zyskiem politycznym, a niedawny sondaż zlecony przez polski serwis informacyjny
Onet sugeruje, że skandal ten zwiększył popularność Nawrockiego, podnosząc
poziom zaufania do niego do rekordowego poziomu 55%, o ponad 8% więcej niż
zaledwie miesiąc wcześniej.
Ukraiński historyk Jarosław Hrycak powiedział: „Polska ma u władzy wojownika
pamięci, który wykorzystuje pamięć jako narzędzie w partyzanckich walkach w
Polsce”. Odnosząc się do Nawrockiego i Zełenskiego, dodał: „Z jednej strony
mamy prezydenta, który za bardzo przejmuje się historią, a z drugiej
prezydenta, który za mało się nią przejmuje”.
W ostrej opozycji politycznej wobec Nawrockiego stoi polski rząd koalicyjny, na
którego czele stoi Donald Tusk. Niektórzy jego członkowie próbowali przyjąć
bardziej pojednawczy ton wobec Ukrainy, ale byli też rozwścieczeni zapowiedzią
UPA. W obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych w przyszłym roku,
doskonale zdają sobie sprawę z konsekwencji pozornej łagodności wobec Ukrainy.
W zeszły weekend Tusk ogłosił utworzenie „ściany pamięci”, na której zostaną
wyryte nazwiska wszystkich znanych ofiar masakry, i zasugerował, że Ukraina nie
ma miejsca w UE, dopóki nie zmierzy się ze swoją historią. „Pojednanie w
Europie po drugiej wojnie światowej było możliwe dzięki prawdzie i umiejętności
szczerego mówienia o przeszłości” – powiedział Tusk. „Ci, którzy chcą dołączyć
do tej wspólnoty, muszą być gotowi na tę prawdę”.
Tak jawne załamanie w stosunkach polsko-ukraińskich może być nowością, ale
niezadowolenie narastało po obu stronach od dłuższego czasu. Jedność
zwyciężyła, ponieważ Ukraina wiedziała, że nie może sobie pozwolić na zdradę
kluczowego sojusznika, podczas gdy Polska rozumiała, że ukraińskie siły zbrojne
stoją między nią a ekspansjonistyczną Rosją. Jednak incydenty takie jak blokada
ukraińskich ciężarówek przez polskich kierowców pod koniec 2023 roku sugerowały
bardziej skomplikowane relacje kryjące się pod powierzchnią.
Wielu Polaków żywi niechęć do ponad miliona Ukraińców, którzy obecnie mieszkają
w Polsce, podsycaną przez nacjonalistycznych polityków, którzy ignorują fakt,
że Ukraińcy mają wkład netto w polską gospodarkę.
Ukraińcy mają wrażenie, że Polacy patrzą na nich z góry i nie doceniają
poświęceń, jakie ponoszą, by chronić resztę Europy przed Rosją. Wielu wyraża
oburzenie upokarzającym traktowaniem, jakiego doświadczają na polskich
przejściach granicznych – jednym z niewielu sposobów na opuszczenie Ukrainy,
biorąc pod uwagę brak połączeń lotniczych do kraju od 2022 roku. Nawet po
czterech latach wojny, często brakuje udogodnień, agresywni strażnicy graniczni
i długie kolejki na świeżym powietrzu, gdzie osoby starsze i małe dzieci muszą
czekać godzinami w upale, deszczu lub śniegu.
„Za każdym razem, gdy wjeżdżam do Polski, czuję, jak całe moje ciało trzęsie
się ze złości z powodu sposobu, w jaki na nas patrzą, sposobu, w jaki nas
traktują” – powiedziała Olha, graficzka z Kijowa, która nie chciała ujawnić
swojego nazwiska.
W szerszym kontekście, grupy żydowskie od lat wyrażają również obawy dotyczące
czci oddawanej przez Ukrainę niektórym postaciom UPA, których zwolennicy byli
współwinni Holokaustu. W 2010 roku amerykański historyk Timothy Snyder
skrytykował byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenkę za uhonorowanie
Stepana Bandery, przywódcy jednego z odłamów UPA. Snyder opisał cel polityczny
Bandery jako „jednopartyjną faszystowską dyktaturę bez mniejszości narodowych”,
a mimo to ulice w miastach na terenie całej Ukrainy zostały nazwane imieniem
Bandery, a jego cytaty można znaleźć na murach modnych kijowskich kawiarni.
Nie jest to dowód, jak od dawna sugeruje kremlowska propaganda, że ukraińskie
społeczeństwo jest pochłonięte faszyzmem. Szeroka akceptacja UPA jest częścią
szerszego procesu konsolidacji narodu na Ukrainie, w ramach którego wiele osób
zjednoczyło się w walce z rosyjskim zagrożeniem, obejmując szereg ukraińskich
postaci z przeszłości.
Hrycak powiedział: „Wcześniej Ukraina była bardzo podzielona w kwestii UPA i
około połowa Ukraińców uważała ich za bandytów lub kolaborantów. Od początku
wojny panowała natychmiastowa zgoda co do tego, że są bojownikami o wolność”.
Wskazując na „ignorancję i brak wrażliwości” na Ukrainie w kontekście
kontrowersyjnego dziedzictwa UPA, dodał, że wielu Ukraińców postrzega obecnie
ruch nacjonalistyczny wyłącznie przez pryzmat walki z władzą sowiecką i byli
zaskoczeni i oburzeni zdecydowaną reakcją Polaków.
Karolina Romanowska, prezeska Polsko-Ukraińskiego Stowarzyszenia Pojednania,
której dziadek ocalał z Wołynia, nakręciła film o masakrze w 2023 roku i
wielokrotnie podróżowała na Ukrainę, organizując warsztaty w miejscach, gdzie
doszło do masakry. „Często ludzie byli kompletnie zszokowani tym, co słyszeli”
– powiedziała. „Po raz pierwszy w życiu słyszeli o wydarzeniach w miejscach, w
których mieszkali”. Dodała, że niedawna ukraińska retoryka napawała ją
„smutkiem i rozczarowaniem”.
Wysiłki zmierzające do zebrania historyków z obu krajów w celu osiągnięcia
wspólnego porozumienia wydają się skazane na niepowodzenie, ponieważ politycy
przejęli inicjatywę w dyskusjach, a głosy pojednawcze pozostały niesłyszalne. W
weekend, podczas uroczystości na Wołyniu ku czci ofiar masakry, czołowy polski
dyplomata na Ukrainie zwrócił również uwagę na kwestię „ukraińskich ofiar
polskiej przemocy”, co wywołało oburzenie w Polsce i wezwania do jego
rezygnacji.
W związku z wyborami w Polsce w przyszłym roku, a być może wkrótce na Ukrainie,
jeśli sytuacja militarna na to pozwoli, wielu sugeruje, że szanse na
deeskalację są nikłe. Zełenski i Nawrocki rozmawiali przez godzinę, próbując
rozładować napięcie na marginesie szczytu NATO w Turcji w zeszłym tygodniu, ale
nie osiągnęli żadnego porozumienia.
Cichocki powiedział, że relacje te prawdopodobnie do pewnego stopnia się
odbudują – biorąc pod uwagę, że większość Polaków rozumie, iż Warszawa i Kijów
stoją w obliczu wspólnego wroga w Rosji – ale że w przyszłości może im brakować
ciepła i autentycznego zaangażowania. „Będzie to ograniczone do obopólnych
interesów, z których skorzystają zarówno Polacy, jak i Ukraińcy” – powiedział.
„Nie będzie już romantyzmu, nie będzie naiwności, a Polska stanie się bardzo
surowa w kwestii integracji Ukrainy z UE”.
Hrycak powiedział, że wszelkie rozliczenia będą wymagały czasu, a blokowanie
Ukrainie drogi do integracji europejskiej byłoby kontrproduktywne: „Wszystkie
pojednania narodowe, które miały miejsce w Europie, miały miejsce po wojnach, a
nie w ich trakcie. Ukraina musi wygrać wojnę, a przynajmniej przetrwać, wtedy
będziemy mogli zacząć rozwiązywać te skomplikowane problemy”.
Dodał, że biorąc pod uwagę długą i złożoną historię relacji między tymi dwoma
krajami, to „rodzaj cudu”, że udało im się tak długo utrzymać te stosunki po
upadku komunizmu. Wielu przewidywało wówczas nieuchronność nowego konfliktu,
ale obrano inną drogę. Teraz ciężko wywalczona dobra wola szybko ulatuje. „Cud
prysł” – powiedział. „To, co się stanie dalej, może być bardzo niebezpieczne”.
3.
https://wyborcza.pl/7,75398,32911416,nowa-tarcza-antyrakietowa-nad-europa-dlaczego-polska-nie-dolaczyla.html#s=S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy
… „Działalność Antybalistycznej Koalicji Rakietowej – nieformalnego sojuszu
powołanego na początku 2025 roku z inicjatywy Francji i Wielkiej Brytanii –
zainaugurowano podczas poniedziałkowego szczytu "koalicji chętnych" w
Paryżu.
Wykorzystując to forum, węższa grupa 10 państw oficjalnie podpisała w
poniedziałek deklarację założycielską nowej struktury, której celem jest budowa
wspólnej tarczy i rozwój tańszych systemów przeciwrakietowych w Europie.
Nowy sojusz to także krok ku militarnej autonomii, uniezależnieniu się od
amerykańskiego przemysłu i polityki Białego Domu.
Wojna jednoznacznie udowodniła, że zapasy pocisków do systemów Patriot –
których Ukraina pilnie potrzebuje do skutecznej walki z Rosją – topnieją w
oczach. Tymczasem produkcja w USA jest zablokowana zamówieniami na lata w
przód. Tworząc własny system, europejska dziesiątka chce ominąć ograniczenia
Pentagonu i zyskać broń, o której eksporcie i użyciu będzie decydować w pełni
samodzielnie. …
W gronie założycieli nowej Koalicji Antybalistycznej zabrakło Polski, co
premier Donald Tusk uzasadniał we wtorek przemysłowo-technologicznym
charakterem tej inicjatywy. Zapytany podczas porannej konferencji prasowej o
powody braku podpisu Warszawy pod dokumentem, szef rządu wyjaśnił, że nie mamy
do czynienia z klasycznym sojuszem wojskowym. O członkostwie decydował
natychmiastowy potencjał technologiczny oraz gotowość firm zbrojeniowych z
poszczególnych państw do wniesienia konkretnego wkładu produkcyjnego.
Premier podkreślił przy tym, że kraje sojusznicze celowo dzielą się obowiązkami
w ramach różnych formatów. "Tych rozmaitych koalicji dotyczących amunicji,
działań antybalistycznych czy antydronowych – jest sporo" – zauważył
Donald Tusk. Jako przykład podał inicjatywy wschodniej flanki NATO, skupiające
państwa graniczące z Rosją i Białorusią, które podejmują konkretne,
wyspecjalizowane działania nakierowane bezpośrednio na ochronę tej części granicy.
Polska wstrzymała się z akcesem do samego formatu rakietowego, pozostawiając
jednak otwarte drzwi na przyszłość. Szef rządu uzależnił wejście Warszawy do
sojuszu od propozycji krajowego sektora obronnego. Koalicja w podpisanej
deklaracji założycielskiej wyraźnie wskazuje, że pozostaje otwarta na kolejne
kraje, które w przyszłości będą chciały do niej przystąpić. Co w Paryżu
zadeklarował także Donald Tusk, mówiąc, że "jeśli będzie gotowa oferta ze
strony polskich firm, to przystąpimy do tej koalicji"”. …
4.
https://wyborcza.pl/7,75968,32912558,zdrada-polski-czyli-czarnek-w-koncu-przemowil-putinem.html#s=S.TD-K.C-B.2-L.1.duzy
ozpętana na prawicy licytacja, kto jest bardziej antyukraiński, doprowadziła do
tego, że Przemysław Czarnek, kandydat na kandydata PiS na premiera, przyjął już
zupełnie narrację kremlowską.
Nie dajmy sobie mydlić oczu reakcją prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława
Kaczyńskiego, który ogłosił, że wypowiedzią Czarnka w TV Republika -
propagandowej tubie ugrupowania - zajmie się kierownictwo partii.
- Trzeba zmusić Unię Europejską, również naszą pozycją w UE, do tego, żeby
zaprzestać na ten moment finansowania w jakikolwiek sposób zbrojeń na Ukrainie
i odbudowy Ukrainy, dopóki Ukraina nie wejdzie na ścieżkę wartości proludzkich
- stwierdził Czarnek w TV Republika. Podkreślił też, że "trzeba po prostu
wprost powiedzieć: Ukraina, która będzie bazować na antywartościach, które będą
gloryfikowały ideologię banderowską, tożsamą z nazizmem niemieckim, dla takiej
Ukrainy nie ma miejsca w Europie, i to muszą przyznać stolice
europejskie".
Słowa byłego Ministra Edukacji i Nauki, jednej z najważniejszych postaci PiS,
to jest bowiem efekt świadomego antyukraińskiego skrętu Kaczyńskiego, który
Czarnek codziennie potwierdzał i szedł dalej. Pogrożenie kandydatowi na
kandydata na premiera to zaś paniczna reakcja na fakt, że Czarnek już wprost
mówi Putinem. Czyli że zdradził interes Polski. (…)
PiS postanowił zawalczyć o nacjonalistycznych wyborców i stanął do wyścigu z
Konfederacją i Konfederacją Korony Polskiej Grzegorza Brauna, kto jest bardziej
antyukraiński. W związku z tym dziś politycy partii Kaczyńskiego, gdy
przypomina im się, jak byli dumni z pomocy dla walczącej z rosyjskim agresorem
Ukrainy, połykają własny język.
Efektów sondażowych zwrotu jednak nie widać, bo wyborcy pamiętają choćby
wyprawy Kaczyńskiego i ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego do Kijowa w
2022 r. czy ogromną pomoc militarną dla Kijowa. Zresztą przekazywaną w naszym
własnym interesie, bo strategicznym celem i Warszawy, i Europy jest to, by
Ukraina przetrwała jako demokratyczne i prozachodnie państwo, a Rosja została
osłabiona tak, by zapomniała na długo o imperialistycznych zapędach czy
prowokacjach wobec krajów wschodniej flanki NATO.
Niestety, wyścig na antyukraińskość spowodował, że przez nasz kraj przetacza
się teraz antyukraińska fala, czego efektem są np. ataki na ludzi mówiących po
ukraińsku na ulicy. Efekt jest taki, że ludzie pokroju Brauna są dumni ze
swojej prorosyjskości, co zresztą przekłada się na rosnące dla nich słupki
poparcia w partyjnych sondażach. Konsekwencją dołączenia do tego wyścigu jest
to, że Czarnek dołączył do chóru osób, czyich słów nie powstydziliby się
najtężsi kremlowscy propagandyści.
"Prawo i Sprawiedliwość stoi i zawsze stało na stanowisku, iż pomoc
militarna, realizowana także przez UE na rzecz Ukrainy, jest bezwzględnie
potrzebna. To kluczowa sprawa z punktu widzenia polskiej racji stanu i naszego
bezpieczeństwa. Sprawa wypowiedzi pana Przemysława Czarnka zostanie wyjaśniona
przez kierownictwo partii" - tak na portalu X Kaczyński pogroził
Czarnkowi.
Panie prezesie, tu nie ma nic do wyjaśniania! Albo pan i pańscy koledzy grają w
jednej drużynie z Putinem, albo nie. Bo jeśli Czarnek kandydatem na kandydata
na premiera pozostanie, odpowiedź będzie jednoznaczna.
========
Jakimż trzeba być, excusez le mot, ruskim sqrwysynem, żeby nawoływać do
wstrzymania pomocy Ukrainie!
5.
Tylko Europa jest odpowiedzią na antykijów
Sprzeciwianie się pomocy wojskowej i wspólnej obronie nie przybliża pokoju,
lecz czyni Brukselę bardziej kruchą i wzmacnia ambicje Kremla
https://www.repubblica.it/esteri/2026/07/13/news/solo_l_europa_e_la_risposta_agli_anti-kiev-425467088/?ref=-BH-I0-P-S3-T1
Paolo Gentiloni, były premier i były minister Spraw Zagranicznych Włoch.
Nie, nikt nie jest wrogiem Ukrainy. A co dopiero, żeby ktoś twierdził, że jest
przyjacielem Putina. Jednak we Włoszech kształtuje się ponadpartyjny konsensus
przeciwko pomocy wojskowej dla Ukrainy i europejskiej obronie, co znajduje
wyraz w niektórych głosowaniach w Parlamencie Europejskim i próbuje wpłynąć,
choć z pozycji mniejszości, na koalicje rządowe i opozycyjne. Dalsze wspieranie
oporu Ukrainy jest koniecznym wyborem zasad – granic nie da się zmienić siłą
zbrojną – i bardziej niż kiedykolwiek jest jedynym warunkiem sprawiedliwego i
trwałego pokoju. Jednak według nich byłby to w rzeczywistości wybór
„podżegający do wojny”.
Kilka tygodni temu ta „ukraińsko-sceptyczna” konwergencja ujawniła się najpierw
przeciwko przystąpieniu Kijowa do UE, potem wypowiedziała się przeciwko
wykorzystaniu Funduszu Bezpiecznego na wspólną obronę europejską, a w końcu
przeciwko rzekomej demonizacji Putina, który miałby być określany jako o wiele
gorszy, niż jest w rzeczywistości.
Łatwo teraz argumentować, że wejście Kijowa do UE, skomplikowane, ale
konieczne, nastąpi w ciągu najbliższych sześciu lub siedmiu lat, a nie jutro.
Że Bezpieczny Fundusz zmierza właśnie w kierunku wspólnej obrony, a nie
remilitaryzacji poszczególnych krajów. I że złudzenia dotyczące Putina powinny
były rozwiać się ponad dekadę temu.
Ale z szacunku dla tych stanowisk, warto dotrzeć do sedna sprawy: zagrożeń dla
pokoju i sposobów radzenia sobie z nimi. To temat, którego nie należy
lekceważyć, biorąc pod uwagę, że ryzyko wojny, które przez dekady wydawało się
wyeliminowane z europejskiego scenariusza, powróciło ze zdwojoną siłą.
Zadajmy sobie zatem pytanie, jak na to ryzyko może wpłynąć wynik rosyjskiej
inwazji na Ukrainę. Nawet haniebnie ignorując fundamentalne prawo najechanego
kraju do obrony, odpowiedź na to pytanie wydaje się oczywista. Powtarzające się
apele do Kijowa o oddanie dalszych terytoriów (przez Trumpa, powtarzane przez
niektórych włoskich „sceptyków”) lub apele o dalsze wsparcie dla Ukrainy, „ale
nie o wsparcie militarne”, nie są strategią mającą na celu powstrzymanie wojny,
lecz wezwaniem do kapitulacji. Zeszłej jesieni ten wniosek mógł wydawać się mniej
oczywisty. Wojna okopowa poważnie wystawiła na próbę armię ukraińską, a
Zełenski był pod presją wewnętrznych skandali: Moskwa wciąż mogła wierzyć, że
„trzyma karty w ręku”. Jednak dziś inicjatywa przeszła na Ukrainę, pomimo
brutalności rosyjskich ataków rakietowych, a powstrzymanie wojny na obecnej
linii frontu wydaje się jedynym realistycznym rozwiązaniem i jedynym, które
zapobiegnie ryzyku wojny w Europie. Ponieważ Putin wciąż jest daleki od tego
wniosku, bez wsparcia militarnego dla Kijowa, wzywanie do „europejskiej
inicjatywy dyplomatycznej” staje się nużące. Wsparcie wojskowe i dyplomacja
muszą iść ze sobą w parze: samo odcięcie pomocy wojskowej jeszcze bardziej
zwiększy ryzyko wojny w Europie.
Równie ważna jest kwestia wspólnej obrony. Jej konieczność jest oczywista,
biorąc pod uwagę dezaktywację Ameryki ogłoszoną przez Trumpa. Nie będzie łatwo
osiągnąć bardziej europejskiego NATO bez napięć wewnętrznych, zwłaszcza gdy
Amerykanie widzą, że nasz przemysł zbrojeniowy staje się coraz bardziej
konkurencyjny dla ich przemysłu. Jest to jednak konieczna droga, co zostało
potwierdzone nawet na szczycie w Ankarze. Szczyt ten obnażył kruchość NATO,
rozdartego między żądaniami Trumpa wobec Grenlandii a jego deklaracjami o
„ogromnej miłości”, ale mimo to świadczącego o pewnym większym wpływie
europejskim. Co więcej, ci, którzy sprzeciwiają się europejskiej obronie,
proponują jaką alternatywę obrać? Zmuszenie Trumpa do powrotu na Stary
Kontynent siłą? Oparcie się na zbrojeniach poszczególnych państw, być może
przede wszystkim Niemiec? To mniej uspokajające alternatywy niż wspólna obrona,
która z samej natury Unii Europejskiej z pewnością nie byłaby skłonna do atakowania
innych krajów, a jedynie do obrony naszych wspólnych dóbr.
Europejska obronność będzie kosztować, twierdzą. I to oczywiste. Jak sobie z
tym poradzić, powinno być przedmiotem debaty wszystkich partii, które chcą
pozostać u władzy lub sprawować władzę. Konflikt między wydatkami socjalnymi a
wydatkami na obronę może wydawać się łatwy. Zbyt łatwy dla tych, którzy
aspirują do rządzenia. Jeśli wyzwaniem jest dostosowanie wydatków na obronę do
finansów publicznych, znaczna część rozwiązania leży właśnie w wymiarze
europejskim. Wspólne cele, wspólny przemysł i euroobligacje to główna droga. I
to właśnie powinno być wizytówką sił centrolewicowych.
Ukraina i wspólna obrona to kwestie wykraczające poza jedność koalicji i
wpływające na rolę Włoch. Bardziej europejska obrona i NATO, wykraczające poza
horyzontalny wymiar odstraszania od Rosji, muszą być również postrzegane w
wymiarze wertykalnym, obejmującym relacje z regionem Morza Śródziemnego i
Afryką. Również w tym przypadku potrzebujemy silnej Europy, aby stawić czoła
zagrożeniom dla pokoju i stabilności w regionie. A rola Włoch jest
niezastąpiona.
6.
https://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,32912467,czy-podejrzany-moze-cztery-razy-nie-stawic-sie-na-przesluchanie.html
Prokuratura Regionalna w Poznaniu wezwała byłego wiceministra sprawiedliwości
na wtorek 14 lipca. Ale poseł – podobnie jak podczas trzech wcześniejszych
terminów – nie stawił się na przesłuchanie.
– Nie usprawiedliwił nieobecności – informuje rzeczniczka prokuratury Anna
Marszałek.
Prokurator dzwoni, poseł nie oddzwania
Prokuratura chce postawić posłowi PiS zarzuty w śledztwie dotyczącym
nieprawidłowości w Służbie Więziennej w czasie rządów PiS. Woś nadzorował tę
formację i wpływał na decyzje kadrowe.
Pierwsze przesłuchanie miało odbyć się 28 maja. Woś twierdził wtedy, że się nie
stawił, bo nie otrzymał wezwania. Przesyłka czekała na poczcie, ale prokuratura
nie mogła zarzucić posłowi obstrukcji, bo nie upłynął termin awiza.
Przy drugiej próbie prokuratura zmieniła taktykę i wysłała kolejne wezwanie z
większym wyprzedzeniem. Poseł miał się stawić na przesłuchaniu 30 czerwca.
Wezwanie odebrał w ostatnim dniu biegu drugiego awiza. Zostało prawidłowo
doręczone, ale mimo to nie przyjechał. Nie usprawiedliwił też nieobecności.
Według naszych informacji prokurator Łukasz Biela próbował skontaktować się z
posłem telefonicznie. Zostawił wiadomość na poczcie głosowej, ale nie doczekał
się odpowiedzi.
Prokuratura – jak dowiadujemy się nieoficjalnie – spodziewała się uników posła,
dlatego za jednym zamachem wysłała wezwania na kolejne terminy: 6 i 14 lipca.
Michał Woś je odebrał.
W poniedziałek 6 lipca prokurator Biela znów czekał na posła PiS, ale się nie
doczekał.
We wtorek 14 lipca sytuacja się powtórzyła.
To już czwarta nieudana próba postawienia posłowi zarzutów. Bez tego
prokuratura nie może zamknąć śledztwa i skierować do sądu aktu oskarżenia.
Michał Woś: Ścigają mnie, bo nie mogą dopaść Zbigniewa Ziobry
Zarzuty dotyczą przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków w czasie,
gdy jako wiceminister sprawiedliwości nadzorował Służbę Więzienną. Chodzi m.in.
o powołanie Inspektoratu Wewnętrznego SW. Była to formacja wyposażona w
szerokie uprawnienia operacyjne. Jej powstaniu patronował minister
sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.
Według prokuratury Woś decydował o kadrach nowej struktury. Śledczy kwestionują
m.in. okoliczności zatrudnienia i awansowania Zbyszka N., byłego
funkcjonariusza ABW z Poznania, który stanął na czele inspektoratu.
Prokuratura uważa, że część decyzji kadrowych została podjęta z naruszeniem
prawa.
Woś odpiera te zarzuty. Twierdzi, że działał zgodnie z prawem, a śledztwo ma
charakter polityczny. „Skoro nie mogą dopaść Zbigniewa Ziobry, ścigają
mnie" – pisał w serwisach społecznościowych.
Nie czekał jednak aż Sejm uchyli mu immunitet. Zrzekł się go dobrowolnie.
W czasie przesłuchania mógłby przedstawić swoją wersję. Bronić może się również
przed sądem, gdy prokuratura skieruje tam akt oskarżenia.
Nieobecność posła PiS
Przy pierwszym niestawiennictwie Woś twierdził, że nie otrzymał wezwania, choć
o terminie przesłuchania wiedział z publikacji medialnych. Komentował je w
serwisach społecznościowych.
Przy kolejnych terminach, gdy wezwania już odebrał i nie usprawiedliwił
nieobecności, nie był już tak skory do komentarzy. Napisał nam tylko:
"Oczekuję rozstrzygnięcia złożonych wniosków".
Z naszych ustaleń wynika jednak, że poseł nie złożył żadnych wniosków
procesowych wymagających rozpoznania. Zapytaliśmy o to rzeczniczkę prokuratury
Annę Marszałek, ale nie odpowiedziała.
Co dalej ze sprawą Michała Wosia?
Prokuratura na razie ma związane ręce. Gdyby Michał Woś nie był posłem, mogłaby
zarządzić jego zatrzymanie i przymusowe doprowadzenie na przesłuchanie. W
przypadku posłów zgodę na taki środek przymusi musi wyrazić jednak Sejm.
Wcześniej prokuratura musiałaby skierować wniosek o wyrażenie takiej zgody.
Jeśli to zrobi, zakończenie śledztwa opóźni się o kolejne miesiące.
Czy poznańska prokuratura zdecyduje się na taki krok? Jej rzeczniczka Anna
Marszałek na razie nie chce tego ujawnić. Po czwartym niestawiennictwie posła
PiS odpisuje nam tylko: "Będą podejmowane dalsze działania mające na celu
realizację zaplanowanych czynności procesowych".
7.
Chyba D.O. się upije.
https://tvn24.pl/polska/maciej-swirski-zatrzymany-przez-cba-st9141449
8.
Zdrajcy pod sąd!
https://tvn24.pl/polska/tak-rosyjskie-konta-graja-na-polsko-ukrainskie-podzialy-ujawniamy-raport-i-piec-glownych-narracji-st9141202
9.
Trump wycofuje się z planu opodatkowania statków, ale przywróci blokadę w
cieśninie
Indie potępiają śmiertelny irański atak na statek handlowy.
Izrael i Liban spotykają się, aby kontynuować rozmowy pokojowe, w obliczu
rozpadu szerszego zawieszenia broni.
Najwyższy rangą demokrata w Izbie Reprezentantów sprzeciwi się środkowi
mającemu na celu wstrzymanie pomocy dla Izraela, lecz apeluje o „zresetowanie”
stosunków.
https://www.nytimes.com/live/2026/07/14/world/iran-war-trump-hormuz
Prezydent Trump we wtorek wycofał się z ogłoszonego dzień wcześniej planu
pobierania opłaty za każdy statek przepływający przez Cieśninę Ormuz w zamian
za zapewnienie bezpieczeństwa. Jednak po wycofaniu się ze strategii i zaleceniu
kolejnej rundy ataków we wtorek, droga Trumpa do wyjścia z konfliktu pozostała
niejasna.
Wtorkowe ataki oznaczały powrót do intensywnej kampanii bombardowań, która
charakteryzowała początek wojny ponad cztery miesiące temu.
Stany Zjednoczone przeprowadziły trzeci z rzędu atak w rejonie cieśniny Ormuz.
„Zaatakujemy wszystkie irańskie obiekty w Cieśninie” – zapowiada Trump, grożąc
również atakiem na elektrownię jądrową w Pickaxe Mountain. Prezydent USA dodaje
jednak: „Porozumienie z Teheranem jest nadal możliwe”. Tymczasem Iran
zaatakował dwa supertankowce w cieśninie Ormuz, zabijając jednego członka
załogi.
10.
Synowie Trumpa inwestują ogromne sumy w technologie obronne, podczas gdy
administracja ojca wlewa w nie pieniądze
Większość inwestycji funduszy powiązanych z Donaldem Trumpem Jr. i Erikiem
Trumpem miała miejsce po reelekcji ich ojca.
https://www.washingtonpost.com/technology/interactive/2026/07/13/trumps-sons-invest-heavily-defense-fathers-administration-pours-money/
Każdy dzień w Stanach Zjednoczonych może ujawnić nowy konflikt interesów w
rodzinie prezydenckiej. Synowie Donalda Trumpa podobno znacząco zwiększają
swoje zaangażowanie finansowe w sektorze obronnym w tym samym czasie, gdy
administracja USA przyspiesza wydatki wojskowe. Według „Washington Post”,
Donald Jr. i Eric Trump zainwestowali, za pośrednictwem swoich funduszy, w
ponad tuzin firm zajmujących się technologiami obronnymi, z których wiele
pozyskało już miliardy dolarów w kontraktach federalnych lub ubiega się o nowe
zamówienia od Pentagonu.
Według gazety, większość transakcji została zawarta po powrocie Donalda Trumpa
do Białego Domu. Donald Jr. jest głównym promotorem funduszu 1789 Capital,
natomiast Eric działa za pośrednictwem American Ventures, firmy inwestycyjnej
powiązanej z Dominari Holdings, z siedzibą w Trump Tower w Nowym Jorku. Obaj
poparli strategię, którą nazywają „kapitalizmem patriotycznym”, wymierzoną w
przedsiębiorstwa uważane za strategiczne dla bezpieczeństwa narodowego.
American Ventures posiada udziały w jedenastu z piętnastu firm, które już otrzymały
kontrakty od Pentagonu.
Wśród firm, w które zainwestowali dwaj bracia, znajdują się niektórzy z
kluczowych graczy w nowym amerykańskim przemyśle obronnym. Do najbardziej
znanych należą SpaceX, firma lotniczo-kosmiczna Elona Muska, główny dostawca
dla Departamentu Obrony USA i wywiadu, oraz Anduril Industries, startup
założony przez Palmera Luckeya, specjalizujący się w dronach, systemach
autonomicznych, nadzorze i sztucznej inteligencji stosowanej w działaniach
wojennych. Według Washington Post, te dwie firmy odpowiadają za większość
wartości kontraktów rządowych przyznanych firmom z portfeli rodziny Trumpów.
Firmy wspierane przez fundusze powiązane z dziećmi prezydenta otrzymały co
najmniej 3,2 miliarda dolarów w kontraktach już przyznanych przez administrację
federalną. Do tego należy dodać kolejne 3,1 miliarda dolarów w opcjach
kontraktowych i możliwość konkurowania w przyszłych przetargach publicznych o
potencjalnej wartości do 200 miliardów dolarów, jak wynika z danych zebranych
przez śledztwo.
Nawet wyłączając SpaceX i Anduril, pozostałe zaangażowane startupy otrzymały
kontrakty o wartości 1,8 miliarda dolarów. Ekspansja inwestycji następuje w
momencie, gdy Biały Dom zwiększa finansowanie programów obronnych, ze
szczególnym uwzględnieniem dronów, systemów autonomicznych, sztucznej
inteligencji, technologii kosmicznych i zaawansowanej produkcji broni.
Nakładanie się wyborów inwestycyjnych dzieci prezydenta na priorytety wydatków
administracji wywołało kontrowersje. Biały Dom zaprzeczył jednak jakimkolwiek
wykroczeniom, utrzymując, że kontrakty są przyznawane na podstawie zasług i że
Trump nie ma wpływu na decyzje swoich dzieci. Przedstawiciele Donalda Jr. i
Erica Trumpa również odrzucili wszelkie sugestie faworyzowania, utrzymując, że
spółki będące przedmiotem inwestycji regularnie konkurują na rynku.
11.
Tajna operacja, za pomocą której Izrael próbował uczynić z Ahmadineżada swojego
człowieka w Teheranie
https://www.repubblica.it/esteri/2026/07/14/news/iran_operazione_segreta_israele_ahmadinejad_mossad-425469116/?ref=RHLF-BG-P6-S1-T1-r2975
Na początku 2024 roku rektor uniwersytetu w Budapeszcie otrzymał zaskakującą
prośbę od wysokiego rangą urzędnika węgierskiego rządu. Urzędnik poinformował
profesora Gergely'ego Deliego, że Uniwersytet Służby Publicznej Ludovika
powinien zorganizować konferencję na temat zmian klimatu i zaprosić bardzo
nietypowego gościa: Mahmuda Ahmadineżada, byłego prezydenta Iranu, powszechnie
znienawidzonego przez społeczność międzynarodową. Powód był jeszcze bardziej
zaskakujący. Urzędnik wyjaśnił Deliemu, że konferencja była jedynie przykrywką,
mającą na celu umożliwienie Ahmadineżadowi przeprowadzenia tajnych rozmów w
Budapeszcie z izraelskimi agentami wywiadu – przedstawicielami kraju, który
zawsze określał mianem głównego wroga Iranu.
Deli doskonale wiedział, że zaproszenie mogłoby zaszkodzić zarówno jego
osobistej reputacji, jak i reputacji uniwersytetu. Jednak, jak powiedział w
wywiadzie, był przekonany, że może ono pomóc uratować życie. „Są dwaj wrogowie
i jeśli ci dwaj wrogowie chcą ze sobą rozmawiać, słuszne jest zrobienie
wszystkiego, co możliwe, aby im się to udało” – powiedział.
Wizyta Ahmadineżada na uniwersytecie w 2024 roku i druga w następnym roku były
częścią wieloletniej izraelskiej operacji mającej na celu uczynienie z niego
agenta wywiadu, który w odpowiednim momencie mógłby zostać nowym przywódcą
Iranu. Według amerykańskich i irańskich urzędników zaznajomionych z operacją,
którzy zachowali anonimowość ze względu na bardzo wrażliwy charakter
informacji, tak przynajmniej twierdzili.
Według byłych urzędników amerykańskich, rekrutacja Ahmadineżada była dla
Izraela tak ważna, że ówczesny dyrektor Mosadu David Barnea osobiście udał się
do Budapesztu w 2024 roku, aby się z nim spotkać. Wkrótce potem, jak dodają te
same źródła, Mosad poinformował CIA o kontakcie z Ahmadineżadem.
Decyzja o opracowaniu planu zmiany reżimu w Iranie wokół Ahmadineżada stanowi
niezwykły punkt zwrotny w historii stosunków między Izraelem a byłym
prezydentem Iranu, znanym z przyspieszenia programu nuklearnego Republiki
Islamskiej, wielokrotnego wzywania do zniszczenia Państwa Izrael i negowania
Holokaustu.
Według amerykańskich urzędników, w ostatnich latach Izrael potajemnie
finansował Ahmadineżada, pokrywając koszty jego zakwaterowania i podróży. Co
więcej, izraelscy agenci podobno spotykali się z nim kilkakrotnie za granicą, w
tym podczas jego pobytów w Budapeszcie. Operacja osiągnęła punkt kulminacyjny
pod koniec lutego tego roku, na początku wojny między Stanami Zjednoczonymi,
Izraelem i Iranem, wraz ze szczególnie śmiałym planem wydalenia byłego
prezydenta, który przebywał pod ścisłą obserwacją w Teheranie. Celem było
obalenie obecnego reżimu irańskiego i doprowadzenie Ahmadineżada do władzy.
Plan ten jednak się nie powiódł.
28 lutego izraelski nalot uderzył w osiedle Ahmadineżada, celując w budynek
zajmowany przez jego ochroniarzy i pojazd opancerzony. Według czterech wysokich
rangą irańskich urzędników, natychmiast po ataku na miejsce zdarzenia przybył
czarny Peugeot, zabrał Ahmadineżada i szybko odjechał, wykorzystując chaos. Amerykańscy
i irańscy urzędnicy znający przebieg operacji twierdzą, że samochodem kierowali
agenci Mossadu, którzy zawieźli Ahmadineżada do tajnej kryjówki w Iranie.
Były prezydent był jednak głęboko zaniepokojony sposobem, w jaki został
usunięty ze stanowiska i stracił wiarę w izraelski plan przywrócenia mu władzy,
twierdzą osoby znające sprawę.
Ahmadineżad opuścił następnie kryjówkę w niewyjaśnionych okolicznościach.
Pokazał się publicznie dopiero w zeszły poniedziałek, kiedy to na krótko
pojawił się podczas konduktu pogrzebowego zamordowanego Najwyższego Przywódcy
ajatollaha Alego Chameneiego.
Jego obecny status pozostaje niepewny. Jednak czterech wysokich rangą
urzędników irańskich donosi, że Ahmadineżad znajduje się obecnie w rękach służb
wywiadowczych Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) i ponownie
przebywa w areszcie domowym, po tym jak irańskie władze odkryły wiele jego
kontaktów z Izraelem.
Izraelscy urzędnicy nigdy publicznie nie skomentowali planu ustanowienia
Ahmadineżada przywódcą Iranu, który był częścią znacznie szerszego planu
obalenia rządu w Teheranie. Innym elementem planu było szkolenie i uzbrojenie
irańskich kurdyjskich sił opozycyjnych stacjonujących w północnym Iraku, które
miały przekroczyć granicę, zająć terytorium w zachodnim Iranie, a następnie
nacierać na Teheran. Operacja ta jednak nigdy nie doszła do skutku.
Plan zmiany reżimu obejmował „sekwencję bardzo konkretnych operacji, które
miały zostać przeprowadzone” – powiedział Tamir Hayman , były szef wywiadu Sił
Obronnych Izraela (IDF), w programie PBS „Firing Line” w maju, po tym jak „New
York Times” po raz pierwszy ujawnił szczegóły dotyczące roli Ahmadineżada. „A
on był częścią tej sekwencji” – dodał. Przedstawiciele Mossadu nie odpowiedzieli
na prośby o komentarz. Ali Akbar Javanfekr, rzecznik Ahmadineżada, również
odmówił komentarza.
Punkt zwrotny po prezydenturze
Podczas dwóch kadencji prezydenckich, od 2005 do 2013 roku, Ahmadineżad był
czołową postacią najbardziej radykalnego skrzydła irańskiej polityki.
Wielokrotnie wzywał do zniszczenia Izraela, a pod jego przywództwem Iran
wznowił program wzbogacania uranu, podsycając międzynarodowe podejrzenia o
tajny program zbrojeń jądrowych.
Nakazał również brutalne stłumienie protestów narodowych, które wybuchły po
jego kontrowersyjnej reelekcji w 2009 roku. Za jego prezydentury irański wymiar
sprawiedliwości wykonał liczne wyroki śmierci na dysydentach oraz uwięził
przeciwników politycznych i rywali.
Jednak w latach po zakończeniu kadencji Ahmadineżad stopniowo złagodził swoje
stanowisko i znacznie ograniczył antyizraelską retorykę, która charakteryzowała
jego rządy. Często chętnie prezentował ten nowy, bardziej umiarkowany
wizerunek, udzielając wywiadów i organizując konferencje, na których poruszał
nawet tematykę irańskiej muzyki pop, krytykował brutalność sił bezpieczeństwa w
represjach i oskarżał klasę rządzącą o korupcję finansową.
Zrezygnował ze swojej charakterystycznej, obszernej marynarki khaki, zastępując
ją eleganckimi, szytymi na miarę garniturami. Bardziej dbał o brodę, poddawał
się zabiegom z botoksem, a nawet zaczął uczyć się angielskiego. W swoim biurze
w Teheranie każdego ranka odbywał wielogodzinne spotkania ze zwykłymi
obywatelami, którzy przedstawiali mu problemy osobiste, często związane z
państwową biurokracją. W niektórych przypadkach pisał listy do ministerstw z
rekomendacjami dotyczącymi wniosków o pożyczki. Nadal regularnie podróżował po
kraju, spotykając się ze zwolennikami zarówno w dużych miastach, jak i na
prowincji.
Jego relacje z reżimem irańskim pozostały jednak niejasne. Z jednej strony
przywódcy Republiki Islamskiej stopniowo marginalizowali go i ograniczali jego
podróże; z drugiej strony nadal pozwalali mu zasiadać, wraz z innymi wysokimi
rangą urzędnikami państwowymi, w Radzie Wysokiego Szczebla, której zadaniem
jest wspieranie Najwyższego Przywódcy. Ahmadineżad uczestniczył w posiedzeniu
tego organu w lutym ubiegłego roku, kilka dni przed wybuchem wojny.
Wielu w Iranie interpretowało transformację Ahmadineżada jako czysto
oportunistyczny ruch, mający na celu wzmocnienie jego populistycznego wizerunku
i zdystansowanie się od przywódców Republiki Islamskiej. Nadal cieszył się
jednak silnym poparciem wśród wyborców z klasy robotniczej, a jego
współpracownicy byli przekonani, że jego celem jest powrót do władzy.
„Ahmadineżad nie zrobiłby czegoś takiego dla pieniędzy. Już je ma, ma rozległą
sieć interesów ekonomicznych. Zrobiłby to dla władzy. Chce wrócić na szczyt
władzy” – powiedział w wywiadzie telefonicznym Abdolreza Davari, były bliski
współpracownik i doradca byłego prezydenta. Obaj jednak od kilku lat pozostają
w konflikcie.
Według osoby bliskiej jego wewnętrznemu kręgowi, Ahmadineżad zwierzył się
zaufanym współpracownikom i przyjaciołom ze swojej ambicji zostania przyszłym
przywódcą Iranu przy wsparciu obcych mocarstw. Po trzykrotnej dyskwalifikacji z
ubiegania się o prezydenturę, Ahmadineżad stracił wiarę w system Republiki
Islamskiej, jak podało to samo źródło, wierząc, że nie będzie mógł powrócić do
władzy, dopóki utrzyma się obecny ustrój polityczny.
Obawiał się również, że w przypadku wojny i zmiany reżimu, Stany Zjednoczone i
Izrael wybiorą opozycję z zagranicy, mało znaną w Iranie i niezdolną do
rządzenia krajem, co doprowadzi do dalszej destabilizacji. Z tego powodu
przedstawiał się swoim rozmówcom jako potencjalny reformator wzorowany na byłym
prezydencie Rosji Borysie Jelcynie. Argumentował, że jeśli powróci do władzy,
Iran uzna Izrael i znormalizuje stosunki dyplomatyczne na mocy Porozumień
Abrahama promowanych przez prezydenta Trumpa.
W tym czasie, według dwóch izraelskich urzędników obrony poinformowanych o
ocenach wywiadowczych, izraelski wywiad uważnie monitorował postępujące
pogarszanie się stosunków między Ahmadineżadem a irańskimi władzami.
Szczególnie interesująca była narastająca niechęć byłego prezydenta do
ajatollaha Chameneiego i innych urzędników, którzy uniemożliwili mu ponowne
ubieganie się o prezydenturę.
Tymczasem służby wywiadowcze Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej,
odpowiedzialne za ochronę Republiki Islamskiej przed zagraniczną ingerencją,
również zaczęły nabierać wobec niego podejrzeń. Według dwóch członków Korpusu
Strażników Rewolucji Islamskiej i funkcjonariusza wywiadu znającego sprawę,
podejrzenia te nasiliły się po tym, jak Ahmadineżad, począwszy od 2017 roku,
zaczął publikować listy otwarte adresowane do Donalda Trumpa , a później do
saudyjskiego następcy tronu, księcia Mohammeda bin Salmana – dwóch przywódców,
którym Trump publicznie wyrażał wielkie uznanie.
Jak twierdzą czterej irańscy urzędnicy, po izraelskim ataku w tym roku, który
początkowo sprawił, że przestał być inwigilowany przez Korpus Strażników
Rewolucji Islamskiej, irański wywiad wszczął szczegółowe dochodzenie i
stopniowo zdołał odbudować jego powiązania z Izraelem.
Spotkania za granicą
Nie jest jasne, kiedy izraelscy agenci po raz pierwszy próbowali zwerbować
Ahmadineżada. Według irańskich urzędników, pierwszy kontakt mógł nastąpić
podczas podróży do Gwatemali w 2023 roku, gdzie były prezydent został
zaproszony na konferencję poświęconą kwestiom ochrony środowiska. Zaproszenie
pochodziło od rządu Gwatemali, jednego z krajów Ameryki Łacińskiej, które
utrzymują najbliższe stosunki dyplomatyczne z Izraelem.
Ahmadineżad jednak prawie zrezygnował z wyjazdu. Na lotnisku w Teheranie
funkcjonariusze ochrony początkowo uniemożliwili mu wejście na pokład,
odmawiając wydania karty pokładowej i zezwolenia na opuszczenie kraju. Przez
wiele godzin protestował na lotnisku, przekształcając incydent w niewielką
sensację medialną: pozwolił się fotografować z podróżnymi, pracownikami
lotniska i personelem linii lotniczych, stale publikując aktualizacje na swoich
profilach w mediach społecznościowych. Ostatecznie irańskie władze pozwoliły mu
wyjechać i wziąć udział w konferencji. „Niektórzy mówili mi, żebym nie jechał
do Gwatemali; odpowiedziałem, że to mój brat, minister środowiska, mnie
zaprosił” – powiedział Ahmadineżad w jednym z filmów nagranych podczas podróży.
„To bardzo ważny kraj w Ameryce Łacińskiej”.
W następnym roku Ahmadineżad po raz pierwszy udał się na Węgry, aby wziąć
udział w konferencji zorganizowanej przez Uniwersytet Ludwika, gdzie w
Budapeszcie spotkał się z Davidem Barneą, dyrektorem Mossadu, który pełnił tę
funkcję przez pięć lat, aż do zeszłego miesiąca. W tamtym czasie Węgry, pod
przewodnictwem konserwatywnego premiera Viktora Orbána , były prawdopodobnie
krajem europejskim o najściślejszych powiązaniach z Izraelem. Orbán i premier
Izraela Benjamin Netanjahu często odwiedzali swoje kraje.
W kwietniu 2025 roku Netanjahu wygłosił również wykład na Uniwersytecie
Ludwika, za który otrzymał nagrodę za służbę publiczną. Dwa miesiące później
Ahmadineżad wrócił do Budapesztu, zaledwie kilka dni przed rozpoczęciem przez
Izrael wojny z Iranem. Ta podróż również była pretekstem do spotkania z
izraelskimi agentami wywiadu.
Jego irańscy ochroniarze, członkowie jednostki Ansar Pasdaranu, wyznaczeni do
towarzyszenia mu we wszystkich misjach zagranicznych, donieśli, że co najmniej
dwukrotnie podczas wizyty w czerwcu 2025 roku Ahmadineżadowi udało się wymknąć
aparatowi bezpieczeństwa, znikając na długie spotkania. Według dwóch członków
Pasdaranu i przedstawiciela wywiadu, w raporcie sporządzonym po zakończeniu
misji, ochroniarze stwierdzili, że zwrócili się do byłego prezydenta o
wyjaśnienia, na co ten odpowiedział, że po prostu zatrzymał się na spotkanie z
profesorami uniwersyteckimi.
Podczas konferencji Ahmadineżad wygłosił przemówienie po angielsku, zaskakując
obecnych rezygnacją z tradycyjnego wersetu Koranu, którym zawsze rozpoczynał
swoje przemówienia w przeszłości. Ubrany w elegancki, dopasowany, granatowy
garnitur, mówił o „wspólnym człowieczeństwie” i „przekształcającym się porządku
świata”, przedstawiając swoją wizję powstania nowego porządku międzynarodowego,
co można zobaczyć na nagraniach z podróży opublikowanych w mediach
społecznościowych.
Podarował rektorowi Gergely'emu Deli egzemplarz Szahname ( Księgi Królów),
wielkiego poematu epickiego perskiego poety Ferdowsiego . Deli odwzajemnił się,
wręczając mu godło uniwersytetu. W wywiadzie udzielonym w zeszłym miesiącu
rektor powiedział, że zapraszając Ahmadineżada, działał on jako „ strohmann ”,
co po niemiecku oznacza „frontmana”. Do zeszłego tygodnia Ahmadineżad nie
pojawiał się publicznie od końca lutego, kiedy to został zabrany z domu w
Teheranie czarnym Peugeotem. W zeszły poniedziałek niespodziewanie pojawił się
ponownie, na kilka minut, podczas konduktu pogrzebowego ajatollaha Alego
Chameneiego.
Na nagraniach z ceremonii widać go w grubej kurtce, mimo że temperatura
zbliżała się do 32 stopni Celsjusza (90 stopni Fahrenheita), i z maską
chirurgiczną naciągniętą pod brodę. Pozostali dwaj żyjący byli prezydenci
Iranu, Hassan Rouhani i Mohammad Chatami, nie zostali zaproszeni i nie wzięli
udziału w żadnej z ceremonii pogrzebowych. Ahmadineżad milczał przez cały czas,
patrząc w dół, otoczony ze wszystkich stron przez mężczyzn, którzy wyglądali na
funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa.
12.
Rząd organizuje rozbiórkę ogrodzenia gibraltarskiego, co stanowi nowy etap w
relacjach ze Skałą
W najbliższą środę wejdzie w życie tymczasowo traktat, który zakończy 10-letnie
negocjacje z UE po Brexicie.
https://www.elmundo.es/andalucia/2026/07/14/6a55d8e9e4d4d8a3108b456f.html
Po 118 latach granica lądowa Gibraltaru z Europą zniknie na zawsze. To
największa rewolucja dla „Skały” od czasu, gdy Hiszpania oddała ją Wielkiej
Brytanii na mocy traktatu utrechckiego w 1713 roku, dziewięć lat po tym, jak
została podbita przez flotę angielsko-holenderską podczas wojny o sukcesję
hiszpańską. Kolejne porozumienie, między Zjednoczonym Królestwem a Unią
Europejską, łata bałagan po Brexicie. Fabian Picardo, pierwszy minister
Gibraltaru od 14 lat, powtórzył to w wywiadzie dla „The Telegraph”: „Brexit”,
któremu sprzeciwiło się 95,9% mieszkańców w referendum w 2016 roku, „był
najgorszym aktem samookaleczenia, jakiego Wielka Brytania dopuściła się od
czasów II wojny światowej. Mam nadzieję, że Londyn wkrótce powróci do UE”.
Rozwiązanie to przypomina to, które istniało między Irlandią Północną a
Republiką Irlandii. Po wystąpieniu Zjednoczonego Królestwa z UE swobodny
przepływ osób między tymi dwoma blokami również ustał. W związku z tym
Gibraltar, mozaika kultur i ojczyzna lokalnego języka llanito, nie jest już
częścią jednolitego rynku europejskiego. A jego 40 000 mieszkańców – a także 15
000 pracowników transgranicznych – było w ostatnich latach poddawane ciągłym
kontrolom granicznym przy wjeździe do Hiszpanii – i odwrotnie – przez
miasteczko Línea de la Concepción.
Teraz jednak historyczne porozumienie zmienia jedną z najstarszych granic
Europy, choć nie rozwiązuje równie długotrwałego sporu: Hiszpania nadal rości
sobie prawa do Gibraltaru, ale jej mieszkańcy zawsze sprzeciwiali się jego
postępom w referendach, a Londyn odmawia oddania tak strategicznego przyczółka.
Porozumienie, z zastrzeżeniem zatwierdzenia przez Parlament Europejski,
zostanie podpisane dziś w Brukseli przez Zjednoczone Królestwo i UE i wejdzie w
życie tymczasowo natychmiast po północy.
W ramach nowego systemu pasażerowie przybywający na lotnisko Gibraltaru i drogą
morską będą najpierw sprawdzani przez gibraltarski urząd imigracyjny, a
następnie przez policję hiszpańską, w imieniu strefy Schengen. Zniknie jednak
dawna, 180-metrowa granica między Hiszpanią a terytorium brytyjskim,
ustanowiona w 1908 roku, a następnie wzmocniona całkowitą blokadą przez
faszystowskiego generała Franco w 1969 roku. Piesi i pojazdy z kontynentu będą
mogli przekraczać granicę bez problemów.
Krótko mówiąc, Gibraltar nieoficjalnie dołączy do strefy Schengen. Obywatele
brytyjscy spoza UE nadal będą mieli prawo pobytu tylko przez 90 dni ze 180 na
terytorium europejskim i odwrotnie. Ale kto będzie to kontrolował, podobnie jak
ma to miejsce na wyspie Irlandii? Wielu mieszkańców Gibraltaru obawia się
utraty tożsamości i „inwazji” milionów obywateli UE. „Będziemy czuć się trochę
bardziej Europejczykami” – powiedział agent nieruchomości Mike Nicholls
dziennikowi „The Independent” – „ale podejrzani ludzie będą mogli wjechać
łatwiej. Tutaj często nawet nie zamykamy drzwi wejściowych…”
Zamiast obecnych ceł importowych, wahających się od 0 do 12 procent, zostanie
zastosowana stała stawka 15 procent. Alkohol, tytoń i inne produkty staną się
droższe. Istnieje ryzyko, że wielu Gibraltarczyków zdecyduje się na zakupy w
Hiszpanii. Ale o tym pomyślimy później. Dziś wieczorem, przed północą,
spodziewane są tłumy po obu stronach granicy, aby być świadkami historycznego
momentu. I kolejny mur w Europie runie.
13.
https://wyborcza.pl/7,75399,32912222,usa-oglaszaja-krucjate-przeciw-miedzynarodowemu-trybunalowi.html#s=S.TD-K.C-B.7-L.2.duzy
Kampania zapowiedziana przez sekretarza stanu Marco Rubio zwiastuje
rozszerzenie dotychczasowych działań USA przeciwko Trybunałowi w Hadze.
„Wykorzystując wszelkie narzędzia, jakimi dysponuje nasz rząd, i współpracując
z każdym sojusznikiem, z którym możemy połączyć siły, doprowadzimy do demontażu
MTK – jeśli zajdzie taka potrzeba, cegła po cegle" – zadeklarował Rubio w
poniedziałkowym tekście na łamach dziennika „Wall Street Journal".
Oskarżył MTK, że jest „wspierany i kierowany przez potężną sieć lewicowych
organizacji pozarządowych, zadufanych w sobie globalistów oraz wrogich rządów
państw Trzeciego Świata, które łączy niechęć do USA", a „tzw. prawo
międzynarodowe" wykorzystuje do prowadzenia „wojny" przeciwko
Ameryce.
HRW: Trump chce być bezkarny
W poście na X sekretarz stanu USA odmalował wizję stawiania przed obcym sądem
amerykańskich przywódców czy funkcjonariuszy straży granicznej.
- Jeśli pozostaniemy bezczynni, wszyscy oni będą zdani na łaskę zagranicznych
sędziów, oddalonych o tysiące mil – w obliczu ciągłego ryzyka oskarżenia, a
nawet więzienia za tzw. „zbrodnię" polegającą na obronie własnego kraju –
przekonywał Rubio.
Komentując te zarzuty, były dyrektor Human Rights Watch Kenneth Roth podkreśla
w rozmowie z brytyjskim dziennikiem „The Guardian", że MTK nie ma
jurysdykcji do zdarzeń, do których doszło na terytorium USA. Stany Zjednoczone
nie są bowiem stroną Rzymskiego Statutu Międzynarodowego Trybunału Karnego, na
mocy którego powołano trybunał do życia.- [Donald] Trump chce mieć możliwość
popełniania zbrodni wojennych na terytorium państw, które uznały jurysdykcję
tego sądu – o to właśnie chodzi – argumentuje Roth.
USA wywrą presję na sojusznikach
Cytowany przez stację CNN urzędnik Departamentu Stanu ostrzegł, że „państwa,
które odmawiają odrzucenia bezprawnej władzy Międzynarodowego Trybunału
Karnego, a jednocześnie polegają na pomocy USA, prawdopodobnie znajdą się pod
ściślejszą obserwacją".
Urzędnik dodał, że kraje „współpracujące z amerykańskimi organami ścigania,
goszczące amerykańskie siły zbrojne lub objęte szerszym parasolem
bezpieczeństwa USA są wezwane do odrzucenia rzekomych uprawnień
Międzynarodowego Trybunału Karnego do ścigania amerykańskich urzędników i
wojskowych".
Ma to przekonać członków trybunału, do tego, by się z niego wycofać i „odciąć
jakiekolwiek wsparcie finansowe dla sądu".
Jurysdykcję Międzynarodowego Trybunału Karnego, który ściga za zbrodnie
wojenne, zbrodnie przeciwko ludzkości, ludobójstwo i zbrodnię agresji na
terytorium państw członkowskich, uznaje125 państw, w tym wszystkie z Unii
Europejskiej – także Polska. Poza MTK pozostają m.in. Stany Zjednoczone, Rosja,
Chiny i Izrael.
Trump uderzy sankcjami w MTK?
Wrogość USA do MTK napędziły w pierwszej kadencji Trumpa próby badania
ewentualnych zbrodni wojennych w Afganistanie, które mieli popełnić amerykańscy
żołnierze. W odpowiedzi na nie Amerykanie nałożyli sankcje na gambijską
prokuratorkę i jednego z jej współpracowników.
Waszyngton pozytywnie zareagował na śledztwo w sprawie rosyjskich zbrodni w
Ukrainie, która podlega jurysdykcji trybunału. Gniewnie przyjął za to wzięcie
pod lupę działań Izraela. Na celowniku MTK znaleźli się Benjamin Netanjahu i
jego minister obrony, Yoav Gallant, oskarżeni o zbrodnie wojenne i zbrodnie
przeciwko ludzkości w Gazie.
Z tego powodu USA nałożyły sankcje na pracowników, sędziów i głównego
prokuratora MTK, Karima Khana, oraz jego zastępców. Objęły też sankcjami
Francescę Albanese, ekspertkę ONZ badającą, czy Izrael łamie prawa
Palestyńczyków i oskarżającą Izrael o zbrodnie w Strefie Gazy. Wśród ekspertów
krążą spekulacje, że administracja Trumpa może wpisać na czarną listę cały MTK
jako instytucję.
========
Złowrogie naziole.
14.
https://wyborcza.pl/7,75399,32911471,syn-prigozyna-stworzyl-w-afryce-imperium-handlu-opioidami-i.html#s=S.TD-K.C-B.15-L.1.duzy
Wraz z renegatami z Grupy Wagnera Paweł Prigożyn uruchomił w Republice
Środkowoafrykańskiej przemyt tabletek tramadolu na wielką skalę. Narkotykiem
faszeruje robotników w swojej kopalni złota, gwardię prezydencką, a resztę
sprzedaje z dużym zyskiem do innych krajów.
Działający w Afryce rosyjscy najemnicy z Grupy Wagnera po śmierci jej
założyciela Jewgienija Prigożyna, który w 2023 r. zbuntował się przeciwko
generałom Władimira Putina, zostali zdemobilizowani albo włączeni do nowej
formacji o nazwie Korpus Afrykański, oddanej pod kontrolę rosyjskiego
ministerstwa obrony.
Ale nie wszyscy. Grupa od 300 do 500 weteranów Wagnera ufortyfikowała się
wzdłuż rzeki Ubangi w Republice Środkowoafrykańskiej (RŚA). Miejsce to stało
się prywatnym lennem, pozostającym w dużej mierze poza kontrolą rządu w Bangi
oraz władz na Kremlu. Rozkwitł tam autonomiczny ekosystem przestępczy oparty na
przemycie opioidów i wydobyciu złota.
Szczegóły procederu
zostały ujawnione w raportach "Wall Street Journal" oraz Global
Initiative Against Transnational Organized Crime.
"Kokaina dla ubogich" od syna Prigożyna w Republice
Środkowoafrykańskiej
Rosyjscy najemnicy pojawili się w RŚA w 2018 roku, aby chronić rząd prezydenta
Faustina-Archange'a Touadéry przed rebeliantami. W zamian Touadéra dał im wolną
rękę w eksploatacji złota, diamentów i drewna. Wpływy Grupy Wagnera - czy też
tego, co z niej pozostało po pacyfikacji przez Kreml - są obecnie tak głębokie,
że uważa się ich za integralną część aparatu bezpieczeństwa państwa.
Operacją kieruje Paweł Prigożyn, syn Jewgienija, który wykorzystał rozległe
znajomości ojca w lokalnych strukturach siłowych. Udało mu się utrzymać
kontrolę nad infrastrukturą logistyczną, firmami-przykrywkami oraz szlakami
przemytniczymi.
Tramadol, nazywany w regionie „kokainą dla ubogich", w wysokich dawkach
działa jak narkotyk – znosi ból, tłumi głód i pozwala na wielogodzinną pracę
ponad siły w trudnych warunkach. Standardowe tabletki przeciwbólowe zawierają
zazwyczaj 50–100 mg substancji czynnej. Wagnerowcy zamawiają je w stężeniu
200-250 mg, co wywołuje silny stan odurzenia i szybkie uzależnienie.
Pigułki są wytwarzane w Indiach, skąd trafiają do Demokratycznej Republiki
Konga (DRK) i dalej są rozprowadzane po Afryce Środkowej i Zachodniej. Towar
jest zgłaszany jako legalny eksport medyczny – pigułki o ekstremalnym stężeniu
są ukrywane wewnątrz transportów standardowego tramadolu lub innych
podstawowych leków zmierzających do Afryki.
Wagnerowcy, wykorzystując swoje ufortyfikowane bazy wzdłuż granicznej rzeki
Ubangi, organizują nocny przerzut towaru łodziami motorowymi bezpośrednio na
terytorium Republiki Środkowoafrykańskiej. Dysponują też własną flotą
wojskowych samolotów transportowych. Dzięki temu Rosjanie przekształcili RŚA w
węzeł logistyczny, z którego przerzucają broń i narkotyki do innych zapalnych
punktów, m.in. wspierając paramilitarne Siły Szybkiego Reagowania (RSF) w
Sudanie.
Przemyt jest niezwykle dochodowy. Ładunek kupiony w RŚA za ok. 7 tysięcy
dolarów, po przewiezieniu do sąsiedniego Kamerunu osiąga cenę rynkową rzędu 21
tys. dol. Z powodu potężnego popytu wywołanego uzależnieniem lokalnej ludności,
ceny leku na miejscu wzrosły trzykrotnie.
Pozwala to Rosjanom i sprzyjającym im lokalnym elitom finansować wydobycie
złota i operacje zbrojne poza oficjalnym obiegiem.
Górnicy w kopalni zaopatrywani w tramadol, by mogli pracować po kilkanaście
godzin bez przerwy
Wagnerowcy kontrolują kopalnię Ndassima, największą w RŚA, która generuje
nielegalny eksport złota o wartości ok. 180 milionów dolarów rocznie.
Oficjalne dane wskazują, że eksport tego kruszcu z RŚA gwałtownie wzrósł – z
1,7 tony w 2023 roku do aż 7 ton pod koniec 2025 roku. Analitycy cytowani przez
The Africa Report wskazują, że taki wolumen drastycznie przekracza możliwości
tradycyjnego, rzemieślniczego płukania złota i dowodzi wdrożenia przez
wagnerowców masowego wydobycia przemysłowego w swoich koncesjach.
Aby zmaksymalizować zyski z Ndassima, najemnicy używają tramadolu. Górnicy są
zaopatrywani w wysokie dawki leku, aby mogli pracować dłużej, na
kilkunastogodzinnych zmianach.
Opioid dostają też żołnierze przed atakami. Wprowadza to walczących w tzw.
trans farmakologiczny – całkowicie znika lęk przed śmiercią, rośnie poziom
agresji, a rany postrzałowe nie wywołują natychmiastowego szoku bólowego.
Śledztwo "WSJ" ujawnia, że wagnerowcy uzależnili od siebie kluczowe
formacje wojskowe w RŚA, stając się głównym dostawcą narkotyku dla członków
Gwardii Prezydenckiej. Środki z handlu i sam tramadol trafiają też do
młodzieżowej, prorządowej milicji znanej jako „Sharks" (Rekiny), która odpowiada
za nocne patrole w stolicy, zastraszanie społeczeństwa i krwawe tłumienie
demonstracji opozycji.
Powszechna dostępność i wymuszanie zażywania narkotyku przez lokalne grupy
doprowadziły do eskalacji przemocy, pogłębienia kryzysu humanitarnego oraz
wzrostu liczby ofiar śmiertelnych starć w regionach bogatych w surowce - o
prawie 20 procent, według danych szwedzkiego Uniwersytetu w Uppsali.
Wagnerowcy, Emiraty, oligarchowie i Kreml. Kto i w jaki sposób zarabia na
krwawym złocie
Niezależność operacyjna Prigożyna w Afryce nie oznacza, że nie ma on związków z
Moskwą. Obie strony potrzebują siebie nawzajem do realizacji własnych
interesów. Rosja pozwala watażkom pokroju Prigożyna na budowanie prywatnych
majątków i pełną autonomię w terenie pod jednym warunkiem: część wygenerowanych
zysków musi w ten czy inny sposób zasilać strategiczne interesy Rosji.
Złoto wydobywane w kopalni Ndassima (ok. 5 ton rocznie o wartości do 500
milionów dolarów) nie trafia bezpośrednio do Rosji. Przechodzi skomplikowany
proces legalizacji: jest celowo mieszane z kruszcem pochodzącym z nielegalnego,
tradycyjnego płukania przez lokalnych poszukiwaczy. Uniemożliwia to późniejsze
laboratoryjne określenie dokładnego pochodzenia kruszcu z konkretnej kopalni.
Surowiec jest następnie przejmowany przez zarejestrowane w RŚA fasadowe firmy
logistyczne i handlowe kontrolowane przez Pawła Prigożyna. Rząd RŚA daje tym
podmiotom zwolnienia podatkowe i celne.
Głównym rynkiem zbytu jest Dubaj. Jak podają The Blood Gold Report oraz NGO
SWISSAID, to tam ląduje większość niezarejestrowanego złota z Afryki Środkowej.
Lokalne rafinerie w ZEA przetapiają je, łącząc z legalnymi zasobami z całego
świata. W tym momencie „krwawe złoto" staje się legalnym produktem i jest
sprzedawane na międzynarodowych rynkach.
Paweł Prigożyn kontroluje kopalnie i logistykę w RŚA, ale aby zamienić złoto na
gotówkę, musi korzystać z rosyjskich i bliskowschodnich sieci fasadowych oraz
oligarchów powiązanych z Kremlem, którzy mają wypracowane kanały w Dubaju.
Nielegalne zyski (według Transparency International ponad 2,5 miliarda dolarów
przychodu dla sieci powiązanych z Kremlem od początku wojny na Ukrainie) są
wykorzystywane do zakupu nowej broni na czarnym rynku dla Rosjan w Afryce,
finansowania logistyki i utrzymania sieci milicji (np. wsparcia dla sił RSF w
Sudanie), a także do omijania zachodnich sankcji nałożonych na Rosję i
bezpośredniego zasilania budżetu wojennego Moskwy.
15.
Raport medyczny z ósmego biegu byków na San Fermín 2026: byki Jandilla ranią
dziesięciu biegaczy, 2 rogami i 10 potrąconych
Młody mężczyzna z Pampeluny z raną kłutą w udzie i mężczyzna z Guadalajary z
raną kłutą w klatce piersiowej zostali przewiezieni do Hospital Universitario
de Navarra wraz z pozostałymi rannymi, którzy mieli stłuczenia i urazy
https://www.noticiasdenavarra.com/san-fermin/2026/07/14/parte-medico-octavo-encierro-san-fermin-2026-11324205.html
86-letni Brytyjczyk jest jedną z 57 osób rannych podczas wyścigów z bykami w
Pampelunie na północy Hiszpanii.
Mężczyzna z Halesowen w West Midlands został przewieziony do szpitala we wtorek
– ostatniego ranka ośmiodniowego, corocznego wydarzenia – z powodu obrażeń
prawej ręki, lewego łokcia i prawej brwi. Rzecznik festiwalu poinformował, że
mężczyzna, którego nazwiska nie ujawniono, jest badany przez lekarzy, ale nie
uważa się, by odniósł poważne obrażenia.
Coroczny festiwal, który przyciąga uczestników z całego świata, oferuje ludziom
szansę sprawdzenia swoich sił, ścigając się wąskimi uliczkami Pampeluny przed
stadem byków. Każdy bieg, czyli encierro, rozpoczyna się o 8:00 rano, kiedy
uczestnicy ubrani na biało i w czerwonych chustach ścigają sześć byków na
trasie o długości 848,6 metra, prowadzącej z zagrody do miejskiej areny.
Dwóch Hiszpanów zostało rannych rogiem w ostatnim dniu festiwalu, znanego w
Hiszpanii jako Sanfermines, od imienia świętego Fermina, współpatrona regionu
Nawarry, gdzie odbywają się uroczystości. 18-letni mieszkaniec został ranny
rogiem w lewe udo, a 46-letni mężczyzna z Guadalajary w środkowej Hiszpanii
doznał uderzenia rogiem w klatkę piersiową. Żaden z nich nie odniósł poważnych obrażeń.
Chociaż urazy spowodowane deptaniem i rogami są częstsze, w ciągu ostatnich 116
lat podczas biegów doszło do co najmniej 16 zgonów. Ostatnią osobą, która
zginęła na festiwalu, był Daniel Jimeno Romero, 27-letni uczestnik z Alcalá de
Henares pod Madrytem, który w 2009 roku został śmiertelnie ranny w szyję i
płuco.
Festiwal został uwieczniony w powieści Ernesta Hemingwaya z 1926 r. „Słońce też
wschodzi”, opowiadającej historię grupy pijanych amerykańskich i brytyjskich
emigrantów, którzy przybywają do Pampeluny na festiwal i uważają go za
wspaniały, piękny i dobry.
Dzień dobry
OdpowiedzUsuń