DRUGI OBIEG
Sobota, 29 sierpnia 2026
Będzie AMNT!



3 lata temu
Macie trochę czasu?
To chodźcie z D.O.
Który jeszcze jest w delirium od niespodziewanego nadmiaru piękna.

1.
60 kilometrów na Północ od Rzymu, gdzieś pod Viterbo, z dala od głównych szlaków komunikacyjnych, leży niewielkie miasteczko Caprarola.
Mało kto o nim słyszał: to w końcu to nawet nie borgo, ale „borghetto”, miastusio, niespełna 5200 mieszkańców i ta liczba spada.
Choć wyrasta pośrodku matecznika Etrusków, nie ma z nimi nic wspólnego, pierwsze świadectwo jego istnienia pochodzą z XI wieku.
Możne rodziny biły się o Caprarolę przez kilka stuleci, aż w końcu dostała się pod panowanie Państwa Kościelnego.
W XVI wieku kardynał Alessandro Farnese został papieżem Pawłem III i przejął na własność swojego rodu całe terytorium wokół jeziora Vico, na dnie krateru wygasłego wulkanu.
I to na jego rozkaz powstały w okolicy różne wille i zamki, ale przede wszystkim niesamowity, ogromny, przepiękny – Palazzo Farnese.

2.
To jedna z najważniejszych budowli architektury renesansowo - manierystycznej. Została postawiona w XVI wieku według projektu Jacopo Barozzi da Vignoli, na fundamentach wcześniejszej fortyfikacji, zaprojektowanej przez Antonio da Sangallo Młodszego. Pierwsze zlecenie na projekt kardynał Alessandro Farnese powierzył Sangallo, ale gdy tylko ukończono pięcioboczną podstawę z 5 narożnymi basztami, prace wstrzymano, gdyż kardynał został wybrany papieżem.
Prace wznowił jego bratanek Alessandro młodszy, powierzając projekt i nadzór nad budową Vignoli, który przekształcił fortecę we wspaniałą willę, przy którą pracowali najwybitniejsi artyści tamtego okresu.
Pałac wystąpił w dziesiątkach filmów, włoskich i zagranicznych, m.in. w Ojcu Chrzestnym III i Hudson Hawk, z Brucem Willisem.

3.
Do willi przylegają „Ogrody Farnese” (o tej samej nazwie, co ogrody na Palatynie w Rzymie), wspaniały przykład późnorenesansowego ogrodu, stworzonego przez system tarasów na wzgórzu. Niestety, kiedy D.O. tam był, ogrody były niedostępne dla zwiedzających, ale może i na dobre wyszło, gdyż państwo D.O.stwo by zapewne zmarli z wysiłku, będąc na ostatnich nogach po zwiedzaniu ogromnej willi, Będzie pretekst, żeby jeszcze raz tam pojechać, gdyż obok bezsprzecznego piękna ogrodów, zamierzają zobaczyć, jak wyglądają odpady z fundamentów kościoła Il Gesù w Rzymie, które wykorzystano do budowy tarasów.
Ciekawostka: niewielki budynek, znajdujący się na terenie ogrodów, został wybrany przez Luigiego Einaudiego na jego letnią rezydencję przez całe siedem lat jego prezydentury (1948-1955).
Miał facet gust!

4.
Podczas przechadzki po Rzymie każdy turysta wcześniej czy później wdepnie na Piazza Farnese, choćby dlatego, że przylega do Campo de’ Fiori. Dwie cudowne fontanny, kościół św. Brygidy i przede wszystkim – ogromna, masywna bryła Palazzo Farnese, dzisiaj siedziba (wciąż jeszcze w remoncie, oszpecona drewnianym płotem i rusztowaniami) ambasady Francji. Znacznie przyjaźniej prezentuje się w środku (mało kto ma przywilej tam się dostać, D.O. miał!): obszerny dziedziniec otacza piękny krużganek, pokryty jeszcze piękniejszymi freskami Annibale Carracciego, a Francuzi, by je chronić, wstawili w podcienie szyby.
Farnese byli wpływową dynastią szlachecką włoskiego renesansu. Rządzili Księstwami Parmy i Piacenzy od 1545 do 1731 oraz Księstwem Castro od 1537 do 1649. A księstwo Castro znajduje się właśnie w Tusci i ma za epicentrum Caprarolę.
Najwybitniejszymi członkami rodu byli papież Paweł III, kardynał Alessandro Farnese, książę Alessandro Farnese (3. książę Parmy i Piacenzy, 4. książę Castro i gubernator Niderlandów Hiszpańskich) oraz królowa Elżbieta Farnese (królowa Hiszpanii i ostatnia spadkobierczyni rodziny).
Byli wielkimi mecenasami sztuki i przez wieki gromadzili lub zamawiali dzieła, które stanowią część kolekcji znanej obecnie jako Kolekcja Farnese. Duża część tej kolekcji jest obecnie eksponowana w Neapolu, w trzech odrębnych kompleksach: w Muzeum Archeologicznym, Muzeum Capodimonte i w Pałacu Królewskim.
Ponadto rodzina wzniosła wiele wspaniałych pałaców i kościołów, poczynając od pierwszego i najważniejszego kościoła jezuitów – Il Gesù w Rzymie.

5.
„Widzisz, jak my mało znamy jeszcze Włochy? – powiedziała Żona D.O. wychodząc z Palazzo Farnese w Capraroli.
Bo my, przez 30 lat mieszkania tu i mimo kilku wyjazdów nad Jezioro Vico, nigdy wcześniej do Capraroli nie zajechaliśmy.
I nie bardzo byliśmy świadomi istnienia pałacu.
I nie wiedzieliśmy, czego się po nim spodziewać.
Tym większy był szok. Ludzie pod wpływem doznań estetycznych zapadają na różne choroby; my byliśmy na granicy, chociaż piękno nam nieobce.
Czy zdjęcia mogą oddać te uczucia obcowania z czymś niebiańskim?
D.O. wątpi, ale spróbuje.
Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Małe miasteczko Caprarola w Tusci, czyli subregionie na północy Lacjum, tuz pod Toskanią, na tyle tuż, że już się tam podaje chleb niesolony. Być może widzicie to jako plamkę na ziemi, podchodząc o lądowania na lotniku Fiumicino w Rzymie.
Zastanawiacie się, co to za kamienna kula na pierwszym planie? Wystarczy się odwrócić i…

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
…Odkryć, że to ozdoba kamiennej balustrady nad eskalinadą, prowadzącą na tę eksplanadę przed Palazzo Farnese.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
To dzięki tej fladze, taki jak D.O. może sobie chodzić i wzdychać do różnych piękności. Razem z włoską, powiewa nad eksplanadą Palazzo Farnese.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Wchodzisz do środka, a tam, w hallu, w przedsionku, wita cię taki sufit.
I nie wiesz nawet, że to dopiero przedsmak!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Mijasz przedsionek i wychodzisz na okrągły dziedziniec, otoczony podwójnym, pokrytym polichromiami krużgankiem.
I właściwie od tego momentu, szczęka zaczyna ci opadać coraz niżej.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Pięciokątny budynek ma okrągły dziedziniec: oko na niebo.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Zadzierasz głowę i już jej do końca nie opuścisz.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Och, to tylko takie tuzinkowe trompe-oeile w mało ważnym zakamarku podcieni dziedzińca wewnętrznego.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
A potem zaczynasz nanizywać komnaty, jedna po drugiej.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Aż szyja zacznie boleć od zadzierania głowy. Ale, furda szyja: oczy wołają „Jeszcze, jeszcze”!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Co jest o tyle niesprawiedliwe, że XVI-wieczne podłogi z „cotto” – rodzaju klinkieru – są także bardzo malownicze. Oczywiście D.O. je sfotografował, ale w tym natłoku musi z czegoś zrezygnować.
Ta poniżej to Sala Herkulesa, a raczej jej oszukujące perspektywą sklepienie. Bo płaskie, a wygląda, jak…

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
No, a doszedłszy tu, D.O. autentycznie zajęczał z zachwytu.
To scala regia, schody królewskie, arcydzieło architektury, rzeźby i malarstwa jednocześnie. Choć cierpiącym na lęk wysokości zaleca się chodzenie blisko ściany.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
To niesamowite arcydzieło D.O. dedykuje Katarzyna Nowicka. (Podnieca ją estetyka klatek schodowych)

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Finis coronat opus, w tym wypadku finisem jest finezyjnie wyafreskowana kopuła. D.O. nie zazdrości artyście, bo musiał pracować, wisząc na wysokości 30 metrów nad czeluścią.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Te zdjęcia z góry w czeluść musiała wykonać bohaterska Żona D.O., bo on sam by się nie zbliżył. Barierka sięga nieco powyżej kolan.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Jeszcze raz zwieńczenie schodów z innej perspektywy.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Już ostatni, obiecuję!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Przechadzka po piętrze szlacheckim (Piano nobile) obfituje w liczne, niespodziewane perspektywy.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Kaplica rodziny Farnese

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Zwieńczenie półkopuły nad kaplicą.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Sala Herkulesa z fontanną

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Ten z prawej to sufit w pokoju Aurory

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Pokój tkaczy wełny – ten z lewej.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Sala chwały rodziny Farnese

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
To też Sala Chwały Farnese (Sala dei fasti farnesiani)

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Pokój Aniołów, zwany także pokojem echa

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
To z prawej to Sala Snów i Aniołów-posłańców.
Ta z lewej – poświęcona greckiej półbogini.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
I oszałamiająca „Sala el Mappamondo” – Sala Globusa, w której obok planimetrii świata wymalowane są wszystkie znane w XVI w. Kontynenty. Australii nie ma oczywiście, a Ameryka Południowa przedstawiona jest dość karłowato. I fantazyjnie. Na mapie Europy jest też…
Ale co? O, to już musicie przyjechać i sprawdzić osobiście, bo na powiększeniach nie widać.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Afryka i Azja

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Cały świat.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Azja i Ameryki. Nad drzwiami Magellan. Jest jeszcze m.in. Amerigo Vespucci i o oczywiście – Krzysztof Kolumb.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
I mapy poszczególnych kontynentów

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Kościół św. Teresy w Capraroli, też z fundacji rodziny Farnese a dokładniej Odoarda Farnese dla karmelitów bosych w 1620 roku, Hiszpanią zalatuje, nieprawdaż?

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Jezioro Vico i ściany krateru na nie którego się znajduje.





3 lata temu
1.
Ciekawe, czy jesteś, Czytelniku, przesycony Rzymem i Włochami?
Bo D.O. nie.
Jechał z Żoną na obiad do Rigatoni Democratici na Zatybrze, minął ukochaną fontannę Acqua Paola i koło San Pietro in Montorio – miejscu kaźni świętego Piotra (tak mówi legenda, bo niektóre źródła twierdzą, że ani on ani św. Paweł nigdy w Rzymie nie byli), jak niemal co dzień, znów chciwie popatrzył na panoramę Rzymu z góry.

2.
I jak w tym dowcipie sprzed stu lat: „wchodzi Francuz na Mont Blanc, rozgląda się i powiada ‘quelle merveille’! Wchodzi Niemiec, rozgląda się i: „Aber das ist wunderbar”! Wchodzi Polak, patrzy wokół i: ‘Ja p***lę’!
Tak i D.O., znów spojrzał z góry na domy, wieże i kopuły i słowem powszechnie uznanym za … się posłużył.

3.
Gazeta.pl publikuje artykuł, w którym niejaka Laura Cannone z Kanady przestrzega przed restauracjami, w których serwują cztery dania.
D.O. spółka jednoosobowa z bardzo ograniczoną odpowiedzialnością, oświadcza, że waha się, czy większą idiotką jest pani Laura C., czy redaktor gazety, który jej uwierzył i ten stek bredni opublikował.
Zdaniem pożal się borze autorytetu, jakim reaktor czyni panią Laurę, nie należy jadać w restauracjach, w których podaje się maccheroni con le polpette, czyli – dodaje redaktor - czyli spaghetti z klopsikami”. Bo to podobno wynaleziono w USA.
D.O. niniejszym prostuje: jak maccheroni, to nie spaghetti, bo to dwa kompletnie różne rodzaje klusek. Po drugie – to od niepamiętnych czasów typowe danie i przysmak kuchni rzymskiej, przypisywanie tego „wynalazku” USA to nieporozumienie. Do tego dania używa się raczej pasta corta, czyli klusek krótkich, maccheroni z biedą się załapują. Ale w sumie każda pasta się nadaje, bo polpette w sosie pomidorowym i tak się rozgniata.
D.O. nie mówi, że musicie to jadać na co dzień, ale spróbować warto, bo pyszne, oczywiście jeśli pasta jest al dente i polpette są z czosneczkiem.
Drugie danie, będące probierzem „niewłaściwości” restauracji, to penne alla vodka.
Borze zielony, cóż za idiotyzm! Każda szanująca się włoska knajpa się tym daniem szczyci.
Niestety, nie będziecie mogli się potem karabinierom tłumaczyć „panie władzo, słowo daję, nic nie piłem, jak tylko kluseczki wtrząchnąłem”, bo wódeczka wyparuje w trakcie przygotowywania sosu, pozostawiając po sobie charakterystyczny posmak i zero alkoholu. Ale i ten smak przeważnie zaginie, bo mieszanka śmietany i pomidorka – podstawowego składnika sosu – jest bardziej wyrazista.
To, że w latach 80. Danie to stało się modne w USA, nie zmienia faktu, że receptura jest czysto włoska i bardzo stara.
Trzecie danie, to fettuccine z masłem i parmigiano reggiano, czyli alla Alfredo. D.O. już o restauracji Alfredo pisał w tegorocznym cyklu, szkoda czasu na powtarzanie. Przed restauracją Da Alfredo co wieczór stoi kolejka chętnych do spróbowania tego specjału, D.O. się nie gorszy, ale sam się tym specjałem zajadać nie będzie, bo masło to domena kuchni francuskiej i nordyckich, Dla D.O. masło jest be, olio d’oliva jest cacy i tyle ma o powiedzenia. Docenia prostotę (by nie rzec prymitywizm) przyrządzenia, ale no, merci. Tym niemniej obecność fettuccine alla Afredo w menu restauracji bynajmniej nie dyskwalifikuje.
Dyskwalifikuje ją natomiast ostatnia pozycja na liście pani Cannone: chicken parmigiana. Ale podejrzewa, że pani Laura musiała się na to danie natknąć w Kanadzie, bo D.O. ma romans z Włochami od 1972 r., 30 lat tu mieszkał, a teraz dużo bywa i jak żyje nie widział w żadnym menu, w żadnej knajpie, w żadnym regionie żadnego chicken parmigiana.
Tak sobie myśli, że gdyby jakiś knajpiarz chciał coś takiego umieścić we Włoszech na liście dań, zginąłby przywalony lawiną śmiechu miejscowych. To, tak, jakby w Polsce proponować bigos z kokosa.
A na zakończenie: gdyby w Kanadzie nie było mnóstwa knajpeczek z kuchniami etnicznymi, byłaby kulinarną Saharą. Niczego Kanada nie wniosła do światowej cousine. A tak, dzięki knajpkom włoskim, chińskim, nepalskim, peruwiańskim i afrykańskim, takie Toronto jest jedną z kulinarnych stolic świata.
D.O. zna Kanadyjczyków i Kanadyjki – wytrawnych znawców i znawczynie haut cousine.
Z całą pewnością nie zaliczy do nich wymądrzającej się i wygadującej głupstwa pani Laury Cannone.
No, chyba że pan redaktor Gazety coś naprzekręcał.
Nie przypadkiem dziennikarze nie wzbudzają już społecznego zaufania.
Z tym, drodzy Czytelnicy, że to nie są dziennikarze.
To media workers, co w wolnym na polski tłumaczeniu oznacza „specjaliści od robienia ci brudnego kisielu z mózgu”.

4.
Włoskiej telewizji nie da się już oglądać. Żona wiernie trwa przy niej w Warszawie, ale w Rzymie nie. To D.O. czasem rzuca okiem.
Po głównym wydaniu dziennika telewizyjnego na głównym kanale tv publicznej RAI, okupowanej coraz agresywniej przez faszystów, jest program Techetechete’. Wynalazek genialny w swojej prostocie.
Jego autorzy sięgają do przepastnej biblioteki RAI i wyciągają z niej najlepsze kawałki programów rozrywkowych, w szerokim rozumieniu tego pojęcia.
Zaczyna się pod lat 50., od początków telewizji, a kończy na mniej więcej 2010. Mamma mia, ileż oni tego mają! Iluż cudownych aktorów, komików, piosenkarek i piosenkarzy! Sporo z tego stanowiło wizualną codzienność D.O. przez dużą część jego dorosłego życia, więc łezka się w oku kręci, kiedy natrafi na coś znanego, a zapomnianego.
Teraz, latem, robią programy monograficzne o najwybitniejszych piosenkarkach i piosenkarzach, montują historię ich życia z historii ich telewizyjnych twórczości i wywiadów. Ciekawe.
No i parę ni temu puścili odcinek o Domenico Modugno.
Dziś, kiedy umarł Toto Cutugno, widać wyraźnie, że są artyści, showmani, którzy wywierają na całe pokolenia wpływ wykraczający poza to, co pokazują na scenach i estradach. Bo do tego są jeszcze postaciami z niebagatelnym bagażem intelektualnym, moralnym i nierzadko – politycznym.
Domenico Modugno jest jednym z nich. Autor dziesiątek, tak, dziesiątek piosenek, które do dziś są obecne w kolektywnej świadomości Włochów: Volare, Mille bolle blu, Ciao, ciao bambina…
Ale D.O. chce przypomnieć dziś „Lu Pisci spada” z 1954 r., śpiewaną w dialekcie sycylijskim (choć sam był Apulijczykiem z Polignano a Mare koło Bari).
Jeśliś absolwent italianistyki – nie desperuj: większość Włochów też nic nie rozumie, dlatego można się natknąć na wykonania z napisami z tłumaczeniem na włoski.
Posłuchajcie.
To historia połowu ryb-mieczy.
Rybak rzucił harpunem w taką rybę (są ogromne), z towarzyszami wyciągnęli ją na pokład. Kiedy kierowali się do portu, zauważyli, że za kutrem płynie druga ryba. Dopłynęła do samego portu i zaczęła się kręcić w koło. Kiedy wyciągnęli zabitą rybę na molo w porcie, ta druga ryba wzięła rozbieg i wskoczyła na to molo, układając się koło pierwszej.
Pierwsza była samicą: samiec nie mógł znieść idei, że może żyć bez niej i wybrał śmierć koło ukochanej.

5.
„To był dom pełen życia” – mówi Alfredo, pokazując mi drugą porcję bliźniaka, który sam zajmuje w wakacje. – „Mieszkali tu ponad 30 lat. On przeklinał jak Turek, chociaż miał gołębie serce. Byli po siedemdziesiątce, ona zachorowała, zabrali ją do szpitala, ale po tygodniu umarła. On wrócił tu zupełnie odmieniony, cichy, jakby się w sobie zapadł. Umarł dokładnie 14 dni po niej”.
„I – widzisz – tyle śpiewają o miłości, jakichś wzlotach i tęsknotach. Ale to nie jest miłość. Prawdziwa miłość jest tu” – powiedział, wskazując ręką na nieotwierane od kilku lat okiennice.

6.
Więc jak to jest? Macie już dosyć Rzymu?
Strofujecie mnie w myślach i nie tylko, że D.O. nie pisze o Kołodziejczyku, o przepchniętej ustawie o kontroli dziennikarzy, zagrożonych wyrokami 8 lat więzienia, jeśli źle napisze o szajce, o kolejnym napadzie choroby psychicznej świra, który nałożył drakońską grzywnę na Zetkę, o spadku poparcia dla nazioli?
Sprawdźmy.
D.O. przypomina niniejszym swoje 4 krótkie filmiki o Rzymie z zeszłego roku, zrobione wspólnie ze Stefanem Roniszem i Olą Kardynał.
Dziś odcinek I. Niestety, pogoda nam w czasie kręcenia nie sprzyjała: gorąco, ale niebo zasnute, wietrzysko, kolory wypłowiałe.
Ale może mimo to doszukacie się powodu, la którego D.O., minąwszy fontannę Acqua Paola, rzuciwszy okiem na panoramę Urbe spod San Pietro in Montorio, użył słowa powszechnie uznawanego za.
Może być zdjęciem przedstawiającym 4 osoby, Plac Hiszpański i Fontanna di Trevi
Fontanna Acqua Paola

Może być zdjęciem przedstawiającym tekst „GAZETA.PL WIADOMOŚCI NEXT SPORT PLOTEK DZLOKD Podróże TOP PODRÃŻE WAKACJE W POLSCE WAKACJE ZA GRANICA NOWOŚCI POMYSŁ NA WYCIECZKĘ FORUM QUIZY f Podrdas Wlospech ×× ××n Ta0 Jeśli jesteś we Włoszech widzisz w menu te cztery dania, omijaj restaurację szerokim łukiem a4 Opracowala Klaudia Kolasa 21.08.2023 10:38 Paslushal tykula Włoska kuchnia jest najpopularniejsza kuchniÄ świata. Nic dziwnego że turyści, którzy odwiedzają ten kraj, liczą na wyjat wyjątkowe doznania kulinarne. Trzeba jednak pamiętaćo tym, że nie każda restauracja, którą znajdziemy we włoskich miastach, serwuje lokalne dania. Laura Cannone przestrzegła przyjezdnych przed pułapkÄ.”
Nie będzie linku do tego idiotyzmu, żeby nie robić papki z mózgu Czytelnikom.

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba, harfa, gitara i tekst „YouTube Canzone siciliana pesce spada 0:43/3:27 0:43 Domenico Modugno Lu pisci spada Testo”
https://www.youtube.com/watch?v=-m4HoIaD8M8
Domenico Modugno, “Lu pesci spada”.
Posłuchaj.

Może być zdjęciem przedstawiającym Plac Hiszpański, Tyber i tekst „YouTube" Szukaj na: Temat n 0:01 0:01/26:53 26:53 Najciekawsze miejsca starożytnego Rzymu Podróże Jackiem #1”
Jeśli nie masz jeszcze dosyć Rzymu...
https://www.youtube.com/watch?v=dvZT4hDqGLA


4 lata temu
1.
Egipcjanin dwie ulice dalej ma figi prosto z drzewa, chociaż pierwszy sezon na figi już minął. Są mniejsze, zieloniutkie, ale pyszne: Żona je po jednej – dwie na śniadanie.
Miewa takie miłości: po powrocie z Egiptu żyła jakiś czas świeżymi, mięsistymi daktylami. Przez kilka lat nie wyobrażała sobie śniadania bez ogromnych winogron sycylijskich z Vittorii. Tamte miłości minęły, ale maliny i świeże figi są z nami od lat i nic nie wskazuje na rychłe odkochanie.
Ale maliny tu są wyłącznie w supermarketach, drogie, jak piorun. Albo brytyjskie, albo – coraz częściej – z Trentino-Górnej Adygi, części austriackiego Tyrolu, zagarniętego przez Włochy w ramach rozbioru Austro-Węgier w 1918 r., który stoi jabłkami, ale ostatnio wyspecjalizował się też w malinach.
U Egipcjanina wszystko kosztuje taniej, znacznie taniej. Owoce i warzywa ułożone są trochę tak, jak na suku w Kairze, ale to Włochy, więc nie jest tak porządnie, jak tam. Ma pyszne, zielone oliwki – giganty, słodziutkie, dobrze podmacerowane. W sąsiednim supermarkecie za tę ilość zapłaciłbym co najmniej 20 euro, u niego – 4 euro. A do oliwek dorzuca radę: „włóż je do wody, bo stracą kolor i jędrność”. No jasne, że do wody.
W ogóle, im dalej od centrum, im bardziej ludowo, tym bardziej zanikają formy grzecznościowe, jak „lei” – odpowiednik „pana” lub „pani”. Od razu na „ty”, nawet nastolatki. Obrażać się? Zadzierać nosa, kiedy się jest przyzwyczajonym do „dottore”, albo wręcz „professore”? Phi! No przecież nie w Rzymie, przecież nie z Rzymianami!

2.
Ruch się nieco zagęścił, ostatni weekend miał „bollino rosso” – czerwoną kropkę, oznaczającą, że na szosach i – zwłaszcza – autostradach będzie pandemonium. I było. Ludzie wracają. W przyszły weekend też będzie piekło. Po nieszczęsnej wyprawie nad morze w Ferragosto, czyli świętego 15 sierpnia, już wyjazdów za miasto w weekend nie planujemy. Nie damy się już nabrać na sierpniową pustkę na ulicach Rzymu.
Nadal jeszcze większość sklepów i warsztatów zamknięta. Nawet niektóre pizzerie, które przetrwały pandemię relatywnie dobrze, dzięki dostawom do domów. Restauratorzy nie, są otwarci, wiją się w ukropie (nie „jak w ukropie”, tylko w ukropie, tym z błękitnego nieba i tym od gazowych, przemysłowych kuchni): muszą odbić sobie straty z dwóch lat lockdownu. Dwa lata bez zarobków! Groza.
Wygląda na to, że powoli ubywa turystów, choć przed wejściem do Muzeów Watykańskich się nadal kłębią.

3.
Po tych kilku tygodniach w Rzymie D.O. może powtórzyć za Casanową: „mogę powiedzieć, że żyłem”. Żyłem dobrze, trochę, jak we śnie.
Jeśli ma jakiś niedosyt, to Rzymu wieczorami i wczesną nocą.
Ale cóż: D.O…
Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Góruje nad Rzymem.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Rzym poziomo

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Rzym pionowo

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Rzym, jak z mokrego snu konstruktywisty

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Rzym przytulaśny (również dlatego, że pusty)

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Rzym rozmodlony i stareńki, jak ta siedziba tytularna prymasów Polski

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Rzym do schrupania

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Do syta.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Do ostatniego okruszka

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Wciąż pełen nadziei

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Rzymskie ptactwo

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
I rzymskie piesełki

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Ale ten rozdział zostanie wkrótce zamknięty…


4 lata temu
1.
Time Out – ilustrowane czasopismo, które można znaleźć w różnych hotelach w wielu krajach świata, opisuje uroki miejsca, w którym się właśnie jest i daje rady, gdzie zjeść, a gdzie wypić. Z nudów czasem się je przegląda, z rzadka czyta jakiś artykulik, bo pisują tam zawodowi dziennikarze, pasjonaci, a także – zdarza się – naukowcy. To swoisty fenomen medialny, bo istnieje to już od wielu lat, a istnieje przeważnie dzięki reklamom i pisanym na czyjeś zamówienie, za pieniądze, artykułom.
Niestety, ma jedną straszną wadę: robi rankingi. Właśnie opublikowała swój drugi doroczny przegląd najfajniejszych ulic świata. Sezon jest ogórkowy, więc ranking ten znalazł się również na stronach CNN.
https://edition.cnn.com/.../time-out-coolest.../index.html; oryginalny ranking:
https://www.timeout.com/thin.../coolest-streets-in-the-world
D.O rzucił okiem i zdębiał. No chyba żarty sobie robią!
To mają być najfajniejsze ulice świata? Na wielu z nich D.O. był i powie ci,
Czytelniku, jedno: Wszystkie one, razem wzięte, nie są tyle warte co 100 metrów pierwszej lepszej uliczki barokowego centrum Rzymu.
Owszem, niektóre z nich mają swój charme, D.O. spędzał tam miłe chwile, ale weź! No porównaj to z uliczkami Rzymu albo, niech będzie, jakiegokolwiek innego miasta włoskiego. Ta poniżej, w centrum Auckland w Nowej Zelandii, ma być jedną z 23 najfajniejszych ulic świata? No chyba was pogięło!
Dla porównania - parę uliczek Rzymu wczorajszego popołudnia, wcale nie reprezentatywnych, takich ubocznych, zwykłych, rzymskich.
Brak dostępnego opisu zdjęcia.
No wow! To jedna z najfajniejszych ulic świata! No weź, porównaj!


VIDEO: https://www.facebook.com/1201907438/videos/pcb.10228987093121001/3224903771117723
Just Married in Rome

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Wieczorem nie będzie gdzie tu palca wcisnąć

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
To siedziba Giełdy rzymskiej, a także Izby handlowej. Dawniej: Świątynia Hadriana. Tak po prostu, bo to Rzym.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Zaułek bez knajpeczki to nie zaułek!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Kościółek Archifraternitas carcerarorum, bractwa niosących pocieszenie więźniom

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
A że między kamienicami jest fragment starożytnego, zabytkowego muru? No i co? To Rzym!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
I że na innym fragmencie tegoż muru jest kapliczka, przed którą dwa złomki antycznych kolumn robią za barierę antysamochodową (jak widać skuteczną, bo co najmniej jeden próbował w nią wjechać), to też nikogo nie dziwi: to Rzym!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
I przejście z jednego zaułka do innego…

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
I fresk zamiast trzeciego okna? To Rzym!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
W tym zabytkowym założeniu urbanistycznym na Piazza Sant’Ignazio mieści się specjalny oddział karabinierów, zajmujący się odzyskiwaniem skradzionych dzieł sztuki (Carabinieri Comando Generale Nucleo Tutela Patrimonio Culturale) w „Palazzetto”. zaprojektowany przez architekta Filippo Raguzziniego, symbol architektury późnego baroku.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Kościół świętego Ignacego Loyoli na tyłach jezuickiej uczelni Collegio Romano. Podobnie, jak pierwszy, oficjalna siedziba jezuitów „Il Gesu’”, stanowi wzór dla wielu późniejszych kościołów jezuickich.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Po wejściu do środka, nawet najzagorzalsi przeciwnicy baroku niemieją. Dzięki genialnemu trickowi optycznemu autora fresku, Andrei del Pozzo (1685), kiedy zadrzeć na stojąco głowę w punkcie oznaczonym złotawym kręgiem, widać wyraźnie …dwa kościoły, jeden na drugim!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Ulubiona fontanna D.O. niedaleko Palazzo Madama w ogromnej, starożytnej misie. Kiedy kilkanaście lat temu D.O. był tam po raz ostatni, świeżo odremontowana, olśniewała bielą trawertynu. Dziś od strony południowej jest cała czarna i w glonach.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.
A ta ślimakowa kopuła na pierwszej siedzibie Uniwersytetu „La Sapienza”, dziś Archiwum państwowe, to oczywiście dzieło Borrominiego.
No, ale jeśli bardziej podoba wam się w Auckland…



4 lata temu
1.
Im bardziej zbliża się moment wyjazdu, tym bardziej Rzym wydaje nam się piękny.
Jak bardzo zmienił się stosunek D.O. do Rzymu!
Konieczność walki o życie, chaos, brud, przemoc, wieczne korki, lumpenpolitycy - zdominowali obraz tego miasta we wspomnieniach. Teraz, na wpół opuszczony, wyczyszczony (mieszkańcy na wakacjach= znacznie mniej śmieci), zrobił się z Rzymu czaruś, zielony, kolorowy, zachęcający i łaskawy.
I te zaułki, i te kolorowe krzewy, i ten puszczyk, który od pierwszego dnia pohukuje w pobliskim ogrodzie klasztornym, przekrzykując rozwrzeszczane od rana do wieczora zielone papugi… I te dzwony watykańskie, przytłumione przez wzgórza i domy. Uliczne studzienki z kryształową, lodowatą wodą… I to jedzenie, jedzenie, jedzenie… Co to jest – zastawialiśmy się z T., zdalnym wielbicielem Rzymu… No co: inna woda, inne powietrze, inna semola na pastę czy pizzę, inna oliwa, pomidory, przyprawy. No i te 2000 lat tradycji, doświadczenia, przekazywanego z ojca na syna. To robi różnicę… Oj, jak będziemy tęsknić, już tęsknimy!

2.
I nie zmienia tego fakt, że w niedzielę, w znajomej trattorii, w obecności Żony i dwojga Przyjaciół z Florencji, ktoś wczesnym popołudniem bezczelnie wyciągnął D.O. portfel z piterka i go ukradł. Niemądry D.O. zauważył to dopiero w poniedziałek, chcąc zapłacić chmarze arabskich wyrostków, które na Via della Pisana założyły myjnię samochodową i uwijają się, jak w ukropie, by oddać każde auto perfekcyjnie czyste z zewnątrz i wewnątrz. D.O. maca, patrzy, portfela nie ma. I D.O. czuje, że się zbliża zawał, nie ma pieniędzy, nie ma kart kredytowych, nie ma nagromadzonych rachunków do refundacji…
Zajrzał do maila… Jest! Szef kuchni z trattorii miał adres mailowy D.O., napisał: „znaleźliśmy w kącie pod stołem twój portfel”. O, matko, czy są karty kredytowe?!
Jedziemy, czekamy na otwarcie trattorii…
Szef wychodzi naprzeciw, podaje stary, zbrązowiały przedmiot… Ufff… Karty są!
Pieniędzy nie ma, rzecz jasna. Było jakieś niecałe 100 euro i prawie tysiąc złotych na podróż powrotną. To poważna wyrwa w emeryckim budżecie, ale wybaczam ci i to, Rzymie!
Do bankowej aplikacji… Nie, nie było żadnych wrażych transakcji. Złodzieja interesowała tylko gotówka. Ciekawe, co zrobi ze złotówkami?
A dla D.O. nauczka: nie sądź, że jesteś bezpieczny nawet w towarzystwie, nie licz, że ktoś zauważy i zapobiegnie kradzieży. Miej oczy dookoła głowy, pamiętaj, że to Rzym.
Na szczęście jeszcze nie Neapol, gdzie nigdy być sobie nie pozwolił na podobną dystrakcję, aleć zawsze to Rzym.
Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba, samochód i na świeżym powietrzu
Nawet, gdy czekasz w samochodzie na Przyjaciół, smucisz się, że już niedługo, za szybą, będą zgoła inne widoki…

Może być zdjęciem przedstawiającym 7 osób i na świeżym powietrzu
I jak tu się w nim nie zakochać?

Może być zdjęciem przedstawiającym 11 osób i na świeżym powietrzu
Jak nie wybaczyć mu wszystkich jego przywar?

Może być zdjęciem przedstawiającym drzewo i na świeżym powietrzu
I czy on nie jest zaczarowany?




Naszyjnik egipskiej królowej skradziony w Wiedniu
Wykonany w 1939 roku z ponad 600 diamentami, należał do królowej Nazli. Kolejny spektakularny napad w Hiszpanii, podczas którego złote artefakty ze skarbca Villena zniknęły w ciągu czterech minut.
https://www.repubblica.it/cultura/2026/08/28/news/arte_vienna_rubato_collier_regina_egitto-425552314/?ref=RHLF-BG-P10-S1-F-r35679
W świecie sztuki nie ma spokoju. Podczas gdy we Włoszech trwa śledztwo w sprawie kradzieży sześciu obrazów Antonella da Messiny z MuMe 15 sierpnia, a – według najnowszych doniesień – w Hiszpanii złote artefakty zostały skradzione w zaledwie cztery minuty ze skarbca w Villena, w prowincji Alicante, jednego z najważniejszych zbiorów złotnictwa epoki brązu w Europie, Wiedeń nie jest odporny na głośne kradzieże.
W kolejnej sensacyjnej kradzieży w stolicy Austrii z Muzeum Sztuk Stosowanych (MAK) skradziono cenny klejnot. To słynny diamentowy naszyjnik należący do królowej Egiptu Nazli, stworzony w 1939 roku w stylu art déco przez paryski dom mody Van Cleef & Arpels. Według Sotheby's, dziesięć lat temu naszyjnik został sprzedany w Nowym Jorku za 4,3 miliona dolarów, co odpowiada około 3,7 miliona euro. Klejnot składa się z ponad 600 diamentów o szlifie okrągłym i bagietkowym, ułożonych w promienisty wzór.
Królowa Nazli zamówiła go wraz z pasującą tiarą na ślub swojej córki Fawzii z irańskim następcą tronu Mohammadem Rezą Pahlawim, przyszłym szachem Persji. Złodzieje – najwyraźniej we dwóch – weszli do muzeum podszywając się pod zwykłych zwiedzających. Krótko po godzinie 14:00 rozbili gablotę na oczach kilku świadków, kradnąc naszyjnik, a następnie uciekli. Nadal są na wolności, a policja rozpoczęła zakrojoną na szeroką skalę operację, aby ich odnaleźć.
Muzeum Villena (Alicante) pozostaje zamknięte na czas nieokreślony po kradzieży jego słynnego skarbu. Kradzieży dokonały w nocy z 26 na 27 sierpnia co najmniej trzy zamaskowane osoby, zarejestrowane na nagraniach z kamer monitoringu. Alarm w muzeum został ogłoszony o 5:23 rano, ale zanim policja przybyła kilka minut później, złodzieje zdążyli już uciec. Funkcjonariusze znaleźli wybite okno w fasadzie muzeum, przez które najwyraźniej weszli do środka i uciekli z łupem.
Skarb został odkryty w 1963 roku przez archeologa José Maríę Solera w pojemniku zakopanym w korycie wyschniętego strumienia w pobliżu Villeny, 35-tysięcznego miasta w Walencji. Pochodzi z około 1000 roku p.n.e. i uważa się, że ma nieocenioną wartość. Składa się z 66 złotych przedmiotów, w tym 11 pucharów, 28 bransolet, dwóch naczyń i innych artefaktów, głównie wykonanych ze złota, a także przedmiotów ze srebra, żelaza i bursztynu. Po kradzieży odzyskano jedną z czterech koron, która spadła podczas ucieczki złodziei.




Nieomylny styl: Papież Leon znalazł się w gronie najmodniejszych osób magazynu „Vanity Fair”
Papież, który przykuł uwagę w trampkach i czapce baseballowej, chwalony jest za to, że jego ubiór osiąga „niebiańskie wyżyny
https://www.theguardian.com/fashion/2026/aug/28/pope-leo-vanity-fair-most-fashionable-list
Po raz pierwszy od dekady magazyn Vanity Fair opublikował listę najlepiej ubranych . Lista obejmuje 70 nazwisk i klasyfikuje najmodniejszych ludzi na świecie w 2026 roku. Wśród nich znajdują się znani aktorzy z Hollywood i gwiazdy światowego popu, ale wśród hollywoodzkich gwiazd znalazł się nieoczekiwany kandydat. Papież Leon XIV.
70-letni przywódca Kościoła katolickiego został pochwalony przez magazyn za wyniesienie papieskiego stylu „na niebiańskie wyżyny”. Jego najbardziej zapadająca w pamięć stylizacja? Prosta biała sutanna w połączeniu z butami sportowymi Nike.
José Criales-Unzueta, korespondent działu mody magazynu Vanity Fair, który pracował nad przygotowaniem listy, powiedział, że on i jego zespół byli pod wrażeniem „naturalnej amerykańskości” sposobu, w jaki ubierał się papież.
Urodzony w Chicago papież wyrobił sobie własną niszę i zyskał wierne grono fanów mody dzięki swojemu entuzjazmowi zarówno dla szytych na miarę szat liturgicznych, jak i dodatków vintage. Oprócz trampek preferuje proste czarne oksfordy zamiast tradycyjnych czerwonych papieskich pantofli.
Nosi wycofany z produkcji szwajcarski zegarek kwarcowy, nosi własną sfatygowaną teczkę, a w czerwcu 2025 roku nałożył czapkę baseballową White Sox na czapkę papieską podczas audiencji generalnej na placu Świętego Piotra. Na bardziej formalne okazje sięga po włoskiego projektanta Filippo Sorcinelli, który stworzył również szaty liturgiczne dla poprzednich papieży, Benedykta XVI i Franciszka.
Kościół katolicki, z jego długoletnim opanowaniem symboliki i optyki, doświadcza wzrostu napędzanego przez pokolenie Z. Dla Leo obecność w publikacji, którą jego globalny dyrektor redakcyjny, Mark Guiducci, określił jako „magazyn o osobowościach” i która wydaje się „jak panteon”, dobrze współgra z celem papiestwa, jakim jest pozycjonowanie się jako nowoczesnej potęgi.
„Przyjęcie tego papieża przez świat było dla mnie oszałamiające” – powiedział Robert Orsi, profesor religioznawstwa na Uniwersytecie Northwestern w Illinois. Orsi wskazał, że krytyka sztucznej inteligencji i wezwania do pokoju ze strony Leo przemawiają również do pokolenia Z.
Carol Richardson, profesor historii sztuki wczesnej nowożytnej na Uniwersytecie Edynburskim, powiedziała, że papież, który ma własne konto na Instagramie, będzie świadomy swojego wpisu na listę. „On i otaczający go ludzie są bardzo bystrzy” – powiedziała. „Większość uzna to za zabawne. Spodoba im się fakt, że zauważono, jak bardzo jest zajęty, że musi biegać w trampkach. Że pracuje”.
Od kościelnych riffów Christiana Lacroix w latach 80. i wystawy „Niebiańskie ciała” w Metropolitan Museum of Art w 2018 roku, po krucyfiksy i wizerunki Chrystusa na najnowszych wybiegach, papiestwo od dawna fascynuje modę. Criales Unzueta twierdzi, że jego atrakcyjność tkwi w jego ogromie. „Jest tak wiele do odkrycia i tak wiele inspiracji”.
Papież znalazł się w dziale „oryginalnych” magazynu „Vanity Fair”, kategorii osób, które magazyn chwali za „najbardziej ekstrawaganckie i nowatorskie stylizacje” i „niezwykły punkt widzenia”. Na liście znaleźli się również filmowiec Spike Lee oraz piosenkarki Björk i Rosalía.
Criales-Unzueta opisała listę jako „okazję do pokazania, jak głęboko moda i styl zakorzeniły się w kulturze i społeczeństwie” oraz stwierdziła, że styl, dobry styl, to praktyka, która nie jest zarezerwowana wyłącznie dla celebrytów i ich stylistów”.
Kiedy Leon został po raz pierwszy zauważony w maju ubiegłego roku w butach Nike na zdjęciu z Leone a Roma, wyprodukowanego przez Watykan dokumentu, który odtwarza jego czas w Rzymie zanim został papieżem, zdjęcie natychmiast stało się viralem. Wiele osób błędnie uznało je za fałszywe. Porównano je do wygenerowanego przez sztuczną inteligencję zdjęcia papieża Franciszka w za dużej puchowej kurtce Balenciagi, które od tego czasu zostało opisane jako „pierwszy prawdziwy przypadek dezinformacji AI na poziomie masowym”. Criales-Unzueta powiedział, że to był moment, w którym Leon stał się „tematem rozmów w modzie i poza nią”. Fani butów szybko zidentyfikowali Nike Leona jako wycofane z produkcji buty tenisowe w stylu retro, które po raz pierwszy sprzedano w latach 70. „Co za papieski flex”, oświadczył Esquire, a niektórzy użytkownicy online szybko nazwali jego styl „świętym dripem”.
Pod koniec ubiegłego roku Leo znalazł się obok A$AP Rocky'ego i Bad Bunny'ego na liście najlepiej ubranych magazynu Vogue, a New York Times uznał go za jedną z 67 najbardziej stylowych osób 2025 roku.
Orsi powiedział, że zastanawiał się nad tym, co symbolizują buty sportowe. „Sportowość? Znajomość lekkoatletyki, boisk do koszykówki, biegania?” – zastanawiał się. Dla niego to była „lekkość na nogach, gotowość do szybkiego przemieszczania się tam, gdzie jest najbardziej potrzebny” – powiedział. „Sygnalizowały, że jest przystępny, jak dobry trener, a jednocześnie skromny”.




Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga