DRUGI OBIEG
Sobota, 22 sierpnia 2026
1.
2 lata temu
I tak sobie podróżujemy w trójkę: Żona D.O., D.O. i Krzysztof Hołowczyc.
Wczoraj kilometrów mniej, ale godzin podróży więcej, bo górken i dołken i
zakręten do licha i trochę, jak to w Alpen.
Keine photo, bo nie ma gdzie stanąć, bo za tobą i przed tobą Wagen za Wagenem,
a co drugi to volks.
D.O. lubić górken i zakręten, ale w takich ilościach, to nawet jemu się
zeckniło. Postarzał się musi, czy co?
Zewłok Żony ledwo dojechał, a jak się dowiedział, że trzeba jeszcze od
podziemnego parkingu do hotelu z bagażami drałować kilkaset metrów, a stopni
tego Celsjusza 34, to ledwo dojechał jeszcze bardziej.
Na hali, na hali, na hali zielonej krowy. Żona patrzy i mówi: „musi być
gorąco”.
- Po czym poznałaś?
- Po krowach.
- Eh?
- Bo leżą w cieniu.
- No bo krowy są jak Polacy: 28 stopni i krzyczą o „nieznośnym upale”, a RCB
zaśmieca skrzynki odbiorcze w telefonach.
Hołowczyc też w nienajlepszej formie. W tunelach głupieje, a jak się wyjedzie,
to lokuje nas na zupełnie innej drodze niż ta, którą jedziemy i każe zakręcać,
zawracać, a potem jeszcze zakręcać.
Mieliśmy kilka scysji. Najpierw, kiedy powiedział kilkakrotnie: „za trzy
kilometry zjedź”. No to D.O. mu tłumaczy po starej sympatii, że nie mówi się
„zjedź”, tylko „zjeżdżaj”, ewentualnie „zjeżdżaj ćwiku”. A on nic, tylko
„zjedź” i „zjedź”.
Ale najgłośniej na Hołowczyca D.O. krzyczał, kiedy mówił „zjedź w zjazd”, a to
w lewo, a to w prawo, a tam zjazdy w lewo dwa, a w prawo trzy. No, a w który
zjazd D.O. zjechać, tego, łaskawca, Hołowczyc już nie mówi.
Poza tym czasem się zacina i ani w ząb. Drogę pokazuje z odległości; ani go
przybliż, ani oddal, ani wprowadź nowy adres. Bierze ci D.O. smartphone’a w
dłoń, a tam napis: „telefon przegrany, poczekaj, aż się ochłodzi”. Tak go
Hołowczyc przegrzał! No i weź, kierowco, trzymaj teraz smartphone z Hołowczycem
przy dziurce od klimatyzacji na tych wszystkich zakrętach!
Samochód wyposażony jest także w nawigację fabryczną, bez Hołowczyca, a za to z
jakąś panią Niemką, której wymowa polskich zdań najwyraźniej sprawia kłopot.
Ale ona jest strasznie głupia i denerwująca. Można wprowadzić głosowo np.
„Sankt Leonhard in Passeier” a ona mówi, że „Sandomierz Leon Hardware Dos
Pasos” to lokalizacja jej nieznana. Włoskich nazw też nie zna.
Więc D.O. się obraził i z głupią gadać nie będzie. No, chyba, że Hołowczyc tak
smartphone’a mu przegrzeje, że nie będzie miał wyboru.
No i co D.O. ci Czytelniku, pokaże? Miejscowość, w której się państwo D.O.stwo
znajduje została już przez D.O. doszczętnie obfotografowana i chyba nic nowego
nie wymyśli. Oczywiście, jak się zwlecze z wyra. Hotel fajny, lokalizacja
super, tylko z kratek wentylacyjnych wydobywa się taki zefirek, że te 34
stopnie Celsiusza tylko się z niego śmieją. W godzinę D.O. już dwa razy
wskakiwał pod zimny prysznic, żeby się ochłodzić, ale w pokoju cieplutko! No,
może nie 34 stopnie, tyko 33, zawsze coś. Ale Przyjaciel T., genialny fotograf
i świetny operator, z którym całą Europę objechaliśmy, przysłał D.O. z
Generalife z Granady fotkę ulicznego termometru: 45 stopni. Więc Jak śmie D.O.
narzekać!?
Zupa czosnkowa w Lienzu. Śmietana UHT, mąka, woda, kawałki starego chleba,
ciutka pietruszki, ząbek czosnku zblendowany.
No mniam.
Kiedy wejdziesz między wrony…
Znad zupy czosnkowej.
Wariatów nie sieją.
Górken und chmurken, a temperaturen cztery i trzydzieści graden.
A to w Granadzie, gdzie T. przegania swoją Rodzinę przez wszystkie zabytki
Andaluzji.
No, D.O. dojechał. Na balkon w swoim numerze.
Piętro niżej pluto- i arysto-kracja ma nawet własne ogródki kwietne.
A w drugą stronę to wygląda tak.
No, kto zgadnie, gdzie państwo D.O.stwo są?
4 lata temu1.
Nie, D.O. jest trzeźwy, jak pani premier Finlandii Sanna Marin.
No, może troszkę zanarkotyzowany.
W każdym razie w innym wymiarze.
Był, już nie jest, ale ciężko mu powrócić do tego, co większość z was, P.T.
Czytelnicy, uważa za rzeczywistość.
Przeniósł się D.O. w inną rzeczywistość przekraczając progi Galerii Borghese.
2.
Różne myśli mu się po głowie kłębiły. Czas płynął inaczej niż zwykle. Kiedy
kończyły się dwie godziny, przyznane zwiedzającym szczęściarzom przez
regulamin, były schody. D.O. przejrzał na oczy i zaczął zwracać uwagę na inne
istoty ludzkie, które dotąd były tylko przykrym parawanem, stającym między D.O.
a dziełami ludzkiego geniuszu. I zobaczył wytatuowane panie i wytatuowanych
panów. I pomyślał… No nie, nie powtórzy, co pomyślał. No, może tylko to: „Co wy
tu robicie? Po co przyszliście"?
3.
Potem D.O. pomyślał: „Jakby potoczyło się moje życie, gdybym pozostał w tej
rzeczywistości? Przecież od nastolatka chciałem być w tamtej, nieziemskiej.
Uczyłem się pilnie, pracowałem, żeby tam być, ba, zaznaczyć jakoś swoją
obecność. Potem to ta inna, rzeczywista rzeczywistość za mnie zdecydowała, że z
tego świata wzlotów i urojeń wypadłem. I właściwie bardzo za nim nie tęskniłem.
No, może trochę”.
Siedząc za kierownicą stojącego przed Watykanem samochodu, nagle D.O. rozwarł
oczy, powrócił na ziemię i ten znajomy, opatrzony widok oślepił go, bo przecież
to miejsce, to miasto, ta w nim enklawa, są także z innej planety.
4.
Po powrocie, późno wieczorem, bardzo niechętnie, D.O. zajrzał do mediów i
zobaczył, że 28%, zapewne wytatuowanych Polaków, aprobuje działania szajki w
sprawie KPO, tej lawiny miliardów, która mogła zmienić, uczynić znośniejszym
życie każdego z nas. A 13% nie ma w tej sprawie zdania.
I zapragnął D.O. powrócić do Villa Borghese, zapragnął tam zamieszkać, spędzić
przed każdym obrazem i każdą rzeźbą tyle czasu, ile konieczne, by zgłębić
tajemnice dzieł i ich autorów, by zrozumieć, by nauczyć się porównywać,
rozróżniać techniki pociągnięcia pędzla, uderzenia drewnianym młotkiem w dłuto,
kujące marmur. Spać tam, zasypiać w tym innym, onirycznym wymiarze, w świecie
ludzkiego ducha i raz na zawsze zerwać z tym, co większość P.T. Czytelników
uważa za rzeczywistość.
„Casina Nobile”, „Villa
Borghese Pinciana”, czyli Galleria Borghese. Witajcie w innym wymiarze.
Nie trzeba lecieć w kosmos, by być za pan brat z Obcymi: oni tu mieszkają. A
przynajmniej ich dzieła.
… I wita cię kardynał Ottavio Leoni, Scipione Caffarelli-Borghese, w
skrócie Scipione Borghese (1577 – 1633), kolekcjoner sztuki, założyciel tego,
czym od 1902 r. jest państwowa Galleria Borghese. Pewnie: nie biedował, ale
wiele, bardzo wiele, prawie wszystko zawdzięczał swojemu wujkowi, bratu matki,
Camillo Borghese, lepiej znanemu światu jako papież Paweł V.
A oto i on: prokurent fortun Scypiona i całej rodziny Borghese.
Nepotyzm? Hmmm… Tak, i to jaki!
Ty na portrecie Marcello Provenzale (1575 – 1639), Portret papieża Pawła V
Borghese, 1621.
Zapraszamy na salony podmiejskiego pałacyku Scypiona Borghese. Główna
siedziba rodu znajdowała się w centrum Rzymu, nad Tybrem.
Salony...
I sufity,
Znów salony
Znów sufity
A pod sufitami – rzeźby, mozaiki, obrazy.
Ta oto, do dzieło Gianlorenza Berniniego – Eneasz, Anchizes i Askaniusz
„Prawda” Berniniego. Naga prawda.
Wszystkie dzieła starożytne dobrane są z wyjątkowym znawstwem. Scypion nie
przyjmował do kolekcji przeczy tylko dlatego, że są stare: to autentyczne
dzieła sztuki, tak jak ten tańczący satyr z kastanietami.
Cudowny „Cavaspina” – wyciągający cierń – nieznanego rzeźbiarza.
Tylu Caravaggiów w jednym miejscu nie ma chyba nigdzie indziej na świecie. To
autoportret Michała Anioła Merisiego, zwanego Caravaggiem właśnie.
Caravaggio, święty Hieronim, tłumaczy Vulgatę
Caravaggio, jeśli chodzi o uciechy cielesne, nie dyskryminował żadnej płci.
Swoich młodych kochanków przedstawiał na świętych obrazach, a to jako Jana
Chrzciciela, a to młodzieńca z koszem owoców.
Antonio Canova, Paulina Borghese.
Z obu stron
Tycjan, nimfa i pasterz.
Antonello da Messina (1430 - 1479), portret mężczyzny. Dla historyków sztuki,
to jeden z największych malarzy wszechczasów, ale do niedawna znany niemal
wyłącznie specjalistom. Nawet znawcy nie chcieli wierzyć, że w Quattrocento
ktoś mógł malować tak doskonale, jak, jak inni nauczyli się 100, 200 lat
później. Na początku bieżącego stulecia w Stajniach Kwirynalskich, wspaniałej
przestrzeni wystawowej vis-a-vis Pałacu Kwirynalskiego zrobiono jego wystawę
dzieł zebranych. I od tego czasu nikt nie ma wątpliwości, że to geniusz, z tych
najwybitniejszych. D.O. jest nim olśniony, a Scypion Borghese dał się olśnić
już pół tysiąclecia temu.
Sandro Botticelli podpadł ówczesnym czarnkom i zamiast Wenus zaczął malować
święte obrazki. To Madonna z Jezusem i małym Jankiem Chrzcicielem wśród aniołów
(Giovannino con gli angeli)
Żona zapytała D.O. po wyjściu z Galerii: „no i który”?
Ha! Jak tu wybrać!?
Ale, myśli, myśli, myśli… Może jednak Rafael? Tu portret papieża Juliusza II
della Rovere.
Benedykt XVI, całkowicie zniewieściały, miast sprawami Kościoła wolał
interesować się trzewikami i innymi częściami swojej garderoby. Kazał sobie
uszyć czepek na wzór właśnie tego, ale pokazał się w nim tylko raz, bo
podniosła się wrzawa na temat orientacji seksualnej papieża, ulubieńca
zawodowych heteryków.
Rafael, Portret mężczyzny, ok. 1502
Rafael, Portret kobiety z jednorożcem, ok. 1506 r.
12 lat temu
Opuściwszy ziemię, gdzie śpiewano
Tacea la notte placida Milczała noc
łagodna
e bella in ciel sereno i piękna w
pogodnym niebie
La luna il viso argenteo Księżyc oblicze
srebrne
Mostrava lieto e pieno... Pokazywał
wesołe i pełne
Quando suonar per l'aere, Kiedy
granie powietrzne
Infino allor sì muto, Nawet ono
ucichło
Dolci s'udiro e flebili Słodkie dały
się słyszeć kkwilące
Gli accordi d'un liuto, Akordy lutni
E versi melanconici O
melancholiijne wersety
Un Trovator cantò. Trubadur śpiewał
Versi di prece ed umile Wersety
rozmodlone i pokorne
Qual d'uom che prega Iddio Jak człeka,
co molisię do Boga
In quella ripeteasi w tym refrenie
Un nome... il nome mio!... imię… moje
imię!
Corsi al veron sollecita... pospiesznie podbiegłem pod balkon
Egli era! egli era desso!... To byl
właśnie on!
Gioia provai che agli angeli Radość poczułem, jaką aniołom
Solo è provar concesso!... doświadczyć
wolno!...
Al core, al guardo estatico W sercu, w
pełnym ekstazy wzroku
La terra un ciel sembrò. Ziemmia
niebem się wydała
Dotarłem do innej, gdzie powitały mnie słowa innej, tutejszej arii:
Lekko wsparłszy się na sośnie,
Patrzył w oczy litośnie.
Odpłynęły w dal donośnie
Tęskne słowa pieśni tej.
Góralko Halko, krasny letni mój kwiecie,
Tobie jednej na świecie powiem, co to jest żal...
Erato, jak żyć?
Dzień dobry
OdpowiedzUsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuń