DRUGI OBIEG
Niedziela, 23 sierpnia 2026
1.
1 rok temu
1.
Jechało państwo D.O.stwo samochodem. Nagle rozległy się w jego wnętrzu przykre
mechaniczne dźwięki, coś, jakby szorstki metal tarł o szorstki metal, potem,
jakby ktoś jeździł paznokciami po tablicy.
- I to jest właśnie współczesna muzyka – powiedział D.O. do Żony. Jazzowa.
- Uff… - odpowiedziała Żona. – Jak to dobrze, że to nie twój samochód.
Słuchaliśmy internetowej rozgłośni Nu Jazz a Los Angeles.
Chyba rzeczywiście pora umierać…
2.
- Czy myślisz, że Netanyahu zdoła pokonać Hamas? – zapytała po chwili Żona.
- Świat mu może nie pozwolić – odparł ostrożnie D.O.
- No tak, świat kocha Palestyńczyków, a nie kocha Żydów – westchnęła Żona.
- Nie tylko świat: sami Żydzi mają dość tego, co się w Gazie dzieje; większość
z nich będzie musiała rozprawiać się z Hamasem i calą otoczką własnymi rękami,
a to nie jest za darmo.
- Świat ma czasami nadmiar litości – odparł filozoficznie D.O. – A nie jestem
pewien, czy wszyscy ludzie zasługują na litość.
- No tak: kiedy mówią o nadstawianiu drugiego policzka, to przeważnie chcą
nadstawiać cudzy.
- Kiedy społeczeństwa okazują litość ekstremistom i zbrodniarzom, to to się
często kończy fatalnie dla społeczeństw. Ekstremiści i zbrodniarze nie znają
litości i dlatego są ekstremistami i zbrodniarzami. A starcie zbrodniarza z
człowiekiem litościwym zawsze kończy się źle dla litościwego.
I byliby państwo D.O.stwo dalej tak sobie filozofowali w samochodzie, ale
dojechali do celu i trzeba było wysiadać.
2.
3 lata temu
1.
Tak sobie D.O. myśli, że każdego, choćby umiarkowanie zainteresowanego sztuką
człowieka, czekają dwa szoki.
Kiedy się idzie do muzeów, jest się często oszołomionymi pięknem i mistrzostwem
wykonania dzieł wielkich mistrzów. Ale jakoś każdy mniej lub bardziej jest na
to przygotowany, gdzieś się już natknął na obrazy, czy choćby ich reprodukcje,
widział pomniejsze dzieła w kościołach, widział zdjęcia w gazetach, czy
magazynach.
Więc wie, czego się spodziewać.
Ale w dwóch wypadkach zostaje wzięty z zaskoczenia, tak, jak przydarzyło się to
D.O.
Pierwszy, to kiedy natyka się – w Ciudad Mexico, Ciudad Guatemala, Madrycie,
Londynie, Bazylei czy Berlinie na sztukę prekolumbijską.
Na ogół ma marną wiedzę o ludach, tworzących nim nadjechał Cortez ze swoimi
conquistadores, więc przeżywają szok, widząc, jak fenomenalne, jak
intelektualnie dojrzałe, jak wyrafinowane i jak …współczesne dzieła tworzyli.
Drugi szok przeżywa się wchodząc do jednego z muzeów, goszczących sztukę
etruską.
Można zaryzykować wręcz twierdzenie, że tak dojrzałej, chciałoby się rzec,
rozbuchanej, pełnej człowieczeństwa, pełnej fantazji, tak plastycznej sztuki to
i my dzisiaj nie potrafimy tworzyć.
Chyba, że za pomocą komputerów.
2.
Tak, tak, z tego pełnego emfazy wstępu można wywnioskować, że D.O. wreszcie
poszedł, a raczej powrócił do Villa Giulia, kompleksu, goszczące Muzeum
Etruskie.
Willa bierze swą nazwę nie od jakiejś Julii, ale od papieża Juliusza III,
zwalistego faceta, rządzącego Kościołem w II połowie XVI wieku, który zażyczył
sobie mieć spokojne miejscusio z dala od miejskiego zgiełku. Miejscusio owo
znajdował się wówczas poza murami Miasta, na terenach znanych jako „Stara
winnica”. Willa zaiste imponująca, zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz.
I tak sobie była własnością kolejnych papieży aż do roku 1970, kiedy garibaldini
zrobili wyłom w murach w pobliżu Porta Pia, zlikwidowali państwo kościelne i
bezceremonialnie miejscusio papom zabrali.
I przeznaczyli ma muzeum.
3.
Gdyby państwo byli zainteresowani, jak też Etruskowie nazywali się po etrusku,
to D.O. uprzejmie informuje, że nazywali się 𐌀𐌍𐌍𐌄𐌔𐌀𐌓.
Czytaj od prawej do lewej i wyjdzie ci Ràsenna.
W innych pisowniach – Rasna, albo wręcz Raśna.
Na terenie starożytnych Włoch żyli między IX a I wiekiem p.n.e. na obszarze
zwanym Etrurią, odpowiadającym z grubsza Toskanii, całej zachodniej Umbrii i
północnej i środkowej części Lacjum.
Herodot oszukiwał, że pochodzą gdzieś z Morza Jońskiego czy Lidii, okupowanej
dziś przez nowoprzybyły z dalekiej Azji lud turkomański: dzisiejsi badacze są
zgodni, że byli całkowicie autochtonicznym ludem italskim.
Badania archeogenetyczne przeprowadzone w 2019 i 2021 r., oparte na analizie
autosomalnego DNA z próbek ponad 50 osobników z Toskanii i północnego Lacjum,
żyjących między 900 p.n.e. a 1 r. p.n.e., potwierdziły, że Etruskowie byli
autochtonami, pozbawionymi śladów genetycznych przypisywanych Anatolii i
wschodniej części Morza Śródziemnego w epoce brązu i żelaza. Byli genetycznie
podobni do Latynów z Lacjum vetus (starego) i że jedni i mieli przodków
wywodzących się z eneolitycznych populacji stepów pontyjsko -kaspijskich Rosji
i Ukrainy, uważanych za protoplastów ludów mówiących po indoeuropejsku (kultura
Jamna)
Byli narodem obdarzonym niezwykłą inteligencją, sprytem, kultem umiejętności
manualnych, zajmującym się wymianą handlową z ludami Grecji, Bliskiego Wschodu
i zhellenizowanej Afryki Północnej.
Mieli własny język i własny alfabet, na tyle odmienny od wszystkich
okolicznych, że przez stulecia utwierdzał różnych badaczy w teoriach o
tajemniczym pochodzeniu tego narodu.
4.
Najstarszą fazą cywilizacji etruskiej jest późna epoka brązu, circa tysiąc sto
lat przed naszą erą, 500 mniej, 500 więcej.
Następnie kultura willanowiańska, czyli IX-VIII wiek p.n.e. Silne związki
handlowe z Grekami, Fenicjanami i Eubejczykami.
Z kolei nadeszła era „orientalizująca”, ta, która najbardziej namieszała w
głowach badaczom, bo wpływy Bliskiego Wschodu, zwłaszcza Fenicjan i
Chaldejczyków, były tak silne, że tam upatrywano korzeni cywilizacji etruskiej.
720-580 p.n.e.
Potem związki ze wschodnim wybrzeżem Morza Śródziemnego osłabły i nastąpił wiek
archaiczny, charakteryzujący się z jednej strony ekspansją terytorialną
Etrusków, z drugiej – coraz większą presją militarną Rzymian. Jednak to
współżycie nie zawsze było pełne waśni: w tym okresie Etruskowie – jeśli nie
uczyli Latynów by nie skakali z gałęzi na gałąź, to budowali im pierwsze
imponujące struktury miejskie, np. świątynię Jowisza Kapitolińskiego.
Wiek klasyczny – 480 – 320 r. p.n.e. to już pasmo wojen z Rzymianami. Raz
zwycięskich, raz przegranych. Kolejne kolonie etruskie były zajmowane przez
stojących na niższym poziomie cywilizacyjnym Rzymian.
I ostatni etap – epoka hellenistyczna – od 320 o 27 r. p.n.e. – stopniowy zanik
Etrusków jako osobnego narodu. Podbojami czy wyższością cywilizacyjną Rzymianie
wchłonęli cały naród etruski. Ich potomkowie żyją tam, gdzie oni: głównie w
Toskanii i Umbrii. I wśród Włochów uchodzą za gburów.
Cywilizacja etruska wywarła głęboki wpływ na cywilizację rzymską, łącząc się z
nią później pod koniec I wieku p.n.e. Asymilacja kulturowa rozpoczęła się wraz
z tradycyjną datą podboju etruskiego miasta Weje przez Rzymian w 396 roku
p.n.e., a zakończyła się w 27 roku p.n.e., kiedy Oktawianowi nadano tytuł
augusta.
Przeżyli tysiąc lat na tych ziemiach, a wieść o nich zaginęła aż do czasów
bardzo, bardzo nowożytnych. Właściwie zainteresowanie Etruskami odrodziło się
dopiero w XIX wieku.
Długo by gadać, ale po pierwsze D.O. nie jest etruskologiem, a po drugie – dość
przynudzania.
5.
To może jeszcze tylko, że jeśli macie wątpliwości, czy chaotyczny, brudny,
nieuczciwy Rzym wart jest podróży, czy letnie upały was nie zmogą, czy was stać
na taką podróż… a lubicie sztukę, nie wahajcie się już ani chwili. Można z
biedą odpuścić kościoły, muzea – bo przecież są Uffizi, Louvre, British,
Zwinger i Museum Insel, ale muzeum etruskie warte jest najdalszej podróży i
ostatniego grosza.
6.
To może jeszcze tylko, że w piątek rano państwo D.O.stwo, podobnie jak
nieliczni jeszcze mieszkańcy zachodniego Rzymu, zostali obudzeni przez krążący
bardzo nisko helikopter. Jak na wojnie. Okazało się, że policja i karabinierzy
poszukiwali z ziemi i z powietrza osobnika, grożącego, że wysadzi w powietrze
furgon w Watykanie. W furgonie nie było materiałów wybuchowych, a gościa zakuto
w kajdanki po godzinie pościgu, podczas którego staranował trzy samochody. D.O.
podejrzewa, że nie był zrównoważony psychicznie, bo swoją przygodę zaczął o
świcie, rzucając kamieniami w przyjeżdżające samochody na obwodnicy Rzymu,
celując zwłaszcza w te, które prowadziły kobiety.
Villa Giulia z zewnątrz, od strony Vialle delle Belle Arti (Bulwar Sztuk
Pięknych; tu ich pełno i cieszą się szacunkiem, a nie pogardą, jak w niektórych
państwach Europy Północnej).
Villa Giulia pierwszy dziedziniec…
Porticato wokół pierwszego dziedzińca
Drugi z pięciu dziedzińców, z mozaiką etruską.
Wspaniałe sale wystawowe
Nowe i stare, noszące ślady papieskich upodobań
Z eksponatami wolnostojącymi czy w gablotach, wszystko jest najwyższej jakości.
Wystawienniczej też.
Po lewej Etruria, po prawej – związki kulturalne i handlowe Etrurii (na
brązowo, zwróć uwagę na Afrykę, wschodnią Sycylię) z cywilizacjami greckimi i
bliskowschodnimi (na szarozielono (zwróć uwagę na Bułgarię i Krym).
Tak wyglądała ich sztuka w epoce willanowiańskiej, czyli wczesnej epoki żelaza.
Odegrała decydującą role w dziejach Italii w okresie IX – VIII wiek p.n.e.
Charakterystyczne dla tej kultury są urny stożkowo zdobione rytymi motywami
geometrycznymi. Urny umieszczane były w grobowcach szybowych. Archeolodzy
rozróżniają dwie główne grupy:
*Północna na terenach wokół Bolonii
*Południowa, obejmująca Toskanię i północne Lacjum – wyróżniająca się urnami z
przykryciami w kształcie hełmu.
W VIII w p.n.e. wykształca się ceramika, zwana etrusko-geometryczną.
Dochodzą figury zwierzęce, prawdziwe i mityczne.
Które z czasem biorą górę nad czystą geometrią.
Dochodzą postaci ludzkie. Pojawia się luksus, sztuka dla sztuki, świecidełka
(te na dole)
Sztuka robi się wyrafinowana. Porównajcie z takim Bolesławcem.
Etruskom też patronują greckie muzy, sztuka jest w cenie, pożądana i szanowana.
W IV w. p.n.e. pojawia się coś, co historycy sztuki nazywają „etruskim
renesansem”: okres wyjątkowo wyrafinowanej sztuki. Towarzyszyła Etruskom w ich
codziennym życiu.
To już arcydzieła, choć nieco porno
Naczynia rytualne i pojemniki na kosmetyki.
Sztuka portretu rzeźbionego. Niesamowite. To wszystko na dłuuugo przed
naszą erą.
Ludzie, bogowie i maszkarony
W maszkarony byli dobrzy
Apollo, Herkules i ??? Może Junona?
Przecudnej urody klejnoty. Współcześni jubilerzy mnogą się uczyć.
Spinki z bursztynu przeplatanego złotem, złote broszki i złoto, używane
do przyozdabiania szat.
Tak wyglądała świątynia, z której pochodzą te wyrafinowane fryzy z
głębokimi płaskorzeźbami.
W tym samym czasie, inne ludy italskie uprawiały taką sztukę.
Tańczyć twista
Jak artysta
To niełatwa rzecz
Bo prócz ruchu,
Rytmu, słuchu
Trzeba giętkość mieć.
Kilka sal poświęconych jest językowi etruskiemu. Przed wiele, wiele
dekad naukowcy nie byli w stanie odcyfrować języka etruskiego, nawet mając
równoległe teksty łacińskie. Z czasem jednak powstał słownik i podręcznik
gramatyki etruskiej; dziś naukowcy są w stanie odczytać etruskie teksty,
chociaż są to głównie inskrypcje: wygląda na to, że literatury pięknej
Etruskowie z jakichś powodów się nie dorobili, choć byli biegli w bóstwach i
mitach. Tu tłumaczenie na łacinę, włoski i angielski inskrypcji na steli grobowej.
A w nich… O, mamma mia!
Sztuka funeralna – to rys charakterystyczny Etrusków. Coś, co o dziś zachwyca
bez reszty. To przykrywka sarkofagu, przestawiającego objętych małżonków,
pochodzi z 340 r. p.n.e. I dziś byłoby artystyczną sensacją.
Najsłynniejszy eksponat w Villa Giulia: sarkofag pary małżeńskiej.
Proszę zwrócić uwagę na pogodne twarze, na wzajemne przywiązanie i miłość
małżonków, przedstawionych na wieku. Powalające.
On bosy, ona w trzewikach. Oboje, jakby rozmawiali z oglądającymi.
To jest oryginał, a rekonstrukcję tego sarkofagu zrealizował … Giorgetto
Giugiaro, słynny projektant samochodów, używając wyrafinowanej wówczas techniki
cad/cam, skanerów i innych diabelskich sztuczek. Rekonstrukcja zyskała ogólny
poklask naukowców.
Warto dodać, że wszystkie gabloty mają wyrafinowany system antywibracyjny: pod
Willą przebiega linia kolejowa, obok – linia tramwajowa i ruchliwa ulica…
Opracowanie systemu, który chroniłby te unikalne eksponaty zlecono najstarszemu
Uniwersytetowi rzymskiemu – La Sapienza.
System chroni dzieła także przez trzęsieniami ziemi.
W paryskim Louvrze znajduje się kolejny taki sarkofag małżeński,
wywieziony z Włoch. A równie piękne są w fantastycznym muzeum Guarnaccich w
Volterrze.
Inne sarkofagi w Villa Giulia
Urny
W końcu XIX w. zrekonstruowano wiernie, w wymiarach realnych, świątynie
etruską, odkopaną w Alatri pod Rzymem. Przód, tył i…
…Zwieńczenie. Całość znajduje się na trzecim dziedzińcu Villa Giulia.
Tuż obok znajduje się Villa Poniatowski z kolejnymi eksponatami etruskimi,
wszystko za tym samym biletem. D.O. zwiedził, ale o tym może już następnym
razem.
3.
5 lat temu
(Wydanie niedzielne, ale mimo to Drugi Obieg powie wreszcie, co o tym wszystkim
myśli)
Z CYKLU: BEZUŻYTECZNE WYNALAZKI
1.
Popularnonaukowe pismo „Focus” donosi „Sztuczna inteligencja rozpozna
psychopatę na podstawie ruchów głowy”.
Phi!
D.O. już od dawna i bez pomocy sztucznej inteligencji doskonale rozpoznaje
psychopatę na podstawie ruchu warg!
Z CYKLU: WŁOS SIĘ JEŻY
2.
Niemiecki „Bild” wyjawia, co angielska królowa je i co pije.
Po zapoznaniu się z jadłospisem, D.O. czuje się upoważniony do stwierdzenia, że
przekonanie, jakoby cysorz to miał klawe życie jest nieprawdziwe.
Autorzy artykuły powołują się głównie na książki Briana Hoeya, pt. „At Home
with the Queen”, czyli „W domu z królową”, Charlesa Olivera, z którego
pamiętników stworono książkę „Kolacja w Pałacu Buckingham”oraz na świadectwa
różnych członków rodziny królewskiej. Wynika z tego, że na śniadanie w
prywatnej jadalni Pałacu Buckingham, Her Majesty spożywa filiżankę herbaty Earl
Grey - bez mleka i cukru, a do tego tost z dżemem. Czasami może to być jogurt z
syropem klonowym lub musli. Wstyd powiedzieć, ale przy jedzeniu czyta gazetę.
Nie zdradzono, którą, ale D.O. podejrzewa, że może to być „Daily Mail”.
Ale, ale… W wyjątkowe dni, Jej Wysokość lubi sobie wtrząchnąć kippersa.
I tu większość z P.T. Czytelników zapyta: „A ki diabeł jest ten kippers”?
D.O. już odpowiada: kippers to jest uwędzony śledź bez głowy i flaków, którego
następnie się otwiera i rozpłaszcza, smaży, a do usmażonego wrzuca się jajko
sadzone (patrz zdjęcie poniżej).
D.O. jest przekonany, że jedzenie kippersa to zbędna fatyga, ponieważ zbliżony
efekt można uzyskać, uderzając się młotkiem w brzuch.
Rybę królowa spożywa często także na obiad, z warzywami, najchętniej solę z
Dover na szpinaku. Jak informuje były chef jej kuchni Darren McGrady, królowa
unika natomiast makaronów i ziemniaków, co jest dość dziwne, zważywszy jej
niemieckie pochodzenie.
Popołudniowa herbatka jest święta. Do herbatki lubi dostać biszkopt
miodowo-kremowy, piernik lub ciastko czekoladowe. Królowa lubi też jeść pensy z
dżemem. Nie, nie metalowe monety o niskim nominale, ale małe kanapki z
konfiturą malinową, rozmiarem i kształtem przypominające staroangielskiego
pensa. Ale wcześniej równie święte, co herbatka, są kanapki z wędzonym
łososiem, zwieńczone ogórkiem, majonezem lub szynką, a nas wierzch odrobina
musztardy.
No, mniam!
Ekspert Adels Alexander von Schönburg opowiedział Bildowi, że książę Karol
wyznał mu kiedyś: „te legendarne kanapki z ogórkiem są oczywiście podawane z
odciętymi narożnikami! Nigdy, przenigdy nie było toastów kwadratowych, ponieważ
stary przesąd mówi, że jeśli ktoś poda nam kanapkę kwadratową, będzie to
zapowiedź, że ktoś próbuje obalić nas z tronu”.
Były chef McGrady dodaje, że obok ryb królowa uwielbia dziczyznę, stek gaelicki
(?) lub stek z polędwicy z grzybowym sosem na whisky”. Kiedy mieszka w zamku
Balmoral w Szkocji, jada łososia z pobliskiej rzeki, kiedy jest w Sandringham –
swojej wiejskiej posiadłości na wschodzie Anglii – żąda dziczyzny lub bażanta.
Mr. McGrady dodaje, „Mamy dużo tradycyjnych francuskich potraw, takich jak
halibut na szpinaku z sosem Mornay”. D.O. zrozumiał, skąd wzięły się tak liczne
konflikty zbrojne między sąsiadami z obu stron Kanału La Manche, czy, dla
parytetu, British Channel.
Na deser królowa uwielbia truskawki z Balmoral i białe brzoskwinie, ale nie
pogardzi czekoladą.
OK, to papu, a jakie drinki?
Wiele wskazuje na to, że nie tyle jakie, ile ile. Według „The Independent” –
pisze Bild - królowa częstuje się czterema drinkami, każdego dnia o ściśle
określonych porach: przed obiadem pije coś w rodzaju koktajlu z ginu i
Dubonnetu, z dużą ilością lodu i przyozdobionego kawałkiem cytryny, na lunch
kieliszek lub dwa wina, a wieczorem wytrawne martini. Przed snem, na dobranoc -
kieliszek szampana.
Bild kończy swoją relację dowcipem, rzuconym z typowo niemiecką lekkością –
„Gin save the Queen!
3.
Pozostając w kręgu sławnych i bogatych, to „Today on Line” podnieca się faktem,
że „podobno” żona Jackie Chana, była tajwańska bogini ekranu Lin Fengjiao,
wydaje prawie 50 tysięcy dolarów rocznie na francuską bieliznę.
„Choć dekady temu przeszła z showbiznesu na emeryturę, 68-latka od czasu do
czasu trafia na pierwsze strony gazet ze względu na swą siłę nabywczą”.
Ulubiona firma gorseciarska pani Lin Fengjiao to „Chantelle”.
Kippers. Po obejrzeniu tego zdjęcia D.O. postanowił zrezygnować z dzisiejszego
obiadu.
To królowa angielska dostała na uroczysty obiad w dniu swoich 90. Urodzin. Chef
Darren McGrady podał jej stek gaelicki - ulubione danie królowej, do tego biały
ryż, posypany czymś, co wygląda na posiekane, świeże oregano i kawałek wpół
surowego – sądząc po kolorze - brokułu. Stek położono na czymś, czego D.O. nie
odważy się zdefiniować, bo widział podobne dania podawane pacjentom w szpitalu
w Pietropawłowsku.
4.
11 lat temu
1.
Life on the road? Czemu nie, zależy jaka road! Budżety bardzo napięte, więc
większość długich, zaległych wakacji spędziłem w Warszawie, dwa krótkie wypady
i tyle. Kiedy ostatni z moich wspaniałych Wnuków wyjechał, wyjechałem i ja. Bez
przekonania. Ciągnęło mnie gdzieś, ale nie wiedziałem gdzie. Na szczęście
zadziałała podświadomość i zaprowadziła mnie tam, gdzie trzeba: na drogi, na
których po kilometrze czuję euforię. Na górskie, alpejskie dróżki, kręte,
zwariowane, jak sama natura. Dróżki, które natura wyznacza, bo zbudowane są
wzdłuż rzek i strumieni; gdzieżby indziej? Słońce świeci, ale jest rześko,
silnik mruczy przyjacielsko, prawie niedosłyszalnie, mruczą miło opony na
asfalcie, zakręt w lewo, w prawo, znów w lewo… Okna w dół, a tam szum
strumienia, więc stop na pierwszej zatoczce; okazuje się, że ptakom też się
podoba, bo drą się jak narodowcy na wiecu. Rzeka okazuje się ujarzmiona,
jeszcze się nie zdąży rozlać w małe jeziorko, a już góry lecą, żeby się w nim
przeglądać. Znów lewo – prawo, pętelki, agrafki, patelnie, samochodzikowi też
się to podoba, ciągnie, chojrak, bez wysiłku. Las, a więc cień, od razu 3-4
stopnie w dół aż w płucach ćwierka. Nie znam się na narkotykach, ale w tych
drogach coś musi być. Na szczęście jeszcze tego nie zakazali. Choć czytam
książkę pożyczoną od TŚ, z której wynika, że polskie rządy już raz zabraniały
chodzić po górach bez zezwolenia nawet góralom. Historia lubi się powtarzać
jako farsa – mówią mędrcy. Mnie się wydaje, że jako tragifarsa.
2.
Euforia mija, kiedy widzę kupki żółtych liści na ziemi, wokół drzew, nagle
zbrzydłych, nagle postarzałych. Co roku powtarzam, że nienawidzę jesieni i
proszę sobie wyobrazić, że nic się nie dzieje! Nic się nie zmienia, znów
nadchodzi i zabiera mi to, co najukochańsze: zieleń.
3.
Tu, w górach zieleń jest zieleńsza, nadchodzi później, chce sobie
zrekompensować trudne warunki życia. Jakieś analogie?
4.
Zbocza są strome jak diabli, a sosny, jak się im przyjrzeć, rosną pionowo, pod
niesamowitym kątem w stosunku do gruntu. Jakiego gruntu? Toż tam prawie lita
skała, trochę piasku, trochę ubitego poszycia, chwytają się korzeniami
najmniejszej szparki, a potem wyciągają swoje długie szyje wysoko, po swoją
porcję słońca. Jedna koło drugiej, bo w jedności siła, huragan tylko na chwilę
schował się za górami, ale wróci, by powalać, by zabijać biedne sosny. Niektóre
nie dają rady, stoją, tragicznie, zmarłe, uschnięte, żeby inne wiedziały, że
życie nie jest lekkie, że lato nie trwa wiecznie. Jakieś analogie?
5.
W radio Ars przerwali nadawanie muzyki klasycznej i mówią o demokratycznych
przemianach w Czechosłowacji. Padają znane, wzbudzające szacunek nazwiska, o
bolszewickich prześladowcach mówią „posrance”. Sprawdziłem: po polsku „dupki”.
„Posrance zawsze wiedzą lepiej, zawsze żądają, alby wszyscy żyli na ich modłę i
komendę” – mówi lektor. Psiakość: powinienem chyba dalej pojechać od Polski.
12 lat temu
Już dawno nie widziałem takiej bandy cynicznych szantażystów, skrajnych
egoistów, łotrów pozbawionych choćby elementarnej empatii, poczucia
wdzięczności, istot, myślących wyłącznie o własnej przyjemności, osobników
przekonanych o swojej kapitalnej pozycji w centrum wszechświata, jak przez
ostatnie tygodnie, siedząc na balkonie ośrodka wypoczynkowego i obserwując
bawiące się dzieci. Ostatni raz takich drani obserwowałem... och, dawno temu,
kiedy moje były małe...
Niektóre z tego wyrastają, inne trafiają do PiS-u...
Witam...
OdpowiedzUsuń