DRUGI OBIEG
Wtorek, 25 sierpnia 2026



1.

„Ukraińcy nie będą kamieniami pod stopami carów i władców” – mówi buntowniczy Zełenski
https://www.theguardian.com/world/live/2026/aug/24/europe-ukraine-russia-war-kyiv-andy-burnham-volodymyr-zelenskyy-latest-news-updates
W poruszającym przemówieniu z okazji Dnia Niepodległości Wołodymyr Zełenski powiedział Ukraińcom i gościom zagranicznym, że 35 lat temu wiele służb wywiadowczych nie miało pewności, czy niepodległość Ukrainy będzie trwała.
„Ale Ukraińcy odzyskali niepodległość swojego państwa i z pewnością będziemy bronić niepodległości Ukrainy. Nie ma co do tego wątpliwości” – powiedział.
W szczególnie poruszającym fragmencie dodał:
„Ukraińcy nie będą kamieniami pod stopami carów i władców. Ukraińcy się nie poddadzą. Ukraińcy nie będą kartą przetargową w sporach stolic. Ukraińcy nie poddadzą się temu, w co nie wierzą. I na pewno nie porzucą własnego marzenia. Marzenia o życiu, marzenia o niezależnym życiu”.


2.

https://wyborcza.pl/7,75968,32982603,35-rocznica-uzyskania-przez-ukraine-niepodleglosci-zyczenia.html#s=S.TD-K.C-B.9-L.1.duzy


3.

https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,32984389,warszawa-swietuje-dzien-niepodleglosci-ukrainy-my-nie-swietujemy.html
… o godz. 18 na Placu Zamkowym zaczęły się obchody Dnia Niepodległości Ukrainy.
Pod Kolumnę Zygmunta tłumy ciągnęły znacznie wcześniej. Wśród nich osoby, które po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji znalazły schronienie w Warszawie, Ukraińcy mieszkający w stolicy od dawna, ale też Polacy i mieszkańcy stolicy, którzy przyszli wyrazić solidarność i niezgodę na ataki na największą mniejszość narodową mieszkającą nad Wisłą.
Zanim kilka tysięcy ludzi zebrało się na warszawskiej Starówce, o godz. 12 w Kijowie zaczęły się oficjalne obchody 35. rocznicy ogłoszenia niepodległości kraju po rozpadzie ZSRR w 1991 roku. Z tej okazji do Ukrainy przybyli w poniedziałek europejscy liderzy, m.in. nowy premier Wielkiej Brytanii Andy Burnham czy przewodniczący Rady Europejskiej Antonio Costa.
Ale w stolicy Ukrainy żadnych masowych wydarzeń nie było. Mieszkańcy Kijowa, a także Chersonia czy Zaproża co noc stają w obliczu ataków dronowych i rakietowych. 20 sierpnia w rosyjskich atakach zginęło 15 cywilnych mieszkańców Kijowa, a 39 zostało rannych. Z kolei z soboty na niedzielę w wyniku rosyjskich uderzeń na Donieck, Chersoń, Charków i Sumy zginęły cztery osoby, a co najmniej 30 jest rannych.
Warszawskie obchody zaczęły się od rozwinięcia dwóch flag - polskiej i ukraińskiej, które potoczyły się po głowach osób stojących pod sceną. Ludzie złapali się za ręce i odśpiewali kolejno hymny obu państw. Kiedy pół godziny później zebrani na Placu Zamkowym ludzie wznieśli nad głowy kartony z nazwiskami ofiar poległych w Ukrainie, zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej swoją manifestację zorganizowała skrajna prawica.
Byli tam ludzie w koszulkach "Śmierć wrogom ojczyzny" oraz z emblematami neonazistowskimi, krzyżami celtyckimi i wilczymi hakami. Z głośników płynęły nie tylko hasła antyukraińskie, ale też oskarżające Polaków, którzy wspierają wschodnich sąsiadów o zdradę polski.
Prowokatorzy krążyli pomiędzy Ukraińcami i próbowali wszczynać awantury, ale byli skutecznie odcinani przez liczne oddziały policji, które pilnowały bezpieczeństwa podczas obchodów. Kiedy zapytałem jednego z nich, dlaczego właściwie protestują, usłyszałem, że organizowanie w Polsce dnia niepodległości obcego państwa jest hańbiące.
Ale gdy przypomniałem, że 11 listopada Dzień Niepodległości Polski co roku jest świętowany w największych światowych metropoliach i mniejszych stolicach (Wilnie, Londynie, Brukseli, Berlinie, Paryżu, Nowym Jorku, Chicago, Waszyngtonie i Toronto), a w zeszłym roku Empire State Building, najsłynniejszy nowojorski drapacz chmur, został podświetlony w barwach biało-czerwonej, nie przypadło to do gustu mojemu rozmówcy. Oskarżył mnie o kłamstwa i wspieranie banderyzmu. …
Z Olgą, 35-letnią Ukrainką mieszkającą w Polsce od 2015 roku, rozmawiałem o atakach na ukraińską diasporę ze strony ksenofobów. - Już sami się z tego śmiejemy. Wśród znajomych rzucamy żartem "wypier... na Ukrainę", bo mamy wrażenie, że dla pewnych ludzi to już jest jak przecinek - oceniła. - Ale dla nas nie ma to żadnych wartości. Mówią to ludzie smutni i niekochani. Bardziej im współczuję niż przejmuję się ich atakami. …
Siostra Małgorzata Chmielewska apelowała: - Dziękujmy Ukrainie, że nasze niebo jest wolne od bomb. Niebo moich rodziców nie było. Walczyli w powstaniu. Życzę moim siostrom i braciom z Ukrainy, żeby nie patrzyli na nienawiść. Bądźmy od niej wolni. Ukraińcom odwagi nie brakuje, niech i nam Polakom nie brakuje odwagi bycia wolnymi od nienawiści.
========
Jeżeli naziolki tak bardzo chcą być wyrzutkami, to zróbmy im przysługę i wyrzućmy. Część do Ukrainy, część do Izraela, resztę do Afryki.


https://tvn24.pl/tvnwarszawa/okolice/radom-20-latkowie-z-ukrainy-zaatakowani-na-przystanku-przez-grupe-mezczyzn-st9204059


4.

Obrona powietrzna, sankcje i siły wielonarodowe: na co zgodziła się „Koalicja chętnych” w Kijowie
https://www.pravda.com.ua/news/2026/08/24/8050135/
Po spotkaniu w Kijowie przywódcy „koalicji chętnych” zapowiedzieli zwiększenie wsparcia wojskowego i obrony powietrznej Ukrainy, sankcje wobec Rosji oraz szkolenie sił wielonarodowych.
Wczoraj miały miejsce frenetyczne kontakty telefoniczne koalicji chętnych. Uzgodniono pomoc dla Kijowa w wysokości 6,1 mld euro, produkcję rakiet storm shadow w Ukrainie za zgodą GB i Francji oraz zaplanowano wspólne ćwiczenia wojskowe z armią Ukrainy.
Pierwsze wspólne ćwiczenia wojskowe Koalicji Chętnych odbędą się w październiku i listopadzie tego roku – powiedział prezydent Francji Emmanuel Macron. „Bardzo ważne jest, abyśmy nadal demonstrowali naszą determinację i gotowość w zakresie gwarancji bezpieczeństwa, które zobowiązaliśmy się udzielić. A zakrojone na szeroką skalę ćwiczenia, które nasza koalicja przeprowadzi w październiku i listopadzie, pokażą jej gotowość operacyjną i zdolność do działania po zakończeniu działań wojennych, a to jest bardzo ważne” – powiedział Macron. Włochy zapowiedziały, że nie wezmą w nich udziału.


5.

Burnham mówi, że Wielka Brytania jest z Ukrainą „całą drogą” pomimo „oburzających gróźb” ze strony Rosji
https://www.theguardian.com/world/live/2026/aug/24/europe-ukraine-russia-war-kyiv-andy-burnham-volodymyr-zelenskyy-latest-news-updates#top-of-blog
Jesteśmy z wami przez całą tę walkę” – mówi Burnham Ukrainie
Burnham kontynuuje, mówiąc, że „Ukraina jest obrońcą Europy, nie obciążeniem dla naszego bezpieczeństwa, ale linią frontu w zapewnianiu bezpieczeństwa Europy”.

„Dlatego uważam, że naród ukraiński zasługuje nie tylko na nasze dalsze wsparcie, ale także na naszą wdzięczność i szacunek”.
W imieniu Wielkiej Brytanii składa Ukrainie gratulacje z okazji Dnia Niepodległości.
Powtarza, że Wielka Brytania uważa, iż „w pełni uznaje niepodległość i suwerenność” Ukrainy i uważa, że granice międzynarodowe nie mogą być zmieniane siłą”.
Mówi „mieszkańcom tego kraju, od Lwowa do Ługańska, … że jesteśmy z wami w tej walce całym sercem i duszą”.
Twierdzi, że widzi w Ukrainie „niezniszczony kraj” i obiecuje dalsze wsparcie dla Ukrainy.
„Będziemy kontynuować budowanie stuletniego partnerstwa między naszymi krajami, łącząc nasze miasta i szkoły, nasze przedsiębiorstwa i nasze społeczności, ucząc się od siebie nawzajem i wspólnie rozwijając się przez kolejne dekady. I pomimo skandalicznych gróźb Rosji wobec mojego kraju, będziemy nadal wspierać obronność Ukrainy”.
Burnham porównuje wojnę Ukrainy z Rosją do walki Wielkiej Brytanii z nazistowskimi Niemcami i zapewnia o dalszym wsparciu pomimo „oburzających” gróźb ze strony Moskwy


6.

https://wyborcza.biz/biznes/7,179190,32982980,rosja-atakuje-tuska-za-nord-stream-a-putin-przypomina-gazociag.html
Kolejny raz Moskwa wykorzystuje bałtyckie gazociągi Nord Stream z Rosji do Niemiec, aby wbijać klin między europejskich sojuszników z UE i NATO, a w tym przypadku - w relacje Warszawy z Berlinem.
Zachętę do tego dała Prokuratura Generalna Niemiec, która w ostatnią środę, 19 sierpnia, ogłosiła, że na podstawie wydanego przez nią Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA) w Chorwacji został zatrzymany obywatel Ukrainy Vladimir S., którego niemieccy śledczy podejrzewają o udział w wysadzeniu pod koniec września 2022 r. obu nitek gazociągu Nord Stream 1 i jednej z dwóch nitek bliźniaczego systemu Nord Stream 2. Pod koniec zeszłego tygodnia sąd w Chorwacji postanowił aresztować zatrzymanego do czasu podjęcia decyzji w sprawie jego ekstradycji do Niemiec.
Niemiecka prokuratura określiła tożsamość obywatela Ukrainy, podając jego imię i pierwszą literę nazwiska w transkrypcji z rosyjskiego. Wkrótce jednak niemieckie media rozwiały wątpliwości. Zatrzymany to Wołodymyr Żurawlow, którego zatrzymania niemieccy śledczy domagali się od Polski w połowie 2024 r. - bez powodzenia, bo Żurawlow wyjechał do Ukrainy. Później wrócił do Polski, gdzie od kilku lat mieszka i przed rokiem został zatrzymany przez polską policję na wniosek Niemiec.
Sąd w Warszawie nie zgodził się na ekstradycję obywatela Ukrainy, tłumacząc to wątpliwościami co do uzasadnienia niemieckiego wniosku. Sam Żurawlow zapewniał, że jest niewinny.
Sąd polski nie dysponuje w tej sprawie żadnymi dowodami, albowiem strona niemiecka przesłała jedynie bardzo ogólne informacje
- powiedział sędzia Dariusz Łubowski, uzasadniając odmowę ekstradycji.
Ponadto sędzia Łubowski wskazał, że ewentualne wysadzenie przez Ukraińców bałtyckich rurociągów Gazpromu w czasie zbrojnej napaści Rosji na Ukrainę byłoby uzasadnioną i sprawiedliwą formą obrony przed agresją.

Donald Tusk mówi, kto ma się wstydzić
W ostatni piątek w Krakowie dziennikarze pytali premiera Tuska o zatrzymanie w Chorwacji Ukraińca, którego ekstradycji do Niemiec odmówił sąd w Warszawie.
Premier - według relacji serwisu TVP World - przypomniał dziennikarzom, że Polska długo sprzeciwiała się budowie gazociągu Nord Stream 2, wskazując, iż jego eksploatacja doprowadzi do pogłębienia zależności Europy od gazu z Rosji.
"Niemcy uważały wtedy inaczej. Zmienili zdanie, ale za późno" - powiedział Tusk. I dodał:
„Ale Niemcy na pewno nie powinni ścigać tych, którzy w sytuacji, gdy ich kraj został zaatakowany, podejmowali takie lub inne działania. W tej sprawie nie zmienię zdania i uważam, że wstydzić powinni się ci, którzy zbudowali ten gazociąg, a nie ci, którzy go wyłączyli”.
Podobnie swoje stanowisko premier Polski sformułował w październiku zeszłego roku, przed ogłoszeniem przez sąd odmowy ekstradycji Żurawlowa. Tusk napisał wtedy po angielsku na platformie X:
"Problem z Nord Stream 2 nie polega na tym, że został wysadzony. Problemem jest to, że został zbudowany".

Moskwa grozi Tuskowi
W Rosji słowa polskiego premiera wywołały wściekłość.
"Uważam, że trzeba ogłosić międzynarodowy list gończy za tym fanatycznym politykiem jako niebezpiecznym przestępcą"
- powiedział państwowej agencji prasowej TASS Michaił Szeremet, deputowany do Dumy, niższej izby rosyjskiego parlamentu.
Ze specjalnym oświadczeniem, podanym w formie odpowiedzi na pytania dziennikarza, wystąpiła Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ.
"Publiczna wypowiedź szefa rządu dużego państwa europejskiego, usprawiedliwiająca akt terroru popełniony na oczach całego świata, wysyła niszczycielski sygnał, który jak w reakcji łańcuchowej doprowadzić może ostatecznie do demontażu wszelkich ograniczeń, chroniących dotąd stosunki między państwami na kontynencie europejskim przed całkowitym stoczeniem się w stronę prawa dżungli" - stwierdziła Zacharowa. I dodała:
"Stanowisko demonstracyjnie przyjęte przez Warszawę w odniesieniu do wysadzenia Nord Streamów będzie mogła w przyszłości obrócić się przeciwko żywotnym interesom i bezpieczeństwu samej Polski".
Rzeczniczka rosyjskiej dyplomacji stwierdziła również: "Wypowiedź Donalda Tuska obnażyła również głęboko zakorzenione napięcia historyczne między Polską a Niemcami, a także rywalizację wynikającą z dążenia Berlina i Warszawy (przy wsparciu Białego Domu) do realizacji własnych, wygórowanych ambicji, w ramach wspólnych sojuszy: Unii Europejskiej i NATO".
Krytyki nie oszczędził też Kreml. "Jeśli pan Tusk opowiada się za takimi terrorystycznymi aktami sabotażu i je popiera, może to budzić jedynie zdumienie i konsternację" - powiedział rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, komentując słowa premiera Polski.

Putin tłumaczy Tuska
W tym spektaklu napaści na szefa polskiego rządu w rolę dobrego policjanta wcielił się Putin.
W niedzielę 23 sierpnia w wywiadzie dla rosyjskiej telewizji Putin nieoczekiwanie stwierdził, że rozumie powody krytyki Tuska.
"Znam się od dawna z panem Tuskiem, z czasów przygotowań do budowy Nord Stream 2 i z czasów samej budowy. Wtedy pan Tusk był także premierem i dla mnie powody takiego stanowiska obecnego rządu Polski są jasne. Powody są bardzo jasne, chodzi o opłacalność ekonomiczną" - powiedział prezydent Rosji.
A następnie Putin stwierdził, jakoby pierwotnie Gazprom planował ułożyć Nord Stream 2 przez terytorium Polski.
"Mamy już jedną linię dostaw gazu, która przechodzi przez terytorium Polski, [gazociąg] Jamał-Europa i przygotowano także drugą linię, także przez terytorium Polski. Ostatecznie postanowiliśmy jednak poprowadzić drugą linię po dnie Bałtyku, aby zminimalizować ryzyka, głównie ekonomiczne" - powiedział prezydent Rosji. Dodał, że Polska była temu przeciwna, bo zostałaby pozbawiona dochodów z tranzytu rosyjskiego gazu. "Takie stanowisko nie jest dla mnie w ogóle nowe" - stwierdził Putin.
W ten sposób prezydent Rosji sprowadził do poziomu merkantylnego (utrata dochodów) sprzeciw Polski wobec Nord Stream 2 ze względu na kwestie bezpieczeństwa energetycznego Europy (pogłębienie uzależnienia od rosyjskiego gazu).
Przy tym Putin, z wprawą byłego oficera KGB, łgał w żywe oczy. Tusk nie był premierem Polski, gdy we wrześniu 2015 r. Gazprom podpisał z pięcioma zachodnimi koncernami energetycznymi list intencyjny w sprawie projektu Nord Stream 2. Nigdy też nie przedstawiono tej inwestycji jako alternatywy dla drugiej nitki gazociągu jamalskiego przez terytorium Polski. Budowę drugiej nitki "jamału" zapisano w umowie gazowej rządów Polski i Rosji w 1992 r. Jednak z tej inwestycji Gazprom faktycznie wycofał się już w 1999 r., przygotowując się do ułożenia gazociągu przez Morze Bałtyckie (późniejszego Nord Stream 1), aby dostarczać gaz wprost do Niemiec, omijając tradycyjne szlaki tranzytowe przez państwa Europy Środkowej: Polskę, Białoruś, Ukrainę, Słowację i Czechy.

Zełenski: Ukraina nie jest winna
Kilka godzin po emisji przez rosyjską telewizję wywiadu z Putinem, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski kolejny raz publicznie zaprzeczył, że Ukraina odpowiadała za wysadzenie bałtyckich gazociągów Gazpromu.
„Omawialiśmy to na najwyższym szczeblu z niemiecką stroną. Doskonale wiedzą, że Ukraina nie miała nic wspólnego ani z realizacją, ani nawet z pomysłem przeprowadzania takiej operacji [wysadzenia Nord Streamów]” - powiedział prezydent Ukrainy dziennikarzom w kuluarach spotkania z liderami państw Północnego Bałtyku.
Zełenski dodał, że Ukraina jest gotowa pomagać w śledztwach dotyczących sabotażu wobec Nord Streamów. Podkreślił również, że dla Kijowa kluczowe znaczenie ma utrzymanie partnerstwa z państwami Europie i ich zaufania. - Dlatego jesteśmy całkowicie otwarci dla wspólnych kroków w ramach śledztwa - zadeklarował prezydent Ukrainy.


7.

https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,32983709,imigranci-wyszli-na-ulice-warszawy-to-pierwszy-taki-protest.html
Cudzoziemcy mieszkający w Warszawie zorganizowali duży protest na Placu Bankowym przed siedzibą wojewody mazowieckiego Mariusza Frankowskiego. Imigranci są wściekli na jego urząd, który ociąga się w wydawaniu im dokumentów. Czekają nawet dwa lata!
Eugeniusz Sobalecz stoi przed siedzibą wojewody mazowieckiego w żółtej kamizelce i z megafonem w ręku. Białorusin jest organizatorem pierwszego w Polsce imigranckiego protestu przeciwko polskiemu urzędowi. Kiedy mężczyzna mówi do zebranego przed nim tłumu (w południe w poniedziałek 24 sierpnia przyszło ok. 400 osób), delikatnie łamie mu się głos.
– Nie zgadzamy się na łamanie naszych praw! My też jesteśmy ludźmi i działamy w ramach polskiego prawa. Jesteśmy subiektami prawa polskiego i my potrzebujemy od Polski, żeby Polska przestrzegała swojego prawa i szanowała ludzi, którzy działają na korzyść tego kraju – mówił przed urzędem Sobalecz, za co demonstrujący nagrodzili go gromkimi brawami.
Zebrani w poniedziałkowe południe cudzoziemcy byli wściekli na Mazowiecki Urząd Wojewódzki, który odpowiada za wydawanie dokumentów imigrantom zamieszkującym największy region w Polsce. Urząd robi to zbyt przewlekle, co znacznie utrudnia życie cudzoziemców nad Wisłą.
– Moja decyzja w sprawie karty pobytu powinna zostać wydana 11 sierpnia, ale zeszłego roku. Od tamtego czasu czekam, to już ponad rok – mówi programistka Nadia Astahawa, która przeprowadziła się do Warszawy jeszcze przed wybuchem pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Na protest przyszła z mężem.
– Jeszcze w zeszłym roku wysłałam ponaglenie, potem jeszcze raz, a potem ponaglenie na ponaglenie i wszystko to zostało zignorowane. Napisałam jeszcze skargę na szefa mazowieckiego Urzędu ds. Cudzoziemców i w odpowiedzi przeczytałam, że urząd ma prawo ignorować moje pisma. Ostatecznie pozwałam wojewodę mazowieckiego do sądu. Aktualnie czekam na termin rozprawy – mówi pani Nadia.
Cudzoziemcy, którzy czekają na rozpatrzenie ich wniosku o kartę pobytu, żyją w stanie zawieszenia. Z jednej strony, ich pobyt w Polsce jest legalny, ale ich prawa są znacznie ograniczone. Takie osoby nie mogą wyjechać, a następnie wrócić do Polski, a często nie mogą dostać pracy. Cudzoziemcy zebrani na Placu Bankowym skarżyli się też, że w oczekiwaniu na dokumenty nie mogą wziąć kredytu i zdarzają im się problemy z dostępem do konta bankowego.
Pod urząd wojewody przyszedł też Kazach Ajan Sakjen, który przyjechał do Warszawy studiować zarządzanie. – Zamierzam walczyć o swoje prawa. Czekam już półtora roku na to, żeby urząd wydał mi kartę pobytu. Ja nie chcę tak żyć, w tym ciągłym oczekiwaniu i niepewności. Mam poczucie, że polski urząd nie szanuje moich praw – mówi Sakjen.
Kazach dodaje: – Urząd karze czekać w nieskończoność. To sprawia, że trudno jest mi dostać umowę o pracę, bo pracodawcy wymagają, żebym miał kartę pobytu, a nie na nią czekał.

Czego chcą cudzoziemcy?
Standardowo urzędy ds. cudzoziemców miały 60 dni na rozpatrzenie wniosku imigranta. Termin ten został jednak zniesiony przez artykuł 100d z Ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa, który wstrzymuje bieg terminów na załatwianie przez wojewodów spraw dotyczących pobytu cudzoziemców. Przepis ten ma obowiązywać do marca 2027 roku, ale może zostać przedłużony.
Cudzoziemcy żądają, by artykuł 100d został zniesiony już teraz, co zmusiłoby urząd do wydawania decyzji w terminie 60 dni. Obecnie bowiem imigranci czekają nie 60 dni, ale nawet kilka lat. Dziś w „Stołecznej" opisaliśmy historię Japończyka, który na legalizację swojego pobytu czeka od 718 dni! Podobnych historii jest cała masa. Na protest przyszli ludzie z transparentami, na których skarżą się, że czekają 476 czy 420 dni.
– Czekam już prawie dwa lata na decyzję urzędu. Wydaje mi się, że każdy tutaj, na proteście, ma podobną sytuację. Straciłem możliwość znalezienia dobrej pracy i opuszczenia kraju. Inne państwa Unii Europejskiej przynajmniej pozwalają na wyjazd z kraju w takiej sytuacji jak moja. To niesamowicie frustrujące – mówił pan Timu z Azerbejdżanu.
Na protest przyszedł też mężczyzna z polską flagą. To prawdopodobnie jedyny Polak, który protestował razem z cudzoziemcami. – Dowiedziałem się o tym proteście z Reddita, a potem opowiedział mi o nim znajomy Hindus. To wstyd, że w taki sposób traktujemy cudzoziemców jako naród, który wielokrotnie był zmuszany do migracji. Powinniśmy bardziej działać, żeby każdy czuł się w naszym kraju jak człowiek - podkreślał Adam Koseła.
Poza uchyleniem artykułu 100d cudzoziemcy domagają się też lepszej organizacji pracy w urzędzie do spraw cudzoziemców i zwiększania jego obsady. To ich zdaniem przyczyniłoby się do przyspieszenia wydawania decyzji. Petycję w tej sprawie złożyli w poniedziałek w urzędzie.
========
Czyżby mieli rację ci, którzy krzyczą „pis, po jedno zło”?
A jak do oburzającej, nieludzkiej polityki państwa, dorzucić jeszcze zwykłe polskie skurwysyństwo, to wychodzi właśnie takie traktowanie ludzi. „Kto nie szanuje innych narodów, nie uszanuje i własnego”.


8.

Bardzo smutno. D.O. miał zaszczyt rozmawiać z generałem w „Allegro ma non troppo” (https://www.youtube.com/watch?v=E_vX1akRQyY&list=PL4Ibwp4rbdg2S9Bg6gDn5yVSxY8O_SQv-&index=113&t=79s ). To był mądry i prawy człowiek, szczery patriota. Cześć jego pamięci!


9.

Artykuł Redakcyjny
Pogląd „Guardiana” na nowe Węgry: deorbániacja w szybkim tempie
W obliczu zbliżającego się terminu w Brukseli, w którym stawką jest ponad 10 mld euro, pierwsze trzy miesiące rządów Pétera Magyara były przełomowe w rozwiązywaniu problemu korupcyjnego dziedzictwa
https://www.theguardian.com/commentisfree/2026/aug/23/the-guardian-view-on-the-new-hungary-de-orbanising-at-pace
Niektóre wybory są ważniejsze od innych. Od czasu objęcia urzędu w maju, nowy premier Węgier, Péter Magyar, rozpoczął realizację najbardziej dalekosiężnego i dramatycznego programu transformacji kraju od upadku komunizmu w 1989 roku. Poprzednik premiera Węgier, Viktor Orbán, stworzył miękką autokrację, która opierała się na korupcji i przez 16 lat wywierała wpływ na większość dziedzin życia na Węgrzech, od religii po kulturę i media. Jest ona demontowana w niezwykłym tempie.
W zeszłym tygodniu nowo mianowany prezydent objął urząd po zwolnieniu Tamása Sulyoka, oskarżonego przez premiera Magyara o bezrefleksyjne zatwierdzanie erozji praworządności w kraju. W jaskrawym kontraście, András Baka jest byłym prezesem Sądu Najwyższego Węgier, z którego został usunięty przez reżim Orbána w wyniku postępowania uznanego za bezprawne przez Europejski Trybunał Praw Człowieka.
W ubiegły czwartek, w święto narodowe Węgier, serwisy informacyjne powróciły do głównego kanału telewizji publicznej, który był wyłączony przez sześć tygodni. W lipcu widzowie zobaczyli pusty ekran i komunikat: „Media publiczne nie powinny kłamać. Przepraszamy za to, że robiliśmy to tak długo”. Zakończenie jawnej stronniczości w telewizji publicznej było jednym z kluczowych zobowiązań premiera Magyara w kampanii, w której sprzeciwił się systemowi wyborczemu sprzyjającemu Orbánowi i wygrał miażdżąco.
Tempo było równie nieubłagane, jeśli chodzi o ataki na sieci korupcji i klientelizmu, które budowały się przez ponad półtora dekady. Uważa się, że za rządów Orbána zdefraudowano ponad 100 miliardów euro funduszy publicznych, w tym miliardy euro z funduszy UE. Śledczy otrzymali uprawnienia do ścigania tych przestępstw za pośrednictwem nowego Krajowego Urzędu ds. Odzyskiwania i Ochrony Aktywów. Pan Magyar potwierdził również udział Węgier w Prokuraturze Europejskiej, co umożliwi UE lepszą ochronę przed przestępczością finansową w tym kraju.
Minie trochę czasu, zanim Węgry znów poczują się jak normalna, pluralistyczna europejska demokracja. Na razie pan Magyar funkcjonuje jak jednoosobowy polityczny wir, kierując czymś w rodzaju rządu jedności narodowej, wybieranego przez wyborców z całego spektrum politycznego. Pojawiły się obawy dotyczące manewrów konstytucyjnych, które mają uniemożliwić wielu posłom Fideszu, partii Orbána, ponowne kandydowanie, a pan Baka ostrzegał przed pozorną zemstą na zwolennikach byłego premiera. Jednak konieczne było zdecydowane podejście do de-Orbánizacji Węgier, które nadal jest nagradzane rekordowymi wynikami w sondażach.
Kolejny ważny próg prawdopodobnie zostanie przekroczony jesienią. Bruksela dała nowemu rządowi Węgier czas do końca tego miesiąca na udowodnienie, że podejmowane są wystarczające działania w walce z korupcją, aby uzasadnić uwolnienie ponad 10 mld euro zamrożonych funduszy. Jeśli, co wydaje się prawdopodobne, zdecydowana większość środków zostanie wypłacona, przypieczętuje to trwające zbliżenie między UE a jej byłym państwem członkowskim, które prowadziło nieuczciwe działania.
W maju pan Magyar przeniósł biuro premiera z kontrowersyjnie odgrodzonego, byłego klasztoru karmelitów, w którym urzędował pan Orbán, udostępniając budynek publiczności. „Nie zostałem wybrany tylko po to, by zmienić rząd, ale po to, by zmienić reżim” – powiedział w wywiadzie wkrótce po objęciu władzy. Trzy miesiące później symbolikę tę uzupełnia pokojowa rewolucja polityczna.
========
Czy D.O. już pisał, jak bardzo zazdrości Węgrom sprawczego i konsekwentnego rządu?


10.

https://tvn24.pl/swiat/afd-chce-wyprowadzic-niemcy-z-schengen-i-strefy-euro-alice-weidel-zapowiada-odpowiedz-radoslawa-sikorskiego-st9202851
Wyjście ze strefy Schengen, rezygnacja z waluty euro - współprzewodnicząca Alternatywy dla Niemiec Alice Weidel udzieliła w niedzielę wywiadu, w którym powiedziała o planach jej partii w razie przejęcia władzy w Niemczech. Słowa szefowej AfD skomentowali Radosław Sikorski i Marcin Kierwiński.
„Cieszę się z sytuacji politycznej w Niemczech. Znajdujemy się na drodze prowadzącej do zwycięstwa. W Saksonii-Anhalcie utworzymy rząd. CDU już nigdy więcej nie wygra wyborów do Bundestagu - powiedziała Weidel w wywiadzie dla drugiego programu niemieckiej telewizji publicznej telewizji ZDF. Dodała, że liczy także na sukcesy w wyborach do lokalnych parlamentów w Meklemburgii-Pomorzu Przednim oraz w Berlinie. Będziemy też rządzili na szczeblu całego kraju. Zamkniemy granice, wyjdziemy z Schengen, aby tacy ludzie jak ci z Ceuty nie przyszli do nas. Tę umowę należy wypowiedzieć - stwierdziła. W jej opinii Schengen ma sens tylko przy bezpiecznych granicach zewnętrznych i otwartych granicach wewnętrznych. - Ani jedno, ani drugie nie funkcjonuje. Wszystkich Syryjczyków odeślemy do domu - zapowiedziała. Obecnie w Niemczech przebywa 1,3 mln uchodźców z Syrii. Euro stało się niestabilną walutą - powiedziała szefowa AfD. - Niemcom powodziło się przed przyjęciem euro znacznie lepiej. Widzimy szeroką pauperyzację pracujących warstw społeczeństwa - stwierdziła.
Do słów Weidel o wyjściu ze strefy Schengen odniósł się między innymi Radosław Sikorski. "Przywrócenie stałych kontroli na granicach Niemiec będzie miało poważne konsekwencje, także gospodarcze, dla Polski" - przekazał wicepremier i szef polskiej dyplomacji w serwisie X. "Ale nasi nacjonaliści nie kalkulują, co się stanie, gdy inni zaczną działać tak samolubnie, jak oni postulują. Przecież 'AfD to taki niemiecki PiS'" - dodał.
Do wypowiedzi szefowej Alternatywy dla Niemiec odniósł się również szef MSWiA Marcin Kierwiński. "Alice Weidel, szefowa prorosyjskiej AfD, zapowiedziała, że w przypadku przejęcia przez nich władzy, Niemcy wypowiedzą umowę z Schengen. Podobny postulat składa Morawiecki..." - napisał na X.
We wrześniu w Saksonii-Anhalcie, Meklemburgii-Pomorzu Przednim i Berlinie odbędą się wybory do lokalnych parlamentów - landtagów. W dwóch pierwszych landach AfD prowadzi w sondażach, przy czym w Saksonii-Anhalcie jej przewaga jest przygniatająca. Partia Weidel może tam liczyć na 42 proc. poparcia, a zajmująca drugie miejsce CDU tylko na 22 proc.
W skali całego kraju AfD prowadzi z przewagą dochodzącą do ośmiu punktów procentowych nad blokiem partii chadeckich CDU/CSU. Kolejne wybory do Bundestagu planowane są na rok 2029.


11.

https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,32982617,antysemicki-symbol-na-skwerze-w-centrum-warszawy-szokuje-turystow.html
Na chodniku skweru przy Rondzie de Gaulle'a ktoś namalował farbą w spreju gwiazdę Dawida na szubienicy. Codziennie przechodzą tędy tysiące osób, a bazgroł nawołujący do zabijania Żydów nie jest usuwany.


12.

https://wyborcza.biz/biznes/7,147582,32983849,kral-byl-zakladnikiem-gangsterow-dziwna-nieruchomosc-w-villefranche-sur-mer.html
Afera Zondacrypto zaczęła kręcić się na nowo. Według TVP Info, prezes giełdy Przemysław Kral może uzyskać status tzw. małego świadka koronnego, co oznacza pójście na współpracę z prokuraturą. Oznacza to, że Kral zacząłby ujawniać dane i postępowanie swoich mocodawów. Mowa głównie o kwestiach powiązań giełdy krypto z politykami. …
Onet poinformował, że prokuraturze udało się postawić Kralowi zarzut udziału w oszustwie ogromnych rozmiarów - a to by mogło oznaczać, że wiadomo, gdzie on przebywa. Do tej pory pojawiały się informacje o tym, że Kral może być w Izraelu, Dubaju albo w Kambodży.
Według Onetu Kral chce współpracować i udzielać informacji na temat polityków Zjednoczonej Prawicy. Nasz informator, który zna kulisy działań na rynku kryptowalut, nie kryje zdziwienia.
- Przecież nie w tym rzecz. Nie wiem, czy to w jakimkolwiek stopniu przyczyni się do odzyskania przez poszkodowanych pieniędzy. To wygląda raczej jakby Kral chciał się przypodobać obecnie rządzącym - słyszymy. …
Ciekawszy jest wątek ws. tego, czy Kral działał sam, czy był jedynie słupem i twarzą giełdy, a prawdziwi mocodawcy pozostawali w cieniu. O takim scenariuszu mówi nasz rozmówca.
- Na rynku od początku mówiło się, że Kral jest tylko słupem i że rzeczywiście jego mocodawcy mają dostęp do owych 4,5 tys. bitcoinów. Dlatego Zondacrypto tak długo bankrutowała - płynność zaczęła tracić już w grudniu 2025 roku. Po prostu, gdy na oficjalnych kontach brakowało już bitcoinów, Kral musiał uzyskiwać zgody na uszczuplenie dawnych portfeli Suszka - mówi nasz rozmówca biegły w świecie aktywów cyfrowych.
Dogadywanie się z prawdziwymi właścicielami i sam transfer pieniędzy trwał, więc wypłaty rozciągały się w czasie. W końcu okazało się, że zobowiązania Zondacrypto są na tyle duże - liczone w miliardach złotych - że dysponenci kluczy zdecydowali o zakręceniu kurka i pozostawieniu Krala samego sobie - słyszymy od naszego informatora.
Według naszych informacji Przemysław Kral sprzedał swoją nieruchomość w Monako, ale nie zdążył zainkasować pieniędzy - zadziałały francuskie bezpieczniki prawne przeciwko praniu pieniędzy i współpraca z polską prokuraturą. Środki uzyskanie ze sprzedaży pozostają w depozycie.
Nasz informator wskazuje też, że sama giełda wynajmowała mieszkanie na trzecim piętrze kamienicy w miejscowości Villefranche-sur-Mer - luksusowej posiadłości między Monako a Niceą. To znana lokalizacja wśród miliarderów z całego świata, gdzie nawet małe mieszkanie kosztuje po 2-3 mln euro.
- Firma Zondacrypto postanowiła wynajmować mieszkanie w tak drogim miejscu od agencji nieruchomości, płacić za to tysiące euro, a żeby nie stało puste - bo to trochę podejrzane - oddaje je pracownikom za darmo do pomieszkania w ramach workation (połączenie pracy i odpoczynku w ciepłych krajach). Czy to nie wygląda, jakby firma w ten sposób wypłacała „komuś" (właścicielowi mieszkania) wynagrodzenie, sponsorowała kogoś? Czy to nie jest trochę jak legalne pranie i opłacanie kogoś? - pyta retorycznie nasz informator.


12.
Kazachstan idzie do wyborów, Tokajew umacnia swoją pozycję, by pozostać u władzy do 2036 roku.
Kazachstan przygotowuje grunt pod sprawną sukcesję, ale 73-letni prezydent Kasym-Żomart Tokajew może zdecydować się na pozostanie na stanowisku do 2036 roku. Podczas gdy Astana dokłada wszelkich starań, aby sytuacja wewnętrzna była jak najbardziej przewidywalna, niewiadome poza jej granicami rosną: niedawna eskalacja konfliktu między Rosją a Ukrainą wystawia na ciężką próbę tradycyjną politykę środkowoazjatyckiej republiki polegającą na równoważeniu sił między mocarstwami.
Niedzielne wybory parlamentarne przyniosły miażdżące zwycięstwo, zdobywając ponad 70% głosów, dla Adiletu, kolejnego wcielenia partii kontrolującej kazachską politykę od lat 90., obecnie kierowanej przez zwolenników Tokajewa. Nie było wątpliwości: choć oficjalnie konkurowały, wszystkie partie były powiązane z elitą rządzącą. Znaczenie wyborów leży gdzie indziej, w ramach instytucjonalnych, które Kazachstan buduje, aby zapewnić ciągłość reżimu, niezależnie od jego przywództwa.
Nowa konstytucja, która weszła w życie w lipcu, zniosła Senat i scentralizowała funkcję ustawodawczą w jednym zgromadzeniu, „mniejszym, a zatem łatwiejszym do kontrolowania” – zauważa Luca Anceschi , profesor studiów euroazjatyckich na Uniwersytecie w Glasgow. Przywróciła również stanowisko wiceprezydenta: mianowany przez Tokajewa za zgodą nowo wybranego parlamentu, stanie się on pierwszym w kolejce do najwyższego urzędu państwowego. Trybunał Konstytucyjny orzekł jednak, że poprawki do Karty unieważniają poprzednie kadencje Tokajewa, umożliwiając mu ubieganie się o kolejną siedmioletnią kadencję w 2029 roku. W rozmowie z mediami w niedzielę w lokalu wyborczym, w którym głosował, kazachski przywódca ogłosił, że wiceprezydent zostanie wyznaczony w ciągu dziesięciu dni, ale nazwał „przedwczesnym” omawianie jego ewentualnej reelekcji.
„To, czy odejdzie, czy zostanie, jest ostatecznie nieistotne” – stwierdza Anceschi. „Teraz widzimy jedynie środki mające zapobiec powtórzeniu się tego, co wydarzyło się w 2022 roku”. Trzy lata po przekazaniu władzy przez pierwszego postsowieckiego prezydenta Nursułtana Nazarbajewa jego następcy, Tokajewa, Kazachstan ogarnęły protesty wywołane rosnącymi cenami gazu, które groziły upadkiem całej struktury władzy. Astana zwróciła się do Moskwy o zbrojną interwencję, a starcia i brutalne represje kosztowały życie około 230 osób. Nazarbajew zrzekł się urzędu prezydenta, ale nie władzy: wewnętrzne walki elit przeplatały się z chaosem na ulicach, doprowadzając reżim na skraj upadku. „Nowy Kazachstan” jawi się zatem jako projekt mający na celu przekształcenie trzydziestoletniego personalistycznego autorytaryzmu Nazarbajewa w równie autorytarny, ale bardziej zinstytucjonalizowany system, zdolny przetrwać przywódcę.
Tokajew, były dyplomata pracujący również w Organizacji Narodów Zjednoczonych, określił wczorajsze wybory jako „najciekawsze” w historii kraju, nazywając reformy niezbędne do rozwiązania „bezprecedensowych napięć geopolitycznych”. W ciągu ostatnich czterech lat Kazachstan poruszał się po wzburzonych wodach. Formalnie sojusznik Moskwy, odmówił wsparcia Kremlowi w wojnie z Kijowem i wielokrotnie podkreślał swoje poparcie dla integralności terytorialnej Ukrainy.
Jednocześnie utrzymuje bliskie stosunki gospodarcze i w zakresie bezpieczeństwa z Rosją. Astana utrzymuje doskonałe relacje z Zachodem i Chinami, zwłaszcza handlowe, ale pozostaje silnie uzależniona od Moskwy w zakresie infrastruktury: 80% jej eksportu ropy naftowej przechodzi przez rurociąg CPC, który przecina Rosję. Ta zależność naraża ją nie tylko na presję ze strony Kremla, ale także na konsekwencje konfliktu: w lipcu ukraińskie ataki na tankowce w terminalu CPC spowodowały wielokrotne zakłócenia w transporcie towarów do Noworosyjska. Jednocześnie naloty na rosyjską infrastrukturę energetyczną skłoniły Moskwę do poszukiwania w Astanie dostaw benzyny i potencjalnego przerobu ropy naftowej w kazachskich rafineriach.
„Te wydarzenia potwierdzają dynamikę, która rozwija się od 2022 roku: wojna przekształciła Kazachstan z partnera drugorzędnego w użytecznego, a Moskwa coraz częściej prosi o pomoc” – zauważa Shairbek Juraev , dyrektor wykonawczy think tanku Crossroads Central Asia. Aidana Paizova , profesor stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Kimepa w Ałmaty, opisuje obecne relacje między Moskwą a Astaną jako „głęboką, ale asymetryczną współzależność”, w której „Rosja pozostaje zdecydowanie dominującą potęgą”. „Nie sądzę, aby wojna zasadniczo zburzyła tę hierarchię” – mówi, dodając, że Kazachstan ma teraz „nieco większe pole manewru”. Dla Aliji Ckhay , badaczki z Centrum Polityki Energetycznej Uniwersytetu Strathclyde, „międzynarodowa sytuacja geopolityczna wskazuje na potrzebę alternatywnych szlaków”. Jednym z nich jest Korytarz Środkowy, który łączy Azję z Europą przez Morze Kaspijskie i Czarne. Jednak jego rozwój, jak zauważa ekspert, „nie zależy wyłącznie od Kazachstanu; wymaga inwestycji ze strony wszystkich zainteresowanych stron, od innych krajów Azji Środkowej po Kaukaz Południowy, Turcję i przede wszystkim UE i Chiny”.
Alternatywy Astany wciąż jednak dalekie są od zapewnienia przepustowości porównywalnej z infrastrukturą rosyjską. To jest główny słaby punkt jej polityki równowagi. Prawdziwą niewiadomą jest dalsza eskalacja konfliktu. „Utrzymywanie tej niejednoznaczności to ich jedyna opcja” – podsumowuje Anceschi. „Nie widzę innego wyjścia, chyba że wojna stanie się tak intensywna, że Rosja poprosi Kazachstan o wysłanie wojsk. W takim przypadku nie możemy przewidzieć, jak się skończy”.
(https://www.repubblica.it/esteri/2026/08/24/news/kazakhstan_elezioni_tokayev_si_rafforza_legame_con_mosca_resta_nodo-425544302/?ref=RHLM-BG-P6-S1-T1-fdg11 )


13.
Portfel Trumpa: Sprzedaje akcje Meta i kupuje Visy. Jak prezydent gra na giełdzie
Jeśli tysiąc wydaje się małą liczbą… to właśnie tyle wahań na giełdzie odnotował prezydent USA Donald Trump w samym czerwcu, gdy rynki tańczyły w rytm jego kroków tam i z powrotem przez Cieśninę Ormuz . Te liczby podsycają nową kontrowersję wokół konfliktu interesów lokatora Białego Domu, którego zainteresowania obejmują zarówno nieruchomości, jak i kryptowaluty, a który posunął się nawet do wykorzystania swojej Prawdy (Truth social) jako megafonu dla poufnych informacji.
Zgodnie z dokumentem opublikowanym przez amerykańskie Biuro Etyki Rządowej, łączna wartość transakcji wyniosła od 78,1 mln do 263,1 mln dolarów. Nie da się ustalić dokładnej kwoty, ponieważ w oświadczeniu podano zakres wartości dla każdej transakcji, a nie dokładne kwoty.
Dokument nie zawiera szczegółów transakcji, ale ujawnia, że prezes sprzedał akcje Meta i kupił akcje Berkshire Hathway, Visa i Mastercard – co stanowiło znaczną korektę portfela.
Największą transakcją była sprzedaż 22 czerwca akcji funduszu ETF Vanguard , instrumentu, który zazwyczaj śledzi wyniki aktywów bazowych po niskim koszcie. Inne transakcje obejmowały zakup akcji giganta oprogramowania Palantir 3 czerwca za kwotę od 1001 do 15 000 dolarów, a następnie sprzedaż akcji o wartości od 15 001 do 50 000 dolarów 16 czerwca oraz akcji o wartości od 500 000 do 1 miliona dolarów 18 czerwca. Następnie zakupił akcje 23 i 24 czerwca, po zawarciu porozumienia pokojowego między Stanami Zjednoczonymi a Iranem.
Zakup akcji Berkshire, Visa i Mastercard w czerwcu nastąpił 18 czerwca, dzień po podpisaniu w Wersalu wstępnego porozumienia kończącego wojnę w Iranie.
„Ani prezydent ani żaden członek jego rodziny nie ma możliwości wpływania na zarządzanie portfelem ani udzielania wskazówek dotyczących tego, kiedy dokonywać sprzedaży lub zakupów” – powiedział rzecznik Białego Domu, Davis Ingle, próbując zignorować krytykę. „Wszystkie decyzje inwestycyjne są podejmowane wyłącznie przez niezależnych menedżerów” – dodał, wyjaśniając, że transakcje są zautomatyzowane i „śledzą uznane indeksy, takie jak Schwab 1000”.
W 2025 roku Trump przeprowadził ponad 21 000 transakcji giełdowych, często w falach powiązanych z wydarzeniami rynkowymi, które sam wywołał. W zeszłym roku przeprowadził transakcje szacowane na kwotę od 600 milionów do 1,86 miliarda dolarów, przy czym niektóre akcje zostały kupione i sprzedane tego samego dnia.
W zeszłym roku, w pierwszym roku swojej drugiej kadencji, dochody osobiste prezydenta wzrosły o 2,2 miliarda dolarów. Było to w dużej mierze zasługą udanych inwestycji w kryptowaluty za pośrednictwem jego rodzinnego przedsiębiorstwa, World Liberty Financial.
(https://www.repubblica.it/economia/2026/08/24/news/il_portafoglio_di_trump_vende_meta_e_compra_visa_come_il_presidente_gioca_in_borsa-425543985/?ref=RHLM-BG-P9-S1-T1-fattidelgiorno42 )


14.

https://wyborcza.pl/7,75398,32984581,sondaz-cbos-tylko-cztery-partie-w-sejmie-morawiecki-i-nowa.html#s=S.TD-K.C-B.3-L.2.duzy


15.
Ruch „bez centrów danych” przejmuje amerykańską kampanię wyborczą.
Cień sztucznej inteligencji nad amerykańskimi wyborami. I nie tylko dlatego, że „analitycy będą wykorzystywać sztuczną inteligencję do opracowywania strategii, a kampania wyborcza będzie prowadzona za pomocą ukierunkowanych komunikatów i zmanipulowanych filmów”, jak pisze amerykańska historyczka Jill Lepore w „Financial Times” . Ankieterzy zdali sobie sprawę, że centra danych będą miały większy wpływ na wynik głosowania niż wojna w Iranie: fizyczne lokalizacje serwerów komputerowych i archiwów, kluczowe węzły w wyścigu o przetwarzanie kognitywne, wysoce zanieczyszczające i pochłaniające energię i wodę obszary, na których się znajdują. W Stanach Zjednoczonych jesteśmy świadkami prawdziwego sprintu: według raportu AI Index Report Uniwersytetu Stanforda, aktywnych jest już 5427 takich centrów. Giganci z Doliny Krzemowej potrzebują ich znacznie więcej: zwrócili się o pozwolenia na budowę kolejnych 3969, z czego 800 jest już w budowie, na obszarach wiejskich i (biednych) przedmieściach miast, co daje łączną kwotę inwestycji sięgającą astronomicznych dziesięciu bilionów dolarów (670 miliardów w tym roku).

Ruch neoludyczny
Ale coraz bardziej konkretna przeszkoda zagraża planom Elona Muska, Marka Zuckerberga i spółki: rosnący sprzeciw opinii publicznej – a teraz ponadpartyjny – wobec ich realizacji. Prawdziwy ruch – który niektórzy nazywają „neoluddyckim”, przywołując na myśl brytyjskich robotników, którzy w latach 1811–1813 zniszczyli mechaniczne krosna, których używali – napędzany prawdziwymi problemami: gwałtownie rosnącymi rachunkami za prąd z powodu energii pobieranej z centrów, wyczerpywaniem się zasobów wody, zanieczyszczeniami odpadami i emisjami gazów cieplarnianych, które powodują wzrost temperatur. Demokraci najbliżsi obozowi postępowemu już płyną na fali, wzywając do wprowadzenia surowych ograniczeń lub wstrzymania projektów. Najbardziej entuzjastyczni zwolennicy ruchu No Data Center zwyciężają w prawyborach. Dzieje się to również w obozie republikanów, gdzie poparcie dla sektora, który był promowany przez lata, słabnie. Pomimo tego , że Donald Trump zaledwie rok temu wydał rozporządzenie wykonawcze, nazywając regulacje dotyczące sztucznej inteligencji „formą przebudzenia”, czyli skrajną ideologią ekologiczną, teraz twierdzi, że „nie możemy sprzeciwiać się postępowi, musimy go zaakceptować. Jeśli go nie zbudujemy, zostaniemy w tyle, a Chiny zwyciężą”. Brak regulacji rządowych nie cieszy się jednak popularnością: 71 procent Amerykanów (sondaż Gallupa) jest wrogo nastawionych do budowy nowych katedr danych. I karzą tych, którzy nie mówią o tym głośno, oddając głosy. Na przykład w stanie Utah przewodniczący Senatu stanowego, Stuart Adams, popularny i wpływowy republikanin, został pokonany w prawyborach przez swoją partyjną koleżankę Stephanie Hollist, która zaatakowała go za poparcie dla budowy centrum danych w Salt Lake City.

Nowa twarz Pearson
Twarzą ruchu jest Justin Pearson, 31-letni przedstawiciel Demokratów w Kongresie Tennessee, który został wydalony za zorganizowanie pokojowego protestu antybroniowego. W Memphis, miejscu narodzin rock and rolla, gdzie zadebiutował Elvis Presley, kluczowym miejscu w historii praw obywatelskich, ponieważ to właśnie tam zamordowano Martina Luthera Kinga, pokonał on swoich rywali 6 sierpnia ubiegłego roku, wygrywając prawybory w dziewiątym okręgu: czarnej dzielnicy Westwood, na południe od miasta, prawdziwego epicentrum nowego kryzysu, położonego między dwoma największymi ośrodkami zanieczyszczeń, zarządzanymi przez xAi, należącymi do najbogatszego człowieka na świecie, Elona Muska. Na północy znajduje się centrum danych Colossus 1, a na południu jego bliźniaczy Colossus 2. Aby uniknąć obciążenia lokalnej infrastruktury elektrycznej, zbudowano turbiny Colossus 2, ale — według śledztwa Politico — brakuje im systemów kontroli emisji wymaganych przez Clean Air Act, prawo, które je reguluje.
W związku z tym emituje 2500 ton tlenku azotu rocznie, na obszarze, który już teraz ma najwyższą liczbę osób cierpiących na astmę w stanie ze względu na istniejący tam już ośrodek przemysłowy. Nieprzypadkowo Pearson nazywa tę bitwę „krucjatą o nasze życie”. Jest to jednak trudne: turbiny są zamontowane na kołach, a zatem teoretycznie „tymczasowe”: to podstęp firmy opracowującej modele Gork, mający na celu dostosowanie ich do mniej restrykcyjnych przepisów. Nawet Departament Sprawiedliwości popiera xAI, twierdząc, że eksploatacja tych maszyn jest kwestią bezpieczeństwa narodowego, ponieważ armia amerykańska wykorzystuje Gork do prowadzenia wojny z Iranem, a rząd w związku z tym przypisuje sobie prawo do odrzucenia wszelkich pozwów przeciwko trucicielom.
Jeśli zostanie wybrany, Pearson będzie walczył w Kongresie. Na razie władzę przejmuje kongresmenka z Nowego Jorku, Alexandria Ocasio-Cortez – orędowniczka Zielonego Nowego Ładu, odrzuconego przez Donalda, obecnie potencjalnego kandydata na prezydenta z ramienia lewicy. Ocasio-Cortez, wraz z senatorem stanu Vermont Berniem Sandersem, przedstawiła propozycję ogólnokrajowego moratorium na budowę nowych ośrodków. Tymczasem Kalifornijczyk Ro Khanna, reprezentujący Dolinę Krzemową i znany z kierowania kampanią na rzecz ujawnienia Akt Epsteina, przekształcił swój sprzeciw w manifest polityczny „Sztuczna inteligencja dla ludzi”, wzywający do „nowej technologicznej umowy społecznej”.

Republikanie
Nieufność rośnie również wśród Republikanów, mimo że Trump i jego zastępcy, J.D. Vance i Marco Rubio, sprzeciwiają się jakimkolwiek regulacjom. I tak teraz w Teksasie, gdzie działa już 335 centrów danych i planuje się budowę kolejnych 248, nawet gubernator Trumpa, Greg Abbott, ubiegający się o nową kadencję, wzywa do wprowadzenia nowych regulacji. To być może spóźniony zwrot akcji: według ABC wielu wyborców w obszarach, w których planowane są nowe megacentra, deklaruje, że po raz pierwszy zagłosuje na Demokratów. Próbują więc stłumić protesty, wykorzystując narzędzia sztucznej inteligencji, na przykład do wspierania teorii spiskowej, że sprzeciw wobec centrów to spisek komunistyczny, wynik – rzecz jasna – chińskiej kampanii z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Niebezpieczny manewr, zauważa Jill Lepore: „To, co kiedyś było sferą debaty publicznej, jest teraz internetową areną, w której uczestniczy więcej chatbotów zarządzanych przez prywatne firmy niż ludzi: nazywam to sztucznym państwem”. Wybory prezydenckie w 2028 r. coraz bardziej przypominają referendum w sprawie regulacji tego wrażliwego sektora.
(https://www.repubblica.it/economia/2026/08/22/news/il_popolo_del_no_data_center-425540015/?ref=RHLM-BG-P9-S2-T1-fattidelgiorno42 )


16.

Madonna, Bieber i spółka z Hollywood świętują lato na Morzu Egejskim i Jońskim: nigdy wcześniej tak wielu turystów ze Stanów Zjednoczonych nie odwiedziło Grecji.
https://www.repubblica.it/viaggi/2026/08/24/news/madonna_bieber__co_le_star_di_hollywood_postano_le_vacanze_greche_mai_tanti_turisti_dagli_states-425544210/?ref=RHLM-BG-P21-S1-T1-fdg10
„Wszystkiego najlepszego, Madonno !” Tego lata, bardziej niż kiedykolwiek, greckie wyspy stały się tłem amerykańskich wakacji jet-set, oferując Atenom szczególnie mile widzianą okazję do przyciągnięcia turystów z zagranicy. Po autorce książek Like a Virgin i Material Girl, która świętowała swoje 68. urodziny na wyspie Korfu, wiele światowej sławy gwiazd wybrało piękno wysp greckich. „Cieszę się, że miło spędziłaś czas w Grecji! Wróć w przyszłym roku!” powiedział grecki premier Kyriakos Mitsotakis pani Ciccone, która obszernie podzieliła się swoimi wakacjami na Instagramie, w tym przyjęciami, rejsami statkiem i krajobrazami Wysp Jońskich.

Nowa fala
Madonna nie jest jedyną gwiazdą popu – ani gwiazdą w ogóle – która wybrała Grecję tego lata. Wśród innych są Justin Bieber z rodziną w Porto Heli na Peloponezie i na pobliskiej wyspie Spetses ( Velvina ); piosenkarka Katy Perry i były premier Kanady Justin Trudeau, którzy definitywnie ujawnili swój związek na początku lata i zostali zauważeni na romantycznych wakacjach na Mykonos; oraz kalifornijska aktorka Kate Hudson na Skiathos ( Sciato ) na Morzu Egejskim.
Wszyscy dzielą się swoimi wakacjami w mediach społecznościowych. To darmowa reklama dla kraju, z której korzysta premier Aten. „Gwiazdy głosują za greckim latem!” – zauważył w piątek nadawca publiczny ERT, poświęcając, podobnie jak inne media, artykuł celebrytom przybywającym z zagranicy. Ten entuzjazm nie ogranicza się do dwóch „zwykłych podejrzanych”, Mykonos i Santorini. Dziennik „To Vima” chwali tę „nową falę”, która „przyczynia się do międzynarodowej widoczności kraju”, wymieniając na przykład aktorkę i piosenkarkę (brytyjską, nawiasem mówiąc) Ritę Orę, która dzieli się swoimi wakacyjnymi wrażeniami z „milionami obserwujących” w mediach społecznościowych. Dla Grecji ta seria międzynarodowych idoli stanowi niezwykłą promocję w czasach, gdy rynek amerykański stał się jednym z najbardziej dochodowych dla turystyki krajowej.
Dzięki celebrytom i kinu „nastąpił dynamiczny rozwój i wzmocnienie wizerunku Grecji jako głównego celu letniego wypoczynku” – potwierdził Tsartas , profesor rozwoju turystyki na Uniwersytecie Harokopio w Atenach, w wywiadzie dla Agence France Presse Paris. Po trwającym dekadę kryzysie finansowym (2009-2018) i późniejszym wstrząsie wywołanym przez pandemię COVID-19, Grecja nadal intensywnie inwestuje w turystykę. Według Stowarzyszenia Greckich Przedsiębiorstw Turystycznych (SETE) sektor ten generuje obecnie prawie 30% PKB kraju.

Ryzyko monokultury
Jednak eksperci i lewicowa opozycja ostrzegają przed monokulturą turystyczną promowaną przez konserwatywny rząd grecki, potępiając jej skutki w postaci przeludnienia, inflacji i innych problemów. W 2025 roku około 1,55 miliona amerykańskich podróżnych (4% przyjazdów turystycznych) o wysokiej sile nabywczej podróżowało do Grecji, według Banku Grecji. Przychody generowane przez ten zagraniczny przepływ turystów wzrosły o 9,7%, osiągając 1,737 miliarda euro, według tego samego źródła. W 2025 roku średnie wydatki na turystę z USA wyniosły 1120 euro (+9%). Turyści amerykańscy stanowią trzecie co do wielkości źródło dochodów z turystyki, po Niemcach i Brytyjczykach, według Sete.
Główne amerykańskie linie lotnicze zdecydowały się znacząco zwiększyć liczbę lotów począwszy od 2025 roku. W tym roku Grecja może pochwalić się największą liczbą bezpośrednich lotów do Stanów Zjednoczonych w swojej historii: 103 bezpośrednie loty tygodniowo łączą Ateny z dziewięcioma amerykańskimi destynacjami, obsługiwanymi przez pięć linii lotniczych. Na przykład American Airlines zwiększyło całkowitą liczbę dostępnych miejsc o 30 procent w porównaniu z ubiegłym latem.

Efekt Ulissesa
Poza gwiazdami, amerykańskie kino stanowi cenną szansę dla greckiej turystyki. Zjawisko to, znane jako „set-jetting”, polega na wyborze celu podróży po odkryciu go w filmie lub serialu telewizyjnym. Według badania przeprowadzonego dla Expedia, 13% ankietowanych amerykańskich podróżnych przyznało, że zarezerwowało podróż po zobaczeniu miejsca na ekranie.
W Grecji zjawisko to ujawniło się już w przeszłości za sprawą udanego musicalu Mamma Mia, nakręconego na wyspie Skopelos, dzięki któremu, jak wspomina Tsartas, „odnotowaliśmy boom w amerykańskiej turystyce”.
W tym roku (a może nawet bardziej w 2027 roku) możemy spodziewać się tego samego scenariusza dzięki globalnemu sukcesowi „Odysei”. Film Christophera Nolana, opowiadający o przygodach Odyseusza – kwintesencji greckiego bohatera – został nakręcony głównie na Peloponezie, w regionie Mesenii i, według samego Mitsotakisa, przyczynia się do „odnowienia globalnego zainteresowania starożytną cywilizacją grecką”.
Według danych EasyJet Holidays, opublikowanych przez grecką gazetę Kathimerini, liczba rezerwacji biletów do Grecji wzrosła w ostatnich tygodniach o 18% po międzynarodowej premierze filmu w połowie lipca. Wzrost ten był szczególnie znaczący na wyspach Korfu i Kefalonii, położonych w pobliżu Itaki, legendarnego królestwa Odyseusza.
W lutym Brad Pitt udał się na wyspę Hydra, aby nakręcić swój nadchodzący film „Jeźdźcy” w reżyserii Edwarda Bergera. Netflix wybrał również Grecję jako pierwszą lokalizację do kręcenia szóstego sezonu swojego popularnego serialu „Emily in Paris”. Lily Collins, główna aktorka i reszta ekipy zostali zauważeni wiosną na Mykonos, Paros i Santorini. Wygląda na to, że efekt domina będzie się utrzymywał.


17.

Kobieta utknęła w Hiszpanii, ponieważ brytyjski system eVisa pomylił ją z siostrą bliźniaczką
Nidia Webb, która legalnie osiedliła się w Wielkiej Brytanii, wpadła w pułapkę „znanego problemu” związanego z cyfrowym procesem imigracyjnym Ministerstwa Spraw Wewnętrznych
https://www.theguardian.com/uk-news/2026/aug/24/woman-stranded-spain-uk-evisa-system-mistakes-twin-sister
Nidia Webb padła ofiarą, jak jej powiedziano, „znanego problemu” związanego z e-wizą, która została wprowadzona w ramach działań rządu mających na celu cyfryzację brytyjskiego systemu imigracyjnego. Problemy, które ją spotkały, zaniepokoiły tysiące osób.
Politico donosi, że Webb, która mieszka w Wielkiej Brytanii od ośmiu lat, usłyszała przy bramce odlotów, że nie będzie mogła wsiąść na pokład samolotu powrotnego. „Mój cyfrowy status osoby osiedlonej został powiązany z danymi mojej siostry bliźniaczki, a nie z moimi własnymi, co oznacza, że mój status nie mógł zostać prawidłowo dopasowany do mojej tożsamości” – powiedziała.
„Poinformowano mnie, że jest to znany problem techniczny, który dotyczy niektórych bliźniaków w systemie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych”.
Webb powiedziała, że pracownicy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych obiecali jej telefonicznie, że problem zostanie rozwiązany, jednak później potwierdzenie e-mailem zostało wysłane do jej siostry, a nie do niej.
„Nie miałam pojęcia, że problem został rozwiązany, dopóki nie pozwolono mi wsiąść do samolotu powrotnego” – powiedziała Webb. „Gdybym nie spędziła godzin na telefonie, próbując rozwiązać tę sprawę, nie mam pojęcia, na jak długo mogłabym utknąć za granicą”.
Rzecznik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych powiedział: „Ponad 10 milionów osób z powodzeniem skorzystało już z e-wiz, aby potwierdzić swój status imigracyjny. Rozwijając nasz system cyfrowy, dbamy o dokładność danych i zapewniamy, że zabezpieczenia wdrożone w celu wsparcia użytkowników e-wiz są dostępne dla każdego, kto korzysta z systemu cyfrowego.
„W rzadkich przypadkach, gdy zostaną zidentyfikowane błędy, większość spraw jest rozwiązywana w ciągu 24 godzin”. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało, że problem, na który natrafiła Webb, został już rozwiązany i że pracownicy skontaktują się z nią bezpośrednio.
System eVisa budzi poważne obawy. W lipcu 2025 roku „Guardian” donosił, że nawet 200.000 osób, które legalnie mieszkały w Wielkiej Brytanii od dziesięcioleci, było narażonych na skandal w stylu „Windrush”, ponieważ Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nie było w stanie się z nimi skontaktować w celu przeniesienia ich starych dokumentów imigracyjnych do nowego systemu cyfrowego.
Monique Hawkins, pełniąca obowiązki dyrektor naczelnej organizacji the3million zajmującej się kampanią imigracyjną, powiedziała, że spotkała się już z przypadkami podobnymi do sprawy pani Webb, dodając, że zwróciły one uwagę na słabości systemu i że „kluczowe jest, aby ludzie mieli naprawdę stabilny sposób na udowodnienie swojego statusu”.
W rozmowie z Politico powiedziała, że wprowadzenie e-wizy odbyło się „w pośpiechu”, dodając: „Regularnie widzimy, że ludziom odmawia się nie tylko wejścia na pokład, ale także odszkodowania, ponieważ przewoźnicy i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przerzucają się winą i odpowiedzialnością”.


18.

Pieprzenie. To nie są żadni artyści (choć Wyborcza ich promuje), tylko przestępcy, zasługujący nie tylko na odszkodowania i grzywny, ale i na więzienie. I nie bazgrają tego xówna gdzie jest zaniedbanie, tylko wszędzie tam, gdzie jest czysto i porządnie. Jak trzeba nienawidzić ludzi, żeby zmuszać ich do obcowania z tymi odchodami!



Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga