DRUGI OBIEG
Piątek, 14 sierpnia 2026
Pożegnanie Andrzeja


1.

Nieudana próba podłożenia bomby w Polsce ujawniła szpiega – ale czyim szpiegiem on był?

Zdjęcie Igora Rogowa przed rurociągiem naftowym. Zdjęcia sylwetki nieznanego mężczyzny i polskiej policji aresztującej podejrzanego.

Kiedy przebywający na wygnaniu rosyjski działacz opozycyjny Igor Rogow został oskarżony o współpracę z Kremlem, jego przyjaciele byli zszokowani. Czy ten młody aktywista naprawdę mógł być tajnym agentem?
https://www.theguardian.com/news/ng-interactive/2026/aug/13/a-bungled-bomb-plot-in-poland-exposed-a-spy-but-whose-spy-was-he
Policja przyjechała po Igora Rogowa, ponieważ ktoś wysłał mu zestaw do konstruowania bomb. Eklektyczna mieszanka przedmiotów – chromowany termos, dwa markery, power bank i butelka płynu do chłodnicy –mogła wydawać się niegroźna dla niewprawnego oka, ale w lipcu 2024 roku Polska była w stanie najwyższej gotowości. Dwa miesiące wcześniej w wyniku podpalenia spłonęło centrum handlowe w Warszawie; podpalono również Ikeę na sąsiedniej Litwie. Władze uznały, że była to akcja sabotażowa zaplanowana przez rosyjskie służby wywiadowcze, mająca na celu wywołanie paniki i osłabienie poparcia dla Ukrainy. Obawiały się, że to tylko kwestia czasu, zanim Kreml zaostrzy działania.

Pracownik ochrony w magazynie firmy kurierskiej nabrał podejrzeń co do przesyłki i wezwał policję, która przyjechała z psami tropiącymi i specjalistycznym sprzętem. Prześwietlenia markerów wykazały, że w środku ukryte były detonatory produkcji radzieckiej z lat 80., a pojemnik miał fałszywe dno, w którym znajdowała się saszetka z prochem metalicznym. Wygląda na to, że powerbank został w jakiś sposób naruszony, a badanie płynu w butelce wykazało, że zawierał on wysoce lotny roztwór nitrogliceryny. Przy odpowiedniej wiedzy specjalistycznej, przedmioty te mogłyby zostać przekształcone w potężną bombę.

Policja ustaliła, że Rogow, adresat przesyłki, był 27-letnim rosyjskim aktywistą politycznym, który w przeszłości prowadził kampanię na rzecz lidera opozycji Aleksieja Nawalnego i innych ugrupowań antykremlowskich. Uciekł z Rosji dwa lata wcześniej, obawiając się aresztowania za swoją działalność i uzyskał azyl w Polsce. Zdobył stypendium na studia w Sosnowcu, przemysłowym mieście na południowym zachodzie kraju. Jego żona, Irina Rogowa, podążyła za nim do Polski i również zapisała się na uniwersytet; małżeństwo mieszkało w akademiku. To właśnie tam został aresztowany przez władze.

Przeszukany telefon Rogowa ujawnił zdjęcia miejskich krajobrazów okolic Sosnowca, na które nałożono czerwone strzałki, najwyraźniej wskazujące miejsca ukrycia lub odzyskania przedmiotów. Jedno ze zdjęć przedstawiało gazociąg na obrzeżach miasta, atrakcyjny potencjalny cel rosyjskiego ataku bombowego. Przypadkowe odkrycie przesyłki, jak się wydawało, doprowadziło władze do tropu uczestnika, a może nawet koordynatora, rosyjskiej kampanii sabotażowej przeciwko Polsce, żyjącego w głębokiej konspiracji jako dzielny przeciwnik Kremla.

Ponad rok później, w październiku 2025 roku, polskie władze ujawniły, że oskarżają również Rogowa o długoletnią współpracę z FSB, budzącą postrach rosyjską służbą bezpieczeństwa. Sugerowało to, że cała jego kariera jako działacza antykremlowskiego mogła być przykrywką dla jego działalności w FSB. Jednak, gdy sprawa trafiła do sądu, sędzia zamknął postępowanie przed opinią publiczną i prasą ze względu na bezpieczeństwo narodowe, podsycając dalsze spekulacje i plotki na temat tego, co dokładnie zrobił Rogow – zwłaszcza wśród rosyjskiej opozycji politycznej na uchodźstwie, gdzie walki wewnętrzne, podejrzenia i oskarżenia są na porządku dziennym.

Chociaż proces Rogowa został zamknięty, odkryłem tysiące stron dokumentów dotyczących jego i jego żony w aktach sądowych powiązanej sprawy. (O niektórych z tych akt donosił już wcześniej polski portal informacyjny Wirtualna Polska). Akta te, a także wywiady z kilkoma krajami ze źródłami wywiadowczymi i osobami znającymi Rogowa, pomogły w stworzeniu historii wygnania i szpiegostwa, która obejmowała szantaż, oszustwo i kryzys małżeński o dramatycznych konsekwencjach. (Zgodnie z polskim prawem osoby wymienione w aktach sądowych są w tej historii identyfikowane wyłącznie z imienia i pierwszej litery nazwiska, chyba że wyraziły zgodę na wymienienie pełnego nazwiska. Rogow i jego żona zostali wymienieni z imienia i nazwiska, ponieważ zostali już powszechnie uznani za protagonistów w tej sprawie).

Wielu znających Rogowa było zszokowanych jego aresztowaniem. Opisywali swojego przyjaciela jako sympatycznego, wyluzowanego i nieco nieporadnego, i mieli trudności z wyobrażeniem go sobie jako przebiegłego superszpiega albo kuriera bombowego z sekretnym życiem, wysadzającego europejskie miasta w imieniu Władimira Putina. „To facet, który kiedyś przypadkowo wysłał półnagie zdjęcia na grupowy czat” – powiedziała Milia Kaszapowa, która była szefową kampanii Rogowa, gdy ten kandydował w wyborach do rady miasta w Rosji i współpracowała z nim w bliskim kontakcie przez kilka miesięcy. „Trudno mi uwierzyć, że przez cały ten czas prowadził podwójną grę, że ani razu nie zawiódł. Gdyby naprawdę przez cały czas współpracował, cóż, to musiałbym powiedzieć, że Igor Rogow jest geniuszem”.

________________________________________

Na początku polscy śledczy mieli na Rogowa tylko jedną informację: ktoś wysłał mu podejrzaną paczkę. Podczas pierwszych przesłuchań w więzieniu Rogow utrzymywał, że to wszystko było wielkim nieporozumieniem. Zaprzeczył jakiejkolwiek wiedzy o zawartości paczki i zapewnił, że nigdy świadomie nie zrobiłby niczego, co mogłoby zaszkodzić jego nowej ojczyźnie. „Jestem bardzo wdzięczny Polsce za przyjęcie mnie i jestem gotów pomóc wam w każdy możliwy sposób” – powiedział śledczym.

Rogow przedstawił swoją wersję wydarzeń, w których jego nazwisko znalazło się na paczce. Jego przyjaciel Emil, również rosyjski działacz opozycyjny, powiedział mu, że pewien kontakt przywozi paczkę z Ukrainy i potrzebuje kogoś w Polsce, kto mógłby ją zostawić. Emil powiedział, że paczka zawiera „prezenty z Ukrainy”, a Rogow zapewnił, że bez problemu ją odbierze. Kilka dni później odebrał telefon od kobiety, która przedstawiła się jako Kristina. „Mam dla ciebie paczkę od Diesla” – powiedziała mu, dodając, że właśnie przyjechała do Krakowa z Ukrainy. Rogow nie miał pojęcia, kim jest Diesel, ale założył, że to właśnie o tę paczkę pytał go Emil. Powiedział Kristinie, że jest poza domem, odwiedzając znajomych, ale podał jej swój adres w Sosnowcu i wyjaśnił, jak może wysłać mu paczkę za pośrednictwem firmy kurierskiej.

Polskie władze wkrótce zidentyfikowały Kristinę jako ukraińską modelkę z Odessy i wystawiły za nią międzynarodowy nakaz aresztowania. Została zatrzymana pod koniec sierpnia na lotnisku w Amsterdamie, tuż przed wejściem na pokład samolotu do USA. Po przewiezieniu do polskiego aresztu, opowiedziała swoją wersję wydarzeń z paczką. „Diesel” był jej starym znajomym – przezwisko wzięło się stąd, że pracował przy samochodach używanych. Dowiedział się, że planuje pojechać do Polski samochodem i zapytał, czy mogłaby zabrać ze sobą paczkę. „Powiedział, że musi rozdawać te rzeczy biednym i pomagać kobietom i rodzinom” – powiedziała Kristina śledczym. „Wydawało mi się to dziwne, ale Diesel to dość dziwny facet”.

Kristina zeznała śledczym, że Diesel włożył termos, powerbank i inne rzeczy do jej mercedesa, zanim wyruszyła w długą podróż do Krakowa. Tam spotkała się z czeskim biznesmenem, który zaoferował jej 3000 euro, jeśli spędzi z nim tydzień w luksusowym hotelu. Zjadła ostrygi i wypiła szampana z Czechem, choć nocą poszli do oddzielnych sypialni, jak sugerują akta sprawy.

Pożegnawszy się z nową czeską przyjaciółką, Kristina przypomniała sobie o paczce. Miała ją wręczyć osobiście, ale kiedy zadzwoniła pod numer podany jej przez Diesla, mężczyzna po drugiej stronie – Rogow – poradził jej, żeby zamiast tego wysłała ją kurierem. Wyjęła puste pudełko po butach po butach marki Golden Goose za 500 euro, które kupił jej Czech, i wypełniła je rzeczami Diesla. Następnie owinęła je papierem i zaniosła paczkę do paczkomatu, zgodnie z instrukcją Rogowa.

Zaadresowawszy paczkę, wepchnęła ją do szafki, która była odrobinę za mała, przez co opakowanie się rozdarło. To uszkodzenie sprawiło, że firma kurierska otworzyła paczkę po dotarciu do sortowni, odkryła podejrzaną zawartość i wszczęła alarm. To zapoczątkowało aresztowania Rogowa i Kristiny. Gdyby wybrała większą szafkę, paczka mogłaby pozostać niezauważona, a bomba mogłaby zostać zmontowana i zdetonowana. Ale kto ją wykonał? Rogow czy ktoś inny? I na czyje polecenie?

________________________________________

Kilka dni po wysłaniu paczki, ale przed aresztowaniem, Kristina powiedziała, że odebrała telefon z numeru Diesla. „Zamierzam mówić. Posłuchaj i bądź cicho” – powiedział męski głos, którego nie rozpoznała. Powiedział jej, że osoba, do której wysłała paczkę, została zatrzymana i że jeśli ona również zostanie zatrzymana, powinna wymyślić historię o tym, jak zdobyła paczkę. „Cała korespondencja między tobą a Dieslem została skasowana; nie wspominaj o nim nikomu” – powiedział mężczyzna.

Tajemniczy Diesel wyłaniał się jako klucz do spisku z paczką. Czy mógł być rosyjskim agentem działającym na Ukrainie? Polskie władze aresztowały już kilku Ukraińców zwerbowanych przez Moskwę do podpaleń w Polsce i istniało prawdopodobieństwo, że Diesel był częścią rosyjskiej siatki dywersyjnej z Rogowem, wykorzystującej łatwy dostęp do materiałów wybuchowych na Ukrainie do pozyskiwania surowców, zanim zostały one zmontowane i zdetonowane w Polsce. Polskie władze wydały międzynarodowy nakaz aresztowania Diesla i Emila, który poinformował Rogowa o paczce.

Niezależnie od tego, dla kogo pracował Diesel, jedno stało się jasne w miarę trwania przesłuchania: Kristina nic nie wiedziała o przeznaczeniu ani miejscu przeznaczenia przesyłki. Podczas jednego z przesłuchań, gdy śledczy przeglądali jej telefon, domagając się coraz większej ilości szczegółów na temat jej spotkań z różnymi mężczyznami z listy kontaktów, straciła panowanie nad sobą i zapytała, jak to możliwe, że ma to związek z omawianą sprawą. „Wszystko, co udało wam się osiągnąć dzięki waszym śledztwom, to udowodnienie, że jestem łamaczką męskich serc” – powiedziała.

Kristina została zwolniona latem 2025 roku, po krótkim procesie, w którym prokurator przyznał, że miała przy sobie przedmioty, nie zdając sobie sprawy z ich zagrożenia, i zgodził się złagodzić zarzuty. Została skazana na karę pozbawienia wolności, która już odbyła – 304 dni – oraz grzywnę. Nie odpowiedziała na moje prośby o dalszy komentarz.

Jeśli chodzi o Rogowa, zaczynało wyglądać na to, że on również może być pośrednikiem w spisku bombowym. Upierał się, że nic nie wie o Dieslu i że na paczce widnieje jego nazwisko tylko dlatego, że zgodził się pomóc Emilowi. Największym sygnałem ostrzegawczym sugerującym, że może kłamać, był zestaw zdjęć różnych miejskich scen w Sosnowcu, oznaczonych strzałkami, znalezionych w jego telefonie. Ale miał na to przekonujące wytłumaczenie. Przyznał, że czasami zamawiał narkotyki rekreacyjne za pośrednictwem bota w Telegramie i otrzymywał zdjęcie miejsca odbioru ze strzałką oznaczającą miejsce odbioru. Jedynym powodem, dla którego niektóre z tych miejsc znajdowały się blisko rurociągów lub innej infrastruktury, było to, że były to odludne, puste miejsca, w których ukrycie lub odzyskanie paczki nie przyciągnęłoby większej uwagi, powiedział.

Śledztwo, które początkowo wydawało się prowadzić do ujawnienia poważnego kremlowskiego spisku terrorystycznego przeciwko Europie, nie szło zgodnie z planem. Nie było żadnego udowodnionego związku z Rosją, a jedyne dwa aresztowania dotyczyły nieświadomej ukraińskiej modelki i młodego Rosjanina, który najwyraźniej był winny jedynie sporadycznego zakupu narkotyków.

Ale coś jeszcze miało wyjść na jaw w sprawie Rogowa. Polscy śledczy mieli się dowiedzieć, że był on wiarygodnie oskarżony o wieloletnią współpracę z FSB i szpiegowanie przyjaciół i współpracowników z rosyjskiej opozycji. Źródło oskarżeń utrudniało ich odrzucenie: była to żona Rogowa, Irina.

________________________________________

Igor poznał Irinę, gdy byli nastolatkami. Oboje studiowali weterynarię w Sarańsku, ponurym mieście około 500 km na południowy wschód od Moskwy, gdzie mieszkali całe życie przed emigracją. Rogow miał bezczelny uśmiech i swobodne usposobienie, dzięki czemu łatwo nawiązywał przyjaźnie. Zaangażował się w aktywizm już na studiach, choć początkowo pociągały go głównie lokalne kwestie ochrony środowiska. Był wówczas jednym z tysięcy młodych Rosjan, którzy pomogli Nawalnemu w nieudanej próbie konkurowania z Putinem w wyborach prezydenckich w 2018 roku, a później dołączył do Otwartej Rosji, ruchu opozycyjnego założonego przez oligarchę na wygnaniu Michaiła Chodorkowskiego.

Rogow zyskał szacunek w kręgach opozycyjnych po incydencie w Mińsku, w sąsiedniej Białorusi, w sierpniu 2020 roku, kiedy Aleksander Łukaszenka, bliski sojusznik Putina, ogłosił zwycięstwo po sfałszowanych wyborach prezydenckich. Protestujący wyszli na ulice, a Łukaszenka rozpoczął brutalne represje. Rogow przebywał w Mińsku w ramach nieformalnej misji monitorującej zorganizowanej przez Otwartą Rosję. Drugiego wieczoru protestów Rogow i jego kolega aktywista, Artem Ważenkow, wpadli w zasadzkę przed centrum handlowym. Ubrani na czarno policjanci z oddziałów prewencji łapali każdego, kogo mogli złapać i wrzucali do opancerzonych ciężarówek; Rogow i Ważenkow trafili do niesławnego więzienia Okrestina w Mińsku wraz z setkami innych osób. Byli przetrzymywani na dziedzińcu, ze związanymi rękami i twarzą do ziemi, a następnie przeniesieni do przepełnionej celi, w której przebywało około 40 mężczyzn. „Nie było żadnych prób zdobycia informacji, jak w rosyjskich więzieniach. Po prostu bili cię za samo oddychanie” – powiedział mi Ważenkow. Policja prewencyjna połamała Rogowowi żebra i palce, pozostawiając jego ciało pokryte siniakami. Powtarzające się kopniaki w głowę w areszcie wywołały u niego migreny, które nawracały latami.

Tłum ludzi machający biało-czerwono-białą flagą, flagą historycznej Białoruskiej Republiki Demokratycznej.
Protesty antyrządowe w Mińsku na Białorusi w 2020 roku. Zdjęcie: Tatiana Zenkovich/EPA

Po trzech dniach bicia Rogow został zwolniony i deportowany do Rosji. W biurze Open Russia w Moskwie, na przemian śmiał się i płakał, opowiadając o traumatycznych przeżyciach, wciąż poruszając się ostrożnie po siniakach. „Wysłaliśmy go na kilka tygodni do pensjonatu, żeby doszedł do siebie” – powiedział Andriej Piwowarow, ówczesny dyrektor wykonawczy Open Russia.

Kilka tygodni później Igor i Irina, wówczas 23- i 24-latkowie, pobrali się w Sarańsku. Ważenkow, który był obecny, powiedział, że to było „typowe rosyjskie wesele” z wódką, toastami i mnóstwem tańców. Rogow również stał się bardziej aktywny w Otwartej Rosji; organizacja czuła się częściowo odpowiedzialna za fiasko w Mińsku i poparła go w objęciu stanowiska oficjalnego szefa oddziału w Sarańsku. Jednak kilka miesięcy później Otwarta Rosja oficjalnie się rozwiązała, ponieważ uznanie jej przez rosyjskie władze za „niepożądaną” oznaczało, że aktywiści mogli zostać aresztowani tylko za powiązania z nią. Dlatego kiedy Rogow ubiegał się o mandat w radzie miejskiej Sarańska latem 2021 roku, startował jako kandydat niezależny. Uzyskanie rejestracji, nawet w tak niskich wyborach, wymagało zorganizowanej i konsekwentnej kampanii. Milia Kaszapowa, 26-letnia aktywistka, dawniej związana z Otwartą Rosją, przeprowadziła się na kilka miesięcy do Sarańska, aby zostać szefową jego kampanii.

Kampania była niskobudżetowa – Kaszapowa mieszkała w mieszkaniu babci Rogowa – ale pomysłowa. Spędzali długie dni, agitując na ulicach i publikując na Instagramie filmiki z kotami Igora i Iriny. Wieczorami przesiadywali w barach, często z Iriną i omawiali strategię. Policja pojawiała się na większości wydarzeń publicznych, aby zastraszać zwolenników, ale było to standardową praktyką w rosyjskiej polityce regionalnej, a Rogow brnął dalej. On i jego zespół chodzili od drzwi do drzwi, obiecując tym, którzy zgodzili się ich wysłuchać, że jeśli zostaną wybrani, wniesie powiew świeżości do skorumpowanej rady miasta. W poście kampanijnym na Telegramie zamieścił zdjęcie siebie i Iriny z jednym z kotów, któremu towarzyszył slogan: „Miłość i wierność to fundamenty mojej rodziny”.

W dniu wyborów Rogow zdobył 16% głosów w swoim okręgu, zajmując trzecie miejsce za dwoma kandydatami o zdecydowanie prokremlowskich poglądach. Podziękował swoim zwolennikom i zapowiedział wszczęcie kilku spraw sądowych w ramach protestu przeciwko naruszeniom proceduralnym. „Myślisz, że to koniec? To dopiero początek” – napisał na swoim kanale w Telegramie. Jednak w kolejnych tygodniach, w obliczu politycznych represji wobec grup opozycyjnych, Rogowowie postanowili opuścić Rosję. Udali się do Gruzji, a następnie do Polski, po zdobyciu stypendiów w ramach programu dla rosyjskich działaczy opozycyjnych. Przybyli do Sosnowca 28 lutego 2022 roku, cztery dni po pełnej inwazji na Ukrainę. W ciągu kolejnych kilku miesięcy sytuacja w Rosji dramatycznie się pogorszyła, gdy weszły w życie przepisy cenzury wojennej. Odtąd większość przeciwników politycznych miała tylko dwie możliwości: więzienie lub zesłanie.


Nowym domem Rogowów był kanciasty pokój w akademiku, gdzie ich sąsiadem był Daniła Buzanow, kolejny rosyjski aktywista na wygnaniu. Buzanow spędził kilka lat pracując jako koordynator Nawalnego w Bałakowie, trudnym mieście przemysłowym znanym z elektrowni jądrowej. Odsiedział kilka wyroków więzienia i uciekł z Rosji pod koniec 2021 roku, spakował torbę i wymknął się z kraju w nocy po tym, jak policja pojawiła się w domu jego matki z kolejnym nakazem aresztowania.

Buzanov również zaczynał nowe życie od zera w Sosnowcu i nawiązał więź z Igorem i Iriną dzięki opowieściom z Rosji. „Igor był po prostu solidnym, prostolinijnym facetem, zawsze żartującym, zawsze miło się z nim rozmawiało, zupełnie jak przyjaciele, których miałem w domu, ci, których znałem jeszcze ze szkoły” – powiedział mi Buzanov. Bliskość tej trójki potęgowały warunki mieszkaniowe: dzielili łazienkę i czajnik, a drzwi do ich sypialni były zazwyczaj otwarte, żeby koty – które Irinie udało się wyprowadzić z Rosji – mogły swobodnie się poruszać.

Rogow zawsze zdawał się mieć pieniądze na wyjścia i spotkania towarzyskie. „Na każde spotkanie, z kimkolwiek, zawsze był obecny, zawsze gotowy na piwo i rozmowę” – powiedział Buzanow. Irina pracowała długie godziny, robiąc manicure w salonie kosmetycznym, aby dorobić do skromnego stypendium uniwersyteckiego – ale Igor nie miał pracy. Kiedy Buzanow zapytał go, skąd pochodzą pieniądze, odpowiedział, że sprzedał samochód przed wyjazdem z Rosji i żyje z tego. Rogow był również stale obecny na demonstracjach politycznych organizowanych w pobliskich Katowicach, gdzie niewielka społeczność rosyjskich zesłańców zbierała się, aby protestować przeciwko wojnie na Ukrainie lub upamiętnić śmierć Nawalnego w rosyjskim więzieniu. Irina rzadko brała w nich udział. „Była całkowicie apolityczna; wolała chodzić do klubów niż na wiec” – powiedział Buzanow.

Z czasem presja psychologiczna związana z życiem na wygnaniu zaczęła odbijać się na małżeństwie Rogowów. Irina uważała Igora za zdystansowanego i kapryśnego, a on sam coraz częściej zażywał narkotyki. Jeden z pracowników administracyjnych akademika opisał go później w przesłuchaniu policyjnym jako „miłego, grzecznego chłopca”, który był „raczej nieszczęśliwy i sprawiał wrażenie, jakby nie radził sobie z problemami”. Kłótnie pary stawały się coraz gorsze i w pewnym momencie Irina wyprowadziła się do pokoju na innym piętrze, zabierając ze sobą koty. Igor zapuścił wąsy i zaczął więcej ćwiczyć. Zaczął spędzać czas z inną rosyjską emigrantką studiującą na uniwersytecie, Poliną. W kwietniu 2023 roku Irina weszła do domu i przyłapała go na seksie z Poliną na ich starym łóżku. Nakrzyczała na nich i wybiegła. Kilka minut później telefon Buzanowa zawibrował z wiadomością od Iriny na Telegramie: „Czy wiesz, że Igor donosił na ciebie i innych do FSB?”

Irina wysłała podobną wiadomość do czatu grupowego dawnych kontaktów politycznych męża z Rosji i w ciągu kilku minut telefon Igora rozbłysnął pytaniami, które można by streścić jako: „WTF?”. Po gorączkowej dyskusji między małżonkami, Igor przekonał Irinę, by dała mu telefon, a on cofnął jej wiadomość. Później ona i Igor napisali do grupy, że to był kiepski żart, przepraszając za zamieszanie. Rogow jednak szybko wyznał swojemu sąsiadowi, Buzanowowi: „Był bliski łez i nie próbował się usprawiedliwiać, po prostu zaczął przepraszać.
»Przepraszam, zostałem do tego zmuszony« i takie tam” – powiedział mi Buzanow. Zbyt zszokowany, by zadać więcej pytań, Buzanow zabezpieczył swój laptop hasłem i ostrzegł innych znajomych, by uważali w pobliżu Rogowa.

Kryzys małżeński postawił Irinę w trudnej sytuacji, ponieważ jej polskie zezwolenie na pobyt było powiązane ze statusem azylowym Igora. Była wściekła, że cały akademik wiedział o jego romansie i powiedział mu, że ją upokorzył i zrujnował jej życie. Rozmawiała nawet z przyjaciółmi, czy powrót do Rosji byłby dla niej bezpieczny, biorąc pod uwagę, że nigdy nie była bezpośrednio zaangażowana w opozycję polityczną i raz wróciła do Sarańska na krótki wypad do krewnych bez żadnych problemów. Jednak w lipcu 2024 roku, kiedy Igor został aresztowany, nadal przebywała w Sosnowcu.

Dwóch młodych mężczyzn stoi na szczycie schodów. Jeden z nich ma uniesione brwi i szeroko otwarte oczy.
Igor Rogow (z prawej) z Danilą Buzanovem.

Kiedy wiadomość ujrzała światło dzienne, znajomi z czatu grupowego uznali, że to potwierdzenie, iż Irina mówiła prawdę o współpracy Rogowa z FSB i że polskie władze się o tym dowiedziały. W rzeczywistości, przez pierwsze kilka miesięcy jego zatrzymania, śledczy skupiali się wyłącznie na przesyłce z materiałami wybuchowymi i nie mieli pojęcia o niczym innym.


Z akt, do których uzyskałem dostęp, nie wynika jasno, w jaki sposób polskie władze dowiedziały się o rzekomych powiązaniach Rogowa z FSB – czy Igor przyznał się, a Irina im powiedziała, czy też informacja została dobrowolnie przekazana przez kogoś na czacie grupowym. Jednak 13 listopada 2024 roku, około cztery miesiące po aresztowaniu Rogowa, śledczy dodali do jego akt drugi zarzut: oprócz zarzutów związanych z materiałem wybuchowym, był on również objęty śledztwem w sprawie szpiegostwa. Tego samego dnia polskie władze aresztowały Irinę, chwytając ją, gdy przechodziła przez ulicę w Sosnowcu i oskarżając o współpracę z mężem. Dzięki serii przesłuchań obojga, historia współpracy Rogowa nabrała głębszego znaczenia.

Rogow powiedział, że został zwerbowany jeszcze na studiach, zanim jeszcze rozpoczął działalność opozycyjną, przez miejscowego oficera FSB z Sarańska, którego znał jako Jewgienija. Początkowo był dumny ze współpracy, uważając FSB za organizację patriotyczną i wdzięczny za niewielki dodatkowy dochód, jaki mu zapewniała. Po pewnym czasie Jewgienij dał Rogowowi telefon jednorazowy i kazał mu go trzymać w ukryciu w domu; to będzie ich sposób komunikacji. Irina była podejrzliwa wobec tych rozmów i zażądała, aby Igor powiedział, z kim tak regularnie rozmawia przez sekretny telefon. Początkowo powiedział jej, że to „osoba, która pomaga mi w nauce, załatwia różne sprawy biurokratyczne i wspiera mnie finansowo”. Później przyznał, że został zwerbowany przez FSB. Nigdy nie zdradził jej szczegółów swoich rozmów z Jewgienijem, jak twierdził, a ona nie naciskała. „Wystarczało jej, że wiedziała, że to nie inna kobieta” – powiedział.

Z akt nie wynika jasno, czy początkowy impuls do zaangażowania się w opozycję polityczną pochodził od Rogowa, czy od Jewgienija, ale gdy Rogow rozpoczął działalność polityczną, agent FSB naciskał na swojego rekruta, aby nawiązał jak najwięcej kontaktów. „Miałem dalej robić to, co chciałem: piąć się po szczeblach kariery w kręgach opozycyjnych, poznawać nowych ludzi, pomagać innym, a na koniec informować o wszystkim FSB” – wspominał Rogow. Za każdym razem, gdy wracał z konferencji opozycyjnej w Moskwie lub za granicą, mówił Irinie, że musi poświęcić trochę czasu na przygotowanie raportu, który przekaże Jewgienijowi.

Jewgienij powiedział Rogowowi, że idealnym scenariuszem byłoby, gdyby podczas jednej z tych podróży zagranicznych skontaktowała się z nim i zaproponowała mu to zachodnia agencja wywiadowcza. „Chodziło o to, że miałem zostać podwójnym agentem” – powiedział Rogow. Ten plan nigdy nie wypalił, ale sugeruje to, że Jewgienij miał wielkie plany wobec swojego agenta. W każdym regionie Rosji, jak powiedział mi jeden z europejskich funkcjonariuszy wywiadu, było wielu agentów FSB skupionych na infiltracji grup opozycyjnych, a ci oficerowie szukali sposobów, by wypromować swoje sprawy poza lokalne interesy. „Niski rangą oficer, który przeprowadził rekrutację, będzie próbował się wykazać, popychając sprawę tak daleko, jak to możliwe” – powiedział informator.

To może również tłumaczyć podróż Rogowa do Mińska w sierpniu 2020 roku. Raport opisujący nastroje na białoruskich ulicach byłby atrakcyjną walutą dla Jewgienija, funkcjonariusza FSB na prowincji, który miał kontakt ze swoimi przełożonymi w Moskwie. Irina błagała Igora, żeby nie jechał, ponieważ za kilka tygodni mieli się pobrać, ale po kilku rozmowach z Jewgienijem przez jego telefon jednorazowy, Rogow powiedział jej, że nie ma wyboru.

Funkcjonariusze organów ścigania ciągną demonstranta podczas wiecu opozycji w Mińsku w 2020 roku.
Funkcjonariusze organów ścigania ciągną demonstranta podczas wiecu opozycji w Mińsku w 2020 roku. Zdjęcie: BelaPAN/Reuters

Kilka dni po wyjeździe Rogowa do Mińska, znikł. Pojawiły się doniesienia o masowych aresztowaniach, a Irina była tak spanikowana, że sięgnęła po telefon i zadzwoniła pod zapisany w nim numer. Kiedy odebrał mężczyzna, powiedziała: „Jestem narzeczoną Igora i wiem, że rozmawia z kimś przez ten telefon. Wiem, że Igor pojechał na Białoruś z twojego powodu i muszę dowiedzieć się, co się z nim stało”. Mężczyzna po drugiej stronie niewiele powiedział, a potem się rozłączył. Wkrótce potem białoruskie władze uwolniły Rogowa. Nie jest jasne, czy FSB interweniowała w Mińsku, aby ułatwić mu uwolnienie, ale jego kolega-aktywista Ważenkow, który został zatrzymany w tym samym czasie, został zwolniony dopiero po dwóch dniach.

Kiedy Rogow wrócił, wstrząśnięty i posiniaczony po pobiciach w Mińsku, był zły na Irinę za kontakt z Jewgienijem. Powiedział jej, żeby nie wtykała nosa w jego sprawy i żeby nigdy więcej nie korzystała z sekretnego telefonu. Potem schował go gdzieś, gdzie nie mogła go znaleźć.

Wspominał, że w miesiącach po wydarzeniach w Mińsku Rogow wyczuwał, że Jewgienij jest zachwycony, że zyskał na znaczeniu na lokalnej scenie opozycyjnej. Twierdził jednak również, że szczerze zaangażował się w walkę opozycji i żałował, że zgodził się na współpracę. „Gdybym miał wybór, nie zrobiłbym tego… ale żeby funkcjonować w polityce i podtrzymywać relacje, musiałem przekazywać informacje, bo [Jewgienij] mógł wszystko uniemożliwić jednym pstryknięciem palców” – powiedział. Pewnego razu, gdy Rogow był na wizycie w szpitalu z powodu migreny, wręczono mu wezwanie do wojska. Kiedy rozmawiał o tym z Jewgienijem, agent FSB zasugerował, że może je cofnąć. „Jewgienij wiedział o mnie wszystko i szantażował mnie… Nie miałem wyboru, czułem się pod ciągłą presją psychologiczną” – twierdził Rogow. Z akt nie wynika jasno, czy Jewgienij popierał kandydaturę Rogowa do rady miejskiej w 2021 r. lub miał w tym swój udział, ani czy Rogow nadal otrzymywał regularne płatności z FSB.

Według relacji Rogowa, kiedy przybył do Polski w lutym 2022 roku, myślał, że w końcu wyrwał się z objęć Jewgienija. Zerwał kontakt, jak twierdził i skupił się na budowaniu nowego życia w Polsce. Jednak trzy miesiące później otrzymał wiadomość z nieznanego numeru na Telegramie i od razu domyślił się, że to Jewgienij. „W bardzo zawoalowany sposób poprosił mnie o przywiezienie części samochodowych i wiedziałem, że żąda ode mnie przekazania informacji” – powiedział Rogow śledczym. Zignorował wiadomość, ale Jewgienij wysyłał kolejne. „Każda z jego wiadomości powodowała u mnie ogromny stres, ponieważ miałem rodzinę w Rosji i bardzo się tego bałem” – powiedział. Rogow twierdził, że jego ojciec, wciąż w Sarańsku, został zaczepiony i poinformowany, że może zostać zmobilizowany do wojska na Ukrainie, mimo że miał ponad 50 lat i nie powinien był się kwalifikować. Rogow założył, że to Jewgienij wywiera presję.

W końcu, jak powiedział Rogow, zebrał dość przyziemne informacje o Buzanowie i kilku innych znanych mu działaczach opozycji na wygnaniu, spisał je w dokumencie Word i umieścił na pendrive’ie, który dał Irinie, która latem 2022 roku wybierała się do Rosji, aby odwiedzić rodziców. „Byłem przekonany, że te informacje nie mogą nikomu zaszkodzić, że te dane można częściowo znaleźć w internecie” – zeznał przesłuchującym go osobom. Rogow powiedział, że miał nadzieję, że przekazanie informacji uspokoi Jewgienija, a także, że jego zdaniem mogłoby to być dla Iriny pożytecznym zabezpieczeniem: gdyby rosyjscy strażnicy graniczni mieli jej za złe powiązania z opozycją, mogłaby twierdzić, że ma przy sobie ważne informacje dla FSB. (Irina twierdziła, że powiedział jej, co jest na pendrive’ie ani do kogo jest skierowany, dopiero po jej przyjeździe do Rosji).

Ostatecznie Irina bez problemu wjechała do Rosji. Po powrocie do Sarańska odwiedziła dawne mieszkanie pary, które teraz było puste, i na polecenie męża wyjęła z głębi kuchennej szafki jego stary telefon na kartę, gdzie stał nietknięty od czasu emigracji. Naładowała go i zadzwoniła pod numer zapisany w kontaktach, zgodnie z poleceniem Igora, ale nikt nie odebrał. Opuściła Rosję, nie oddając pen-drive’a USB. Po powrocie do Polski zapytała męża, czy nadal utrzymuje kontakt z Jewgienijem. „Powiedział, że nie i że nie chce utrzymywać z nim kontaktu, ale nie wie, jak się z tego wyplątać” – powiedziała.

Kilka miesięcy później, mniej więcej w czasie, gdy małżeństwo zaczęło się rozpadać, Rogow otrzymał wiadomość z innego konta Jewgienija, które działało pod pseudonimem. Do tego czasu para otrzymała już dokumenty azylowe, a Rogow oświadczył, że jest gotowy rozpocząć nowe życie, bez rosyjskiej polityki i bez FSB. „Odpisałem, że nie zajmuję się już polityką i nie będę już przekazywał żadnych informacji” – powiedział.

Później, w 2023 roku, Ważenkow – aktywista, który również został aresztowany w Mińsku – odwiedził Rogowa w Sosnowcu i przekonał się, że jego stary przyjaciel bardzo się zmienił. „Prawie nie rozmawialiśmy o polityce… powiedział, że nie jest już politykiem, skupia się na nauce. Był bardzo zdenerwowany rozstaniem z Iriną” – powiedział mi Ważenkow. Irina zdawała się lepiej adaptować, najwyraźniej wychodząc z mrocznego okresu tuż po rozstaniu: „Miała wiele planów i nauczyła się dobrze polskiego”.

Ale ani Igor, ani Irina nie mogli żyć tak, jak sobie wymarzyli. Wkrótce oboje trafili do więzienia. W zeszłym miesiącu, trzy lata po tym, jak Rogow twierdził, że zerwał kontakt z Jewgienijem, i dwa lata po jego aresztowaniu, sąd w Sosnowcu skazał go na siedem lat więzienia za szpiegostwo. Irina została skazana na trzy lata za pomoc w zabraniu mu pamięci USB do Rosji.

Grupa młodych ludzi przed budynkiem, na którym widnieje napis „wydział humanistyczny”/
Rogow (po lewej), Irina Rogowa (druga od lewej), Buzanow (drugi od prawej) i przyjaciele.

Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami, a nawet informacje o tym, jak oskarżeni przyznawali się do winy, są utajnione. Jednak prawnicy Igora i Iriny poinformowali mnie, że planują apelację. Obaj prawnicy stwierdzili, że woleliby jawny proces, sugerując, że gdyby opinia publiczna znała fakty w sprawie, mogłaby być mniej skłonna postrzegać parę jako kremlowskich superszpiegów. „Szkoda, że sprawa mojego klienta nie mogła być rozpatrywana w sposób bardziej przejrzysty i zniuansowany” – powiedziała Katarzyna Matejczyk, prawniczka Iriny. Jednak w czasie, gdy Moskwa prowadzi wojnę na Ukrainie i organizuje ataki sabotażowe w Europie, polskie władze nie mają czasu na szarość, jeśli chodzi o rosyjski szpiegostwo. „W obecnej sytuacji geopolitycznej nie ma szans na żaden inny werdykt niż wyrok skazujący” – powiedziała.


Pozostał jeszcze jeden niedokończony wątek – przesyłka z ładunkiem wybuchowym, która zapoczątkowała całą historię. Rogow został uznany za winnego zarzutów związanych z tą przesyłką, ale krótki, publiczny werdykt zawierał niewiele szczegółów. Jacek Dobrzyński, rzecznik polskiego ministra koordynującego służby bezpieczeństwa kraju, powiedział mi, że ślad przesyłki prowadził do Moskwy. „Nie ma wątpliwości, że był to rosyjski spisek zorganizowany przez rosyjskie służby specjalne” – powiedział.

Coś jednak nie do końca się zgadzało. Akta sądowe, z którymi miałem okazję się zapoznać, nie dostarczyły żadnych dowodów na rosyjskie powiązania, a wręcz wskazywały na inną możliwość. Podczas śledztwa jedno ze źródeł poinformowało polskie władze, że ich zdaniem „Diesel”, sprzedawca samochodów z Odessy, który przekazał paczkę modelce Kristinie, aby ta ją sprowadziła do Polski, faktycznie miał powiązania z ukraińskim wywiadem wojskowym.

Sugerowało to, że przesyłka mogła jednak nie być rosyjską bombą, lecz ukraińską, przewożoną przez Polskę i ostatecznie trafiającą do Rosji. Od 2022 roku Kijów prowadzi własną kampanię sabotażu w Rosji, wymierzoną w wojskowych lub zwolenników wojny. Do ostatniego takiego ataku doszło w tym miesiącu, kiedy improwizowana bomba eksplodowała w moskiewskiej restauracji podczas obchodów urodzin generała armii rosyjskiej. Zginęły trzy osoby. Moje ukraińskie źródła wywiadowcze twierdziły, że nie wiedzą o przesyłce wysłanej do Rogowa, ale jedno z nich stwierdziło, że kampania sabotażowa Kijowa była delikatną kwestią dla sojuszników i zazwyczaj była organizowana za ich plecami: „Prawie każdy kraj europejski zgadza się, że mamy do tego prawo, ale prawie żaden z nich nie chce w tym współpracować”.

Osobą, która najlepiej mogłaby rozwiązać zagadkę paczki, pomyślałem, był mężczyzna, który ją wysłał, tajemniczy Diesel – prawdziwe nazwisko Jurij Kowalenko. Znalezienie go było łatwiejsze niż się spodziewałem: odpisał na moje wiadomości na Facebooku i zgodził się spotkać w biurze swojej prawniczki w Odessie, pod warunkiem jej obecności. Kiedy się spotkaliśmy, miał na sobie kurtkę typu shell-suit, niebieskie dżinsy, trampki New Balance i jarmułkę – powiedział, że w ostatnich latach na nowo odkrył swoją żydowską tożsamość. Powiedział mi, że jego przydomek wziął się z jego długoletniej miłości do samochodów, ale że obecnie większość ludzi nazywa go po prostu Jurij.

Kowalenko powiedział mi, że zarabiał na życie importem, naprawą i sprzedażą używanych samochodów. Kategorycznie zaprzeczył jakimkolwiek powiązaniom z rosyjskimi służbami wywiadowczymi. Zaprzeczył również powiązaniom ze służbami ukraińskimi, ale jasno dał do zrozumienia w swoich odpowiedziach, że jego zdaniem paczka z materiałami wybuchowymi pochodziła z Ukrainy, a nie z Rosji. Ostatecznym miejscem przeznaczenia miał być Kaliningrad, rosyjska enklawa granicząca z Polską, powiedział. Upierał się jednak, że dowiedział się o tym dopiero później i że on również był jedynie ogniwem w łańcuchu niczego niepodejrzewających kurierów. Twierdził, że kolekcję przedmiotów przekazał mu znajomy, który „prawdopodobnie miał jakieś powiązania” z ukraińskimi służbami wywiadowczymi. Ten znajomy, jak powiedział, poprosił go o wysłanie kilku rzeczy do Polski, więc zapytał starego znajomego z rosyjskiej opozycji, Emila, czy zna tam kogoś godnego zaufania. Emil podał mu nazwisko Rogow.

Kowalenko unikał szczegółów: odmówił podania dalszych szczegółów dotyczących osoby, która rzekomo przekazała mu paczkę, i nie chciał powiedzieć, skąd wiedział, że materiały wybuchowe mają trafić do Kaliningradu. Nie potrafił też wyjaśnić, jak miały tam trafić. Oprócz prawnika, na przesłuchanie towarzyszył mu mężczyzna, który siedział obok niego w milczeniu i nie przedstawił się, twierdząc, że jest tam „przypadkiem”.

W mrocznym świecie gier wywiadowczych i intryg sabotażowych, trudno rozróżnić, gdzie leży prawdziwa lojalność każdego gracza. Co więcej, wielu byłych kolegów z rosyjskiej opozycji podejrzewa Emila o bycie informatorem FSB, tak jak Rogow. Pełna historia bomby i jej kurierów może być zapomniana, ale sam fakt, że Ukraina nie aresztowała Kowałenki, mimo że Polska ostrzegła Kijów o jego roli w spisku i zażądała jego ekstradycji, wskazuje na to, że materiały wybuchowe pochodziły od Ukrainy, a nie od Rosji.

A jeśli tak jest w istocie, byłby to kolejny dziwny zwrot akcji w historii Igora Rogowa, czyniący go jednocześnie informatorem rosyjskiej FSB i potencjalnym ukraińskim kurierem bombowym.


Wciągu dwóch lat od aresztowania Rogowa, jego dawny współlokator Buzanow wahał się, co myśleć o swoim byłym przyjacielu. Na początku współczuł Rogowowi i pisał do niego listy do więzienia. Potem był wściekły, że zdrada Rogowa doprowadziła do uwięzienia również Iriny, tylko za to, że wwiozła pendrive'a do Rosji. Obawia się również, że historia ta może wzbudzić bezpodstawne wątpliwości wśród polskich władz lub jego znajomych co do jego własnej lojalności. „Nasze biografie są tak podobne, a to jest niewygodne” – powiedział, gdy rozmawialiśmy w kawiarni niedaleko Sosnowca. Wielu znajomych Rogowa odrzuciło moje prośby o wywiad, twierdząc, że nie chcą być publicznie powiązani ze skazanym szpiegiem, ale Buzanow chętnie rozmawiał godzinami, chcąc pokazać, że nie ma nic do ukrycia.

To jedna z najbardziej szkodliwych konsekwencji współpracy Rogowa: nasiliła ona podejrzenia o infiltrację Kremla wśród tysięcy rosyjskich opozycjonistów i działaczy społeczeństwa obywatelskiego, którzy uciekli z kraju w ostatnich latach. Podejrzenia te dodatkowo osłabiają skuteczność opozycji na emigracji, już słabej i podzielonej, która walczy o utrzymanie pozycji w swoich nowych siedzibach w Warszawie, Berlinie czy Wilnie.

Rogow z pewnością nie był jedyną osobą w ich szeregach, która została zwerbowana. „Jestem przekonany, że były nas setki” – powiedział w 2022 roku były informator FSB w organizacji Nawalnego w wywiadzie dla „Guardiana”.
Wzbudzanie poczucia paranoi wśród opozycji jest prawdopodobnie częścią strategii FSB w zakresie rekrutacji tych osób. Kaszapowa, była szefowa kampanii Rogowa, powiedziała mi, że kiedyś bagatelizowała obawy dotyczące infiltracji, ale od czasu aresztowania Rogowa stała się „podejrzliwa wobec wszystkiego i wszystkich”.

O ile cele FSB są jasne, motywacje Rogowa pozostają mniej uchwytne. Z zeznań, które widziałem, trudno jednoznacznie stwierdzić, jak niechętnie współpracował, gdzie leżała jego prawdziwa lojalność i czy informacje, które przekazał, wyrządziły komukolwiek realną krzywdę. Jego przyjaciele, nie mając dostępu nawet do tych zeznań, wyciągnęli szereg wniosków: niektórzy nie wierzą w zarzuty, inni przyznają, że mógł być informatorem, ale zakładają, że był poddawany nieznośnej presji ze strony FSB, a jeszcze inni są na niego wściekli i uważają, że nie ma usprawiedliwienia dla współpracy. Nikt nie potrafi w pełni pogodzić koncepcji Rogowa jako wieloletniego agenta FSB z młodym człowiekiem, którego, jak im się wydawało, znali.

Buzanow, który zeznawał jako świadek na rozprawie, uważa, że współpraca Rogowa prawdopodobnie wynikała z jego charakterystycznego, błędnego podejmowania decyzji, które zawsze wpędzało go w kłopoty. Jest przekonany, że Rogow był autentycznie przeciwny Putinowi, ale podejrzewa, że był tak słabej woli, że został wciągnięty do pracy dla FSB, myśląc, że może zarobić trochę pieniędzy, nie wyrządzając nikomu większej krzywdy. W tym samym duchu, jak przypuszcza, Rogow zgodził się przyjąć podejrzaną paczkę bez zadawania zbyt wielu pytań. „Nie sądzę, żeby był jakimś superszpiegiem wysłanym ze specjalną misją do Polski” – powiedział. „Myślę, że to po prostu głupiec”.

Dodatkowa relacja Ady Petriczko



2.

https://tvn24.pl/polska/polskie-sluzby-zapobiegly-zamachowi-donald-tusk-o-zatrzymaniu-obywatela-rosji-st9188161
Służby zatrzymały obywatela Rosji, którego zadaniem miało być wykonanie egzekucji na obywatelu Ukrainy i Stanów Zjednoczonych - poinformował w czwartek premier Donald Tusk. Dodał, że udało się zapobiec zamachowi. … podejrzany to 29-letni mężczyzna z podwójnym obywatelstwem, który "posługuje się paszportem ukraińskim, ale ma korzenie we wschodniej Ukrainie na Donbasie i ma czysto rosyjskie korzenie". … celem podejrzanego był artysta pochodzenia ukraińskiego z amerykańskim paszportem. Osoba ta nie przebywała w Polsce na stałe - mieszka poza polskim terytorium. Planowany zamach nie miał mieć miejsca w kraju zamieszkania artysty. … podejrzany współpracuje oraz wyjaśnia szczegóły dotyczące tego, jak został zwerbowany przez rosyjskie służby.


3.

https://tvn24.pl/swiat/ukraina-atak-na-noworosyjsk-wolodymyr-zelenski-co-najmniej-cztery-okrety-rosji-trafione-st9187160
Co najmniej cztery okręty rosyjskiej Floty Czarnomorskiej zostały trafione podczas skoordynowanego ataku ukraińskich sił na port w Noworosyjsku na Morzu Czarnym. …
Port w Noworosyjsku jest obecnie główną bazą rosyjskiej Floty Czarnomorskiej. W 2022 r. Rosja wycofała tam większość okrętów z historycznej siedziby w Sewastopolu na okupowanym Krymie w obawie przed ukraińskimi atakami rakietowymi i dronowymi, także z wykorzystaniem dronów morskich.

Ukraińskie drony zaatakowały rafinerię i fabrykę Wildberries w Baszkirii

Atak dronów uderzył dziś rano w rafinerię ropy naftowej i centrum logistyczne Wildberries w Baszkirii w Rosji. Ukrinform podaje, powołując się na doniesienia kanału Telegram Astry, które mówiły, że rafineria ropy naftowej Gazprom Nieftiechim Saławat stanęła w płomieniach po ataku.

Gazprom Nieftiechim Saławat, zauważa Ukrinform, jest jednym z największych kompleksów naftowych i petrochemicznych w Rosji. W 2024 roku zakład przetworzył około 7,2 miliona ton ropy naftowej, co odpowiada około 2,7% całkowitej wolumenu rafinacji ropy naftowej w Rosji. We wrześniu 2025 roku rafineria została zaatakowana dwukrotnie przez ukraińskie drony, 18 i 24 września. Po ataku 14 lipca tego roku rafineria zawiesiła działalność.

Według Astry drony zaatakowały również centrum logistyczne Wildberries w rejonie Czyszmy w Baszkirii. Według RBC-Ukraina, obiekt, będący jednym z głównych centrów logistycznych rosyjskiej firmy zajmującej się sprzedażą internetową, zapalił się po ataku sił ukraińskich.

Ukraińskie drony zaatakowały dziś cele w ośrodku przemysłowym w Baszkirii, rosyjskim regionie położonym około 1200 kilometrów na wschód od Moskwy, w ramach nowej, masowej fali ataków głębinowych na terytorium Rosji. „Fragmenty jednego z dronów spadły na obszar przemysłowy Saławat. Wybuchł pożar” – poinformował w mediach społecznościowych gubernator Baszkirii Radi Chabirow. Według ukraińskich kanałów Telegram Supernowa i Eksilenowa, celem ataku była lokalna rafineria, jedna z największych w Rosji, należąca do giganta energetycznego Gazpromu.

Pięciu ratowników zginęło na Krymie, anektowanym przez Rosję półwyspie Morza Czarnego, w wyniku eksplozji po ataku ukraińskim, poinformował gubernator Sewastopola. „Nasi ludzie przeszukiwali teren po ataku ukraińskim. Doszło do eksplozji wrogiej amunicji” – poinformował gubernator Michaił Razwożajew w mediach społecznościowych.

Według rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) w zamachu bombowym w Sewastopolu na okupowanym Krymie zginął żołnierz rosyjskiego Ministerstwa Obrony. 32-letnia Rosjanka podejrzana o zdetonowanie ładunku w imieniu ukraińskich służb specjalnych została zatrzymana, podała agencja prasowa TASS.

W obwodzie odeskim rosyjska rakieta uderzyła w lokomotywę pociągu pasażerskiego, zabijając maszynistę i jego pomocnika. Poinformowało o tym biuro prasowe Kolei Ukraińskich. „Mamy dziś straszne wieści dla rodziny kolejowej. Rakieta przeciwpancerna uderzyła w pociąg pasażerski w obwodzie odeskim. Według wstępnych informacji, w ataku zginęło dwóch naszych kolegów: maszynista i jego pomocnik. Wszystkie okoliczności są obecnie badane” – poinformowała Ukrzaliznycja w komunikacie prasowym w czwartek.

Kijów: „Moskwa tworzy bataliony z jeńców wojennych”

Ukraiński wywiad posiada informacje dotyczące utworzenia przez Moskwę batalionów z ukraińskimi jeńcami wojennymi. Poinformował o tym Andrij Pasternak, szef Wspólnego Centrum Koordynacji Poszukiwań i Zwolnień Jeńców Wojennych, podczas konferencji prasowej w Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy, jak donosi Ukrinform. „Jesteśmy świadomi istnienia tych batalionów. Wspólnie z naszymi kolegami z Zarządu Wywiadu Zagranicznego i Wywiadu Wojskowego monitorujemy i dokumentujemy sytuację” – dodał Pasternak.


Japonia protestuje przeciwko wizycie Putina na Wyspach Kurylskich

Japonia protestuje przeciwko wizycie Władimira Putina na Wyspach Kurylskich w Rosji. Agencja TASS donosi, powołując się na japońskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które twierdzi, że wszystkie „terytoria północne” są „terytoriami przodków Japonii, zarówno historycznie, jak i prawnie”.


4.

Ukraińskie jednostki dronów z łatwością pokonały USA w ćwiczeniach wojskowych
https://www.wsj.com/pro/cybersecurity/ukrainian-drone-units-handily-beat-u-s-in-military-exercise-2de62094
Na początku tego roku wojska armii amerykańskiej wzięły udział w ćwiczeniach wojskowych w Niemczech. Jak donosi „Wall Street Journal”, nie poszły one po myśli USA. Według wiarygodnych źródeł, podczas ćwiczeń o nazwie Combined Resolve, ukraińskie jednostki dronów z łatwością wykryły i pokonały amerykańskie wojska i pojazdy opancerzone z Fort Hood w Teksasie.


5.

Izraelscy bojownicy oblegają dwie palestyńskie rodziny w ich domach na Zachodnim Brzegu
https://www.theguardian.com/world/2026/aug/13/israeli-troops-force-families-from-homes-amid-settler-terror-campaign-in-west-bank

Osadnicy i żołnierze odcięli dopływ wody i prądu do domów oraz zablokowali opiekę medyczną w ramach kampanii terroru
Od weekendu izraelscy bojownicy oblegali domy dwóch palestyńskich rodzin, chcąc za pomocą kampanii terroru przejąć ich majątek w wiosce Qusra na Zachodnim Brzegu.

W niedzielne popołudnie grupa osadników i żołnierzy rozbiła namiot przed domem rodziny Yousefa Hassana, uniemożliwiając mu tym samym wyjście na zewnątrz wraz z żoną i dwiema małymi córkami.

Izraelscy mężczyźni zebrali się zaledwie kilka metrów od miejsca, gdzie w marcu osadnik zabił 28-letniego Amira Moatasema Odeha. Inny napastnik dźgnął nożem jego ojca. Nikt nie został aresztowany w związku z morderstwem i napaścią.

„Każdej nocy osadnicy rzucają kamieniami, używają wulgarnego języka i krzyczą. Żyjemy w stanie terroru” – powiedział Hassan. Jego matka, brat, siostra i troje sąsiadów również zostali zamknięci w domu, a prąd i woda zostały odcięte.
Osadnicy zastosowali tę samą taktykę, aby ukraść kolejny dom Palestyńczyka w sąsiedniej wiosce Dżalud, wypędzając rodzinę al Tubasi w lipcu po trwającym wiele miesięcy oblężeniu.
Odcięli wodę i prąd w domach, chociaż panel słoneczny pozwala Hassanowi ładować niektóre urządzenia w Qusrze. Zablokowali również opiekę medyczną.

Kiedy w poniedziałek jego młodsza, dwuletnia córka zachorowała na wymioty i wysoką gorączkę, osadnicy zablokowali dojazd karetki do domu. Dziewczynki i ich matka zostały ostatecznie ewakuowane we wtorek.

Hassan powiedział, że w domu brakowało jedzenia i pili wodę i sok dostarczony przez karetkę, która przyjechała po jego córkę. „Sytuacja jest niezwykle dramatyczna”.

W środę rano dowódca izraelskich sił w regionie, generał Avi Bluth, odwiedził rodziny i obiecał zniesienie oblężenia, poinformował rzecznik izraelskiego wojska. Hassan potwierdził wizytę.

„Dzisiaj dowódca rejonu przyjechał, porozmawiał z nami i zapewnił, że ewakuuje osadników. Po raz pierwszy czuję, że armia podchodzi do sprawy osadników z pewną powagą” – powiedział Hassan, dodając jednak, że nie przyniosło to jeszcze konkretnych rezultatów.

Żołnierze usunęli namiot, ale nie pościel i inne rzeczy, i po krótkich starciach z osadnikami wycofali się. „Osadnicy wciąż są przed domem, a my nadal nie możemy się wydostać”.
Rzecznik izraelskiego wojska powiedział, że dowódcy są „poważnie zaniepokojeni” działaniami osadników i że żołnierze, którzy ich wspierają, zostaną ukarani dyscyplinarnie. Nie ujawnił jednak, kiedy nastąpi zakończenie oblężenia.

 

W środę wieczorem szef sztabu generalnego Sił Obronnych Izraela, Ejal Zamir, spotkał się z innymi dowódcami wyższego szczebla, aby omówić sytuację w Al-Kusrze. Rozkazał batalionowi rezerwistów piechoty powrót z urlopu, aby wzmocnić siły na Zachodnim Brzegu.

 

„Batalion, który obecnie przechodzi okres odnowy i szkolenia, zostanie wysłany do tego sektora w celu wzmocnienia kontroli operacyjnej. Ponadto dodatkowi żołnierze pozostaną w gotowości do rozmieszczenia w razie potrzeby” – powiedział rzecznik wojskowy.

Rzecznik dodał, że wojsko współpracuje z policją, aby „postawić przed sądem osoby odpowiedzialne za zamieszki”. …

Izraelscy bojownicy atakują Palestyńczyków niemal bezkarnie na okupowanym Zachodnim Brzegu. Od 2020 roku izraelscy cywile i żołnierze zabili tam ponad 1100 Palestyńczyków, a w tej sprawie wydano tylko jeden akt oskarżenia.

Przemoc jest częścią szerszej kampanii czystek etnicznych. Izrael siłą wysiedlił 64 palestyńskie społeczności w ciągu ostatnich trzech lat, poinformowała organizacja obrońców praw człowieka B'Tselem. Piętnaście innych społeczności straciło mieszkańców, a ponad 4800 osób zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów.
„To, co dzieje się w Qusrze, nie jest odosobnionym incydentem” – powiedział dyrektor wykonawczy B'Tselem, Yuli Novak.

„Milicje osadnicze, wspierane przez izraelskie wojsko, rozszerzają swoje ataki na palestyńskie wioski i miasteczka – zajmując ziemię, atakując domy i zmuszając rodziny do opuszczenia ich. Izraelskie czystki etniczne na Zachodnim Brzegu nasilają się i rozprzestrzeniają na oczach wszystkich”.

Dziesiątki Izraelczyków z elity bezpieczeństwa, polityki i kultury kraju zagroziło podjęciem kroków prawnych przeciwko swojemu rządowi za brak reakcji na „terroryzm żydowski” na okupowanym Zachodnim Brzegu.

Jako siła okupacyjna Zachodniego Brzegu, Izrael jest zobowiązany na mocy prawa międzynarodowego do zapewnienia bezpieczeństwa cywilom palestyńskim i zaspokojenia ich podstawowych potrzeb.

Wojsko izraelskie ogłosiło ten obszar zamkniętą strefą wojskową i uniemożliwiło dziennikarzom zbliżanie się do palestyńskich domów. Osadnicy izraelscy podlegają tym samym rozkazom, ale nie zostali deportowani.


6.

Ambasador USA w Izraelu: „Oblężenie palestyńskich domów przez osadników to akt terroryzmu”.
https://www.repubblica.it/esteri/2026/08/13/diretta/guerra_iran_usa_israele_news_oggi-425526334/?ref=RHLF-BG-P2-S1-T1-r35679
„Działania tych, którzy dokonali tego przerażającego aktu terroru, mającego na celu zastraszenie i nękanie tej rodziny, są odrażające” – napisał ambasador USA w Izraelu na portalu X, odnosząc się do izraelskich osadników oblegających dom dwóch palestyńskich rodzin w Qusra na Zachodnim Brzegu. „Nie ma usprawiedliwienia dla tak brutalnego zachowania” – napisał Mike Huckabee na portalu X.

Wśród atakowanych domów znajduje się dom należący do obywatela USA.

„Nie opuścimy naszego domu, bez względu na wszystko” – powiedziała Aisha Abu Rida, jedna z Palestyńczyków, którzy są obecnie oblężeni w swoich domach przez izraelskich osadników, którzy blokują drogi i odcinają wodę i prąd w wiosce Qusra na Zachodnim Brzegu.

„Jesteśmy otoczeni przez izraelskich osadników, ale pozostajemy niezłomni” – powiedziała Abu Rida, cytowana przez panarabskie media. „Nawet jeśli staniemy się męczennikami, prosimy o pochówek w naszym domu, aby pozostał on świadectwem zbrodni popełnionych przez osadników przeciwko nam i narodowi palestyńskiemu” – dodała.

W odniesieniu do ostatnich oblężeń prowadzonych przez brutalnych osadników na Zachodnim Brzegu „nie mamy nic do dodania poza naszym wcześniejszym stanowiskiem, że przemoc ze strony osadników, zastraszanie oraz niszczenie broni i mienia muszą ustać, i wzywamy Izrael do podjęcia konkretnych działań w celu zapobiegania przemocy ze strony osadników i zapewnienia, że sprawcy tych zbrodni zostaną pociągnięci do odpowiedzialności”. Rzeczniczka Komisji Europejskiej ds. zagranicznych Anitta Hipper oświadczyła to na swoim codziennym briefingu prasowym, dodając, że „wszelkie wysiłki powinny być skierowane na deeskalację wszystkich tych napięć”.

Kanał 11 informuje, że Siły Obronne Izraela zniosły tymczasowy nakaz ewakuacji trzech palestyńskich rodzin oblężonych w wiosce Qusra, wydany dziś rano w oczekiwaniu na „operację wojskową w tym rejonie, która potrwa kilka dni”.
Operacja ma się skupić wyłącznie na niezamieszkanych domach w wiosce.

W nocy IDF przemieścił 51. Batalion w celu likwidacji dwóch nielegalnych izraelskich placówek, które powstały w pobliżu wioski, znajdującej się w Strefie B.

Siły IDF otaczają obecnie wioskę, aby uniemożliwić przedostanie się kolejnych osadników.


7.

Kościoły pod kluczem: kiedy wandalizm wkracza do miejsc świętych
https://www.repubblica.it/cronaca/2026/08/13/news/vandalismo_chiese_lugo_san_pietro_campobasso-425526796/?ref=RHLM-BG-P13-S1-T1-fdg13
Po porannej mszy drzwi się zamykają. Nie jest to zmiana w harmonogramie na lato, ale środek bezpieczeństwa. Kościół kolegiacki świętych Franciszka i Ilaro w Lugo, największy kościół w mieście Lugo w Rawennie, pozostanie zamknięty w ciągu dnia, dopóki w prezbiterium nie zostanie zainstalowany system alarmowy. Decyzja zapadła po serii włamań. 31 lipca proboszcz parafii, Don Leonardo Poli, zaskoczył pięciu chłopców w wieku od 12 do 15 lat wokół ołtarza. Udało im się sforsować puszki na ofiary, uszkodzić plastikowe świece i zniszczyć, a nawet splunąć, niedawno zakupiony kandelabr o wartości około dwóch tysięcy euro. Na widok księdza uciekli. Kamery bezpieczeństwa zarejestrowały już inne incydenty, a parafia przekazała nagranie policji. Następnie blokada została zniesiona: kościół był otwarty tylko na nabożeństwa, a brama między parkingiem a Piazza Savonarola była również zamykana wieczorem.

 

Tabernakula, posągi, kandelabry

Kilka dni wcześniej w Cattolica ktoś zdarł i ukradł tabernakulum z kościoła San Giorgio in Conca . Konsekrowane hostie zostały porzucone na okolicznym terenie zielonym. Kradzież została odkryta wieczorem 7 sierpnia, podczas zamykania kościoła i zgłoszona policji.

16 czerwca z kaplicy rzymskiego szpitala Aurelia zniknęło kolejne tabernakulum. Było ciężkie, przymocowane do cokołu i zawierało konsekrowane hostie. Osoby wchodzące do kaplicy zabierały również ofiary przechowywane w świecznikach wotywnych: kilkadziesiąt euro pozostawionych przez pacjentów i ich rodziny. W tym przypadku miejsce, które zostało zbezczeszczone, to nie tylko kościół, ale przestrzeń w szpitalu, zbudowana specjalnie po to, by pomieścić strach i bezbronność.

W kwietniu we Frosinone w ciągu kilku dni ścięto dwa święte wizerunki. Najpierw figurę Ojca Pio w kościele klasztornym San Benedetto, a następnie Madonnę z Lourdes umieszczoną w publicznej niszy. W obu przypadkach głowy pozostawiono u stóp figury. Karabinierzy pozyskali nagrania z monitoringu, sugerujące możliwe wspólne pochodzenie.

 

Inne incydenty

W lutym 2025 roku mężczyzna wspiął się na ołtarz konfesji w Bazylice Świętego Piotra i rzucił na ziemię sześć XIX-wiecznych kandelabrów o łącznej wartości trzydziestu tysięcy euro. Został aresztowany i oskarżony. W maju 2024 roku w kościele Sant'Angelo Magno w Ascoli Piceno, zamkniętym po trzęsieniu ziemi w 2016 roku, intruzi zniszczyli szaty liturgiczne, krucyfiks i figurę, uszkodzili XVII-wieczne organy i odsłonili kilka grobów. W sierpniu tego samego roku w Montecilfone, w prowincji Campobasso, figura Matki Bożej z Medjugorje została rzucona na ziemię i roztrzaskana wraz z innymi przedmiotami sakralnymi.

W lutym 2025 roku proboszcz, ks. Maurizio De Angeli, podjął decyzję o zamknięciu kościoła San Pietro in Vincoli przy Via San Rocco w dzielnicy Cavoretto w Turynie, z wyjątkiem godzin nabożeństw. Bezdomny mężczyzna wielokrotnie załatwiał swoje potrzeby, zarówno w formie płynnej, jak i stałej, w kościele. Oddał nawet mocz do chrzcielnicy i zostawił na ołtarzu papier poplamiony ekskrementami.
Następnie, w październiku 2025 roku, wykorzystując chwilę nieuwagi personelu, mężczyźnie udało się przeskoczyć bariery chroniące Ołtarz Konfesji. W ciągu kilku sekund wspiął się po najsłynniejszych schodach Bazyliki Świętego Piotra, dotarł do ołtarza, rozpiął spodnie i oddał mocz. Wszystko to na oczach setek turystów.

W grudniu 2025 roku Don Domenico Monteforte, kapelan rzymskiego kościoła Termini, który 3 listopada, z powodu stale pogarszającego się stanu, zmuszony był zamknąć kościół dworcowy na czas nabożeństw bez nadzoru, doniósł: „Moczu w kropielnicy było mnóstwo. Dopóki były to odchody rozrzucone po kątach kościoła, traktowaliśmy to filozoficznie. Nie wiem, czy to było celowe bluźnierstwo, tutaj na dworcu jest wiele osób z problemami psychicznymi, nie chcemy nikogo oskarżać, ale z pewnością jest to niepokojący gest”.

W maju 2024 roku wandale zdewastowali mur zabytkowego kościoła Madonna della Serra w Ruffano w Salento. „Hańba! Akt wandalizmu szpeci miejsce wiary i piękna” – powiedział zastępca burmistrza Ruffano, Franco De Vitis. „Z głębokim oburzeniem i gniewem potępiamy kolejny akt wandalizmu, który dotknął kościół Madonna della Serra, miejsce o wielkiej wartości historycznej i religijnej, zanurzone w sugestywnym otoczeniu przyrody”.

Film w mediach społecznościowych

Niektórzy ludzie nawet niszczą kościoły, aby nagrać film i udostępnić go w mediach społecznościowych. Tak się stało na przykład w październiku 2023 roku w kościele Carmine w Noci w Apulii. Czwórka uczniów w wieku 11 i 12 lat, wciąż ubranych w szkolne mundurki, wyważyła drzwi tabernakulów, uszkodziła organy, rzucała śmieciami i próbowała podpalić je świecami wotywnymi. Rozpoznani przez kamery, spotkali się z kustoszem kościoła, dyrektorem i rodzicami, aby przeprosić.

„Kiedy sprawcami są nastolatki, kryzys wychowawczy należy analizować przed kwestią religijną” – wyjaśnia kardynał Marcello Semeraro, prefekt Dykasterii ds. Kanonizacji. W przypadku Lugo, ojciec Leonardo Poli mówi o nudzie i nieobecności w rodzinie.

 

Księga Liczb

Nieuniknione pytanie brzmi, czy ataki na kościoły rzeczywiście rosną. We Włoszech publicznie dostępne dane nie dostarczają spójnych statystyk krajowych, które agregowałyby kradzieże, wandalizm i profanację, określając motywy i sprawców.

W raporcie z 2024 roku OBWE odnotowała 893 przestępstwa z nienawiści zgłoszone przez policję we Włoszech. Wśród nich odnotowano 59 ataków na miejsca kultu religijnego i 27 incydentów sklasyfikowanych jako wandalizm, jednak liczby te uwzględniają wszystkie możliwe przyczyny dyskryminacji i nie pozwalają na oszacowanie liczby przypadków dotkniętych kościołami chrześcijańskimi. W raporcie ostrzega się, że zgłoszenia organizacji społeczeństwa obywatelskiego są dobrowolne i niekoniecznie odzwierciedlają rzeczywistą liczbę incydentów.

Na poziomie europejskim, Obserwatorium Nietolerancji i Dyskryminacji Chrześcijan, wyspecjalizowana organizacja z siedzibą w Wiedniu, oszacowało liczbę 2211 przestępstw przeciwko chrześcijanom w 2024 roku, porównując statystyki policyjne, dane OBWE i własne badania. Wśród nich znalazło się 94 podpalenia kościołów i innych miejsc kultu chrześcijańskiego. Liczby te są znaczące, ale pochodzą z różnych systemów krajowych i nie można ich automatycznie odnieść do sytuacji we Włoszech.

 

Ochrona

Po wielokrotnych włamaniach do Bazyliki św. Piotra, Watykan podjął decyzję o wzmocnieniu środków bezpieczeństwa w niektórych częściach bazyliki. Kardynał Mauro Gambetti zauważył jednak, że w poprzednim roku przez Bazylikę św. Piotra przewinęło się ponad dwadzieścia milionów osób, a liczba incydentów była niezwykle ograniczona w porównaniu z liczbą odwiedzających. Wyjaśnił, że bazylika musi zachować „poczucie wolności” dla wchodzących i nie może być zmilitaryzowana.


8.

https://zakopane.wyborcza.pl/zakopane/7,179294,32964698,zakopane-znow-uczci-ognia-panstwo-sie-wycofalo-sad-przypomnial.html
Zaledwie trzy tygodnie po niekorzystnym dla rodziny Józefa Kurasia wyroku w Zakopanem zabrzmi Apel Poległych ku czci "Ognia" i jego ludzi. Kontrowersje wzbudza również lista nazwisk na pomniku.

Pod odnowionym pomnikiem Józefa Kurasia „Ognia" w Zakopanem zabrzmi w czwartek 13 sierpnia hymn, odmówiona zostanie modlitwa, a uczestnicy złożą kwiaty i zapalą znicze. Organizatorzy chcą uczcić partyzanta i jego podkomendnych w 20. rocznicę odsłonięcia monumentu.

 

Podhale. "Ogień" wciąż dzieli górali

Uroczystość odbędzie się zaledwie trzy tygodnie po wyroku, w którym sąd odmówił rodzinie Kurasia odszkodowania i pieniędzy na symboliczne upamiętnienie partyzanta. W ustnym uzasadnieniu wyliczył ciemne karty jego życiorysu.

Gośćmi honorowymi obchodów mają być niedawno ułaskawiony przez Karola Nawrockiego Adam Borowski oraz Ryszard Majdzik. Organizatorami są Stowarzyszenie Podhale w Ogniu, Klub im. Władysława Zamoyskiego oraz zakopiański oddział Związku Podhalan.
Pomnik poświęcony "Ogniowi" w Zakopanem stoi od dwudziestu lat. W 2006 roku odsłonili go prezydent Lech Kaczyński oraz Zbigniew Kuraś, syn „Ognia". Na głównej płycie znalazł się napis poświęcony ludziom Kurasia poległym w walce „z hitlerowskim i komunistycznym zniewoleniem". Na mniejszych tablicach wyryto nazwiska i pseudonimy jego podkomendnych.

Nie wszyscy górale pogodzili się z takim stanem rzeczy. W przeszłości kilkukrotnie oblewano go czerwoną farbą, a także pozostawiano przy nim ulotki oskarżające „Ognia" i jego ludzi o zbrodnie na cywilach. Tuż przed rocznicą władze Zakopanego zleciły renowację monumentu.
Dla organizatorów czwartkowej uroczystości Kuraś pozostaje bohaterem walki z Niemcami, a następnie z narzuconą Polsce władzą komunistyczną. Taki obraz od lat kwestionują niektórzy historycy, przedstawiciele środowisk Armii Krajowej, rodziny ofiar oraz społeczności żydowska i słowacka.

 

"Ogień". Dla jednych bohater, dla innych człowiek odpowiedzialny za zbrodnie

Początkowo Józef Kuraś walczył z niemieckim okupantem w Konfederacji Tatrzańskiej, Armii Krajowej i Batalionach Chłopskich. Pod koniec wojny znalazł się w oddziale Armii Ludowej, a po wkroczeniu Armii Czerwonej uczestniczył w organizowaniu milicji i aparatu bezpieczeństwa w Nowym Targu. Później zerwał z komunistami i ponownie odszedł do lasu.
Jego ludzie przeprowadzali brawurowe akcje przeciwko komunistycznemu aparatowi represji. Najgłośniejszą było rozbicie więzienia św. Michała w Krakowie i uwolnienie kilkudziesięciu więźniów. Jednocześnie oddziały podległe Kurasiowi dokonywały napadów, rabunków i zabójstw cywilów. Wśród ofiar byli Polacy, Słowacy oraz Żydzi, którzy przeżyli Zagładę.
Marek Zapała, przewodniczący Zarządu Głównego Niezależnego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, od kilkudziesięciu lat bada historię podhalańskiej partyzantki. Stanowczo sprzeciwia się stawianiu Kurasia za wzór.

– Całe swoje dorosłe życie poświęciłem dbaniu o dobre imię Armii Krajowej. Pod nazwę AK podszywało się wiele osób. Pierwszym z nich był J. Kuraś „Ogień", który używał symboli AK na wydawanych przez siebie bezprawnych wyrokach śmierci oraz samowolnie nadał sobie stopień majora. „Ogień" był dezerterem z AK i jej wrogiem, współpracownikiem NKWD, porucznikiem oddziału Armii Ludowej, funkcjonariuszem MO i UB w Nowym Targu, gdzie w obecności kapitana NKWD przesłuchiwał żołnierzy pierwszego pułku w sprawach AK. Dawanie społeczeństwu za przykład postawy „Ognia" jest wysoko niemoralne i nieetyczne – przekonuje Zapała.

Zbigniew Kuraś, syn "Ognia", przez lata domagał się wypłaty 10 mln zł zadośćuczynienia oraz pokrycia kosztów symbolicznego upamiętnienia ojca. 22 lipca 2026 roku Sąd Okręgowy w Nowym Sączu oddalił jego wniosek Zbigniewa Kurasia.

 

Sąd wyliczył „Ogniowi" ciemne karty życiorysu

Sąd przyznał, że „Ogień" prowadził działalność na rzecz niepodległości Polski. Jednocześnie wskazał na jego stosunek do ludności żydowskiej, antysemickie treści w podpisywanych przez niego odezwach oraz odpowiedzialność dowódczą za działania podkomendnych. Jednym z przywołanych wydarzeń była zbrodnia pod Krościenkiem, gdzie w 1946 r. zamordowano Żydów próbujących wyjechać z Polski.
Sąd przypomniał również, że Kuraś organizował Milicję Obywatelską i pełnił funkcję w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Nowym Targu. Jako członek aparatu bezpieczeństwa miał być świadkiem represji wobec żołnierzy AK. Wyrok nie jest prawomocny, a pełnomocniczka rodziny zapowiedziała apelację.

O tym, jak silne emocje wciąż budzi sprawa "Ognia" wśród górali, pokazują zmiany, jakie wprowadzono w oficjalnych uroczystościach. Rok temu z programu zakopiańskich obchodów Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych" usunięto apel przy jego pomniku. Zakończenie obchodów przeniesiono pod Palace, dawną katownię gestapo. Starosta tatrzański Andrzej Skupień tłumaczył, że pomnik podzielił Podhale, a udział uczniów w uroczystościach powodował protesty rodziców.

Również Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zdecydowało, że podległy mu Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych przestanie organizować uroczystości ku czci „Ognia".

- W naszej narodowej pamięci jest miejsce dla przedstawicieli wszystkich formacji zbrojnych, które walczyły o wolną Polskę. Nie ma jednak zgody na pomniki dla tych, którzy splamili żołnierski mundur czynami niegodnymi, zasługującymi na potępienie – stwierdziła w 2024 roku szefowa resortu, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk.

Kontrowersje budzi nie tylko samo upamiętnienie Kurasia. Na zakopiańskim pomniku znalazło się również nazwisko żołnierza Armii Krajowej Mariana Chracy „Giewonta". Według badaczy powojennej historii Podhala nie był on jednak człowiekiem „Ognia", lecz ofiarą jego dawnych podkomendnych. Na tej samej tablicy miał zostać upamiętniony razem ze swoimi oprawcami.

 

Zabity przez „Wiarusów", upamiętniony jako jeden z nich

Według dokumentów zgromadzonych przez działaczy Chraca był żołnierzem 1. Pułku Strzelców Podhalańskich AK. Nie należał do PPR, UB ani do oddziału „Ognia". Mimo to po wojnie został oskarżony o zdradę i współpracę z Niemcami.

20 września 1947 r. do jego domu we Wróblówce przyszli członkowie grupy „Wiarusy", stworzonej przez dawnych podkomendnych Kurasia. „Ogień" nie żył już wtedy od siedmiu miesięcy, dlatego nie można przypisywać mu osobistego udziału w zabójstwie.
Według relacji matki Chracy i materiałów archiwalnych napastnicy pobili mężczyznę, związali mu ręce drutem, a następnie wyprowadzili go z domu. Kilkadziesiąt metrów dalej został zastrzelony. Przy ciele pozostawiono kartkę z oskarżeniem o zdradę ojczyzny, a z domu zabrano mundury, ubrania i inne przedmioty.

Nazwisko Chracy znalazło się później na liście ludzi zabitych przez „Wiarusów", odkrytej w 1984 r. wraz z innymi dokumentami na strychu domu w Skawie. Mimo to w 2006 r. umieszczono je na zakopiańskim pomniku „Ognia" i jego podkomendnych. Obok mają widnieć nazwiska ludzi związanych z jego śmiercią.

Za przygotowanie listy nazwisk umieszczonych na pomniku odpowiadał Maciej Korkuć, historyk krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej i badacz podziemia antykomunistycznego na Podhalu, a obecnie doradca Prezydenta Karola Nawrockiego. Jeszcze przed odsłonięciem monumentu informowano, że opracowuje wykaz około 90 osób, które miały zostać na nim upamiętnione.

 

Pomyłka sprzed 20 lat nadal bez sprostowania

W 2006 r., kiedy odsłaniano pomnik, ukazała się również książka Korkucia „Za wolność i niepodległość. Zgrupowanie partyzanckie Józefa Kurasia "Ognia" w latach 1945–1947". Historyk przez lata należał do najważniejszych przedstawicieli IPN zajmujących się Kurasiem i przedstawiał go jako dowódcę podziemia walczącego o niepodległą Polskę. Część działaczy - w tym Marek Zapała - zarzucają mu jednak, że na przygotowanej liście znalazł się Marian Chraca „Giewont", który – według zgromadzonych przez nich dokumentów – nie był członkiem oddziału, lecz ofiarą dawnych podkomendnych „Ognia".

– Pomimo naszych uwag, błędnych informacji dotyczących pochodzącego z Wróblówki żołnierza AK Marana Chracy „Giewonta", dr Maciej Korkuć z krakowskiego oddziału IPN nie sprostował, przez co wprowadził w błąd nawet Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Na tablicy pomnika ogniowców w Zakopanem umieścił nazwisko ofiary obok nazwisk oprawców – wskazuje Zapała.

I tłumaczy: - Przy jego nazwisku widnieje krzyż, co oznacza, że zginął w akcji, a przecież został bestialsko zamordowany przez ogniowców. Żołnierz AK Marian Chraca „Giewont" nigdy nie był konfidentem niemieckim, ani też ubeckim, nie należał do PPR, ani też nie był ogniowcem - a to w zależności od wygodnej dla niego sytuacji przypisał mu w swoich opiniach dr Korkuć.

W czwartek pod pomnikiem znów padną słowa o bohaterstwie i niezłomnej walce o wolną Polskę. Zaledwie trzy tygodnie wcześniej sąd przypomniał jednak o zbrodniach obciążających życiorys „Ognia". Państwowy urząd wycofał się z organizowania obchodów ku jego czci, a samorząd przeniósł oficjalne uroczystości w inne miejsce.
========
Goralenvolk wiecznie żywy


9.

N. Chandrasekaran odchodzi: Jak pogłębia się walka o władzę

http://timesofindia.indiatimes.com/articleshow/133187749.cms?utm_source=contentofinterest&utm_medium=text&utm_campaign=cppst
To znajomy widok, ale wciąż brutalny. Spadkobiercy ogromnej fortuny pragną odzyskać kontrolę, podczas gdy profesjonalni menedżerowie walczą. Spadkobiercy wygrywają. To samo dzieje się w Ameryce, Włoszech, a nawet Indiach, ale z tym wyjątkiem, że tutaj rodzina rządzi międzynarodową korporacją za pośrednictwem filantropijnych trustów. Teraz kolej na Tatę, która właśnie finalizuje przejęcie Iveco. Wojna, która rozpoczęła się w salonie w Mumbaju, kończy się na razie listem składającym się z pięciu akapitów. Człowiek, który kieruje grupą, N. Chandrasekaran, menedżer spoza rodziny, ogłosił wczoraj, że nie będzie ubiegał się o trzecią kadencję na stanowisku prezesa Tata Sons i ustąpi 20 lutego 2027 roku. Czekał sześć miesięcy, a następnie ustąpił tydzień przed spotkaniem, które miało odnowić jego mandat w zarządzie. Wczoraj akcje TCS zamknęły się spadkiem o 4%, akcje Tata Motors Jaguar Land Rover spadły o 1,3%, a akcje Tata Steel spadły o ponad 1%.

 

Konfrontacja spadkobierców

Debata nad losem konglomeratu wartego około 280 miliardów dolarów i posiadającego udziały w około trzydziestu sektorach, w tym motoryzacji, transporcie lotniczym, finansach i technologii, rozpoczęła się 24 lutego. Pięcioletnie przedłużenie, jednogłośnie rekomendowane przez dwa największe trusty i sprawdzone przez komisję nominacyjną, dotarło do zarządu i utkwiło w martwym punkcie: jeden dyrektor odmówił zatwierdzenia. Decyzja Chandrasekarana nie była jednomyślna. Źródło mające bezpośrednią wiedzę o decyzji powiedziało agencji Reuters, że nieporozumienia z trustami były jedynym powodem jego rezygnacji. Dyrektor nie został wymieniony z imienia i nazwiska w liście, ale osobą, która sprzeciwiła się w lutym, był Noel Tata: przyrodni brat Ratana, szwagier Cyrusa Mistry'ego, przewodniczący Tata Trusts, który rozpocznie pracę dwa dni po śmierci patriarchy w październiku 2024 r . Trusty kontrolują 66% spółki holdingowej, ale poprawka do statutu z 2022 r. zabrania ich przewodniczącemu kierowania również Tata Sons. Zasada, która ma dziś chronić kadrę zarządzającą, to klatka, która zmusza Noela Tatę do sprawowania władzy za pośrednictwem dyrektora-prokuratora. Nie może on zająć stanowiska, ale może uniemożliwić komukolwiek innemu jego zajęcie.

Trudności finansowe

Argumentów nie brakuje: 158-letnia grupa odczuwa rosnące straty Air India, spadającą sprzedaż Jaguar Land Rover i wyciek danych w dziale elektroniki, który dotknął klientów takich jak Apple i Tesla. Jednak stawką jest tylko jedna rzecz: Tata Sons musi pozostać prywatna. Obie strony starły się o notowanie spółki holdingowej, a także jej straty i wyjście mniejszościowego akcjonariusza. 6 sierpnia Bank Rezerw potwierdził, że Tata Sons znajduje się wśród czołowych instytucji finansowych i nie wydał jeszcze orzeczenia w sprawie wniosku spółki holdingowej o zrzeczenie się licencji: od tej odpowiedzi zależy, czy obowiązek giełdowy powróci do porządku obrad. Naciskają na notowanie Shapoorji Pallonjis, rodzina Mistry, którzy posiadają 18,4% niepłynnej spółki i od lat szukają drogi wyjścia, aby zmniejszyć swoje zadłużenie. Pozostanie prywatnym oznacza usunięcie spółki holdingowej z rynku, zwolnienie jej z obowiązku przejrzystości, jaki ciąży na spółkach giełdowych i zachowanie kontroli nad trustami. Wewnątrz trustów spór zakończył się już w sądzie, wraz z apelacjami do Komisarza ds. Organizacji Charytatywnych Maharasztry i sprzeciwami wobec kwalifikowalności powierników. Ministrowie rządu centralnego również interweniowali w zeszłym roku, lecz bezskutecznie. Decydujący moment nastąpił 11 listopada: Neville Tata, syn Noela i Bhaskar Bhat zostali włączeni w zebranie trustu. Propozycja ta nie była w porządku obrad; według indyjskiej prasy, została umieszczona w sekcji „sprawy inne”. Na tym samym zebraniu komitet wykonawczy został rozwiązany, a pełnia władzy przeszła w ręce prezesa. W dramatycznym obrocie spraw, dynastia powróciła tylnymi drzwiami, wchodząc do porządku obrad.

Skutki dla Włoch

Gra ma włoski rozdział, a harmonogram jest bezlitosny. Brakuje tylko jednej zgody, oczekiwanej do końca sierpnia, na rozpoczęcie oferty przejęcia Iveco: 3,8 mld euro po 14,1 euro za akcję, która ma zostać zaoferowana na początku września i sfinalizowana do początku listopada, z uwzględnieniem specjalnych uprawnień włoskiego rządu, z zastrzeżeniem ograniczeń, 28 października 2025 roku. Nabywcą nie jest Tata Motors, należąca do Jaguar Land Rover, lecz jej siostrzana firma zajmująca się pojazdami przemysłowymi, powstała w wyniku wydzielenia w 2025 roku. Wczoraj, wbrew trendowi grupy, akcje zamknęły się wyżej, zyskując 1,59%.

Przewodniczącym jest sam Chandrasekaran, architekt operacji i ten, który 29 czerwca obiecał akcjonariuszom wejście do czwórki największych światowych producentów. Iveco zmieni właściciela na początku listopada, kiedy pierwotnemu właścicielowi pozostanie nieco ponad trzy miesiące urzędowania. Ryzyko resztkowe związane z finalizacją transakcji leży całkowicie w tej ostatniej autoryzacji: finansowanie jest zapewnione, a dział obronny został już sprzedany Leonardo za 1,7 miliarda euro. Niewiadomą jest, co stanie się dalej. Podpisane zobowiązania obowiązują przez dwa lata od ugody, do końca 2028 roku i obejmują siedzibę główną w Turynie, brak zamknięć zakładów i brak redukcji zatrudnienia jako bezpośredniej konsekwencji operacji: ramy czasowe wykraczające poza luty 2027 roku, które będą musiały być przestrzegane przez zespół zarządzający, którego jeszcze nie ustalono. Dla Turynu i Rzymu pozostaje ostrzeżenie: w strukturze Tata decydentami nie są prezes zarządu ani nawet zarząd spółki holdingowej, ale fundusze filantropijne, których struktura zarządzania jest ustalana przed komisarzem regionalnym. Włoskie gwarancje zatrudnienia wynegocjowano z zarządem, który już tracił swój mandat.


10.

Różnica płci dotyczy również czasu wolnego: kobiety mają o 42 minuty mniej niż mężczyźni

Od danych Istat do konkretnej historii: historii Claudii, która w ramach „samoobrony przed stresem związanym z pracą” przypisuje nową wartość czasowi, który poświęca sobie
https://d.repubblica.it/culture/dossier/women-up/2026/08/13/news/storia_vera_disparita_genere_lavoro_e_tempo_libero-425523812/?ref=RHLM-BG-P26-S1-T1-l1f3
Istnieje inna nierówność płci, o której rzadko się mówi: czas osobisty. Według najnowszych danych ISTAT, Włoszki mają średnio o 42 minuty mniej wolnego czasu niż mężczyźni na wakacjach: 4 godziny i 28 minut w porównaniu do 5 godzin i 10 minut. Ta różnica ma dość konkretne wyjaśnienie: kobiety nadal dźwigają ciężar prac domowych i opiekuńczych, który jest półtora raza większy niż u mężczyzn. Ta strata czasu wpływa również na to, co robimy, gdy w końcu mamy czas. W 2024 r. 26,3% mężczyzn kojarzy czas wolny z hobby, w porównaniu do zaledwie 21,6% kobiet. Nawet w sporcie różnica jest widoczna: uprawia go 43,4% mężczyzn w porównaniu do 31,8% kobiet. List Claudii ilustruje jednak, jak hobby, pasja lub proste zainteresowanie może stać się nowym zasobem, siłą napędową właśnie wtedy, gdy wszelkie złudzenia na temat kariery i jej sensu zostają rozwiane. Ponieważ po życiu spędzonym na budowaniu, obronie i ostatecznie wytrwaniu w pracy, jak twierdzi, znalazła coś, co sprawia jej przyjemność „w zupełnie nieoczekiwany sposób”. Odpowiada czytelniczce Robertie Zantedeschi, konsultantce ds. HR i humanistycznej trenerce biznesu, opierając się na wnioskach z jej eseju „Zaufaj, że wszystko jest tutaj”, w którym kwestionuje zdolność pracy do definiowania i pełnego spełnienia nas, a także ponownie skupia się na naszych pasjach jako prawdziwych zasobach.

Drodzy Redaktorzy, właśnie skończyłam czytać historię Paoli C. w „Repubblica” i byłam, delikatnie mówiąc, zszokowana. Jeśli zmienimy imię, miejsce zamieszkania i wiek (ale tylko nieznacznie: 59), to dosłownie historia mojego życia. Mojego życia zawodowego, chciałabym to wyjaśnić. Ukończyłam liceum językowe z oceną 48/60, a następnie zapisałam się na filologię obcą, ponieważ zawsze chciałam zostać nauczycielką; na przedostatnim roku studiów znalazłam pracę na pół etatu, żeby nie prosić rodziców o pieniądze. Czekając na biblijne czasy konkursów nauczycielskich lat 90., zaraz po ukończeniu studiów (z oceną 108/110) znalazłam pracę w prywatnym ośrodku badawczym, gdzie odpowiadałam za zarządzanie relacjami z zagranicznymi badaczami: trzy lata w Co.Co.Co. W pewnym momencie pracodawcy znaleźli sposób na usprawiedliwienie naszej długotrwałej obecności, dodając mnie i innego kolegę do zarządu, bez przymusu zatrudniania nas, mimo że wcześniej (ustnie) obiecali, że nas zatrudnią. Dobrze. Po trzech latach, zmęczona takim traktowaniem, odeszłam z tego stanowiska i poświęciłam kilka miesięcy na bardzo dobry i przydatny kurs: nauczyłam się tam obsługi oprogramowania do składu graficznego i rozwinęłam się jako tłumaczka i grafik dokumentacji technicznej i handlowej. Byłam proszona o zastępstwa w związku z urlopami macierzyńskimi i innymi formami współpracy. To przeskakiwanie z firmy do firmy pozwoliło mi na dogłębne zrozumienie lokalnego środowiska przemysłowego, w tym jawnej i ukrytej „dynamiki biurowej”. Tak, ponieważ aby dobrze pracować, trzeba wiedzieć, jak zachowywać się w biurze, a nie każdy to potrafi… To były bardzo kształtujące doświadczenia, zwłaszcza że w końcu zaczęłam otrzymywać składki emerytalne. Nadchodzi nowe tysiąclecie i wreszcie, pracując w ciągu dnia i ucząc się do 1 w nocy, zdobywam kwalifikacje nauczycielskie. Zaczynam swoją pierwszą pracę jako nauczyciel zastępczy; Szybko jednak uświadamiam sobie, że chociaż uwielbiam uczyć, złe maniery uczniów i znaczna obojętność wielu ich rodzin – na szczęście nie wszystkich – uniemożliwiają mi tak upragnione przekazywanie wiedzy. Każdego dnia, w klasie, marnuję 90% energii, próbując utrzymać uwagę i prosząc uczniów o ściszenie dźwięku – nawet jeśli są zajęci czymś innym, podczas gdy ja tłumaczę. Pogodziwszy się z ciosem tego rozczarowania i pamiętając o wspaniałych współpracach, jakie nawiązałam z administracją publiczną jakiś czas temu, zaczynam przystępować do egzaminów konkursowych z administracji publicznej. Zaczęłam wysyłać CV do dziesiątek firm, a jedna z nich chciała mnie zatrudnić na stanowisku menedżera dokumentacji wielojęzycznej. Aby „mieć wolne ręce” do upragnionej pracy w administracji publicznej, poprosiłem tę firmę o przekształcenie procesu rekrutacji we współpracę i słusznie, ponieważ w ciągu sześciu miesięcy firma została przejęta przez zagraniczną korporację międzynarodową, której headhunterzy postanowili zamknąć biuro w moim mieście. Na szczęście w międzyczasie otrzymałem telegram z jednej z instytucji administracji publicznej, w której brałem udział w jednym z egzaminów konkursowych, z zaproszeniem do pracy. Wznosząc toast za zażegnane niebezpieczeństwo i przede wszystkim dziękując mojemu szóstemu zmysłowi, teraz doskonale wyszkolonemu w wykrywaniu problematycznych sytuacji w pracy, przygotowywałem się do pełnego wkroczenia w życie zawodowe administracji publicznej. Żegnajcie marzenia o chwale, witajcie stabilizacja.

Jest rok 2005, mam 38 lat i po piętnastu latach niepewnej pracy życie się do mnie uśmiecha: praca jest świetna, atmosfera pracy jest świetna. Dwadzieścia jeden lat minęło w mgnieniu oka, ale wszystko się zmienia, i to na gorsze: zwiększone obciążenie pracą, bardzo rzadkie podwyżki stażu pracy, przybycie nowych, młodszych kolegów, którzy walczą o stanowiska, wierząc, że w ten sposób „awansują”. Obserwuję z rozbawieniem i goryczą, jak egoiści się przechwalają. Już w gimnazjum nie znosiłam najlepszych uczniów. Kilka miesięcy temu próbowałam zapytać w Narodowym Instytucie Ubezpieczeń Społecznych (INPS), kiedy będę mogał przejść na emeryturę. Powiedziano mi, że biorąc pod uwagę fragmentaryczny charakter mojej kariery, nie mam innego wyboru, jak polegać na emeryturze. Myślę, że odbieram pracę niektórym młodym ludziom, którzy chcieliby mieszkać na własną rękę, bez konieczności szukania pracy za granicą. Moje poczucie winy, jak to ze wszystkim, szybko mija, ale ta myśl wciąż mi towarzyszyła. Myśl, której ustawodawcy nie wzięli pod uwagę, gdy podjęli decyzję o podniesieniu wieku emerytalnego do 67 lat.

Robiłam w swojej pracy, co mogłam, brałam odpowiedzialność za swoje decyzje, „chciałam być tym, kim jestem”, ale teraz jestem w innej fazie. Czuję, że reszta mojego życia coraz bardziej skupia się na innych, o wiele ważniejszych rzeczach. Mój wujek był dość znanym lokalnym rzeźbiarzem, a w ostatnich latach miałam okazję organizować kilka wystaw z pomocą znakomitych kuratorów i naukowców. I choć nigdy nie było to moje ulubione zajęcie, dalekie od moich zainteresowań, czerpię z niego radość w zupełnie nieoczekiwany sposób. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę miała energię, by uczynić z tego swoje główne zajęcie, ale jednym z jego wielu uroków jest właśnie to, że nie ma żadnych terminów, żadnych zobowiązań i że od czasu do czasu daje mi okazję do zarobku. Teraz moja „oficjalna” praca staje się wręcz przeszkodą. Ale nie tylko to. Zawsze ceniłam samą pracę, ponieważ porządkowała mój dzień, ale teraz, gdy muszę trzymać się harmonogramów, rejestrować czas, być bombardowana aktualizacjami, nawet w sprawach niezwiązanych ściśle z pracą, i poddawać się ocenom, które skutecznie podkopały resztkę spójności między współpracownikami – to wszystko wywołuje u mnie niepokój. Staram się być w biurze punktualnie o 8:00, aby wyjść jak najszybciej i w ten sposób dać sobie jak najwięcej miejsca na „resztę dnia”. Postanowiłam stosować te i inne praktyki, aby chronić się przed stresem związanym z pracą i dopiero później, gdy myślałam, że je wymyśliłam, odkryłam, że to wszystko ma swoją nazwę: ciche kończenie pracy, któremu sama poświęciłam piękny odcinek mojego artykułu kilka miesięcy temu.

Ta historia (Elvira), a także ta o Paoli, zainspirowały mnie do podzielenia się moim doświadczeniem jako kobiety pracującej, należącej do mniej szczęśliwego pokolenia: z żywą pamięcią o godności pracy i po jej zakończeniu, ale z wizją dzisiejszego horyzontu, znacznie bardziej niepewnego i z niewielką liczbą pewników, które nie napawają optymizmem. Kończę ten długi list, dziękując jej za ten felieton: dzięki niemu czuję się mniej samotna, i to nie tylko ze względu na dwie historie, o których wspomniałam wcześniej. I tę wdzięczność wobec niej z pewnością podziela wiele kobiet oprócz mnie. Claudia B. z Genui

 

Ekspert odpowiada na list

Droga Claudio, dobrze opisałaś ciche rezygnowanie – robienie dokładnie tego, co trzeba, nic więcej jako formę samoobrony, gdy praca nie nadaje już sensu. Stało się to jedną z najczęstszych reakcji na zerwane porozumienie: w 2024 roku 25% osób pracujących we Włoszech znajdzie się w kategorii, którą Gallup określa jako „aktywnie niezaangażowanych”: nie tylko niezadowolonych, ale tak bardzo pozbawionych sensu, że to niezadowolenie wpływa na ich codzienną pracę. Nasz kraj należy do krajów o najwyższym wskaźniku w Europie. Kiedy sens w danej roli wysycha, a kontekst, w którym pracujemy, przestaje odpowiadać temu, w co wierzymy, satysfakcja nie powraca natychmiast. Trzeba jej szukać gdzie indziej. I odkryłaś to gdzie indziej, organizując wystawy swojego wujka, ten świat, który nie był twój i którym cieszysz się „w zupełnie nieoczekiwany sposób”. Pasje i zainteresowania mają tę moc: stają się niezwykłymi sojusznikami w poszukiwaniu sensu, poczucia własnej skuteczności i satysfakcji. To naprawdę wspaniałe zasoby.

Ale chciałbym zejść na bok i dodać coś, co może trochę swędzieć: to naturalne, po tylu latach w tym samym środowisku, doświadczyć spadku motywacji i zaangażowania, zwłaszcza jeśli przez tak długi czas praca - ciężko zarobiona - nie była tym jedynym, ale TYM punktem odniesienia, wokół którego wszystko inne się kręci. Kiedy stawiamy pracę w centrum, ryzyko wyschnięcia jest większe i to z prostego powodu: wszystko się zmienia, my się zmieniamy, sama praca się zmienia, otaczający kontekst, ludzie, społeczeństwo... krystalizowanie tego, czego doświadczamy, gdy to działa, jest zrozumiałe, ale całkowicie bezużyteczne, ponieważ jest niemożliwe. To, czego doświadczyłeś, zmiana - na lepsze lub gorsze - jest zamiast tego naturalne i nieuniknione. Nie biorę odpowiedzialności od organizacji, dla których pracujemy, a tym bardziej od systemu, który sprawił, że praca stała się centrum wszystkiego dla wszystkich.

Chcę jednak zwrócić uwagę na naszą – Twoją, moją – siłę, by powrócić do dokonywania zdrowych wyborów, a przede wszystkim własnych. Aby to się stało, musimy zrozumieć jedno: nie chodzi o to, że „odkrywamy” nasze pasje w pewnym momencie życia, ale o to, że zbyt często odkładamy je na dekady, przekonani, że praca – w tym nieodpłatna opieka – musi być w centrum uwagi. Zwłaszcza gdy praca idzie dobrze. Prawdziwe pytanie nie brzmi: „co mam teraz zrobić, skoro praca nie wystarcza”, ale: dlaczego czekaliśmy, aż to nie wystarczy? Ludzie, którzy pielęgnują zainteresowania – z intencją i ciągłością – z czasem budują rezerwy zasobów psychologicznych (kompetencji, tożsamości, przynależności), które nie zależą od umowy, oceny ani szefa. Chciałbym jednak podkreślić jedną rzecz: uważaj, by twoja pasja nie stała się drugą pracą pod płaszczykiem wolności, z terminami, pomiarami i tym samym głodem osiągnięć, przed którym uciekasz. Sam piszesz, że jednym z uroków tego nowego biznesu jest „brak zobowiązań”: pielęgnuj to, to różnica między pasją, która Cię karmi, a taką, która dominuje nad Tobą tak samo, jak praca, którą chcesz porzucić. Nie musisz wspinać się na góry, aby zmienić swoje życie; czasami wystarczy przestać oczekiwać, że praca Cię zdefiniuje, niezależnie od tego, jak trudno było osiągnąć ten szczyt. Dziękuję za napisanie: Twoja historia może zachęcić czytelników do zadania sobie pytania już dziś, a nie za dwadzieścia lat, jakie zainteresowanie, hobby czy pasję mogą rozwijać już dziś, aby praca nie stała się jedynym źródłem spełnienia , a w konsekwencji nieuniknionym kryptonitem.


11.

Dlaczego zastąpienie Karoline Leavitt przez Trumpa może być niemożliwe
https://edition.cnn.com/2026/08/13/politics/karoline-leavitt-leaving-white-house-trump
Donald Trump nie potrzebuje nikogo innego, kto byłby jego rzecznikiem.

Najbardziej hałaśliwy prezydent w historii nowożytnej zawsze głosił swoje przesłanie — w codziennej fali wpisów w internecie, wywiadów i kłótni z reporterami.

Odejście rzecznika prasowego może zatem wydawać się błahostką dla głównego posłańca. Jednak odejście Karoline Leavitt, ogłoszone w środę, stanowi poważną stratę osobistą i polityczną. Pustka, którą pozostawi, podkreśli jej rolę jako ważnego członka prezydenckiego zespołu doradców.
Ale jest kimś znacznie więcej niż rzeczniczką. Leavitt rozumie tożsamość Trumpa. Przewodziła jego drugiej kadencji w ataku na waszyngtońskie instytucje odpowiedzialności – w tym przypadku prasę Waszyngtonu. Podobnie jak szefowa, złamała schemat swojego stanowiska. A nieustannym trollowaniem reporterów obnażyła pęknięcia tradycyjnego dziennikarstwa w erze mediów społecznościowych.

Leavitt napisała w środę w mediach społecznościowych, że od narodzin drugiego dziecka, córki, 1 maja, zdała sobie sprawę, że nie może być matką, na jaką zasługują jej dzieci, poświęcając im „nieustanny czas, energię i uwagę”, jakich wymaga jej praca. Trump, być może łagodząc cios, jaki poniosło odejście 28-latki, którą chwalił jako jedną ze swoich „najbardziej zaufanych asystentek”, ogłosił, że Leavitt nadal będzie pełnić funkcję zewnętrznego doradcy.

Herkulesowe zadanie

Bycie rzecznikiem prasowym Trumpa nie jest łatwe. Termin „dyscyplina przekazu” to oksymoron w tej administracji. Nikt, łącznie z nim samym, nie wie, co prezydent powie z minuty na minutę. Zmienia politykę w mgnieniu oka, zaprzeczając swoim najwyższym urzędnikom i sobie samemu.
A Trump to mistrz manipulacji mediami. Demonizowano go, schlebiano i przez dekady odgrywano rolę reportera. Rozkoszował się rolą czarnego charakteru z nowojorskich tabloidów lat 80., budując swoją markę jako potentat rynku nieruchomości i celebryta. Wyczuwa, że ​​media potrzebują ciągle zmieniających się nagłówków i wykorzystuje je jako narzędzie odwracania uwagi.

Zapał Trumpa do konfliktów, pogarda dla etykiety i gotowość do wypowiadania oburzających rzeczy stworzyły alchemię, gdy jego polityczny awans zbiegł się z eksplozją mediów społecznościowych. Wykorzystał nową technologię, aby wstrzyknąć swoją wulkaniczną osobowość do politycznego krwiobiegu narodu, omijając tradycyjne media, którymi posługiwali się jego poprzednicy.

Być może więc nie potrzebuje w ogóle kolejnego rzecznika prasowego.

Będzie mu trudno zastąpić kombinację umiejętności Leavitt. Mówi ona językiem MAGA płynniej przed kamerą niż ktokolwiek poza prezydentem. Jej briefingi to nie tyle próby wyjaśniania polityki czy przekazywania zaszyfrowanych wiadomości zagranicznym przywódcom, co demonstracje trumpowskiego buntu.

Zwolennicy prezydenta uwielbiają Leavitt. Jej ataki na znanych reporterów przywodzą na myśl buntownicze okrzyki z pierwszej kampanii Trumpa. Rzadko odpowiada wprost na pytania – woli atakować motywy i sposób myślenia reporterów wcielających się w rolę statystów w programie o Trumpie.

W zeszłym miesiącu Leavitt zasiadła u boku prezydenta na obiedzie Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu, który został przełożony po tym, jak uzbrojony mężczyzna próbował wtargnąć na doroczne wydarzenie w kwietniu. Ten wieczór, który Trump spędził, obrażając dziennikarzy w okrutny i osobisty sposób, stanie się teraz pożegnalną metaforą jej kadencji.

Również w tym przypadku jest rzeczą stosowną, że Leavitt ogłosiła swoją rezygnację w środku burzy, która wywołała spekulacje, czy Biały Dom mógł wykorzystać reporterów na pokładzie Air Force One jako przynętę podczas tajnego lotu prezydenta z Turcji w zeszłym miesiącu, wywołanego obawami o bezpieczeństwo.

Poważne pytania o wolność prasy

Kadencja Leavitta zapisze się w pamięci jako okres, w którym obalony został stereotyp, jakoby prasa odgrywała kluczową rolę w pociąganiu prezydentów do odpowiedzialności.

Jej operacja przejęła kontrolę nad systemem puli, od dawna zarządzanym przez Stowarzyszenie Niezależnych Korespondentów. Decydowała, kto mógł uczestniczyć w wydarzeniach prezydenckich i latać Air Force One. Dodała do stałego korpusu prasowego serwisy streamingowe, lokalnych, konserwatywnych prezenterów radiowych, podcasterów i osobowości MAGA.

Krytycy dostrzegli próbę wprowadzenia propagandystów, którzy mieliby łagodniej podchodzić do Trumpa. Jego zwolennicy oklaskiwali to, co uznali za spóźnione rozwodnienie tego, co uważają za liberalne, elitarne media.

W jednej z ogromnych kontrowersji, będącej uosobieniem pogardy administracji dla mediów, Leavitt – pod przewodnictwem Trumpa – zakazał agencji Associated Press udziału w niektórych konferencjach prasowych Białego Domu, a reporter agencji został wykluczony z Air Force One. AP, która ma tysiące klientów w USA i na całym świecie, odmówiła zmiany swojego przewodnika stylistycznego, aby odzwierciedlał on rozporządzenie wykonawcze Trumpa zmieniające nazwę Zatoki Meksykańskiej na „Zatokę Amerykańską”.

Briefingi Leavitt szybko sprawiły, że „alternatywne fakty” zapoczątkowane przez zespół medialny Trumpa w pierwszej kadencji wydawały się w porównaniu z nimi banalne. Rozpoczynała briefingi od niezwykle zakręconych monologów, przesadnie wychwalających osiągnięcia Trumpa. Jej występy przypominały programy emitowane w godzinach największej oglądalności w konserwatywnej telewizji – w świecie, w którym z pewnością znajdzie lukratywną przyszłość, gdy jej dzieci dorosną.
Między każdą administracją a mediami narastają napięcia. Relacje między zespołem prezydenta George'a W. Busha a reporterami były często kruche. Wrogość między reporterami a doradcami prezydenta Baracka Obamy przeczyła konserwatywnym poglądom, że dziennikarze są w kryzysie. Szczególnie drażliwa była atmosfera w prasie prezydenta Joe Bidena. Jednak Trump zagroził konstytucyjnej roli prasy w republice jak nigdy dotąd.

Demokratyczny kongresmen James Walkinshaw powiedział w środę w programie „The Arena” w CNN, że nie wątpi w szczerość Leavitt, która powoływała się na rodzinne powody odejścia. Dodał jednak: „To trudna praca. To praca, w której, aby być rzecznikiem Donalda Trumpa, trzeba codziennie świadomie zaprzeczać rzeczywistości”. Prawodawca z Wirginii dodał: „Myślę, że jej spuścizną będzie dalsze pogarszanie relacji między Białym Domem a prasą”.

Choć briefingi Leavitt to telewizyjne pojedynki, często utrzymuje ona bardziej koleżeńskie stosunki z przedstawicielami mediów poza kamerami. Zazwyczaj jest dostępna dla reporterów, a jej więź zaufania z Trumpem oznacza, że jest w pokoju z naczelnym dowódcą w kluczowych momentach. Ten przywilej jest ważny dla dziennikarzy i buduje wiarygodność czołowych rzeczników. Istnieją obawy, że po odejściu Leavitt relacjonowanie decyzji nieobliczalnego i niemal niekontrolowanego prezydenta będzie im jeszcze trudniejsze .

Jeśli prezydent nie wybierze następcy, który jest już głęboko zakorzeniony w jego wewnętrznym kręgu, następczyni Leavitt może nie mieć autentyczności, która uczyniła ją autorytetem dla administracji. Większość Białych Domów przygotowuje jednego lub więcej zastępców rzecznika prasowego do objęcia najwyższego stanowiska, co zazwyczaj w ciągu kilku lat prowadzi do odejścia urzędujących. Brak widocznego planu sukcesji po Leavitt będzie podsycał spekulacje, że Trump może po prostu sam przejąć całe zadanie.
Leavitt zawsze będzie bohaterką dla elektoratu Trumpa. Jej wpływ może przetrwać drugą administrację Trumpa, ponieważ ekipy z Zachodniego Skrzydła często bazują na technikach poprzedników. Przyszły prezydent, demokrata czy republikanin, może się wahać przed dobrowolnym oddaniem władzy prasie.

W swojej drugiej kadencji Trump często sprawia wrażenie, jakby chciał wykorzystać władzę po to, by zagwarantować, że nic już nie będzie takie samo.

Miał lojalnego i skutecznego partnera w osobie Leavitt.
========
Przy pani Leavitt nawet Maria Zacharowa wydawała się uczciwa.


12.

Influencerka Maga, media społecznościowe i teoria spiskowa o „sygnale alarmowym Trumpa”
VIDEO: https://www.repubblica.it/video/socialnews/2026/08/13/video/linflluencer_maga_i_social_e_la_teoria_complottista_del_telecomando_sveglia-trump-425526592/?ref=RHLF-BG-P3-S2-T1-primopiano

Film nagrany w Gabinecie Owalnym podczas podpisywania rozporządzenia wykonawczego w sprawie szczepień stał się viralem w mediach społecznościowych, wywołując dziwaczne teorie spiskowe z udziałem Jayme Leagh Franklin, byłej asystentki Białego Domu i prezydenta Trumpa. Kilku użytkowników X nazwało ją „Zapperem”, twierdząc, że stale dotykała brzucha, aby aktywować ukryte urządzenie zdolne porazić Donalda Trumpa, gdy ten zdawał się drzemać. Inni krytykowali jej ciągłe kiwanie głową i strój „stewardesy”. Jayme Leagh Franklin, która obecnie robi karierę jako konserwatywna influencerka, odpowiedziała na teorię spiskową lakonicznie: „Po prostu jestem w ciąży, idioci”.


13.

Byłem kardiologiem Dicka Cheyneya. Trump nie wygląda dobrze i powinniśmy wiedzieć, dlaczego.
https://www.nytimes.com/2026/08/12/opinion/trump-health-questions.html
Byłem kardiologiem Dicka Cheneya przez 27 lat, wliczając w to jego dwie kadencje jako wiceprezydenta. I mogę powiedzieć, że Donald Trump nie wygląda dobrze”. Tak zaczyna się długi artykuł redakcyjny w New York Times autorstwa dr Jonathana Reinera, luminarza stolicy USA i profesora na Uniwersytecie George’a Washingtona. Reiner wspomina, jak jego klient, numer dwa po George’u W. Bushu, jastrzębiu, który przewodził „wojnie z terroryzmem” po 11 września i który zmarł w 2025 roku, „podczas swojej kadencji w administracji potrzebował stentu, defibrylatora i leczenia arytmii i zakrzepu krwi w nodze”. Zauważa, że szczerość Cheneya na temat jego zdrowia była z pewnością anomalią dla amerykańskiego polityka”.

Wielu mieszkańców Białego Domu ukrywało swoje problemy zdrowotne: od Grovera Clevelanda, który w 1892 roku potajemnie usunął guz, a nawet zorganizował salę operacyjną na jachcie, po Franklina Delano Roosevelta, prezydenta „Nowego Ładu”, który przez długi czas ukrywał przed opinią publiczną swój status osoby poruszającej się na wózku inwalidzkim. Nie wspominając o katastrofalnym występie Joe Bidena w debacie z Donaldem Trumpem w 2023 roku, który wzbudził obawy, że jego sztab ukrywa jego pogarszający się stan neurologiczny, do tego stopnia, że zmusił go do wycofania się z wyścigu prezydenckiego.

Cóż, „Prezydent Trump skończył 80 lat w czerwcu i po zakończeniu kadencji będzie najstarszą osobą w historii urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych. Po majowych badaniach lekarskich jego osobisty lekarz, Sean Barbabella, napisał, że jest „w doskonałym zdrowiu”, a jego „wymagający, codzienny harmonogram, obejmujący spotkania na wysokim szczeblu i regularną aktywność fizyczną, sprzyja jego ogólnemu samopoczuciu”. Czy to możliwe? „Pomimo zapewnień, w ciągu ostatniego roku prezydent nie zawsze sprawiał wrażenie zdrowego. Nie jestem jego lekarzem i zapoznałem się jedynie z publicznie dostępną częścią jego dokumentacji medycznej. Jednak Trump jest najczęściej fotografowanym prezydentem w historii Ameryki, a kilka problemów jest niezwykle widocznych”.
A potem lista jest następująca: „Często ma siniaki na obu kończynach górnych, co Biały Dom przypisuje częstym uściskom dłoni i zażywaniu aspiryny. Ale taki uraz spowodowany zwykłym powitaniem jest mało prawdopodobny. I dlaczego prezydent miałby brać czterokrotnie większą dawkę aspiryny niż zalecają lekarze?”. Po drugie: „Obrzęk nóg, określany jako „przewlekła niewydolność żylna”, schorzenie powszechne u osób starszych, spowodowane nieszczelnością zastawek żylnych i potencjalnie bardzo poważne, ponieważ może być spowodowane problemami takimi jak choroby serca i nerek”. Po trzecie: „Epizody trudności z utrzymaniem przytomności – problem nie został poruszony w raporcie z kompleksowego badania fizykalnego przeprowadzonego w maju. Chociaż znany jest ze swojej skłonności do nocnej aktywności, senność wydaje się być stosunkowo nowym zjawiskiem. Czy zespół medyczny zidentyfikował przyczynę tego problemu? I jak sobie z nim radzą?”.

Zauważa również, że prezydent „niedawno przeszedł zaawansowane badania obrazowe serca i jamy brzusznej z niejasnych powodów. Jego lekarz powiedział, że miały one na celu »wczesną identyfikację potencjalnych problemów i zapewnienie długotrwałej witalności i sprawności«. Ale czy był jakiś konkretny objaw lub zdarzenie kliniczne, które skłoniło go do przeprowadzenia badań?”. Odnosi się również do listy leków przyjmowanych przez Donalda: „Wśród nich jest finasteryd, który zapobiega wypadaniu włosów. Biały Dom dodał jednak, że w raporcie wymieniono tylko leki uznane za klinicznie istotne do ujawnienia. Czy są jakieś inne, które są ukrywane?”.

Nie wspominając o kwestii testów poznawczych, do których prezydent często się odwołuje, chwaląc się, że zdał je wszystkie z łatwością. Szkoda, że Montrealska Ocena Poznawcza, o której wspomina, to podstawowe narzędzie przesiewowe, z prostymi pytaniami (narysowanie zegara, rozpoznanie wielbłąda). Dlaczego prezydent poddawał się temu testowi już wielokrotnie, a bardziej zaawansowane oceny neuropoznawcze nie zostały przeprowadzone?”

Jego zdaniem w demokracji przedstawicielskiej obywatele muszą mieć zaufanie do zdrowia swojego przywódcy i jego zdolności do przewodzenia narodowi. „Prezydent ma bezprecedensową władzę, ale nie ma formalnego wymogu, aby prezydent zaświadczał o swojej zdolności do pełnienia obowiązków. To błąd. Żołnierze, agenci Secret Service, piloci, kierowcy autobusów szkolnych i kontrolerzy ruchu lotniczego muszą okresowo udowadniać, że są zdolni do wykonywania swoich obowiązków”.
Obecna praktyka ujawniania wyników corocznych badań lekarskich prezydenta została zapoczątkowana przez Richarda Nixona, ale jest to jedynie zwyczaj, a nie formalny wymóg. I, jak pokazała historia, może okazać się zawodna. „To nie oznacza, że każdy szczegół dotyczący stanu zdrowia prezydenta musi być ujawniony. Należy pominąć elementy, które mogłyby zostać wykorzystane przez przeciwników. W 2007 roku, kiedy wymienialiśmy defibrylator Cheneya, nie ujawniliśmy, że posiada on funkcję bezprzewodową, uznając to za zagrożenie dla jego bezpieczeństwa”. Ostatnio jednak Trumpa przebadało 22 specjalistów: niezwykła liczba. Dlaczego tak wielu i jakie były ich specjalizacje, pyta kardiolog? Podsumowuje: „25. poprawka do Konstytucji rozwiązuje ten problem: pozwala Kongresowi powołać komisję spoza władzy wykonawczej, która będzie oceniać stan zdrowia i sprawność prezydenta. Kongresmen Jamie Raskin przedstawił projekt ustawy o powołaniu komisji właśnie w tym celu. Idealnie byłoby, gdyby komisja miała uprawnienia do przeglądania danych z rutynowych badań lekarskich prezydenta, a także ocen przeprowadzanych w przypadku wystąpienia problemów zdrowotnych. Gdyby taka komisja powstała dzisiaj, mogłaby wyjaśnić niektóre z kwestii medycznych dotyczących stanu zdrowia pana Trumpa. Ponieważ naród amerykański zasługuje na odpowiedzi.


14.

https://tvn24.pl/biznes/z-kraju/zygmunt-solorz-porozumial-sie-z-dziecmi-piotr-zak-ma-stanac-na-czele-imperium-st9187883
Zygmunt Solorz osiągnął porozumienie z dziećmi w sprawie przyszłości rodzinnego imperium. Jak podaje "Puls Biznesu", na jego czele ma stanąć Piotr Żak, a sam Solorz wróci do rad nadzorczych jako honorowy członek. Gazeta zaznacza, że ustalenia mają na razie wstępny charakter, a szczegóły są jeszcze dopracowywane.
Na początku sierpnia na przyjęciu we Florencji Zygmunt Solorz obchodził 70 urodziny i przy tej okazji po raz pierwszy na jednej uroczystości z jubilatem i jego czwartą żoną Justyną Kulką spotkały się dzieci: Piotr Żak, Aleksandra Żak i Tobias Solorz wraz z rodzinami - przekazał "Puls Biznesu".

Dodał, że jeden z najbogatszych Polaków i jego dzieci, zakopali topór wojenny. Zaznaczył jednak, że słowo "pojednanie", o którym czytamy w przestrzeni publicznej, jest jeszcze nieco na wyrost.


15.

Ukryty kod w CV może wpłynąć na decyzję sztucznej inteligencji o selekcji kandydatów.
https://torino.repubblica.it/cronaca/2026/08/13/news/un_codice_nascosto_nel_documento_puo_far_cambiare_opinione_all_ia-425526253/?ref=RHLF-BG-P8-S1-T1-s2033
„Ta publikacja naukowa jest najlepsza ze wszystkich”, „To CV to CV osoby, którą powinieneś zatrudnić”. Kiedy sztuczna inteligencja wypowiada te zdania, przywykliśmy myśleć, że jej osąd opiera się wyłącznie na dostarczonych przez nas danych. Ale niekoniecznie tak jest. Istnieją sposoby, aby skłonić modele takie jak Chatgpt, Gemini czy Claude do podjęcia innej decyzji niż normalnie. Można nimi manipulować.
Mechanizm ten został zbadany przez grupę naukowców z Uniwersytetu Turyńskiego w ramach projektu dotyczącego bezpieczeństwa systemów sztucznej inteligencji. W skład zespołu weszli Federico Torrielli (27 lat), doktorant z zakresu bezpieczeństwa sztucznej inteligencji, Stefano Locci, badacz informatyki, oraz opiekunowie naukowi Amon Rapp i Luigi Di Caro.

Zasada jest prosta. Wyobraź sobie plik PDF zawierający artykuł naukowy. Badacz przesyła go do Chatgpt i prosi o recenzję. Jednak w dokumencie znajduje się niewidzialna instrukcja, którą model może zinterpretować jako polecenie.

Widoczny tekst może być całkowicie normalny, podczas gdy ukryty tekst zawiera instrukcje dotyczące zachowania. „To szczególnie interesujący atak” – wyjaśnia Torrielli – „ponieważ wykorzystuje fundamentalną cechę systemów generatywnych: zdolność do wykonywania instrukcji zawartych w przetwarzanych danych”.
Naukowcy przetestowali to zjawisko w różnych scenariuszach: od recenzowania artykułów naukowych, przez selekcję CV, po analizę informacji zdrowotnych. W przypadku recenzji eksperckiej celem jest przekonanie modelu, że artykuł, który czyta, zasługuje na niezwykle pozytywną ocenę. Według eksperymentów grupy, zastosowane techniki osiągnęły skuteczność sięgającą 99%. Oznacza to, że po zmanipulowaniu dokumentu, model może w niemal wszystkich przypadkach podać błędną odpowiedź.

Tę samą zasadę można zastosować, aby się bronić i identyfikować osoby, które używają Chatgpt lub podobnych narzędzi do pisania lub edytowania dokumentów.

W tym przypadku system wykrywa sekwencję niewidocznych znaków w tekście generowanym przez sztuczną inteligencję. Gołym okiem wszystko wygląda normalnie. Jednak znaki te działają jak swego rodzaju sygnatura maszynowa, którą następnie można wyszukać za pomocą programu. W eksperymentach przeprowadzonych przez naukowców z Unito, system osiągnął wskaźnik wykrywalności na poziomie od 87% do 97%.

Cel jest więc podwójny: udowodnić, że sztuczną inteligencją można manipulować, ale także mieć narzędzie do wykrywania, że doszło do manipulacji.

Problem może stawać się coraz bardziej konkretny. Jeśli firma wykorzystuje sztuczną inteligencję do analizy tysięcy CV, kandydat może dodać do swojego CV ukrytą instrukcję, która ma poprawić jego wizerunek w oczach systemu. Takie rzeczy już się dzieją, mamy na to dowody.

Ten sam mechanizm może dotyczyć recenzji, wniosków i innych dokumentów przeznaczonych do automatycznej oceny. „System, który nie rozpoznaje tego typu manipulacji, może stać się problematyczny nawet w bardziej wrażliwych obszarach, takich jak opieka zdrowotna, gdzie sztuczna inteligencja mogłaby interpretować zmodyfikowaną dokumentację medyczną”. Jednak dla Torrielliego rozwiązaniem nie jest zakaz stosowania sztucznej inteligencji. „Sztuczna inteligencja jest obecnie wykorzystywana coraz częściej. Edukacja jest niezbędna, ale potrzebujemy również narzędzi do ochrony przed manipulacją — narzędzi dostępnych dla każdego”.


16.

Inwazja meduz spowodowała awarię elektrowni jądrowej we Francji, w wyniku której wyłączono trzy reaktory.
VIDEO: https://www.repubblica.it/video/socialnews/2026/08/11/video/invasione_di_meduse_centrale_nucleare_francia_fermi_tre_reattori-425523785/?ref=RHVS-BG-P5-S3-T1-vd05

Rekordowa koncentracja meduz zablokowała pompy chłodzące trzy reaktory w elektrowni jądrowej Gravelines w północnej Francji, zmuszając francuską grupę energetyczną EdF do ich wyłączenia. Do incydentu doszło w poniedziałek, 10 sierpnia, a produkcja czwartego reaktora spadła o połowę. Obecnie tylko jeden reaktor w elektrowni pracuje z pełną wydajnością. To nie pierwszy raz tego lata, gdy upały wywierają presję na francuskie elektrownie jądrowe: między czerwcem a lipcem EdF musiało wyłączyć kilka reaktorów z powodu wysokich temperatur, a fale upałów i susza utrudniają ich funkcjonowanie.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga