DRUGI OBIEG
Czwartek, 27 sierpnia 2026
1.
Policja twierdzi, że ponad 100 ciał odnaleziono po gwałtownej powodzi na granicy Nepalu i Tybetu, a setki osób wciąż uznaje się za zaginione
Najnowsze informacje policji Nepalu mówią o 157 ciałach
znalezionych po tym, jak potężne powodzie w rejonie granicznym w Himalajach
zniszczyły domy, drogi i mosty
https://www.theguardian.com/world/2026/aug/26/major-casualties-feared-after-flash-floods-along-nepal-tibet-border
Co najmniej 31 osób zginęło, a 579 turystów, w tym 466 obcokrajowców, zaginęło
w wyniku niszczycielskich powodzi i osuwisk na granicy Nepalu i Tybetu. Wśród
zaginionych obcokrajowców jest ponad 100 Hindusów (z których większość odbywała
pielgrzymkę na górę Kajlas), a także obywatele Wielkiej Brytanii, Stanów
Zjednoczonych, Malezji, Australii, Holandii i Republiki Południowej Afryki.
Zaginionych jest również ośmiu Koreańczyków z Południa pracujących w elektrowni
wodnej. Narodowości kilku innych zagranicznych turystów nie zostały jeszcze
potwierdzone.
Na nagraniach widać potoki błotnistej wody wdzierające się do górskich dolin.
Domy, drogi i mosty zostały zmiecione z powierzchni ziemi w nepalskich rejonach
Syapru Besi i Timure, w górzystym dystrykcie Rasuwa, gdzie mieszka około 50 000
osób. Według nepalskiego rządu „trzęsienie ziemi, które nawiedziło region
Tybetu w środę rano, wywołało lawinę, która, według wstępnych doniesień,
doprowadziła do gwałtownej powodzi”. Kilka obszarów położonych w dół rzeki
Bhote Koshi, płynącej z Tybetu do Nepalu, jest w stanie najwyższej gotowości.
„Nie znamy jeszcze dokładnej skali zniszczeń, ale powódź jest rozległa i mogła
uszkodzić wiele osiedli” – powiedział rzecznik policji. „Zaapelowaliśmy do
mieszkańców w pobliżu rzeki o przesiedlenie i zmobilizowaliśmy wszystkie nasze
zasoby”.
Po drugiej stronie granicy, w Tybecie, odnotowano „liczne ofiary”, jak donoszą
chińskie media państwowe, po tym, jak osuwisko uderzyło w przejście graniczne w
Gyirong. „Bezwzględnym priorytetem jest mobilizacja wszystkich zasobów w celu
poszukiwania i ratowania zaginionych, ewakuacji i relokacji mieszkańców w
niebezpieczeństwie, szybkiego leczenia rannych i minimalizacji liczby ofiar” –
oświadczył chiński przywódca Xi Jinping. Wicepremier Zhang Guoqing „poprowadził
na miejsce zdarzenia urzędników z odpowiednich departamentów, aby skoordynować
działania ratunkowe i reagowanie na katastrofy” – donosi państwowa agencja
informacyjna Xinhua . To sygnały, że liczba ofiar śmiertelnych może jeszcze
wzrosnąć.
2.
Dyrektor CIA John Ratcliffe niespodziewanie odwiedza Moskwę
Agencja odmawia komentarza na temat pierwszej publicznie znanej podróży
Ratcliffe’a do stolicy Rosji
https://www.wsj.com/world/cia-director-john-ratcliffe-makes-surprise-trip-to-moscow-c1c68fa6?mod=hp_trendingnow_article_pos5
We wtorek (25.08) amerykańska telewizja CBS News podała nieoficjalnie, że
dyrektor Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) John Ratcliffe poleciał do
Moskwy na pokładzie samolotu transportowego C-17 A Globemaster III Sił
Powietrznych USA. Telewizja poinformowała, że dyrektor służby wywiadowczej
odbywa spotkania. Wizyta miała trwać ok. czterech godzin.
Według portalu Axios Ratcliffe wyruszył jeszcze w niedzielę, lądując najpierw w
stolicy Łotwy, Rydze. Przed podróżą szefa CIA Waszyngton miał uprzedzić Kijów,
że wysyła wysokiej rangi delegację do Moskwy i poprosił o wstrzymanie uderzeń
na rosyjską stolicę na czas tej wizyty.
Nieoczekiwana wizyta dyrektora CIA Johna Ratcliffe'a w Moskwie mogła mieć na
celu ostrzeżenie Rosji przed planami prowokacji przeciwko NATO lub mobilizacją.
- Tu mogło chodzić o to, by powiedzieć: "wiemy, o czym myślicie i lepiej
tego nie róbcie" - powiedziała w rozmowie z dziennikiem Beth Sanner, była
wysoka rangą urzędniczka w wywiadzie USA. Dodała jednak, że tematem mogła być
też wojna w Iranie. W poniedziałek administracja USA ostrzegła państwa
wspierające Iran - a takim jest Rosja - o narażeniu na sankcje USA.
Z podobną misją ostrzeżenia Władimira Putina do Moskwy w 2021 r. przyleciał
ostatni szef CIA, który odwiedził Rosję, Bill Burns. Burns relacjonował
później, że przekazał Putinowi, iż USA znają plany rosyjskiej inwazji na
Ukrainę i ostrzegał go przed potencjalnymi konsekwencjami.
Telewizja CBS News również podkreśla, że ostatnie oceny amerykańskiego wywiadu
wskazują, iż kalkulacje Putina mogą ulegać zmianie i może on być bardziej
skłonny do prowokacji przeciwko NATO, w tym działań pod progiem otwartych
działań zbrojnych. Miałoby to na celu przetestowanie reakcji Sojuszu i
administracji Donalda Trumpa.
Szef CIA w Moskwie. Tajna operacja, która może mieć istotne skutki?
Jak donosi portal Meduza, korespondent z Kremla Aleksander Junaszew twierdzi,
że w związku z wizytą Ratcliffe'a Władimir Putin zmienił swój harmonogram pracy
i odwołał ważne wydarzenie zaplanowane na 25 sierpnia.
Meduza rozważa też inne możliwe powody wizyty szefa CIA w Moskwie.
Jednym z nich może być chęć uwolnienia Charlesa Zimmermana, skazanego w Rosji
Amerykanina. Taką hipotezę wysunęła Ksenia Sobczak na swoim kanale Telegram
„Krwawa Dama". Nie podała jednak źródła. W tym miesiącu z rosyjskiego
więzienia został uwolniony już inny obywatel USA, Robert Gilman.
Według innej teorii, jaką przytacza Meduza, Ratcliffe omawiał w Moskwie jakąś
„ważną operację". Te informacje pochodzą z kolei z kanału na Telegramie
Ukraine Context, który jest bliski szefowi kancelarii prezydenta Ukrainy
Kiryłłowi Budanowowi. Autorzy kanału twierdzą, że jest to operacja, której
przygotowania „były przez pewien czas prowadzone w tajemnicy ", a której
„wyniki mogą mieć istotne implikacje dla przyszłych działań".
Kontakty USA-Moskwa
Jest to prawdopodobnie pierwsza wizyta Johna Ratcliffe'a w Rosji na stanowisku
dyrektora CIA. Jak zauważa CBS, CIA wcześniej odgrywała znaczącą rolę w
negocjacjach na temat wymiany więźniów z Rosją, w tym w sprawie uwolnienia
dziennikarza "The Wall Street Journal" Evana Gershkovicha.
Do wizyty Ratcliffe'a dochodzi po tym, jak - według doniesień Radia Wolna
Europa - swoją wizytę w Kijowie przełożyli wysłannicy prezydenta USA Donalda
Trumpa, Steve Witkoff i Jared Kushner. Powodem miało być nasilenie się
rosyjskich bombardowań Ukrainy.
(https://wyborcza.pl/7,75399,32987473,szef-cia-polecial-do-moskwy-wsj-wizyta-mogla-miec-na-celu.html#s=S.TD-K.C-B.7-L.2.duzy
)
3.
https://tvn24.pl/swiat/szef-cia-w-moskwie-kreml-potwierdza-st9206704
W środę do sprawy pobytu szefa CIA w Moskwie odniósł się jednak rzecznik Kremla
Dmitrij Pieskow, który odpowiedział na pytania dziennika "Washington
Post". Wtorkowe spotkanie z dyrektorem CIA "dotyczyło kontaktów
między służbami bezpieczeństwa" - przekazał. Nie ujawnił dalszych
szczegółów.
Wcześniej utrzymywał, że nie posiada informacji na temat amerykańskiego
samolotu wojskowego, który miał wylądować na moskiewskim lotnisku Wnukowo -
przypomina "Washington Post". Dodał wówczas, że strona rosyjska nie
planuje w tym tygodniu spotkań z przedstawicielami administracji USA.
4.
Meta zgadza się na duże zmiany na Facebooku i Instagramie, zawierając ugodę
w amerykańskim procesie dotyczącym uzależnienia nastolatków na kwotę do 17 mld
dolarów
Amerykański gigant technologiczny zgadza się na wprowadzenie dalszych
zabezpieczeń dla nastolatków, takich jak dzienne limity korzystania i blokady
korzystania w nocy
https://www.theguardian.com/technology/2026/aug/26/meta-social-media-addiction-trial-settlement
Meta zawarła ugodę w federalnym procesie sądowym, w którym oskarżono ją o
projektowanie Facebooka i Instagrama w celu wywoływania uzależnienia u dzieci i
nastolatków , wprowadzanie użytkowników w błąd co do bezpieczeństwa platform i
niewłaściwe gromadzenie danych osobowych nieletnich.
Ugoda obejmuje zarówno toczącą się sprawę federalną w Oakland, w której
uwzględniono roszczenia 29 stanów, jak i szerszy zakres sporów i wniosków władz
USA. Meta twierdzi, że osiągnęła porozumienie z 52 prokuratorami generalnymi
„stanów, terytoriów USA i Dystryktu Kolumbii”.
Meta nie przyznała się do żadnej odpowiedzialności. Zapłaci 18 miliardów
dolarów.
Rynki zareagowały pozytywnie: na otwarciu sesji na Wall Street akcje spółki
kierowanej przez Marka Zuckerberga wzrosły o 3,5%.
Ugodę zawarto po dwóch niedawnych porażkach Meta w sądzie, w tym po łącznym
wyroku wynoszącym prawie 1 miliard dolarów w Nowym Meksyku, a także wprowadzono
konkretne zmiany na Facebooku i Instagramie.
Meta zapowiada wprowadzenie „surowych dziennych limitów czasowych, z których
nastolatkowie nie będą mogli zrezygnować, domyślnych blokad aplikacji w nocy,
wyciszonych powiadomień w godzinach szkolnych oraz nowych mechanizmów kontroli
rodzicielskiej”. W tym samym oświadczeniu firma z Kalifornii sugeruje, że te
wysiłki pójdą na marne, jeśli pozostaną odizolowane: „Te zabezpieczenia będą
naprawdę skuteczne tylko wtedy, gdy nasi konkurenci – TikTok i YouTube – będą
współpracować i stosować te same środki”.
Szczegóły finansowe
Płatność będzie rozłożona na raty roczne w okresie dziesięciu lat .
Według Mety, państwa uczestniczące w porozumieniu otrzymają około 70%
planowanej kwoty, czyli około 12,7 miliarda dolarów, w ciągu dekady. Pozostałe
30%, czyli około 5,3 miliarda dolarów, zostanie wypłacone tylko po spełnieniu
dwóch określonych warunków.
Pierwszy dotyczy konkurujących platform: „YouTube i TikTok muszą wprowadzić
jednogodzinny dzienny limit, tryb nocny i środki weryfikacji wieku
użytkowników”. Drugi ma charakter finansowy: „YouTube i TikTok muszą zapłacić
po równowartości tych 30%”. Połowa pozostałych środków jest zatem powiązana z
płatnością YouTube, a druga połowa z płatnością TikToka.
Proces w Oakland zakończył się po zeznaniach, które były szczególnie drażliwe
dla firmy z Menlo Park: Adam Mosseri, szef Instagrama, przyznał przed ławą
przysięgłych, jak mało uwagi poświęcano niektórym zabezpieczeniom wdrożonym
przez firmę w celu ograniczenia czasu spędzanego przez dzieci w aplikacji.
Mosseri, który od 2018 roku kieruje Instagramem, przyznał, że z narzędzi
wprowadzonych na Instagramie w celu ograniczenia nadmiernego korzystania z
platformy korzysta jedynie niewielka część nastolatków.
Mosseri powiedział również, że w obliczu złożonych problemów, takich jak
związek między mediami społecznościowymi a zdrowiem psychicznym, „nie ma
cudownych rozwiązań”.
Przed sądem odrzucił również hipotezę, że Meta celowo stawiała zaangażowanie
ponad bezpieczeństwo. Prokuratorzy chcieli natomiast wykazać, że firma znała
ograniczenia niektórych środków i unikała bardziej zdecydowanych interwencji,
gdy ryzykowała ograniczenie czasu spędzanego na Instagramie.
Zeznania Mosseri'ego koncentrowały się przede wszystkim na działaniach
Instagrama mających na celu ograniczenie nadużywania tej platformy przez
nastolatków.
Jednym z najgłośniejszych narzędzi było „Take a Break”, wprowadzone w 2021
roku. Funkcja ta zachęcała użytkowników do zaprzestania przewijania i
konsumowania treści po spędzeniu dłuższego czasu w aplikacji.
Mosseri przyznał, że zanim w 2024 roku niektóre ograniczenia stały się
automatyczne dla kont nastolatków, bardzo niewielu nieletnich faktycznie
korzystało z tego narzędzia. Agencja Reuters donosi, że szef Instagrama
przyznał, że funkcja ta cieszyła się niewielkim zainteresowaniem w okresie, gdy
użytkownicy musieli ją dobrowolnie włączać.
„Większość nastolatków tego nie chciała” – powiedział Mosseri. „Postanowiliśmy
mimo wszystko kontynuować” – dodał.
Agencja Reuters zauważa, że to przyznanie się szefa Instagrama jest dalekie od
tego, co publicznie stwierdził: w poście na blogu Meta w grudniu 2021 r.,
opublikowanym z okazji uruchomienia funkcji „Take a Break”, Mosseri oszacował,
że podczas wstępnych testów ponad 90% nastoletnich użytkowników, którzy
aktywowali tę funkcję, zdecydowało się ją następnie pozostawić aktywną.
Dla oskarżenia oznacza to, że Meta zdawał sobie sprawę z ograniczeń niektórych
środków ochrony, które publicznie przedstawiał jako narzędzia służące dobru
nastolatków.
Mosseri odrzucił interpretację, jakoby Instagram celowo opóźniał wprowadzanie
skuteczniejszych środków. Argumentował, że niewielu nastolatków jest
zainteresowanych dobrowolnym aktywowaniem funkcji „Take a Break” i
zakwestionował próbę prokuratorów, aby ocenić całą politykę bezpieczeństwa
firmy, patrząc na pojedynczą funkcję.
Od 2024 roku Meta zmieniła swoje podejście do kont nastolatków, automatycznie
stosując różne ograniczenia. Proces ten obejmuje jednak również lata poprzednie
i to, co firma wiedziała, gdy te zabezpieczenia były opcjonalne.
Istotną kwestią jest różnica między ochroną aktywowaną automatycznie a taką,
którą musi wybrać użytkownik.
Instagram wiedział, że wymaganie od nastolatków osobistego aktywowania narzędzi
takich jak „Take a Break” poważnie ograniczy jego zasięg. Francesco Fogu,
dyrektor ds. projektowania produktów w Instagramie, zeznał, że firma zdawała
sobie sprawę z wpływu, jaki to będzie miało.
W projektowaniu cyfrowym ustawienia domyślne mają ogromne znaczenie. Wielu
użytkowników zachowuje dotychczasowe konfiguracje produktu. Automatyczna
ochrona dociera zatem do znacznie większej liczby osób niż funkcja ukryta za
dobrowolnym wyborem.
I właśnie w kwestii możliwej modyfikacji tego typu zeznania byłego pracownika George’a
Volichenki stały się dla Meta szczególnie drażliwe.
Volichenko pracował dla Meta przez dwa okresy, od 2016 do 2018 roku, a
następnie od 2022 do 2023 roku, zajmując się również nauką danych w grupie
zajmującej się dobrostanem psychicznym użytkowników Instagrama.
Powiedział ławie przysięgłych, że jego zespół zaproponuje, aby funkcja „Take a
Break” była automatyczna, przynajmniej dla młodszych nastolatków. Użytkownicy
mogliby ją później wyłączyć, ale funkcja ta pozostałaby ustawieniem domyślnym.
Według Volichenki propozycja została odrzucona, ponieważ mogłaby mieć
niezamierzony wpływ na kluczowe wskaźniki, którymi firma posługuje się do
pomiaru sukcesu Instagrama.
Te wskaźniki obejmują takie czynniki, jak czas spędzony na platformie i
częstotliwość powrotów użytkowników. Liczby te są kluczowe dla modelu
ekonomicznego sieci społecznościowych, ponieważ zwiększone użytkowanie pozwala
na wyświetlanie większej ilości treści i reklam.
Zeznania Volichenki pozwalają więc prokuratorom powiązać konkretną decyzję
dotyczącą bezpieczeństwa nastolatków z konsekwencjami, jakie mogła ona mieć dla
zaręczyn.
Volichenko przedstawił także szerszą rekonstrukcję wewnętrznego funkcjonowania
Meta.
Dodał, że gdy dołączył do grupy na Instagramie poświęconej „dobrostanu
psychicznemu użytkowników”, powiedziano mu, że jednym z zadań zespołu jest
ochrona firmy przed potencjalnymi pozwami.
Według byłego pracownika pole manewru grupy było ograniczone, a niektóre
propozycje mogące mieć większy wpływ na wykorzystanie platformy spotykały się
ze sprzeciwem ze strony kierownictwa.
Volichenko następnie opuścił Meta. Wyjaśnił ławie przysięgłych, że nie wierzy
już, że firma jako całość jest zgodna z jego wartościami.
Mosseri zeznawał przez kilka dni, podczas których prokuratorzy przedstawiali
dokumenty i wewnętrzne zeznania, aby udowodnić, że w Meta rozwój i
zaangażowanie często biorą górę nad bezpieczeństwem.
Francesco Fogu został zapytany m.in. o prezentację przeznaczoną na rok 2023 dla
samego Mosseriego i zarządu Instagrama.
W jednej z wersji usunięto ustalenie, że nastolatkowie napotykają treści
związane z zastraszaniem, samobójstwami, mową nienawiści, nagością i przemocą
około półtora raza częściej niż dorośli.
Fogu później wyjaśnił, że te same dane pojawiły się na innym slajdzie.
Arturo Béjar, były dyrektor ds. inżynierii w firmie Meta, również stanął na
mównicy świadków.
Béjar powiedział, że prezes Mark Zuckerberg i kierownictwo firmy przedkładali
rozwój i użytkowanie platformy nad pewne środki bezpieczeństwa dzieci. Meta
również odrzuca tę interpretację.
Oczekiwano, że sprawa Oakland potrwa około sześciu tygodni.
Według agencji Reuters, żądania poszczególnych stanów mogły skutkować karami
wynoszącymi łącznie blisko 200 miliardów dolarów.
Osiągnięte porozumienie z prokuratorami generalnymi pozwoliło spółce Meta
ograniczyć niepewność związaną z wyrokiem i zapobiec temu, aby sąd w pełni
rozstrzygnął niektóre z najpoważniejszych zarzutów.
5.
Bill Gates proponuje poważne ograniczenia w rozwoju sztucznej inteligencji
https://edition.cnn.com/2026/08/26/business/bill-gates-wants-limits-on-ai
Współzałożyciel firmy Microsoft, Bill Gates, argumentował w środę, że sztuczna
inteligencja musi mieć znaczące ograniczenia, w przeciwnym razie szkody dla
ludzi przeważą nad potencjalnymi korzyściami.
„Sztuczna inteligencja będzie albo największym wyrównywaczem szans, jaki
kiedykolwiek wynaleziono, albo najgorszym źródłem niesprawiedliwości” –
powiedział w eseju liczącym 6000 słów, zatytułowanym „Nadeszła burzliwa era
sztucznej inteligencji. Decyzje, których teraz dokonujemy, mają kluczowe
znaczenie”.
Gates nie jest pierwszym liderem technologicznym, który wyraża obawy dotyczące
szybkiego postępu w dziedzinie sztucznej inteligencji. Jednak jego esej
potęguje narastające obawy dotyczące działania niektórych modeli sztucznej
inteligencji i potencjalnej utraty miejsc pracy, nawet gdy firmy zajmujące się
sztuczną inteligencją i Wall Street pędzą pełną parą w rozwoju tej technologii.
Gates stał się jednym z najbogatszych ludzi na świecie, odgrywając kluczową
rolę w rewolucji komputerów osobistych w ubiegłym wieku. Napisał jednak, że
wierzy, iż kolejna rewolucja technologiczna – sztuczna inteligencja –
przyniesie znacznie większe zmiany w społeczeństwie.
„Nawet w najlepszych okolicznościach, przejście do nowej ery sztucznej
inteligencji będzie jednym z najbardziej burzliwych okresów w historii
ludzkości” – powiedział, dodając: „Nie widzę dowodów na to, że liderzy,
eksperci i społeczności odpowiednio stawiają czoła tym wyzwaniom. Nie ma planu,
który ułatwiłby wejście w erę sztucznej inteligencji”.
Jego zdaniem sztuczna inteligencja może przynieść ogromne korzyści w takich
dziedzinach jak rolnictwo czy medycyna, na przykład dokonać przełomu w
zapobieganiu chorobom i ich leczeniu.
Zauważył jednak również, że taka transformacja niesie ze sobą duże ryzyko,
takie jak powszechne bezrobocie, negatywne skutki dla rozwoju edukacyjnego i
społecznego dzieci lub ułatwienie przestępcom i złoczyńcom – lub samej
sztucznej inteligencji – wyrządzania celowych szkód.
„W miarę jak modele będą stawać się coraz potężniejsze, mogą zacząć działać
wbrew naszym interesom i możemy stracić kontrolę” – ostrzegł.
Gates powiedział, że te poważne zagrożenia muszą zostać szybko opanowane.
„Gdyby ktoś miał wiarygodny plan spowolnienia globalnego postępu w dziedzinie
sztucznej inteligencji, prawdopodobnie bym go poparł” – napisał. „Nie sądzę
jednak, żeby to się udało. Bodźce geopolityczne i ekonomiczne zbyt mocno
naciskają, by ruszyć pełną parą”.
W wywiadzie dla Andersona Coopera z CNN, który zostanie wyemitowany w środę
wieczorem, Gates powiedział, że modele sztucznej inteligencji stały się
znacznie potężniejsze, szybciej, niż się spodziewał.
„Teraz mogą one stwarzać ryzyko cyberataków, bioterroryzmu i zagrożeń
psychospołecznych” – powiedział. „Muszę powiedzieć, że jestem nieco zszokowany,
że brakuje nam dokładnych kryteriów, według których analizujemy te modele, i
działań, które podejmujemy, aby zminimalizować szkody”.
W swoim eseju Gates zaproponował opodatkowanie sztucznej inteligencji lub
robotów w taki sam sposób, w jaki płaci się podatek od wynagrodzeń pracowników,
aby spowolnić proces odchodzenia od pracy ludzkiej. Chce również wydzielić
część pracy, którą będą wykonywać wyłącznie ludzie.
„Moje przesłanie do liderów brzmi: macie szansę działać teraz, zanim bezrobocie
gwałtownie wzrośnie, społeczności ucierpią, a zaufanie publiczne ulegnie
erozji” – powiedział. „Możecie zadbać o to, aby sztuczna inteligencja
przyniosła korzyści wszystkim. I możecie współpracować z innymi rządami, aby
sprostać temu wyzwaniu na szczeblu krajowym i globalnym”.
6.
https://wyborcza.pl/7,75400,32984952,masowa-imigracja-napedza-poparcie-dla-afd-analiza-ponad-30.html
Alternatywa dla Niemiec (AfD) przekształciła się z konserwatywnego
eurosceptycznego ruchu w populistyczną skrajnie prawicową partię, która
zapewniła sobie reprezentację w 14 z 16 niemieckich parlamentów regionalnych.
Obecnie stanowi drugą siłą w Bundestagu, a niektóre sondaże wskazują, że jest
najsilniejszą partią w Niemczech, mogącą uzyskać nawet 26 proc. głosów.
Typowego zwolennika AfD często przedstawia się jako pracownika fizycznego o
niższym wykształceniu, który został pominięty przez przemiany
społeczno-gospodarcze ostatnich dekad.
Wedle tej hipotezy, fundamentem poparcia dla radykalnych ugrupowań w rodzaju
AfD ma być zła sytuacja ekonomiczna - niski poziom dochodów, słabe
wykształcenie czy lęk przed globalizacją.
Jednak jak wskazują Martin Schröder z niemieckiego Uniwersytetu Kraju Saary i
jego współpracownicy, ewolucja AfD pokazuje, że mamy do czynienia ze zjawiskiem
znacznie bardziej złożonym.
W ich ujęciu historia partii to proces dynamicznej radykalizacji, który można
podzielić na trzy kluczowe etapy:
Początki (Euroseptycyzm). Ruch narodził się jako konserwatywna
inicjatywa profesorów ekonomii, skupiona na krytyce wspólnej waluty.
Transformacja (Populistyczna prawica). Po 2015 roku ciężar narracji
przesunął się w stronę kwestii tożsamościowych i krytyki polityki migracyjnej.
Obecny status („Partia ludowa"). Dziś AfD to tzw. Volkspartei,
która zajmuje drugie miejsce w sondażach ogólnokrajowych, przyciągając szerokie
spektrum elektoratu, nie tylko osoby z marginesu ekonomicznego.
Choć portret biednego i pokrzywdzonego robotnika mszczącego się przy urnie za
niską pensję jest medialnie chwytliwy, dane z dekady ich badań opublikowane na
łamach "PLoS One", rzucają na zjawisko zupełnie nowe światło.
Mit przegranych robotników
Aby zweryfikować tezę o ekonomicznych korzeniach populizmu, Schröder i jego
zespół przeanalizowali dane z Niemieckiego Panelu Społeczno-Ekonomicznego
(SOEP).
Badanie objęło okres od 2014 do 2024 roku i opiera się na ponad 110 tys.
indywidualnych wywiadach z prawie 32 tys. osób.
Badacze wykorzystali pytanie regularnie zadawane w ramach SOEP: „W jakim
stopniu ludzie są zaniepokojeni imigracją do Niemiec?". Respondenci mogli
wskazać, czy nie odczuwają żadnego zaniepokojenia, są nieco zaniepokojeni, czy
też bardzo zaniepokojeni.
Jak wyjaśnia pierwszy autor publikacji, Martin Schröder: - Ocena ta okazała się
najsilniejszym pojedynczym wskaźnikiem poparcia dla AfD w całym badanym
okresie. Nie chodzi tu o rzeczywistą liczbę imigrantów w najbliższym otoczeniu
danej osoby, ale o jej osobiste postrzeganie i ocenę kwestii imigracji.
Szczegółowe analizy statystyczne wykazały, że lęk przed imigracją odpowiada za
75 proc. poparcia dla partii.
Sympatyzowanie i poparcie dla jakiejś partii to jednak jedno, ale pójście do
lokalu wyborczego i oddanie na nią głosu to ostateczna, realna decyzja. W
przypadku rzeczywistych zachowań przy urnie ich model wyjaśniał aż... 90 proc.
decyzji.
Dalsze analizy wykazały, że im bardziej rosły obawy danej osoby związane z
imigracją, tym większe było prawdopodobieństwo, że zagłosuje na AfD. Wyraźny
wzrost lęku przed imigracją wiązał się ze wzrostem poparcia dla tej partii aż o
20 punktów procentowych.
Do tego czynniki ekonomiczne okazały się niemal nieistotne.
W tym świetle mit o „partii robotniczej" jest trudny do utrzymania -
informacja o tym, że dany wyborca jest robotnikiem, zwiększała moc wyjaśniającą
modelu o zaledwie 3 proc.
Paradoksalnie, to właśnie osoby lepiej wykształcone i zamożne reagowały na lęk
przed imigracją silniejszym zwrotem ku radykalizmowi niż ubogie.
Uprzywilejowany „wygrany modernizacji", jeśli tylko czuje zagrożenie dla
własnej kultury, jest ponad dwukrotnie bardziej skłonny poprzeć AfD niż realnie
poszkodowany ekonomicznie „przegrany".
Co szczególnie ważne eksperci obserwowali te same osoby przez kilka lat.
Umożliwiło to zbadanie, jakie zmiany w życiu danej osoby sprawiają, że zaczyna
ona silniej niż wcześniej popierać AfD. Wyłonił się wyraźny wzorzec.
Martin Schröder: - Gdy z upływem czasu ludzie zaczynali bardziej niepokoić się
imigracją, prawdopodobieństwo poparcia przez nich AfD znacznie wzrastało.
Natomiast zmiany sytuacji finansowej czy obawy przed spadkiem statusu
społecznego nie miały praktycznie żadnego wpływu.
Aby to wyjaśnić, autorzy sięgnęli po wpływową Teorię Fundamentów Moralnych
Jonathana Haidta.
Lojalność i autorytet to podstawa
Ludzie tworzą grupy polityczne, których członków łączy wspólna narracja
moralna. Przyjęcie określonej narracji sprawia, że stajemy się ślepi na inne
światy moralne - pisał w bestsellerowej książce „Prawy umysł" psycholog
Jonathan Haidt.
Podejmowane przez filozofów od wieków próby zdefiniowania moralności wpływowy
badacz sprowadza do pięciu podstawowych, uwarunkowanych ewolucyjnie
fundamentów, z których każdy wyewoluował w odpowiedzi na inne wyzwania
adaptacyjne:
Krzywda-troska – zapewnienie opieki dzieciom, które wiąże się z odczuwaniem
współczucia (z tego powodu rozczula nas widok oczu kota ze „Shreka").
Sprawiedliwość-oszustwo – czerpanie korzyści ze współpracy, związane z
poczuciem winy i gniewem, gdy zostaniemy niesprawiedliwie potraktowani.
Lojalność-zdrada – tworzenie koalicji, które przekłada się na patriotyzm czy
lojalność wobec członków własnej grupy. Dzięki temu jednoczą nas mecze drużyn
sportowych oraz wybory.
Autorytet-bunt – tworzenie korzystnych dla nas samych relacji w obrębie
hierarchii grupowej, które wiąże się z posłuszeństwem.
Świętość-upodlenie – wywodzące się z unikania skażenia i związane z uniwersalną
reakcją wstrętu. Przekłada się na pobożność i tematy tabu.
We wpływowej pracy o wymownym tytule „Liberałowie i konserwatyści opierają się
na różnych fundamentach moralnych" (ang. Liberals and Conservatives Rely
on Different Sets of Moral Foundations)
Jesse Graham, Jonathan Haidt, i Brian Nosek udokumentowali, jak powyższe
fundamenty moralne różnią się między konserwatystami a liberałami.
Podczas gdy lewica skupia się na trosce i sprawiedliwości, wyborcy prawicy
kładą większy nacisk na fundamenty, które chronią spójność grupy własnej przed
tym, co postrzegają jako zagrożenie ze strony „obcych" - lojalność,
autorytet oraz świętość.
Najnowsza publikacja to również ważna lekcja dla polityków.
Próby osłabienia poparcia dla populistów poprzez rozbudowę państwa opiekuńczego
czy obietnice socjalne mogą być trudne.
Zdaniem autorów publikacji poparcie dla AfD nie wynika z biedy. Poza tym, sama
AfD jest w swoim programie partią ekonomicznie liberalną - nawet nie próbuje
rozwiązywać problemów pokrzywdzonych. Jej sukces opiera się na konflikcie
kulturowym.
Lęku przed imigracją, który jest przyczyną poparcia, nie da się zredukować do
czynników ekonomicznych. Dla wyborcy kierującego się powyższymi fundamentami
moralnymi, zasiłek od rządu nie będzie adekwatną odpowiedzią na to, co
postrzega jako demontaż jego świata.
Poza tym obawy przed imigracją, po chwilowym spadku w okresie pandemii,
osiągnęły najwyższy w historii poziom w latach 2023 i 2024.
Jak podsumowuje na stronie Uniwersytet Kraju Saary Martin Schröder: - Wielu
polityków twierdzi, że poprawa warunków społecznych i gospodarczych mogłaby
pozbawić partie prawicowo-populistyczne ich podłoża. Nasze analizy wskazują, że
znacznie większe znaczenie mają postawy kulturowe i związane z migracją.
Nadzieję niesie jednak inna analiza, która wykazała, że wyższe wydatki na
wsparcie rynku pracy wiążą się z niższym poparciem dla populistów. Badacze
podważyli również popularną tezę, jakoby państwo opiekuńcze napędzało populizm
poprzez lęk przed wykorzystywaniem systemu przez imigrantów (o czym więcej w
tekście zalinkowanym powyżej).
7.
https://wyborcza.pl/7,75398,32987559,wazny-posel-pis-i-byly-funkcjonariusz-cba-spotkali-sie-na-ibizie.html#s=S.TD-K.C-B.4-L.1.duzy
Do spotkania posła PiS Michała Moskala i byłego funkcjonariusza CBA Artura
Chodzińskiego (który miał współpracować z Przemysławem Kralem) z szefem
Zondacrypto, o której dowiedziały się Wp.pl i TVN24, doszło na hiszpańskiej Ibizie 7 sierpnia
ubiegłego roku. Parlamentarzysta zapewnił w e-mailu przesłanym Wp.pl, że podróż
i pobyt opłacił z prywatnych pieniędzy.
Według Michała Moskala, spotkanie dotyczyło ewentualnej współpracy z Fundacją
Obserwatorium Rozwoju Gospodarki i Demokracji (Moskal jest szefem jej rady
programowej) "w obszarze nowych technologii i fintechu, w związku z
planowaną konferencją". Poseł PiS zaznacza, że ostatecznie nie doszło do
nawiązania współpracy i dalszych rozmów "ze względu na pojawiające się
kontrowersje wokół Zondacrypto".
Spotkanie na Ibizie. Rozmowa posła PiS z szefem Zondacrypto
"Współpracownicy Krala motywy spotkania zapamiętali inaczej: ich szefowi
zależało na rozmowie z politykiem zajmującym się kryptowalutami. Konferencje
kompletnie go nie interesowały" - informuje Wp.pl. Również Artur Chodziński, jak podaje Wp.pl,
relacjonował, że "Kral poprosił go o kontakt do młodego polityka, który
zna się na nowych technologiach".
Jak zaznacza portal, trzy tygodnie po spotkaniu z Przemysławem Kralem Michał
Moskal skierował pismo do Komisji Nadzoru Finansowego w obronie "blisko
dwóch tysięcy polskich przedsiębiorców" działających w branży kryptowalut.
Z kolei po kolejnych kilku tygodniach Prawo i Sprawiedliwość złożyło
kilkanaście poprawek do ustawy o kryptowalutach, łagodzących jej zapisy. Moskal
zaznacza, że nie był ich autorem. Sam jednak informował we wrześniu na portalu
X: "z [Januszem Kowalskim] zgłaszamy poprawki, które mają ucywilizować ten
projekt".
"Pan Michał Moskal nie informował kierownictwa PiS o swoim wyjeździe na
Ibizę, nie reprezentował tam też naszej partii i nie znamy powodów wyjazdu p.
Michała Moskala. Nasza formacja nigdy nie prowadziła żadnych konsultacji z p.
P. Kralem, co więcej rekomendowaliśmy całkowity zakaz kryptowalut" -
przekazał portalowi Wp.pl rzecznik PiS Rafał Bochenek.
Michał Moskal: Nie przyjęliśmy od nich ani złotówki
Już po publikacji tekstu, w środę rano Michał Moskal wydał oświadczenie na
portalu X.
"Z Kralem rozmawiałem raz - tak samo jak z dziesiątkami innych
przedsiębiorców. Ani ja, ani żaden z moich współpracowników, ani żadna z
organizacji społecznych, w których działam, nigdy nie podjęli z nim ani z
podmiotami z nim związanymi żadnej współpracy. Nie przyjęliśmy od nich ani
złotówki. Każdy kto będzie próbował insynuować cokolwiek innego spotka się z
twardą odpowiedzią na drodze sądowej" - zaznaczył poseł PiS.
"Wewnętrzne procedury w fundacji, w której, działam wykazały poważne
wątpliwości wobec Zondy i dlatego rozmowy zerwaliśmy. Zrobiliśmy to wtedy, gdy
państwo pod rządami Tuska spało, a tysiące Polaków ponosiły straty" -
dodał. …
8.
https://tvn24.pl/polska/spotkanie-przemyslawa-krala-i-michala-moskala-na-ibizie-komentarz-szefa-superwizjera-jaroslawa-jabrzyka-st9206486
Poseł PiS i wieloletni współpracownik Jarosława Kaczyńskiego, Michał Moskal,
oraz Artur Chodziński, były funkcjonariusz CBA, spotkali się 7 sierpnia 2025
roku na hiszpańskiej Ibizie z prezesem Zondacrypto Przemysławem Kralem -
ustalili reporter "Superwizjera" Michał Fuja i Szymon Jadczak z
Wirtualnej Polski. Kierownictwo PiS twierdzi, że o spotkaniu nic nie wiedziało.
Półtora miesiąca po spotkaniu na Ibizie PiS złożyło 13 poprawek łagodzących
ustawę o kryptoaktywach. - Michał Moskal jedzie na Ibizę, by spotykać się z
Przemysławem Kralem. A potem wraca do kraju i kilka tygodni później składa z
Januszem Kowalskim poprawki, które mają wybić zęby w ustawie o regulacji rynku
kryptowalutowego. Ja nie wierzę w takie zbiegi okoliczności - powiedział w
TVN24 szef "Superwizjera" Jarosław Jabrzyk.
Oświadczenie Moskala. Krótki komentarz Jabrzyka
W reakcji na doniesienia "Superwizjera" i WP, Michał Moskal
opublikował w mediach społecznościowych oświadczenie. "Z Kralem
rozmawiałem raz - tak samo jak z dziesiątkami innych przedsiębiorców. Ani ja,
ani żaden z moich współpracowników, ani żadna z organizacji społecznych, w
których działam, nigdy nie podjęli z nim ani z podmiotami z nim związanymi
żadnej współpracy" - napisał. Jak twierdzi, spotkał się z Kralem w celu
przeprowadzenia "wstępnej rozmowy na temat wsparcia konferencji ORGiD
[Obserwatorium Rozwoju Gospodarki i Demokracji - red.] dotyczącej nowych
technologii".
Jabrzyk do oświadczenia Moskala odniósł się krytycznie. - Umówmy się, że nie
jest to zbyt poważne tłumaczenie - ocenił. Jak mówił, "możemy je dołożyć
do szeregu tłumaczeń na przykład pana Piesiewicza, że woził po 10 tysięcy euro
osobno w gotówce".
Przypomniał też, dlaczego do spotkania doszło na Ibizie. - Ten tekst Szymona
Jadczaka i Michała Fui dotyczy przede wszystkim nieformalnych kontaktów
polityków z prezesem firmy, który bał się przyjechać do Polski z uwagi na
grożące mu postępowania prokuratorskie - podkreślił.
Milionowa łapówka, decyzja prokuratury
Jabrzyk przypomniał o jeszcze innym wątku związanym z Kralem i PiS. Jak mówił,
dotyczyło to czasów, gdy Zondacrypto znana była jeszcze pod nazwą BitBay, a jej
szefem był Sylwester Suszek. Pełnomocnikiem Suszka był zaś Przemysław Kral,
który później przejął firmę.
Jabrzyk przypomniał, że kiedy dziennikarz "Superwizjera" Michał Fuja
zaczął wtedy po raz pierwszy zajmować się sprawą BitBay, dostał propozycję
zapłaty miliona złotych w zamian za porzucenie śledztwa.
- Poinformowaliśmy instytucje, prokuraturę, policję. Miało dojść do
kontrolowanego wręczenia - opisywał Jabrzyk. - Jednak w dniu, kiedy ta
milionowa łapówka miała zostać przekazana, nagle policjanci się wycofali.
Decyzja przyszła z centrali, z Prokuratury Krajowej - mówił.
- Wtedy ministrem sprawiedliwości był Zbigniew Ziobro, a prokuratorem krajowym
Bogdan Święczkowski - przypomniał Jabrzyk. Jak dodał, "pytanie, co było
podstawą tej decyzji jest jednym z pytań w tej sprawie, które wciąż nie dają mi
spokoju".
9.
https://wiadomosci.onet.pl/kraj/tomasz-sakiewicz-chcial-sprzedac-czesc-tv-republika-szefowi-zondacrypto-ujawniamy/n7wm8mt#pco
https://wyborcza.pl/7,75398,32987698,afera-zondacrypto-sakiewicz-rozmawial-z-kralem-na-temat-sprzedazy.html#s=S.TD-K.C-B.1-L.2.duzy
o informacji dotarł Onet, który przekazał też, że Tomasz Sakiewicz podpisał w
tej sprawie list intencyjny. Ostatecznie umowa nie została zawarta. Tusk:
Serial "Zonda" dopiero się rozkręca.
Prezes Telewizji Republika Tomasz Sakiewicz omawiał z szefem Zondacrypto
Przemysławem Kralem szczegóły transakcji podczas pobytu w Monako - wynika z
informacji Onetu. Do spotkania doszło w listopadzie zeszłego roku.
Onet dotarł do listu intencyjnego, który podpisał Sakiewicz. Wspomniano w nim o
"transakcji polegającej na nabyciu lub objęciu przez Inwestora lub podmiot
przez niego wskazany akcji Spółki (przy czym Spółka zastrzega sobie prawo
zbadania sytuacji korporacyjnej, w tym właścicielskiej oraz wyników finansowych
takiego podmiotu), które zapewnią Inwestorowi udział w kapitale zakładowym
Spółki na poziomie od 5 proc. do 20 proc.".
Onet ustalił, że podpisany przez Sakiewicza list wysłano do prawnika Krala, ale
ostatecznie umowa nie została zawarta. W grudniu ubiegłego roku pojawiły się
pierwsze informacje o problemach Zondacrypto z wypłatami środków dla
inwestorów.
Tomasz Sakiewicz o rozmowach z szefem Zondacrypto
Tomasz Sakiewicz przyznał w rozmowie z Onetem, że negocjował z Kralem zakup
akcji Telewizji Republika. - Rzeczywiście mieli plan zainwestowania, ale to ja
osobiście powstrzymałem jego realizację, bo zaczęliśmy mieć obawy, czy będzie
to dla nas bezpieczne. Prawnicy wymienili się wstępnymi informacjami, ale
stwierdziliśmy, że nie jesteśmy zainteresowani i tyle - powiedział.
Sakiewicz zaprzeczył zarazem, aby jego wizyta w Monako, do której doszło dwa
dni przed przekazaniem prawnikowi Krala listu intencyjnego, dotyczyła
planowanej transakcji. - Te rozmowy zaczęły się wcześniej i skończyły się
niczym. Okazało się, że mają problemy finansowe i nie było o czym rozmawiać -
wyjaśnił prezes Telewizji Republika.
Onet podkreślił jednak, że pierwsze doniesienia na temat kontrowersji wokół
Zondacrypto nie zakończyły współpracy Republiki ze spółką zarządzającą tą
giełdą kryptowalut. Stacja Sakiewicza wyświetlała reklamy Zondacrypto do końca
marca tego roku.
Tusk reaguje na doniesienia
"Teraz już wiemy, dlaczego z uporem maniaka Karol Nawrocki i PiS blokowali
ustawę o kryptowalutach. Kasa na zegarki za 40 tysięcy euro, na media, wyborcze
imprezy, fundacje prawicowych polityków. A przecież serial „Zonda" dopiero
się rozkręca" - napisał Donald Tusk w środę 26 sierpnia na X.
Prokuratura Regionalna w Katowicach prowadzi śledztwo ws. giełdy kryptowalut
Zondacrypto, o czym pisaliśmy w Gazeta.pl. Chodzi o podejrzenia oszustwa na
szkodę klientów oraz prania brudnych pieniędzy. We wtorek 25 sierpnia minister
sprawiedliwości Waldemar Żurek powiedział, że w śledztwie doszło do przełomu,
choć nie chciał zdradzić szczegółów. Tłumaczył, że nie może ich podać ze
względu na dobro postępowania.
Roman Giertych: Przemysław Kral przedłożył do dyspozycji prokuratury ogromny
majątek
TVP Info ustaliło nieoficjalnie, że Przemysław Kral zgodził się współpracować z
prokuraturą i otrzymał status małego świadka koronnego. Z kolei Roman Giertych
przekazał we wpisie na X, że od maja jest obrońcą Krala.
"W trakcie czynności procesowych p. Kral przedłożył do dyspozycji
prokuratury ogromny majątek, który łącznie z tym, który został zabezpieczony
już wcześniej przez organy ścigania, powinien wystarczyć do zaspokojenia
wszystkich pokrzywdzonych, którzy zgłosili się jako tacy do prokuratury. Na tym
etapie to wszystko, co mam do powiedzenia w tej sprawie" - napisał
Giertych.
10.
https://wyborcza.pl/7,75398,32987048,ziobro-potrzebowal-pieniedzy-na-walke-krala-potrzebowalismy.html
Ziobro, zapytany przez portal Niezależna.pl, dlaczego jego środowisko
potrzebowało zewnętrznego finansowania, odparł: - Potrzebowaliśmy środków na
walkę prawną i medialną z autorytarnymi działaniami dzisiejszej władzy.
Znaleźliśmy się w sytuacji dramatycznej, bo wielu osobom z naszego środowiska
blokowano konta, zabierano pieniądze - powiedział Ziobro w rozmowie z portalem
Niezależna.pl. Były minister tłumaczy w ten sposób, dlaczego zdecydował się
przyjąć środki od Przemysława Krala. Ziobro podkreśla, że nigdy nie poznał
prezesa Zondacrypto, a pośrednikiem w ich kontaktach był funkcjonariusz CBA
Artur Chodziński. …
11.
Może już pora przestać się zajmować tym zaszczanym, ciulowatym kurduplem?
12.
PiS i kryptopis Zandberga mocno zyskują. Niepokoi spadek Lewicy mimo
popularności Czarzastego. KO nie ma koalicjantów; zwróci się do Mentzena i
Morawieckiego?
13.
https://tvn24.pl/polska/oswiadczenie-episkopatu-przed-nowym-rokiem-szkolnym-pisza-o-lekcjach-religii-i-edukacji-zdrowotnej-st9206300
- Biskupi, jak co roku przed 1 września, próbują wywołać awanturę - tak
ministra edukacji Barbara Nowacka odpowiada na oświadczenie Prezydium
Konferencji Episkopatu Polski. Tuż przed pierwszym dzwonkiem biskupi apelują o
"przywrócenie właściwego miejsca lekcjom religii".
Oświadczenie episkopatu przed nowym rokiem szkolnym
"Nakaz umieszczania lekcji religii przed lub po innych zajęciach
szkolnych, redukcja wymiaru nauczania do jednej godziny tygodniowo, możliwość
łączenia klas oraz usunięcia oceny z religii ze średniej ocen prowadzą do ich
marginalizacji w polskiej szkole" - twierdzi Episkopat.
Jedna lekcja religii zamiast dwóch została wprowadzona już w minionym roku
szkolnym. - To było złamanie nie tylko przepisów ustawowych, ale także
konkordatu - mówi Zbigniew Kuźmiuk z PiS. Krytycznych głosów nie brakuje też w
samej koalicji rządzącej. - Głęboko podzielam te obawy zgłaszane przez
episkopat - przyznaje Marek Sawicki z PSL.
- Jeżeli tak im zależy, to niech zadbają, żeby młodzi ludzie chcieli chodzić na
te lekcje religii. Młodzi ludzie uciekają od lekcji religii - zauważa Nowacka.
I to w ocenie kierownictwa resortu wcale nie przez ograniczanie liczby tych
lekcji. Z ostatnich badań wynika, że w Polsce w cotygodniowych niedzielnych
mszach uczestniczy około 30 procent katolików. - Większość z tego spadku
przypadła na czasy Prawa i Sprawiedliwości, gdzie Kościół po prostu bardzo
silnie zaangażował się politycznie - ocenia wiceszefowa resortu edukacji
Katarzyna Lubnauer.
Biskupi o edukacji zdrowotnej: obawy dotyczą wizji małżeństwa i rodziny
Episkopat kolejny raz uderza też w edukację zdrowotną. W zeszłym roku, kiedy
przedmiot był jeszcze nieobowiązkowy, biskupi apelowali, żeby rodzice nie
posyłali dzieci na zajęcia. - Widać, że episkopat próbuje wyciągnąć wnioski z
tego, że wcześniejsze bardzo takie gwałtowne napaści na ten nowy przedmiot,
odsądzające go od czci i wiary, są nieskuteczne - mówi ojciec Paweł Gużyński.
W tym roku biskupi zaznaczają, że nie mają zastrzeżeń do profilaktyki
zdrowotnej, ale "nasze obawy dotyczą jednak wizji człowieka, małżeństwa i
rodziny, jaka wyłania się z założeń programowych oraz publikowanych
podręczników" - czytamy.
Jak tłumaczy ministerstwo, przedmiot edukacji zdrowotnej to przede wszystkim
nauka o zdrowiu. - Nie ma tańszego sposobu na to, żeby zadbać o zdrowie
człowieka niż profilaktyka - mówi Lubnauer.
Posłowie PiS skierowali wniosek do Trybunału Konstytucyjnego
Od tego roku edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym dla wszystkich.
Nieobowiązkowy będzie za to moduł dotyczący wiedzy o zdrowiu seksualnym. A
według biskupów, "seksualność powinna być przedstawiana w perspektywie
relacji małżeńskich i rodzinnych". Polskich duchownych niepokoi brak
jednoznacznego stanowiska, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny.
Posłowie Prawa i Sprawiedliwości skierowali do Trybunału Konstytucyjnego
wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności rozporządzenia, które dotyczy
edukacji zdrowotnej i dodatkowego modułu. - Nie ma tam wyraźnej ochrony
małżeństwa, rodziny, a seksualność jest pokazywana zupełnie w oderwaniu od tego
ważnego elementu - twierdzi były minister edukacji w rządzie PiS Dariusz
Piontkowski. Ministra edukacji zapowiada, że nawet jeśli Trybunał Konstytucyjny
podejmie jakieś decyzje w tej sprawie, ze względu na obecny status Trybunału,
Ministerstwo Edukacji ich nie uzna.
========
D.O. zgadza się z episkopatem: należy przwrócić religii nleżne miejsce: salki parafialne z ostrzeżeniem, że "tu się opowiada bajki".
14.
https://wyborcza.biz/biznes/7,177150,32986909,wyborcza-biz-ujawnia-tak-dzialaja-oszusci-wykorzystujacy-wizerunek.html
rtur nie wie, kim jest Rafał Brzoska. Możliwe, że nigdy nie słyszał tego
nazwiska. A jednak Brzoska i inni polscy celebryci (nieświadomie) zarabiają dla
jego firmy tysiące dolarów miesięcznie. Ujawniamy, jak od kuchni działają
twórcy oszustw na fałszywe inwestycje.
Wszyscy wiedzą, że reklamy oszustw na Facebooku i w innych miejscach sieci to
plaga. Mało kto rozumie jednak, jak to dokładnie działa i co naprawdę dzieje
się za zasłoną. Liczne rozmowy z oszustami pozwoliły mi tę zasłonę zerwać.
Artur pracuje w firmie z dziedziny marketingu internetowego, ale próżno szukać
jej ogłoszeń lub strony. Ma tylko jeden typ klientów - call center, które
oszukują ludzi. Model działania jest prosty: tworzą i publikują reklamy
oszustw, zdobywają namiary na osoby chętne "zainwestować" i sprzedają
je dalej, do call center, które potem będą się z "klientami"
kontaktować. Rozmawiałam z Arturem kilka dobrych godzin.
Opowiedział mi o wszystkich tajnikach swojej profesji. Ale nigdy nie włączył
kamery. Nie nalegałam - w zamian za dostęp do jego wiedzy obiecałam mu pełną
anonimowość, jego imię jest zmienione, a o siedzibie firmy mogę powiedzieć
tyle, że działa spoza terenu Unii Europejskiej.
Firm takich, jak Artura, są setki, jeśli nie tysiące. Jednak wymiar
sprawiedliwości koncentruje się przede wszystkim na zamykaniu call center,
dlatego Artur może spać spokojnie.
Reklama
- Najłatwiejszym i najtańszym sposobem dotarcia jest Facebook - wyjaśnia Artur.
Owszem, są inne metody, też stosowane. Jednak reklama na Facebooku i mechanizm
targetowania, czyli docierania do odbiorców, został tam doprowadzony do takiego
poziomu, że najłatwiej w ten sposób pozyskiwać nowe ofiary oszustw.
Każdy z nas taką widział:
"OSTATNIA NIESPODZIANKA TADEUSZA GOŁĘBIEWSKIEGO. TESTAMENT, KTÓRY
WSTRZĄSNĄŁ CAŁĄ POLSKĄ".
"To ostatni dzień, aby otrzymać 2000 zł od rządu" (obok zdjęcie
prezydenta Nawrockiego z plikiem pieniędzy).
"Skandal! Znany miliarder Rafał Brzoska został zatrzymany podczas
transmisji na żywo po burzliwej sprzeczce z premierem Polski".
Wszystkie zachęcają do "inwestycji" o ogromnym zwrocie, rzędu nawet
30 proc. Tygodniowo.
Na Facebooku wyglądają jak zwykłe zdjęcie lub film. Bardzo często z wizerunkiem
celebryty, polityka, aktora. Kogoś rozpoznawalnego. Materiał albo przenosi na
stronę internetową, która wygląda jak duże, renomowane medium (oszuści bardzo
często wykorzystują na przykład portal Gazeta.pl, który należy do Agory,
wydawcy "Gazety Wyborczej"), albo jest filmikiem wzorowanym na
fragment serwisu informacyjnego.
- W Polsce nie opłaca się już tworzyć stron projektów inwestycyjnych. Wasza
cyberpolicja jest bardzo skuteczna, szybko je blokuje - chwali Artur. Osoby z
jego zespołu, odpowiedzialne za oszukiwanie Polaków, przestały już zakładać
kolejne strony, teraz operują na samym Facebooku.
Tak Polacy tracą najwięcej pieniędzy. Jak wynika z danych NBP, w 2025 roku
Polacy z powodu oszustw opartych na manipulacji stracili 531,1 mln zł. Choć
jest duże prawdopodobieństwo, że ta liczba jest niedoszacowana.
Z kolei CSIRT KNF (czyli Zespół Reagowania na Incydenty Bezpieczeństwa
Komputerowego przy Komisji Nadzoru Finansowego) w 2025 roku zgłosił do blokady
41 751 niebezpiecznych domen. Ponad 96 proc. dotyczyło fałszywych inwestycji.
Dodatkowo KNF zgłosił do zablokowania 9751 reklam oszustw fałszywych inwestycji
i 4358 profili publikujących fałszywe reklamy. Jest to wzrost o 41,95 proc. w
porównaniu do roku poprzedniego.
W 2025 roku w Europie takie reklamy zostały wyświetlone ponad 993 miliardy
razy. W Polsce - ponad 37 miliardów razy. Juniper Research szacuje, że jeśli
nic się nie zmieni, do 2030 takich reklam będzie w Europie ponad 1,3 biliona.
Przeciętny Europejczyk widzi 190 scamerskich reklam miesięcznie.
W 2025 roku Meta usunęła 159 milionów reklam oszustw i skasowała 10,9 miliona
kont na Facebooku i Instagramie powiązanych z centrami scamu na świecie.
Jednocześnie, jak wynika z wewnętrznych dokumentów Mety, ujawnionych przez
agencję Reuters, Meta wyświetla swoim użytkownikom 15 miliardów reklam oszustw.
Każdego dnia.
Jak powstaje taka reklama? To proste. - Wystarczy zielone tło, kamera i jeden z
naszych ludzi - opowiada Artur. - Możemy sprawić, że będzie wyglądać jak
dowolna osoba na świecie.
Rafał Brzoska, Karol Nawrocki, Magda Gessler, Dorota Wellman - każdy znany i
lubiany, kogo wizerunek jest w sieci, może zostać wykorzystany do takiej
reklamy. Biuro Artura za oprogramowanie do deepfejków płaci ok. 5 tys. dol.
miesięcznie.
30 dolarów za Polaka
To niezbyt wysoki koszt, bo w tym czasie biuro Artura zarobi setki tysięcy
dolarów. Dobre biuro współpracuje z dziesiątkami lub nawet setkami call center.
Wszystkim sprzedaje tzw. leady, czyli namiary na klientów.
Lead to przede wszystkim numer telefonu i imię. W tej kolejności. Osoba, która
widzi reklamę na Facebooku i jest zainteresowana ofertą, klika i sama zostawia
swoje dane na stronie internetowej albo w formularzu. W ten sposób staje się
leadem.
Artur wydaje 30 dolarów na pozyskanie jednego leadu z Polski. To troszkę ponad
110 zł.
Oznacza to, że tyle wydaje na reklamę, która prędzej czy później znajdzie
odpowiedniego odbiorcę.
To call center decyduje, jakie chce mieć leady, czyli w jaką grupę celuje i z
jakiego ma być kraju. Dla call center dobry lead to być albo nie być. Średnio z
jednej osoby, którą uda się namówić na pierwszą, niewielką wpłatę (250 euro,
czyli ok. 1000 zł), uda im się wydoić 100 tys. zł.
Dlatego call center jest w stanie zapłacić duże pieniądze za dobre leady.
- Jeśli są dobrzy w tym, co robią, to namówią każdą z tych osób jeszcze średnio
na 2,75 wpłaty. Dla Polski ta liczba będzie większa. To bogaty kraj - wyjaśnia
mój rozmówca.
Artur pozyskuje leady do różnych oszustw. Najdroższe są te, które wezmą udział
w fałszywych inwestycjach. To właśnie z nich jest największy "zwrot z
inwestycji". Cena zależy od kraju pochodzenia "klienta".
Artur wylicza: Szwajcar warty jest więcej niż Francuz. Niemiec więcej niż
Polak. Polak więcej niż Rosjanin. Za jeden lead ze Szwajcarii call center może
zapłacić nawet 1500 dolarów. Niemiec kosztuje 400-500 dolarów.
Polak - 170 dolarów. Czyli ok. 630 zł.
Tyle że call center rzadko kupują poszczególne leady. Wolą rozliczać się w
abonamencie, płacąc firmom takim, jak ta Artura. Profesjonalnie mówi się więc o
nich "korporacje leadowe". Call center mają swoje cele:
skonwertowanie określonego procenta leadów. Czyli po polsku: oszukanie
konkretnej liczby osób.
Wszystko to sprawia, że przemysł oszustw działa jak wielka, dobrze naoliwiona
maszyna, przez którą przepływają miliony skradzionych pieniędzy. - W ubiegłym
miesiącu wydaliśmy jakieś 150 tys. dol. na pozyskanie ruchu. Czyli na reklamy w
różnych kanałach. Zarobiliśmy 800 tys. dol. - wyjaśnia Artur.
To 400 proc. marży.
To właśnie dlatego jego biuro może sobie pozwolić na drogie oprogramowanie do
deepfejków oraz na opłacanie specjalistów. Bo każdemu w firmie trzeba wypłacić
sowite wynagrodzenie.
Korporacja
Firma Artura to żadna partyzantka. W branży scamu nie ma nastolatków, którzy z
piwnicy albo długo niewietrzonego pokoju oszukują ludzi. Ten rodzaj
zarobkowania został niemal w całości zawłaszczony przez przestępczość
zorganizowaną. Nic dziwnego – zyski z tej działalności niekiedy dorównują lub
przekraczają zyski z handlu narkotykami. A odpada konieczność utrzymywania
bezpiecznych tras przerzutowych, ogromnych sieci dealerów i łapówek. Oszustwa
odbywają się w czystych, jasnych biurach, gdzie często są imprezy, owocowe
czwartki i inne bonusy dla pracowników.
Jest też jasna hierarchia, podział obowiązków i widełki wynagrodzeń. Dobrze
opisuje ją raport firmy Riffsec, zajmującej się cyberbezpieczeństwem, pod
tytułem "Fałszywe inwestycje w sieci. Schemat działania i zaplecze
przestępcze" z marca 2026 roku.
W korporacjach leadowych najniżej jest dział kreatywny. To on wymyśla, jakim
hasłem i obrazkiem będą kusić ofiary w serwisach społecznościowych. Czyli to
właśnie dział kreatywny tworzy reklamy, jak te z Brzoską i innymi celebrytami.
Wyżej są asystenci. To osoby, które dbają o to, żeby organizacja miała
wystarczająco dużo kont reklamowych do dyspozycji, a także kart kredytowych,
którymi można opłacać kampanię. Najczęściej obie te rzeczy kupuje na czarnym
rynku.
Lead Business Development Manager nawiązuje relacje z call center i poznaje
potrzeby oszustów telefonicznych.
Menedżer do spraw afiliacji optymalizuje kampanie reklamowe tak, by wycisnąć z
nich jak najwięcej. Sprawdza, które grafiki najskuteczniej kuszą kliknięciem.
Jest też media buyer, szycha w korporacji leadowej, zajmuje się ciągłym
ulepszaniem strategii zakupowych na platformach takich jak Facebook, TikTok czy
Google. Łączy dążenie do maksymalnych zysków z elastycznym omijaniem filtrów
kontrolnych platform. Osoba na takim stanowisku może zarabiać nawet 8 tys. dol.
miesięcznie.
Najwyżej jest team leader - na tym stanowisku pracuje Artur. De facto jest
najważniejszą osobą w biurze, poza właścicielami. Jak w każdej firmie, jego
obowiązkiem jest sprawienie, żeby zobowiązania wobec call center były spełnione
a firma osiągała założone cele finansowe.
"Przecież monitorujemy kampanie"
Meta na każdy możliwy sposób zapewnia, że walczy z oszustwami i reklamami
scamu. Tyle że jak dowiodły wewnętrzne dokumenty firmy, ujawnione przez
Reutersa, doskonale zdaje sobie sprawę ze skali fałszywych reklam
przepływających przez jej ekosystem.
Jak szacował sam koncern, w 2024 roku ok. 10 proc. przychodów Mety pochodziło
właśnie z reklam scamów. To aż 16 mld dol. Jak policzyli pracownicy Mety,
kategoria "oczywistych oszustw" dawała firmie 7 mld dol. zysku
rocznie.
Algorytmy Mety usuwają reklamę oszustwa tylko, jeśli na 95 proc. są pewne, że
jest nielegalna. W innych wypadkach każą reklamodawcom płacić więcej za
kampanię reklamową. Czy Artur odczuwa, że pozyskanie nowych leadów stało się
droższe?
- Przecież my monitorujemy kampanie. Jeśli koszt pozyskania pojedynczego leadu
wzrasta o ponad 30 dol., killujemy ją i rozpoczynamy nową - wyjaśnia łagodnie.
W marcu 2025 roku w Polsce i w Unii Europejskiej Meta wprowadziła specjalny
system ochrony wizerunku celebrytów. Działa to tak: celebryta, czyli umowny
Rafał Brzoska zgłasza akces do programu. Od tego momentu algorytmy Mety powinny
być wyczulone na nieautoryzowane wykorzystanie jego wizerunku. Czyli powinny
nie reagować na zdjęcia przedsiębiorcy z gal charytatywnych publikowane w
serwisie, ale gdy jego twarz znajdzie się w reklamie scamu, powinny ją usuwać.
Zarówno Rafał Brzoska, jak i jego partnerka Omenaa Mensah skorzystali z tej
opcji. Jakie są efekty? - Wydawało się, że będzie to znaczący krok w walce ze
scamem. Ale bardzo szybko się okazało, że reklamy z ich wizerunkiem wciąż są
wykorzystywane - mówił w podcaście Techstorie mecenas Maciej Ślusarek, partner
zarządzający w kancelarii Ślusarek, Kubiak, Pieczyk, który reprezentuje Rafała
Brzoskę i Omenę Mensah w ich sporze z Metą.
Dlaczego algorytmy nie chronią wystarczająco dobrze wizerunku osób publicznych?
Bo choć algorytmy są mądre, to oszuści są mądrzejsi. Wykorzystują każdą
niedoróbkę, każdą lukę w systemie Mety. Na deepfejki nakładają więc chociażby
siateczkę kropek, ledwo co widocznych dla ludzkiego oka, ale doskonale
widocznych dla algorytmu. Dodają rozbłyski, rozmycia, małe skazy, które
sprawiają, że algorytm głupieje, ale widz reklamy dalej doskonale wie, o czym
mówi fałszywy Brzoska.
Współpraca
W dodatku oszuści doskonale wykorzystują wszystkie niedoróbki w bibliotece
reklam Mety. A tych jest sporo, na czele z cloakingiem, czyli maskowaniem.
Częstą metodą jest ukrywanie treści oszukańczych w długich materiałach wideo,
gdzie kilkunastosekundowy deepfejk jest wtopiony w kilkanaście minut
neutralnego nagrania, co usypia czujność algorytmów.
Inna taktyka polega na wgrywaniu do jednej reklamy kilku zdjęć, w których
legalne obrazki stanowią większość, a tylko jedno jest oszustwem. Na przykład
na sześciu zdjęciach są owoce, ale pierwsze, kluczowe to zdjęcie prezydenta
Nawrockiego "namawiającego" do inwestycji. Jednak sam fakt tego, że
pięć zdjęć jest bezpiecznych sprawia, że algorytmy dają się oszukać.
Najbardziej agresywną metodą jest podmiana treści już po weryfikacji – oszuści
wgrywają bezpieczną kreację, po czym podmieniają ją na materiał przestępczy.
Reklamy na platformach Mety indeksują się z opóźnieniem, które może sięgać
nawet 24 godzin. W tym czasie Meta pozostaje ślepa na zmiany. "Możliwość
odnalezienia reklamy 24 godziny po jej dodaniu to zdecydowanie za późno. Według
statystyk, ponad 50 procent ofiar kampanii phishingowych podaje swoje dane już
w ciągu pierwszej godziny, a średni czas trwania kampanii - od pierwszej do
ostatniej ofiary - to 21 godzin" - wskazuje CERT Polska w raporcie
"Oszustwa reklamowe na dużych platformach internetowych".
W grudniu 2024 roku CERT Polska sformułował wobec Mety listę wskazówek, które
mogłaby wprowadzić w życie, żeby zminimalizować liczbę oszustw. Później odbyło
się też spotkanie z Metą, na którym byli obecni - oprócz przedstawicieli
koncernu - także kierownik CERT Polska Marcin Dudek, dyrektor NASK Radosław
Nielek i przedstawiciele Ministerstwa Cyfryzacji.
CERT Polska sugerował, żeby Meta:
sprawniej wykrywała szkodliwe polskie treści,
zatrudniła polskich moderatorów,
blokowała użytkowników, którzy publikują fałszywe reklamy,
zaczęła korzystać z przygotowywanej przez CERT Listy Ostrzeżeń, czyli listy
szkodliwych domen. W ten sposób, gdyby oszuści tworzyli reklamę, która linkuje
do jednej ze stron Listy, system mógłby ją blokować już na etapie publikacji,
usunęła z Biblioteki Reklam podatności, które umożliwiają cloaking (czyli
maskowanie) i innego rodzaju obchodzenie mechanizmów zabezpieczeń.
Już rok temu pytałam Metę, czy skorzysta z sugestii CERT Polska. Odpisali
wtedy: "W Polsce Meta współpracuje z lokalnymi organizacjami, takimi jak
KNF, aby rozpoznawać i rozprawiać się z oszustwami". Do maila dołączona
była wyliczanka, że od 2016 roku Meta zainwestowała 20 mld dol. w narzędzia,
zespół i technologie, które mają poprawić bezpieczeństwo na platformie.
Co jakiś czas sprawdzam w NASK, czy Meta wprowadziła którykolwiek z punktów.
Odpowiedź niezmiennie jest taka sama: Nie.
W przyszłym roku ukaże się książka autorki tekstu o tym, jak dokładnie
działają oszuści wyłudzający od Polaków miliony złotych rocznie, ile zarabiają,
jak się bawią, kto ich chroni i czy da się pociągnąć ich do
odpowiedzialności. Wyda ją Wydawnictwo Znak.
15.
Trump grozi zburzeniem Kennedy Center, jeśli nie zostanie przeprowadzony
remont za 250 mln dolarów
Prawnicy prezydenta USA w dokumentach sądowych twierdzą, że kompleks
artystyczny w Waszyngtonie musi przejść remont, w przeciwnym razie grozi mu
rozbiórka
https://www.theguardian.com/us-news/2026/aug/25/trump-kennedy-center-demolish
Administracja Trumpa ostrzegła w dokumentach sądowych w poniedziałek, że jeśli
nie zostaną przeprowadzone prace remontowe, Centrum Sztuk Scenicznych im. Johna
F. Kennedy’ego może zostać zburzone.
Prawnicy prezydenta USA stwierdzili, że narodowy kompleks artystyczny w
Waszyngtonie musi przejść renowację za kwotę 250 mln dolarów, w przeciwnym
razie grozi mu wyburzenie.
„Bez tych wysiłków Centrum będzie dalej niszczeć, przekształcając się w
niebezpieczną, podupadłą konstrukcję, którą trzeba będzie rozebrać, a na jej
miejscu zostaną podjęte dalsze kroki w celu wybudowania czegoś nowego, na
przykład dużego amfiteatru na świeżym powietrzu z widokiem na rzekę Potomak, co
niektórzy proponowali już od wielu lat” – argumentowali.
Ostrzeżenie pojawiło się w czasie, gdy Donald Trump pozostawia po sobie ślady
zniszczeń w Waszyngtonie – zburzył wschodnie skrzydło Białego Domu, by zrobić
miejsce pod salę balową za 600 mln dolarów i nakazał renowację basenu
odbijającego światło przy Pomniku Lincolna, co doprowadziło do zakwitu glonów i
łuszczenia się powłoki.
Złożenie pozwu do sądu było pierwszym przypadkiem, w którym sojusznicy Trumpa
podnieśli kwestię zburzenia Kennedy Center – 30-metrowego kompleksu z salą
koncertową, operą i teatrem – jako fatalnej alternatywy dla zamknięcia go na
dwa lata w celu przeprowadzenia remontów. Tak agresywny krok z pewnością
spotkałby się z pozwami prawnymi, protestami i protestami organizacji
zajmujących się ochroną zabytków.
Zagrożenie pojawiło się w poniedziałek, gdy administracja wezwała sędziego
federalnego do odrzucenia kolejnego zarzutu prawnego wobec starań Trumpa o
umieszczenie swojego nazwiska na Kennedy Center. Spór stał się częścią
trwającej od miesięcy batalii o zmianę pomnika stworzonego przez Kongres ku
czci Johna F. Kennedy'ego, 35. prezydenta USA, zamordowanego w 1963 roku.
Biały Dom nie odpowiedział na prośbę o komentarz.
Dziękuję za dzisiejszy komentarz .
OdpowiedzUsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuń