DRUGI OBIEG
Sobota, 8 sierpnia 2026
1.
No i wreszcie wybrało się państwo D.O.stwo do Sans Souci.
Wow, ileż to wspomnień! Pierwszą podróż do Beztroski odbyło państwo D.O.stwo w
1972 roku. Musiał być lipiec, bo przecież wakacje, MK pożyczyła nam practikę,
wysupłaliśmy jakieś oszczędności na film orwo, kolorowy. Byliśmy olśnieni,
pstrykaliśmy bardzo oszczędnie, wszędzie były kaskady kwiatów, ale slajdy
wyszły wyblakłe.
Jak myśmy tam dojechali – żadne z państwa D.O.stwa nie pamięta. Pewnie S-bahnem,
a potem per pedes, 20-latkowie o takie rzeczy nie dbają, ale mimo upływu 54
lat, gdzieś w naszych starczych mózgach pozostało wspomnienie potwornego bólu
nóg.
Potem byliśmy znowu w Poczdamie na naszą 25 rocznicę, mieszkaliśmy w pięknym
hotelu Wanseeblick, zasypialiśmy i budziliśmy się wśród koncertu na 200 want,
tłukących się o maszty jachtów, a po rozsunięciu zasłon mieliśmy rzeczywiście
piękny augenblick na Pfaueninsel, Wyspę Pawi, którą podobno ukochał sam Hitler.
Tego hotelu już nie ma, prawdopodobnie gości teraz lokalny jacht klub, a tak
cudnie byłoby odnowić tamte rozkoszne wspomnienia sprzed 32 lat!
Żona utrzymuje, że wtedy też pojechaliśmy do Sans Souci i że byliśmy
rozczarowani zaniedbaniem kompleksu i brakiem wszechobecnych za rządów DDR-u
kwiatów na tarasowych pólkach między pałacem a wielką fontanną.
A teraz?
A teraz pałac San Souci się po prostu sypie. Okna zaklejone papierem, framugi
nadgniłe, liszaj na elewacjach i licznych rzeźbach, jakieś prace konsolidacyjne
rozpoczęte i porzucone, bariery, ogrodzenia, kwiatów na tarasach niet.
Tylko park robi dobre wrażenie, choć nie wszystkie krzewy równo przycięte i
choć brak koszy na śniecie i ławeczek dla staruszków, takich, jak państwo
D.O.stwo. A ponieważ teren jest bardzo urozmaicony altymetrycznie, to ławeczka
by się D.O. z 50 razy przydała, ponieważ D.O. i podgórkę bardzo niechętnie ze
sobą współpracują, a ciśnienie rooośnie!
Może najlepsze wrażenie robi galeria malarstwa, najstarsza w Niemczech,
wybudowana w latach 1755–1764 na zlecenie króla pruskiego Fryderyka Wielkiego
przez Johanna Gottfrieda Büringa i do dziś działająca. Z przerwą na
bombardowania, rzecz jasna i na wywózkę dzieł do ZSRR. Część kolekcji Sowiecki
oddali w 1958, ale najcenniejsze dzieła ukradli na dobre i trzymają je u siebie,
jak to Rosjanie.
Dzisiaj jest tam jeden Caravaggio trzy Rubensy (chociaż dwa z nich to może być
„pracownia”, jakiś Guido Reni, van Dyck… Zdaje się, że jest tam sporo kopii
mistrzów.
Pogody wczoraj nie było, ale może to i lepiej, bo państwo D.O. przeżyło.
To jest pałac Sans Souci, jakby kto pytał. Czyli bez trosk. Istotnie: troski
rządu federalnego o tę perłę rokokowej architektury, dziedzictwo kulturalne
ludzkości UNESCO, nie widać.
Taras po tarasie, od pałacu do wielkiej fontanny…
… I z powrotem.
Papier w oknach i liszaj na ścianach. Na miejscu pana Merza D.O. ozłociłby
Pawła Jaskanisa, niedawno wywalonego z roboty (z winy Omeny Mensah) dyrektora
kompleksu pałacowego w Wilanowie, który zrobił zeń prawdziwy klejnot i
błagałby, by podobnego cudu dokonał w Sans Souci.
Na początku kaercherem na ciekły azot by wyczyścił, a potem obtrynkował i
zabezpieczył.
No, ale altanki udało się odrestaurować.
Galeria obrazów, jak wieszano za Fryderyka Wielkiego, fundatora pałacu i
galerii, czyli ciasno, jedno przy drugim. Cały budynek był od razu pomyślany
jako galeria i choć obrazy co nieco się zmieniły (te cenniejsze trafiły do
galerii narodowej na Wyspę Muzeów), to jednak charakter ekspozycji pozostał
nienaruszony od czasów pruskiego cesarza.
Michelangelo Merisi da
Caravaggio, „Niewierny Tomasz”
Caravaggio, detale.
No, ale z zewnątrz galeria się kruszy, jakieś roboty wokół wyglądają na porzucone.
Piękne kwietniki wokół wielkiej fontanny.
… Zza których wyłaniają się tarasy, wznoszące się ku pałacowi.
Ogród sycylijski w bocznej części parku.
Afrodyta, pilnowana przez dwie boginie na wkurzonych lwach.
2.
Kompleks Sans souci (Bez trosk) ma ok. 290 ha, sostał założony w poł. XVIII w.
(1745–1747) przez króla Prus, Fryderyka II Wielkiego. Projekt powierzył
Georgowi Wenzeslausowi von Knobelsdorffowi, który nadał rezydencji nowy styl
rokoko. W poł. XIX w. pałac został przebudowany przez Fryderyka Wilhelma IV w
stylu klasycystycznym. Park, z niemodnego wówczas już ogrodu barokowego,
przekształcono w park krajobrazowy.
We wnętrzu są m.in. słynna Sala Marmurowa oraz Biblioteka, w której król
rozmawiał z Wolterem. Stosunki Fryderyka Wielkiego i Woltera były jednymi z
najsłynniejszych, a zarazem najbardziej burzliwych związków intelektualnych
epoki Oświecenia. Łączyła ich trwająca niemal 50 lat korespondencja oraz
bliska, choć toksyczna współpraca podczas pobytu filozofa w Prusach w latach
1750–1753.
Ich znajomość rozpoczęła się od listownego flirtu w 1736 roku, gdy Fryderyk był
jeszcze następcą tronu zafascynowanym francuską kulturą. Król widział w
Wolterze geniusza literatury, a myśliciel dostrzegał w Prusaku idealnego
"króla-filozofa", który zrealizuje idee Oświecenia.
W 1750 roku Wolter przybył do Poczdamu na zaproszenie króla. Zamieszkał w
Pałacu Sanssouci, otrzymując pensję szambelana, klucz do pokojów królewskich
oraz Order Zasługi.
Pokój, w którym mieszkał Wolter, do dziś uznawany jest za jedno z najbardziej
oryginalnych i żywiołowych wnętrz europejskiego rokoka fryderycjańskiego.
Ściany pokoju zdobią niezwykle barwne, żółte obicia z bogatymi, drewnianymi
sztukateriami. Przedstawiają rzeźbione, kolorowe girlandy kwiatów i owoców,
pośród których ukryto egzotyczne ptaki, czaple, papugi, wiewiórki oraz małpy.
Choć wystrój uchodzi za radosny, dworska plotka głosiła, że Fryderyk Wielki
kazał zaprojektować go z myślą o wadach charakteru swojego gościa. Małpy miały
symbolizować złośliwość i brzydotę fizyczną Woltera, a papugi jego gadatliwość
i ciągłe powtarzanie własnych mądrości.
Podczas słynnych "obiadów filozoficznych" w Sanssouci, król i jego
goście bezustannie testowali swoją błyskotliwość. Jedna z najpopularniejszych
anegdot z tego okresu opowiada o tym, jak Fryderyk postanowił publicznie zakpić
z Woltera: nakazał potajemnie służbie, aby podczas podawania zupy nie położono
łyżki przy nakryciu Woltera. Gdy zupa pojawiła się na stole, król z uśmiechem
głośno rzucił w stronę biesiadników: „Durniem jest ten, kto nie zje zupy!”
Wolter, wziął leżącą obok piętkę chleba, wydrążył j miąższ i zjadł nią całą
zupę. Wtedy spojrzał prosto na króla i rzekł: „Durniem jest ten, kto nie zje
swojej łyżki!”, po czym z apetytem ją przeżuł i połknął, wprawiając dworzan w
zachwyt i uciszając władcę.
Rozmowy Tafelrunde toczyły się wyłącznie w języku francuskim, gdyż Fryderyk
gardził niemiecką literaturą. Dyskutowano o racjonalizmie, tolerancji
religijnej i krytyce zabobonów. Choć król popierał te idee w teorii, w praktyce
rządził twardą, autorytarną ręką. Z kolei Wolter pełnił funkcję surowego
korektora francuskich wierszy pisanych przez Fryderyka. Z czasem filozof zaczął
narzekać, że czuje się jak "pracz królewskiej brudnej bielizny".
Rozmawiano też o wojnach śląskich i sztuce rządzenia. Fryderyk wydał wcześniej
dzieło „L'Antimachiavel ou Examen du Prince de Machiavel et Réfutation du
Prince de Machiavel”, potępiające cynizm w polityce, które Wolter pomógł mu
opublikować.
Obaj rozmówcy słynęli z ciętego języka. Do historii przeszły ich piśmienne i
słowne potyczki. Najsłynniejszym przykładem była krótka, zakodowana francuska
wiadomość, jaką Fryderyk wysłał do pokoju Woltera:
Wolter natychmiast odczytał rebus: „ Venez souper à Sanssouci” – Przyjdź na
kolację do Sanssouci. Filozof odpisał równie błyskotliwie jedną literą i
znakiem: G a ("J'ai grand appétit" – Mam wielki apetyt).
Sielanka w Sanssouci trwała krótko. Dwa silne ego, narcyzm Woltera oraz
autorytaryzm Fryderyka doprowadziły do kryzysu. Czarę goryczy przelał konflikt
Woltera z prezesem berlińskiej Akademii Nauk, Maupertuisem. Gdy Wolter
opublikował zjadliwy pamflet wyśmiewający protegowanego króla, Fryderyk kazał
publicznie spalić to dzieło rękami kata. W 1753 roku rozczarowany Wolter
opuścił Prusy. Podczas ucieczki został na rozkaz króla zatrzymany we
Frankfurcie, gdzie pruscy agenci brutalnie przeszukali jego bagaże w
poszukiwaniu prywatnego tomu poezji Fryderyka. Choć ich relacja została trwale
uszkodzona, to po latach wrócili do korespondencji i pisali do siebie aż do
śmierci Woltera w 1778 roku.
3.
Oczywiście Żona D.O. strasznie go objechała za to, co napisał o ekspozycji w
Hamburger Banhof. Stwierdziła, że D.O. to sobie może lubić lub nie lubić
niektóre wystawione tam dzieła, ale ma misję społeczną i nie może nakłaniać
swoich Czytelników do pogardy dla sztuki współczesnej. „Bo inaczej będą za
najwyższą formę sztuki uważali impresjonistów, a od tego czasu świat poszedł
daleko naprzód”.
„Pewnie, że nie wszystkie współczesne nam dzieła zasługują na podziw, choć o
tym się przekonamy za 50-100 lat, ale nie wolno w czambuł odrzucać dzisiejszych
form ekspresji artystycznej”.
Ma Żona oczywiście rację i D.O. posypuje głowę popiołem.
Zwłaszcza, że sam od dekad powtarza swoją maksymę „prymitywne umysły mają
tendencję do pogardzania tym, czego nie rozumieją”.
4.
Trump i Hegseth starli się w Camp David w związku z obawami dotyczącymi
zmniejszenia zasobów rakietowych Iranu
Podczas szczytu w Camp David w ten weekend prezydent Trump zażądał od ministra
obrony Pete’a Hegsetha odpowiedzi na temat drastycznych niedoborów amunicji.
5.
Sąd apelacyjny orzeka, że Trump musi wstrzymać budowę sali balowej
Sąd orzekł, że to Kongres, a nie prezydent, musi zatwierdzić projekt. Nakaz
wejdzie w życie za dwa tygodnie, dając Białemu Domowi możliwość odwołania się
do Sądu Najwyższego.
To nie jest pakt religijny ani obraźliwy, jak wynika z oficjalnych oświadczeń.
W rzeczywistości jednak dwie z najważniejszych potęg militarnych w regionie
Bliskiego Wschodu i Azji (Turcja i Pakistan) łączą siły z najbogatszym krajem
regionu, Arabią Saudyjską, która od miesięcy nie jest w stanie samodzielnie
odpowiedzieć na ataki szyickiego Iranu. Wszystkie trzy państwa – z wyjątkiem
mniejszości – wyznają islam sunnicki. Już samo to powinno wystarczyć, aby
stwierdzić, że pakt wojskowy podpisany w Dżuddzie przez Arabię Saudyjską,
Turcję i Pakistan jest ważny: ale na stole leży o wiele więcej.
Podpisanie umowy nastąpiło w regionie, który od 7 października 2023 roku zna
jedynie wojnę i niepewność, w trakcie bezpośredniej konfrontacji między Stanami
Zjednoczonymi a Iranem, która ogarnęła wszystkie kraje Zatoki Perskiej,
wywołując chaos nawet w tych, które – jak Turcja i Pakistan – unikały
bezpośredniego zaangażowania. Trzy rządy są zaniepokojone zarówno rosnącą
potęgą Iranu, jak i coraz bardziej agresywnym Izraelem, który musi stawić czoła
sojusznikowi – Ameryce Trumpa – który wydaje się coraz mniej wiarygodny.
Dokument został podpisany wczoraj przez niektórych kluczowych graczy tego
scenariusza: saudyjskiego księcia Mohammeda bin Salmana, który posiada
największe na świecie złoża ropy naftowej; prezydenta Turcji Recepa Tayyipa
Erdogana, dowódcę drugiej co do wielkości armii NATO po Stanach Zjednoczonych;
oraz premiera Islamabadu Shehbaza Sharifa , któremu towarzyszył – i nie jest to
przypadek – prawdziwy przywódca kraju, szef sił zbrojnych Asim Munir, ten,
który ma decydujący głos w sprawie arsenału nuklearnego Pakistanu.
Porozumienie – zgodnie ze wspólnym oświadczeniem – ma na celu „wzmocnienie
zbiorowego odstraszania przed wszelkimi formami agresji i stanowi, że każdy
atak zbrojny na którekolwiek z trzech państw będzie uznawany za atak na
wszystkie z nich”. Model ten przypomina artykuł 5 NATO i wywołał natychmiastową
reakcję Teheranu. „Saudyjczycy muszą zrozumieć, że papierowe porozumienie z
Turcją i Pakistanem nie zagwarantuje im bezpieczeństwa, tak jak nie
zagwarantowały tego lata jednostronnego wsparcia dla Amerykanów. Zreformujcie
swoją politykę, abyście nie musieli błagać o bezpieczeństwo innych” – napisał w
X Ebrahim Rezaei, rzecznik Komisji Bezpieczeństwa Narodowego i Polityki
Zagranicznej irańskiego parlamentu.
Z papierem czy bez, faktem jest, że Arabia Saudyjska dołącza kolejnego partnera
do sojuszu z Pakistanem podpisanego w ostatnich miesiącach, zdolnego do
wypełnienia luk w jej systemie obronnym: wystarczy pomyśleć o tym, że Turcja
posiada flotę, która może okazać się kluczowa w walce z Huti u wybrzeży Jemenu.
Erdogan ze swojej strony potwierdza legitymację sunnickiego mocarstwa i otwartą
linię kredytową, kluczową dla jego wiecznie borykającej się z problemami
gospodarki. Sharif – a tym bardziej Munir – dostrzega, że jego rola w regionie,
już umocniona dzięki mediacjom między USA a Iranem, zostaje jeszcze bardziej
wzmocniona.
Podpisanie umowy nie ma wpływu na umowy wojskowe zawarte przez poszczególne
kraje: Turcja pozostaje pełnoprawnym członkiem NATO. Rijad i Islamabad
pozostają związane umową obronną, która w ostatnich miesiącach umożliwiła
pakistańskiemu lotnictwu wejście na terytorium Arabii Saudyjskiej: nigdy nie
były one na linii frontu, ale nadal aktywnie działały w obronie przed Iranem.
Sygnatariusze podkreślili również, że porozumienie jest otwarte dla innych
państw: głównym kandydatem jest Egipt, który od miesięcy ściśle koordynuje
działania polityczne i dyplomatyczne z trzema stronami. „Ta unia ma potencjał,
by zmienić sytuację w regionie, choć stopniowo; pierwszym testem będzie to, czy
może przyczynić się do trwałego zakończenia konfliktu między Stanami
Zjednoczonymi i Izraelem z jednej strony, a Iranem z drugiej” – napisała
niedawno analityczka Yasmine Farouk w analizie dla International Crisis Group –
która, nieprzypadkowo, również objęła Kair. (https://www.repubblica.it/esteri/2026/08/07/news/patto_arabia-turchia-pakistan_nato_paesi_sunniti-425518173/?ref=RHLF-BG-P3-S1-T1-r35679
)
6.
Modżtaba Chamenei został poważnie ranny, jego twarz została oszpecona, noga
amputowana, a on sam nie mógł mówić.
Aby uciszyć plotki, zorganizowano spotkanie z prezydentem Masudem Pezeshkianem.
A dziś ajatollah nadal jest w bardzo ciężkim stanie: „Nie zdziwilibyśmy się,
gdybyśmy wkrótce dowiedzieli się o jego męczeństwie” – powiedział ‘Iran Wire’
źródło bliskie prezydentowi. Od miesięcy wokół irańskiego Najwyższego Przywódcy
krążą plotki i zaprzeczenia. Zaczęły się one, gdy Modżtaba został wybrany w
kwietniu na następcę swojego ojca Alego: od tamtej pory nikt go nie widział ani
nie słyszał, co podsycało tajemnicę i niepewność za granicą oraz podziały w
kraju.
Po ataku z 28 lutego Chamenei został podobno poważnie ranny. Według wstępnego
raportu „New York Timesa”, Modżtaba przeszedł trzy operacje nogi. Jego twarz i
usta doznały poważnych oparzeń, które utrudniały mu mówienie. Wiadomości
wymieniano z nim za pośrednictwem skomplikowanego i ryzykownego systemu
kurierskiego. Teheran wielokrotnie zaprzeczał tym doniesieniom, zawsze
powołując się na „powierzchowne rany”. Jednak jego nieobecność na pogrzebie
ojca podsyciła wątpliwości i wewnętrzne podziały. Gdy Pezeshkian szedł obok
trumny w Teheranie, niektórzy radykałowie zaczęli protestować. Dla nich
problemem nie jest tylko porozumienie z Waszyngtonem, ale to, kto obecnie
sprawuje władzę w Teheranie. Dla jastrzębi w rządzie – od najwyższych rangą
członków Pasdaranu po Najwyższą Radę Bezpieczeństwa Narodowego – Pezeshkian
miał wykorzystać nieobecność Chameneiego do narzucenia bardziej pragmatycznego
stanowiska.
Ale prezydent jest, jak dotąd, jedynym urzędnikiem establishmentu, który
spotkał się z Chameneim w maju. Spotkanie między nimi, według Pezeshkiana ,
najwyraźniej odbyło się w serdecznej atmosferze. Jednak Iran International
twierdzi, że prezydent miał tylko kilka minut w ciemnym samochodzie z
przyciemnianymi szybami. Prezydent podobno nie był w stanie dostrzec twarzy
mężczyzny obok niego i zapytał, czy głos, który słyszał, rzeczywiście należał
do Najwyższego Przywódcy. Do spotkania najwyraźniej doszło dopiero po
wielokrotnych prośbach Pezeshkiana, a nawet po tym, jak zagroził rezygnacją,
ponieważ jego rząd został wykluczony z najważniejszych decyzji, a najbardziej
radykalne frakcje Pasdaranu przejęły kontrolę nad sprawami państwowymi.
W miarę jak pojawiają się kolejne doniesienia i zaprzeczenia dotyczące stanu
Chameneiego, narastają wewnętrzne podziały. Za wizerunkiem jedności i
stabilności, jaki reżim stara się promować, ujawniają się kruchości
pozostawione przez próżnię Najwyższego Przywódcy. (https://www.repubblica.it/esteri/2026/08/07/news/mojtaba_khamenei_in_fin_di_vita_iran_voci_guida_suprema-425518289/?ref=RHLF-BG-P3-S3-T1-r35679
)
Dobrego dnia panu redaktorowi i czytelnikom. Kolejna wycieczka tym razem po wspaniałościach Sanssouci zaliczona...
OdpowiedzUsuńWitaj. Dobrego dnia
UsuńDziękuję za piękny opis. Wróciły wspomnienia. W czasie 7 lat pracy w Berlinie i Potsdamie wielokrotnie przejeżdżałem wokół. Teraz widzę jak wygląda od środka. Życzę dalszych miłych wrażeń.
OdpowiedzUsuńDzień dobry
OdpowiedzUsuń